- Opowiadanie: Zanais - Jerzy i kobiety

Jerzy i kobiety

Ot, zda­rzy­ło się mi na­pi­sać szor­cik.

 

Po­dzię­ko­wa­nia dla Ge­ki­ka­ry za rzut okiem.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Jerzy i kobiety

Świa­tło w domu Je­rze­go Ja­siń­skie­go zga­sło do­pie­ro o trze­ciej w nocy.

Od­cze­ka­łem dla pew­no­ści jesz­cze go­dzi­nę, ob­ser­wu­jąc księ­życ przez szybę i wy­stu­ku­jąc pal­ca­mi Turn into Earth The Yard­birds.

Trzy dłu­gie od­de­chy dla uspo­ko­je­nia.

La­teks strze­lił, gdy za­kła­da­łem rę­ka­wicz­ki. Po wyj­ściu z sa­mo­cho­du roz­pro­sto­wa­łem nogi. Spę­dzi­łem pięć go­dzin na skó­rza­nym fo­te­lu, mając za to­wa­rzy­stwo je­dy­nie ka­nap­kę i dwa cze­ko­la­do­we wa­fel­ki, któ­rych nie po­wi­nie­nem jeść ze wzglę­du na pod­wyż­szo­ny cu­kier. Kiedy masz sześć­dzie­siąt lat na karku, a więk­szość życia spę­dzi­łeś za biur­kiem, ciało staje się twoim wro­giem.

Po­sia­dłość Ja­siń­skie­go stała sa­mot­nie na obrze­żach Szcze­ci­na, tuż obok mało uczęsz­cza­nej drogi. Je­dy­nym za­bez­pie­cze­niem zdawało się gu­stow­ne, me­ta­lo­we ogro­dze­nie.

Je­dy­nym wi­docz­nym dla ludzi po­zba­wio­nych ta­len­tu…

Zaj­rza­łem w pod­świat. Po­se­sja roz­bły­sła pa­sma­mi ko­lo­rów. Magia przy­bie­ra różne formy, dla mnie to wstę­gi sple­cio­ne razem w pętle i węzły. Uczy­łem się je wią­zać przed czter­dzie­stoma laty, kiedy ka­ma­ry­la sku­pio­na wokół księ­cia Au­re­liu­sza wie­rzy­ła jesz­cze w mój po­ten­cjał. Póź­niej stało się jasne, że po­mi­mo wielu mie­się­cy ćwi­czeń mam tylko jeden ta­lent.

Po­tra­fię na krót­ko ni­we­lo­wać magię.

– Nisz­czyć jest za­wsze ła­twiej niż two­rzyć – po­wta­rza­li ze wzgar­dą inni adep­ci. – Ale ty nie umiesz nawet zła­mać naj­prost­sze­go za­klę­cia. Co z cie­bie za po­ży­tek?

Mieli rację.

Za­mie­ni­łem ta­jem­ne ar­ka­na na chłod­ną lo­gi­kę liczb. Zo­sta­łem mło­dym księ­go­wym, póź­niej star­szym księ­go­wym z po­stę­pu­ją­cą ły­si­ną i wy­sta­ją­cym brzusz­kiem. Ta­kich jak ja nie do­strze­ga się na ulicy lub za­po­mi­na po kilku se­kun­dach. Ja­kimś cudem po­zna­łem ko­bie­tę na wie­czor­ku ta­necz­nym w Ko­ło­brze­gu. Do­cze­ka­li­śmy się córki. Zmie­ni­ła wszyst­ko.

Za­klę­cia ochron­ne cią­gnę­ły się od bramy, przez bru­ko­wa­ną ścież­kę, aż do domu. Pu­łap­ki, alar­my, znie­chę­ca­cze, klą­twy… Dużo klątw pa­skud­ne­go ro­dza­ju.

Chwy­ci­łem od­po­wied­nią wstąż­kę i prze­su­ną­łem. Czar za­mi­go­tał, wra­ca­jąc po­wo­li do pier­wot­ne­go wzoru jak ści­śnię­ta gąbka; w tym cza­sie zro­bi­łem krok. Ko­lej­ne za­klę­cie, ruch siłą woli, na­stęp­ny krok. Drugi. Trze­ci. Li­czy­łem uniesz­ko­dli­wio­ne pu­łap­ki dla samej sa­tys­fak­cji. Za­wo­do­wy nawyk.

Pięć­dzie­siąt dwa czary póź­niej do­tar­łem do drzwi i na­ci­sną­łem klam­kę. Otwar­te. Jerzy cał­ko­wi­cie ufał swej magii. Poza tym, kto od­wa­żył­by się pod­nieść rękę na pro­te­go­wa­ne­go księ­cia Au­re­liu­sza? Ja­siń­ski – spe­cja­li­sta od magii mi­ło­snej. Czło­wiek, który co­dzien­nie mógł przy­pro­wa­dzać do domu nową ko­bie­tę. Dwie lub trzy? Też nie pro­blem. Po­ten­cjal­ni wro­go­wie księ­cia mu­sie­li się li­czyć z tym, że bli­skie im osoby po­ko­cha­ją kogoś wska­za­ne­go przez Je­rze­go.

Mi­łość nie wy­bie­ra. Robi to Ja­siń­ski.

Włą­czy­łem la­tar­kę. Wnę­trze domu wy­glą­dało jak mu­zeum kiczu: ko­ry­ta­rze wy­ło­żo­ne fu­tra­mi o dłu­gim wło­siu, czer­wo­ne szaf­ki, na ścia­nach zmy­sło­we akty wi­sia­ły obok wy­uz­da­nych zdjęć.

Ile ko­biet wę­dro­wa­ło tym ko­ry­ta­rzem z wła­snej woli, a ile z ser­cem otu­ma­nio­nym magią jak ta­blet­ką gwał­tu? To nie brud­na ne­kro­man­cja czy sza­lo­na de­mo­no­lo­gia budzą we mnie naj­więk­szą od­ra­zę, ale wła­śnie mi­ło­sne czary, któ­rych nie­czu­ły przy­mus od­bie­rał wol­ność wy­bo­ru, już na za­wsze zo­sta­wia­jąc szra­my na duszy. Ja­siń­ski lubił życie play­boya, de­lek­to­wał się wła­dzą. Elik­si­ra­mi i uro­ka­mi znie­wa­lał ko­bie­ty – naj­czę­ściej wy­bra­ne przy­pad­ko­wo – a potem wy­ko­rzy­sty­wał i po­rzu­cał. Nawet adept­ki nie były bez­piecz­ne, choć ofi­cjal­nie pod­nie­sie­nie ręki na in­ne­go znaw­cę magii ka­ra­no nad­zwy­czaj su­ro­wo. Wy­obra­żam sobie, jak tłu­ma­czył się Au­re­liu­szo­wi:

– Zro­zum, mój panie, muszę wie­dzieć, czy nowe spe­cy­fi­ki po­ra­dzą sobie z ochron­ny­mi gli­fa­mi. Jak ina­czej mogę gro­zić twym ry­wa­lom?

Pięć lat temu zna­la­złem He­le­nę. Chcia­ła zo­stać uczen­ni­cą Je­rze­go, po­sia­da­ła dryg do mi­ło­snej magii, ale naj­wy­raź­niej Ja­siń­ski nie był za­in­te­re­so­wa­ny. Może oba­wiał się kon­ku­ren­cji? Za­miast zwy­kłej od­mo­wy, uczy­nił ją ko­lej­ną ofia­rą. Znu­dzi­ła mu się po dwóch mie­sią­cach. Przez długi, długi czas nie wra­ca­ła do za­klęć mi­ło­snych.

Na pię­tro pro­wa­dzi­ły drew­nia­ne scho­dy. Sta­wia­łem ostroż­nie kroki, na­słu­chu­jąc, czy któ­ryś ze stop­ni nie za­trzesz­czy od­wiecz­nym zwy­cza­jem sta­re­go drew­na. Ja­siń­ski był wy­spor­to­wa­ny, wzmoc­nio­ny magią. Za­bił­by mnie bez trudu.

Ko­ry­tarz pro­wa­dzą­cy do sy­pial­ni Jerzy zmie­nił w małą świą­ty­nię ku wła­snej czci. Me­da­le i tro­fea z za­wo­dów pły­wac­kich błysz­cza­ły w pod­świe­tla­nych ga­blo­tach. Jeden obraz za­trzy­mał mój wzrok na dłu­żej: Ja­siń­ski po­zu­ją­cy z ksią­żę­cą parą. Ulu­bie­niec, pu­pi­lek, przy­ja­ciel ro­dzi­ny. Uśmiech­nię­ty peł­nią szczę­ścia. Obok Au­re­liusz z wład­czo unie­sio­ną głową. Nawet po­zu­jąc, trzy­mał dłoń na ra­mie­niu żony jak kon­kwi­sta­dor na zdo­bycz­nym zło­cie. Wera, pięk­na Wera. Nie­je­den mag, za­du­fa­ny we wła­snej mocy, zni­kał bez śladu z po­wo­du nie­sto­sow­ne­go gestu lub spoj­rze­nia w stro­nę księż­nej. Trzy lata śle­dzi­łem każdy jej krok. Lu­bi­ła po­dró­żo­wać, więc też po­dró­żo­wa­łem. Lu­bi­ła eg­zo­tycz­ne ku­ror­ty, więc i ja za­cią­ga­łem po­życz­ki, by wy­po­czy­wać w po­bli­żu – mały, nie­po­zor­ny czło­wie­czek wśród pięk­nych, opa­lo­nych, uśmiech­nię­tych gości. W końcu do­pi­sa­ło mi szczę­ście. Gdy w Marsa Alam, prze­wró­ciw­szy się o luźną płyt­kę przy ba­se­nie, księż­na roz­cię­ła wargę, oczy­wi­ście, byłem w po­bli­żu. Ochro­nia­rze stło­czy­li się wokół niej jak gwar­dia przy ra­nio­nej kró­lo­wej, skwa­pli­wie wy­cie­ra­jąc za­krwa­wio­ną po­sadz­kę, ale jed­nej kro­pli nie za­uwa­ży­li. Kap­nę­ła na moją stopę. Krew ma wiel­ką moc.

Ta kro­pla była wszyst­kim, czego po­trze­bo­wa­łem.

