- Opowiadanie: Sonata - Pocałunek zimy

Pocałunek zimy

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Pocałunek zimy

Podobno kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. 

Bose stopy idealnie trafiały w swoje ślady w śniegu. Najpierw poruszały się powoli, z precyzją, potem wirowały coraz szybciej. 

Po kilku obrotach zamarłam w bezruchu, czekając, aż oddech się uspokoi.

Chwyciłam sznur od sań, by wciągnąć je na szczyt pagórka. Dziś słońce zapadło w długi sen. Na niebie wisiała zielonkawa zorza polarna. Pod nią iskrzyły się zaspy, gdzieniegdzie poznaczone kępkami drzew z gałęziami ciężkimi od śniegu. Pośrodku błyszczał zamarznięty strumień. Było jasno, niemal jak za dnia. 

Dawno zapomniałam o radości, jaką potrafiły dać te widoki. Nawet najpiękniejszy obraz nic nie znaczy, gdy jest oglądany przez człowieka bez duszy. Zbiegłam z pagórka. 

Natychmiast wróciły wspomnienia. Już przestałam z nimi walczyć. Ja i Annikki zbiegające z sankami z górki, rzucające śnieżkami… I Wigilia, w którą zawieźli ją do szpitala. Magia świąt naprawdę potrafiła dokonać cudu… 

A potem już tylko bezgraniczna, wciąż wbijająca we mnie swe zimne sople, samotność.

Chwyciłam nagle cienkie ramiączko sukienki. Myślenie o samotności zawsze sprowadzało na mnie natrętną chęć zmiany pozycji. Czasami nie mogłam przez to zasnąć. 

Ruszyłam skocznym krokiem wzdłuż strumienia, uśmiechając się szeroko. Tam, gdzie zakręcał, było umówione z Jussim miejsce.

Po dotarciu tam zobaczyłam przykrytą folią i obwiązaną sznurem skrzynię. Ciekawe, gdzie się ukrył Jussi? Miał odjeżdżać kawałek od tego miejsca, żebyśmy się przypadkiem nie spotkali. 

Ściągniętą z sań skrzynię ze śmieciami umieściłam obok nowej. Tę z cichym stęknięciem przeniosłam na miejsce starej, a potem, nieco wolniej, ruszyłam w stronę mojej chaty. 

Cały czas się uśmiechałam. 

Jeśli na siłę będę radosna, smutek odejdzie. 

 

***

 

Wieko skrzyni spadło na podłogę, odsłaniając paczki z mrożonym jedzeniem, rozpałkę i inne rzeczy niezbędne do przeżycia. Nie potrzebowałam wiele.

Dlaczego Jussi wciąż mi pomagał? Od tylu lat jeździł na ten koniec świata, by dostarczać mi skrzynie i nigdy nie złamał zakazu. Dobrze wiedział, co się stanie, gdy spróbuje mnie poznać. Nie kontaktowałam się z nikim innym. Nie było tu zasięgu i żadnych ludzkich siedzib. Za to czasem przychodziły renifery. 

Wyszłam na zewnątrz. Wcześniej obserwowały, jak ciągnę nową skrzynię. Teraz trójka moich starych przyjaciół zbliżyła się do mnie, z zaciekawieniem zaglądając do wnętrza chaty. 

Najpierw podszedł Asko, najodważniejszy. Wyciągnęłam rękę. Po chwili miękki pysk połaskotał mnie w skórę. Później podeszli Ukko i Niilo.

Teraz uśmiechałam się szczerze. Renifery pochylały chciwie głowy, żądne głaskania. Pogładziłam każdego po miękkiej sierści. Zawsze gdy to robiłam, zdawało mi się, że czuję ciepło w miejscu, w którym kiedyś było moje serce. Wiedziałam, że tylko to sobie wyobrażam, ale i tak lubiłam to uczucie. 

Nagle usłyszałam szelest i ciche osypywanie się śniegu. Zza kępki drzew nieśmiało wyszedł czwarty renifer. 

