- Opowiadanie: SaraWinter - Życzymy Przydatności!

Życzymy Przydatności!

Na wstępie dziękuję CM-owi za najlepszą betę ever! Bo jest najlepszym trenerem fitness, który w ciągu niespełna kilku godzin pomógł mi zrzucić kilogram. Bo jego komentarze były błyskotliwe, zabawne, pouczające i grubsze niż sam szort. Za nieposłuszeństwo przepraszam. Co złe, biorę na klatę. ;)

Za poświęcony czas i rady, dziękuję CM!

 

Tekst dedykuję CM-owi i Finkli, która, jeśli się nie mylę, nie lubi lukru. ;)

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Życzymy Przydatności!

Czterdzieste piętro szklanego wieżowca mieszkalnego. Sąsiedzi z przeciwka pieprzyli się już trzeci raz w tym miesiącu. Rei z niesmakiem obserwował ignorantów, kręcąc głową z niedowierzaniem i pogardą. 

– Kiedyś na nich doniosę – oznajmił.

– Daj spokój – starałam się złagodzić jego frustrację. – Prawdopodobnie są już wysterylizowani. 

Analizowałam właśnie dzienny raport Departamentu Symulacji Społeczeństwa.

Rei skrobał widelcem po pustym talerzu, co strasznie mnie irytowało.

– Co jest? – spytałam, wyłączając holo. 

– Może i my byśmy… – uciął nieśmiało.

– Nie.

Uradowana nowinami z DSS, nie miałam ochoty na kłótnię.

– Jeśli chcesz, droga wolna. 

Pisk metalowych nóg krzesła szorujących po płytkach ranił moje uszy. Rei, mój posłuszny partner, tym razem wyszedł. 

 

 

Oparta o szklaną ścianę małego, komunalnego mieszkania, obserwowałam ludzi żyjących naprzeciwko. Większość zajęta była pracą w domu, opieką nad dziećmi lub łamaniem intymnego prawa. Wiedzieliśmy o sobie wszystko i nic. Każdy mógł mnie zobaczyć, ale nikt nie dostrzegał. Spojrzałam w dół. Alejka młodych drzew uniemożliwiała podglądanie przechodniów. Dopiero kiedy rozpoznałam jego nerwowy krok przed wejściem do stacji metra, dotarło do mnie, że tym razem naprawdę poszedł. 

Jego zachowanie skutecznie wybiło mnie z równowagi. Zaparzyłam ziółka na uspokojenie i otworzyłam elektroniczną pocztę. 

Wezwanie na Test Przydatności Społecznej – przeczytałam temat wiadomości. Spodziewałam się. Wczoraj ukończyłam trzydzieści lat.

Kiedy Rei wrócił do domu, siedziałam w głębokim fotelu z kubkiem naparu w rękach. Oglądałam życie sąsiadów przez szkło. Wyraźne, a jednak rozmyte, jakbym patrzyła przez strugi deszczu płynące po szybie. A przecież nie padało od miesięcy.

Rei nawet się nie odezwał. Czułam burzącą się we mnie krew. A ziółka już dawno wystygły.

– I co tam? – rzuciłam niby od niechcenia. – Zadowoliła cię jakaś białaska?

– Żebyś wiedziała!

Trzasnął drzwiami. Takiego go nie znałam. Wciąż nie mieliśmy dziecka, nie byliśmy wysterylizowani. Rei nadal miewał potrzeby, które rzadko zaspakajałam. Nie widziałam sensu. Wyszłam za niego z rozsądku. Zostaliśmy idealnie dobrani, by dać początek nowemu pokoleniu – pięknemu, mądremu, silnemu. Zostało nam pół dekady na zapłodnienie i wyhodowanie następcy. Po trzydziestym piątym roku życia malało prawdopodobieństwo naturalnego poczęcia zdrowego dziecka. Jednego, perfekcyjnego potomka, który będzie przydatny dla społeczeństwa. W końcu udało się ludzkości stworzyć Nowy Świat. W końcu zrozumieliśmy, co jest najważniejsze.

 

Obudziło mnie ostre światło. Rei musiał wstać wcześniej. Umyłam twarz, wzięłam szybki prysznic, włożyłam najlepszą garsonkę i wyszłam.

Na zewnątrz poczułam ciepły, suchy powiew wiatru. Na przystanku kolei magnetycznej stało kilka osób. Widziałam już te twarze, jednak nie miałam pojęcia, do kogo należą. Nie potrafiłam określić wieku tych ludzi. Dziś każdy wyglądał młodo. 

Pociąg przyjechał punktualnie. Bezszelestnie przewiózł mnie z Łąkowej na Nowounijną, gdzie mieściła się siedziba Unijnego Centrum Przydatności Społecznej wraz z Kliniką Leczenia Nieprzydatności. 

Nie miałam się czego bać. Byłam młoda, zdrowa, inteligentna, zdolna do pracy.

Kiedy elektroniczne drzwi rozsunęły się, pewnym krokiem podeszłam do pustego okienka recepcyjnego. Wsunęłam kartę ID do czytnika.

– Witaj, Kristen Black, w Unijnym Centrum Przydatności Społecznej – usłyszałam metaliczny głos. – Zapraszamy na konsultację medyczną. Udaj się na piętro numer dwanaście, pokój numer sześć. Życzymy przydatności! 

Maszyna wysunęła kartę, a ja, zgodnie ze wskazówkami, udałam się w wyznaczone miejsce. 

Kolejek oczywiście nie było. Kiedy ostatnio musiałam czekać na cokolwiek? Chyba jako dziecko. W Dniu Czystki Pokoleniowej miałam trzy lata. Potem umieszczono mnie w Domu Dorastania i już nigdy nie widziałam rodziców. Przyłożyłam ID do skanera umieszczonego przy drzwiach. 

– Proszę wejść!

W środku czekał humanoid pełniący rolę konsultanta medycznego. W kilka minut przejrzał moją kartę medyczną, pochodzenie i możliwość występowania chorób genetycznych. Po długiej ciszy przerywanej pikaniem komputera, robot oznajmił: 

– Udaj się do Kliniki Leczenia Nieprzydatności. Podejrzewa się guza mózgu. Oddaję ID. 

Chwyciłam kartę drżącą ręką. Wydawała mi się taka zimna, jakby zamarzła podczas skanowania. Guz mózgu? – pomyślałam. Przecież jestem zdrowa! Ten głupi robot musiał się pomylić. 

