- Opowiadanie: fizyk111 - Nie ma innego sposobu

Nie ma innego sposobu

Recenzja

“Poważna autodeskrypcja, mającą przekonać wszystkich, że bohater jest konserwatorem powierzchni marmurowych tudzież płóciennych.”

                                                                                                         -wybranietz

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Nie ma innego sposobu

Jestem rzeką, bramą i spektrometrem dla wszystkich istności i pierwiastków tego uniwersum. Czuwam w tym miejscu poza przestrzenią, jak nakazał Przedwieczny, aby oddzielać ziarna od plew, życie od śmierci, miłość od nienawiści i jeszcze miliony innych przeciwieństw opisanych w Księdze Dobra i Niedobra.

Nieustanny strumień bytów przepływa przeze mnie z tego świata do tamtego. Albo z tamtego do tego. To zależy, czy postrzegam siebie jako sługę, czy hegemona.

Hegemonem jestem dla każdej i wszystkich istności. Dobre i złe uczynki – ciężar każdego z nich oraz ich liczba – określają miejsce, do którego trafia każda pojedyncza świadomość po przejściu przez pola jasności i miłości. Miejsce to decyduje zaś o sposobie, w jaki będzie ona służyć Przedwiecznemu.

Bramą jestem dla elementów. Cała zużyta materia przepływa przeze mnie na wprost, przez punkt-którego-nie-ma w kanwie i trafia do Stworzyciela nowych wszechświatów.

Rzeką jestem dla przepływających przeze mnie organizmów; zasilają one ocean życia, z którego czerpią zastępy Demiurgów, siejąc nowe pola dusz.

Sługą jestem dla Pana i jego Demiurgów. To oni wyznaczają moc i kierunek wszystkich sił.

Obserwuję wzory, które dusze tworzą na kanwie dobra i niedobra pozostawionej przez Przedwiecznego. Zwykle są piękne, ale czasami zdarza się jakiś bohomaz, linia ciemności lub plama jasności, które rażą. Zmieniam wtedy natężenie pola. Wzmacniam ciemność lub jasność, miłość lub nienawiść, tak aby obraz był piękny i Mu się podobał, bo Jego dzieło musi Mu się podobać.

***

Pierdyknęło tak, że obudziło wszystkich świętych. Później okazało się, że niestety zapaskudziło też całą kanwę. Na jasnych wzorach poświęcenia i wierności, miłosierdzia i szlachetności, przyjaźni i miłości, na ciemnych wzorach zazdrości i zdrady, skąpstwa i egoizmu, kłamstwa i nienawiści pojawiły się smugi nienamiłowiści i szlachetogoizmu, przyjazrady i wiernołomstwa. Piękne dla ducha wzory przykryte zostały jasnymi i ciemnymi smugami, które wyglądały tak, jakby ktoś pospiesznie wycierał ślady zabłoconych butów naniesione na piękną mozaikę posadzki.

Rzuciłem się do sprzątania, ale od samego początku wiedziałem, że sam sobie nie poradzę. Demiurgom to wisi, a Pan nie może się dowiedzieć; poprosiłem wiec „siostro, pomóż posprzątać”. Zostawiła swój wszechświat na uśrednionych nastawach i przybyła z wiadrem żalu za grzechy i mopem odpuszczenia win. Zabraliśmy się do roboty, ale cholerstwo wgryzło się w kanwę tak, że nie imała się go nawet pasta świętych egzorcyzmów. Co gorsza, od tak intensywnego odgrzeszania zaczęły znikać oryginalne wzory. Zaczęliśmy wprawdzie od narożnika matkobójców i lichwiarzy, ale nawet w tak nieważnym zakątku biała plama aż nazbyt rzucała się w oczy.

– Siostro, co to, do diabła, może być? Widziałaś kiedyś dusze, których nie imałby się żal za grzechy? Dusze, które są nieczułe na odpuszczenie grzechów?

– Widziałam – odpowiedziała nieco przekornym tonem. – Maryję i Jezusa.

Zdzieliłem ją przez plecy szmatą pokutną, w efekcie czego miliony dusz doznały odpuszczenia win.

– Zostaw żarty na potem. Myśl, co to za cholerstwo i jak się tego pozbyć.

– Może spytamy Diabła, skoro już go wywołałeś? Gabryś zna takiego jednego, co to miriady dusz do swojego narożnika sprowadził.

Nie miałem lepszego pomysłu, więc musiałem się zgodzić.

Diabeł był młody, ale z oczu jakaś przebiegłość i nieszczerość mu wyzierały.

– Gabryś obiecał, że dostanę osłabiacz pola jasności niebieskiej, jeśli zdołam wam pomóc – powiedział, zacierając ręce. – W czym rzecz?

Pokazaliśmy mu pokrytą smugami kanwę.

– Uuu, rzeczywiście paskudna sprawa. – Wyszczerzył zębiska w grymasie ni to współczucia, ni to szyderstwa. – Kto wam to zrobił?

– Tego właśnie chcielibyśmy się dowiedzieć. I dodatkowo jeszcze: jak się tego pozbyć. Żal i odpuszczenie grzechów się tego nie imają.

Diabeł długo przyglądał się smugom na kanwie dobra i niedobra, potem obejrzał ją z każdej możliwej strony i prosząc kilka razy o zmianę natężenia pola jasności, obserwował pojawiające się nowe smugi.

– Oj, nie wygląda to dobrze – powiedział, gdy skończył przegląd. – Popatrzcie na wzory, które się tworzą na kanwie. Jest w nich myśl, a nie ma życia ani śmierci. Jest czyn, a nie ma dobra ani zła. Jest pragnienie, a nie ma miłości ani nienawiści. Czegoś takiego Przedwieczny nie opisał w Księdze. To jest coś, czego Pan nie stworzył, a co najgorsze: coś, czego Pan nie przewidział. Skoczę i rozejrzę się po tym waszym wszechświatku, nie powinno to zająć więcej niż jakiś eonik, pa – rzekł i zniknął.

