Profil użytkownika


komentarze: 69, w dziale opowiadań: 52, opowiadania: 24

Ostatnie sto komentarzy

Chodzi jak sądzę o to, że samoograniczanie się jest trochę… ograniczające. Jeśli wiersze byłyby słabe, to na pewno nikt by ich nie docenił. Jeśli byłyby dobre, ale nikt nie chciałby je czytać – zmierzalibyśmy do tego samego. Zresztą chyba taka była idea portalu, żeby można było porównać swoją twórczość z jakąś uśrednioną grupą odbiorców fantastyki. Skoro nikt z fantastów nie chciałby wierszy czytać, to czemu nagle któryś na portalu by je docenił? A gdyby jednak znalazł się wiersz, który fantastom by się spodobał straszliwie, to teraz mielibyśmy go na siłę wyrzucać?

I o ile być może o lirykę mooożna się jeszcze kłócić, to odrzucenie dramatów… Ajjj, przecież już nawet Hugo i Nebula mają dla nich specjalne kategorie. Szkoda, bo to trochę wygląda jakby ktoś uznawał, że mamy gorszą i lepszą sztukę i to dość subiektywnie. I próbował narzucać to innym.

Argumentu, że uznanie dramatu prowadziłoby do uznania liryki też ciężko kupić, bo w zasadzie jakiegoś logicznego połączenia między tym i tym nie widać i wygląda to trochę jak irracjonalna obawa. Dyskryminacja fragmentów też jest czymś innym, bo fragment jest z założenia niekompletnym i niezamkniętym dziełem literackim i ciężko oceniać właśnie tylko kawałek dzieła. A dramat już taką zamkniętą formą może być.

I to tyle, sam dramatów pisać nie zamierzam (a i Piórek zdobywać raczej nie będę), więc mi tam wszystko jedno, ale pomyślałem, że warto też zostawić swoją opinię. A zresztą i tak pewnie długo się nie zdarzy okazja, żeby problem się powtórzył :P

Irko, jasne, że ogólnie koncept takiego życia byłby może i interesujący dla ludzkości, to akurat to z Europy zachowuje się zdecydowanie wrogo. Nie mówi prawdy, albo raczej mówi ją po czasie (gdy np. kapitan jest już “zakażona”), a na końcu wysadza statek, gdy ludzie nie chcą iść na współpracę. Ja jako czytelnik byłbym bardzo ostrożny, a co dopiero ludzie na statku/odbierający sygnał na Ziemi, którzy są w wirze wydarzeń?

 

Przy okazji zostawiam komentarz, w części z bety, żeby był mi tekst w pełni dysponowalny w kontekście nominacji.

Ogólna opinia… Ameryki na pewno nie odkrywasz, natomiast moim zdaniem sprawnie ogrywasz te klasyki (Solaris, Inwazja Porywaczy Ciał etc.). Wciągnął. Niby czytałem na 3 razy przez inne zajęcia, ale i przy tekstach 20k potrafię się czasem wynudzić – a tu cały czas trzymasz napięcie i starasz się zaciekawić. Tekst porusza też trochę spraw technicznych (chociaż nie tak wiele jak np. w Marsjaninie, który tym stał), które są wiarygodne (a przynajmniej teraz być powinny :P ). Więc no… fajnie :)

Jeśli chodzi o fizykę – to co mi nie pasowało już poprawiłeś i nie wątpię, że inne konsultacje też załatwiły sprawę. Jedynie kwestię odbiornika, o której dyskutowałeś z Marasem, też jak wiesz wspomniałem i zasugerowałem inne rozwiązanie… Niby kto mógł przewidzieć co tam jest pod Europą, ale z drugiej strony pierwsza wyprawa skończyła się tragicznie, więc jakąś ostrożność mogli zachować (a po czasie, szczerze mówiąc, jakieś sondy mogłyby krążyć wokół Jowisza niezależnie, w ramach innych misji – i można by je wykorzystać).

No i trochę się zastanawiałem czy nie zostawić tej nominacji, bo efektu wow jako takiego nie było. Ale że jest to tekst zdecydowanie solidny, a przy okazji jednak nowoczesny (bo te bardzo odmienne wyobrażenia życia, choć obecne już w Solaris, to w takiej formie z analizą naukową są dość świeże – coś u Pratchetta widziałem w cyklu Długiej Ziemi i chyba nigdzie więcej), to ostatecznie zdecydowałem się, że warto dać Loży szansę ocenić. Także poczekam te 2 dni i dobiję licznik nominacji do pięciu :)

 

EDIT: Widzę, że ubiegli mnie :D

Oczywiście, ale wciąż pewnie jesteś lepszym tym znawcą niż ja, więc i każda uwaga jest bardzo cenna :P Nawet jeżeli to tylko część poglądu na sprawę.

Dziękuję bardzo; teraz już w miarę mam jasność i mogę wszystko przemyśleć i, mam nadzieję, coś z tego dla warsztatu mojego wyniknie :D

I ja kupiłem, choć z racji chwilowej braku czasu przeczytam dopiero w wakacje. I również dopiero wtedy powiem coś więcej :)

CMie,

na wstępie muszę bardzo podziękować za tak obszerny komentarz, nie tylko pod moim opowiadaniem, ale i pod innymi konkursowymi. Są to wypowiedzi tak szczegółowe, że wręcz zachęcają do przeczytania innych tekstów tylko po to, żeby zobaczyć jak je rozkładasz na czynniki pierwsze – co w przeciągu paru tygodni zamierzam zrobić i przynajmniej jeszcze kilka tekstów nadrobić :D

Tym niemniej pozwól, że zadam kilka krótkich (mam nadzieję) pytań – po to oczywiście, żeby więcej nauczyć się już na początku drogi “pisarskiej” i lepiej zrozumieć uwagi. Jeśli będziesz miał kiedyś czas, niekoniecznie pilnie, odpowiedzieć na nie – będę zobowiązany.