Nie znałam go. Kojarzyłam wszystkie renifery z okolicy. Ten wyglądał nieco inaczej niż pozostałe. Był większy, a jego sierść lśniła jak zorza. Na grzbiet miał zarzucone juki. Czyżby przybył tu z jakimś człowiekiem? Rozejrzałam się, nasłuchując, ale nikogo nie dostrzegłam. 

Stanął na uboczu. 

– Cześć, przyjacielu, piękny jesteś – powiedziałam cicho, nie ruszając się z miejsca, żeby go nie przestraszyć. 

Renifer również się nie ruszył. Pozostała trójka trącała mnie łbami, ale nie zwracałam na to uwagi, obserwując przybysza. Zbliżył się kilka kroków. Mogłam teraz wyraźniej zobaczyć jego niezwykłe, bursztynowe oczy. Biła z nich mądrość, ale też smutek. 

Wyciągnęłam do niego dłoń. Patrzył na mnie długo, ale nie podszedł. Po jakimś czasie odwrócił się i zniknął między drzewami. 

 

***

 

Podczas nocy polarnej nigdy nie wiedziałam, która dokładnie jest godzina. Pozbawiona zegarka i jakiejkolwiek elektroniki polegać mogłam jedynie na świetlistej łunie jaśniejącej nad horyzontem, wspomnieniu słońca, które schowało się na długi czas.

Codziennie po wstaniu z łóżka musiałam wychodzić przed dom, by ocenić porę. Dziś łuna była wyjątkowo jasna, wydobywając z nieba miliony odcieni. Stopy same poderwały się do tańca. 

Gdy tańczyłam, całkiem zapominałam o tym, gdzie i kim jestem. 

Nagle zatrzymałam się i krzyknęłam.

Przede mną stał jakiś człowiek. Natychmiast się cofnęłam. 

– Odejdź stąd! – powiedziałam ostro.

Wysoki mężczyzna o skórze dość ciemnej jak na ten region świata patrzył na mnie z fascynacją. 

– To było piękne. Taka radość w twoim tańcu… I ten kontrast z twoimi smutnymi oczami. 

– Uciekaj, bo inaczej zginiesz! 

Nie posłuchał. Mało tego, podszedł bliżej. 

Niemożliwe. 

Wciąż podchodził i nic się mu nie działo. 

– Nie jest ci zimno? – zapytał, patrząc na moją cienką sukienkę. 

– Jeszcze raz ci mówię, odejdź – ostrzegłam. – Nie jestem zwykłą kobietą, zamiast serca mam kawałek lodu. Jeśli się do mnie zbliżysz, zamarzniesz i zginiesz. 

Przybysz zatrzymał się. 

– Jesteś królową śniegu? – zapytał.

Wiedziałam, że mi nie uwierzy. 

– Temperatura jest dużo poniżej zera – powiedziałam. – Stoję bosymi stopami na śniegu w letniej sukience. Czy widzisz, żebym drżała? Nie. Nie uważasz, że to nienormalne, że nie jest mi zimno? 

Przez chwilę milczał.

– Więc… – Zawahał się. – W takim razie dlaczego nie masz serca? 

– Oddałam je umierającej siostrze. 

– Jak to możliwe? 

Westchnęłam. Miałam nadzieję, że jeśli usłyszy moją historię, odejdzie. 

– Dwadzieścia lat temu miałam rodzinę, dom i normalne życie. Rodziców, rodzeństwo, wielu przyjaciół. Byłam przyzwyczajona do tego, że otaczają mnie bliscy. Pewnego dnia, akurat w Wigilię, Annikki, moja siostra, zemdlała. Miała chore serce już od dawna. W ciężkim stanie trafiła do szpitala.

– Przykro mi. 

– Nie podchodź! 

Przybysz, który zbliżał się z lekko uniesioną ręką, zatrzymał się w pół kroku. Cofnęłam się ponownie. Ten mężczyzna albo był głupi, albo chciał umrzeć. 

– Miałam wtedy osiem lat. Wierzyłam, że jest coś takiego jak magia świąt. Była już Wigilia, ale miałam nadzieję, że mój list jakimś sposobem zdąży trafić do świętego Mikołaja. Poprosiłam go, żeby… oddał Annikki moje zdrowe serce. Tej nocy nie poszłam spać. Czekałam na niego.

