- Opowiadanie: Hatmański - Grzech drugi - rozpusta

Grzech drugi - rozpusta

Oceny

Grzech drugi - rozpusta

Mieszkanie Artura, na przestrzeni lat, było świadkiem wielu różnorodnych sytuacji. Różnokolorowe ściany poszczególnych pokoi, gdyby zdolne były do artykułowanej mowy, lub jakiejkolwiek innej formy komunikacji, po zapadnięciu zmroku mogłyby godzinami opowiadać o zaobserwowanych perypetiach. Delikatnie oświetlone nieprzyjemnym, pomarańczowym blaskiem ulicznych latarni, szeptałyby w swoim własnym, wygładzonym tynkiem języku, snując opowieści o płomiennych romansach i dramatycznych kłótniach, dzikich studenckich imprezach i smutnych spotkaniach przerażonych przyszłością młodych mężczyzn. Wymieniając te historie, ściany zapewne uznałyby, że w ich obecności wydarzyło się już wszystko. Biorąc pod uwagę, że ich świat był tak mały, nie było to dalekie od prawdy. Tamtego dnia jednak, salon doświadczył sceny zupełnie nowej. Właściciel siedział po turecku na jednym końcu kanapy, a naprzeciwko, na drugim końcu, miejsce zajmował czarny kot. Wpatrzone w siebie postaci rozmawiały, jedna głosem ściszonym i wycofanym, jakby zza niewidzialnej bariery, mającej ją chronić, druga zaś odzywała się pewnie i zdecydowanie, ale przy tym dość łagodnie, jak zdenerwowany, ale wyrozumiały ojciec.

– Postaram się zapomnieć o twoim wybryku. Rozumiem, że jest to dla ciebie szok. – Powiedział kocur, przeciągając się. – Wracając jednak do tematu… Dlaczego to zrobiłeś? – Zapytał Ból, nie spuszczając z Artura przeszywającego wzroku.

– Sny robiły się coraz gorsze. Nie dałbym rady… – Młodzieniec przemawiał z trudem, jakby na krtani usiadł mu spasiony nastolatek, zwany wstydem. – Nie dałbym rady tam wracać wiedząc, co mnie czeka. Ta krew, te obrazy, wspomnienia… Przede wszystkim wspomnienia. To wszystko strasznie bolesne. Oszalałbym.

– Uważasz się więc za osobę w pełnym zdrowiu umysłowym? – Zadrwił kocur, ponownie chichocząc. – Nie mów mi swoim o bólu. Wiem o nim wszystko. Wiem też, że nie boisz się bólu. Boisz się rzeczywistości, która cię otacza. Wszystko co widzisz, z każdym dniem coraz bardziej gnije, rozpada się, toczone ludzką gangreną. Patrzysz z obrzydzeniem na świat zainfekowany najniebezpieczniejszym wirusem, którym jest Homo sapiens. Boisz się, bo nie potrafisz temu zapobiec. Boisz się, bo masz wrażenie, że tylko ty to dostrzegasz, a nie chcesz potulnie maszerować w otchłań z tym potokiem ślepych idiotów. Mimo to, prąd cię porywa. – Ból przerwał tyradę, aby pozwolić Arturowi na przyznanie przed samym sobą, że kot miał absolutną i niezaprzeczalną rację. Młodzieńca znów napadły mdłości, a usta wypełnił smak żółci. – Z tego też powodu, jesteś głupi. Kompletnie durny. Jak wyrzuciłeś te tabletki myślałem, że ci twarz rozszarpię, kiedy tu wejdziesz. Naprawdę. Masz ucieczkę. Masz lepszy świat. Lepszy. Świat. To twój mózg. Możesz w nim robić co chcesz. Wszystko! Taki potencjał… – Ton głosu kota, z niemal dostojnego, zaczął się zmieniać w maniakalny. Słowa wylewały się z jego pyska obsesyjnie wylewanym potokiem. Ból produkował się, nakręcając coraz bardziej, ale Artur na moment odpłynął myślami kilkanaście minut wstecz. Z jakiegoś powodu widział niedawno minione sceny z perspektywy osoby trzeciej, obserwując siebie samego, zrywającego się z klęczek w szoku. Patrzył na zdezorientowanego osobnika, który przypominał dziecko, któremu rodzice oznajmili, że Święty Mikołaj nie jest prawdziwy. Podążył za swoją rozedrganą sylwetką na balkon, z lekkim zażenowaniem przyglądając się swoim drżącym rękom, nieudolnie starającym się zapalić papierosa, chwiejącego się pomiędzy suchymi wargami. Kot również towarzyszył młodzieńcowi, wskoczywszy na wąską balustradę. Artur nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego postanowił zrzucić stworzenie z czwartego piętra. Prawdopodobnie jego spanikowany umysł uznał to rozwiązanie za najbardziej rozsądne, w obliczu zwierzęcia przemawiającego do niego wielokrotnie złożonymi zdaniami. Niestety, zanim zdążył wychylić się za barierkę balkonu, aby obejrzeć efekty dokonanej zbrodni, Ból siedział już na parapecie za jego plecami, prosząc uprzejmie, a jednocześnie dobitnie, aby więcej nie próbował tak brutalnych rozwiązań wobec zaistniałej sytuacji. Chłopak spojrzał na papierosa, który wypadł mu z ust. Żar uderzył o płytki balkonu, rozpryskując się milionem iskier, które rozjarzyły się czerwono, jak przed chwilą jego nadzieja, że jednak śni i podobnie jak ona, zgasły momentalnie.

Artur błąkał się niespokojnie po pomieszczeniach mieszkania, próbując opanować równie rozbiegane myśli w jego głowie. Ból przechadzał się za nim leniwie, przyglądając się ciekawie i z pewnym rozbawieniem, malującym się na czarnym pyszczku. Chłopak wodził na wpół ślepym wzrokiem po nienaruszonych miskach z jedzeniem dla kota. Nieświadomie dostrzegał brak zadrapań na meblach i firankach. W końcu uświadomił sobie, że zapomniał wyposażyć dom w kuwetę, a mimo tego, nigdzie nie było śladu zabrudzeń. Student zatrzymał swój pijany pochód w salonie i opadł ciężko na sofę. Oszalał. W końcu stracił zmysły, a jego umęczony mózg poddał się halucynacjom. Nie było innego wytłumaczenia i nie było sensu się oszukiwać. Ból wskoczył na siedzenie i z gracją usiadł obok młodzieńca, wlepiając w niego żółte ślepia.

– Odpocznij. Powinieneś się przespać. Przydałyby ci się tabletki…

Wypowiedź kota przerwał odgłos SMS-a. Artur wziął do ręki telefon. Na ekranie wyświetliło się krótkie „Hej, co u Ciebie?”, a nad wiadomością imię „Asia”. Młody mężczyzna poznał tę dziewczynę na imprezie w akademiku. W zasadzie nie była to szczególnie interesująca zabawa, jednak następnego dnia kobieta zaczęła do niego pisać. Nie pamiętał, kiedy podał jej swój numer. Artur bardzo szczątkowo pamiętał wygląd Asi. Kojarzył ciemne włosy i figlarne oczy, wpatrzone w jego twarz, ale niewiele więcej. Reszta zlewała się z wieloma innymi dziewczynami, z którymi tańczył tamtej nocy, zamazywała się i rozpuszczała w alkoholu oraz błyszczących światłach stroboskopu. Nawiązana przez nich wirtualna rozmowa bardzo szybko przyjęła postać flirtu. Student przypomniał sobie, że po kilku dniach tej mocno dwuznacznej wymiany zdań, zawładnęły nim wspomnienia o Niej i związane z tym wyrzuty sumienia. Postanowił wtedy urwać kontakt z entuzjastycznie nastawioną dziewczyną. Asia skutecznie ukryła swoje zdziwienie pomieszane z rozczarowaniem, pod wiarygodnym płaszczem zrozumienia. Nie zamienili słowa od tamtej pory. Do dzisiaj.

– Naprawdę powinieneś odpocząć. – Powtórzył Ból. – Dobrze ci to zrobi.

– Odpocząć… – Rzucił gdzieś w przestrzeń Artur, po czym wystukał w polu tekstowym telefonu kilka słów i przez chwilę wpatrywał się w ekran. Po kolejnym dźwięku powiadomienia, chłopak energicznie wstał z kanapy i poszedł do łazienki. Ból przekrzywił puchaty łepek i przeciągnął się.

– Nieładnie tak ignorować swojego rozmówcę. – Powiedział lekko zirytowany kot. Jedyną odpowiedzią był szum wody w kranie. – Powinniśmy chyba porozmawiać o całej tej sprawie, nie uważasz? – Nalegał zwierzak. W tym momencie młodzieniec otworzył drzwi, nagi od pasa w górę i pachnący wanilią oraz tytoniem. Zupełnie nie zwracając uwagi na Ból, podszedł do szafy i zaczął szperać w stosach poskładanych równo ubrań. – Wybierasz się gdzieś? – Zapytał nieco głośniej kocur. – Hej! Słuchasz mnie? – Milczący Artur otworzył drugie skrzydło szafy i zdjął z wieszaka czerwoną koszulę w kratę. W dalszym ciągu nie zwracając uwagi na prychające zwierzę, powoli i dokładnie podwinął rękawy ubrania i założył je na siebie, z namaszczeniem zapinając kolejne guziki. – Dokąd idziemy? – Drążył nieco przyjemniejszym głosem Ból. Młody mężczyzna również to pytanie pozostawił bez odpowiedzi. Przejrzał się w lustrze, poprawił kołnierzyk i zadowolony z efektu, założył trampki. Chwycił kurtkę i przekręcając klucz w zamku, jeszcze raz usłyszał za sobą kota. – Negowanie mojej obecności nie sprawi, że przestanę istnieć. – Powiedział zupełnie już spokojnie Ból. – Nie możesz wiecznie mnie ignorować.

– Mam zamiar cię zaskoczyć. – Wyszeptał Artur, po czym wyszedł z mieszkania.

Artur palił papierosa przed pubem, w którym umówił się z Asią. Słońce schodziło za dachy poszarzałych kamienic, jak stetryczały starzec, drżąc przy każdym pokonywanym stopniu dachów. Jego złotawy kolor powoli przechodził w niezdrowy pomarańcz, by w końcu skąpać się ledwie widocznym rąbkiem w głębokiej czerwieni. Zahipnotyzowany tym zwyczajnym, a jednocześnie dziwnie przygnębiającym widoku, młodzieniec powrócił myślami do gadającego futrzaka w jego mieszkaniu. Był zmęczony. Przeszłość wdzierała się do jego umysłu wszędobylskimi mackami, które modelowały jego teraźniejszość i przekształcały rzeczywistość do postaci tego depresyjnego szaleństwa. Student doszedł do wniosku, że czas z tym skończyć. Wyrzucił tabletki. Zrobił pierwszy krok. Musiał postawić kolejny i wiele następnych, zająć się czymś. Lub kimś. Zauroczona jego osobą dziewczyna wydawała się idealnym rozwiązaniem. Stukot obcasów na nierównych, betonowych płytach przyciągnął uwagę Artura. Chłopak wyrzucił peta, przydepnął go butem i uśmiechnął się. Asia, roześmiana szczerze, zmierzała w jego kierunku, ubrana w niezwykle dopasowaną, pistacjową sukienkę oraz krótką skórzaną kurtkę. Czarne szpilki podkreślały kształt jej zgrabnych nóg i dodawały wdzięku jej drobnym, acz zdecydowanym krokom.

– Cześć! – Powiedziała kobieta i ucałowała chłopaka w policzek, zostawiając na nim odcisk różowej szminki.

– Hej. – Odrzekł Artur, mimowolnie wciągając do nozdrzy zapach jej słodkich perfum. – Wchodzimy?

– No jasne! Podobno miałeś postawić mi piwo. – Rzuciła Asia i puściła studentowi oczko. Nie czekając na odpowiedź poszła w kierunku drzwi, kręcąc zalotnie opiętymi materiałem sukienki pośladkami.

W pubie nie było wiele osób. Pojedyncze stoliki, skąpane w przyjemnym półmroku, gościły podpitych studentów i mężczyzn w średnim wieku, pragnących choć odrobiny wytchnienia od kłótni w domu i zamętu w pracy. Z głośników sączyły się nie nachalnie znane utwory, głownie rockowe. Para znajomych podeszła do lady baru, spoglądając na listę trunków, rozpisaną kredą na czarnych tablicach. Młody kelner, odstawiwszy wycieraną przez siebie szklankę, uśmiechnął się do nich.

– Co dla was? – Zapytał.

– Piwo. – Powiedziała zdecydowanie Asia.

– Dwa piwa. – Skorygował Artur. Dopiero teraz przyjrzał się dziewczynie. Miała okrągłą twarz, otoczoną aureolą brązowych włosów, które spływając po ramionach, obejmowały również jej dekolt. Mały nos nad wąskimi ustami był leciutko zadarty. Ciemne oczy skierowały się w jego stronę, na moment rozpalając jakąś iskrę w swoich odmętach. Kobiety tej nie można było zaliczyć do tych o niewinnej, dziewczęcej urodzie, określanych zazwyczaj jako „śliczne”. Przymiotnik „piękna” również wydawał się mało adekwatny. Asia należała do grupy przedstawicielek płci żeńskiej, którą z braku lepszego sformułowania dla subtelnej i mało pociągającej urody, nazywano „uroczymi”. Z jakiegoś jednak powodu dobrze wiedział, co chciał z nią zrobić tamtego wieczoru. Być może były to dwa powody ściśnięte stanikiem, którego falbanki, pozornie przypadkiem, wyglądały zza rąbka sukni lub kolejne dwa, przykuwające jego uwagę, gdy podążał za znajomą do baru. Najprawdopodobniej była to ta osobliwa, kobieca magia – połączone zaklęcia wyzywającego stroju, delikatnego makijażu i afrodyzjaku perfum, tworzące trudny do odparcia urok skradającego się pożądania. – I dwie ruskie heroiny. – Dodał młodzieniec. Barman uśmiechnął się pod nosem, szykując szklanki i kieliszki.

– Ruskie heroiny? – Zapytała Asia, starając się zachować powagę lecz uśmiechając się kącikiem ust w cieniu ekscytacji.

– Absynt i kahlua. – Zaczął tłumaczyć Artur, przybierając ton wyrozumiałego mentora. – Likier zostaje na dnie, mocny alkohol unosi się wyżej. Jak już dostaniemy kieliszki, trzeba zamoczyć w nim palec wskazujący, potem wypić wszystko na raz i zaciągnąć się oparami z palca, jak papierosem. Spodoba ci się. – Dodał student, puszczając dziewczynie oczko.

– Ojej… Chcesz mnie upić? – Zapytała zalotnie kobieta, opierając się łokciem o ladę i krzyżując nogi w kostkach.

– Ja bym nigdy. – Odrzekł uśmiechnięty młodzieniec. – No to zdrowie. Do dna! – Zarządził, podsuwając Asi jej kieliszek.

– Na zdrowie. – Dodał barman, znając dobrze genezę powstania tego zielonego shota, podobnie jak wszystkich innych wymyślnych drinków. Pracując w swoim zawodzie dowiedział się bardzo szybko, że mężczyznom wystarcza wódka w odpowiednich ilościach. Kolorowe alkohole oraz ich mieszanki zostały stworzone, by łatwiej dostać się do kobiecej bielizny. Etiologia ta towarzyszy większości męskich wynalazków…

– Boże, jakie to jest pyszne! – Zawołała Asia, ocierając łzy i powstrzymując kaszel wywołany trzecią ruską heroiną.

– Mówiłem ci, że nie będziesz żałować tego wieczoru. – Rzucił Artur, czując każdy centymetr przełyku, pokonywanego przez palący płyn. – Mam jeszcze sporo takich ciekawostek do pokazania.

– Chcesz mi coś jeszcze pokazać? – Zapytała dziewczyna, trzepocząc rzęsami nad coraz bardziej mętnym wzrokiem.

– Oczywiście! Jest jeszcze palona pigwa, Jägerbomba, terminator… – Ciągnął młodzieniec, odbiegając od tematu i skłaniając towarzyszkę do gonienia go.

– Och, nie o tym mówię! – Zaśmiała się kobieta. Młody mężczyzna poczuł, jak Asia porusza niespokojnie nogami pod blatem stołu.

– No dobrze… Chcesz zobaczyć jeszcze jakiś ciekawy pub, albo… – Wymyślał Artur, patrząc kątem oka na usta dziewczyny, które chciała wykrzywić w grymasie lecz zdołała jedynie nerwowo je oblizać. – …jakieś miejsce?

– Mam na myśli jedno miejsce, które chciałabym zwiedzić.

– Jakie? Noc jeszcze młoda, zabiorę cię gdzieś. – Ucieszył się młodzieniec.

– Na pewno domyślasz się, o jaki kierunek mi chodzi. – Szepnęła kobieta, podpierając brodę jedną dłonią, drugą zaś wyciągając w kierunku ręki studenta. Nie uciekał przed jej dotykiem. Pozwolił jej gładkim palcom wędrować po jego własnych. Piwo i absynt nadały większej głębi oczom dziewczyny, pogłębiły jej dekolt i ograniczyły realia wypełniającego się pubu do siedzącej przed nim sylwetki. Czuł bijące od niej ciepło, widział swoje łóżko pod jej rozmarzonymi powiekami oraz siebie w nim. Widział ich razem w scenach z najbardziej kontrowersyjnych filmów pornograficznych, spoconych, zdyszanych i do reszty pochłoniętych eksploracją swoich młodych, wygłodniałych ciał. Chciał zaspokoić jej pragnienia, chciał… Chciał, żeby ktoś dzięki niemu poczuł się dobrze.

– Chyba będę musiał zakuć cię w kajdanki. – Odezwał się słodko.

– Myślisz, że jestem niebezpieczna?

– Nie wiem czy niebezpieczna, ale na pewno niegrzeczna.

– Och, ja jestem bardzo grzeczna! – Obruszyła się Asia. – Robię kanapki swojemu chłopakowi! – Roześmiała się.

– Chłopakowi? – Podpitym umysłem młodzieńca informacja ta nie dała rady wstrząsnąć. – Nic nie mówiłaś…

– Nie mówiłam, bo nie warto o tym wspominać. Wróćmy do tematu… – Zarządziła dziewczyna, nachylając się nad blatem stołu. Artur nie protestował. Skoro ona nie przejmowała się swoim partnerem, to dlaczego on miałby to robić? Sekretny romans nie mógł mu zaszkodzić. Właściwie to mógł, ale problemy związane z taką decyzją mogły jedynie odwrócić jego uwagę od innych problemów. Student zaczął zbliżać się do kobiety, centymetr po centymetrze. Ich usta zdążały ku sobie powoli i ostrożnie, ale zdecydowanie, jak wystraszone zwierzę, przełamujące instynkt samozachowawczy, by chwycić w spragnione pożywienia szczęki kawałek mięsa z ręki człowieka.

– Nazwałbym cię obrzydliwym hipokrytą… – Głos Bólu zadudnił w głowie Artura z taką mocą, że młodzieniec prawie podskoczył na krześle. – Wydaje mi się jednak, że wiem co planujesz. – Chłopak otworzył oczy. Czarny kot siedział na stole wśród pustych kieliszków i szklanek, dokładnie pomiędzy nim, a Asią. Zwierzę przyglądało się dziewczynie, machając nerwowo długim ogonem. – Zdrada. Dużo kiedyś o tym myślałeś, prawda? Zdrada, niewierność, brak oddania. Lekceważenie cudzych uczuć i oddawanie się swoim instynktom, pod wpływem pierwotnego egoizmu. Te prymitywne części ludzkiego mózgu w dalszym ciągu przeważają nad wyższymi ewolucyjnie elementami. Niesamowite… I do reszty tragiczne. To właśnie sprawia, że ten świat jest tak zepsuty. To sprawia, że jesteś nieszczęśliwy. – Stwierdził Ból, odwracając na Artura wzrok. Młodzieniec rozejrzał się wokół. Cały pub wydawał się zostać zalany jakimś żelem lub zatopiony w parafinie, jak preparat histopatologiczny. Barman z tacą pełną naczyń poruszał się w zwolnionym tempie, jak na tanim filmie akcji. Piwo lało się z kranu leniwym strumieniem, jego złociste krople zdawały się w ogóle nie przemieszczać. Asia zastygła, gotowa do pocałunku, kilka centymetrów od twarzy młodzieńca. Zdezorientowany student powrócił oczami do kocura. – Nie patrz tak na mnie. Ty również się nią brzydzisz. Jest idealnym przykładem bakterii infekującej społeczeństwo. Wiesz, co chcesz zrobić. Wiedziałeś to od momentu, w którym tu weszliście. Widzę to w twoich oczach… – Uśmiechnął się Ból, tym straszliwym, nienaturalnie szerokim uśmiechem. – Widzę to dokładnie. Jak romantycznie idziecie za rękę do twojego mieszkania. Jak chichoczecie i całujecie się szepcząc, co sobie nawzajem zrobicie, kiedy przestaną was ograniczać te przeklęte ubrania. Och… Widzę jak przechodzicie koło ciemnych bram. Pełno ich w Łodzi. Cały czas się słyszy o napadach, zwłaszcza na młode kobiety. Prawie czuję jak chwytasz ten nóż… – Artur kompletnie bezwiednie powędrował dłonią do kieszeni kurtki. Jego palce natrafiły na zimny, twardy kształt. Nóż motylkowy. Nagle młodzieniec bardzo wyraźnie przypomniał sobie jak nabył go w jakimś niewytłumaczalnym przypływie zakupoholizmu. Niewytłumaczalnym? Może podświadomie dobrze wiedział, po co go kupuje. Być może właśnie dla tej chwili… – Wiesz, że ma chłopaka. Nikomu nie powiedziała, że idzie się z tobą spotkać. Skłamała, że wychodzi z koleżankami lub wymyśliła inne głupstwo. Nikt cię nie będzie podejrzewał. Możesz ze stoickim spokojem przyprzeć ją do chłodnego muru, wpleść palce w jej pachnące włosy. One tak cudownie pachną… Pocałować jej szyję, nasycić się jej smakiem… I wbić nóż. Głęboko, do tchawicy, żeby nie mogła krzyczeć. Wbić po drugiej stronie szyi, żeby nie ochlapała cię krew z rozciętej tętnicy. Potem możesz ułożyć jej ziębnące ciało na ziemi, zabrać cenne rzeczy z torebki, żeby wyrzucić je gdzieś albo spalić i pójść do domu. – Ból opowiadał, jakby już widział tę sytuację. Jego wzrok był nieobecny, owładnięty rozkoszą i ekstatycznym upojeniem. – Wiem, że tego chcesz. Pragniesz tego. Pragniesz ją…

– Zabić. – Wyszeptał Artur.

– Co powiedziałeś? – Zapytała Asia, lekko zdezorientowana i odrobinę poirytowana brakiem dotyku na jej wilgotnych ustach.

– Przepraszam, ja… Muszę iść do toalety. – Wydusił z siebie młodzieniec, wstając z krzesła.

– Iść z tobą? – Zapytała nadal pełna nadziei dziewczyna.

– Nie, zaraz wracam. – Uśmiechnął się krzywo student, po czym zabrał kurtkę i poszedł w kierunku męskiej łazienki. W połowie drogi, kiedy wyszedł z pola widzenia towarzyszki, zmienił kierunek i wybiegł z pubu prosto w objęcia, czarnej jak futro pewnego psychopatycznego kota, nocy.

Koniec

Komentarze

Mam wrażenie, że ten tekst jest chyba kontynuacją Heide, części powieści, która, o ile mnie pamięć nie zawodzi, raczej nie przypadła mi do gustu. A ponieważ od tamtej lektury minęły dwa miesiące, nie potrafię dostrzec związku z niniejszym fragmentem, wypełnionym rozmową z kotem i piciem z dziewczyną.

Wykonanie, co zauważam z prawdziwą przykrością, jest tak złe, że wręcz zniechęca do lektury. By nie być gołosłowną, niżej wypisałam niektóre błędy i usterki. Mam nadzieję, Hatmański, że pomogą Ci w pracy nad poprawą warsztatu.

 

ich świat był tak mały, nie było to da­le­kie od praw­dy. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

– Po­sta­ram się za­po­mnieć o twoim wy­bry­ku. Ro­zu­miem, że jest to dla cie­bie szok.Po­wie­dział kocur, prze­cią­ga­jąc się. – Wra­ca­jąc jed­nak do te­ma­tu… Dla­cze­go to zro­bi­łeś? – Za­py­tał Ból, nie spusz­cza­jąc z Ar­tu­ra prze­szy­wa­ją­ce­go wzro­ku. –> – Po­sta­ram się za­po­mnieć o twoim wy­bry­ku. Ro­zu­miem, że jest to dla cie­bie szok – po­wie­dział kocur, prze­cią­ga­jąc się. – Wra­ca­jąc jed­nak do te­ma­tu… Dla­cze­go to zro­bi­łeś? – za­py­tał Ból, nie spusz­cza­jąc z Ar­tu­ra prze­szy­wa­ją­ce­go wzro­ku.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

jakby na krta­ni usiadł mu spa­sio­ny na­sto­la­tek, zwany wsty­dem. –> Krtań jest narządem wewnętrznym, więc raczej: …jakby w krta­ni usiadł mu spa­sio­ny na­sto­la­tek, zwany wsty­dem.

 

naj­nie­bez­piecz­niej­szym wi­ru­sem, któ­rym jest Homo sa­piens. –> …naj­nie­bez­piecz­niej­szym wi­ru­sem, któ­rym jest Homo sa­piens.

 

Słowa wy­le­wa­ły się z jego pyska ob­se­syj­nie wy­le­wa­nym po­to­kiem. –> Brzmi to fatalnie.

 

Artur błą­kał się nie­spo­koj­nie po po­miesz­cze­niach miesz­ka­nia, pró­bu­jąc opa­no­wać rów­nie roz­bie­ga­ne myśli w jego gło­wie. –> …roz­bie­ga­ne myśli w swojej gło­wie.

 

Stu­dent za­trzy­mał swój pi­ja­ny po­chód w sa­lo­nie… –> Raczej: Stu­dent za­trzy­mał swój pi­ja­ny ob­chód w sa­lo­nie

Pochód to wiele osób, a student jest jeden.

 

Zu­peł­nie nie zwra­ca­jąc uwagi na Ból… –> Imię kota odmienia się, więc: Zu­peł­nie nie zwra­ca­jąc uwagi na Bóla

 

Za­hip­no­ty­zo­wa­ny tym zwy­czaj­nym, a jed­no­cze­śnie dziw­nie przy­gnę­bia­ją­cym wi­do­ku, mło­dzie­niec po­wró­cił my­śla­mi do ga­da­ją­ce­go fu­trza­ka w jego miesz­ka­niu. –> Ze zdania wynika, że mieszkanie należało do kota. ;)

Za­hip­no­ty­zo­wa­ny tym zwy­czaj­nym, a jed­no­cze­śnie dziw­nie przy­gnę­bia­ją­cym wi­do­kiem, mło­dzie­niec po­wró­cił my­śla­mi do ga­da­ją­ce­go fu­trza­ka w swoim miesz­ka­niu.

 

– No jasne! Po­dob­no mia­łeś po­sta­wić mi piwo.Rzu­ci­ła Asia i pu­ści­ła stu­den­to­wi oczko. –> – No jasne! Po­dob­no mia­łeś po­sta­wić mi piwo – rzu­ci­ła Asia i pu­ści­ła oczko do stu­den­ta.

Oczko puszcza się nie komuś, a do kogoś.

 

Być może były to dwa po­wo­dy ści­śnię­te sta­ni­kiem, któ­re­go fal­ban­ki, po­zor­nie przy­pad­kiem, wy­glą­da­ły zza rąbka sukni… –> Rąbek sukni, to jej dolny brzeg, o czym mówi przysłowie o złej baletnicy, której przeszkadza rąbek spódnicy. Nie wydaje mi się aby stanik ściskający piersi Asi wyglądał spod brzegu spódnicy sukienki. ;)

Proponuję: …wy­glą­da­ły z dekoltu sukni

 

Jak już do­sta­nie­my kie­lisz­ki, trze­ba za­mo­czyć w nim palec wska­zu­ją­cy… –> Piszesz o kieliszkach, więc: Jak już do­sta­nie­my kie­lisz­ki, trze­ba za­mo­czyć w nich palce wska­zu­ją­ce… Lub, zwracając się do dziewczyny: Gdy już do­sta­nie­sz kie­lisz­ek, musisz za­mo­czyć w nim palec wska­zu­ją­cy

 

Dodał stu­dent, pusz­cza­jąc dziew­czy­nie oczko. –> Dodał stu­dent, pusz­cza­jąc oczko do dziew­czy­ny.

 

Po­zwo­lił jej gład­kim pal­com wę­dro­wać po jego wła­snych. –> Po­zwo­lił jej gład­kim pal­com wę­dro­wać po swoich/ własnych.

 

Piwo i ab­synt nada­ły więk­szej głębi oczom dziew­czy­ny, po­głę­bi­ły jej de­kolt… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

wi­dział swoje łóżko pod jej roz­ma­rzo­ny­mi po­wie­ka­mi… –> Na czym polega rozmarzenie powiek?

Jak można widzieć własne łóżko pod cudzymi powiekami?

 

– Co po­wie­dzia­łeś? – Za­py­ta­ła Asia, lekko zdez­o­rien­to­wa­na i odro­bi­nę po­iry­to­wa­na bra­kiem do­ty­ku na jej wil­got­nych ustach. –> – Co po­wie­dzia­łeś? – za­py­ta­ła Asia, lekko zdez­o­rien­to­wa­na i odro­bi­nę po­iry­to­wa­na bra­kiem do­ty­ku na swoich wil­got­nych ustach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję bardzo za poświęcony lekturze czas :)

Life's a circus. I'm the clown.

Nie zachwyciło. Większa część tego opowiadania (fragmentu?) to historia, z której dowiadujemy się, że bohater ma gadającego kota. W końcówce jest lepiej, nawet trochę zaskakująco. Na pewno przydałoby się podzielić te dłuuuugaśne akapity.

Nowa Fantastyka