- Opowiadanie: None - TYGODNIOWE WYZWANIE #4 W ZAWIESZENIU

TYGODNIOWE WYZWANIE #4 W ZAWIESZENIU

Oceny

TYGODNIOWE WYZWANIE #4 W ZAWIESZENIU

Terminy: publikujemy fragmenty od 23 do 29 stycznia. Od 30 stycznia do 5 lutego jedynie komentujemy i dyskutujemy. Do 4 lutego wyznaczony zostanie kolejny prowadzący ćwiczenie.

Cel ćwiczenia: kreowanie suspensu.

Zadaniem uczestników będzie napisanie krótkiej scenki, która utrzyma czytelnika w napięciu, zawierającej również rozwiązanie napiętej sytuacji.

Postacie i ich działanie: dowolna i dowolne.

Limit: 500 słów.

Koniec

Komentarze

Minimalistyczny poradnik (bezczelnie zerżnięty z wikipedii)

Suspens jest chwytem narracyjnym mającym przykuć uwagę czytelnika lub utrzymać jego zainteresowanie. Wytwarzamy go na dwa podstawowe sposoby:

– poprzez stworzenie niepewności co do przyszłego przebiegu zdarzeń (czytelnik zastanawia się “kto?”, “co?” i “jak?”);

– poprzez stworzenie pewności co do przyszłego biegu wydarzeń (czytelnik wie, że nadchodzi jakaś tragedia i zastanawia się jedynie “kiedy?”).

Ten drugi wariant może wydawać się nieoczywisty, dlatego pozwolę sobie przytoczyć cytat z Alfreda Hitchcocka, który przy okazji wyjaśni różnicę miedzy suspensem a zaskoczeniem:

„Spokojnie sobie teraz rozmawiamy, nie dzieje się nic specjalnego, ale gdyby pod stołem była podłożona bomba, nagle, ni stąd, ni zowąd rozległby się: bum! wybuch. Publiczność byłaby zaskoczona, ale ponieważ wcześniejszy przebieg sceny był absolutnie zwyczajny, w tym zaskoczeniu nie byłoby nic interesującego. Teraz rozpatrzmy suspens. Bomba jest pod stołem i publiczność o tym wie, prawdopodobnie widziała podkładającego ją terrorystę. Publiczność wie, że bomba wybuchnie o pierwszej, i wie też, że teraz jest za piętnaście pierwsza, bo w scenografii pokoju jest zegar; ta sama obojętna rozmowa staje się nagle ogromnie interesująca, bo publiczność bierze w niej udział. Ma ochotę ostrzec osoby znajdujące się na ekranie”

Dodatkowo, w celu wytworzeniu suspensu niezbędne są dwa składniki. Musi występować jakaś niepewność co do ostatecznego wyniku wydarzeń oraz czytelnik musi odczuwać jakieś emocje w związku z tym wynikiem – najczęściej strach lub nadzieję. Jeżeli dobrze wiemy, że bohaterowi nic nie grozi, nie ma mowy o suspensie. Jeżeli coś może mu grozić, ale jego los jest nam obojętny, również. Oczywiście zainteresowanie czytelnika losem bohatera w niedługim fragmencie nie będzie łatwe. W tym celu często sięga się po archetypy postaci, które odruchowo wzbudzają u czytelników pozytywne skojarzenia lub troskę – np. małe dzieci, osoby niepełnosprawne lub starsze lub zwierzęta. 

 

Wpis śledzący

"Nic mnie nie zmusi dzisiaj do biegania, mimo wszystko znów zasiadam zaraz do pisania."

500 słów, hojnie ;)

Ciekawe ćwiczenie. Wrócę tu.

deviantart.com/sil-vah

. Kropka taktyczna :)

Sądząc po liczbie taktycznych kropek i braku fragmentów, to chyba najtrudniejsze zadanie jak do tej pory xD. To ja otworzę peleton.

 

Lipcowa noc

 

– Co to było? – Wiola usiadła na łóżku.

– Gałąź uderza w okno. – Uśmiechnąłem się pobłażliwe. – Śpij.

– To był beznadziejny pomysł. – Opadła na poduszkę i podciągnęła kołdrę pod brodę. – Nigdzie nie można pójść, bo ciągle leje. A w tej zapyziałej chacie wszystko skrzypy, trzeszczy i do tego z każdego zakamarka wyłażą robale.

– Nie przesadzaj, to tylko kilka pająków, nie zjedzą cię przecież.

Mnie pobyt w górskiej chacie zdecydowanie by się podobał, gdyby nie ciągłe narzekanie żony, oczywiście tę myśl zachowałem dla siebie.

– Nie zasnę przez ten hałas. Zrób coś z tym – zażądała i szturchnęła mnie łokciem w bok.

– Chcesz, żebym powstrzymał wichurę? – mruknąłem w półśnie.

– Nie, możesz po prostu złamać gałąź. – Nie musiałem widzieć jej twarzy, aby widzieć, że przewróciła oczami.

Dyskusja nie miała sensu. Dalsze protesty doprowadziłyby jedynie do lawiny niepowiązanych ze sobą oskarżeń, zaczynając od „to twoja wina, że tu przyjechaliśmy”, a na „nigdy nie słuchasz tego, co mówię” kończąc. Nie było mi to potrzebne, więc tylko mruknąłem w odpowiedzi i włączyłem nocną lampkę. Włączyłem, ale światło się nie zapaliło.

– Świetnie, i jeszcze nie ma prądu – rzuciła Wiola.

– Pewnie wichura zerwała przewody.

Usiadłem, po ciemku wymacałem ciapy i szlafrok. Po omacku ruszyłem w stronę drzwi. Byłem pewien, że w kuchennej szufladzie widziałem latarkę, być może nawet działała.

Oczywiście, że nie. Westchnąłem i udałem się do samochodu. Dobrze, że byłem jednym z tych mężczyzn, którzy zawsze wożą ze sobą skrzynkę z narzędziami, bo przecież nie wiadomo, kiedy człowiekowi się przyda klucz francuski.

Na szczęście nie padało, a niebo było tylko częściowo przesłonięte chmurami, blask księżyca nieco rozświetlał otaczający chatę las. Drzewa się pochylały, a z oddali dobiegał trzask łamanych gałęzi. Nie tak powinna wyglądać lipcowa noc.

Zawiązałem ciaśniej szlafrok i poczłapałem w kierunku auta. Odszukałem latarkę, gratulując sobie w myślach przezorności.

Rozległ się trzask, dużo głośniejszy niż wcześniej. Podskoczyłem. Ciało przeszedł dreszcz. Skierowałem światło latarki na las, ale dookoła były tylko drzewa i krzaki. Parsknąłem śmiechem. Najwyraźniej udzieliło mi się zdenerwowanie żony.

– Czas na wyprawę – mruknąłem, idąc na tył chaty.

Żadna z gałęzi rosnącej przy oknie czeremchy nie dotykała szyby. Dla pewności połamałem kilka, a potem nasłuchiwałem. Dźwięk zdawał się dobiegać z wnętrza chaty i zdecydowanie zrobił się głośniejszy.

Wróciłem do środka, ciągle wytężając słuch i usiłując zlokalizować źródło hałasu. „Może to ze strychu?”.

Wąskie schody trzeszczały przy każdym kroku, a zardzewiały zawiasy wydały z siebie przeciągły zgrzyt. Gdy otwierałem drzwi, poczułem lekki opór, jakby powietrze po drugiej stronie było gęstsze. Światło latarki ukazała grube pajęczyny zwisające z sufitu aż do samej podłogi. Lepkie nitki spowijały wszystko, a w tej plątaninie tkwiły owady, niektóre jeszcze się szamotały, a inne były już wyschnięte i owinięte kokonami.

Nie podobał mi się ten widok, ale skrobanie przybrało na sile i byłem pewien, że jego źródło znajduje się właśnie tutaj. Nie zamierzałem wrócić z tej wyprawy na tarczy, potrzebowałem więc miecza.

Uzbrojony w szczotkę przedzierałem się przez strych. Coś włochatego dotknęło mojej kostki. Krzyknąłem, a latarka wypadła mi z ręki. Zdążyłem dostrzec leżąca na podłodze lalkę, której włosy otarły się o moją nogę.

Ponownie chwyciłem latarkę i oświetliłem przeciwległą ścianę. Niewielkie okno było uchylone i tkwiła w nim uschnięta gałąź. Targana wiatrem skrobała o szybę i drewniane ściany.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Hmm, a może być kontynuacja fragmentu z wyzwania nr 2?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irka_Luz – pewnie, że może. Ale uprzedzam lojalnie, że nie będę sobie tamtego odświeżał przed lekturą, więc tak czy siak wszystkie informacje niezbędne do zrozumienia tekstu powinny się w tekście znaleźć.

 

***

Alicella

Sądząc po liczbie taktycznych kropek i braku fragmentów, to chyba najtrudniejsze zadanie jak do tej pory xD. To ja otworzę peleton.

Nikt nie mówił, że będzie lekko. :P

 

Wiem, że do tej pory organizatorzy nie komentowali na bieżąco, ale to nie konkurs, a jak sobie zostawię wszystko na koniec, to komentarz będzie miał cztery metry długości. Więc…

 

523 słowa. Tyle limitu, a i tak się rozpychają. :P

Nie jest to do końca to, o co chodziło w ćwiczeniu. Jasne, pod koniec tworzysz odrobinę napięcia, ale tak naprawdę we fragmencie nie pokazujesz żadnego realnego zagrożenia, a jedynie sugerujesz, że potencjalnie jakieś zagrożenie może istnieć – a i to dopiero za połową fragmentu. Mamy więc trochę niepewności co do przebiegu zdarzeń, ale nie tyle, ile by się chciało.

Również język, którym się posługujesz jest raczej lekki, nie sprzyja wytworzeniu gęstej atmosfery.

Słowem – nie jest to zły fragment, ale mam wrażenie, że suspens zacznie dopiero się z jeden czy dwa akapity potem, jak urwałaś narrację.

Słowem – nie jest to zły fragment, ale mam wrażenie, że suspens zacznie dopiero się z jeden czy dwa akapity potem, jak urwałaś narrację.

A może i tak, bo tam faktycznie jest pająk ludożerca na tym strychu, ale się nie zmieścił xD

Ja suspens rozumiałam jako budowanie napięcia przed zwrotem akcji, ale z tego co piszesz, to by raczej wychodziło, że zagrożenie musi być jasno zdefiniowane.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Wtrącę się ;)

 

Ja suspens rozumiałam jako budowanie napięcia przed zwrotem akcji, ale z tego co piszesz, to by raczej wychodziło, że zagrożenie musi być jasno zdefiniowane.

Też w ten sposób rozumiem założenia i suspens w ogóle – nie musi być zagrożenia, ale zaskakujące rozwiązanie akcji, to tekst Alicelli miał.

 

– poprzez stworzenie niepewności co do przyszłego przebiegu zdarzeń (czytelnik zastanawia się “kto?”, “co?” i “jak?”);

– poprzez stworzenie pewności co do przyszłego biegu wydarzeń (czytelnik wie, że nadchodzi jakaś tragedia i zastanawia się jedynie “kiedy?”).

więc w zadaniu chodzi bardziej o 2 rozwiązanie, ma być tragedia? 

 

Ja suspens rozumiałam jako budowanie napięcia przed zwrotem akcji, ale z tego co piszesz, to by raczej wychodziło, że zagrożenie musi być jasno zdefiniowane.

Budowanie napięcia przed zwrotem akcji jest ok, ale ten zwrot powinien się zbliżać w widoczny sposób. U ciebie, w takiej formie jak mamy teraz, przez połowę fragmentu tego napięcia w ogóle nie ma. Dopiero kiedy bohater wychodzi na dwór, zaczynają się pojawiać jakieś sugestie.

A może i tak, bo tam faktycznie jest pająk ludożerca na tym strychu, ale się nie zmieścił xD

No właśnie. Gdyby zacząć fragment od momentu, kiedy bohater wychodzi na dwór i pociągnąć go kawałek dalej, atmosfera zapewne by się bardziej zagęściła.

więc w zadaniu chodzi bardziej o 2 rozwiązanie, ma być tragedia? 

Nie musi jej być. Ale zdecydowanie łatwiej będzie to upchnąć w limicie. ;)

A poważnie – tu nie chodzi o to, że u Alicelli nie ma zagrożenia. Ale przez ok. połowę fragmentu nie dzieje się nic, co mogłoby wzbudzić moją niepewność. Tzn. na podstawie klisz gatunkowych mogę przypuszczać, że coś się stanie – ale a) to moje domysły, nie tekst; b) to sprawia, że tekst jest bardziej, a nie mniej przewidywalny.

Ok None, rozjaśniłeś mi trochę, może coś wymyślę ^^ dzięki :)

A poważnie – tu nie chodzi o to, że u Alicelli nie ma zagrożenia. Ale przez ok. połowę fragmentu nie dzieje się nic, co mogłoby wzbudzić moją niepewność. Tzn. na podstawie klisz gatunkowych mogę przypuszczać, że coś się stanie – ale a) to moje domysły, nie tekst; b) to sprawia, że tekst jest bardziej, a nie mniej przewidywalny.

No właśnie ta klisz jest tu użyta celowo i korzystanie z tego co już jest zakorzenione w wyobraźni czytelnika nie jest złe, zwłaszcza przy tak króciutkim tekście. Zastanawiam się, czy w ogóle bez kontekstu fabularnego może powstać dobry suspens. Jak sobie wyobrażasz sytuację, w której od pierwszych zdań czytelnik czuje niepokój? Najprostsza sytuacja, bohater rozbrajający bombę. Jest zagrożenie, może się skończyć nieprzewidywalnie, ale to wcale nie oznacza przykucia uwagi czytelnika, bo nic nie wiadomo o bohaterze, więc część z tych 500 słów musi zostać poświęcona na zarysowanie tła.

Poza tym sam napisałeś: Jeżeli dobrze wiemy, że bohaterowi nic nie grozi, nie ma mowy o suspensie. Jeżeli coś może mu grozić, ale jego los jest nam obojętny, również. Oczywiście zainteresowanie czytelnika losem bohatera w niedługim fragmencie nie będzie łatwe. W tym celu często sięga się po archetypy postaci, które odruchowo wzbudzają u czytelników pozytywne skojarzenia lub troskę – np. małe dzieci, osoby niepełnosprawne lub starsze lub zwierzęta. 

I ten początek to jest właśnie to, bo kto nie współczuje gościowi, który ma gderliwą żonę xD

Jeszcze inna kwestia to założenie, że czytelnik odczuwa niepokój, bo wie o świecie więcej niż bohater. Najprościej byłby chyba zmienić perspektywy. Na przykład pokazać scenę napadu, z założeniem, że najpierw pojawiają się czekający na ofiarę złoczyńcy, a potem sama niczego nieświadoma ofiara. Może to by się nawet udało w 500 słowach, ale znowu nie będzie napięcia od pierwszego zdania, bo najpierw trzeba zarysować tło.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Halinka i włamywacz

 

 

Zeszła zaniepokojona na parter, coś słyszała. Czyżby włamywacz? Tak! To był włamywacz! Podeszła do intruza, zgarniając jednocześnie wazon z komody. Łupnęła nim zamaskowanego włamywacza w głowę.– Arggh – powiedział włamywacz i osunął był się na podłogę. Teraz powinnam uciekać, pomyślała Halinka, chociaż… Włamywacz właśnie się podnosił. Halinka niewiele myśląc sięgnęła po pogrzebacz od kominka i wbiła mu go w głowę. – Agrhagrr. – powiedział włamywacz. Nie ma już sprawiedliwości na tym świecie pomyślał. Halinka przyjrzała się włamywaczowi leżącemu na podłodze. Kurka jak się podniesie a ja zacznę uciekać, to mnie zabije i ograbi cały dom! Niewiele zastanawiając się przycisnęła piętą prawej nogi, tchawicę włamywacza, ten zaś zatrzepotał rozpaczliwie wszystkimi czterema kończynami i padł bezwładnie na podłogę. Halinka zadzwoniła po policję. – No bo wie pan, – odpowiadała śledczym na przesłuchaniu – widziałam te wszystkie kryminalne filmy, setki razy. No wie pan, kobieta ogłusza napastnika, nie zabijając go, a ten następnie ją morduje. Niby co miałam zrobić?

Agent orange

Alicello, moje odczucia po lekturze są dość podobne do tego, o czym pisał None. Przez pierwszą połowę nie czułam napięcia; później jest wprowadzony pewien dreszczyk, ale fragment kończy się w momencie, w którym zdaje się rozpędzać. A mogło być naprawdę niepokojąco, gdyby ten pająk-ludożerca (brr…) z Twoich wyjaśnień znalazł się w tekście, może nawet gdzieś na samym początku ;)

deviantart.com/sil-vah

Silva, tylko ja się właśnie nad tym zastanawiam, czy bez tej “rozbiegówki” w ogóle byłoby napięcie. Sama nie wiem, może to pociągnąć kawałek dalej i ściąć początek, tak dla porównania, żeby zobaczyć jakby to wyszło.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Alicella

 

No właśnie ta klisz jest tu użyta celowo i korzystanie z tego co już jest zakorzenione w wyobraźni czytelnika nie jest złe, zwłaszcza przy tak króciutkim tekście.

Co do zasady słusznie. Ale zwróć uwagę na to, jak wpływa to na niepewność w tekście. W zasadzie od pierwszego zdania ja, jako czytelnik, spodziewam się, że gdzieś tam czai się jakieś mordercze coś, które wypatroszy bohatera. Oznacza to, że z góry przewiduję przebieg zdarzeń – a więc niepewność się zmniejsza.

Powiem więcej, w twoim fragmencie nie pytałem siebie “kto”, “co” ani “jak”, bo klisze gatunkowe sprawiły, że nie miało to większego sensu, ale “kiedy” – a to “kiedy” nie nadeszło, nie mamy tu bowiem rozwiązania sceny.

Zastanawiam się, czy w ogóle bez kontekstu fabularnego może powstać dobry suspens. Jak sobie wyobrażasz sytuację, w której od pierwszych zdań czytelnik czuje niepokój?

Jakiś kontekst należy stworzyć, pewnie. Cały myk w tym, żeby zrobić to oszczędnie. Zaś czytelnik nie musi od pierwszego zdania czuć niepokoju, ale od pierwszego zdania warto nad tym pracować.

I ten początek to jest właśnie, bo kto nie współczuje gościowi, który ma gderliwą żonę xD

W horrorze marudna żona (lub ogólnie marudna/nieprzyjemna postać) służy zwykle do tego, żebyśmy bez wyrzutów sumienia patrzyli, jak coś ją patroszy. Więc nie tyle buduje współczucie dla męża, co jego brak dla samej siebie.

Jeszcze inna kwestia to założenie, że czytelnik odczuwa niepokój, bo wie o świecie więcej niż bohater. Najprościej byłby chyba zmienić perspektywy. Na przykład pokazać scenę napadu, z założeniem, że najpierw pojawiają się czekający na ofiarę złoczyńcy, a potem sama niczego nieświadoma ofiara. Może to by się nawet udało w 500 słowach, ale znowu nie będzie napięcia od pierwszego zdania, bo najpierw trzeba zarysować tło.

Polecam filmik o bombie zegarowej, który linkowałem w wątku organizacyjnym, tam masz mniej więcej przedstawione rozwiązanie, w którym mamy do czynienia z minimalistyczną ekspozycją, a potem już tylko akcja się rozwija.

Raz jeszcze podkreślę – czytelnik nie musi czuć napięcia od pierwszego zdania. Ale dobrze by było, żeby było one budowane od pierwszego zdania. A przynajmniej akapitu. 

 

Żeby lepiej zobrazować, o co mi chodzi, pozwolę sobie dokonać pełniejszego rozbioru twojego fragmentu.

 

– Co to było? – Wiola usiadła na łóżku.

– Gałąź uderza w okno. – Uśmiechnąłem się pobłażliwe. – Śpij.

To jest niezły początek. Przy okazji wspomnę, że w mojej opinii malujesz tu bohatera jako osobę protekcjonalną, a to chyba nie było celem.

– To był beznadziejny pomysł. – Opadła na poduszkę i podciągnęła kołdrę pod brodę. – Nigdzie nie można pójść, bo ciągle leje. A w tej zapyziałej chacie wszystko skrzypy, trzeszczy i do tego z każdego zakamarka wyłażą robale.

– Nie przesadzaj, to tylko kilka pająków, nie zjedzą cię przecież.

Mnie pobyt w górskiej chacie zdecydowanie by się podobał, gdyby nie ciągłe narzekanie żony, oczywiście tę myśl zachowałem dla siebie.

– Nie zasnę przez ten hałas. Zrób coś z tym – zażądała i szturchnęła mnie łokciem w bok.

– Chcesz, żebym powstrzymał wichurę? – mruknąłem w półśnie.

– Nie, możesz po prostu złamać gałąź. – Nie musiałem widzieć jej twarzy, aby widzieć, że przewróciła oczami.

Dyskusja nie miała sensu. Dalsze protesty doprowadziłyby jedynie do lawiny niepowiązanych ze sobą oskarżeń, zaczynając od „to twoja wina, że tu przyjechaliśmy”, a na „nigdy nie słuchasz tego, co mówię” kończąc.

Ten fragment obrazuje nam dynamikę związku bohaterów i zarysowuje lokację. Jedno i drugie można uznać za istotną informację, jednak biorąc pod uwagę limit, rozmówki małżeńskie można by skrócić. 

Co więcej, obydwoje bohaterów po tej wymianie zdań wydaje mi się osobami niezbyt sympatycznymi – ona marudzi, on jest protekcjonalny i nie dba o uczucia żony.

Nie było mi to potrzebne, więc tylko mruknąłem w odpowiedzi i włączyłem nocną lampkę. Włączyłem, ale światło się nie zapaliło.

– Świetnie, i jeszcze nie ma prądu – rzuciła Wiola.

– Pewnie wichura zerwała przewody.

Brak światła nie odgrywa szczególnej roli we fragmencie, ale jako podkręcenie nastroju, niech będzie.

Usiadłem, po ciemku wymacałem ciapy i szlafrok. Po omacku ruszyłem w stronę drzwi. Byłem pewien, że w kuchennej szufladzie widziałem latarkę, być może nawet działała.

Oczywiście, że nie. Westchnąłem i udałem się do samochodu. Dobrze, że byłem jednym z tych mężczyzn, którzy zawsze wożą ze sobą skrzynkę z narzędziami, bo przecież nie wiadomo, kiedy człowiekowi się przyda klucz francuski.

Tu pojawia się nadzieja, że w końcu zacznie się coś dziać, pojawi się napięcie – wychodzimy na dwór, a jak wiadomo, wychodzenie na dwór w nocy, na odludziu jest śmiercionośne.

Na szczęście nie padało, a niebo było tylko częściowo przesłonięte chmurami, blask księżyca nieco rozświetlał otaczający chatę las. Drzewa się pochylały, a z oddali dobiegał trzask łamanych gałęzi. Nie tak powinna wyglądać lipcowa noc.

Zawiązałem ciaśniej szlafrok i poczłapałem w kierunku auta. Odszukałem latarkę, gratulując sobie w myślach przezorności.

Rozległ się trzask, dużo głośniejszy niż wcześniej. Podskoczyłem. Ciało przeszedł dreszcz. Skierowałem światło latarki na las, ale dookoła były tylko drzewa i krzaki. Parsknąłem śmiechem. Najwyraźniej udzieliło mi się zdenerwowanie żony.

Tu zaczynam w końcu czuć, że ku czemuś zmierzamy. Zaczyna się dziać coś nietypowego. Ale jesteśmy już niemal w połowie fragmentu.

– Czas na wyprawę – mruknąłem, idąc na tył chaty.

Tu dla odmiany wybijasz mnie z napięcia. Nie wiem, czy celowo, ale skutecznie.

Żadna z gałęzi rosnącej przy oknie czeremchy nie dotykała szyby. Dla pewności połamałem kilka, a potem nasłuchiwałem. Dźwięk zdawał się dobiegać z wnętrza chaty i zdecydowanie zrobił się głośniejszy.

Hm… Wydaje się wątpliwe, że dopiero teraz zorientował się, że hałas dobiega z domu. No ale dobrze, przenosimy akcję do środka.

Wróciłem do środka, ciągle wytężając słuch i usiłując zlokalizować źródło hałasu. „Może to ze strychu?”.

Wąskie schody trzeszczały przy każdym kroku, a zardzewiały zawiasy wydały z siebie przeciągły zgrzyt. Gdy otwierałem drzwi, poczułem lekki opór, jakby powietrze po drugiej stronie było gęstsze. Światło latarki ukazała grube pajęczyny zwisające z sufitu aż do samej podłogi. Lepkie nitki spowijały wszystko, a w tej plątaninie tkwiły owady, niektóre jeszcze się szamotały, a inne były już wyschnięte i owinięte kokonami.

