- Opowiadanie: mortecius - Stygnę

Stygnę

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Tu był las” projektu Zapomniane Sny: https://www.zapomnianesny.pl

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot: https://pracownia.org.pl

 

Dziękuję Sonacie za betę oraz Silvie i oidrin za bardzo sprawną konsultację ;)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Stygnę

Stygnę. Stygnę dla ciebie.

Mawiają, że każda Córka Rodu Wiązów ma moc, cichą i bladą. Nie użyto jej od lat, pozostały jedynie wspomnienia w zakurzonych księgach. Nie wiem, czy to nie bujda, kłamstwo wmawiane dzieciom, żeby poczuły się wyjątkowe i lepsze od innych.

Wierzę jednak, że to prawda. Jeśli się nie mylę, moje słowa pozostaną tu na wiek, brzmiące i niemal namacalne.

Dlatego stygnę. Stygnę dla ciebie.

Pamiętam moment, kiedy zobaczyłam cię po raz pierwszy. Z wymykającymi się kłosami z płowego warkocza, rozchełstaną kurtką i spódnicą, spod której wystawały kolana. Wszyscy chłopcy oglądali cię i szydzili, skrycie marząc o złocistych włosach i białym udzie, które zobaczyli przy mocniejszym podmuchu wiatru.

Ja też marzyłam, długo i intensywnie. Chciałam, by twoje ciemnoorzechowe oczy zauważyły mnie wśród aroganckich paniczyków.

Mój ojciec prawie cię uderzył. To musiał być szok, kiedy nisko urodzona dziewczyna zaczęła mu czynić wyrzuty. Co z tego, że przyjechałaś z delegacją ze stolicy? Że sam cesarz wyraził zgodę na podróż? Przecież dobrze wiedział, jaka będzie odpowiedź mego rodu.

A po szoku przyszedł kolejny wstrząs: nie dość, że niechlujnie ubrana gówniara miała śmiałość zwrócić mu uwagę, to potem, gdy już wznosił dłoń przerwała mu córka, oczko w głowie. Nie mam pojęcia, co sprawiło, że cios nie padł. Czy naprawdę mój sprzeciw tyle znaczył? Przecież byłam tylko głupią panną, po jednym skinieniu służący wziąłby mnie pod pachę i odniósł do pokoju. Ojciec nie mógł wiedzieć, że nie skończyłoby się na dwóch dniach głodówki i tygodniu milczenia. Nawet ja wtedy nie wiedziałam.

Może poczuł, że rodowy odruch odrzucenia wszystkiego, co nowe i niewygodne, jest zły?

Może zaczął się zastanawiać?

Zatrzymał dłoń, a krew nie popłynęła. Zamiast tego rozkazał – tak, jak umiał rozkazywać! – żebyś oprowadziła po parku jego córkę. Miałaś na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz.

Naprawdę nie wiem, czemu to zrobił. Sprawę już przesądzono. Jedynie najbogatszych stać na meble czy łuki ze srebrzystego wiązu. Nic więc dziwnego, że drzewa zostały sprzedane za zawrotną kwotę, i to zanim ktokolwiek uderzył w nie toporem.

A to był przecież dopiero początek.

Dobrze rozumiałam ojca. Ród od lat podupadał i żadne dumne spojrzenie czy wyniosły gest nie mógł tego zmienić. Szeregu podlanych rozrzutnością złych inwestycji i kosztownych małżeństw nie dało się odrobić przez jedno pokolenie. Widmo bankructwa wymusiło na ojcu decyzję, przed którą wzbraniał się przez pół życia. Jeszcze niedawno wydawało się, że naszego rodu nie dało się ruszyć, bo zbyt długo istniał i przez to wrósł we wszystkie inne. Ostatecznie to nam pomogło. Nikt na szczycie nie mówił głośno o skandalu i ubóstwie, a długi zostały odroczone, kiedy tylko zapadła decyzja.

Na całe szczęście w cesarstwie są jeszcze ludzie bez arystokratycznego pochodzenia. Nie wiem, jak się dowiedzieliście i dotarliście do cesarza. Nie wiem, jak długo musieliście mu brzęczeć przy głowie niczym rój natrętnych much. Dość rzec, że znalazłaś się w delegacji naukowców i botaników, którzy mieli namówić głowę jednego z największych rodów, by nie rujnował najstarszego parku w cesarstwie dla pieniędzy. Nie mieściło się wam w głowie, że to nie była chciwość, tylko ostatnia szansa na ratunek, nim wierzyciele rozdrapią wielki dom i wyda się, że szafy od dawna nie są już pełne drogich ubrań, a szkatułki z biżuterią pozbawiono nawet złoconych okuć.

Ale dość już o tym. Teraz wszyscy poznają prawdę, ale nie dbam o to. To tajemnice, szepty i sekrety spowodowały, że mój ród skończył w taki sposób, żebrząc o kolejną pożyczkę i sprzedając rodzinny park.

Pamiętam nasz spacer. Kilka razy złapałaś mnie za rękę, nie myśląc o tym, że moi bracia odrąbaliby ci za to dłoń. Opowiadałaś, ile życia jest w każdym z wiązów, jak stanowi dom dla innych roślin i zwierząt. Widok głównej alei przy zachodzie słońca zaparł mi dech w piersiach. Nie sądziłam, że takie uczucia istnieją. Myślałam, że można je spotkać tylko w kiepskich romansidłach dla panienek na wydaniu. Nie miałam pojęcia, jak park wygląda w świetle księżyca, jak las brzmi i pachnie w pierwszych dniach jesieni. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak miękkie usta może mieć inna dziewczyna, jak jej dotyk potrafi elektryzować i stanowić lek na zło całego świata wokół. Jak szybko miną kolejne dni do wycinki. Jak nielojalna potrafi być służąca, zdradzając matce, że panienka nocuje poza pokojem.

