- Opowiadanie: oidrin - Zmiana warty

Zmiana warty

Pierwsza próba na portalu, po długim podczytywaniu opowiadań innych.

update 22.2- dialogi poprawione dzięki pomocy Patryka i ninedin

 

update 31.3- poprawki wrzucone na spokojnie

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zmiana warty

I wreszcie przy­szło mi mieć nie tylko nockę, ale i ostat­nią zmia­nę warty. Tę samą, co to jej bar­dziej bo­jaź­li­wi kam­ra­ci brać nie mieli od­wa­gi, i to za żadne szma­rag­dy i dia­men­ty. Bo nim kur za­pie­je, wy­cho­dzą na świat zmory, wą­pie­rze i róż­nej maści naj­szpet­niej­sze po­czwa­ry. A gdyby tak ku­ro­wi się nie­opatrz­nie a jakże smacz­nie przy­spa­ło, to pa­no­szy­li­by się ci krwio­pij­cy po świe­cie aż do sa­me­go świtu. I wtedy to do­pie­ro ści­snę­ła­by nam dupy próż­na za­zdrość o tych par­cha­tych, do kości za­gło­dzo­nych i nigdy za dość niewy­chło­sta­nych więź­niów, któ­rych mu­si­my do­glą­dać. Bo tych to cho­ciaż kraty ochro­nią przed pasz­czą pełną ja­do­wi­tych zę­bisz­czy, a my nie­bo­ra­cy mu­si­my po­le­gać tylko na wła­snym spry­cie.

 

Niech­by mi jed­nak upiór czy inny zwierz tylko spró­bo­wał wejść w pa­ra­dę, a po­czuł­by gniew tego, co to od dwóch za­sra­nych księ­ży­ców nie do­stał cięż­ką ha­ró­wą za­słu­żo­nej pod­wyż­ki. I po­szły­by się dymać skrzęt­ne plany upi­cia się po­rząd­ną go­rza­łą i za­ła­ta­nia po­de­szew w dziu­ra­wych bu­tach. Po­two­ry po­two­ra­mi, ale pie­niądz mi nie śmier­dział, więc po­sta­no­wi­łem sta­wić im tak w razie czego czoła. Wszak każ­de­mu nawet mor­der­cze­mu stwo­rze­niu może się tak po pro­stu od­wi­dzieć.

 

Zsze­dłem byle szyb­ciej krę­ty­mi scho­da­mi aż do śmier­dzą­cych gów­nem i szczy­na­mi celi, gdzie zwy­kło się trzy­mać tych, na któ­rych i te naj­bar­dziej wy­głod­nia­łe mon­stra dwa razy by oka nie za­wie­si­ły. Osła­nia­jąc wolną od po­chod­ni dło­nią nos i usta, co by i na mnie ta go­rącz­ka i sracz­ka nie prze­szły, za­stu­ka­łem w so­lid­ne spi­żo­we wrota z wę­żo­wym her­bem na ko­łat­ce.

 

Co­kol­wiek trzy­ma­li tam na dole, mu­sia­ło być warte swo­jej ceny. Dla byle ska­zań­ca nie rych­to­wa­li­by ta­kich cudów, skoro nawet na pół­to­ra du­ka­ta za dobrą służ­bę ską­pią. A że trzy­ma­li to pod pie­czą więk­szą niż posag kró­lew­ny na wy­da­niu, spo­dzie­wa­łem się wszyst­kie­go od osła sra­ją­ce­go zło­tem, na szpie­gu ja­kie­goś nie­bied­ne­go mo­car­stwa skoń­czyw­szy.

 

– Ej, Oszi, przy­sze­dłem cię zmie­nić.

 

Za­suw­ka gdzieś na wy­so­ko­ści mo­je­go czoła za­zgrzy­ta­ła cicho, a przez wąską szpa­rę, która się wraz z tym zgrzy­tem otwar­ła, łyp­nę­ły na mnie po­dejrz­li­wie oczy Oszie­go. Temu to mu­sia­ło się po­wo­dzić, bo już od do­brych trzech księ­ży­ców trze­pał co noc du­ka­ty za tę zacną fuchę.

 

– Boisz się już, Kijan? Po­wiedz no, trzę­siesz już por­t­ka­mi, czy za­czniesz do­pie­ro za pro­giem?

 

– Sam się zaraz prze­ko­nasz, durny łbie.

 

Nie od­szcze­kał się, bo widać tylko stru­gał wa­ria­ta byle mi stra­cha na­pę­dzić. Przy wtó­rze jego re­cho­cą­ce­go śmie­chu wrota uchy­li­ły się lekko. I udało mi się, choć na głęb­szym wde­chu, przez nie prze­ci­snąć wraz z całym opo­rzą­dze­niem przewieszonym przez plecy.