Rzuciłam okiem na mapę kompleksu budynków. Do kliniki mogłam się dostać podziemnym tunelem, systemem wind, linią żółtą. Nie miałam czasu na dodatkowe badania. Symulacje same się nie zrobią, nawet komputery czasem mnie potrzebują – myślałam. – Mnie! Bo jestem przydatna dla społeczeństwa! Wciąż mogłam pracować dla Unii. Chciałam to jak najszybciej wyjaśnić.

 

***

 

Wynik testu: NIEPRZYDATNA!

To słowo dosłownie wisiało nade mną. Holo, jakby złośliwie, pogrubiło je dodając na końcu frustrujący wykrzyknik. 

Miałam trzydzieści lat i byłam niezdolna do pracy? Nonsens.

Spędziłam w klinice dwie doby. Lekarze i roboty badali moje ciało, inteligencję i empatię. Penetrowali mózg i znaleźli to – małe, upierdliwe gówno przyczepione do tkanki glejowej. Nieprzydatna!

Wieczorem, drugiego dnia, przyszedł do mnie kolejny konsultant medyczny. Tym razem człowiek. 

– Pani Black, jak wiadomo, wykryto glejaka mózgu. 

– Tak, wiem. Rozumiem. Co można z tym zrobić? – spytałam.

– Jest kilka opcji – zaczął mężczyzna. – Ponieważ guz rozwija się szybko, istnieje mała szansa na usunięcie go w całości. Ma pani do wyboru operację, wcześniejszą emeryturę lub eutanazję. Posiada pani oszczędności emerytalne? 

– Niewiele – odrzekłam. – Pracuję niespełna dziesięć lat. 

– Więc może pani jeszcze tyle samo pożyć! – stwierdził z entuzjazmem.

Znałam procedury. Sama byłam zwolenniczką tego systemu. Co roku w Dzień Czystki Pokoleniowej oddawałam hołd ludziom, którzy poświęcili się dla lepszej przyszłości dzieci i planety. 

– Proszę się z tym przespać. – Lekarz chwycił moją dłoń na pocieszenie. – Jutro rano będzie pani wiedzieć. 

 

Nie spałam całą noc. Kiedy słońce zajrzało przez okno, po prostu czułam, że chcę żyć.

Rei odwiedził mnie tuż przed zabiegiem. 

– Nie mogę uwierzyć, że nas to spotkało – powiedział. – Za dużo mikrofali dookoła. Nie jesteś pierwsza, znasz statystyki.

Doskonale wiedziałam, że żyjemy w wielkiej kuchence mikrofalowej. Prowadziliśmy zdrowy tryb życia, zrezygnowaliśmy ze spożywania mięsa i przetworzonych produktów. Co z tego, skoro otaczała nas niewidzialna pajęczyna fal?

– Wyjdziesz z tego, jak większość – pocieszał mnie Rei. 

W tamtej chwili nie potrafiłam się na niego gniewać. Zapomniałam o blond zdzirze, z którą się zabawiał. Pierwszy raz w życiu po prostu się bałam. 

– Dziękuję – powiedziałam, a on czule pocałował moją dłoń.

 

– Wszczepimy do mózgu nanoboty, które powinny uporać się z naroślą – tłumaczył humanoid po raz kolejny. – Jeśli wszystko pójdzie dobrze, usuną glejaka w ciągu doby. Powodzenia! Życzę przydatności!

Senność zalała mój mózg. Ciężkie powieki opadły. Poczułam dziwny, syntetyczny zapach. A później intruzy w mojej głowie.

 

***

 

– Panie Black – tłumaczył zakłopotany lekarz – wystąpiły pewne komplikacje. To rzadkie, ale wciąż się zdarza. Straciliśmy kontrolę nad nanobotami, że tak to ujmę, zaczęły żyć własnym życiem. – Podrapał się po karku. – Czy słyszał pan o splątaniu kwantowym? Nanoboty działają podobnie jak kwanty. Jeden jest lustrzanym odbiciem drugiego. W praktyce medycznej pierwszy leczy, drugi szkodzi.

Rei stał przy nieprzytomnej Kristen w sterylnym pokoju Kliniki Leczenia Nieprzydatności. 

– Czy jest pan w stanie zająć się małżonką podczas jej choroby? Czy dysponuje pan wystarczającymi środkami?

Pytaniom nie było końca. Rei przyglądał się oliwkowej, nieskazitelnie czystej i gładkiej skórze żony, kręconym, splątanym włosom. Miała takie ciepłe barwy. Zastanawiał się, czego by chciała. Pamiętał chęć życia w jej oczach, kiedy zrozumiała, jaki jest prawdziwy sens istnienia. Spojrzał lekarzowi prosto w twarz.

– Po prostu wyłączcie tę zimną sukę. 

 

Paulina Kajoch

Koniec

Komentarze

Ładnie napisane, utopijna wizja została wysnuta w smutny i bezwzględny sposób. Niektóre fragmenty bardzo mi się spodobały pod względem stylu, na przykład ten:

 

Oglądałam życie sąsiadów przez szkło. Wyraźne, a jednak rozmyte, jakbym patrzyła przez strugi deszczu płynące po szybie. A przecież nie padało od miesięcy.

 

Niemniej jednak wrażenie trochę zepsuła warstwa naukowa. O ile wpływ promieniowania mikrofalowego na częstotliwość występowania nowotworów pozostaje jeszcze kwestią otwartą, pojawiają się zarówno głosy ostrzegawcze, jak i sceptyczne:

 

 

“In epidemiology, there is no conclusive evidence showing that microwaves have carcinogenic effects.”

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5607572/

 

a z drugiej strony:

 

“The existing safety standards may not be sufficient to protect the public and workers from exposure to MW/RF radiation and should be revised to account for a potentially long term effect of exposure to MW/RF radiation. Children exposures to MW/RF radiation should be restricted.”

https://clinmedjournals.org/articles/ijccr/international-journal-of-cancer-and-clinical-research-ijccr-3-040.pdf

 

Na potrzeby opowiadania można więc przypuszczać, że w przyszłości przez zwiększenie ilości urządzeń operujących na mikrofalach ryzyko zachorowania na pewne choroby będzie znacznie podwyższone.

Ale te nanoboty… Moim zdaniem zostały wykorzystane w dość banalny sposób. Po pierwsze – zostały przedstawione w bardzo “czarnoskrzynkowy” sposób, mechanika kwantowa, która jest ujęta w dość sztywne ramy (choćby przez zakaz klonowania), została tu zdawkowo przedstawiona przez porównanie splątania kwantowego do lustrzanego odbicia, potraktowana bardziej jak magia niż jak dziedzina nauki. Po drugie, samo podejście do praktyki medycznej zaprezentowano w budzący zdziwienie sposób – dlaczego od razu zdecydowano się na tak ryzykowny krok? Przytoczę tu cytat z innej publikacji:

 

For years people have been told about robots replacing doctors completely, but so far little success has been achieved in this regard. When we imagine of nanorobots, we end up believing that they will do the entire task just like any other automatic robot. But in reality all available nanobots needs a specialized team of experts to handle it especially when delivering inside a human body.