Nie podobał mi się ten widok, ale skrobanie przybrało na sile i byłem pewien, że jego źródło znajduje się właśnie tutaj.

To jest bardzo dobry fragment. Bardzo porządnie budowany nastrój.

Nie zamierzałem wrócić z tej wyprawy na tarczy, potrzebowałem więc miecza.

Uzbrojony w szczotkę przedzierałem się przez strych.

A tu znowu wybijasz mnie z napięcia. Ta uwaga wydaje mi się lekka, niemal komediowa.

Coś włochatego dotknęło mojej kostki. Krzyknąłem, a latarka wypadła mi z ręki. Zdążyłem dostrzec leżąca na podłodze lalkę, której włosy otarły się o moją nogę.

Ponownie chwyciłem latarkę i oświetliłem przeciwległą ścianę. Niewielkie okno było uchylone i tkwiła w nim uschnięta gałąź. Targana wiatrem skrobała o szybę i drewniane ściany.

I koniec. A ja zostaję bez rozwiązania. Czekałem i czekałem na to “kiedy”, a to nie nadeszło. Dlatego mówię, że to nie całkiem to, o co mi chodziło – w momencie, kiedy zaczynam czuć napięcie, ucinasz tekst. Wolałbym, żebyś skróciła początek, a dodała jeszcze ciut do finału.

Margośka i Zygmunt kucali na stryszku, wpatrując się przez dziury w strzesze w kwietną łąkę.

Zygmunt sapał i pocił się jak cap. Kiedy zaczął rytmicznie stukać nogą o belkę, nie wytrzymała i walnęła go laską w łeb.

– Uspokój się, bo wszystko popsujesz – warknęła.

Sama patrzyła jak zauroczona na dzieci, które przed chwilą wybiegły, trzymając się za ręce zza krzaków czeremchy. Ona miała na sobie zwiewną sukienkę w łączkę, a on spodnie do kolan i bluzę w wojskowym stylu. Oboje smukli, jasnowłosi, beztroscy trzymali się za ręce i coś krzyczeli, a może śpiewali. Przeskoczyli strumień raz i drugi jak bawiące się jagnięta.

Dziewczyna zatrzymała się, a dostrzegłszy chatę, oswobodziła dłoń i pobiegła. Chłopak coś wołał, a widząc, że nie reaguje, podążył za nią.

Byli już całkiem blisko. Usta mieli ubrudzone borówkami, a we włosach kolorowe liście.

Opalone skóry, smukłe kończyny, niebieskie oczy – wszystko to nieodparcie kuszące.

Kiedy młodzi dostrzegli ławę, a na niej pierniczki, miseczkę z miodem i mleko ich twarze rozjaśniły uśmiechy.

Chłopak zatrzymał się spłoszony. Patrzył łakomie, przełykał ślinę, ale nie odważył się podjeść. Może czekał na zaproszenie.

A ona? Podeszła z łobuzerskim uśmiechem, zagarnęła ciastkiem miód i wpakowała sobie całe do ust. Złocisty płyn pociekł jej po brodzie. Gryzła, śmiała się i sięgnęła po kolejne ciastko, oblizując palce i brudząc kubek z mlekiem.

– Zabłądziliście moi mili – rozległ się głos, przypominający skrzypienie starych drzwi.

– Trochę – odparła.

– To twój brat? Czemu taki nieśmiały, niech też się poczęstuje – zachęciła Margośka.

Patrzyła uważnie, czy młodzi skrzywią się, widząc jej twarz pokrytą brodawkami i kępami męskiego zarostu, albo szpotawą stopę. Ale nie. Uśmiechali się ufnie.

– Janek to mój brat. Wybraliśmy się na trekking i chyba zgubiliśmy drogę.

– Zygmunt wam wszystko pokaże. Chodź Zygmusiu, pokaż się dzieciom. Grzejesz tam zupę?

Karzeł nieśmiało wyjrzał zza drzwi, ale zaraz zniknął w mrocznym wnętrzu.

Margośka pokuśtykała to chaty i po chwili wyniosła koszyk z chlebem. Za nią, na krzywych nóżkach maszerował Zygmunt, niosąc dwie, parujące miski zupy. Gapił się na odsłonięte nagie ramię dziewczyny, aż Margośka szturchnęła go laską. Wtedy burknął coś gniewnie i usiadł na pieńku, przy drewutni.

– Jedzcie do syta. Mamy tego cały gar – zachęcała Margośka.

– To my się też jakoś chcemy odwdzięczyć – powiedział z uśmiechem Jasiek, wyciągając z plecaka piersiówkę. – Nasz dziadek robi takie różne wynalazki. To za znajomość – dodał, nalewając do nakrętki purpurowy płyn.

Margośka skinęła głową i wypiła szybko, krzywiąc się i ocierając usta. Zygmunt rozpogodził się i wypił ze smakiem dwa kieliszki.

Młodzi szarpali ciemny, chrupiący chleb i jedli go równie łakomie jak wcześniej pierniki.

– Zupkę jedzcie – zachęcała natarczywie Margośka.

– Później babciu. Takiego smacznego chleba u nas nie ma!

Karzeł spadł z ławki na trawę. Leżał bez ruchu, tylko przekrwione oczy dalej wpatrywały się w dekolt sukienki dziewczyny.

– Zygmunt, co tobie – zapytała bełkotliwie Margośka, ale już po chwili sama upadła twarzą na ławę.

Janek zagwizdał przeraźliwie i krzaków w dole strumienia wybiegło dwóch młodzieńców.

– Ładujcie – poleciła Małgosia, robiąc nieprzytomnym zastrzyki.

– Za takie okazy medycy zapłacą nam górę złota!

 

 

 

 

 

 

 

@Alicella – Mało suspensu, w suspensie;) Numer z lalką super, ale marudna żona to raczej wątek obyczajowy.

@Astrid Okropnie dużo masz włamywaczy w tym krótkim kawałku. Poza tym również ani mi powieka nie mrugnęła, a mnie na prawdę łatwo nastraszy;)

Łup, łup, łup.

Usłyszy mnie, usłyszy i zabije.

Czemu on jest tak cicho? Gdzie on jest? Nie słyszę kroków. Ani oddechu. Tylko to bicie serca (łup, łup, łup), mojego serca, nie jego. On nie ma serca. Puls wybija rytm, mocno, szybko, czemu tak głośno?

– Gdzie się schowałaś?

Jezu, znajdzie mnie. Otworzy drzwi i mnie znajdzie.

– Nie bój się, nic ci nie zrobię.

Wybucha śmiechem i wiem, że mi coś zrobi, zrobi mi krzywdę, to wariat. Jest blisko. Nie widzę go, ale czuję. Strach i śmierdzący pot spływający po kręgosłupie, to ja tak śmierdzę, strachem i potem. On też to czuje. Łup, łup, łup. Stanął. Nie rusza się. Może odszedł? Nie słyszę kroków. Nic nie słyszę poza…

Skrzypienie otwieranych drzwi. Prostokąt światła, a w nim on: wariat z siekierą. To koniec.

Przynoszę radość :)

Anet, przeczytałam na SB i od razu pobiegłam czytać.

 

IMO, napisanie scenki z suspensem to bardzo trudne wyzwanie, bo w kilku słowach trzeba zaangażować czytelnika w akcję, sprawić, żeby zaczął się przejmować losem bohatera.

Spróbuję, może zdążę coś wymyślić przed terminem.

Jeśli dobrze rozumiem, trzeba wprowadzić zagrożenie od początku i od razu wytworzyć więź czytelnika z bohaterem, a później przeciągać scenę, budując napięcie. Na koniec dajemy rozwiązanie sceny. 

@Anet Przynosisz grozę! 

Wydawało mi się, że o to chodziło, ale może nie zrozumiałam ;)

 

Jak już napisałam swoje, to wypada się wypowiedzieć o poprzednich tekstach. 

I powiem tak: w żadnym nie wyczułam napięcia. 

Niby mamy stworzone warunki: noc, brak prądu i podejrzane hałasy u Alicelli, włamanie u Astrid i podstępną parę u Ambush, ale chyba nie zdążyłam się przestraszyć, wczuć w bohaterów i sytuację. 

U Alicelli mam wrażenie bardzo zmiennego nastroju. Już, już ma się coś [strasznego] zdarzyć, po czym nie dzieje się nic, napięcie (ha! czyli jednak było!) opada i znowu zaczynamy wspinaczkę pod napięciową górę.

U Astrid jest zbyt wesoło, Halinka się nie boi, to i ja się nie boję. Takie kolejne zadanie domowe: zrobić zakupy, wywiesić pranie, zabić włamywacza, umyć podłogę…

A u Ambush mamy fajny pomysł, tylko wszystko zawiera się w samej końcówce, nie ma budowania napięcia, jest sielanka i nagłe “łup!”. Czyli od razu dostajemy rozwiązanie sytuacji, o której nie wiedzieliśmy, że jest.

 

Chyba że nie zrozumiałam, o co chodziło ;)

Przynoszę radość :)

O, ile komentarzy, wyzwanie ożyło xD

 

Nie, no jeszcze przyjdę sobie podyskutować :D

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Anet, mój komentarz był wyrazem uznania.

A co do suspensu, to miałam pewność, że od momentu pojawienia się dzieci, czarownicy i lubieżnego karła czytelnicy będą drżeć na całym ciele.

Uroczo, uroczo. Ja tu jeszcze wrócę <kreuje suspens> ;> .

Łukasz

Dzięki, Ambush :)

Teraz przeżywam, że nie rozumiem słowa “suspens” (tak, przeczytałam definicję), ale i tak jestem z siebie zadowolona (głownie, rzecz jasna, z tego, że w ogóle napisałam cokolwiek).

Przynoszę radość :)

No cóż… Nie wstrzeliłam się w temat. Tak to już jest kiedy myli się probabilistykę z balistyką i suspens z suspensorium:) Najlepiej, według mnie, warunki spełniła Alicella. Zrobiła suspens do kwadratu, czyli wynika on z jego braku:D U Ambush, element zaniepokojenia wprowadza para młodych aryjczykow, potem traci się na chwilę uwagę i łups, mamy suspensorium. U Anet z kolei wieje grożą od samego początku, suspensem by było w tym przypadku, gdyby w świetle padającym z otwartych drzwi, pojawiła się babcia z blachą świeżo wyjętych z pieca, smakowicie pachnących ciasteczek:)

Agent orange

W ogóle mi nie pasuje takie rozwiązanie, to byłoby groteskowe.

Przynoszę radość :)

Astrid, w zadaniu chodzi o napięcie, nie o zaskoczenie :P

deviantart.com/sil-vah

Kurka, faktycznie. Wygląda na to że tylko Alicelli udał się suspens. U Anet ten wariat z siekierą jakoś tak mało emocjonujący. Po prostu ciężko mi wczuć się w osobę która bezradnie czeka aż ją jakiś złol dopadnie. Ambush z kolei podzieliła suspens po połowie, dla parki młodych aryjczykow, oraz drugie pół dla Margośki i Zygmunta. Tak więc suspens ujemny równoważy się z suspensem dodatnim. W rezultacie dostajemy zero, plus niespodziankę na sam koniec. Ee… Chyba? Czy jakoś tak…

Agent orange

Bo byłam pewna, że rozpoznacie Jasia i Małgosię. A tu taka wtopa. 

Dla mnie zbrodniarz z siekierą jak najbardziej suspensowy. 

Grüß Gott! Johan und Meinhilde…

Agent orange

Ambush, abstrahując od wymogów ćwiczenia to fragment przyjemny. Chyba jednak więcej pary poszło w twist na końcu, niż kreowanie suspensu ;)

A drewutnia już zawsze będzie kojarzyć mi się tylko z tym memem XD

 

Anet, oo, coś napisałaś! <3 Najwięcej tu napięcia ze wszystkich fragmentów, choć mogłoby być tego więcej. I jakoś ten wariat z siekierą z przedostatniego zdania wybił mnie z nastroju.

deviantart.com/sil-vah

Cóż… miało być rozwiązanie sytuacji ;)

Przynoszę radość :)

Grota życzeń

 

Dżungla była już tak gęsta, że mieli wrażenie, że drążą maczetami tunel. Tomek spojrzał na urządzenie nawigacyjne. Do celu było jeszcze tylko trzysta metrów. Zatrzymał się, żeby złapać oddech i wytarł twarz kapeluszem, zostawiając nierówną walkę z pnączami Pawłowi. Ten tylko zaklął pod nosem. Miał wrażenie, że wykonuje większość pracy.

Zmierzali do Groty Życzeń: zapomnianego magicznego miejsca, które pozwalało każdej osobie spełnić jedno życzenie.

– Gdzie się podziało niebo? – zapytał nagle Paweł.

Faktycznie, okazjonalne prześwity słońca zaczęły jakby niknąć z każdym krokiem.

– Poczekaj, sprawdzę – odpowiedział Tomek, po czym wspiął się po najbliższym pniu i zniknął pośród zieleni.

– Cholera! – krzyknął po chwili. – Przed nami jest jakaś skalna ściana! Ma kilkaset metrów wysokości!

– Kuźwa mać! Jesteś nawigatorem! Nie było tego na mapie?! – odkrzyknął Paweł. – Jest tam chociaż Grota?!

– Widzę jaskinię na wysokości około dwudziestu metrów! Będziemy musieli się wspinać! Dobrze, że mamy linę! – stwierdził Tomek, po czym zszedł na ziemię.

– Szkoda, że nie mamy haków – wymamrotał Paweł.

– Nie moja wina, że nie położyłeś ich na wierzchu jak się pakowaliśmy!

– Leżały, kuźwa, pod tym twoim kapeluszem!

Następnych kilka chwil wypełniła nerwowa cisza, przerywana jedynie odgłosami uderzeń maczet. Wspólna podróż skutecznie zniechęciła do siebie mężczyzn. Kłócili się przez niemal cały czas. Byli zgodni tylko w jednym: że ich partner to buc i idiota.

W końcu odezwał się Paweł:

– Jak już będziemy bogaci, to od razu wezmę ślub z Anią. Potem spłodzimy przynajmniej szóstkę dzieci.

Powiedział to na złość Tomkowi, który był byłym chłopakiem jego narzeczonej. Następnie zaczął opisywać, w jakiej pozycji seksualnej spłodzi każdego potomka. Coraz bardziej czerwieniejąca twarz towarzysza i rosnąca agresja w zadawanym pnączom ciosach były satysfakcjonującym potwierdzeniem trafienia w czuły punkt.

– Jeszcze wszystko może się zdarzyć – wycedził tylko złowieszczo Tomek, na co Paweł ugryzł się w język.

Gdy wyszli z dżungli i stanęli przed ścianą, zaczęli analizować sytuację.

– Powinienem być w stanie się tam dostać – stwierdził Tomek. – Jak już wejdę to rzucę ci linę – dodał, po czym zbliżył się do ściany, żeby szukać punktów zaczepienia.

Paweł bał się wspinać bez haków, więc musiał przystać na ten plan.

– Wyjaśnijmy sobie tylko jedno, jak nie rzucisz mi liny, to nie wyjdziesz z tej dżungli żywy – powiedział ze śmiertelną powagą.

– Tobie bym nie rzucił? Daj spokój – odpowiedział Tomek z nutą ironii, po czym zaczął się wspinać.

Gdy był już w wejściu do Groty i trzymał linę, po której wchodził jego towarzysz, przemknęło mu przez myśl, jak łatwo byłoby ją puścić; jaką przyjemność sprawiłoby mu pocieszanie Ani po takim tragicznym wypadku. Lina zaczęła mu się ześlizgiwać po rękach.

– Ej, co tam się dzieje?! – krzyknął Paweł.

– Nic, trzymam! – odpowiedział Tomek, ściskając ją mocniej.

W tym czasie Paweł zastanawiał się, jak rozegrać kwestię życzenia. Nie może skorzystać z niego pierwszy, bo nie mógłby zareagować na późniejsze życzenie rywala, a cholera wie, czego tamten mógłby sobie zażyczyć. Nie spodziewał się niczego dobrego.

Gdy w końcu dotarł do Groty – zajrzał w jej ciemne trzewia.

– Możesz być pierwszy – powiedział do Tomka.

– Lepiej ty.

Utknęli w impasie.

– Skoro tak… – Ton głosu Pawła zdradzał wściekłość. – To chcę, żebyś nie mógł sobie niczego zażyczyć!

Łukasz

Na chwilę was spuścić z oka i proszę, jak hulacie.

 

W ramach budowania suspensu – recenzje wrzucę wieczorem.

Do soboty powinnam zdążyć, a na razie sobie pokomentuję :

 

Alicello, nie będę się rozpisywać, bo napisano już wszystko, co i ja myślę ;) Jak dla mnie teamNone.

 

Astrid, raczej zaskakujesz, niż straszysz. I to zaskakujesz w taki sposób, że parsknęłam śmiechem.

 

Ambush, retelling Jasia i Małgosi fajny, ale przestraszona się nie poczułam :)

 

Anet, no, straszysz chyba najmocniej, ale nie jestem pewna, czy o to chodziło, bo tu jest napięcie, ale nie ma zawieszenia. Może wynika to z niewielkiej objętości tekstu. Czytało się jednak fajnie.

I jakoś ten wariat z siekierą z przedostatniego zdania wybił mnie z nastroju.

Szczerze mówiąc mnie też ;)

 

Lukenie, myślałam, że się pozabijają, zanim tam dotrą ;) To na plus. Ale z drugiej strony nie czułam jakiegoś szczególnego napięcia i niepokoju, pewnie dlatego, że właściwie czytelnik nie ma możliwości zżycia się z bohaterami i dlatego ich losy są mu obojętne. I tak się właśnie zaczęłam zastanawiać, czy bez lepszego poznania bohaterów da się stworzyć takie napięcie, o jakie chodzi None. Zobaczymy ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

None

Żeby lepiej zobrazować, o co mi chodzi, pozwolę sobie dokonać pełniejszego rozbioru twojego fragmentu.

Dziękuję :)

To jest niezły początek. Przy okazji wspomnę, że w mojej opinii malujesz tu bohatera jako osobę protekcjonalną, a to chyba nie było celem

Być może, nie wiem. Raczej trochę zrzędę niż osobę protekcjonalną miałam na myśli.

Co więcej, obydwoje bohaterów po tej wymianie zdań wydaje mi się osobami niezbyt sympatycznymi – ona marudzi, on jest protekcjonalny i nie dba o uczucia żony.

Marudzi, ale trochę dba o uczucia żony, bo jednak idzie gałąź łamać.

Tu dla odmiany wybijasz mnie z napięcia. Nie wiem, czy celowo, ale skutecznie.

Z tym śmieszkowaniem to się zgodzę, mogłam sobie darować te dwie wstawki.

Hm… Wydaje się wątpliwe, że dopiero teraz zorientował się, że hałas dobiega z domu. No ale dobrze, przenosimy akcję do środka.

Po prostu gałąź tkwiła w oknie na górze, więc tak mu się wydało, że hałas dobiega ze środka.

To jest bardzo dobry fragment. Bardzo porządnie budowany nastrój.

Czyli całość powinna być w takim tonie?

I koniec. A ja zostaję bez rozwiązania. Czekałem i czekałem na to “kiedy”, a to nie nadeszło. Dlatego mówię, że to nie całkiem to, o co mi chodziło – w momencie, kiedy zaczynam czuć napięcie, ucinasz tekst. Wolałbym, żebyś skróciła początek, a dodała jeszcze ciut do finału.

Ale rozwiązaniem suspensu była gałąź w oknie. Czyli to jest tak, że finał zawsze musi być tragiczny?

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

U Lukena też nie bardzo poczułam napięcie.

Mnie się wydaje, że chyba trudno jest w tylu znakach zbudować bohatera, który mógłby nam te emocje przynieść. 

Irko, być może nie zrozumiałam zadania ;) W ogóle nie myślałam o zawieszeniu napięcia. Myślałam, że ma być napięcie i jakoś się rozwiązać/skończyć. A wariat po prostu tam jest, nic na to nie poradzę.

Przynoszę radość :)

Kurcze, dopiero teraz doczytałem, że to miała być tylko “scenka” a ja tu miniszorta z pełną fabułą i twistem na końcu wyprodukowałem xD (i do tej pory nie wiem jak się z tym zmieściłem w limicie słów). Nie dziwota, że nie było miejsca na przeciągane, podkreślające napięcie sceny. Fabularnie sądzę, że suspens jest, tylko jego podkreślenie nie zmieściło się w narracji, więc jest subtelny i właśnie w zasadzie czysto “fabularny”. Być może zdążyłbym napisać jeszcze jeden tekst, jeżeli jest to dopuszczalne.

Łukasz

Dopuszczalne.

Zasadniczo w wyzwaniach chodzi o krótkie scenki, żeby sobie poćwiczyć pisanie różnych rzeczy, to nie mają być opowiadania.

Przynoszę radość :)

Luken – jest nerwowo, ale nie powiedziałabym, że to napięcie. Nie ma tu sytuacji zagrożenia, która by w jakiś sposób przytłaczała bohaterów. Ale niewątpliwie jest to fragment z morałem ;)

deviantart.com/sil-vah

Luken – przeczytałam z przyjemnością, zwłaszcza zakończenie. No, ale gdzie dreszczyk?

Przepraszam, że nie ma fantastyki, ale ta scenka odblokowała mi dziś pisanie, więc stwierdziłem, że mimo wszystko się podzielę. :>

 

Zanosiło się na coś przez cały dzień. Kapo i strażniczki zaglądały częściej niż zazwyczaj. Mimo to więźniarki w Kanadzie starały się pracować jak zwykle. Sortowały to, co miało wartość dla majątku Rzeszy, od śmieci. Dla nich wartością mogło być jednak w zasadzie wszystko. Mimo wiszącego w powietrzu napięcia, więźniarki upychały kontrabandę, gdzie się dało.

Słychać okrzyk SS-mana, podnosi się stłumiony rwetes. Drzwi baraku rozwierają się z hukiem, jest to moment podjęcia kluczowej decyzji – warto, czy nie warto? Ta pojawia się i rozlewa po więźniarkach niczym fala. Pod skórą czuły, że to nie ten dzień, że dziś się nie uda.

Ręczniki z froty, swetry, pantofle i grzebienie, większość ląduje na kupach posortowanego towaru, a część na ziemi, lecz nikt się tym nie przejmuje. Transport dopiero co przybył, na Ordnung przyjdzie czas.

Krystyna odrzuca śliczne kremowe chusteczki, które planowała przehandlować na kiełbasę i nieco mydła. Porzuca je z bólem, wahanie trwa raptem chwilę. Instynkt nie pozwala zastanawiać się dłużej. Przeciwnie Irena, patrzy na dwie porządne, wykrochmalone koszule i nie potrafi się z nimi rozstać. Akurat niedawno ktoś ukradł golf, który wyniosła sobie na zimę. Upchała towar w o wiele za dużych, męskich buciorach, które dawno temu dostała z przydziału.

Więźniarki stoją w dwóch szeregach naprzeciw siebie. SS-man przechadza się przez środek, połyskując czaszką na furażerce. Mężczyzna pokrzykuje po niemiecku do idących za nim strażniczek oraz kapo. Te przystępują do rewizji. Zwykle niedbale obmacywały brzuch, talię i nogi, ale dziś jest inaczej. Dziś ich zwierzchnik patrzy, więc chcą się wykazać, a jedna jest skrupulatniejsza od drugiej.

Śniada Greczynka znalazła pieniądze i próbowała je wynieść, najpewniej w charakterze podpasek. Upchała je do butów, do których niespodziewanie zajrzała kapo. Strażniczki biją ją pejczem, ta wrzeszczy. Wszyscy milczą. Nikt nawet nie patrzy. Jedwab nasiąka krwią. Krystyna drży, nie umie zapanować nad ciałem. Irena muska dłoni tamtej, by dodać jej otuchy. Sama jest w gorszej sytuacji, ale nikt nie może być spokojny.

Dwie więźniarki z połowy szeregu spotyka los Greczynki. Dociepliły liche pożydowskie żakieciki papierem z paczek, ale nieumiejętnie. Przy rewizji zaszeleścił. Choć nie wolno było niszczyć mienia Rzeszy, każdy to robił. Zimno bolało zbyt okrutnie.

Nalana strażniczka dociera do Ireny, przygląda jej się przez chwilę. SS-manka smaga pejczem po twarzy więźniarki, złorzecząc. Ta odwraca twarz, nadal stoi. Strażniczka rechocze po niemiecku do koleżanki, która nadeszła. Pokazują na masywne buty. Irenie krew zdaje się krzepnąć w żyłach, ale stoi jak stała, zdaje się powstrzymywać nawet wypływ potu na czoło. Rewizja przebiega pobieżnie, bo strażniczki mają używanie z butów o niedorzecznym rozmiarze. Wkrótce SS-man wychodzi, a kapo odprowadza komando do baraku.

