- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Jak sir Edam z Rycky odnalazł życie - krótka historia

Jak sir Edam z Rycky odnalazł życie - krótka historia

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Jak sir Edam z Rycky odnalazł życie - krótka historia

– Zbliżamy się do celu, sir – zakomunikował pilot transportowca, przemierzającego majestatycznie bezmiar kosmosu.

– Doskonale, Brie – odparł podnieconym głosem sir Edam, spoglądając na błękitnozieloną kulę, tak inną od tych, które do tej pory odwiedzili.

Osiemset siedemdziesiąt sześć misji eksploracyjnych na kolejne mniej lub bardziej gościnne planety o monotonnej piaszczystej bądź kamienistej powierzchni, gdzie brak było śladów życia, sprawiły, że kapitana coraz częściej dopadały wątpliwości i zwyczajnie zaczynał się już nudzić.

Tym razem jednak było inaczej. Obiekt, na którym lada chwila mieli wylądować, wyglądał zachęcająco przede wszystkim dzięki zróżnicowanemu ukształtowaniu terenu i występowaniu zarówno pasm górskich, pustyni, jak i ogromnych terenów pokrytych roślinnością. Najważniejsze jednak było to, że na tej planecie była woda. Mnóstwo wody, która dawała nadzieję na prowadzenie tu upraw i produkcję żywności. Istniała też pewność występowania różnorodnych form życia. Gdyby w dodatku były to formy rozumne, to po takim odkryciu sir Edam niezawodnie otrzymałby awans.

Rząd na Rycky od dłuższego czasu borykał się z przeludnieniem oraz wszelkimi związanymi z tym niedogodnościami. Loty eksploracyjne łączono więc z transportem nieczystości, których ogromne ilości zalegające na planecie, a niemożliwe do utylizacji, stanowiły wielki, śmierdzący problem.

Problem ten rozwiązywano niezbyt elegancko, zostawiając na badanych planetach całe ryckie gówno. Przy tej okazji załogi statków zaczęły uprawiać dość oryginalny proceder mający urozmaicić monotonię lotów.

 

Transportowiec ciężko osiadł na powierzchni, wzbijając przy tym kłęby piasku. Chwilę później pasażerowie statku z zadowoleniem wciągali w płuca gorące pustynne powietrze.

– Wiecie co robić, chłopaki – mruknął Edam. Przeciągnął dłonią po spoconej łysinie i rozejrzał się wokół badawczo. W wielkich, czarnych oczach kapitana zabłysła iskierka nadziei.

– Tak, sir! – Pilot i nawigator zasalutowali zgodnie.

– Warunki odpowiednie, atmosfera też – stwierdził powściągliwie kapitan. – Sprawdzę teren.

– Tak, sir!

– Przestańcie przytakiwać jak głupki i bierzcie się do roboty!

– Tak… – Załoga nie dokończyła, widząc zaciśniętą pięść oddalającego się już Edama.

Po chwili nad horyzontem zamajaczył dysk patrolowy z kapitanem na pokładzie.

– To co, Gowdi, wylewamy to gówno? – zapytał Brie.

– Jasne, jak zwykle – zaśmiał się nawigator. – A potem zabawa!

– Jak ja kocham te zabawy! – Zarechotał Brie.

 

***

 

Kilka księżyców później wrócił dysk patrolowy. Właz rozsunął się z sykiem i oczom załogi ukazał się uśmiechnięty Edam, co świadczyło o tym, że rekonesans wypadł pomyślnie. Tuż za kapitanem stała dość dziwaczna postać. Istota była niska, jej głowę i ciało porastało gęste, zmierzwione owłosienie, była przygarbiona, ale poruszała się na dwóch nogach. Ogólnie jednak jej budowa była bardzo zbliżona do tej, jaką mieli mieszkańcy Rycky. Ręce, nogi, głowa – wszystko na swoim miejscu.

Istota czujnie i z zainteresowaniem spoglądała spod grubych brwi, starając się trzymać jak najbliżej kapitana. Nie wyglądała na przestraszoną, lecz raczej na zaciekawioną.

– Ooo! Co to? – Gowdi i Brie wytrzeszczyli oczy ze zdumienia. – Udało się panu, sir! Znalazł pan! To niesamowite! – przekrzykiwali się podnieceni. Obchodzili istotę ze wszystkich stron i przyglądali się jej uważnie.

– Tak, udało się! Wreszcie! Nie jesteśmy sami w kosmosie! – stwierdził sir Edam z dumą.

– Czy istota jest agresywna? – zapytał Brie z zainteresowaniem.

– Bez obaw. – Kapitan łagodnie położył szczupłą dłoń na ramieniu istoty.

– Komunikuje się? – ciągnął Brie.

– Wydaje jakieś nieartykułowane dźwięki. Powtarza ciągle: eła, eła, eła.

– Jaka to płeć?

– Przeciwna – chrząknął kapitan.

– Skąd wiadomo? Przecież przez to futro trudno określić… – zaczął sceptycznie Gowdi, ale w porę ugryzł się w język. Kapitan przecież nie rzucałby słów na wiatr.

– Ładne. – Sir Edam, chcąc najwyraźniej zmienić temat, spojrzał na kilka olbrzymich, stojących nieopodal ostrosłupów na podstawach czworokątów. – Jak zwykle gówno i piach?

– Tak, sir! Idealny budulec!

– Ładniejsze nawet niż te ostatnie – stwierdził z uznaniem. – Ale tutaj to już was poniosło! – Pokręcił głową z uznaniem na widok olbrzymiego posągu przedstawiającego jakieś leżące stworzenie z dziwną głową.

– To Gowdi. – Brie wskazał na kumpla. – Zawsze mówiłem, że drzemie w nim dusza artysty.

– Doskonałe. – Sir Edam skinął głową z aprobatą.

– Oj tam, oj tam… – Zarumienił się nawigator, spuścił wzrok i palcem stopy zaczął kreślić kółeczka na piasku.

– Wracamy, kapitanie? Trzeba jak najszybciej przekazać na Rycky dobre wieści! Zostaniemy bohaterami! – Brie oczyma wyobraźni widział już jaką sławą okryją się na rodzimej planecie.

– Wracajcie. Ja tu zostanę. Do czasu waszego powrotu postaram się zdobyć jak najwięcej informacji o tym miejscu. Na bieżąco będę przesyłał raporty, które pomogą wszystko przygotować tam u nas. Muszę też dokładniej zbadać ten gatunek, chyba jedyną w miarę inteligentną formę życia na tej planecie. – Edam uśmiechnął się dyskretnie w stronę istoty, którą od tej chwili zaczął w myślach nazywać Eła.

Już za długo włóczę się samotnie po tym kosmosie – pomyślał…

 

***

 

– Co ty, Stefanku, tam tak czytasz w tych internetach?

– O piramidach czytam, babciu. Wiesz, dlaczego są takie trwałe i wciąż stoją mimo upływu tysięcy lat?

– No, dlaczego?

– Bo zbudowały je obce cywilizacje.

– Hmmm… coś w tym jest, Stefanku, coś w tym jest… Pałac Kultury i Nauki też zbudowała obca cywilizacja i wciąż stoi.

 

Koniec

Komentarze

Przeczytawszy.

Finkla

Humor hm… niekoniecznie wysokich lotów. Powiedziałbym wręcz, że momentami na granicy dobrego smaku. Doceniam gry słów, szczególnie Edama i Ełę. Podoba mi się lekki styl. Napisane poprawnie, lekko, czyta się płynnie. 

Moim faworytem raczej nie zostanie, momentami się krzywiłem (zabawa klockami – fe), ale ogólne wrażenia raczej na plus.

Dzięki za opinię, None. Hmmm… Ale ty te klocki chyba źle skojarzyleś – fe! One tu występują jako elementy budowlane, bloki z których zbudowane są piramidy.

Może i to niezamierzona dwuznaczność, niemniej… Klocek w tym kontekście kojarzy się tak, jak się kojarzy. 

Dwuznaczność niezamierzona. Dostrzeżona dopiero po Twoim komentarzu :)

Hihi… Ja tam nie skojarzyłam ;) A czytało się przyjemnie, z uśmiechem. :D

Fajne!

Dość jednoznacznie pojęłam wymowę klocków…

A opowiadanko raczej takie sobie i pewnie nie zagości zbyt długo w pamięci. Humor, niestety, zupełnie nie w moim guście.

 

dzię­ki róż­ni­co­wa­ne­mu ukształ­to­wa­niu te­re­nu… –> …dzię­ki zróż­ni­co­wa­ne­mu ukształ­to­wa­niu te­re­nu

 

stwier­dził Sir Edam z dumą. –> Dlaczego wielka litera?

Fajny ten pomysł z grą słów, taki całkiem zabawny w swojej prostocie, ale jako całość opowiadanie, niestety, szczególnie nie podeszło. Nie mam nawet jakichś szczególnych uwag. Zwyczajnie nie porwało i tyle. Bywa. :(

Saro – Cieszę się, że uśmiechnęło. :)

Reg – Kocki chyba jednak wyrzucę, skoro kojarzą się tak jednoznacznie. Przyznam, że nie było to zamierzone. Dzięki za uwagi, zaraz poprawię.

CM – Fajnie, że doceniasz grę słów. A reszta… no cóż, może w końcu ktoś doceni też pomysł. Dziękuję za odwiedziny.

Nie no ludziska Egipcjanery harowały w pocie czoła, a wy że to niby obca cywilizacja :D 

 

 

A te piramidy to nie datowane na czasy, gdy ludzie już popylali po Ziemi? :> Końcowa puenta z żartem nawet, nawet, ale nie warta aż tylu znaków. Dobre na chwilkę, ale nie powala!

MPJ 78, Mytrix – fakt, że zbiegły się tu różne teorie, ale czy możemy być czegokolwiek pewni tak na sto procent? ;D

Dzięki za odwiedziny i cieszę się, że nie powaliło. Nie mam przynajmniej wyrzutów sumienia w razie wystąpienia ewentualnych obrażeń. :)

O co chodziło z klockami?

Drakaino, chłopaki lubili zabawę klockami – w sensie budowania, co zostało odebrane jednoznacznie. A że nie było to zamierzone, to klocki wyleciały. :)

Wydaje mi się, że klocki nie były by tak odebrane (przynajmniej przeze mnie), gdyby nie wcześniejszy fragment:

 

Rząd na Rycky od dłuższego czasu borykał się z przeludnieniem oraz wszelkimi związanymi z tym niedogodnościami. Loty eksploracyjne łączono więc z transportem nieczystości, których ogromne ilości zalegające na planecie, a niemożliwe do utylizacji, stanowiły wielki, śmierdzący problem.

Problem ten rozwiązywano niezbyt elegancko, zostawiając na badanych planetach całe ryckie gówno.

Monique, już za późno. Co się miało skojarzyć, to się skojarzyło. Trudno.

Tekst niezły, choć oddechu nie zapiera. ale chyba najmocniej zapamiętam końcówkę i komentarz o PEKiNie :)

Dzięki, NWM. 

Końcówka też mi się najbardziej podoba. :D

Nie. Przykro, ale to nie śmieszy. No może bardziej zabawne niż poprzednie dwa teksty, ktore skomentowałem, ale to jeszcze nie jest to.

W końcu przeczytałam i jakoś tak niekoniecznie do mnie trafiło.

Napisane sprawnie, do uśmiechu niestety nic nie znalazłam.

No cóż, klocki kojarzą mi się dość jednoznacznie. Raczej brew mi w górę powędrowała, niż uśmiech zawitał na twarz.

Nowa Fantastyka