Przed drzwia­mi sy­pial­ni na­po­tka­łem wy­jąt­ko­wo trud­ną plą­ta­ni­nę klątw na­tych­mia­sto­wych. Na­sy­co­no nimi drew­no, ka­mień i po­wie­trze, a potem ostroż­nie wy­peł­nio­no mi­kro­za­klę­cia­mi alar­mo­wy­mi. Wy­łą­czy­łem la­tar­kę. Nie­któ­re wstę­gi widać le­piej w na­tu­ral­nym świe­tle. Pra­co­wa­łem ponad go­dzi­nę w zim­nym bla­sku księ­ży­ca, do­bie­ga­ją­cym zza po­je­dyn­cze­go okna na końcu ko­ry­ta­rza. Po­trak­to­wa­łem te klą­twy jak długi ciąg liczb, szu­ka­ją­cych od­po­wied­nie­go miej­sca w ta­be­li. Dło­nie pod la­tek­sem mia­łem śli­skie, kil­ku­krot­nie wy­cie­ra­łem czoło chu­s­tecz­ką.

Zanim roz­plą­ta­łem ostat­ni czar, pierw­szy już nie­mal ak­ty­wo­wał się po­now­nie. Czym prę­dzej wsze­dłem do sy­pial­ni Je­rze­go.

Aro­mat drze­wa ce­dro­we­go z wy­pa­lo­nych ka­dzi­de­łek mie­szał się z kwa­śną wonią potu. Łóżko było ogrom­ne, zdo­bio­ne ry­ci­na­mi nimf i sa­ty­rów, od­da­ją­cych się za­sty­głej w cza­sie ko­pu­la­cji. Mu­sia­łem po­dejść bli­żej, aby roz­po­znać syl­wet­ki le­żą­ce w zmię­tej po­ście­li. Dwie ko­bie­ty z od­kry­ty­mi pier­sia­mi i Ja­siń­ski na skra­ju łóżka. Spał na ple­cach, z bło­gim, speł­nio­nym, zmę­czo­nym pół­u­śmiesz­kiem.

Po­ki­wa­łem głową. Moje za­da­nie wła­śnie zro­bi­ło się nieco ła­twiej­sze.

Spod to­a­let­ki wy­cią­gną­łem ta­bo­re­cik z mięk­kim sie­dzi­skiem, po­sta­wi­łem go – bar­dzo cicho i ostroż­nie – przy łóżku, po czym usia­dłem.

Zdją­łem oku­la­ry, by roz­ma­so­wać na­sa­dę nosa.

Nie je­stem mor­der­cą. Brzy­dzę się prze­mo­cą, ale są pewne czyny, które prze­kra­cza­ją gra­ni­ce wy­ba­cze­nia. Zda­rze­nia tak ohyd­ne, że ranią duszę, do­pó­ki nie do­cze­ka­ją się spra­wie­dli­wo­ści.

Wy­obra­zi­łem sobie szczu­płą bru­net­kę, jak uśmiech­nię­ta i roz­grza­na prze­kra­cza próg sy­pial­ni, chło­nąc spoj­rze­niem gład­ką twarz Je­rze­go. Jak po­spiesz­nie, nie­zdar­nie, zrzu­ca z sie­bie ubra­nie, bie­li­znę, potem prze­cią­ga się na bia­łym prze­ście­ra­dle i czeka, aby Jerzy zro­bił z nią, co­kol­wiek przyj­dzie mu do głowy. Ja­siń­ski ob­li­zu­je usta, a nie­dłu­go póź­niej sy­pial­nię wy­peł­nia­ją jęki speł­nie­nia; złota ob­rącz­ka na palcu dziew­czy­ny błysz­czy w świe­tle lamp­ki.

Czy tak było przed pięt­na­stu laty? Długo za­sta­na­wia­łem się, czy Jerzy wy­brał moją córkę ze wzglę­du na mnie, z po­wo­du ja­kiejś za­po­mnia­nej urazy.

Nie.

Wy­brał Ali­cję przy­pad­kiem. Miała pecha. Nie­wła­ści­we miej­sce i czas.

Mi­strzow­sko rzu­co­ne­go mi­ło­sne­go czaru nie spo­sób od­czy­nić, a od­trą­co­na przez rzu­ca­ją­ce­go ofia­ra cier­pi, jakby wy­rwa­no jej duszę.

Krót­ko­trwa­łe mał­żeń­stwo Ali­cji z chło­pa­kiem, któ­re­go na­praw­dę ko­cha­ła, roz­pa­dło się jak wieża z kloc­ków. Uczu­cio­wa ka­tor­ga za­da­na przez Je­rze­go do­pro­wa­dzi­ła ją do dwóch prób sa­mo­bój­czych i po­by­tu w za­kła­dzie psy­chia­trycz­nym. Do­pie­ro za­czy­na na nowo ufać lu­dziom.

Zaj­rza­łem w pod­świat. Wstę­gi magii owi­ja­ły Je­rze­go jak ban­da­że kró­lew­ską mumię. Od­szu­ka­łem nitki cza­rów ochron­nych i za­czą­łem roz­pru­wać zło­żo­ną plą­ta­ni­nę.

Z kie­sze­ni wy­cią­gną­łem fla­ko­nik. W środ­ku pły­wa­ła po­je­dyn­cza kar­ma­zy­no­wa kro­pla. Spra­wie­dli­wość. He­le­na dla tej kro­pli wró­ci­ła do po­rzu­co­nej magii. Wy­ko­rzy­sta­ła krew Wery – dla sie­bie, dla Ali­cji i dla setek in­nych. Sły­szysz, Ja­siń­ski? Ko­bie­ty staną się twą zgubą. Ja tylko do­star­czam ze­mstę.

Czer­wo­ny płyn za­mi­go­tał na war­dze Je­rze­go i spły­nął mię­dzy zęby.

Od­sta­wi­łem ta­bo­re­cik, roz­po­czą­łem mo­zol­ne roz­plą­ty­wa­nie cza­rów, aby wró­cić do sa­mo­cho­du.

Jutro Ja­siń­ski po­czu­je coś no­we­go. Przy­po­mni sobie chwi­le, gdy roz­ma­wiał z księż­ną, gdy zbli­żał usta do jej dłoni, gdy roz­ma­wiał z nią przy kie­lisz­ku szam­pa­na. Te wspo­mnie­nia za­ci­sną się na jego sercu jak roz­grza­ny łań­cuch. I wtedy Ja­siń­ski zro­zu­mie, że nie­zli­czo­ny za­stęp ko­cha­nek tak na­praw­dę się nie liczy, ważna jest tylko mi­łość do Wery.

Ta mi­łość wy­buch­nie jak wul­kan i wy­peł­ni go ca­łe­go.

A Au­re­liusz to za­zdro­sny mąż.

Koniec

Komentarze

No i mamy kryminałek… Zabójstwo cudzymi rękami. Po co brudzić własne?

Mile zdziwiło mnie, że nie szło o żonę lub kochankę, lecz o pomszczenie córki.

Aha, i jeszcze słówko o czarach. Ciekawie i ładnie prezentują się w oczach bohatera.

Ale fajną urban fantasy napisałeś! Ze znanych motywów złożyłeś intrygującą, świeżą całość, z pomysłem wykorzystując ideę (wcale nie dla wszystkich piszących podobną fantasy oczywistą), że zaklęcia miłosne są formą de facto przemocy, bo zmuszają kogoś do uczuć. Mam ogromną słabość do motywu cierpliwego mściciela, czekającego dłuugo, by zemstę smakować na zimno, a ty go bardzo fajnie ograłeś – dałeś tę rolę nie fascynującemu bohaterowi a la hrabia Monte Christo, nie geniuszowi zła ani bohaterowi ukrywającemu przed światem niezwykły talent, tylko zwykłemu szaraczkowi z bardzo mocną motywacją. Dobry tekst!

Pomysłowe i ładnie napisane. Ojciec dokonujący ukarania Jerzego budzi sympatię czytelnika i obawę, że mogłoby mu się nie udać. W sam raz prędkość fabuły, nie za szybka i nie za wolna, dostosowana do opisywanych działań.

Wyobraziłem sobie szczupłą brunetkę, jak uśmiechnięta i rozgrzana przekracza próg sypialni, chłonąc spojrzeniem gładką twarz Jerzego. Jak pospiesznie, niezdarnie, zrzuca z siebie ubranie, bieliznę, potem przeciąga się na białym prześcieradle i czeka, aby Jerzy zrobił z nią, cokolwiek przyjdzie mu do głowy. Jasiński oblizuje usta, a niedługo później sypialnię wypełniają jęki spełnienia; złota obrączka na palcu dziewczyny błyszczy w świetle lampki.

Naprawdę w takich szczegółach wyobraża sobie i roztrząsa de facto gwałt na własnej córce? Hmm….

 

Środek domu wyglądał jak muzeum kiczu

Raczej “wnętrze domu”.

 

Zaciekawiło, wciągnęło i nie zawiodło. Podoba mi się, że ta zemsta jest nie do końca dopowiedziana. Tzn. bohater realizuje swój plan, ale już w domyśle pozostaje, jak dokładnie Aureliusz rozprawi się z Jasińskim.

 

Hej, szybko przeczytaliście ^^

 

AdamKB

Stary i schorowany człowiek bez koneksji musi radzić sobie w inny sposób ;) Miłość ojcowska wydawała mi się tutaj bardziej na miejscu – może się starzeję, ale dramat córki jakoś bardziej do mnie przemawia niż kolejna skradziona żona/dziewczyna.

Miło mi, że opis czarów wyszedł ciekawie :)

Pozdrawiam!

 

Ninedin

Dzięki! Ja i znane motywy to chyba standard… ;) Ten szaraczek jednak niezwykły talent posiada, bo inaczej wyszłaby historia opowieść obyczajowa (zresztą łatwo ją przerobić). 

Pozdrawiam :)

 

Misiu

Miło mi, że się spodobało. W końcu coś innego niż horror, prawda? ;) Obawiałem się, że fabuła będzie trochę za wolna, bo ani dialogów, ani akcji – tylko spokojna, zaplanowana zemsta.

Dzięki za lekturę.

 

mindenamifaj

Naprawdę w takich szczegółach wyobraża sobie i roztrząsa de facto gwałt na własnej córce? Hmm….

Tak! Właśnie wtedy. To człowiek, który długo czekał na zemstę. Człowiek, który w końcu wymierza sprawiedliwość. Do tej pory żył spokojnie, z dala od przemocy, a teraz ma zamiar (pośrednio, ale jednak) dokonać morderstwa. Motywuje się, ale i delektuje tą chwilą, uwieńczeniem wieloletnich starań.

Cieszę się, że szorcik nie zawiódł Twoich oczekiwań. Zemsta nadejdzie, ale bohater tylko wprawia ją w ruch. Z pewnością nikt już o Jerzym nie usłyszy ;)

Pozdrawiam i błąd poprawiam!