Czy zamiast od razu podawać pacjentce nanoboty, które mogą tak po prostu się zbuntować, nie lepiej było najpierw spróbować jakiegoś prostszego, ale bezpieczniejszego sposobu, na przykład jakiegoś zaawansowanego systemu dostarczania leków (choćby takiego opartego na grafenowych kropkach kwantowych)?

 

Myślę, że można byłoby to rozegrać w nieco inny sposób, nawet zostawiając nanoboty jako blackbox, ale ukazując przy ich pomocy, że w tym systemie król jest nagi, a perfekcyjne społeczeństwo to iluzja – lekarze karmią męża zmarłej bohaterki kłamstwem o nanobotach, a tak naprawdę chcą wyeliminować jednostkę ich zdaniem genetycznie predysponowaną do chorób (https://en.wikipedia.org/wiki/Glioma#Inherited_polymorphisms_of_the_DNA_repair_genes), lecz sami też nie znają prawdy, bo kolejne kłamstwo wysnuli rządzący, zwalając winę za choroby na genetykę, żeby ich cyfrowy świat oparty na szkodliwych mikrofalach mógł trwać w nienaruszonym stanie.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Wickedzie, dziękuję za komentarz i klika. 

Z obszerniejszą odpowiedzią wrócę wieczorem. 

Pozdrawiam. :)

Podobał mi się klimat tego opowiadania i narracja.

Bardzo fajna była również nazwa “Klinika Leczenia Nieprzydatności” oraz sformułowanie “Życzymy przydatności! “

Fajnie, że zmieniłaś na końcu punkt widzenia.

 

Nie jestem pewien czy dobrze interpretuję, ale najpierw piszesz że:

Ma pani do wyboru ryzykowną operację, wcześniejszą emeryturę lub eutanazję.

 

A potem te fragmenty mogą sugerować, że może ta operacja nie jest tak ryzykowna.

– Wyjdziesz z tego, jak większość – pocieszał mnie Rei. 

– Wszczepimy do mózgu nanoboty, które powinny uporać się z naroślą

“Z przeciwka” to wyrażenie poprawne, ale w kontekście mieszkania po sąsiedzku powszechnie funkcjonującą frazą jest “sąsiedzi z naprzeciwka”.

W kontekście tematyki konkursu socjo SF zawierające wątki ultramedycyny i technologii wydawało mi się absolutnym “starter pack”, w związku z czym koncepcja nie jest dla mnie świeża ani zaskakująca. Fajnie, poprawnie zastosowane tricki, ale mam wrażenie, że wszystkie gdzieś już widziałam, zabrakło mi tu w worldbuildingu elementu novelty. Niemniej jest to bardzo ładnie i sprawnie napisany tekst.

Ładnie użyty motyw tytułu, uśmiechnęłam się.

Podobna sytuacja jak w paru innych tekstach konkursowych – próba bodaj podstawowego wyłożenia czytelnikowi zasad uniwersum i jego historii na bardzo niedużej objętości tekstu. 

Mam jedno zastrzeżenie logiczne – właściwie dlaczego glejak miałby być w przedstawionym świecie problemem? Przy tak opisanej technologii – szast prast i po krzyku, jak wyrywanie zęba. Już w tej chwili jest parę teoretycznych pomysłów (chociażby modyfikacje terapii kierowanych, np. indukowane magnetycznie), jak to zrobić, tylko jeszcze ich nie wdrożono.

Bardzo ciekawy motyw z utrzymywaniem przy życiu tyle lat, przez ile opłacało się świadczenia emerytalne. Niemniej – właściwie dlaczego Kristen uzyskała status nieprzydatnej? Tymczasowo – jasne, była chora, ale przecież skierowano ją na leczenie. Wyzdrowieje i znowu będzie przydatna (w każdym razie wyzdrowiałaby, gdyby nanoboty się nie skiepściły).

Zakończenie wydaje mi się sztucznie dramatyczne.

Reasumując – czytało się dobrze, ode mnie do biblioteki klik, ale bez nominacji; moim zdaniem zawinił tu niedostateczny research okołomedyczny. Mój brak wiary w lekarskie rozkładanie rąk na glejaka w 2120 roku uniemożliwił mi pełną immersję w tekst i przedstawiony w nim problem.

Niemniej życzę przydatności powodzenia w konkursie!

cześć, Saro!

 

Przede wszystkim to, co chciałam napisać w pierwszej kolejności to to, że opowiadanie napisane jest w bardzo dobrym stylu; czytało się bez zgrzytnięć :) Wizja świata ciekawa, smaczki takie jak “Klinika Leczenia Nieprzydatności” czy właśnie “Życzymy przydatności!” (swoją drogą, fajny tytuł na opowiadanie) nadały charakteru całości.

Jedno mnie jedynie zastanowiło, już pomijając kwestie medyczne poruszone przez Wiktora, bo na tych się nie znam, więc nie będę ciągnąć tematu, ale wracając, zastanowiło mnie, dlaczego główna bohaterka nie dopuszcza do siebie męża, skoro głównym celem ich małżeństwa jest prokreacja. I dlaczego godzi się na zdrady? I dlaczego Rei udaje czułego, żeby ostatecznie zachować się, tak jak się zachował?

 

To tyle, ogólnie odczucia po lekturze w porządku, zgłaszam klik :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Podoba mi się Twój pomysł, Saro, choć wizja to przygnębiająca pod każdym względem i nie taka znów inna od tej którą znam – co prawda jeszcze nie widzimy, co dzieje się u sąsiadów, ale jesteśmy sobie tak samo obojętni. Chorujemy i w przyszłości nie przestaniemy chorować, i pewnie nie każdy przypadek będzie można uleczyć. Dziś jeszcze nikt nikomu nie życzy przydatności, ale za sto lat…

Mam jednak nadzieję, że taka wizja się nie ziści. ;)

 

Przy­ło­ży­łam ID do ska­ne­ra za­miesz­czo­ne­go przy drzwiach. ―> Przy­ło­ży­łam ID do ska­ne­ra umieszczonego/ zainstalowanego przy drzwiach

Za SJP PWN: zamieścić «opublikować coś w prasie lub książce»

 

- Czy sły­szał pan o splą­ta­niu kwan­to­wym? ―> Zamiast dywizu powinna być półpauza.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Udało Ci się wykreować ciekawą postać kobiecą. Bardzo podobał mi się też sposób rozegrania wątku obyczajowego – najpierw zarzucasz wędkę na czytelnika, pokazujesz relację, a na końcu zapada decyzja Reia, umotywowana wcześniejszymi wydarzeniami.

