- Opowiadanie: Topielica - Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek

Nieco zmieniona wersja dobrze wszystkim znanej baśni.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Czerwony Kapturek

 

Dawno, dawno temu, gdy życie było trudniejsze i pełne niebezpieczeństw, w chałupce pod lasem mieszkała z mamą młoda dziewczynka. Jej ojciec był drwalem i mała nigdy prawie go nie widywała, jej matka jednak była kochająca i opiekuńcza, dziewczynka więc żyła szczęśliwie. Jak wszyscy wiemy, nikt nie pamiętał jej imienia, gdyż tak długo chodziła w płaszczyku z czerwonym kapturem, że zaczęto ją właśnie tak nazywać – Czerwonym Kapturkiem. Dodać jednak trzeba, że sama ten płaszcz wybrała, zakochana w nim od pierwszego wejrzenia.

Pewnego dnia mama wezwała ją do siebie i poprosiła, by poszła do babci mieszkającej po drugiej stronie lasu i zaniosła jej w koszyku wiele przysmaków. Babcia bowiem poczuła się gorzej i z pewnością przyda jej się zarówno jedzenie, jak i towarzystwo. Kapturek nie lubiła chodzić do starej babci, była jednak bardzo grzeczną dziewczynką i zgodziła się. Mama spakowała więc do koszyka jajko na twardo, wino, chleb i pomarańcze, przestrzegła córkę, by ta nie schodziła ze ścieżki, i wysłała w drogę.

Co oczywiste, najszybciej do babci można się było dostać przez las, matka jednak nie bała się wysyłać tamtędy córki – dziewczynka bardzo dobrze znała okolicę, a że żyli tam i pracowali zaprzyjaźnieni ludzie, kobieta miała pewność, że w każdej sytuacji córka znajdzie pomoc. Kapturek ruszyła więc ścieżką. Była grzeczną dziewczynką i nie zamierzała łamać matczynego zakazu.

Nie wiedziała, że spomiędzy zarośli obserwował ją straszliwy wilk. Zwierz odkąd pamiętał, odkąd stworzył w pobliżu norę, widywał co kilka dni Kapturka, chodzącą ścieżką do babci. Nigdy jednak nie miał powodów iść za nią lub ją zaczepiać. Tym razem było inaczej.

Dziewczynka początkowo przestraszyła się, gdy jej drogę zastąpiło dzikie zwierzę. Pamiętała, jak babcia lamentowała, gdy zorientowała się, że w pobliżu żyją wilki. Płakała, że już nigdy nie będzie bezpieczna i na pewno ją zjedzą. Jednocześnie jednak Kapturek miała w pamięci słowa nauczycielki, która powtarzała, że wilki nie atakują ludzi, jeśli się ich nie wystraszy albo nie są bardzo, bardzo głodne. Ten nie wyglądał na głodnego, złego czy wystraszonego – właściwie dziewczynka zauważyła, że wyglądał na bardzo smutnego – w dodatku przywitał się grzecznie i usiadł w pewnej odległości od małej. Postanowiła więc, że nie będzie niczym złym, jeśli na chwilę odpocznie od wędrówki i porozmawia.

– Dzień dobry – opowiedziała.

– Masz bardzo ciężki koszyczek, Kapturku. Co tam niesiesz?

Dziewczynka wymieniła więc wszystko, co dostała dla babci.

– Ale tobie nie dam – zastrzegła.

– Spokojnie, nie jadam jajek ani pomarańczy. A daleko niesiesz ten koszyczek?

– Do babci.

– A gdzie babcia mieszka? – nie ustępował wilk.

– Na skraju lasu, przy łące obok rzeczki. I powinnam już do niej ruszać, na pewno się martwi. Do widzenia – pożegnała się, zdenerwowana nieco pytaniami wilka.

– Do widzenia – pożegnał się uprzejmie wilk i patrzył, jak dziewczynka odchodzi.

