- Opowiadanie: CM - Ethan Crouch redivivus

Ethan Crouch redivivus

hasło: twarzowe katakumby

 

Ogromne podziękowania dla betujących.

Cokolwiek dobrego przeczytam o tym tekście, zawdzięczam to głównie Wam.

Za wszelkie niedociągnięcia i błędy należy oczywiście winić wyłącznie... Użytkowników. ;-)

W stosownym czasie obiecuję wrzucić “migawki” z bety. ;)

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Ethan Crouch redivivus

Ostatnie jesienne liście tonęły w błotnistych kałużach. Ethan Crouch owinął się kocem, ułożył przy ścianie ruin i gapił na ciemne niebo. Podłe to miejsce, które tak zacnego człowieka strąciło do roli włóczęgi. Które każdy kęs chleba każe wyrywać broczącymi krwią pazurami, a za monetę odbiera godność.

Ciężkie powieki uwolniły go od myśli. Crouch opuszczał przegniły padół, płynąc nie w mrok, jak zazwyczaj, lecz ku dziwacznej krainie, która z czasem wypełniła go cudowną obietnicą, jakich doświadcza się jedynie w iluzjach i marach.

Wstał równo ze słońcem, czując przyjemny podryg nadziei. Wspomnienie snu zdążyło już zajść mgłą, pamiętał jednak okryte mrokiem urwisko, na którym rozrzucone kości układały się w napis:

 

SUZAD

 

Ethan Crouch błądził przez obce ziemie, wypatrując nieznanej krainy. Ludzie – niech sczezną w czeluściach piekieł – gardzili łachmytą o twarzy chudej jak u samej śmierci. Nieliczni zaś, skłonni do rozmów, kręcili głowami, pytani o cudowne Suzad.

Z trudem przetrwał zimę. Rwany skowyt żołądka budził go na długo przed świtem. Mróz przebijał cienką koszulę chłoszcząc mizerne ciało.

Crouch nie zrażał się cierpieniem. Wierzył, że tylko człowiek niezłomny zasłuży na łaskę bogów. Zmierzał dalej w nieznane, karmiąc się nienawiścią do świata, aż któregoś wiosennego dnia usłyszał wołanie:

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Mroczny, chrypliwy głos zwalił go na kolana, zmuszając do oddania pokłonu. “Redivivus!”, szukał znaczenia w zakamarkach pamięci. Zmartwychwstały! Odrodzony! Crouch nie słuchał błagań rozumu, który ostrzegał przed grobowym głosem. Ów krzyk rozsądku ugrzązł w jego czarnych jak smoła myślach, które, porwawszy nadzieję i wiarę, pchały go ku dalszej wędrówce.

Nogi zawiodły Croucha do Ugbaz. Miasto wyglądało na opuszczone. Wtedy też ponownie usłyszał głos bogów:

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Krzyki raz po raz grzmiały w jego głowie, gdy zmierzał do serca miasta.

Po bokach wąskich ścieżek straszyły zniszczone chałupy. Od czasu do czasu Crouch mijał ludzi o twarzach uwiędłej nadziei. Pytani o Suzad – stos dla nich łaską – uciekali, żegnając go znakiem krzyża.

Przyklęknął. Nagle jego dłoń zaczęła kreślić na drodze linie, które z czasem ułożyły się w obraz zamku na wzgórzu.

– Zawróć! – Usłyszał słaby głos, a gdy uniósł głowę, ujrzał zdyszanego starca o twarzy tak zmęczonej życiem jakby brnął przez nie za karę. – Na litość boską, zawróć!

Crouch wskazał dłonią na rysunek zamku, po czym wbił w tamtego mroźne spojrzenie.

– Znasz? – Wskazał raz jeszcze na drogę.

Starzec skinął głową, podszedł bliżej i drżąc ze strachu starł obraz twierdzy, w której, jak twierdził, mieszkał sam diabeł.

Nie był pierwszym Crouch, który rysował czarci zamek. Szukali przed nim i inni – tułacze, szelmy, ludzie o twarzach chudych i mrocznych, których oczy raziły żądzą zemsty i pragnień – a wszyscy pytali o cudowne Suzad.

Każdy chciał znaleźć twierdzę zatraceńców, a kto raz tam wyruszył, przepadał dla świata. Jednych wyławiano z pobliskiej rzeki. Innych znajdowano błądzących bez celu, a mówili oni strasznym językiem, jakiego człowiek ten nie słyszał nigdy wcześniej. Większość zaś nie wracała wcale.

Z każdym słowem głos starca łamał się coraz bardziej. Jego drżące dłonie zacisnęły się na koszuli Ethana. Znów błagał o zawrócenie. Crouch odepchnął go, porwał pierwszy lepszy kamień i bez chwili namysłu uderzył tamtego w głowę. Nie zasłużył na łaskę człowiek, który zwracał go przeciw bogom.