Wielkie buciory człapią w listopadowym błocie, jednak Irena wkłada wszystkie siły, by nie spadły jej ze stóp. Na szczęście po całym dniu roboty, więźniarki idą ospale.

– Powiedziała, że wyglądasz zbyt elegancko jak na polską kurwę – odezwała się Krystyna już na pryczy. Znała niemiecki.

Irena przygląda się śnieżnobiałym zdobyczom. Jedyna wyniosła coś tego dnia z Kanady. Była bogata.

– Co zamierzasz?

Irena założyła jedną z koszul pod drżący od pcheł fartuch z pasiaka, delektując się ciepłem.

– Przeżyć.

@MrB – Przemujące, ale jak dla mnie to nie ten rodzaj napięcia.

No, to co innego. Ale przyjemne :)

Przynoszę radość :)

Znowu nie na temat! Nie pokazujcie Wilkowi.

 

._.

Nie rozumiem, dlaczego we fragmencie MrB nie widzicie suspensu? Mamy na początku wizję kontroli więźniarek, wiemy bez wyjaśnień, że wszelkie uchybienia na pewno spotkają się z surową karą. Mimo to więźniarki coś ukrywają. Przychodzi czas przeszukiwania, gdzie nie wiemy, co się wydarzy – czy kontrabanda zostanie wykryta? To suspens, tak przynajmniej ja go odbieram. Znając stawkę i w obliczu nieznanego przebiegu wydarzeń, czego więcej chcieć?

Spokojnie, MrB, wychodzi, że nikt nie zrozumiał tematu ;)

 

Zanais – emocji. Wiadomo, że sytuacja jest niebezpieczna, ale po prostu tego nie czuć/ja nie czuję.

Przynoszę radość :)

Obiecane recenzje.

 

AstridLundgren

 

Wybacz, że poprzednio przegapiłem twój tekst.

 

Bardziej komedia niż dreszczowiec. Nie przewidziałbym wprawdzie finału, ale też nie towarzyszyła mi jakakolwiek niepewność co do przyszłych losów bohaterki, o strachu lub nadziei nie wspominając.

Mogłoby to wyglądać inaczej, gdyby Halinka wykryła włamywacza, a potem ukrywała się przed nim, starając wezwać pomoc lub ewentualnie uciec, w tym wariacie, niestety nie bardzo.

 

***

Ambush

Hm… Mamy tu zaskoczenie, to fakt. Ale suspens?

Kolejny lekki, niemal komediowy tekst – co nie służy budowaniu suspensu. Skojarzenia z Jasiem i Małgosią nie dość mocne, by mogły tu pomóc. A szkoda, bo w przeciwnym wypadku byłyby świetnym sposobem na budowanie napięcia – my wiemy, że dzieci mają pójść do gara, one nie i drepczą prosto w zasadzkę. Suspens jak się patrzy. Ale (nawet pomijając finałowy twist) dzieci są tu w oczywisty sposób zbyt cwane, by budzić sympatię, brak też wykorzystania języka by budować napięcie – widzimy oczywiście, że wiedźma coś knuje, ale nie pojawia się nic konkretnego, co mogłoby wzbudzić obawę o los dzieciaków (czy też dorosłych?), więc ostatecznie napięcie się nie pojawia.

 

***

Anet

Fajne. :)

Nieźle budowane napięcie. Nie zaszkodziłoby dodać choć jedną czy dwie informacje o bohaterce, żeby dało się o niej myśleć jak o osobie. W obecnej formie warsztatowo sprawne, gdyby było fragmentem dłuższego tekstu, który faktycznie daje zżyć się z bohaterką, mogłoby być super.

Kilka osób wspominało, że wbił ich z rytmu “wariat z siekierą”. Przyznaję, że mnie również. To coś z creepypasty. Gdybym miał redagować fragment, sugerowałbym wymiankę na coś w stylu:

Prostokąt światła, a w nim on; na twarzy miał uśmiech, a dłoniach – skiekierę.

 

***

ANDO

Jeśli dobrze rozumiem, trzeba wprowadzić zagrożenie od początku i od razu wytworzyć więź czytelnika z bohaterem, a później przeciągać scenę, budując napięcie. Na koniec dajemy rozwiązanie sceny.

Jest to jedna z metod. Można też najpierw wprowadzić bohatera, a potem stopniowo dodawać wskazówki co do zagrożenia. Albo przedstawić zagrożenie wprost, ale niemal końca utrzymywać w niepewności, czy bohater zginie/ucierpi czy też nie.

 

***

Luken

Dramat tak, może nawet komediodramat, ale raczej nie dreszczowiec.

Choć finał mnie zaskoczył, to jednak podczas lektury nie dręczyła mnie niepewność co do losu bohaterów, nie czułem też ani nadziei ani strachu w związku z jakimś ewentualnym przebiegiem wydarzeń. Nie czyha tu na nich nic prócz ich własnej małostkowości i wzajemnej niechęci. Zbyt skupiłeś się na fabule, by dać wybrzmieć emocjom. Wolałbym, żebyś rozpisał na te 500 słów scenkę w jaskini, w której każdy z panów stara się przechytrzyć drugiego, tu mogło się czaić dobre źródło napięcia.

 

***

Alicella

Czyli całość powinna być w takim tonie?

Całość nie. Początek normalnie, stopniowo coraz bardziej “upiornie” – ten ton widziałbym gdzieś najpóźniej od połowy, aż do finału.

Ale rozwiązaniem suspensu była gałąź w oknie. Czyli to jest tak, że finał zawsze musi być tragiczny?

Nie musi… Ale powinien być emocjonujący. :P A przynajmniej dawać czytelnikowi poczucie, że całe to budowanie napięcia nie poszło na darmo.

 

 

Ogólnie mam wrażenie, że kilka osób myli zwrot akcji z suspensem. Dla przypomnienia – nie macie odbiorcy zaskoczyć, a wywołać u niego niepewność/ciekawość co będzie. Nie silcie się na rozbudowaną fabułę, skupcie się na emocjach (szczególnie w warstwie językowej) i stopniowo budujcie nastrój niepokoju/zagrożenia/grozy.

 

EDIT

***

MrBrightside

Niezłe.

Konsekwencje jasno określone, sytuacja pozornie prosta, ale w trakcie czytania trudno odgadnąć, jak to się skończy.

Nie zaszkodziłoby mocniejsze skupienie się jednej więźniarce i lekkie przeciągnięcie sceny rewizji, może odrobine wyraźniejsze zarysowanie emocji – albo przeciwnie, oderwanie narracji od życia wewnętrznego bohaterki i skupienie opisów na jej mimowolnych reakcjach.

Niemniej, udana scenka.

Dzięki, None, czyli nie jest tak źle ;)

Prostokąt światła, a w nim on; na twarzy miał uśmiech, a dłoniach – skiekierę.

Hmmm… 

Nie podoba mi się (zwłaszcza to, że na twarzy miał uśmiech). 

Ale rozumiem, czemu siekiera wytrąca. 

Jakbym miała redagować, pewnie dałabym wcześniej jakiś sygnał, że on w ogóle tę siekierę ma (czy cokolwiek innego), nie wiem, skapującą krew albo coś w tym stylu.

No nic.

Przynoszę radość :)

MrBrightside – moim zdaniem wpasowuje się w wymogi zadania. Ogólnie to bardzo przyzwoity fragment. Ale też po trosze rozumiem zarzuty, że nie do końca na temat – mogłoby być więcej emocji, w moim odczuciu.

Upchała je do butów, do których niespodziewanie zajrzała kapo.

Rewizja przebiega pobieżnie, bo niedorzeczny rozmiar butów nie daje spokoju strażniczkom.

Nie rozumiem. Skoro nie dawał im spokoju, czemu rewizja była pobieżna? Zwłaszcza, że chwilę wcześniej odkryły kontrabandę w butach innej więźniarki?

deviantart.com/sil-vah

Taki był ten nazistowski Ordnung – idealny tylko w teorii. :P

To akurat wspomnienie więźniarki -wyniosła kontrabandę, bo jej niedorzeczne obuwie rozbawiło strażniczki. To był czas, gdy z pasiaków zostały tylko naszywki na totalnie randomowych ubraniach poprzydzielanych więźniom po Żydach.

Ok, to “nie daje spokoju” zrozumiałam bardziej tak, że zwracały szczególną uwagę, a nie, że je rozbawiło.

deviantart.com/sil-vah

 

Anet

Zanais – emocji. Wiadomo, że sytuacja jest niebezpieczna, ale po prostu tego nie czuć/ja nie czuję

Anet, może i tak, ale bierzmy pod uwagę, że to krótki fragment. Emocje występują, kiedy zdążymy się z postacią zaprzyjaźnić, ewentualnie jeśli damy za bohatera/kę dziecko czy zwierzę – już o tym None pisał, ale chyba nie chcemy tu zalewu piesków na kruchym lodzie jeziora ;)

I nie twierdzę, że nie masz racji, bo lepiej by to wybrzmiało w narracji pierwszoosobowej, lub, jak sugeruje None, obcinając jedną bohaterkę, ale założenia wyzwania uważam za spełnione. Emocje to już sprawa dość subiektywna ;)

 

None

Czyli całość powinna być w takim tonie?

Całość nie. Początek normalnie, stopniowo coraz bardziej “upiornie” – ten ton widziałbym gdzieś najpóźniej od połowy, aż do finału.

W Twojej własnej definicji (oraz w Wikipedii) suspens nie musi zaczynać się normalnie – może być przedstawiona sytuacja zagrożenia, ale jeszcze nieznanego bohaterowi/ce. Coś jak ten przysłowiowy kadr z obrazem bomby pod stołem, zanim przejdziemy do sceny kolacji. Przynajmniej ja tak to widzę.

Zanais – ale przecież o to chodzi, żeby w krótkim fragmencie przedstawić “coś”, w tym wyzwaniu akurat napięcie. Jeśli go nie ma/nie czuć, to znaczy, że nie wyszło.

I to taka ogólna uwaga, bo mnie się tekst MrB podoba, żeby było jasne.

Przynoszę radość :)

W Twojej własnej definicji (oraz w Wikipedii) suspens nie musi zaczynać się normalnie – może być przedstawiona sytuacja zagrożenia, ale jeszcze nieznanego bohaterowi/ce. Coś jak ten przysłowiowy kadr z obrazem bomby pod stołem, zanim przejdziemy do sceny kolacji. Przynajmniej ja tak to widzę.

Jasne, pewnie. Ale tam pisałem konkretnie o fragmencie Alicelli, który zaczyna się neutralnie (co też jest ok), tylko zbyt wolno (moim zdaniem) idzie w kierunku napięcia.

Jasne, pewnie. Ale tam pisałem konkretnie o fragmencie Alicelli, który zaczyna się neutralnie (co też jest ok), tylko zbyt wolno (moim zdaniem) idzie w kierunku napięcia.

Ok, tak się upewniam, bo sam mam fragment w przygotowaniu, gdzie nie zaczyna się normalnie ;)

Ja podobnie, jak Zanais. Mam nadzieję, że się nie skolidujemy z pomysłem xD

deviantart.com/sil-vah

Oj, na pewno nie. Dalej wykorzystuję postacie z mojego Work in Progress, bo te wyzwania motywują mnie do pisania.

Czymie za słowo :P

deviantart.com/sil-vah

Czy mogę swój fragment wrzucić jutro, czy to już po terminie? Dziś nie zdążę.

Wrzuć. Ale umówmy się, że nie wygrasz. ;)

Ej, ale stoi jak wół: “publikujemy fragmenty od 23 do 29 stycznia” czyli jutro jest jeszcze czas.

Łukasz

Ok, dobrze. Dziś wyjeżdżam do Krakowa i urwanie głowy.

Wrzuć. Ale umówmy się, że nie wygrasz. ;)

A po co mi wygrana? I tak bym oddał wymyślanie kolejnego tematu ;)

Dobra, jakoś zdążyłem na szybko.

 

Gian zebrał palcami lepkie strzępy, uniósł je do twarzy i powąchał.

Samiec szepy. Głodny. Niedaleko.

Strząsnął śluz i zerwał się do biegu. Musi ostrzec pozostałych, że zeszli zbyt głęboko. Oby nikt nie był na tyle głupi, aby opuścić obóz. 

***

Wątły płomień z latarni rozświetlał zaledwie kilka kroków pieczary, która dla Mewy wyglądała tak samo, jak każda inna w tych nieskończonych podziemiach. 

– Zaraza… – szepnęła Mewa, przywierając plecami do chropowatej ściany.

Oczywiście się zgubiła. Próbowała śledzić Giana w jego pozbawionej światła ojczyźnie. Giana, który widział w ciemnościach i teraz z pewnością naigrawał się z niej ukryty gdzieś w pobliżu. Albo naprawdę był zdrajcą i czekał, aż latarnia zgaśnie, aby wbić jej ten straszny kościany nóż między żebra.

Klik, klak.

Odruchowo położyła dłoń na rękojeści miecza.

– Gian? – spytała bardziej piskliwie, niż zamierzała. Swoim jedynym okiem próbowała sięgnąć dalej, niż pozwalała słaba poświata, dostrzec choćby ślad ruchu, przebłysk stali, plamę białej skóry Giana.

Knot zamigotał, przygasł – mrok podpełzł bliżej, a Mewa zorientowała się, że wstrzymała oddech.

Klik, klak.

Odgłos dobiegł znów z przodu, ale z innej strony. Mewa zacisnęła zdrętwiałe palce na rękojeści i powoli wyciągnęła ostrze. Cichy zgrzyt metalu wydawał się grzmieć w jaskini – nie wiadomo jak rozległej.

Nie wiadomo, co kryjącej.

W zanikającej poświacie Mewa czuła się naga; wystawiona na widok jak młoda niewolnica na targu. Obca w krainie, gdzie każdy przenikał wzrokiem ciemności.

Trzymała miecz przed sobą.

– Gian?! Korrik?! Jaskółka! – Nie było sensu się dłużej ukrywać.

Krzyki odbiły się od ścian, odnalazły niewidoczne korytarze i pomknęły niknącym echem w dal.

Mewa podniosła latarnię do oka. Oleju nie starczy na powrót, a nawet gdyby, to wątpliwe, by trafiła do właściwych tuneli. Dlaczego nie zaznaczała drogi? Błyskotliwa myśl nadeszła zdecydowanie za późno. Jak zwykle.

Szybkie, urywane obrazy ze wspomnieniami o Gianie napłynęły nie wiadomo skąd. Dlaczego o tym myślała?

– Me…wo. – Głos doszedł tuż zza krawędzi światła.

– Gian?

– Tak – odparł cicho, bez śladu emocji.

Mewa wsunęła miecz do pochwy, jednocześnie rozważając, jakie kłamstwo przekona Giana, że znalazła się tu przypadkiem.

– Szukałam wody i zabłądziłam. Nie…

– Odprowadzę cię – przerwał.

Płomień dogorywał.

– Dziękuję. – Odetchnęła z ulgą i wyciągnęła rękę.

Wszedł w półmrok. Niska postać, choć i tak wyższa niż pamiętała, ale zrzuciła to na winę zanikającego światła. W tym samym momencie, gdy lampa zgasła, zacisnął palce na jej dłoni.

Wzdrygnęła się od dotyku jego lepkiej, odstręczającej skóry.

– Odprowadzę cię – powtórzył spokojnie, następnie pociągnął ją w ciemność. 

Zrobiła kilka kroków.

– Chyba… przyszłam z innej strony – niemal pisnęła.

Nie zwolnił, a gdy spróbowała zawrócić, powtórzył:

– Odprowadzę cię.

– Coś… Coś słyszę…

Rytmiczny odgłos dobiegał gdzieś z bliska albo daleka, rozbity i zwielokrotniony echem.

– Mewo! – krzyknął ktoś z ciemności.

Od tego głosu przeszedł ją dreszcz.

– Gian? – Nie mogła zdobyć się na nic więcej niż szept. Jeśli Gian był tam, to kogo ona trzyma za… Bolesny moment zrozumienia sprawił, że nogi się pod nią ugięły.

– Mewo, uciekaj!

Szarpnęła, ale dłoń pozostała w silnym, lepkim uścisku. Miękkie palce rozpłynęły się wzdłuż jej nadgarstka jak roztopiony ser, oplotły przedramię ciepłym śluzem i zaczęły sunąć wyżej.

Usłyszała szept. Mokry i bulgoczący.

– Odprowadzę cię.

Krzyknęła.

 

O, tu jest napięcie, podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Jeszcze ja, jeszcze ja! XD

 

Mała, czarna mucha przysiadła na nici, żeby oczyścić skrzydełka. Gwar dobiegający z dołu, z pełnej dworaków sali zagłuszył ciche, cichuteńkie brzdęknięcie. Niespiesznie, nie zauważając nawet, że potrąca strunę, na której siedzi, mucha pocierała jedną łapką o drugą, starannie, bez reszty zajęta toaletą. Struna drgała ledwo zauważalnie. Była cienka jak włos, naprężona między krokwią w stropie, a rękojeścią zawieszonego w powietrzu miecza.

Donośny śmiech rozległ się w sali. Nić zadrżała, płosząc muchę.

– Zaiste – Głos wybił się ponad zgiełk uczty. – Masz rację, Arystypie. Oto życie godne człowieka!

Mucha sfrunęła spod sufitu, przysiadła na krawędzi spiżowego pucharu. Pachniało stamtąd kusząco i słodko. Ale nagły podmuch przepłoszył owada.

– Sympozjarcho! – zawołał rozmówca Arystypa. – Wina!

Miecz zakołysał się wysoko nad jego głową. Mucha znalazła sobie nowe miejsce, tuż przy krokwi.

– Nie rozumiem, Dionizjuszu, jak możesz nie być szczęśliwy – dodał mężczyzna ze śmiechem.

– Zrozumiesz. – Odpowiedź ledwo dała się słyszeć wśród gwaru rozmów, brzęku naczyń. Zabrzmiały słodkie tony fletu. Ktoś zawołał z uciechy.

Mucha przebiegła po naprężonej strunie. Głosy ucztujących drżały pod łapkami owada, szarpały nicią. Nikt z ludzi nie zauważyłby, jak wibruje włos, na którym wisi miecz.

– Teraz jeszcze bardziej jestem przekonany, że ty z nas wszystkich żyjesz najlepiej.

Arystyp zaśmiał się cicho. Ale Dionizjusz milczał.

– Nie myśl, oczywiście, że mam zamiar ci to odebrać. – Śmiech, w którym utonęły te słowa, był może nieco wymuszony. – Wiem, że będziesz bronił swojego szczęścia.

– Ta-ak – cmoknął Dionizjusz. – Nie ty jeden o tym wiesz. Spójrz w górę.

Brzęknął puchar, upuszczony na posadzkę. Uczta trwała w najlepsze, jakby nad okrytym złotą tkaniną łożem, nad głową leżącego w nim mężczyzny nie wirował leniwie ostry i ciężki miecz.

Damokles zerwał się na nogi. Zaplątał się we własny himation. Upadł na płyty posadzki.

– I tak właśnie wygląda moje szczęście – powiedział obojętnie Dionizjusz.

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Hmmm… No niby jest niebezpiecznie, ale ten… no, tu rządzi mucha ;)

Przynoszę radość :)

Bzz!

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Druga próba. Bardziej “klasyczna”.

 

Przebudzenie

 

Gdy Aleks otworzył oczy, ujrzał matową szybę, za którą majaczyło słabe światło. Nie oddychał. Nie mógł skupić myśli. Leżał. W płucach czuł zalegający ciężar. Dusił się? Nie był pewny. Miał wrażenie, że gdzieś w oddali słyszy mechaniczne chrobotanie. Za ścianą wybrzmiał stłumiony bulgot. Obraz zafalował mu przed oczami. Po szybie zaczęły spływać gęste krople. W końcu pokrywa kapsuły hibernacyjnej podniosła się z cichym sykiem. Mężczyzna z trudem się uniósł. Nie mógł zaczerpnąć powietrza, więc spróbował wydechu. Z jego ust i nozdrzy wytrysnęły strumienie gęstej cieczy. Już po chwili łapczywie wciągał powietrze głębokimi wdechami.

 

*

 

Otworzył puszkę i spojrzał na swój pierwszy posiłek od dwustu lat. Przed nim, na ekranie, obracał się trójwymiarowy model kosmicznego statku kolonizacyjnego, którym mężczyzna podróżował. Genesis-23. Jeden z wielu właśnie przecinających kosmos. Pośród tysięcy uśpionych kolonistów, których transportował, znajdowały się również dziesiątki techników. Systemy statku były zaprogramowane, żeby wybudzać jednego co dwadzieścia lat, w celu przeprowadzenia okresowej diagnostyki i konserwacji. Po wykonaniu zadania wracał on do kapsuły. Teraz była kolej Aleksa.

Mężczyzna czytał automatycznie wygenerowane raporty, skrobiąc widelcem po dnie puszki. Kilka czujników zupełnie nie działało. Niektóre odczyty były wątpliwe. Poziom wody był trochę niższy niż powinien. Wyciek? Zaczął tupać nogą, żeby przerwać nieznośną ciszę uśpionego molocha.

Wtedy, gdzieś w oddali, usłyszał odgłos uderzenia; jakby ktoś upuścił ciężki metalowy przedmiot.

Mężczyzna zamarł w bezruchu.

Jeszcze przez kilka sekund docierało do niego słabnące echo, przemierzające labirynt pustych korytarzy. Wiedział, że nikogo nie powinno tu być. Po chwili nasłuchiwania, sprawdził czujniki ruchu. Coś przemieszczało się po trzecim pokładzie. Monitoring nie działał. Aleks wydał komputerowi polecenie awaryjnego wybudzenia personelu ochrony, ale na ekranie wyświetlił się tylko złowieszczy komunikat błędu. Mężczyzna odsunął się od urządzenia i zaczął analizować swoją sytuację. Nie miał dostępu do broni, ale mógł spróbować uwięzić intruza. Wyglądało, jakby interesowała go zawartość jednego z magazynów.

Wziął ze sobą klucz nastawny do obrony i podręczny komputer, przy pomocy którego mógł śledzić ruchy nieznanej istoty, po czym wyruszył w stronę trzeciego pokładu.

 

Stąpał lekko, przemieszczając się bezszelestnie krętymi korytarzami. Gdy przechodził przez mesę, jego uwagę zwrócił bałagan. Niektóre żarówki były wybite, a na dużym stole widać było plamy przypominające ślady dawno zakrzepłej krwi. Podłoga była wytarta, jakby pod wpływem zużycia. Aleks dotarł do otwartych drzwi magazynu z duszą na ramieniu.

Gwałtownie je zamknął z głośnym trzaskiem i przełożył dźwignię blokady.

Z wnętrza dobiegło nieludzkie wycie.

Gdy mężczyzna odsłonił duży iluminator, umożliwiający zajrzenie do wnętrza, o mało się nie przewrócił. Do szyby przyklejona była zarośnięta twarz, której oczy wyrażały szaleństwo.

 

*

 

„…był to Thomas Reeds, technik o numerze identyfikacyjnym czterdzieści pięć. Jego kapsuła hibernacyjna uległa uszkodzeniu, którego nie był w stanie naprawić. System awaryjnego wybudzania członków załogi również zawiódł, uniemożliwiając mu uzyskanie pomocy. Mężczyzna spędził ostatnie dwadzieścia lat błąkając się po pustym statku. Posiada ślady samookaleczeń. Prawdopodobnie to on uszkodził system monitoringu. Wymaga opieki medycznej i psychologicznej. Wszystkie awarie udało się naprawić. Szczegółowy raport dotyczący ich natury, został sporządzony w formie pisemnej i zaewidencjonowany pod numerem cztery dwa trzy. Koniec notatki służbowej.” powiedział Aleks do mikrofonu, po czym przerwał nagrywanie.

Łukasz

No, fajne. W zasadzie końcówka jest oczywista, wiadomo, że ktoś nie mógł zasnąć, to musi być członek załogi, ale spoko.

Przynoszę radość :)

No wiem, wiem, ale musiałem domknąć historię. ;) To taka formuła jak w niektórych odcinkach Z Archiwum X, gdzie Scully pisze raport na końcu xd .

Łukasz

Wiem, oglądałam, nawet całkiem niedawno ;)

Przynoszę radość :)

@ O Zanaisie! Suspens oblepił mnie jak pajęczyna muchę.

@Tarnino Znakomita miniaturka, ale mucha mnie rozpraszała i napięcie przyszło pod koniec. 

@Lukenie Trochę trwało zanim się wciągnęłam, ale faktycznie niepewność i obawa targała mną mocno. Piszesz, że jadł pierwszy raz od dwustu lat. Dieta?;)

Dzięki Ambush. Jakby co, to generalnie wiem, że utrudniam sobie zadanie tworzeniem tych miniszortów, zamiast skupienia się na jednej scenie z masą detali, ale jakoś trudno mi pisać, kiedy nie mam żadnej prawdziwej historii do opowiedzenia. Suspens nie osadzony w żadnym kontekście jest dla mnie taki trochę bleh. Nie mogę się wczuć w takie postacie, ani jako autor, ani czytelnik. Ale wrażenia mogą być różne.

