- Opowiadanie: fizyk111 - Miejsce, w którym gęstnieją galaktyki

Miejsce, w którym gęstnieją galaktyki

Opowiadanie uczestniczy w konkursie „Granice Nieskończoności”.

Jeśli podoba Ci się ta inicjatywa, rozważ darowiznę na Fundację Wspierania Ratownictwa RK: https://fb.com/FundacjaRK/about/ (dane na dole strony).

 

Wielkie podziękowania dla betujacuch CM-a i Asylum, za cenne uwagi i wielce pouczajace dyskusje na temat astrofizyki, ewolucji wszechświata i natury Ono. 

 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Miejsce, w którym gęstnieją galaktyki

W pew­nym sen­sie lu­bi­łom te swoje ata­wi­stycz­ne wspo­mnie­nia.

W pew­nym sen­sie tylko, bo­wiem już bar­dzo dawno po­zby­łom się uczuć, długo przed tym, zanim po­zby­łom się ciała, a te naj­wcze­śniej­sze wspo­mnie­nia były z nimi nie­ro­ze­rwal­nie zwią­za­ne. Czas był wtedy ode­rwa­ny od prze­strze­ni. Punk­ty w cza­sie mie­rzy­łom ob­ro­ta­mi, a punk­ty w prze­strze­ni, gwiaz­da­mi.

Teraz czas i prze­strzeń są dla mnie jed­nym.

Zbli­ża się taki punkt czasu, w któ­rym śred­nie od­le­gło­ści mię­dzy ga­lak­ty­ka­mi będą do­kład­nie dwa razy więk­sze, niż w chwi­li po­ja­wie­nia się mojej świa­do­mo­ści. Pa­mię­ta­łom taki zwy­czaj ce­le­bro­wa­nia punk­tów cza­so­wych i po­sta­no­wi­łom go przy­wo­łać.

– Spo­tkaj­my się w Ga­lak­ty­ce – wy­sła­łom wia­do­mość do wszyst­kich Ludzi.

Od­po­wie­dzia­ło sie­dem.

A jest nas kilka mi­liar­dów.

Wszech­świat roz­sze­rza się szyb­ciej niż roz­cho­dzi in­for­ma­cja.

Inne od­po­wie­dzą, jak się za­trzy­ma­ją. Albo gdy za­wró­cą. 

Jądro Ga­lak­ty­ki wciąż było cie­płe. Grza­ło­śmy się w jego pro­mie­nio­wa­niu, wspo­mi­na­jąc naszą ko­leb­kę. Czasy, gdy była ma­leń­kim sku­pi­skiem mi­liar­dów mło­dziut­kich gwiazd, a myśmo po­sia­da­li jesz­cze fi­zycz­ne po­wło­ki i uczu­cia, które prze­szka­dza­ły w po­zna­niu. Prze­ka­za­łom wspo­mnie­nia. Zrób­my to bez ciał. I bez emo­cji. Nasz śpiew i ta­niec spo­wo­do­wał lo­kal­ne za­bu­rze­nia en­tro­pii. Po­wsta­ły w ten spo­sób wy­jąt­ko­we ilo­ści ma­te­rii or­ga­nicz­nej i wiele ognisk świa­do­mo­ści. Gdzieś­po­tem opo­wia­da­ło­śmy sobie o dziw­nych miej­scach we wszech­świe­cie. Tak do­wie­dzia­łom się, że ist­nie­ją cza­sob­sza­ry, w któ­rych od­le­gło­ści mię­dzy ga­lak­ty­ka­mi są znacz­nie mniej­sze niż tutaj, oraz że na gład­kim oce­anie wszech­świa­ta, gdzieś w jego głę­bi­nach, po­ja­wia­ły się zmarszcz­ki. Po­sta­no­wi­łom je do­świad­czyć.

 

W pew­nym sen­sie lu­bi­łom te swoje ata­wi­stycz­ne wspo­mnie­nia.

O tym, że byłem i czułem, a ty miałaś imię.

Prze­mie­rza­li­śmy wtedy Ga­lak­ty­kę we dwoje. I lu­bi­li­śmy po­zna­wać nowe świa­ty oraz sie­bie na­wza­jem. Ja prze­mie­rza­łem ją z tobą, a ty ze mną. To było dobre wspo­mnie­nie.

Chcia­łom prze­żyć to jesz­cze raz.

Za­py­ta­łom, czy mo­że­my się udać razem, tam gdzie ga­lak­ty­ki są bliż­sze niż tutaj, a Ono się zgo­dzi­ło.

Ty się zgo­dzi­łaś. – Wspo­mnia­łom.

 

Prze­strzeń wszech­świa­ta była jed­no­rod­na, a nie­licz­ne zgęst­ki ma­te­rii nie prze­szka­dza­ły nam w po­dró­ży. Aż do pew­nej cza­so­prze­strze­ni, w któ­rej ich ude­rze­nia za­czę­łom do­świad­czać ne­ga­tyw­nie. Nie­spo­ty­ka­nie wiel­kie ga­lak­ty­ki prze­szka­dza­ły w pro­stej po­dró­ży. Uży­wa­łom ko­lej­nych wy­mia­rów, aby je omi­jać. Ale ga­lak­ty­ki były tak bli­sko sie­bie, że coraz trud­niej uda­wa­ło się mię­dzy nimi prze­ci­skać. Okrą­ża­ło­śmy ich nie­po­li­cze­nie w po­szu­ki­wa­niu ja­kie­goś prze­smy­ku, aż tujuż prze­strzeń skur­czo­na w na­głym pa­rok­sy­zmie i utknę­ło­śmy po­mię­dzy zde­rza­ją­cy­mi się ga­lak­ty­ka­mi. Po­mię­dzy Scyl­lą i Cha­ryb­dą. Po­mię­dzy mło­tem i ko­wa­dłem – wy­pły­nę­ły wspo­mnie­nia z naj­głęb­szych po­kła­dów pa­mię­ci. Nie ist­niał żaden kie­ru­nek w prze­strze­ni, ani cza­sie, w któ­rym mo­gło­by­śmy się wy­do­stać.