 

– To co? Gotów zo­ba­czyć po­two­ra, i to ta­kie­go, że od razu po­srasz się w gacie?

 

Wzru­szy­łem ra­mio­na­mi, a Oszi chwy­ciw­szy skwa­pli­wie po­chod­nię, po­świe­cił nią tak, bym mógł zaj­rzeć po­mię­dzy grube po­sre­brza­ne kraty. Na ziemi sie­dział wię­zień okrę­co­ny łań­cu­chem jak pie­czo­ny schab sznur­kiem, o dziwo nie jakiś ma­gicz­ny stwór czy nawet po­staw­ny osi­łek. Ot, suchy bla­do­li­cy wy­ro­stek z ciem­ny­mi sko­strze­wio­ny­mi wło­sa­mi za­sła­nia­ją­cy­mi mu więk­szość twa­rzy. No, poza świe­cą­cy­mi się iście nie­biań­skim bla­skiem oczy­ma, które doj­rzeć można było nawet w ciem­no­ści.

 

Nie daj mu go tu wpu­ścić.

 

Mówił coś do mnie, czy może czas wresz­cie prze­myć te uszy? Prze­sły­sza­łem się z tego nie­dziel­ne­go za­pa­łu, bo ust prze­cież nie otwo­rzył.

 

– Ha, czu­jesz, brat­ku, co za in­te­res życia ci przy­padł w udzia­le? Ten tu to jakiś przy­chlast z gówna ule­pio­ny, ale widać dla wiel­kiej po­li­ty­ki na tyle ważny, że za każdą nockę dukat ci wpadnie.

 

Tu nieco bacz­niej przyj­rza­łem się oczom więź­nia, które, choć tępo wle­pio­ne w świa­tło po­chod­ni, po­sta­wi­ły mi dęba nawet naj­cień­sze włosy na karku. Może i krwio­żer­cze be­stie ha­sa­ły już sobie w naj­lep­sze po świe­cie, lecz sto­kroć bar­dziej wo­lał­bym ga­niać za nimi z włócz­nią niż zo­stać sam na sam z tym czymś.

 

Nie po­zwól mu wejść.

 

Teraz byłem już pe­wien, że albo za­czy­na mi od­bi­jać, albo ktoś tu na mnie urok rzu­cił. I nie wie­dzia­łem, co gor­sze.

 

– I on tak tylko sie­dzi i gapi się na cie­bie tymi świe­cą­cy­mi śle­pia­mi?– za­py­ta­łem zbity z tropu.

 

– No, wiele in­ne­go tu do ro­bo­ty nie ma – od­parł Oszi. – Cza­sem też go roz­ku­wa­ją, ale nie żeby nagle był wtedy bar­dziej roz­mow­ny. Gada coś tam od rze­czy, ale do sie­bie. Rza­dziej do­sta­je lek­kie­go pier­dol­ca i maże ja­kieś znaki po ścia­nach reszt­ka­mi tych swo­ich pomyj czy innym gów­nem.

 

– A co za znaki?

 

– A ja to wiem? Nie mów, że sam je­steś ob­la­ta­ny w tym całym czy­ta­niu. Ja to le­d­wie ja­skół­kę dziób­nę tam, gdzie każą.

 

Kiw­ną­łem bez prze­ko­na­nia głową, bo sam też mia­łem nie lep­sze oby­cie z tym no­wo­mod­nym sło­wem pi­sa­nym. Gdy tak Oszi zbie­rał swój kram, nie­spiesz­nie roz­ło­ży­łem mój. Cią­gle czu­jąc na ple­cach wzrok oczu ja­snych jak dwie mor­der­cze gwiaz­dy, przy­cup­ną­łem na zy­del­ku sto­ją­cym pod ścia­ną. Zimny dreszcz prze­szy­wa­ją­cy mnie moc­niej niż naj­ostrzej­sze pa­zu­ry żar­łocz­nej masz­ka­ry po­wo­li prze­szedł w pa­lą­ce uczu­cie nie­po­ko­ju. I wtedy coś za­skro­ba­ło w cięż­kie spi­żo­we wrota.

 

Obie­caj, że nie dasz mu się na­brać.

 

To już nie mogły być zwidy ani inny lo­so­wy przy­pa­dek.

 

– Oszi, ko­cha­necz­ku, otwórz no ma­tu­si, to ci da mleka z mio­dem i pięt­kę chle­ba. – za­szcze­bio­tał słod­ki ko­bie­cy głos.

