
Bracia i Siostry w fantastyce...
Wiosna idzie (a przynajmniej mam nadzieję, że tak jest, gdy to czytacie, bo gdy piszę, jeszcze się nie zanosi). W ramach wszelakiego porastania i odrastania postanowiliśmy więc poświęcić ten numer w dużej mierze porastającym nocami podczas pełni futrem wilkołakom. Urocze to stworzenie właśnie znowu pojawiło się
w kinach i to w interpretacji samego oscarowego Benicio Del Toro, trudno zatem
o lepszą okazję. Znajdziecie więc na najbliższych stronach wilkołaki w dziale publicystycznym, w jednym (acz najdłuższym) opowiadaniu, w felietonie Orbitowskiego i w kilku recenzjach. Choć uprzedzam, że jeśli nie chcecie dowiedzieć się za dużo, to omińcie na razie recenzję samego filmu, bo zawiedziona recenzentka zdradziła w niej naprawdę sporo.
Wilkołaki od lat znajdują się w cieniu wampirów, tych mądrzejszych, przystojniejszych i lepiej wydepilowanych dzieci nocy. A przecież tak naprawdę chodzi im o to samo - żeby wydobyć z każdego przypadkiem spotkanego człowieka to, co najlepsze. Pochylmy się więc dziś nad tymi gatunkowymi kundelkami. I zobaczmy, co ciekawego mogą nam one zaproponować w szeroko pojętej kulturze.
Acz oczywiście, jeśli kogoś plecy bolą i pochylanie go nie interesuje, nie samym wilkołakiem ten numer żyje. Nie uświadczysz ich w opowiadaniach polskich,
czy
np. w tekście o wielkich robotach. Swoją drogą wyobrażacie sobie taki film? Wielkie roboty kontra wilkołaki. Że też jeszcze w Hollywood na to nie wpadli...
(tu następuje chwila ciszy przerywana rozpaczliwym stukaniem w niemalowane drewno)
Kamil Śmiałkowski