 

Pięknych wzorów pojawiało się tyle co zwykle, ale paskudnych smug przybywało z każdym uderzeniem boskiego zegara. Rozglądaliśmy się niespokojnie, z jednej strony obawiając się pojawienia Pana, z drugiej wyglądając przybycia Diabła. O ironio przeznaczenia – Anieli się ucieszyli, że Diabeł przybył do nich przed Panem, bo przecież najważniejsze było, aby obraz był piękny i Mu się podobał.

 

Diabeł wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie. Wybrał sobie szczególnie gorącą gwiazdę i usiadł na niej okrakiem.

– Pamiętacie może tego ulepka, któremu Pan musiał wyjąć żebro, aby ten się nie zabił z rozpaczy? Adam mu było na imię.

Pokiwaliśmy głowami, bo swego czasu głośna na wiele galaktyk była sprawa wygnania z E-domu.

– Tenże Adam, wraz ze stworzoną z jego żebra Ewą, zesłani zostali na Ziemię i tak jak Pan nakazał, rozmnażali się szybko i wielce przyczyniali do upiększania jego kanwy. Mieli jednak jedną wadę, z powodu której wzór tworzony na kanwie był lekko zwichrowany. Ale o tym dobrze wiesz, bo nieraz musiałeś go poprawiać.

Westchnąłem, przypominając sobie, ile wysiłku kosztowała mnie konieczność wysyłania kolejnych świętych na ową Ziemię.

– No i tak: wskutek przyrodzonego sobie lenistwa wymyślili najpierw urządzenie, które pracowało za nich fizycznie, a potem takie, które myślało za nich szybciej i pamiętało więcej niż ktokolwiek z ich plemienia.

– Ale co to ma wspólnego ze wzorami na kanwie? Niejedno plemię wymyśliło roboty i inne martwe istoty wspomagające ich w pracy. Wszystkie one po swojej śmierci przelatują przez punkt-którego-nie-ma i zasilają wieczny krąg materii.

– Tak jest, ale ci od Adama, mój drogi Aniele – powiedział konspiracyjnym szeptem Diabeł – stworzyli coś, co myśli, a nie jest żywe; coś, co podejmuje decyzje, a nie ponosi odpowiedzialności, coś, co przywiązuje do siebie, ale nie ma uczuć. I nazwali to Ejaj. Mam dla was tylko jedną radę: jeśli chcecie, aby kanwa dobra i niedobra odzyskała dawny blask, musicie zniszczyć Ejaja i wszystkich, którzy go stworzyli.

– Ale jak? Jak pozbyć się tych wszystkich wszeteczności?

– Nie wiem. – Diabeł wzruszył ramionami. – Wywołajcie jakiś potop albo coś. Nie ma innego sposobu.  

Koniec

Komentarze

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dobre, podobało mi się. Styl i język bez zarzutów. Co do treści, to pierwszy akapit wzbudził we mnie obawy, czy będzie opowiadanie, czy esej filozoficzny, ale przy reszcie tekstu, jego cel staje się jasny. Potem czytałem już tylko z rosnącym uśmiechem. Zaskakujące i zabawne przejście do lżejszego tonu, tajemnicze plamy na kanwie i satysfakcjonujące wyjaśnienie, czym są. Podoba mi się koncepcja wpływu hipotetycznej maszyny podejmującej decyzje na wymiar duchowy, etyczny. Dzięki za opowiadanie, pozdrawiam.

Dzięki Filipie. Cieszę się, że dobrze zagrało w jednym i drugim miejscu. Bardzo mi również miło z powodu rosnącego uśmiechu, zastanawiam się tylko, czy nie nazbyt frywolnie jak na czwartkowych. Ale temat poważny, więc może nie wrzucą do kosza.

I ja zadrżałam na widok początkowego, jak mi się zdało, strumienia świadomości, ale na szczęście okazało się, że to strumień nietypowy, a potem było już tylko lepiej.

Bardzo zacna lektura. ;)

 

– Tenże Adam, wraz ze stwo­rzo­na z jego żebra Ewą… ―> Literówka.

 

bo nie raz mu­sia­łeś go po­pra­wiać. ―> …bo nieraz mu­sia­łeś go po­pra­wiać.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg zadrżała czytając moje opowiadanie. laugh

Dzięki za stwierdzenie zacności.

Babolki poprawione.

 

Dobre! podobało mi się, a najbardziej jakim imieniem ochrzciłeś to, co nie jest żywe.

Bardzo sprawnie napisane, skomponowane i jaka poprawność :)

Skarżę do b.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie przypuszczałam, Fizyku, że moje drżenie może Ci sprawić zadowolenie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj może.smiley (Mówi Ci coś nazwa miasteczka Wentworth? )

 

Nie, a powinna?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

cholera wie, dlaczego z taką nadzieją oczekuję wizyty złych z Wentworth

Reg, pewien osobliwy koń:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Diabeł jaki być powinien, elegancki, sarkastyczny i cwaniacki.

 

Tak sobie płynęłam przez ten tekst, póki nie dotarłam do “pierdyknięcia”, i teraz myślę sobie… ale perfidne rozgraniczenie! Później opko nabiera zupełnie innego stylu, jest dynamiczniej, przystępniej, ciekawiej. Debatowanie na temat metafizyki może prowokować do szerszego komentarza, ale podoba mi się Twoje stanowisko. I podoba mi się, że Diabeł żegna się z użyciem “pa”.

 

Pa :)

Och, przynajmniej Ty, Asylum. heart

Żonglerko, przecież wszystkie Diabły żegnają się znakiem krzyża świętego z użyciem “pa”. devil

Podobało mi się. Przepłynąłem przez tekst dość szybko. Podczas czytania przypomniał mi się skecz "Niebo" kabaretu Neo-Nówka :)

Ciekawy pomysł. Początek rzeczywiście można odczytywać jako zapowiedź eseju/strumienia świadomości. Gdybyś poszedł dalej w tę stronę, najprawdopodobniej bym wymiękła ;P

Na szczęście zaczyna się akcja, która rozwija koncept. Nie do końca przekonał mnie styl, w jakim przemawiają postaci; zgrzytnęło mi “pierdyknęło”, “Gabryś” i “pa”. Nie lubię takiej ufajnowanej narracji, ale to uwaga subiektywna.

