- Opowiadanie: sonifled - Bitwa w dolinie

Bitwa w dolinie

Miałem dość długą przerwę w pisaniu, jednak wreszcie udało mi się ją przełamać, czego efektem jest poniższe opowiadanie.

Tekst jest znacznie dłuższy niż zakładałem, jednak wydaje mi się, że rozwój akcji jest dość płynny by całość nie sprawiała trudności.

Za wszelkie uwagi będę wdzięczny.

Życzę wam miłej lektury.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Bitwa w dolinie

I

Wąską ścieżką biegnącą pośród leśnej gęstwiny wędrowało szybkim krokiem trzech mężczyzn. Mimo tak szybkiego chodu, wędrowcy nie wydawali prawie żadnych odgłosów, cicho stąpali, a do tego szli w milczeniu. Wszyscy byli podobnej, szczupłej postury, byli też bardzo podobnie ubrani. Wszyscy trzej mieli na nogach miękkie skórzane buty, a do tego już mocno wyblakłe, niegdyś brązowe, wełniane spodnie, u góry zaś mieli założone, również wełniane, lekko zielonkawe tuniki, na plecach zwisały im zawiązane wokół szyi płaszcze. Jeden tylko mężczyzna się wyróżniał, ten który szedł ostatni, był zdecydowanie wyższy od swych towarzyszy, wyższy o dobrą głowę. Każdy z mężczyzn miał też łuk i kołczan przytroczony rzemieniami u boku. Mężczyźni szli już tak od samego świtu, teraz było już niedługo popołudniu. Po pewnym czasie cała trójka znalazła się na niewielkiej polanie, znajdującej się tuż nad skarpą. Wędrowcy zatrzymali się, a jeden z nich, ten, który szedł pierwszy przykucnął nad przepaścią i wzrok swój skierował w dal.

– Wszystko zgodnie z planem, przed zmrokiem dotrzemy do domu Herkko – powiedział mężczyzna znad skarpy.

– W całym lesie, ani na chwilę nie ukazała nam się nawet wiewiórka! – Wykrzyknął ten najwyższy. – Nie podoba mi się to, to może być zły znak. Jaką drogą pójdziemy dalej Juho?

– Tak jak zakładaliśmy od początku, zejdziemy w dół i pójdziemy wąwozem na północ – odparł Juho jednocześnie wstając i odwracając się od skarpy. – Napijmy się wody i odpocznijmy chwilę, szliśmy cały dzień.

Mężczyźni rozłożyli się na suchej trawie jaka rosła na tej polanie i pociągnęli parę łyków ze swoich bukłaków. Grupie przewodził Juho, który najlepiej znał okoliczne tereny, razem z nim szli Sipi oraz Panu, obaj byli wytrawnymi łowcami, jednak nie tak doświadczonymi jak Juho. Panu, ten wysoki używał długiego łuku, dzięki któremu mógł słać strzały dalej niż ktokolwiek inny, Sipi używał natomiast takiego łuku jak Juho, czyli krótkiego. Wszyscy trzej pochodzili z wioski zwanej Krętym Potokiem, nazwał ta brała się od potoku przebiegającego przez całą osadę. Wioska nie była duża, jednak w tych stronach była zdecydowanie największą skupiskiem ludności, nad strumieniem mieścił się niewielki młyn, a także kuźnia, to zaś sprawiało, że tamtejsi mieszkańcy byli powszechnie szanowani i uważani za bogatych. Rodzina Juho, jak i rodziny jego towarzyszy zajmowały się jednak myślistwem, jak większość tamtejszych ludzi.

Kręty Potok znajdował się u podnóża gór w gęsto zalesionej dolinie, która na wschodzie zamieniała się w olbrzymią równinę pokrytą puszczą i poprzecinaną licznymi rzekami. Sam potok płynący przez tą krainę z czasem zamieniał się w wielką rzekę, a to za sprawą licznych dopływów jakie stykały się z nim przed wielką równiną. Dolina była słabo zaludniona, z rzadka też docierali tam przybysze z daleka, jednak na terenach rozpościerających się na wschód od doliny znajdowało się wiele większych osad ulokowanych wzdłuż rzek, tamtejsi ludzie mieli już kontakt ze światem, tam właśnie mieszkańcy doliny często się udawali, głównie po to żeby handlować, ale również i po to żeby zaczerpnąć nieco opowieści, które następnie można by opowiadać przy wieczornym ognisku.

To właśnie za sprawą tych dalekich wypraw mieszkańcy doliny mogli posiąść jak mogłoby się zdawać niedostępną dla nich wiedzę, to z osad położonych nad wielkimi rzekami pochodził młynarz oraz kowal, sprowadzeni przed kilkoma laty do tego kraju. W dolinie największym autorytetem był wódz Krętego Potoku, Talo. To właśnie Talo sprowadził do wioski młynarza i kowala, to z jego inicjatywy wokół osady zaczęto karczować lasy i wnosić wielkie domy. Ludzie niezwykle szanowali Talo za to, że dzięki niemu mogli się tak wzbogacić. Jednak droga z doliny na równinę w dalszym ciągu nie była łatwa, dlatego właśnie, mieszkańcy Krętego Potoku postanowili regularnie organizować liczną wyprawę do wielkich osad by tam móc sprzedać swoje dobra, jakimi były najczęściej skóry i wełna, tam też posłańcy z Krętego Potoku zaopatrywali swoich pobratymców w materiały tak trudno dostępne w ich stronach, jak chociażby żelazo.

Jednak konwój wyprawiony ostatnim razem zaginął, nie wracał już dostatecznie długo by zacząć snuć najgorsze domysły. Wódz Talo radząc się innych poważanych mieszkańców wioski postanowił wysłać najbardziej uznanych łowców by ci zrobili wywiad i dowiedzieli się czegoś na temat zaginionej wyprawy.

Juho wraz z Sipim i Panu wyruszyli czym prędzej najkrótszą możliwą drogą. W ten sposób w ciągu dwóch dni niemal nieustannego marszu mieli dotrzeć do domu Herkko. Herkko był bogatym gospodarzem, posiadającym dużą ilość owiec, które wypasał na stokach doliny, jego dom znajdował się jednak na samym skraju doliny i był to ostatni przystanek konwoju, który zatrzymywał się u Herkko by zabrać od niego na handel wełnę i sery. Tam właśnie postanowiono szukać pierwszych informacji o zaginionych.

Po krótkim odpoczynku grupa trzech wędrowców weszła do wąwozu i kierowali się w stronę traktu, którym zawsze zmierzał konwój. W ciągu trochę ponad czterech godzin, łowcy powinni stanąć u drzwi Herkko.

– Strasznie nie lubię tego dziada, jest okropnie skąpy – narzekał Panu gdy schodzili w dół zbocza kierującego do wąwozu – ale trzeba to przyznać, ma bardzo ładne córki.

– Haha, rozumiem, że zdążyłeś już dobrze poznać owczarza Herkko – zaśmiał się Sipi. Sipi był najmłodszy z tej trójki, miał nieco ponad dwadzieścia lat, jednak już teraz był uważany za bardzo uzdolnionego myśliwego. Na twarzy Sipiego widać było jego młodość w porównaniu z jego towarzyszami, miał bardzo słaby zarost i gładką, czerwonawą skórę. Juho, najstarszy z całej trójki miał ciemną karnację i gęsty ale bardzo krótko ścięty zarost, na jego głowie, w czarnej czuprynie widać było już pierwsze siwe włosy, wieku dodawały mu jego wiecznie ściągnięte brwi, jak gdyby cały czas był na czymś skupiony. Panu też miał ciemną karnację i tak jak Juho miał ciemne włosy, jednak mimo, że był młodszy od Juho i niewiele starszy od Sipiego to miał spore zakola, te wraz z jego długą czarną brodą sprawiały, że wyglądał na równie leciwego jak Juho, który to miał już ponad czterdzieści wiosen na karku.

Gdy myśliwi wyszli z wąwozu na trakt od razu zobaczyli ślady kopyt na drodze skierowane w głąb doliny. To był niepokojący znak.

– Samotny jeździec – powiedział Sipi.

– Na to wygląda – przytaknął mu Juho – nie podoba mi się to.

– Czy to mógł być ktoś z doliny? – zapytał się Panu.

– Oby, ale z drugiej strony jeśli tak, to znaczy, że musiało się stać coś złego. Musimy jak najszybciej dotrzeć do Herkko! – Sipi i Panu pobiegli za Juho.