 

Początek trochę jednak mylący. Gustav miesza się z Conradem, niby nie popełniasz tym wprowadzeniem żadnego wyraźnego błędu. Nie piszesz nic, co mogłoby zmylić czytelnika, a jednak już na dzień dobry czułem się lekko zagubiony. Teraz, pisząc ten komentarz, rozumiem już zamysł samego wprowadzenia – zaczynasz w ten sposób budować tajemnicę bohatera. Tyle że na początku tak naprawdę wpadłem w kilka obcych w tym momencie imion i tak nie bardzo wiedziałem, na czym i na kim właściwie się skupić.

Na pewno masz rację i w ciemno strzelam, że sam miałbym z tym problem jako czytelnik, bez perspektywy autora. A z drugiej strony nie wiem, co w tym momencie zrobić. Na jakieś lepsze rozwiązanie brakuje mi chyba w tym momencie pomysłu. Zwyczajnie usunąć? Akurat od tej sceny zaczynać bardzo chciałem, żeby nie wspominać o Gustavie “z niczego”. Bo – tak myślę – gdyby bez tego fragmentu pojawiła się w środku tekstu nagle scena z Gustavem, budzącym się i słuchającym “Słyszysz mnie, Gustav?” (a które, mam wrażenie, budują mi to zakończenie i scenę wybudzania, dodaje nutę oniryzmu, gdy to sama powtarza Lilith), to czy również nie wywołałoby zdziwienia? Podobnie, gdyby tą pierwszą scenę przesunąć dalej. A tak siedzi w czytelniku świadomość, że gdzieś to było i być może nie czuje się tak zagubiony? Więcej scen z nim budziłoby większe rozkojarzenie. Może wrzucić więcej takiego “przebijania się”, jak było z N-Medem i dodać elementy otoczenia o nim przypominające?

Szczerze mówiąc nie wiem.

 

Dobra, ale miało być o tym zaintrygowaniu i zagubieniu. Wiesz, Twoje opowiadanie jest dosyć specyficzne. Z jednej strony akcja jest dość wartka. Bohaterowie walczą, szukają przyczyn odmowy dostępu, tworzą hipotezy. Z drugiej mamy te długie opisy Conrada, które wydają się nazbyt drobiazgowe. Jasne, teraz rozumiem, że to w pewien sposób uzasadnione. Tyle że na tym pierwszym etapie lektury czuje się lekki dysonans. Tu energiczne działania, nerwowa atmosfera. I nagle wolny, wyczerpujący opis. Niby czujesz, jako czytelnik, że to będzie miało swój cel, a jednak towarzyszy ci jednocześnie takie przeświadczenie, że to się trochę ze sobą gryzie.

Idea była taka, żeby przejść w miarę płynnie z problemów statku do problemów głowy. I budować wszystko powoli. Rozumiem, że sugestia jest taka, żeby po prostu zrezygnować z części jego pogarszającego się stanu.

I pytanie – Amon w komentarzu sugerował, że z tekstu można było wycisnąć więcej, skupiając się na psychice bohatera i pogłębiając jego zagubienie. Czy dałoby się to zrobić, unikając tego nużenia, o którym wspominasz?

 

Główny bohater? Trudno go mocniej kupić ze względu na konstrukcję opowiadania. Poprzez niego prezentujesz nam pomysł na pasożyta, Conrada/Gustava obserwujemy przede wszystkim pod kątem samopoczucia i odkrywania zachodzących w nim zmian. Słowem, jako „środek” do wyłożenia koncepcji na opowiadanie bohater sprawdza się dobrze. Jako postać, która ma w czytelniku wzbudzić jakieś odczucia – niestety trochę gorzej.

To w takim razie byłoby niewątpliwie do poprawy – to znaczy choćby lekka, dałaby opowiadaniu niewątpliwie więcej. Choć inne kwestie na pewno pilniejsze.

Być może też korzystając z tego, co wspominał Amon? Albo po prostu kilka sprawnie napisanych scen, pokazujących jego charakter na zewnątrz. Ogólnie zmiany wspomniane wcześniej dałyby pewnie miejsce na taką zabawę. Chyba muszę się zastanowić.

Dodam tylko, że dużego wydłużenia tekstu chciałem unikać od początku, żeby nie rozmyć głównego wątku; nie dać zdominować części “na statku” tekstu, aby zakończenie dalej było w miarę wyraźne. Więc i na dużo większe pogłębienie bym się chyba nie zdobył tak czy inaczej; to samo tyczy się bohaterów pobocznych.

 

Technicznie? Po japońsku. Jako tako. Gdzieś mignęła literówka, można czegoś doszukać się przy interpunkcji. Nie rwałem włosów z głowy, jeśli chodzi o kwestie techniczne, tym nie mniej, im bliżej się przyjrzeć, tym więcej jednak jakichś drobiazgów można znaleźć. Inna rzecz, że na szczęście głównie drobiazgów.

A z tą ułomnością trochę się liczyłem i będę w przyszłych tekstach walczył. Pocieszam się tylko, że dopiero zaczynam i może będzie lepiej.