 

Nie­zna­nej mi na­tu­ry im­puls prze­mknął wszyst­ki­mi wy­mia­ra­mi jak wes­tchnie­nie. Wszech­świat za­drgał spa­zma­tycz­nie i za­czął się roz­sze­rzać. Czu­łom jak inne wy­mia­ry wy­peł­nia­ją i roz­dy­ma­ją prze­strzeń. Uwol­nio­ne z uści­sku gra­wi­ta­cji, za­czę­ło­śmy ucie­kać w stro­nę spo­koj­nych i mniej­gę­stych stref.

Coraz moc­niej­sze wi­bra­cje wszech­świa­ta spra­wi­ły, że ga­lak­ty­ki się od sie­bie od­da­li­ły. Wszech­świat roz­dął się ponad wszel­kie moje wy­obra­że­nie. Jego fi­zycz­ne na­prę­że­nia od­bi­ja­ły się w mojej świa­do­mo­ści. Po­czu­łom na­ra­sta­ją­cy ból. Naj­pierw po­wo­li roz­cią­gnął moją nie­ma­te­rial­ną, roz­pię­tą mię­dzy gwiaz­da­mi jaźń. Potem za­czął szar­pać pa­mię­cią roz­pię­tą w po­za­prze­strzen­nych wy­mia­rach. Ono było i krzy­cza­ło wraz ze mną. Z naj­głęb­szych ob­sza­rów pa­mię­ci wy­pły­nę­ło jej imię.

 Struk­tu­ra prze­strze­ni, roz­cią­gnię­ta poza gra­ni­ce wy­trzy­ma­ło­ści, zo­sta­ła osta­tecz­nie ro­ze­rwa­na. Wraz z nią i ja zo­sta­łom roz­dar­te na czę­ści, które przez jakiś czas (za­wie­szo­ny, roz­dar­ty, za­pa­da­ją­cy się w sobie i ucie­ka­ją­cy po­mię­dzy gra­ni­ca­mi) były jesz­cze po­łą­czo­ne wspól­ną świa­do­mo­ścią. Jed­ny­mi czę­ścia­mi czu­łom, jak ga­lak­ty­ki zbli­ża­ją się do sie­bie, zde­rza­ją, łączą, wy­bu­cha­ją i za­pa­da­ją w inne wy­mia­ry. Dru­gi­mi czę­ścia­mi, wi­dzia­łom jak zgęst­nia­łe ga­lak­ty­ki fa­lu­ją wśród wi­bra­cji wszech­świa­ta.

A wszyst­kie one to ro­ze­rwa­ne strzę­py na­szej świa­do­mo­ści.

Opa­da­ją, cho­ciaż brak de­fi­ni­cji góry i dołu.

Gdzieś poza przestrzenią, pod wpły­wem nie­zna­nych mi sił.

Jak ka­wał­ki pęk­nię­te­go ba­lo­ni­ka.

Koniec

Komentarze

Gęste, muszę nabrać trochę dystansu, żeby wyłuskać sens spod formy.

Na razie propsuję za “myśmo” i “gdzieśpotem” ;)

Dzięki Coboldzie za propsy i cieszę się, że będziesz tego szorcika łuskał. Tylko nie zapomnij, że niektóre wyłuskane ziarenka też można łuskać. wink

Przeczytałom.

Podobnie jak Cobold, chyba potrzebuję chwili, by spróbować jakoś ogarnąć ten tekst głębiej. Podobał mi się bardzo, zrobiłom odlot w te Twoje przestrzenie i galaktyki, przechodziłom przez wymiary ale trudno mi jakoś póki co ubrać to bardziej w słowa, te pozytywne wrażenia, by były zrozumiałe.

Natomiast kilka rzeczy, które mi się rzuciły w oczy:

– Spotkajmy się w Galaktyce – wysłałom wiadomość do wszystkich Ludzi.

Odpowiedziało siedem.

Celowy zabieg czy lepiej będzie „Odpowiedziało siedmiu [ludzi w domyśle, z linijki wcześniej]”?

 

Niespotykanie wielkie galaktyki przeszkadzały w prostej podróży. Używałom kolejnych wymiarów, aby je omijać. Ale galaktyki były tak blisko siebie, że coraz trudniej udawało się między nimi przeciskać.

Tutaj nie wiem, czy to celowy zabieg/fikcja czy miało to być rozpatrywane z domieszką sfery naukowej? Jeśli w pierwszej, to wszystkie chwyty dozwolone, a jeśli chodzi o drugą, to pomimo, że galaktyki są wypełnione miliardami gwiazd, to są i tak wypełnione przede wszystkim pustką, więc lecąc prosto przez galaktykę mógłbym nie trafić w żaden obiekt i to chyba byłoby najbardziej prawdopodobne. Jądra galaktyk są trochę gęstsze co prawda, ale średnice jąder galaktyk w porównaniu do odległości między galaktykami to wymiary znikome. Wszystko się rozbija o to, jak bardzo gęsto są te galaktyki.

oraz że na gładkim oceanie wszechświata, gdzieś w jego głębinach, pojawiały się zmarszczki.

To zdanie, nawet w formie metafory, cięzko mi ocenić. Pojęcie gładkiego oceanu sprowadza wszechświat do płaszczyzny, podczas gdy jest on bliżej nieokreśloną sferą.