Ethan odnalazł tajemnicze wzgórze. Było strome, łyse, pozbawione choćby źdźbła trawy. Nad nim unosiła się gęsta ciemnoszara mgła. Crouch usłyszał wołanie sumienia: „Zabiłeś człowieka!”.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Odpowiedź bogów zbudziła dumę, której ran i blizn nie ważył się liczyć. Ethan ujrzał obraz dni, gdy posiłkiem bywał mu nawet szczur. Sklął wtedy niegodny świat i ruszył ku swoim bóstwom.

Wkroczył do wnętrza zamczyska. Minął korytarz, przemknął po schodach, a choć nie był tu nigdy wcześniej, wiedział, jaką iść drogą.

Zatrzymał się na krańcu lochów. Stał wpatrzony w odrapane mury, aż wreszcie, tchnięty nową myślą, przyłożył do nich ucho.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Głos rozpalił serce Ethana. Crouch spróbował pchnąć ścianę, a gdy to nie przyniosło skutku, wyszeptał słowa wezwania bogów.

Mury rozsunęły się.

Zamarł. Przed sobą miał podziemny grobowiec o schodach ułożonych z kości. Ściany wypełniały setki czaszek, których puste oczodoły zdawały się łypać złowrogo na Croucha. Niżej zaś wisiało coś na kształt linowego mostu o szczeblach i poręczach z ludzkich kręgosłupów. Smród zgnilizny przemknął przez nozdrza Ethana, zatańczył na wnętrznościach, szarpnął raz, drugi, trzeci. Crouch zwymiotował.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Głos zerwał go na nogi. Zszedł po schodach, wkraczając na koszmarny most. Stopy zapadały się w szczeblach tak wąskich i słabych, że tylko wola bogów zdawała się chronić go przed runięciem w przepaść. Ethan przyjrzał się jednej z czaszek, a wtedy przez trupie oblicze przemknął obraz posępnej twarzy.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Most tańczył nad czarną przepaścią, zaś ściany u wejścia grobowca zaczęły zmierzać ku sobie. „Wracaj!” – pobrzmiewał apel rozumu. Lęk wił się wokół żołądka, by wreszcie ścisnąć tak gwałtownie, że Crouchowi zaparło dech. Rozległ się huk zderzających ścian i oto Ethan zdał sobie sprawę, że nie będzie już odwrotu.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Crouch ostrożnie przesuwał się na przód. Strach podszczypywał drżące ciało, ilekroć stawiał kolejny krok. Niczego tak nie pragnął, jak powrotu, a jednak nie przyznał się do tej myśli w obawie przed gniewem bogów.

Ostatni szczebel. Ethan kroczył przez gąszcz korytarzy, a każdy z nich wyglądał tak samo. Ze ścian straszyły przeklęte czaszki, drogę zdobiły ludzkie szczątki, zaś w powietrzu unosił się zapach uryny.

Gdzieniegdzie zalegały koszmarne truchła. Nie były to ciała ani szkielety, lecz zastygłe jak gdyby w połowie rozkładu zwłoki o kościach pokrytych cuchnącą mazią i gębach rozdziawionych w niemym wrzasku. Crouch omijał je na miękkich nogach.

Bogowie ciągle wzywali.

Ślepy labirynt przejść wchłaniał Ethana Croucha. Czy się zagubił? Czy bogowie go zwiedli?

Wreszcie – dziękować łasce wielkich – wpadł w ciemny korytarz oznaczony jego imieniem. Oświetlały go ledwie cztery pochodnie wepchnięte bez respektu pomiędzy czaszki.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

W głębi korytarza stał drewniany postument, na którym majaczył niewyraźny zarys trupiej głowy. Crouch szedł jak w transie, a z każdym krokiem jego myśli stawały się cięższe. Niespokojny wzrok ugrzązł w pustych oczodołach, nie ważąc się nawet mrugnąć.

Pochodnie zgasły.

Ethan czuł, jak niewidzialna siła przemyka obok niego, smagając drewniany postument. Ziemia drżała, zaś wiatr łaskotał struchlałe ciało Croucha. W końcu ustał.

Pochodnie zapłonęły.

Na postumencie nie było już czaszki, lecz misternie odtworzona chuda twarz o oczach czarnych jak śmierć.

Należała do Ethana Croucha.

Crouch patrzył na swoje oblicze, tonąc w posępnych oczach. Głowa ciążyła jak głaz rozsadzany od środka przez tumult chrypliwych wezwań.