Tak! Właśnie wtedy. To człowiek, który długo czekał na zemstę. Człowiek, który w końcu wymierza sprawiedliwość. Do tej pory żył spokojnie, z dala od przemocy, a teraz ma zamiar (pośrednio, ale jednak) dokonać morderstwa. Motywuje się, ale i delektuje tą chwilą, uwieńczeniem wieloletnich starań.

Tak, rozumiem zamysł. Nie chodziło mi to, że to zły moment na roztrząsanie, tylko że samo roztrząsanie jest z lekka niestosowne. W moim odczuciu jest coś nieprzyzwoitego (nie wiem, czy to właściwe słowo, ale lepszego nie znajduję) w tym, że tak szczegółowo wizualizuje sobie własną córkę w trakcie aktu seksualnego. Ale może się czepiam, sama nie wiem.

 

Dawno ci nie marudziłem. Stęskniłeś się?

 

Z początku naprawdę chciałem chwalić tego szorta. Ale coś mnie w nim uwierało, choć nie mogłem dojść co. Przeczytałem go drugi raz, przemyślałem sobie sprawy… No i się posypało. Okazało się bowiem, że uwierała mnie fabuła. Ale, plot twist, jest to mankament, który zaowocuje pochwałą.

Zwykle konkrety zostawiam na koniec, ale tym razem pozwolę sobie od nich zacząć:

Później stało się jasne, że pomimo wielu miesięcy ćwiczeń mam tylko jeden talent.

Potrafię na krótko niwelować magię.

Tu widzę dwie możliwości. Albo to coś pospolitego, co potrafi wiele osób – ale w takim przypadku jaki sens zabezpieczać dom magią, skoro każdy partacz bez szkoły da radę zabezpieczenia rozbroić? Albo jest to coś rzadkiego lub wręcz unikatowego – ale wtedy powinno budzić ciekawość na uczelni, być obiektem badań, a może i stać się obiektem zainteresowania wojska lub wywiadu. Bo przecież już niedługo pokażesz nam, że to szalenie użyteczna umiejętność, gdy chcemy wejść gdzieś i nie zostawić śladów.

Pięćdziesiąt dwa czary później dotarłem do drzwi i nacisnąłem klamkę. Otwarte.

Dość beztroska ofiara. Ale niech tam, pewność siebie zgubiła niejednego. Problem w tym, że sprawca też dość beztroski – bo co, gdyby jednak było zamknięte? Albo gdyby ofiara wstała na siku? Ogólnie cały zamach toczy się aż podejrzanie gładko.

Trzy lata śledziłem każdy jej krok. Lubiła podróżować, więc też podróżowałem. Lubiła egzotyczne kurorty, więc i ja zaciągałem pożyczki, by wypoczywać w pobliżu – mały, niepozorny człowieczek wśród pięknych, opalonych, uśmiechniętych gości.

Piszesz gdzieś tam, że bohater taki niepozorny, nie rzuca się w oczy. Ale w takim towarzystwie? Powinien odstawać jak karaluch na torcie ślubnym. Nie mówiąc już o tym, że każdy ochroniarz wart ciemnych okularów i zestawu słuchawkowego powinien zauważyć, że jakiś typ kręci się wokół szefowej od kilku lat.

Gdy w Marsa Alam, przewróciwszy się o luźną płytkę przy basenie, księżna rozbiła wargę, oczywiście, byłem w pobliżu. Ochroniarze stłoczyli się wokół niej jak gwardia przy ranionej królowej, skwapliwie wycierając zakrwawioną posadzkę, ale jednej kropli nie zauważyli. Kapnęła na moją stopę.

Byłem w pobliżu… No bliżej niż jakieś półtora metra raczej nie podszedł, bo ochroniarze by go nie dopuścili. A żeby krew chlapnęła na półtora metra to by musiała chyba kijem w zęby dostać… Nie mówiąc już o tym, że trzeba mieć niezłego pecha, żeby się poślizgnąć i przyłożyć buzią o ziemię tak, że pęknie warga – zwykle ludzie amortyzują upadek rękami lub choć obrócą głowę bokiem, żeby zderzenie mniej bolało.

Swoją drogą – jaki w ogóle tu był plan? Zamierzał za nią chodzić, aż uda mu się zdobyć jej krew? W społeczeństwie, gdzie robi się wszystko, by do tego nie dopuścić i jednocześnie nie robiąc nic w tym celu, poza czekaniem? Równie dobrze mógłby się zestarzeć, zanim by mu się udało.

Pokiwałem głową. Moje zadanie właśnie zrobiło się nieco łatwiejsze.

Bo cel spał? Gdyby nie spał, to bohater by po prostu zginął, pisałeś o tym.

(EDIT

A co, gdyby szanowny pan Jerzy spał na brzuchu lub na boku? Ciężko byłoby go wtedy otruć)

 

Każdy z tych czepów jest w zasadzie drobny. Ale po złożeniu ich do kupy okazuje się, że taki a nie inny przebieg zdarzeń jest bardzo mało prawdopodobny. Że wszyscy grzecznie postępują wedle scenariusza, żeby bohater mógł się zemścić. I to właśnie mnie uwierało – gdy odkryłem, o co chodzi, stwierdziłem nagle, że ta fabułą jest mocno naciągana.

I teraz plot twist – przy pierwszym czytaniu tego nie zauważyłem, przynajmniej nie wprost, a zwykle wyłapuję tego typu rzeczy. Ale prowadzisz opowiadasz tą historię jak iluzjonista wykonujący sztuczkę – cały czas kierujesz uwagę czytelnika na rzeczy ważne dla historii, a odwracasz ją od dziur i szyć. Wspaniałe użycie “oka narracji” by ukryć niedogodne fakty – jestem szczerze zdumiony, jak sprawnie ci to wyszło.

A kiedy już dać się porwać opowieści i nie zwracać uwagi na dym i lustra, to mamy tu naprawdę sympatyczną historię pomysłowej zemsty. Opowiedzianą z werwą, językowo bardzo sprawną i technicznie przemyślaną – odsłaniasz kolejne fakty w takim tempie, by utrzymać zainteresowanie czytelnika, ale jednocześnie nie zanudzić go infodumpem.

Więc trochę kręcę nosem, ale jednocześnie jestem pełen podziwu.

Sympatyczna historia. Czytając, nie zwróciłam uwagi na czepy, które znalazł None, ale ma sporo racji. Szczególnie ze zdobyciem krwi księżnej. Może nieuważny ochroniarz, który spuścił mopa na chwilę z oczu? Leżąca przy talerzyku serwetka, na której ktoś na moment położył szmatkę po wycieraniu krwi?

Kibicowałam bohaterowi, miał szlachetne motywy.

A stosunek do czarów miłosnych taki sam, jak w Harrym Potterze.

Babska logika rządzi!

None czepia się słusznie (zwłaszcza zbliżenia się bohatera do księżnej), ale mnie ujął nostalgicznie nastrój jak z systemu World of Darkness, z tymi kamarylami, książętami, mocą kropli krwi i tak dalej. Grywałeś?

Plus historia o zemście zawsze na propsie.

http://altronapoleone.home.blog

Cześć,

 

przeczytałam w dzień publikacji, teraz mam chwilę na komentarz ;)

 

zastanowiło to:

Potrafię na krótko niwelować magię.

Na krótko jest oczywiście bardzo względne, ale bohater się niczym nie wyróżniał, więc i to krótko powinno być właśnie… krótkie. A tutaj fru przez 52 różne czary + zabezpieczenia w domu i nic. Jasne, gdzieś tam piszesz, że gdy skończył pracować nad ostatnim, to pierwszy niemal się aktywował. No ale musiał je jeszcze obrobić w drodze powrotnej:

Odstawiłem taborecik, rozpocząłem mozolne rozplątywanie czarów, aby wrócić do samochodu.

A w tym czasie Jasiński cały czas smacznie śpi. 

 

Poza tym, jak one miałyby działać. 52 czary, niwelowane jeden po drugim, to trochę przypomina mi escape room, a nie posiadłość maga. Są, że tak to określę, punktowe

 

Chyba to mi najmocniej zgrzytało, ale poza tym czytało się przyjemnie, a twist z księżną na plus

 

pozdrawiam

OG

Hej, hej

Jestem w końcu. Zabieganym ostatnio.

 

None

Dawno ci nie marudziłem. Stęskniłeś się?

Dobra krytyka zawsze w cenie.

Okazało się bowiem, że uwierała mnie fabuła. Ale, plot twist, jest to mankament, który zaowocuje pochwałą.

Zaciekawiłeś mnie ;)

Z początku chciałem wyjaśniać każdy czep oddzielnie, ale potem doszedłem do wniosku, że to w sumie nie ma sensu, bo chodzi o jedno i to samo.

Tak, pisząc postać bohatera – a raczej jego umiejętność specjalną – pomyślałem, że to nadzwyczaj wygodne, iż ma akurat tę zdolność. I co? I tak napisałem z pełną premedytacją ;P

Patrząc dalej na te czepy, nie mam co się z nimi nie zgadzać. To takie filmowe “wszystko w idealnym momencie”. Spanie na plecach, otwarte drzwi, wypadek księżnej… Każdy element prowadzi do tego, aby bohater wykonał swoją zemstę. Racja. To było pisane ze znajomością końca i dopasowywaniem początku oraz środka. Nie przemyślałem wszystkich i choć mógłbym ich bronić, to nie ma sensu – tłumaczenia byłyby dziwne i wymagające domysłów.

I teraz plot twist – przy pierwszym czytaniu tego nie zauważyłem, przynajmniej nie wprost, a zwykle wyłapuję tego typu rzeczy. Ale prowadzisz opowiadasz tą historię jak iluzjonista wykonujący sztuczkę – cały czas kierujesz uwagę czytelnika na rzeczy ważne dla historii, a odwracasz ją od dziur i szyć.

Chyba ta opowieść wymaga znacznie większego zawieszenia niewiary niż moje inne historie ;)

Więc trochę kręcę nosem, ale jednocześnie jestem pełen podziwu.

Ale to kręcenie nosem jest bardzo w cenie. Będę pamiętał o tym, pisząc kolejne obyczajówki. Mam wrażenie, że czasem mi łatwiej się poruszać w zupełnie wymyślonym świecie niż w naszym.

Serdecznie dziękuję. To jest właśnie konstruktywna krytyka!

Pozdrawiam :)

 

Finklo

Ma rację None, oj, ma. Pewnie można te niedostatki wygładzać i tłumaczyć, ale nie ma tego w historii, a czytelnik nie jest od tego, aby sobie dopowiadać.