Łukasz

Zanais – o, ten kawałek zdecydowanie ma napięcie!

Tarnina – fragment wymaga solidnego odmuszenia ;) Sam pomysł wyjściowy dobry, jednak ta mucha…

Luken – powolny początek (i te krótkie, stopujące zdania nie zachęcały mnie zbytnio), ale potem wciągnęło, że hej. Bardzo mi się podoba.

 

Ej, ale jutro można wrzucać fragmenty, co nie? Teraz mnie zestresowaliście :P

deviantart.com/sil-vah

Hejka.

Luken

Przeczytane, aczkolwiek nie wzbudziło we mnie większych emocji. Coś ewentualnie dałoby się wycisnąć ze wspinaczki na żywca, koniec trochę zaskakuje, co do sporów o miłość dziewoi… To jak mawiał jeden mój kolega – lepiej jeść czekoladę w kilku niż g#@%o samemu ;) mieliby wtedy dwa życzenia i dziewczynę a tak… Ehh, szkoda gadać…

 

MrBrightside

Obawiam się że nie przeszłabym testu Voighta-Kampffa. Jakoś nie ruszył mnie ten tekst. Smutne, owszem. Zaskakujące, niestety nie.

 

Zanais

Jak dla mnie, to idziesz łeb w łeb z Alicellą. Aczkolwiek macie całkowicie różne metodologie. Alicella uruchamia w mózgu klisze-zapadki, u ciebie natomiast budzą się ośrodki bliższe pnia mózgu odpowiedzialne za atawistyczne lęki, jakl na przykład choćby i ten przed ciemnością. łatwo to sobie wyobrazić, więc działa. No i podręcznikowy początek(o ile wikipedię można potraktować jako podręcznik) oraz zgrabne zakończenie. Jednak myliłam się, wyprzedzasz Alicellę o głowę.

 

Tarnina

Nie powiem, orginalne, ale gdyby mucha była odpowiednio spasiona, byłoby znacznie ciekawsze. Dionizjusz był przełożonym Damoklesa? Bo ja w mitologie, to tak za bardzo nie umiem. To ten wiecznie podpity?

 

Luken

W pierwszej chwili trąci obcym i pojawia się znajomy dreszczyk:) a tu łups, niespodzianka! Świrus po dwudziestoletnim okresie samotności. Jak trochę nad tym pomyśleć to chyba nawet gorsze niż ten cały suspens;)

Agent orange

A to można jeszcze raz spróbować? Ta ja też chcę :) Zobaczymy, czy w końcu zrozumiałam, czym jest suspens.

 

Miasto nocą

 

Najpierw czuję odór bagna i gnijącego mięsa, potem słyszę skrobanie pazurów o chodnik. Przyśpieszam kroku, ale nie biegnę. Gdybym to zrobił, potwór zaatakowałby natychmiast.

Skręcam w ciemną uliczkę i idę przed siebie. Metalowe kraty w oknach zdają się ze mnie szydzić, za nimi jest bezpiecznie. Żelazo chroni przed potworami. Nic mi jednak nie da łomotanie w drzwi, nikt by nie otworzył. Głupiec włóczący się nocami po mieście zasługuje na śmierć. Niech go zeżrą garmogi, niech rozszarpią otmańce, skoro nie zdążył do domu przed zmrokiem. Takie jest prawo miasta.

Uspokajam oddech, nasłuchuję. Jeszcze nie wszystko stracone, mogę wygrać tę walkę, ale nie tutaj, nie na ulicy. W myślach szukam lepszego miejsca na starcie. Znam każdy skrawek tej cuchnącej metropolii, każdą zrujnowaną kamienicę. Mógłbym z pamięci narysować wzory na obdrapanych elewacjach.

Wiem, dokąd muszę iść. Ta myśl napawa mnie nadzieją, ale i lękiem. Od celu dzieli mnie jakieś sto kroków, lecz z lihorą za plecami zdaje się to odległością nie do pokonania. Skręcam i zerkam w sklepową witrynę. Między żelaznymi kratami dostrzegam odbicie czarnego pyska i żółtych ślepi. Jest blisko, bliżej niż myślałem. Ostatkiem sił powstrzymuję chęć biegu. Nie prześcignę drapieżcy.

Już widzę znajomy budynek. Po plecach spływa mi pot. Niedobrze, śmierdzę strachem. Dotykam rękojeści miecza ukrytego pod płaszczem, choć wiem, że ostrze to za mało. Nie tak się zabija lihory. Mięśnie mam napięte jak postronki, chcę wrócić cało do domu. Chcę zobaczyć Danarę, jeszcze raz chwycić ją w ramiona. „Czy ty zawsze musisz robić z siebie pieprzonego bohatera?”, słyszę w głowie jej wrzask. Tak wyszło, nigdy nie potrafiłem być obojętny i teraz za to zginę. Słyszę łomot własnego serca, czuję lepkie macki paniki oplatające głowę. Jeszcze trzydzieści kroków. Nie biegnę. Nie zamierzam zginąć tej nocy, może następnej, ale nie tej.

Smród bagna się nasila. Potwór skraca dystans. Staram się opanować myśli, ale w głowie kłębią się pytania. Dlaczego miałem takiego pecha? Dlaczego lihora wylazła z kryjówki tak wcześnie? Może nie powinienem ratować tej dziewczyny? Mrugam szybko, bo świat się zamazuje. Jeszcze dziesięć kroków.

Drzwi do opuszczonej kamienicy są uchylone. Biorę głęboki wdech. Popycham drewniane skrzydło, a nocną ciszę przecina zgrzyt zawiasów. Rzucam się do biegu. Dopadam do schodów. Bestia nie rozwinie całej prędkości na tak wąskiej przestrzeni. Moje szanse rosną. Przeskakuje po dwa stopnie i wbiegam na strych. Zatrzaskuję za sobą drzwi. Odwracam się błyskawicznie. Wyciągam miecz i długi łańcuch zakończony ząbkowanym ostrzem.

Potężne pazury roztrzaskują drzwi na pół, a ogłuszający ryk odbija się od ścian. Rzucam łańcuch, zahaczając ostrze o łuski na karku potwora. Biegnę w stronę ściany, a potem odbijam się od muru i przeskakuję nad bestią, oplątując łańcuchem jej paszczę. Szarpię. Lihora traci równowagę i upada na grzbiet, przebiera w powietrzu łapami. Odcinam jej ogon. Potwór wyje i zrywa się na nogi. Rusza na mnie. Przerzucam łańcuch przez belki pod stropem i zawisam na jego końcu, podrywając cielsko bestii do góry. Gdy potężne łuski na brzuchu się rozchylają, wbijam miecz po samą rękojeść. Czarna, śmierdząca krew rozlewa się po drewnianej podłodze. Lihora macha łapami w śmiertelnych konwulsjach i nieruchomieje.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Geralcie tak za Tobą tęskniłam! To znaczy Alicello znakomite i trzyma za gardło od początku do happyendu. Mam tylko pytanie sto korków, to daleko?;)

Alicello, fajny tekst, ale popełniłaś zasadniczy błąd strategiczny – nie ma wątpliwości co do przeżycia bohatera, bo narracja jest w pierwszej osobie XD . Swoją drogą to momentami kojarzy mi się przez to z monologami z filmów noir.

Łukasz

Ambush, sto kroków to jakieś 50 metrów, czyli obiektywnie mało, ale jak potwora człowiekowi dyszy na kark to dużo.

Luken, chwila, to ja chyba nadal nie rozumiem. None podał dwie możliwości:

– poprzez stworzenie niepewności co do przyszłego przebiegu zdarzeń (czytelnik zastanawia się “kto?”, “co?” i “jak?”);

– poprzez stworzenie pewności co do przyszłego biegu wydarzeń (czytelnik wie, że nadchodzi jakaś tragedia i zastanawia się jedynie “kiedy?”).

Więc mnie się wydaje, że to nie oznacza jedynie sytuacji, w której nie wiadomo, czy bohater przeżyje. Tutaj chyba jest ten pierwszy przypadek czyli pytanie: jak?

A nawet gdyby narracja była trzecioosobowa, to i tak czytelnik się spodziewa, że bohater przeżyje. Poza tym mógłby to być ostatni fragment powieści, w którym bohater ginie, więc narracja niekoniecznie jest gwarancją dobrego zakończenia. Nawet się zastanawiałam, czy bohater nie powinien zginąć, ale to bym potrzebowała więcej słów, żeby inaczej walkę opisać, bo to by już musiało odpowiednio wybrzmieć.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Wcale nie, narracja jest w czasie teraźniejszym, co oznacza, że w każdym momencie może się urwać ;)

Początek “napięciowy”, potem jakoś zaczęło spadać, ale przyjemne.

 

Mam przemyślenia (ogólne). 

To chyba za dużo znaków, żeby móc utrzymać napięcie. 

Przynoszę radość :)

W sumie racja, moja wina. Chyba nie czytałem jeszcze tekstu pierwszoosobowego w czasie teraźniejszym, który kończyłby się śmiercią bohatera i podczas czytania miałem odruch zastanawiania się nad tym jakby bohater opisał własną śmierć xD . Jestem za mało obyty z taką formą.

Łukasz

Luken, a mnie się wydaje, że narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym jest najlepsza do opisania śmierci bohatera, już bliżej postaci i wydarzeń być nie można. Mnie by się podobała taka scena, oj, podobałaby się.

 

Anet

To chyba za dużo znaków, żeby móc utrzymać napięcie. 

A to ciekawe. Sama się zastanawiałam, ile taki suspens powinien trwać, żeby nie zmęczyć czytelnika. No i pewnie to inna sprawa, jak zna się cały tekst. To ćwiczenie wymaga nie tylko opisu suspensu, ale jeszcze przemycenia trochę informacji o bohaterach i świecie, a normalnie nie ma takiej potrzeby, bo czytelnik te informacje już zna.

 

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Alicello, bardzo ciekawy fragment! Choć nie odczuwałam zbytnio napięcia, nie wiem, czy to przez pewną gęstość narracji, która trochę odciągała mnie od zagrożenia.

deviantart.com/sil-vah

Mnie się wydaje, że to właśnie o to chodzi, że to jest za mało znaków, żeby dać czytelnikowi “wszystko”: bohatera, z którym będzie się można zżyć czy lepiej zrozumieć, jakąś akcję, żeby zaciekawić, no i napięcie (bo takie jest zadanie).

Napięcie się “rozmywa” przez to wszystko, co jest obok, a to “obok” istnieje dlatego, że jest dużo znaków do zagospodarowania ;)

 

Przynoszę radość :)

@Alicello, czepiałam się literówki w korkach/krokach.

@Alicello, czepiałam się literówki w korkach/krokach.

Brawo ja xD

 

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Ale po co zżywać się z bohaterem? To nie jest potrzebne, napięcie jest budowane przez zagrożenie, które czytelnik potrafi sobie konkretnie wyobrazić, i związany z nim niepokój. Akcja staje się ciekawa samo przez się. W filmach całkiem często pierwsze sceny opierają się na napięciu, chociaż widz nie zna jeszcze bohaterów i fabuły.

deviantart.com/sil-vah

Fajne są Wasza fragmenty i ciekawe rozmowy. ;-) Więcej napiszę wieczorem.

Trochę odpoczęłam i też coś tam wymyśliłam. Podeszłam trochę z innej strony i ciekawe, czy takie coś  może poruszyć i wpisuje się w zadanie, choćby w minimalnym stopniu. Wyszło za dużo słów, więc muszę ściąć, poza tym niech tekst odetchnie kilka godzin, 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wrzucam swój fragment i obiecuję, że nadgonię wątek :). Niestety nie miałam czasu go poczytać. Z tego co zrozumiałam, to cały przyszły tydzień możemy komentować? 

 

Telefon na biurku zawibrował. Marcel zamarł, czując jak jego ciało oblewa fala zimna. Przed oczami tańczyły mu złowieszczo ciemne plamki. Drżącą dłonią sięgnął po telefon i odczytał SMS.

– To już – wyszeptał pobielałymi wargami. Ogromny ciężar na klatce piersiowej nie pozwalał mu nabrać więcej powietrza. Spojrzał na zegarek: czternasta osiem.

– Szlag.

Ledwo wstał, czując jak drżą mu również nogi, i ruszył do wyjścia z biura, rzucając do kolegi:

– Muszę wyjść.

Samochód jak na złość nie chciał zapalić. Marcel zerknął na zegarek: czternasta dwadzieścia jeden. Wysiadł z auta i zanurkował pod maskę bmw. Roztrzęsioną dłonią próbował poprawić obluzowaną klemę akumulatora.

– Do cholery! No, wsadź się!

Udało się. Szybko wrócił za kierownicę. Tym razem ryk silnika brzmiał niczym piękna melodia. Radość nie trwała długo, szybko utknął w korku. Bębnienie palcami o kierownicę dawało pewne ukojenie, choć myśli płynęły niczym wartki nurt rzeki. Wolał nie wyobrażać sobie co dzieje się na miejscu, już dość naoglądał się programów o tym. Jak również uprzedzano ich co może pójść nie tak. A miało co. I to świdrujące pytanie z tyłu głowy: czy sobie poradzę? Otrząsnął się z czarnych myśli i włączył radio.

– Dziś za oknami pochmurnie, w każdej chwili może spaść deszcz. Na Elektronowej korek wydłuży się z powodu wypadku na wysokości Wysockiego. Dlatego na poprawę nastroju łapcie muzę.

Z głośnika popłynęła ostra nuta, która jedynie wzmagała irytację. Marcel walnął czołem w kierownicę.

Zapaliło się zielone światło i sznur samochodów powoli ruszył. Nagle czarne audi wcisnęło się na chama. Marcel zahamował w ostatniej chwili. Cenne sekundy wykorzystał na strąbienie idioty i soczyste zwyzywanie. Ku swojemu zaskoczeniu, poczuł ulgę. Część buzujących w nim emocji uleciała. Dopóki radiowiec nie powiedział:

– Właśnie minęła piętnasta.

Ale widział już światełko w tunelu, a raczej gmach, do którego powoli zmierzał.

Piętnasta szesnaście. Wreszcie zjechał na parking.

– Zajęte, zajęte, zajęta, k… zajęte! Tam!

Wystartował, niczym rajdowiec, wjeżdżając tuż przed sedana. Nie miał teraz skrupułów. Wysiadł i ruszył do wejścia.

– Drzwi!

Wrócił szybko do samochodu i zamknął go. Wpadł do holu. Wybrał schody. Do windy czekała cała kolejka, a tu mógł choć trochę rozładować napięcie. Zziajany dotarł na czwarte piętro i ruszył do recepcji.

– Malinowska… Daria Malinowska…

– Sala numer 7.

Marcel wpadł do pokoju bez pukania, słysząc niemowlęcy płacz. Na środku stała położna z zawiniątkiem na rękach.

– Córeczka. Zdrowa i śliczna.

– Dzięki Bogu – wyszeptał Marcel, ściskając żonę.

A czytaliście "Baśń o wężowym sercu" Radka Raka? Obłędny suspens imo zawiera scena z tej książki, gdy do chaty, do której wtargnęli zbóje, zachodzą również kolędnicy. :>

Tak! Dla mnie zawierała. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ale po co zżywać się z bohaterem? To nie jest potrzebne, napięcie jest budowane przez zagrożenie, które czytelnik potrafi sobie konkretnie wyobrazić, i związany z nim niepokój.

Owszem, natomiast tutaj mam wrażenie, że na to właśnie rozłażą się znaki, przez co rozmywa się zagrożenie/napięcie. 

Monique – no, było napięcie, tylko jakoś rozczarowało mnie zakończenie, nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno czegoś “terminowego” (to ciągłe spoglądanie na zegarek).

Przynoszę radość :)

Jak człowiek się spieszy to ciągle spogląda na zegarek. Ja przynajmniej tak mam :). A co do bohaterów – teraz to dopiero zacznie się przygoda wink.

Wasilij Wasiljewicz stanął nad zbiornikiem wody pitnej. W ręku trzymał niewielki flakonik, zawierający śmiercionośnego wirusa. Pełnił on służbę w bułgarskim wojsku jako wirusolog. Zdobycie broni biologicznej było dla niego zbyt proste. Wszystko wydarzyło się w przeciągu kilku godzin. Rano informacja o nieuleczalnej chorobie jego matki. Dwie godziny później, dowiaduje się o zerwaniu zaręczyn. Jego ukochana Sijana, poinformowała go o tym telefonicznie. Świat się zawalił. Jednego dnia stracił dwie osoby, które kochał. Dwie osoby będące jego całym życiem. Ktoś zatruł mu serce. A teraz on mógł zatruć życie wszystkich mieszkańców Sofii, całej Europy a może nawet i świata? Czym jest cierpienie? Jest to stan, w którym czujesz jak gnije dusza. Nie ma już dobra i zła. Zostaje tylko ból. Zemsta? Nie! To tylko odpłata za krzywdę. 

 

Wasilij wyciaga przed siebie tajemniczą miksturę. Jeszcze się waha. Nie może podjąć decyzji. Najgorsza jest odpowiedzialność. Zawsze lepszy jest współudział niż samotna zbrodnia.

– Schowaj flakonik synu – mówi ktoś z tyłu. 

Wasilij obraca się i widzi starszego człowieka. Ubrany w stare, zniszczone i brudne odzienie. Twarz miał zarośniętą i owrzodzoną. 

– Kim jesteś? 

– To nie jest ważne synu. – Bezdomny uśmiechnął się, ukazując brak uzębienia. – Ważne jest to byś nie popełnił najgorszego błędu w życiu. Jesteś dobrym człowiekiem, tylko zagubionym. 

– Nie znasz mnie! – Wasilij otworzył flakonik. 

– Znam cię bardzo dobrze synu. – Starzec otarł pot z czoła. – Jest w tobie tyle dobra. Nie unoś się chwilą. Przemyśl wszystko. Odnajdź światło. 

– Zrobię to na co będę miał ochotę! 

– Twoja wolna wola synu. – Mówiąc to zniknął.

Znowu jest sam na sam z własną decyzją. Wyciąga rękę ku zbiornikowi. 

– Śmiało przyjacielu. – Tym razem głos jest inny. 

Wasilij spogląda w miejsce gdzie wczesniej stał obrzydliwy starzec. Teraz w tym miejscu widzi szczupłego, wysokiego mężczyznę w stylowym, czarnym garniturze. Białą koszulę zdobi czerwony fular. Jegomość o męskiej twarzy, kłania się zdejmując melonik. 

– Kim pan jest? – Dłoń wirusolga zadrżała. 

– To nie jest istotne przyjacielu. – Nieznajomy robi krok bliżej. – Jak mogła cię tak potraktować? To nieprzyzwoite by porzucać idealnego narzeczonego. Miała przy tobie wszystko czego pragnęła. Jestem w posiadaniu informacji z kim właśnie przebywa twoja Sijana.

– Skąd pan wie o… 

– Wiem wszystko przyjacielu. – Elegant wchodzi mu w słowo. – Wiem też, że choroba twojej matki to następstwo błędu medycznego jednego z lekarzy. Wszystkich tych ludzi możesz ukarać.

Człowiek w meloniku zniknął. Wasilij miał mętlik w głowie. Odrzucił wszelkie myśli. Na moment zapomniał o dwóch dziwnych zjawach. Wsłuchał się w swój gniew i podjął decyzję. 

– Za wszelkie krzywdy, które mnie spotkały! – Zamknął oczy. 

Strzał. Rozeszło się echo. Wasilij leżał na wznak. Został postrzelony w ostatniej chwili. Flakonik upadł wraz z nim.

 

Pan w meloniku był już na ulicy. Podszedł do siedzącego w bramie starca. 

– Dlaczego nie grałeś na czas? – Spojrzał na niego z góry. 

– Daliśmy mu wybór – odpowiedział. – Partia wygrana. Jego decyzja nie jest moim zwycięstwem lecz porażką. 

– Do zobaczenia. – Elegant odwrócił się i zmieszał z falą przechodniów.

Hmm… Zdezorientowała mnie ta zmiana czasu w środku, nie widzę, czemu miała służyć. Nie poczułam napięcia :(

Przynoszę radość :)

fragment

 

Gdy tylko czerwony sedan wycofał z podjazdu, Monika odsunęła się od okna.

– Dzwoń na policję, facet, którego przyprowadziła Alicja to… – Przełknęła ślinę. – Morderca, którego widziałam.

– Jesteś pewna, nienajlepiej się dzisiaj czujesz.

Złapała go za ramiona.

– Kiedy pochylił się do Alicji zobaczyłam znamię, to które opisywałam policji. Jak, kurwa, myślisz, dlaczego źle się czuję?! Moja siostra jest teraz z nim!

 

***

 

Alicja przeciągnęła się.

– Przepraszam cię, nie sądziłam, że to się tak skończy – powiedziała, myśląc o dziwnym zachowaniu siostry w trakcie rodzinnego obiadu.

– Spokojnie, rozumiem, kobiety w ciąży mają swoje fiksacje – odparł z uśmiechem Adam.

Zapatrzona w szybę jakby go nie słyszała.

– Nigdy taka nie była – kontynuowała w zadumie.  – Dopiero ostatnio, od czasu, gdy zobaczała tego mordercę, zmieniła się.

– Mordercę?! Jak przeżyła to spotkanie?

– Ups, nie powinnam tego mówić – spłoszyła się Alicja. – Nie wiem, jak przeżyła, chyba jej nie widział. W ogóle nie powinnam tego wiedzieć, usłyszałam przypadkiem. Nie zdradź się, że wiesz, dobrze – poprosiła z przymilnym uśmiechem.

– Nie przyszło ci do głowy, że mogę być tym mordercą? Znamy się ledwie dwa tygodnie – powiedział, spoglądając na nią.

Alicja wciągnęła powietrze i zamarła. Przez moment, gdy spojrzała w oczy Adama, widziała w nich gniew i okrucieństwo, a słowa, które padły były tak zimne i bezwzględne, że uwierzyła, iż mówi serio.

Cyk-cyk, cyk-cyk  – usłyszała dźwięk włączonego kierunkowskazu i przeraziła się jeszcze bardziej. Przez chwilę nie była w stanie się odezwać.

– Dokąd jedziesz? – spytała piskliwie, gdy samochód zjechał z głównej drogi.

Adam ponownie spojrzał na nią.

– Jezu, przepraszam! – wykrzyknął. – Nie pomyślałem…  Po prostu martwię się, nie możesz tak wszystkim dookoła opowiadać takich rzeczy. To niebezpieczne. Za dwieście metrów jest stacja benzynowa, zawrócimy – tłumaczył, przenosząc spojrzenie to na nią, to na drogę.

Faktycznie, zobaczyła logo Orlenu, a kierunkowskaz znowu zacykał, tym razem uspokajająco. Alicja wypuściła powietrze, czuła na twarzy kropelki potu. Zatrzymali się.

– Kupić ci coś do picia? – zapytał Adam, a w jego oczach ujrzała tylko troskę.

– Nie trzeba, to ja przepraszam. Faktycznie mnie przestraszyłeś. – Spróbowała się uśmiechnąć.

– Obiad skończył się wcześniej, niż przewidywaliśmy, więc pomyślałem, że mamy jeszcze czas i mogę ci pokazać coś, co już dawno chciałem – tłumaczył.

– Ok, więc jedźmy – odparła.

– Jesteś pewna?

– Tak, jedźmy.

Adam skinął głową i wyjechał ze stacji. Alicja usłyszała policyjne syreny gdzieś na drodze, którą opuścili i serce zabiło jej niespokojnie. Sklęła się w duchu.

Kwadrans później Adam skręcił w leśną drogę.

– Nie mam odpowiednich butów – zaprotestowała.

– Więc przeniosę cię na rękach – odparł z uśmiecham.

Zapuszczali się coraz głębiej w las, a serce Alicji waliło coraz mocniej. W końcu auto zatrzymało się.

– Co tu jest? – spytała drżącym głosem.

– Naprawdę myślałem, że tym razem się uda, że będziemy ze sobą, ale widać nie jest mi pisane.

Zdążyła otworzyć drzwi, zanim je zablokował i rzuciła się do ucieczki. Biegł za nią, głośno przekonując, że nie ma szans. Nagle usłyszała jego wrzask. Nie zaryzykowała obejrzenia się, biegła. Wypadła na drogę, niemal ładując się pod koła radiowozu.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Monique.M – chyba nie jest to do końca to, co wyobrażam sobie jako napięcie. Pośpiech i zniecierpliwienie są aż nadto odczuwalne, a zagrożenie na tyle enigmatyczne, że nie bardzo wiadomo, jaka jest stawka. U Zanaisa łatwo się wczuć w sytuację – bo dla każdego zagubienie w pogrążonym w ciemnościach w labiryncie byłoby stresującym przeżyciem. Ale czemu tutaj bohater się denerwuje? Nie umiałam się do tego odnieść.

