- Opowiadanie: kam_mod - Siedem dni stworzenia Ewy

Siedem dni stworzenia Ewy

Sympatyczna i puchata opowiastka o przyjaźni pewnej dziewczynki i jej zwierzątka. Miłej lektury!

 

Hasło: miniaturowy eden

Cytaty: Biblia Tysiąclecia

Obrazek: Yien-Wyn Yip

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Siedem dni stworzenia Ewy

 

 

Stworzył Bóg kobietę na swój obraz, na obraz Boży ją stworzył. Po czym Bóg jej błogosławił, mówiąc do niej: „Bądź płodna i rozmnażaj się, abyś zaludniła ziemię i uczyniła ją sobie poddaną.” I tak upłynął wieczór i poranek – dzień szósty.

 

Zaglądam w swój przełyk i posuwam się w dół.

Ciemnoróżowe ścianki zaciskają się z każdym moim tchem. Brnę dalej. Przecinam żołądek, jelita i docieram do macicy.

Macica opatula mnie mięsistym uściskiem; jest dobra, jest miękka. Tutaj czeka On. Przyglądam się opuszczonym powiekom, nosowi jak kwiat i pozbawionym paznokci palcom. Czy to szczur? Czy to pies? Brzydzę się, aż gorycz przeżera mi język i pali przełyk.

Dłonie skrywa za kolanami. Gdy się zbliżam, wyciąga zza nich czerwone jabłuszko.

 

I. STARY WĄŻ MOCNO ŚPI

 

Wąż przychodzi w poniedziałek.

Rozchorowałam się w sobotę, ale z jednego końca naszego mieszkania na drugi idzie się pół godziny, a czasem trzy dni, więc zanim mama przyprowadza go do mnie, jest już poniedziałek. Tracę pierwszy dzień szkoły.

– Ewka, to jest Wąż. Będzie się tobą opiekował, dopóki chorujesz. Pani Adela go poleciła, to znajomy szwagra jej koleżanki. Pracuje z dziećmi.

Wyprostowany stoi obok, na sztywnym tułowiu jak na nóżce – wąski, długi i brudnozielony. Na głowie ma melonik. Język wyślizguje się spomiędzy spiczastych zębów.

– Po co?

– Nie chcę, żebyś siedziała w domu sama.

Nie patrzę na Węża, choć wiem, że on patrzy na mnie.

– Nie potrzebuję niańki – informuję ich i wracam do przerwanej lektury.

Do poniedziałku muszę skończyć Krzyżaków, bo pani Asia zrobi nam klasówkę. Przygody Zbyszka z Bogdańca pochłaniają mnie, ale nie na tyle, bym nie usłyszała szmeru przymykanych drzwi. Wąż podchodzi bliżej. Pokryta łuskami, miękka skóra szura po chropowatym dywanie.

Mama z uśmiechem pozwala się porwać otchłani mieszkania – w szybkim znikaniu jest naprawdę dobra.

 

II. MY SIĘ GO BOIMY, NA PALCACH CHODZIMY

 

Wąż zna się na religii, hebrajskim i grzeszeniu, więc we wtorek pomaga mi z pracą domową z polskiego.

Siada mi na ramieniu i we dwójkę wędrujemy przez góry, doliny i Mazury. Zabijam zombie-Krzyżaków i czarownicę, która ma maminy nos.

– Gdzie jest twój ojciec? – pyta Wąż, gdy pochylam się nad trupem wiedźmy.

Wzruszam ramionami.

– Nie mam ojca – mówię. – Ja bym chciała, żeby Ewka zamieszkała w chatce z piernika, ale nie sama. Damy jej rodzinę?

– Dajmy jej kogoś – zgadza się Wąż. – Ewka zasługuje na to, by do kogoś należeć.

Podobają mi się jego słowa.

Podobają mi się o wiele za mocno, bo uświadamiają, że czegoś nie mam. A kiedy czegoś nie mam, to chcę tego bardzo. Przez myśl przebiega mi wspomnienie mamy przemykającej korytarzami naszego mieszkania w fartuchu chirurgicznym i masce na twarzy; mamy, która nigdy nie może trafić do mojego pokoju. Myślę o tacie – gdy miałam kilka lat, wycięłam z gazety zdjęcie młodego Adolfa Dymszy. Tatuś ma jego twarz.

Opowiadanie na polski o tym, jak spędziłam wakacje, kończy się tragicznie – śmiercią bajkowych rodziców i młodszego braciszka. Pierwszego września musiałam przecież wrócić do małego mieszkanka na końcu Mazur, w tej okolicy, która czasem obleka się łanami złotej pszenicy, a czasem znika z map i żadnym sposobem nie można jej znaleźć. Wczoraj próbowałam.

W domu było pusto.

 

III. JAK SIĘ ZBUDZI TO NAS ZJE

 

Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było kobiety, która by uprawiała ziemię – wtedy to Pan Bóg ulepił kobietę z prochu ziemi i tchnął w jej nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stała się istotą żywą.

 

Wąż zna wesołe sztuczki.

Wczoraj zdjął w moim pokoju sufit i całą noc liczyliśmy gwiazdy. Ja doszłam do jednego tryliona siedmiuset, ale Wąż nie chciał mi zdradzić swojej liczby. Jakiś taki tajemniczy jest czasami, ale pozwalam mu na to.

W środę odciąga mnie od Krzyżaków, choć wcale nie chcę. Dobrze mi samej z literkami. Boję się o Danusię, ale nieźle się bawię na dworze zamkowym. Mnóstwo ludzi wokół. Niektórzy są głupi, ale większość naprawdę śmieszna.

Unoszę wzrok.

Wąż przyniósł z kuchni czerwone jabłuszka. Żongluje nimi, zamiast rąk używając głowy i ogona. Chwilę później owoc za owocem znikają w leżącym na dywanie czarnym meloniku. Podbiegam i podnoszę pusty kapelusz.

– Co z nimi zrobiłeś?

Wąż wysuwa śliski język spomiędzy kłów.

– Spójrz za siebie – mówi.

Odwracam się i widzę sześć jabłek wirujących w powietrzu, jakby żonglował nimi niewidzialny człowiek. Rozchylam usta z zachwytu.

Jabłka kręcą się wokół mnie, unoszą przy ścianach, przed oknem i przy suficie, są ich dziesiątki, setki, tysiące: wszystkie okrągłe i mocno czerwone, świeżutkie i chrupiące. Gdy wyciągam rękę, jedno z nich spada mi wprost w otwartą dłoń. Wąż stworzył w naszym mieszkaniu cud nad cuda. Nasz mały raj.

Parskam śmiechem. Oszołomienie szumi mi w głowie, aż zaczynam się chwiać.

– Jak to zrobiłeś? – zachwycam się.

– Ty to zrobiłaś – mówi. – Jesteś wyjątkowa. Dzięki tobie… Ja się zmieniam dzięki tobie, wiesz? Budzisz mnie ze snu. Dajesz powód, by… Ach, nie wiem. Sprawiasz, że znowu mi zależy.

Puszczam jego słowa mimo uszu. Czasem tak ma, że mówi jak z książki, ale ja mało co z tego rozumiem. Na wszelki wypadek uśmiecham się i przytakuję, żeby sobie nie pomyślał, że jestem jakaś głupia.

– Wężu, a gdzie ty mieszkałeś, zanim przyjechałeś tutaj?

– W ludziach – odpowiada.

 

IV. PIERWSZA GODZINA – WĄŻ ŚPI

 

Wąż widział zaranie świata i ziemię, po której stąpał ogień.

Nasze mieszkanie jest zawsze zamknięte na tysiąc spustów, bo mama boi się o mnie. Tak myślę. Ale w czwartek urządzamy sobie piknik przed telewizorem. Udaję, że karolyfer to drzewo i opieram się o nie, pozwalając lodowatym żeberkom gnieść moje plecy.

Na różowym kocu rozsypaliśmy jabłka – od niedawna moje ulubione owoce. Obok nich stoją jabłecznik i butelka mleka. Otwieram Stary Testament w losowym miejscu.

Wąż owija się wokół mojej szyi, składa łebek na kolanie.

– Księga Hioba – mówię.

W szkole lekcje religii spędzałam, gryzmoląc po okładkach zeszytu: rysowałam krzyż, na którym wieszałam w zależności od humoru Jezuska albo Martę z mojej klasy, która mi dokuczała. Martę przestałam rysować po tym, jak moje malowidło otworzyło jej rany w dłoniach i przestała chodzić do szkoły.

– Hiob nigdy nie pokochał swoich zastępczych dzieci i do śmierci cierpiał na zespół stresu pourazowego – opowiada mi Wąż.

– Zespół czego? – Marszczę brwi.

– Był smutny aż do śmierci.

Wąż opowiada mi o bohaterach biblijnych jak o żywych ludziach – znał ich wszystkich, w każdym z nich tkwiła jego cząstka – i roztacza przede mną świat, choć nie ruszamy się z mieszkania. Jego ciało ciąży mi na ramionach i obciera skórę bladą jak u kościotrupa. Poza szkołą rzadko opuszczam dom. Mama nie chce, żebym chodziła po Mazurach sama; boi się, że utonę w złotej pszenicy albo pochłonie mnie krwiożerczy kombajn. To nie żadne żarty! Już kiedyś obudziłam się rano z ustami pełnymi gorzkich, smakujących mąką ziaren, a nie wyszłam nawet z naszego mieszkania.

– Józef i jego bracia? – kontynuuję zabawę.

– Nie chcesz wiedzieć, to zbyt brutalne dla małych dziewczynek.

Mam ochotę zaprzeczyć, ale nie potrafię znaleźć słów, by wyjaśnić, co mam w głowie. Wiem, że Wąż się myli. Jestem od dawna bardzo poważnym człowiekiem – tyle już widziałam, a jeszcze więcej opowiadała mi pani Ala spod trójki, kiedy żyła, a raz czy dwa także po swojej śmierci.

– Nic nie jest dla mnie zbyt brutalne – protestuję i opowiadam o horrorze, który oglądałam w czwartek o północy, dacie wiarę – i nie jestem wcale małą dziewczynką.

Podłużne źrenice stworzenia znikają, gdy mruży oczy.

– Wypatroszył ich trochę – mówi po namyśle.

– Trochę?

– Mhm.

– Trochę ich wypatroszył? – powtarzam, wyobrażając sobie mężczyzn tonących we krwi i leżące obok nich wątroby i nerki, ale nienaruszone serca i jelita.

Ale co z taką nerką można zrobić?

Może zjeść?

Wąż pozostaje niewzruszony.

– Tak.

Kiwam głową z namaszczeniem. Jeśli Wąż tak mówi, to z pewnością ma rację. Mądry jest, mądrzejszy nawet niż mama, która kroi ludzi (a żeby kroić ludzi, trzeba połknąć wiele książek, tak mi mówiła, gdy ostatnim razem rzygała w łazience).

– I co się z nim stało dalej?

– A, ostatnio widziałem go w Żabce pod Warszawą – syczy pogodnie. – Chyba niezgorzej mu się wiedzie.

Biblia ciąży mi, więc zrzucam ją z kolan. Otwiera się na samym początku, na Księdze Rodzaju. Literki składają się w moje imię.

– A co było z nią i Adamem?

– A, to ludzie pomieszali zupełnie – Wąż macha końcówką ogona jak człowiek machnąłby ręką – to wcale nie tak było. Ewa nie powstała z żebra Adama, to przejaw szowinizmu mężczyzn, którzy bali się utraty swojej dominacji.

Nie rozumiem ani słowa. Unoszę brwi i czekam, aż wyjaśni.

– Ewa była matką Adama. Pierwszym stworzeniem, jakie stworzył Bóg i jedynym człowiekiem w raju.

Kiwam bezmyślnie głową. Oczywiście, to ma sens.

– Dopóki nie pojawiłem się ja – dodaje Wąż.

Bawi mnie myśl, że Wąż mianuje się człowiekiem. Taki jest przecież boski, jakby nie należał do tego świata. I pomyśleć, że właśnie mnie wybrał na swoją przyjaciółkę. Serce mi puchnie z dumy.

Pozwalam sobie na odrobinę wścibstwa.

– Lubiłeś ją? No wiesz, tę drugą Ewę?

Wąż ześlizguje się z moich kolan i rozciąga na różowym kocu.

– Ewa była dobra i czysta – mówi wreszcie, przymykając oczy. – Ewa była dobra i czysta.

Zasypia, a ja siedzę z zimnymi żeberkami wbitymi w plecy i czekam na powrót mamy.

Mama nie wraca.

 

***

 

Zaglądam czasem w swój brzuch.

Płuca kurczą się i rozdymają – w środku są jasnoróżowe jak wata cukrowa i pełne pajęczynek. Omijam je przełykiem i podążam znaną już sobie ścieżką. Jelita uginają się pod moim ciężarem i odskakują sprężyście, gdy je mijam.

Macica.

Macica jest dobra i miękka, ale On nie. Rośnie z każdym dniem. Na opuszkach wyrastają paznokcie, nos traci kwietną formę. Nie chcę go, nie chcę! Nie rozumiem, co się dzieje i dlaczego on tu jest.

Mamo, gdzie jesteś? Mamo, ratuj!

 

V. DRUGA GODZINA – WĄŻ CHRAPIE

 

Potem Pan Bóg rzekł: "Nie jest dobrze, żeby kobieta była sama, uczynię jej zatem pomoc". Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta lądowe i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do kobiety. Ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla niej. I wtedy stworzył Bóg Węża.

 

Wąż je żywe myszy i grzech instant, podczas gdy ja szukam mamy. Cały ranek jej szukam. Zaglądam pod kanapę, sprawdzam lodówkę i stryszek z prześmiardłą, rozpadającą się ze starości pościelą. Badam buty w przedpokoju, bo niektóre zerkają na mnie dziwnie, a potem ściągam lustro ze ściany i je zbijam.

Wąż znajduje mnie stojącą w aureoli potłuczonego szkła. Srebro odbija światło kuchenne, a w jednym z błyśnięć widzę twarz mamy. Uśmiecham się szeroko, bo wiem, że już prawie jest przy mnie.

– Chyba jeszcze nie wróciła z pracy – rozważam na głos. – Ale dziś już wróci na pewno, w piątki zawsze wraca.

– Mam nadzieję – mówi Wąż.

Chyba szczerze, choć ostatnio narzekał, że jak jest zbyt szczery, to się oburzam. Oburzam się, gdy opowiada mi, jak podszepnął Elizeuszowi słowo-grzech na niedźwiedzie, by zabić czterdzieści dwoje dzieci (to były bardzo niegrzeczne dzieci) i jak wymyślił obóz w Auschwitz. Oburzam się, gdy mówi o zdradzających mężach i granicach ludzkiej moralności, których elystecznością (trudne słowo – musiał mi je wyjaśnić) zachwycał się od czasów Józefa i jego braci.