Żeby nie było za dużo lukru, trochę się przyczepię do wątku medycznego. Wiem, limit, ale IMHO za duże uproszczenie. Jednak całość wyraźnie na plus. Zgłaszam do Biblio. :)

Czy już nikt nie myśli optymistycznie o naszej przyszłości?

Tak się trochę przekomarzam, wiadomo, że słodkie opowiastki nie cieszą się zainteresowaniem czytelników. Na tym portalu, ma się rozumieć.

Dobrze napisane, dobrze wykreowane, z wiarygodną bohaterką i nadzwyczaj niespodziewanie paskudnym bohaterem drugoplanowym – podobało się. Opowiadanie, nie świat.

Jeśli miałbym się czegoś czepić to poniższego fragmentu:

 

W środku czekał humanoid pełniący rolę konsultanta medycznego. W kilka minut przejrzał moją kartę medyczną, pochodzenie i możliwość występowania chorób genetycznych. Po długiej ciszy przerywanej pikaniem komputera, robot oznajmił: 

Zastanawiam się dlaczego robot potrzebował kilku minut na te czynności i w jaki sposób zdiagnozował raka?

Wszystkim dziękuję za komentarze i nominację do Biblioteki. To mój rekord xD

No to odpowiadam. 

 

Wicked G

 

“Ładnie napisane, utopijna wizja została wysnuta w smutny i bezwzględny sposób. Niektóre fragmenty bardzo mi się spodobały pod względem stylu”

 

To dla mnie największy komplement. Bo ja tak właściwie nie jestem zadowolona ze swojego stylu. Podziwiam Wasze i chciałabym pisać jak inni, których tu czytam, ale nie umiem, nic na siłę. Dlatego Twoja uwaga bardzo mnie cieszy i trochę do mnie nie dociera ;)

 

“Niemniej jednak wrażenie trochę zepsuła warstwa naukowa.”

 

Możliwe. Nie chciałam też przesadzić z tą naukowością. Mogłabym się rozpisywać, jak to dokładnie działa, ale nie chciałam robić z opowiadania publikacji naukowej. Być może mogłabym to bardziej sprecyzować, ale nie czułam, by to pasowało do tekstu i do klimatu. Poza tym i tak już miałam kilo za dużo, a gdybym rozciągnęła ten wątek… Limit mnie ograniczył. chociaż nie wiem, czy to dobre wytłumaczenie, bo sprawny pisarz jakoś by to obszedł, znalazł sposób. Ja po prostu nie chciałam rozbudowywać warstwy naukowej w tym tekście. 

 

“Na potrzeby opowiadania można więc przypuszczać, że w przyszłości przez zwiększenie ilości urządzeń operujących na mikrofalach ryzyko zachorowania na pewne choroby będzie znacznie podwyższone.”

 

W mojej wizji tak to właśnie wygląda. Może w świecie równoległym byłby to bullshit. ;) Dzięki za linki!

 

“Ale te nanoboty… Moim zdaniem zostały wykorzystane w dość banalny sposób. (…) Po drugie, samo podejście do praktyki medycznej zaprezentowano w budzący zdziwienie sposób – dlaczego od razu zdecydowano się na tak ryzykowny krok?”

 

“Ryzykowną” operację usunęłam. Faktycznie, to było trochę bez sensu xD Teraz jest to rutynowy zabieg, z którego większość wychodzi bez szwanku. Porównałam splątanie kwantowe do odbicia lustrzanego, żeby osoby niezainteresowane naukami ścisłymi mogły to sobie łatwo wyobrazić. Lustrzane odbicie bardziej pasuje do stereochemii, ale to wydało mi się najbardziej trafne, najprostsze do wyobrażenia dla każdego. Mogłabym się oczywiście rozpisać, jak to działa, ale bałam się, że ucierpi klimat i wyjdzie z tego naukowy bełkot. 

 

“Czy zamiast od razu podawać pacjentce nanoboty, które mogą tak po prostu się zbuntować, nie lepiej było najpierw spróbować jakiegoś prostszego, ale bezpieczniejszego sposobu, na przykład jakiegoś zaawansowanego systemu dostarczania leków (choćby takiego opartego na grafenowych kropkach kwantowych)?”

 

Pewnie, że by można. Jak się pisze, to wszystko można. xD Dla mnie to rozwiązanie wydawało się ok. Może nie jakieś powalające, ale ok. Nie miałam zamiaru uwypuklać aspektów medycznych, czy technologcznych. Ważniejsza w tym tekście miała być warstwa emocjonalna i relacje międzyludzkie. To, co się przytrafiło bohaterce i sposób walki z jej problemem to tylko przeszkoda, a nanoboty potraktowałam bardziej jako dodatek. 

 

“tym systemie król jest nagi, a perfekcyjne społeczeństwo to iluzja – lekarze karmią męża zmarłej bohaterki kłamstwem o nanobotach, a tak naprawdę chcą wyeliminować jednostkę ich zdaniem genetycznie predysponowaną do chorób (https://en.wikipedia.org/wiki/Glioma#Inherited_polymorphisms_of_the_DNA_repair_genes), lecz sami też nie znają prawdy, bo kolejne kłamstwo wysnuli rządzący, zwalając winę za choroby na genetykę, żeby ich cyfrowy świat oparty na szkodliwych mikrofalach mógł trwać w nienaruszonym stanie.”

 

Nie wiem, jak miałabym to dodać do tego szorta. To jest baza pod mikropowieść przynajmniej xD

 

Dziękuję za komentarz, linki, uwagi i klika. :)

 

Edward Pitowski

Witam, chyba się jeszcze nie znamy ;)

Cieszę się, że przybyłeś i że Ci się podobało. To dla mnie wielkie pocieszenie, że klimat i narracja są ok. 

Co do ryzykownej operacji, masz rację. Wykreślono. Mam nadzieję, że dzięki temu trochę zmieni się wydźwięk.

Dziękuję i pozdrawiam! :)

 

Wiktor Orłowski

 

“Z przeciwka” to wyrażenie poprawne, ale w kontekście mieszkania po sąsiedzku powszechnie funkcjonującą frazą jest “sąsiedzi z naprzeciwka”.

