- Opowiadanie: ocmel - Wieczne Życie /1

Wieczne Życie /1

Zanim przeczytasz – tak, lubię opisy i tak, to prawdopodobnie nie jest koniec.

Oceny

Wieczne Życie /1

Wybudzanie się przypominało wynurzanie się z wody, kiedy gwałtowanie łapie się haust powietrza w obawie przed powrotem pod powierzchnię. Oparłam się na łokciach, walcząc z zawrotami głowy i spodziewając się zobaczyć różowe ściany swojej sypialni. Ale zamiast nich otaczała mnie ciepła złocista farba dużego pokoju, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Usiadłam, marszcząc brwi. Ogromna szafa zajmowała przeciwległą ścianę, a jej przesuwne drzwi w całości pokryte były nieskazitelnie czystym lustrem. Mimo odległości doskonale widziałam w nim siebie z włosami w nieładzie i opatrunkiem na czole. Odruchowo sięgnęłam do niego dłonią i dopiero wtedy dostrzegłam dziesiątki ran pokrywających moje ramię, które wyglądały na przecięcia po… szkle.

Wspomnienia uderzyły we mnie z taką mocą, że odniosłam wrażenie jakby znów zabrakło mi powietrza. Oczyma wyobraźni widziałam nadciągający pas drzew, kiedy nierówne podłoże nieprzyjemnie wyrwało mnie z macek snu. Najpierw samochód uderzył w jasny pień brzozy, potem moja głowa w boczną szybę. Posypało się szkło. Niechroniona pasem zsunęłam się w kierunku kierowcy i półprzytomnie zdążyłam jeszcze zatroszczyć się o niego, zanim wszystko zniknęło za ciemną kurtyną.

-Myles – wyszeptałam, wracając do rzeczywistości.

Nagle dotarło do mnie, gdzie jestem i wyrwałam się z pościeli, wiedząc, że muszę go znaleźć. Zawroty głowy nie ustawały, a kończyny miałam sztywne i obolałe, ale nie pozwoliłam sobie nawet na chwilę słabości. Jak to, w ogóle się stało, że wypadliśmy z drogi? Ruszyłam po jasnym, puchatym dywanie w kierunku drzwi, spodziewając się, że za nimi znajdę kogoś, kto mi pomoże. Bo choć wygląd pokoju nie pasował do wyobrażeń, to gdzie indziej jak nie w szpitalu mogły znaleźć się ofiary wypadku?

Ale korytarz był pusty. I nawet nie przypominał wnętrza szpitala. Ciemne, bordowe ściany gdzieniegdzie rozświetlały świece ociekające woskiem, który gromadził się na złoconym podstawku. Po obu stronach ciągnął się szereg drzwi, a ja wyobrażałam sobie, że za każdymi znajduje się taki sam pokój, jak ten za moimi plecami. Wszystko wyglądało dość upiornie, a mimo to ruszyłam dalej, z malejącą nadzieją i rosnącym niepokojem. Ktokolwiek mnie tu umieścił, nie zmienił mi ubrań, więc nadal miałam na sobie to samo, co w czasie wypadku. Za wyjątkiem butów. Chłód bijący od drewnianej posadzki przenikał przez moje bose stopy do wnętrza, przyprawiając mnie o gęsią skórkę.

Drzwi na końcu korytarza były uchylone, więc ruszyłam w ich kierunku, starając się nie zakłócić panującej wokół ciszy. Przystanęłam na progu i odetchnęłam głęboko, dodając sobie odwagi. Skarciłam się w duchu za irracjonalny strach, po czym położyłam dłoń na klamce. Zanim jednak pchnęłam drzwi, ktoś z wewnątrz szarpnął je gwałtownie, przyprawiając mnie o palpitacje serca.

Po drugiej stronie przejścia stał chłopak na oko niewiele starszy ode mnie. Blond grzywka opadała mu na czoło w stylu Biebera z początków kariery, a spod niej nieprzyjaźnie wyglądały – ku mojemu zaskoczeniu – najpiękniejsze, zielone oczy, jakie widziałam.

-To ty – stwierdził po prostu, unosząc brwi jakby dziwił się, że w ogóle pojawiłam się przed jego drzwiami. – Zack siedzi w tamtym pokoju – wskazał odpowiednie. Nabrałam powietrza, chcąc wyjaśnić, że nie mam pojęcia, co tu się dzieje, ale powstrzymał mnie. – To z nim powinnaś sobie pogadać, ślicznotko. A tak poza tym, jestem Jude.

Uśmiechnął się przelotnie, bardziej uprzejmie niż radośnie i zamknął drzwi, nie czekając na odpowiedź. Ślicznotko, prychnęłam. Nawiedziła mnie ponura myśl, że może doznałam zaniku pamięci jak w tej komedii „50 pierwszych randek”, więc odwróciłam się na pięcie, odgradzając się od niej. Tamta dziewczyna nie pamiętała nawet, że miała wypadek. Ja wręcz odwrotnie. Podeszłam do wskazanych wcześniej drzwi, mając nadzieję, że wreszcie wszystko się wyjaśni i tym razem nie wahałam się ani chwili. Zapukałam dwukrotnie.

Otworzył mi wysoki chłopak – chociaż może bardziej pasowałoby już do niego określenie „mężczyzna” – z orlim nosem i krótkimi włosami, które przeczesał niecierpliwie ręką, mierząc mnie nieprzytomnym wzrokiem. Wyglądał jakbym właśnie wybudziła go z popołudniowej drzemki. Jedno spojrzenie na moją twarz otrzeźwiło go skutecznie.

-Och, cześć – odsunął się o krok. – Wejdź, proszę.

Podejrzewałam, że nie mam większego wyboru, więc posłuchałam bez słowa i przekroczyłam próg. Pokój był całkiem przytulny z kanapą okrytą jaskrawoczerwonym kocem, ogromnym stołem w kształcie ośmiokąta i komodami rozstawionymi pod każdą ścianą. Od razu weszłam na puchaty dywan podobny do tego w sypialni, w której się obudziłam, chcąc odgrodzić się od chłodnej posadzki. Chłopak przyglądał mi się uważnie, kiedy zamykał drzwi, a ja czułam się coraz bardziej niepewnie.

Oblizałam nerwowo wargi.

-Masz na imię Zack, tak? – zapytałam, a on przytaknął. – Chłopak, Jude, mówił, że powinnam z tobą porozmawiać – głos drżał mi trochę, ale brnęłam dalej. – Bo, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, gdzie jestem i co się stało po wypadku. Gdzie jest Myles ? Wszystko z nim w porządku?

Zack westchnął, jakby szykował się do powiedzenia czegoś nieprzyjemnego. Otwarł usta, ale wtedy jego wzrok przykuło coś za moimi plecami, na co wskazał ręką.

-Może lepiej usiądziesz?

W naturze człowieka chyba jest już zakodowane, że takie słowa wywołują uzasadniony niepokój. Tak zawsze mówili lekarze, policjanci, każdy, kto nie miał dobrych wieści. Nic dziwnego więc, że cała się spięłam, wbijając paznokcie we wnętrza dłoni i nawet nie drgnęłam.

-Dobra – skapitulował, widząc moją postawę. – Ale to będzie trochę trwało. Więc… miałaś wypadek. Co się dokładnie stało?

Zmarszczyłam brwi. To on miał mi udzielić odpowiedzi na pytania gnieżdżące się w mojej głowie odkąd się obudziłam.

-Wiem, że dziwnie się czujesz i nic z tego nie rozumiesz, ale muszę wiedzieć, co się stało, żeby ci pomóc – jego głos był całkiem spokojny i wydawało mi się, że w takim razie nie mogło wydarzyć się nic złego. Prawda?

-Nie wiem, spałam. Wracaliśmy z Mylesem do domu, było późno i obudziłam się dopiero, kiedy jechaliśmy już poboczem. Nie zapięłam pasów. Zatrzymaliśmy się na drzewie i – odetchnęłam, żeby się uspokoić; wspomnienia były jak żywe. – Wystrzeliły poduszki, posypało się szkło. Ja… uderzyłam głową o boczną szybę. Straciłam przytomność. I nie wiem, co z Mylesem. Nic mu się nie stało?

Przybrałam najbardziej błagalną minę, na jaką było mnie stać. Zack wydawał się speszony, a jego niepewność stresowała mnie coraz bardziej. Gdyby wszystko było w porządku, powiedziałby mi.

-Chciałbym móc udzielić ci odpowiedzi – westchnął wreszcie. – I wiem, że wszystko, co teraz ci powiem, będzie ciężkie do zrozumienia, ale… po prostu wysłuchaj.

Zależało mi na odpowiedziach. Dlatego, chociaż nie podobał mi się wstęp, pozwoliłam mówić mu dalej bez żadnych zastrzeżeń. Byłam zbyt zdezorientowana.

-Nie muszę ci chyba wyjaśniać, jakie bywają skutki takich wypadków – odniosłam wrażenie, że Zack recytuje usłyszaną wcześniej przemowę. – Ludzie całkiem często w wyniku urazu pnia mózgu albo innych uszkodzeń doznają zaburzenia świadomości i przytomności. Zwyczajowo nazywanego po prostu śpiączką.

Zawiesił głos, dając mi chwilę na przetrawienie tego, co usłyszałam. Wyciągnięcie odpowiednich wniosków nie zajęło mi zbyt dużo czasu. Poczułam się jakbym dostała cios prosto w brzuch.

-Więc Myles jest…

-Posłuchaj – przerwał mi, kręcąc głową. – Nic nie wiem na temat twojego Mylesa. Ja mówiłem o tobie.

Zack uniósł prawą rękę i potarł kark, przez co wyglądał na trochę zakłopotanego. Tym razem ja pokręciłam głową.

-To ja już nic nie rozumiem.

-Wspomniałem o zaburzeniach przytomności, bo to ty ich doznałaś.

Zmarszczyłam brwi. Co on właściwie usiłował mi powiedzieć? Twierdził, że po wypadku zapadłam w śpiączkę. Jak długą? Niezbyt, nadal miałam ślady na ramionach i opatrunek na głowie. Nie czułam się w żaden sposób źle, przynajmniej fizycznie. Właściwie, jak czuje się osoba po wybudzeniu ze śpiączki? Pewnie otępiała, zaniepokojona widokiem… lekarzy. Po raz kolejny obrzuciłam otoczenie szybkim spojrzeniem. Żadnej aparatury, chemikaliów, mdląco bladych ścian, a tym bardziej personelu. Ani Zack, ani Jude nie wyglądali choćby w niewielkim stopniu na lekarzy czy pacjentów. Od natłoku sprzecznych informacji rozbolała mnie głowa.

-Nie jesteś lekarzem – wypaliłam. Zack pokręcił głową. – A to nie jest szpital.

-Nie jest – potwierdził.

Poruszyłam się nerwowo.

-Więc gdzie jestem?

-Nie TY, a twoja dusza – Zack mówił powoli, jakby co słowo stawiał kropkę. – Doznałaś. Poważnego. Urazu. Głowy. Przykro. mi. 

-Próbujesz mi powiedzieć, że ja… – ostatnie słowa ugrzęzło mi w gardle i nie byłam w stanie go wypluć. – Że ja nie…

Zack patrzył na mnie tylko smutno, z miną kogoś, kto nienawidzi swojej roboty, ale usiłuje się nie skarżyć. Przez ułamek sekundy zastanawiałam się, ile osób już to od niego usłyszało. Musiał czuć się z tym okropnie. Jesteś martwa. Pierwszy raz w życiu odezwał się do mnie ten głos, który przemawia zawsze do postaci z książek.

Ha, “w życiu”, dobre sobie. Dla mnie nie istniało już nawet takie określenie. A mimo to nie czułam smutku. Właściwie to dotarło do mnie, że już nic nie czułam. Odnosiłam wrażenie, że jestem… pusta. To takie wygodne. Nie martwić się już o nic, nie płakać ani nie żałować. Chciałam wiedzieć tylko, co będzie ze mną dalej. Otwarłam usta, żeby zapytać o to Zacka, a wtedy ciszę panującą w budynku przerwał cichutki dźwięk dzwoneczka, który z każdą sekundą robił się coraz głośniejszy.

Koniec

Komentarze

Wszystko bardzo fajnie ocmel, ale gdzie tu fantasy? Jakoś go nie wyczułem.

Fakt jest to fragment. Opisy akurat lubię, wiec przeczytałem bez problemu. Widzę tutaj chęć pisania w pierwszej osobie. Nie czepiałem się błędów, bo i może ich nie było, albo ja ich nie wykryłem. Ogólnie spoko.

 

PS: Fajny avatar XD

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Kreujesz własny świat i chwała ci za to. :)

Nie wiem kim jest Zack, ale skoro należy do “świata po śmieci”, to zupełnie nie rozumiem dlaczego ma problem z powiedzeniem bohaterce, że jest martwa? Czego się boi? Przecież bardziej jej już nie zabije. Opisy jakoś mnie nie porwały, natomiast lepiej ci idzie z pokazywaniem uczuć bohaterów.

Sam pomysł jest ciekawy, ale wymaga jeszcze dopracowania. Zapis dialogów do remontu, interpunkcja też, a tu masz garść baboli do poprawy:

Drzwi na końcu korytarza były uchylone, więc skierowałam się w ich kierunku,

nie brzmi to najlepiej.

więc odwróciłam się napięcie => więc odwróciłam się na pięcie

Otworzył mi wysoki chłopak – chociaż może bardziej pasowałoby już do niego określenie „mężczyzny” => mężczyzna

-Masz na imię Zack, tak? – przytaknął. – Chłopak, Jude, mówił, że powinnam z tobą porozmawiać

To ona pyta, więc raczej:

-Masz na imię Zack, tak? – zapytałam, a on przytaknął. – Chłopak, Jude, mówił, że powinnam z tobą porozmawiać

jego głos był całkiem spokojny i wydawało mi się, że w takim razie nie mogło wydarzyć się nic złego. Prawda?

Pytasz czytelnika?

-Nie muszę ci chyba wyjaśniać, jakie bywają skutki takich wypadków – odniosłam wrażenie, że Zack recytuje usłyszaną wcześniej przemowę. => -Nie muszę ci chyba wyjaśniać, jakie bywają skutki takich wypadków. Odniosłam wrażenie, że Zack recytuje usłyszaną wcześniej przemowę.

 

Eryvan dzięki za przeczytanie i za… komplement? XD

AQQ dziękuję za wszystkie rady, z pewnością były przydatne :) 

Czytało się dobrze. Co prawda, sama fabuła mnie nie porwała, ale co do opisów to nie mam zastrzeżeń :)

Kiedyś dostanę Nobla, zobaczycie.

Mnie opisy nie przeszkadzały ;)

 Wpadło mi w oko kilka się:

Wybudzanie się przypominało wynurzanie się z wody, kiedy gwałtowanie łapie się haust powietrza w obawie przed powrotem pod powierzchnię.

Niepotrzebna spacja: 

Gdzie jest Myles ?

I problem z zapisem dialogów: 

-Może lepiej usiądziesz?

Ale czytało się nieźle :)

Mamy tu uczestniczkę wypadku z poprzedniego fragmentu, jakichś dwóch nowych, ale nadal nic nie wiadomo. Prezentowanie fragmentów nie jest dobrym pomysłem.

Wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezła lektura, choć tematyka często spotykana. Jako że to fragment, o fabule trudno powiedzieć coś więcej.

Nowa Fantastyka