 

Ethan Crouch redivivus!Ethan Crouch redivivus!Ethan Crouch redivivus!

 

Niczym we śnie znikały czaszki, kości, twarzowe katakumby. Z każdym oddechem ciało Croucha stawało się lżejsze. Tracił ręce, nogi, ustało bicie serca.

Znikł.

 

Ethan Crouch był nicością unoszącą się nad mrokiem. Nie miał już ciała, a jednak czuł znów podryg nadziei, bo oto wreszcie znalazł wyśnione Suzad. Crouch, lub to, czym teraz się stał, opadał wolno przez gęstą ciemność, aż słaba poświata rozjaśniła cudowną krainę.

Ujrzał wtedy mrowie żebraczych sylwetek kłaniających mu się w pas, a choć nie miał ust, śmiał się na widok dawnych panów, którzy wyciągali do niego ręce błagając choć o okruch chleba.

Crouch płynął żółtą poświatą, zwiedzając pałace, na które niegdyś nie zasługiwał. Chłonął zalotne uśmiechy kobiet, dawniej gardzących jego widokiem. Wreszcie zatańczył wokół góry monet, których nie wydałby i w ośmiu wcieleniach.

W boskim Suzad wszystko należało do niego.

Zdawało mu się, że dotarł do kresu podróży. Straszliwa siła pchnęła go jednak w mrok i szybował tak przez czarną otchłań, aż nagły blask oświetlił znajome wzgórze i kości ułożone w cudowne:

 

SUZAD

 

Znów mylił się sądząc, że to koniec niezwykłego misterium. Niewidzialna siła tąpnęła potężnie, kości podskoczyły, znikając w głębokim mroku, a gdy opadły, Crouch pojął znaczenie krainy:

 

DUSZA

 

Ethan Crouch płynął znów jasną poświatą, patrząc na oblicza swych bogów. Znał imiona. Pycha, Zawiść, Chciwość… A choć próbował nazywać ich sprawiedliwością, słowa te rozpadały się myślach, które nie należały tutaj do niego.

Kraina znikła.

Wciąż wolny od ciała Crouch spoglądał na drewniany postument. Przed nim zbierał się korowód straceńców wpatrzonych jak on we własne twarze, a ujrzawszy długo szukane Suzad zrywał się nagle do biegu. W ślad za nim ruszało rażące światło i gdy dopadło owe marne istoty, te zatrzymywały się patrząc bezradnie przed siebie, bądź dotykały ścian niezdarnymi ruchami ślepca.

Wystarczył moment, by Ethan Crouch zrozumiał przysięgę bogów.

Światło odbierało pamięć.

Crouch patrzył na porażonych, jak włóczą się w mrokach katakumb. Widział ich chudnące twarze, słyszał dziwaczne zawodzenia. Widział nielicznych, którzy znaleźli drogę do wyjścia, a maszerując bez świadomości, wpadali do rzeki, nie znając potęgi wody. Widział wreszcie Crouch ocalonych o nieludzkiej mowie, którzy w rzeczywistości bełkotali jak małe dzieci.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Znajome wołanie wyrwało go z transu. Nie wiedział, gdzie jest. Jego wzrok tonął wciąż w oczach swej idealnie odtworzonej twarzy.

Z daleka brzmiał odgłos rozchodzących się ścian. Ethan oprzytomniał. Białe światło, twarzowe katakumby! Grobowiec otwierał się o zmroku i czekał tak aż do świtu. Wiedza sama spłynęła na Croucha.

 

Ethan Crouch redivivus!

 

Crouch przesunął palcem po policzku. Znów miał ciało! Niewiele myśląc rzucił się do ucieczki. Gnał przez ciemny korytarz, tratując osobliwe truchła.

 

Ethan Crouch redivivus!

Ethan Crouch redivivus!

 

Kolejne przejście. Mrok ustępował miejsca jasności. Crouch obejrzał się przez ramię i dostrzegł nadciągające światło. Później nie było już nic…

Koniec

Komentarze

Pierwsza?

Interesująca interpretacja hasła. Ja bym raczej szła w stronę twarzowy = coś, w czym się dobrze wygląda.

Zbyt szybko spróbowałam anagramowania, więc nie było zaskoczenia. Czy mi się wydaje, czy nie wyjaśniasz wprost drugiej nazwy?

Trochę oniryczna ta opowieść, dużo się dzieje w wymiarze duchowym, a jam materialistka. Ale niech Ci będzie.

Niżej zaś wisiało coś na kształt trupiego mostu o szczeblach i poręczach z ludzkich kręgosłupów.