Jak zaboli cios, który to nie mnie trafił w twarz.

Wiem, co powiedzą, kiedy to zobaczą:

Że byłam zbyt młoda.

Że nie znałam życia.

Że perfidnie mnie wykorzystałaś, i moją słabość, jak gdyby uczucia rozpatrywało się tylko w kategoriach zysków i strat.

Że nawet największe rody rodzą czarne owce. Mój ojciec coś o tym wie, prawda, tatku? Nie myślisz chyba, że odejdę bez pożegnania i z tobą? Jesteś taki, jak ja. Od urodzenia próbowali cię złamać i chociaż się udało, to dzięki tobie mogłam dorosnąć i mieć w sobie żar naszych przodków: pozbawiony egoizmu, pychy, chciwości. Reszta z nas mogła żyć i nie myśleć o niczym, bo sam niosłeś wszystko na barkach. I dlatego stygnę również dla ciebie. Chcę, żebyś wiedział, że zawsze cię rozumiałam. I wiem, że ty mnie rozumiałeś. Nie musiałeś mi niczego mówić, twoje czyny były najlepszym dowodem.

Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tu.

Mam nadzieję, że oboje mi kiedyś wybaczycie.

A teraz… stygnę dla was. Czuję, że robię się słaba i nie zostało mi zbyt wiele.

Ponoć każda Córka Rodu Wiązów ma cichą i bladą moc, nieznaczną przy tym, co potrafią inne rody. Każda z nas może otworzyć sobie żyły, a potem wyszeptać tysiąc słów, które zostaną w powietrzu na kolejny wiek.

W cesarskim prawie znajduje się stary zapis, by miejsca takiej ofiary utrzymywać i chronić. Skarbiec wciąż ma na to specjalne środki, zbierane od lat. Ród, na którego ziemiach ktoś zdecyduje się coś takiego zrobić, może liczyć na zwolnienie z długów i utrzymanie, może skromne, ale wystarczające.

Na nadzorcę parku i miejsca pamięci wyznaczam ciebie, Ce. Podpisany testament znajdziesz zakopany pod drzewem. Wiesz, którym.

Na skarbnika i zarządcę wyznaczam ciebie, ojcze. Wiem, że nie zawiedziesz mojego zaufania.

Wystygłam już prawie do końca, zostało mi ledwie kilka słów. Chcę, żebyście wiedzieli, że umieram szczęśliwa i spełniona.

Żegnajcie.

Koniec

Komentarze

Tak powstają parki narodowe;)

Po tym głupawym wstępie, powiem że historia piękna, wzruszająca i plastyczna. 

Szkoda, że nie mogła zakończyć się radośniej.

Ładnie wykorzystany motyw najwyższego poświęcenia, bez emocji i zbędnego sentymentalizowania. Podoba mi się. Jednakowoż trochę smutne.

Let adrenaline bring you focus and blissful calmness

Mnie się bardzo podobało. Homoromans, no to przecież jakby mogło nie… Subtelnie kreślisz tragiczną historię, bez popadania w patos, bardzo zgrabnie wykorzystałeś limit 1000 słów, dostosowując treść do formy. Zdanie o miłości mierzonej zyskami i stratami zapadające w pamięć. Żeby nie było za słodko, to zdanie “Myślałam, że można je spotkać tylko w kiepskich romansidłach dla panienek na wydaniu.” mnie zjeżyło, mam alergię na postacie literackie uważające, że same są prawdziwsze niż te z innych książek. Plus nie pasuje do ogólnej delikatnej subtelności całego przekazu. Wyrzuciłabym.

Utrudniłeś sobie trochę życie, z tym homoromansem, pod względem gramatycznym. Chwilkę trwało, zanim wyłapałam kim jest narratorka i dla kogo stygnie (bardzo ładna fraza z tym ‘Stygnę dla Ciebie’, zaintrygowałeś), początek musiałam przeczytać jeszcze raz, uważniej. Plus dla Ciebie, że chciało mi się to zrobić ;) Pewien problem też miałam z tym akapitem:

“Mój ojciec prawie cię uderzył. To musiał być szok, kiedy nisko urodzona dziewczyna zaczęła mu czynić wyrzuty. Co z tego, że przyjechałaś z delegacją ze stolicy? Że sam cesarz wyraził zgodę na podróż? Przecież dobrze wiedział, jaka będzie odpowiedź mego rodu.” – kto wiedział, jaka będzie odpowiedź rodu? Gramatycznie wychodzi, że cesarz. Ale trochę zgrzyta logicznie. Ta “nisko urodzona dziewczyna” i “czynienie wyrzutów” też nie pomagają połapać się kto jest kim i o co chodzi. Chyba nie zaszkodziłoby tu napisanie wprost, że dziewczyna o nieznanym pochodzeniu (w sumie, to skąd wie, że jest nisko urodzona? widzi ją chyba po raz 1?) oskarża go o ‘lex szyszko’ (no dobra, nie dosłownie).

Pomysł z ‘bladą, cichą magią’ działającą jak testament, imo oryginalny i bardzo ciekawy. Opis pod koniec z wyjaśnioną zasadą działania stanowi świetną klamrę i porusza.

Nad klikiem nawet się nie zastanawiam.

 

PS. Czy dobrze zrozumiałam, że ojciec też miał pewne skłonności? :>

PPS. A nie powinieneś mieć w przedmowie formułki o uczestniczeniu w konkursie i linkiem od Wilka?

Miś przeczytał. Koniec wyjaśnia wszystko w interesujący sposób. 