 

Mój kom­pan jak raz przy­sko­czył do wrót wście­kły ni­czym osa, bo komuś wi­docz­nie zbie­ra­ło się na głu­pie żarty. Nikt z nas nie ty­rał­by tu prze­cież za bez­cen, gdy­by­śmy mieli jesz­cze ro­dzi­ców.

 

– Uch ty, gów­no­ja­dzie! – wrza­snął, ude­rza­jąc trzo­nem włócz­ni we wrota aż ro­ze­szło się echo. – Zo­ba­czysz, jak tylko za próg wyjdę, to ci ryj obiję tak, że cię ta twoja ma­tu­sia nie pozna!

 

– Kijan, słon­ko, to ja twoja Ifa – za­ćwier­kał jak si­ko­recz­ka do­brze znany mi głos. – Ta, co to dwa księ­ży­ce temu mó­wi­ła, że przyj­dzie w ma­li­no­we krza­ki, a nie przy­szła. Otwórz mi teraz, a nie po­ża­łu­jesz. Ba, może i twój ko­leż­ka nie bę­dzie ża­ło­wał.

 

Już, już mia­łem się­gnąć po za­suw­kę, bo taką oka­zję trze­ba łapać jak byka za rogi, jed­nak zimne spoj­rze­nie więź­nia sko­si­ło mnie równo i przy­wo­ła­ło do po­rząd­ku.

 

Tak trzy­maj, nie daj się.

 

Oszi nie miał od­wa­gi wejść mi w drogę, choć wi­docz­nie i jego nieco ku­si­ła ofer­ta Ify. Sta­łem tak jak ka­mień, nie wie­rząc już ani sobie, ani tym bar­dziej ni­cze­mu, co sły­sza­łem. Do­pie­ro dziar­skie stu­ka­nie ko­łat­ki wy­bu­dzi­ło mnie z tego otę­pie­nia.

 

– Chłop­cy moi, dość tego, wy­gra­li­ście!- Grom­ki głos na­czel­ni­ka stra­ży za­wtó­ro­wał ko­ła­ta­niu.– Nic a nic nie da rady was ode­rwać od służ­by, żadne tam baby i czu­łost­ki. Wpuść­cie mnie, żebym wam mógł ręce uści­snąć i miesz­kiem du­ka­tów ob­da­ro­wać, coby wam na go­rzał­kę nie za­bra­kło.

 

– Tak jest, panie na­czel­ni­ku!- Strze­lił po­słusz­nie ob­ca­sa­mi Oszi, się­ga­jąc do cięż­kiej za­su­wy blo­ku­ją­cej wrota.

 

Za­ra­za by tego dur­nia. Zgubi nas.

 

Na­czel­nik mu­so­wo chra­pał i prze­wra­cał się na boki we wła­snym łóżku. Co­kol­wiek do­bi­ja­ło się do tej za­mknię­tej na czte­ry spu­sty celi, nie mia­łem za­mia­ru rzu­cić mu kom­pa­na na po­żar­cie. A że i ko­gu­cie­go pia­nia i od­sie­czy próż­no mi było cze­kać, rzu­ci­łem się Oszie­mu na plecy. Upadł z pla­skiem na twarz pod moim cię­ża­rem, szar­piąc się jak zwie­rzę w po­trza­sku.

 

– Po­je­ba­ło cię, Kijan?! – wrzesz­czał. – Jak nic na zbity pysk za to wy­le­cisz, durna pało! Złaź ze mnie!

 

Prze­padł już jak nic.

 

Cho­ciaż nie wy­da­wa­ło mi się to zbyt mądre, by słu­chać się ja­kie­goś może i zmy­ślo­ne­go ze stra­chu głosu, nie ufa­łem już ani Oszie­mu, ani tym bar­dziej temu, co tak upar­cie do­bi­ja­ło się do nas. W jed­nym pod­sko­ku pod­nio­słem się i ostroż­nie wy­co­fa­łem tuż pod kraty celi, skąd nie­ru­cho­mym i nadal upior­nie błysz­czą­cym okiem przy­glą­dał mi się wię­zień. Oszi tylko na to cze­kał, bo za­po­bie­gli­wie chwy­ciw­szy za broń, pod­biegł do drżą­cych od nie­usta­ją­ce­go ko­ła­ta­nia wrót.

 

– Panie na­czel­ni­ku, mel­du­ję, że mo­je­mu zmien­ni­ko­wi od­bi­ło, ale sy­tu­acja już pod kon­tro­lą! Cze­kam na dal­sze roz­ka­zy!