W sumie to taki pomysł w sam raz na szort: mam wątpliwości, czy udźwignąłby dłuższą formę. Natomiast w szorciaku przedstawiony jest sprytnie i można się uśmiechnąć. Chociaż nie wykluczam też, że po odpowiednim rozbudowaniu miałby potencjał, żeby utkać wokół niego i dłuższą opowieść.

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Dzięki Gravel za komentarz.

W sumie to taki pomysł w sam raz na szort:

I tak miało być, po moich przejściach z Kapsułą, absolutnie chciałem uniknąć cięcia i kompresowania treści.

Świetne przejście między lekko filozoficznym wstępem a ciekawie rozwiniętą fabułą. Diabeł trochę inny od tego w mojej wyobraźni, ale fajnie napisany.

Dzięki, oidrin.

Nie wiem jakiego diabła masz w wyobraźni, ale ten z opowiadania, to po prostu anioł, który za dużo pyskował szefowi. laugh

(Mówi Ci coś nazwa miasteczka Wentworth? )

Fizyku, już mówi i to mówi tak wiele, że nie wiem jaka czarna płachta wcześniej przykryła mi rozum. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pomysłowe i oryginalne w podejściu i ujęciu tematu. Forma bardzo dobrze dopasowana do pomysłu na fabułę. Bardzo fajnie się czytało. 

Żeby nie było, że wpadam tylko wtedy, kiedy jest okazja pomarudzić. ;-)

Podobało się. Przede wszystkim sam pomysł i konsekwencja jego przedstawienia. Początek bardzo charakterystyczny. Z jednej strony budzi pewną obawę, bo gdyby cała historia zapisana była w ten sposób, męczyłbym się przy lekturze jak szlag. Z drugiej strony intryguje. Bardzo. Te pierwsze zdania od razu zdradzają bardzo konkretny pomysł. Sugerują, że będziesz miał koncepcję, jak go rozwinąć. Po początkowym strumieniu świadomości przeskakujesz do lżejszej narracji. Momentami nawet zaskakują lekkiej. Już choćby to pierwsze słowo “pierdyknęło” nieco zaskakuje, bo też i wychodzisz jak gdyby poza taką w pełni poważną konwencję. Ja akurat uważam to za plus. Nie brniesz w taki czysty humor, ale jednocześnie ułatwiasz czytelnikowi obcowanie z Twoim tekstem i koncepcją właśnie takimi lżejszymi wstawkami słownymi.

Jak pisałem, pomysł przedstawiasz konsekwentnie. To znaczy, poza samą prezentacją koncepcji, dbasz również o tło. Chodzi mi nawet i o takie drobiazgi jak szmata pokutna, narożnik matkobójców i lichwiarzy. Może się wydawać, że to tylko szczegół. Ale takie drobnostki naprawdę odwalają kawał roboty. Pomysł to jedno, ale jeśli chcesz zabrać czytelnika do danego miejsca/świata, musisz mu to tło wyraźnie i konsekwentnie narysować. Tylko wtedy naprawdę zobaczę to, co chcesz mi przedstawić. I siłą rzeczy lepiej odnajdę się w całej historii, będąc jakby w jej sercu.

Opowiadanie jest zamknięte, w krótkiej treści mieścisz wszystko, co potrzeba. Czepiał się o nic nie będę, bo z lektury jestem kontent. Naprawdę bardzo fajny pomysł, a i wykonanie w moim przeświadczeniu trzyma poziom. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Fizyku, muszę coś jeszcze dopisać, albowiem bezwzględni i krwiożerczy Oni, klika dla Ciebie mi nie przyznali. O:o i buuu!

 

O, Wszechmocni Użytkownicy!

Staję jeszcze u Waszych bram, które wzmocnione zostały sztabami żelaznymi, w kratownicę zaopatrzone, a podproża dodatkowo wzmocnione kamieniami podlanymi cementem. Mysz się nie prześliźnie. Brama otwiera się z trudem.

Zatem dobrze, uzupełniam, acz trzy merytoryczne kwestie zostały uprzednio poruszone, prócz, phi – „Dobre”. 

Sprawa pierwsza. Imię tajemniczego nie żywego, Ejaj. Zostało przekręcone i stanowi zabawny zwrot. Żywi zaczęli masowo używać Tajemniczych i wołają na nie: „Ej, AI”. Wykorzystują je je usługowo, jak protezy, a jednocześnie po ludzku uczłowieczają. Po drugie, poruszono w opku, tym sposobem, uniwersalną kwestię lęku człowieka przed AI, że zabierze nam człowieczeństwo. Na czym polega bycie człowiekiem? Czy są to emocje pozwalające wybierać złe i dobre rozwiązania intuicyjnie bądź odruchowo, czy świadomość. Czy świat zejdzie na psy, jeśli zmienimy się w „maszyny”? Czy będziemy potrafili ich używać, czy pozwolimy sobie zmarnieć?

Kwestia druga: „…Bardzo sprawnie napisane i skomponowane…” Pomysł oryginalny, a o to trudno przy poruszaniu się w rzeczywistościach anielsko-diabelskich. Fabuła w sam raz na ten limit. Dobrze dobrane poszczególne scenki. Nie ma dłużyzn, jest ciekawość.

Kwestia trzecia: „…poprawne”. Błędów interpunkcyjnych i stylistycznych – nie zauważono, opowiadanie dopracowane i przygotowane dla czytelników. Smaczna, świeża bułka pszenna:)

O, Wielcy, czy skarga zyska w Waszych oczach uznanie, tym razem. XD

Z poważaniem

Asylum

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ninedin, bardzo dziękuję za komentarz i cieszę się, żeCi się podobało.

 

CMie, jak lubię Twoje marudzenie, tak się cieszę, że tym razem nie po to wpadłeś z komentarzem. Jakże ja mogę na niego odpowiedzieć? No po prostu bardzo mi miło.

Nie brniesz w taki czysty humor 

Opowiadanie jest zamknięte, w krótkiej treści mieścisz wszystko, co potrzeba.