Mortecius, fajne opowiadanie, czyta się płynnie i lekko – komfortowo:)

Ładne. I podpisuje się pod wszystkimi uwagami Belli, zarówno tymi na plus jak i minus. Jeszcze wspomnę tylko, że dodatkowego chaosu w polapaniu się kto jest kim dodałeś fragmentem, w którym ojciec każe nieznajomej dziewczynie oprowadzić córkę po parku – moim zdaniem to nielogiczne. Dziewczyna, jak mniemam to Ce, jest tam pierwszy raz i ktoś każe jej oprowadzić po parku córkę właściciela, która pewnie nie raz sie po tym parku przechadzała. Rozumiem co to ma na celu, jednak jest fatalnie sformułowane, tworzy chaos i utrudnia zrozumienie ról. Klikam jednak, bo sam pomysł jest oryginalny. Pozdrawiam serdecznie – Q

Known some call is air am

Hej, rzeczywiście bardzo ciekawe opowiadanie, napisane w sposób, który wciąga czytelnika do tego świata, jakbyś sypnął między zdania odrobinę magicznego pyłu. Być może to kwestia, że czytałem trochę na szybko, ale nie jestem pewien, czy bez czytania komentarzy wyłapał bym wszystko należycie. Momentami wprowadzasz w lekkie zagubienie i trzeba niektóre fragmenty czytać więcej, niż jeden raz. Nie wiem, czy jest to jakakolwiek ujma dla samego opowiadania, bo zawiłości i niedopowiedzenia też są przecież potrzebnymi często elementami. W zasadzie spodziewałem się, w którą stronę to zmierza, gdyż sam robiłem już podobne wariactwa. Tak czy siak, za oryginalność oraz za ładne malowanie słowem z pewnością klik się należy. Jak będzie jeszcze trzeba zgłoszę tekst wieczorem. Pozdrawiam!

Hej, mortecius!

Choć nie mogę nie zgodzić się z przedmówcami odnośnie pewnego chaosu w tekście, nie sposób nie zauważyć również, że w zasadzie wszystkie wątpliwości stopniowo rozwiewasz, tylko trzeba się trochę skupić przy czytaniu :) Niemniej ładnie napisane, pomysł ciekawy, aż czułam potrzebę odkrycia, o co właściwie chodzi i do czego to wszystko prowadzi. Podoba mi się zakończenie, podoba się też zastosowana klamra, fajnie dopełnia całość.

Jedna drobna uwaga ode mnie:

Nie mieściło się wam w głowie, że to nie była chciwość, tylko ostatnia szansa na ratunek, nim wierzyciele rozdrapią wielki dom i wyda się, że szafy od dawna nie są już pełne drogich ubrań, a szkatułki z biżuterią pozbawiono nawet złoconych okuć.

Skoro ród był na skraju bankructwa, fajnie by w tym miejscu wyglądały szkatułki po biżuterii, tak dla podkreślenia (no chyba że to była biżuteria rodowa, której nie można się pozbyć, bo…). Niemniej to tylko taka luźna uwaga ;)

W każdym razie, podobało mi się :)

Pozdrawiam!

Spodziewaj się niespodziewanego

Okazuje się, Morteciusie, że o żywotnych sprawach można napisać w sposób niemal baśniowy, a opowieść i przesłanie nic na tym nie stracą.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ładna opowieść. Ciepła, chociaż stygnąca.

Zgrzytnęło mi, że osobliwą moc mają dziewczyny z jednego rodu, ale powstały na ten temat cesarskie prawa. Zbyt wygodnie się to wszystko układa. No i jeśli tak jest, to dlaczego żadna kobieta z tego rodu, na przykład i tak umierająca na śmiertelną chorobę, nie poświęciła się w ten sposób już wcześniej, żeby ratować dzieci czy wnuki?

Babska logika rządzi!

Dziękuję wszystkim za wizytę, kliki i komentarze.

 

Ambush,

Szkoda, że nie mogła zakończyć się radośniej.

Takie życie ;) Jak się już zna zakończenie, to właściwie całość nie jest zbyt radosna.

 

AstridLundgren

 

Ładnie wykorzystany motyw najwyższego poświęcenia, bez emocji i zbędnego sentymentalizowania.

Dziękuję pięknie!

 

Bella

Homoromans, no to przecież jakby mogło nie…

 

Przecież zdarzało się nie xD

Subtelnie kreślisz tragiczną historię, bez popadania w patos, bardzo zgrabnie wykorzystałeś limit 1000 słów, dostosowując treść do formy. Zdanie o miłości mierzonej zyskami i stratami zapadające w pamięć.

Dziemki

Żeby nie było za słodko, to zdanie “Myślałam, że można je spotkać tylko w kiepskich romansidłach dla panienek na wydaniu.” mnie zjeżyło, mam alergię na postacie literackie uważające, że same są prawdziwsze niż te z innych książek. Plus nie pasuje do ogólnej delikatnej subtelności całego przekazu. Wyrzuciłabym.

Przemyślę

Utrudniłeś sobie trochę życie, z tym homoromansem, pod względem gramatycznym. Chwilkę trwało, zanim wyłapałam kim jest narratorka i dla kogo stygnie (bardzo ładna fraza z tym ‘Stygnę dla Ciebie’, zaintrygowałeś), początek musiałam przeczytać jeszcze raz, uważniej. Plus dla Ciebie, że chciało mi się to zrobić ;)

Dziemki, cieszę się

Pewien problem też miałam z tym akapitem:

“Mój ojciec prawie cię uderzył. To musiał być szok, kiedy nisko urodzona dziewczyna zaczęła mu czynić wyrzuty. Co z tego, że przyjechałaś z delegacją ze stolicy? Że sam cesarz wyraził zgodę na podróż? Przecież dobrze wiedział, jaka będzie odpowiedź mego rodu.” – kto wiedział, jaka będzie odpowiedź rodu? Gramatycznie wychodzi, że cesarz. Ale trochę zgrzyta logicznie. Ta “nisko urodzona dziewczyna” i “czynienie wyrzutów” też nie pomagają połapać się kto jest kim i o co chodzi. Chyba nie zaszkodziłoby tu napisanie wprost, że dziewczyna o nieznanym pochodzeniu (w sumie, to skąd wie, że jest nisko urodzona? widzi ją chyba po raz 1?) oskarża go o ‘lex szyszko’ (no dobra, nie dosłownie).