Niedługo potem trakt powoli zbliżał się do polany na której znajdował się dom Herkko, tutaj jednak łowcy postanowili wejść w las by zakraść się od drugiej strony, nie chcieli zostać zauważeni. Las wokół domu Herkko był ogołocony z wszelkich gałęzi i krzaków, gdyż córki Herkko zbierały je na opał, z tego powodu trójka myśliwych już z daleka widziała zabudowania, widok ten jednak w żadnym razie ich nie uspokajał. Gdy zbliżyli się do granicy lasu, mogli już wszystko dojrzeć dokładnie.

Oczom mężczyzn ukazał się częściowo nadpalony dom, przed nim natomiast leżało ciało, wokół truchła latało dużo much, nigdzie nie było śladu po owcach czy choćby psach, ani jednej żywej duszy. Juho w milczeniu wskazał swoim towarzyszom żeby się rozdzielili i dokładnie sprawdzili okolicę. Po chwili jednak spotkali się przed zniszczonym domem.

– Ani jednej żywej duszy! – wykrzyknął Panu. Rozłożył bezradnie ręce i spuścił wzrok, jednak gdy ten natrafił na leżące ciało zaraz się odwrócił. – Co tutaj się wydarzyło?

– To ciało Herkko, zdaje się, że ci którzy go zabili nie dali mu odejść w spokoju. – Juho wpatrywał się na zdartą skórę z głowy starego mężczyzny. Po chwili jednak odwrócił wzrok. – Nie ma śladu po jego córkach, ani po jego pomocnikach, być może uciekli, będziemy musieli to sprawdzić. W pierwszej jednak kolejności pochowajmy Herkko.

Niedługo potem gdy pogrzebali ciało, zebrali się i usiedli przed zgliszczami domu by się naradzić. Powoli już zmierzchało.

– Dom jest ograbiony, po dobytku nie ma nawet śladu, to musiała być spora grupa ludzi, jednak ślady są nie widoczne, a więc to musiało się wydarzyć co najmniej przed pięcioma dniami. – Juho żywo gestykulował kiedy mówił, był bardzo przejęty.

– Wtedy była burza – skwitował Sipi.

– Skoro nikt nie widział dymu to najpewniej wydarzyło się to bezpośrednio przed burzą, a może i w trakcie, burza była w nocy, nic więc dziwnego, że niczego nie byliśmy świadom. Zakładam się jednak, że większość rabusiów musiała zawrócić, nie mogli pchać się z tyloma owcami w głąb doliny. Jednak ślady konia jakie widzieliśmy na trakcie mogą świadczyć, że planują tutaj wrócić, to mógł być ktoś z nich wysłany na zwiady. – Mężczyźni spojrzeli po sobie, wszyscy mieli poważne, osowiałe miny, wiedzieli, że ich domom grozi niebezpieczeństwo. – Musimy poinformować ludzi w dolinie o niebezpieczeństwie, ale musimy się też czegoś więcej dowiedzieć.

– Co proponujesz? – zapytał Panu.

– Sipi, udasz się najszybciej jak możesz do Krętego Potoku by poinformować Talo, przekaż mu wszystko co tutaj zobaczyliśmy, przekaż mu też, że ja i Panu udaliśmy się za dolinę by dowiedzieć się czegoś więcej o rabusiach i być może o konwoju. – Panu i Sipi pokiwali głowami.

– Tak, dobrze mówisz – powiedział Sipi – wyruszę już teraz, tą samą trasą jaką tutaj dotarliśmy, jeśli będę szedł całą noc to może uda mi się dotrzeć przed zmrokiem jutrzejszego dnia.

– Oby tak było – odparł Juho – mam jednak złe przeczucia.

Jak postanowili, tak zrobili, niedługo potem, mimo nocy, traktem kierującym w głąb doliny kierował się Sipi, natomiast Juho z Panu zmierzali w stronę równiny.

 

II

Już świtało, Juho i Panu właśnie wstawali po krótkiej drzemce. Obaj byli wyziębieni gdyż nie zdecydowali się na rozpalenie ognia, byli też głodni, nie mieli bowiem żadnych zapasów, liczyli że będą mogli zaopatrzyć się u starego Herkko. Panu nie znał tej okolicy, nigdy wcześniej nie bywał poza doliną, ale widział, że Juho jest tutaj dobrze zorientowany. Juho słynął ze swoich dalekich wypraw, to on niegdyś wyprawiał się razem z Talo do osad położonych nad rzekami by ściągnąć z nich rzemieślników, to on wytyczał szlak i przewodził pierwszym konwojom handlowym.

Mimo obecności bardziej doświadczonego od niego łowcy to Panu i tak był przerażony, myślał o tym co może ich spotkać. Myślał również o tym co może spotkać jego żonę i dzieci w Krętym Potoku, Panu żałował, że to nie on udał się ostrzec bliskich zamiast Sipiego, wiedział jednak, że Sipi jest szybszy od niego, wiedział także, że wraz z Juho być może będą musieli skonfrontować się z przeciwnikiem, a długi łuk Panu był niezwykle cenną bronią.

Dwaj łowcy szli lasem nieopodal traktu. Trakt biegł wzdłuż rzeki, która tutaj wyglądała zupełnie inaczej niż wszystkie inne strumienie i potoki jakie Panu widział. Rzeka była bardzo szeroka, tafla wody była natomiast całkowicie nieprzejrzysta, Panu miał wątpliwości czy odważyłby się zanurzyć w takiej rzece. Juho mimo, że już dawno nie był w tych stronach to dobrze pamiętał jakimi szlakami się tutaj poruszać by nie rzucać się w oczy.

– Pierwsza osada położona nad rzeką znajduje się jakieś sześć dni drogi stąd. To daleko, a my i tak straciliśmy już dostatecznie dużo czasu, nie możemy się tam udać.

– W takim razie co zrobimy? – zapytał Panu z wyraźnie słyszalną nadzieją w głosie. Nadzieją na powrót do domu.

– Jeśli pójdziemy na północ w głąb lasu, to do wieczora powinniśmy dojść do niewielkiego sioła w którym mieszkają drwale. Mieszkają na uboczu, więc może ich ominęła ta okropna zawierucha, może się czegoś od nich dowiemy, a poza tym musimy zdobyć jakieś zapasy.

W pierwszej kolejności poszli nad rzekę uzupełnić bukłaki. Potem udali się do lasu. Szli w milczeniu, bardzo szybko jednak ścieżka się skończyła i musieli przedzierać się przez zarośla, niedługo potem znowu wyszli na jakąś ścieżkę jednak sytuacja się powtórzyła. Panu, mimo, że był całkowicie zdezorientowany, ani nie miał pojęcia gdzie się znajduje to starał się choć trochę pocieszyć obecnością starszego łowcy, gdyż miał wrażenie, że Juho doskonale wie gdzie zmierza. Gdy słońce było w zenicie las przerzedł, tutaj już nie było zarośli pomiędzy drzewami, Panu odetchnął. Gdzieś w pobliżu musieli mieszkać ludzie, „oby to byli ci ludzi o których mówił Juho”, pomyślał Panu.

Łowcy nie mieli żywności, dlatego przez cały dzień nie zrobili ani jednego postoju. Po kilku godzinach natrafili na niewielkie karczowisko, wioska musiała być niedaleko, tutaj weszli na ścieżkę i szli nią już do samego wieczora. Wieczorem zobaczyli dwa drewniane domy. Zeszli ze ścieżki i podkradli się do osiedla. Ich oczom ukazało się dziecko bawiące się jakimś kijkiem przed wejściem do jednego domu, po chwili z budynku wyszedł stary mężczyzna. Ku zaskoczeniu Panu, Juho wyszedł z ukrycia.

– Witajcie gospodarzu! – wykrzyknął. – Nie lękajcie się nas, przybyliśmy z doliny – dodał. – Panu wyszedł za Juho i skinął głową na przywitanie. Starzec początkowo zląkł się, jednak po chwili powrócił mu jego wcześniejszy wyraz twarzy, zdaje się, ze rozpoznał przybyszów.

– Witajcie, czy to ty Juho?

– Poznaliście mnie, bardzo się cieszę.

Po chwili przed domami pojawiło się więcej osób, okazało się, że w tych dwóch domach mieszkają dwie wielopokoleniowe rodziny, każda z nich była dość liczna, wieczorem wszyscy zgromadzili się w większym domostwie przy palenisku. Kobiety krzątały się przygotowując wieczerzę, Panu i Juho zostali usadowieni najbliżej ognia, wokół nich natomiast zgromadzili się mężczyźni, w sumie było ich pięciu, jednak u ich nóg siedziały liczne dzieci.

– Dziękujemy wam za gościnę, cały poprzedni dzień nic nie jedliśmy i szliśmy niemal całą noc – zaczął Juho.

– Niedobrze się teraz dzieje, to fakt. Co was sprowadza? Dawno cię tutaj nie widziałem Juho – odparł ten sam starzec, z którym jako pierwszym rozmawiali, był tutaj chyba najstarszy i najbardziej szanowany.

– Wyruszyliśmy na poszukiwania naszych bliskich, którzy już wiele dni temu wyruszyli do miast nad rzekami by sprzedać nasze plony. Jednak ich nieobecność niepokojąco się przedłużyła, na skraju doliny zastaliśmy zrabowany dom Herkko, on sam zaś był zabity. – Twarze zgromadzonych spochmurniały, oprócz twarzy starca, który przemawiał, on cały czas wydawał się być jakby rozradowany.

– Już mówiłem, niedobre mamy czasy. Staramy się nie opuszczać naszej siedziby, zdaje się, że tutaj jesteśmy bezpieczni, ale nie wiemy jak długo. Również i nas dotknęły te same nieszczęścia co Herkko. W naszej krainie wybuchła wojenna zawierucha. – Juho wraz z Panu rozejrzeli się zaniepokojeni po zgromadzonych wokół ognia, jednak wszyscy mężczyźni poza starcem i najbliżej niego siedzącym mężczyźnie, mieli spuszczony wzrok. Panu spojrzał w oczy młodego mężczyzny siedzącego obok starca, zobaczył tam odbijający się ogień. – Wysłuchajcie mnie moi drodzy. W naszej krainie pojawili się obcy, chociaż ich wygląd pozornie niczym się nie różni od naszego to jednak ich mowa jest inna i ich zwyczaje też się różnią. Już w zeszłym roku słyszeliśmy o nadciągającej zawierusze, słyszeliśmy o przybyłych na wielkich łodziach wojownikach okutych w żelazo. Ponoć byli brutalni i niezwyciężeni, ponoć ich broń była mocniejsza od naszej, nie dawaliśmy temu jednak wiary, aż do teraz. – Starzec spojrzał w ogień, a radość z jego twarzy bezpowrotnie zniknęła. Po chwili jednak kontynuował. – Tego lata jednak usłyszeliśmy po raz pierwszy od ludzi, że widzieli na własne oczy te wszystkie okrucieństwa, w najbliższej nam osadzie zebrała się rada mędrców, ci postanowili zebrać wojowników i pójść na pomoc osadom dalej od nas położonym, a które to ponoć znajdowały się w bezpośrednim zagrożeniu. Wśród tych wojowników był mój syn, miał on już swoje lata, tutaj obok mnie siedzi jego syn, mój wnuk, wygląda zupełnie tak jak ojciec. – Siedzący obok starca mężczyzna w dalszym ciągu wpatrywał się w przybyszy z doliny. – Możecie więc zobaczyć co straciliśmy. Mój syn nie powrócił, zginął. Jego towarzysze, którzy ocaleli, powiedzieli nam jak zginął, ponoć gdy jego miecz starł się z mieczem nieprzyjaciela, pękł. Nie było dla niego ratunku. Niedługo potem „wojownicy zza morza” jak oni co poniektórzy mówili, dotarli i do naszej osady, zabili co ważniejsze osoby, a resztę zniewolili. Ponoć jeszcze niedorosłe kobiety i niedorosłych mężczyzn, wywieźli na łodziach w dół rzeki. Słońce jakby przygasło i siły zła wychynęły z mroku.

Juho i Panu siedzieli cicho, nie wiedzieli co powiedzieć. Teraz już wszyscy zgromadzeni, nawet wnuk tego starca wpatrywali się w ogień.

– Nie wiemy co dokładniej wydarzyło się w domu Herkko, jednak myślę, że wszyscy możemy się domyśleć. My staramy się nie opuszczać kniei, żeby nie stać się ofiarami nieprzyjaciół. Zasiądźmy teraz do stołu, już czas żeby coś zjeść.

Wieczerza była skromna, jednak Juho wraz z Panu byli bardzo wdzięczni i za taką gościnę, jednocześnie byli jednak zatrwożeni. Jeśli to wszystko prawda to nie ma już dla nich ratunku. „Skoro ludzie znad wielkiej rzeki zostali pokonani to jakie szanse mieli mieszkańcy doliny?”, myślał Juho.

W nocy zarówno Juho jak i Panu długo nie mogli spać, a gdy już zasnęli to i jednego i drugiego męczyły złe sny. Rankiem gdy wstali byli bardzo wymęczeni. Juho postanowił, że nie mają już czego tutaj szukać i powinni jak najszybciej wrócić do doliny, żeby zadbać o własne rodziny. Panu zdecydowanie ulżyło gdy się dowiedział, że wracają. Wyruszyli zaraz po niewielkim śniadaniu.

 

III.

Sipi szedł całą noc, teraz było tuż po świcie. W tym właśnie momencie uderzyło go okropne zmęczenie. Szedł już od dobrych kilku godzin gęstą knieją, wąwóz już dawno temu zostawił za sobą, początkowo dużą część trasy biegł, po to żeby jak najszybciej dotrzeć do Krętego Potoku.

Największy chłód już minął, ale teraz Sipi zaczął bardzo mocno odczuwać zmęczenie, postanowił przysiąść na chwilę i odpocząć. W tym celu zszedł ze ścieżki żeby znaleźć sobie jakieś ustronne i choć trochę miłe miejsce. Szybko jednak dał sobie spokój i usiadł oparłszy się o pierwsze lepsze drzewo.

Po chwili Sipi ocknął się, a przynajmniej tak mu się zdawało, że trwało to chwilę, ale  gdy wrócił na ścieżkę spostrzegł, że jest już znacznie jaśniej, musiało minąć trochę czasu, „oby nie zbyt wiele”, pomyślał myśliwy.

Drzemka jednak przyniosła nowe siły i po chwili Sipi ponownie zdecydował się na bieg. Biegł dłuższy czas, aż w końcu zobaczył skraj gęstego lasu, wyszedł na polanę. Łowca kojarzył tą polanę. Samotny łowca skierował się ku zachodniej granicy polany gdzie po przekroczeniu niewielkich zarośli znalazł ścieżkę, podążał nią przez następne pół godziny, aż dotarł do traktu, tego samego przy którym znajdował się dom Herkko.

Sipi uradował się, gdyż wiedział, że jest już blisko celu. Do południa były jeszcze co najmniej dwie godziny, tak więc późnym popołudniem Sipi powinien dotrzeć do Krętego Potoku. Młody myśliwy postanowił chwilę odpocząć od biegu, szedł więc szybkim krokiem, szukając miejsca na spoczynek gdy nagle zatrzymał się ze wzrokiem utkwionym w ziemi. „Ślady!”, Sipi skłonił się by móc się lepiej przyjrzeć śladom. Były takie same jak widział dzień wcześniej – „koń”.

Ślady były świeże, więc Sipi szybko wbiegł w pobliski las i truchtem zaczął się nim przemieszczać wzdłuż traktu. Po ponad godzinie drogi myśliwy dobiegł do znajdującej się przy trakcie polany, skrył się wśród krzaków tuż przy skraju lasu. Przez polanę przebiegał strumyk, przy nim stał pojący się koń. Obok konia schylał się mężczyzna polewający sobie wodą głowę.

Koń miał nałożony na grzbiet skórzane siedzisko, jakiego Sipi jeszcze nigdy nie widział. Natomiast mężczyzna miał na sobie skórzany kaftan, zrobiony z wielką wprawą, miał także mocne skórzane buty, gdy oderwał się od potoku, nałożył na swoją głowę połyskujący się hełm. Mężczyzna miał przytroczony topór do pasa, przy siodle konia zwisała okrągła tarcza. Sipi zdziwił się, że ten wojownik wysłany najpewniej tylko na zwiad jest tak dobrze uzbrojony. Po chwili mężczyzna zakrzyknął coś do konia, ale Sipi nie zrozumiał co dokładnie. Mężczyzna pojechał dalej traktem.

Sipi postanowił zachować jeszcze większą ostrożność niż wcześniej. Ten wojownik wydawał mu się być bardzo silny, „lepiej unikać z kimś takim starć”, uznał młody łowca. Po dwóch godzinach zauważył po śladach, ze zwiadowca zjechał z traktu do lasu, Sipi uznał, że to z powodu coraz częstszych śladów na trakcie, nie długo potem myśliwy minął pierwsze osiedle, jednak ludzie normalnie wokół niego pracowali, Sipi postanowił ich niczym nie niepokoić.

Zamiast śledzić obcego myśliwy udał się prosto do osady nad potokiem. Tam pognał czym prędzej do domu Talo, ignorując pytania mijanych ludzi, czym tylko wprawił ich w większe zaciekawienie.

– Wrócił Sipi, a gdzie Panu i Juho? – pytali siebie samych.

Sipi zastał Talo przy kuźni, rozmawiającego z kowalem.

– Panie, mój panie!

– Co się dzieje? – odparł zdziwiony Talo. – Sipi, to ty! Czemu jesteś sam, co się stało?

– Mój panie, dom Herkko spalony i obrabowany, sam Herkko nie żyje, a jego bliscy zniknęli!

Niedługo potem Sipi został zaprowadzony do domu Talo, który był największym budynkiem w całej wiosce, mógł też zgromadzić największą liczbę ludzi, a tych przyszło wielu. Gdy tylko Sipi poskromił swój głód kawałkiem chleba i pragnienie dzbanem wody zaraz zaczął opowiadać co widział, w pierwszej kolejności jednak powiedział o zwiadowcy, tak więc gdy kończył odpowiadać na pytania Talo do domu wpadł jeden z mężczyzn wysłanych na poszukiwania obcego wojownika.

– Mój panie, przegnaliśmy go, jednak raniliśmy jego konia strzałą. Wysłałem już za nim pościg – powiedział mężczyzna, ocierając jednocześnie pot z czoła.

– Dobrze zrobiliście. Obawiam się, jednak, że to nie wystarczy, ktoś musi udać się na skraj doliny, żeby wypatrywać Juho oraz Panu, a także sił nieprzyjaciela, gdyż nie sądzę, żeby cały dobytek Herkko zabrał za sobą tylko ten jeden jeździec. Zbliża się niebezpieczeństwo, należy rozesłać wiadomość o tym na całą dolinę, niech ludzie będą w gotowości, niech naostrzą topory i niech trzymają łuki oraz strzały pod ręką!

 

IV.

Juho wraz z Panu szli traktem, mieli już za sobą zgliszcza domu Herkko i powoli dochodzili do ukrytej ścieżki w wąwozie. Kiedy jednak doszli do momentu kiedy to powinni zejść z traktu coś zwróciło ich uwagę.

– Widzisz ten dziwny kształt w oddali? – zapytał Panu.

– Tak, lepiej nałóż strzałę na cięciwę przyjacielu, zostań nieco w tyle, ja pójdę zobaczyć co to takiego.

Trakt ciągnął się w tym miejscu prosto w dal, w oddali Juho i Panu dostrzegli dziwny kształt zalegający na drodze. Juho dobył sztylet i podchodził ostrożnym krokiem do tegoż kształtu. „To truchło!”, pomyślał Juho, „należy być czujnym”. Panu szedł w odległości około dziesięciu metrów za swym towarzyszem, miał w rękach łuk z nałożoną strzałą., kiedy i on spostrzegł, że jest to martwe ciało, zaczął baczyć na boki.

– To koń. Spójrz, był raniony strzałą, któryś z naszych braci go ugodził. – Juho uklęknął przy martwym koniu i przyglądał się znalezisku. – Ślady stóp prowadzą w las.

– Jeśli nasi bracia uznali, że konia trzeba zabić to my też powinniśmy się obawiać jego jeźdźca. To pewnie ten sam, którego ślady widzieliśmy. Miejmy nadzieję, że Sipi dotarł cały i zdrowy do Krętego Potoku. – Panu po krótkich oględzinach konia zaczął krążyć wzrokiem po lesie, jakby zaraz miał z niego wyskoczyć wróg.

– Nigdy jeszcze nie widziałem takiego siodła, jest bardzo wprawnie zrobione – stwierdził Juho. Wstał i zaczął podążać śladami do lasu. – Chodźmy, chyba lepiej by się stało gdybyśmy nie pozwolili temu komuś opuścić doliny, mógłby ściągnąć na nas jeszcze większe niebezpieczeństwo.

Ślady był dość świeże, więc przeciwnik musiał być stosunkowo niedaleko, a skoro zboczył z traktu to znaczy, że musiał się czegoś obawiać, albo udać na spoczynek. Juho wraz z Panu zaczęli podążać jego tropem. Niedługo potem szli już lasem, ślady szły wzdłuż traktu. Panu zatrwożył się na myśl, że nieznajomy mógł obserwować z zarośli jak dwaj łowcy wędrują drogą. Po blisko godzinie drogi Juho przerwał milczenie:

– Chyba jesteśmy niedaleko, spójrz tutaj, trawa jest zmiażdżona a mech jakby wgnieciony, nasz nieznajomy chyba musiał tutaj na chwilę spocząć. Bądź czujny.

Szli jeszcze trochę kiedy jakiś ruch w oddali zwrócił ich uwagę. „On czy jakiś zwierz?”, pomyśleli obaj łowcy. Chwilę odczekali, zaraz potem jednak zaczęli powoli przybliżać się w kierunku odgłosu jaki przed chwilą usłyszeli. Nagle jednak do ich uszu dobiegł tętent kopyt, ktoś nadjeżdżał od strony Krętego Potoku, chwilę później z krzaków przed nimi wybiegła jakaś postać i pobiegła lasem w dal. Juho i Panu zerwali się w pogoni.

– Któż to do licha jedzie? – wykrzyknął Panu.

– Nie wiem, ale to musi być ktoś z wioski, chyba, że jest ich więcej. Biegiem za nim, to musi być jeden z tych obcych wojowników. – Juho i Panu biegli za nieznajomym, a jednocześnie słyszeli coraz bliżej siebie jeźdźca. Juho był coraz bliżej uciekającego przed nimi mężczyzny, już widział, że ten miał hełm, a w jednym zaś ręku tarczę, w drugim natomiast dzierżył topór. – Dogonię go i zatrzymam, wtedy ty strzelaj do niego z łuku! – zakrzyknął do Panu i pobiegł jeszcze prędzej.

Niedługo potem doścignął uciekiniera i rzucił się na niego, ten jednak w tym samym momencie odwrócił się i Juho wpadł na jego tarczę boleśnie obijając sobie szczękę o żelazne okucie, powalił jednak swojego przeciwnika i zrazu odskoczył od niego niczym poparzony. Powalony mężczyzna upadając zgubił swój hełm, spod niego wydobyły się teraz zmierzwione jasne włosy sięgające ramion, twarz mężczyzn była cała czerwona od wysiłku. Gdy podniósł się, niemal od razu zamachnął się toporem na Juho, ten jednak odskoczył w porę. Po chwili w tarczę jasnowłosego wojownika trafiła strzała posłana przez Panu, siła z jaką została wystrzelona była wystarczająca by przebić drewno. Mężczyzna zawył okropnie, na tarczy zaś wokół wystającego drzewca pojawiła się krew – strzała przebijając się przez drewno musiała ugodzić mężczyznę w ramię do którego przylegała tarcza. Ten moment wykorzystał Juho, doskoczył do przeciwnika i ciął swoim sztyletem w rękę dzierżącą topór. Broń wypadła z rażonej dłoni, Juho powalił barkiem mężczyznę i stanął na jego tarczy jedną nogą, przygwożdżając go jednocześnie do podłoża.

Panu dobiegł do Juho i zobaczył jak ten przyciska nogą do ziemi jasnowłosego mężczyznę i jednocześnie trzyma ostrze na jego gardle. Mężczyzna wykrzykiwał coś w nieznanym języku, tylko jedno słowo jakie mówił było znane łowcom.

– Giń! – To właśnie słowo wplatał w swoje okrzyki jasnowłosy mężczyzna. Wymawiał je jednak w dziwny sposób, tak, że nie od razu Juho wraz z Panu zorientowali się co takiego słyszą.

– Zdaje się, że ten nieznajomy domaga się śmierci – powiedział Panu

– Jeszcze zobaczymy, może na coś się przyda.

– Na co? Zdaje się, że nawet nie będziemy mogli się z nim porozumieć. Słyszysz? Uwaga! – W tym momencie oczom Panu i Juho, a także skrępowanego wojownika ukazał się koń, a na nim mężczyzna.

– Czołem wam!

– Aki? Co ty tutaj robisz? – zapytał się Panu. Aki zsiadł z konia i podszedł do całej trójki.

– Co my tu mamy? Wcześniej ustrzeliłem mu konia, ale gdyby nie wy to i tak pewnie by mi uciekł. Jakie macie wieści? – Aki był niskim i krępym mężczyzną, także był łowcą i również mieszkał w Krętym Potoku, był w podobnym wieku co Panu.

– Nic dobrego przyjacielu, grozi nam wielkie niebezpieczeństwo.

– Zdaje się, że mamy do czynienia z wielką siłą, ponoć wszystkie wielkie osady znad rzeki zostały już zajęte prze jemu podobnych wojowników. – Juho wskazał na przyciśniętego do ziemi mężczyzny. – Myślę, że powinniśmy zaprowadzić go przed oblicze Talo.

– Widzę, że jest raniony, a droga stąd jest daleka, a lepiej nie pokazywać takim jak on skrótów. Przesłuchajmy go tutaj, a potem pozbądźmy – powiedział Aki.

– To nie będzie takie łatwe, posłuchaj go tylko. – Panu podszedł do jasnowłosego mężczyzny i trącił go butem. Mężczyzna powiedział coś niezrozumiałego.

– To bez sensu. Niczego się nie dowiemy, a przecież nie możemy go puścić! – wykrzyknął Aki. – Lepiej będzie jak zabijemy go od razu.

Juho nie czekał ani chwili dłużej, wepchnął ostrze w gardło leżącego mężczyzny. Aki i Panu spojrzeli na swojego towarzysza w milczeniu. W tych stronach nie często widzi się gdy jeden człowiek śmiertelnie godzi drugiego.

– Lepiej wracajmy czym prędzej!

 

V.

W domu Talo palił się duży ogień, wokół niego siedziało i stało wielu zgromadzonych. Najbliżej ognia siedział sam Talo, w rękach obracał stalowy topór, u jego stóp leżało siodło.

– Ich broń jest faktycznie inna, ale czy faktycznie jest potężniejsza od naszej? – zapytał Talo wpatrując się jednocześnie w ostrze.

– Tego nie wiemy, Panu zdążył ranić przeciwnika nim ten zadał cios – odparł Juho. – Jednak również i po siodle możemy łatwo się domyśleć, że ich rzemieślnicy potrafią wiele.

– To prawda panie, wracałem na tym siodle do Krętego Potoku, jazda była znacznie przyjemniejsza niż na zwykłym materiale i kawałku skóry, tak jak mamy w zwyczaju robić. Koń tego mężczyzny nie był taki sam jak te znane nam, był znacznie potężniejszy. Obawiam się też, że jeśli nasi wrogowie są w stanie dać tak rosłego konia zwykłemu zwiadowcy to mogą ich mieć znacznie więcej niż my. – Aki rozejrzał się po zgromadzonych, żeby poznać czy został dobrze zrozumiany. – Jeśli tak jest to drogę dzielącą nas od domu Herkko mogą pokonać w dwa dni, a może i jeszcze szybciej!

Ludzie zgromadzeni w domu swojego wodza w dalszym ciągu nic nie mówili, czekali aż Talo przemówi:

– Tak, jesteśmy w złym położeniu, skoro jeden ich zwiadowca tutaj zginął to z pewnością jego towarzysze przyjdą tutaj liczni i uzbrojeni. Nie możemy jednak dopuścić ich do Krętego Potoku. Będziemy musieli im stawić czoła na trakcie.

– Jeśli będziemy mieli dość łuczników to być może uda nam się ich przegonić z doliny rażąc ich strzałami z ukrycia. Dzięki temu może uda nam się przeżyć zimę w spokoju. – Po słowach Juho ludzie zaczęli szeptać.

– A co potem? – zapytał ktoś z tłumu.

– Potem będziemy musieli walczyć dalej, ale teraz o tym nie myślmy. Juho ma rację, jeśli ci przybysze zza morza faktycznie są tacy potężni to w otwartej walce nie mamy z nimi szans. Musimy wykorzystać nasze łuki i nimi ich razić z odległości. Juho, tyś najznamienitszym z łowców, ty znasz najlepiej całą dolinę i jej granice. Gdzie powinniśmy stanąć na drodze nieprzyjaciela?

Wszyscy zgromadzeni zaczęli wpatrywać się w Juho, ten po chwili namysłu przemówił:

– Jeśli mamy ich pokonać łukami, najlepiej żebyśmy mieli przeciwnika przed sobą, najlepiej żeby przeciwnik był niżej od łuczników, lepiej też żeby nie było tam zbyt wielu drzew, wokół traktu nie ma takiego miejsca. – Talo ściągnął brwi. – Ale myślę, że jest jedno miejsce w którym możemy zasadzić się na nieprzyjaciela, słuchajcie. Jest skrót, którym można ominąć trakt, pewnie większość z was go zna, najpierw idzie się gęstym lasem, potem zaś wchodzi się w wąwóz, który z kolei wychodzi na polanę, która tylko niewielkim laskiem jest oddzielona od traktu. Jeśli łucznicy ustawią się ponad wąwozem, a siły nieprzyjaciela zostaną ściągnięte na polanę, może udać nam się ich pokonać.

– A jak sprawić aby nasz wróg zboczył z traktu i wszedł na polanę? – zapytał się Aki.

– Ktoś będzie musiał stawić im czoła na trakcie i później uciekać w stronę wąwozu.

– Odważny to plan, ale niesie ze sobą olbrzymie niebezpieczeństwo. Na trakcie wielu ludzi będzie musiało zginąć w nierównej walce, a jeśli nieprzyjaciel pokona nas i w wąwozie to znajdzie krótszą drogę do Krętego Potoku – stwierdził Talo. – Z drugiej strony wojowników wroga łatwiej będzie stłamsić kiedy już ci znajdą się w samym wąwozie, a nasi ludzie będą nad nimi.

– Wiem co w takim razie proponujesz Talo – powiedział Juho – ale do tego potrzebujemy wielu ludzi. Ilu będzie na tylu odważnych żeby się udać na bitwę?

W domu Talo na nowo zapanowała cisza, nikt nie chciał umierać, a zamysł Juho wciąż nie był jeszcze w pełni wyjaśniony. Długo jeszcze potem radzili nad tym co miało nadejść.

 

VI.

W ciągu następnych kilku tygodni ludzie zamieszkujący dolinę obserwowali trakt przy granicy ich kraju. Posłańcy zostali rozesłani do wszystkich domów w całej dolinie by nieść wieść o zagrożeniu, a także po to żeby wezwać wszystkich odważnych mężczyzn do walki. Juho wraz z innymi łowcami krążył wokół wąwozu by dokładnie rozplanować działania. Kuźnia w Krętym Potoku działała dzień i noc, kowal wraz ze swoimi uczniami wyrabiali nowe ostrza i tarcze. Lud zamieszkujący tą krainę był jednak mało wprawiony w rzemiośle wojennym, żyli już wiele lat w pokoju, o wojnie słyszeli tylko w legendach opowiadanych małym dzieciom ku przestrodze. Jednak w sztuce łucznictwa ludzie ci byli bardzo wprawieni gdyż wielu z nich parało się myślistwem. Najczęściej polowano na łosie, a jeśli ktoś udawał się poza dolinę to mógł zapolować na jelenie. By móc zabić takie zwierze należy być niezwykle wprawnym łucznikiem. Jednak trafić biegnącego zwierza, a sprawnie razić wojowników ustawionych w szyku bojowym, którzy dodatkowo kryją się za tarczami to nie to samo.

Mieszkańcy doliny nie byli liczni, byli jednak dzielni, gdy Juho wraz z Panu i Akim dotarli do Krętego Potoku pod bronią była już ponad setka ludzi. W następnych dniach do momentu wyruszenia zebrano co najmniej drugie tyle, w sumie pod przywództwem Talo z Krętego Potoku wyruszyło blisko dwie i pół setki ludzi. Duża ich część, bo ponad połowa była uzbrojona w łuki, reszta natomiast dzierżyła dzidy i topory.

Talo zdawał sobie jednak sprawę, że starania wojowników pod jego dowództwem mogą nie wystarczyć, podróżował on niegdyś wiele i niejednokrotnie przyszło mu walczyć, ale nigdy nie było to starcie większe niż dziesięciu na dziesięciu ludzi, a teraz pod jego rozkazem miało być ponad dwustu. Ilu po stronie wroga? Tego nie wiedział, liczył jednak, że będzie ich mniej.

Wojownicy z Krętego Potoku wyruszyli zaraz po tym gdy dowiedzieli się od zwiadowców, że do doliny zbliża się oddział wroga. Gdy to pospolite ruszenie dotarło do wąwozu, Talo dowiedział się od Juho, że to około pięćdziesięciu jeźdźców. Talo cieszył się, że było ich tak mało, z drugiej jednak strony świadomość, że ich przeciwnicy mają tyle koni przerażała go. W siłach zgromadzonych w Krętym Potoku było tylko ośmiu ludzi na koniach w tym sam Talo.

Mimo, że Juho nie był wodzem to jednak on przy wąwozie wydawał wszystkim rozkazy. Ustawił łuczników na ścianach przesmyku i kilkudziesięciu ludzi, blisko setkę w lesie przy trakcie. Wśród ludzi mających zwabić obcych do wąwozu miał walczyć Talo, postanowił, że skoro jest wodzem i ma największe doświadczenie w walce ze wszystkich, to będzie tam potrzebny, prócz niego byli tam też pozostali konni.

Juho wraz z Sipim i Panu ustawili się nad wąwozem. Juho nabrał teraz poważnych wątpliwości czy obcy dadzą się zwabić na swych koniach w wąski przesmyk. Teraz jednak nie było już odwrotu.

Nie musieli długo czekać, wojownicy na koniach szybko się poruszali. Aki czyhający w lesie obok dawnego domostwa Herkko pognał czym prędzej by donieść o wojownikach, którzy tam właśnie zostali przez niego dostrzeżeni. Talo kazał zawrócić łowcy by ten dalej śledził ruchy nieprzyjaciela, liczył bowiem, że ci zatrzymają się przy spalonym domu na spoczynek. Talo nie pomylił się, jednak obcy wojownicy byli bardzo ostrożni, na noc wystawili na czaty wojowników uzbrojonych w rogi, którymi mogli dać natychmiastowo znać o zagrożeniu, czaty były rozstawione w na tyle dużej odległości od obozu by spoczywający tam wojownicy zdążyli przygotować się do walki. Nocny atak byłby więc zbyt dużym ryzykiem, plan pozostał niezmieniony.

Następnego dnia od samego świtu wszyscy czekali na to co miało nastąpić. Wielu nie mogło spać w nocy, wiedzieli bowiem, że wielu z nich, jeżeli nie wszystkich, czeka śmierć.

Przeciwnik wyruszył o świcie, nie kazał więc długo na siebie czekać, po kilku godzinach, jeszcze przed południem wojownicy zgromadzeni w ukryciu przy trakcie dostrzegli nadjeżdżających jeźdźców. Przed nimi pędził zwiadowca, ale był on na tyle nieostrożny, że przegalopował tylko obok lasku skrywającego wojowników. Ci którzy jechali za nim, byli przerażający, mieli lśniące kolczugi i hełmy, do siodeł mieli przytroczone tarcze, a niektórzy także i łuki, poza tym byli uzbrojeni w miecze i topory. Wyglądali na pewnych siebie, w swoim uzbrojeniu wyglądali na bardzo silnych, dodatkowo mężności dodawały im długie brody. Talo przeczuwał brutalną walkę, która mimo tego, że ludzi z doliny było więcej wcale niekoniecznie musi się skończyć dla nich szczęśliwe. Wystarczyło tylko spojrzeć na uzbrojenie tych obcych mężczyzn, wyglądali imponująco, tymczasem najlepiej uzbrojonym spośród wojowników z Krętego Potoku był Talo, mający na sobie skórzany kaftan i żelazny hełm nałożony na głowę, on też jako jedyny miał miecz i obitą żelazem tarczę, reszta miała co najwyżej topory i kawałek deski przytroczonej do ręki, ubrani zaś byli w bluzy z wełny bądź futra.

Nikt jednak nie zamierzał się cofnąć, gdy jeźdźcy znaleźli się na wysokości lasku, spadły na nich pierwsze strzały, dosięgły ich też nieliczne oszczepy, trzech wojowników zdążyło paść na ziemię nim pozostali zorientowali się skąd nadszedł atak. Mężczyźni unieśli tarcze i miecze po czym ruszyli w stronę lasku, gdzie już można było dostrzec wybiegających mężczyzn uzbrojonych w topory i dzidy.

Ci którzy wybiegli spomiędzy drzew jako pierwsi zostali brutalnie ścięci nim sami zdążyli zadać jakikolwiek cios. Następni jednak, którzy dopadli do zakutych w stal wojowników byli już w lepszym położeniu, gdyż konie nie były już w galopie. Tam udało się powalić kolejnych przeciwników, jednak ludzi z doliny padało jeszcze więcej. Po chwili konni wojownicy zepchnęli napastników do lasu, tam niektórzy z nich zsiadali z konia i walczyli pieszo. Talo mimo, że był konnym to wypadł z lasu dopiero w drugiej fali, jednak strach jakim była spowodowana jego opieszałość sparaliżował jego zmysły, a w takim stanie nie mógł on długo stawiać czoła bardziej wprawnym w walce. Został ugodzony w bark toporem od tyłu, zwalił się po chwili na ziemię i został tam zadeptany przez konie. Ludzie z Krętego Potoku widząc to wpadli w przerażenie, zaczęli się wycofywać. Aki, walczący również na koniu, bardzo szybko zorientował się, że w starciu bezpośrednim ludzie z doliny są bez szans, postanowił więc razić nieprzyjaciela z łuku. Jednak Aki nie miał wprawy do strzelania z siodła, gdy więc po chwili został zoczony przez jednego z najeźdźców sam został ugodzony strzałą.

Siły ludzi z doliny wpadły w rozsypkę, część dalej walczyła w lesie, a część uciekała w kierunku wąwozu, na polanie przed przesmykiem dopadali ich jednak pierwsi z nieprzyjaciół, którzy to postanowili wychynąć z lasu za uciekinierami. Po chwili jeden z jeźdźców wpadł do przesmyku, czyhający u góry Juho tylko na to czekał, dał znać ludziom czekającym za nim. Po niedługiej chwili jeździec został trafiony kamieniem lecącym z nieba, zwalił się razem z koniem i zginął. Po chwili już wszyscy walczący w lesie zmierzali w kierunku wąwozu.

Na polanie miała miejsce rzeź, wojownicy na koniach cięli od tyłu uciekających w kierunku otworu w skale, siedmiu kolejnych obcych wojów wpadło do przesmyku w pogoni, kolejnym jednak zabronił krzykiem jeździec mający długą rudą brodę, na głowie miał zaś inny hełm niż inni, był to szyszak u góry którego były przytwierdzone czerwone pióra. Zebrał on wokół siebie wojowników i wpatrywali się w wejście między skały.

Z siedmiu wojów jacy wpadli w przesmyk, sześciu zostało zabitych, zostali zasypani kamieniami i strzałami. Ostatni z nich zdołał zawrócić i dołączyć do swych towarzyszy.

Juho wiedział, że nie może czekać, dał znać pozostałym łucznikom by podbiegli nad skarpę i ostrzelali tych, którzy pozostali na polanie. Wojownicy na koniach unieśli jednak tarcze i zaczęli wycofywać się do lasu. Jednak na samej polanie od strzał i tak padło ich blisko dziesięciu. Ofiar łuczników mogłoby być więcej gdyby ktoś jeszcze miał długi łuk, taki jaki miał Panu, on sam trafił trzech wojowników, tylko jego pojedyncze strzały były w stanie przebić kolczugę wroga.

– Uciekają! – wykrzyknął Sipi.

Juho chciał jednak się upewnić czy ich przeciwnicy na pewno uciekną z doliny. Potem dowiedział się że, tak też się stało, ulżyło mu. Potem przyszedł czas by zebrać zabitych i rannych. Ku rozpaczy mieszkańców doliny ofiar po ich stronie było wiele, a rannym często nie dało się pomóc. Juho naliczył potem dwadzieścia osiem trupów przeciwników, zabitych też zostało czternaście koni, to z pewnością było więcej niż połowa przybyłych obcych wojów, jednak w porównaniu do strat po drugiej stronie to było nic. Na trakcie, w lesie i na polanie zginęło niemal osiemdziesięciu mężczyzn, wielu było z tych samych rodzin, to była tragedia dla doliny.

„Wszystko wskazuje na to, że jednak przetrwamy zimę”, myślał Juho, „ale co potem?”.

Koniec

Komentarze

Sonifledzie, czy Twoja przedmowa to żart?

Napisałeś w niej, że coś, co nagle przyszło Ci do głowy, coś, nad czym w ogóle nie pracowałeś, bo powstało pod wpływem chęci “ćwiczenia pióra”, coś, czemu w ogóle nie poświęciłeś dostatecznie dużo czasu, ale nagle stwierdziłeś, że skoro to coś jest dłuższe niż zakładałeś, to wystarczy życzyć czytelnikom miłej lektury, aby ich zachęcić do czytania?

Sonifledzie, czy w przedmowie na pewno napisałeś to, co miało zachęcić kogokolwiek do lektury?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cóż, nie taki miało to mieć wydźwięk, ale dziękuję, że zwracasz mi na to uwagę. 

Przede wszystkim chciałem się wytłumaczyć z dość mało oryginalnej fabuły.

Spróbuję coś z tym zrobić żeby wyglądało to mniej zniechęcająco.

Przejrzyj swój tekst i spróbuj poprawić powtarzające się słowa w tych samych i sąsiednich zdaniach, przykładowo:

Mężczyźni szli już tak dłuższy czas, bo od samego świtu, teraz było już natomiast niedługo popołudniu. Cała trójka szła jeszcze jakiś czas przez las, aż nagle wyszli na niewielką polanę, znajdującą się tuż nad skarpą. Wędrowcy zatrzymali się, a jeden z nich, ten, który szedł pierwszy przykucnął nad przepaścią i wzrok swój skierował w dal.

Jednak droga z doliny na równinę w dalszym ciągu nie była łatwa, dlatego właśnie, mieszkańcy Krętego Potoku postanowili regularnie organizować liczną wyprawę do wielkich osad by tam móc sprzedać swoje dobra, jakimi były najczęściej skóry i wełna, tam też posłańcy z doliny zaopatrywali swoich pobratymców w materiały tak trudno dostępne w ich stronach, jak chociażby żelazo.

 

Później wrócę z dłuższym komentarzem.

 

Dziękuję za uwagi. Dokonałem już kilku poprawek, później przejrzę tekst ponownie – może zauważę coś nowego.

Bardzo się to dłużyło i nudziło. Niestety to opowiadanie nie przypadło mi do gustu.

Masz trochę rzeczy do poprawy. Przykładowo:

Mimo tak szybkiego chodu, wędrowcy byli bardzo cisi, cicho stąpali, a do tego szli w milczeniu.

nazwał ta brała się od potoku przebiegającego przez całą osadę. Osada ta nie była duża, jednak w tych stronach była zdecydowanie największą osadą,

Dlaczego na początku idą przez dwa akapity? Warto to skrócić i opisywać postacie podając różnice między nimi, np. jeden gruby, drugi wystrojony jak na odpust, a trzeci – brodaty.

Nie pisz wszystkiego, co wiesz. Daj czytelnikowi pole do wyobrażenia sobie niektórych szczegółów. Zostaw w opisie tylko to, co najważniejsze. Skracaj tam, gdzie nie dzieje się nic ciekawego.

Dziękuję za tę uwagę. Zdawać by się mogło, że jest bardzo oczywista, ale jednak czasem warto coś komuś powtórzyć.

Faktycznie z jakiegoś powodu mój tekst okropnie się wydłużył. Pomyślę o tym.

Wąską ścieżką biegnącą pośród leśnej gęstwiny wędrowało szybkim krokiem trzech mężczyzn. Mimo tak szybkiego chodu, wędrowcy nie wydawali prawie żadnych odgłosów, cicho stąpali, a do tego szli w milczeniu. Wszyscy byli podobnej, szczupłej postury, byli też bardzo podobnie ubrani. Wszyscy trzej mieli na nogach miękkie skórzane buty, a do tego już mocno wyblakłe, niegdyś brązowe, wełniane spodnie, u góry zaś mieli założone, również wełniane, lekko zielonkawe tuniki, na plecach zwisały im zawiązane wokół szyi płaszcze. Jeden tylko mężczyzna się wyróżniał, ten który szedł ostatni, był zdecydowanie wyższy od swych towarzyszy, wyższy o dobrą głowę. Każdy z mężczyzn miał też łuk i kołczan przytroczony rzemieniami u boku. Mężczyźni szli już tak od samego świtu, teraz było już niedługo popołudniu. Po pewnym czasie cała trójka znalazła się na niewielkiej polanie, znajdującej się tuż nad skarpą. Wędrowcy zatrzymali się, a jeden z nich, ten, który szedł pierwszy przykucnął nad przepaścią i wzrok swój skierował w dal.

 

Niestety już po lekturze pierwszego akapitu, widać, że tekst jest lekko mówiąc – niedopracowany. Mnóstwo powtórzeń, zła budowa zdań to strasznie utrudnia lekturę, by nie powiedzieć, że odrzuca. Musisz przepatrzeć opowiadanie pod tym kątem, bo inaczej odstraszasz potencjalnych czytelników.

No cóż, Soniflidzie, przeczytałam pierwszą cześć Bitwy w dolinie i choć zaciekawiły mnie opisane zdarzenia, to ewentualną lekturę dalszego ciągu odłożę do czasu, kiedy poprawisz tekst na tyle, aby dało się go czytać bez kaleczenia oczu.

Opowiadanie jest napisane, delikatnie mówiąc, nie najlepiej i poprawy wymaga niemal każde zdanie. Mam nadzieję, że uwagi do pierwszej części pozwolą Ci zorientować się, w czym rzecz i nad resztą tekstu popracujesz samodzielnie.

A może uznasz za przydatny ten watek: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Wąską ścież­ką bie­gną­cą po­śród le­śnej gę­stwi­ny wę­dro­wa­ło szyb­kim kro­kiem trzech męż­czyzn. Mimo tak szyb­kie­go chodu, wę­drow­cy nie wy­da­wa­li pra­wie żad­nych od­gło­sów, cicho stą­pa­li, a do tego szli w mil­cze­niu. ―> Powtórzenia. Skoro poruszali się cicho, to wiadomo, że nie wydawali zbędnych odgłosów.

Proponuję: Wąską ścież­ką po­śród le­śnej gę­stwi­ny, żwawo podążało trzech męż­czyzn. Poruszali się cicho, w milczeniu.

 

Wszy­scy byli po­dob­nej, szczu­płej po­stu­ry, byli też bar­dzo po­dob­nie ubra­ni. ―> Powtórzenia.

Proponuję: Wszyscy podobnej postury i jednakowo ubrani.

 

Wszy­scy trzej mieli na no­gach mięk­kie skó­rza­ne buty, a do tego już mocno wy­bla­kłe, nie­gdyś brą­zo­we, weł­nia­ne spodnie… ―> Czy istniała możliwość, aby wędrowcy mieli buty i spodnie na innych częściach ciała, nie na nogach?

Proponuję: Nosili mięk­kie skó­rza­ne buty i mocno już wy­bla­kłe, nie­gdyś brą­zo­we, weł­nia­ne spodnie

 

u góry zaś mieli za­ło­żo­ne, rów­nież weł­nia­ne, lekko zie­lon­ka­we tu­ni­ki, na ple­cach zwi­sa­ły im za­wią­za­ne wokół szyi płasz­cze. ―> U góry, to znaczy gdzie, bo można zrozumieć, że na głowie. Zwisające na plecach płaszcze też nie wyglądają najlepiej, zwłaszcza że nie bardzo umiem sobie wyobrazić, że płaszcze mogą być zawiązane wokół szyi i jeszcze zwisać na plecach.

Proponuję: …rów­nież weł­nia­ne zie­lon­ka­we tu­ni­ki okrywały torsy, a ramiona i plecy osłaniały płasz­cze.

 

Jeden tylko męż­czy­zna się wy­róż­niał, ten który szedł ostat­ni, był zde­cy­do­wa­nie wyż­szy od swych to­wa­rzy­szy, wyż­szy o dobrą głowę. Każdy z męż­czyzn miał też łuk i koł­czan przy­tro­czo­ny rze­mie­nia­mi u boku. Męż­czyź­ni szli już tak od samego świtu, teraz było już niedługo po południu… ―> Powtórzenia.

Proponuję: Idący jako ostatni, przewyższał towarzyszy o głowę. Wszyscy mieli łuki i kołczany. Niedawno minęło południe, a oni byli w drodze od świtu

 

Po pew­nym cza­sie cała trój­ka zna­la­zła się na nie­wiel­kiej po­la­nie, znaj­du­ją­cej się tuż nad skar­pą. ―> Brzmi to fatalnie.

Proponuję: Po pew­nym trafili na nie­wiel­ką po­la­nie, tuż nad skar­pą.

 

Wę­drow­cy za­trzy­ma­li się, a jeden z nich, ten, który szedł pierw­szy przy­kuc­nął nad prze­pa­ścią i wzrok swój skie­ro­wał w dal. ―> Wiemy, że tam byli tylko wędrowcy. Zbędny zaimek ― czy kucający mógł gdzieś skierować cudzy wzrok?

Proponuję: Za­trzy­ma­li się, a ten, który szedł pierw­szy przy­kuc­nął nad prze­pa­ścią i popatrzył w dal.

 

Sonifledzie, chciałam Ci pokazać, że początkowy fragment można napisać krócej, bez powtórzeń i bez nadmiernych szczegółów, a pozostanie on czytelny. Oczywiście ten urywek wymaga dopracowania, ale to już powinno należeć do Ciebie.

 

 

– W całym lesie, ani na chwi­lę nie uka­za­ła nam się nawet wie­wiór­ka! – Wy­krzyk­nął ten naj­wyż­szy. ―> – W całym lesie ani na chwi­lę nie uka­za­ła nam się nawet wie­wiór­ka! – wy­krzyk­nął ten naj­wyż­szy.

Dlaczego, skoro cały czas szli po cichu i nawet nie rozmawiali, wysoki nagle krzyczy?

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać dialogi: http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

 

Wio­ska nie była duża, jed­nak w tych stro­nach była zde­cy­do­wa­nie naj­więk­szą sku­pi­skiem lud­no­śći… ―> Powtórzenie. Literówka.

Proponuję: Wio­ska, choć nieduża, w tych stro­nach była zde­cy­do­wa­nie naj­więk­szą sku­pi­skiem lud­no­ści

 

po to żeby za­czerp­nąć nieco opo­wie­ści, które na­stęp­nie można by opo­wia­dać przy wie­czor­nym ogni­sku. ―> Powtórzenie. Czy opowieści można zaczerpnąć?

Proponuję: …po to, żeby posłuchać opo­wie­ści, które potem można by powtórzyć przy wie­czor­nym ogni­sku.

 

miesz­kań­cy do­li­ny mogli po­siąść jak mo­gło­by się zda­wać nie­do­stęp­ną dla nich wie­dzę… ―> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: …miesz­kań­cy do­li­ny zdobywali trudno dostępną dla nich wie­dzę

 

po­sta­no­wi­li re­gu­lar­nie or­ga­ni­zo­wać licz­ną wy­pra­wę do wiel­kich osad… ―> …po­sta­no­wi­li re­gu­lar­nie or­ga­ni­zo­wać licz­ne wy­pra­wy do wiel­kich osad

 

do domu Herk­ko. Herk­ko był bo­ga­tym go­spo­da­rzem, po­sia­da­ją­cym dużą ilość owiec, które wy­pa­sał na sto­kach do­li­ny, jego dom znaj­do­wał się jed­nak na samym skra­ju do­li­nybył to ostat­ni przy­sta­nek kon­wo­ju, który za­trzy­my­wał się u Herk­ko by za­brać… ―> Powtórzenia.

Proponuję: …do domu Herkko, bogatego gospodarza, mającego dużo owiec, wypasanych na pobliskich stokach. Dom, wzniesiony na samym skraju doliny, stanowił miejsce ostatniego postoju konwoju/ karawany, skąd zabierano

 

grupa trzech wę­drow­ców we­szła do wą­wo­zu i kie­ro­wa­li się w stro­nę trak­tu… ―> Piszesz o grupie, a ta jest rodzaju żeńskiego, więc: …grupa trzech wę­drow­ców we­szła do wą­wo­zu i kie­ro­wa­ła się w stro­nę trak­tu

 

na­rze­kał Panu gdy scho­dzi­li w dół zbo­cza kie­ru­ją­ce­go do wą­wo­zu… ―> Masło maślane ― czy mogli schodzić w górę zbocza?

Proponuję: …na­rze­kał Panu, gdy zboczem schodzili do wą­wo­zu

 

Sipi był naj­młod­szy z tej trój­ki, miał nieco ponad dwa­dzie­ścia lat, jed­nak już teraz był uwa­ża­ny za bar­dzo uzdol­nio­ne­go my­śli­we­go. Na twa­rzy Si­pie­go widać było jego mło­dość w po­rów­na­niu z jego to­wa­rzy­sza­mi, miał bar­dzo słaby za­rost i gład­ką, czer­wo­na­wą skórę. Juho, naj­star­szy z całej trój­ki miał ciem­ną kar­na­cję i gęsty ale bar­dzo krót­ko ścię­ty za­rost, na jego gło­wie, w czar­nej czu­pry­nie widać było już pierw­sze siwe włosy, wieku do­da­wa­ły mu jego wiecz­nie ścią­gnię­te brwi, jak gdyby cały czas był na czymś sku­pio­ny. Panu też miał ciem­ną kar­na­cję i tak jak Juho miał ciem­ne włosy, jed­nak mimo, że był młod­szy od Juho i nie­wie­le star­szy od Si­pie­go to miał spore za­ko­la, te wraz z jego długą czar­ną brodą spra­wia­ły, że wy­glą­dał na rów­nie le­ci­we­go jak Juho, który to miał już… ―> Jest tu wszystko, czego nie powinno być, a więc byłoza, miałoza i zaimkoza.

 

– Czy to mógł być ktoś z do­li­ny? – za­py­tał się Panu. ―> – Czy to mógł być ktoś z do­li­ny? – za­py­tał Panu.

 

– Ani jed­nej żywej duszy! – wy­krzyk­nął Panu. ―> Dlaczego Panu krzyczy? W tej sytuacji chyba rozsądniej byłoby zachować się jak najciszej.

 

Juho wpa­try­wał się na zdar­tą skórę z głowy sta­re­go męż­czy­zny. ―> Wpatrujemy się w coś, nie na coś.

Proponuję: Juho wpa­try­wał się w skórę zdartą z głowy sta­re­go męż­czy­zny.

 

jed­nak ślady są nie wi­docz­ne… ―> …jed­nak ślady są niewi­docz­ne

 

ni­cze­go nie by­li­śmy świa­dom. ―> …ni­cze­go nie by­li­śmy świa­domi.

 

wie­dzie­li, ze ich domom grozi nie­bez­pie­czeń­stwo. ―> Literówka.

 

Mu­si­my po­in­for­mo­wać ludzi w do­li­nie o nie­bez­pie­czeń­stwie, ale mu­si­my się też cze­goś wię­cej do­wie­dzieć. ―> Raczej: – Mu­si­my o niebezpieczeństwie zawiadomić ludzi w do­li­nie, ale powinniśmy też do­wie­dzieć się czegoś więcej.

 

wy­ru­szę już teraz, tą samą trasą jaką tutaj do­tar­li­śmy… ―> …wy­ru­szę już teraz, tą samą drogą, którą tutaj do­tar­li­śmy

 

trak­tem kie­ru­ją­cym w głąb do­li­ny kie­ro­wał się Sipi, na­to­miast Juho z Panu zmie­rza­li w stro­nę rów­ni­ny… ―> Raczej: …trak­tem prowadzącym w głąb do­li­ny ruszył Sipi, na­to­miast Juho z Panu poszli w stro­nę rów­ni­ny

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hoho – taka była moja pierwsza reakcja, a tak na poważnie to bardzo dziękuję Ci za te wszystkie uwagi. Mam o czym myśleć.

Jednak w gruncie rzeczy jestem bardzo zadowolony, gdyż dokładnie o to mi chodziło, o rozbiórkę tekstu. To bardzo cenne uwagi, bardzo za nie dziękuję

Co do betowania, przyjrzę się temu dokładniej bo faktycznie wcześniej niezbyt orientowałem się w temacie.

Dziękuję raz jeszcze wszystkim tym, którzy poświęcili temu tekstowi swój czas, postaram się jak najlepiej wykorzystać wasze uwagi.

Sonifledzie, cieszę się, że uznałeś uwagi za przydatne i mam nadzieję, że pomogą Ci one w dalszej pracy. Mam też nadzieję, że nie ograniczysz się do własnych tekstów, że poświęcisz nieco czasu na lekturę i komentowanie opowiadań innych użytkowników.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No cóż, przeczytałam i nie zachwyciło mnie. Pewnie wrażenie byłoby lepsze, gdybyś wprowadził poprawki, na pewno łatwiej by się czytało. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co chciałeś opowiedzieć. Nie ma tu jakiegoś konkretnego tematu przewodniego, bohaterowie są zarysowanie tak sobie, a kończy się w połowie opowieści. Dla mnie jest to kolejny fragment, który udaje opowiadanie.

Mam też wrażenie, że masz problemy z trzymaniem fabuły w ryzach. Bohaterowie udają się do małej, jak rozumiem położonej na uboczu osady drwali i tam dowiadują się o jakiejś armii, która od dłuższego czasu atakuje okolicę. Jakim cudem nie wiedzieli tego wcześniej? Mają rozległe kontakty w całej dolinie, ich przywódca jest bardzo szanowany, a jednak nikt nie pokwapił się ich powiadomić. Dlaczego? I jakim cudem taką wiedzą dyspomują mieszkańcy jakiegoś zadupia? A to tylko jedno z wielu pytać, jakie nasunęły mi się w trakcie lektury.

Nowa Fantastyka