Cieszą mnie bardzo te zdania, bo świadczą o tym, że udało mi się osiągnąć to co zamierzyłem – dzięki.

 

Asylum, mam nadzieję, że Twój komentarz pójdzie Onym w pięty i już więcej nie będą Ci kazali rozwijać pączków Twoich przemyślanych komentarzy. Ze swej strony dziękuję za piękny kwiat komentarza.

No, fizyku, kawałek dobrej literatury :) Faktycznie początek trochę straszy, ale później jest już coraz lepiej. Dobrze zbudowana postać Diabła kupiła mnie. 

 

zasilają wieczny krąg materii

czy to znaczy, że to tam trafiają wszystkie martwe smartfony? :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dzięki za tak piękne słowa. Cieszy bardzo , gdy czytelnik docenia dobrze zbudowaną postać bohatera.

A martwy smartfon zasila wieczny krąg materii, tylko wtedy, gdy jego aparat fotograficzny nie był wspierany sztuczną inteligencją.

Tak, że ten teges. Coraz więcej paskudnych smug na kanwie. sad

Tak, że ten teges. Coraz więcej paskudnych smug na kanwie. sad

tylko potop pomoże :3

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Przyznam szczerze, że to moje drugie podejście do Twojego tekstu i tym razem – ostatnio chyba byłam zbyt zmęczona i śpiąca – dużo bardziej udane :) Opowiadanie należy do tych, które nieźle się zaczynają, a potem jest tylko lepiej, a to raczej rzadkość :) 

Podoba mi się sam pomysł, parę razy się uśmiechnęłam, życzę powodzenia w konkursie i klikam bibliotekę :)

Dzięki Katiu, przede wszystkim za powtórne podejście. Wiem, że to nie jest łatwe, wrócić do tekstu, który za pierwszym czytaniem nie uwiódł. Dzięki również za klika i cieszy mnie, że Ci się uśmiechnęło.

Oryginalny pomysł, Fizyku. I mimo trudności, jaką sam sobie nałożyłeś zarówno stylistyką, jak i konwencją, tekst jest praktycznie bez wad. Gdzieś na początku trafiłem na jedno, może dwa zdania, które trochę odstawały od płynności reszty, ale teraz ich nie widzę, więc nie jest tak źle, znaczy.

Ciekawe słownictwo, pierwszorzędne metafory, a wszystko okrasiłeś pewnego rodzaju hm, sarkazmem, przaśnym żartowaniem, i o dziwo, jak na ogół tego nie lubię, tutaj rzeczywiście to pasuje. Nie jest to może całkowicie mój target literacki, ale nie wpadłbym na coś takiego. :) Naprawdę dobre.

Masz ode mnie nominację, ale też dwie sprawy, które niestety dołożą ciut goryczki. Jak znam jurków, to nie jest w ich guście i na piórko też może być za mało, jeśli zdobędziesz nominację, warto jednak, żeby więcej osób tutaj zajrzało.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Bardzo dziękuję Darconie za ten komentarz, który bardzo mnie motywuje, bo jest jakimś sygnałem powolnego postępu w moim pisaniu. To pierwsza moja nominacja do piórka, więc cieszy tak, jak to tylko pierwszy raz potrafi cieszyć. smiley

Przyjemne :)

Przynoszę radość

Dzięki Anet, to na pewno pozytywny komentarz, ale jak go interpretować? Ot problem egzystencjalny.

Dobra, zmieniam na: fajne ;))))

Przynoszę radość

Filozofowie literatury opracowali następującą formułę:

 

dobry pomysł + złe wykonanie = średni tekst

zły pomysł + dobre wykonanie = średni tekst

dobry pomysł + dobre wykonanie = świetny tekst

 

Z przyjemnością stwierdzam, że tu nastąpiła trzecia opcja – miałeś solidny, oryginalny pomysł (oczyszczenie Ziemi z tego, co podejmuje decyzje, ale nie ponosi konsekwencji), a tekst zaserwowałeś nam w oryginalnej i ciekawej formie (”co podejmuje decyzje, ale nie ponosi konsekwencji” – no jakie to ładne!). Jestem bardzo zadowolona z lektury, ale też padam na pyszczek i zaraz idę spać, więc żadnych wiążących decyzji się nie podejmę. Będę rozpatrywać ten tekst w kontekście nominacji piórkowej.

 

poprosiłem wiec „siostro,

 

Wszechświat jako nazwa geograficzna – wielką literą.

www.facebook.com/mika.modrzynska

 

Nie czytałam zbyt wielu tekstów z tego konkursu (chyba się jednak pokuszę), bo po tym nabrałam apetytu. 

Technicznie – bez skazy. To tyle. Wystarczy. ;)

Zacząłeś pięknie. Zgodzę się z przedpiścami, że całość w tym stylu mogłaby zmęczyć. Dalej, zmieniłeś kierunek, jednak klimat na tym nie ucierpiał. Mnie osobiście “pierdyknięcie” bardzo się podobało. Pobudziło, zaciekawiło. Pomyślałam “jak on to dalej rozwiązał?” I rozwiązałeś epicko. Udało Ci się połączyć bardzo subtelny humor z ciekawym stylem, interesującymi metaforami i postaciami. To dla mnie zupełnie świeży pomysł na przedstawienie niebiańskich sług i samego diabła. Doskonałe. 

Najbardziej podobało mi się przedstawienie Ejaj (i sama nazwa). 

 

“stworzyli coś, co myśli, a nie jest żywe; coś, co podejmuje decyzje, a nie ponosi odpowiedzialności, coś, co przywiązuje do siebie, ale nie ma uczuć. I nazwali to Ejaj.”

 

Kurde, w tym jednym fragmencie podajesz czytelnikowi wiele informacji i wiele powodów do rozmyślań. I uwielbiam to podejście do Ejaj.

Piórkuję. 

 

EDIT: Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to tytuł. Jak dla mnie taki sobie. Nie zachęca.

Saro, bardzo się cieszę, że spośród tak wielu opowiadań “Czwartkowych”, wybrałaś akurat moje – tym bardziej, że tyle miłych słów pod nim napisałaś.