 

No i zakończenie. W sumie całkiem fajne. Jasne, to nie jest nic mocno odkrywczego (więc bonusu za nietypowość nie będzie ;)), ale ładnie zamyka tekst, zostawia też czytelnika z odpowiedziami na kluczowe pytania, a to jest taki wymóg minimum, który stawia się przed autorem. Choć więc efektu „wow” nie ma, to i trudno pisać o rozczarowaniu. I w sumie tak samo oceniłbym całe opowiadanie.

W takim razie dziękuję; mogło być gorzej, więc miło mi :)

Za komentarz i wszelkie uwagi dziękuję jeszcze raz, wszystko uważnie przeczytałem, analizuję i będę jeszcze analizował. I za organizację tak ładnego konkursu też dziękuję ^^

Regulatorko, jako, że konkurs dobiegł końca, wprowadziłem poprawki – zgodnie z zapowiedzią. Jeszcze raz dziękuję, Twoje uwagi są dużą pomocą i na pewno pozwolą uniknąć takich wpadek w przyszłości ^^

Ogólnie uważam, że udany tekst. Miałeś ciekawy pomysł na świat, niektóre wizje bardzo mi się podobały (jak tytułowa planeta manekinów, ale też opis rozpadającego się Aliego, czy tworzony przez niego pył – wszystko było bardzo obrazotwórcze). Zostawiłeś też niełatwy problem do rozwiązania, i to zapewne więcej niż jeden –na pewno o zabawie w boga i tego, czy warto/można/powinno się naprawiać świat, gdy każdy czyn może nieść poważne, a nieraz nieprzewidziane konsekwencje (tak rozumiem świat manekinów); a także o decydowaniu kogo ocalić – bo życie Aliego okupione zostało innymi (hmm… powiedziałbym, że trochę literackie ujęcie trolley problem). Oba tematy zresztą łączą się, co jest dodatkowo na plus.

Ostatecznie chyba zwróciłbym na dwie rzeczy, z mi niepasujących, uwagę:

Ali i Arkani to całkiem podobne imiona i, przy trochę nieuważnej lekturze, mogą się mylić. A przynajmniej mi się to zdarzyło (za pierwszym razem), więc uważałbym na to.

O ile ogólnie nie czułem niedosytu/skracania tekstu, to w jednym momencie przydałoby się trochę więcej. Mianowicie na początku, po porwaniu Kingi, zabrakło mi trochę czasu na poznanie się z tym światem, który kreujesz.

Silvo, ostatnio się coraz bardziej przekonuję i odgrażam, żeby taki właśnie tekst napisać i to wyraźniejszy w swoim temacie. Ale mam już kilka innych w głowie, więc będzie musiał pewnie trochę poczekać.

 

Zanaisie, a mi w takim razie bardzo miło :D

Oczywiście struktury mózgu są bardzo skomplikowane, nasza wiedza znikoma i potrzeba jeszcze wielu badań, więc do tej przerażającej wizji na pewno jeszcze czas mamy. Ale kiedyś takie programy mogą być kuszące, a z programowaniem ludzkiego umysłu pewnie trzeba będzie szczególnie zachować bardzo dużą ostrożność. Choć i to pewnie nie nowy temat.

MaSkrol, cieszę się, że tekst się spodobał, nawet jeżeli dopiero po czasie :) Nad tym zaintrygowaniem na pewno jeszcze pomyślę, bo w tej chwili nie wiem co można by z tym zrobić.

A co do części dalszej… Akurat ta końcówka pasowała mi w pewnym sensie do podkreślenia tej treści tekstu i problemu z programami komputerowymi. A i trochę chciałem napisać tekst właśnie z takim “twistem” na końcu. Natomiast trochę się zastanawiałem nad tym, co mogłoby być dalej, o zagubieniu Gustava w prawdziwym świecie, gdyby przeżył. I, być może, wrócę do tego tematu jeszcze, choć niekoniecznie w bezpośrednim nawiązaniu do tego tekstu.

Aby do tego tu wrzucić to myślę, że by raczej nie pasowało. Inny klimat, treść, myśl przewodnia…

Tak czy inaczej, dziękuję za lekturę :D

 

Silvo, niestety zdaję sobie sprawę, że strona techniczna pozostaje póki co moim najsłabszym elementem. Na pewno zamierzam nad tym w najbliższym czasie szczególnie pracować i przynajmniej trochę ten styl wygładzić.

Co do konkluzji – w pewnym sensie na bazie podobnych rozważań miał powstać ten tekst, choć właśnie skłaniających się w drugą stronę. To znaczy, że ogólnie rozumiane życie i jestestwo jest określone przez całość informacji/wspomnień/przeżyć. Czego odbicie pojawiają się w tekście. W trakcie pisania, zmieniania koncepcji, kolejnego pisania itd. ten sens chyba się rozmył i ukrył, dlatego właśnie tak cieszy mnie, że zwróciłaś na to uwagę; nawet jeżeli jest masz opinię przeciwną. I zapewne to jest temat do dłuższej, filozoficznej dyskusji.

Ale oczywiście źle, jeśli obniża odbiór tekstu :/

A tak po czasie, to może i bardziej trafionym określeniem od pasożyta byłby wirus, który właśnie tak działa –– nie jest osobnym bytem, a wykorzystuje organizm ofiary do reprodukcji, trwania.

Ale miło mi, że mimo tych wad miałaś pozytywne wrażenia :) I dziękuję za komentarz, dobrze wskazujący nad czym pracować ^^

Bardzo mi się podobało. Ogólnie cała konstrukcja świata była interesująca i wiarygodna, od zmian w postawach i wartościach ludzi (które też dobrze wypadły jako komentarz do ogólnego kierunku, w jakim rzeczywiście zmierzamy), i z którymi koresponduje przesłanie tekstu, jak i w kwestii bardzo ciekawego pomysłu na “inwazję” obcych.