Most zazwyczaj nie ma szczebli. Chyba że mowa o takiej wiszącej drabince sznurowej. A kręgosłupy nie rozsypią się w pojedyncze kręgi pod ciężarem? Tu aż się prosi o szczeble z piszczeli. Jeszcze cały most może być wygięty jak kręgosłup. Najlepiej gada, bo jeszcze dochodzi dowolnie długi ogon.

Korytarz zdobił drewniany postument,

Czyli co zdobiło, a co było zdobione? Dwuznaczna konstrukcja.

Babska logika rządzi!

AUTOR – CM;

BETOWALI -  ARYAMASKROLSAGITTSARAWINTER;

KOMENTARZY NA BECIE – 120;

 

To ja już, bez czytania, gratuluję zwycięstwa w konkursie. yes

 

A tak na poważnie, to wpadnę później przeczytać.

119 komentarzy na becie, co tam się musiało wydarzyć :D

 

CMie, króciutko, ale ładnie. Onirycznie. Scena morderstwa przyszła tak łatwo i gładko, że trochę mną to wstrząsnęło, nie powiem, że nie. Zakończenia chyba nie rozumiem, ale postaram się pochylić nad twoim tekstem jeszcze raz, może wtedy do mnie trafi. To tak na szybko uwagi, póki co.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dzień dobry Finklom.

Podziękował za ekspresowe przeczytanie i klika. Faktycznie pierwsza. Ale mało brakło, żeby MaSkrol odebrał Ci to miano. Wpadł z ostatnim komentarzem betowym dosłownie chwilę przed tym jak kliknąłem publikuj. ;)

Interesująca interpretacja hasła. Ja bym raczej szła w stronę twarzowy = coś, w czym się dobrze wygląda.

Paradoks tego hasła polega na tym, że to bardzo długo były trupie katakumby. A jak się okazało, że jednak nie mogę skorzystać z takiego hasła, miałem już napisane osiemdziesiąt procent tekstu. ;)

Zbyt szybko spróbowałam anagramowania, więc nie było zaskoczenia.

Ech… A tak kombinowałem… Nawet specjalnie nie pisałem nazwy od tyłu, bo wiedziałem, że to będzie za proste. Widać anagram to za mało na czujność Finklów.

Czy mi się wydaje, czy nie wyjaśniasz wprost drugiej nazwy?

Dobrze Ci się wydaje. ;-)

Trochę oniryczna ta opowieść, dużo się dzieje w wymiarze duchowym, a jam materialistka.

To tak jak ja. :D

Wiesz, najśmieszniejsze w tym opowiadaniu jest to, że ja nawet nie lubię czytać takich tekstów. Co oczywiście nie zmienia faktu, że świetnie się bawiłem przy pisaniu.

W każdym razie w pełni Cię rozumiem.

Most zazwyczaj nie ma szczebli. Chyba że mowa o takiej wiszącej drabince sznurowej.

Tutaj miałem problem, bo ni cholery nie mogłem znaleźć jak nazywają się elementy takiego mostu.

Ale generalnie chodzi o taki most:

Najbardziej ekstremalne mosty świata! – YouTube

 

A kręgosłupy nie rozsypią się w pojedyncze kręgi pod ciężarem?

“Dziwne”, nie? XD

Wiesz, ja nie mam zielonego pojęcia, co to właściwie jest opowiadanie weird, więc stwierdziłem, że katakumby będą zwyczajnie dziwne i trochę niezrozumiałe.

Dlatego most jest z kręgosłupów, który nie rozsypują się, chociaż powinny. To celowe, dlatego dodałem tam jeszcze tę wzmiankę, że Crouch nie runął w przepaść tylko dzięki woli bogów.

Zwyczajnie taki most wydawał mi się efektowniejszy. Wchodzisz na niego z przekonaniem, że nie ma prawa się trzymać… a jednak się trzyma. ;)

Tu aż się prosi o szczeble z piszczeli.

Piszczele zbyt trwałe. A pomysł… zbyt rozsądny. XD

Czyli co zdobiło, a co było zdobione? Dwuznaczna konstrukcja.

Faktycznie mylące. Zmienię. ;)

 

To ja już, bez czytania, gratuluję zwycięstwa w konkursie.

Fizyku, żebym ja wiedział, że to tak działa, to nabiłbym tych komentarzy i dwieście. XD

 

Sy, powitał i Ciebie. :)

Ekspresowe masz to tempo czytania tekstów konkursowych.

119 komentarzy na becie, co tam się musiało wydarzyć :D

Później wkleję Wam skróty. ;-)

CMie, króciutko, ale ładnie.

Wreszcie ktoś mi pisze “króciutko”, a nie tradycyjne: przegadane! ;)

Onirycznie.