Kibicowałam bohaterowi, miał szlachetne motywy.

Cóż to byłaby za zemsta, gdyby nie miał szlachetnych motywów? :P

A stosunek do czarów miłosnych taki sam, jak w Harrym Potterze.

Kurczę, nie czytałem Harrego Pottera. Jakoś przebrnąłem przez filmy. No i pisząc, na niesamowitą oryginalność nie liczyłem.

Dzięki i pozdrawiam

 

Drakaino

None czepia się słusznie (zwłaszcza zbliżenia się bohatera do księżnej)

Słusznie, słusznie

le mnie ujął nostalgicznie nastrój jak z systemu World of Darkness, z tymi kamarylami, książętami, mocą kropli krwi i tak dalej. Grywałeś?

Grywałem xD I też lubię ten klimat maskarady gdzieś w cieniu świata ;)

Plus historia o zemście zawsze na propsie.

yes

Pozdrówka!

 

OldGuard

 

A tutaj fru przez 52 różne czary + zabezpieczenia w domu i nic. Jasne, gdzieś tam piszesz, że gdy skończył pracować nad ostatnim, to pierwszy niemal się aktywował. No ale musiał je jeszcze obrobić w drodze powrotnej:

Tak, musiał je obrobić w drodze powrotnej. Nie ma, że łatwo ;) I tak – “krótko” to pojęcie względne. Ale skoro mówi to bohater, dla niego może taki czas rzeczywiście wydawać się krótki :) 

Odstawiłem taborecik, rozpocząłem mozolne rozplątywanie czarów, aby wrócić do samochodu.

A w tym czasie Jasiński cały czas smacznie śpi. 

Hm, po upojnej nocy, mężczyzna ma prawo zasnąć głębszym snem…

Poza tym, jak one miałyby działać. 52 czary, niwelowane jeden po drugim, to trochę przypomina mi escape room, a nie posiadłość maga. Są, że tak to określę, punktowe

Nie bardzo rozumiem. Że jeden po drugim? Nie wchodziłem w strukturę czarów, czy jeden wpleciony w drugi i tak dalej, bo nie wyszedłby szort. Zostawiłem resztę w domyśle. Czy słusznie? To już inna sprawa.

Cieszę się, że mimo wszystko czytało się przyjemnie.

Pozdrawiam :)

Kurczę, nie czytałem Harrego Pottera. Jakoś przebrnąłem przez filmy. No i pisząc, na niesamowitą oryginalność nie liczyłem.

Uwaga, spojlery! Lekkie, ale zawsze.

Oglądałeś, więc zakładam, że dużo wiesz o fabule. Voldemort był właśnie owocem takiego związku, w którym matka poiła ojca eliksirem miłosnym. Aż w końcu doszła do wniosku, że nie, on chyba naprawdę ją kocha. I przestała. A wtedy kochająca rodzinka nagle się rozpadła.

Zdaje się, że Dumbledore uważał ten eliksir za strasznie niebezpieczną substancję.

Babska logika rządzi!

Hej Zanais!

 

Zacny szorcik, przyjemna lektura. I akcję umieściłeś w Szczecinie. yes

Podobało mi się to jak zilustrowałeś czary oplatające dom Jerzego. Fabuła też się spina (czytałem komentarz None i podzielam jego wątpliwości, ale to drobiazgi, które dałoby radę łatwo poprawić). Przewidziałem, że będzie chodziło o córkę. To przekonujący motyw, bo gdybym miał córkę i ktoś by ją tak potraktował, również bym szukał zemsty. Jasiński skojarzył mi się trochę z moim bohaterem Damianem, człowiekiem z blizną. Obaj wykorzystują kobiety, choć w nieco inny sposób. Dobry tekst!

 

Pozdrawiam!

Finklo

Dzięki za wyjaśnienia. No podejście w sprawie etyki magii miłosnej podobne, nie przeczę.

 

Kronos.maximus

Dzięki. Trochę mieszkałem w Szczecinie, to go wybrałem ;) Miło mi, że problemy fabularne nie wpłynęły na odbiór całości. I racja, Damian podobny do Jasińskiego, ale chyba zrobiłeś literówkę ;)

członkiem z blizną

Nie wnikam w przyrodzenie Damiana, ale nie miało być człowiek? ;p

Pozdrawiam!

Uczyłem się je wiązać przed czterdziestu laty

Pamiętajmy zatem: PRZED (dwoma, dziesięcioma, dwudziestoma) LATAMI lub LATY, ale tylko SPRZED (dwu, dziesięciu, dwudziestu) LAT.

J.Miodek

 

Ale ty nawet nie umiesz złamać najprostszego zaklęcia.

Ale ty nie umiesz nawet… – bo u ciebie wygląda na to, że nawet ty nie umiesz, a chodziło chyba o to, że ty nie umiesz nawet… ?

 

Jedynym zabezpieczeniem było gustowne, metalowe ogrodzenie.

Jedynym widocznym dla ludzi pozbawionych talentu…

zdawało się być? – sugestia, bo albo było (twierdzenie), albo nie

 

Zamieniłem tajemne arkana na chłodną logikę liczb.

Logika liczb: o sile ruchu decydować może liczba jego uczestników – taka dygresja z analizą przyrództwa w tle (Bohater był chyba sam na robocie)

 

Zaklęcia ochronne ciągnęły się od bramy, przez brukowaną ścieżkę, aż do domu. Pułapki, alarmy, zniechęcacze, klątwy. Dużo klątw paskudnego rodzaju.

O ile wcześniejsze powtórzenie można było wytłumaczyć, to tutaj można było napisać zgrabniej.

 

Kolejne zaklęcie, ruch wolą, następny krok.

Albo zaklęcie ruch woli (o ile zaklęcie ma świadomość i wybór), albo Ruch Wolą jako nazwa własna ruchu, albo ruch siłą woli… trzeba zdecydować

 

Potencjalni wrogowie księcia musieli się liczyć, że bliskie im osoby pokochają kogoś wskazanego przez Jerzego.

Jeden potencjalny wróg księcia, drugi potencjalny wróg księcia, trzeci potencjalny wróg księcia… “musieli się z tym liczyć” rozwiązałoby sprawę…

 

Kończę analizę… Opowiadanie ciekawe, ale trzeba je trochę dopracować. ;)

 

edit

Nawet adeptki nie były bezpieczne, choć oficjalnie podniesienie ręki na innego znawcę magii karano nadzwyczaj surowo.

To on je bił, czy wykorzystywał seksualnie?

 

Stawiałem ostrożne kroki,

ostrożnie, a nie ostrożne…

 

księżna rozbiła wargę

rozcięła…

 

oddających się zastygłej w czasie kopulacji

O kurczę, ta literówka chyba przejdzie do historii laugh Czasem myślę, że autokorekta jest podszyta jakąś wredną inteligencją. Poprawiłem, chyba nikt nie zauważył. blush

Cześć, Zanaisie!

 

To ja, Twój piątkowy dyżurny!

Potencjalni wrogowie księcia musieli się liczyć (+z tym), że bliskie im osoby pokochają kogoś wskazanego przez Jerzego.

Otóż, Drogi Panie, jest to fajny szorciak, w którym od razu wiadomo, że kryje się tajemnica, która będzie nas popychać do przodu. No i pchała, a jakże!

Do tego namalowałeś bardzo ładny obraz magii, gdzie sześciedzięcioletni Tom Cruise unika nie czerwonych wiązek lasera, a różnokolorowych tasiemek i pętelek czarów. Jaki kraj, taka Mission Impossible. Chociaż nie, czekaj… ;)

Pomysł na zemstę spoko, całość umotywowana w bohaterze.

Krew na bucie chyba była już obgadywana, ja w takim razie dodam od siebie: +1.

Podczas czytania miałem wrażenie, że zbyt mało dzieje się tu i teraz, a zbyt dużo jest retrospekcją, która ma wszystko wyjaśnić. Oczywiście jedno bez drugiego się nie obędzie i znajduję tych rzeczy uzasadnienie. Chciałbym tylko inne proporcje, choć nie wiem, czy tekst by się wtedy nie posypał.

 

Także ten…

Pozdrówka!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej, M. G. Zanadro

Dzięki za łapankę, 90% uwzględniłem ;) Szorty to nie moja bajka, więc wyszło jak wyszło :)

Pozdrawiam

 

Hej, Krokusie

Chociaż bohater jakoś wyszedł. Stary, ale jary ;) Warto czasem oddać pole dojrzałym protagonistom.

Co do proporcji masz rację, choć ten sposób opowiadania historii wymusza dużą retrospekcję. Obawiam się, że faktycznie by się opowiadanie posypało, chyba że zostałoby zmienione dość mocno. Ale już nie ma co kombinować z szorciakiem ;)

Pozdrawiam i dzięki za komentarz. 

Hej! 

Zdążyłem już zapomnieć, że czytałem to opowiadanie. xD

Fajny szorciak, bardzo mi się podobał zamysł i twist, a to jedne z najważniejszych rzeczy w szorcie. Bohater przypadł mi do gustu, tak samo kreacja świata i fabuła. 

Jeśli pozwolimy na łamanie zasad w wyjątkowych sytuacjach, stworzą wyjątkowe sytuacje, aby łamać zasady.

Ot, zdarzyło się mi napisać szorcik.

Życzyłabym sobie, Zanaisie, aby częściej przytrafiały Ci się zdarzenia, w konsekwencji których będą powstawać tak pomysłowe i zajmujące szorciki. To była bardzo satysfakcjonująca lektura, wiec z przyjemnością udaję się do klikarni. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej, Geki

Zdążyłem już zapomnieć, że czytałem to opowiadanie. xD

Nie ma to jak dobre słowo na początek xD A pamiętasz, że go betowałeś? ;p

Dzięki i pozdrawiam :P

 

Hej, Regulatorzy

Bardzo mi miło, że znów coś Ci się u mnie spodobało :) Teraz będę z niecierpliwością czekał, jak bardzo nie polubisz mojego opowiadania na Wcielenie (o ile przeczytasz, wyjątkowo nie zachęcam ;p ).

Szorciaki wymagają dobrych pomysłów, a z tym u mnie słabo, ale jak na coś wpadnę, to z pewnością tu opublikuję.

Dziękuję za miły komentarz i pozdrawiam!