Chyba, że to nawiązanie do płaszczyzny czasoprzestrzeni i tego, że jest ona zakrzywiana (zagłębiana) przez masywne obiekty grawitacyjne – w tym przypadku gęstniejące galaktyki? To wtedy ma sens. :D

Dzięki Sagitt za komentarz, cieszy mnie, że szorcik wywołał pozytywne wrażenia. Co do Twoich wątpliwości to:

 

Celowy zabieg czy lepiej będzie „Odpowiedziało siedmiu [ludzi w domyśle, z linijki wcześniej]”?

Jak najbardziej celowy zabieg, „siedmiu” to rodzaj męski, a ja chciałem być jak najbardziej „nijaki”.

galaktyki są (…) wypełnione przede wszystkim pustką, więc lecąc prosto przez galaktykę mógłbym nie trafić w żaden obiekt i to chyba byłoby najbardziej prawdopodobne.

Po pierwsze, to zależy jak wieki byś był. Po drugie, przestrzeń się kurczyła a wraz z nią odległości miedzy gwiazdami. Te w jądrze galaktyki już się pewnie połączyły.

Pojęcie gładkiego oceanu sprowadza wszechświat do płaszczyzny, podczas gdy jest on bliżej nieokreśloną sferą.

Zgadza się, ale pamiętaj, ze rozważam w tym opowiadaniu wszechświat o znacznie większej liczbie wymiarów przestrzennych niż trzy. Każda bryła n-wymiarowa posiada powierzchnię (n-1)-wymiarową. Niestety nasza wyobraźnia zamknięta jest w trzech wymiarach. Wychodzić poza nie możemy tylko stosując analogie. Np. przejście trójwymiarowej kuli, przez dwuwymiarowa powierzchnie (płaszczyznę).

Dla istot na płaszczyźnie dwuwymiarowej „płaszczaków” wygląda to jak pojawiające się znikąd koło, które się stopniowo powiększa, by następnie zmaleć i zniknąć.

Hej fizyk111 pozdrawiam!!! Wiesz, że pamiętam o Tobie jak mi pomogłeś, gdy pierwszy tu przyszedłem i byłem jak nieuświadomiony prawiczek? Opowiadanie dla mnie trochę trudne ale to w stylu Lema a Lema bardzo lubię :)

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

fizyk111 – dzięki za wyjaśnienie. No właśnie w pewnych kwestiach możnaby dywagować, jak z tymi galaktykami, ale nie jest to istota rzeczy. Pomysł mi się podoba i w sumie trochę zazdroszczę (tak pozytywnie) umiejętności w ujęciu tematu.

dawidiq150 – możesz napisać, że byłeś niedoświadczonym użytkownikiem na forum, po prostu.

Sagitt od kiedy to nie można sobie zażartować? A może nie znasz tych słów?

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

Dawidzie, nie denerwuj się, nie postrzegam Cię jako naczelnego śmieszka tutaj, więc nie wyczułem humorystycznego kontekstu. ;)

Dzięki Dawidzie za komentarz i cieszę się, że o mnie pamietasz. Ja ze swej strony też zerkam na Twoją twórczość.

Sagitt, dzięki – odrobina pozytywnej zazdrości dobrze robi na wenę. laugh

Bardzo udany tekst. Kwintesencja nieskończoności w powiązaniu z życiem ludzkim i przemianami materii. Treść tego opowiadania skojarzyła mi się z dyskusjami na temat życia przed życiem i życia po życiu. Krótki tekst, ale bogaty znaczeniowo. Odczytałam go jako wspomnienia błądzącej duszy, doświadczenia jednostkowe, ale powiązane z przemianami w całej galaktyce.

Podobał mi się eksperyment z formą bezosobową. Pierwsze zdanie też udane, od razu zaciekawia czytelnika. Zgłaszam opowiadanie do wątku bibliotecznego.

 

Edit.

Sprawdź, czy w tytule nie powinno być przecinka po słowie “miejsce”.

Bardzo dziekuje ANDO za miłe słowo i bibliotecznego kliczka. 

Przecinek wstawiony, ale lekko. laugh

Ciekawy, acz trudny w odbiorze i zagmatwany tekst. Interesująca koncepcja. Propsuję.

punkty w przestrzeni, gwiazdami

Obeszłobym się bez tego przecinka :)

 rozszerza się szybciej niż rozchodzi informacja

Hmm.

 Jądro Galaktyki wciąż było ciepłe.

Kiedy?

 myśmo posiadali

Rozumiem, co chcesz zrobić, ale "myśmy" jest neutralne płciowo, za to "posiadali" (argh, jak na złość tu pasuje) właśnie nie.

 uczucia, które przeszkadzały w poznaniu

Nie wkurzaj mnie :D

 pojawiały się zmarszczki

Ale już przestały?

 Postanowiłom je doświadczyć.

A co on chce tym zmarszczkom zrobić? Czy aby nie chce ich doświadczyć, to jest wejść w interakcję?

 razem, tam gdzie

Razem tam, gdzie.

 Aż do pewnej czasoprzestrzeni

To chodzi o jeden wszechświat, czy o multiwersum?

 ich uderzenia zaczęłom doświadczać

Jak wyżej – doświadcza się ich uderzeń.

 Używałom kolejnych wymiarów, aby je omijać. Ale galaktyki były tak blisko siebie

We wszystkich wymiarach, rozumiem?

 Okrążałośmy ich niepoliczenie w poszukiwaniu jakiegoś przesmyku

Hmm. To neologizm? Bo moja intuicja językowa domaga się po "niepoliczenie" – "wiele".

 Czułom jak

Czułom, jak.

 Drugimi częściami, widziałom jak

Drugimi częściami widziałom, jak.

 brak definicji góry i dołu

Wystarczy, żeby nie było góry i dołu, po co definicja do opadania?

 

Doobra…

Z jednej strony – podobało mi się. Oprócz tego balonika w zakończeniu (który jest dziwnie normalny i ludzki na tle ogólnego transhumanizmu) trochę dukajowate, ale o ileż czytelniejsze i mniej ględliwe. Znaczy się, zawiera to, co u Dukaja dobre, ale nie to, co mnie od niego odstręcza. Z drugiej strony – wielki Cthulhu, ależ abstrakcja. Emocje są, ale jakby oglądane przez szybkę. Jak glonojad. Chociaż mogło Ci właśnie o to chodzić…

Mój kciuk idzie do góry, ale z zastrzeżeniem, że taki eksperyment można zrobić raz. Tobie wyszło.

yes

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

 rozszerza się szybciej niż rozchodzi informacja

Hmm.

Taki paradoks – Wszechświat istnieje trochę ponad 13 mld lat, a ma średnicę ponad 90mld latświetlnych.

 

 Jądro Galaktyki wciąż było ciepłe.

Kiedy?

Wtedy kiedy się spot… Spotkoli? To wynika z następnego zdania.

 

 myśmo posiadali

Rozumiem, co chcesz zrobić, ale "myśmy" jest neutralne płciowo, za to "posiadali" (argh, jak na złość tu pasuje) właśnie nie.

No to jak? Myśmy posiadałoli? Trochę, niestety boli.

 pojawiały się zmarszczki

Ale już przestały?

Od czasu do czasu się “pojawiały”

 

 Postanowiłom je doświadczyć.

A co on chce tym zmarszczkom zrobić? Czy aby nie chce ich doświadczyć, to jest wejść w interakcję?

A przyszło Ci kiedyś do głowy Tarnino, żeby autorowi pomóc, a nie tylko bezproduktywnie krytykować? laughJak mam kurna zaznaczyć, że chciało doświadczyć tajemniczych czasobszarów, o których przed chwilą wspominałem?

Po dalszej analizie Twoich komentarzy dostrzegłem, że chodzi Ci o to, że powinienem napisać “postanowiłom ich doświadczyć”. Zdanie to (i następne z uderzeniami) skonstruowałem intencjonalnie w ten sposób, teraz jednak zasiałaś wątpliwości czy słusznie.

 

Reszta to albo oczywistości, albo pytania retoryczne.

 

Dziękuje za wizytę i zwykły Tarninowy opier… zakończony piękną laurką, włącznie z ustawieniem mojego tekstu powyżej tekstów dukajowych. Dzięki za kciuka i zapewniam, że następny eksperyment nie będzie dukajowy.

 

Acha…

Jest jeszcze balonik.

Tak na prawdę, to on tutaj jest najważniejszy.

No, jest dość ciężkie, gęste.

To bardziej obraz niż opowiadanie, wiersz prozą, sprzedający wizję, nie historię. Szkoda, że nie pociągnąłeś tej koncepcji jeszcze dalej i nie zastąpiłeś wielu z tych kosmologicznych opisów czymś bardziej poetyckim. Taki kosmiczny umysł prosi się o malowniczą podniosłość podkręconą na 11.

Poszczególne elementy dają się zinterpretować bezpośrednio, ale w holistycznym ujęciu tego opowiadania, gdzie bym nie ugryzł, to brakuje mi czegoś do pełnej spójności.

W każdym razie, ładne. Doceniam też eksperymenty z rodzajem nijakim i neologizmy czasoprzestrzenne.

To bardziej obraz niż opowiadanie, wiersz prozą, sprzedający wizję, nie historię.

Pozwolę sobie się nie zgodzić z większością powyższego zdania. “Wiersz prozą” mi się spodobał, a historia jest, zgodzę się jednak z twierdzeniem, że ciężko ją wyekstrahować.

gdzie bym nie ugryzł, to brakuje mi czegoś do pełnej spójności.

Polecam głębiej, tak astrofizycznie, zastanowić się nad znaczeniem balonika.

 

Wielkie dzięki za “ładne”. I za całą resztę zarównież. smiley

Pozwolę sobie się nie zgodzić z większością powyższego zdania. “Wiersz prozą” mi się spodobał, a historia jest, zgodzę się jednak z twierdzeniem, że ciężko ją wyekstrahować.

Nie twierdzę, że jej nie ma. Twierdzę, że obraz jest bardziej wyrazisty niż historia. I nie mówię tego w formie krytyki, a raczej zainteresowanej obserwacji.

 

Balonik można traktować przede wszystkim jak zerwanie powiązań elementów (tu: galaktyk) tak, że pęka cała struktura. Podejrzewam rozszerzenie do tego stopnia, że oddziaływania grawitacyjne dążą do zera. Ale kłóci mi się to z wcześniejszym fragmentem, który przypomina bardziej big crunch.

I to nie jedyny obiekt moich gdybań. Zastanawiam się też nad naturą narratora: czy jest kolektywną świadomością? Chyba nie, skoro odzywa się do pojedynczych osób, choć rodzaj nijaki zdaje się trochę w tym kierunku ciągnąć. Czy po prostu pojedynczy ludzie w przyszłości dokonali jakiegoś wyniesienia?

Japkiewicz, skoro drążysz, to z przyjemnością udzielę kilku wskazówek. smiley

Nie twierdzę, że jej nie ma. Twierdzę, że obraz jest bardziej wyrazisty niż historia.

A, to za takie ujęcie bardzo dziękuję.

Balonik można traktować przede wszystkim jak zerwanie powiązań elementów (tu: galaktyk)

(tu: przestrzeni n-wymiarowej)

Ale kłóci mi się to z wcześniejszym fragmentem, który przypomina bardziej big crunch.