I do tego ostatniego zresztą pytanie – Gwen nazmyślała na ich temat czy historia śmierci May była prawdziwa, a ona chciała “przy okazji” wejść do lokalnej sieci? Z jednej strony pierwsze wydaje się mi całkiem prawdopodobne, a z drugiej mamy jakieś potwierdzenie jej słów, w postaci wspomnień. To pierwsze zresztą, wydaje mi się, ładnie domykałoby tekst i pozbawiłoby go (może trochę) niedosytu kwestii związanych z pochodzeniem plazmy, które są mocno eksponowane.

Nie zgadzam się też z niektórymi komentarzami odnośnie napakowania słownictwem medycznym. Fakt, trochę tego było, ale większość ich znaczeń i tak było dobrze osadzone w kontekście i, przynajmniej w moim przypadku, nie powodowały konieczności nagłego googlania albo obniżania jakości lektury.

Tak więc dziękuję, satysfakcjonująca lektura :)

Cieszę się regulatorko, że, zgodnie z wyrażonym pod poprzednim tekstem życzeniem, udało mi się napisać coś, co Ci się spodobało :)

Nad wykonaniem będę w przyszłości pracować, a za uwagi bardzo dziękuję ^^ Postaram się je oczywiście zapamiętać i nie powtórzyć tych błędów. Muszę przyznać, że o zasadzie stawiania kropek za cudzysłowem nie wiedziałem i jestem szczerze zszokowany.

Natomiast korekty do tekstu wprowadzę po ogłoszeniu wyników konkursu, bo jak słyszałem po zakończeniu terminu nie wolno tego robić. Albo jest to przynajmniej niestosowne.

Bardzo mi miło :) Sam z tego ostatniego fragmentu byłem bardzo zadowolony. Dziękuję za tą chwilę poświęconą na przeczytanie ^^

Widzisz, dla mnie jeśli nadaję imię, przytaczam strofę wiersza musi być silne nawiązanie, nie tylko skojarzenie, błysk po wierzchu. 

Ach, rozumiem. To w takim razie różnice w podejściu do literatury. Ja pewnie jeszcze wpisuję nawiązania trochę przypadkowo, ale docelowo wolę traktować to bardziej użytkowo. Tu chciałem zasugerować finał, czy udanie to inna sprawa, ale w potrzebie raczej krępować się nie będę w ich używaniu.

Z interpunkcją wielu kuleje. Ja, trochę się tutaj podszkoliłam. Dobrzy uczyciele. :-) 

Oj widać, i pewnie nie tylko z interpunkcją :D

Z riserczem często może być kłopot. Trzeba wyważyć, dlatego pewnie łatwiej pisać fantasy. Nie przejmuj się. Większość nawet nie zauważy. 

Czy ja wiem? :P Znałem kogoś, kto mi przez teksty przechodził i punktował wszystkie niedociągnięcia związane z uzbrojeniem. Że ktoś w hełmie za dużo widzi, że łuki średniowieczne miały większy naciąg, a w ogóle walki rycerzy kończyły się zwykle zapasami w parterze. I tak do wielu rzeczy da się pewnie przyczepić :P A że za pisaniem fantasy mniej przepadam, to pewnie póki co zostanę gdzie jestem i będę się bardziej męczył tym reaserchem.

Asylum faktycznie temat często wykorzystywany, ale mimo wszystko dość nośny. Pisać tylko o tym na pewno byłoby przesadą, ale zupełnie z nim zerwać też byłoby ciężko ;)

Pogłębić obie postacie na pewno by się dało, choć nie wiem czy nie powstałby z tego trochę inny tekst. Szczególnie w kontekście Gustawa zbyt duże dawkowanie o nim informacji trochę zburzyło by napięcie… Ale jest to na pewno jeden z aspektów, w którym można byłoby nad tekstem popracować. A nad Konradem już na pewno trzeba by się pochylić i pogłębić.

Z warsztatem niestety wiem, że trochę kuleję. Pocieszam się tylko tym, że to początek mojej literackiej podróży i może kiedyś zdołam go poprawić.

No i rzeczywiście wpadłem z tą budową mózgu, choć niby pobieżny reaserch robiłem. Jak widać zbyt pobieżny. Poprawiłem, podobnie jak resztę.

Naprawdę dziękuję za poświęcony czas i wszystkie uwagi, na pewno przydadzą mi się w przyszłości ^^

I również powodzenia w konkursie :)

 

Wilku

Niezmiernie cieszy mnie Twoja wizyta i tym bardziej odbiór tekstu :D Szczególnie jeśli wyszły te wszystkie elementy budujące napięcie i lekko oniryczny charakter. Będę się starał szlifować to jeszcze w przyszłości.

Spacja usunięta.

Dziękuję za przeczytanie i ostatecznego klika. Mam nadzieję, że jeszcze będzie mi dane stworzyć tekst, który Cię zaciekawi :)

Konradzie, dziękuję za poświęcony czas i cieszę się, że opowiadanie przypadło Ci do gustu, szczególnie wobec tak związanego z opowieścią imienia :)

Przy pisaniu tekstu myślałem o nim trochę inaczej niż sztucznej inteligencji, a raczej jak o paczce wspomnień i przeżyć. Ponieważ do działania potrzebuje jednak człowieka i nie jest samodzielny, a jego własne oprogramowanie służy przede wszystkim do przeprowadzenia “przejęcia” i nie ma samo w sobie pierwiastka życia, to miałbym wątpliwości czy to już jest pełnoprawna sztuczna inteligencja czy jakaś, powiedzmy, forma pośrednia. Ale, pomijając te aspekty techniczno-filozoficzne, rozumiem, co miałaś na myśli i cieszę się, że tak wyszło, bo i taki był tego zamiar. Podobnie z konfliktem, który stał u podstawy napisania tego tekstu.