 

– Na­gro­da cię nie minie, Oszi – za­brzmiał su­ro­wy głos na­czel­ni­ka. – I nie bój nic, już ja sobie po­ga­dam z tym ma­ru­de­rem. Kijan, ni­czyj synu, zwal­niam cię ze służ­by w tym za­cnym przy­byt­ku. I gdzieś mam, ile tam masz gąb do wy­kar­mie­nia i za­pa­sów na zimę. Złóż broń i wyłaź!

 

– Ani mi się śni! – krzyk­ną­łem, ce­lu­jąc włócz­nią we wrota. – Oszu­ście ty, be­stio szka­rad­na! Na­czel­nik nigdy się nocną zmia­ną nie hańbi! Nie słu­chaj tego po­two­ra, Oszi!

 

– Mó­wi­łem ci, Oszi, ni­czyj synu, że na­gro­dę masz już w kie­sze­ni. A że ten twój kom­pan taki wy­ga­da­ny, po­de­rżnij no mu gar­dło, to do­rzu­cę ci drugi mie­szek.

 

Opu­ści­łem broń, bo jeśli mia­łem cze­muś dać wiarę, to je­dy­nie wła­sne­mu prze­czu­ciu. Oszi mógł być lek­kim gbu­rem w obej­ściu, ale ni­ko­go by nie zabił nawet i za skrzy­nię złota. Tak jak prze­wi­dzia­łem, po­ki­wał tylko bez­rad­nie głową, mie­rząc we mnie nadal ostrzem włócz­ni.

 

– Dobra tam, skoro tak bar­dzo nie chcesz, sam to za­ła­twię. – Głos zza drzwi wi­docz­nie wie­dział, co się świę­ci. – Tyl­ko mnie wpuść.

 

– Oszi, nie…!

 

Już za późno.

 

I tu usły­sza­łem bo­le­sny wrzask Oszie­go, któ­re­go to zgu­bi­ła nie wie­dzieć, czy chci­wość, czy ła­two­wier­ność. Bo gdy przed otwar­ciem wrót chciał się przez otwór przyjrzeć twa­rzy przy­by­sza, dwa ostre i dłu­gie szpo­ny prze­szy­ły mu oczy i czasz­kę na wylot, aż strze­li­ła mi w twarz jasna krew po­mie­sza­na z tłu­sta­wym bia­łym oso­czem mózgu. Nie krzy­cza­łem, cho­ciaż nogi ugię­ły się pode mną, aż ude­rzy­łem ko­la­na­mi w wil­got­ną po­sadz­kę.

 

– Gra­tu­la­cje Kijan, nadasz się jak nic.

 

Głos, który sły­sza­łem w gło­wie, wy­do­by­wał się teraz wprost z ust więź­nia, a on sam nie był już ani skrę­po­wa­ny od stóp do głów łań­cu­chem, ani nawet za kra­ta­mi. Oczy świe­ci­ły mu się w ciem­no­ści tak samo, jak znaki wy­pi­sa­ne na ścia­nie za jego ple­ca­mi.

 

– Ale jak…? – Pró­bo­wa­łem wy­du­sić z sie­bie ja­kieś sen­sow­ne py­ta­nie.

 

Wię­zień, który nie wy­da­wał mi się już wcale taki za­bie­dzo­ny i słaby, ukuc­nął obok mnie i po­błaż­li­wie po­kle­pał mnie po ple­cach.

 

– Wi­dzisz, niby cią­gnie swój do swego, ale ja tam in­nych po­two­rów jakoś nie lubię – mó­wił uśmiech­nię­ty przy­mil­nie. – A teraz spójrz mi głę­bo­ko w oczy i za­śnij, zło­ciut­ki, żebym mógł się po­si­lić w spo­ko­ju, bo ina­czej mi twój ko­leż­ka za bar­dzo prze­sty­gnie. Kiedy się obudzisz, bę­dzie­my w naj­lep­szej ko­mi­ty­wie. Aż do tego smut­ne­go dnia, gdy znowu za­bur­czy mi w brzu­chu i nie­ste­ty bę­dzie­my mu­sie­li się po­że­gnać. Zro­zu­mia­łeś?

 

– Tak.

 

I wtedy kur za­piał pierw­szy raz, a wię­zień, uło­żyw­szy mnie do snu jak dzie­cię w ko­ły­sce, za­czął cicho chłep­tać cie­płą jesz­cze krew Oszie­go. Tej nocy spa­łem snem głę­bo­kim i słod­kim, ja­kie­go nie za­zna­łem od dawna, lecz nim od­pły­ną­łem, za­krwa­wio­ne szpo­ny ostat­ni raz za­dra­pa­ły we wciąż za­mknię­te wrota.

 

– Nie poddam się, choćbym miał wy­mor­do­wać i całe wię­zie­nie. – Głos na­czel­ni­ka wy­da­wał się dziw­nie ochry­pły i po­sta­rza­ły. – Nie bę­dziesz się tu cho­wał w nie­skoń­czo­ność, sy­necz­ku.

Koniec

Komentarze

“– Nagroda cię nie minie, Oszi.-zabrzmiał surowy głos naczelnika– I nie bój nic, już ja sobie pogadam z tym maruderem.” – Nie jestem pewien, ale to chyba nie jest poprawnie, take rzeczy się powtarzają, ale jeśli to jest poprawne, to chętnie się czegoś dowiem :) Do tego mam wrażenie, że w kilku miejscach brakuje przecinków. 

 

https://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112 – trochę o dialogach. 

 

“wiedział, co się święci-Tylko mnie wpuść.” – tutaj też tak jakoś…

 

Ogólnie trochę się gubiłem w tym opowiadaniu. Brakowało mi trochę lepszego poprowadzenia tej historii. Jakiś więzień, jakiś stwór za bramą, jakiś naczelnik, jakiś strażnik, który na początku strzela długaśny monolog. Mam wrażenie, że przeskakujemy tu od jednego do drugiego. Ogólnie poczułem klimat nocy i stworów, ale mnie nie wciągnęła historia. Ciężko powiedzieć może chciałbym wiedzieć więcej, co się tak naprawdę tam dzieje. Coś więcej o tym więźniu, jego emocje i w sumie to kto się tam dobija zza bramy? Do tego brakuje mi takiego płynięcia przez tekst i ładnego prowadzenia historii. Ale to tylko moje zdanie, może po prostu nie mój typ prowadzenia narracji. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

mr. maras dziękuję za lekturę, mam nadzieję, że jak na pierwszy raz na portalu nie było najgorzej.

 

Patryk Mikulski dziękuję za komentarz i sugestię, chętnie się zapoznam.

A co do historii, dla mnie historia z dreszczykiem, to historia z niedopowiedzeniem, ale wiadomo– gusta i guściki. Poza tym limit trochę nas tym razem ogranicza, ale mam nadzieję, że następnym razem też dasz mi szansę smiley

Fabularnie i jak chodzi o nastrój całkiem porządne, choć dość przewidywalne fantasy z elementami horroru ci wyszło – co prawda ilość wulgaryzmów na linijkę tekstu trochę mnie męczyła. Gorzej z wykonaniem: zapis dialogów, na przykład, jest konsekwentnie błędny i błaga o poprawki. Łap poradnik: https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ 

Arnubis dzięki za wizytę.

 

ninedin miło mi, że fabularnie i nastrojowo przypadło ci do gustu.

 

Co do poprawek w dialogach, są nieuniknione i napewno skorzystam z podarnika jak tylko uda mi się przysiąść. A co do wulgaryzmów– fakt sporo ich, ale to tak świadoma stylizacja, bo strażnicy w więzieniu chyba nie używają zbyt wyszukanego języka.

Trochę jeszcze baboli w zapisie dialogów pozostało, o na przykład tu:

 

– Kijan, słonko, to ja twoja Ifa– zaćwierkał jak sikoreczka dobrze znany mi głos. – ta, co to dwa księżyce temu mówiła, że przyjdzie w malinowe krzaki, a nie przyszła. Otwórz mi teraz, a nie pożałujesz. Ba – może i twój koleżka nie będzie żałował.

Powinno być:

 

– Kijan, słonko, to ja twoja Ifazaćwierkał jak sikoreczka dobrze znany mi głos. – Ta, co to dwa księżyce temu mówiła, że przyjdzie w malinowe krzaki, a nie przyszła. Otwórz mi teraz, a nie pożałujesz. Ba, może i twój koleżka nie będzie żałował.

 

– Pojebało cię, Kijan?!- wrzeszczał – Jak nic na zbity pysk za to wylecisz, durna pało! Złaź ze mnie!

Kropka po wrzeszczał.

Poza tym zauważyłam, że nie robisz spacji przed myślnikiem. Popatrz na Kijan – wrzeszczał.

 

Poza tym podobało mi się. Trochę przewidywalne, ale całkiem przyzwoicie napisane fantazy :)

 

Kliczek na zachętę i powitanie :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Irka_Luz cieszę się, że ci się podobało, mimo baboli, z którymi się rozprawię jak najszybciej się da.

 

Co do spacji, chyba muszę się troszkę oswoić z portalem, bo nie do końca wiem jak to wszystko działa. Obiecuję poprawę smiley

Jak na pierwszy opublikowany tekst to całkiem, całkiem :) Ogólnie mi się podobało, zwłaszcza pod względem fabularnym, a to chyba najważniejsze, nad warsztatem zawsze można popracować :)

 

Ode mnie kolejny biblioteczny kliczek :)

katia72 dziękuję bardzo i pozdrawiam.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Anet miło mi to słyszeć, a właściwie czytać smiley

Pierwszy akapit troszeczkę cięższy w odbiorze jak dla mnie. Może to przez to, że to taki zbity kawałek tekstu, a może po prostu bardzo tam dużo treści. Ale potem jest bardzo fajnie. Porządnie oddany klimat w opisach, a przede wszystkim w dialogach. Podoba mi się głos w głowie, tajemniczy więzień i ostatnie kuszenie Osziego. Ogólnie bardzo przyjemnie się czytało :)

Edward Pitowski cieszę się, że udało mi się z tym klimatem, bo szczerze to dla mnie w tekstach zawsze taki priorytet.

Co do pierwszego akapitu, to się zgodzę, że aż kipi tam od treści, ale tylko po to, żeby później akcja toczyła się w miarę sprawnie, bo limit, oj, ten limit! Aczkolwiek podumam nad tym po konkursie już.

 

 

Oj ciężki los moją na portalu nowicjusze, a jak się na wstępie napisze, że to dziewicza twórczość, to już w ogóle mało kto się zainteresuje. A szkoda.

 

Szczerze mówiąc bardzo nie lubię takiej stylizacji, więc próg wejścia w tekst miałem bardzo wysoki, a mimo to dałem się kupić i okazało się, że im dalej w las, tym bawię się coraz lepiej. Jest w tym tekście taka iskierka pozwalająca przymknąć oko na mankamenty, jest za czym pójść, jest czemu dać się uwieść. To bardzo dużo, nad innymi rzeczami można/trzeba pracować, pracować itd.

 

Ode mnie kliczek. 

Blacktom dzięki za wizytę. Mam nadzieję, że lektura przypadła do gustu.

 

Michał Pe pisanie to jedna z takich rzeczy, nad którą nigdy nie powinno się przestać pracować, więc każde słowo krytyki biorę na klatę i przekuwam w coś użytecznego tak na przyszłość. Poza tym nowicjusze zawsze muszą zapłacić trochę frycowego, to taki niepisany zwyczaj i grunt to mieć do tego wszystkiego zdrowy dystans, który pozwala nam brać z tego doświadczenia to, co najlepsze. Widzę, że w tej kwestii mamy zatem podobną opinię smiley

 

Cieszę się, że mimo wszystko udało mi się cię kupić, mimo że to nie była do końca twoja bajka, bo grunt to czytelnika zainteresować. Jak narazie jestem w fazie eksperymentów , więc niewykluczone, że następnym razem spróbuję czegoś bardziej współczesnego.

Naprawdę przyjemnie się czytało :) Wiadomo, że kilka błędów się pojawia np. interpunkcyjnych, ale to normalne, sama mam z tym często kłopot. 

Dzięki za przeczytanie mojego opowiadania i skomentowanie! Tak na marginesie, to też moje pierwsze na portalu :) 

charlotta dzięki za wizytę i cieszę się, że ogólne wrażenia były pozytywne. Może zawiążemy jakąś koalicję nowicjuszy wink?

Ciekawy pomysł! :) 

Kilka akapitów o wiele za długich, do do podzielenia na kilka krótszych (w sensie wstawienia entera). Jest tez kilka miejsc, gdzie brakuje spacji przed półpauzą w dialogach.

 

Całe opowiadanie? Udane. Czy widać świeżość? Nie wiem, niekoniecznie w stylu pisania. Chociaż jest jakieś nieskrępowanie utartymi torami stylu, co paradoksalnie poprawia jakość czytania.

Jeśli coś by można jeszcze podkręcić, to na pewno nastój narastającej “mroczności”, ale to i tak można tu sobie dopowiedzieć. no i całkiem nieźle udało się ograć motyw jakby nie było znany z różnych slasherów, trochę z domieszką motywów z baśni. Udało się, bo choć motywy te są znane, to tutaj to po prostu wyszło.

wilk-zimowy udane to duży komplement, bo pisząc miałam sporo wątpliwości, czy aby nie będzie zgrzytów tu i ówdzie. Jednak widać opłaciło się nałogowe oglądanie AHS przez ostatanie dziewięć sezonów. Zwłaszcza ostatniego, który był typowym slasherem. Idąc tym tropem – mroczności nigdy nie jest za wiele. No, ale limit…

 

A co do akapitów– myślałam nad tym i spróbuję coś podziałać, żeby się lepiej czytało.

Co wy wszyscy z tym limitem? :D

W krótkich historiach rozpisywanie się na 30K znaków sprawia, że wszystko się nagle rozwleka :-) I w drugą stronę – kondensowanie treści, choć trudne, pozwala zagęścić klimat :-)

 

Haha, to taka sztuczka, jak to mówią, żeby dyskusję podtrzymać XD

 

Osobiście lubię jak jest limit, bo to naprawdę zmusza do przewartościowania i zagęszczenia przekazu. Inaczej to za duża samowolka i rozlazłość się czasem wkrada.

Całkiem. Nie lubię nadmiaru wulgaryzmów (uważam, że ilość zabija ich siłę rażenia), ale Twój bohater pasuje do swojego języka, więc jakkolwiek mnie on męczył, przeżyłam. Doklikuję, choć troszeczkę na zachętę, bo przydałoby się tu trochę tła (wiem, limit), żeby człowiek nie gubił się w tym, co kto i dlaczego ;)

 

nowomodnym słowem pisanym

To mi zgrzytnęło, bo świat, który stworzyłaś, nie wydaje mi się na takim etapie cywilizacyjnym, żeby pismo mogło być nowością, a tym bardziej “modą”.

 

Naczelnik musowo chrapał

“Musowo” znaczy “koniecznie, pod przymusem”, a nie “oczywiście”

 

Dialogi jeszcze gdzieniegdzie kuleją + inne drobiazgi:

 

– Nagroda cię nie minie, Oszi[-.]– zabrzmiał surowy głos naczelnika.

– Dobra tam, skoro tak bardzo nie chcesz, sam to załatwię[+.] – Głos zza drzwi widocznie wiedział, co się święci.

Tak na marginesie: głos nie mógł nic wiedzieć, co najwyżej jego właściciel.

 

Głos, który słyszałem w głowie[+,] wydobywał się teraz wprost z ust więźnia,

ukucnął obok mnie

To ukucnął mi się jakieś dziwne wydaje. Przykucnął? Kucnął?

 

jakoś nie lubię–

Brak spacji przed półpauzą

 

– Nie poddam się, choćbym miał wymordować i całe więzienie[.] – Głos naczelnika wydawał się

Poza tym polikwidowałabym światła między akapitami (dialogi). Wystarczy jeden enter.

http://altronapoleone.home.blog

[obrona limitu]

IMHO ten tekst nie tylko nie potrzebuje tła, ale wręcz mogłoby ono pozbawić tekst posmaku slasherów :-)

Hmmm. Może to dlatego, ze ze slasherów już jakiś czas temu wyrosłam :D

http://altronapoleone.home.blog

wilk-zimowy dziękuję, tu chyba jesteśmy jednego zdania, że strach to są głównie rzeczy niedopowiedziane i niedookreślone, przynajmniej jak chodzi o klimat.

 

drakaina dziękuję bardzo za lekturę, klika i cenne uwagi. Do tych bardziej technicznych ustosunkuję się poprawkami w tekście, a co do reszty spróbuję jednak bronić swego smiley

Jeśli chodzi o nowomodne słowo pisane, to ze względu na brak głębokich i wyczerpujących opisów świata może to być punkt średnio jasny. Aczkolwiek ponieważ w tym świecie kultura rozwijała się trochę tak jak u Celtów i wczesnych Słowian, nie zapisuje się na ogół najważniejszych rzeczy, bo są zbyt cenne, by ewentualnie ktoś niepożądany mógł je w ten sposób przechwycić. Tak, że tych co piszą jest niewiele, a wiedza głównie jest przekazywana w formie oralnej. Stąd małe rozpowszechnienie i taki stosunek bohatera do słowa pisanego.

Co do “ukucnąć” obudziłaś we mnie wątpliwość, czy aby nie dialektalizm, bo często mi się takie kwiatki zdarzają, ale w sumie słownik traktuje to wymiennie z “przykucnąć”, więc to już chyba kwestia gustu. Osobiście zawsze używam “ukucnąć” zawsze jeśli określam obok kogo/czego, a “przykucnąć” ot, tak samemu z siebie zgiąć się w przykuc, bo na przykład nogi się zmęczyły od stania. Nie będę się jednak kłócić, że to jedyne słuszne użycie.

 

 

 

 

 

 

Bardzo fajnie napisane. Historia może i przewidywalna w jakimś stopniu, ale i tak czytało się przyjemnie. Uśmięchnąłem się w niektórych miejscac, czyli: podobało się :) Choć dodać muszę, że zabrakło jakiegoś mocniejszego akcentu na koniec. Wisienki na całkiem smacznym torcie. Pozdrawiam :)

Realuc cieszę się, że wrażenia były pozytywne i że się podobało. Co do wisienki na torcie, to nawet jak wyszło raczej ciasto z kruszonką nadziane konfirurą z wiśni, też dało się smacznie podjeść.

Hmmm. Trochę się gubiłam. Bohater pilnuje więźnia. Ale to nie on próbuje się uwolnić, tylko coś – dostać się do środka. Jeśli nikomu nie wolno otwierać, to dlaczego bohater tam wszedł i to bez problemów? Jeśli więzień tak miesza w głowie, to co zabiło poprzedniego strażnika?

Babska logika rządzi!

Finkla dzięki za lekturę. Spróbuję wytłumaczyć mój pokrętny tok myślenia.

 

Bohater przychodzi zmienić poprzednika i stąd też tytułowa zmiana warty. To co zabiło poprzedniego strażnika to mógł być inny potwór, wizja stworzona przez więźnia, która się zmaterializowała, inna mroczna siła – zostawiam wolną rękę czytelnikowi. Zatem nie jest ważne, co zabiło poprzedniego strażnika, miał po prostu i tak – że się wyrażę – pójść na mięso. I to dlatego, żeby zamknąć koło, główny bohater nie miał problemów z wejściem do celi.

No, ale wydaje mi się to niekonsekwentne – raz można otworzyć drzwi, gdy stuka zmiennik, innym razem nie, nawet przed władcą. Jak w końcu ma postępować dobry strażnik?

Babska logika rządzi!

Oj, teraz chyba ja się zaczynam też gubić, bo nie było żadnego motywu z władcą smiley

 

A dobry strażnik chyba powinien stać na posterunku i potrafić odróżnić intuicyjnie albo za umówionym znakiem wroga od przyjaciela. I to dlatego też temu poprzedniemu nie udaje się przeżyć. Czy jaśniej coś? Bo staram się wyłożyć, co mi chodziło po głowie.

 

Tamtej nocy przyszło mi wreszcie mieć nie tylko nockę, ale i ostatnią zmianę warty.

Niefortunne. Pierwsze zdanie.

Tę samą, co to jej bardziej bojaźliwi kamraci nie mieli odwagi brać, i to nawet za żadne szmaragdy i diamenty.

Do czego się odnosi zaimek, do warty? Też nieco zgrzyta.

A gdyby tak kurowi się nieopatrznie a jakże smacznie przyspało, to panoszyliby się ci krwiopijcy po świecie aż do samego świtu.

Nadmiarowe “a” w tym zdaniu. Czy kur czasem nie pieje dopiero o świcie? Nie wiem, pytam. Jeżeli tak, to będą się panoszyć do świtu tak czy siak, bez względu na kura pianie.

I poszłyby się dymać skrzętne plany upicia się porządną gorzałą i załatania podeszew w dziurawych butach.

Nadmiarowe “się”?

Powiedz no, trzęsiesz już portkami[+,] czy zaczniesz dopiero za progiem?

Przy wtórze jego rechocącego śmiechu[-,] wrota uchyliły się lekko.

– Ha, czujesz, bratku, co za interes życia ci przypadł w udziale? Ten tutaj to jakiś przychlast z gówna ulepiony, ale widać dla wielkiej polityki na tyle ważny, że każda noc tutaj to dukat do przodu.

 

Mam mieszane uczucia co do stylu. Z jednej strony ciężkawy, niezbyt gładko się to czyta, zdania gdzieniegdzie zbyt długaśne lub na granicy poprawności. Z drugiej nie dałbym głowy, że nie jest to zamierzone. Bo skoro narratorem jest niezbyt wyedukowany żołdak, to taki język do niego pasuje. 

Chociaż… chwila… przecież on podobno nie umie pisać :)

 

Nastrój opowiadania za to bardzo dobry. Jest mrocznie, przytłaczająco, niepewnie. Dawkujesz informacje po kawałku. Zakończenie satysfakcjonujące, dopełnia całości.

Chrościsko dzięki za wizytę i cieszę się, że nastrój przypadł ci do gustu.

 

Co do ciężkości, to stylizacja zamierzona, bo ciężki dyżur w końcu. Co za tym idzie, wywody były długaśne i trochę rozlazłe, bo próbowałam się wczuć w sposób myślenia kogoś, kto jest zmęczony, niewyspany i jeszcze w dodatku ma dyżur. A mózg – piśmiennemu czy też nie – lasuje się tak samo chybalaugh skoro już po konkursie, to niedługo przysiądę do głębszych poprawek.

Nowa Fantastyka