Taaak, sama nie wiedziałam, jak to ugryźć. No to jak jest dobrze? xD

No tak, morska bryza to to nie jest, ale miałam nadzieję chociaż coś ładnie napisać. Ten tekst powstał naprawdę bardzo szybko. W jakieś trzy godziny. Później jeszcze CM zaciągnął mnie na siłownię i zmusił do harówy i zrzucenia zbędnego kilograma. Także naprawdę się cieszę, że wyszło “ładnie”. 

 

“Mam jedno zastrzeżenie logiczne – właściwie dlaczego glejak miałby być w przedstawionym świecie problemem? Przy tak opisanej technologii – szast prast i po krzyku, jak wyrywanie zęba.”

Gdzieś dalej: Tymczasowo – jasne, była chora, ale przecież skierowano ją na leczenie. Wyzdrowieje i znowu będzie przydatna (w każdym razie wyzdrowiałaby, gdyby nanoboty się nie skiepściły).”

 

Uwaga! Spojler! W tym świecie wszyscy ludzie muszą być zdrowi, muszą być w stanie funkcjonować, pracować, przynosić profity dla społeczeństwa. Tak, jak sama zauważyłaś. Nie napisałam tego, ale powiedział to Rei “Wyjdziesz z tego, jak większość”. Bohaterka miała po operacji wrócić do użyteczności. Zapewne po zabiegu czekałby ją kolejny test, zaliczyłaby go pozytywnie i żyłaby jak dawniej. 

Ta operacja miała być jak wyrwanie zęba, no ale się skiepciło ;) Nie wiem, czy wystarczająco dobrze to wyjaśniłam… 

 

“Zakończenie wydaje mi się sztucznie dramatyczne.” No cóż… :( A ja sądziłam, że i tak za mało tu dramatu xD

 

“Mój brak wiary w lekarskie rozkładanie rąk na glejaka w 2120 roku uniemożliwił mi pełną immersję w tekst i przedstawiony w nim problem.”

 

Nie mam kolegów lekarzy, którzy by mi pomogli ;) Taki świat. Pomyśl sobie, jacy tam żyją ludzie. Pozbyli się całego pokolenia dla swojego dobra. W co oni wierzą? W co wierzy Kristen? To, że lekarz rozkłada ręce dla mnie wcale nie jest takie dziwne. Po co oni tak właściwie mają trwonić czas i pieniądze na ratowanie kogokolwiek? Jeśli się nie udało, dziękujemy, do widzenia. Do niczego już się nie przydasz. 

Jeśli coś jest jeszcze niejasne, proszę, daj znać. 

 

Dziękuję za klika! :)

 

Witaj, sy! :)

Bardzo dobry styl? Ale wy tak serio? Bo jak byłam w liceum to marginesy moich wypracować świeciły na czerwono skrótem “styl, styl, styl, styl…” Babka od polskiego skutecznie zniechęciła mnie do pisania, a tu pacz. Bardzo Ci dziękuję! 

“dlaczego główna bohaterka nie dopuszcza do siebie męża, skoro głównym celem ich małżeństwa jest prokreacja.”

Nie byli gotowi na dziecko, więc po co mieli to robić? Raz wystarczy ;) No, czasem tylko raz.

 

“I dlaczego godzi się na zdrady?” Dla niej to bez znaczenia, że jej partner chodzi na dziwki. Wybacz słowo ;) Ja miałam w głowie jeszcze coś, ale to już by było za dużo naupychane jak na tak krótki tekst. W opowiadaniu nie użyłam słowa “dziwka” lecz słowa “białaska”. Miałam nadzieję, że to wystarczy, by ktoś to wyłapał, że to może mieć znaczenie. Obecnie, współcześnie, w krajach rozwiniętych (nie oszukujmy się głównie Europa Zachodnia i Stany) rodzi się mniej dzieci, niż umiera ludzi. Co za tym idzie – biali ludzie wymierają. W mojej wizji za sto lat biała blondynka z niebieskimi oczami to już rzadkość, trzyma się takie w klubach dla panów jako bardzo cenny “okaz”. Rei nie miał romansu. Rei po prostu szedł się zadowolić, a Kristen pozwalała mu na to, bo po prostu chciała mieć święty spokój. 

I dlaczego Rei udaje czułego, żeby ostatecznie zachować się, tak jak się zachował?”

Trzeba by się tu zastanowić, czy on faktycznie jest takim gnojem, za jakiego można by go uważać. Bo dla mnie jest on przykładem niewielkiej liczby ludzi, którzy nie chcą takiego idealnego świata. Oczywiście, to przykre, że nie chciał zająć się Kristen, ale z drugiej strony… Jedna wariatka mniej, może później jakaś rewolucja nastąpi… ;) Mam nadzieję, że nie zamotałam jeszcze bardziej xD

 

Za klika dziękuję! :)

 

Regluatorzy, 

nareszcie doczekałam się klika od Ciebie! :D Dziękuję! A najbardziej cieszy mnie fakt, że tak mało błędów wyłapałaś, za co dziękuję, już poprawione. 

“Dziś jeszcze nikt nikomu nie życzy przydatności, ale za sto lat…”

Przykro mi to pisać, ale wydaje mi się, że gdzieś w Europie, w okresie międzywojennym miało już miejsce coś podobnego…

 

ANDO! :)

Dziękuję za wizytę, komentarz i klika. Cieszę się, że się podobało. Wiadomo, lukier szkodzi ;) Wątku medycznego już nie rozwinę. Nawet nie mam miejsca. xD 

 

Dziękuję za wszystkie komentarze i uwagi. Ponieważ do końca konkursu został tylko jeden dzień, nic już nie zmieniam, bo jeszcze coś sknocę. Traktuję Wasze uwagi jako dobrą lekcję.

 

Przykro mi to pisać, ale wydaje mi się, że gdzieś w Europie, w okresie międzywojennym miało już miejsce coś podobnego…

Saro, w takim razie pozostaje mieć nadzieję, że to był ostatni raz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej Saro,

Podoba mi się to opowiadanie. Napisane konkretnie i prosto, w lekkim stylu. Jego dużym plusem jest to, że zrobiłaś prezentację dystopijnego świata bez infodumpow, tylko dorzucając kolejne informacje po łyżeczce to tu, to tam, wplatając je w akcję. Świetnie to wyszło. 

 

Ciekawy poruszyłaś w ogóle problem, tą przydatnością. Już teraz o ludzkiej pracy mówi się “zbędna”. Na przykład automatyzacja, chcemy czy nie, w krótkiej perspektywie wypiera ludzi z rynku, czyniąc ich zbędnymi właśnie. Na czym będziemy opierać naszą przydatność, gdy nasza praca przestanie mieć znaczenie? Ale, odbiegłem troche od Twojego opowiadania. Jest naprawdę niezłe, bo napisane sprawnie i wchodzi w ciekawą tematykę. 

 

Aha, takie małe wytropiłem:

Poczułam dziwny, syntetyczny zapach. A później intruzy w mojej głowie.

Nie intruzów?

Witaj, fizyku!

 

“Czy już nikt nie myśli optymistycznie o naszej przyszłości?” – Nie xD

 

Chociaż zobacz, czy ta wizja na pewno nie jest optymistyczna? Everybody’s perfect. Ziemia uratowana, ekologia na pierwszym planie, technologia pomaga a nie szkodzi, problem przeludnienia wyeliminowany, bezrobocia nie ma, każdy robi na siebie. Co sprawiło, że odbierasz ten świat negatywnie?

 

 

“Dobrze napisane, dobrze wykreowane, z wiarygodną bohaterką i nadzwyczaj niespodziewanie paskudnym bohaterem drugoplanowym”.

 

Kto według Ciebie jest złym człowiekiem – on, czy ona?

 

“Zastanawiam się dlaczego robot potrzebował kilku minut na te czynności i w jaki sposób zdiagnozował raka?”

 

On go nie zdiagnozował. On go podejrzewał. Dopiero badania potwierdziły obecność intruza. Może technologia poszła tak do przodu, że DNA z łatwością można zapisać na karcie. A w dodatku, jeśli u właściciela coś się knoci, to na karcie też. Robot był wyspecjalizowany w odczytywaniu zakodowanych danych biologicznych. Kilka minut na przeskanowanie życia i wnętrzności? Wydaje się niewiele. ;)

 

EDIT:

Witam Pana Łosiota! :)

 

Bardzo się cieszę, że opowiadanie Ci się podobało. Starałam się nie infodumpować. 

“Ciekawy poruszyłaś w ogóle problem, tą przydatnością.” – Miałam taką nadzieję. 

Dobrze, że odbiegasz od opowiadania. I Twoje przemyślenia na ten temat są bardzo ciekawe i spostrzeżenia, wydaje mi się, słuszne. To kiedyś naprawdę może być problem.

 

Intruzy, intruzów? A to nie zauważyłam. :O

Ziemia uratowana, ekologia na pierwszym planie, (…). Co sprawiło, że odbierasz ten świat negatywnie?

– No właśnie? Co? Może przymus? Tak wiem, obecnie też nie jesteśmy wolni od wielu przymusów. Ale wydają się jakieś swojskie, możliwe do obejścia, do ucieczki przed nimi. W Twoim świecie takiej możliwości nie widać.

On go nie zdiagnozował. On go podejrzewał. (…) Kilka minut na przeskanowanie życia i wnętrzności? Wydaje się niewiele.

 Skąd aktualne DNA na karcie? Ok, nie czepiam się, gdybyś miała jakieś 10k więcej, to wszystko było by jasne (jak u wielu współkonkursowiczów).

 

Kto według Ciebie jest złym człowiekiem – on, czy ona?

– Ha, masz mnie. Chyba muszę się zastanowić. laugh

Tak, 10k więcej rozwiałoby wiele wątpliwości.

 

“– Ha, masz mnie. Chyba muszę się zastanowić. laugh

 

:D

Ojej, bardzo mi miło. :-) Dziękuję.

W realu to dobry lukier na dobrym pączku nie jest zły. Ale w literaturze bywa nieznośny. :-)

 

Ładna dystopia. Lubię takie – niby wszystko pięknie, ludzie żyją sobie szczęśliwie, a pod kłamliwą warstwą statystyki aż kipi. :-)

Fajnie wykorzystany motyw przydatności. Brrr! Obawiam się, że idziemy w tę stronę. Jeszcze można udawać, że to zwykły dryf, nie żaden krok marszowy, ale…

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Finklo. Cieszę się, że się podobało :)

Saro, bardzo dobre i bardzo smutne Ci to wyszło. A jeszcze bardziej smutne, bo kryjące w sobie sporo prawdy. Bardzo dobry pomysł z tą przydatnością, bohaterowie też porządnie wykreowani, ciekawy świat. Przeczytałam z przyjemnością, jakiekowliek nie jest to pod względem treści z pewnością przyjemny tekst ;) Powodzenia w konkursie :)

I mnie się podobało :)

Ciekawy wątek obyczajowy. Biedny Rei ;) Taki ludzki, z potrzebami, z uczuciami, może nie zawsze dobrymi, ale przynajmniej obecnymi. Przeciwieństwo swojej żony, która tutaj nie wiadomo czego chce. Dziecko niby wpisane w plany, ale jakoś nie widać w niej prawdziwej chęci w tym kierunku. Miłość, namiętność nawet do jakiegoś innego mężczyzny – też nic. Zostaje tylko praca na emeryturę. Czym żyje ta kobieta? Pustką wieje – brrrr. Straszną wizję społeczeństwa kreślisz, gdzie jednostki wciśnięte są w życiowe foremki. Dzień Czystki Pokoleniowej – o rany, chyba wolę anarchię ;) 

Życzę sukcesu w konkursie.

Katiu, dziękuję za odwiedziny i komentarz. Cieszę się, że wyszło i że opowiadanie się podobało.

 

Matko Chrzestna, rada jestem, że dostrzegłaś to, co chciałam przekazać. :)

 

Pozdrawiam, Dziewczyny!

 

Moją opinię znasz już aż nazbyt dokładnie. :-)

Wpadam więc tylko kliknąć: ustaw jako przeczytane. ;-)

Chociaż…

Jak przystało na betę wredną i bezlitosną pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę:

który w ciągu niespełna kilu godzin

Literówka! XD

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzięki, CM! 

Beta wcale nie była wredna. xD

Błąd naprawiono! :D

 

CMie, czyżby chodziło ci o litrówkę? ;-)

 

Saro

Żeby zanadto nie powtarzać przedpiśców, skrótowo: skupiona na utylitaryzmie dystopia, mimo, że nieoryginalna, to zarysowana porządnie i przekonująco, ładnie wpleciona w historię. No bo i w ogóle albowiem to przecież jest historia! Niby banalna – zarysowany na wstępie konflikt wszak funkcjonował, funkcjonuje i zdaje się będzie funkcjonował tak długo, jak seks będzie dostarczał stosownych podniet człowiekowi – ale rozpatrzona w warunkach owej dystopii. Pomieściłaś potężny, intymny konflikt w nieintymnym otoczeniu, nakreśliłaś go łagodnie by w finale przywalić z grubej rury na wszystkich frontach: skoro ten świat daje taką możliwość, a ludzka natura chyba się przez te sto lat za bardzo nie zmieni, skoro od wieków zmienić się nie chce, to jaka jest szansa, że Rei jej nie ulegnie? Że Rei, od dzieciństwa żyjący w rygorze przydatności, nie rozpatrzy swego związku z Kristen według tego właśnie kryterium, zaspokajając przy tym głęboko skrywaną urazę, gotujące się pod pokrywką emocje? I choć ta konkluzja jest smutna, to finał “robi tekst” i robi też lekturę wielce satysfakcjonującą, mimo mrożącego krew w żyłach wniosku na temat naszej, ludzkiej, nieumiejętności pokonania nas samych, łatwości, z jaką jesteśmy kształtowani przez własnoręcznie stworzone otoczenie.

 

A naści klika i nominację ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

PsychoFish

dziękuję za wizytę i komentarz.

 

Wiem, że z tą oryginalnością jest słabo, ale w moim przypadku nie ma co wydziwiać na siłę ;) Ja dopiero raczkuję. 

 

“Pomieściłaś potężny, intymny konflikt w nieintymnym otoczeniu, nakreśliłaś go łagodnie by w finale przywalić z grubej rury na wszystkich frontach”

 

O, jej. To najmilsze, co mogłam przeczytać pod tym szortem smiley Cieszę się, że lektura była satysfakcjonująca. 

I za nominację serdecznie dziękuję! :)

Dobre to było. Utopia dopięta na ostatni guzik, jak choćby kwestia emerytury. Wieje chłodem z tego świata. Ta przydatność brzmi strasznie, choć trochę się zastanawiam, do czego ludzie będą jeszcze przydatni w takim świecie. Trochę ta przydatność wydaje mi się oszustwem. Analiza raportu? Trochę miałam wrażenie, że bohaterka właściwie nic przydatnego nie robi. Odwrócenie uwagi od rzeczy rzeczywiście ważnych? Od nieludzkiego w gruncie rzeczy systemu?

Dobrze, że ludzie jednak się buntują, bo mam wrażenie, że seks jest formą buntu. Trochę mi nie wybrzmiał Rei. Rozumiem, że ma swoje potrzeby, że męczy go ten chłód partnerki, ale kilka minut przed wyjściem z domu stwierdził, że kiedyś doniesie na sąsiadów. To, razem z jego bardzo mocnymi końcowymi słowami, sprawia, że już się nie zastanawiam nad jego motywacją, nad jego niezgodą na tę formę świata. Dla mnie to po prostu zwykły gnojek.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ha! Kobieca szownistyczna! ;-D

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

:)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Witaj, Irko! :) Miło, że zajrzałaś. 

Tak, ja doskonale wiedziałam, co pisałam, kiedy wsadziłam mu w usta te słowa o doniesieniu. A czy niestety to tak czasami nie bywa, że jak ktoś komuś zazdrości, kiedy ktoś ma lepiej, to się ludziom gotuje i świnie pod nogi kładą? 

Ja osobiście nie pojmuję takiego podejścia, ale niestety ostatnio byłam świadkiem podobnych historii. I do dziś się pozbierać nie mogę. Postać Reja miała być skomplikowana. Starałam się go nakreślić tak, by w sumie nie było wiadomo, kto tu jest gorszy – on, czy ona. 

 

Podobał mi się pomysł na świat, te wszystkie drobiazgi, dobrze i logicznie połączone. To naprawdę brzmi sensownie. :) Szort bardzo dobrze napisany, to chyba pierwszy Twój utwór, który przeczytałem, więc o stronie warsztatowej można napisać dwa słowa. Płynne i naturalne dialogi, no rasowe czytadło.

To, co się nie podobało, to zblazowana bohaterka. I nie dlatego, że zblazowana, tylko że zachowuje się tak współcześnie. Zabrakło mi w jej mentalności zachowań z przyszłości. Chociażby jakim jest teraz sposób noszenia smartfona w ręce przez kobiety, jakby go chciały zaraz komuś dać, a czego jeszcze dwadzieścia lat temu nie było. I nie podobały mi się nazwy:

Unijnego Centrum Przydatności Społecznej wraz z Kliniką Leczenia Nieprzydatności. 

Bo często spotykam się w literaturze z takim sposobem nazywania różnych instytucji. Urząd Regeneracji Androidów, Szpital Reinkarnacji Czasowej i takie tam.

Co nie zmienia faktu, że znacznie więcej jest plusów. :)

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Darconie, dziękuję za wizytę i komentarz. Cieszę się, że coś tam przypasowało.

 

“To, co się nie podobało, to zblazowana bohaterka. I nie dlatego, że zblazowana, tylko że zachowuje się tak współcześnie. Zabrakło mi w jej mentalności zachowań z przyszłości.”

 

Ok, tu mnie zaskoczyłeś. Współcześnie? W jakim kręgu kobiet Ty się obracasz? xD

Co do nazw to ja osobiście uważam, że to jest dobry sposób nazewnictwa. Nazwy instytucji raczej powinny dawać jasno do zrozumienia, czym się owe instytucje zajmują, żeby człowiek wiedział, a nie zgadywał ;)

 

W jakim kręgu kobiet Ty się obracasz? xD

Pracuję w korpo. ;)

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ok xD

 

Saro:), dobre, mocne opowiadanie, chociaż o zwyczajnych sprawach fajnie napisane. Tekst „życzymy przydatności” – bomba. Wybór scen – też mi się spodobał. 

Skąd u mnie, wyczuwalne chyba, malkontenctwo? Ze zbiegu okoliczności. Nadrabiam filmy i wczoraj oglądałam Midsommar. No i bach. To, podobna historia w szwedzkich dekoracjach i zamkniętej społeczności. Twoje opowiadanie bardziej spodobało mi się niż film, bo wyraźniejsza motywacja, a nie tak nakreślona półgębkiem, ale siła rażenia, zamyślenia zmalała, zwłaszcza że film zirytował mnie z kilku względów.

Odczepiając się od treści – dobrze napisane opowiadanie!

pzd srd:)

a

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Witaj, Asylum! :)

O njee…Co też mówisz, jest coś takiego? Ale oni też żyją w przyszłości? Muszę to zobaczyć.

Cieszę się, że moje opowiadanie bardziej Ci się spodobało :)

Pozdrawiam! :)

Nie, żyją współcześnie, taki wymysł/niewymysł autora. Zamknięta, religijna społeczność. W co wierzą? – nie pytaj. Głupstwa jakieś, acz groźne. Coraz prostsze te filmy i dłuższe;)

Moim zdaniem,  na film szkoda czasu,  chociaż zostanie (niestety) mi w pamięci, zanim się nie odczepią obrazy, bo powariował reżyser z pięknymi kadrami w palącym słońcu. Motywacja głównej postaci do podjęcia decyzji jest podobna, lecz płciowo odwrócona.

pozdrowienia na dobry dzień:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dobrze napisany tekst. Choć wizja nienowa, napisana od najbardziej emocjonalnej strony. Mocno wybrzmiewa tutaj ostatnie zdanie, który niczym nóż wbity przez męża bohaterki. Fajnie to współgra z ogólną treścią.

Technicznie też napisane przyzwoicie. Nic nie chrobotało szczególnie.

Podsumowując: dobry szorcik, zwłaszcza dzięki ostatniemu zdaniu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Witaj, NoWhereMan :)

Cieszę się, że przyzwoicie to wyszło. Wyrabiam się chyba. ;)

 

Napisane fajnie. Ostatnie zdanie wbiło w fotel.

Witaj, BlackSnow!

Dziękuję za wizytę i komentarz. :)

Wizja ciekawa, choć parę rzeczy mi zgrzytnęło: skoro bohaterowie są sparowani po to, by spłodzić potomka, dlaczego tego nie robią? Wszak im człowiek starszy, tym rośnie prawdopodobieństwo błędów w podziałach komórek, czy w kopiowaniu chromosomów. Jeśli celem jest potomek zdrowy i jak najbardziej przydatny dla społeczeństwa, to nie ma na co czekać. Ostatnie zdanie zabrzmiało mi nienaturalnie, jakkolwiek sam fakt, że Rei kazał ją wyłączyć jest bardzo zgrabnym zakończeniem, tak w tym, co powiedział, jest za dużo słów. Chyba najlepiej byłoby się pozbyć ‘po prostu’, zwłaszcza, że w zdaniu wcześniej masz ‘prosto’.

Dałaś radę wykrzesać coś interesującego, z pomysłu (kryterium przydatności), który zarówno wydaje mi się super oklepany, jak i osobiście szczerze go nie lubię, co na pewno wpływa na mój odbiór tekstu. Tytuł i samo motto bardzo Ci się udały, tak samo irytacja Rei drobnymi zachowaniami Kristena.

Witaj, Bellatrix.

To takie niedopowiedzenie. Grubsza sprawa. Wiedzą, że mają na to tylko pięć lat. To w tym świecie górna granica dla kobiety. Dzięki za wizytę i komentarz. 

 

Klapaucjuszu, dziękuję za opinię :)

Fajne :)

Przynoszę radość

Dzięki, Anet :)

Cześć, Saro :)

 

Na początek drobna – albo nie aż tak drobna – uwaga, ponieważ ludzie często nie rozumieją dokładnie, czym jest rak.

Rak jest nowotworem wywodzącym się z nabłonka. Dlatego nie każdy nowotwór jest rakiem, chociaż każdy rak jest nowotworem. W tym konkretnym przypadku – czyli nowotworach mózgu – używa się raczej określenia “guz mózgu”, rak jest merytorycznie niepoprawnie. Komórki gleju są tkanką nerwową, nie nabłonkiem. Ot, wiedza na przyszłość :)

 

Co do tekstu, czytało się dobrze, a pomysł na “przydatność” bardzo ciekawy. Podobnie jak Bellatrix zastanawiałam się, dlaczego wciąż nie spłodzili dziecka, ale wcale mnie to bardziej nie zgrzytnęło, ani nie wpłynęło na lekturę. Niezłe zakończenie :)

Nie będę się wypowiadać w kwestiach leczenie glejaka per se, chociaż zapewne Wiktor ma rację i za te 100 lat wyleczyć coś takiego to będzie pikuś. Popraw tego raka i będzie git.

Hej, Saro. Przybywam z komentarzem, a to opowiadanie jest pierwsze jakie czytam u Ciebie. Mam pozytywne wrażenia.

Tekst ładnie wykonany i to się rzuca na pierwszy czyt oka. Przedstawiona wizja nie przekonała mnie do końca, ale to pod względem wewnętrznej spójności fabularnej, a tak to nie podejmuję się weryfikacji pod względem prawdopodobieństwa. I w zasadzie byłaby to jedyna rysa na utworze. Doceniam narrację i dość ostry wydźwięk, chociaż nie wiem czy opko straciłoby na zmniejszeniu tej ostrości. Wyszło ciekawie i ze smakiem. Udany tekst.

Pozdrawiam :)

Cześć, arya!

Dzięki za lekturę. I dzięki za info. Poprawię to.

 

Witaj, Mersayake!

Cieszę się, że mimo zgrzytów, uważasz tekst za udany. 

Pozdrawiam :)

Ciekawe opowiadanie z mocnym wydźwiękiem. Sam tytuł, a co za tym idzie wiodąca fraza – cudo! Zaczęłam czytać i już bałam się, że to kolejny tekst, który będzie traktował tylko o tym, jak to w przyszłości ludzie będą cierpieć, bo nie będą mogli normalnie mieć dzieci. Szybko jednak to błędne skojarzenie uleciało i tekst okazał się głębszy i zdecydowanie bardziej interesujący. Pod względem wykonania też moim zdaniem świetny. :)

Zostaw ten żyrandol.

Bardzo przypadło mi do gustu Twoje bezwzględne podejście do przyszłości, Saro. Oddałaś umiejętnie chłód bohaterki i relację z mężem. Mam zarzut jednak do części naukowej – wiem, że limit nie pozwolił się rozpisać, w końcu zainwestowałaś sporo w przedstawienie świata głównych postaci. Trochę szkoda, że wątek nanobotów poszedł po łebkach, ale rozumiem skąd wybór. 

Hej, Verus!

Tak właściwie tytuł i fraza wpadły mi do głowy ot tak (pod prysznicem może?) i na tym starałam się oprzeć opowiadanie. 

Dlatego też, wątek naukowy poszedł po łebkach, Deirdriu. Ja też żałuję, ale postawiłam na inną warstwę. Może to kogo pocieszy, bo mnie to cieszy, że właśnie rozwijam wątek. XD Może się wkrótce pojawi na forum. ;)

Dziękuję za wizytę i pozytywne komentarze! :)

Saro, robię dokładnie tak samo :) Te szorciaki konkursowe są jednak bardzo inspirujące. 

Nowa Fantastyka