PS Trochę słabo mu idzie zebranie klików (pewnie przez ten realizm), więc dzięki za kliczka :P

Choć wyznajesz, że masz z tym kłopoty, życzę Ci wielu dobrych pomysłów na kolejne szorciaki. :)

Zanaisie, prezentujesz dość nietypową postawę, odwodząc mnie od lektury własnego opowiadania konkursowego. Chyba zdajesz sobie sprawę, że tym sposobem jednocześnie zaintrygowałeś i wzbudziłeś chęć przeczytania rzeczonego dzieła i to całkiem poza kolejką. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po prostu dbam o Twoje poczucie estetyki, bo popełniłem opowiadanie ogólnie uznane za obrzydliwe :P

Nie zachęcasz, ale kusisz… ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mam czyste sumienie, bo ostrzegałem ;)

Ja nie mam sumienia. Zaczełam czytać. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Zacny szorcik, sprawnie prowadzisz czytelnika za rękę umiejętnie sygnalizując, co będzie dalej i czego należy się spodziewać. Klimat włamu wyszedł i jest to bez wątpienia mocny punkt tekstu, podobnie jak sprawnie przedstawiony świat w ufantastycznionej wersji. Nieco gorzej wypada bohater, który choć sprawnie napisany, zachowuje się jak profesjonalista w złodziejskim fachu, a nie księgowy, który poświęcił życie walce ze skarbówką. Jest spokojny, opanowany i wyrachowany, a to nie pasuje do dokonującego zemsty rodzica, który robi to pierwszy raz w życiu. Rozumiem, że sumiennie się do tego przygotowywał i planował, ale jego brak emocji czy choćby strachu przed porażką nie pasują do roli.

 

Pozdrawiam i Polecam do biblioteki!

„Poszukiwanie prawdy, która, choćby najgorsza, mogłaby tłumaczyć jakiś sens czy choćby konsekwencję w tym, czego jesteśmy świadkami wokół siebie, przynosi jedyną możliwą odpowiedź: że samo poszukiwanie jest, lub może stać się, ową prawdą.” J.Kaczmarski

Zerkałem na poczekalnię i zastanawiałem się: co to, czemu Zanais ma tak mało klicków na tym shorcie? Stał się cud i napisał jakiegoś paszkwila? 

Zabierałem się w związku z tym do czytania z duszą na ramieniu.

Ale szybko dusza wróciła na swoje miejsce. 

Świetnie napisane. Bardzo interesujące światotwórstwo. 

Co prawda bohaterowi fabularnie idzie trochę jakby był Gary Stu (którym nie jest, sama kreacja jest ok), ale wszystkie problemy wyłuszczył wyżej None. Poza tym, mam wrażenie, że fabuła jako taka służy przede wszystkim do przedstawienia świata i motywów bohatera, a te są bardziej niż ok.

Co ciekawe – ja tego fabularnego problemu nie zauważyłem, zanim nie przeczytałem komentarzy, ale ze mnie to oceniacz taki, jak z kozich portek organy w Oliwie. Czytam i albo mi się podoba, albo nie. 

To mi się podobało.

Przyjąłem, że bohater miał jakiś inny sprytny plan, ale wykorzystał szczęśliwy zbieg okoliczności. Dlatego nie uruchomił mi się wewnętrzny czepiacz.

Dałbym klika, ale widzę, że i tak masz już komplet, więc nie ma sensu się wygłupiać :)

Chętnie przeczytałbym coś dłuższego w tym uniwersum, bo ma mega potencjał. Harry Potter dla dorosłych? Panie Zanais, stary głupi Silver fachowcem nie jest, ale czuje tutaj zapach “zielonych” :D

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Hej, Krarze

Cieszę się, że przypadło do gustu :)

Co do bohatera mam właśnie odwrotne przemyślenia – to, że nie odczuwa strachu czy emocji, wynika z jego wieloletnich przygotowań i determinacji. Mógłbym, oczywiście, dodać choć trochę wątpliwości i podwyższyć napięcie jakimś wyjątkowo silnym czarem, który bohater musi złamać, czy wtrącić nieco rozważać wewnętrznych, ale chyba już by nie wyszedł szort ;) Wyobraziłem sobie pana księgowego, jako człowieka, któremu zniszczono poukładane życie, człowieka tak bardzo szukającego zemsty, że nie wyobraża sobie porażki. Przemyślał wszystko wiele razy, zaplanował i teraz wprowadza w czyn.

Ale na pewno masz rację, że bohater z emocjami jest znacznie “przyjemniejszy” w czytaniu. Będę pamiętał na przyszłość.

Pozdrawiam

 

Hej, Silver_Advencie

Zerkałem na poczekalnię i zastanawiałem się: co to, czemu Zanais ma tak mało klicków na tym shorcie? Stał się cud i napisał jakiegoś paszkwila? 

xD To nie byłby cud. Jeszcze tego doczekamy… Żona nadal uważa to opowiadanie za, cytuję, „szmatławiec” :P

Dobrze, że dusza wróciła na miejsce, mimo wszystkich potknięć. Fabuła nie porywa, wiem, właściwie wiele się nie dzieje, większość to retrospekcja wyjaśniająca, co doprowadziło do obecnej sytuacji. Bohater nie napotyka przeszkód, a przynajmniej żadnych trudnych. No, nie o to chodziło – bardziej stawiałem na klimat i twist końcowy z formą zemsty.

Co ciekawe – ja tego fabularnego problemu nie zauważyłem, zanim nie przeczytałem komentarzy, ale ze mnie to oceniacz taki, jak z kozich portek organy w Oliwie. Czytam i albo mi się podoba, albo nie.

Znam to ;) A potem trzeba pisać komentarz lożowski i koniec łatwizny ;p 

 

Harry Potter dla dorosłych? Hm, ja tutaj bardziej się wzorowałem na Wampirach: Maskaradzie, ale kto wie… ;)

Dzięki za komentarz i pozdrawiam

Coś łatwo mu poszło :) A poza tym czytało się dobrze i podoba mi się takie podejście do zemsty.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Hej, Irko 

Poczekał na odpowiedni moment ;)

 

Hej, Anet

Miło mi :)

Interesująca motywacja zbrodni, ciekawy opis wystroju pomieszczeń.

Akcja w Szczecinie i choćby z tego powodu muszę przeczytać. Kto wie, może akurat moje rejony? :)

 

Komentarz będzie powstawał na bieżąco. 

 

Początek dość standardowy, nie przyciąga jakoś bardzo, może czegoś mi zabrakło, ale ta informacja o wafelkach jest przyjemna i od razu jakoś tak pozytywnie nastraja do bohatera.

 

Na duży plus, że bohater nie jest utalentowany w każdej dziedzinie i w sumie trochę tak do niego podchodzono z pogardą.

 

Kurczę, czyta się naprawdę dobrze, niby pokazujesz dużo na małej przestrzeni tekstu (tu młodość, tu życie księgowego, tu córka), a robisz to zgrabnie i ciekawie, nic nie jest za szybko, nic za wolno. Same czary też opisane obrazowo i tak jak lubię.

 

Jasiński – specjalista od magii miłosnej. Człowiek, który codziennie mógł przyprowadzać do domu nową kobietę. Dwie lub trzy? Też nie problem.

 

Ta wzmianka już mnie naprowadziła na trop: Jasiński zabrał córkę? Jeśli tak, to chyba trochę za szybko to wychodzi na jaw, za łatwo można się domyślić. Za blisko jest informacja o córce, która zmienia wszystko i o Jasińskim, który może mieć każdą kobietę. Dodatkowo wiemy, że nasz główny bohater jest starszy, to od razu takie powiązanie, że córka nie ma kilku latek.

 

Ile kobiet wędrowało tym korytarzem z własnej woli, a ile z sercem otumanionym magią jak tabletką gwałtu? To nie brudna nekromancja czy szalona demonologia budzą we mnie największą odrazę, ale właśnie miłosne czary

 

Świetny fragment, można się w niego wgryźć i wyobrazić to sobie.

 

Co do unieszkodliwienia 52 pułapek na luzie – gryzie mi się to z tym, że bohater nie był jakiś super, mamy podstarzałego księgowego, który w starciu z super klątwami radzi sobie bez trudu i szybko. No nie. Dla mnie to słabe, bo automatycznie robi się z niego taki superbohater, przynajmniej w tym fragmencie. I tak, wiem, niby w innych czarach jest słaby, ale… W jakich? My widzimy go jako kogoś, kto na luzie pokonuje 52 klątwy. 52! Skoro taki zwykły księgowy dał sobie radę, to inni by nie dali? Ten Jasiński oprócz klątw powinien mieć jeszcze ochroniarzy, cokolwiek. Logika kuleje. 

 

To, że jeździł wszędzie: jakie to musiały być pożyczki, żeby nadążyć za księżną? Mało prawdopodobne, chyba lepiej zrobić normalną kobietę, dość bogatą, ale nie księżną, wtedy ma to sens. 

 

Kapnęła na moją stopę. 

 

W to już w ogóle ciężko uwierzyć. Naciągane dla autora, żeby bohater zdobył krew. A nie można by jej zdobyć z podłogi? Bo fakt, że ktoś rozcina wargę i to akurat blisko bohatera, który podstawia nogę… słabo to wygląda. Szczerze mówiąc trochę lepiej by wyglądało, gdyby dostała krwotoku z nosa, bez podawania przyczyn (bo bohater by ich nie znał) i wtedy krew też zdobyta. Z płytek na basenie czy gdziekolwiek. 

 

W domu kolejne klątwy i bohater w końcu się spocił, fajnie, że jest to opisane i zajmuje mu godzinę, ale ile spędził w takim razie na tych 52 klątwach? Też godzinę, dwie? No właśnie…

 

To trochę tak jak w tych wszystkich filmach, gdzie główny bohater jest zwykłym człowiekiem, a jak dopadają go „ci źli” to nagle się okazuje, że potrafi na równi z gangsterami strzelać, na równi z kaskaderami skakać po blokach itd. Opisując zwykłych ludzi, musimy pokazać, że są zwykli. Pokazać, nie tylko wspomnieć w tekście, bo to się jeszcze bardziej wyklucza. Tutaj mamy kogoś, kto jest księgowym i w dodatku słabym z magii, ma tylko jeden taki tam talent, którym wszyscy gardzą… A ten talent okazuje się na wagę złota, bo można przełamać 52 klątwy bez problemu. A później kolejne i to skomplikowane. Nikt by się na nim nie poznał, serio? Przez ten wątek historia jest naciągana.

 

Wejście do sypialni – opis świetny. Tak przy okazji, naprawdę masz te opisy lekkie i widać, że jesteś w tym dobry, wszystko celnie, konkretnie, a przy tym z emocjami, właściwym wyczuciem. 