– I przybył? 

– Tak. Mimo wszystko byłam zaskoczona, że przyszedł do mnie we własnej osobie, ale powiedział wtedy, że jak ktoś bardzo chce się dla kogoś poświęcić, to magia świąt potrafi zdziałać cuda. Mówił, że odda moje serce Annikki, ale musi mi dać coś w zamian. 

Zamilkłam, czując w klatce piersiowej wspomnienie lodowatego zimna, które kiedyś wdarło się do mojego ciała. Potem już nigdy więcej nie zmarzłam. 

– Powiedział, że da mi serce z lodu. Że będę musiała opuścić rodzinę. I żebym nie kontaktowała się z żadnym człowiekiem. Nigdy. Bo kiedy tylko ktoś się do mnie zbliży, zamarznie. Ale powiedział też, że dobro wraca. Uwierzyłam. 

Nieproszony gość wpatrywał się we mnie, jakby i on w to kiedyś wierzył. Obserwując go uważnie, dodałam: 

– A potem obudziłam się tutaj, na końcu świata, gdzie nikt nie mieszka, a za towarzystwo mam jedynie renifery. Mikołaj przysyła Jussiego, by dostarczał mi paczki z potrzebnymi rzeczami. 

– Musi być ci bardzo zimno. 

Wstrzymałam oddech. Przybyszowi nie chodziło o fizyczne zimno, ale i tak odparłam: 

– Nie odczuwam chłodu. Wierzysz mi? Wierzysz mi w to wszystko? 

Spojrzał na mnie lekko wilgotnymi oczami. 

– Tak. 

– To wiesz już, że możesz zginąć. 

– Renifery nie ginęły – powiedział. 

– Bo na zwierzęta to nie działa. Tylko na ludzi. Idź stąd! 

Zbliżył się tak, że w jego oczach ukazało mi się własne odbicie. Wcisnęłam się w ścianę chaty. 

– Nic mi nie jest – oznajmił. – Jak masz na imię?

– Lemmikki. Nie mogę uwierzyć, że wciąż żyjesz. – Obserwowałam go szeroko otwartymi oczami, ale nie wyglądało na to, by zamarzał. 

– Ja jestem Keimo. 

Kiwnęłam głową. Przybysz miał nawet ładną twarz i niesamowite, duże oczy. 

Zauważył, że nieco się uspokoiłam.

– Wiesz, myślę, że mimo wszystko potrzebujesz ciepła. A ciepło podczas zimy dają Święta. 

– Od dawna ich nie obchodzę. 

Powiał wiatr, śnieg poderwał się z zasp i zawirował. Kilka płatków osiadło mi na włosach i twarzy. Gdybym umiała płakać, właśnie tak wyglądałyby moje łzy. 

– Tak się złożyło, że w tym roku ja też nie mam z kim spędzić Wigilii. Może… spędzimy ją razem? 

Pokręciłam głową. 

– Przebywając ze mną, umrzesz. 

– Przecież czuję się dobrze. 

Policzki Keimo zaczerwienione były od mrozu, ale poza tym nawet nie drżał. 

– Nie wiem, dlaczego wciąż nie umierasz, ale to się może stać w każdej chwili – syknęłam. 

– Wiesz, że niedaleko mieszka Święty Mikołaj? W Wigilię wyruszy, by roznosić prezenty. A wtedy dzieją się prawdziwe świąteczne cuda. 

Zamknęłam na chwilę oczy. O świątecznych cudach wiedziałam aż za dobrze. 

 

***

 

Noc polarna mnie przytłaczała. Po kilku tygodniach życia w cieniu kuli ziemskiej czułam się jak jałowa, drżąca z wyczerpania powłoka. Tylko renifery powstrzymywały mnie przed całkowitym szaleństwem. Za co taki los? Świąteczne cuda, dobro wraca! Za moje dobro zostałam wpędzona do lodowatego piekła. 