Jak się uda to przemyślę, dziękuję za zwrócenie uwagi

Pomysł z ‘bladą, cichą magią’ działającą jak testament, imo oryginalny i bardzo ciekawy. Opis pod koniec z wyjaśnioną zasadą działania stanowi świetną klamrę i porusza.

Oja, miód na mój monitor ;)

Nad klikiem nawet się nie zastanawiam.

Czy rozważyłaś w sumieniu kwestię swojego komentarza? Być może nie jest wystarczająco merytoryczny, żeby zgłaszać… xD

 

PS. Czy dobrze zrozumiałam, że ojciec też miał pewne skłonności? :>

Nie chciałem tu jednoznacznej odpowiedzi, czy chodzi tylko o charakter, czy pewne skłonności, ale cieszę się, że ktoś wyłapał to również w taki sposób ;>

PPS. A nie powinieneś mieć w przedmowie formułki o uczestniczeniu w konkursie i linkiem od Wilka?

Powinienem, mały fakap sprzętowy, dziękuję za uwagę i dodane!

 

Koala75

Miś przeczytał. Koniec wyjaśnia wszystko w interesujący sposób. 

Dziękuję!

 

vrchamps

Mortecius, fajne opowiadanie, czyta się płynnie i lekko – komfortowo:)

Miło mi niezmiernie ;)

 

Outta

Ładne. I podpisuje się pod wszystkimi uwagami Belli, zarówno tymi na plus jak i minus.

Dzięki.

Jeszcze wspomnę tylko, że dodatkowego chaosu w polapaniu się kto jest kim dodałeś fragmentem, w którym ojciec każe nieznajomej dziewczynie oprowadzić córkę po parku – moim zdaniem to nielogiczne. Dziewczyna, jak mniemam to Ce, jest tam pierwszy raz i ktoś każe jej oprowadzić po parku córkę właściciela, która pewnie nie raz sie po tym parku przechadzała. Rozumiem co to ma na celu, jednak jest fatalnie sformułowane, tworzy chaos i utrudnia zrozumienie ról.

Nie chciałbym w żaden sposób negować tego, co poczułeś/pomyślałeś (zresztą nie mam takich mocy). Chciałbym tylko zwrócić uwagę na fragment, który być może pominąłeś (albo nie pominąłeś, ale nie odebrałeś go w zamierzony przeze mnie sposób):

 

Miałaś na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz.

Być może to zbyt skrótowe sformułowanie, ale wydaje mi się, że jednak tłumaczy co i jak ;)

 

Klikam jednak, bo sam pomysł jest oryginalny. Pozdrawiam serdecznie – Q

Dzięki i pozdro

 

Realuc

Hej, rzeczywiście bardzo ciekawe opowiadanie, napisane w sposób, który wciąga czytelnika do tego świata, jakbyś sypnął między zdania odrobinę magicznego pyłu.

Ładne, dziękuję!

 

Być może to kwestia, że czytałem trochę na szybko, ale nie jestem pewien, czy bez czytania komentarzy wyłapał bym wszystko należycie. Momentami wprowadzasz w lekkie zagubienie i trzeba niektóre fragmenty czytać więcej, niż jeden raz. Nie wiem, czy jest to jakakolwiek ujma dla samego opowiadania, bo zawiłości i niedopowiedzenia też są przecież potrzebnymi często elementami.

To jest ryzyko, które podjąłem w sposób świadomy – i wiem, że może to niektórym przeszkadzać :)

W zasadzie spodziewałem się, w którą stronę to zmierza, gdyż sam robiłem już podobne wariactwa. Tak czy siak, za oryginalność oraz za ładne malowanie słowem z pewnością klik się należy. Jak będzie jeszcze trzeba zgłoszę tekst wieczorem. Pozdrawiam!

Dzięki piękne.

 

NaNa

 

Choć nie mogę nie zgodzić się z przedmówcami odnośnie pewnego chaosu w tekście, nie sposób nie zauważyć również, że w zasadzie wszystkie wątpliwości stopniowo rozwiewasz, tylko trzeba się trochę skupić przy czytaniu :) Niemniej ładnie napisane, pomysł ciekawy, aż czułam potrzebę odkrycia, o co właściwie chodzi i do czego to wszystko prowadzi. Podoba mi się zakończenie, podoba się też zastosowana klamra, fajnie dopełnia całość.

Dziękuję pięknie.

Jedna drobna uwaga ode mnie:

Nie mieściło się wam w głowie, że to nie była chciwość, tylko ostatnia szansa na ratunek, nim wierzyciele rozdrapią wielki dom i wyda się, że szafy od dawna nie są już pełne drogich ubrań, a szkatułki z biżuterią pozbawiono nawet złoconych okuć.

Skoro ród był na skraju bankructwa, fajnie by w tym miejscu wyglądały szkatułki po biżuterii, tak dla podkreślenia (no chyba że to była biżuteria rodowa, której nie można się pozbyć, bo…).

To jest zdecydowanie świetna uwaga. Z pewnością skorzystam jak będzie już po wynikach, nie chcąc w żaden sposób naciągać cierpliwości jurorów :)

 

regulatorzy

 

Okazuje się, Morteciusie, że o żywotnych sprawach można napisać w sposób niemal baśniowy, a opowieść i przesłanie nic na tym nie stracą.