Co do aspektów technicznych – póki co poprawiłem dialogi, a dziś/najpóźniej jutro przeczytam cały tekst jeszcze raz i postaram się jeszcze raz powyłapywał błędy.

Dziękuję za poświęcony czas i lekturę :)

Amonie, cieszę się w takim razie :) Dziękuję i wzajemnie.

 

Witam również jurora i dziękuję za wizytę :D

Cześć Amonie i dzięki za lekturę :)

Trochę taki był zamysł (czy udany, to inna kwestia :P), by zacząć powoli i typowo, a z czasem budować napięcie i przygotować na koniec zaskoczenie. Postaram się zwrócić w przyszłości więcej uwagi na wartkość akcji i zaciekawić czytelnika od początku.

Natomiast zgadzam się w pełni, że pod względem przeżyć można i warto było tekst rozbudować i dodać więcej przeżyć bohaterem kosztem “akcji”. I choć na pewno będzie to wymagało popracowania nad stylem, to w przyszłości na pewno będę starał się dążyć w tym kierunku. Albo przynajmniej postaram się popełnić tekst bardziej świadomie.

 

Za klika dziękuję z góry, a za poprawki jeszcze bardziej ^^ Większość wprowadziłem w Twojej wersji, w paru przypadkach w bardziej mi pasującej. No i:

Dlaczego t-shirty z wielkiej litery?

Za PWN: https://sjp.pwn.pl/slowniki/T-shirt.html

 

Dziękuję jeszcze raz za cenne rady i cieszę się, że sama idea Ci się spodobała,

pozdrawiam :)

Pierwsze wrażenie jest spodziewane, że to nie jest opowieść na ten limit.

Mając do dyspozycji końcowy efekt i wszystkie zapowiedzi, o których słyszałem – w szczególności pomysł opisywania historii z pięciu różnych perspektyw – mam wrażenie, że gdybyś nie musiał się ograniczać i zdecydował dopracować dłuższą wersję, mogłaby z tego wyjść całkiem interesująca intryga.

To skracanie jest niestety widoczne i przez nie tekst cierpi. Słownictwo przytłacza jak na tak krótki tekst, nie dając się czytelnikowi ze sobą oswoić. Akcja zdaje się dziać zbyt szybko, w dość uproszczonej formie i pozbawiając tego atutu, który przy pierwotnym zamyśle sądzę, że mógłbyś nadać. A to wszystko kumuluje się jeszcze w głębokich opisach i powoduje, że (i przez niedobór akcji, i przez nadmiar dziwnego słownictwa) zaczyna momentami nużyć.

Równocześnie od strony fabularnej tekst mi się podoba, najbardziej chyba przepowiednia, choć i wszystkie postacie rzeczywiście wydają się być wiarygodne. Jedynie końcówka pozostawia lekki niedosyt, wrażenie niedomknięcia pewnych spraw.

Znalazłem też nawiązanie do Faramira :)

Ogólnie więc tekst na pewno nie jest zły, ma plusy, ale mógłby być dłuższy i lepszy. O ile tą długość wykorzystałbyś na rozwinięcie tego, co się dzieje, a nie tylko docisnął pedał światotwórstwa (choć i na to na pewno byłoby ówczas miejsce).

A ja z pytaniem merytorycznym – czy czarna dziura na pewno zachowuje tylko obraz pani fizyk? Ja bym powiedział, że dylatacja czasu powinna zachowywać ogólnie ją, wciąż jak najbardziej żywą, w “bezczasie”. To mogłoby też oczywiście rodzić pytania o to, co stanie się po wyłączeniu reaktora – w szczególności czy pani Nelson mogłaby wrócić do świata żywych? Tak mi podpowiada moja skąpa intuicja fizyczna :P

Ogólnie plus za wykorzystany motyw :) Z realizacją wydaje mi się poszło trochę gorzej. Poza wspomnianymi wyżej błędami ortograficznymi i koniecznością mocniejszego zaakcentowania końcówki (dopiero po przeczytaniu komentarzy zrozumiałem, o co chodzi) miałem wrażenie pewnej niespójności. To znaczy sama końcówka może zaskakiwać, ale nie widzę do tego podparcia w tekście i może to wyglądać jak próbę zaskoczenia na siłę. No i trochę miesza mi to w odbiorze (pewnie i z tego powodu ciężej było mi ją zrozumieć).

Dużo zajął opis przeszłości. Przy dłuższym tekście nie powinno być problemu, ale że to szort, to rzeczywiście mogło zabraknąć miejsca na fabułę. Pomyślałbym nad tym (choć mi osobiście to nie dokuczyło szczególnie).

Gdzieś po drodze wyłapałem “z przed” zamiast “sprzed”.

Pisz dalej, pomysł ciekawy, miło byłoby zobaczyć kolejne :)

Dziękuję jurorce za lekturę i tak cudownie pasującą grafikę ^^

Hmm… Temat na pewno ciekawy. Doceniam, że informacja o własnym stanie powoduje załamanie się procesu – skojarzyłem z rzeczywistymi efektami kwantowymi, nawet jeśli nie o to dokładnie chodziło :P

Nie podoba mi się konstrukcja fabuły, której znaczna część nie ma znaczenia dla zakończenia.