Powieki drgały. Przycisnęłam do nich przedramię i osunęłam się na fotel. Nie chciało mi się tańczyć, nie miałam nawet siły zmusić się do uśmiechu. Usłyszałam hałas przed chatą. Renifery. Podniosłam się ociężale, by pójść je nakarmić. Wtedy dobiegły do mnie jakieś słowa. 

Niemożliwe. Dobiegły sprzed drzwi, a nie było stąd innego wyjścia. Musiałam uciec oknem. Nie chciałam… tamta sytuacja nie mogła się powtórzyć. 

– Lemmikki! 

Zamarłam. To był głos tego mężczyzny, którego spotkałam kilka tygodni temu. Keimo, tak miał na imię. To było tak nierealistyczne spotkanie, że już dawno uznałam je za sen. 

Zupełnie otępiała otworzyłam drzwi. 

Stał tam z saniami wypełnionymi paczkami, skrzynkami i… choinką.

– Wciąż tu jesteś – wysapał. – Jutro Wigilia. 

 

***

 

Chciałam go wygonić, ale wyczerpanie nie pozwoliło mi się kłócić. Przywiózł wszystko, co pamiętałam z rodzinnych wigilii. Pieczoną szynkę, łososia, śledzie, jabłka, drewniane ozdoby. 

– Jak ty to…? – wybełkotałam, patrząc, jak Keimo wnosi choinkę, rozsypując wszędzie śnieg. – I ja nie mogę jeść takich… 

– Nie możesz, czy nie chcesz? 

– Potrawy, które nie są zamrożone, odrzucają mnie. 

Potem wszystko działo się szybko. Keimo rozpalił w kominku, którego nigdy nie używałam. Zimna, szara chata nabrała nagle ciepłych barw i rozniósł się w niej zapach sosnowego drewna. Później Keimo ozdabiał choinkę i szykował potrawy, których woń wcale mnie nie odtrącała. Sama zaczęłam szykować łososia i wykrajać ciasteczka, tak jak kiedyś z Annikki… 

 

***

 

W Wigilię od rana w chacie unosiła się atmosfera zapomnianego ciepła. Keimo posypywał ciastka cynamonem i nucił Tonttujen jouluyö. Pierwszy raz od tygodni byłam wyspana, pierwszy raz nie przytłaczał mnie żaden ciężar.

Wieczorem usiedliśmy przy kolacji. Spróbowałam po trochu wszystkich potraw. Ich ciepła nie czułam, a miękka, niezamrożona konsystencja trochę mnie odrzucała, ale w końcu pierwszą od dawna Wigilię pragnęłam jakoś uczcić.

Było mi dobrze, lecz wciąż gdzieś w zlodowaciałym sercu czaił się lęk o Keimo. 

– Naprawdę mi miło, że wpadłeś, ale boję się, że coś ci się stanie – wyznałam. 

– Przecież widzisz, że nic mi nie jest. 

Musiałam mu powiedzieć. 

– Kiedyś… zapuściłam się daleko od chaty. Szłam opustoszałym lasem, gdy nagle przede mną pojawił się jakiś człowiek. Nie zauważyłam go wcześniej, wyszedł spomiędzy drzew. Nie mam pojęcia, co on tam robił, tak daleko od siedzib ludzkich…

Zamknęłam na chwilę oczy, by ujrzeć wspomnienie tamtego strasznego dnia. 

– Nie zdążyłam zareagować. Moje zimno… natychmiast go zabiło. – Spojrzałam na Keimo. – Nie wiem, dlaczego z tobą tak się nie stało, ale moje serce wciąż jest kawałkiem lodu i w każdej chwili może cię zabić. Dlatego odejdź. 

Keimo wstał. Odszedł od stołu, stanął na środku chaty, jakby się wahając. Potem zamknął oczy i przez chwilę trwał nieruchomo. Moje serce zamarło. Jego ciało zaczęło pokrywać się sierścią. Z głowy wyrastały rogi. Dłonie zmieniły się w kopyta. 

Po chwili stał przede mną renifer, ten piękny renifer, którego widziałam tuż po rozpoczęciu nocy polarnej. 