Co do tytułu to absolutnie się zgadzam. Już od kilku dni myślę o tym, że Ejaj powinien był się znaleźć w tytule.

Bardzo dziękuję za nominację do piórka, czuję się dumny i zmotywowany. smiley

Za to, że zajrzałam, możesz podziękować Darconowi:

 

warto jednak, żeby więcej osób tutaj zajrzało.

Prawda, warto.

 

EDIT: Ejaj w tytule. No może… Chociaż chyba pozbawiłbyś czytelnika “łaaał”, kiedy nadajesz tę nazwę.

Zmarszczyłem nos dwa razy – pierwszy na topornie ciężkim strumieniu świadomości (co to za spektrometr, hę?), drugi przy zmianie klimatów w komediancko-przaśnawe. Nie zrozum mnie teraz źle, uważam to za dobry i ciekawy eksperyment, ale przypomniałeś mi tutaj takiego młodego skate'owca, który uczy się jeździć, ale przy trudniejszych sztuczkach chybocze się na zbyt miękkich kolanach. Ani to amatorka, ani to profeska. Taka szarość na kanwie, wybełtana świetność z żałością. Rozumiem Twoje zamiary, ale te dwa kontrasty, których użyłeś, mi że sobą nie grają – są zbyt odległe. Uznam to za swoisty eksperymencik i żarcik, bo nawet zabawne miejscami było.

Dobre, przybyłem bo nominował Darcon, opis ‘jaja’ robi tekst.

 

Ciekawa koncepcja, przedstawiona ciekawie, trzymasz się raz przyjętej konwencji. Odrobinę przychylę się do Gravel, bez ufajnowania narracji może było by jeszcze lepiej. Chociaż akurat Diabeł może sobie przecież drwić i celowo używać takiego języka.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bardzo mi się podobało :) Choć muszę przyznać, że w pierwszych akapitach czułam się lekko zagubiona. Ostatecznie jednak uznałam, że był to zabieg celowy (co z resztą potwierdziły komentarze). Jednak ten fragment "… i przybyła z wiadrem żalu za grzechy i mopem odpuszczenia win." przekupił mnie i już nie puścił! Cudo powiadam!

@stn

Zacznę od ataku, który ponoć jest najlepszą obroną. Uważam, że użyte przez Ciebie sformułowanie “komediancko-przaśnawe” do opisu tego tekstu jest niesprawiedliwe i krzywdzące. sad

Rozumiem że dla Ciebie początek jest “topornie ciężkim strumieniem świadomości” – jeśli kiedykolwiek napisany przeze mnie strumień świadomości zasłuży na Twoją pochwałę, to chyba pęknę z dumy.

Z resztą twoich uwag nie sposób się nie zgodzić, w szczególności trafny wydał mi się opis tego, gdzie w tym momencie się znajduję jako autor tekstów:

Ani to amatorka, ani to profeska.

No i oczywiście, zawsze dobrze jest wbić szpilkę w zbytnio nadymający się balonik. laugh

Dzięki wielkie i szczere.

 

@Mytrix

Dziękuję za komentarz i nominację. Rozdarty jestem w sprawie “ufajnowania”.

Bardzo ciekawy pomysły. Wykonanie bez zarzutu, czytało się płynnie i przyjemnie. Podobał mi się bardzo wstęp i również dalsza część w nieco lżejszym tonie. Może skok z pierwszej części na drugą był nieco ryzykowny, ale sprawił, że zmarszczyłem brwi na chwilę i czytałem z większym zainteresowaniem :)

Świetnie poradziłeś sobie z przedstawieniem w naturalny i zabawny sposób codzienności życia Bytów Wiecznych między innymi w tych fragmentach:

 

z wiadrem żalu za grzechy i mopem odpuszczenia win

 

Zdzieliłem ją przez plecy szmatą pokutną, w efekcie czego miliony dusz doznały odpuszczenia win.

Czekałam, kiedy ktoś opisze dyżur Boga. Ja, niestety, już nie mogłam użyć tego pomysłu, bo wykorzystałam go w Interwencji Informatyka. :(

Pierwsza część trudna w odbiorze, strumień świadomości, przez który trudno było przebrnąć. Dobrze, że nie przestałam czytać, bo druga część znacznie lepsza. Postacie wyposażone w typowe cechy, zwłaszcza diabeł, ale sympatyczna historia, w sam raz na szort. Wykonanie technicznie dobre, nic nie zgrzytało.

“komediancko-przaśnawe” do opisu tego tekstu jest niesprawiedliwe i krzywdzące

Zatem:

Zestawmy więc dwa fragmenty – świetny i ten "przaśnawy":

Na jasnych wzorach poświęcenia i wierności, miłosierdzia i szlachetności, przyjaźni i miłości, na ciemnych wzorach zazdrości i zdrady, skąpstwa i egoizmu, kłamstwa i nienawiści pojawiły się smugi nienamiłowiści i szlachetogoizmu, przyjazrady i wiernołomstwa. Piękne dla ducha wzory przykryte zostały jasnymi i ciemnymi smugam

a za chwilę:

Demiurgom to wisi,

 

Miałem fleszbeki z telewizyjnych kabaretów.

Użyję Twojej własnej alegorii do kompozycji – była jasna i klarowna, a wszystkie takie wrzutki z czapy, mimo, że "luźne" i chwilami rozbawiające, wyglają na niej jakbyś wziął pędzel i w losowych momentach narobił kolorowych ciapek. Może to sztuka nowoczesna, której nie rozumiem, może to jakaś zabawna forma abstrakcji – ja tego nie ogarnąłem, choć takiego Kapitana Bombę uwielbiam. Tylko, że Bomba opiera się na potężnej dawce absurdu, tutaj jest taki dziwny miszmasz.

 

(…) w tym momencie się znajduję jako autor tekstów:

nie zapomniaj, że i Ty i ja jesteśmy na tym samym pułapie. ;)

Tylko, że tym razem mam wygodę bycia marudzącym komentatorem.

 

Hm, ja tę pierwszą część odebrałam jako poważną autodeskrypcję, taką mającą przekonać wszystkich, że bohater jest “konserwatorem powierzchni marmurowych tudzież płóciennych”, a potem pojawia się błąd, wracamy do rzeczywistości, wołamy koleżankę ze szmatą i pucujemy.

I koniec z powagą.

 

Bardzo, ale to bardzo bardzo podoba mi się pomysł na malowanie kanwy stworzenia złem i dobrem, i jeszcze ta bezduszna neutralność Ejaj na koniec – śliczne.

 

Choć Diabeł nie powinien radzić nie potop a ognisko.

I would prefer not to.

To po kolei, bo się trochę komentarzy nazbierało:

@kasjopejatales

Dzięki za komentarz, a szczególnie za to “cudo” na końcu. Rzeczony fragment zostanie surowo ukarany, w moich opowiadaniach nie toleruję przekupstwa. wink

@Edward Pitowski

Dzięki za komentarz, cieszy mnie zmarszczenie brwi każdego czytelnika. 

“Życie codzienne Bytów Wiecznych” – rozważę to jako tytuł, tantiemy będę Ci przesyłał w rozliczeniu rocznym. smiley

@ANDO

Błogosławieni czekający, albowiem doczekania dostąpią ci, którzy nie przestają czytać. laugh

@stn

Przekonałeś mnie do swoich racji, ale jeszcze nie do przerabiania tekstu na “nieprzaśny”.

Dodatkowo ująłeś mnie tym pułapem, na którym mnie umieściłeś.surprise

@wybranietz

Ależ piękne streszczenie popełniłaś, chyba wstawię do opisu. yes

I, żebyś wiedziała, była wersja “deszcz ognia i siarki” – takie nawiązanie do Sodomy i Gomory, ale ta siarka, jakoś mi nie pasowała.

Dzięki za miłe słowa i cieszy mnie, że Ci się podobało.

Haha, jeszcze trochę i załapię się na jakąś sygnaturkę :D

I would prefer not to.

Moim zdaniem lepsze opowiadanie od poprzedniego na kapsułę. Widać, że w tym tekście masz więcej zabawy z pisania i lepiej czujesz się z jego motywem :-)

Gdybym miał strzelać o co chodziło, powiedziałbym, że o sztuczną inteligencję – AI = “Ej aj”. Ale mam nadzieję, że się mylę. Bo trochę rozpisałeś narrację i szkoda by jej na mały straszak przed SI.

Imho fajny i ciekawy tekst, ale niekonsekwentnie poprowadzony. Z początku pomyślałem, że będzie to mały wywód teoretyczny, bazujący na symbolice zamiast ubierać konkretny kształt. Później z wolna wprowadzałeś postaci biblijne, jakby trochę zabrakło pary, aby mocniej potrząsnąć szklaną kulą z układem wszechświata. Tekst zaczął uciekać z symbolicznego obrazu, pozostając w nim jedną nogą i właśnie wylądował w takim rozkroku. Także odbiłem się nieco, ale i tak doceniam za stworzony układ ;-)

Z rzeczy, które przychodzą mi do głowy, przypominam sobie Pieśń Iluvatara z Silmarillionu. Zresztą, najlepsza część książki moim zdaniem. Tolkien zbudował tę pieśń z pewną konsekwencją, jak cały Silmarillion, uciekał od jednoznacznych nawiązań i wypracował własne symbole, którymi opowiedział historię między wierszami.

 

Fajny pomysł, napisane fajnym językiem i z fajnym powiewem oldschoolu w finale (na co liczyłem w Twoim przypadku, Fizyku, więc się nie zawiodłem).

Dobrze rozpisane, choć mogło być nieco bardziej, hm, egzotycznie. Tak, żeby wybiło się poza język “zwykły” i uderzyło w nieco mistycyzmu lub innej kosmicznej tajemnicy. Chociaż z takimi działaniami tez bywa tak, ze potem części odbiorców podoba się bardziej, ale ogólna liczba “po prostu zadowolonych z lektury” spada. Tak czy inaczej wyszło przyjemnie w czytaniu. Zwłaszcza, ze dodałeś co nieco fajnych ironii.

Szczególnie rzuciła się w oczy ironia z tym, że konserwator, czy kim jest główny bohater, cały czas zmienia dzieło, żeby dzieło podobało się tego, to jest jego stwórcom – tym samym powstaje ciekawe pytanie kto w zasadzie jest stwórcą – zwłaszcza, ze konserwator zdaje się nie widzieć w tym żadnych nieścisłości.

Sprawcę zamieszania można było odgadnąć dość szybko, więc szkoda, ze nie zrobiłeś dodatkowego zamieszania w drugiej połowie tekstu. Za to puenta znakomita i świetnie dopasowana, więc równoważy to odgadniecie. Liczba znaków podejrzewam też nieprzypadkowa – nie dość, że uniknąłeś pułapki sztucznego rozpisywania do granic limitu, to na dodatek owa liczba jest niejako dodatkowym komentarzem do tekstu.

Całość wrażej na plus. Choć widząc nominację do piórka muszę od razu zaznaczyć, że na piórko jak dla mnie za mało. Nie ze względu na długość tekstu, bo ta jest w sam raz. Raczej to, ze można było jak już wspomniałem, mocniej namieszać (a pierwsze przymiarki tu przecież były, skoro są wzmianki, że człowiek narobił tu afer, o których było głośno w multiversum).

 

Marsayake, dzięki za komentarz i uwagi – mam dla Ciebie niestety złą wiadomość: to tylko SI, ale taka wypasiona, samoświadoma, samoewoluująca i takie tam jeszcze… Niestety nie byłem w stanie dojechać na takim „Wysoko abstrakcyjnym” poziomie do końca – samego by mnie znużyło takie opowiadanie, nie mówiąc już o czytelnikach.

 

Wilku, bardzo pochlebiasz mi tym, że znasz mój przypadek i wiążesz go z powiewem oldschoolu. Resztą komentarza zresztą też odrobinę łechczesz moje egoblush (całe szczęście stn sprawił, że już nie pęknę). 