Potem, gdy zniknęła między drzewami, poderwał się do biegu. Biegł szybko, a że mógł poruszać się po drogach, których Kapturek nie znała, pierwszy dotarł do domu babci. Staruszka skończyła właśnie pielić grządki i, przykładając rękę do obolałych pleców, weszła przez kuchenne drzwi do domku. Wilk wsunął się za nią i przez chwilę patrzył, jak kobieta wałkuje ciasto. Potem warknął głośno.

– Wilk! – krzyknęła kobieta i, lewą ręką wciąż trzymając wałek, prawą sięgnęła po wielki kuchenny nóż. – Odsuń się poczwaro!

– Nie, babciu – odpowiedział wilki. Stał na ugiętych łapach, z najeżoną sierścią i ukazanymi pożółkłymi kłami. – Nie cofnę się, tak jak i ty się nie cofnęłaś.

W tej właśnie chwili do domku dotarła Kapturek. Słysząc głosy, zajrzała przez uchylone drzwi, co się dzieje. Zastana scena przeraziła ją, aż zalała się łzami i bezsilnie upadła przy drzwiach, chlipiąc.

Babcia tymczasem nie mniej przestraszyła się słów wilka. Zamachała przed sobą nożem, chcąc odegnać zwierzę, przekonana, że największe szanse ma, gdy prześcignie wilka i zaatakuje pierwsza. Odsłoniła się przy tym niemal całkowicie. Wilk ugiął mocniej łapy, naprężył mięśnie, przygotował się do skoku i… zawahał się. Nigdy nie zabijał dla rozrywki, nigdy nawet nie zabił z innego powodu niż głód. Choć był o krok, o jedno zamknięcie szczęk od swojej zemsty, nie potrafił się przełamać i zmusić do tak bestialskiego czynu. Wciąż trzymając głowę nisko, wciąż warcząc i z najeżoną sierścią, zrobił krok w bok, starając się okrążyć kobietę.

Ten impas nie mógł jednak trwać wiecznie. Bestia rzuciła się na przeciwnika.

 

*

 

Zdarzyło się, że w tej właśnie chwili przechodził koło domu leśniczy. Ubrany był w skórzany strój, ocieplony szarą sierścią, z którego był niezwykle dumny. Szedł podziękować babci, gdyż to ona poinformowała go o wilkach, które zalęgły się niedaleko w lesie i osobiście poprosiła o zajęcie się tymi straszliwymi zwierzętami.

Gdy myśliwy zobaczył przed domem przerażoną, zapłakaną dziewczynkę, natychmiast przyspieszył kroku. Nie pytając o nic, kopnięciem otworzył drzwi, w rękach gotując już broń. Powitał go straszliwy widok. Babcia i wilk trwali w uścisku, z którego tylko jedno mogło wyjść żywe. Leżąca na podłodze kobieta grubym wałkiem powstrzymywała pysk wilka, który inaczej z pewnością rozszarpałby jej gardło. Niedaleko jej prawej ręki leżał nóż, gdyby jednak choć spróbowała puścić wałek i po niego sięgnąć, mogłaby nie mieć czasu go użyć.

Myśliwy nie zastanawiał się ani chwili. Nabitą broń wymierzył i pewną, wprawioną przez lata zabijania ręką wystrzelił. Wilk zawył, gdy wśród gryzącego dymu naboje wbiły się w ciało. Spróbował zrobić krok, tylna łapa nie chciała jednak reagować. Zwierzę upadło, a krew z ran sączyła się szybko, zlepiała sierść i brudziła podłogę. Myśliwy wyjął nóż i podszedł do wilka, by jednym ruchem skrócić jego agonię. Ten zawył tylko raz, wspominając swoją rodzinę, szarą wilczycę i ślepe jeszcze młode.

Gdy było po wszystkim, myśliwy odwrócił się do babci i pomógł jej wstać.

– Nic pani nie jest? – upewnił się, gdy kobieta otrzepywała się i poprawiała ubrania.

– Dzięki panu nie. Nawet pan nie wie, jak jestem wdzięczna za zajęcie się tym strasznym wilkiem! Tymi wszystkimi straszliwymi wilkami! Nie wiem, jak byśmy sobie z nimi poradziły same.

– To mój obowiązek pomagać pięknym damom w potrzebie – zapewnił zalotnie myśliwy, po czym wybuchnął śmiechem.

Potem babcia przygotowała obiad, a myśliwy zabrał truchło i zaczął obrabiać je, by zebrać skórę i sierść na kolejny strój, póki była świeża. Kapturek uspokoiła się i patrzyła na jego poczynania z pełnym obrzydzenia zainteresowaniem. W głowie nadal dźwięczały jej słowa nauczycielki, które jednak teraz uznała kategorycznie za kłamstwo. Potem wszyscy zjedli ze smakiem obiad, a babcia z myśliwym wypili przy kominku po lampce wina. Następnie pożegnali się i każde poszło w swoją stronę. I tak mijały kolejne dni, gdy Kapturek w swojej krwawej pelerynie chodziła do babci z koszykiem pełnym przysmaków, bezpieczna od strasznych wilków.

I nie wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Koniec

Komentarze

Jest tutaj jakiś pomysł, ale nie wydał mi się szczególnie oryginalny. Nic mnie w tym opowiadaniu nie zaskoczyło, po prostu odwrócenie kota ogonem, co mam wrażenie było już zrobione wielokrotnie i pewnie lepiej. Bo właśnie wykonanie też nie zachwyciło. Literówki były, źle postawione lub zapomniane przecinki też… Ogólnie tekst wrzucony jakby na gorąco, choć wiem, że czasem i po wielokrotnym przeczytaniu zdarza się przeoczyć pewne rzeczy. Nie podobały mi się wtręty sugerujące, że wszyscy znamy treść baśni, bo skoro znamy, to po co ją znów opowiadać, zwłaszcza stylizowaną na typową bajkową narrację? Powtarzanie, że kapturek była grzeczną dziewczynką też niepotrzebne, wystarczyło to napisać raz, to akurat łatwo zapamiętać. Scena zmagań babci z wilkiem wyszła niewiarygodnie i absurdalnie, a przez typ narracji nie byłam pewna, czy to celowy zabieg. Ogólnie szczególnego wrażenia na mnie osobiście nie zrobiło. Niemniej nie było tragicznie ani koszmarnie. Po prostu bez wrażenia. Ciekawa jestem co inni powiedzą, bo wielokrotnie nie zgadzano się tutaj z moimi negatywnymi opiniami więc może innym się spodoba, a tymczasem życzę powodzenia i trzymam kciuki za dalsze przygody z twórczością. 

Akurat pytanie “po co opowiadać baśń jeszcze raz, skoro wszyscy ją znamy” jest bardzo słuszne i przy każdym czytaniu/oglądaniu/słuchaniu baśni – zarówno tej kanonicznej wersji, jak i każdej innej – warto je sobie zadać.

Z kolei czy innym się spodoba mam swoje podejrzenia, według których prawdopodobnie nie będziesz się czuła osamotniona, jednak czas dopiero pokaże, jak będzie naprawdę.

Tak czy tak dziękuję zarówno za przeczytanie, jak i za opinię.

młoda dziewczynka – to dla mnie takie masło maślane, bo dziewczynka z definicji jest młoda, nie stara

 

Była grzeczną dziewczynką i nie zamierzała łamać matczynego zakazu. – raz: w okolicy jest już wspomniane, że była grzeczną dziewczynką i powtarzanie tego nie wydaje mi się najlepszym pomysłem; dwa: jakiego zakazu? Odniosłam wrażenie, że albo czegoś tu zabrakło, albo czegoś jest nadmiar. Jakby w tekście było coś jeszcze, a poprawki i cięcie nie zostały zrobione do końca. 

 

Przyznaję, że mnie się nie spodobało. Po pierwsze dlatego, że nie przepadam za opowiadaniem od nowa starych i dobrze znanych opowieści (są wyjątki, ale do tego trzeba znacznie lepszego pióra). Po drugie nie podszedł mi styl i sposób, w jaki zostało to przedstawione. Nie potrafię dojść, kim miałby być adresat tej opowieści. Jak dla mnie zdania brzmią momentami zbyt dziecinnie, jednocześnie mało plastycznie, mało emocjonalnie. Z drugiej też nie wygląda mi to na bajkę dla dzieci. 

Jak i Rosebelle uważam też, że scena walki z wilkiem nie została przemyślana i wygląda absurdalnie. Żadna z postaci nie wzbudza żadnych uczuć, wyglądają jak papierowe kukiełki w teatrze cieni. Sam pomysł na wilczą zemstę może i ma pewien potencjał, ale moim zdaniem nie jest w stanie wybronić tekstu w takiej postaci.

Jednak bez ćwiczeń i potknięć po drodze nigdzie się nie dojdzie, więc mam tylko nadzieję, że kolejne teksty będą już tylko lepsze. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Odwracasz baśń, szukając możliwie najboleśniejszego finału.

Pomyśl o dodaniu scenki, że babcia wędruje po leśnych dróżkach i znajduje wilcze tropy i od razu zaczyna martwić się o wnuczkę, która do niej przychodzi, takie niewinne słodko dziewczątko, a babcia ją kocha, więc wspomina o tym myśliwemu, który ze swej strony obiecuje, że wszystko załatwi. Załatwia, a kiedy spotyka babcię, mówi jej o tym, klepiąc się po boku z kieską. Dwuznacznie powinien sugerować, że na tym dobrym uczynku zarobił. Ale nie daj Boże, nic wprost.

Wilka ukaż jak dobiega do jamy, ciągnąc zdobycz, że zziajany, ale wyje radośnie, bo rodzinę nakarmi, po czym wytacza się ze środka i pada prawie bez życia. Ale nie ukazuj co tam zobaczył.

A po zabiciu wilka myśliwy może się ucieszyć, że taka piękna skóra, niedawno zarobił nieco, choć na mniejszych, waderze i jakichś szczeniaczkach. i wszyscy się cieszą, wspólnie ściągając skórę, bo swoim trzeba pomagać, a pozbyto się przy okazji strasznego ludojada, zagrażającego poczciwinom.

 

Rzeczka nieduża i niegłęboka, choć przebyć ją łatwo, bo tu wszędzie same płycizny, to most na niej. A na moście mytnik z kilkoma zbrojnymi pomocnikami.

Jest jakiś pomysł. Taka ekologiczna wersja bajki.

IMO, warto byłoby mocniej zaakcentować powody zemsty wilka. Dziwne, że leśniczy nie próbował sprzedać gadających wilków do cyrku…

Styl wydaje się jeszcze niewyrobiony. Zgadzam się ze Śniącą, że niekiedy wygląda na dziecinny.

Babska logika rządzi!

Dla mnie za mało zmian w stosunku do oryginału i zabrakło jakiegoś zaskoczenia.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ta wersja bajki o Czerwonym Kapturku zupełnie nie przypadła mi do gustu,

Zastanawia mnie, jak to się stało, że babcia zaniemogła do tego stopnia, że dziewczynka musiała zanieść jej wałówkę, a okazało się, że starsza pani wcale nie słabuje, tylko pieli grządki, wałkuje ciasto, walczy z wilkiem, a na koniec gotuje obiad.

Scena mordowania i sprawiania wilka też raczej mało bajkowa.

W tekście jest kilka usterek, ale dałam sobie z nimi spokój, bo zauważyłam, że Autorka nie ma zwyczaju poprawiać tekstu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo lubię antybajki, zresztą sama mam ich kilka na koncie. Ale nie rozumiem, jaki pomysł miałaś pisząc tę wersję znanej bajki. Właściwie zgadzam się z pozostałymi komentującymi. Z Rosebelle, że scena walki wygląda groteskowo, z SzyszkowymDziadkiem, że zmian za mało, ze Śniącą, że trudno sobie wyobrazić odbiorcę tej wersji.

Pomysł tu jest, ale mam wrażenie, że zatrzymany w pół kroku. Zachowanie wilka oraz pewne rozrzucone tu i ówdzie odwrócone motywy to trochę mało, bym kupił tę wersję starej baśni.

Reszta uwag jak u Śniącej, więc powtarzać nie będę. Popracuj zwłaszcza nad postaciami – im bardziej je “ożywisz”, tym bardziej zwiążesz z nimi czytelników i tym mocniej obchodzić będzie ich los postaci.

Podsumowując: coś tu jest, ale fajerwerki nie były najlepszej marki.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wilk postąpił jak zwierzę i dlatego nie miał szans na wygraną. Za to babcia postąpiła jak człowiek. 5/6 za ukazanie starej bajki z nowej perspektywy.

 

“Szedł podziękować babci, gdyż to ona poinformowała go o wilkach, które zalęgły się niedaleko w lesie i osobiście poprosiła o zajęcie się tymi straszliwymi zwierzętami.”

 

Możliwe, że niedokładnie odczytałem informację babci o wilkach, co to się zalęgły. Nie wiązałem zemsty wilka z tym wydarzeniem, ale z postępowaniem ludzi w ogóle. Tak samo zinterpretowałem wspomniany fragment, że chodzi o ogólne postępowanie, a nie o konkretną sytuację… w sumie na jedno wychodzi.

Swoją drogą wilk w pewnym sensie okazał się ludzki, ponieważ pragnął zemsty, nie był jednak konsekwentny. Może to w tym tkwi metoda? By zwierzę stało się w pełni człowiekiem?

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Śniąca – problem z odbiorcą jest problemem niemal każdego retellingu, więc i w tym wypadku mnie nie dziwi. Jeszcze nie dla dzieci, już nie dla dorosłych, a młodzież szczególnie nie będzie przecież czytała baśni. Co zaś się tyczy papierowości postaci, muszę przyznać, że nie od tego jest ten gatunek, by bohaterowie mieli wzbudzać emocje (dziś mogą chyba jedynie negatywne). Istotna nawet jest papierowość i absolutna jednostronność postaci, które mają tylko reprezentować pewne, zazwyczaj pojedyncze, cechy.

 

Jastek Telica – ciekawy komentarz i ciekawa propozycja, jednak z jednym się nie zgodzę. Nie mogę dodać sceny, w której babcia martwi się o wnuczkę, gdyż ta nigdy (i nigdzie w tekście) się o nią nie martwiła. Być może uratowałoby to ją choć w pewnej mierze, nie zdobyła się jednak na to.

 

Finkla – dziwne jest również, że w oryginalnej wersji zarówno Kapturka, jak i babcię wilk połknął w całości, a po rozcięciu mu brzucha wyszły całe i zdrowe, nawet nie nadtrawione. W pewnych stylach musimy się liczyć z rzeczami “dziwnymi”, a raczej z tym, że świat przedstawiony nie jest światem naszym. Na stronie o fantastyce wydawało mi się to nawet dość oczywistym założeniem.

 

SzyszkowyDziadek – nie ukrywam, że zmiany nie zachodzą tu na poziomie fabularnym – który rzeczywiście niemal się nie zmienia – a na poziomie przekazu. Oczywiście, nie każdy musi się z tą zmianą zgadzać, a nawet ją wychwycić, bo od tego jest indywidualne odczytanie.

 

regulatorzy – czasem trzeba jakoś zwabić do siebie rodzinę, niech podniesie rękę, kto w żaden sposób tego nie zna. Ciekawe jednak, że ostatnie zdanie napisałaś dzień po tym, gdy wrzucony już tekst przeczytałam i poprawiłam ze wszystkich usterek, które znalazłam.

 

ocha – jak już pisałam wyżej, pomysł odwrócenia bajki. Prosty i zarazem konkretny.

 

NoWhereMan – jak też już pisałam, nie od tego wybrałam ten gatunek, by postacie ożywiać. Wiem, że po powieściach psychologicznych podejście bardziej baśniowe, papierowe i jednostronne jest zgoła archaiczne i może nie przekonywać. Jednak to nie na związywaniu czytelników z postaciami mi tu zależało.

 

ARHIZ – może i na tym, może i na konsekwencji. Wydaje mi się jednak, że i bez konsekwencji wilk stał się wystarczająco ludzki. Poniósł przecież porażkę w momencie, gdy w ogóle uczuł jakiekolwiek ludzkie uczucie. Gdyby nie to, gdyby nie szukał zemsty, miałby prawdopodobnie szansę ujść zapomniany. Jednak w momencie, gdy się na nią zdecydował, gdy stał się zbyt ludzki w walce z tymi, którzy mają w tym większe doświadczenie, przypieczętował swój los. Gdyby wytrwał w woli zemsty i stał się potworem jak oni, to ludzie z kolei szukaliby zemsty (na tym wilku i pewnie innych). Krąg by się zamknął, i zwierz tak czy tak zginął.

 

I na koniec wszystkim dziękuję tak za przeczytanie, jak i za komentarze.

Z dziwnością masz rację – konwencja baśni nie takie rzeczy usprawiedliwia.

Babska logika rządzi!

Ciekawe jednak, że ostatnie zdanie napisałaś dzień po tym, gdy wrzucony już tekst przeczytałam i poprawiłam ze wszystkich usterek, które znalazłam.

Nie, Topielico, nie ma w tym nic ciekawego, bo nie miałam na myśli Czerwonego Kapturka, a Twoje wcześniejsze teksty, pod którymi zostawiłam łapanki, ale okazało się, że nie przydały Ci się one do niczego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Spośród zaproponowanych poprawek zazwyczaj wprowadzam te, które uznam za słuszne i sensowne. Wyjątkową sytuacją jest, gdy tekst już trochę wisi i mam świadomość, że i tak zaginął już wśród kolejnych utworów i nikt go nie przeczyta – wtedy wprowadzanie poprawek mija się z celem. Wciąż jednak jest to ciekawe

Topielico, skoro w łapankach do Twoich dwóch pierwszych opowiadaniach nie znalazłaś nawet jednej uwagi, którą uznałabyś za słuszną i sensowną, nie widzę najmniejszego powodu, aby narzucać się Tobie z kolejnymi łapankami.

Czy wprowadzanie poprawek po pewnym czasie na pewno mija się z celem? Moim zdaniem nie, bo poprawiając błędy, zawsze można się czegoś nauczyć. Ale to tylko i wyłącznie Twoja sprawa, mnie już nic do tego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Topielico, czytając Twoje odpowiedzi na nasze komentarze zastanawiam się nad jednym – po co więc powstał ten tekst i jaki był jego cel? Skoro sama przyznajesz, że jest problem z odbiorcą, że nie zależy Ci na odbiorze postaci… Pytam z ciekawości, bo nie rozumiem, co w takim razie chciałaś osiągnąć tym tekstem. 

Z dobrym retellingiem nie ma problemów, jeśli chodzi o odbiorcę. Dla mnie idealnym przykładem pokazywania dobrze znanych baśni i opowieści od nowa i pod nowym kątem są teksty Emelkali, które pamiętam i wspominam najlepiej. Ona robi to we własnym, rozpoznawalnym stylu i dzięki temu te opowiadania nie toną w morzu bezosobowych i niemal identycznych bajek.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Można przeczytać, bo napisane całkiem nieźle, tylko po co?

Bajka bardzo zbliżona do oryginału i choć przez większość tekstu czytałem z zainteresowaniem, końcówka zawiodła. Cóż, nie zdarzyło się tam nic… ciekawego. I to chyba największa wada, bez której można by było przeboleć nawet papierowe postacie.

Warsztatowo, jak wspomniałem, dobrze.

 

Tyle ode mnie.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Z tymi poprawkami, czasami zdarza się, że nawet po ponad roku ktoś ni z tego ni z owego wpada i komentuje, więc z tym ginięciem pod lawiną nowych prac to nie jest reguła.

 

Co do samego tekstu, faktycznie wilk poniósł porażkę już na początku, później po prostu został pobity doświadczeniem. Jednak z drugiej strony to zyskanie ludzkiej cechy pozwoliło mu na nieśmiertelność, wszak gdyby był zwykłym, nudnym wilkiem, nie byłoby go w tej bajce.

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Regulatorzy – przyznam, że nie pamiętam na pewno już jak to było z pierwszymi dwoma opowiadaniami, które umieściłam dość dawno temu. Wydaje mi się jednak, że coś z tego się znalazło. Co się jednak tyczy wprowadzania poprawek, to nauka może wypływać z samego ich zauważania, a wprowadzanie już jej za sobą nie pociąga.

 

Śniąca – muszę przyznać, że pochlebia mi, że zastanawiasz się nad tym, do kogo skierowany miałby być tekst, nawet pomimo tego, że ostatecznie zadajesz mi to pytanie. Nie zależy mi na odbiorze postaci, jak to ujęłaś, z prostego powodu wykorzystywania baśni w dość klasycznym rozumieniu, gdzie rozwój psychologiczny jest wręcz niewskazany.

I oczywiście, że dobry retelling też może mieć problem z odbiorcą. To nie jasne określenie odbiorcy jest wyznacznikiem jego jakości. Jest wiele ścieżek, którymi może podążyć taki twórca i na których może skupić się bardziej. Tekstem może chcieć edukować, bawić, zaskakiwać albo po prostu stworzyć zupełnie nowy utwór, który z baśni zachowa co najwyżej kilka rozpoznawalnych wątków i można będzie dyskutować, czy w ogóle jest jeszcze retellingiem. Akurat wersji Emelkali nie czytałam, za to wśród nie-baśni jest i taka, która – choć ciekawa i dobra – będzie miała z odbiorcą ogromny problem.

 

CountPrimagen – jak pisałam, tutaj zmiany chciałam wprowadzić głównie w warstwie ideologicznej, nie fabularnej, rzeczywiście więc nie jest to nagle końcówka, w której babcia okazuje się wilkiem (bo i takie były).

 

ARHIZ – przy czym zyskał nieśmiertelność wśród nas. Pytanie, czy o taką nieśmiertelność warto dbać. Możliwe, że wśród swoich zyskałby zdecydowanie lepszą i bez tego rodzaju poświęcenia. A tak, pamiętany przez ludzi i zapomniany przez inne wilki…

Regulatorzy – przyznam, że nie pamiętam na pewno już jak to było z pierwszymi dwoma opowiadaniami, które umieściłam dość dawno temu. Wydaje mi się jednak, że coś z tego się znalazło.

Sprawdziłam, Topielico. Żadna z propozycji poprawek nie znalazła Twojego uznania.

 

Co się jednak tyczy wprowadzania poprawek, to nauka może wypływać z samego ich zauważania, a wprowadzanie już jej za sobą nie pociąga.

Gdyby samo zauważenie błędów było dla Ciebie nauką, kolejne opowiadania pisałabyś bezbłędnie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Pisać bezbłędnie się nie da, podobnie jak zrobić idealnej korekty czy redakcji. Wydaje mi się to oczywiste dla każdego, kto choć trochę w pisaniu siedzi. Gdyby jednak się dało – jak wynika z Twojej wypowiedzi – i tak żeby pisać bezbłędnie musiałabym wcześniej popełnić każdy możliwy błąd. Wszak nie sugerujesz, że popełniła(by)m je w jednym opowiadaniu.

Nie mam pojęcia, czy można robić idealne korekty i takoż redagować, bo nie jestem ani korektorką, ani redaktorką, w dodatku nawet trochę nie siedzę w pisaniu. Wiem natomiast, że można pisać i nie robić błędów, ale to wyłącznie Twoja sprawa, co zrobisz, by pisać lepiej. Mnie już nic do tego.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

“A tak, pamiętany przez ludzi i zapomniany przez inne wilki…” – Tak to właśnie widzę.

 

W kwestii idealnych tekstów, już nawet statystycznie, nie sposób pisać i nie popełniać błędów w ogóle. Rozumiem, że chodzi tutaj o skrót myślowy w sensie: pisać popełniając bardzo niewielkie ilości błędów. 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Hmmm… Czekałem na coś przewrotnego i niezwykłego, dostałem eko-bajkę o tym, że noszenie skór zwierząt jest fuj.

No, jest, ale to wiedziałem już przedtem. Może po prostu nie jestem adresatem tego shorta?

Nowa Fantastyka