 

***

 

Wpatrywałam się w lśniące, brązowe oczy Keimo, który znów był człowiekiem. 

– Jak…? – wyjąkałam. 

– Też kiedyś miałem rodzinę. Mieszkałem z nimi w małym górskim miasteczku. Odebrała mi ich lawina śnieżna. Wracałem wtedy ze szkolnej wycieczki. I zrozumiałem, że zostałem całkiem sam. Chciałem się zabić. Położyłem się w tym cholernym śniegu, pod którym zginęła moja rodzina i czekałem, aż zamarznę.

Keimo zamilkł na chwilę, przyglądając mi się, jakby próbował odczytać moje myśli. Nie myślałam o niczym, znów ogarnęło mnie otępienie. 

– Znalazł mnie… nie kto inny, a Święty Mikołaj. Okazało się, że poszukuje renifera do ciągnięcia swoich sań, bo jeden z nich odszedł. Szukał ludzi, którzy na zawsze już zostaną reniferami. Powiedział, że nie będę samotny. Zgodziłem się. 

To brzmiało zupełnie jak… 

– To dlaczego odszedłeś? – zapytałam. 

– On… nie miał racji. Wciąż byłem samotny. Nie mogłem nawet porozmawiać z innymi reniferami. Też mi powiedział, że dobro wraca. On… kłamie. Odszedłem w końcu, nie mogąc dłużej znieść tego, że jestem otoczony innymi reniferami, które tak naprawdę są ludźmi, a nie mogę się nawet do nich odezwać.

Ta historia brzmiała tak nieprawdopodobnie, że w normalnych warunkach nigdy bym w nią nie uwierzyła. Spotkałam jednak Świętego Mikołaja i wiedziałam, że nie jest taki dobry i piękny, jak się go przedstawia. 

– Jednak gdy odszedłem, było jeszcze gorzej – ciągnął Keimo. – Teraz nie miałem przy sobie nikogo. Znowu. Błąkałem się, ponownie myślałem o tym, by się zabić. I wtedy… spotkałem ciebie. – Jego oczy rozbłysły. – Nie wiem, jakim cudem, ale przy tobie byłem w stanie zmienić się z powrotem w człowieka. Potem poleciałem do miasta. Próbowałem znowu to zrobić, ale nie udało się. Zrozumiałem, że tylko przy tobie mogę być człowiekiem. Więc ostatni raz odwiedziłem Świętego Mikołaja. Elfy załadowały mi na sanie te wszystkie rzeczy. I wróciłem do ciebie.

Spojrzał mi w oczy i ściszył głos. 

– Nie zabijesz mnie, bo nie jestem człowiekiem. Może Mikołaj miał rację z tym, że dobro wraca… Może dlatego właśnie się spotkaliśmy. Żebyśmy nie byli już więcej samotni.

Pod sufitem wisiała jemioła. Spojrzałam na nią, a potem Keimo się zbliżył i poczułam prawdziwe ciepło, nie fizyczne, ale takie, jakiego nie czułam nigdy. 

 

***

 

Słońce odbijało się od śniegu i utrudniało bieg.

– Taavetti, zaczekaj! – krzyknęłam. 

Minęło kilka Wigilii od czasu, gdy ktoś nie chciał dać się pogłaskać.

Taavetti odwrócił się, wykrzywił buzię, pokazał język i pohasał dalej. Nie mogłam go dogonić, mając tylko dwie nogi. Wciąż łapał mnie niepokój, gdy patrzyłam na jego nagie plecy i ramiona, choć wiedziałam, że wcale nie jest mu zimno.

Obok mnie przebiegł Keimo jako renifer i natychmiast dogonił chłopca, którego cztery kopytka były jeszcze zbyt małe, by mógł galopować. 

Rozległy się piski i krzyki. Zatrzymałam się, sapiąc. Już nie uśmiechałam się na siłę. Patrzyłam, jak moje życie coraz bardziej wypełnia się ciepłem. 

Koniec

Komentarze

Miś przeczytał. Powodzenia w konkursie.