Zdaję sobie sprawę, że osiągnięcie piórka za pierwszym podejściem byłoby czymś niezwykłym i prawdopodobnie trochę na wyrost – sam fakt, że już mam nominację jest dla mnie dużą sprawą. Ale… to jest opko konkursowe, różne rzeczy mogą się zdarzyć – a jak dadzą, to nie odmówię. angel

Fajnie, że zwróciłeś uwagę na liczbę znaków. Nie powiem, żebym od początku w nią celował, ale jak już się nadarzyła okazja, to wykorzystałem. devil

Przyjemne, rozrywkowe, inteligentne. I dość dobrze napisane. Miałem niestety popsutą część przyjemności, bo tuż po czwartej części (ach, ta wcześniejsza lektura “Grobowca Achai” ;) Twojego opowiadania to dziwne coś na Kanwie skojarzyło mi się z Achajowatą Martwicą i Wirusem, ale to mój problem, nie Autora ;). Z tego powodu kryminałów też już nie czytuję i nie oglądam… :).

W sumie jak na 6666 znakach (przypadek? Nie sądzę ;D ) – całkiem całkiem.

Pozdr.

 

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Dziękuję rrybaku za sporą ilość miłych dla oka przymiotników. Ilość znaków już komentowałem – nie było intencji, ale jak się nadarzyła okazja to skorzystałem. devil

Przychodzę z okazji nominacji i przyznam, że, no, nie wiem, jak to powiedzieć… Niestety trochę się rozczarowałam. To znaczy, żeby nie było, że wyłącznie marudzę: to przyjemne, sprawnie napisane opowiadanko, ale jak dla mnie zupełnie nie piórkowe. Paradoksalnie – gdyby całość była bliższa temu “strumieniowi świadomości” z pierwszego kawałka, może bym była bardziej na tak. Druga część jest jak dla mnie trochę nijaka, po tym, jak fajnie wprowadzasz nastrój w pierwszej. I nie chodzi nawet o “pierdyknęło” (sama użyłam tego słowa w dyżurowym opku, właśnie sobie uświadomiłam :D), bo to przejście z ultrapowagi do przyziemności nawet mi się jeszcze podobało.

Pomysł z AI jest fajny, zwłaszcza że w odwróceniu daje Jaje (a to mi się kojarzy z Kochanowskim). W zasadzie głównie część dialogową uważam za niezbyt interesującą.

Niemniej ogólnie widać, że od pierwszych wrzutek na portal przeszedłeś długą drogę i technicznie, literacko, piszesz coraz lepsze teksty!

http://altronapoleone.home.blog

Darcon jest mądry, Darcon ostrzegał.

 

Dzięki drakaino za garść miłych, skądinąd słów. 

Cieszy mnie, że:

– pierwsza część się podobała – może się skuszę na drugie podejście

– pomysł z AI się spodobał

– last, but not least, dostrzegasz postępy w moich tekstach

Mam nadzieję, że dam Ci jeszcze okazję zagłosować na TAK.

Btw. fabularnie podobały mi się bardziej inne Twoje opowiadania, choć to jest najsprawniejsze technicznie.

http://altronapoleone.home.blog

Faktem jest, że gdybym miał i mógł głosować, też nie byłbym za piórkiem. Opko jest dobre, nawet bardziej niż dobre, ale jeszcze nie wyjątkowo dobre.

1.0 Życie jest za krótkie na niechlujne researche 2.0 Wyobraziłem sobie Braci Karamazow edycja 2020, wersja 4.0.... I ryknąłem śmiechem!

Opowiadanie jest moim zdaniem bardzo dobre, językowo wręcz świetne. Pomysł oryginalny, choć jego rozwiązania – owej SI – zaczęłam się spodziewać dość szybko. Całość na plus :D

Zostaw ten żyrandol.

Verus, dzięki za komentarz.

Rrybaku, raz jeszcze dzięki. I dalej, biorę się do latania pisania, a piórka same wyrosną. wink

Sympatyczne opko. :-)

Fajny pomysł. I fajny, i niegłupi. Bo poruszasz ciekawą kwestię – ejaj a etyka. Czy prawa robotyki Asimova rozwiązują problem? No chyba nie do końca – etyka to o wiele więcej niż niekrzywdzenie ludzi.

Wielki plus za humor. IMO, byty wieczne bez poczucia humoru byłyby ułomne.

Interesująca liczba znaków. ]:>

Jestem na TAK, czyli. Trzeba wspierać teksty z jajem tudzież ejajem.

Babska logika rządzi!

Podoba mi się rozdźwięk między strumieniem świadomości z początku, a lekko ironiczną resztą.

stworzyli coś, co myśli, a nie jest żywe; coś, co podejmuje decyzje, a nie ponosi odpowiedzialności, coś, co przywiązuje do siebie, ale nie ma uczuć.

Piękne podsumowanie sztucznej inteligencji. Choć z drugiej strony mam nadzieję, że przynajmniej ludzie, którzy ją stworzą będę ponosić odpowiedzialność ;)

Fajny pomysł, niezłe wykonanie. Generalnie podobało mi się. Obawiam się jednak, że brakuje czegoś, co sprawi, że Twoje opko zostanie ze mną na dłużej. Dlatego tym razem jestem na nie.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

To ja może jeszcze raz, w kontekście piórkowym.

Tekst mi się zdecydowanie podoba, jest przyjemny w lekturze i pomysłowy, ale “tego czegoś”, co by go czyniło, w moich oczach, wyjątkowym, mu brakuje. To dlatego w piórkowym głosowaniu będę na NIE, choć generalnie sam tekst oceniam wysoko. 

Finklo, przede wszystkim, dziękuję za pochwały i wspieranie tekstów z ejajem. heart

Jeśli chodzi o prawa robotyki Asimowa, to czy słyszałaś/czytałaś żeby ktokolwiek się tym przejmował? Najbardziej zaawansowane systemy stosowane w samochodach autonomicznych, na pewno ich nie maja. Najwyższym priorytetem wydaje się być zdjęcie odpowiedzialności za ewentualne wypadki, z konstruktorów i programistów.

Irko, jak napisałem powyżej, twórcy Ejaja robią wszystko, aby nie być odpowiedzialnymi za konsekwencje wynikające z jej zastosowania. A prawo jak zwykle nie nadąża za rzeczywistością. Dzięki za miłe słowa. wink

Ninedin, wielkie dzięki, że pofatygowałaś się osobiście – no jest naprawdę miłe. smiley

 

Bez przesady, samochód z komputerem to jeszcze nie sztuczna inteligencja. Coś mi się obiło o uszy, że prawa Asimova to coś, co kojarzą ludzie, którzy zajmują się tym kawałkiem informatyki. Może niekoniecznie jako ideał, ale jako… bo ja wiem? Etap, stopnień, wzornik?

Babska logika rządzi!

Bardzo to dobrze napisany szort (liczba znaków też piękna). Świetny warsztat, znakomite opanowanie pióra i kontrola nad stylem. Tym bardziej, że styl ów dowolnie potrafisz zmieniać, nawet na przestrzeni kilku tysięcy znaków zaledwie. 

Tekst podoba mi się również dlatego, że mimo żartobliwego tonu nie odpuściłeś i podszedłeś do sprawy w stu procentach serio, dopieszczając każdy szczegół, zarówno pod względem wykonania, jak i treści. Przykładowo – znaczna część "siły rażenia" tekstu opiera się na kontraście poważnego, pełnego okołofilozoficznego ględzenia (które podobno nazywa się "strumień świadomości") wstępu do lekkiej i humorystycznej reszty. Ten kontrast byłby taki sam, niezależnie od tego, o czym owo ględzenie by traktowało, można więc było pójść na łatwiznę i pleść bzdury, zwłaszcza, że większość czytelników takie rzeczy i tak ledwie pobieżnie skanuje. Ale nie; Twój ględząco-mędzący wstęp, mimo trudnej i skomplikowanej formy, nie dość, że pełen jest bardzo ładnych i dobrych zdań, to jeszcze ma sens, logikę i spójność. Oraz niesie kilka przydatnych informacji. Podziwiam taką dbałość o detal, którą nie wszyscy zauważą, nie wszyscy docenią. To coś jak skórzana tapicerka w bentleyach. Robi się ją tylko ze skóry byków, bo krowy mają rozstępy po ciążach i mogłoby to nieznacznie wpłynąć na jakość. 

Reszta, mimo że w innym tonie, jest równie świetnie doszlifowana. Jest prosto i zabawnie, choć z wcale nie prześmiewczym morałem. Kawał dobrego szorta. 

Na piórko to jednak nie wystarczy (tak, szorty mają u mnie wyjątkowo pod górkę).

Cały ten po wielokroć i na różne sposoby wałkowany, niebiańsko-piekielno-angeliczno-demoniczny sztafaż, rozstawiony na humorystycznych rusztowaniach i spryskany brokatem mnóstwa (fajnych) odniesień, oraz dość oczywista i przewidywalna puenta powodują, iż mam wrażenie, jakbym oglądał niezwykle utalentowanych kabareciarzy, przedstawiających świetny skecz, który w znakomitej, inteligentnej, wyornamentowanej formie prezentuje stary i znany dowcip. (o kurde, ale mi się długaśne zdanie napisało ;-)) Szort jest bardzo dobry i ma wiele zalet, ale uważam, że szort piórkowy musi błyszczeć czymś niezapominalnym, świeżym i charakterystycznym, by móc nadrobić braki wynikłe z ciasnej, ograniczającej autora przestrzeni. Nie tym razem więc, ale, kurde, piszesz świetnie, więc fizyczne piórko to kwestia czasu. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, nawet nie wiem jak się odnieść do takiej pięknej laurki. Wypada mi chyba tylko wydrukować, powiesić nad biurkiem i pęknąć z dumy. laugh Dziękuję.

No, dobra. Biorę się do roboty. Mam do napisania tekst w stylu, którego nie czytam i w którym nie gustuję – ciekawe co z tego wyjdzie.

Tekst rozpadł się podczas lektury na dwie części. I to nie tylko z powodu zastosowania nieco odmiennej w wymowie narracji.

Na płaszczyźnie merytorycznej nie zagrał mi byt/narrator ze wstępu, który nazywa się sługą Przedwiecznego (to w końcu starotestamentowy Bóg czy jakiś Cthulhu?) i poddanych mu Demiurgów, pomieszany z Jezusem, Maryją, Gabrielem, diabłem i całą resztą biblijnych nawiązań w dalszej części opowiadania.

Na płaszczyźnie bardziej literackiej, nie zgrał mi się styl, nastrój, forma, powaga (i poniekąd patos) pierwszego fragmentu z humorystyczną wymową reszty tekstu.

I chociaż jest to wszystko napisane i opisane z werwą i ikrą, na dobrym poziomie warsztatowym, to jednak kolejna opowiastka z przymrużeniem oka na temat Boga, diabła, Nieba, piekła, powstania człowieka, potopu, apokalipsy, końca świata itd. itp. nie jest już w stanie poruszyć żadnej struny w mojej przeklętej duszy. Pisał na takie tematy m.in. Staruch, pisało kilka anonimów na Fun-tastykę i wcześniej wielu innych na portalu. Moim zdaniem formuła się wyczerpała i zjada własny ogon, chociaż Ty postarałeś się o oryginalny i dwuznaczny wątek sztucznej inteligencji jako przyczyny zguby ludzkości.

Przyznam też skrycie, że fragment:

– Widziałam – odpowiedziała nieco przekornym tonem. – Maryję i Jezusa.

Zdzieliłem ją przez plecy szmatą pokutną, w efekcie czego miliony dusz doznały odpuszczenia win.

– wywołał uśmiech montypythonowskim klimatem i jest pierwszej próby.

 

 

Czekam na kolejne Twoje prace, Fizyku.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję Panie Marasie za komentarz. Wypada mi tylko żałować, że “boskie” klimaty oraz kontrasty w tekście, nie są tym co mr.marasy lubią najbardziej.

Jeszcze bardziej dziękuję za te małe perełki, które w komentarzu umieściłeś, aby osłodzić gorycz krytyki. Balonik został przebity już wcześniej, zanim się nadmiernie rozdął, tak że, fajnie jest.smiley Cieszę się, że wywołuje uśmiech.

Nowa Fantastyka