Nie rozumie, dlaczego nie doceniam jego szczerości.

 

***

 

Wąż mówi, że dziś będziemy bawić się w teatr.

Aktorzy potrzebują kostiumów, więc po wielu godzinach wędrówki odnajdujemy kufer z młodości mamy. Drewniana klapa unosi się ze skrzekiem.

Na wierzchu leży biała sukienka.

Satyna prześlizguje się jak woda po moich dłoniach. Koronka skrzy blaskiem; ktoś chyba rozsypał w kufrze gwiazdy. Przykładam suknię ślubną do ciała i staję przed lustrem, które znów jest całe. Materiał kłębi się u moich stóp, bo jestem o wiele niższa niż mama. No nic, jeszcze urosnę.

Wąż obserwuje mnie w milczeniu.

– Gdzie jest twój ojciec?

Tym razem lubię go bardziej, więc opowiadam mu smutną historię o żołnierzu, który zginął na wojnie, poświęcając swoje życie dla tego kawałka Mazur, co to go nawet nie ma na mapie. Żołnierz ma twarz młodego Adolfa Dymszy.

– Mama ciężko to przeżyła – ciągnę. – Naprawdę go kochała.

Nim kończę, z moich ust wydobywa się ciche prychnięcie. Myśl, żeby mama miała kogoś kochać, jest tak absurdalna, że przebija się przez moją zrozpaczoną maskę. Przywołuję się do porządku – znów wysuwam dolną wargę i na wszelki wypadek pociągam nosem.

Ten nos zawsze ich załatwia.

Ale Wąż jest inny. Rozbraja mnie szczerością:

– Nie wiem, co ci odpowiedzieć – przyznaje. – Nie wiem, jak z tobą rozmawiać.

I choć każdej nocy wdaję się w dyskusje z przystojnym Zbyszkiem z Bogdańca, choć ten czasem mnie zawstydza, to przy Wężu regularnie zapominam języka w ustach.

Całe szczęście, że Wąż ma język długi za nas dwoje.

 

***

 

Wąż wie, co dla mnie dobre.

Wybiera krótką czerwoną sukienkę na wąskich ramiączkach. Pamiętam ją ze starych zdjęć i rozmazanych na brzegach wspomnień. Na mamie materiał opinał się, marszczył i podwijał, ale z mojego ciała zwisa smętnie. Unoszę brwi na widok swojego odbicia. Kładę dłonie na płaskiej klatce piersiowej. Wzdycham.

Dwa lata temu mama przyniosła mi pudełko z napisem „mój pierwszy stanik” i od tamtej pory noszę go z religijną pieczołowitością. Piersi nie marzą mi się jakoś szczególnie, ale kilka moich koleżanek już je ma, więc im zazdroszczę. Codziennie rano wypatruję z niecierpliwością zmian w moim ciele, ale im dłużej czekam, tym bardziej do mnie dociera bezcelowość oczekiwania. Jestem przecież zamknięta w mieszkaniu, w którym żyje czas.

Obracam się. Sukienka wisi na mnie luźno i smętnie.

– Cudowna – chwali krótko Wąż.

Podchwytuję jego spojrzenie w lustrze. Oczy ma zielone, źrenice szerokie od panującej w domu ciemności. Błyszczą uwielbieniem.

Znów patrzę na sukienkę i widzę ją zupełnie inaczej. Widzę, że naprawdę ładnie w niej wyglądam i rozpromieniam się z zadowolenia.

– Co będziemy przedstawiać? – pytam.

– Myślałem o Kuszeniu Ewy zgodnie z waszą Biblią – rozważa Wąż, zakładając melonik. Melonik oznacza ważne wydarzenie. – Albo jej Uwodzeniu, zgodnie z moją pamięcią.

Waham się. Nie chcę zamieniać się w moją imienniczkę.

– Ostatnio czytaliśmy Lilije Mickiewicza na polskim, znasz? Pani Asia mówiła, że gdybyśmy mieli więcej czasu, zrobilibyśmy przedstawienie. Potrzeba tylko dwóch aktorów.

Wpatruję się w twarz Węża z napięciem. Dyszy ciężko, pośpiesznie. Zaciska paszczę. Tułów stojący na nóżce drży lekko i przez myśl mi przechodzi, że niewygodnie mu we własnym ciele. Niepotrzebnie się denerwuje, przecież to nic strasznego – nie znać jakiejś lektury.

– Zaraz ci pokażę, mam książkę z balladami – pocieszam go.

Jeszcze chwilę wisimy sobie w wiecznym labiryncie naszego mieszkania. Przechylam głowę i czekam.

Po chwili w Węża wstępuje nowy duch – może ktoś go podmienił. Rozluźnia się, bierze głęboki oddech. Rozchyla szczęki w uśmiechu. Patrzy czule i bije od niego życzliwość.

– Dobrze, mała Ewko.

Mam wrażenie, że przeszłam jakiś test.

W piątek nasza przyjaźń się zmienia. Razem rozbieramy fragment podłogi i niemal wpadam do czarnej dziury. Wąż układa się w dole, udając nieboszczyka z przejęciem i zapałem; pochylam się nad nim i kiwam z zadowoleniem głową. Nieboszczyk jak żywy.

Unoszę książkę.

Zbrodnia to niesłychana… – zaczynam.

Gdy kończę pierwszy fragment, przerywam. Dostrzegam, że Wąż na mnie patrzy.

– Co? – Marszczę brwi.

Wyślizguje się z dziury, sunie po podłodze i owija wokół łydek. Pnie się w górę po moim ciele, obciera wewnętrzną stronę ud, a ciepła miękkość skóry przyprawia mnie o dreszcze. Wzdrygam się lekko. Czuję ciężar na karku i ramionach, gdy Wąż mości się wygodnie.

– Nie jesteś sama – szepcze do ucha i przez chwilę mogłabym przysiąc, że czyta mi w myślach. – Masz mnie.

Tej nocy idę spać szczęśliwa.

Należę do kogoś!

 

VI. TRZECIA GODZINA – WĄŻ…

 

Wąż obiecuje, że razem poszukamy mamy, ale zasypia po wieczornej sesji czytania Biblii. Zostawiam go na moim łóżku, a sama wychodzę na korytarz. Korytarz to najstraszniejsze miejsce w naszym domu, bo nie ma końca i trzeba bardzo uważać, żeby nie wpaść w niebyt. Wydaje mi się, że taki los spotkał mamę.

A może tylko ostatnio miała dużo pracy.

Włącznik światła gdzieś znikł, więc idę przez korytarz po omacku. Wyciągam przed siebie dłoń i sunę nią wzdłuż ściany i po framugach kolejnych drzwi; ślepa i otumaniona. Mrok wyciska mokre pocałunki na moich policzkach.

Wiem, że próbuje mnie rozproszyć – im bardziej ja jestem rozproszona, tym bardziej Mrok staje się skupiony. Ale gdy ja się skupię, on się rozproszy i znajdę drogę do mamy.

Wpadam na nią w kuchni. Kręcone włosy związane w mały koczek, torebka, teczki w ręku. Roztacza zapach lilii – buteleczka perfum stoi na stole. Zbiera się do wyjścia.

– Wracaj do łóżka, już po północy. – Krzywi się na mój widok. – Zaraz zaczynam dyżur.

Znika, pozostawiając mnie ze wspomnieniem jej słodkiego, kwiatowego zapachu.

 

***

 

Mój Wąż śpi jeszcze, gdy wracam do pokoju. Wyciągam się na łóżku obok niego, zapadając się w bawełnianej pościeli. Jest mi miękko, dobrze, spokojnie. Z przyjacielem u boku. Zamykam oczy. Myślę o przemierzającej szpitalne korytarze mamie, Wężu w meloniku, myślę o gwiazdach w kufrze i mroku w mieszkaniu, i…

Chłód prześlizguje się po moim podbrzuszu i odsłoniętych udach; chłód, który naciska na skórę w zupełnie namacalny sposób. Szarpnięcie pozbawia mnie spodni od piżamy i majtek.

Otwieram oczy.

Mój Wąż jest wielki jak niedźwiedź, którego pokrywa gadzia skóra. Ciężka dłoń zakończona spiczastymi, czarnymi pazurami ściska moje udo tak, że piszczę z bólu. Nie widzę jego twarzy, za ciemno na to.

Ach, nie – to tylko ja zamykam oczy ze strachu.

Potwór się prostuje, zawisa nad dziewczynką. Gdy zamyka jej nogę w uścisku i przyciąga do siebie, różowa góra od piżamy podwija się pod szyję. Ewa zaczyna krzyczeć; wtedy ogromne ciało przykrywa ją całą. Dusi się. Wierzgające nogi są chude i patykowate; kolana odznaczają się na nich jak korale na sznurku. Wąż rozchyla je na boki, o wiele mocniej niż potrzebował, by w nią wejść, i kładzie dłoń na bladym podbrzuszu.

Wrzask Ewy nie ma końca.

Gdy Wąż z klaśnięciem uderza w nią biodrami po raz pierwszy, wycie staje się nieznośne. Potwór próbuje zakryć jej usta, wsadza palce do gardła, drapie policzki pazurami. Łokieć wbity w poduszkę unieruchamia główkę, szorstka dłoń przytrzymuje maleńką szczękę.

Dziewczynka już nie wierzga. Kołysze się w takt uderzeń; jej ciało podskakuje bezwładnie coraz szybciej, w miarę jak zbliża się koniec. Zawodzi i piszczy, gdy Wąż wchodzi zbyt głęboko. Czasem kwili. Sufit nad ich głowami rozsypał się z hukiem, ukazując niebo pełne gwiazd. Ewa patrzy na nie, odwraca wzrok, nie myśli i nie czuje – może poza chłodną wilgocią między nogami, gdy Wąż wyślizguje się z niej. Oczy ma suche.

W raju nikt przecież nie płacze.

Gdy Wąż kończy i wyciąga się na łóżku obok niej, z dezaprobatą przyglądam się blademu ciału głupiej dziewczynki, na którym już kwitną pierwsze siniaki. Sama to na siebie sprowadziła, więc nie mam dla niej wiele współczucia. Kopię kawałek gruzu z sufitu ze złością.

Naiwność kosztuje.

 

VII. (CISZA)

 

W ten sposób zostały ukończone niebo i ziemia oraz wszystkie jej zastępy. A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, siódmego dnia stworzył Zło, które odtąd w odwiecznej harmonii z Bogiem żyło, sprawiedliwie dzieląc świat na dobre i złe.

I widział Bóg, że było to dobre.

 

Wąż leży obok mnie, potwór wielki i zielony jak stwór z bajki. Ale on tu jest. Prawdziwy, zdyszany, spocony na strasznej twarzy. Uśmiecha się.

Nie patrzy na mnie, choć wie, że patrzę na niego.

Dopiero wtedy wybucham płaczem i nie wiadomo kiedy Wąż zamyka mnie w swoich ramionach. Opatula opiekuńczym gestem, z czułością przyciska do siebie. Łzy rozmazują się na mojej twarzy i ciele Węża, ale wcale mu to nie przeszkadza, wiem, że nie. Wiem, że on mnie lubi mimo wszystko. Że ja nie jestem żadna byle jaka i pierwsza lepsza.

Nie mam mamusi, nie mam tatusia, ale należę do niego.

Tej nocy zasypiam w ramionach Węża.

 

EPILOG

 

Leżę w łóżku w wygniecionej piżamie i z mokrymi od potu plecami. Przychodzi świt. Chcę zasnąć jeszcze na chwilę, póki mogę, ale sen nie przychodzi.

Wreszcie zaglądam sobie do brzucha, gdzie siedzi niepokój i nadgryza mój żołądek.

Ciało pod skórą jest mięsiste i wilgotne, lekko gąbczaste. Tym razem wchodzę od dołu – mijam uda, z których zeszły siniaki, wygojoną waginę, i wąskim kanałem rodnym (ostatnio znalazłam książkę mamy od anatomii) zaglądam do raju.

Dziś interesuje mnie tylko macica. Dobra macica, miękka macica.

– Ewunia? – Mama zostaje za drzwiami; nie wchodzi do środka.

Nie wstaję.

Dawno temu, przed pojawieniem się Węża, Eden tkwił we mnie. Ja byłam Edenem. Ale teraz została we mnie już tylko odrobina raju, ta odrobina, w której mieszka nienarodzony jeszcze chłopiec i chrupie jabłka. Nienawidzę go ze wszystkich sił.

– Czemu nie śpisz, dobrze się czujesz?

Rozchylam usta, ale nie wydobywa się z nich żaden dźwięk. Zaciskam oczy i myślę. W moich myślach wędruję przez osoby i wieki, aż wracam do zarania świata.

Wreszcie z moich ust wypada kanciaste:

– Wszystko w porządku, mamo.

Wierzę w to. Adaś będzie dobrze wyglądał w meloniku.

Koniec

Komentarze

Musiałam tu przybyć, bo jestem fanką zabawy motywami biblijnymi. Kam, przede wszystkim – wyszło ci wyśmienite opowiadanie. Odwrócenie historii znanej z Księgi Rodzaju to coś ciekawego od samego początku. Pogłębiona warstwa emocjonalna bohaterów, zmieniające się ich relacje budzą niepokój i nijak nie można było się przygotować na to, co nastąpiło potem. No ja jestem zachwycona przede wszystkim twoją wyobraźnią, bo to co tutaj serwujesz to jest złoto.

Językowo – wiadomo, w tej kwestii jest jak zawsze bardzo dobrze. Sceny ****** (tego, co miało miejsce) nigdy nie są łatwe do napisania, a ty sobie poradziłaś świetnie. Zmiana narracji to był dobry pomysł.

No ja się jeszcze chwilę pozachwycam i potem pójdę nominąć.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sy, ogromnie ci dziękuję za wizytę!

Bardzo mnie cieszy, że ci się spodobało, szczególnie, że zwróciłaś na ten zabieg z narracją. Miałam sporo zabawy, szukając odpowiedniego opakowania do tej historyjki :)

Przesyłam ci moc buziaków <3

 

 

 

Bardzo proszę o niespojlerowanie w komentarzach jeszcze przynajmniej przez kilka pierwszych dni, bo wiem, że dużo osób zagląda do opowiadań, zanim je przeczyta. JEŚLI JESTEŚ JEDNĄ Z NICH, TO DO GÓRY MARSZ!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Tekst bardzo ładnie napisany z bardzo ciekawym pomysłem. Dobrze zbudowane napięcie, rosnący niepokój… Tylko nie wiem, czy zrozumiałam, o co w tym opowiadaniu chodziło. Zostawiłaś mnie z czymś bliższym przeczucia niż pełnej świadomości. Udało Ci się stworzyć coś rzeczywiście weird. Niestety nie zrozumiałam roli matki, kim była, dlaczego znikała. Ale tak, podobało mi się. Wyślę tekst z pewnością do biblioteki. Trzymam kciuki za powodzenie w konkursie!