Ciekawa historia, fajny dwuznaczny Mikołaj. Niby bardzo emocjonalna, ale jakoś mnie nie odrzuciła. Jak rozmrożone jedzenie bohaterki. ;-)

Bardzo świąteczna.

Babska logika rządzi!

Bardzo fajnie i świątecznie. Trochę spory poziom dramatyzmu, ale podany w takiej postaci, że dobrze się czyta. Plusik za fińskie klimaty.

Pozdrawiam

2 – Warsztat

Bardzo dobrze się czytało, choć tu i ówdzie nastąpiły przeskoki i opisy, które zmusiły mnie, by zatrzymać się i jeszcze raz przeczytać kilka ostatnich zdań – jednak to nic wielkiego. Konstrukcyjnie bardzo w porządku, choć III akt prosi się o rozbudowany wątek Lemmikki i Teimo, bo trochę szybko przeszli ze znajomości do posiadania dziecka. To tylko drobnostka, ale trochę zakuła mnie o oczy.

 

2 – Narracja

Pierwszoosobowa narracja zawsze mi się podobała i z przyjemnością stwierdziłem, że i tu sprawiła mi przyjemność. Opisy sugestywne, proste, ale nie prostackie, “infodump” blisko granicy nachalności, ale ratuje cię bajkowy klimat opka, gdzie takie zabiegi mniej kłują w oczy. 

 

2 – Fabuła

Bajkowy klimat generalnie mnie odtrąca, tu jednak, dzięki szczypcie mroku w postaci Mikołaja (taki trochę Diabełek, co to odwraca ogonem życzenie zawarte w kontrakcie) i konsekwencji związanych ze spełnieniem “wigilijnego życzenia” zrobiło się naprawdę interesująco.

Przyczepić się muszę do jednej rzeczy, o czym wspomniałem wcześniej – brak mi nieco bardziej rozbudowanego motywu przerodzenia się znajomości Lemmikki i Keimo w miłość, która zaowocowała poczęciem dziecka. Ten przeskok trochę popsuł mi rytm, jakim płynęła fabuła

 

2 – Dialogi

Ze względu na konstrukcję opowiadania i bajkowy klimat jestem w stanie wiele wybaczyć, dlatego infodump w dialogach nie był za specjalnie bolesny, ale zaznaczam, że rzucał się w oczy. I tak nieźle poradziłaś sobie z zadaniem skonstruowania i przedstawienia w dialogach ciekawego świata, i to w tak małym limicie znaków.

 

1,5 – Postaci

Poszło im “za łatwo”. Z jednej strony w takich historiach musi na drodze naszych bohaterów stanąć jakaś przeszkoda do pokonania. Z drugiej jednak jestem świadomy, że przeszkodą była cała przeszłość postaci przedstawiona w dialogach, więc jakoś się to balansuje.

Sam strach Lemmikki o przybysza to trochę za mało. Może w trosce o niego powinna próbować zmienić miejsce zamieszkania, a wtedy Keimo musiałby ją znaleźć i zawrócić? Ot, sugestia bardziej fabularna, ale mam wrażenie, że postaci nie musiały walczyć o swoją znajomość.

Poza tym obie postaci są takie same – różnią się oczywiście płcią, imionami i okolicznościami, w jakich stracili możliwość życia jak człowiek, ale nie widzę wyraźnej kreski dzielącej charaktery tych osób. Są swoimi odbiciami lustrzanymi, co trochę niweluje dynamikę ich spotkania i rozwoju znajomości.

Ale to krótka bajka, więc zdaję sobie sprawę, że mój “zarzut” jest nie na miejscu ;).

Lemmikka na pewno jest lepiej przedstawiona a jej tragiczna historia zdecydowanie do mnie przemawia – bez problemu można się z nią identyfikować, a przez to, jako czytelnik, potrafię jej współczuć i kibicować.

Keimo jest, jak wspomniałem, jej odbiciem lustrzanym, ale jego emocje poznajemy tylko przez dialogi, co trochę odczłowiecza jego postać, a co za tym idzie wydaje się trochę z papieru i nie przekonuje mnie do siebie. Gdzieś tam przewijają się smutne oczy itp, ale to za mało. W konsekwencji jego relacja o tym, jak został reniferem, brzmi, jakby opowiadał o wyjściu do sklepu.

 

2 – Klimat

Mimo “bajkowości”, której zasadniczo nie lubię, nie mogę odmówić twojemu opku, że posiada klimat. Potrafię wyobrazić sobie lesiste odludzie przykryte śniegiem, niebo płonące od zorzy i zimno, które kłuje nie tylko w skórę, ale i w samotne serce Lemmikki. Końcówka z powoli wracającym do jej życia ciepłych barw i uczuć też jest w porządku, choć ponownie powiem, że zgrzytnął mi przeskok “od znajomości do miłości”.

 

0-3 WARSZTAT | 0-3 NARRACJA | 0-3 FABUŁA | 0-3 DIALOGI | 0-3 POSTACI | 0-3 KLIMAT

Koalo75, dziękuję za przeczytanie :)

 

Finklo, Tobie również. Cieszę się, że historia Cię nie odrzuciła!

 

Oidrin, dziękuję za przeczytanie i komentarz. Super, że dobrze się czytało :)

 

Folanie, dziękuję za tak rozbudowany komentarz. Prawda że przeskok od znajomości do posiadania dziecka jest szybki, ale to przez limit znaków, nie miałam miejsca, by to rozbudować. Cieszę się, że kreacja Mikołaja wydała się interesująca i że główna bohaterka też się spodobała. 

Cześć!

 

Bardzo mi się podobał klimat tego opowiadania i kreacja głównej bohaterki, sposób narracji ładnie to wszystko budował. Odkrywasz ten świat po kawałku i sprawnie wprowadzasz kolejne elementy, odkrywając tajemnice bohaterki. Duży plus za Świętego Mikołaja i to, że choć był tutaj tylko w tle, to okazał się oryginalny. Dość wcześnie można się domyślić, do czego ta historia zmierza, ale to nie psuło przyjemności z lektury. Zgłaszam do biblioteki.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć, Alicello, dzięki za opinię! Cieszę się, że lektura sprawiła przyjemność :)

No romansu się tu nie spodziewałam;)

Piękna historia, bardzo efektownie splotłaś ze sobą rozmaite wątki bajkowe.

Mikołaj jawi się tu jako zły czarodziej, ale na szczęście wszystko dobrze się skończyło.

Renifery przesympatyczne, a podczas czytania opisów jej ubrania robiło mi się zimno.

Ambush, dziękuję za pozytywną opinię :)

Podoba mi się niejednoznaczne przedstawienie Świętego Mikołaja w Twojej opowieści. Najczęściej jest dobrotliwym staruszkiem rozdającym prezenty, czasem jacyś szaleńcy robią z niego “złego” a u Ciebie jest tajemniczy i niepodlegający jednoznacznej klasyfikacji. Duży plus za to.

Historia głównej pary jest urocza, choć miałam momentami wrażenie nieco nadmiernego wykładania ‘kawy na ławę’, głownie w scenie, gdzie bohaterowie się poznają. Wydaje mi się, że lepiej byłoby odkrywać historię bohaterki stopniowo, zamiast tak wszystko w jednym dialogu (no dobra, to w zasadzie był monolog, Keimo robił za wtrącenia ;p). Trochę mnie też zdezorientował ten Jussi w pierwszej scenie – założyłam, że skoro ma imię to jest kimś ważnym dla fabuły i przez jakiś czas wydawało mi się, że to on jest tym reniferem. Na imionach też sobie trochę język łamałam ;) ale w sumie to dobrze, że zdecydowałaś się na oryginalne.

Zostawiam kliczek :)

Bello, dziękuję za komentarz :) O, już kolejnej osobie podoba się Mikołaj, super! Co do odkrywania historii głównej bohaterki, tu nie miałam za bardzo pola manwewru z powodu limitu. Prawda, na imionach można sobie połamać język, ale chciałam, żeby brzmiały maksymalnie fińsko :)

Cześć, Sonato

 

Historia sama w sobie jest bardzo ładna, świetnie wpasowuje się w świąteczny klimat. Ciekawe czy każde zimne serce da się ogrzać ;) chciałbym wierzyć, że tak :) Tekst choć z początku smutny, okazuje się pełen nadziei, choć może nie takiej jakiej się spodziewamy, to jednak takiej, która niesie nam dokładnie to, czego potrzebujemy.

Technicznie nieco mi się rzucił nadmiar zaimków, to można na pewno wyeliminować.

Ale nie ma też co narzekać, lepiej podrzucić tekst innym czytelnikom ;)

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Cześć, Krokusie, dziękuję za miły komentarz :) Myślę, że każde zimne serce da się ogrzać, tylko czasami brakuje ognia…

Ciekawy pomysł zrealizowałaś :). Początek mnie zaciekawił i potem poszło szybko. Fajnie, że również sięgnęłaś (pierwsza) po Finlandię. Moje serce skradł tu Keimo :). Cieszę się, że dobrze się skończyło (przynajmniej dopóki, ktoś nie odnajdzie niezwykłej rodzinki i nie powstanie część druga – Eksperymenty na … wink).

Przeszkadzał mi tylko fragment, kiedy bohaterka tak łatwo i szybko wyznaje przed mężczyzną swoją przeszłość (chyba przez limit).

Idę kliknąć :).

Uważaj, czego sobie życzysz… Podoba mi się niejednoznacznie i zdecydowanie niecukierkowy Mikołaj. Podoba mi się, że można wszystko, tylko cena bywa wysoka. Ładna historia, choć smutna i tego smutku nie osłodziło mi nawet zakończenie. I nie pytaj dlaczego, bo nie mam pojęcia ;)

Klik :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Monique.M, dziękuję za komentarz! O tak, Finlandia to moje skryte marzenie, więc akcję świątecznego opowiadania musiałam w niej umieścić :) A eksperymentów nie będzie :P

 

Irko, Tobie również dziękuję :) Zakończenie nie jest może do końca najszczęśliwsze, wiadomo. Ale bywają sytuacje, że nie da się całkowicie pozbyć pewnych problemów.

Przeczytane.

Witam jurorkę!

Dobre to było! Z pewnością tekst zyskałby na wydłużeniu, limit wyraźnie zaszkodził, szczególnie w braku opisu zakochania się pary bohaterów. Przedstawienie losu i mężczyzny i kobiety w postaci monologów też mogłoby być lepsze, ale nie bardzo widzę, co można uciąć.

Opowiadanie stoi nastrojem i trzecioplanową postacią Mikołaja. Oba elementy wypadają bardzo dobrze. Reniferołak mnie zaskoczył, zakończenie również, więc również na plus. Bardzo świąteczny tekst i zdecydowanie bym klikał.

Pozdrawiam

Cześć, Zanaisie! Dziękuję za komentarz. No proszę, kolejnej osobie podoba się mój Mikołaj, aż dziwne :)

Naprawdę ładne i na wskroś świąteczne opowiadanie.

Życie Twojej bohaterki nie jest usłane różami i sugestywnie nam to sprzedajesz. Spodobała mi się ta postać. Podoba mi się to, że mimo tragicznego losu, nie zatraciła człowieczeństwa i wciąż kieruje się dobrem innych. Nie jest przy tym postacią z papieru, ale istotą wyrazistą i twardo stąpająca po ziemi. Cieszę się, że doczekała happy endu :)

Pozdrawiam!  

adam_c4, dziękuję za komentarz! Cieszę się, że moja postać Ci się spodobała :)

Ładnie, świątecznie, bajkowo i z morałem. Podobało mi się.

Już kilka razy padło, że ten dwuznaczny Mikołaj robi robotę i to jest prawda. Sama historia smutna, zaś na końcu pozwala się jednak uśmiechnąć, w taki zwykły ciepły sposób, kiedy cieszymy się czyimś szczęściem. Gdyby było trzeba kliknąłbym :0

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Outta, dziękuję za miły komentarz :)

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Dzięki, Anet :)

Przeczytałam.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Witam jurorkę :)

Nowa Fantastyka