Nie mam pojęcia, jak odnieść się do tego komentarza :) W sensie, nie jestem pewien intencji, czy mi prujesz, czy chwalisz, czy jeszcze inaczej. Na wszelki wypadek dziękuję i nawzajem ;)

 

Finkla

Ładna opowieść. Ciepła, chociaż stygnąca.

;)

Zgrzytnęło mi, że osobliwą moc mają dziewczyny z jednego rodu, ale powstały na ten temat cesarskie prawa. Zbyt wygodnie się to wszystko układa.

Ponoć przy tworzeniu nowego świata, plemienia i tak dalej warto wrzucić do tradycji czy zwyczajów coś, co jest kompletnie bez sensu, bo ten sens utraciło z biegiem lat, ale nadal jest kontynuowane, “bo nasi dziadowie tak robili”. Biorąc pod uwagę nawet współczesne zawirowania prawne w wielu państwach nie wydaje mi się niczym dziwnym, że w cesarskim prawie został jakiś archaiczny, praktycznie martwy i nieaktualny przepis ;)

No i jeśli tak jest, to dlaczego żadna kobieta z tego rodu, na przykład i tak umierająca na śmiertelną chorobę, nie poświęciła się w ten sposób już wcześniej, żeby ratować dzieci czy wnuki?

O, a to jest dobre pytanie, ale wydawało mi się, że nieco zaznaczyłem to w tekście – pisząc o tym, że Narratorka i jej ojciec zdecydowanie odróżniali się od reszty osób ze swojego rodu (tych im współczesnych). Na start jest zresztą jeszcze taka wzmianka:

Mawiają, że każda Córka Rodu Wiązów ma moc, cichą i bladą. Nie użyto jej od lat, pozostały jedynie wspomnienia w zakurzonych księgach. Nie wiem, czy to nie bujda, kłamstwo wmawiane dzieciom, żeby poczuły się wyjątkowe i lepsze od innych.

Wierzę jednak, że to prawda. Jeśli się nie mylę, moje słowa pozostaną tu na wiek, brzmiące i niemal namacalne.

Dodajmy do siebie skrajny egoizm, niepewność co do prawdziwości daru i relacje jedynie z dawnych lat i wyjdzie nam (no, mi tak wyszło) odpowiedź ;)

No, nie pominąłem, bo wróciłem do początku i przeczytałem jeszcze raz, i dopiero wtedy zrozumiałem o co kaman. Chyba ta skrótowość tutaj zaszkodziła mojemu ogarnięciu :)

Known some call is air am

O, cieszę się, że moja sugestia przypadła Ci do gustu, morteciusie :)

Spodziewaj się niespodziewanego

Podobało mi się, choć powiedziałabym "lekko przyszło i lekko weszło", w sensie napisania tego tekstu przez Ciebie. Historia ładna, wycyzelowana słowami, podobnie jak przekaz, choć nie lubię poświęcenia. Zdecydowanie na plus, dla mnie, zwłaszcza stary przekaz, którego się uchwyciła. ;-)

Stygnięcia nie rozumiem, znaczy słowa, może lekko się domyślam – "płonęła z miłości" (ojciec też ją kochał, więc by się zgadzało, przy założeniu że odwzajemniała – co, jako oczywistość z tekstu nie wynika, gdyż nie miała pewności, że zatrzyma rękę ojca). To są moje rozkminki, możesz je spokojnie pominąć. 

 

Dwie rzeczy mnie myliły:

* ,Ja też marzyłam, długo i intensywnie. Chciałam, by twoje ciemnoorzechowe oczy zauważyły mnie wśród aroganckich paniczyków.

Myślę, że świadome (celowe), chociaż późniejsze wyjaśnienie o wydatkach na wcześniejsze panny (domniemuję posagi) oraz przebywanie w otoczeniu paniczyków (kobiet nie było? przecież była ulubioną córką i nie stała przy jego boku, nie wyróżniała się ubiorem?) pozwalały myśleć o czymś innym.

* ,Zatrzymał dłoń, a krew nie popłynęła. Zamiast tego rozkazał – tak, jak umiał rozkazywać! – żebyś oprowadziła po parku jego córkę. Miałaś na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz.

Tu przechodzisz na drugą osobę, ładnie, lecz nie mam zdania, tym bardziej że to Ona – obca miała oprowadzać ją po parku, rodowej dumie i tradycji? Potem jeszcze zastanawiałam się, jak jest z tą krwią, czy on podniósł tylko rękę, czy oznaczało to utoczenie krwi i kazamaty dla cesarskiego posłańca.

 

Drobiazgi:

Kłosy to rodzaj fryzury – warkocz, więc trochę dubel. ;-)

 

Skarżypytuję, bo opowieść ładna. 

 

Powodzenia w konkursie!

 

srd

a

 

Edytka: Zapomniałam wstawić zdjęcie A.Wajraka.

 

To jest drzewo – piastunka. W puszczy, lesie nieuporządkowanym jest to możliwe. Na martwych ciałach swoich przodków kiełkują młode świerczki, lecz nie tylko na rodzimych, naiwnych gatunkach też, np. dębach.  Nie wiedziałam, że drzewa tak mają, dzięki Tobie – wiem. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Mort!

 

Podobało mi się – to tak na początek. Troszkę trzymałeś w niepewności ze znaczeniem “stygnięcia”, co też popychało mnie do przodu. Nawet myślałem, że ostatecznie spalą córeczkę na stosie :P Historia opowiedziana z ciekawej perspektywy, do tego w formie wiążącej emocjonalnie. Wciągnęła, choć trzeba było czytać z uwagą.

Kwestia podniesiona przez Finklę wydała mi się lekkim skrótem w fabule, po Twoich wyjaśnieniach widzę, że to całkiem fajnie wymyślone, ale chyba nie do końca udało Ci się to wyeksponować w tekście. Pierwsze zdania niestety zdążyły ulecieć w pamięci. Pewnie przy powtórnej lekturze dałbym radę to odszyfrować sam ;)

Pozdrawiam i zerknę do klikarni, czy nie trzeba czegoś dołożyć :)

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Bardzo ładny list pożegnalny. I wspaniałe zagranie z tym wyszeptaniem tysiąca słów limitu, podoba mi się. Przedstawiłeś tu całą spójną i zamkniętą historię, którą można rozpisywać długo, a udało Ci się ją zamknąć w tysiącu słów. Dobrze wybrałeś formę, w liście pożegnalnym można zmieścić wiele i co najważniejsze – zdecydowanie się akurat na niego ma mocne uzasadnienie w tekście.

No, pięknie Ci wyszło, ni to baśń, ni to list pożegnalny. Dużo miłości zmieściłeś w tysiącu ostatnich słów i dzięki temu powstała bardzo ciepła opowieść. Taka jak lubię :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Dziękuję wszystkim za wizytę.

 

Asylum:

Stygnięcia nie rozumiem, znaczy słowa, może lekko się domyślam – "płonęła z miłości" (ojciec też ją kochał, więc by się zgadzało, przy założeniu że odwzajemniała – co, jako oczywistość z tekstu nie wynika, gdyż nie miała pewności, że zatrzyma rękę ojca).

Ładne to, chociaż sprawa jest o wiele bardziej prozaiczna: stygnie, bo jej ciało traci temperaturę i umiera.

To są moje rozkminki, możesz je spokojnie pominąć.

No gdzie, lubię Twoje rozkminki :)

 

 

Dwie rzeczy mnie myliły:

* ,Ja też marzyłam, długo i intensywnie. Chciałam, by twoje ciemnoorzechowe oczy zauważyły mnie wśród aroganckich paniczyków.

Myślę, że świadome (celowe), chociaż późniejsze wyjaśnienie o wydatkach na wcześniejsze panny (domniemuję posagi) oraz przebywanie w otoczeniu paniczyków (kobiet nie było? przecież była ulubioną córką i nie stała przy jego boku, nie wyróżniała się ubiorem?) pozwalały myśleć o czymś innym.

Mam jakieś szczęście przy tym opowiadaniu, bo wszyscy zwracają mi uwagę akurat na momenty, które były raczej przemyślane. Tutaj było wcześniej coś typu “młodzieńców i panien”, ale musiałem przyciąć z uwagi na limit i uznałem, że w tym świecie aroganccy paniczykowie chętnie pójdą sobie pokpić twarzą w twarz, natomiast panny zostaną w wielkim domu i będą szkalować z oddali. Poza jedną, dość niezwykłą, która narratoruje całość.

* ,Zatrzymał dłoń, a krew nie popłynęła. Zamiast tego rozkazał – tak, jak umiał rozkazywać! – żebyś oprowadziła po parku jego córkę. Miałaś na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz.

Tu przechodzisz na drugą osobę, ładnie, lecz nie mam zdania, tym bardziej że to Ona – obca miała oprowadzać ją po parku, rodowej dumie i tradycji?

Już Outta zwrócił na to uwagę, więc być może powinienem to lekko doprecyzować. Powtórzę to, co mu napisałem – wyjaśnienie jest w tym fragmencie:

 

Miałaś na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz.

Być może to zbyt skrótowe sformułowanie, ale wydaje mi się, że jednak tłumaczy co i jak ;)

Potem jeszcze zastanawiałam się, jak jest z tą krwią, czy on podniósł tylko rękę, czy oznaczało to utoczenie krwi i kazamaty dla cesarskiego posłańca.

Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego źle, ale wytłumaczenie jest nieskomplikowane – po prostu “Zatrzymał dłoń, a krew nie popłynęła.” brzmi ładniej niż “Nie wyjebał jej w mordę na pełnej piździe.”

 

Drobiazgi:

Kłosy to rodzaj fryzury – warkocz, więc trochę dubel. ;-)

Nie za bardzo wiem, co to za fryzura, więc guglam. O, też rodzaj warkocza. Ciekawy zbieg okoliczności. Bardziej chodziło mi o skojarzenie jasnych, wystających włosów z dosłownymi kłosami, przypominającymi zboże.

 

Skarżypytuję, bo opowieść ładna. 

 

Dzięki piękne!

Powodzenia w konkursie!

I znów dzięki piękne! :)

srd

a

 

Edytka: Zapomniałam wstawić zdjęcie A.Wajraka.

 

O jeżu hrywno, jakie to ładne. I kolory prześliczne. Trochę mi się skojarzyło (na zasadzie kontrastu) jak byłem w zeszłym roku na urbeksie w opuszczonym miasteczku westernowym i w rozwalonym fortepianie rosły grzyby między pordzewiałymi strunami.

To jest drzewo – piastunka. W puszczy, lesie nieuporządkowanym jest to możliwe. Na martwych ciałach swoich przodków kiełkują młode świerczki, lecz nie tylko na rodzimych, naiwnych gatunkach też, np. dębach.  Nie wiedziałam, że drzewa tak mają, dzięki Tobie – wiem. :-)

Teraz jeszcze ładniej :) Dziękuję za zdjęcie i za opis!

 

 

 

Krokusie, Sonato, Irko – pięknie dziękuję za miłe słowa i Wasz czas, niezwykle mi miło :)

Bardzo nastrojowe. Technicznie intrygujące – limit słów wkomponowany w fabułę, pierwsze widzę, a pomysł ciekawy (choć jakby rodem z D&D, bo co to za magia, która liczy słowa?).

Ten tekst to głównie rozbudowana warstwa uczuciowa z fabułą gdzieś w tle – co nie znaczy, że pozbawioną znaczenia. Bardzo sprawnie napisane, w każdym momencie wiem, co mam czuć, a czasem nawet faktycznie to czuję (a ja jestem zimny drań).