Tomorrow, and tomorrow, and tomorrow, Creeps in this petty pace from day to day, To the last syllable of recorded time; And all our yesterdays have lighted fools The way to dusty death.

Siemka, rosebelle!

 

Matka była matką i nikim innym :)

A czemu znikała? Dużo pracowała… a może zgubiła się w nieskończonym korytarzu. Z tymi dziećmi to nigdy nie wiadomo, zawsze coś przekręcą.

 

Dzięki za wizytę i klika, cieszę się, że ci się spodobało :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Wrócę z dłuższym komentarzem, na razie tylko krótko uzasadnię bibliotekę: oryginalne koncepcyjnie, stylowo ciekawe, z przekonującą stylizacją na myśli dziwnej dziewczynki, efektowna gra między fantastyką a realizmem (jak się spojrzy z odpowiedniego kąta, to fantastyki może nie być wcale…)

kam_mod, prosiłaś o niespoilerowanie, więc napisze jedynie, że po tym opowiadaniu jestem wstrząśnięty: i tym, jak dobrze jest to napisane i tym, jaka to historia. Przeczuwałem to już w zasadzie kiedy Wąż się pojawił, ale miałem odrobine nadziei, że się mylę… to opowiadanie można rozpatrywać jako fantastyczne i nie-fantastyczne… chociaż czy na pewno? Dla mnie jest ono potwornie realistyczne, wszelkie elementy fantastyki tworzy tu narracja dziecka, to świat, który widzi Ewa i sposób, w jaki go sobie tłumaczy. Nie będę już wspominał o tym, jak dobrze z linijki na linijkę wprawiałaś mnie w poczucie niepokoju. Wow.

 

Dwie drobnostki bym poprawił.

 

“mam dopiero czternaście lat i nie powinnam tego wiedzieć jeszcze długo” – sądzę, że to zdanie jest zbędne. Opis sytuacji jest wystarczająco dosadny, a to sformułowanie z jednej strony jest zbyt typowe, jak na tak pomysłowo napisany tekst, a z drugiej nie pasuje mi do reszty narracji Ewy

 

Pomyślałbym też, by bardziej wyeksponować moment, w którym Ewa mówi o sobie w trzeciej osobie – samo “otwieram oczy/zamykam oczy” to za mało, czułem się trochę zdezorientowany.

 

Ode mnie ostatni kliczek. Nie spoileruję, więc napiszę tylko:

 

Bardzo mi się podobało. I sam pomysł i historia na niej oparta i dziewczynka. Warsztat na bardzo wysokim poziomie. Od początku do końca przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Wyjątkowo satysfakcjonująca lektura :)

Na mamie materiał opinał się, marszczył i podwijał, ale z mojego ciała zwisa smętnie. Marszczę brwi, widząc swoje odbicie.

– Wężu, a gdzie ty mieszkałeś, zanim przyjechałeś tutaj?

– W ludziach – odpowiada.

Ładne.

 

 

Kam, co Ty tu stworzyłaś? :)

Opowiadanie jest wstrząsające – mną przynajmniej wstrząsnęło. Weird odbieram tutaj jako otoczkę. Nienachalną, całkiem przyjemną; ale z czasem zamienia się on(o) w pretekst do rozwinięcia historii w coś, co jest w stanie wywołać niewiele ponad obrzydzenie. Najdziwniejszy rozdźwięk mam chyba z dysonansem pomiędzy infantylizacją bohaterki, a jej realnym wiekiem (który pada wprost, co jest IMO zbędnym trzaśnięciem łopatą; po “Krzyżakach” wiek stał się oczywisty). Wraz z kolejnymi rozdzialikami trybiki wskakują na swoje miejsca i ulotny weird przepoczwarza się w okrutnie realny dramat.

Uważam, że powinnaś zamieścić w przedmowie ostrzeżenie dotyczące treści.

Napisane jest profesjonalnie. Techniczne igła. Natomiast nie wiem, z czym mnie chciałaś zostawić po lekturze. Z myślą, że skurwysyństwo istnieje i jest się z nim całkiem samym? Jeśli schowałaś tu jakieś inne dno, to niestety poziom brutalności mi je przysłonił.

Dobre opowiadanie, powiedziałabym, uderzające. Podobał mi się dom, taki tajemniczy i oniryczny, i ten nieskończony korytarz. Feministyczna wersja Biblii też niczego sobie. Poruszyłaś bardzo ważne i smutne wątki, po zakończeniu czytania wiadomo, co wysuwa się na pierwszy plan, ale jest też problem samotności, rozbitej rodziny i rodzica, który nie ma czasu i też nie zauważa, co się dzieje z jego dzieckiem. Te motywy nie są zbyt oryginalne i wałkowane często, ale przedstawiłaś je w bardzo oryginalny sposób.

Zastanawia mnie tylko, czy pisanie o bohaterce jak o siedmioletniej dziewczynce to świadomy zabieg? Czternastolatki nie nazwałabym już dziewczynką, no i czy czternastolatki bawią się w pikniki i przedstawienia? I pisałaś np., że była niska, a raczej w tym wieku już się urosło.

Na początku opowiadania myślałam, że “kształt” i cechy domu nawiązują do tego, że we wczesnym dzieciństwie wszystkie budynki wydawały się takie ogromne i tajemnicze, właśnie oniryczne, ale chyba nie o to chodziło, skoro bohaterka ma czternaście lat…

No, ale ogólnie tekst świetny, doskonale wiesz, jak sprawić, by taki był!

Mam mieszane odczucia po przeczytaniu tego opowiadania. Technicznie – bardzo dobry tekst, skojarzył mi się ze “Sklepami cynamonowymi”, pojawiła się nawet Adela i charakterystyczne dla tego utworu, nieoczekiwane zmiany przestrzeni. Konkursowy absurd widzę też w wątku matki, która znika, jest “wchłaniana” przez pracę. Ogólnie, forma tej opowieści urzeka czytelnika.

Teraz trochę się poprzyczepiam. ;)

Odkąd pojawił się wąż i wspomniałaś o wędrówce przez organizm, domyśliłam się, co będzie dalej i dokładnie tam zakończył się tekst. Ale możliwe, że dla części osób fabuła będzie zaskakująca.

Temat znany, opisywany w różny sposób w opowiadaniach. Pamiętam “Piaskuna” autorstwa AQQ – tam problem został podjęty w poetycki sposób. W “Trupim pieniążku” Syfa też nie pojawiła się bezpośrednio kluczowa scena (nie chcę spojlerować). Zabrakło mi właśnie tych niedopowiedzeń, temat został potraktowany i pokazany bardzo dosłownie.

 

Podczas czytania zacząłem notować szczególnie zręczne i ujmujące frazy, ale darowałem sobie w połowie, bo musiałbym cytować z każdego akapitu. Literacko to piękna perełka.

Śledziłem akcję z dużą przyjemnością i z rosnącym niepokojem. Zakłócona logika wydarzeń i przestrzeni sprawia, że nie wiadomo, czego się spodziewać po każdej scenie, a zestawienie motywów obyczajowych z potwornymi sprawia, że te drugie mocniej trafiają w cel.

Napięcie jest umiejętnie wystopniowane, w miarę, jak narracja odsłaniała grozę rozwijającej się relacji, emocje rosną, wspinają się do mocnej kulminacji i osuwają się w gorzką puentę. Bardzo doceniam to, że Kam nie poszła w oczywistość i narysowane w tekście relacje – z wężem, z matką – są wielofasetowe.

Na forum zaszła jakaś literacka transcendencja, bo kiedy wróciłem po rocznej przerwie, poziom tekstów mnie zachwycił.

To nie był ani Piaskun, ani AQQ tylko Winobranie i wybranietz, ANDO ; )

 

Najdziwniejszy rozdźwięk mam chyba z dysonansem pomiędzy infantylizacją bohaterki, a jej realnym wiekiem

o to to. jak czternastka nie wie, co staje, gdzie i dlaczego, to znaczy, że edukowała się na filmikach TVP.

 

ale językowo bardzo ładnie, to trzeba przyznać.

 

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Żeście mnie zaskoczyli tymi wizytami :D Więcej was matka nie miała?

 

Chyba bardzo zabawny tekst mi wyszedł, bo jeszcze mi się nie zdarzyło, by przy jakimś opowiadaniu połowa czytelników narzekała na zbytnią łopatologię, a druga połowa nie rozumiała, co się dzieje. Czysty absurd :D

 

Ninedin, Dziękuję ślicznie! Bardzo sobie cenię twoje słowa.

Gekikara, Dzięki za tyle miłych słów :) Fajnie, że wywołałam takie emocje.

Na czternastolatkę skarżyło się jeszcze parę osób, więc wycięłam ją pod osłoną nocy.

Katio, Dziękuję heart

 

Brightside

Bardzo się cieszę, że wzbudziłam tak silne emocje :D

Natomiast nie wiem, z czym mnie chciałaś zostawić po lekturze. Z myślą, że skurwysyństwo istnieje i jest się z nim całkiem samym?

Dobre pytanie. Wiele narzucił mi sam gatunek weirdu, w który wpisany jest brak happy endu. Osobiście też traktowałam historię Ewy jako opowieść o przechodzeniu z dzieciństwa (niewinności) w dorosłość. W końcu nic nas tak nie rucha jak życie ;)

Natomiast rozumiem, skąd interpretacja części użytkowników, że Wąż był mężczyzną… choć trochę mnie zaskoczyło, bo nie pisałam tekstu z tą myślą.

 

Sonato,

Bardzo się cieszę, że ci się spodobało!

Pikniku i przedstawienia nie wiązałam jakoś szczególnie z wiekiem bohaterki – na pikniki chodzę nadal, a jeśli chodzi o Lilije, to Arnubis wystawiał je w liceum :D Natomiast martwi mnie, że odebrałaś jako młodszą. Ten sam problem miałyśmy przy Koli, nie? :)

Dzięki za lekturę :)

 

ANDO,

skojarzył mi się ze “Sklepami cynamonowymi”, pojawiła się nawet Adela i charakterystyczne dla tego utworu, nieoczekiwane zmiany przestrzeni.

Zabawny zbieg okoliczności. Nie czytałam, ale (o ile dobrze pamiętam) Bruno jest uważany za przedstawiciela weirdu, więc skojarzenia z nim biorę za dobrą kartę.

Każde wydarzenie można opisać na różne sposoby – ja nie chciałam się bawić w niedopowiedzenia i półsłówka. Rozumiem, że nie wszystkim to przypasuje. Dziękuję za przeczytanie!

 

Wisielec,

heartheartheart

Nie przestaniesz mnie w tym tygodniu rozpieszczać, co? :>

 

wybranietz,

Nie jestem pewna, czy przeczytałaś tekst, czy tylko rzuciłaś okiem na komentarze, ale miło cię widzieć, cześć :)

jak czternastka nie wie, co staje, gdzie i dlaczego

Co do czternastolatki – fragment wykreśliłam, bo rzeczywiście zgrzytał, ale szczerze mówiąc, nie wydaje mi się, żebym sama w tym wieku rozumiała mechanizm stawania penisów. Nie wiem.

No, ale może oceniałaś tylko wyrwany z kontekstu fragment, który zobaczyłaś w komentarzu.

 

 

Jeszcze raz dzięki wszystkim za uwagę, bardzo mi się miło zrobiło dziś rano, jak zobaczyłam taki odzew :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

czytałam cały tekst – stąd, że ładnie napisane ; )

 

więc to nie była uwaga wyrwana z kontekstu. 

(i myślę, że niewinność to nie jest to samo co niewiedza/infantylność, ale to na marginesie i może być oderwane od kontekstu xD)

 

 

Ach, a co do tego, że Wąż jest uznany za mężczyznę – sam rzeczownik jest męskoosobowy, a skojarzenie z Lucyferem nie pomaga. Plus robi to, co robi.

 

I would prefer not to. // https://www.facebook.com/anmariwybraniec/

Bardzo ładne opowiadanie.

Świetny pomysł z personifikacją Węża, który jest tu istotą pełną wiedzy i przyjacielem, oraz potworem ze wszystkimi członkami w jednym.

Myślę, iż historia w swojej istocie dotyczy smutnej prawdy życiowej, w której zapracowana samotna Matka zaufała komuś z polecenia, gdyż potrzebowała opiekunki. 

Budowanie więzi między dziewczynką i Wężem, jest wymalowane w pięknych barwach przyjaźni. Takie dzieci szukają choć odrobiny ciepła i każdy czuły gest jest dla nich cenny.

Dla bohaterki, czas spędzony z Wężem jest niczym bajka na jawie.

Jednak, to są tylko niewinne dzieci, które nie mają pojęcia o tym, iż świat może być zły, a mili ludzie nie zawsze mają czyste zamiary. 

Dziewczynka przez całe życie jest sama i nie wie, jak rozróżnić dobro od zła, ponieważ nikt jej tego nie pokazał, ani o tym z nią nie rozmawiał.

Poza tym Mama nie dogląda jej zbyt często i nie martwi się, czy jest bezpieczna pod okiem nieznanej osoby. 

Świetnie napisana brutalna prawda o wykorzystaniu naiwności dziewczynki przez Pedofila.

Smutne jest to, iż dziecko usprawiedliwia oprawcę, ponieważ tylko on ją czule przytula, pomimo iż przed chwilą robił jej potworne rzeczy. 

Chcąc podsumować sposób, w jaki odebrałam to opowiadanie, ciśnie mi się na usta jedno zdanie:

“ Bajka o tym, jak oczy samotnego dziecka postrzegają Pedofila”

Bardzo pięknie wymalowane zło, jakie dorosły sadysta jest w stanie zrobić dziecku.

Cóż z tego, iż Adam jest w łonie dziewczynki. Ona nie dorosła w żaden sposób do roli matki, a patrząc na dziecko, już zawsze będzie widzieć twarz swojego gwałciciela. To dziecko jest owocem krzywdy oraz przypomnieniem o traumie jaka ją spotkała. 

Kiedy Matka w końcu sobie przypomniała o dziecku, było już za późno. 

Nie ochroniła córki, a nawet oddała ją w ręce oprawcy. Odbudowanie relacji miedzy nimi graniczy z cudem. 

 

 

Ps: Przeczytałam cały tekst…

 

Bardzo ci dziękuję za opinię, Agunia!

Cieszę się, że się spodobało. Pozdrawiam!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Fajne :)

Przynoszę radość

Dzięki, Anet :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

kam_mod 

 Tak sobie dzisiaj pomyślałam, iż twoja koncepcja mogłaby pojawić się na broszurkach ostrzegawczych dla rodziców i stronach, które dotyczą tematów ochrony dzieci przed Pedofilami.

Doskonale wyczerpuje temat postrzegania obcych osób przez zaniedbane dziecko. 

Oczywiście wywołałoby burzę i wielkie potępienie, ponieważ każdy z nas uważa się za “najlepszego z najlepszych” w dziedzinie bycia rodzicem. 

Jednak takie tąpniecie mogłoby otworzyć kilkadziesiąt umysłów, a to już wielka szansa dla wielu rodzin i dzieci.

Takie rzeczy dzieją się w każdej warstwie społecznej. Można je zaobserwować w rodzinach bogatych i biednych ludzi, u wykształciuchów i analfabetów, wśród biznesmenów i duchownych, a także w rodzinach polityków i aktorów…

Nie ma algorytmu, czy instrukcji na zabezpieczenie się przed osobą, która jest “zwyrodnialcem”, ale taka historia jest w stanie wyczulić na baczniejsze pilnowanie swoich dzieci wielu rodziców. Mogłaby nawet ograniczyć ich naiwność w stosunku do nieznajomych.

Wybacz, że akurat w ten sposób myślę o twoim dziele.

Uwierz mi, znam wielu rodziców, którzy nie mają wyobraźni na ten temat…

 

Hmmm. Absurd odrobinę mnie przerósł. Zawiązałaś oś czasu w precel i trudno mi się w tym odnaleźć. Żeby nie było – poszczególne elementy rozumiem, ale nie chcą się złożyć w rozsądną całość. Kto wynajmuje opiekę (i to męską) do panny na wydaniu? Dziwna ta matka. Chyba że to jakaś alegoria miała być… Ale że parkiet rozwalony do prób teatralnych jej nie przeszkadzał? Kiedy się to wszystko dzieje – niby Biblia już została napisana, lektury szkolne też, ale symbolika węża pozostaje nieznana. Chyba że to znowu alegoria… W “Krzyżakach” nie było nic o tym, jakie to ważne, żeby Danusia zachowała cnotę, że nie wypada zadawać się z mężczyznami spoza rodziny?

Babska logika rządzi!

Wisielec,

heartheartheart

Nie przestaniesz mnie w tym tygodniu rozpieszczać, co? :>

Pisz gorzej, to nie będę :D

Natomiast rozumiem, skąd interpretacja części użytkowników, że Wąż był mężczyzną…

Ma siusiaka, to rzeczywiście mocny trop.

 Tak sobie dzisiaj pomyślałam, iż twoja koncepcja mogłaby pojawić się na broszurkach ostrzegawczych dla rodziców i stronach, które dotyczą tematów ochrony dzieci przed Pedofilami.

Ta interpretacja przewinęła się już kilkukrotnie i chyba dominuje wśród czytelników.

Ja nie sądzę, żeby opowiadanie stanowiło zawoalowany opis jakiejś konkretnej sytuacji, typu: opiekun molestuje dziewczynkę. To jest weird, elementy historii nie muszą być na wprost sprowadzalne do akcydensów.

Stąd też zarzuty, że bohaterka jest zbyt infantylna na swój wiek, albo próby dociekania, ile ona ma lat w danym momencie, nie mają wielkiego sensu. W tym opowiadaniu

Myśl, żeby mama miała kogoś kochać, jest tak absurdalna, że przebija się przez moją zrozpaczoną maskę

więc krytyka realności odwzorowania rodzinnych relacji wydaje mi się chybiona.

To samo zresztą można powiedzieć o pytaniu “kiedy to się dzieje i czemu symbolika węża jest nieznana”. Równie dobrze w roli kusiciela mógłby wystąpić miodożer albo nartnik, albo skunks, ale chodzi właśnie o to, żeby czytelnik widział nadciągającą katastrofę.

No ludzie, spróbujcie przyłożyć tę samą miarkę do Procesu Kafki i wyjdzie Wam, że tekst nie ma sensu. Gdyby Kafka żył w naszych czasach i wrzucił Metamorfozę na NF, toby przyleciał jakiś użytkownik napisać, że karaluchy nie jedzą sera.

No, toż napisałam, że absurd mnie przerósł. Nie pisałam, że to złe opowiadanie ani że za bardzo weird. Mam logiczny umysł i on się domaga logiki we wszystkim, co napotyka. Nie podobają mu się nazbyt porąbane rzeczy i historie.

BTW, czytałam coś Kafki i odczucia miałam podobne – zagubienie, trudności z odgadnięciem, o co tu chodzi. Więc chyba jest dobrze.

Babska logika rządzi!

Hej, Finklo, fajnie, że wpadłaś!

Rozumiem, czemu opowiadanie nie przypadło ci do gustu – weird to nie jest gatunek dla osób stąpających twardo po ziemi.

 

Logikę wydarzeń już wyjaśniam – ale też proszę pozostałych czytelników o odpuszczenie sobie tego komentarza. Nie lubię, gdy autor wykłada historię w komentarzu, ani dyskutuje z czytelnikami, ale chcę Finkli na przykładach pokazać, jak budowałam weird w tym opowiadaniu, i dlaczego zmuszona byłam zastosować pewne rozwiązania, których wymagał ten gatunek.

 

A więc posłuchajmy, co ciocia Kam myśli o weirdzie.

 

Weird w tym opowiadaniu można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach – na pierwszym planie, czyli w historii przyjaźni Węża i dziewczynki, co część czytelników odbiera jako metaforę. Ich prawo. 

 

Weird występuje w tym opowiadaniu także na drugim planie, a więc w mieszkaniu, w którym uwięziona jest bohaterka – to charakterystyczne dla weirdu, by bohater nie był w stanie opuścić danego miejsca. Mieszkanie nie poddaje się prawom fizyki – korytarz ciągnie się w nieskończoność, stłuczone lustro znów jest całe, Wąż zdejmuje sufit – można założyć, że rozebrana podłoga również się zrośnie – ta pozbawiona wyjaśnień płynność świata wokół bohaterów to też element weirdu.

Mieszkanie elastycznie podchodzi do pojęcia czasu (Jestem przecież zamknięta w mieszkaniu, w którym żyje czas. + scena, w której bohaterka odnajduje kufer mamy z czasów jej młodości – z suknią ślubną).

 

Podsumowując – jeśli logika tego opowiadania wywołuje w tobie protest, to najłatwiej będzie wyobrazić sobie, że mieszkanie Ewy znajduje się w alternatywnym świecie – trochę podobnym do naszego, ale nie do końca. W końcu, jak mówi Ewa: Pierwszego września musiałam przecież wrócić do małego mieszkanka na końcu Mazur, w tej okolicy, która czasem obleka się łanami złotej pszenicy, a czasem znika z map i żadnym sposobem nie można jej znaleźć.

 

Dziękuję za wysłuchanie mojej weirdowej pogadanki ;)

 

Finklo – dzięki za odwiedziny!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Aha, dzięki za wyjaśnienia. :-)

<Mamrocze pod nosem: Dwa poziomy weirdu… Jakby jeden nie wystarczał aż nadto… ;-)>

Babska logika rządzi!

:D :D :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Opowiadanie jest świetnie napisane i już rozumiem, dlaczego mówiłaś, że jest brane w komentarzach za metaforę – z powodzeniem mogłoby nią być. Jako weird jednak sprawdza się również bardzo dobrze. Bawisz się absurdem i koncepcją, nawet podtytuły pomagają budować napięcie.

“Sympatycznym” to jednak, przy szczerych chęciach, bym tego nie nazwała. ;) Ale to w niczym jego jakości nie umniejsza. Kawał naprawdę dobrego tekstu.

Zostaw ten żyrandol.

Aww, dziękuję, discordowa kumpelo :)

Od strony językowej miałam ogromną radość z tym tekstem :>

Dzięki, że wpadłaś!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Pięknie to wszystko napisane. Nie próbowałam szukać logicznych wyjaśnień, zastanwiać się nad znaczeniami. Dałam się po prostu porwać tej historii, odkrywając każdą następną scenę jak kartę. Koniec mnie chwycił za gardło.

Wspaniały tekst.

kam-mod 

Widzę, iż uraziło Cię trochę, iż nikt nie zwrócił uwagi na elementy weird w twojej historii.

Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie.

Oczywiście dostrzegłam fragmenty tego typu. 

Mi raczej przypominają thriller i jak dobrze pamiętam, to w“Czerwonej róży” S.Kinga są takie straszne korytarze, które rozrastają się i znikają w nich ludzie. 

Poza tym za każdym razem jak dziewczynka zaczyna zauważać Węża, jest to chwila bardzo niematerialna, jakby wszystko było zwidem dziejącym się na pograniczu rzeczywistości. Taki majak ledwo dostrzegalny w rozmazach obrazu kącika oka. 

 

Dziękuję, Matko Chrzestna! Szalenie mi miło, że sprawiłam ci przyjemność tym tekstem :)

 

Agunia, absolutnie mnie nie uraziło. Ludzie dobrowolnie sięgnęli po moje opowiadanie i większość z nich była zadowolona z lektury – jak mogłabym? Jestem szczęśliwa z każdego czytelnika, niezależnie od tego, jaką interpretację sobie wybierze. Jeśli czytelnik jest zadowolony, także i ja jestem zadowolona.

A jeśli czytelnik nie jest zadowolony – wtedy wyciągam z tego lekcję i staram się nie popełniać tego samego błędu w przyszłości, ale nadal jestem wdzięczna czytelnikowi za czas, jaki spędził nad moim opowiadaniem.

www.facebook.com/mika.modrzynska

Bardzo dobre, mocne opowiadanie. I doskonały warsztat. Tekst świetnie napisany, aż mi wstyd trochę napomykać o takich drobniusich niedopatrzonkach – ale jednak napomknę, coby stał się jeszcze świetniejszy:

Dobrze mi samej z literkami. Boję się o Danusię, ale dobrze się bawię…

– Nie chcesz wiedzieć (…)

Chcę zaprotestować (…) a jeszcze więcej opowiadała mi pani Ala spod trójki, kiedy jeszcze żyła (…)

– Nic nie jest dla mnie zbyt brutalne – protestuję

To nagromadzenie powtórzeń trochę w oczy kłujące – no chyba że celowe.

Zaglądam pod kanapę, sprawdzam lodówkę i stryszek ze prześmiardłą…

A tu mnie to “ze” kłuje z lekka, chyba bym tu “z” jednak widziała. Tak tylko wspominam.

 

No i jedno mam pytanie odnośnie początku, bo mnie nurtuje z anatomicznego punktu widzenia: jak przez przewód pokarmowy dotrzeć do układu rozrodczego? Nie, że się czepiam… Dobra, czepiam się. Jeśli spojrzeć na to przez pryzmat prowadzenia narracji, nawet dobrze to wygląda. Spójnie. Więc tylko się czepiam.

 

Tak czy inaczej, świetnie się czytało, choć była to lektura na swój sposób wstrząsająca. Wszelkie “ochy” i “achy” jak najbardziej zasłużone :)

Spodziewaj się niespodziewanego

NaNa, dzięki za komentarz :)

Niech ci nie będzie wstyd wytykać błędów, bardzo jestem ci wdzięczna, że je zaznaczyłaś. Już poprawiłam.

Anatomicznie? Z pewnością się nie da, natomiast jak ostatnio sprawdzałam, to nie potrafiłam też zajrzeć sobie do płuc.

Bardzo się cieszę, że opowiadanie ci się spodobało. Super, że wpadłaś :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Nie planowałem tu zaglądać, z różnych względów, ale często sprawdzam, co napisała konkurencja w konkursie, poza tym rzucił mi się w oczy jakiś komentarz o poruszaniu trudnych tematów, więc jestem. Chciałem napisać komentarz dopiero za kilka dni, po głosowaniu piórkowym, ale szczerze mówiąc, dla mnie liczy się literatura, i mało mnie interesuje, kto i co sobie pomyśli.

Znakomity tekst, bardzo mi się podobało. I nie ze względu na obyczajowy charakter utworu, który oparty jest na dramacie i traumie, bo rzeczywiście ta tematyka jest mi bliska, tylko sposobu, w jaki ten dramat opisujesz.

Religia w beletrystyce ma dwie strony medalu. Z jednej strony przyciąga czytelnika, bo porusza ważki temat, z drugiej łatwo spalić treść jej epatowaniem. Świetnie z tego wybrnęłaś, religia jest, ale przestawiasz ją w sposób neutralny, to znaczy z tekstu bezpośrednio nie wynika, czy Autorka jest wierząca, czy też nie. Nie narzucasz mi, czytelnikowi, swoich deklaracji, a to niestety często ma miejsce. Czytam bowiem opinie, niby “zaszyte” w treści, a tak naprawdę wręcz krzyczące ateizmem lub bogobojnością autora/autorki. A to mnie odrzuca, podkreślałem już bowiem wielokrotnie, że czytając beletrystykę, nie interesuje mnie zupełnie opinia, wierzenia i zainteresowania autora, a jedynie historia, którą opowiada. 

Polecam Ci tutaj opowiadanie Łosiota “Jak Słońce”, nie jest tak dramatyczne, ale doszukuję się w nim podobnej neutralności.

Nie miałem też skojarzeń Węża z mężczyzną, brutalność i zło przedstawiasz bezosobowo i to kolejna rzecz, którą świetnie obrazujesz, ba, dokładasz symbolikę, wiążesz wszystko w całość, nic nie zostawiasz przypadkowi. Rozumiem jednak, że męskie skojarzenie może się pojawiać, dlatego pozbyłbym się z tekstu poniższego zdania:

Widzę coś między jego nogami, sztywne i wycelowane w mój brzuch.

Tym bardziej że nogi wcześniej w tekście nie występują, tak przynajmniej zapamiętałem.

Sam opis gwałtu to majstersztyk, wszystko zbalansowane, jest brutalność oprawcy, jest niewinność ofiary, są słowa, które “nie gwałcą” mego umysłu, ale silnie obrazują, bym poczuł ten dramat.

Jestem bardzo usatysfakcjonowany. Otrzymasz piórko, a moim zdaniem, będziesz też w dziesiątce roku.

Moje gratulacje.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Hej, Darconie!

Dzięki za wizytę i przemiły komentarz.

Religia – ciekawe obserwacje. I ja nie lubię, gdy autor wpycha swoje poglądy czytelnikowi do gardła.

Do Łosiota zajrzę :)

Wiesz, ten problem rzeczywiście można zawęzić do jednego zdania. Słuszna sugestia i dobre oko. Wycięłam.

 

Otrzymasz piórko, a moim zdaniem, będziesz też w dziesiątce roku.

Nawet nie wiem, co powiedzieć. Niezależnie od stanu faktycznego – w tym roku o piórka trudno – cieszy mnie twoja opinia i to, że tobie samemu to opowiadanie aż tak się spodobało. Cała przyjemność po mojej stronie.

 

I jeśli masz chwilę i ochotę – zajrzyj do mojej Ostatniej.

Ewa jest dobra, ale Ostatnia lepsza. :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Znakomite.

Po pierwsze warsztat. Masz rzadką umiejętność budowania błyskotliwych i ładnych zdań z prostych wyrazów. Również z lekkością, mimochodem, dodajesz w niby zwykłych zdaniach coś co nadaje im niezwykłości i fantastyczności. 

 

Urzekły mnie szczególnie (choć było tego znacznie więcej, ale nie będę cytował połowy tekstu):

 

Dobrze mi samej z literkami.

Wąż je martwe myszy i grzech instant

– Wężu, a gdzie ty mieszkałeś, zanim przyjechałeś tutaj?

– W ludziach – odpowiada.

 

Po drugie historia i świat. Niby miła i fajna, ale co chwilę pojawia się w niej coś co zaburza reguły znane nam z istniejącego świata. Ponadto występuję mnóstwo wydarzeń, które powodują zmarszczenie brwi. Niby nic się nie dzieje, niby próbujesz to “uspokoić” kolejnymi zdaniami, ale wiemy, że coś tam było co nie gra w żadnym ze światów. 

Świat jest pięknie dziwny ukazany w tych zdaniach wrzuconych (jak już wspomniałem) mimochodem.

 

Po trzecie zakończenie. Jest mocne, choć spodziewałem się czegoś strasznego. Umiałaś napisać wiadomą scenę bardzo umiejętnie, a przeskok do trzeciej osoby jest znakomitym zabiegiem, który (jeśli dobrze zrozumiałem) pokazuje też pewną transformację bohaterki.

 

Podsumowując nie pozostaje nic innego jak zgłosić do piórka.

Nie przepadam za tym gatunkiem literatury, więc początkowo czytałam z umiarkowanym zainteresowaniem. Nie wiem, w którym momencie dotarło do mnie, co właściwie czytam. Wróciłam do początku i zaczęłam jeszcze raz. I poszczególne elementy zaczęły mi się układać w przerażający obraz.

Prosiłaś, żeby nie spojlerować, więc nie będę, choć trudno w tym konkretnym wypadku pisać opinię bez odnoszenia się do treści. Podjęłaś trudny temat, rozpisałaś go mistrzowsko. Weird, którego nie lubię, tym razem doskonale oddaje sposób postrzegania świata przez dziecko, które przeżyło to, co Ewa. Z kolei wprowadzona nagle narracja trzecioosobowa pokazuje depersonalizację, jakiej doświadcza dziewczynka.

Piękny język, kilka zdań – perełek.

Poruszyło mnie to opko.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Kurde, ja chyba naprawdę faktycznie rzeczywiście jestem wrażliwym facetem jednak, no trochę jednak jestem. Dla mnie to bizarro, ale ja już tak mam, że jak usłyszę dwa magiczne słowa w bliskim sąsiedztwie zespolonym: “wąż” i “macica”, a zwłaszcza to ostatnie na literę “em”, to otwiera mi się klapa w mózgu czy w ogóle mózgowiu z napisem: “twarde plus brutalne”. Ale czytało się, a nawet dobrze mi się czytało, nieźle całkiem. 

Edwardzie Pitowski,

Dzięki za wizytę i przemiły komentarz :)

Fajnie, że tych parę zdań ci się spodobało aż tak, by je wypisać (to zawsze miło głaszcze ego autora).

Transformacji słusznie się dopatrywałeś – takie wydarzenie nie może nic nie zmienić w życiu

człowieka. Dziękuję za nominację :) 

 

Irko,

Oj, jak bardzo mnie cieszy twój komentarz :) Cieszę się, że poruszyło. Fajnie jest tworzyć coś, co zostaje z czytelnikiem na dłużej, nawet jeśli niekoniecznie jest to wesołe wrażenie.

No i super, że mimo nielubionego gatunku opowiadanie przypadło ci do gustu :)

Dzięki za wizytę :)

 

Maciekzolnowski,

Dziękuję za wizytę i komentarz. Miło, że nieźle się czytało :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Twórcze nawiązanie do Księgi Rodzaju, twórcze i śmiałe.

Pojedyncze frazy czy zdania o jakości tekstu nie stanowią, więc nie będę wypisywał tych, które ładnie wyszły. Natomiast o jakości Twojego opowiadania świadczy niewątpliwie fakt, że – pomimo pojawienia się w nim wiadomej sceny – nikt nie zarzucił Ci taniej gry na emocjach.

Trudne, dobre.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Na razie powiem, że mocne w treści i piękne w języku. Nie jestem pewien, czy cokolwiek więcej zdołam dopisać, może, kiedyś?

Aww, dziękuję, panowie, za wizytę.

 

jeroh, super, że udało ci się skończyć :D A wiesz, że właśnie się obawiałam zarzutów, że wybrałam sobie dramatyczny temat, żeby zagrać na emocjach?

 

fizyk – mam nadzieję, że nie pozostawiłam cię straumatyzowanego ;) Pozdrawiam serdecznie.

 

Fajnie, że wpadliście! heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dziękuję szanownej pani za wizytę :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, proszę, wybacz mi, że swój ślad zostawiam tak późno. 

Uważam, że to świetne opowiadanie. Udało Ci się opisać bardzo poważny temat, oblec go w weirdową konwencję i jeszcze zachęcić do refleksji po lekturze. Bardzo podoba mi się jednak pewna dosłowność, taka niby oczywista łatwość w domyśleniu się o co chodzi. Bo jednak symbole i biblijne klimaty pozwalają na coś więcej. A ostatnie zdanie z Adasiem – miazga. 

Deirdriu heart

Szalenie ci dziękuję za tyle miłych słów i parę spojrzeń, które rzuciłaś na tekst w stanie surowym. Dobrze mi się z tobą rozmawiało heart

 

Aww, i dziękuję za nominację! :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Dwoistych uczuć doznałam w trakcie czytania – z jednej strony nad wyraz porządne wykonanie zapewniło płynną i dobrą lekturę, z drugiej nadmiar absurdu dezorientował mnie, zaciemniał sprawę i nie pozwalał zrozumieć, co właściwie czytam. Niełatwo było mi wczuć się w sposób widzenia świata dziewczynki, a wplecenie wątków biblijnych też jakoś nie przypadło mi do gustu, w dodatku skutecznie gmatwało całą sytuację.

 

mamy, która w nigdy nie może tra­fić do mo­je­go po­ko­ju. ―> Literówka.

 

W chwi­lę póź­niej owoc za owo­cem zni­ka­ją… ―> Wystarczy: Chwi­lę póź­niej owoc za owo­cem zni­ka­ją

 

W chwi­lę póź­niej jabł­ka kręcą się wokół mnie… ―> Chwi­lę póź­niej jabł­ka kręcą się wokół mnie

 

Nogi wierz­ga­ją­ce na boki są chude i pa­ty­ko­wa­te; ko­la­na od­zna­cza­ją się na nich jak ko­ra­le na sznur­ku. Wąż roz­chy­la je na boki… ―> Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Kam,

moje zdanie na temat tekstu już znasz, więc nie będę tutaj się zbytnio powtarzał.

Jednak by formalności stało się zadość, skreślę jeszcze kilka słów, już tak z dystansem.

W mojej opinii to obok Ostatniej Twój najlepszy tekst. Dojrzały, niestroniący od emocji i to takich, przy których czytelnik się zastanawia, ile z nich jest wymyślonych, a ile prawdziwych.

Takie teksty cenię najbardziej, bo przedstawione historie wydają się bardzo wiarygodne.

Rybak tak często pisze, jakby te opowiadania były jego wspomnieniami ubranymi w fantastyczne szmatki. U Ciebie też mi się zdarzało, szczególnie w brzózkowych opowieściach, zastanawiać ile dajesz głównej bohaterce z siebie, a ile jest dodatkiem. Tam jednak główna bohaterka jest nastolatką, więc i problemy ma zgoła nastoletnie, które nadają historii lekkości. 

Tu jednak Twoja bohaterka, choć jest dzieckiem, problemy czy przemyślenia ma takie, jak dorosła kobieta. Owszem, czasem ubrane w dziecięce słowa, okraszone słodką naiwnością, ale widziane oczyma dorosłego, ma się świadomość tego, że mogą znaczyć zgoła co innego. Przez to ten tekst jest taki mocny.

Dziecięca niewinność w świecie dorosłych, z pełną paletą konsekwencji każdego czynu, pozostawiona sama sobie.

regulatorzy,

dziękuję bardzo za lekturę i znakomitą jak zwykle łapankę. Wszystkie błędy poprawione, a ja jestem dumna jak paw, bo nauczyłam się czegoś nowego i już nigdy więcej nie napiszę “w chwilę” :D

Przykro mi, że dawna absurdu była zbyt wielka.

 

Chrościsko,

Nie wiem, co powiedzieć. Jesteś wróżką chrzestną tego opowiadania :) Dziękuję, dziękuję heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, cieszę się, że mogła pomóc. :)

I niech Ci nie będzie przykro, absurd jest OK. Tyle że mnie czasem zdarza się wchłaniać ograniczone jego dawki. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O kurwa.

 

Państwo wybaczą.

 

Językowo, technicznie – błyskotliwie.

Pierwsze przetworzenie cytatu z Biblii wzbudziło moją nieufność – czy tu aby nie będzie jakiejś ideologii? Na szczęście nie było, przetwarzasz ją z żelazną dyscypliną, bez nacechowania jakimikolwiek poglądami, tak, by korespondowała z treścią.

Bardzo podoba mi się umiejętne wybijanie co rusz z “normalności” – pojedynczym zdaniem, czasem słowem, sceną. Możliwości interpretacyjnych jest mnoho, a ta najmniej przyjemna brzydko robi w głowę rodzicom. Kapitalnie użyta narracja trzecioosobowa do pokazania depersonalizacji, odcięcia się od siebie w wyniku doznanej traumy. Bardzo unhappy end, ale również – niejednoznaczny. Bardzo gorzkie i trafne komentarze, wzmocnione fantastycznym sztafażem (mama pochłonięta przez pracę, zdystansowana, wąż – przyjaciel, krzywdziciel i w sumie jedyne źródło czułości, jakie zna protagonistka, nieskończony dom).

 

Puchata historyjka. Ta, jasne. Za to łgarstwo to się w piekle smaż.

 

Brrr. Fu. Mocna rzecz.

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nawiązując do Twojej przedmowy, droga Kam, opowiastka może i jest sympatyczna, przez całe 2/3 tekstu. Pomysł był bardzo ciekawy i świetnie udało Ci się go przedstawić. Było dziwnie. Było tajemniczo. Połowa tekstu kazała mi rozważać jakieś drugie, popularnonaukowe tło zmieszane z mistycyzmem. Wykonanie zaiste wyborne :)

Tylko z tą końcówką mam problem podobny do Jasnej Strony. Niejaki zawód, że w całej historii naprawdę o to chodziło? Pozostawia mnie z niesmakiem, ale takie jest życie. Sądzę, iż zamierzony efekt osiągnęłaś w 100%.

Powodzenia w konkursie :)

Oto jestem! Obiecałem sobie, że pierwszą kawkę jaką przeczytam, będzie kawka od Kam i udało się zmanipulować rzeczywistość, aby tak właśnie było (za wyłączeniem betowanych opowiadań). No dobra, czas na opinię :-)

Moim skromnym zdaniem widać tu na pierwszy rzut oka wysoki poziom oraz pisarskie doświadczenie. Super wykonanie. Utwór napisany lekko, choć wcale nie taki lekki. W końcówce zagubiłem się trochę w narracji i nie wiedziałem do końca, kto opowiada pewien fragment historii, ale nie szkodzi.

Szczególnie podobały mi się pomysłowe zdania (np. Wąż zna się na religii, hebrajskim i grzeszeniu, więc we wtorek pomaga mi z pracą domową z polskiego), które powodowały szumienie w głowie jak po dobrej oranżadzie. Kiedy czytam opowieści ze względnie młodymi bohaterami, a u Ciebie mamy młodą bohaterkę, to zazwyczaj dochodzę do wniosku, że ja w podobnym wieku byłem kompletnie głupi. Ale myślę, że to trochę magia literatury podobna do magii kina. W tym potrzeba pisarskiego wyczucia, aby wybalansować postać, by była fascynująca i przekonująco naturalna. Wydaje mi się, że Tobie udał się ten zabieg.

Napisałaś historię, po którą ja bym nie sięgnął tak w pierwszym wyborze, i jestem nieco zagubiony teraz. Trochę zabolało i chciałbym poszukać winnego, lecz uświadamiam sobie, że nie mam autorce wiele do zarzucenia. Znaczy się, że napisałaś ciekawą i przejmującą opowieść. Wpisanie historii w biblijną ramkę jest tu najciekawszym zabiegiem i na moje oko całkiem udanym, chociaż ten element można było potraktować jeszcze trochę inaczej. Starotestamentowy wydźwięk Boga można było rozpisywać w charakterze Bóg albo Pan, bo Pan Bóg to taka współczesna i uproszczona perspektywa. Ale to jest mało istotny szczegół.

Bardzo dobre opowiadanie. To była wartościowa lektura.

Mój komputer jest po polsku

Chyba długo nie zapomnę tego opowiadania, bo jest tu i oryginalny pomysł i ciekawe ogranie motywów biblijnych i zakończenie, które nie podaje wszystkiego na tacy, ani nie jest zbyt wydumane. Podobało mi się smiley

Bardzo oryginalne i świetnie napisane. Fabuła niełatwa i nie jestem pewien, ile zrozumiałem, ale tekst na pewno zostaje w pamięci.

Świrybie,

Dziękuję szanownemu panu za wizytę :)

Uwielbiam ekspresyjność języka i używanie przekleństw do opisania swoich wrażeń z lektury tekstu wprawia mnie w szczerozłoty zachwyt. Kurwa.

Cieszę się, że się dobrze bawiłeś i obiecuję, że brzydko w główkę zrobiłam ci nie po raz ostatni ;> (Ale przyjemności ze mną będziesz mieć dużo, słowo ;))

 

Za to łgarstwo to się w piekle smaż.

Ale tu wcale nie jest tak źle. Cieplutko i ciemno, słońce nie świeci w monitor.

 

 

Żonglerko, śliczny obrazek <3 Dziękuję za przeczytanie!