 

Ale znowu się przyczepię, bo nasz księgowy wszedł do sypialni po tym, jak wszystkie klątwy łatwo i sprawnie unieszkodliwił, a w sypialni cała trójka śpi. Nie mówię, że to nieprawdopodobne, nie, tylko chodzi mi o łatwość, z jaką wszystko przychodzi bohaterowi, a ta łatwość sprawia, że gdzieś siada napięcie. Napięcie, które wyczuwałam, kiedy zaczynał z klątwami. Można je jeszcze odrobinę wyczuć jak się poci przy skomplikowanych klątwach i to wszystko. A szkoda. Bo można z tego tekstu wycisnąć więcej. I wiem, że byś mógł, bo opisy wychodzą Ci rewelacyjnie. 

 

I znowu: fragment, gdzie bohater zdejmuje okulary, żeby rozmasować nasadę czoła: jakie to ludzkie! Taki szczegół, drobiazg, a cieszy. Nadaje wyrazu, podkreśla tak wiele.

 

i czeka, aby Jerzy zrobił z nią, cokolwiek przyjdzie mu do głowy. 

 

Nie mówię, że jestem specjalistką, ale wybitnie nie pasuje mi ten przecinek przed cokolwiek. 

 

Jeśli chodzi o ten fragment: 

 

Wyobraziłem sobie szczupłą brunetkę (…)

 

Nie wklejam całego, ale chodzi oczywiście o całe wyobrażenie. Nie kupuję tego, nie, totalnie nie. Ojciec wyobrażający sobie córkę w bieliźnie, która za chwilę uprawia seks z facetem? Chyba trzeba być dziwnym, żeby takie rzeczy sobie wyobrażać, zwłaszcza że sam bohater wcześniej przyznawał, że „istnieją rzeczy tak ohydne…”. W dodatku wyobrażanie sobie, że ten Jasiński oblizuje usta, też jest na wyrost. Nie ma to sensu. Człowiek z traumą raczej wyobrazi sobie, jak wróg umiera, a nie jak jego córka paraduje w bieliźnie po to, aby zaraz ją zdjąć i uprawiać seks. Przecież taki seks to gwałt, bo ona świadomie tego nie wybrała. A gwałt na córce oczami rodzica to nie jest coś, co dobrze sobie wyobrażać, serio. Nawet jak jest się bohaterem opowiadania.

 

A, właśnie! Ten fragment jest kiepski z jeszcze jednego powodu: ciężko, aby ktoś myślał o znanej mu osobie jak o kimś składającym się z ciała i włosów. Chodzi mi o to, że ojciec myśli o córce córka ew. imieniem lub tak, jak o niej myślał, np. zdrobnieniem. Nie w kategorii chudej/grubej brunetki/blondynki. To naturalne, że jak widzimy i myślimy o znajomym czy kimś z rodziny, to używamy imienia, ew. określenia, jakie na niego mamy. Inaczej to nie ma sensu. 

 

Za to pięknie opisane wchodzenie w podświat i rozplątywanie nitek magii. Płyniesz tymi słowami, czarujesz nimi czytelnika, zachwycasz.

 

Końcówka też opisana w taki sposób, że czytało się naprawdę z wielką przyjemnością, jeśli chodzi o styl. Za to treść mi trochę zgrzytała. Okej, podoba mi się pomysł, że „kto mieczem wojuje, od miecza ginie”, co tu przekłada się na „miłosnymi eliksirami wojujesz i miłość z eliksiru cię wykończy”, ale:

 

skoro bohater tak się fatygował, to czemu dał tylko eliksir? Przyznam, że mnie to zbiło z tropu, myślałam najpierw, że krew będzie tam jako trop dla czegoś na miarę magicznej policji szukającej sprawcy. Pomysł eliksiru jest oryginalny, tylko że ma poważną wadę. Czy naprawdę nie można by go wykryć? Czy człowiek zachowuje się jak człowiek? Czy bardziej bezwolna istota? Jeśli to pierwsze, to chyba zdziwiłaby wszystkich zmiana u Jasińskiego? Jeśli drugie to tym bardziej. Ktoś musiałby poznać się na zachowaniu Jasińskiego i odkryć, że kieruje nim eliksir, a stąd bliska droga do odkręcenia sytuacji lub odizolowania go. Być może zemsta głównego bohatera w ogóle nie wyjdzie. A wtedy cała fatyga na nic. A taka zemsta na zimno powinna być bardziej przemyślana i skuteczna, skoro tyle lat i pożyczek trwało szukanie sposobu na zemstę. Okej, bohater brzydzi się przemocy, ale mógł kogoś wynająć do wspólnego pójścia do domu Jasińskiego, skoro i tak się zapożyczył na te wyjazdy. 

 

Podsumowując, podobał mi się sam pomysł z eliksirami wiążącymi niewinne kobiety, Twój styl i magia w podświecie. Fabularnie niestety było dużo dziur i naciąganych sytuacji. 

 

Pozdrawiam,

Ananke

Podobało się: postać protagonisty, jego nieheroiczność (tu zaznaczam że nie jestem przeciwnikiem heroizmu i cech heroicznych, zarazem ciekawie czytać i o antybohaterach). Ogólnie pomysły związane z tajnym światem magów nad Wisłą. 

Nie podobało się: Zastanawiam się czy Jerzy, specjalista od zabezpieczeń, a i w związku z trybem życia, ktoś stale narażony na mściwe intrygi, nie byłby w stanie się zorientować, co zaszło.

 

Gratuluję i pozdrawiam!

Hej, Ananke

 

Wybacz późną odpowiedź. Cały czas się zbierałem i wciąż coś wychodziło.

Komentarz będzie powstawał na bieżąco. 

W takim razie na bieżąco będę odpowiadał :)

Początek dość standardowy, nie przyciąga jakoś bardzo, może czegoś mi zabrakło, ale ta informacja o wafelkach jest przyjemna i od razu jakoś tak pozytywnie nastraja do bohatera

Słabości czynią bohatera, czy jakoś tak… Nie tylko początek jest dość standardowy.

Ta wzmianka już mnie naprowadziła na trop: Jasiński zabrał córkę? Jeśli tak, to chyba trochę za szybko to wychodzi na jaw, za łatwo można się domyślić. Za blisko jest informacja o córce, która zmienia wszystko i o Jasińskim, który może mieć każdą kobietę. Dodatkowo wiemy, że nasz główny bohater jest starszy, to od razu takie powiązanie, że córka nie ma kilku latek.

Właściwie tak, ale też nie planowałem tego jako twist. Bardziej twistem chciałem zrobić rodzaj zemsty, więc tyle :)

Co do unieszkodliwienia 52 pułapek na luzie – gryzie mi się to z tym, że bohater nie był jakiś super, mamy podstarzałego księgowego, który w starciu z super klątwami radzi sobie bez trudu i szybko.

No widzisz, rozumiem, o co Ci chodzi. Dla mnie klątwy nie oznaczały jakichś przeraźliwie silnych czarów, poza tym, to wciąż jeden talent. Patrząc teraz, widzę, że mogło wyglądać inaczej, więc przyznaję, że mogłem obniżyć liczbę klątw :)

To, że jeździł wszędzie: jakie to musiały być pożyczki, żeby nadążyć za księżną? Mało prawdopodobne, chyba lepiej zrobić normalną kobietę, dość bogatą, ale nie księżną, wtedy ma to sens.

Na to łatwo zaradzić, ale zgadzam się, że tej informacji zabrakło. Księżna (to tylko tytuł) musi być.

W to już w ogóle ciężko uwierzyć. Naciągane dla autora, żeby bohater zdobył krew. A nie można by jej zdobyć z podłogi? Bo fakt, że ktoś rozcina wargę i to akurat blisko bohatera, który podstawia nogę…

Chciałem przez pewien czas zrobić, że to kropla, która została na podłodze, niezauważona przez ochronę, ale również wydawało mi się naciągane. Też zgoda :)

W domu kolejne klątwy i bohater w końcu się spocił, fajnie, że jest to opisane i zajmuje mu godzinę, ale ile spędził w takim razie na tych 52 klątwach? Też godzinę, dwie? No właśnie…

Ale to akurat nie ma znaczenia, ile czasu spędził na 52 klątwach. Noc jest długa. Zdąży.

Przez ten wątek historia jest naciągana.

W sumie jest, co zostało przyznane i ja również przyznaję :P

Wejście do sypialni – opis świetny. Tak przy okazji, naprawdę masz te opisy lekkie i widać, że jesteś w tym dobry, wszystko celnie, konkretnie, a przy tym z emocjami, właściwym wyczuciem. 

Czyli źle nie jest, bo nad logiką zdarzeń jeszcze da się popracować. Przyznam, że tekst był pisany na konkurs zewnętrzny i w pośpiechu, nie odleżał swoje i to widać.

Ale znowu się przyczepię, bo nasz księgowy wszedł do sypialni po tym, jak wszystkie klątwy łatwo i sprawnie unieszkodliwił, a w sypialni cała trójka śpi. Nie mówię, że to nieprawdopodobne, nie, tylko chodzi mi o łatwość, z jaką wszystko przychodzi bohaterowi, a ta łatwość sprawia, że gdzieś siada napięcie. Napięcie, które wyczuwałam, kiedy zaczynał z klątwami. Można je jeszcze odrobinę wyczuć jak się poci przy skomplikowanych klątwach i to wszystko. A szkoda. Bo można z tego tekstu wycisnąć więcej. I wiem, że byś mógł, bo opisy wychodzą Ci rewelacyjnie. 

Limit był malutki, a mi nawet nie chodziło o napięcie. Pewnie, można z tego zrobić długie opowiadanie. Kurczę, to mój trzeci szort w życiu, łatwo nie jest xD

Nie wklejam całego, ale chodzi oczywiście o całe wyobrażenie. Nie kupuję tego, nie, totalnie nie. Ojciec wyobrażający sobie córkę w bieliźnie, która za chwilę uprawia seks z facetem?

Nooo, tutaj nie mówię tak, nie mówię nie. Rozumiem Twój punkt widzenia, a jednocześnie facet, który planuje zemstę i żyje tą zemstą przez lata, nie jest dla mnie do końca normalny. Może się nią delektować, podsycać i odwlekać ten ostateczny moment. 