Bohaterka zarysowana oszczędnie, ale wiarygodnie. Światotwórstwo poprawne, choć bez wodotrysków.

Nie jestem pewny tematyki konkursowej – bo las (a w zasadzie park) nie tylko był, ale też jest i nigdzie się nie wybiera. Ale to problem dla jury.

Ładne i klimatyczne, chociaż momentami balansujące na granicy ckliwości. Ale taką przyjąłeś formę, że bardzo trudno byłoby tego uniknąć. Cały tekst opiera się na emocjach, one tu grają główną rolę i w zamierzeniu mają udzielić się czytelnikowi. Moim zdaniem wyszło Ci to całkiem nieźle, chociaż nieszczególnie przepadam za takimi zagrywkami i zwykle pozostaję na nie odporna.

W przypadku Twojego tekstu najbardziej podobał mi się klimat i warstwa językowa: niby bez żadnych udziwnień i fajerwerków, a jednak ta stonowana, spokojna narracja naprawdę świetnie zgrała się z nastrojem.

Motyw lasu trochę, imo, naciągany.

 

A, no i plus za, jak to ujęła Bella, homoromans. Zawsze to trochę świeżości.

Dziękuję kolejnym osobom za wizytę :)

 

None,

Bardzo nastrojowe. Technicznie intrygujące – limit słów wkomponowany w fabułę, pierwsze widzę, a pomysł ciekawy (choć jakby rodem z D&D, bo co to za magia, która liczy słowa?).

Dziękuję pięknie. Dementuję istnienie jakichkolwiek związków z D&D (również z drugą edycją) xD

Ten tekst to głównie rozbudowana warstwa uczuciowa z fabułą gdzieś w tle – co nie znaczy, że pozbawioną znaczenia. Bardzo sprawnie napisane, w każdym momencie wiem, co mam czuć, a czasem nawet faktycznie to czuję (a ja jestem zimny drań).

Cieszę się niezmiernie!

Bohaterka zarysowana oszczędnie, ale wiarygodnie. Światotwórstwo poprawne, choć bez wodotrysków.

:)

Nie jestem pewny tematyki konkursowej – bo las (a w zasadzie park) nie tylko był, ale też jest i nigdzie się nie wybiera. Ale to problem dla jury.

Podrzucam cytat z Wilka (https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/27748):

 

Zakres interpretacji: szeroki. To może, ale nie musi być dosłowne. Las może być z drzew, ale to może być tez jakiś ich odpowiednik w obcej florze. To może być las ziemski, obcy lub powstały w wyniku terraformacji. Może być też coś, co z jakiegoś powodu przypomina las lub stanowi jego zamiennik albo namiastkę.

 

Także i czas akcji może być zarówno po zniknięciu lasu, jak w czasie to poprzedzającym lub po jego odbudowie (albo i w trakcie). Może zresztą chodzić nie o jego zniknięcie, a o niepowołanie do istnienia (np. Na obcej planecie) lub o stan potencjalnego zagrożenia (dla lasu lub dla kogoś, kto w lesie się znajduje). Wreszcie: las może być jakimś marzeniem lub istotną dla opowiadanej historii legendą.

 

Akcja nie musi się koncentrować na owej zagładzie. Równie dobrze może to być element czegoś w tle.

 

gravel,

Ładne i klimatyczne, chociaż momentami balansujące na granicy ckliwości. Ale taką przyjąłeś formę, że bardzo trudno byłoby tego uniknąć. Cały tekst opiera się na emocjach, one tu grają główną rolę i w zamierzeniu mają udzielić się czytelnikowi. Moim zdaniem wyszło Ci to całkiem nieźle, chociaż nieszczególnie przepadam za takimi zagrywkami i zwykle pozostaję na nie odporna.

Dziękuję pięknie!

W przypadku Twojego tekstu najbardziej podobał mi się klimat i warstwa językowa: niby bez żadnych udziwnień i fajerwerków, a jednak ta stonowana, spokojna narracja naprawdę świetnie zgrała się z nastrojem.

Bardzo się na tym skupiłem, więc bardzo mi miło, że doceniasz :)

Motyw lasu trochę, imo, naciągany.

Podrzucam cytat z Wilka (https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/27748):

 

Zakres interpretacji: szeroki. To może, ale nie musi być dosłowne. Las może być z drzew, ale to może być tez jakiś ich odpowiednik w obcej florze. To może być las ziemski, obcy lub powstały w wyniku terraformacji. Może być też coś, co z jakiegoś powodu przypomina las lub stanowi jego zamiennik albo namiastkę.

 

Także i czas akcji może być zarówno po zniknięciu lasu, jak w czasie to poprzedzającym lub po jego odbudowie (albo i w trakcie). Może zresztą chodzić nie o jego zniknięcie, a o niepowołanie do istnienia (np. Na obcej planecie) lub o stan potencjalnego zagrożenia (dla lasu lub dla kogoś, kto w lesie się znajduje). Wreszcie: las może być jakimś marzeniem lub istotną dla opowiadanej historii legendą.

 

Akcja nie musi się koncentrować na owej zagładzie. Równie dobrze może to być element czegoś w tle.

 

A, no i plus za, jak to ujęła Bella, homoromans. Zawsze to trochę świeżości.

O, dzięki, ale nie jestem pewien, co konkretnie masz na myśli przez “świeżość” ;) Przyjmę to jednak jako komplement.

Morty, dzięki za wyjaśnienia. :-)

stygnie, bo jej ciało traci temperaturę i umiera.

Traci temperaturę – tak, ale wrażenia mogą być ciut inne i dlatego zmyliło mnie “stygnięcie”. W pierwszej fazie występuje nawet pewne podniecenie, a Ona chyba wtedy pisała: bladość skóry, zimne poty, pragnienie – gdzieś tak do 20% utraty krwi, ale mogę już czegoś nie pamiętać. Towarzyszy temu narastające splątanie, stąd myślę, że wtedy pisała.