 

Aryo,

Zdanie z przedmowy miało być złośliwym żarcikiem, przewrotnie grającym z oczekiwaniami czytelnika.

Popularnonaukowe tło? Oj, chciałabym, ale jeszcze paru książek mojemu rozumkowi brak.

Dziękuję za wizytę i komentarz, bardzo się cieszę, że zajrzałaś. Powodzenia w konkursie!

 

Mersejku królu,

Obiecałem sobie, że pierwszą kawkę jaką przeczytam, będzie kawka od Kam

No masz ci los, tak od ręki mnie wzruszyć. Gdzie są moje chusteczki.

W końcówce zagubiłem się trochę w narracji i nie wiedziałem do końca, kto opowiada pewien fragment historii

Całą historię opowiada Ewa. W wiadomej scenie uciekając od traumy "wyszła z siebie", by nie musieć tego przeżywać. Taka tam drobna depersonalizacja, niech rzuci kamieniem, komu z nas się to nie zdarzyło.

Twój pomysł na alternatywną interpretację starotestamentowego Boga jest strasznie ciekawy – pozostaje pozazdrościć fajnych pomysłów.

Dziękuję za odwiedziny, do zobaczenia pod twoim tekstem heart

 

oidrin,

Bardzo się cieszę, że ci się podobało! Super, że wpadłaś :)

 

zygfrydzie,

A twoja wizyta mnie zaskoczyła :) Szkoda, że nie wszystko zrozumiałeś – w razie czego służę pomocą, też bym chciała wiedzieć, gdzie za mocno zakręciłam – ale cieszę się, że mimo tych drobnych kłopotów dopatrzyłeś się w lekturze zalet. Super, że wpadłeś heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ode mnie króciutko.

Ładne. Profesjonalnie napisane. Samogojenie się czaso-przestrzeni domu i opisy z wnętrza ciała strasznie mi się podobały.

Zaskoczenia na koniec nie było, ale napięcie w tekście mimo tego, że domyślałam się jak się skończy, tak.

Zazdraszczam. 

Dream big.

Cieszę się, że się dobrze bawiłeś i obiecuję, że brzydko w główkę zrobiłam ci nie po raz ostatni ;> (Ale przyjemności ze mną będziesz mieć dużo, słowo ;))

No i to jest obietnica, że ho ho ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Poruszające mocno. Już prawie na początku skojarzyło mi się z pewnym opowiadaniem Wybranietz, tyle, ze tu wybrałaś kompletnie inną konwencję i inny sposób opisu. Później wyszło na to, że skojarzenie bardzo mocno trafne…

Nie wiem czy to specjalnie czy nie, ale zadziwiająco sprawnie wyszło tu manewrowanie na granicy gatunków. Nie sposób określić czy tu jest fantastyka, jej pogranicze, czy może symbolika nakładana na traumatyczne wspomnienia. W ogóle w którymś momencie tekstu zacząłem sie zastanawiac, czy główna bohaterka to dziecko, której matka ma na nią mało czas, czy też dziecko i występująca w narracji matka to w rzeczywistości jedna osoba, która cierpi na traumę i ucieka do wspomnień. Pewnie dokładam tu interpretację, której pierwotnie nie było, ale niepewność pomiędzy takimi dwoma wariantami wzmacnia odbiór tego tekstu.

 

Odnośnie stworzenia Ewy – a wiesz, ze istnieją w mitologii hebrajskiej wersje legend o stworzeniu świata, w których właśnie Ewa była wcześniej od Adama?

 

dogs, koleżanko, siema <3

Jak miło, że wpadłaś! I jeszcze ci się podobało – nie mogłabym być szczęśliwsza :) Proszę pogłaskać pieska ode mnie :>

 

Świrybie ;) heart

 

Wilku,

Podobało ci się?! Serio?! U ciebie to nigdy nie wiadomo, zawsze mi sprawisz niespodziankę :D A jak w rankingu, lepiej czy gorzej niż żmija? :D

No i oczywiście zaskakujesz też interpretacją. Jeśli składa się ona w twojej głowie w logiczną całość, to pozostaje mi czuć dumę, że napisałam tekst, w którym udało ci się odnaleźć coś swojego.

Odnośnie stworzenia Ewy – a wiesz, ze istnieją w mitologii hebrajskiej wersje legend o stworzeniu świata, w których właśnie Ewa była wcześniej od Adama?

ZNOWU MI NIE WYSZŁA ORYGINALNOŚĆ D:

Nie wiedziałam, ale mile mnie ta wiadomość zaskoczyła. Przy najbliższej okazji postaram się o tym poczytać :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Ech, Kam, cokolwiek większość ludzi sądzi o możliwości wyglądania poza własne pudełko, to naprawdę staram się ze swojego wyglądać gdy coś oceniam :) A że u mnie idą punkty w górę, gdy coś wymaga myślenia i układania to też żadna tajemnica.

Ale nie sądzę, żeby “podobało się” było tu trafnym określeniem. To nie jest ta tematyka, do której to słowo by pasowało, a i “szuflada”, do której nie chciałbym zaglądać. Co nie zmienia faktu, że opowiadanie jest poruszające i treść idzie równo z formą, a może i wyżej.

Pytasz o porównanie z “Maską Żmii”… Opowiadanie “Maska” w swojej kategorii jest jak dla mnie ekstraklasą. To opowiadanie (”Siedem dni”) w swojej kategorii jest bardzo dobre. Czyli niby w prostym przełożeniu “Maska” wyżej, ale zestawienie ich jedno do drugiego byłoby co najmniej karkołomnym pomysłem. Oba teksty mówią o pewnych problemach, ale innych i w zupełnie inny sposób.

 

A co do mitologii hebrajskiej – tam jest znacznie więcej smaczków. I to zarówno z czasów zanim ta religia stała się monoteistyczna, jak i później, z apokryfów.

Re; mitologia, offtop

Jest np. wariant stworzenia człowieka, w którym Bóg tworzy człowieka mężczyzną i kobietą. Dosłownie. Jednocześnie. Dopiero potem tę idealną dwupłciową istotę rozdziela na dwa, osobno mężczyznę, osobno kobietę (to jest już w Talmudzie, potem rozwijane, jakżeby inaczej, w pismach kabalistów).

EDIT: Wtedy nie ma “żebra” Adama, z której powstaje kobieta – Bóg bierze jedną STRONĘ ciała (co jest lepszą interpretacją, jak chodzi o znaczenie użytego słowa tsela’, które wszędzie poza tą sceną w Genesis znaczy “strona, bok”) i ją oddziela, tworząc drugi raz – tym razem odrębne byty, mężczyznę i kobietę.  

Ech, Kam, cokolwiek większość ludzi sądzi o możliwości wyglądania poza własne pudełko, to naprawdę staram się ze swojego wyglądać gdy coś oceniam :)

Wiem – myślę, że wszyscy w loży się staramy. Moje zdziwienie wynika z faktu, że nie spodziewałam się, że to opowiadanie ci się spodoba no i w sumie dobrze czułam, bo się nie spodobało :D

Ale cieszę się, że doceniasz :)

Kiedyś wstawię Żmijkę na forum, ciekawe, jakie będą opinie :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Przeczytałam już parę dni temu, ale dałam tekstowi odleżeć w pamięci. Mam dość mieszane odczucia.

Poniżej mogą być lekkie spoilery.

Z jednej strony tekst jest naprawdę bardzo dobry pod względem formy, mocno wpada w weird, budzi niepokój i może nawet lekki dyskomfort. Ale z drugiej strony, być może przez ograną symbolikę węża i dość często ostatnio wałkowaną tematykę krzywdy młodocianych, dość łatwo można przewidzieć do jakiego końca dąży opowieść.

Odniosłam lekkie wrażenie pójścia po najmniejszej linii oporu: jak kuszenie, to wiadomo, że wąż; jak grzech, to wiadomo, że skojarzenia biblijne. Moim zdaniem wyszłoby lepiej, gdyby sięgnąć po mniej oczywistą symbolikę. Wiem, wiem, czepiam się, ale też szukam po prostu powodu, dla którego Twój tekst nie wybrzmiał dla mnie tak, jak powinien.

Dobra, porzućmy marudzenie, przejdźmy do pozytywów. Momentami irytowała mnie infantylność bohaterki – czasami wydawało mi się, że narracja jest zbyt dziecinna jak na, było nie było, nastolatkę – ale po przemyśleniu stwierdzam, że to wszystko także buduje klimat osaczenia i neurozy. Dojrzalsza dziewczyna prawdopodobnie zwietrzyłaby niebezpieczeństwo, tymczasem w przypadku Twojej Ewy wiemy, że jej naiwność i niewinność doprowadzi ją do, mówiąc nieco patetycznie, zguby.

Podobała mi się jej relacja z Wężem. W ogóle ten Wąż – ciekawa postać. Niby wiemy od początku, że kawał z niego – za przeproszeniem wszystkich zgromadzonych – chuja i znajomość nie skończy się dla Ewy dobrze, ale podobało mi się, jak ich relacja ewoluowała. I tu znowu pojawia się problem, o którym wspomniałam wyżej – Wąż tutaj bruździ, pozbawia tekst elementu zaskoczenia.

 

Niemniej jednak, bardzo dobry tekst. Świetnie napisany, cóż tu dużo gadać.

 

Odnośnie stworzenia Ewy – a wiesz, ze istnieją w mitologii hebrajskiej wersje legend o stworzeniu świata, w których właśnie Ewa była wcześniej od Adama?

Mnie ostatnio najbardziej zauroczył traktat Bikkurim, według którego Adam i Ewa byli tą samą, hermafrodyczną osobą.

A już całkiem wpadłam w miłość, kiedy przeczytałam zbiorek legend żydowskich, których autor twierdził, że kobieta nie powinna nasiąkać gorącą wodą, gdyż została stworzona z kości, a kości pękają we wrzątku. <3

 

edit: ninedin mnie ubiegła…

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

Pieseł pogłaskany od koleżanki Kam. Zadowolony i powiedział, cytuję: “wincyj głaskaj, wincyj” ;-).

Dream big.

pójścia po najmniejszej linii oporu

 

Gravel, kurfa, oficjalnie zaraz dzwonię do Cienia, żeby ciebie i twoje kości we wrzątku wygotował i patelnią przez łeb lał.

 

linia NAJMNIEJSZEGO oporu, nie NAJMNIEJSZA linia oporu, mać wasza elektrotrogolodytyczna! ;-)

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Gravel, kurfa, oficjalnie zaraz dzwonię do Cienia, żeby ciebie i twoje kości we wrzątku wygotował i patelnią przez łeb lał.

Kusiło mnie, by pójść po linii najmniejszego oporu i pokajać się za błąd, lecz po takich groźbach nie mogę tego uczynić. Wypowiedziałeś wojnę. Zbudziłeś smoka. Gondor wezwał pomocy.

Skończysz jako sushi, płastugo wędzona.

A mać Twa…

 

kam, wybacz Świrybowi ten niecny offtop ;P

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

laughheart

 

Lofciam was, waryjoty i mówię wam zdecydowane:

 

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Trudny tekst, na pewno wrażenie robi to, jak świetnie operujesz słowem. W prostych zdaniach przemycasz poczucie niepokoju, pokazując coraz więcej dziwności świata-mieszkania, w którym dzieje się historia. Bardzo pomysłowy zabieg z odwróceniem historii z Księgi Rodzaju, Adama powstałego/zrodzonego z Ewy. Przyznam, że jak dla mnie ten dziki absurd był momentami męczący, nieokiełznany. Choć oczywiście wpisuje się to w gatunek weird.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

– Wężu, a gdzie ty mieszkałeś, zanim przyjechałeś tutaj?

– W ludziach – odpowiada.

Ładne.

Ciekawy tekst, naprawdę ładnie napisany; naszkicowałaś bardzo umiejętnie, Kam, obraz dziewczynki samotnej, pozbawionej w sumie kogoś bliskiego. I jej głupoty, że w Wężu znajdzie kogoś takiego.  

Ale cóż, jakoś tak jest, że człowiek chce do kogoś należeć i żeby ktoś należał do niego. 

O matko, gravel powstała z martwych, by wpaść do kam – ale radość :D cześć, gravel!

Fajnie, że w tekście znalazłaś pozytywy i szkoda, że do pełnej satysfakcji wiele zabrakło. Rzeczywiście, wąż jest tu mocno oczywistym symbolem, który jednak chciałam przełamać, dając mu ludzką twarz – stąd dynamiczna relacja między bohaterami i wyrazisty charakter – został on zresztą przyprawiony odrobiną pewnego żywego pana ;)

No i skupienie się na tematyce biblijnej też narzucało Węża – w tak zamotanym tekście nie chciałam odbiegać za daleko od źródła.

No i w plot twisty to ja jestem raczej ciapa :)

 

Super, że wpadłaś heart

 

Dogs, doskonałe wieści z frontu heart martwi mnie tylko jedno – czy do napisania powyższej wiadomości zdjęłaś rękę z psiej główki? Byłaby to tragedia.

 

Szyszek! heart

I ty ze swoimi zakręconymi tekstami zmęczyłeś się moim zamotaniem? Ależ to się nie godzi.

Cieszę się, że wpadłeś i doceniłeś walory opowiadania. Dzięki za wizytę :)

 

Draconis,

Ślicznie dziękuję za wizytę i miłe słowa :)

Prawda, że to poczucie przynależności do drugiego człowieka jest w nas silne? Lubię pochłaniać kawałki rzeczywistości i upychać je do tekstów. Kto nigdy nie pragnął tego, co Ewa, niech pierwszy rzuci kamieniem ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Rzucać czy nie rzucać – oto jest pytanie… ;-)

Drugie pytanie – czego pragnęła Ewa i jak bardzo moje pragnienia są podobne? Akceptacji – jasne, to zawsze się przydaje, czy to na gruncie emocjonalnym, czy bardziej służbowym. Pokochania kogoś – trochę, w młodości, ale nigdy nie za wszelką cenę. Większej uwagi rodziny – uchowajcie bogowie! Mam młodszego brata, zawsze czułam się za niego odpowiedzialna, najpiękniejsze chwile dzieciństwa to te, kiedy nie musiałam się z nim bawić w infantylne gierki człowieka o pięć lat młodszego i mogłam w spokoju poczytać.

Babska logika rządzi!

Finklo :D

Mądry komentarz, ale mam drobną uwagę – uczucie Ewy do Węża nie było miłością romantyczną (jak to wnioskuję z twojego komentarza). Ewa chciała kochającego opiekuna. I chciała kochać kogoś, kto również ją kochał – ale w sensie rodzinnym, nie partnerskim.

 

Mam teraz pod opieką dwójkę dzieci, starszą dziewczynkę i młodszego chłopca, i każdego dnia podziwiam jej cierpliwość, odstępowanie zabawek i dopasowanie się do jego życzeń. Starsze siostry to anioły ;)

 

Psychofish, ledwo żeś wrócił na forum, a już burdy wszczynasz. Do ostatniego rzędu z tymi kamieniami.

www.facebook.com/mika.modrzynska

A, nie romantycznie, w sensie rodzinnym. No to szybko się zorientowała…

No i właśnie taki mam problem z Twoim tekstem: ta bohaterka jest niespójna. Raz jest malutka, nie można jej zostawić samej w wielkim domku… Niewinna, słodka i dziecinna. A raz jest na tyle rozwinięta (przynajmniej fizycznie), żeby zajść w ciążę. Panny w takim wieku już mają lekcje biologii i powinny się orientować, skąd biorą się dzieci.

Z matką podobnie – wyrodna, nie ma czasu dla własnego dziecka. Ale hej, nastolatki już nie potrzebują opiekunki. Nie codziennie. OK, dziewczynka jest chora, więc nie chodzi do szkoły. Ale według naszego cudownego państwa ośmiolatki już można zostawić same.

I jaki z tego ma wynikać przekaz? Nie zatrudniaj dla nastolatek męskich opiekunów? A ktokolwiek to robi? Dzieci są ważniejsze niż praca? Łatwo powiedzieć…

No, w takich wypadkach odnoszę wrażenie, że autor chce wzbudzać we mnie emocje kosztem logiki.

Do tego jeszcze kolejny stopień zagmatwania z motywami biblijnymi…

Sorry, Winnetou, ale jestem na NIE.

Babska logika rządzi!

Rozumiem, Finklo :) Dzięki za rozbudowany komentarz!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, przeczytaj proszę najpierw mój komentarz pod “Ostatnią”, potem ten. 

 

No dobra. 

Od czego by tu zacząć. 

Otóż zajebiste. Chciałbym takie teksty czytać na papierze, bo tutaj czasem (na szczęście rzadko) zdarzają się komentarze psujące wrażenia z lektury, a jednak ciekawość i pisarski profesjonalizm (xd) każą człowiekowi przeczytać, co sądzą inni. Dlatego czytałem opinie innych tak jednym okiem ,)

Po pierwsze, nie wiem, czy to czujesz, ale językowo dałaś tutaj czadu. 

Wąż je martwe myszy i grzech instant, podczas gdy ja szukam mamy. Cały ranek jej szukam.

W środę odciąga mnie od Krzyżaków, choć wcale nie chcę. Dobrze mi samej z literkami.

To chyba moje ulubione fragmenty, bo takie nienachalne, subtelne, ale po prostu piękne i świadczące o ogromnym (nawet jeśli podświadomym) wyczuciu literackim autorki. 

Po drugie, te fantastyczne wstawki o domu czy zniknięciu matki – świetne. Wrzucasz to mimochodem, ale wychodzi niesamowicie. Kojarzy mi się to z opisami pogody w moich “Słowach, których nie powiem Łucji” – tylko że ty zrobiłaś to znacznie lepiej. Czy to pisałaś na czuja, czy kalkulowałaś, nieważne. Wyszło naprawdę dobrze. 

Po trzecie, konstrukcja. Podtytuły rozdziałów z użyciem piosenki, która się nagle urywa. Tak jak nagle urywa się dzieciństwo. No miazga. 

Po czwarte, po piąte i szóste – cała reszta, nie chce mi się już wypunktowywać :D Ale tematyka religijna – z wyczuciem. Kreacja Węża – niejasna i znakomita. No i to, co się nieuchronnie zapowiadało: zanim się zdarzyło, chciałem, żeby to jednak bohaterkę ominęło, kibicowałem jej. Sam opis zgwałcenia mocny. Podoba mi się takie weird fiction: leci jakaś znana melodia i nagle coś ją przerywa, zakłóca, odmienia. No i jeszcze to wspaniałe wyważenie między zrozumiałym a tajemniczym. 

Wiem, sporo zachwytów, ale takiej fantastyki ze świecą szukać. W sumie moje najbliższe – a i tak odległe – skojarzenie to “Metody badania abominacji” Gravel. 

Podsumowując: mało jeszcze z konkursu czytałem, ale wróżę zwycięstwo. No i to jedno z najlepszych opowiadań, które w ostatnim czasie czytałem. 

Brawo, Kam. 

Obiecałam wrócić z dłuższym komentarzem, no to wracam.

 

W głosowaniu piórkowym będę na TAK. Mogę uzasadnić swoją decyzję trzema przyczynami.

Po pierwsze, ten tekst gra w sposób błyskotliwy opozycją fantastyczne / niefantastyczne: przy przyjęciu odpowiedniej optyki fantastyki jako takiej w nim nie ma, a jednocześnie – mamy do czynienia z tekstem, ogrywającym pomysłowo klasyczne mityczno-fantastyczne motywy. Całe te gry z chronologią, które tu uprawiasz (skutecznie i świadomie) sprawdzają się znakomicie, bo z jednej strony budują nastrój tekstu, z drugiej – służą do stworzenia charakterystyki bohaterki i jej rozbudowania. Ewa jest jak z mitu, zawieszona w czasie, jednocześnie jest dziewczynką i nastolatką. Jednocześnie udaje ci się tu, mimo tej mityzacji bohaterki, nie zgubić jej drugiej strony.

Bo z drugiej strony Ewa jest prawdziwa. I tu będzie druga przyczyna i pierwszy disclaimer. Są tematy, których w literaturze nie lubię i to nie dlatego, że są dla mnie zbyt osobiste/ że jestem na nie wrażliwa. Tu chodzi mi o tematy, które, mam wrażenie, bywają czasem wyciągane po to, żeby tekst “dociążyć”, dodać mu powagi, trochę zaszantażować emocjonalnie czytelnika. Pewnie każde z nas widział kiedyś tego typu motyw, w rodzaju: “Chcę, żeby bohater-policjant był Cierpiący i Głęboki – dołożę mu zamordowaną przez mafię żonę”, albo coś w tym guście. I na topie takich tematów u mnie osobiście są motywy związane z pedofilią i wykorzystywaniem dzieci. I teraz – po co to mówię? Ano po to, żeby podkreślić, że tekstem z takim wątkiem ciężko mnie kupić. Tobie się udało. Uniknęłaś, moim zdaniem, płycizn i mielizn, jakimi groziło instrumentalne potraktowanie tematu. Zrobiłaś to wiarygodnie i przejmująco, a bez wyciskania łez. Poruszyłaś, zamiast zirytować. Brawo. 

Przyczyna trzecia jest z kolei związana z moimi własnymi czytelniczymi sympatiami. Lubię literaturę językowo pomysłową, odważną, nie bojącą się metafory czy stylowych albo narracyjnych eksperymentów. U ciebie w tym opowiadaniu znajduję to, co lubię, wykonane w sposób, który nie jest sztuką dla sztuki, ale stanowi integralną część autorskiego zamysłu, świadomej kreacji tekstu. 

Brawo i TAK ode mnie. 

 

No dobra, dotarłem, lecimy.

Na wstępie powiem tyle, że tekst mi się naprawdę podobał, natomiast na początek łyżka dziegciu. Ładnie to tak nie pamiętać, że w kwestii węży jest od kogo zaczerpnąć informacji? ;D

Pokryta łuskami, chropowata skóra szura po dywanie

szorstkość skóry przyprawia mnie o dreszcze

Wąż je martwe myszy

Skóra węża jest gładziutka i miła w dotyku. Nie szorstka, jak również nie oślizła, jak sądzą niektórzy. No i węże są drapieżnikami, a nie padlinożercami, więc zdecydowanie konsumują myszy żywe.

 

Martę przestałam rysować po tym, jak moje malowidło otworzyło jej rany w dłoniach i przestała chodzić do szkoły.

Świetne.

 

opowiadała mi pani Ala spod trójki, kiedy żyła, a raz czy dwa także po swojej śmierci.

staję przed lustrem, które znów jest całe.

Kolejne przykłady świetnego budowania klimatu.

 

 

“Najdziwniejszy rozdźwięk mam chyba z dysonansem pomiędzy infantylizacją bohaterki, a jej realnym wiekiem” – Mr Brightside

“Stąd też zarzuty, że bohaterka jest zbyt infantylna na swój wiek, albo próby dociekania, ile ona ma lat w danym momencie, nie mają wielkiego sensu. W tym opowiadaniu” – Wisielec

 

Tu się trochę zgodzę z MrB, a trochę z Wisielcem. Z jednej strony mi to wszystko momentami zgrzytało. Najpierw myślałem, że to naprawdę mała dziewczynka (np. “elystyczne”), potem lekko zgłupiałem, a potem jeszcze wyczytałem w komentarzach, że bodaj celujesz w czternastolatkę. Hmm. No mam mieszane uczucia, ale jakoś szczególnie bym się nie czepiał. Raz, że nie przeszkadzało mi to zbytnio w lekturze, dwa – wiadomo, weird.

 

im bardziej ja jestem rozproszona, tym bardziej Mrok staje się skupiony

Super zdanie heart

 

Kolejna rzecz, która mi się bardzo spodobała to mieszanie ze sobą rzeczywistych i fikcyjnych cytatów z Biblii – zajebista sprawa.

 

Natomiast rozumiem, skąd interpretacja części użytkowników, że Wąż był mężczyzną… choć trochę mnie zaskoczyło, bo nie pisałam tekstu z tą myślą

No właśnie, dla mnie w pierwszej kolejności nie był. Patrzyłem na to właśnie bardziej pod kątem czegoś w stylu rzeczywistości alternatywnej / onirycznych wizji / jednej wielkiej metafory / po prostu klimatycznego weirdu, bez zbędnych analiz. OK, można podchodzić warstwowo, różnie interpretować, acz jednoznaczne sprowadzenie tego do przyziemnej pedofilii, moim zdaniem, spłyca ten tekst.

 

Puchata historyjka

laughdevil

 

Podchodziłem do tego opowiadania z lekką obawą, ale to jest naprawdę fajowo napisane. Jak wspominał Wisielec – dużo fraz i zdań perełek. Tekst jest lekki w formie i odpowiednio nie-lekki w treści. Dla mnie nie był nadmiernie oczywisty i choć nie przepadam za takimi klimatami, to zostałem usatysfakcjonowany zakończeniem. Większość tego, co mógłbym dodać, została już tu napisana. Gratuluję pomysłu, zabawy konwencją i warsztatu.

 

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Cześć funie :D

 

Ale mi piękny komentarz wysmażyłeś, no nic tylko w ramki oprawić :) Super, że ci się podobało.

Po tylu latach pisania to już chyba mało co dzieje się w moich opowiadaniach nieświadomie, ale cieszę się, że doceniasz język – zresztą niczego innego bym się po tobie nie spodziewała, bo i u ciebie zabawy językiem zawsze stały na pierwszym miejscu.

Zerknij jeszcze do innych opowiadań kafkowych, poziom wysoki i dużo świetnych tekstów!

Dzięki za wizytę i do zobaczenia pod twoim opowiadaniem ;)

 

Ninedin,

Och, mów mi tak jeszcze :D

Bardzo, bardzo ci dziękuję za twoje słowa. Naprawdę cenię sobie twoją opinię i cieszy mnie, że udało mi się napisać coś, co ci się tak podoba. 

I doskonale rozumiem tematy, które wpycha się czasem na siłę, jadąc na kliszach, by dociążyć tekst. Z tym trzeba ostrożnie.

Dzięki, że wpadłaś :)

 

Bail,

siema :D

jak ja to opowiadanie pisałam, to się jeszcze nie kumplowaliśmy i twoje zoo nie straszyło mnie przy okazji każdej wizyty na fejsie :D Teraz to bym wiedziała, do kogo uderzać, wiadomka.

Skórę węża i myszy poprawię po zakończeniu konkursu.

I spodobał ci się mrok, jak super :D nikt do tej pory nie wspominał, a to jeden z tych fragmentów, przy którym sama sobie pogratulowałam, a następnie jedna z bet zasugerowała usunięcie, bo niejasny XD Cieszę się :D

Dzięki, dzięki za przeczytanie :)

A dlaczego podchodziłeś do opowiadania z obawą? Bardzo mnie to intryguje :>

www.facebook.com/mika.modrzynska

Biorąc pod uwagę fakt istnienia miliona tekstów do piórkowej oceny, będzie krótko. I tym razem I mean it. 

Znakomity warsztat, pełen przepięknych, nieomal genialnych zdań, które, odpowiednio użyte, powodowały, że tekst fantastycznie balansował między niezrozumiałym, onirycznym weirid, a brutalną, naturalistyczną historią obyczajową. Podoba mi się bohaterka, która zapewne nie do końca jest normalna (stąd ograniczenie przestrzeni do szkoły i mieszkania, które, z braku bodźców, urasta do rangi osobnego świata, oraz dysonans między rozwojem fizycznym i psychicznym… Choć w sumie… Dwunastolatka mogłaby zajść w ciążę, a ta konkretna Ewa ma ewidentne, emocjonalno-magiczno-psychologiczne problemy, stąd infantylność… Nie, chyba nie ma żadnego dysonansu) i podoba mi się przedstawienie rzeczywistości jej oczami. 

Być może jest to zwykła obyczajówka, przebrana w fatałaszki onirycznego weird, ale literacko i emocjonalnie (choć są to emocje bardziej w stylu piły łańcuchowej, niż pilnika do paznokci) zajebista. 

Dlatego będę na TAK. 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

A dlaczego podchodziłeś do opowiadania z obawą? Bardzo mnie to intryguje :>

Bo mam kiepską tolerancję na tragizm w jednostkowym wydaniu, a czułem, że tu nim oberwę w łeb. I miałem rację :P .

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

W poprzednim komentarzu jasno napisałam, jakie wrażenie zrobiło na mnie Twoje opko, myślę że komentarz jest wystarczający. Wpadam tylko na chwilę, by dotłumaczyć jeszcze jedną kwestię, zanim pojawi się ona w jakimś wątku w hyde parku.

 

Dobre pytanie. Wiele narzucił mi sam gatunek weirdu, w który wpisany jest brak happy endu. Osobiście też traktowałam historię Ewy jako opowieść o przechodzeniu z dzieciństwa (niewinności) w dorosłość. W końcu nic nas tak nie rucha jak życie ;)

Natomiast rozumiem, skąd interpretacja części użytkowników, że Wąż był mężczyzną… choć trochę mnie zaskoczyło, bo nie pisałam tekstu z tą myślą.

To Twoja odpowiedź na jeden z komentarzy. Odebrałam opko jako historię wykorzystanej seksualnie dziewczynki, a więc nie do końca zgodnie z Twoimi intencjami. Mimo tego masz mojego TAKa i to raczej za to, co ja w opku zobaczyłam.