A, właśnie! Ten fragment jest kiepski z jeszcze jednego powodu: ciężko, aby ktoś myślał o znanej mu osobie jak o kimś składającym się z ciała i włosów. Chodzi mi o to, że ojciec myśli o córce córka ew. imieniem lub tak, jak o niej myślał, np. zdrobnieniem

A tu masz pełną rację :)

skoro bohater tak się fatygował, to czemu dał tylko eliksir? Przyznam, że mnie to zbiło z tropu, myślałam najpierw, że krew będzie tam jako trop dla czegoś na miarę magicznej policji szukającej sprawcy. Pomysł eliksiru jest oryginalny, tylko że ma poważną wadę. Czy naprawdę nie można by go wykryć? Czy człowiek zachowuje się jak człowiek? Czy bardziej bezwolna istota? Jeśli to pierwsze, to chyba zdziwiłaby wszystkich zmiana u Jasińskiego? Jeśli drugie to tym bardziej. Ktoś musiałby poznać się na zachowaniu Jasińskiego i odkryć, że kieruje nim eliksir, a stąd bliska droga do odkręcenia sytuacji lub odizolowania go. Być może zemsta głównego bohatera w ogóle nie wyjdzie. A wtedy cała fatyga na nic. A taka zemsta na zimno powinna być bardziej przemyślana i skuteczna, skoro tyle lat i pożyczek trwało szukanie sposobu na zemstę. Okej, bohater brzydzi się przemocy, ale mógł kogoś wynająć do wspólnego pójścia do domu Jasińskiego, skoro i tak się zapożyczył na te wyjazdy. 

Problem z szortem jest taki, że to, no… szort. Opis magii, opis działania eliksirów, charakterystyka księcia, jako osoby, która nie będzie wnikać, tylko od razu Jasińskiego “sprzątnie” – zostaje uwierzyć autorowi na słowo. Marne tłumaczenie, wiem, dlatego zostaje mi się tylko zgodzić po raz kolejny.

Podsumowując, podobał mi się sam pomysł z eliksirami wiążącymi niewinne kobiety, Twój styl i magia w podświecie. Fabularnie niestety było dużo dziur i naciąganych sytuacji. 

Dziękuję za rozbudowany komentarz, wielu z tych dziur wcześniej nie wymieniono :) Muszę zapamiętać, by nigdy nie pisać na szybko ;)

Pozdrawiam

 

 

Hej, Olgierdzie

 

Dzięki za komentarz, zgadzam się z zarzutem i cieszę się, że coś się jednak spodobało ;)

Pozdrawiam

Hej, Zanais,

ja mam akurat chwilę na odpisanie. Wiem, że odpowiedź na długie komentarze zawsze zajmuje sporo czasu, więc się nie przejmuj. ;)

 

No widzisz, rozumiem, o co Ci chodzi. Dla mnie klątwy nie oznaczały jakichś przeraźliwie silnych czarów, poza tym, to wciąż jeden talent.

 

Tak, ale na logikę: skoro klątwy nie oznaczały przeraźliwie silnych czarów, to po co Jasiński obłożył nimi dom? Nie lepiej zainwestować w dwóch ochroniarzy? Taniej i skuteczniej. :)

Skoro to wciąż jeden talent, to w takim razie bez sensu jest pogarda reszty magicznego otoczenia w stosunku do tego talentu. To jakby obecnie informatyk potrafił bez żadnych problemów sprawić, że zabezpieczenia na jakichkolwiek serwerach na chwilę przestaną działać, a reszta informatyków uznałaby, że to słabe i w ogóle „idź pan zostań księgowym z takim talentem”.

 

Chciałem przez pewien czas zrobić, że to kropla, która została na podłodze, niezauważona przez ochronę, ale również wydawało mi się naciągane. Też zgoda :)

Każda teoria naciągana, musiałbyś naprawdę coś wykombinować przekonującego. Samo to, że bohater wziął pożyczki, żeby za księżną wszędzie jeździć, jest bez sensu. Nie wiem, co mógłbyś wymyślić, ale może znajomości u pielęgniarek? Albo opłacenie jakiejś? Pobieranie krwi na badania profilaktyczne nie jest niczym dziwnym.

 

Ale to akurat nie ma znaczenia, ile czasu spędził na 52 klątwach. Noc jest długa. Zdąży.

Owszem, ale skoro na kilku skomplikowanych spędził godzinę, to na zwykłej ile można spędzić? Po 10 minut? Jeśli tak, to wychodzi ponad 8 godzin. 8 godzin plus ponad godzina na te skomplikowane, to już może z 10. Jeżeli spędził na jednej klątwie po 5 minut, to wychodzą około 4 godziny, razem ze skomplikowaną pięć. Możesz uznać, że każdą rozbrajał w innym czasie (co jest najbardziej logiczne), ale to nadal 52 klątwy, a co za tym idzie – raczej dużo czasu.

Czasu, kiedy nikt by nie zauważył, że jest w domu? Jasiński i kobiety spałyby cały czas tak samo? Nic nie słysząc? Znowu – to naciągane. Zwłaszcza że tak jak napisałam wyżej, były 52 klątwy. Zobacz, napisałeś, że światło u Jasińskiego zgasło dopiero o 3 w nocy. Nasz główny bohater odczekał godzinę, czyli do 4 w nocy, zanim wyszedł z auta. Dalej mamy: zakłada rękawiczki, rozprostowuje nogi, patrzy na posesję. Nie spieszy się. Mogło minąć z dziesięć minut. Do posesji wiedzie brukowana ścieżka, brama ma pewnie też jakąś wysokość, chyba nie stała otwarta? Żeby dojść do drzwi, trzeba pokonać pewną odległość. Jest wczesna godzina, zbliża się poranek. Zaklęcia rozłożono w trakcie drogi do domu, ktoś mógłby przypadkiem zobaczyć naszego bohatera, nie masował się za bardzo. Poza tym, jedna z kobiet mogłaby się przebudzić, skoczyć do toalety, cokolwiek.

Ale okej, nasz bohater idzie, jest pewnie po 4, rozbraja 52 klątwy, przy najbardziej optymistycznym założeniu, że minuta na klątwę (naciągane i to jak, ale optymistyczne), mamy 5 rano. To wcale nie jest godzina, kiedy wszyscy ludzie śpią. A on jest dopiero przy drzwiach. :) Wchodzi dalej, ponad godzina na komplikacje i już 6 rano. To taka pora, że łatwo się przebudzić, ale można zgonić to na imprezę, niech będzie. Tylko jak z wyjściem? O 6 jego auto stało pod domem, wychodząc z domu mógł kogoś spotkać. Trochę dużo fartu w tym działaniu bohatera.

Wiesz, wystarczy te 52 klątwy zmienić na mniejszą ilość i będzie lepiej. :)

 

Wybacz, że tak się naprodukowałam, chyba byłam w amoku… Lepiej tłumaczyłoby się to na żywo. :D

 

Czyli źle nie jest, bo nad logiką zdarzeń jeszcze da się popracować. Przyznam, że tekst był pisany na konkurs zewnętrzny i w pośpiechu, nie odleżał swoje i to widać.

Pod względem stylu czytało mi się bardzo przyjemnie, wręcz chłonęłam Twoje opisy. Myślę, że czarujesz słowami lepiej niż Jasiński swoimi klątwami. Powinieneś dać mu korepetycje z odpowiedniego dopierania klątw, żeby żadni księgowi nie mogli ich złamać.

 

Nooo, tutaj nie mówię tak, nie mówię nie. Rozumiem Twój punkt widzenia, a jednocześnie facet, który planuje zemstę i żyje tą zemstą przez lata, nie jest dla mnie do końca normalny. Może się nią delektować, podsycać i odwlekać ten ostateczny moment. 

Jeśli nie jest do końca normalny, to niech nie myśli, że „istnieją czyny tak ohydne…”, bo to się kłóci z jego wizją. Poza tym, serio? W narracji nie mamy szalonego i opętanego zemstą faceta, tylko księgowego spokojnie czekającego w aucie, z dość standardowymi myślami. Idziemy przez jego punkt widzenia, gdzie wspomina o córce zwyczajnie, opisuje swoje życie, nie ma w jego wypowiedzi dziwnych skrętów, zachowuje się naprawdę za normalnie, żeby wyobrażać sobie nagą córkę uprawiającą seks z typem, którego planuje zabić – nie swoimi rękami, ale zawsze.

 

Dziękuję za rozbudowany komentarz, wielu z tych dziur wcześniej nie wymieniono :) Muszę zapamiętać, by nigdy nie pisać na szybko ;)

Pisać na szybko można, ale warto później przeczytać i poprawić nieścisłości, zwłaszcza jeśli sam też je dostrzegasz. ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Ananke

 

P.S. Wiem, że z mojego komentarza wyłazi straszne czepialstwo, ale opowiadanie byłoby na pewno lepsze, gdyby nad nim odpowiednio popracować, łatając fabularne dziury czy braki logiki. Po prostu myślę, że warto, bo sam styl zachwyca. Naprawdę.

 

Już, już, wystarczy. Zrozumiałem :P

Wiem, że z mojego komentarza wyłazi straszne czepialstwo, ale opowiadanie byłoby na pewno lepsze, gdyby nad nim odpowiednio popracować, łatając fabularne dziury czy braki logiki.

Nie czepialstwo, a prawidłowe pytania ;) Opowiadanie byłoby z pewnością lepsze, gdyby nad nim dłużej popracować.

Odpowiadam krótko, żeby oszczędzić i Twój czas :P

Cześć,

 

Przede wszystkim podoba mi się tematyka tego szorta, pokazanie magii miłosnej, czyli czegoś co standardowo kojarzy nam się z czymś raczej nieszkodliwym, jako de facto czegoś bardziej mrocznego i pokręconego niż czarna magia. Podoba mi się również to, że bohater dokonuje zemsty nieswoimi rękami, jest to dość nieoczywiste, a fakt, że facet od początku jest przedstawiany jako człowiek dość nieszkodliwy dodatkowo potęguje efekt i sprawia, że czytelnika mógłby dostać ciarek na plecach.

 

Mógłby, bo mam wrażenie, że taka historia dużo lepiej sprawdziłaby się w dłuższej formie. Wprowadzasz tutaj bardzo dużo motywów – przedstawiasz biografię bohatera, jego relacje rodzinnie i z innymi ludźmi, opisujesz jak pracował nad swoją zemstą przez całe lata – że między tym wszystkim trochę brakuje klimatu. Ponadto jak wspomniano już wyżej, sporo w tej historii, bądź co bądź krótkiej, wydarzeń, które wzbudzają pewne wątpliwości – jak np. to, ze bohater przez lata śledzi Werę i nikt, absolutnie z jej świty nie zauważa tego.

 

Mimo wszystko to wciąż udany, miły w czytaniu szort :)

 

 

Odpowiadam krótko, żeby oszczędzić i Twój czas :P

Dzięki, doceniam xd.

Hej, Michalovic

Miło mi, że dobrze się czytało i zgadzam się, że lepiej sprawdziłoby się w dłuższej formie. Ponapychanie różnych motywów jest dobre, ale nie kiedy tworzą nowe pytania, zamiast dawać odpowiedzi, przez co szwankuje logika wydarzeń. Traktuję ten szort jako ćwiczenie stylu, nic więcej xD

Pozdrawiam

Bardzo dobre opowiadanie (szorcikiem nie nazwę, to przecież 9K znaków ;P), w sumie nawet z życiowym przekazem, bo jednak jest tu mocne odniesienie do ludzi, którzy wykorzystują emocjonalnie.

Mi się ten tekst od razu skojarzył z “Kolekcjonerem”, jedną z początkowych części “Armady” (skądinąd bardzo dobra seria komiksowa). Choć tam była biotechnologia, tu magia, przyczyna końcowego stanu kolekcjonera/maga tez inna :)

 

 

 zabezpieczeniem zdawało się gustowne, metalowe ogrodzenie

Hmmm. Rymło się trochę… I – wydawało się.

 wstęgi splecione razem w pętle i węzły

Hmm. A może: posplatane?

 pomimo wielu miesięcy ćwiczeń mam tylko jeden talent

W zasadzie talent się ma już przed ćwiczeniami, ale trochę się tu czepiam :)

 Potrafię na krótko niwelować magię.

Hmmmmmmmmm.

 nie umiesz nawet złamać najprostszego zaklęcia

Hmm? Przecież na tym polega jego talent?

 Zamieniłem tajemne arkana na chłodną logikę liczb.

<pusty śmiech po trzech latach w księgowości> XD (Poszukaj "The Accountant" Sheckleya)

 Takich jak ja nie dostrzega się na ulicy lub zapomina po kilku sekundach.

Hmm. To przeczenie troszkę… może: omija?

 Zaklęcia ochronne ciągnęły się od bramy, przez brukowaną ścieżkę, aż do domu.

Hmm.

 wracając powoli do pierwotnego wzoru jak ściśnięta gąbka

Mętne. Mieszana metafora.

 ruch siłą woli

…?

 Pięćdziesiąt dwa czary później

Ooo, to tyle, ile jest kart w talii. Ciekawe…

 bliskie im osoby pokochają kogoś wskazanego przez Jerzego

Hmmm.

 Miłość nie wybiera. Robi to Jasiński.

Niezłe, niezłe.

 korytarze wyłożone futrami o długim włosiu

Hmmmmmmm.

 właśnie miłosne czary, których nieczuły przymus odbierał wolność wyboru

Odbiera, poza tym trochę to purpurowe, choć słuszne.

 Jak inaczej mogę grozić twym rywalom?

Grozić? Czy zagrażać?

 posiadała dryg

Dryg można tylko mieć.

 Zamiast zwykłej odmowy, uczynił ją kolejną ofiarą.

Uuuuch. Zamiast po prostu odmówić, uczynił ją kolejną ofiarą.

 Przez długi, długi czas nie wracała

Anglicyzm.

 małą świątynię ku własnej czci

Świątynię własnej osoby.

 Jeden obraz zatrzymał mój wzrok na dłużej

Hmmm.

 Uśmiechnięty pełnią szczęścia.

Większość ludzi uśmiecha się ustami.

 zadufany we własnej mocy

Raczej: we własną moc.

 księżna rozcięła wargę, oczywiście, byłem w pobliżu

Dlaczego to ma być wtrącenie?

 skwapliwie wycierając zakrwawioną posadzkę, ale jednej kropli nie zauważyli. Kapnęła na moją stopę.

Dobra, ile mogło być tej krwi? Nie przesadzajmy.

 księżyca, dobiegającym zza pojedynczego okna

Dobiegają raczej dźwięki. Może: wpadającym przez okno?

 Potraktowałem te klątwy jak długi ciąg liczb, szukających odpowiedniego miejsca w tabeli.

Not how it works :P

 pierwszy już niemal aktywował się ponownie

Nie dawałabym tu "niemal", tylko na przykład: pierwszy był już bliski ponownej aktywacji.

 Łóżko było ogromne, zdobione rycinami nimf i satyrów

Rzeźbami, może płaskorzeźbami. Ryciny to co innego.

 podejść bliżej, aby rozpoznać sylwetki

By, ale czy on rozpoznaje sylwetki – czy ludzi? Rozumiem, że ma być tak bezosobowo, ale…

 chłonąc spojrzeniem gładką twarz

Hmmmmmmmmm…

 czeka, aby Jerzy zrobił

Czeka, aż Jerzy zrobi.

 Długo zastanawiałem się, czy Jerzy wybrał moją córkę ze względu na mnie

Wiedziałam.

 odtrącona przez rzucającego ofiara cierpi

Hmm. Niby dobrze, ale jakoś…

 Uczuciowa katorga

Hmm.

 Dopiero zaczyna na nowo ufać ludziom.

Hmmmm.

 zacząłem rozpruwać złożoną plątaninę

Pruć. Plątanina z definicji jest złożona.

 W środku pływała pojedyncza karmazynowa kropla.

Moja wyobraźnia się buntuje, ale magia… to może i lewitacja. Albo eliksir?

 Ja tylko dostarczam zemstę.

Hmmmmm.

 rozpocząłem mozolne rozplątywanie czarów

Z "zacząłem" byłoby bez aliteracji.

 

Eleganckie, satysfakcjonujące, wręcz katartyczne. Wszystko zgrabnie dopasowane… no, i, kurczę, co mam dalej pisać? Dobry szort. Ze światotwórstwem. Prawda, że strasznie gładko poszło, ale to właśnie jest to catharsis… podła jestem :)

 I teraz plot twist – przy pierwszym czytaniu tego nie zauważyłem, przynajmniej nie wprost, a zwykle wyłapuję tego typu rzeczy. Ale prowadzisz opowiadasz tą historię jak iluzjonista wykonujący sztuczkę – cały czas kierujesz uwagę czytelnika na rzeczy ważne dla historii, a odwracasz ją od dziur i szyć. Wspaniałe użycie “oka narracji” by ukryć niedogodne fakty – jestem szczerze zdumiony, jak sprawnie ci to wyszło.

Otóż to. Ja też przemknęłam gładko nad wszystkim, co None wyłapał… a na język uważałam…

 A stosunek do czarów miłosnych taki sam, jak w Harrym Potterze.

Nie do końca, przecież tam je sprzedają w sklepach…

 Nieco gorzej wypada bohater, który choć sprawnie napisany, zachowuje się jak profesjonalista w złodziejskim fachu, a nie księgowy, który poświęcił życie walce ze skarbówką.

Nigdy nie walczyłeś ze skarbówką XD

 Jest spokojny, opanowany i wyrachowany, a to nie pasuje do dokonującego zemsty rodzica, który robi to pierwszy raz w życiu.

Mhm, zimny gniew. Myślę, że to kwestia temperamentu. Ludzie są różni, mniej i bardziej uczuciowi.

 skoro bohater tak się fatygował, to czemu dał tylko eliksir?

Tylko? Wiesz, jaki bałagan powodują takie eliksiry?

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dzieje-tristana-i-izoldy.html

http://www.maryjones.us/ctexts/f15.html

 Słabości czynią bohatera, czy jakoś tak…

A, tak. Tylko akurat początki cukrzycy nie przeszkadzają mu specjalnie. Nie w tym, co tutaj robi.

Bardziej twistem chciałem zrobić rodzaj zemsty, więc tyle :)

Akurat rodzaj zemsty jest oczywisty i logiczny. Czym zgrzeszył, będzie karany ;)

 Patrząc teraz, widzę, że mogło wyglądać inaczej, więc przyznaję, że mogłem obniżyć liczbę klątw :)

Mnie się skojarzyło…

 Chciałem przez pewien czas zrobić, że to kropla, która została na podłodze, niezauważona przez ochronę, ale również wydawało mi się naciągane. Też zgoda :)

Wpadł mi do głowy jeden sposób zdobycia krwi księżnej, ale dość nieelegancki XD

 Opis magii, opis działania eliksirów, charakterystyka księcia, jako osoby, która nie będzie wnikać, tylko od razu Jasińskiego “sprzątnie” – zostaje uwierzyć autorowi na słowo.

To się weź w troki i dłuższe napisz :)

 Nie lepiej zainwestować w dwóch ochroniarzy? Taniej i skuteczniej. :)

A skąd wiesz, ile biorą ochroniarze w tym świecie? I czy można im zaufać? A sobie zawsze można…

 nie ma w jego wypowiedzi dziwnych skrętów, zachowuje się naprawdę za normalnie

Hmm. Nie każdy wariat jest furiatem. Właściwie nawet większość nie jest… <skrzętnie ukrywa żółte papiery>

heart

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Hej, Tarnino

Pięknie dziękuję za łapankę. Powoli ją wprowadzę.

Eleganckie, satysfakcjonujące, wręcz katartyczne. Wszystko zgrabnie dopasowane… no, i, kurczę, co mam dalej pisać? Dobry szort. Ze światotwórstwem. Prawda, że strasznie gładko poszło, ale to właśnie jest to catharsis… podła jestem :)

A ja już tego tekstu nie lubię, bo okazał się mocno nielogiczny ;p Może, tak jak piszesz, to szort na poprawę humoru. Sprawiedliwa zemsta jest bardzo satysfakcjonująca…

A stosunek do czarów miłosnych taki sam, jak w Harrym Potterze.

Nie do końca, przecież tam je sprzedają w sklepach…

Może są też dziury w Harrym Potterze? xD

Nieco gorzej wypada bohater, który choć sprawnie napisany, zachowuje się jak profesjonalista w złodziejskim fachu, a nie księgowy, który poświęcił życie walce ze skarbówką.

Nigdy nie walczyłeś ze skarbówką XD

O, to, to!

Słabości czynią bohatera, czy jakoś tak…

A, tak. Tylko akurat początki cukrzycy nie przeszkadzają mu specjalnie. Nie w tym, co tutaj robi.

Dajcie spokój, 9k znaków, jak ja tu zdołam skomplikowanego bohatera zrobić ;P

To się weź w troki i dłuższe napisz :)

W życiu :O Za normalny świat ;)

Pozdrówka!

A ja już tego tekstu nie lubię, bo okazał się mocno nielogiczny ;p

No, nielogiczny, ale ładny…

Może, tak jak piszesz, to szort na poprawę humoru. Sprawiedliwa zemsta jest bardzo satysfakcjonująca…

Oj, chyba tak.

Może są też dziury w Harrym Potterze? xD

Żeby to jedna… XD

W życiu :O Za normalny świat ;)

 

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Raport z językowego frontu walki o Polskę.

Nowa Fantastyka