 

pawlowskipisze – też nie poczułam napięcia, niestety. Na dodatek przydałaby się tu solidna garść przecinków.

 

Irka – Monika to siostra roku. Widzi mordercę z własną siostrą, ale pozwala im wyjść razem. Może jej nie lubi :P No niestety, też nie poczułam napięcia. Nawet, jak już zaczyna być budowane, zabijasz je w połowie “żarcikiem” mordercy.

Alicja wciągnęła powietrze i zamarła. Przez moment, gdy spojrzała w oczy Adama, widziała w nich gniew i okrucieństwo, a słowa, które padły były tak zimne i bezwzględne, że uwierzyła, iż mówi serio.

Po przeczytaniu tego zdania ze zdziwieniem cofnęłam się, żeby zobaczyć te zimne i bezwzględne słowa, ale dalej widziałam w nich tylko kulawy dowcip. Przewrażliwiona jakaś ta Alicja… Ja wiem, że jej gach to morderca, bo powiedział mi o tym fragment na początku, ale ona tego kolesia zaprosiła na kolację rodzinną i (jeśli dobrze pamiętam fragment z wyzwania Tarniny) w ogóle nie miała względem niego żadnych podejrzeń.

deviantart.com/sil-vah

O, i tutaj jest napięcie (chociaż początek zabrzmiał znajomo ;))!

Przynoszę radość :)

Wątek się, widzę, ładnie rozpędził, nie nadążam komentować.

 

Zanais

Bardzo dobry fragment. Napięcie obecne niemal od początku, wynikające bezpośrednio z niepewności co do dalszych losów bohaterki, która, mimo limitu, jest dość ludzka, by nawet faktycznie dało się przejąć jej losem. Moje gratulacje.

 

***

Tarnina

Tu mam to samo, co przy twoim ćwiczeniu w poprzednim fragmencie – nie wiem, co się dzieje. I o ile przy walce było to niedobre, to tu jest wprost fatalne, bo nie potrafię ocenić sytuacji – a tym samym się nią przejąć. Rozumiem, że chodzi o jak najbardziej dosłowny miecz Domoklesa – ale mit znam tylko z frazeologizmu, więc nie potrafię w zasadzie powiedzieć, kto co i dlaczego.

Nie pomaga skupienie narracji na owadzie – ja rozumiem, że być muchą na tej ścianie itd, ale budujesz dystans do wydarzeń, a to źle robi suspensowi.

 

***

Luken vol. 2

 

Zdecydowany postęp względem poprzedniego fragmentu. Klamra zbędna, ale skoro mieścisz się w limicie, to kim ja jestem, żeby ci jej bronić. Również sam środkowy fragment mógłby być bardziej skupiony na celu ćwiczenia. Ale w tych momentach, w których bierzesz się do budowania napięcia, idzie to nieźle – choć całość idzie zbyt szybko, by emocje zdążyły się porządnie spiętrzyć. Niemniej udaje ci się wytworzyć nieco atmosfery typowej dla horrorów SF.

 

***

Alicella

 

Tu również mamy postęp.

Zobaczymy, czy w końcu zrozumiałam, czym jest suspens.

Dla jasności – twój poprzedni fragment nazwałem “nie całkiem tym, o co chodzi”, ale on też zawierał nieco suspensu, rozumiałaś więc już wcześniej. Nie jestem pewien, czy jest to jasne po moich komentarzach, ale nie chodziło w nim o brak suspensu, ale o to że za wolno dojrzewał (biorąc pod uwagę limit znaków) oraz o finał, który ucinał temat w sposób niezbyt satysfakcjonujący – pod koniec miałaś tam naprawdę dobry fragment, a potem… No wiesz, patyk w oknie.

 

Tu mamy inne podejście do suspensu. Poprzednio zaczynałaś ze stanu neutralnego i stopniowo budowała napięcie, tu od razu startujemy w sytuacji kryzysowej. Jedna i druga strategia jest oczywiście ok.

Od początku do końca trudno mi było pojąć, czemu potwór po prostu nie zaatakował od razu, skoro miał okazję, odrobinkę przeszkadzało mi to wczuć się w grozę sytuacji. Ale to nie jest poważny zarzut, światotwórstwo nie było elementem ćwiczenia.

Sam suspens całkiem niezły. To liczenie kroków, pocenie się, próby zachowania spokoju… Niezłe. Myśli o dziewczynie dodają bohaterowi człowieczeństwa. Może można by to nieco wypucować, wyostrzyć nieco emocje, ale i tak poszło ci całkiem nieźle. A finałowy akapit elegancko rozwiązuje scenkę – i to bez sięgania po tragedię.

 

Reszta później.

@Monique Dużo emocji, ale czy to suspens… jakoś mnie nie przekonuje;)

 

@Pawłowski Na początek powiem Ci, że w tej Bułgarii mają okropne wirusy skoro, jeden z nich został wirusologiem…sądząc z kontekstu;) A nawet wirosulogiem hehe

Wasilij Wasiljewicz stanął nad zbiornikiem wody pitnej. W ręku trzymał niewielki flakonik, zawierający śmiercionośnego wirusa. Pełnił on służbę w bułgarskim wojsku jako wirosulog.

Jak dla mnie to raczej zabawna opowiastka, niż jakiekolwiek napięcie.

 

@Irka Fajna kontynuacja. I faktycznie napięcie trzyma za gardło. Scena na stacji, trochę wybija z rytmu. Chyba trochę z nią przedobrzyłaś. To znaczy były strasznie, jak dziewczyna zaczęła się domyślać, było gorzej. A ta kolejna zmiana nastroju, jakoś mi nie przypasowała.

MrB, no tu było napięcie. IMO o coś takiego właśnie chodziło.

 

Zanaisie, też postraszyłeś :) Czuć napięcie, gdy ona tłucze się w ciemnościach. Jednocześnie trudno to odczuć w pełni, bo wrzucasz czytelnika w całkiem nieznany świat i niebezpieczeństwo, które jej grozi jest zwyczajnie niezrozumiałe. Chętnie bym to poczytała w pełnokrwistym opku :)

 

Tarnino, podoba mi się, ale mucha skutecznie rozprawia się z niepokojem :)

 

 

Silvo,

Monika to siostra roku. Widzi mordercę z własną siostrą, ale pozwala im wyjść razem. Może jej nie lubi :P

A mnie się wydaje, że to było całkiem racjonalne zachowanie. Co niby miała zrobić? Nawet nie wiedziała, czy facet nie jest uzbrojony. Zanim zdążyłaby wyjaśnić, co się dzieje, gość mógłby komuś zrobić krzywdę. Zatrzymanie auta przez policję do “rutynowej kontroli” wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

 

w ogóle nie miała względem niego żadnych podejrzeń.

Nie miała, ale skoro sam jej to podsunął… ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dammit, None, jest mucha, jest impreza, miecz wisi. Co tu rozumieć? XD

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

No, mogła skłamać, że muszą z siostrą skoczyć po coś do sklepu, albo po prostu zatrzymać ich pod pretekstem w mieszkaniu i czekać na policję. Ale można zrzucić wszystko na karb stresu, w skrajnych sytuacjach ludzie różnie się zachowują ;)

deviantart.com/sil-vah

Anet, sorry, przeoczyłam Cię :)

O, i tutaj jest napięcie (chociaż początek zabrzmiał znajomo ;))!

Cieszę się, że jest :) Początek bezczelnie zerżnięty, a na dodatek zaczyna mi się ta historia składać w pełnoprawne opko :)

 

Ambush,

A ta kolejna zmiana nastroju, jakoś mi nie przypasowała.

Kurczę, a myślałam, że podkręci bardziej ;)

 

Silvo,

No, mogła skłamać, że muszą z siostrą skoczyć po coś do sklepu, albo po prostu zatrzymać ich pod pretekstem w mieszkaniu i czekać na policję.

To jest zawsze łatwo mówić, kiedy człowiek jest bezpieczny ;)

 

 

 

Komci ciąg dalszy:

 

Lukenie, a tu ciśnienie już lekko podskoczyło :) Właściwie skończyłabym na twarzy na szybie i podkręciła mocniej tę scenę. Wyjaśnienia IMO nie są tak istotne.

 

Alicello po raz drugi, a tutaj przytrzymałaś w napięciu przez cały fragment. Podobało mi się, jak zmuszałaś swojego bohatera do opanowania, to działa całkiem mocno :)

 

Monique, no, kurczę, domyśliłam się do czego bohater się tak śpieszy bardzo szybko, a tym samym napięcie diabli wzięli i przez cały czas się uśmiechałam. Facet chyba nie zdążył, bo miałam wrażenie, że powinien w tym brać udział i bał się, czy przypadkiem nie padnie tam z wrażenia :)

 

Pawlowskipisze, hmm pomysł jest fajny i mógłby być z tego fajny szorcik, ale IMO suspensu tu nie ma.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Irko, tak myślałam, że ktoś może się domyślić, choć próbowałam ukryć :).

Śpieszył się owszem, ale tu chodzi również o to czy dziecko będzie zdrowe. Próbowałam przemycić, że coś może pójść nie tak (jak miało się okazać, z przyczyn medycznych). Ale akurat taki miałam pomysł i nic innego nie chciało przyjść :).

O, tu jest napięcie, podobało mi się :)

@ O Zanaisie! Suspens oblepił mnie jak pajęczyna muchę.

Zanais – o, ten kawałek zdecydowanie ma napięcie!

Umówiłyście się na to „O” z początku? xD Miło mi, dziękuję :)

Zanaisie, też postraszyłeś :) Czuć napięcie, gdy ona tłucze się w ciemnościach. Jednocześnie trudno to odczuć w pełni, bo wrzucasz czytelnika w całkiem nieznany świat i niebezpieczeństwo, które jej grozi jest zwyczajnie niezrozumiałe. Chętnie bym to poczytała w pełnokrwistym opku :)

Irko, sceny i bohaterowie są z dłuższej całości – książki w mojej głowie xD Mam motywację, aby je napisać, ale rozumiem, że może być dość hermetycznie. Normalnie bym tę scenę wydłużył na 2-3 strony.

 

Zanais

Bardzo dobry fragment. Napięcie obecne niemal od początku, wynikające bezpośrednio z niepewności co do dalszych losów bohaterki, która, mimo limitu, jest dość ludzka, by nawet faktycznie dało się przejąć jej losem. Moje gratulacje.

None Dzięki, na Twój komentarz najbardziej czekałem, też nie wiedząc, czy o to w tym suspensie chodzi.

 

Moje komentarze:

Alicella v1 Nic nowego nie napiszę, co nie zostało już napisane – ładnie napisane, ale nie wiem, czym jest zagrożenie, więc napięcia nie czuję. Urwane nieco pospiesznie.

 

Astrid Całkowicie zgadzam się z Halinką! Bić, póki nie upewnisz się, że zbój nie żyje. Wyzwanie raczej nieosiągnięte, ale rozbawił mnie ten fragment ;)

 

Ambush Fajne, ale to chyba ćwiczenie na twist niż na suspens? ;) Może to wina dość znanej wersji, przynajmniej mi, w której Jaś i Małgosia od razu masakrują czarownicę. Mimo to czytało się dobrze.

 

Anet Podobało mi się. Krótkie, urwane zdania dobrze przedstawiają chaotyczne myśli bohaterki. Jedyny zgrzyt to określenie „wariat z siekierą”. Ale co tam, mało słów, dużo emocji. 

 

Luken Trochę to śmieszne, trochę obyczajowe, a trochę sensacyjne. Ciekawiło mnie, dokąd zmierza fabuła, ale napięcia nie odczułem.

 

MrB Opinię napisałem wyżej, ale powtórzę. Suspens widzę, o jedną za dużo bohaterkę też.

 

Tarnina Mucha? xD Czekałem, aż ktoś tę muchę plaśnie. Potem okazało się, że wisi miecz i jest Demokles, więc już nie wiedziałem, kto tu jest ofiarą i się pogubiłem. Poproszę fragment tylko o muszce ;(

 

Luken 2.0 Fragment wyglądał na dłuższy niż 500 słów. Aż musiałem sprawdzić ;) Trochę długi wstęp, ale potem się dobrze rozbujało. No i końcówka wyjaśniająca znów bez napięcia. Dobry fragment. Ładnie skondensowany.

 

Alicella 2.0 Znacznie lepiej niż poprzednio. Mam wrażenie, że ten fragment prosiłby się o dodatkowe 500 słów. Jest wstępne zagrożenie, są emocje i nawet krótki opis walki. Zauważyłem dużo zdań o podobnej konstrukcji 

Najpierw czuję odór bagna i gnijącego mięsa, potem słyszę skrobanie pazurów o chodnik. Przyśpieszam kroku, ale nie biegnę. Gdybym to zrobił, potwór zaatakowałby natychmiast

Metalowe kraty w oknach zdają się ze mnie szydzić, za nimi jest bezpiecznie.

Nic mi jednak nie da łomotanie w drzwi, nikt by nie otworzył

 

Warto urozmaicić.

 

Monique. M Podobało mi się, dlatego poczułem się rozczarowany zakończeniem. Zdenerwowany facet wychodzący z budynku, patrząc nerwowo na zegarek, kojarzy mi się z podłożoną bombą lub innym atakiem terrorystycznym. Poród? W porządku, był suspens, ale jako czytelnik książki z taką zagrywką, poczułbym się nieco obrażony na autora ;)

 

Pawłoskipisze Najpierw nieco infodumpowo. Potem dobra akcja, ale suspensu nie widziałem – skierowałeś moje odczucia go na inne tory: kim jest starzec i jaki ma plan. Fragment mnie zaciekawił, ale nie wzbudził napięcia.

 

Irka Ładnie. Jest morderca, jest zagrożenie. Jedyne, co mi zgrzytało, to takie poczucie, że Alicja na siłę próbuje siebie przekonać, że Adam nie jest mordercą i godzi się na coraz dziwniejsze pomysły. To też fragment, który prosi się o więcej znaków, ale rozmowa w samochodzie i tak wyszła bardzo dobrze. Właściwie, tak sobie teraz myślę, że to godzenie się może być czymś naturalnym u niektórych osób.

 

 

Oj, widzę że się naraziłam zakończeniem wink. A ja chciałam po prostu pozytywnie zakończyć. A niestety nie zawsze jest tak pozytywnie, więc ten… 

Spróbowałam pokombinować jeszcze inaczej, ale sama nie wiem. ;-)

 

Fragment

 

Krzysztof, strona po stronie, parafował akt kupna małego mieszkania na starówce. Rozpierało go szczęście. Po podjęciu decyzji o powrocie do Polski wszystko szło jak z płatka. Praca, mieszkanie, a kostyczną szefową, Martę, przeżyje. Perfekcjonistka, pogadać nie można, ale komu to do szczęścia potrzebne.

– Szybka transakcja. Gratuluję, bardzo dobry punkt, choć zmienia właścicieli jak kobieta rękawiczki. – Pośrednik podał mu pęk kluczy.

– Wiem, wiem, mieszkanie jest zrujnowane, pośrednik wspominał. A kobiety przestały nosić rękawiczki, mamy dwudziesty pierwszy wiek!

– Może szkoda.

Trzasnęły drzwi. Notariusz zbliżył się do otwartego okna. Młody klient, podrzucając klucze, zmierzał do metra. Powizdywał. Oby tym razem udało się sprzedać feralne mieszkanie.

 

*

Z ręcznikiem przewieszonym przez ramię wszedł do łazienki i szeroko uśmiechnął się do swojego odbicia w upstrzonym plamami lustrze. Oczami wyobraźni zobaczył, jak będzie tutaj wyglądać za pięć dni. Pralka we wnęce obok wanny, którą przerobi się na otwarty prysznic, a lustro do wymiany.

Odkręcił kurek z gorącą wodą. Stary gazowy piecyk zajęczał, blachy rozklekotały się, lecz odpalił. Przetarł zaparowane lustro i ujrzał ciąg niewyraźnych postaci, a wśród nich cień kobiety o ostrych rysach twarzy, zatrzymanej w gwałtownym poruszeniu.

Gwałtownie potrząsnął głową. 

Zwidy zniknęły, lecz biorąc prysznic zastanawiał się nad dziwnym przywidzeniem. Kobieta przypominała mu kogoś. 

Zaskwierczały ledy i zgasły.

– Cholera jasna! Za dużo wrażeń na jeden dzień! – Po omacku sięgnął po ręcznik i wyskoczył z wanny.

Stał po kostki w wodzie.

Po zebraniu wody z kafli, zaświecił telefonem pod wannę:

– A to co, u licha!?

Z dziury, znajdującej się tuż pod spływem z wanny, wypływały skłębione włosy i szlam. Przeklinając staroświeckie rozwiązania, owinął dłoń papierem toaletowym i zanurzył rękę. W wyciągniętym ciągnącym się kłębie błysnął niebieski kolor. Para niemowlęcych skarpetek. Zawahał się prze wrzuceniem do ubikacji. A co jeśli i ona się zapcha? Ręka zadrżała mu przed kubłem na śmieci, gdy zobaczył napis 50% Mum. Na drugiej 5… Da..

 

Codziennie znajdował nową parę. Prał ją i wieszał na prowizorycznej suszarce ze sznurka. Białe z szarą myszką; czerwone w renifery ozdobione futerkiem; białe, z zakładką, wydziergane na drutach z; antypoślizgowe z zieloną żabą. Najbardziej spodobały mu się ostatnie, stylizowane na trampki z grzechoczącą piłką na wierzchu. Pięć par.

Jutro koszmar się skończy. Wchodzi ekipa hydraulików. 

 

*

Obudził się i wszedł do łazienki. Leżały przy nowej kratce prysznicowej. W szarobiałe paski z zamkniętymi oczami na każdym palcu. Przysiągłby, że jedno oko się otworzyło. Wsadził głowę pod strumień zimnej wody, oczy przemył solą fizjologiczną i z lękiem zerknął na kratkę. Czarne kafle, smugi po wieczornym prysznicu, skarpetek ani śladu. Mimo tego, postanowił ponaglić notariusza.

 

Kupił ozdobne pudełko i wiążąc niezręcznie kokardę, przekonywał sam siebie, że nie zwariował. Wybrał pierwszą osobę z listy przesłanej mu przez notariusza.

– Krzysztof!

– Marta? – Niewiele myśląc, wręczył jej pakunek, a ona zsunęła wstążkę i uniosła wieczko.

– Skarpetki Amelii… skąd je masz – wyjąkała.

Milczał. Na boga, co tu się dzieje? Mieszkanie nie było na jej nazwisko.

– Zginęli, na miejscu, w mieszkaniu po babci. Wejdziesz? – Cofnęła się, robiąc mu miejsce.

Wpatrywał się w niebieskie gumowe rękawiczki zaciśnięte na pudełku. Podniósł wzrok. Jej twarz. Ona była tą kobietą z lustra.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie wiem. Wiadomo, duchy są przerażające, ale tak jakoś nie te ;)

Przynoszę radość :)

Pod sufitem brzęczała jarzeniówka. Bzyczenie, choć wciąż tak samo monotonne, zdawało się coraz bardziej natrętne i trudne do zniesienia.

Metaliczny brzdęk przeciął ciszę. Oficer śledczy przekładał metalowe narzędzia na tacę, powoli, jak gdyby specjalnie przeciągając każdy gest. Siedzący za jego plecami Viktor niewiele mógł zobaczyć. Na karku czuł zimny pot.

Brzdęk, chwila ciszy, leniwy ruch ręki, kolejny brzdęk. Viktor wyciągał szyję, ale pasy na nadgarstkach i w poprzek piersi ograniczały ruchy. Serce waliło mu jak młotem.

– To jakaś pomyłka – powiedział nerwowo. – Czego ode mnie chcecie?

Oficer zignorował pytanie. Wyprostował się na chwilę, obrócił bokiem. Pstryknął palcami raz, drugi w napełnioną strzykawkę. Światło jarzeniówki połyskiwało na oprawkach jego okularów.

Samym ruchem oczu spojrzał na Viktora. Na bladej twarzy wykwitł płaski uśmiech.

– Ja nic nie wiem – wybełkotał Viktor. – Naprawdę!

Cichy stuk. Strzykawka dołączyła do narzędzi na tacce. Okularnik odwrócił się i podszedł do przesłuchiwanego. Viktor prawie podskoczył na krześle, ale tamten tylko zacisnął mocniej pasy.

– Co… co chcecie zrobić? – zapytał wyższym niż zwykle głosem.

Przez chwilę sądził, że odpowie mu jedynie brzęczenie jarzeniówki.

– To zależy od ciebie.

– Mówiłem już, że nic nie wiem! Macie niewłaściwego człowieka!

– To niedobrze. – Oficer uśmiechnął się kątem ust. Wrócił do stołu, podniósł tacę. – Niedobrze dla ciebie. Ja tylko stracę czas.

Viktor śledził wzrokiem każdy ruch okularnika. Gula podeszła mu do gardła na widok tego, co czekało na tacy. Obcęgi, nożyce, ciemne od krwi druty, kilka narzędzi zakończonych szpikulcami albo płasko jak śrubokręt. I jeszcze parę nieznanych mu przedmiotów, których zastosowania wolałby nie poznawać. Zaczął dygotać.

Była też strzykawka. To ją oficer wybrał spośród pozostałych przyrządów.

– Wiesz, jak to działa?

Viktor gwałtownie pokręcił głową. Oficer przycisnął nieznacznie tłok, aż prysnęły krople.

– Na początku poczujesz zawroty głowy. Potem przyspieszy puls. Po paru minutach zaczną się omamy wzrokowe…

– Czego ode mnie chcecie? Ja nic nie wiem! Nie wiem, o co wam chodzi!

– …Wyostrzą się zmysły. I zapewniam cię, że cokolwiek będę ci robił, nie stracisz przytomności. A nawet jeśli, kolejny zastrzyk cię dobudzi.

Oficer chwycił przesłuchiwanego za szczękę i przycisnął jego głowę do oparcia krzesła, przystawiając strzykawkę do szyi. Viktor zajęczał z rozpaczą, próbując się szarpać, ale pasy trzymały mocno.

– Nie! Nie! Zostawcie mnie!

Nagle otworzyły się drzwi. Okularnik spojrzał w stronę wejścia z palcem zastygłym na tłoku strzykawki. Viktor oddychał szybko i płytko, serce waliło w piersi tak, jakby zaraz miało wytłuc dziurę. Kątem oka dostrzegł postać w mundurze.

– Rozkazy z góry – rozległ się obcy, znudzony głos. – Jest czysty. Mamy go wypuścić.

Na te słowa Viktor wstrzymał oddech. Oficer zmarszczył brwi, wykrzywił usta w grymasie.

– Co? Nawet jeszcze nie zacząłem!

– Są następni w kolejce. Dalej, nie mam całego dnia.

Wściekły okularnik rzucił strzykawkę na tacę i zaczął odpinać pasy. Viktor wciąż nie ośmielał się oddychać. Nogi miał jak z waty, ale jakimś cudem zdołał wstać. Jak przez sen ruszył chwiejnie w stronę wyjścia.

Cały czas przykurczał ramiona. Z obawy, że złapią go i z powrotem zaciągną na twarde krzesło.

deviantart.com/sil-vah

Nie wystraszyłam się.

Podejrzewam, że coś jest nie tak z moją percepcją dzisiaj, na wszystko kręcę nosem ;)

Przynoszę radość :)

Asylum, jest lekki dreszczyk, ale czy to jest ćwiczeniowe napięcie, to w sumie nie wiem.

 

Anet, ja już coraz mniej ogarniam ten cały suspens, ale chciałam dokończyć i wrzucić xD

deviantart.com/sil-vah

A teraz czas pokomentować :)

 

Ambush, trochę napięcia tu jest, ale tekst wydał mi się też nieco zabawny, co tę niepewność zmniejszyło. Zwrot akcji na końcu bardzo mi się spodobał.

Sama patrzyła jak zauroczona na dzieci, które przed chwilą wybiegły, trzymając się za ręce zza krzaków czeremchy.

Coś tu nie tak z szykiem zdania. I dwa zdania dalej znowu jest informacja, że trzymali się za ręce.

Chłopak coś wołał, a widząc, że nie reaguje, podążył za nią.

Lepiej pasowałoby tu “ale” zamiast “a”.

Patrzyła uważnie, czy młodzi skrzywią się, widząc jej twarz pokrytą brodawkami i kępami męskiego zarostu, albo szpotawą stopę.

A może po prostu “zarost”?

Chodź[+,] Zygmusiu, pokaż się dzieciom.

Janek zagwizdał przeraźliwie i [+z] krzaków w dole strumienia wybiegło dwóch młodzieńców.