W kwestii zapisu na pewno dałoby się jeszcze nad tekstem popracować. Trochę nadmiarowych słów usunąć (na przykład czepiałbym się “a nawet”, “a jednak”, “a dokładniej” gęsto upakowanych na początku) i poprawić interpunkcję (np. zgubiona kropka w wyjaśnieniu raportu; wszystkiego nie wypiszę, bo nie czuję się kompetentny :P). A kolokwializmy w raporcie (”tak czy inaczej” ? ) zdecydowanie.

Nawiasem mówiąc ostatnio (czyli w skali paru lat) prowadzone są badania nad teoriami postulującymi, że świadome umysły to właśnie komputery kwantowe (mniej więcej). Jednym z prekursorów był Matthew Fisher, zachęcam do poszukania pod jego nazwiskiem :)

Choć i ja nie posądzałem się o miłość do tego rodzaju tekstów, to ten przeczytałem zaskakująco płynnie i z przyjemnością :)

Niewątpliwie jest to tekst szczególny i musiałem poświęcić przynajmniej kwadrans na przemyślenie co chcę o nim napisać. Dysponujesz pięknym warsztatem i jest to największy atut. Wydaje mi się również, że ciężko jest opisać tekst-monolog i nie znudzić czytelnika, a Tobie to się, moim zdaniem, udało. Przyznam, że czasem opisy mnie przerastały i gdzieś na końcu na moment się zgubiłem, choć nie do tego stopnia, żeby pogorszyło to odbiór tekstu.

Twój język pasuje też moim zdaniem bardzo dobrze do samej fabuły i samotnej bohaterki. I pod tym względem nie domagałbym się więcej akcji i uważam, że jest to tekst dobry. Natomiast w samej treści mi czegoś brakuje. Być może dlatego, że nie zaskoczyło mnie zakończenie, bo bardzo spodziewałem się tego od pierwszego spotkania z Theo. Być może dlatego, że dość niedawno motyw miłości do stwórcy widziałem w serialu (Wychowane przez wilki), a wirtualną rzeczywistość sam dość lubię i często się z nią spotykam. Pech! Choć muszę powiedzieć, że mimo wszystko doceniam pomysł lub – po prostu nie miałem takiego efektu “wow”, czegoś co skłoniłoby do myślenia.

Podsumowując uważam tekst za naprawdę udany i po lekturze jestem pewien, że przy swoim warsztacie popełnisz jeszcze tekst istotnie wybitny :) Może przydałoby się faktycznie miejscami skrócić opisy, może zabrakło w fabule… Nie wiem. Ale uważam, że i tak było dobrze :)

Hej,

w wyjaśnieniu lekarki pada kilka zdań: że dopiero środowisko jest skończone, że fabuła, aktorzy – jeszcze nie są “nagrani”. I pisząc wyobrażałem sobie to jako test samego środowiska, ale być może niewystarczająco wyraźnie to ująłem.

Dzięki za przeczytanie i komentarz; i cieszę się, że pomysł i sam tekst przypadły do gustu :)

Również pozdrawiam

Tytuł bardzo clickbaitowy :P

Czytając byłem pod wrażeniem języka i bogatych opisów; kreacja bohaterów też całkiem dobra, humor dobry i nienachalny. Połączenie fantasy i czegoś w rodzaju Pogromców Duchów też całkiem ciekawe. Na początku spodziewałem się czegoś poważniejszego, ale ogólnie dobrze się czytało :)

Choć nie umiem pisać rymów,

piszę coś tu dla zasady:

Przeczytałem, [rym do “rymów”]

tekst był lekki i ciekawy

 

Lekki niedosyt związany ze światem na opak, chciałoby się spędzić tam chwilę dłużej, ale to co było – podobało mi się. Pomysł ciekawy, w miarę dobrze przedstawiony, humor mi się podobał, a scena aukcji chyba najbardziej :P

Klimatyczny tekst, a wspomnienie słów Szczepana na końcu bardzo przewrotne :) Szkoda tylko, że tak krótkie, bo aż prosiłoby się trochę tekst wydłużyć i pogłębić bohatera – a przynajmniej ja miałem wrażenie, że nie zawsze coś z retrospekcji wynikało. Jakbyś chciał w dość krótkim czasie opowiedzieć przy okazji opowiedzieć historię astronauty ruszającego na tą misję, a jednocześnie potraktowałeś to trochę po łebkach… Przynajmniej takie wrażenie zostawia scena z dzieciństwa, bo akurat pierwsza retrospekcja dobrze pasuje do tekstu.

Panie Domingo

Cieszę się, że i konstrukcja (nad którą długo dłubałem, żeby doprowadzić do odpowiedniego stanu), i samo zakończenie, i styl przypadły Ci do gustu ^^ Dziękuję za przeczytanie, komentarz i polecenie :)

Ambush

Istotnie, aż ciężko dobrze ubrać to w słowa. Nawiasem mówiąc (choć to trochę inny problem) zastanawiałem się jeszcze nad tym jak nieswojo musiałby się czuć w (nie)swoim ciele, z cudzymi ograniczeniami i rozwalonym życiem, nawet gdyby ostatecznie został w świecie żywych. Może kiedyś i do tego wrócę…

Tak czy inaczej pomysł od dawna chodził mi po głowie, więc niezmiernie się cieszę, że udało się go skutecznie zrealizować i skłonić do refleksji.