Zostaw stygnięcie, ja nie potrafię znaleźć słowa na ten proces, choć dla żywych istot przebiega nie tak jak skamienienie, znieruchomienie, wydaje mi się, że bardziej jak wejście w sen, ale tego nie wiem.

w tym świecie aroganccy paniczykowie chętnie pójdą sobie pokpić twarzą w twarz, natomiast panny zostaną w wielkim domu i będą szkalować z oddali

Świata Twojego (z tyłu nie znam), acz pannami zawsze warto się było pochwalić (nawet jak się nie pchały), a i tłum robił swoje.

być może powinienem to lekko doprecyzować. Powtórzę to, co mu napisałem – wyjaśnienie jest w tym fragmencie

Wyjaśnienie, wyjaśniało, lecz lekko torpedowało go słowo "oprowadzać", bo oprowadzanie jest kogoś po miejscach nieznajomych, zapoznawanie, a tu chodziło o sprawdzenie wiedzy cesarskiej wysłanniczki. Właściwie chyba wystarczyłaby lekka interwencja w zapis i przejście na ja w jednym momencie, np.:

"Miałam na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz".

Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego źle, ale wytłumaczenie jest nieskomplikowane

Coś Ty, pewnie że nie odbiorę źle. :DDD

Dla mnie otwartą ręką nie można doprowadzić do wypływu krwi (osoba dorosła); pięścią i innymi częściami ciała – już tak (nos i wewnętrzne krwawienia)

Bardziej chodziło mi o skojarzenie jasnych, wystających włosów z dosłownymi kłosami, przypominającymi zboże.

Czułam, że chodziło bardziej o kolor i lekkie nastroszenie, ale lekko myli, przez duplikowanie z warkoczem. ;-) Jednak nie cenzuruj się, w żadnym razie! Pisz swoje odniesienia i skojarzenia. To łatwo sprostować, zmienić.

 

Edytka: była lekuśna, w kilku zdaniach podmieniłam szyk. Nie mam poczucia winy, wyśta to sprawili, więc cierpta, a ja przy okazyi. :p

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum :)

 

stygnie, bo jej ciało traci temperaturę i umiera.

Traci temperaturę – tak, ale wrażenia mogą być ciut inne i dlatego zmyliło mnie “stygnięcie”. W pierwszej fazie występuje nawet pewne podniecenie, a Ona chyba wtedy pisała: bladość skóry, zimne poty, pragnienie – gdzieś tak do 20% utraty krwi, ale mogę już czegoś nie pamiętać. Towarzyszy temu narastające splątanie, stąd myślę, że wtedy pisała.

Zostaw stygnięcie, ja nie potrafię znaleźć słowa na ten proces, choć dla żywych istot przebiega nie tak jak skamienienie, znieruchomienie, wydaje mi się, że bardziej jak wejście w sen, ale tego nie wiem.

To jest fantastyka, więc mogę się upierać, że w całość wplątała się moc Córek Rodu Wiązów i dosłownie stygła ;p

w tym świecie aroganccy paniczykowie chętnie pójdą sobie pokpić twarzą w twarz, natomiast panny zostaną w wielkim domu i będą szkalować z oddali

Świata Twojego (z tyłu nie znam), acz pannami zawsze warto się było pochwalić (nawet jak się nie pchały), a i tłum robił swoje.

No, nie przegadam ;p

być może powinienem to lekko doprecyzować. Powtórzę to, co mu napisałem – wyjaśnienie jest w tym fragmencie

Wyjaśnienie, wyjaśniało, lecz lekko torpedowało go słowo "oprowadzać", bo oprowadzanie jest kogoś po miejscach nieznajomych, zapoznawanie, a tu chodziło o sprawdzenie wiedzy cesarskiej wysłanniczki. Właściwie chyba wystarczyłaby lekka interwencja w zapis i przejście na ja w jednym momencie, np.:

"Miałam na własne oczy zobaczyć to, co znałaś tylko z ksiąg, i udowodnić, że cokolwiek wiesz".

Dzięki za sugestię, zobaczymy, co da się zrobić :)

Mam nadzieję, że nie odbierzesz tego źle, ale wytłumaczenie jest nieskomplikowane

Coś Ty, pewnie że nie odbiorę źle. :DDD

Dla mnie otwartą ręką nie można doprowadzić do wypływu krwi (osoba dorosła); pięścią i innymi częściami ciała – już tak (nos i wewnętrzne krwawienia)

Hm, jesteś pewna, że otwartą nie da rady? Taką upierścienioną i usygnetowioną, jak to u głowy rodu?

Bardziej chodziło mi o skojarzenie jasnych, wystających włosów z dosłownymi kłosami, przypominającymi zboże.

Czułam, że chodziło bardziej o kolor i lekkie nastroszenie, ale lekko myli, przez duplikowanie z warkoczem. ;-) Jednak nie cenzuruj się, w żadnym razie! Pisz swoje odniesienia i skojarzenia. To łatwo sprostować, zmienić.

Tu chyba tak zostawię, wydaje mi się plastyczne ;)

 

Edytka: była lekuśna, w kilku zdaniach podmieniłam szyk. Nie mam poczucia winy, wyśta to sprawili, więc cierpta, a ja przy okazyi. :p

Luz!

o jest fantastyka, więc mogę się upierać, że w całość wplątała się moc Córek Rodu Wiązów i dosłownie stygła ;p

Done! znaczy przyjmuję upór. xd

No, nie przegadam

Pewnie w tym przypadku, nie. ;-)

Taką upierścienioną i usygnetowioną, jak to u głowy rodu?

Uuu, zupełnie inna sprawa jeśli był tak uzbrojony. Da radę. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nowa Fantastyka