- Opowiadanie: Perrux - Przygody dzielnego Perfisty - powrót króla

Przygody dzielnego Perfisty - powrót króla

Wszedłem po długiej przerwie, patrzę – a tu powrót grafomanii. A więc i powrót dzielnego Perfisty. Oczywiście wszyscy pamiętają tego bohatera, ale jeśli ktoś ma sklerozę, zapraszam do odświeżenia jego przygód opublikowanych w ramach Grafomanii 2014.

Rozdział 3 ma troszkę mniej z parodii, ale w przypadku Perfisty nie dało się jej całkiem uniknąć ;-) Przyjemnej lektury!

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Przygody dzielnego Perfisty - powrót króla

Przygody dzielnego Perfisty. Rozdział 3 – Powrót króla.

 

Po tym jak dzielny Perfista został królem na zamku, szybko znudziło mu się czynienie rządów w jego nowym Księstwie. Zamiast rządzy rządów, zawsze miał jednak rządzę przygód, dlatego tak bardzo nie mógł wysiedzieć na miejscu zdobytym od ostatniego władcy. A do jego uszu ostatnio przyszedł głos że za oceanem pojawiło się kilka milionów orków które są złe i czekają, aż jakiś dzielny bohater je zgładzi. I właśnie on był takim dzielnym bohaterem, pomyślał.

Podniósł się więc, i tak jak siedział, wstał. Poruszył na kolejną wspaniałą przygodę, która jest opisana w najgrubszych w zamku nowelach. Słońce trzaskało zżółkniętymi promieniami w Królestwo, niczym wiązka siana na wsi. I właśnie dlatego było gorąco jakby wszystkie piekły złączyły się w jedno bardzo mocne piekło. Nagle przed nosem przeleciał bohaterowi latający w powietrzu ptak tak szybko, że aż mruknął okiem. Owy latający ptak był znakiem od niegdysiejszego pradziada Rufusa, który w wyniku Ren-karnacji latał teraz po świecie niczym tłusta mucha w smole. „Znak zwycięstwa”, wymamrotał z użyciem zwęglonych w gorącu sięgającym 100 Celsjuszów a nawet Fahrenheitów ust dzielny Perfista.

Z użyciem konia przyjechał na kraniec Niekończącego Się Oceanu by go przeprawić i przyjechać w śmiertelną gościnę do zalęgniętych po drugiej stronie orków. Niewolnicy, Perfista i jego koń tak strasznie mocno wiosłowali i bez żadnej przerwy że dojechali na drugą stronę w przeciągu kilku dni, bo tak bardzo się spieszyli na przygodę. Przeprawili ocean bez pomocy mostu bo był za długi.

– Tutaj jest już płytko! – krzyknął przenikliwie jeden z majtek gdy statek sunął już wzdłuż piachu, mając obok niezbyt głęboką wodę.

– Racja – powiedział ze spokojem w oczach Perfista, chociaż głęboko były one strasznie podniecone.

Nie planował gadać z orkami bo były bardzo złe i w żaden sposób nie mogły usprawiedliwić swojego nikczemnego istnienia. Wziął więc miecz i pobiegł tak szybko że nie zostawił na piachu który leżał na plaży przed oceanem nawet najmniejszego śladu po sobie. Tak jak mówili ludzie którzy podpowiadają w rządzeniu zamkiem, zobaczył ponad milion orków co było widać gołym okiem. Nie przestraszył ich się jednak bo wiedział, że to on jest głównym bohaterem.

Pozbawił głowy pierwszego orka, który próbował niezdarnie ostrzec resztę nieudanie krzycząc. Przypomniał sobie stare dobre czasy, jak to zerżnął trolla. Był tak podniecony, że wpadł w szał bitewny – ciął, szatkował, tłukł, chlastał, trzaskał, walił i zabijał zbierając przy tym żniwa. Żaden ork nie mógł nawet podejść do niego na odległość kilkunastu łokci morskich. Nagle jeden z orków który był już niemal przecięty na kilka części krzyknął:

– Zabiję Cię obcy Królu który naruszyłeś naszą granicę, uratuję mój lud orków i później przypłyniemy do was i zabierzemy wam wasze ziemie i zamek! – Gdy to powiedział, wziął niesamowicie zakrwawiony topór swojego aktualnie bezgłowego kompana i cisnął w stronę nieustraszonego jak zwykle dzielnego Perfisty.

Ten złapał owy topór za część zrobioną z drzewa i złamał. Zrobił to z szaleńczym śmiechem na broczących nie swoją krwią ustach. Orki w końcu okrążyli go dookoła i byli z terminowani żeby go dopaść. Atak na Perfistę był bardzo silny. Żelazny hełm spadł mu z twarzy, potłukł się, po czym podniósł miecz. Zdenerwował się na tyle, że na pewno zostanie pomszczony. I tak się stało. Dalej zabijał jeszcze lepiej i efektywniej, a co za tym idzie efektowniej. Zanim ostatni kawałek słońca wpadł do horyzontu Niekończącego Się Oceanu, w całej wiosce były już tylko trupy, które już nie żyły, oprócz Perfisty. Otarł gęsty i gorący pot z czoła jak smoła i wrócił do statku gdzie czekali na niego majtki niewolnicy i koń. Wszyscy oni pogratulowali mu kolejnego uratowania świata, szykując już pływający w beczkach rum.

Koniec

Komentarze

 

Dobre, zabawne, bezpretensjonalne. Parsknąłem parę razy, np. przy “zerżnął trolla“. W przedostatnim zdaniu, aż się prosi "gorący pot z czoła jak smoła“ i “majtki niewolnicy“…

Czy to jest sygnaturka?

Dzięki! Przedostatnie zdanie już zmienione – tak jest o wiele lepiej. Sam nie wiem jak mogłem na to nie wpaść. Masz więc swój udział w tekście, kchrobaku ;-)

Rozmach wziąłeś wielce zamaszysty, żeby z nim opisać poczynania dzielnego Perfisty. I udało się Ci nad podziw ogromny ująć całe zdarzenie w słowach oszczędnych lecz dosadnych, prostych ale nie oszczędzających szczegółów i innych osobliwości. Bo wiadomo, jak się jedzie za granicę płynąc morzem, to przecież różne przygody mogą się poprzydarzać, na ten przykład choćby i choroba morska, choć Perfiście chyba akurat się nie przydarzyło nic z tych rzeczy, bo jego przeznaczeniem było dotrzeć na miejsce w całości i dopiero tam dać pokaz dzielności i wyciachać orków w pień i to uczynił, jakby na to nie patrzeć, albo i nawet przeczytać!

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo sympatyczna grafomania. Majtki niewolnicy rzondzom. :-)

Babska logika rządzi!

Dzięki za przeczytanie i komentarze. Z tymi majtkami niewolnicy to pomógł trochę kolega kchrobal, bo w pierwotnej wersji brzmiało to trochę gorzej ;-) Ale mniejsza o to – jam owy autor i mnie jest dane zbierać Laurę! laugh

Rzeczywiście dzielny ten twój perwista skoro 1 000 000 mln orków postanowił pokonać. Ale to nie koniec jego głębokiej charakterystyki osobowości, bo jest jeszcze królem. Takie postacie to skarb w literaturze.

Nowa Fantastyka