- Opowiadanie: kudłacz - Zaskakująca historia Jogi - czyli Vade-mecum innego świata

Zaskakująca historia Jogi - czyli Vade-mecum innego świata

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zaskakująca historia Jogi - czyli Vade-mecum innego świata

 

 

Lata i na ziemi nie pozostało wiele ze szczątek dawnej cywilizacji. Świat zmienił się i zamaskował wszelkie objawy choroby toczącej społeczeństowo i walkę z przedstawicielami sprawiedliwości – korupcji. Babcia mówiła, że cholera wie gdzie podziały się tamte czasy, ja myślę, że po prostu przeminęły i nie wrócą. Nie.

Rozlega się dudnienie bębnów i świat na chwile staje się kruchy i szklany – gotów rozpaść się pod każdym uderzeniem, ale nie rozpada się. Nie.

 

(Fragment ten początkowy powstał pod wpływem silnych czynników zewnętrznych – 31.04.2007)

 

 

Mieszkańcy miasta nieustannie szukali rozrywek innych niż świniobicie, grzybobranie, czy szafoty, a równocześnie – co jest wręcz paradoksalne – szukali z pokoju i egzystencjalnego Keterzis. Była to muzyka, a muzyka była to bardzo nietypowa i zaskakująca jak na prosty lud – muzyka bębnowa. Los nie był jednak na tyle łaskawy by nie zsyłać do Świniopaśnika – bo tak nazywała się wioska – ludzi, którzy woleli inne przejawy artyzmu. Więc zesłał.

Metropolia była jednym z pomniejszych miast w Jewishtown – wielkiej krainie pełnej niezwykłych ludzi, którzy nie lubili nudy i prac urzędowych, co prowadziło do niesłychanego wręcz bałaganu w kartotekach.

Wracając do naszego bohatera. Miał na imię Joga i nie lubił bębniarstwa. Zajmował się lutownictwem, a był prawdziwym wirtuozem, co przyniosło mu sławę i bogactwo. Ale ponieważ Świniopaśnikowianie nie znosili takiej muzyki to go wygonili do innego miasta – wioski Walhalla i tak się zaczęła historia Jogi.

 

(Pisałem o zachodzie słońca na parapecie – 7.05.2007)

 

 

Była to samotna

Pełna zła kraina

Świat go wykorzystał

Zostawił z bólem

Świat go wykorzystał

Choć mógł być królem

 

Szedł samotnie drogą

Między osadami

Wtem mu las jak syfon

Staje przed oczami

 

Samotność to jego brzemię w wędrówce

Dokuczała mu odkąd był w podstawówce

Zakochał się, lecz zawiódł miłością wkrótce

Bo nie była to miłość czysta

Nie była dla świata oczywista

Więc musiał jej powiedzieć asta la wista

 

Spotkał ją znowu na szlaku

W pogrzebowym orszaku

Szła jak panna młoda

Piękna, choć w połowie naga

Tak skończyła się jej życia saga

Jogę paliła zgaga…

 

(Impuls będący zabójstwem mojego jedynego przyjaciela ze starości „R.I.P Puszek 2005-2007” – 14.06.2008)

 

 

– Hej ty! Tutaj na chłodzie, zostawiony na samotność, starzejący się. Czujesz mnie?

– Tak to ja, a przy mnie twoja twarz.

– Z drogi śledzie bo karawan jedzie!

– Komu bije dzwon?

– Nie poznajesz?

– Poznaję… – choć próbował odepchnąć od siebie tę myśl, to była ona. Nauczycielka rachunków z którą uprawiał potajemny romans.

Odszedł zadumany.

 

(Muzyka mnie natchnęła – 8.09.2007)

 

 

 

Dotarłszy wreszcie do tajemniczej i wielkiej osady Wallhalla poczuł się na miejscu. Ludzie tu byli podminowani i grubiańscy, ale dało się z nimi żyć. Wszystko co cenili nosili przy sobie. Wszyscy mieli lutnie, nawet kobiety, co nie było spotykane w Jewishtown.

Centrum Walhali stanowiło opactwo w dębowym lesie, a las okroczony korkociągiem budynków był ciężki do sforsowania. Bał się, co przyniesie zdradliwy los. Później się okazało, że poniekąd niepotrzebnie.

 

(4.10.2007)

 

 

Potykając się o rynsztoki i stragany z warzywem i mięsiwem Joga dostał się w końcu do miejsca przeznaczenia – karczmy Czek. Oberżystą był tam miły, pulchny mężczyzna o orlim wzroku i imieniu Point.

– Gdzie tu można zjeść i wyspać się? – zapytał.

– Tu – odpowiedział.

– Ile kosztuje zupa i miejsce do spania? – kontynuował odpytywanie.

– 50 zł – również kontynuował.

– Nie mam grosza przy duszy.

– Ale masz lutnie.

– Nie ja jedyny. Zresztą nie sprzedam jej.

– Nie miałem nic złego na myśli.

– Wybacz.

– Nie ma za co.

– Miałem ci zaproponować, żebyś zarobił na to. Pracą.

– Dobra.

I zaczął grać. Długo i opętańczo. Dźwięki wylewały się z niego, a w końcu już tylko wypełzały resztką sił. Był to jednak pokaz wirtuozerii i dał radę. Najadł się i poszedł do sypialni, ale nie był tam sam…

 

(12.12.2007)

 

 

Kiedy wszedł do małego, pokoju i rzucił światło z oliwnej lampy dostrzegł ludzkie kształty.

– Kim jesteś – zapytał.

Nastało milczenie, po którym przerwał je miarowy chichot i chrząkanie. I ono ustało i rozległ się głos. Bardzo niski i niemal kobiecy.

„Przychodzę tu do ciebie

By przynieść ci wiadomość

Lecz najpierw proszę zgadnij

Co ze mnie za jegomość”

Zadumał się nad zagadką Joga, ale nie na długo, sądził bowiem, że była podchwytliwa. Szybko zsumował fakty: niemal kobiecy głos + mówienie o sobie w rodzaju męskim = …

– Jesteś Hermafrodytą.

„A ty mądry

I niezwykle rozsądny

Osąd twój bezbłędny

Więc oto moje wieści

Coś mi w głowie chrzęści

Więc obejdzie się bez części”

Nastrojowa pauza.

„Przychodzę w tej godzinie

By dać ci pouczenie

Idź do dębowego lasu

Spotkasz przeznaczenie

Jednak daj mi przyżeczenie

Że masz czyste sumienie”

Dał.

Hermafrodyta zniknęło.

 

(Inspirowany gawędami moich druhów bo pachu – 1.01.2008)

 

 

Las otwierał się przed nim jak ramiona starej babki plotącej minione prawdy o dawnych czasach. Wszedł jednak nie bojąc się konsekwencji. Los po raz drugi rzucił mu kłodę pod nogi – za pierwszym razem było to w dzieciństwie. Podniósł się szybko, mając nadzieję, że nikt nie zauważył.

Maszerował czas jakiś, aż napotkał przeszkodę w postaci wilka.

– Witaj wilku.

Wilk nie odpowiedział i choć Joga walczył ze sobą, by nie zwymyślać go od gburów to jednak odszedł.

Drugą przeszkodą była rzeka. Na jej brzegu stała owca.

– Witaj owco.

– Witaj Jogo. Jestem w trwodze. Help. – rzekła poliglotka.

– Ok. Pro publico bono. Ale musisz mi coś obiecać – nie zjesz mnie w trakcie przeprawy.

– Jasne.

Kiedy się przeprawiali – Joga z owcą na plecach – Owcy zamokła wełna i zwierze zrobiło się bardzo cięśkie, ale po drastycznej walce z samym sobą Joga zdecydował się by jej nie porzucić.

Była wdzięczna.

Trzeciej przeszkody nie napotkał i miał nadzieję, że nie nastąpi, ale jednak.

Oto otwierała się przed nim plantacje złotych jabłek. Kusiło (Joga miał nie do końca jasne pochodzenie), ale oparł się. Kiedy mara zniknęła i na jej miejscu pojawiło się opactwo w dębowym lesie po raz kolejny poczuł się na miejscu.

 

(Zostałem ojcem – 12.03.2008)

 

 

Wszedł do środka. Stał w nim mężczyzna odwrócony do niego plecami.

– Hej ty! Kim jesteś. Dlaczego mnie tu sprowadziłeś.

– Bo tak toczą się koleje…

– Losu.

– Tak.

– Więc ty jesteś…

– Losem.

– Tak.

– Sprowadziłem cię ty także w innym celu. Czuję się samotny, a ty jesteś najmędrszy z ludzi i wierzę, że pomożesz mi pisać historię. Ponadto pomyślnie przeszedłeś trzy moje próby.

– Zrobię to.

– Po co ta agresja? Na początek poznajmy się lepiej. Moja mama mówiła, że ludzi najlepiej poznaje się przy partyjce pokera.

– Och… mądra.

– Ale rozrzutna. Dość plotek. Pomóż mi podejść do stolika, niedowidzę.

Pomógł, a ślepy los rozdał karty.

 

(Dostałem się na UJ! – 12.08.2008)

 

Metaforyczny krąg życie przedstawił – emomariusz89

 

Koniec

Komentarze

Ciekawy pomysł z pamiętnikarskimi komentarzami.

Babska logika rządzi!

Fajne :)

A dziękuję, dziękuję. Miło mi to słyszeć. Niestety bardzo szybko poleciałem w dół :/ mam taką cichą nadzieję, że mimo wszystko jeszcze parę osób to przeczyta…

Tak to jest z konkursami :(

No, zwłaszcza z tymi schooterami. Jednocześnie podwieczorek i grafomania, i mamy 100 tekstów na godzinę :P

Zauważyłam ;)

Cholercia, strasznie dużo tu fizolofii – ja nie bardzo kumam te teksty, ale i tak wydaje mi się, że niezłe.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Widać nowego pomysła co Ci zaświtał i postanowiłeś napisać go nie tak jak wszyscy tylko inaczej od nich. No i Ci się udało, bo nie dosyć, że opisałeś zainteresowaną historię tego co nie chciał podbijać bębenka ani też bębnić jak inne, a wolał lutniczyć. I dobrze mu szło. I dobrze. Bardzo mnie ujmało , że rozmaiciłeś swój tekst opowiadania wierszami pięknymi i pasującymi do treści. Nie każdemu tak się umie. Tobie się umiało. I podobało mi się jak Joga spotkał zwierzątka i się z nimi borykał ale bardziej z owieczką, ale się udało i nie było więcej przeszkód. A jak mówisz ze zostałeś ojcem, to mi się wydaje, że teraz dziecek już całkiem galanty.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wzorowałem się na najlepszych. Weltschmerz chciałem między innymi pokazać, ale także wędrówkę i nieuniknioność człowieczego losu.

Nowa Fantastyka