Jim

Miałem wątpliwości dotyczące tych Dziadów, ale skoro już druga osoba docenia, to może dobrze, że zostawiłem :P Dziękuję i również życzę powodzenia w konkursie (o ile w końcu skończysz swoją sławną betę xP )

Simeone

Sądziłem, że największą robotę zrobi właśnie zakończenie, więc skoro tekst podoba się mimo zakończenia i wciąga to… mimo wszystko chyba całkiem dobry komplement :) Dziękuję i też pozdrawiam

Dzięki za przeczytanie i szczególnie cieszę się, że stylizacja wyszła, mimo oczekiwań ;) Z twistem na pewno masz rację, w przyszłości będę uważał, żeby utwory lepiej domknąć i może czymś zaskoczyć.

A co do związku z tematem konkursu… Koniec końców mówi w pewnym sensie o ludzkim tworze (nawet jeśli natchniętym przez siły wyższe), który zapewnia koniec końców nieśmiertelność – więc właśnie tutaj widziałem ten kamień. Choć przyznam, że też miałem wątpliwości.

Dzięki za przeczytanie i komentarz :)

W sumie ciekawy pomysł, pewnie w takiej wersji bajka była ciekawsza. Tak czy inaczej przyszłości spróbuję pisać ciekawsze zakończenia ^^

To tak… Ogólnie czytało mi się to lepiej niż “Wyzwolenie Bobra”. Zarówno lepiej wczułem się w klimat i historię, jak i humor bardziej przypadł mi do gustu – o ile tam było go gęsto, to konkretnych “żartów” zapamiętałem niewiele, a tutaj sądzę, że będzie zdecydowanie więcej ;) Jedynym zgrzytem jest sama intryga, która momentami wypada groteskowo (łatwość, z jaką Grażyna przyznała się do winy; motyw Nakamury, który porywa dziecko, bo niszczą go rachunki za prąd xP ). Jest to też oczywiście element komiczny i nie wiem czy specjalnie zastosowany, ale mimo wszystko mi nie pasował do tekstu.

Mimo to podobało mi się bardziej niż “Wyzwolenie”, i to mimo przewagi zaskoczenia w tym pierwszym. Jeśli zamierzasz kontynuować (a spróbuj nie, to fandom Cię zje :P ) to na pewno otwiera nowe możliwości i pobudza apetyt. Z chęcią zobaczyłbym następne części, jak i również bardziej ambitne próby w twoim wykonaniu (pewnie w najbliższym czasie zajrzę w jakieś twoje starsze opowiadania i czegoś poszukam, więc jeśli któreś byś polecił, to też byłbym zobowiązany :) ). No i oczywiście pamiętaj, że teraz oczekiwania wobec Lowina będą rosły ;P

Poza tym, odnosząc się do wcześniejszych komentarzy, zostawienie Penny w moim odczuciu wyszło całkiem naturalnie.

GOCHAW – Dzięki za przeczytanie, cieszę się, że się podobał :)

regulatorzy – Jasne. Dziękuję za lekturę i mam nadzieję, że w przyszłości jednak przekonam cię innym utworem :)

Przyjemny tekst, oparty na dobrym pomyśle, poruszający istotny problem i zdecydowanie skłaniający do myślenia. Fabuła trochę prosta, ale to pewnie kwestia limitu.

Zakończenie, choć przy pierwszej lekturze zostawiła delikatny niedosyt (ciężko nawet wyjaśnić czym spowodowany), to przesłanie ma wymowne; o niesprawiedliwości i bezsilności jednostki wobec systemu. Podoba mi się.

Poza tym miałem moment zastanowienia, dlaczego ten system się trzyma, skoro tak łatwo jest go oszukać i zmienić (kod dostała od hakera, musiała się wysilić, żeby wejść, ale… wszystko jednak wydawało się proste. A skoro osób zmobilizowanych do tego powinno być bardzo dużo, to takich prób mogłoby być wiele).

Tym niemniej dziękuję za umilenie wieczoru :)

Pewnie będę się powtarzał, ale bardzo przyjemna lektura – przyziemna i zabawna. Konwencji zwierzęcej trzymałeś się bardzo spójnie, a przy tym co chwila czymś zaskakując. Bardzo dobrze skomponowała się z klimatami kryminałów noir (narracja pierwszoosobowa zdecydowanie!), które wyczułem nawet ja – a był to mój pierwszy przeczytany taki kryminał :P

Żeby specjalnie nie powtarzać już wymienionych tytułów, to z początku wydał mi się podobny do opowiadania „Cadbury: Bóbr, Któremu Brakowało” Dicka, choć tam skręciło to koniec końców w inną stronę (imho twój tekst zrealizował to, czego spodziewałem się po tamtym). Choć pewnie takie tytuły można mnożyć…

Tak czy inaczej brawo, na pewno jeszcze komuś polecę ten tekst :)

Przeczytałem i jestem zachwycony.

W zasadzie wszystko w nim gra. Narracja bardzo płynna, przeczytałem prawie jednym tchem. Problemów z połapaniem się gdzie jestem też nie miałem żadnych, a podejrzewam, że nie było to łatwe.

Pomysł i kompozycja to zdecydowanie jego największy atut, jak już wiele osób wspominało nasuwający skojarzenia z Dickiem. Wszystko opiera się w zasadzie na trzech prostych pomysłach – holo (choć w sporej mierze jako wypełnienie tła), a przede wszystkim omnipotentna Firma i tajemniczy złoty pył. A koniec końców, poza interesującą fabułą, dostajemy też kilka pytań o świat, rzeczywistość, społeczeństwo, nas samych…

Moim zdaniem trochę dało też nazewnictwo. Z jednej strony wymienieni z imienia bohaterowie, z drugiej enigmatyczna “Firma”, “Biały”, “Czarny”. Trochę przywołało mi skojarzenia z twórczością Kafki, ale przede wszystkim tworzy ten element niepokoju – a przy okazji ładnie gra z tym dziwnym-sennym klimatem.

Gratuluję :)

Asylum – W takim razie przykro mi :(

Wilku - Serdecznie dziękuję za komentarz (i za całą organizację konkursu). Zachowam to sobie jako cenną lekcję na przyszłość :)

Przyznam, że mi też nie przypadła do gustu narracja :/

Witam i cieszę się, że się spodobało ^^ . I tak, to akurat popełniłem celowo :)

A o “Błękitnym ptaku” dotąd nie słyszałem, ale może jeszcze kiedyś go obejrzę.

Miałem podobne odczucia jak nati-13-98, choć uważam, że wystarczyłoby popracować nad zakończeniem.

I przyznam, że choć w czasie czytania miałem trochę z tym problem, to z czasem chyba coraz bardziej doceniam wszystkie “Żabki”, “harnasie”, “browary” etc. Niespodziewane, ale budują tu trochę specyficzny klimat i rysują bohatera :)

Twist mi się spodobał :) Za to drobny problem mam z kompozycją – tekst pozostawia czasem wrażenie niedomkniętego. Poczynając od :

– Obiecałeś mi jedną, dowolną miksturę.

A na ogólnie rozumianym zakończeniu kończąc. Zostawiasz pytania bez odpowiedzi, ale nie czuję, żeby budowały one tekst w jakiś sposób.

O stylu i wszelkich innych błędach nie chcę się wypowiadać (bo i sam nie czuję się w tej sferze szczególnie kompetentny ;P) więc powiem tylko, że mi czytało się w miarę płynnie. Lekki zgrzyt miałem w sumie tu:

“Wielkie kamienne wrota roztopiły się od słów jego zaklęcia jak masło na rozgrzanej patelni.

Trochę nie pasuje chyba do klimatu pierwszej części tekstu.

 

Poza tym trochę rzeczy już wspomnianych (też zdarzyło mi się zgubić w dialogach), no i limit znaków, który dałoby się pewnie osiągnąć.

Hej,

nati-13-98 – Miło mi i cieszę się, że się spodobało :)

Adler – Rozumiem. Zresztą pisząc tekst miałem trochę świadomość, że ta specyficzna forma nie każdemu przypadnie do gustu (z różnych względów). Tak czy inaczej dziękuję, że przeczytałeś ^^

PanDomingo – Dzięki. Przyznam też, że o samym tytule nie myślałem w ten sposób (o katastrofach naturalnych, kosmitach etc.), raczej miał bezpośrednio nawiązywać do Apokalipsy św. Jana. Natomiast jeśli przywiodła takie skojarzenia, to bardzo dobrze :P

Ale koniec końców to mniej więcej jeden z tych rejonów, o których myślałem. Wszak nasze dzieje nie muszą skończyć się tragicznie, choć pewnie takie pozytywne zakończenia są zwykle nie tylko mniej prawdopodobne, ale i nudniejsze i ciężej je opisać w interesujący sposób.

No i rzeczywiście tego miłosiernego Boga z NT nie wyobrażałbym sobie jako niszczącego świat, stąd zapewne przywiódł mi skojarzenia z jakąś omnipotentną i dobrotliwą SI, która mogłaby jego zamiary rzeczywiście zrealizować. Choć można (mam nadzieję ;P) interpretować to dwojako – albo jako rzeczywistego sprawcę, który realizuje swój boski plan fizycznym narzędziem; albo też, mniej dosłownie, tylko jako symbol.

Outta Sewer – Jasne, rozumiem; jak wyżej liczyłem się trochę z tym. Być może rzeczywiście koniec końców w którymś miejscu forma okaże się jednak (a może i już okazuje), wbrew zamierzeniom, obciążeniem – bo i nie wychwalanie czegokolwiek było jej celem, więc jeśli rzeczywiście takie zostawia odczucia, to chyba znak, że źle rozłożyłem akcenty i będę musiał w przyszłości bardziej uważać. A być może faktycznie pozostała treść ma małą wartość… Tak czy inaczej dzięki za poświęcenie chwili czasu na przeczytanie i komentarz :)

Hej wszystkim jeszcze raz i dzięki za miłe powitanie :)

BasementKey Sam nie wiem szczerze mówiąc, szczególnie, że to z obcego języka ;P Ale wygląda w porządku

Hmm… Klimatycznie mi się podobało, dokładnie tak wyobrażałem sobie teksty do tego konkursu :P . Wydaje mi się, że bardzo sprawnie bawisz się postaciami z tamtej epoki :P W treści czegoś mi trochę brakuje, choć pewnie przez limit konkursowy nie da się rozpisać ;P Ciężko mi to ubrać w słowa, ale brakuje czegoś, co skłoniłoby mnie do refleksji, historia jako taka jakoś mnie nie porwała… Jako pojedyncze opowiadanie. Ale jeśli zamierzasz historię kontynuować, a do tego nawiązuje do starego opowiadania (które, swoją drogą, będę musiał teraz przeczytać :P ), to wygląda jak całkiem ładne spoiwo, uzupełnienie i zapowiedź.

Cześć :) Konto mam już niby dwa lata, ale dopiero teraz dojrzałem, by poważnie zbadać tą krainę. Piszę w wolnym czasie (czyli prawie wcale), do tego z domu jestem fizykiem, ale może do czegoś się przydam :)

Nowa Fantastyka