Przyjrzyj się proszę strukturze prawdziwego (nie wyidealizowanego) balonika. Może big crunch przestanie się wtedy kłócić z big bang. cheeky

Zastanawiam się też nad naturą narratora:

To jest akurat podane explicite: “dawno pozbyłom się uczuć, długo przed tym, zanim pozbyłom się ciała”.

choć rodzaj nijaki zdaje się trochę w tym kierunku ciągnąć

Rodzajniki są ściśle powiązane z seksualnością. Przy jej braku, pozostaje tylko rodzaj nijaki.

Taki paradoks – Wszechświat istnieje trochę ponad 13 mld lat, a ma średnicę ponad 90mld latświetlnych.

To "hmm" odnosiło się do warstwy leksykalnej.

 Wtedy kiedy się spot… Spotkoli? To wynika z następnego zdania.

Ale czy wynika jasno?

 No to jak? Myśmy posiadałoli? Trochę, niestety boli.

O, matko, faktycznie. Ale spójrzmy na konstrukcje gramatyczne:

rodzaj męskoosobowy: myśmy posiadali

rodzaj niemęskoosobowy (żeńsko-nijaki): myśmy posiadały.

 Więc nie musisz kombinować. Ulubiona_emotka_Baila.

 Od czasu do czasu się “pojawiały”

A, dobra. Ale nie jest to stuprocentowo jasne.

 A przyszło Ci kiedyś do głowy Tarnino, żeby autorowi pomóc, a nie tylko bezproduktywnie krytykować?

Nie :)

 Po dalszej analizie Twoich komentarzy dostrzegłem, że chodzi Ci o to, że powinienem napisać “postanowiłom ich doświadczyć”.

Otóż to.

 Zdanie to (i następne z uderzeniami) skonstruowałem intencjonalnie w ten sposób, teraz jednak zasiałaś wątpliwości czy słusznie.

Z ciekawości – a co chciałeś przez to osiągnąć?

 Dziękuje za wizytę i zwykły Tarninowy opier…

 Tak na prawdę, to on tutaj jest najważniejszy.

Historia balonika :)

 Rodzajniki są ściśle powiązane z seksualnością.

Niekoniecznie, zerknij do C. S. Lewisa.

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Podoba mi się ze względu na wywołane u mnie wspomnienia z lat młodzieńczych gdym lubił bardzo fantazjować na te tematy.

Podoba mi się “ponadpłciowość” bohatera.

Podoba mi się wreszcie ten pękniety balonik i wizja rozerwanych strzępów świadomości błąkających się po bezdrożach Uniwersum.

Dlatego klikam, a co!

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Witam szanownego Tsole, miło, że zawitałeś w me skromne progi.

Cieszę się, że tyle rzeczy Ci się podobało w tym krótkim opowiadanku.

Dziękuję za pochwały i za klika.

Tsole, ale cieszę się że wpadłeś do Fizyka, wiedziałam że zrozumiesz! :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

(tu: przestrzeni n-wymiarowej)

Hmmm… okej, tu nie wędrowałem. To nawiązanie do hipotetycznej idei kwantów przestrzeni? Do jakiegoś krytycznego napięcia między nimi?

 

Przyjrzyj się proszę strukturze prawdziwego (nie wyidealizowanego) balonika. Może big crunch przestanie się wtedy kłócić z big bang. 

Jedyne, co mi się wizualizuje, to pulsacja bang-crunch-bang, ale wtedy odpada koncepcja krytycznego rozszerzenia (a może nie odpada, może jakaś pseudo-stała przestaje być stała w którejś instancji?). A może chodzi o to, że fizyczny balonik ma ustnik i tam byłoby gęste skupisko, ale tutaj otwiera się już całe drzewo nowych, cudacznych ścieżek myślenia.

 

To jest akurat podane explicite: “dawno pozbyłom się uczuć, długo przed tym, zanim pozbyłom się ciała”.

No właśnie to nie jest aż tak explicite. Zawsze można by się zastanawiać, czy porzucenie ciała nie było krokiem pojedynczych osobników, które dopiero później stworzyły kolektyw. Ale okej, ten element traktuję jako wyjaśniony.

@japkiewicz

Hmmm. Interesująca wizja.

Tylko przeszkadzała mi niemożność zrozumienia tożsamości eee… podmiotu lirycznego.

Ono kiedyś miało ciało, było bytem jednostkowym. Potem pozbyło się ciała. OK, to jeszcze łatwe. Kim się stało? Duchem, intelektem, AI nie przywiązaną do konkretnej materii? Różne opcje wchodzą w grę. Ale dlaczego robi się ciasno między galaktykami? Nie ma ciała, nie ma materii, czyż nie?

A na końcu pęknięty balonik. Balonik w takim kontekście kojarzy mi się z Wszechświatem. To standardowa metafora. A to by oznaczało oszałamiającą karierę… I co gorsza – jest dwa/dwoje…

Najpierw problem z omijaniem galaktyk, potem się okazuje, że galaktyki to strzępy własnej świadomości. To jak w końcu?

Babska logika rządzi!

Dziękuję Finklo za bardzo wnikliwą analizę mojego tekstu. Właśnie takiej reakcji oczekiwałem, tylko proszę Cię, nie porzucaj tych dociekań. Może przeczytaj jeszcze raz? Bo naprawdę zadajesz dobre pytania. Czyż w ambitnej literaturze nie chodzi o to, aby pobudzać czytelnika do przemyśleń? W tym przypadku do przemyśleń na temat naszej ludzkiej ewolucji i tego dokąd zaprowadzić nas może rozwój wiedzy i technologii. A może też o tym jak rozwijać się będzie nasza seksualność, na ile związana jest ona z ciałem? Albo też o naturze wszechświata i o tym jak ograniczona jest nasza wiedza. Co będziemy mogli zrobić z technologią, genetyką, umysłem, po następnych tysiącach lat rozwoju.

Łoł, alem się zapędził. Mało co, a drugie opko na konkurs bym spłodził.

Trochę wyjaśnień jest w komentarzach, jak masz czas to zerknij, jak musisz pędzić do następnych tekstów, to dziękuję za przeczytanie. heart

Komentarze już czytałam. Przeskanowałam tekst drugi raz. OK, można tu się doszukiwać pewnej ewolucji. Ale ciągle gubię się w niedopowiedzeniach i mnogościach wyborów. Ja z tych, co lubią jasno wytyczoną ścieżkę.

Babska logika rządzi!

Fizyku, tą odpowiedzią do Finkli sprowokowałeś mnie do jeszcze jednej refleksji. Astrofizyka mówi nam, że gwiazdy są “fabryką” produkującą pierwiastki ciężkie (ściślej cięższe niż wodór). Na pierwszym etapie ewolucji w gwiazdach dokonuje się synteza wodoru w hel (reakcja termojądrowa) w drugim – synteza jąder pierwiastków o liczbach atomowych 4-26 we wnętrzu gwiazd, w trzecim – powstawanie pierwiastków cięższych od żelaza (o liczbach atomowych >26) w krótkich epizodach wybuchów supernowych, kończących ewolucję gwiazd masywnych. Gwiazdy, umierając zostawiają nam bogactwo pierwiastków koncentrujących się w planetach i dających potencjał do ewolucji chemicznej, a następnie biologicznej.

Podobnie może być ze świadomością: najpierw istnieje ta fundamentalna, kosmiczna, która w ten czy inny sposób ulega unicestwieniu a jej strzępy migrują we wszechświecie i gdy trafią na korzystne podłoże (twory o dużej komplikacji strukturalnej) – “instalują się” w nich – no i tak powstają we Wszechświecie rasy rozumne. :)

Asylum, pozdrawiam! Cieszę się, że we mnie wierzysz :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Ja przemierzałem ją

A nie "przemierzałom"? :) Czy to wspomnienie dawnej płci? 

… Kiedy w ogóle doszło do zmiany on/ona w ono? Po zderzeniu galaktyk? Podkreślasz tę zmianę, więc mam wrażenie, że jest istotna w tekście, a chyba jej moment i znaczenie mi umknęło. 

 

Poczułem się trochę zagubiony, bo w pewnym momencie narrator określa się jako człowieka, w innym twierdzi, że istniał nim czas i przestrzeń się połączyły. 

Ogólnie, gdyby nie komentarz tsole, to bym nie pomyślał o interpretacji w stylu rozpadającej się świadomości, która owocuje innymi, mniejszymi, świadomościami. 

 

Za to na poziomie formy jest perfekcyjnie. Te połączone słowa, ten odważny zabieg z ono, no no. 

Gęsty, interesujący tekst, do przyjrzenia mu się i tak z bliska i z dystansu. Językowo jest bardzo konsekwentnie i w sumie innowacyjnie i świeżo, co zmusza czytelnika do bycia bardzo uważnym i zatrzymania się raz po raz. Jeżeli to miał być eksperyment, to wyszedł bardzo udany, a jeśli to bardziej konsekwentny wybór stylistyki, to chylę czoła.smiley

Fizyka to był mój największy strach w szkole, ale gdyby nauczyciele mieli Twój polot, może chciało by mi się ich bardziej słuchać. Oczywiście, polecę, gdzie trzeba.

Hm… do tej pory uważałam, że jednak coś wiem, ale teraz… No, nadal tak uważam, ale trochę już mniej pewności w tym jest :) Forma jest konsekwentna i bardzo dobrze oddaje oderwanie się podmiotu od wszelkich uczuć i pragnień. To naprawdę czuć!

Dla mnie odrobinę przyciężka literatura – i to nie tak, że nie lubię trudnych tematów, ale wolę jak obracają się wokół ludzi, a nie oderwanej od człowieczeństwa idei. Jednak to są tylko moje osobiste chęci/niechęci i w żaden sposób nie umniejszają one tekstowi, który w pełni docenią fani tego typu rozważań.

Podobało mi się, choć czytało się trudno ze względu na nieznajome mi pojęcia, a zabawa końcówkami (myślałom itp.) jeszcze bardziej to utrudniała. Ale ogólnie ciekawy pomysł, ja też myślałam o opowiadaniu nawiązującemu do rozszerzania się wszechświata, ale postanowiłam, że na razie nie biorę się za pisanie sf, bo za małą mam wiedzę. W każdym razie bezcielesne świadomości uciekające przed kosmicznymi abstrakcjami jak najbardziej me gusta, dam klika.

Dziękuję wszystkim za kolejne komentarze. smiley

@Asylum

Dzieki, że tu zaglądasz, miło mi. 

 

@Finkla

Ja z tych, co lubią jasno wytyczoną ścieżkę.

No cóż, to może następnym razem. Mam nadzieję, że zdążę ze swoją Mitologią.

 

@Tsole

Aleś zanęcił z tymi świadomościami wzrastającymi na szczątkach poprzednich. Pierwszą moją myślą było “tego się nie da napisać”. Drugą, “potrzymaj mi piwo”. A trzecią, “może jednak dopiję do końca”. laugh

@Gekikara

A nie "przemierzałom"? :) Czy to wspomnienie dawnej płci? 

Dokładnie tak, to jest wspomnienie.

Kiedy w ogóle doszło do zmiany on/ona w ono?

Z punktu widzenia bohatero, daaaawno temu. I był to proces, a nie akt. Z naszego punktu widzenie – mmoże za tysiąc a może za sto tysięcy lat, kto wie jak szybko przebiegać będzie ewolucja/samoewolucja/postęp techniczny/ postęp post-techniczny?

w innym twierdzi, że istniał nim czas i przestrzeń się połączyły

To jest nawiązanie do czasoprzestrzeni. Obecnie postrzegamy ją jako czas i trójwymiarową przestrzeń osobno. Ono pamięta, że kiedyś tak też ją postrzegało, teraz czas (kto wie, może dwu, lub trójwymiarowy) i n-wymiarową przestrzeń doświadcza jako jedność.

Za to na poziomie formy jest perfekcyjnie.

Eee tam… Ale miło coś takiego przeczytać.wink

 

@Oidrin

To raczej eksperyment, niż wybór stylistyki. Z jednej strony lubię pisać w takich klimatach, z drugiej jednak zdaję sobie sprawę, że w dłuższym tekście to nie będzie strawne. Tak, że temat i te tysiąc słów sprawiły, że taki właśnie tekst powstał. 

Dzięki za wszystkie słodkości i kliczka. heart

 

@Kasjopejatales

To masz podobnie ja Finkla, dlatego już teraz zapraszam do następnego opowiadania. Już wkrótce. Będzie bardziej po ludzku. wink

 

Na pewno wpadnę, bo poprzednie twoje opowiadania (na Kafkę i Dyżur) bardzo mi się podobały. Sama próbuje zdążyć na mitologię, ale jakoś tak zawsze coś ważniejszego się pojawia.

Ono pamięta, że kiedyś tak też ją postrzegało, teraz czas (kto wie, może dwu, lub trójwymiarowy) i n-wymiarową przestrzeń doświadcza jako jedność.

Zastrzeżenie metafizyczne: czas jest wymiarem w transformacji Lorentza, ale w naszym postrzeganiu jest raczej miarą zmian (zob. u Kanta: forma zmysłowości czasu daje początek arytmetyce, forma przestrzeni rodzi geometrię). Już dawno doszłam do wniosku, że nie leży w ludzkiej mocy opisać czegokolwiek z punktu widzenia, który nie miałby takiej, jak my, formy czasu, patrz chociażby tu: http://thenerdybird.com/updated-timeline-doctor-who-river-song-2015/ (a to nawet nie jest inna forma czasu, tylko życie podróżniczki w nim).

Nasz język jest liniowy – kolejność morfemów niesie znaczenie. Cały nasz świat jest liniowy – przestaw sekwencję zdarzeń, a wyjdzie coś bardzo dziwnego (jajko – kura – kurczątko).

Poo-tee-weet?

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Czy ono właśnie przeżyli (eee… niedobre słowo) kolaps? Mam wrażenie, że zredukowałeś człowieka do czystej świadomości, z jednej strony to wolność, przede wszystkim wolność poznawania, bo tak zredukowani możemy dotrzeć wszędzie, nie ma dla nas granic, no chyba że wielkie bum ;) Z drugiej mnie taka myśl zawsze trochę przerażała.

Nie przepadam za eksperymentami, ale tego, co chciałeś napisać, chyba się inaczej nie da. Oczywiście wszystko to pod warunkiem, że dobrze odczytałam Twoje intencje. Pod względem językowym było to wyzwanie, ale sądzę, że było warto :)

śmigaj do Biblioteki :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Moją opinię już znasz, więc nie będę się rozpisywał.

Tekst, jak sądzę, dobrze realizuje temat konkursu, które przewija się właściwie na całej przestrzeni opowiadania. W krótkim tekście mieścisz wiele treści. Dalej uważam, że właściwie nie ma tu zbędnych zdań. Opowiadanie na pewno niełatwe, ale jak najbardziej do zrozumienia, a przy tym naprawdę dobre w swoim gatunku.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Tarnino, ja sobie wyobrażam, że Ono żyje w czasoprzestrzeni, tak samo jak my w przestrzeni. To znaczy zajmuje jej mały (respectivetly) fragment a postrzega znacznie większy. Oznacza to, że Ono nie rozróżnia pojęć jajko – kura – kurczątko, bo to dla ono jest jedność. Zgadzam się ze stwierdzeniem, że „nie leży w ludzkiej mocy opisać czegokolwiek z punktu widzenia, który nie miałby takiej, jak my, formy czasu”. – dlatego taki bełkot mi wyszedł. crying Ale podobno robi wrażenie.devil

Nie mam natomiast pojęcia gdzie przyczepić Poo-tee-weet

 

@Irka_luz

Czy ono właśnie przeżyli (eee… niedobre słowo) kolaps?

Niedokładnie – raczej eksplozję.

Mam wrażenie, że zredukowałeś człowieka do czystej świadomości,

No, niby prawda, ale słowo „zredukowałeś” zabrzmiało mi jakoś pejoratywnie. Może za dużo kontaktów z feminizmem? Cieszę się, że doceniasz i dziękuję za bibliotekę.

 

CM-ie, dziękuję, że podzieliłeś się swoją opinią z portalową społecznością. Raz jeszcze dziękuję za betę i miłe słowa.

Listen…

Humility is not thinking less of yourself - it's thinking of yourself less.

Mucha nie siada  w warstwie technicznej. Brawurowo zagrałeś z Ono! :-) Ogromnie mi się to spodobało. Żal wycięcia warstwy “jej” i w zasadzie mam do siebie o to pretensję, choć nie potrafię ocenić, czy dałoby radę ją zmieścić.

Skarżyłabym do biblio. A tak w ogóle, gratki i powodzenia w konkursie! Dla mnie – dobre! Zaciskam kciuki.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Asylum, że wpadłaś i pochwaliłaś.

Ja mam wrażenie, ze dzięki Tobie, Ono nie zginęło samotnie – “Ona” była z nim.

Zaciśnięte kciuki zawsze w cenie. yes

Ano, z kciukamiyes

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No nie wiem – chwalicie zaciśnięte kciuki, a jednocześnie machacie całkiem swobodnymi. ;-)

Babska logika rządzi!

Bo w zestawie do głosowania nie ma zaciśniętych. Wybieramy więc z tych kciuków, jakie są. Proza życia, w zbliżających się wyborach będzie tak samo.

 

Edit:

PS.

Przypominam Finklo o zaproszeniu. wink

Eeee… O jakim zaproszeniu? Aaaa, o Antoniuszu. Odrobina cierpliwości, właśnie czytam.

Babska logika rządzi!

Ciężki tekst – w dobrym tych słów znaczeniu. Wieloznaczny i spokojny. Jednocześnie jest historia miłosna, choć takiej jeszcze nie czytałem. Limit znaków nie pozwolił jej odpowiednio rozwinąć, ale nie wiem, jak dalej można by to pociągnąć. Chyba że miałeś jakiś pomysł ;)

Brak dialogów nie utrudniał czytania, bo sama historia wciągała. Eksperyment ze słowami wyszedł fajnie.

Podobało się.

Bardzo intrygujący tekst, zmuszający do przeczytania więcej niż raz. Zastanawiam się, czy istnieje tylko jedna interpretacja tej opowieści, czy więcej… A może ma po prostu wiele warstw – jak cebula ;) Czy to jest opis tak zwanego końca znanego nam wszechświata i jednocześnie początku innego, obserwowany oczami (przeżywany zmysłami) istoty, która kiedyś była człowiekiem? Jakoś tak to widzę…

Zanais, winien Ci jestem małe przeprosiny za to, że pominąłem Twój komentarz, za który bardzo dziękuję. Fajne to twoje sformułowanie “historia miłosna”. Jest tutaj archiwalna relacja damsko-męska, to fakt. Pomysłu na dalsze jej pociągnięcie nie było, bo właśnie wszechświat, a z nim cała historia, się skończył. Dzięki za miłe słowa.

WhiteOwl, jeśli ktoś czyta mój tekst więcej niż raz, to wart jest dziesięciu czytelników. Tekst nie ma warstw, ma natomiast dość trudną do interpretacji treść. Wyjąwszy fakt początku nowego wszechświata, reszta twojej interpretacji jest jak najbardziej trafiona. Dzięki za przeczytanie i chwilę zastanowienia.

W pewnym sensie lubiłom te swoje atawistyczne wspomnienia.

O tym, że byłem i czułem, a ty miałaś imię.

Przemierzaliśmy wtedy Galaktykę we dwoje. I lubiliśmy poznawać nowe światy oraz siebie nawzajem. Ja przemierzałem ją z tobą, a ty ze mną. To było dobre wspomnienie.

Chciałom przeżyć to jeszcze raz.

Zapytałom, czy możemy się udać razem, tam gdzie galaktyki są bliższe niż tutaj, a Ono się zgodziło.

Ty się zgodziłaś. – Wspomniałom.

Nie rozumiem. Lubiłom, a zaraz byłem.

Nie lubię tej formy, męczy mnie czytanie :(

 

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Nie lubię tej formy, męczy mnie czytanie :(

Anet, tym bardziej dziękuję za przeczytanie.

Nie wiem, czy to ma jeszcze jakieś znaczenie, ale zmiana formy na męską, dotyczy wspomnień.

Rzeczywiście, umknęło mi to.

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Ja również doceniam zabieg z rodzajem nijakim, faktycznie pozwolił on oderwać się nieco od ludzkiej, dualistycznej (patrząc zwłaszcza przez pryzmat naszego języka który płeć nadaje wszystkim i wszystkiemu) natury i przejść gdzieś na wyższy poziom. To znaczy – na ile sobie taki poziom możemy wyobrażać i snuć domysły na jego temat.

Balonik z początku wydał mi się nieco zbyt drastycznym obniżeniem tonu w porównaniu do poprzedzającego go stylu, ale potem uznałam, że po pierwsze – pasuje mi to, bo w zasadziadzie rzeczy dlatego przecież pękają, że osiągają granice swoich możliwych naprężeń, tak jak i strumień myśli w tym tekście, świadomość bohatera. A potem myślałam jeszcze trochę i przypomniałam sobie, że balonik i rysowane na nim punkty to jeden z najprostszych sposobów na pokazanie modelu rozszerzającego się Wszechświata. Więc tak – jako opowieść istoty o świadomości szerszej, niż można to sobie wyobrazić, do odbiorców, którzy zostali o poziom niżej – pasuje mi to.

I wreszcie – że strzępy tego balonika to świadomość właśnie, sprowadzenie tego nieuchwytnego fenomenu do świata materii. Też fajne. Mam nawet swoją małą fantazję w tym temacie, która póki co tkwi w moich notatkach pod postacią dwóch słów, natchnąłeś mnie do dalszego eksplorowania tej myśli. ;)

Podobało mi się!

A potem myślałam jeszcze trochę i przypomniałam sobie, że balonik i rysowane na nim punkty to jeden z najprostszych sposobów na pokazanie modelu rozszerzającego się Wszechświata.

 

Dzięki Nir, cieszę się, że myślenie jednak nie jest przereklamowane.

Bardzo mi się Twój komentarz podoba, bo czuję, że coś w Tobie to opowiadanie poruszyło. A już fakt, że do czegoś również natchnęło, to po prostu największy z możliwych komplementów.

Dzięki. laugh

Nowa Fantastyka