Mamy tu unikalną możliwość podyskutowania z autorem tekstu, dopytania, autor może pewne rzeczy wyjaśnić. Ale generalnie wydane dzieło literackie żyje swoim życiem, każdy interpretuje i ocenia je na swój sposób, często nie mający nic wspólnego z intencjami autora. I tak powino być. Także tutaj :)

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Ach, a Thargone to zawsze zobaczy w opowiadaniu coś nowego heart Układasz logikę wydarzeń lepiej ode mnie. Dzięki za miłe słowa i taka :) Super, że ci się spodobało.

 

Bail,

Kto nie lubi czasem oberwać w łeb? Zaraz się po tym świeżej myśli ;)

 

Irko,

Super! Dzięki heart

Ano, cudna sprawa z tym komentowaniem. Dla autora szczególnie wartościowa, bo ten feedback to najcudowniejsza rzecz na świecie. Te komentarze z alternatywnymi, zaskakującymi interpretacjami są super – kto by się nie chciał czasem poczuć Mickiewiczem ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Zmyliłaś mnie obrazkiem. Jestem maniakalną wielbicielką gadów, więc dziewczynka i taki śliczny wąż zapowiedziały mi co innego – bajkę o zwierzątku. I w sumie chyba bym ją chciała przeczytać…

Bo z tym tekstem mam cholernie mieszane uczucia, choć przychylam się do opinii o tym, że jest bardzo dobrze napisany. Są tu świetne zdania i świetne obrazy. Jest pomysł na narrację i na eskapizm bohaterki – i na jej traume. Jest dziwnie – ale zarazem dość szybko – chyba za szybko – domyśliłam się, o co chodzi (może za wcześnie wprowadzasz różne takie “w ramionach Węża”?). Choć przez jakiś czas łudziłam się, że jednak może o coś innego. Mam przesyt tym tematem [nie: nie tyle tematem, ile rozwiązaniem fabularnym w większych opowieściach, ale to się rzuca na temat] i to nie jest w żaden sposób osobiste – akurat tego rodzaju doświadczeń nie mam i nie znam osobiście nikogo, kto by miał, więc to nie trigger – ale rozczarowałam się, że chodzi właśnie o to. Może źle trafiłam z momentem lektury – wczoraj przeczytałam, w wyniku pewnej dyskusji na fejsbukowej Polskiej Fantastyce, opowiadanie właściwie o tym samym, nawet z bazowym pomysłem jakoś tam podobnym. Oczywiście o niebo (czy też piekło albo otchłań) gorzej napisane, tu nie ma wątpliwości.

Niemniej w efekcie się rozczarowałam, że dobrze przewidziałam, o co chodzi. Przyznaję: na ten konkretny temat jest to zapewne jeden z najlepiej napisanych tekstów. Czy jest weirdem, czy jest fantastyką? Tego też nie wiem…

http://altronapoleone.home.blog

Dzięki za komentarz, drakainko heart

Ano niestety, trudno być oryginalnym, a takie sytuacje, gdy dwa razy pod rząd trafia się na ten sam motyw wkurzają ;P Bardzo mi przykro, że tym razem cię rozczarowałam – może następnym razem będzie lepiej?

Fajnie, że wpadłaś i powodzenia w nocnym maratonie :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Przeczytałam po nominacjach, więc spodziewałam się już wysokiego poziomu. Cóż, zakończenie było dla mnie mocno przewidywalne, ale to chyba jedyny minus. Poza tym opowiadanie bardzo misię. Styl robi wrażenie, wiele zdań naprawdę świetnych, a jednocześnie nie jest to wszystko przekombinowane, co zdecydowanie doceniam. Pozornie jest sympatycznie, ale cały czas czuć to napięcie, zresztą już sam symbol węża robi robotę. Gra z motywami biblijnymi jak najbardziej na plus, niektóre elementy – dom, matka – nieco dezorientują, ale dodaje to opowiadaniu wyjątkowości. No i kompozycja też bardzo mi się podobała, ten podział na zatytułowane części. Końcówka dla mnie nie tyle szokująca, co smutna – nie ze względu na to, co zrobił wąż, ale ze względu na reakcję Ewy, głównie w ostatnich zdaniach VII części. Ogólnie dołączam się do większości pochwał, jakie zebrało opowiadanie – pisz dalej na takim poziomie, Kam :)

Jak się domyślam, nie zupełnie zgadzasz się z interpretowaniem postaci Węża jako metafory, ale jednak opisywana historia sama nasuwa takie skojarzenia. Nie uciekniesz przed tym, tworząc gadającego Węża w meloniku.

Wąż może być zatem przepuszczoną przez straumatyzowany umysł i wyobraźnię nastolatki, postacią opiekuna-pedofila, który gwałcąc, zapłodnił dziecko. Może być również metaforą grzechu (nawet pierworodnego) związanego z dosyć ogólnie pojmowanym Mężczyzną, obecnym w obowiązującej patriarchalnej wersji biblijnej historii z Adamem jako ojcem, synem itd. Może być również samym Szatanem kusicielem, uwodzicielem, co jednak ponownie sprowadza się do symbolu mężczyzny, czyniącego zło, krzywdzącego czystą i niewinna Ewę. Jest tych opcji znacznie więcej, ale która jest prawdziwa?

Nie wiem.

Można te i inne interpretacje snuć do woli, ale jednak sprowadza się to chyba do przeciwstawienia się męskiemu, czyli (?) złemu pierwiastkowi. Nawet Bóg jest zły – bo pozwala na TAKIE rzeczy (to on tworzy kobietę, by była płodna, przyprowadza do niej Węża, tworzył też zło, jako czynnik niezbędny w równowadze sił, a przy tym także krzywdzący kobietę).

Te wszystkie tropy przedstawiają mężczyznę w złym świetle – jest zły, bo krzywdzi kobietę fizycznie, jest kusicielem (dopuszczam nawet interpretację Węża jako fallusa), jest zły jako niechciany owoc gwałtu itd. Idąc dalej tym śladem, powiedziałbym, że tekst jest bardzo feministyczny, a nawet w pewien sposób “seksistowski’ w „drugą stronę". W sumie wątpię, żebyś chciała uzyskać ten właśnie efekt, ale…

Nie wiem.

Można wszystko to odebrać również jako skrzywione rozumienie świata dziecka skrzywdzonego, które (pozbawione uwagi matki – co w sumie ciekawe, bo matka to przecież także kobieta, a jednak jest niejako poza ta symboliką córki) szuka pocieszenia uciekając w wyobraźnię, w świat jeszcze po trochu dziecięcy, w książki, czy wreszcie w Biblię, gdzie jednak znajduje… przyzwolenie na zło.

Tworzy sobie zatem własną wersję Biblii w głowie, przywołując Węża (występującego tam w nieco innej roli), lub cedując w postać Węża swojego realnego krzywdziciela, którego zarazem jakoś tam usprawiedliwia w swej samotności i braku zainteresowania ze strony matki (wiecznie nieobecnej, oddającej córkę w ręce prawdziwego lub wyimaginowanego oprawcy [ale skąd wtedy ciąża, jeśli wyimaginowanego?]).

Nie wiem.

A może Wąż symbolizuje nieobecnego ojca dziewczynki (tylko błagam, nie ojca-pedofila molestującego córkę!!!)? Może nie należy tego traktować dosłownie, może odkrywana właśnie seksualność/kobiecość skierowana jest w stronę ojca, a cała reszta to zaburzenia wywołane poczuciem winy? Może to seksualność rodziców wywołała taki szok i ucieczkę u bohaterki? Tak, to już bardzo odległe tropy. Ale naprawdę ucieka mi sens opowieści i jej przesłane, zatem mogę tylko zgadywać albo powiedzieć:

Nie wiem.

A może jednak cała ta historia dotyczy dojrzewania? Może to niefortunna inicjacja, jaką przechodzi infantylna dziewczyna/nastolatka odkrywająca swoją seksualność i kobiecość "na skróty", od razu wchodząc w role przyszłej nastoletniej matki? Może ta trauma dotyczy właśnie nastoletniej ciąży? A cała reszta to imaginacja i szok psychiczny wywołany pierwszym razem zakończonym ciążą?

Nie wiem.

A może to wszystko tylko nadinterpretacje? Może chciałaś tylko napisać o symbolicznej, alegorycznej Ewie-kobiecie-córce-dziewczynce–matce, która jest każdą kobietą, uniwersalnym symbolem, jednocześnie ujętym w różnych rolach, od tych mitycznych, biblijnych po prawdziwe, zwyczajne, aż po ofiarę „swojej kobiecości” wykorzystanej przez mężczyznę? I w każdej z tych postaci ma do czynienia z mężczyzną-synonimem zła?

Nie wiem.

A może to wszystko jest tylko wymysłem skrzywdzonej lub po prostu upośledzonej umysłowo dziewczyny, która żyje w swoim świecie, zamknięta w domu, opuszczona/zaniedbana przez bliskich, w towarzystwie książek, w tym Biblii?

Raczej nie, są w tekście wskazówki wykluczające takie rozumienie treści.

Ale nie wiem.

Oczywiście, jest tych możliwych sensów więcej i staram się wymienić tylko niektóre, te łatwiejsze do wyartykułowania. Ale wszystkie one nie są dla mnie w pełni zrozumiałe, zaledwie potencjalne, a tych pozostałych nie potrafię ująć w słowa w tak krótkim komentarzu.

I dlatego też moje wrażenia z lektury są bardzo mieszane.

Na pewno widzę w tym opowiadaniu jakiś żal do mężczyzn, jakiż wyrzut, nawet niechęć, zarazem z drugiej strony jakąś martyrologię kobiet, emancypację, zrzucanie "win" za bolesną cielesność (menstruacja, ciąża, molestowanie, gwałty i nie wiem co jeszcze) na facetów, począwszy od patriarchalnego Boga, przez całkiem męskiego Szatana, Węża uwodziciela, przez potencjalnego gwałciciela-pedofila, dalej niechcianego syna, aż po nieobecnego ojca.

To może jest weird, a może jest to tylko plątanina sensów i porzuconych tropów, nie całkiem splecionych wątków? A może ja do tych prawdziwych znaczeń i przekazów nie dotarłem?

Bo jeśli mamy tutaj jedynie ukryty za weirdową konwencją dramat dziecięcej ofiary pedofila, to ja mówią stanowcze dość takim tematom. Zwyczajnie mam dosyć. I nie trafiają do mnie tłumaczenia, że mogą się za tym kryć jakieś złe doświadczenia, że to ważne tematy, które trzeba poruszać w literaturze. Ja takiej fantastyki nie kupuje i nie chcę. Za dużo tej traumy ostatnio. Także na portalu.

Z kolei, jeśli to jest jednak konglomerat bardziej uniwersalnych znaczeń, symboliczna i feministyczna metafora kobiecych wcieleń począwszy od tych biblijnych, po jak najbardziej cielesne, to ja się niestety gubię i nie odnajduje tutaj sensu i konsekwencji. Bo to tak, jakbyś chciała ująć w krótkim tekście bardzo szeroki aspekt kobiecości, od tej religijnej przez kulturową, fizyczną, mentalną. Przez kobiecość w każdej jej roli: córki, matki, kochanki, ale też ofiary, dziewczynki, symbolu. Ale wtedy to będzie powierzchowne i bardzo rozmyte za historią, w której każdy widzi przede wszystkim opowieść o zgwałconym dziecku, które zaszło w ciążę i nie ma komu się z tego zwierzyć. Albo się boi niezrozumienia.

Tekst napisany jest naprawdę ciekawie, warsztatowo bez zastrzeżeń. I chociaż nie ma tutaj wielkich fajerwerków literackich, to są bardzo interesujące sceny/obrazy, udane zabawy formą, niepokojące elementy konstrukcji świata przedstawionego, trafione zdania, myśli, spostrzeżenia czy ciekawe odniesienia kulturowe.

Niestety, nie potrafię w pełni docenić przekazu i fabuły, ponieważ zwyczajnie ich nie ogarniam. Rozłażą mi się i nie współgrają ze sobą. Gubię ich sens i moja satysfakcja z lektury obejmuje jedynie warstwę językową i warsztatową, po części także literacką. Ogólną satysfakcję niestety niweluje niezrozumienie. Czegoś zabrakło mnie lub tekstowi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

No i zdążyłem przed wynikami.

Ja się właściwie zgadzam z Marasem. Z dwoma zasadniczymi wyjątkami. 

Nie jest źle pisać o tak wielu rzeczach, żeby czytelnik mógł sobie sam wybrać. Można tak pisać. Choć nie wiem, czy etycznie – ale weird pozwala na więcej.

A i fajerwerków literackich nie zabrakło. Bo żeby móc tak pisać, trzeba umieć bardzo dużo.

Dlatego, tłumiąc męską dumę (bo przecież to wcale nie tak), chylę głowę przed warsztatem i rozmachem skojarzeń, życząc wygranej w konkursie.

Teyami, dziewczyno, kupę lat! Kiedy razem pijemy?

Dzięki, że wpadłaś heart

 

Marasie, dziękuję za wizytę i komentarz.

 

cobold, drugi dzień się zastanawiałam, czy twój komentarz jest sarkastyczny, czy tak na serio. Chyba na serio? Dziękuję zatem. Jeszcze wczoraj życzyłabym ci tego samego, bo Córka to dobry tekst jest ;)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Królowo, ja i sarkazm?

heart

Ależ królu heart

www.facebook.com/mika.modrzynska

Daliśmy uczestnikom konkursu silniki-hasła, mając nadzieję, że dadzą radę wmontować je w swoją toyotę auris tak, żeby to miało cztery koła i kawałek ujechało.

Ty na własną rękę wstawiłaś pompę paliwową Mazur, układ kierowniczy najwygodniejszego dla Ciebie bohatera, wysokooktanowe motywy biblijne i fabułę z napędem quattro. W efekcie z Twojego warsztatu wyjechała rakieta.

To chyba wszystko, co mam do powiedzenia na temat „Siedmiu dni stworzenia Ewy”.

Teyami, dziewczyno, kupę lat! Kiedy razem pijemy?

Ja zawsze zwarta i gotowa, to Ty nam uciekasz gdzieś w świat :D 

Ojej, Wiktor heart Wielką mi radość sprawiłaś tymi słowami! heart

 

 

Ja zawsze zwarta i gotowa, to Ty nam uciekasz gdzieś w świat :D 

Już wsiadam na tratwę i płynę do ciebie!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, gratulacje. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mnie ten wynik konkursu zaskoczył :). Brawo. 

Dziękuję, ninedin heartheart Mnie zaskoczył, ale to wielka radość :D

www.facebook.com/mika.modrzynska

Nowa Fantastyka