Gdyby mi ktoś pół roku temu wspomniał, że będę pisał onirycznie uznałbym go za wariata. Swoją drogą, ciekawe, gdzie mnie zniesie w przyszłości. :)

Zakończenia chyba nie rozumiem, ale postaram się pochylić nad twoim tekstem jeszcze raz, może wtedy do mnie trafi. To tak na szybko uwagi, póki co.

Nie przejmuj się. Wstępne prognozy wskazywały, że pod względem zrozumienia tekstu być może będę miał okazję pełnić w tym konkursie rolę Żonglerki, więc nie ma zmartwienia.

A w którym miejscu się, biedna, zgubiłaś?

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ekspresowe masz to tempo czytania tekstów konkursowych.

CMie, tak wyszło, że wrzuciwszy swoje, mam chwilę, żeby poczytać opowiadania innych :)

 

Wreszcie ktoś mi pisze “króciutko”, a nie tradycyjne: przegadane! ;)

jak na ciebie 10k to naprawdę niewiele :D

 

Gdyby mi ktoś pół roku temu wspomniał, że będę pisał onirycznie uznałbym go za wariata. Swoją drogą, ciekawe, gdzie mnie zniesie w przyszłości. :)

odkrywanie swoich umiejętności w nowych zakątkach literatury bywa ekscytujące :D. Skutek eksperymentu wyszedł ci zacny.

 

A w którym miejscu się, biedna, zgubiłaś?

Zastanawia mnie odzyskanie ciała i światło na końcu :( 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Most. Może “most linowy” naprowadzałoby na właściwy trop? Wtedy szczeble mogą zostać, IMO.

Babska logika rządzi!

jak na ciebie 10k to naprawdę niewiele :D

To efekt diety gilotynowej. ;-)

odkrywanie swoich umiejętności w nowych zakątkach literatury bywa ekscytujące :D.

Powiedz to moim biednym betom. XD

Zastanawia mnie odzyskanie ciała i światło na końcu :( 

To akurat taki specyficzny moment opowiadania, gdzie pojawia się coś w rodzaju dowolności interpretacyjnej. Oczywiście w granicach rozsądku. ;-)

Generalnie ten fragment tekstu tworzony był tak, że istnieją różne hipotezy (o pewnych wspólnych elementach) odnośnie znaczenia zakończenia, ale jednej ogólnej interpretacji nie ma.

Chciałem Ci wrzucić te hipotezy poniżej, żebyś nie została bez żadnego wyjaśnienia, ale nie da się tu zmienić czcionki na mniejszą (tak, żeby można było przekopiować te hipotezy i powiększyć w edytorze tekstu), a jak napiszę normalną czcionką, to znów wrzucę bardzo otwarty spoiler.

 

Most. Może “most linowy” naprowadzałoby na właściwy trop? Wtedy szczeble mogą zostać, IMO.

Finklo, dziękować!

Na pewno dużo czytelniej. A jak ktoś się dalej nie domyśli to zostaje mu już tylko obrazek w komentarzach. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CMie, ja się domyślam, że to chodzi o zmartwychwstanie, które przewija się niemal przez cały tekst, jednak nadal ciekawi mnie głębszy sens tego światła :D Napisz mi na priv albo pogrub ostrzeżenie przed spojlerami tak jak kam to zrobiła pod swoim opowiadaniem.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Napiszę na priv, bo ja tym ostrzeżeniom nie ufam.

Każdy i tak zajrzy po przeczytaniu i później będzie szpanował, że wszystko zrozumiał. ;-)

Albo na podstawie tego, co napiszę, stworzy bardzo podobną interpretację i przedstawi jako swoją własną.*

 

*Nie, to wcale nie jest tak, że ja właśnie w ten sposób bym postąpił. ;)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Sy, dzięki za klika! :)

 

No i oczywiście gorące pozdrowienia dla moich krwawych ulubieńców! :-)

Użytkownicy:

 

cheeky

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nie ma sprawy, zaraz sprawdzę pw :D

 

Dokładnie tak sobie wyobrażałam Użytkowników XD

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Najbardziej podobał mi się sposób, w jaki opowieść została napisana. Krótkie fragmenty, przyjemny język, opisy nie za długie, nie za krótkie. A do tego te długie zdania przetykane krótkimi, co daje efekt nagłego przyspieszenia, w najbardziej odpowiednich momentach. To wszystko sprawiło, że bardzo przyjemnie czytało mi się to opowiadanie. Chociaż sama historia (wybacz) nie była dla mnie jakoś wyjątkowo ciekawa, ale z przyjemnością ją poznałam ;)

Nadzwyczaj twarzowe są Twoje katakumby, CMie. :-) Opowieść może nie najnowsza, ale zajmująca i przejmująca. Wplotłeś w nią cichaczem szum azteckich kości, bo to nie Europa, nie nasz świat. 

Napisane nienagannie, znaczy poprawność, chyba na szóstkę. Kompozycja też mi się podobała. 

Ha, a anagramu nie rozszyfrowałam do końca, przede mną więc go ukryłeś. :-) Nie skupiałam się jednak na tym, szukałam weirdu, na ile jest. I… jest, dużo go. 

Podobają mi się też słowa, wyrażenia, zdania. Są proste, nieprzesadzone, nienapuszone i moim zdaniem – dobrze. 

 

Myślałam też o marudzeniu. Na co by tu ponarzekać, hmm. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepiać, byłby to przekaz związany z redivivus. 

Przeczytała, zadowolona, idzie skarżyć. :-)

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Napisane bardzo ładnie i poniekąd gładko przepłynąłem przez tekst. Niestety sama historia ani bohater nie przekonali mnie do siebie.

Dokładnie tak sobie wyobrażałam Użytkowników XD

W ogóle wczoraj odkryłem, że można ich… zaprosić do znajomych. XD

 

Kasjopejatales, hej!

Dziękuję za poświęcony czas i komentarz.

Fajnie, że podobał się sposób, w jaki tekst został napisany. Kajam się, że historia nie porwała. Co tu dużo ukrywać, fajerwerków to tam nie ma. Poszedłem w kompletnie inną stronę i trzeba było się liczyć z tym, że może nie porwać.

 

Asylum, powitać!

I dziękować za przeczytanie, opinię i klika! :-)

Swoją drogą byłem, ciekaw, czy Użytkownicy będą skłonni mi go przyznać. Na szczęście przyszła druga zmiana i nie czepiała się przedmowy. :-)

Nadzwyczaj twarzowe są Twoje katakumby, CMie. :-)

Przekażę katakumbom. Będzie im miło. :-)

Wplotłeś w nią cichaczem szum azteckich kości, bo to nie Europa, nie nasz świat.

Dałem “wolną rękę” wyobraźni. Widać, te azteckie naleciałości są już ze mną na dobre i złe. ;)

Napisane nienagannie, znaczy poprawność, chyba na szóstkę. Kompozycja też mi się podobała. 

Dziękować. Bardzo mi miło.

Ha, a anagramu nie rozszyfrowałam do końca, przede mną więc go ukryłeś. :-)

I to jest właściwa postawa czytelnicza! A nie, że wpadną Finklowie, rozszyfrują od razu i zepsują zabawę. ;-)

Nie skupiałam się jednak na tym, szukałam weirdu, na ile jest. I… jest, dużo go. 

Założenie było takie, że skoro weird znaczy “dziwne” to stworzę sobie taki tekst i świat, którego sam… do końca nie zrozumiem. Pewnie brzmi trochę dziwnie, ale fajna zabawa. ;)

I chyba pierwszy raz miałem okazję interpretować własny tekst. XD

Są proste, nieprzesadzone, nienapuszone i moim zdaniem – dobrze. 

A tutaj muszę podziękować betom, które tłukły mnie po łapach, ile razy mnie ponosiło. :-)

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepiać, byłby to przekaz związany z redivivus. 

Słabo zaakcentowany? Niejasny? Czy zwyczajnie sztampowy?

Przeczytała, zadowolona, idzie skarżyć. :-)

Merci. :)

 

Patryku, cześć!

Fajnie, że napisane ładnie. Niefajnie, że nie porwało. Ale jak już pisałem powyżej, wybrałem taki koncept, że musiałem się z tym liczyć.

Dziękować za poświęcony czas i komentarz. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzień dobry CM-e

Mam nadzieję, że zanim skończę, będzie jeszcze dzień, bo zamierzam się rozpisać ;)

Trochę mnie wymęczyłeś tym opowiadaniem. Próbowałam maszerować równo z Twoimi myślami, ale po drodze się gdzieś zgubiłam ;D Ja jestem człek prosty i za dużo tu dla mnie tej dziwności. Potrzebuję jakiegoś rusztowania, na jakim rzeczy tajemnicze i dziwne by się opierały. Jednak to tylko moje skromne odczucia. Opko pięknym językiem napisane, z nieodgadnionym zakończeniem i pewno znajdzie swoich amatorów.

Pozdrawiam gorąco :) 

Wiesz, najśmieszniejsze w tym opowiadaniu jest to, że ja nawet nie lubię czytać takich tekstów. Co oczywiście nie zmienia faktu, że świetnie się bawiłem przy pisaniu.

Jeśli zamienić w tym zdaniu “świetnie się bawiłem przy pisaniu” na “nieźle się bawiłem przy czytaniu”, to mniej więcej wynikiem będą moje odczucia.

Nie jestem fanem tekstów pisanych w tym stylu, ale muszę przyznać, że to opko jest napisane naprawdę porządnie i konsekwentnie. W dodatku nie jest za długie, dlatego wyszło danie strawne nawet dla czytelników, którzy nie gustują w duchowych treściach z pełnym powagi narratorem.

Spory plus za zakończenie – dajesz wyraźne podpowiedzi, ale nadal pozostawiasz czytelnikowi swobodę interpretacji.

Nie do końca przypadł mi za to do gustu tytuł – sugeruje bardziej luźny tekst niż to, co dostajemy w środku.

Podoba mi się pomysł, i jego realizacja, i treść, i wykonanie, i kompozycja. Bardzo lubię takie oniryczno-duchowe klimaty. Zmieniłabym jedynie tytuł :)

A poza tym bardzo interesujące podejście do konkursowego hasła. Dużo weirdu i takiej magiczno-sennej dziwności – jak dla mnie na plus. Powodzenia w konkursie.

Oczywiście klikam bibliotekę :)

I to jest właściwa postawa czytelnicza! A nie, że wpadną Finklowie, rozszyfrują od razu i zepsują zabawę. ;-)

Ej, ale tylko sobie popsułam! Moja zabawa, moja sprawa. ;-)

Babska logika rządzi!

Powitał nowych gości!

 

Matko Chrzestna, hej!

Dziękować za wizytę i komentarz.

Kajam się za to wymęczenie. Wiesz, ja tutaj zaryzykowałem. Poszedłem całkowicie swoją drogą. Nawet na becie żartowałem, że będę w tym konkursie zastępował Żonglerkę, bo opinie “nie rozumiem” posypią się jak z rękawa. Stwierdziłem, że jak ma być “dziwnie”, to będzie to od początku do końca dziwnie po mojemu bez żadnych kompromisów. To jest taki rodzaj tekstu, który pisze się raz w życiu, trochę w celach poznawczych, trochę jako nową literacką przygodę.

Szkoda, że nie podeszło, ale w pełni rozumiem. Nie Ty pierwsza i nie ostatnia odbijesz się od tego opowiadania. ;)

Do zobaczenia u Ciebie.

Wpadnę, jak to ja, z dużym poślizgiem, ale wpadnę. ;-)

Pozdrawiam! :)

 

Powitał i Perruxa!

 

Jeśli bawiłeś się nieźle, to naprawdę bardzo się cieszę, bo jak pisałem powyżej, zdaję sobie sprawę, że nie jest to opowiadanie szczególnie “życzliwe” czytelnikowi. Z tego też powodu chciałem je zamknąć w około dziesięciu tysiącach znaków, żeby za bardzo czytelnika nie zmęczyć.

Nie do końca przypadł mi za to do gustu tytuł – sugeruje bardziej luźny tekst niż to, co dostajemy w środku.

Wiem, to takie perfidne oszustwo z mojej strony. ;-)

W czasie bety wrzuciłem to dla żartu, żeby dla odmiany napisać coś innego niż “tytuł roboczy” i w końcu stwierdziłem, że dla zmyłki zostawię.

Ja zwykle piszę teksty humorystyczne, więc tym bardziej tytuł miał zwodzić.

Jak już doczłapię z tym swoim tekstem do biblioteki to zmienię ten tytuł na poważniejszy. ;)

Dziękuję za poświęcony czas, opinię i wniosek o klika.

 

Katiu, hej!

 

Dziękuję za przeczytanie, opinię i klika.

Bardzo lubię takie oniryczno-duchowe klimaty.

Bardzo się cieszę, bo mi tu obiecują, że na pewno znajdą się tacy, którzy lubią te klimaty, a tu po nich ani widu ano słychu. ;-)

Zmieniłabym jedynie tytuł :)

Zmienię, zmienię. ;-)

Niech mnie tylko Użytkownicy obdarują tym ostatnim klikiem. ;-)

Dużo weirdu i takiej magiczno-sennej dziwności – jak dla mnie na plus.

Próbowałem się szkolić na tekstach Żonglerki. :-)

 

Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny i do zobaczenia u Ciebie. Oczywiście z poślizgiem, ale w końcu się dotoczę. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ej, ale tylko sobie popsułam! Moja zabawa, moja sprawa. ;-)

Tak to każden jeden może się tłumaczyć! :-)

A gdzie szacunek do pracy CM-a? Ja tu chowam znaczenie krainy, mieszam literami, nawet tworzę metaforyczne wyjaśnienie tego anagramu a Ta przyjdzie, poprzekłada i po zabawie. ;-)

A już tak zupełnie poważnie: jak wpadłaś na pomysł, żeby poprzestawiać te litery? Odruch? Czy od razu czułaś, że próbuję oszukiwać? ;)

A tak przy okazji: ktoś ma jakiś pomysł na tytuł dla tego opowiadania? Bo obiecałem, że jednak zmienię. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Jak wpadłam? Stało sobie takie wyboldowane słowo, rzucało się w oczy, niepodobne do innych słów w znanych mi językach. No to pomyślało mi się – “oho, ktoś tu mnie próbuje wpuścić w kanał (Suez? Nie, litery jednak nie pasują). Przecież nie mogę na to pozwolić”. I poszło. Dobrze postawione pytanie to pół odpowiedzi. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytałam i ja. Opowiadanie jest dobre, klimatyczne, ale nie powiem by mnie zachwyciło. Gdzieś w momencie, kiedy szybował nad zamkami zaczęłam się gubić, chyba przez to zdanie:

“śmiał się na widok dawnych panów, którzy wyciągali do niego ręce błagając choć o okruch chleba.” → dlaczego panowie błagali go o okruch chleba?

 

Potem znów zaczęłam podążać za opowieścią, ale ponieważ już powiedziałeś wcześniej, jaki los czeka Ethana, przestałam czuć ekscytację. Nie wyobrażałam sobie, żeby miał jakoś umknąć, więc oczywistym było, że stanie się jednym ze straceńców, których sam wcześniej widział. 

Nie do końca zrozumiałam też rolę światła. 

Ogólnie więc powiedziałabym, że na plus, ale nie do końca mój typ lektury. Natomiast głos do biblioteki się należy, więc pójdę go oddać, nim ktoś mnie uprzedzi. 

 

EDIT:

Jednak zostałam uprzedzona. Ale i tak chciałam dodać tylko, że zupełnie czegoś innego się spodziewałam po tytule. Tytuł jest super, ale jak dla mnie zupełnie nie oddaje klimatu tego tekstu.

Dobrze postawione pytanie to pół odpowiedzi. :-)

Ech, a tak kombinowałem…

Nawet specjalnie przestawiałem te literki tak, żeby nie brzmiały podobnie do słowa, które Finklowie z taką łatwością rozszyfrowali.

Widać następnym razem trzeba się będzie wznieść na wyższy poziom “oszukaństwa”. ;-)

 

Rosebelle, powitał!

 

Dziękuję za przeczytanie, komentarz i prawie klika. ;-)

dlaczego panowie błagali go o okruch chleba?

Bo teraz to oni byli żebrakami. Chociaż lepiej by to wybrzmiało, gdybym nie wyciął wzmianki o nich w początkowej fazie tekstu. No nic. Trudno.

Ogólnie rzecz biorąc, fajnie, że opowiadanie zasłużyło na klika. Szkoda, że nie porwało, ale napiszę to samo, co i innym. Liczyłem się z tym, bo to bardzo specyficzny typ tekstu, a tam, gdzie można było fajnie pójść w efektowność, ja wybrałem kompletnie inną drogą. Pewnie ciekawszą dla mnie pisarsko, ale niekoniecznie atrakcyjniejszą czytelniczo.

Ale i tak chciałam dodać tylko, że zupełnie czegoś innego się spodziewałam po tytule.

W sumie o to chodziło. XD

To miała być taka perfidna zmyłka. Pewnie mało to poważne, ale ja lubię się bawić takimi rzeczami. Tutaj wiedziałem, że pod względem odbioru opowiadania szału nie będzie, więc stwierdziłem, że mogę sobie na to pozwolić.

Ale zgodnie z obietnicą tytuł zmieniony. ;-)

Jeszcze raz podziękował za poświęcony czas. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CM, anagram przy pięciu literach nie ma szans. To się robi odruchowo. A jeszcze jeśli trafisz na miłośnika scrabbli… Wykombinuj coś dłuższego. Dziesięć liter powinno się udać.

Babska logika rządzi!

Następnym razem sięgnę po bardziej perfidną kombinację i wrzucę taki “anagram”, który nic nie znaczy. XD

Dziesięć liter powinno się udać.

Uloqatelczat.

 

Masz nawet trochę więcej. Wystarczająco zagmatwane?

Dobra, wiem, że nie… ;)

 

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Przy dziesięciu, uda się na bank. :-) Znaczy konotuję, aby poćwiczyć w srabble, a nie w jakieś głupotki, będzie przyjemność rozszyfrowywania CMa. :D

 

Co do “redivivus”  i interpretacji, dla mnie niejasne, za dużo możliwości. Dla mnie najlepszy myk był z pamięcią.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Masz nawet trochę więcej. Wystarczająco zagmatwane?

Nie w Twoim kontekście, nie wyraz zawierający Q. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka