- Opowiadanie: Marianna - Woda musi płynąć

Woda musi płynąć

Porywam się z motyką na Słońce – fanom sagi zapewne ten tekst do gustu nie przypadnie. Fanom innych sag zapewne również nie.

Wszelkie podobieństwa i różnice z tekstem Finkli są czysto przypadkowe. ;)

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

Finkla, AdamKB, Unfall

Oceny

Woda musi płynąć

„Latająca ryba, uważana za slavemeński przysmak,

najlepiej smakuje z dipem czosnkowym.

Niestety, często intensywnie pachnie mułem.

Niweluje go kilkugodzinne moczenie jej w wodzie…”

1001 przepisów na każdy dzień na Irrakis”

pióra księżnej Iguany

 

 

 

– Nadszedł czas, wielebny ojcze? – spytał, a starzec o siwych, krzaczastych brwiach i pokrytych bielmem oczach w odpowiedzi lekko skinął głową.

Wilhelm z Giedi Prime nie zadał kolejnego pytania, nie pozwolił sobie również na okazanie smutku, który rozdzierał mu duszę. Oto kolejny z jego wychowanków miał wkroczyć na śmiertelnie niebezpieczny szlak służby zakonowi. Bardziej martwiło go to, że nowicjusz wcześniej poddany zostanie próbie, z której niewielu wychodziło żywych.

– Gotów chłopak jest? – pytanie starca zasiało w sercu zakonnika ziarno przekory.

A gdyby tak odrzec, że edukacja Petera nie dobiegła końca? Szybko porzucił ten pomysł. Wielebny Gajusz Chondrus Crispus, Ten-Który-Poznał-Wszystkie-Zbrodnie-Przodków, niechybnie wyczułby fałsz w jego słowach.

– W istocie jakże jest, synu mój? – Ponaglenie ślepca zmroziło Wilhelma skuteczniej, niż górski wiatr, hulający po krużgankach opactwa Bene Dyktynów.

– Gotów – odpowiedział i skinął na czekającego nieopodal nowicjusza.

Chłopak o delikatnych, niemal dziewczęcych rysach twarzy i oczach tak błękitnych, jak niebo ponad klasztorem, podszedł pośpiesznie i z atencją powiódł starca śladem opiekuna ku ogrodom zgromadzenia.

Zatrzymali się nad stawem; Wilhelm natychmiast przywołał pracujące na grządkach sługi. Niewolnicy związali Petera i korzystając ze starego, drewnianego żurawia, opuścili go na powierzchnię stawu.

– To wody próba, synu mój – zagrzmiał Gajusz, wlepiwszy w nowicjusza niewidzące oczy. – Jedynej wzywaj imienia! Oby łaskawością cię obdarzyła! W imię Jej – zwrócił się do sług – odstąpcie!

Pobladłe ze strachu wargi młodego człowieka posłusznie zaczęły powtarzać słowa, których w dzieciństwie nauczył go Wilhelm:

Przybądź, Jedyna.

Przyjdź, Wyczekiwana.

Tyś moją siłą, pieśnią i pragnieniem…”

Cienki habit Petera nasiąkł wodą i chłopak zaczął tonąć. Gdy zniknął pod powierzchnią stawu, Wilhelm bez zwłoki podjął modlitwę, przerwaną przez wychowanka:

…zetrzyj w pył hufce moich wrogów.

Uczyń ze mnie swe narzędzie,

posiądź me słabe ciało,

oswobodź zniewolonego ducha….”

Mijały minuty, zakonnik coraz bardziej beznamiętnie powtarzał koronkę do łaskawej Śmierci. Dawno upłynął czas, który zwykły człowiek mógłby wytrzymać w zanurzeniu. Naraz Gajusz dał znak wychudzoną dłonią, słudzy natychmiast dopadli żurawia. Staw wypluł ciało Petera, a powietrze przeszyły słowa nowicjusza, wypowiadane silnym, pozbawionym bojaźni głosem:

i uczyń mnie nieśmiertelnym!”

Serce Wilhelma zadrżało z radości. Peter Tetyda, owoc hodowli genetycznych prowadzonych od tysięcy lat przez zakon, mógł stanąć twarzą w twarz z przeznaczeniem.

 

***

 

– Ile już miałeś lotów, braciszku?

Wiatropływ z trudem pokonywał gęstą atmosferę Irrakis. Wstrząsy statku miotanego potężnymi turbulencjami przybierały na sile, a wicher tłumił dobiegający z kokpitu gardłowy rechot pilota.

– Trzydzieści osiem… – Blady Peter z trudem przełknął ślinę. – …we wspomnieniach przodków.

– A ile w akcji?

– Dwa – przyznał Tetyda. – Wliczając ten.

– I ten będzie twoim ostatnim. – Przemytnik, zajmujący fotel obok położył ciężkie łapsko na kolanie chłopaka i roześmiał się również.

Ludzie, wynajęci przez Gajusza Chondrusa Crispusa, by dyskretnie dostarczyć nowicjusza na jedyną wyspę, wznoszącą się nad wszechoceanem Irrakis, szybko okazali się najemnikami Imperium. Wydawało się, że zakuty w kajdany Peter ze spokojem znosił wszelkie upokorzenia; tak naprawdę, czekał tylko na dogodny moment, by użyć swych dziewczęcych wdzięków. Odwrócił głowę, by spojrzeć roześmianemu zdrajcy prosto w oczy, oblizał lubieżnie wargi, westchnął zmysłowo i wysłał mentalny przekaz: „Mogę być tylko twój… Ale twój towarzysz na to nie pozwoli… Nie zamierza się mną dzielić… Zamyśla, jak się ciebie pozbyć… Zabij go!”

Na tępej gębie opryszka odmalowało się najpierw pożądanie, potem niepokój, zawiść i wreszcie gniew. Nieświadomy manipulacji kobietopca, wyniku krzyżówek genetycznych najbardziej zniewieściałych mężczyzn z najbardziej eterycznymi kobietami we wszechświecie, zapomniał o celu misji i przysiędze, złożonej imperatorowi. „Rozkuj mnie”, słyszał w myślach namiętny głos Petera.

Uległ mu. Uwolnione z okowów dłonie Tetydy powędrowały ku jego zarośniętej twarzy, i poczęły gładzić spoconą, parchatą skórę. Naraz zastygły; głos w głowie opryszka ucichł, by nagle rozbrzmieć ze zdwojoną mocą, przechodząc w dziki wrzask. W wycie, rozsadzające czaszkę od wewnątrz.

Szalejąca nawałnica uczyniła pilota głuchym na huk eksplodującej głowy towarzysza, nie pozwoliła mu również usłyszeć kroków Petera. Dopiero odblask sztyletu w szybie i chłód ostrza na gardle zwrócił jego uwagę.

– I co teraz? – wyjąkał. – Zabijesz mnie? Kto będzie pilotował?

– To nie twój problem – zaświergotał Tetyda, rozważając, czemu szeregowi słudzy ciemnej strony mocy zawsze chadzają bez włączonych osłon, po czym przejął stery z rąk martwego pilota i rzucił w eter: – Smocze gniazdo, tu pisklę. Smocze gniazdo, tu pisklę. Odbiór!

Odpowiedział mu nieludzki, niemal demoniczny ryk.

 

***

 

Świtało. Tego poranka nad horyzont wychynęły wszystkie cztery słońca Irrakis, za iglicami wież pałacu imperatora schowały się wszystkie cztery księżyce, a na plażę z podziemi wyległ cały lud Slavemenów. Podziwiał niecodzienne widowisko – przecudnej urody chłopca, dosiadającego węża morskiego. Potężny, krnąbrny gad, posłuszny niczym dobrze ułożony rumak, wykonywał każde polecenie młodzieńca, nawet to, o którym ów nie zdążył jeszcze pomyśleć.

Czeer-Wiec! Czeer-Wiec! – zaczęli skandować zgromadzeni, unosząc ramiona w religijnej ekstazie.

Zwabiony ich okrzykami wąż wypełzł na plażę. Peter zwinnie zsunął się z jego grzbietu i stanął przed przejętą starszyzną. Trzej mędrcy pokłonili się nisko i złożyli dary u jego stóp.

– Jakież jest twoje imię, o boski? – spytał Ten-Z-Prawej.

Tetyda frasobliwie podrapał się w głowę, zdziwiony, że dzikus przemawia w jego języku.

– Jak po waszemu będzie ta latająca ryba, która tak śmiesznie wyskakuje ponad wodę?

Muł(at)dip! – odrzekł Ten-Z-Lewej.

– No, to właśnie tak się nazywam – oznajmił Peter.

Cały lud padł przed nim na kolana i złożył mu pokłon.

 

***

 

Nie minął miesiąc, a Muł(at)dipa okrzyknięto Wielkim Mahdim, mesjaszem, którego Slavemeni oczekiwali od tysiącleci. Nauczył ich kiełznać i dosiadać czerwce, sprawił, że ten lubujący się w księgach, poezji i muzyce lud przestał kryć się po jaskiniach przed rozlazłymi i przekupnymi rycerzami Imperium, a z koronką do łaskawej Śmierci na ustach począł siać na Irrakis spustoszenie, gwałcić, palić i mordować.

Gdy zastępy morskich węży obróciły w pył potężną flotę imperatora i niepodzielnie zapanowały nad wszechoceanem, nadszedł czas na samego władcę. Hufce straszliwych gadów otoczyły jedyną wyspę na Irrakis, potępieńczym rykiem skruszyły mury pałacu Saddama MMCX. Bijąc w wodę gargantuicznymi ogonami, zatopiły miasto. Satrapa wraz z dworem skrył się w położonym na wzgórzu amfiteatrze; tam dosięgli ich fed(lajk!)ini Muł(at)dipa. Oszczędzili jedynie samego Saddama i jego przybranego syna, Fayeda al Reshkę.

Zgodnie z zasadami zakonu Bene Dyktynów, o panowaniu nad wszechświatem miał zadecydować sąd boży. Peter Tetyda stanął naprzeciw Fayeda na arenie, na której zwykle potykali się gladiatorzy. Nagi, wzbudzający zachwyt wszystkich mężczyzn, śliczny kobietopiec miał zmierzyć się ze skrywającym pierś pod złotą zbroją mięśniakiem, przyprawiającym o zawrót głowy wszystkie kobiety.

Od razu przypadli sobie do gustu.

Fayed wypuścił z ręki miecz. Drżącymi z chuci paluchami zerwał z siebie napierśnik, odrzucił precz hełm z pióropuszem i tunikę. Przeciwnicy rzucili się na siebie jak głodne zwierzęta; gładki, jasny tors Petera przywarł do owłosionego, rubensowskiego ciała imperatorskiego syna. Wojownicy, zakonnicy i miliardy telewidzów w całym wszechświecie zaniemówili z wrażenia, poznali oto najtajniejszy sekret cesarstwa. Dantejskie sceny, rozgrywające się w imperialnym amfiteatrze na zawsze zmieniły ich postrzeganie miłości. Fayed okazał się bowiem Fayedą, chłopcobietą, efektem tysięcy krzyżówek najmniej kobiecych kobiet z najbardziej tryskającymi testosteronem mężczyznami.

Gajusz Chondrus Crispus na dalekim Calazonie zatarł ręce z radości. Miał nadzieję, że z owego związku narodzi się Einsatz Haderach, na którego czeka cały wszechświat. Wilhelm z Giedi Prime zatarł dłonie również. Wiedział, że Bene Dyktyni pomylili się w obliczeniach i z tego związku żaden Einsatz Haderach się nie narodzi.

 

***

 

Dziewięć miesięcy później, na dworze nowego imperatora przyszła na świat Azalia Dziwaczna, Ta-Która-Przenika-Myślą-Czas-i-Przestrzeń, albo Ta-Która-Słyszy-Głosy, córka Petera Tetydy i Fayedy al Reshki, prorokini i widząca w głąb, wstecz, w przód i na boki. Zakonnicy natychmiast otoczyli opieką najmądrzejsze dziecko wszechświata, czytając nad kołyską święte księgi i wznosząc modły. Z niecierpliwością czekano na pierwsze słowo Azalii, które miało okazać się przepowiednią, określającą dalsze losy kosmosu. Gdy wreszcie nadszedł ten moment, serca miliardów poddanych zamarły w przestrachu, a tryliony oczu, śledzące na ekranach każdy grymas dziecięcia, nabrzmiały od łez.

Wreszcie Azalia rozchyliła wargi.

– Hep! – Dobiegło z ust imperialnej córki.

Wyrok zapadł. Wszechświat czekał nieuchronny kolaps.

Koniec

Komentarze

Byłem tu. AdamKB.

No. Nieźle poszalałaś z imionami – Muł(at)dip miodny. Ładnie przetransformowałaś ważne sceny z oryginału. Ogólnie bardzo przyjemna lektura. :-)

Tylko nie widzę związku między tytułem a tekstem. Znaczy, nawiązania do oryginału oczywiste, ale do tego, co Ty napisałaś – nie bardzo.

Babska logika rządzi!

Bene Dyktyni

Slavemani

Cudowne! Uśmiałem się ;)

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Adamie,

fajnie, że byłeś. Chociaż, z drugiej strony, nie wiem, czy to dobrze ;)

 

Finklo,

tytuł ten wiąże się z kompletnym brakiem pomysłu na tytuł. Chociaż, w szerszej perspektywie, można by powiązać go z mnogością tomów sagi, z których nie wierzę, by wszystkie trzymały poziom jedynki. Ja sama czytałam tylko dwie pierwsze części – może kiedyś nadrobię. Na emeryturze :)

 

Kwisatz,

miło jest ucieszyć fana sagi ;)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Dobrze, że byłem. Dla mnie dobrze, bo najpierw rozbawiła mnie “straszna” scena ostatecznej próby, potem scena w wiatropływie, a zakończenie, tak bardzo od czapy, że aż doskonałe, zmusiło do ocierania łez najgłębszego żalu, że tak oto musi się, nieodwołalnie, skończyć świat. To jak miałem, mało co widząc przez te łzy, napisać cokolwiek dłuższego?

>><<<

w głąb, pozwolę sobie cichym szeptem zauważyć…

 

Kolejny tekst parodiujący Diunę upewnił mnie w przekonaniu, że w życiu po tę sagę nie sięgnę.

Acz szorcik całkiem… eee… całkiem.

Emelkali, Ty mnie przyprawiasz o ból głowy. :-) Jeszcze jedna specjalizacja? Nie za wiele masz talentów? :-) (AdamKB)

Emelkali, ranisz nasze pustynne serca…

Najlepiej pisałoby się wczoraj, a i to tylko dlatego, że jutra może nie być.

Kurczę, Emi, sięgnij. Warto.

Babska logika rządzi!

Czyżbym niechcący przyczyniła się do zmniejszenia czytelnictwa w Polsce? Niedobrze…

Chociaż, równie dobrze od książki może odstraszać film Lyncha. Do tej pory pamiętam moją konsternację z powodu latającego pod sufitem barona.

 

Adamie, bo to zakończenie to parodia “klasycznego happy endu” ;)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Chociaż nie znam oryginału, po chwili mniej więcej załapałem, z czego robione są jaja :) Całkiem fajne.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Przyznam, że nieszczególnie śledzę konkursowe teksty i także tym razem nie obiecywałem sobie zbyt wiele. 

A jednak podobało mi się. W dodatku jest tutaj spory kawał historii, choć tekst raczej krótki. Ma to też swoją słabszą stronę – fabuła pod koniec zaczyna nieprzyjemnie galopować, przypominając zimne, bezbarwne streszczenie.

 

Ale ogólne wrażenia na plus.

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Wicked,

fajnie, że nie znających oryginału tekst też bawi :)

 

Nazgulu,

bój się Boga… Diuna ma jakieś 600 stron, gdybym chciała parodiować ją całą, to bym do końca roku pisała :)

 

Dzięki za wizytę, panowie.

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Melduję, że przeczytałam :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Historia mnie ubawiła, przyznaję, że Diuny nie czytałam. Fragmenty filmu kojarzę z dzieciństwa, a wtedy mnie to trochę przerażało i kompletnie nie rozumiałam fabuły. Teraz już chyba wiem o co chodziło ;)

Fajnie napisane. leciałam przez tekst szybciutko, a streszczenie zakończenia bardzo mi pasowało, bo ja lubię krótko i konkretnie cheeky

Mam bardzo silną wolę. Robi ze mną co chce.

Pierwowzoru nie znam, więc nie mogę ocenić parodii. Ale mogę powiedzieć, że opowiadanie czytało się nieźle, bez najmniejszej przykrości, a nawet z pewnym rozbawieniem. ;-)

 

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Śniąca,

wielkie dzięki :)

 

KK,

przeczytaj, namawiam. Zobaczysz, że powyższe parodystyczne streszczenie to wielkie uproszczenie historii rozgrywającej się w złożonym wszechświecie, stworzonym przez genialnego pisarza.

 

Regulatorzy,

dzięki.

A byki i babole gdzie? Nie wierzę, że nie było ;)

 

 

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Nie zauważyłam, daję słowo.

Marianno, miej więcej wiary we własne możliwości. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wow ;)

 

Czy oznacza to, że Marianna może zatrudnić się gdzieś jako korektor? :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Marianna pewnie może wszystko, jeśli zechce. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Taaa…

Chociaż, jeszcze miesiąc temu nie przypuszczała, że może napisać “Diunę dla opornych”, więc coś w tym jest.

:)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sagę znam i zaczytywałam się będąc nastolatką. Przyznam się, że kiedy chciałam przeczytać Diunę po raz kolejny jakieś dwa lata temu, nie dałam rady. Ale seria ma w moim sercu specjalne miejsce, a Twoja parodia jest udana. Nie każdy element mi odpowiada, ale może to też wynikać z tego, że nie pamiętam wielu szczegółów z książki. Po prostu, dobrze się czytało :)

Deirdiu,

bo nie wszystkie elementy tego tekstu pochodzą z Diuny ;)

Wielkie dzięki za wizytę.

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Hihi, a się zrobiłam. Ale fakt, nie tylko, co nie zmienia faktu, że dzisiaj nie jestem w nastroju do wyłapywania motywów. Kto wie, może i drugi raz przeczytam, tak dla pewności ;)

Spokojnie,

w razie czego podpowiem ;)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Trochę za dużo powtórzeń wyrazów.  Sympatyczny tekst. 

Pozdrówka.

Przyjrzę się tym powtórzeniom, dzięki.

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

“– To wody próba, synu mój – zagrzmiał Gajusz, wlepiwszy w nowicjusza niewidzące oczy. – Jedynej wzywaj imienia! Oby łaskawością cię obdarzyła! W imię Jej – zwrócił się do sług – odstąpcie!

Pobladłe ze strachu wargi chłopaka posłusznie zaczęły powtarzać słowa, których w dzieciństwie nauczył go Wilhelm:

Przybądź, Jedyna.

Przyjdź, Wyczekiwana.

Tyś moją siłą, pieśnią i pragnieniem…”

Cienki habit Petera nasiąkł wodąchłopak zaczął tonąć. Gdy zniknął pod powierzchnią stawu, Wilhelm bez zwłoki podjął modlitwę, przerwaną przez wychowanka:

…zetrzyj w pył hufce moich wrogów.

Uczyń ze mnie swe narzędzie,

posiądź me słabe ciało,

oswobodź zniewolonego ducha….”

Mijały minuty, zakonnik coraz bardziej beznamiętnie powtarzał koronkę do łaskawej Śmierci. Dawno upłynął czas, który zwykły człowiek mógłby wytrzymać pod wodą. Naraz Gajusz dał znak wychudzoną dłonią, słudzy natychmiast dopadli żurawia. Staw wypluł ciało Petera, a powietrze przeszyły słowa chłopaka, wypowiadane silnym, pozbawionym bojaźni głosem:

i uczyń mnie nieśmiertelnym!”

Dalej też należałoby przejrzeć tekst. 

Pozdrówka.

Coś niecoś poprawiłam ;)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Cóż… Diuny nie czytałem, dlatego nie potrafię powiedzieć co tu właściwie było parodią, przyznaję jednak, że parę zabawnych momentów udało Ci się umieścić :)

Główny bohater jak dla mnie obleśny, niezbyt lubię takie krzyżówki, niemniej nie odmówię mu oryginalności. W sumie ciekawy zabieg z tym krzyżowaniem osobników o skrajnych cechach..

Szkoda tylko, że opowiadanie jest takie chaotyczne. To raczej zlepek scen z życia Petera, niż jednolity twór. Zapewne mam takie wrażenie przez brak znajomości powieści, poczytuję to jednak za minus :/

Poza tym nieźle. Biorąc pod uwagę objętość, nie żałuję czasu przeznaczonego na przeczytanie :)

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Generalnie parodią było wszystko ;)

Wielkie dzięki za wizytę :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Z Diuną jedyny kontakt miałam, gdy musiałam upchać wszystkie tomy na dwa razy za krótką półkę w empiku, więc pewnie wiele rzeczy w tekście mi umknęło :) Co za tym idzie, ogólnie nie powaliło, ale czytało się nieźle.

Wszystko gra, nie zakładałam, że ma powalać ;)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Tak dawno czytałam Diunę, że początkowo trudno było mi się zorientować, o co chodzi… na szczęście tylko początkowo :)

 

Miły, lekki, dobrze napisany tekst. Uśmiechnęłam się, szczególnie przy imionach i przy zakończeniu.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Piękne dzięki za wizytę :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Ja Diunę znam tylko z filmu, który – dodam – nie zrobił na mnie zbyt dobrego wrażenia, wobec czego nie umiem ocenić jakości parodii ; )

I po co to było?

Niestety, tak jak w przypadku opowiadania Finkli i tu niewiele zrozumiałam. Z pierwszej części nic. Z dalszych już zaczęła się jakaś opowieść wyłaniać, ale bez znajomości oryginału ciężko mi było się połapać, co jest parodiowane. I z tego chyba powodu tekst jest dla mnie bardziej absurdalny niż śmieszny.

Za to napisany bardzo ładnie, dzięki czemu nie mogę narzekać na lekturę. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Syf.,

parodia taka sobie, średnia na jeża ;)

 

Śniąca,

cieszę się, że lektura okazała się nie męcząca :)

 

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

spytał Ten-Z-Prawej.

Niby taki banał, a beczka śmiechu.

 

Urocza składnia w dialogach starca. Jako że nie czytałem wspomnianej sagi to skojarzyła mi się z Yodą. W ogóle podpasowałem sobie poszczególne fragmenty pod Gwiezdne Wojny, Wiedźmina,  a topienie w stawie skojarzyło mi się z nowelą Antek i sceną z piecem. Potem, kiedy zauważyłem, że to misz-masz, przestałem sobie cokolwiek dopasowywać, ciesząc się z żartów. Przyprawione grą słówek bawi, choć zapewne mniej, bez znajomości kontekstu.

Dobrze myślisz.

Jakbyś pogrzebał dostatecznie głęboko, to znalazłbyś jeszcze Imię Róży, Obcych i Szklaną pułapkę 2 :)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

No dobrze, chyba ten tekst był mniej czytelny od tego Finkli :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Szkoda, a tak się starałam. Buuu… Może następnym razem ;)

Wyślij tekst do Silmarisa! --> literatura[at]silmaris.pl

Nowa Fantastyka