 

Anet, myślę, że gdyby ta scenka była nieco dłuższa to suspens byłby całkiem dobry. Teraz trochę mi zabrakło kontekstu.

 

Luken, miałam wrażenie, że za dużo tu elementów obyczajowych i opisywania relacji między bohaterami. Ogólnie pomysł na suspens jest tu ciekawy, tylko moment wspinaczki i podejmowania decyzji powinien być dłuższy. To co mnie tutaj przeszkadzało to ciągły head-hopping, i to też zmniejsza napięcie, bo robi się bałagan emocjonalny.

– Nie moja wina, że nie położyłeś ich na wierzchu[+,] jak się pakowaliśmy!

Zamieniłabym “jak” na “gdy”.

Coraz bardziej czerwieniejąca twarz towarzysza i rosnąca agresja w zadawanym pnączom ciosach były satysfakcjonującym potwierdzeniem trafienia w czuły punkt.

Trochę przekombinowane to zdanie.

 

MrBrightside, ja tu odczuwam napięcie, ale to może też kwestia tematu jaki wybrałeś. Myślę, że dużo lepiej by to wyszło, gdybyś się zdecydował na nieco mniej chaotyczną perspektywę, jak na tak krótką scenkę dużo tu postaci i imion. Powiedziałabym, że suspens został trochę przytłoczony przez chaos.

Sortowały to, co miało wartość dla majątku Rzeszy, od śmieci.

Raczej “oddzielały”, bo sortuje się coś, a nie od czegoś.

Dla nich wartością mogło być jednak w zasadzie wszystko.

Dość brawurowe to określenie, wystarczyłoby jedno.

Słychać okrzyk SS-mana, podnosi się stłumiony rwetes.

Mam wątpliwości, czy rwetes może być stłumiony.

Nalana strażniczka dociera do Ireny, przygląda jej się przez chwilę. SS-manka smaga pejczem po twarzy więźniarki, złorzecząc. Ta odwraca twarz, nadal stoi. Strażniczka rechocze po niemiecku do koleżanki, która nadeszła.

Trudno się tu zorientować, kto co robi.

 

Zanais, biorąc pod uwagę konstrukcję tekstu, suspens powinien tu być, bo pokazałeś, że coś jest nie tak, a potem zmieniłeś perspektywę, ale ja nie poczułam napięcia. Lekkie zainteresowanie pojawiło się dopiero na końcu, bo nie wiadomo, jak z tego wybrną. Jak dla mnie to zabrakło zakończenia, czyli rozwiązania napiętej sytuacji.

Mam wrażenie, że tekst jest przeładowany, tak jakbyś próbował przekonać czytelnika o napięciu bardziej sztuczkami i stylizacją niż treścią. Ze trzy razy pojawia się opis echa rozchodzącego się po jaskini, do tego to “kilki, klak”, które dla mnie było jedynie irytujące, i na koniec urywkowy dialog, gdy już nie ma żadnej niepewności, bo wiadomo, co się wydarzy.

– Tak – odparł beznamiętnie, bez śladu emocji.

Jak beznamiętnie to wiadomo, że bez emocji.

 

Tarnina, obawiam się, że mucha trochę przyćmiła suspens, ale pomysł z zawieszonym mieczem ma potencjał, chyba zabrakło trochę znaków, żeby lepiej zobrazować sytuację. Może też mucha za dużo latała i przez to zmniejszała napięcie związane z zasadzką.

– Zaiste[+.] – Głos wybił się ponad zgiełk uczty.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Mnie się wydaje, że zbyt rozbudowany kontekst obniża napięcie, bo uwaga się rozprasza na więcej elementów.

Przynoszę radość :)

Anet, ja już coraz mniej ogarniam ten cały suspens, ale chciałam dokończyć i wrzucić xD

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Ale ja nadal nie rozumiem tego słowa, więc wiecie… ;)

Przynoszę radość :)

Zanais, biorąc pod uwagę konstrukcję tekstu, suspens powinien tu być, bo pokazałeś, że coś jest nie tak, a potem zmieniłeś perspektywę, ale ja nie poczułam napięcia. Lekkie zainteresowanie pojawiło się dopiero na końcu, bo nie wiadomo, jak z tego wybrną. Jak dla mnie to zabrakło zakończenia, czyli rozwiązania napiętej sytuacji.

Mam wrażenie, że tekst jest przeładowany, tak jakbyś próbował przekonać czytelnika o napięciu bardziej sztuczkami i stylizacją niż treścią. Ze trzy razy pojawia się opis echa rozchodzącego się po jaskini, do tego to “kilki, klak”, które dla mnie było jedynie irytujące, i na koniec urywkowy dialog, gdy już nie ma żadnej niepewności, bo wiadomo, co się wydarzy.

A po co zakończenie? Wyzwanie polega na osiągnięciu suspensu, nie na rozwiązaniu problemu. W typowym przykładzie bomby pod stolikiem toczącej rozmowę pary, to nieświadomość dalszych wydarzeń buduje suspens, a nie rozbrojenie bomby. Mylisz pojęcia.

Co do drugiego akapitu, to Twoja subiektywna ocena (co do której nie jestem zdziwiony), więc nie zamierzam się do niej odnosić. I nie, nie wiesz, co się wydarzy, bo tego nie opisałem, a wydarzyć się może mnóstwo rzeczy. 

Hejo :)

 

Alicella 2

 

No niby jest tam jakieś napięcie w ucieczce przed jakimś stworem, ale scena walki nie powala. Ten stwór to jakaś ciamajda, daje się obwiązać łańcuchem, który to następnie zostaje przerzucony nad belką… No nie nie przemawia to do mnie. Pierwszy fragment o niebo lepszy.

 

Moniqe.M

 

Atmosfera pośpiechu owszem, aczkolwiek nie porywa. To że bohater wraca się żeby zamknąć samochód, łamie cały efekt, to tylko rzecz, więc widać że ten pośpiech nie wynika z czegoś naprawdę ważnego.

 

pawlowskipisze

 

Cały tekst to dla mnie Chińska zagadka, tak przy okazji to warto wspomnieć że do zbiorników z wodą wcale nie tak łatwo się dostać, z racji tego że są to obiekty strategiczne, posiadają dość dobrą ochronę.

 

Irka_Luz

 

Siostry musiałyby chyba strasznie dbać o konwenanse, dla tego przedstawiony bieg wydarzeń nie wydaje mi się zbyt prawdopodobny, no i nie wiadomo dla czego Adam wrzasnął. Bliskie spotkanie z dzikiem? Dzikim kotem? Niewyżytym seksualnie łosiem? Na szczęście wszystko dobrze się kończy, to dopiero trzeba mieć farta aby w takiej sytuacji trafić na radiowóz, ale to całkiem spoczko, wydaje się realne.

 

Asylum

 

Trochę pogubiłam się w tekście, ten Krzysztof i Marta. Przedstawiali się sobie? tak jakoś trochę nienaturalne mi się to wydało. Dla czego Krzysztof użył papieru toaletowego, zamiast użyć rękawic, albo w najgorszym wypadku reklamówki? Dla czego zbierał i prał niemowlęce skarpetki wyjęte z odpływu, włosy szlam skarpetki, brr…

 

Silva

 

O, o! Nowa jakość, Fajne bo realne, delikatnie pociągnięte warstwą suspensu, “My” widzimy narzędzia oficera śledczego, Viktor tylko słyszy metaliczne dźwięki. Jest suspens! Nie wiem czy jest jakaś stara dobra szkoła Ruskiego suspensu, ale to mi wygląda jak dzieło kogoś kto ukończył ją z wyróżnieniem. Zdradzę wam pewną sztuczkę, jak ma się wolne ręce, można uciec w śmierć, przed torturami, nie używając żadnych narzędzi. Dla praworęcznych. kładziemy wnętrze prawej dłoni na lewej stronie żuchwy tak żeby kciuk mieć pod brodą a pozostałe cztery palce, poziomo na prawym policzku. Lewą rękę przekładamy z tyłu głowy tak by środkowy palec znalazł się na prawej skroni. Teraz wystarczy mocno szarpnąć obydwiema rękami. Sztuczka jednorazowa, tak więc… Nie róbcie tego w domu ;]

 

Agent orange

Luken, jest tu delikatne napięcie, ale wydaje mi się, że opis przeszukiwania statku powinien być dłuższy. Pierwsza scena wydaje mi się zbędna, bo potem i tak dokładnie wszystko wyjaśniasz, więc te znaki można by przeznaczyć na rozbudowanie suspensu.

Do szyby przyklejona była zarośnięta twarz, której oczy wyrażały szaleństwo.

To jest trochę niezgrabne.

 

Monique.M, wyścig z czasem trochę buduje tu napięcie, ale w momencie zakończenia, miałam wrażenie, że emocje pokazane wcześniej nie pasują. Rozumiem, że bohater chciał zdążyć i że obawiał się komplikacji, ale w takim razie od razu nasuwa się pytanie, czemu był w pracy, a nie w szpitalu. Wydaje mi się, że to był dobry pomysł na suspens tylko chyba nacisk powinien być położony na inne emocje, czyli mniej strachu a więcej ekscytacji. Powiedziałabym, że za bardzo ukryłaś powód tego pośpiechu bohatera.

Wolał nie wyobrażać sobie[+,] co dzieje się na miejscu, już dość naoglądał się programów o tym.

Nagle czarne audi wcisnęło się na chama.

Jeśli już koniecznie musi tu być takie określenie to dałabym to w cudzysłów.

 

pawlowskipisze, powiedziałabym, że te informacje w pierwszym akapicie, streszczające losy bohatera, są zbędne, ewentualnie można by część z nich wpleść w dialog. Potencjał na suspens był, ale wyszło trochę pośpiesznie, być może tego typu scena potrzebowałaby jednak więcej miejsca, bo tu musiałoby być napięcie psychologiczne. 

Wasilij Wasiljewicz stanął nad zbiornikiem wody pitnej. W ręku trzymał niewielki flakonik, zawierający śmiercionośnego wirusa. Pełnił on służbę w bułgarskim wojsku jako wirusolog.

Trochę się tu podmiot plącze, równie dobrze flakonik mógłby pełnić służbę. Do tego te zdania masz w czasie przeszłym, a potem przechodzisz na teraźniejszy.

Wasilij obraca się i widzi starszego człowieka. Ubrany w stare, zniszczone i brudne odzienie.

– To nie jest ważne[+,] synu.– Bezdomny uśmiechnął się, ukazując brak uzębienia.

A tu przeskakujesz na czas przeszły. Nie można tak mieszać.

– Zrobię to[+,] na co będę miał ochotę! 

Wasilij spogląda w miejsce[+,] gdzie wczesniej stał obrzydliwy starzec. Teraz w tym miejscu widzi szczupłego, wysokiego mężczyznę w stylowym, czarnym garniturze.

wcześniej

Jegomość o męskiej twarzy, kłania się zdejmując melonik. 

Myślę, że określenie “męska” nie jest tu najtrafniejsze.

 

Irka_Luz, sama scena jest ciekawa, ale trochę napięcia zabrakło. Problemem jest chyba dialog, jakby zbyt pośpieszny, za dużo informacji w tych wypowiedziach pada. Miałam takie wrażenie, że narracja była za daleko od bohaterów. Może też Alicja zbyt szybko wpadła w panikę i zaczęła myśleć, że Adam jest mordercą. Bardziej emocjonująca byłaby jej nieświadomość, a jedynie narracyjne zwracanie uwagi na podejrzane zachowanie Adama. Sama scena to mnie sią podoba, bo mam skojarzenia z serialem “Dexter”, a tam suspensów było wiele.

 

Asylum, nie czuję tu suspensu, bo za dużo jest wydarzeń, powiedziałabym, że napisałaś całego szorta, ale żadna scena nie stanowi suspensu, bo nie ma tego zwolnienia akcji i skupienia uwagi czytelnika na jednym wydarzeniu. Więc jest tu napięcie, ale nie związane z suspensem jako takim.

Przetarł zaparowane lustro i ujrzał ciąg niewyraźnych postaci, a wśród nich cień kobiety o ostrych rysach twarzy, zatrzymanej w gwałtownym poruszeniu.

Gwałtownie potrząsnął głową. 

Powtórzenie.

Zatrzymanej w gwałtownym poruszeniu? Nie potrafię sobie tego wyobrazić.

Zaskwierczały ledy i zgasły.

Skwierczenie to raczej dźwięk, a ledy nawet jak się przepalają to po cichu.

Po omacku sięgnął po ręcznik i wyskoczył z wanny.

Stał po kostki w wodzie.

Po zebraniu wody z kafli, zaświecił telefonem pod wannę:

A po co ten dwukropek? Świecenie nie oznacza mówienia.

Leżały przy nowej kratce prysznicowej.

To w tej łazience jest wanna czy prysznic? Najpierw bohater bierze prysznic, potem wychodzi z wanny, a teraz jest kratka prysznicowa.

 

Silva, napięcie podczas czytania odczułam. Opisałaś jedną scenę, zwolniłaś narrację skupiając się na szczegółach i moim zdaniem to zagrało. To co trochę popsuło ostateczne wrażenie, to zakończenie, bo wydaje się za lekkie, zwłaszcza ta wypowiedź: “– Co? Nawet jeszcze nie zacząłem!”. Oczywiście Cię rozumiem, bo sama zrobiłam to samo, czyli przełamałam suspens humorem ;)

 

I dziękuję wszystkim za komentarze do moich scenek :)

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Asylum, fajna historia, ale suspensu IMO nie ma. Może to te skarpetki, cholera, trudno się przerazić bobasowymi skarpetkami, stylizowanymi na trampki ;) I facetowi właściwie nic nie groziło, poza zimną kąpielą, więc trudno się przestraszyć.

 

Silvo, a bo ja wiem ;) Niby sama sytuacja powinna przestraszyć, ale nie przestraszyła. Tu chyba zabrakło kontekstu, jakiegoś wprowadzenia. Być może gdybym zobaczyła, jak niewinnego człowieka wloką do celi, gdybym miała pewność, że niewinny…

 

 

Astrid,

Siostry musiałyby chyba strasznie dbać o konwenanse, dla tego przedstawiony bieg wydarzeń nie wydaje mi się zbyt prawdopodobny

Dlaczego? Co mają do tego konwenanse?

 

no i nie wiadomo dla czego Adam wrzasnął

Nawet chciałam wyjaśnić, ale mi się limit słów skończył ;)

 

Alicello,

Problemem jest chyba dialog, jakby zbyt pośpieszny, za dużo informacji w tych wypowiedziach pada.

Cięłam, więc może dlatego.

 

Sama scena to mnie sią podoba, bo mam skojarzenia z serialem “Dexter”, a tam suspensów było wiele.

Dziękuję :) Choć przyznaję, że Dextera nie oglądałam.

 

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Hej, 

 

byłam przekonana, że tygodniowe wyzwanie kończy się w niedzielę :( :( :( 

 

Publikuję, łamiąc regulamin, bo wyzwanie na tyle trudne, że chciałam się sprawdzić… jeśli komuś przeszkadza to przekroczenie linii, usunę tekst :)

 

Wieczorem skomentuję innych piszących.

 

***

 

Zostały trzy minuty. Sto osiemdziesiąt sekund. W chwili, gdy o tym myślę, czas się kurczy i mam go o kilka sekund mniej. Serce wali jak oszalałe, próbując wyrwać się z ciasnej klatki żeber i uciec od przeznaczenia. A to nie pomaga.

Ktoś kiedyś powiedział, że tylko spokój może nas uratować. Niestety wyjące alarmy i migające na czerwono ostrzeżenia nie ułatwiają jego osiągnięcia. To cholerne przeciwieństwo spokoju.

Spocone dłonie pozostawiają brzydkie plamy na okablowaniu. Dlaczego na dwie minuty przed śmiercią – hipotetyczną śmiercią – moja pedantyczna natura nie może odpuścić? Przecież, jeśli mi się nie uda, to ze mnie także zostanie brzydka plama. W najlepszym przypadku.

Siedemdziesiąt pięć sekund. Czy czas nie powinien zwolnić? Czy życie nie powinno przelecieć mi przed oczami, a w ostatnim błysku zrozumienia, nie powinnam wpaść na rozwiązanie? Wiem jednak dobrze, że rozwiązanie mam tuż przed sobą, całkiem standardowe, wręcz banalne w swej istocie. Dwa kabelki – zielony i niebieski. Gdyby chociaż jeden z nich był czerwony, to nie wahałabym się ani chwili, wiedziałabym co robić. Albo przynajmniej biały i czarny – taki wybór też byłby łatwiejszy. Ale zielony i niebieski? Nic mi to nie mówi.

Może jakaś analogia? Zieleń to ziemia, niebieski niebo, czyli jak wyciągnę ten drugi, to zdetonuję bombę i szybciej trafię pod anielskie strzechy. Zieleń to też kolor nadziei. Tylko, czy konstruktorzy śmiercionośnej broni bawiliby się w symbolikę? Dużo pytań, mało czasu i zero odpowiedzi.

Pół minuty, być może ostatnie pół minuty mojego życia. Mam tylko pięćdziesiąt procent szans, że mi się uda, dlatego zwlekam. Daje sobie jeszcze kilkanaście sekund. Przez głowę przebiega mi absurdalna myśl słony karmel z truskawkami. Cholera, mam nadzieję, że go zjem.

Dziesięć sekund. Jeszcze czekam.

Siedem. Pięć. Trzy.

Wyciągam zielony kabel.

Nie zdążyłam pożałować wyboru. 

Jak dla mnie trochę za dużo tego rozmyślania, tak jakby bohaterka miała bardzo dużo czasu.

No i ostatnie zdanie… pośmiertne ;)

Przynoszę radość :)

OldGuard, jest wyścig z czasem i niepewność, ale moim zdaniem suspens nie idzie w parze z pośpiechem, a tutaj narracja sprawia wrażenie gonitwy a nie spowolnienia akcji. Wydaje mi się, że trzeba by tę scenę rozciągnąć, bardziej opisać detale. Może warto było skupić się przez chwilę na budowie bomby, a nieco skrócić rozmyślania bohaterki.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Ostat­nia par­tia re­cen­zji.

 

Mo­ni­que.M

Wolał nie wy­obra­żać sobie co dzie­je się na miej­scu, już dość na­oglą­dał się pro­gra­mów o tym. Jak rów­nież uprze­dza­no ich co może pójść nie tak. A miało co. I to świ­dru­ją­ce py­ta­nie z tyłu głowy: czy sobie po­ra­dzę?

Mniej wię­cej w tym miej­scu do­my­śli­łem się, o co cho­dzi. I przez to nie­ste­ty su­spens tro­chę tra­fił szlag. 

Po­śpiech opi­sa­ny nie­źle. Da się wy­czuć zde­ner­wo­wa­nie bo­ha­te­ra, jego walka z opor­ną ma­te­rią i nie­ustę­pli­wym cza­sem to coś, co chyba każdy zna, więc łatwo się z tym utoż­sa­miać. Nie­mniej z oczy­wi­stych przy­czyn brak tej scen­ce cięż­kie­go na­stro­ju, po­czu­cia za­gro­że­nia, na czym cier­pi na­pię­cie.

Jako, że utrzy­mu­jesz też w se­kre­cie powód po­śpie­chu bo­ha­te­ra, czy­tel­ni­ko­wi może być trud­no czuć strach lub na­dzie­ję w kwe­stii tego, czy zdąży na czas. Emo­cje wy­ma­ga­ją kla­row­no­ści.

Nota bene – mniej wię­cej go­dzi­na od SMSa do przy­jaz­du, a się spóź­nił? Sprin­ter­ka.

 

***

paw­low­ski­pi­sze

 

Ech, lo­gi­ka wcho­dzi­ła mi w pa­ra­dę. Wla­nie roz­two­ru wi­ru­sa do wody nie za­mie­ni ją w tru­ci­znę – otrzy­ma­my po pro­stu bar­dzo bar­dzo roz­cień­czo­ny roz­twór wi­ru­sa. A że wi­ru­sy do roz­mna­ża­nia po­trze­bu­ją ży­we­go or­ga­ni­zmu, to szan­sa, że ten roz­cień­czo­ny roz­twór kogoś za­ka­zi, zanim wirus się roz­ło­ży (zwy­kle nie mają one wy­so­kiej trwa­ło­ści poza ży­wi­cie­lem) nie jest aż taka duża.

No, ale ja nie o tym. 

Sam frag­ment to bar­dziej mniej sku­pia się na samym su­spen­sie, a bar­dziej na dość okle­pa­nym za­kła­dzie dwóch panów, co mu nie służy. Gdyby ich usu­nąć z rów­na­nia i dać się bo­ha­te­ro­wi wahać w sa­mot­no­ści, mo­gło­by być le­piej. 

Nie­mniej nie po­tra­fi­łem prze­wi­dzieć fi­na­łu scen­ki, toteż udało ci się wy­kre­ować pewną nie­pew­ność. Niby ry­su­jesz też wy­so­kie staw­ki, co po­win­no pomóc po­czuć na­dzie­ję lub strach, ale tym jakoś nie wy­szło – ca­łość wy­da­wa­ła mi się zbyt sztucz­na, zbyt hol­ly­wo­odz­ka żebym się prze­jął.

 

***

Ir­ka­_luz

Teo­re­tycz­nie mamy tu wszyst­kie nie­zbęd­ne skład­ni­ki – po­ten­cjal­ną tra­ge­dię, któ­rej bo­ha­ter nie jest świa­do­my i na­pię­cie – ale jakoś nie mogę się prze­ko­nać do tej scen­ki.

Może to kwe­stia lo­gi­ki wy­da­rzeń (któ­rej już ktoś wspo­mniał)?

Bar­dziej chyba jest to jed­nak kwe­stii za­cho­wa­nia Ali­cji, która upra­wia w aucie istny trój­skok emo­cjo­nal­ny – od spo­ko­ju do pa­ni­ki, do spo­ko­ju i znowu do pa­ni­ki tak szyb­ko (z per­spek­ty­wy czy­tel­ni­ka), że trud­no tu mówić o bu­do­wa­niu ła­dun­ku emo­cjo­nal­ne­go, to bar­dziej ten nie­szczę­sny kie­run­kow­skaz (cyk-cyk).

Po­mi­ja­jąc ten szko­puł, nie­źle od­da­jesz stan emo­cjo­nal­ny bo­ha­ter­ki, co po­zwa­la się wczuć w jej sy­tu­ację.

 

***

Asy­lum

Nie cał­kiem je­stem pe­wien, co tu za­szło. A emo­cje wy­ma­ga­ją kla­row­no­ści – więc wy­ma­ga ich i su­spens.

Jest tu tro­chę dziw­no­ści, tro­chę obrzy­dli­wo­ści, tro­chę skar­pe­tek… Nie widzę tu żad­ne­go za­gro­że­nia, nie po­tra­fi­łem też wy­obra­zić sobie żad­ne­go za­koń­cze­nia, więc cięż­ko mówić, że wobec ja­kie­goś ży­wi­łem strach lub na­dzie­ję.

Mamy tu więc jakiś ro­dzaj grozy, ale nie su­spens.

 

***

Silva 

 

Ach, kla­sycz­ny motyw. Ale ory­gi­nal­ność nie była wy­ma­ga­na, więc to nie wada.

Opi­sa­ne nie­źle. Ktoś już wspo­mniał o war­stwie “dźwię­ko­wej” opo­wia­da­nia – to fak­tycz­nie było nie­złe, choć chcia­ło­by się, żebyś po­cią­gnę­ła to bar­dziej, może dzię­ki wor­ko­wi na gło­wie bo­ha­te­ra. Takie sku­pie­nie się na in­nych zmy­słach niż wzrok po­mo­gło­by bu­do­wać uczu­cie bez­rad­no­ści.

Z dru­giej stro­ny, bar­dzo sku­piasz się na opraw­cy, przez co bo­ha­ter po­zo­sta­je na dru­gim pla­nie. Nic o nim nie wiem, nie bar­dzo widzę w nim czło­wie­ka. Mam wra­że­nie, że jego emo­cje, jego strach nie wy­brzmie­wa przez to tak mocno, jakby mógł. Ca­łość jest tro­chę zbyt kli­nicz­na, zbyt chod­na.

Tym nie­mniej mamy po­czu­cie nie­pew­no­ści co do fi­na­łu, mo­że­my sobie wy­obra­zić “dobre” i “złe” za­koń­cze­nie. Wszyst­kie “su­spen­so­we” kloc­ki są na miej­scu. 

 

***

Old­Gu­ard

byłam prze­ko­na­na, że ty­go­dnio­we wy­zwa­nie koń­czy się w nie­dzie­lę :( :( :( 

Ech… Umie­ści czło­wiek roz­pi­skę dat, a i tak… :P

No, ale to nie szko­ła. Edu­ka­cja jest waż­niej­sza niż dys­cy­pli­na.

 

Sam frag­ment.

Po­dob­nie jak u Silvy, wszyst­kie kloc­ki niby są na miej­scu, ale su­spens jakoś nie cał­kiem się po­ja­wia. Mamy nie­pew­ność za­koń­cze­nia. Ale bo­ha­ter to za­wie­szo­ny w prze­strze­ni głos, o któ­rym nie wiem do­ku­ment­nie nic, więc trud­no mi wi­dzieć w nim czło­wie­ka.

Ca­łość spra­wia też wra­że­nie zbyt spo­koj­nej. W ta­kiej chwi­li spo­dzie­wał­bym się cha­otycz­nych, roz­bie­ga­nych, po­rwa­nych myśli. Wy­krzyk­ni­ków i wie­lo­krop­ków. U cie­bie zda­nia są dłu­gie, ele­ganc­kie. Jakby ktoś za­sta­na­wiał się nad wy­bo­rem su­kien­ki na rand­kę.

 

Jutro (o ile nic mi nie wypadnie) podsumowanie ćwiczenia i przekazanie pałeczki.

Zadanie okazało się trudniejsze niż sądziłam :). Zgadzam się że z jednej strony ukrywanie powodów pośpiechu nie pozwala wczuć się, a z drugiej jeśli ktoś się domyślił, to niestety nie było już zaskoczenia. Ale przynajmniej spróbowałam :).

 

Nota bene – mniej więcej godzina od SMSa do przyjazdu, a się spóźnił? Sprinterka

W mojej rodzinie się zdarzyła taka :). Ale w zamyśle niekoniecznie chodziło mi, że chciał zdążyć na narodziny, ale po prostu zjawić się jak najszybciej i dowiedzieć się, że wszystko jest w porządku (wiem, niby mógł zadzwonić, ale przeszkadzać w takiej chwili? :P ).

Dziękuję za uwagi i wyjaśnienia do mojego fragmentu! :-) Nie będę się do nich szczegółowo odnosiła, ponieważ w przypadku suspensu, sam odbiór jest ważniejszy niż dyskusja o tym: co kto czuł/powinien czuć w trakcie czytania; co zauważył, a co nie. Zagrało albo i nie. Tyle. <3

 

Zanim przejdę do komentarzy Waszych fragmentów, napiszę, jak rozumiem suspens, aby mieć kryteria przy ocenie. Spróbuję zrobić to w miarę krótko i się nie rozdrabniać.

Mamy z grubsza: suspens, thriller, kryminał, horror. O ile dwa ostatnie mają również rodowód literacki, to pierwsze przede wszystkim filmowy.

Suspens (naturalnie Hitchcock i jego nieodrodny następca Clouzot): u jego podłoża leży moment zawieszenia i zdolność widza do antycypacji oraz tym sposobem wzmocnienie napięcia odczuwanego przez odbiorcę ("tym sposobem", a nie przez akcję oraz "wzmocnienie" a nie jego generowanie). Zaskoczenia nie ma, w sensie twistu, rozwiązywania zagadki, czy fabuły z nieprawdopodobnymi zdarzeniami.

Thriller – walka dobra ze złem (archetypiczna), akcja gna na łeb i na szyję (skomplikowana fabuła, bardzo przejrzysta konstrukcja), suspens pojawia się jako jeden ze wzmacniaczy napięcia (w niektórych fragmentach, najczęściej przez pokazywanie dwóch planów) prócz przeżycia czegoś szokująco niespodziewanego (wspólne z horrorem) i nadziei na dobre zakończenie (w suspensie decyduje los/przypadek, a w horrorze jest różnie). Współczesny thriller mieści się pomiędzy dwoma ekstremami: Hitchcockiem (wyrafinowanym psychologicznym, może nawet psychotycznym), a Flemingiem (Bond, elegancka, finezyjna prostota).

Kryminał (historia detektywistyczna) – rozwiązywanie zagadki, mozolne budowanie konstrukcji z detali i szczegółów będących na widoku, pozornie ukrytych. Napięcie związane z rozwiązywaniem zagadki, często wspólnie z bohaterem.

Horror, przerażenie widza/czytelnika zjawiskami ponadnaturalnymi bądź intensyfikacją naturalnych; często jak przy thrillerze konieczne jest zawieszenie niewiary.

 

Przy suspensie niepewność odnośnie przewidywanych losów bohatera/ki podtrzymuje uwagę czytelnika przy filmie, tekście, klipie. Jesteśmy ciekawi z odcieniem zaniepokojenia i nadziei (nie tak jak przy Pile, Bondzie, Milczeniu owiec). O, nie odmówię sobie dygresji, bo przyszedł mi do głowy Italo Calvino “Jeśli zimową nocą podróżny” (tłum. A. Wasilewska), zbiór opowiadań, a właściwie dziesięciu początków powieści, z których każdy urywa się po kilkunastu stronach z absurdalnego powodu. Wśród nich są: obiecująca historia kryminalna i thriller psychologiczny. Kończę, bo za długo będzie.

Moment zawieszenia podobny jest przyglądaniu się czemuś w mega zwolnionym tempie. Kiedyś kumpel (tuż po kupieniu nowiutkiego smartfona, a oszczędzał i odmawiał go sobie przez trzy lata), poszedł z córą na spacer ze znajomymi. Telefon miał w kieszonce koszulki. Zagadał się. Córka (pięciolatka i kocha zwierzęta) podbiegła do trzech dzikich kotów siedzących w bramie. Gdy usłyszał: „Kiciuś, kiciuś” i syk, zerwał się do biegu. Koty wstały, wyprężyły grzbiety i ogony. Dziecko wyciągnęło rękę, chcąc pogłaskać kota. Ten zaatakował. Krzyk.

Dobiegł, pochylił się. Telefon wyślizgnął się z kieszonki. Chwycił zanoszące się od płaczu dziecko na ręce i patrzył jak telefon podąża, podąża, podąża w stronę kratki kanalizacyjnej. Miał nadzieję, że upadnie na płask. Bezradnie obserwował, jak fiknął koziołka i gładko wszedł w szczelinę, znikając w kanalizacji.

Córa jest zdrowa i cała, dalej kocha zwierzęta, choć zastrzyk na wściekliznę trzeba było zaordynować na wszelki wypadek. 

 

Ad rem. Kluczowe wydaje mi się występowanie trzech elementów: sympatia do bohatera (musimy chcieć mu kibicować, aby przejąć się jego losem); rozwój niepokojącej akcji (wszystko jedno, czy budujemy na otoczeniu, szybko biegnącej fabule, zdarzeniach wewnętrznych czy zewnętrznych); niepewność (musimy wiedzieć – rodzaj gilotyny bądź odsłaniania tajemnicy). Każdy z tych elementów może być budowany różnymi literackimi sposobami. Gdy dysponujemy obrazem, wydaje mi się łatwiejsze, przez kamerę, zbliżenia, zmiany planów. Słowami trudniej malować.

Aha, przy ocenie fragmentów wyzwania nie biorę pod uwagę kiksów, tego że można byłoby coś zrobić inaczej itd itp.

 

Alicella II

Kurcze, nie umiem rozgryźć, co jest nie tak z napięciem w tym fragmencie. Ono się łamie, przez co? Nie wiem. Będę dywagować, zgoda? Bo tak, teoretycznie powinnam stać po stronie bohatera umykającego przed bestią, lihorą, ale czuję znużenie.

Hipotezy: nie czuję związku z bohaterem (za mało zindywidualizowany, za mało o nim wiem); bardzo dużo określników, lecz głównie odczucia bohatera, nie ma "dekoracji" i określenia niebezpieczeństwa, więc nie wiem na ile jest groźne, niejako ucinasz mi możliwość wyobrażania sobie, co mogłoby się stać i dlaczego ważne, aby do niego nie doszło; akcji mało, wspominasz o niej mimochodem.

 

Astrid

Psia kostka. Trudno ocenić z uwagi na zapis i musiałam sobie wyobrażać trzecim okiem, jak by było, gdyby normalnie w linijkach.

Sympatia do bohaterki pojawiła na wieść o włamywaczu, ale się urwała, gdy ta łupnęła jego wazonem, a ja nawet nie wiedziałam: gdzie jesteśmy, nie znałam miejsca, okoliczności i jej; kolejne działania zaskakiwały i budziły niepewność, ale jednocześnie rodzaj ogłupienia czytelnika A. Ostatnie słowa – świetna puenta, ale czemu podkreślone? W sumie, główna wada – za krótko, leci jak setka.

 

Ambush

Odwołanie do baśni podoba mi się i tekst też, lecz jako szort z dobrym twistem. Dla mnie suspens miał okazję zaistnieć w środku fragmentu, bo obserwowana parka była sympatyczna, lecz ucinałaś budowanie sympatii przez nieokreśloność – „coś”:

,Oboje…ręce i coś krzyczeli…Chłopak coś wołał

Sama akcja była umiarkowanie niepokojąca, choć narastała, np. przez użycie słowa „jagnięta”.

Twist mnie zdumiał, gdyż nie pasował do Jasia, o którym piszesz, że zatrzymał się “spłoszony”.

 

Anet

Sympatia jest, bo jakże tu nie utożsamiać się z kimś w takiej sytuacji. Rozwój akcji fajnie budowany – też, niepewność co do losów bohaterki również. Kłopot z dwoma rzeczami: silna klisza i przy tak przejrzystej konstrukcji brakuje obudowania, tj. sytuacji, miejsca, bohaterki, które zrobiłyby ten fragment.

 

Luken II

Sympatia po stronie bohatera – jest. Akcja i moja niepewność odnośnie przebiegu akcji umiarkowana, z uwagi na to, że niewiele się dzieje i często od razu ją rozwiewasz.

Mocnym fragmentem, gdy myśleć o realizacji zadania był dla mnie ten:

"Mężczyzna czytał automatycznie…oczy wyrażały szaleństwo"

 

MrBrightside

Super, że odblokowało pisanie!

Z sympatią – nie wiem, komu mam kibicować, przedstawiasz dwie postaci; akcji w zasadzie nie ma – poznajemy sytuację więźniarek w obozie, niepewności w zasadzie również nie ma, bo wiem, co się stanie, gdy je przyłapią (mogę to antycypować z obozów zagłady), choć nie wiem, o co chodzi bohaterkom, lecz  dopiero konkluzja fragmentu to wyjaśnia. 

 

Zanais

Początkowo nie wiedziałam, z kim się identyfikować, gdyż najpierw był Gian, a potem Mewa, która bała się, że ten okaże się zdrajcą. Jako czytelnik nie wiem, lecz powoli przyzwyczajasz mnie, że to na Mewę mam zwracać uwagę. Akcja postępuje ładnie. 

Dla mnie suspens jest mniej więcej od połowy fragmentu naturalnie z wiedzą pierwszego akapitu. 

 

Tarnina

Cholernie klasyczny suspens z jedną wadą, która nazywa się – wiedza historyczna plus (co może ważniejsze) filmowość. Tekst jest mega filmowy, gdybym oglądała, siedziałabym jako widz w tej musze i przeżywałabym katusze (rymnęło się). Natomiast, gdy o tym czytam, jestem zewnętrzna i mucha staje się dla mnie kolejna postacią.

Z wiedzy historycznej, nie wiem, za kim mam podążać, z kim się utożsamiać.

 

Monique

Niestety, powodu pośpiechu domyśliłam się już w pierwszym akapicie, więc niepewności nie miałam, może taką tycią, że musi zainterweniować, lecz telefon działał, więc… wszystko jedno, czy by zdążył, czy nie. Bohater wzbudził sympatię i akcja naprawdę bardzo dobrze spisana (nie jest to tani komplement, naprawdę fajnie).

 

pawlowskipisze

Bardzo ładna i – jednocześnie – równie bardzo skrótowo potraktowana historia. 

Napięcia w tym konkretnym fragmencie nie ma, choć potencjalnie mógłby być.

Budujesz suspens, czyli to czytelnik ma się zastanawiać: czy bohater wrzuci (zatruje Sofię, Europę, cały świat), czy nie, a Ty podajesz mi rozwiązania na tacy. 

Może trzeba byłoby to ciut inaczej skonstruować

Np. ten fragment jest naprawdę dobry:

"…Świat się zawalił. Jednego dnia stracił dwie osoby, które kochał. Dwie osoby będące jego całym życiem. Ktoś zatruł mu serce. A teraz on mógł zatruć życie wszystkich mieszkańców Sofii, całej Europy a może nawet i świata? Czym jest cierpienie? Jest to stan, w którym czujesz jak gnije dusza. Nie ma już dobra i zła. Zostaje tylko ból. Zemsta? Nie! To tylko odpłata za krzywdę…”

Co zrobić, aby mnie poruszyło? Chyba pokazać jego w działaniu. Podejmuje próby zatrucia, upiera się i przypadki/przeszkody. Częściowo to zrobiłeś, lecz nie przez jego zachowania, walkę, lecz szło jak z płatka, lekko dydaktycznie.

 

Irka_Luz

No, niezłe, jest suspens, czyli sympatia dla bohaterki, rozwój akcji i niepewność. Plus dwa kiksy, które lekko zaburzyły czytelnictwo. 

 

Silva

Nie czuję związku z bohaterem, podobnie jak przy MrBrighside. ;-) Mamy tortury, lecz nie znam stawki. Rozwój akcji jest, lecz przewidywalny (nie w sensie twistu). 

 

OldGuard

Sympatia do bohaterki – jest, lecz nie znam stawki, w związku z czym trudno mi antycypować jej los i odczuwać niepewność. Odnośnie akcji – bardzo umiarkowana, gdyż to odczucia bohaterki.

 

W ocenie niektórych fragmentów sporą rolę grała wiedza/niewiedza dotycząca kontekstu i bohaterów. Dla mnie z zadania najlepiej wywiązali się (kolejność nie ma znaczenia, oznacza tylko – najpóźniej wstawione do najwcześniej): Irka_Luz, Monique, Tarnina, Zanais.

 

Edytka: Nie martw się OldGuard, okejka. :-) 

Edytka II: Psiakostka, gdybym wiedziała, że już ocenione wszystkie teksty, powstrzymałabym się z definiowaniem, bo niepotrzebne. Głupio wyszło, myślałam, że mamy tydzień na deliberacje.

Sorry.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

byłam przekonana, że tygodniowe wyzwanie kończy się w niedzielę :( :( :( 

 

Ech… Umieści człowiek rozpiskę dat, a i tak… :P

No, ale to nie szkoła. Edukacja jest ważniejsza niż dyscyplina.

U mnie deadline zbyt często liczy się od następnego dnia po terminie ^^ powinnam nad tym popracować, na szczęście klienci chyba nie zaglądają na ten portal.

 

Dzięki tym, którzy zdążyli się już wypowiedzieć o moim fragmencie, daje mi to świeże spojrzenie :)

 

Moje trzy grosze na temat innych napisanych tekstów:

 

Alicella,

 

pierwsza odważna, która rozwiązała worek z fragmentami ;) A sam fragment – cóż, dla mnie na początku spełniał założenia, ale w toku powyższej dyskusji wyszło, że sam suspens nie do końca rozumiałam. Mimo wszystko dobry fragment, z zaskoczeniem, bo myślałam, że strych okaże się bardziej stereotypowy, czyli z jakimś ukrytym, przerażającym monstrum.

 

AstridLundgren,

 

nie widzę suspensu – Twój fragment chyba cierpi na podobną przypadłość, co mój, czyli jest zbyt krótki. Nie zdążyłam poczuć żadnego zagrożenia, bo Halinka jak ninja rozprawia się z włamywaczem raz dwa.

 

Ambush,

 

fragment przyjemny, twist na końcu, chociaż nie wiem, czy o to chodziło, bo z tego całego tekstu można by w zasadzie wyciąć końcówkę i byłoby podobnie. Nie zmienia to jednak faktu, że sam tekst bardzo udany.

 

Anet,

 

całość emocjonująca, aż do końcówki – wariat z siekiera mi tu zgrzytnął. Znaczy rozumiem zamysł, ale samo określenie mi nie pasuje. Mimo wszystko było napięcie.

 

Do reszty wrócę, bo gonią mnie dedlajny w prawdziwym życiu i niestety muszę szatkować komentarz ^^ 

OldGuard, hmm niby klasyka, powinno zadziałać, ale jakoś się nie przestraszyłam. Może za krótkie, może kobieta za dużo kombinuje i za spokojna jest. Może to dlatego, że jej nie znam. Sama nie wiem.

 

None,

Bardziej chyba jest to jednak kwestii zachowania Alicji, która uprawia w aucie istny trójskok emocjonalny

Coś w tym jest. Pierwotnie to było dłuższe i brzmiało lepiej. Ona chciała wierzyć, że on jest ok, ale zdaję sobie sprawę, że tego nie widać. Z jej rozterek zzostało tylko tyle, że sklęła się w duchu ;)

 

to bardziej ten nieszczęsny kierunkowskaz (cyk-cyk).

Coś Ci tu chyba zjadło i nie wiem, o co chodzi z kierunkowskazem ;) Ale nieszczęsny sugeruje, że nie jest dobrze ;)

 

Asylum,

No, niezłe, jest suspens

Alleluja! ;)

 

Plus dwa kiksy, które lekko zaburzyły czytelnictwo.

A jakie kiksy?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Coś Ci tu chyba zjadło i nie wiem, o co chodzi z kierunkowskazem ;) Ale nieszczęsny sugeruje, że nie jest dobrze ;)

O to, że panika bohaterki działa jak migacz: nie ma – jest – nie ma – jest. ;)

 

Edytka II: Psiakostka, gdybym wiedziała, że już ocenione wszystkie teksty, powstrzymałabym się z definiowaniem, bo niepotrzebne. Głupio wyszło, myślałam, że mamy tydzień na deliberacje.

Mamy, do 5 lutego komentujemy na spokojnie. Do czego gorąco zachęcam.

Irko, już piszę o kiksach. 

 

– Jesteś pewna, nienajlepiej się dzisiaj czujesz.

Złapała go za ramiona.

Niejasne podkreślenie.

 

– Nie wiem, jak przeżyła, chyba jej nie widział. W ogóle nie powinnam tego wiedzieć, usłyszałam przypadkiem. Nie zdradź się, że wiesz, dobrze – poprosiła z przymilnym uśmiechem. 

Pierwsze podkreślenie dziwi, bo jak można usłyszeć przypadkiem o takiej rzeczy. Trzeba byłoby to jakoś urealnić/uprawdopodobnić, albo po prostu usunąć. Podobnie z drugim podkreśleniem. Konieczność utrzymywania w tajemnicy przez Monikę faktu "znajomości" mordercy jest zrozumiała, to że Alicja powiedziała o tym partnerowi i prosi o zachowanie tego dla siebie – również, musisz nam tylko to podrzucić. 

I kawałek dalej mamy jego odpowiedź równie mało realną:

– Po prostu martwię się, nie możesz tak wszystkim dookoła opowiadać takich rzeczy.

Znowu podkreślenie. Alicja jest w związku z mordercą (nawet jeśli to początek) i on nie jest "wszystkimi dookoła", w dodatku na spotkaniu doszło do nieprzyjemnej sytuacji – Monika rozpoznała w nim mordercę i jakoś zareagowała, może histerycznie, jak – tego nie wiemy. Wszyscy obecni pewnie pokryli to śmiechem, lub inaczej i złożyli na karb złego samopoczucia związanego z ciążą. Alicja po wyjściu ze spotkania tłumaczy zachowanie Moniki mordercy i zdradza sekret, co jest zrozumiałe, wiec nie wiem, co tu robi “wszystkim dookoła”.

 

A gdy już piszę to jeszcze literówka

,gdy zobaczała tego

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mam niespodzianą chwilę czasu. <rozciąga palce> Ale naprawdę chwilę – będzie ekspresowo.

 

Alicella

Hmmmm. Fragment byłby niezłym początkiem dla czegoś horrorowatego, jest całkiem plastyczny, ale jakoś się o bohatera nie wystraszyłam.

 A może i tak, bo tam faktycznie jest pająk ludożerca na tym strychu, ale się nie zmieścił xD

Duży pająk XD

 zaskakujące rozwiązanie akcji, to tekst Alicelli miał

W jaki sposób? Od początku wiadomo, że chodzi o gałęzie.

 Zastanawiam się, czy w ogóle bez kontekstu fabularnego może powstać dobry suspens.

Dobre pytanie.

 kto nie współczuje gościowi, który ma gderliwą żonę xD

… ja? XD

 Sama nie wiem, może to pociągnąć kawałek dalej i ściąć początek, tak dla porównania, żeby zobaczyć jakby to wyszło.

Spróbuj! None rozebrał Twój fragment naprawdę na czynniki pierwsze, na cząstki subatomowe, więc nie będę tego powtarzać, ale chyba materiału masz dość :) chociaż wyczuciem ironii jesteś bliższa mnie ;)

 

AstridLundgren

… nie.

 

Ambush

… wywróciłaś bajkę do góry nogami, i właśnie dlatego suspens wilk zeżarł. Bo jeśli miałam się bać, to o Jasia i Małgosię, a oni znienacka okazali się komandosami XD

 Czyli od razu dostajemy rozwiązanie sytuacji, o której nie wiedzieliśmy, że jest.

O, to, to.

 A co do suspensu, to miałam pewność, że od momentu pojawienia się dzieci, czarownicy i lubieżnego karła czytelnicy będą drżeć na całym ciele.

Mmm… niespecjalnie. Ulubiona_emotka_Baila.

 A drewutnia już zawsze będzie kojarzyć mi się tylko z tym memem XD

https://instantrimshot.com/index.php?sound=csi&play=true yes

 

Anet

Brr. Strach jest. Choć ciupinkę abstrakcyjna ta bohaterka. Ale brr.

 

Luken

 To chcę, żebyś nie mógł sobie niczego zażyczyć!

… i to jest to, co do czego mam nie być pewna? Toć cały fragment sugerowałeś, że ktoś kogoś ukatrupi… O żadnego z dwóch niesympatycznych gostków się nie bałam, więc…

 

MrBrightside

No, nie wiem.

 Raczej “oddzielały”, bo sortuje się coś, a nie od czegoś.

Tak. Nie grzebię dzisiaj w błędach, bo się spieszę, ale tak.

 

Zanais

Zombie zeżarło babeczkę. Trudno :)

 

Tarnina

Eksperyment filmowy okazał się nieudany. Mówi się trudno i mazia się dalej :D

 Sam pomysł wyjściowy dobry, jednak ta mucha…

Mucha miała być ośrodkiem uwagi czytelnika, a suspens właściwy wpełzać bokiem pola widzenia XD

 bo nie potrafię ocenić sytuacji – a tym samym się nią przejąć. Rozumiem, że chodzi o jak najbardziej dosłowny miecz Domoklesa – ale mit znam tylko z frazeologizmu, więc nie potrafię w zasadzie powiedzieć, kto co i dlaczego.

Dlatego sięgnęłam do mitologii, żeby nie musieć za dużo tłumaczyć… Tak, chodzi o miecz Damoklesa. Arystyp został dodany, bo mnie osobiście bawi (a mógłby tam być).

 Nie pomaga skupienie narracji na owadzie – ja rozumiem, że być muchą na tej ścianie itd, ale budujesz dystans do wydarzeń, a to źle robi suspensowi.

Dlaczego? Przecież czytając nie wchodzimy w świat przedstawiony, obserwujemy "przez szybę" i o to właśnie chodzi (o to, prawda?) że coś się dzieje, a my nic na to nie możemy poradzić, ale zależy nam na wyniku? (Z tym zależeniem też mi chyba nie wyszło…)

 Poproszę fragment tylko o muszce ;(

No, wreszcie ktoś lubi muchy XD

że mucha trochę przyćmiła suspens, ale pomysł z zawieszonym mieczem ma potencjał, chyba zabrakło trochę znaków, żeby lepiej zobrazować sytuację

Myślisz? Ostatnio biegam jak mucha z niebieskim tyłkiem, więc zwalmy to na pośpiech :)

 Tekst jest mega filmowy, gdybym oglądała, siedziałabym jako widz w tej musze i przeżywałabym katusze (rymnęło się)

Takie było założenie, ale, jak widać, nie wszystko da się przenieść do literatury.

 Z wiedzy historycznej, nie wiem, za kim mam podążać, z kim się utożsamiać.

Leczycie mnie z kompleksów, wpędzając w depresję :) No, dzięki XD

 

Luken 2

Pierwszy akapit fajny. Ale dalej jakoś tak… stereotypowo. Czy ja wiem… fragment dość przegadany.

 Suspens nie osadzony w żadnym kontekście jest dla mnie taki trochę bleh. Nie mogę się wczuć w takie postacie, ani jako autor, ani czytelnik.

Mhm, zdaje mi się, że mam tak samo.

 

Alicella 2

Nieźle, nieźle. Trochę opowiadanie w pięciuset słowach, ale fajne :)

nie ma wątpliwości co do przeżycia bohatera, bo narracja jest w pierwszej osobie XD

https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/UndeadAuthor ^^

podczas czytania miałem odruch zastanawiania się nad tym jakby bohater opisał własną śmierć

Już to linkowałam, ale co tam: https://www.youtube.com/watch?v=CRAyGccQob4

 

Monique.M

Hmmmm… zaskakujesz, ale to wina cynizmu czytelnika :)

 Rozumiem, że bohater chciał zdążyć i że obawiał się komplikacji, ale w takim razie od razu nasuwa się pytanie, czemu był w pracy, a nie w szpitalu. Wydaje mi się, że to był dobry pomysł na suspens tylko chyba nacisk powinien być położony na inne emocje, czyli mniej strachu a więcej ekscytacji. Powiedziałabym, że za bardzo ukryłaś powód tego pośpiechu bohatera.

Zgoda.

 

pawlowskipisze

Chciałabym tylko wiedzieć, w jaki sposób wirus (względnie flakonik) może pełnić służbę z bułgarskim wojsku. Fragment jest raczej notatkowy, rzucony na kartkę pomysł. Ale suspens?

 Ech, logika wchodziła mi w paradę. Wlanie roztworu wirusa do wody nie zamieni ją w truciznę – otrzymamy po prostu bardzo bardzo rozcieńczony roztwór wirusa. A że wirusy do rozmnażania potrzebują żywego organizmu, to szansa, że ten rozcieńczony roztwór kogoś zakazi, zanim wirus się rozłoży (zwykle nie mają one wysokiej trwałości poza żywicielem) nie jest aż taka duża.

Nie logika, a podstawowe prawa chemii i biologii. Ale tak, None ma rację. Hollywood jej nie ma.

 

Irka_Luz

Czy ten morderca wygląda tak?

Bo tak się trochę zachowuje, przez co suspensa szlag trafia.

 zobaczyć te zimne i bezwzględne słowa

Niom. Skrót myślowy.

 Nie miała, ale skoro sam jej to podsunął… ;)

No, ale po co jej podsuwał? Normalnie Mistrz XD

 

Asylum

To jest szort. Horrorkowaty, ale niekoniecznie suspensowy – jak facet mógł nie poznać własnej szefowej, którą codziennie widuje? Dlatego nie bardzo wierzę w rozwiązanie.

 

Silva

Thriller, ale czy suspens? Przez cały czas wiemy, że facet będzie torturowany. Wiemy, co się stanie. Owszem, mylimy się. Ale nic na to wcześniej nie wskazuje.

 

OldGuard

Nie tyle suspens, co życie, które przelatuje przed oczami. Ciekawe, ale średnio przekonujące. Na filozofowanie jest czas po rozbrojeniu bomby :D

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

No, nareszcie ktoś, komu nie przeszkadza wariat z siekierą ;)

 

Przynoszę radość :)

Dzięki wszystkim za opinie do mojego fragmentu. Dużo celnych spostrzeżeń :) No, podczas pisania czułam, że się rozmijam z ćwiczeniem, ale wtedy nie dałam rady lepiej.

deviantart.com/sil-vah

@Asylum – Fajna opowieść, ale to że nie rozpoznał od razu twarzy ukochanej, to trochę mnie nie przekonuje.

@OldGuard – Bardzo mnie wystraszyłaś! Nawet te dywagacje o karmelu, truskawkach i reszcie nie wybiły mnie z rytmu, bo ładnie wpisywały się w narastające napięcie ofiary. I zakończenie też ładne. Oczywiście nie dla bohaterki;)

 

I chciałam powiedzieć jeszcze, że oburza mnie imputowanie faszystowskiej nordyckości Jaśka i Małgośki! Przecież my Słowianie dlatego byliśmy przebojem eksportowym (slave/slav), że byliśmy jaśni i niebieskoocy. Więc żadne mi tam Grüß Gott! :P

Gott in Himmeln! Nic nie poradzę:( tak mi się już po prostu kojarzy. Zresztą wyobraź sobie że masz małe zabawkowe porcelanowe Haunebu i dwa ludziki. Jeden z nich ma włosy koloru dojrzałego zboża i niebieskie oczy, drugi natomiast ma oczy brązowe, orli nos a jego głowę porastają czarne kędziorki. Którego z nich dołączyłabyś do zabawkowego Haunebu? Tylko błagam, nie mów że oba… Strach pomyśleć jak mogłyby się tym bawić dzieci…Chociaż z drugiej strony, jakby tak Haunebu taxi?

Agent orange

Spóźniłam się mocno z tekstem, przepraszam. Może komuś będzie się chciało skomentować moją scenkę. Długo nie mogłam wymyślić nic z suspensem, a bardzo chciałam poćwiczyć warsztat. Komentarze do innych tekstów dodam w późniejszych postach.

P.S. Bakteria w tekście to element fantastyczny, absolutnie bez nawiązania do współczesnych realiów.

 

Przed wyrokiem

 

Dzisiaj zostanie wydany wyrok. Jedziemy autem, mama milczy. Poorana zmarszczkami twarz jest skupiona, spracowane dłonie lekko drżą, zaciśnięte kurczowo na wysłużonej torebce.

– Jeśli mam tę bakterię… – zaczyna cicho.

– Odbierzemy badania, zobaczymy – próbuję zabrzmieć uspokajająco. Zwykłe "będzie dobrze" nie przechodzi mi przez gardło. Staram się nie myśleć, że wystąpiły już dwa z pięciu książkowych objawów.

Ale niecharakterystycznych. Równie dobrze to może być zwykła infekcja – przekonuję się w myślach po raz setny, próbując uciszyć strach rozlewający się po całym ciele.

Z trudem skupiam się na drodze. Przed oczami stają artykuły z internetu o śmiercionośnej bakterii, podobno przywleczonej z kosmosu. Pamiętam opisy chorych umierających w męczarniach, którym po kolei wysiadają wszystkie organy wewnętrzne.

To nie musi tak się skończyć! – myślę. Ale może. Pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.

– Zobacz, kasztanowce puściły pierwsze listki – mówi mama, gdy przejeżdżamy obok parku. – Kiedy byłam młoda… – zaczyna opowiadać pospiesznie, jak człowiek, który stara się zająć czymś myśli, by odgonić lęk.

Uśmiechamy się obie, gdy opowiada o żartach, które robiła rodzicom, ale w ruchu naszych ust czai się niepokój.

 

Droga do przychodni mija niepostrzeżenie, za szybko. Na parkingu ociągam się z wysiadaniem z auta. Chciałabym odwlec moment poznania diagnozy.

– Jesteśmy piętnaście minut przed czasem – zauważa mama. – Posiedźmy jeszcze chwilę.

Czyli kwadrans do wyroku.

Kiwam tylko głową, narastająca kula w gardle sprawia, że trudno mi mówić. Patrzę na kwiecistą suknię, na ufne zielone oczy, na srebrne pasma, okalające ramiona. Staram się wyryć w pamięci ten obraz.

Kolejne dziesięć minut mija jak trzaśnięcie batem. Otwieram drzwi auta.

– Już pora – mówię.

Zwykle mama bez pomocy sprawnie pokonuje schody, ale tego dnia ciężko opiera się na moim ramieniu.

Chwila rozmowy w recepcji, nad którą unosi się lekki zapach lawendy.

– Maria Stawska, tak, byłam zapisana.

Zdaję sobie sprawę, że dzieje się nieodwołalne.

Serce wali mi w piersiach, kiedy idziemy w stronę gabinetu. Mam nadzieję, że będziemy musiały poczekać, wygramy kilka dodatkowych sekund.

– Proszę wejść. – Doktor od razu zaprasza nas do środka.

Czuję, że drżą mi kolana. Podtrzymuję mamę, pomagam jej usiąść, po czym zajmuję drugie wolne krzesło.

– Chcemy odebrać badania. Na tę bakterię – mówi.

– Oczywiście – doktor bierze jej kartę, szuka danych w komputerze.

Musiał znaleźć. W milczeniu patrzy na ekran.

On już wie. Dlaczego nic nie mówi? – zastanawiam się gorączkowo.

– Zaraz, to nie ten wynik – mruczy doktor.

Znów szuka, każde stuknięcie w klawiaturę komputera przypomina odmierzanie sekund w zapalniku bomby. Serce łomocze mi tak mocno, jakby chciało wyrwać się z piersi.

– O, mam! – mówi, po czym znów zawiesza głos. – Tak, to na pewno ten.

Mama zamyka oczy, mocno ściska moją rękę.

– Pani Mario, brak bakterii. – Lekarz przynosi ułaskawienie.

O, jest napięcie i ładnie rozwiązana sytuacja. Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Hejka Ando. Czyta się lekko. Suspens jest, albo inaczej. Udało ci się uzyskać pewne napięcie. Mam dwa ale. Nie wyobrażam sobie by jakiekolwiek służby dopuściły, ażeby potencjalny nosiciel wysoce śmiercionośnej bakterii, ot tak sobie chodził w przestrzeni publicznej. Chociaż… Patrząc na aktualne wydarzenia, wszystko jest możliwe. Plus za to że wiesz, że bomba musi mieć zapalnik, aczkolwiek nie spotkałam się nigdy z kimś kto używałby zapalników do odmierzania czasu. Zostaje jeszcze kwestia jego rodzaju i to czy rozpatrujemy go jako sam materiał inicjujący, czy też jako komplet z mechanizmem czasowo-uderzeniowym, elektrycznym zaopatrzonym w iskrownik, tudzież żarnik itd. itp. temat rzeka. Pozdrawiam:)

Agent orange

ANDO, napięcie tu jest, ale powiedziałabym, że bardziej czuć smutek. Pomysł na suspens ciekawy i myślę, że mocniej by to wybrzmiało, gdyby jeszcze zwolnić i rozciągnąć bardziej ten fragment przy rejestracji. Może ta scena powinna się zacząć na parkingu. Bakteria trochę tu miesza i wybija, bo się odruchowo człowiek zaczyna nad nią zastanawiać.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Anet, cieszę się.:)

 

AstridLundgren, scenka powstawała szybko, stąd niedopracowane szczegóły i trudności, żeby tekst nie kojarzył się z wirusami itp. Założyłam, że nie można zarazić się bakterią przez bezpośredni kontakt. Z zapalnikiem bomby powstał skrót myślowy.

 

Teraz pierwsza część moich komentarzy do scenek.

 

Ogólnie, bardzo trudno wykreować bohatera, który w krótkim czasie zainteresuje czytelników na tyle, żeby jego losy stały się ważne. W powieści scena z suspensem często występuje pod koniec. W filmie napięcie zwiększa np. muzyka, ale też znajomość bohaterów, zaangażowanie czytelnika w ich historię, powstające w miarę poznawania go. 

 

Alicello, zgadzam się z przedpiścami, napięcie pojawia się dopiero w trakcie wędrówki bohatera przez dom, zwłaszcza przy natknięciu się na lalkę. Z rozmowy małżeństwa nie wywnioskowałam, żeby istniało jakieś zagrożenie. Odniosłam raczej wrażenie, że czytam o żonie z gatunku tych, które lubią wiercić mężowi dziurę w brzuchu.;) 

Drugi fragment bardziej trzyma w napięciu, sugestywny wydał mi się obraz zakratowanego miasta. IMO, suspens się pojawił.

 

AstridLundgren, fajny fragment, dla mnie osobiście – zabawny i trafnie podsumowujący oczekiwania wobec współczesnych kobiet.;) Helenka wzbudza sympatię, kibicowałam jej, ale ani przez chwilę nie poczułam napięcia. 

 

Ambush, gdybym od początku wiedziała, że Margośka to Baba Jaga, pewnie odczułabym napięcie. Zorientowałam się dopiero, kiedy dziewczyna mówiła o bracie. Wtedy, faktycznie, zaczęłam się bać, czy nie skończą w piecu. Świetny twist, który zupełnie odmienia sytuację, a bohaterowie początkowo wzbudzający litość stają się tymi złymi. Myślę, że dodanie na początku jakiejś wzmianki, co Margośka i Zygmunt zamierzają zrobić z młodymi, wprowadziłaby większe napięcie. 

 

Anet, czytając Twój tekst poczułam napięcie. Dziwne, praktycznie nic nie wiemy o bohaterce, ale jej współczujemy, jako ofierze psychopaty. Powtórzę za przedpiścami: szkoda, że scenka nie była dłuższa. Suspens chyba się pojawił. 

 

Luken, w pierwszej scence trochę napięcia wprowadziła wspinaczka i oczekiwanie, co zrobi ten drugi. Suspensu raczej brak. W drugim fragmencie jest lepiej.

 

MrBrightside, klasyczna scenka z zagrożeniem, napięciem i suspensem. Nie piszesz, co dokładnie grozi za kontrabandę, ale czytelnik łatwo może się tego domyślić. Irena zyskuje uwagę i sympatię czytelnika w momencie, gdy stara się pocieszyć inną więźniarkę.

 

Zanais, początek, moim zdaniem, za mało precyzuje zagrożenie. Jednak im dalej w tekst, tym straszniej się robi. Wyjaśniają się początkowe niedopowiedzenia. Bohaterka, dziecko lub nastolatka, wzbudza sympatię, jej losy stają się ważne dla odbiorcy. Myślę, że tekst wypełnia założenia tego ćwiczenia.

 

Tarnino, suspens i napięcie odnalazłam. Początkowo skupiłam się na musze, czekałam, aż coś jej się stanie. Dopiero później skojarzyłam miecz i Damoklesa. 

Ando, w tym przypadku dla mnie nie ma kłopotu z terminem, bo fajnie to None ustalił, tj. pierwszy tydzień wstawianie, a drugi rozmawianie o tekstach i wyzwaniu. Można od razu, ale też można zrobić w czasie dogodnym (mamy margines). ;-)

Sympatia dla bohaterki jest; rozwój niepokojącej akcji – z tym jest ciut gorzej, gdyż w zasadzie mamy do czynienia z rozwojem niepokojącej sytuacji; niepewność odnośnie wyniku (i w związku z fabułą oraz tego prawdziwego) jest, ale… ciut siada.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

@Ando Złapało za gardło jak rottweiler. Miło, że litościwie puściło;)

 

Tak sobie myślę, że ja Jaśka i Małgośkę sobie podrasuję zgodnie z Waszymi sugestiami i wrzucę do poczekalni. Szkoda takiego gotowego opka;) Mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko.

Dzięki, Ando :)

Myślę, że tutaj znajomość bohaterki nie jest potrzebna, tak naprawdę nie ma znaczenia, kim ona jest, może być każdym. W sumie wszystko opiera się na jednej emocji, strachu, a to zna każdy ;)

Przynoszę radość :)

Nie mamy nic przeciwko, Ambush, to może być fajne opowiadanie ;)

Przynoszę radość :)

Cześć, ANDO.

Bardzo emocjonalne i z napięciem. Bohaterka budzi sympatię naturalnie, samą naturą swojego problemu. Bakteria trochę sztuczna, jako bakteria, ale ogólnie całkiem, całkiem.

 Założyłam, że nie można zarazić się bakterią przez bezpośredni kontakt.

Nie każdą można. Choć jak dotarła z kosmosu?

Początkowo skupiłam się na musze, czekałam, aż coś jej się stanie

Ha, ha, zapamiętam na przyszły raz :D

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Asylum, dzięki za wyjaśnienie.

 

Ambush, jestem za publikacją opowiadania.

 

Tarnino, cieszę się, że wyszło emocjonalnie.

Jako, że zbliża się koniec tygodnia, wpadam z podsumowaniem i pałeczką do przekazania.

 

Mimo tematu, który okazał się nawet trudniejszy w realizacji niż się spodziewałem, fragmentami sypnęło bardzo przyzwoicie, za co dziękuję wszystkim uczestnikom. Choć nie wszyscy do końca wpisali się w tematykę ćwiczenia, to mam nadzieję, że każdy miał okazję czegoś się nauczyć o suspensie – lub ogólnie o pisaniu.

Fragmenty, które najlepiej (IMO) zrealizowały założenia ćwiczenia należą do Anet, MrBrightsideZanaisa – choć każdy z nich miał też pewne niedostatki, wynikające w dużej mierze z ograniczeń pisania pod limit, udało im się wytworzyć pewne ilości napięcia.

Pałeczkę chciałbym jednak przekazać Alicelli – widziałem bowiem w jej fragmentach i komentarzach ogromną chęć nauki i zrozumienia, o co mi do diabła chodzi z tym całym suspensem, a to właśnie nauka jest przecież celem nadrzędnym całego przedsięwzięcia.

Gratuluję i czekam niecierpliwie na przyszłotygodniowe ćwiczenie!

Jestem usatysfakcjonowana :)

Przynoszę radość :)

Gratulacje Alicello. Czekamy na kolejne wyzwanie.

Dzięki i super, None. :-)

Miałam kilka słów więcej – wyjaśnienia, Ando, ale postanowiłam się zdyscyplinować w komentarzach. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zanaś (None, proszę o poprawkę literówki xD ) jest również usatysfakcjonowany, a pałeczkę i tak by oddawał komuś innemu.

Viva la Alicella!

Konkursowicze opuszczają na trawnik, składane ogrodowe krzesło, na którym siedzi zwyciężczyni konkursu. Stoję przed nią z kosiarką, by wyrównać drogę po której będzie stąpać.

Dwa ślimaki, nieopodal w trawie…

– Czujesz suspens?

– Nie.

– To poczekaj aż te świry odpalą kosiarkę

Agent orange

Uważaj Astrid, bo wygrasz;)

Dobre, Astrid. ;-) Tylko mi na ślimaków przypadkiem nie ogłusz i uruchom detektory na podczerwień, aby nic nie uszkodzić po drodze. 

Jestem po horrorze, udzieliły mi się inne światy tuż obok. Pierwsza seria, nie lubię niezakończonych opowieści.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Uff, nareszcie udało mi się nadgonić z wątkiem. Gratulacje dla Alicelli :). Zadanie okazało się trudniejsze niż myślałam. Wydaje mi się, że każdy rozumie suspens w troszkę inny sposób, co odzwierciedla różnorodność podejść do tematu. Ale według mnie to dobrze :).

Dziękuję również za wszystkie komentarze do mojego fragmentu. A poniżej wstawiam moje subiektywne wrażenia.

 

Alicella

Bardzo fajny fragment. Przez to, że wiedziałam na czym polega zadanie wiedziałam również, że napięcie będzie rosło. Ale dzięki początkowi już udało Ci się mnie nastroić, tak że mimo spokojnego prowadzenia fabuły, ja podskórnie czułam ten dreszczyk emocji. Bohater wzbudza sympatię.

 

AstridLundgren

Niestety trudno się czytało ze względu na zapis fragmentu. Ponadto nie ma opisów budujących napięcie, raczej suche relacjonowanie, które odbierałam dość komediowo. Zastanawiałam się również, jak bohaterka mogła wbić złodziejowi w głowę pogrzebacz, a on nadal dychał. Halinka mogłaby robić za zawodowego zabójcę :).

 

Ambush

Świetne :). Co prawda dreszczyku emocji nie miałam, ale czytałam z zaciekawieniem. Nie mogłam w wyobraźni dostosować wieku Małgosi i Janka, bo raz wydawali mi się dziećmi z zachowania (od razu skojarzenie z Jasiem i Małgosią), a później ta nalewka trochę zmieniła to. Ale końcówka super :).

 

Anet

Nieźle nakreślony fragment:). Jak z horrorów.

 

Luken

Nie czułam dreszczyku emocji, ale na pewno zaciekawienie co się wydarzy i pewne mgliste wyobrażenie końcówki :).

 

MrBrightside

Nie mogłam się wczuć, może przez tematykę, szczegółowość opisów i czas, w jakim to napisałeś?

 

Zanais

Chyba na razie najlepiej :). Podobało mi się, choć właściwie od razu podskórnie wiedziałam, że Gian to nie Gian :). A jest może ciąg dalszy ? :P

 

Tarnina

Niestety nie czułam napięcia. A myślałam, że mucha na koniec rozniesie jakąś zarazę ;).

 

Luken II

No, był lekki dreszczyk :). Brałam pod uwagę kogoś z załogi, albo ufoka, który włamał się na statek :).

 

Alicella II

Fragment naprawdę mi się podobał i czytałam z zaciekawieniem… i wszystko wygląda, jak trzeba… lecz serce drgnęło mi jednak przy pierwszym Twoim tekście . (udało mi się wreszcie zrobić suspens? :P)

 

pawlowskipisze

Napięcia nie czułam, ale zastanawiałam się jak sprawy się potoczą. Pomysł bardzo przypadł mi do gustu a i realizacja fajna :).

 

Irka_Luz

A jednak morderca z poprzedniej części przydał się teraz:). Początkowo nie mogłam się nastroić, ale później rzeczywiście czuć było to napięcie, kiedy facet kłamie, a kiedy mówi prawdę?

 

Asylum

Fragment zaciekawił mnie, kojarzył mi się z horrorem. I choć ogólnie podoba mi się, to pogubiłam się w historii. Nie wiem kim jest Marta dla bohatera, czemu akurat do niej zapukał i skąd ona wiedziała o co mu chodzi, skoro nic nie powiedział. A chętnie poznałabym odpowiedzi na te pytania, bo historia mnie ujęła.

 

Silva

Nieźle opisane :). Bohater nie wzbudził mojego zainteresowania, ale byłam ciekawa ogólnie zakończenia. Liczyłam na to, że on jednak coś wie :).

 

OldGuard

Niezłe:) Fajnie się czyta. Nie wiem czy czułam dreszczyk, ale zaciekawienie tak.

 

Ando

Dla mnie Ci wyszło. Zwłaszcza w końcówce czytałam spięta. Ale czy nie mogłaby zarazić otoczenia? To pytanie cały czas mi towarzyszyło.

Ambush, już po terminie :) Asylum te ślimaki to też czasem niezle gagatki. Z wikipedii "niektórzy reprezentanci rodzajów Fulgar i Murex wciskają schwytanego ślimaka pomiędzy krawędź nogi a brzeg otworu muszli miażdżąc w ten sposób skorupę. Następnie wsuwają ryjek do jej wnętrza i zjadają ciało" poczytałam trochę o nich na Wiki, i to wcale nie są takie miłe stworzonka. Co do podczerwieni… To zdaje się że są zmiennocieplne, więc byłyby raczej słabo widoczne :) pozdrawiam

Agent orange

Zanaś (None, proszę o poprawkę literówki xD )

A nie łatwiej będzie, jeżeli zmienisz nick?

Poprawione, tak to jest, jak się pisze rękami drżącymi z emocji.

Poprawione, tak to jest, jak się pisze rękami drżącymi z emocji.

Aż strach spytać o powód tych emocji ;)

 

Czy kolejne wyzwanie już jutro?

Pałeczkę chciałbym jednak przekazać Alicelli – widziałem bowiem w jej fragmentach i komentarzach ogromną chęć nauki i zrozumienia, o co mi do diabła chodzi z tym całym suspensem, a to właśnie nauka jest przecież celem nadrzędnym całego przedsięwzięcia.

 

O, to mnie zaskoczyłeś. Ech, ta moja nadaktywność… ale dobrze, wezmę na siebie tę ogromną odpowiedzialność xD.

Będzie zadanie, i to dotyczące czegoś, czego wszyscy pragniemy, czegoś, co może zaważyć o losie całego tekstu, a nawet o losie autora ;) Mam więc nadzieję, że przybędziecie tłumnie ze swoimi fragmentami :)

 

Dziękuję, None, za to zadanie, naprawdę było świetne. Zaimponowałeś mi :)

 

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Astrid, ano, gagatki. Detektor na ruch też słabo by się sprawdził. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Aż strach spytać o powód tych emocji ;)

Pierwsze w życiu ogłoszenie wyników rzecz jasna!

Czy kolejne wyzwanie już jutro?

Bieżące trwa do soboty. Potem, jak już organizatorka zarządzi.

Będzie zadanie, i to dotyczące czegoś, czego wszyscy pragniemy, czegoś, co może zaważyć o losie całego tekstu, a nawet o losie autora ;) Mam więc nadzieję, że przybędziecie tłumnie ze swoimi fragmentami :)

W takim razie czekamy niecierpliwie.

Będzie zadanie, i to dotyczące czegoś, czego wszyscy pragniemy, czegoś, co może zaważyć o losie całego tekstu, a nawet o losie autora ;) Mam więc nadzieję, że przybędziecie tłumnie ze swoimi fragmentami :)

Będziemy pisać o wydawaniu książki?!;)

Najs! No to czekamy ;)

deviantart.com/sil-vah

 

Tarnino, cieszę się, że wyszło emocjonalnie.

heart

A myślałam, że mucha na koniec rozniesie jakąś zarazę ;).

Tak w pięciuset słowach? XD

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Alicello ,co za emocje?! ;)

 

Go Go Go Morgan Freeman GIF – Go Go Go Morgan Freeman Ben Hur – Discover &amp; Share GIFs

Ślimaki forever XD

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Ten mem mógłby robić za definicję do tego wyzwania xD

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Nowa Fantastyka