- Opowiadanie: wolfang - Szansa

Szansa

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Szansa

Nadeszli nad ranem. Wraz ze wschodzącym słońcem, ciemne sylwetki jeźdźców stawały się coraz bardziej upiorne. Z każdym krokiem koni, coraz lepiej widoczne były trzymane w dłoniach szable oraz czekany, napinane łuki oraz ładowane półhaki. Pomiędzy nogami koni latały grudki błota. Zamaskowany wycofał się w głąb dworku.

Bandyci wjechali w akompaniamencie okrzyków bojowych. Grupie przewodził młodzieniec, w krwistoczerwonym żupanie oraz kołpaku z naderwanym pawim piórem. Spod nakrycia głowy wystawały słomiane włosy.

Oskrzydlający go jeźdźcy wypuścili w stronę pobliskich budynków płonące strzały. Z drewnianej szopy zaczęły unosić się smużki dymu.

Gdy znaleźli się  pośrodku podwórza krzyki ucichły. Rozejrzeli się niepewnie. Nie było żadnego śladu życia. Spodziewali się czeladzi, biegnącej ku nim z bronią, przeraźliwych krzyków oraz błagań o litość. Zamiast tego panowała niepokojąca cisza. Nie było słychać nawet zwierząt.

– Czyżby lwi duch panienkę opuścił ? – powiedział pod nosem przywódca. Po chwili na twarzy wrócił szalony uśmiech. – Panowie bracia! Fortuna nam dziś sprzyja! Hrebska zrzekła się swych dóbr! – Uniósł szablę. – Bierzcie co chcecie! – Zeskoczyli z koni i ruszyli na poszukiwanie łupów. Przywódca w asyście trzech pachołków ruszył ku dworkowi. Jako watażce przysługiwało mu pierwszeństwo.

Przed drzwiami znajdowały się dwie marmurowe kolumny. Jedna z nich wyglądała jakby ktoś z głodu odgryzł jej kawałek. Nieduże drzwi, ozdobione były końskimi motywami. Wokół skrzydeł kroczyło drewniane stado. Płaskorzeźba naznaczona była licznymi pęknięciami, które na niektórych rumakach, wyglądały jak uprzęże. Tuż nad zardzewiałą klamką, dwa ogiery stały naprzeciwko siebie, z uniesionymi kopytami. Obu przeciwników oddzielała szeroka rysa.

Słysząc krzyki szlachcic odwrócił się. Dwóch rabusiów niczym dzieci, wyrwali sobie siodło. Uśmiechnął się pod nosem.

Weszli do środka. I ponownie zostali zaskoczeni. Nie dlatego że wnętrze wyglądało biednie. Obszerna sień była prawie pusta, nie licząc stojącej w rogu szafy, która sprawiała wrażenie jakby zaraz miała się rozlecieć. Gdzieniegdzie na ścianach widoczne były pęknięcia a nawet małe dziury.

Zaskoczył ich dopiero człowiek, którego zastali. Na pierwszy rzut oka, nie było w nim nic nadzwyczajnego. Postawny mężczyzna. Ubrany był w czarny żupan, ze złotymi wzrokami na kołnierzu oraz rękawach. Na ubranie nałożona była jeszcze kolczuga.

Problem stanowiła jego twarz. Albo raczej maska, która ją osłaniała. Była metalowa i osłaniała górną cześć głowy. Podobnie jak ubranie pokryta była złotymi spiralami. Resztę głowy przykrywała czarna peruka. Burza włosów sięgała aż do szyi.

Tajemniczy mężczyzna ignorując gości grał w szachy, sam ze sobą. Siedział na stołku, zaś planszę miał ustawioną na małym stoliku. Nim zdążyli cokolwiek z siebie wydusić przemówił.

– Maciej Niezbitowski herbu Sokola, zgadza się? – Nie czekając na odpowiedzi. – Jest waszmość ostatnimi czasy bardzo popularny – mówił beznamiętnym głosem. – Słyszałem na przykład że gdy świętej pamięć król ruszył na Moskali zaciągnąłeś się z ojcem do armii. Tam zasłużyłeś się  w walkach. Jeśli dobrze pamiętam, walczyłeś nawet pod Toropcem w chorągwi Diabła. – Zbił gońca. – Jednak wojna się skończyła, a tobie było za bardzo spodobała się wojaczka. A w szczególności grabieże. – Na twarzy Niezbitowskiego pojawił się w gniewny grymas. – Wróciłeś do kraju i kontynuowałeś swoją wojenkę, tym razem jednak zmieniłeś swój cel. I tak z żołnierza stałeś się swawolnikiem. – Wieża potoczyła się po planszy i spadła na podłogę.

– Kim jesteś ?! Gdzie Hrebska? – Zamaskowany przesunął czarną figurę.

– W końcu doczekałeś pozwów. Oczywiście jednak jak zwykle w tym kraju, proces zakończył się na potępieniu i nałożeniu infamii. – Nieznajomy uniósł głowę. Dopiero teraz zauważył małe różki na masce.

– Kim ty do biesa jesteś ? Gdzie jest Hrebska ?– powtórzył swawolnik. Zamaskowany sarkastycznie uśmiechnął się.

– Do biesa ? Niech będzie, możesz nazywać mnie Biesem. Gdybym chciał przedstawić się, to. – Stuknął palcem w maskę. – Nie byłoby mi potrzebne. Co do pani Hrebskiej, to jest w bezpiecznym miejscu. Spodziewałem się że będzie twoją kolejną ofiarą, więc ostrzegłem ją, a samemu zostałem by rozwiązać problem. – Infamis prychnął śmiechem.

-Rozwiązać ? A co mi zrobisz ? Zamęczysz kazaniem ? Nałożysz pokutę ? – Wyciągnął pistolet i wycelował. – Nudzisz mnie. Zobaczymy czy krwawisz. – Mężczyzna spojrzał na Zajezdnika. Do listy dziwactw można by  dorzucić oko. Jedno było zwyczajne z zieloną tęczówką. Drugie natomiast miało całą brązową gałkę.

– Co do?!… – Rozmowę przerwał wybuch z dziedzińca. Nim zdążył zareagować, nieznajomy kopnął stolik z szachami. Stolik uderzył w dłoń mężczyzny z pistoletem, który wystrzelił w górę. Zamaskowany poprawił uderzeniem w brzuch, po którym Niezbitowski opadł na ziemie. Pierwszy pachołek zamachnął się szablą, ku nieznajomemu. Ten zrobił błyskawiczny unik. Chwycił ramie i wykręcił je oraz wyrwał broń z ręki. Następnie rzucił go na towarzyszy którzy ruszyli na pomoc. Zamaskowany odskoczył do tyłu, obrócił kilka raz szablą w dłoni nie spuszczają oczu z przeciwników. Rozbrojony pacholik wyciągnął mały czekan. Naglę błyskawicznie zanurkował ku ofiarom. Poruszał się z nieludzką szybkością. Pierwszy pachołek zaskoczony nie zdążył zasłonić się i otrzymał cios w bok. Drugi jednak wykorzystał okazje i ciął. Trafił płytko ramie. Zamaskowany zatoczył się do tyłu. Tuż za nim pachołek zamachnął się czekanem. Drugi ponownie skoczył i ciął z góry. Ofiara w ostatniej chwili, odskoczyła w bok. Po chwili rabusie opadli na ziemię. Z obydwu ciekła krew. Ostatni trzymał się za ranę. Rzucił się z krzykiem, wymachując ostrzem jak szalony. Bies sparował cios, po czym uderzył barkiem. Rabuś zachwiał się. Przeciwnik zakończył walkę jednym cięciem.

Gdy ostatni przeciwnik padł, Bies głośno dyszał. Wyprostował się i spojrzał w stronę Niezbitowskiego. Ten jednak zamiast płaszczyć się na ziemi wybiegł na zewnątrz. Jednocześnie do środka wbiegła kolejna trójka rabusiów.

– Świetnie, właśnie o tym marzyłem. – Zamaskowany rzucił się w stronę pokoju. Jeden pachołek ruszył za nim. Potknął się o poprowadzony od progu sznurek i wylądował twarzą na podłodze. Nad leżącym przeskoczył kolejny. Zamachnął się nadziakiem. Zamaskowany uchylił się i następnie uderzył rękojeścią w twarz. Mężczyzna cofnął się i potknął się o wstającego towarzysza. Obaj mocno uderzyli w podłogę i opadli nieprzytomni. 

Nim jednak zdążył cieszyć się z zwycięstwem, pojawił się kolejny. Potężnie zbudowany rabuś ściskał w dłoni spory czekan. Bies lekko dysząc uniósł przed siebie ostrze. Mężczyzna zaszarżował. Bies ciął wręcz lecz jego przeciwnik uskoczył po czym uderzył w bok. Bies osunął z bólu się na podłogę. Przeciwnik zbliżył się, uniósł broni i uderzył z impetem by zmiażdżyć głowę.

Bezimienny w ostatniej chwili przetoczył się. Oparł się o ścianę. Pachołek  znowu zaszarżował. Zamaskowany wyszarpnął nóż, którym następnie rzucił. Ostrze trafiło w brzuch. Wielkolud krzyknął łapiąc się za ranę. Bies rzucił się z nożem. 

Trzymając się lewe żebro ruszył ku wyjściu. Cały czas powstrzymywał się przed odwróceniem głowy.

 

Następnego dnia żałował, że nie poszedł w pełnej zbroi. Na szczęście rana była płytka, natomiast uderzenie nie złamało żebra. Na pamiątkę pozostał tylko spory siniak, który niczym niemowlę zadbało o bezsenną noc.

Na domiar złego słońce postanowiło dołączyć się, do dręczenia pobitego. Potrzeba odpoczynku była jednak większa, więc postanowił zignorować te niedogodności. Wtedy świat postanowił wytoczyć najcięższe działa – kozacką bandurę.

– Ostap !! Czarci synu jak już musisz jazgotać to wyjdź na dwór! – Semen rzucił gniewne spojrzenie. W kombinacji z poparzonym prawym policzkiem oraz nagą głową,  dawało  przerażający efekt.

– Dla człowieka światłego nie ma lepszego lekarstwa niż muzyka – mruknął.

– Ponieważ połowa ich problemów jest z nudów! –Obrócił się na bok, niestety na niewłaściwy przez co syknął z bólu i odwrócił się. – Niech to diabli. Podaj mi odzienie !

-Niestety jak pan rozkazał muszę wyjść pojazgotać na dworze – rzekł obrażony. Aleksander gniewnie sięgnął po leżące obok spodnie.

– Jeszcze nie opowiedziałeś jak było wczoraj. – Upomniał się. Szlachcic podrapał się po czarnej czuprynie.

– Bo dużo do opowiadania nie ma. Byłem durniem, za dużo fantazji, za mało rozsądku. Myślałem że twoje pułapki rozwiążą problem. Przez to psubrat mi uciekł. Per viam wykonałeś nowe bomby ? – Bez słowa wskazał palcem pod łóżko.

– Ale powaliłeś paru ? Pewnie teraz gdzieś się zaszył i nie będzie rozrabiał.

– I w tym problem. Chciałem go dorwać by pani Hrebska mogła nagrodę za niego dostać od starosty. Na złocie nie sypia. Co gorsza nie skończy rabować. Teraz przeczeka trochę, wyliże rany i znów wróci na szlak. – Założył koszule.– będę musiał go wytropić.

– Znowu skorzysta Pan z tych pogańskich czarów ? – Kozak splunął.

– Gdym mógł. Trzeba poszukać innej metody. –Przysłonił lewe oko przepaską.

–Można by zacząć od jego ojca. Wiem gdzie mają dworek – podpowiedział, delikatnie brząkając bandurę.

– Wątpię byśmy cokolwiek znaleźli. Jego ojciec nie chce mieć z nim nic wspólnego. Na same wspomnienie pierworodnego wpada w szał. – Założył granatowy żupan. Kozak odłożył instrument i podszedł z srebrnym pasem.

– Ale to nie oznacza że nic nie wie. Po druhe nawet jeśli ojciec go nie wspiera to może matka, rodzeństwo albo ktoś ze służby ?

– W sumie racja, warto spróbować. Może z woźnym będą bardziej rozmowni. – Wyciągnął martwą mysz z pułapki. Następnie ruszył ku klatce. Znajdująca się wewnątrz pustułka wpatrywała się w martwy punkt.

– Nie jestem pewien czy tu pański urząd coś pomoże. Szukanie wywołańców nie leży w pańskich kompetencjach. Dodatkowo nie oszukujmy się. Woźnych zwykle wita się smołą lub rusznicą…

-Przesadzasz, ostatnio musiałem umykać przed kuszą. – Wrzucił do klatki mysz. – Dobrze wiesz że mam swoje sposoby.

– Na przykład ?

– Urok osobisty – Kozak skrzyżował ręce i podniósł brew.

– Kryjesz ten oręż na czarną godzinę ?

– Ten i jeszcze wiele innych. Kiedy wrócę z Niezbitowskim cofniesz swoje słowa.

– Raczej kiedy wrócimy. Nie próbuje nawet się sprzeciwiać. Gdy wczoraj wróciłeś obity, twój brat chciał mi urwać łeb – powiedział po czym przesunął palcem po szyi.

– Spokojnie, to wzorowy arianin. Gardzi przemocą. Zwykle. – Usiadł na łóżku.

– I dlatego pewnie nie byłby zachwycony tym co robisz. – Szlachcic wpatrywał się pustym spojrzeniem w sufit.

– Żeby tylko on …

 

 

Kiedy Aleksander był tu ostatnio, z oddali dworek wyglądał nie pozornie. Był to zbudowany na lekkim wniesieniu, prosty ceglasty budynek, z połyskującym czerwonym dachem. Ściany pokryte były misterną siecią pęknięć.

Dom Niezbitowskich w niczym nie przypominał eleganckich rezydencji magnackich.

Minęli resztki muru, które teraz wyglądały raczej jak płotki dla koni wyścigowych.

Niegdyś poważany ród, dzisiaj jego echo, którego jedynym świadectwem było kilka sług, przebywający raczej z lojalności niż chęci zarobku.

Wjechali na dziedziniec. Albo raczej to co z niego zostało.

– Boże ! Co tu się stało ? – Obaj zeskoczyli z konia. Zamiast ciepłego powitania groźbami oraz celowaniem z broni, napotkali jedynie wściekle ujadanie psa. Dworek wyglądał jak pobojowisko. Na dziedzińcu spoczywało kilka ciał.

Aleksander ruszył w stronę jednego z leżących. Podświadomie modlił się o choćby najpłytszy oddech. Mężczyzna leżał na brzuchu. Chwycił za materiał by go przewrócić na drugą stronę. Niestety jego modlitwy nie zostały wysłuchane.

– Jak tamci ? – Spojrzał w stronę towarzysza. Ten zaś jedynie wzruszył ramionami.

– Jeden z wyprutymi flakami, drugi pocięty, pewnie skonał krwawiąc. Trzeciego jeszcze nie sprawdzałem ale wystające z piersi strzały nie wróżą omdlenia. – Woźny wstał i rozejrzał się. Prócz trupów, świadectwem napaści były powybijane okna oraz drzwi ,albo raczej kawałki drewna, które kiedyś szczyciły się tą nazwą. 

– Zaatakowali nocą – powiedział woźny – Obok tego ze strzałami leży pochodnia. Jego kompani pewnie ruszyli na ratunek. – Spojrzał w stronę psa. Zwierzę szczerzyło białe kły. Był to najprawdopodobniej ogar. Cały pokryty brązowym futrem. Jedynie grzbiet oraz boki tułowia czarnym. Pies wyrwał się w stronę gości. Jedynym co go powstrzymywało przed atakiem był krótki łańcuch – Pójdę sprawdzić izby.

Wszedł do środka. W sieni jak można było się spodziewać panował bałagan. Przy wejściu leżało kolejne ciało. W pierwszej chwili pomyślał, że może to być pan domu jednak gdy przyjrzał mu się zauważył że był on nieco młodszy.

Na podłodze leżały wyciągnięte szuflady, w całości lub w kawałkach. Drzwi do jednej z izb były wyważone. W środku nie było lepiej. Ktoś pociął i przewrócił łoże. Najpewniej w poszukiwaniu ukrytych łupów. Na podłodze leżało rozrzucone pierze. Ruszył do spiżarni.

Oczywiście wnętrze też zostało wyczyszczone. Kątem oka zobaczył leżącą na podłodze kiełbasę.

W sumie wyglądało to na typowy napad. Wątpił by byli to Tatarzy, ponieważ do granicy daleko a nie słyszał ostatnio o żadnych napadach. Uniósł z podłogi kawałek mięsa.

– Na szczęście mam świadka. – Uśmiechnął się pod nosem i ruszył na zewnątrz.

Pies dalej wściekle ujadał. Natomiast Kozaka nigdzie nie widział. Wyglądał na w miarę zadbanego co dowodzi że do ataku doszło nie dawno.

– Pewnie jesteś głodny. – Czworonóg nie zareagował jednak na widok mięsa. Najwyraźniej wolał wbić kły w niego. Szlachcic ściągnął opaskę. Prawdopodobnie gdyby ktoś teraz zobaczył jego lewe oko, uznałby to za znamię szatana. W sumie Aleksander sam zastawiał się, czy tym właśnie nie jest jego oko. Na środku gałki zamiast źrenic widniała fioletowa spirala. Spojrzenie psa skrzyżowało się z ludzkim. Spirala błyskawicznie ścieśniła się i zmieniła kolor na ciemno – brązowy. Po chwili brąz ogarną całą gałkę. Lewe oko stało się idealną kopią tego psiego.

Woźny poczuł ból, który przeszedł od oka do potylicy, po czym objął cały mózg. Chwycił się za głowę i jęknął.  Najbliższe wspomnienia ogara wniknęły do jego głowy. I nie tylko one. Zwierzę przestało szczekać. Spojrzało ufnie w jego stronę, czekając na rozkazy. Aleksander odpiął łańcuch i rzucił kawałek kiełbasy, który ogar posłusznie zjadł. Przesunął dłonią po czarnym grzbiecie.

– Czyli to nie był zwykły napad …

 

Ostap ruszył do stajni. W przeciwieństwie do reszty posiadłości nie było tu śladu walki. Konie zwróciły zaniepokojony ku niemu głowy.

– To nie byli swawolnicy. Żaden szanujący się rozbójnik nie zostawiłby takich piękności. – Pogłaskał po głowie zwierzę. Skierował się w stronę stosu siana. – Skoro to nie był rabunek to może zemsta ? Ciekawe czy… – Przemyślenia przerwał mu zimny dotyk stali na szyi . Nieznajomy zbliżył głowę.

– Krzyknij a poleje się krew. – Ostap uśmiechnął się upiornie.

– Lekcja pierwsza zachowaj bezpieczną odległość.  – Kozak z całej siły uderzył głową w tył. Napastnik zatoczył się trzymając się za nos. Nie dał mu chwili wytchnienia. Chwycił go rękę i wyrwał broń. Stanął luźno i uśmiechnął się do przeciwnika. Ten wycofał się tyłu, w głąb stajni i położył dłoń na rękojeści szabli. Uważnie obserwując przeciwnika wyciągał broń. Zdjął rękę z wciąż krwawiącego nosa. Zaporożec uniósł palec zachęcająco. Przeciwnik zaszarżował.

– Lekcja druga, dostosuj broń do miejsca walki. – Przeciwnik machał szablą. Pierwsze cięcie trafiło płytko po piersi, drugie całkowicie chybione, trzecie przejechało koło twarzy, ostatnie zakończyło walkę. Ostrze wbiło się w drewniany pal. Nim zdążył wyrwać broń kozak znowu uderzył w brzuch. Przeciwnik zatoczył się.

– Lekcja trzecia, przyjmowanie porażki z… – Niespodziewanie napastnik skoczył ku Kozakowi. Uderzył w twarz, następnie splótł ręce i ponownie zaatakował. Cios znowu był skuteczny. Kozak cofnął się do tyłu. Chwycił się palu. Uśmiechnął się po czym uderzył. Tym razem jednak zaporożec zrobił unik i podstawił nogę. Przeciwnik zwalił się na ziemię.

– Nie daruje ci chamie !!

– Wystarczy panowie – Aleksander wszedł do środka celując z pistoletu w napastnika – Cóż za niespodziewane spotkanie Panie Macieju.

– Kim ty suczy synu jesteś !?

– Aleksander Sienicki herbu Bończa, Woźny Trybunalski. – Pokłonił się teatralnie. – Natomiast pański przeciwnik to Ostap Wyhowski. Poznałby mnie Waść gdybyś zjawił się na swojej rozprawie.

– Woźny ? Czyli nie jesteś od Myszkowskiego ?

– Kogo ? Co tu się stało ? – Swawolnik bez słowa sięgnął do kieszeni. Wyciągnął zawiniętą kartę która podał następnie Ostapowi.

– Mnie Wielce Mościwy Panie Macieju Niezbitowski.

Pragnąc Waszmości złożyć ofertę nie do odrzucenia złożyłem wizytę Pańskiej familii. Niestety nie zastałem Pana, dlatego też postanowiłem ugości Pańskiego ojca z bratem i matką. Szczerze wierze że postanowi Pan dołączyć się do nas. W moim obozie mam sporo wiernych kompanów którzy bywają niekiedy gwałtowni. Czekać będziemy w samo południe 8 Augusta na polanie koło Dębinek. Liczę na pańską i tylko pańską obecność

-Piotr Myszkowski. – Ostap skończył czytać – Myszkowski ? Gdzieś chyba słyszałem to nazwisko.

– To łowca głów. Pozbawiony honoru. Kiedyś polował na uciekających chłopów, ostatnio przerzucił się na infamisów. – Spojrzał w stronę dworku. – Jak widać ciągnie swój do swego. Ciekawi mnie jednak co ty tu robisz ? Czy twoja rodzina pomagała ci ? – Swawolnik spojrzał niepewnie.

– Nigdy ! – krzyknął wściekle. Jednak jego spojrzenie pełne było strachu.

– Więc co tutaj robisz ?

– Ja ..

– Jesteś świadom że za pomoc wywołańcowi grozi taka sama kara ?

– Oczywiście, gdybym przybył prosić o pomoc, zostałbym na pewno przegoniony. – Uważaj bo ci uwierzę, pomyślał urzędnik. – Skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, to może odłoży Waść broń.

– Niestety nie mogę, Ostap zwiąż Pana. – Kozak wyszedł na moment po czym wrócił z sznurem. – Ma Pan umówioną wizytę u starosty.

– Nie możecie mnie zabrać ! Jeśli nie dostanie czego chce, skrzywdzi ich. Nie zasłużyli sobie na taki los. – Niezbitowski padł na kolana. Aleksander spojrzał niepewnie po czym szybko odwrócił wzrok. Szykują się kłopoty, pomyślał Ostap.

– Pan wybaczy, ale nie mam zwyczaju bratać się z przestępcami. – Twarz wywołańca poczerwieniała.

– Nie zacząłbym rabować, gdybym otrzymywał żołd jak trzeba !!

– Skarbiec zaczyna świecić pustkami przez anarchię jaka panuje. Tacy jak ty tylko pogłębiają problem.

– Ja tylko brałem co moje ! Walczyłem za ten kraj ! Należy mi się !

– To jest wasz największych problem. Zawsze doskonale wiecie co wam się należy, gorzej natomiast z tym co się należy ojczyźnie – wtrącił się Kozak. Odruchowo spojrzał w stronę woźnego – Bez urazy ?

– Jak można obrażać się za prawdę ?

– Gdy przyjdzie przelać krew za ojczyznę to odkupie winy !

– Winszuje pomysłu ! Pytanie tylko czy wtedy będzie jeszcze za co krew przelewać ? – Wyhocki związał dłonie więźniowi. Sienicki schował broń, po czym podrapał się po brodzie. Następnie załapał się za bok

– Ten ból jest nieznośny. Ostap poradzisz sobie sam, z przewiezieniem naszego więźnia ?

– Nie jedzie pan ? – Woźny wskazał ruchem głowy na zewnątrz. Kozak przywiązał więźnia do drewniej kolumny, po czym niepewnie ruszył za Sienickim.

Wywołaniec wytężył słuch by cokolwiek usłyszeć. Niestety z tej odległości nic nie było słychać. Kątem oka jednak zauważył metaliczny połysk. Niedaleko znajdował się jego nóż. Spojrzał nie pewnie w stronę wejścia. Nikogo nie widział i słyszał. Wystawił nogę. Nadepnął na stal. W pierwszej chwili chciał krzyknąć z radości, jednak w porę opamiętał się. Nadepnął stopą na stopę by ściągnąć buta.

Gdy ją uwolnił ponownie wyciągnął nogę. Przesunął nóż do siebie. Czuł już zapach wolności.

– Waćpanowi naprawdę życie nie miłe ? – Kozak spojrzał z pogardą na więźnia. Maciej rzucił pod nosem niezrozumiałe przekleństwo po czym odkopnął nóż.

– Tak lepiej. Mam nadzieje że jadł już pan. Czeka nas długa podróż …

 

 

– Naprawdę wierzy waść że Niezbitowski przyjdzie ? – powiedział niepewnie jeden z kompanów Myszkowskiego. Szlachcic w pierwszej chwili nie zareagował ponieważ zajęty był szukaniem w jukach fajki. Dopiero gdy poczuł uciążliwy wzrok gołowąsa spojrzał w jego stronę.

– W to nie wątpię. Znam się trochę na ludziach. Najprawdopodobniej wpadnie tu ze swoją bandą i ogniem i mieczem będzie chciał ich odbić. Tutaj jesteś ! – Wyciągnął drewnianą fajkę. Głownia miała kształt głowy sowy, za nią znajdował się gruby cymbuł z wyrzeźbionymi skrzydłami. Wyciągnął tytoni i rozpoczął rytuał. Chłopak natomiast dalej niepewnie patrzył w stronę chaty. Piotr podrapał się po siwym zaroście.

– Coś cię trapi ?

– Nie wiem czy to dobry pomysł. Co innego ścigać leniwego chama albo infamisa…

– Sądzisz ze posuwamy się za daleko ? – rzucił poważne spojrzenie – Nie lubię jak ktoś mnie krytykuje! –Przywódca położył dłoń na rękojeści rapiera. Twarz młodzieńca pobladła. Przełknął ślinę. Piotr uśmiechnął się. – Żartuje. Posłuchaj mnie kochasiu. Nie istnieje coś takiego jak niewinność. Ci tutaj pomagali mordercy. – Sięgnął po patyk. – Są więc przestępcami. Nawet jeśli są niewinni, to co z tego ? Ludzie nie dzielą się na szlachetnych i niegodziwych tylko na hipokrytów oraz tych którzy nie boją się sukcesu. – Odpalił fajkę.

Rozejrzał się po prowizorycznych obozie. Wszystko było w należytym porządku. Zassał dym tytoniowy przez ustnik. Otaczał ich ciemny las. Łowca wsłuchał się w śpiew świerszczy. Co jakiś czas do koncertu dołączały sowy. Wypuścił z ust kłębek dymu. Chwilę wyciszenia mąciła mu jedynie świadomość że w tej chwili jest celem inwazji  komarów oraz kleszczy. Rano znowu będą zakładać się o to gdzie znajdą uciążliwego pajęczaka. Wokół ogniska łącznie z nim były 3 osoby. Siedzący obok chłopak ściskał w dłoniach napity arkebuz. Piotr wstał i ruszył ku chatce. Był to mały drewniany budynek. Gdy go znaleźli jedynymi mieszkańcami były szczury. Zawieszona przy wejściu lampa oświetlała pajęczą sieć. Krzyżak powoli owijał złapaną ćmę.

Siedzący przy drzwiach Kozak czyścił szable. W sieni obok worków z łupami przysypiał kolejny hajduk. Łowca nagród zajrzał przez uchylone drzwi do izby. Wewnątrz przy ścianie siedziały trzy związane osoby. Dwóch mężczyzn oraz kobieta. Siedzący naprzeciwko mężczyzna rzucił nóż w ich stronę. Pocisk przeleciał koło ucha białogłowy. Drugi strażnik widząc watażkę uśmiechnął się.

– Łukaszu jak traktujesz naszych gości ? – powiedział, po czym zaciągnął się fajką.

– Ja dostarczam im jedynie rozrywki – powiedział jednocześnie celując.

– Wybacz. Nie powinienem osądzać cię o brak gościnności. Jak się bawicie się kochani ? – Twarz najmłodszego pokryła się czerwienią.

– Ty psie zapłacisz nam za to !- krzyknął. Twarz łowcy stężała.

– Cóż za niewdzięczność. Chyba będziemy musieli dać ci małą lekcje savoir – vire – uśmiechnął się – bolesną lekcje – Twarz chłopaka pobladła.

– Żartowałem, oczywiście – powiedział po czym przejechał palcem po szyi. Łukasz uśmiechnął. – Miłej pracy – ruszył wesoły. Uśmiech poszerzył się gdy w tle usłyszał wrzask.

Szczerze mówiąc irytowało go trochę to czekanie. A może nie przybędzie ? Jutro mija termin a wciąż nie zaatakowali. Stojący obok wejścia Kozak napinał łuk. Podobnie ci z ogniska stali z uniesioną bronią. Z oddali ku nim zbliżał się mężczyzna. Gdy zbliżył się bardziej widoczny był typowy kozacki strój. Biała koszula oraz hajdawery. Na prawym policzku znajdowała się rana po oparzeniu. Prowadził obok konia.

– Czyżby kolejny gość ? – Ruszył ku nieznajomemu w towarzyskie Kozaka. Jego miejsce zajęło dwóch osiłków z środka.

– Przybywam z poselstwem ! – powiedział, po czym teatralnie ukłonił się.

– Z poselstwem od kogo ? Niezbitowskiego ?

– Nie od niego ale w jego sprawie. Przybywam w imieniu Pana mojego Aleksandra Sienickiego, Woźnego Trybunalskiego. Pojmał on Pana Niezbitowskiego i odstawił do starosty – Z twarzy szlachcica powoli zniknął uśmiech. Znacznie szybciej opanował ją gniew.

– Co ?! Łżesz !

– Gdybym kłamał nie wiedziałbym o liście. Przybyłem z propozycją od mojego Pana. Starosta przymknie oko na tą napaść, ty natomiast wypuścisz Niezbitowskich. – Szlachcic zaciągnął się po czym wypuścił drobny dymek. Uśmiech powrócił.

– Ja mam lepszy pomysł semenie –Jego kompani zaczęli powoli okrążać gościa. Ostap jednak patrzył spokojnie w stronę watażki. Jedynie na moment spojrzał w górę.

– Zatrzymasz się u nas aż twój pan nie zapłaci okupu za ciebie i Niezbitowskich. – Mężczyzna wybuchł śmiechem. – Brać go !!

Ostap nie specjalnie przejął się groźbą.Znowu spojrzał w górę. Jego przeciwnicy nie zwrócili uwagi na nadlatującą pustułkę. Ptak upuścił małą kulkę nad ogniskiem. Wybuch nie był duży ale rozniósł fale kurzu. Gdy trochę opadł zobaczyli w oddali uciekającego kozaka.

– Gonić go !! Chce go żywego !! – Łowcy rzucili się do koni. Ofiara zniknęła wśród drzew. Chwile potem niczym psy gończe ruszyli za nim jeźdźcy. Łowca położył dłoń na rapierze. Usłyszał huk. Gdy się odwrócił zobaczył jak jeden z jego ludzi pada na ziemi. Zabójca odrzucił dymiący jeszcze pistolet i skoczył ku kolejnemu pacholikowi. W ferworze cięć wpadli do wnętrza chatki. Nim Piotr zdążył dobiec do budynku wyłonił się z niego napastnik trzymający w jednej ręce krótką szable, w drugiej zaś kindżał z którego spływała jeszcze świeża krew.

– Miło że waćpan przyjął moje zaproszenie. – Wyciągnął rapier.

– Nie wypada odmawiać. – Szlachcic rzucił się krzykiem. Łowca przyjął postawę szermierczą. Gdy przeciwnik zbliżył się szybko pchnął. Maciej odbił atak szablą. Pchnął kindżałem. Piotr błyskawicznie odskoczył do tyłu. Obaj zataczali krąg nie spuszczając z siebie wzroku. Łowca przełknął ślinę. Maciej znowu uderzył, ciął z boku. Rapier jednak zamiast blokować cios, pchnął. Trafił w ramię. Niezbitowski cofnął się i odruchowo chwycił się za ranę. Nim zdążył wypuścić z siebie jakieś przekleństwo wróg znowu uderzył. Zamachnął się. Swawolnik zablokował cios i przy okazji upuścił szable. Maciej wycofał się. Łowca pchnął kilka razy. Swawolnik przed każdym ciosem odskakiwał do tyłu. Po chwili był już 15 stóp od szabli. Maciej przełknął głośno ślinę i przerzucił kindżał do drugiej ręki. Z rany ściekała powoli krew. Zacisnął zęby. Zgiął rękę i wystawił przed siebie ostrze. Na twarzy łowcy pojawił się szczery uśmiech.

– Waćpan wybaczy ale żywy bardziej się przyda. Większa nagroda. Starosta chciałby poudawać że panuje nad sytuacją w starostwie. – Bez słowa pchnął z doskoku. Niezbitowski zgiął kolana i delikatnie pochylił się. Ostrze rapiera przesunęło się po ramieniu. Maciej z wyskoku pchnął przed siebie. W ostatniej chwili Myszkowski cofnął się. Przeciwnik jednak nie dał za wygraną. Ciął z góry. Piotr zablokował ostrze.

– Szczerze spodziewałem się cięższej walki – powiedział ciężko dysząc – Ciekawe czy już mają kata dla …– Maciej uderzył brodą w głowę. Zaskoczony przeciwnik zatoczył, i w tym momencie napastnik ciął lekko po dłoni. Piotr upuścił rapier. 

– Przepraszam mówił waść coś ? – Przystawił ostrze do szyi. Łowca cofnął się unosząc ręce do góry.

– Może lepiej sięgnę teraz po broni. Nie przystoi rycerzowi przecież tak zabijać bezbronnego.

– Nie jestem rycerzem. – Piotr rozpaczliwie szukał wzrokiem jakiekolwiek pomocy – I nie zabije cię jeszcze. Rozbieraj się !

– Słucham ?!

– Pozwolę waćpanowi odejść. Ale bez odzienia, na piechotę.

– Przecież to odludzie ! W lesie pewnie są wilki albo rozbójnicy !

– Albo śmierć teraz. – Pan Piotr niewiele myśląc rozpoczął od ściągania butów.

 

Ostap pędził jakby był ścigany przez dziki gon. Poprawka, gonił go właśnie ktoś gorszy bo prawdziwy. Gdy spojrzał za siebie widział długi rządek jeźdźców. Problem polegał na tym ci znali lepiej teren. O tym uświadomił sobie dopiero gdy zobaczył nadjeżdżającego z naprzeciwka łowce. W pierwszej chwili chciał rzucić się w bok. Problem stanowił jednak nieduże wzniesienia po obu stronach. Jeden z jeźdźców przyspieszył i chciał uderzyć. Powstrzymał go jednak strzał z pistoletu, który trafił w rękę.

– Ostap ! – Zamaskowany odrzucił dymiący pistolet i wyciągnął z pochwy kolejny. Kozak zeskoczył i rzucił się w stronę górki. Bies strzelił niecelnie w stronę prześladowców, po czym chwycił kompana by go wciągnąć. Rzucili się do ucieczki.

– Nie mogłeś zaczarować ich koni ?!

– Nie tak działa moja moc. Potrzebuje kontaktu wzrokowego i mogę być połączony tylko z jednym na raz. – Spojrzał za siebie – Nie uciekniemy im na piechotę.

– Liczyłem że to powiesz. – Odwrócił sięgając po broń. – Przypada po dwóch i pół na głowę. Trzeba będzie jednego podzielić by było sprawiedliwe.– Łowcy otoczyli ściganych.

– Chciałeś umrzeć za niewinnych, a zginiesz za pomoc łotrowi.

– Nie przejmuj się, zawsze przywitam śmierć z otwartymi ramionami. – Łowcy przesuwali się wokół ofiar.

– Boś heretyk. W zborach zrobili wam pranie mózgu. U nas nawet ksiądz z kindżałem chodzi.

– Zobaczymy zaraz u Świętego Piotra, kto będzie płakał w piekle, bałwochwalco – uśmiechnął się dziko.

– Panowie dzisiaj mamy dobry humor ! Jeśli rzucicie broń to pozwolimy wam odejść – słowa te o dziwo wypowiedział Ostap. Łowcy spojrzeli po sobie z politowaniem.

– Wasza decyzja – Pustułka zaatakowała znienacka. Jak szalona zaczęła dziobać łowców. Aleksander i Ostap wykorzystują zaskoczenie przebili się. Dwóch rzuciło się w stronę Biesa i dwóch na kozaka. Piąty z kolei toczył nierówną walkę z ptakiem.

Gdy Aleksander łączył się z jakiś zwierzęciem, nie tylko zyskiwał jego część wspomnień oraz lojalności, ale też pewne jego cechy. Jego wzrok był teraz o wiele lepszy ale też poruszał się znacznie szybciej. Dzięki temu sprawnie parował ciosy i robił uniki. Taka strategia jednak do niczego nie prowadziła, ponieważ tylko się cofał.

Kątem oka spojrzał w stronę Kozaka. Ostap ciął z doskoku. Ryzykowny ruch opłacił się, gdyż trafił przeciwnika w szyje. Niestety zachwiał się, co wykorzystał drugi napastnik. Zaatakował, przez co Kozak potknął się i uderzył potylicą w drzewo. Jego przeciwnik zamiast wykończyć go, ruszył ku Biesowi. Aleksander dostał cios z boku, który gdyby nie kolczuga mógłby zakończyć się tragicznie.

Odpowiedział szybkim cięciem wręcz. Trafił lecz jedynie płytko. Na domiar złego dostał rękojeścią z twarz. Zatoczył i ledwo uniknął kolejnego cięcia. Odskoczył do tyłu. Splunął krwią. Przeciwnicy zbliżali się powoli. Czuł się jak owca otoczona przez wilki. 

– Trzech na jednego ?! Tacyście odważni ? – Usłyszał za napastnikami. Zobaczył pomiędzy nimi szarżującego Macieja. Bies korzystając z zamieszania uderzył. Trafił w ramię jednego, po czym sparował atak kolejnego. Trzeci wziął na siebie walkę z swawolnikiem.

Aleksander zamachnął się szeroko. Jeden z łowców odskoczył do tyłu, rannemu natomiast broń została wybita z dłoni. Zamiast po nią sięgnąć, rzucił się do ucieczki. Jego towarzysz zignorował dezercje. Uśmiechnął się pod nosem, po czym uderzył. Bies skoczył do przodu. Kopnął w dołek podkolanowy, a następnie w plecy. Łowca zwalił się na ziemię. Przyłożył ostrze do szyi powalonego i podniósł jego broń. Gdy się odsunął ten czmychnął. W tym czasie Niezbitowski toczył walkę z ostatnim przeciwnikiem.

– Już wystarczy. – Uniósł broń w jego stronę. Mężczyzna rozejrzał się, po czym rzucił broń na ziemię i uniósł ręce. –Uciekaj – Nie wiele myśląc, skorzystał z propozycji.

– Ty ! Skąd tu się wziąłeś ?!

– Stęskniłem się. Co z Myszkowskim ? – powiedział, po czym ruszył w stronę leżącego przyjaciela.

-Żyje. Brata się teraz z naturą. Co z nim ? – Bies pochylił się na rannym .

– Jest cały, tylko nieprzytomny. Nie spodziewałem się pomocy od ciebie –Maciej wyciągnął zdobytą fajkę i próbował ja wycenić.

-Mógłbym powiedzieć to samo. – Spojrzał na nieprzytomnego – Pomimo rozkazu jego pana pomógł mi. Miałem u niego… u was dług wdzięczności. – Infamis pochylił się sięgnął po kij.

– Miło to słyszeć , jednak Dura lex, sed lex muszę więc … – Maciej uderzył. Aleksander opadł nieprzytomny.

– A to za moich ludzi kundlu – powiedział, po czym ruszył w stronę koni – od razu lepiej się czuje.

 

Aleksander siedział na altance przed domem. Był prawię sam. Jego brat Zygmunt wraz z rodziną właśnie wyjechali do miasta. Ranny po ostatnich walkach wciąż doskwierały. Scylla jego ulubiony chart,  właśnie lizał po obolałej głowię.

– Dość, proszę … – Delikatnie próbował odepchnąć psa.

– Zgaduje że jesteś dumny ze swojego planu ? – powiedział po czym wkroczył kozak.

– A dlaczego miałbym nie być ? Niezbitowcy uratowani…

– Ale Niezbitowski uciekł. – Usiadł naprzeciwko – i do tego w ramach wdzięczności pobił cię.

– Znalazłem go raz. Znajdę i znowu. – Scylla położyła się koło nóg.

– Na dodatek straciliśmy jedyny trop. Teraz będzie jak ognia unikał rodzinny. – Spojrzał ponuro – Nie potrzebowaliśmy jego pomocy i niepotrzebnie mu zaufaliśmy. – Woźny pochylił się i przesunął dłonią po głowie psa.

– Nigdy mu nie ufałem.

– Więc dlaczego ? – Szlachcic spojrzał w górę i uśmiechnął się ponuro

-Ponieważ wierze że odbierając komuś możliwość zrobienia czegoś dobrego, pozbawiamy go szansy na zmianę. – Kozak spojrzał niepewnie, po czym prychnął śmiechem.

– chyba za mocno dostałeś w głowę …

Koniec

Komentarze

Spodziewali czeladzi biegnącej ku nim z bronią, lub ewentualnie krzyków przerażenia. – spodziewali się

Panowie bracia !! – przed wykrzyknikiem nie stawiamy spacji, zdarza Ci się też postawić spację przed kropką i pytajnikiem; jeśli już wielokrotny wykrzyknik to potrójny

Przywódca w asyście 3 pachołków ruszył ku dworkowi. Jako watażce nie oficjalnie przysługiwało mu pierwszeństwo. – liczby słownie

Albo raczej maska która ja osłaniała – przecinek przed która; literówka „ją” -> sporo literówek typu: brak ą/ę na końcu wyrazów

Oczywiście jednak jak zwykle w tym kraju proces zakończył na potępieniu i nałożeniu infamii – kto zakończył; przepraszam może po prostu się nie znam na stylistyce bez „się”

Poruszał się z nie ludzka szybkością – nieludzką

Skrzyżowali ostrze. – chyba ostrza; raczej trudno skrzyżować ostrzę… jedno ostrzę;

– ja chciałbym..

– To kiedy jedziemy ? Proszę nie robić takiej miny. Przed chwilą obiecałem że nie odstąpię Waćpana na krok. – początek zdania dużą literą; dlaczego waćpan dużą?

– Dość, proszę … – delikatnie próbował odepchnąć psa. – polecam poradnik http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

To tylko przykłady.

Liczne powtórzenia; dziwne zdania, których sens trudno odgadnąć i bijatyki, w których bardzo trudno się połapać; stawiasz spacje tam gdzie nie jest to potrzebne; zdarza Ci się zacząć zdanie małą literą; przecinki (choć sam mam z nimi problemy, to jednak przed takimi oczywistościami jak który czy że je stawiam) uciekły; postaci są dodawane praktycznie bez żadnego wprowadzenia, co powoduje chaos, poza tym jest ich dużo;

Pomysł jakiś jest, ale wykonanie leży i kwiczy.

F.S

Dziękuje za zwrócenie uwagi na moje błędy. Następnym razem będę na nie bardziej uważał.

Dobrze zrobisz, odkładając tekst na kilka dni. Świeży umysł wyłapie więcej.

F.S

Dziękuje za radę. Za wcześnie chciałem go opublikować.

Wraz ze wschodzącym słońcem czarne sylwetki jeźdźców stawały się coraz bardziej groźne. – raz: wydaje mi się, że sylwetki nie tyle stawały się groźniejsze, co groźniej wyglądały; dwa – groźny się stopniuje, więc: nie bardziej groźne, ale groźniejsze.

 

Jego sokoli… przepraszam(+,) pustułczy wzrok widział wystarczająco. – taki zabieg narracyjny można uznać za element humoreski, czy ten tekst nią jest? 

 

Zajezdnicy wjechali w towarzystwie bojowych okrzyków. – takie moje skojarzenie: bojowe okrzyki siedzą na koniach i wjeżdżają… wydaje mi się, że akompaniament byłby lepszym słowem

 

Przewodził nimi młodzieniec w krwistoczerwonym żupanie oraz kołpakiem z naderwanym pawim piórem. – młodzieniec dowodził okrzykami? Bo tak wynika z konstrukcji zdania; coś z tym kołpakiem się rozjechało – powinno być kołpaku 

 

Oskrzydlający go jeźdźcy wypuścili płonące strzały, które trafiły w pobliskie budynki.  – brzmi nieporadnie. Budynki są raczej dużymi celami, w które trudno nie trafić, a wątpię, by strzelali na oślep; lepiej by to zabrzmiało jakoś tak: …wypuścili płonące strzały, podpalając pobliskie budynki. 

 

Drewniana szopa momentalnie zapłonęła . – zbędna spacja przed kropką; drewniane zabudowania wcale aż tak momentalnie nie płoną, chwilę drewnu to jednak zajmuje.  

 

Gdy znaleźli się na środku podwórza(+,) krzyki ucichły. Rozejrzeli się nie pewnie. Nie było żadnego śladu życia. Spodziewali +się czeladzi(+,) biegnącej ku nim z bronią, lub ewentualnie krzyków przerażenia.

Powtórzenie krzyków; niepewnie; dziwnie się spodziewali tylko dwóch opcji albo-albo. Raczej powinni się spodziewać wszystkiego – i uzbrojonej czeladzi, i krzyków, i paniki, i bieganiny i ogólnego harmideru.  

 

– Czyżby lwi duch Panienkę opuścił ? – powiedział pod nosem przywódca. – czy Panienka to jakieś imię?; zbędna spacja przed pytajnikiem; mamy pytanie, więc dla mnie powiedział jest naciągane.

 

Po chwili na twarzy wrócił szalony uśmiech – kropka na końcu zdania; na twarz.

 

– Panowie bracia !! Fortuna nam dziś sprzyja !! Hrebska zrzekła się swych dóbr!! – uniósł szable w górę(+.) – bierzcie co wasze ! – zeskoczyli z koni i ruszyli na poszukiwanie łupów.  – albo jeden wykrzyknik, albo ewentualnie trzy; zbędne spacje przed wykrzyknikami; szablę; Bierzcie; Zeskoczyli

 

Przywódca w asyście 3 pachołków ruszył ku dworkowi. Jako watażce nie oficjalnie przysługiwało mu pierwszeństwo. – Foloin już to wskazał, ale nadal nie zostało poprawione. 

 

I ponownie byli zaskoczeni. – gramatycznie konstrukcja ok, ale zdanie jak dla mnie nieporadne. Lepiej by to mogło zabrzmieć w np. takiej postaci: Stanęli ponownie zaskoczeni.  

 

Nie dlatego(+,) że wnętrze wyglądał biednie. – literówka

 

Obszerna sień była prawie pusta, nie licząc mebli(+,) które sprawiały wrażenie(+,) jakby zaraz miały się rozlecieć. Gdzieniegdzie na ścianach widoczne były pęknięcia(+,) a nawet małe dziury. 

 

Zaskoczył ich gospodarz. – czegoś tu nie rozumiem. Gospodarz to dla mnie właściciel dworu, a wcześniej piszesz o jakiejś Hrebskiej – którą uważałam za panią na włościach i jedyną właścicielkę. 

 

Postawny mężczyzna. Ubrany był w czarny żupan z złotymi wzrokami na kołnierzu oraz rękawach .Na żupanie nałożona była kolczuga. – nadużywasz był; pierwsze i drugie zdanie można połączyć w jedno i pozbyć się tego czasownika – taki opis na tym zyska; zbędna spacja przed kropką; kolczuga nałożona na żupan, nie żupanie.

 

Jest Waszmość ostatnim czasy bardzo popularny. – waszmość, a dalej w tekście też pan/panowie/panu – małymi literami; wielkie litery tylko w bezpośredniej korespondencji do kogoś; ostatnimi – literówka

 

Tu się poddaję i kończę łapankę, bo do poprawy jest prawie każde zdanie. W tekście – poza tym, co już wymienił Foloin – jest masa literówek i brakujących słówek (najczęściej się, ale nie tylko). Masz też problem z odmianą rzeczowników lub piszesz wyjątkowo niechlujnie. 

Jeśli chcesz dalej pisać, to czeka Cię jeszcze dużo pracy i z pewnością przyda Ci się ten poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Doczytałem z ciekawością, pomysł mi się nawet podoba, ogółem lubię te klimaty.

Irytujące jest pojawianie się postaci dosłownie znikąd (np. główny bohater). Nienajlepsze były też opisy. Są mało plastyczne, a gdzieniegdzie ich zwyczajnie brakuje (np. początek). To utrudnia wyobrażenie sobie świata przedstawionego.

Dużo błędów w interpunkcji. Są miejsca, gdzie brak polskich znaków i podtrzymuję rzeczy wskazane przez Śniącą i Foloina.

Ejkum, kejkum.

Tekst strasznie skrzywdzony wykonaniem, bardzo źle się czyta.

Do już wymienionych błędów dołożę kłopoty z pisownią rozdzielną/ łączną i gramatyka się bez przerwy rozjeżdża.

z złotymi wzrokami

Coś takiego bardzo źle się wymawia, dlatego zamiast “z” piszemy “ze”. I literówka.

Dla przykładu dokładna korekta jednego akapitu, na którym przerwała Śniąca:

– Maciej Niezbitowski herbu Sokola, zgadza?

Zgadza się.

– nie czekając na odpowiedzi

Dużą literą, bo to nowe zdanie. Odpowiedź.

– Jest Waszmość ostatnim czasy bardzo popularny – mówił beznamiętnym głosem

Ostatnimi. Kropka na końcu.

– Słyszałem na przykład że gdy Świętej Pamięć Król ruszył na Moskali zaciągnąłeś się z ojcem do armii.

Przecinki po “przykład” i “Moskali”. Świętej pamięci. I dlaczego dużymi literami? Czy w tych czasach używano słowa “armia”?

Tam zasłużyłeś w walce.

Zasłużyłeś się. W jednej walce? Możliwe, ale liczba mnoga wyglądałaby lepiej.

Jeśli dobrze pamiętam walczyłeś nawet pod Toropcem w chorągwi Diabła.

Przecinek po “pamiętam”.

– Zbił gońca – Jednak wojna się skończyła, a tobie było za bardzo spodobała się wojaczka.

Kropka po gońcu. Zbędne “było”.

A w szczególności grabieże. – Twarz Niezbitowskiego wykrzywiła się w gniewny grymas. – Wróciłeś do kraju i kontynuowałeś swoją wojenkę, tym razem jednak zmieniłeś swój cel.

Powtórzenie.

I tak z żołnierza stałeś swawolnikiem. – Wieża potoczyła się po planszy i spadła na ziemie.

Stałeś się. Ziemię. Hmm, jeśli to działo się w pomieszczeniu, to lepsza byłaby podłoga, posadzka, deski, klepisko… Co tam mieli.

 

Tyle byków w jednym akapicie. Dalej sam. Możesz edytować tekst i poprawiać błędy.

I zmień sobie ustawienia w profilu, bo na razie udajesz kobietę.

Babska logika rządzi!

Grupą prze­wo­dził mło­dzie­niec, w krwi­sto­czer­wo­nym żu­pa­nie… – Grupie prze­wo­dził mło­dzie­niec w krwi­sto­czer­wo­nym żu­pa­nie

Przewodzić można komuś/ czemuś, nie kimś/ czymś.

 

w stro­nę po­bli­skich bu­dyn­ków pło­ną­ce strza­ły . – Zbędna spacja przed kropką.

 

Z drew­nia­nej szopy za­czę­ły uno­sić się struż­ki dymu. – Raczej: Z drew­nia­nej szopy za­czę­ły uno­sić się smuż­ki dymu.

Strugą/ strużką płynie woda lub inna ciecz.

 

Uniósł sza­ble w górę. – Masło maślane. Czy mógł unieść szablę w dół?

Literówka, chyba że uniósł więcej niż jedną szablę.

Wystarczy: Uniósł sza­blę.

 

Bierz­cie co wasze ! – Zbędna spacja przed wykrzyknikiem. Ten błąd występuje w opowiadaniu wielokrotnie.

Powinien chyba powiedzieć: Bierzcie, co chcecie! – przecież w dworku nie mieli nic swojego.

 

na koł­nie­rzu oraz rę­ka­wach.Na ubra­niu… – Brak spacji po kropce.

 

Na ubra­niu na­ło­żo­na była jesz­cze kol­czu­ga.Na ubra­nie na­ło­żo­na była jesz­cze kol­czu­ga.

 

Pro­blem sta­no­wi­ła jego twarz. Albo ra­czej maska, która ją osła­nia­ła. Była me­ta­lo­wa i osła­nia­ła górną cześć twa­rzy. – Powtórzenia.

 

Resz­ta głowy przy­kry­wa­ła czar­na pe­ru­ka. – Literówka.

 

że gdy Świę­tej Pa­mięć Król ru­szył na Mo­ska­li… –…że gdy świę­tej pa­mięć król ru­szył na Mo­ska­li

 

Tam za­słu­ży­łeś w wal­kach.Tam za­słu­ży­łeś się w wal­kach.

 

Nie­zna­jo­my uniósł głowę. Do­pie­ro teraz za­uwa­żył małe różki na masce. – W jaki sposób nieznajomy zauważył różki na masce, którą miał na twarzy?

 

– Kim ty do biesa je­steś ? Gdzie jest Hreb­ska ?– powtórzył… – Zbędne spacje przed pytajnikami, brak spacji przed półpauzą. Te błędy występują w opowiadaniu wielokrotnie.

 

Co do Pani Hreb­skiej to jest w bez­piecz­nym miej­scu.Co do pani Hreb­skiej

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

sa­me­mu zo­sta­łem by roz­wią­zać pro­blem. – …sa­m zo­sta­łem, by roz­wią­zać pro­blem.

 

-Roz­wią­zać ? – Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza; zbędna spacja przed pytajnikiem.

 

Męż­czy­zna spoj­rzał na Za­jezd­ni­ka. Męż­czy­zna spoj­rzał na za­jezd­ni­ka.

Skąd wziąłeś słowo zajezdnik?

 

Jedno było zwy­czaj­ne z zie­lo­ny­mi źre­ni­ca­mi. – Ile źrenic miało jedno oko? Źrenice nie są zielone.

Pewnie miało być: Jedno było zwy­czaj­ne,zie­lo­ną tęczówką.

 

– Co do?! … – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Wy­po­wiedź prze­rwał wy­buch z dworu. – Raczej: Rozmowę prze­rwał wy­buch na dziedzińcu.

 

Sto­lik ude­rzył w dłoń męż­czy­zny z pi­sto­le­tem, który wy­strze­lił w górę. – Wystrzelił mężczyzna, czy pistolet?

 

Chwy­cił ramie i wy­krę­cił je… – Literówka.

 

Za­ma­sko­wa­ny od­sko­czył do tyłu, ob­ró­cił kilka raz sza­blą w dłoni nie spusz­cza­ją oczu z prze­ciw­ni­ków. Roz­bro­jo­ny wy­cią­gnął mały cze­kan. – Nie zauważyłam, kiedy zamaskowany został rozbrojony, ale cieszę się, że miał jeszcze czekan.

 

Naglę bły­ska­wicz­nie za­nur­ko­wał ku ofia­rom. – Literówka.

W co zanurkował?

 

Po chwi­li ra­bu­sie opa­dli na zie­mię. – Raczej: Po chwi­li ra­bu­sie pa­dli na podłogę.

Rzecz dzieje się w dworku. Tam chyba nie walczyli na glebie.

 

Bies osu­nął z bólu się na pod­ło­gę. – Raczej: Z bólu, Bies osunął się na podłogę.

 

Prze­ciw­nik zbli­żył się, uniósł broni… – Literówka.

 

Trzy­ma­jąc się lewe żebro ru­szył ku wyj­ściu. – Raczej: Trzy­ma­jąc się za żebra, ru­szył ku wyj­ściu.

 

Wolfangu, doczytawszy do końca opis starcia w dworku, przestałam wypisywać błędy. Jest ich po prostu zbyt wiele, a poprawy wymaga niemal każde zdanie. Przykro mi to mówić, ale zgadzam się z wszystkimi zarzutami wcześniej komentujących, że opowiadanie jest napisane bardzo źle. W dodatku opowieść niespecjalnie przypadła mi do gustu i pozostaje tylko mieć nadzieję, że lektura Twoich przyszłych opowiadań dostarczy więcej satysfakcji.

Mam wrażenie, że może przydać Ci się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za uwagi i przepraszam za to, że znowu narobiłem błędy. 

Jeśli uwagi okazały się pomocne, bardzo się cieszę. I mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą napisane coraz lepiej. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka