- Opowiadanie: black_cape - Siedem wrót ki-gal

Siedem wrót ki-gal

Naj­bar­dziej znany mit o In­an­nie (Isz­tar) opo­wia­da o jej zej­ściu do świa­ta pod­ziem­ne­go (na­zy­wa­ne­go kur lub ki-gal). Bo­gi­ni wy­bra­ła się tam, by spo­tkać się ze swoją sio­strą Eresz­ki­gal, a do­ce­lo­wo, by po­sze­rzyć za­kres swo­ich wpły­wów. O jej po­wrót miała za­dbać bo­gi­ni Nin­szu­bur.

Przy każ­dej bra­mie świa­ta pod­ziem­ne­go In­an­na tra­ci­ła jeden z atry­bu­tów wła­dzy.

 

W opo­wia­da­niu wspo­mnia­ny jest też Du­mu­zi (bóg-pa­sterz, mąż In­an­ny), Anu, Enki i Enlil (trzej głów­ni bo­go­wie pan­te­onu su­me­ryj­skie­go), Nanna (bóg księ­ży­ca) i Utu (bóg słoń­ca).

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Siedem wrót ki-gal

Pierw­sze wrota

Zwró­ci­ła In­an­na oczy na ki-gal, zwró­ci­ła oczy na obcą kra­inę. Długo pra­gnę­ła skar­bów ukry­tych w ciem­no­ści, wiele nocy śniła o dum­nym pa­ła­cu z la­zu­ry­tu za­mknię­tym za sied­mio­ma wro­ta­mi. Chcia­ła po­dzie­lić mrok we­dług bo­skich praw me, utkać z niego swoją kró­lew­ską szatę. Chcia­ła rzu­cić na­sio­na świa­tła na czar­ną, zmar­z­nię­tą zie­mię. Miesz­kań­cy ki-gal wiecz­nie dy­go­ta­li z zimna, a za po­karm mieli je­dy­nie kurz i pył.

Raz już wró­ci­ła In­an­na z kra­iny bez po­wro­tu.

Utka­no dla bo­gi­ni mięk­ką suk­nię i wy­ku­to twar­dy pan­cerz. Przy­stro­jo­no ją w ko­ra­le z la­zu­ry­tu i ka­mie­nie nunuz. Na nad­garst­kach i kost­kach za­lśni­ły złote bran­so­le­ty. Za­ło­ży­ła In­an­na ko­ro­nę na głowę, a w dło­nie wzię­ła ta­bli­ce z me, sznur i pręt mier­ni­czy.

Opu­ści­ła Uruk, Bad­ti­bir, Za­ba­lam, Adab, Nibru, Kisz, opu­ści­ła Agade.

Opu­ści­ła Nin­szu­bur, swoją wier­ną po­słan­kę. Gdyby i tym razem zo­sta­ła uwię­zio­na w obcej kra­inie, Nin­szu­bur miała po­ru­szyć niebo i zie­mię, by spro­wa­dzić In­an­nę z po­wro­tem.

Nad jej głową pły­nę­ły ob­ło­ki z kro­pli wody, białe i pu­szy­ste jak trzo­da Du­mu­zie­go, u jej stóp kłęby gry­zą­ce­go dymu wiły się ni­czym ja­do­wi­te węże, go­to­we po­ką­sać wszel­kie żywe stwo­rze­nie. Po raz ostat­ni In­an­na ob­ję­ła wzro­kiem kró­le­stwo Anu, En­kie­go i En­li­la. Roz­pa­li­ła ogień, by oświe­tlał jej drogę, i wkro­czy­ła w ciem­ność.

Idź, my­śla­ła Nin­szu­bur ze łzami w oczach. Idź, wyważ wrota, połam rygle, pod­nieś krzyk tak gło­śny, że zbu­dził­by umar­łych.

Sta­nę­ła wkrót­ce In­an­na u bramy, a straż­nik zdjął z jej głowy ko­ro­nę.

– Takie jest świę­te prawo ki-gal – po­wie­dział oschłym, za­ku­rzo­nym gło­sem.

 

Dru­gie wrota

Świat wstrzy­mał od­dech, gdy In­an­na szła przez obcą kra­inę. Ka­pła­ni i słu­dzy, od­le­gli teraz jak cie­nie wspo­mnień, prze­sta­li na chwi­lę uwi­jać się ni­czym mrów­ki. Wy­peł­ni­li swoje za­da­nie. Węże gry­zą­ce­go dymu, które wy­peł­zły spod ziemi i prze­śli­zgnę­ły się koło stóp bo­gi­ni, ro­ze­szły się po świe­cie, by kąsać po­rzu­co­ne zwie­rzę­ta i bez­bron­ne ro­śli­ny.

In­an­na wie­dzia­ła, że przy wej­ściu za­żą­da­ją od niej za­pła­ty. Odźwier­ny roz­bił ko­ro­nę na trzy czę­ści, wszyst­kie odła­ma­ły się w jed­nym mo­men­cie jak zdmuch­nię­te płat­ki kwia­tu. Ale była na to przy­go­to­wa­na, była go­to­wa na to po­świę­ce­nie. To nie pierw­sza obca kra­ina, która rzą­dzi się ta­ki­mi pra­wa­mi, tego już zdą­ży­ła się na­uczyć.

Przy­spie­szy­ła kroku. Jeśli nie po­ko­na drogi wy­star­cza­ją­co szyb­ko, nigdy nie do­trze do celu. Wszę­dzie cza­iły się nie­bez­pie­czeń­stwa, choć wy­da­wa­ło się, że ta prze­raź­li­wa pust­ka nawet po­two­rów i de­mo­nów nie by­ła­by zdol­na ob­da­ro­wać ży­ciem. Lo­do­wa­te wi­chry sie­kły pło­mień oświe­tla­ją­cy bo­gi­ni drogę, a w po­wie­trzu coraz trud­niej chwy­ta­ło się od­dech. In­an­na drża­ła pod suk­nią i pan­ce­rzem, kasz­la­ła ku­rzem i pyłem.

Nie za­trzy­ma­ła się pod drugą bramą. Krzyk­nę­ła i wrota roz­trza­ska­ły się w drza­zgi. Straż­nik w ostat­niej chwi­li do­go­nił In­an­nę, chwy­cił ją za rękę i przy­po­mniał o su­ro­wych za­sa­dach.

– Czy nie od­da­łam już wiele? – za­py­ta­ła z wy­rzu­tem.

– Takie jest świę­te prawo ki-gal – padła chłod­na od­po­wiedź.

In­an­na nie mogła dłu­żej trwo­nić czasu. Boski żar zgasł w ko­ra­lach z la­zu­ry­tu, nić pękła, a nie­bie­skie pa­cior­ki roz­sy­pa­ły się jeden po dru­gim jak łzy.

Nin­szu­bur wzno­si­ła tę­sk­ne oczy ku niebu. Smut­ny bę­dzie wschód słoń­ca bez gwiaz­dy po­ran­nej.

 

Trze­cie wrota

Na ta­bli­cach z me za­pi­sa­ne było wszyst­ko.

W ich gli­nie wy­ry­to ta­jem­ną wie­dzę, za­szy­fro­wa­ną wie­dzę, ze­bra­ną z czte­rech stron świa­ta – bo­skie prawa rzą­dzą­ce nie­bem i zie­mią, pod­sta­wo­we me­cha­ni­zmy ludz­kie­go życia. Zna­la­zły się tam za­sa­dy sztuk i rze­miosł, mo­de­lo­we wzor­ce miast, gma­chów i domów, ulic i po­jaz­dów, in­sy­gniów wła­dzy, na­rzę­dzi pracy.

Na ta­bli­cach z me za­pi­sa­ne było bicie serca i od­gło­sy kro­ków, śmiech i płacz, tę­tent koń­skich kopyt i stu­kot kół po­wo­zu, be­cze­nie owiec, świer­got pta­ków i cy­ka­nie świersz­czy, szum wia­tru, huk gromu i wy­buch wul­ka­nu, sy­re­na stat­ku i od­głos nad­jeż­dża­ją­ce­go po­cią­gu.

In­an­na nio­sła obcej kra­inie słowa we wszyst­kich ludz­kich ję­zy­kach i mu­zy­kę wszyst­kich in­stru­men­tów.

Za każdy okruch złota przy­nie­sie miesz­kań­com ki-gal cie­płe po­zdro­wie­nie, za każdy klej­not – ulot­ną me­lo­dię fle­tów, za każdą perłę – ła­god­ne szep­ty liry. Tam, gdzie po­sta­wi stopę, na kurzu i pyle wy­ro­śnie trawa. Po­two­ry po­ko­cha­ją ta­niec, a de­mo­ny pie­śni we­sel­ne. Ciem­ność za­drży w po­sa­dach od ude­rzeń bęb­nów, chó­ral­nych śpie­wów i po­tęż­nych sym­fo­nii.

In­an­na czuła, że zbli­ża się do trze­ciej bramy. Kolia z ka­mie­ni nunuz jesz­cze trzy­ma­ła się mocno na szyi, ale klej­no­ty już po­brzę­ki­wa­ły nie­spo­koj­nie, już trzę­sły się ze stra­chu.

Kolia ze­rwa­ła się i spa­dła na zie­mię, gdy tylko w ka­mie­niach nunuz wy­pa­lił się do końca cie­kły tlen i cie­kły wodór.

 

Czwar­te wrota

In­an­na pły­nę­ła przez nie­skoń­czo­ną prze­strzeń. Nie miała pew­no­ści, czy były to jej wła­sne myśli, czy wpływ owego świa­ta kurzu i pyłu, ale zdało jej się, że wraz z ko­ro­ną, ko­ra­la­mi z la­zu­ry­tu i ka­mie­nia­mi nunuz zdję­to z niej ogrom­ny cię­żar. Do­pie­ro wtedy mogła w pełni roz­wi­nąć skrzy­dła. Roz­pro­sto­wa­ła ręce i nogi, ro­zej­rza­ła się do­oko­ła, nad­sta­wi­ła uszu. Po­wo­li za­czy­na­ła roz­róż­niać barwy ciem­no­ści, sły­szeć jej mu­zy­kę, czuć jej tętno.

W od­da­li roz­cią­ga­ło się kró­le­stwo Anu, En­kie­go i En­li­la, za­to­pio­na w ciem­no­ści sza­fi­ro­wa kula; i kró­le­stwo Nanny, mlecz­ny opal, wiecz­nie czuj­ne oko w kró­lew­skim pier­ście­niu. Brat jej, Utu, wstrzy­mał swoją wę­drów­kę po nie­bie i przy­wdział ża­ło­bę. Z każdą chwi­lą coraz bar­dziej przy­po­mi­nał inne złote dro­bi­ny, nie­prze­li­czo­ne skar­by ki-gal.

Nin­szu­bur z nie­po­ko­jem wpa­try­wa­ła się w za­mie­ra­ją­ce wy­kre­sy urzą­dzeń przy­pię­tych do ra­mion In­an­ny, kil­ku­me­tro­wych wy­się­gni­ków. Potem usły­sza­ła nie­wy­raź­ny, znie­kształ­co­ny szmer; po­spiesz­nie po­pra­wi­ła słu­chaw­ki i wy­re­gu­lo­wa­ła gło­śność.

– Co się dzie­je, In­an­no?

Nie­cier­pli­wi­ła się; sy­gnał zwrot­ny z tej od­le­gło­ści do­cie­rał z opóź­nie­niem, jak kro­pla wody ka­pią­ca ze stro­pu gi­gan­tycz­nej ja­ski­ni. Nie­wy­obra­żal­ny dy­stans ni­czym su­ro­wy straż­nik dyk­to­wał roz­mo­wie senne tempo, wy­mu­szał oszczęd­ność słów.

– Czy to już czwar­te wrota, Nin­szu­bur?

– Nie ma żad­nych czwar­tych wrót. Nie tutaj. Trze­cia brama była ostat­nia.

– Chcą ode­brać moje złote bran­so­le­ty. Mówią, że takie jest od­wiecz­ne prawo tej kra­iny.

– Nie po­zwo­lę im – uniosła się Ninszubur. – Pójdę na­tych­miast we­zwać pomoc.

Jesz­cze przez chwi­lę z bi­ją­cym ser­cem na­słu­chi­wa­ła od­po­wie­dzi, jed­nak tym razem na zie­mię nie spa­dła ko­lej­na kro­pla dźwię­ku. Nin­szu­bur zdję­ła słu­chaw­ki, za­wie­si­ła je na szyi i od­wró­ci­ła się w stro­nę są­sied­nie­go biur­ka.

– Mamy awa­rię ma­gne­to­me­trów.

– Wszyst­kich, Nisho? – za­nie­po­ko­ił się tech­nik z są­sied­nie­go biur­ka.

– Tych na nad­garst­kach… – Urwa­ła, by na­tych­miast się po­pra­wić. – Tych do po­mia­ru sła­bych pól.

– Może to fał­szy­wy alarm. Wyślę In­an­nie od­po­wied­nie po­le­ce­nia. – Od­wró­cił się do kom­pu­te­ra. – Cza­sa­mi na­praw­dę mnie prze­ra­ża, zwłasz­cza kiedy sobie przy­po­mnę, że prze­szła test Tu­rin­ga. Roz­ma­wia się z nią jak z praw­dzi­wym czło­wie­kiem.

Bo­gi­nią, od­po­wie­dzia­ła w my­ślach Nin­szu­bur.

 

Piąte wrota

Sonda In­an­na, ofi­cjal­nie bez­za­ło­go­wa, pę­dzi­ła przez ma­gne­tos­fe­rę Sa­tur­na, chci­wie po­chła­nia­jąc wszel­kie do­stęp­ne dane. Ty­sią­ce fo­to­gra­fii tra­fia­ły do ziem­skie­go skarb­ca – a ko­smicz­nych bo­gactw od­na­le­zio­no znacz­nie wię­cej, niż prze­wi­dy­wa­no. Przed in­stru­men­ta­mi sondy nie ukry­ły się trzy nie­zna­ne dotąd księ­ży­ce pla­ne­ty, ty­sią­ce po­mniej­szych pier­ście­ni i ta­jem­ni­ce nie­prze­nik­nio­nej at­mos­fe­ry. Przed in­stru­men­ta­mi sondy nie umknął sam wiatr, pod­da­ny pre­cy­zyj­nym po­mia­rom. In­an­na cie­ka­wie za­glą­da­ła za za­sło­ny ciem­no­ści, stro­iła się w nie­oszli­fo­wa­ne dia­men­ty, przy­mie­rza­ła ete­rycz­ne szaty.

Nin­szu­bur miała złe prze­czu­cia, odkąd jej pani wspo­mnia­ła o czwar­tej bra­mie. Ma­gne­to­me­trom nie udało się od­zy­skać peł­nej spraw­no­ści. Sy­gna­ły, gna­jąc z pręd­ko­ścią świa­tła przez ko­lej­ne go­dzi­ny drogi, sta­wa­ły się coraz bar­dziej za­ma­za­ne. Słowa do­cie­ra­ły znacz­nie rza­dziej niż ob­ra­zy i ob­li­cze­nia.

Cza­sa­mi bra­ko­wa­ło jej daw­nej In­an­ny, śmie­ją­cej się bez­tro­sko, dzwo­nią­cej bran­so­le­ta­mi, roz­ta­cza­ją­cej wokół za­pach per­fum. Po­zo­stał po niej tylko głos, zsyn­te­ty­zo­wa­ny wpraw­dzie na wzór tego, który był jej tak drogi, ale chłod­niej­szy, bar­dziej sto­no­wa­ny i za­mknię­ty w innym ciele.

Tyle się zmie­ni­ło, odkąd nie­speł­na dwa ty­sią­ce lat temu opu­ści­ły wy­lud­nio­ne Uruk i wy­ru­szy­ły w nie­koń­czą­cą się tu­łacz­kę. W ubie­głym wieku, gdy ruiny mia­sta od­ko­pa­no spod pia­sku, wy­da­wa­ło się, że dla In­an­ny po­ja­wi­ła się nowa szan­sa. Za­miast tego oka­za­ło się jed­nak, że wiele szans prze­pa­dło wów­czas bez­pow­rot­nie.

– Brak da­nych z de­tek­to­ra pla­zmy – usły­sza­ła Nin­szu­bur.

– Nie do­sta­li­śmy też zdjęć z prze­lo­tu In­an­ny obok Hy­pe­rio­na. Coś ją ośle­pi­ło.

– Pro­mie­nio­wa­nie. Fo­to­po­la­ry­metr mu­siał do­stać za­bój­czą dawkę. Już przy Jo­wi­szu miał pro­ble­my z prze­sy­ła­niem da­nych.

Sy­gnał po­twier­dził jej obawy do­pie­ro go­dzi­nę póź­niej.

– Nin­szu­bur, nie mogę zna­leźć sznu­ra i pręta mier­ni­cze­go.

 

Szó­ste wrota

Nin­szu­bur pa­mię­ta­ła, jak przed laty zwie­dza­ła u boku In­an­ny wiel­kie sale pełne bez­barw­nych re­lie­fów i po­pę­ka­nych gli­nia­nych ta­blic za­mknię­tych w szkla­nych ga­blo­ta­ch. Le­d­wie wskrze­szo­no jej panią, a już stała się mar­twa dla świa­ta. In­an­na za szybą, po­tęż­na uskrzy­dlo­na po­stać sto­ją­ca na lwie, była tylko wspo­mnie­niem. Wzbu­dza­ła cie­ka­wość, przy­ku­wa­ła spoj­rze­nia, ale nikt nie my­ślał nawet o od­da­wa­niu jej po­kło­nów i skła­da­niu ofiar.

In­an­ny sto­ją­cej obok w zu­peł­nej ciszy, prze­su­wa­ją­cej dło­nią po gład­kim szkle, jakby w ogóle nie było.

Roz­pacz bo­gi­ni szyb­ko ustą­pi­ła miej­sca de­ter­mi­na­cji. Oto znów była go­to­wa wy­ru­szyć choć­by do pie­kieł. Nin­szu­bur z po­cząt­ku usi­ło­wa­ła od­wieść In­an­nę od sza­leń­cze­go planu, do­pó­ki w jej oczach nie roz­bły­sły te same ogni­ki. Przy­sta­ła na obłęd­ną, nie­moż­li­wą wizję; bo czy dla In­an­ny ist­nia­ło nie­moż­li­we?

Pod jed­nym wa­run­kiem.

Dwa mi­liar­dy ki­lo­me­trów od Ziemi sonda In­an­na, opu­ściw­szy pole gra­wi­ta­cyj­ne Sa­tur­na, pły­nę­ła z pręd­ko­ścią trzy­dzie­stu ki­lo­me­trów na se­kun­dę na kra­niec Ukła­du Sło­necz­ne­go. Coraz bli­żej prze­strze­ni mię­dzy­gwiezd­nej, coraz bli­żej od­kryć, które roz­świe­tlą ciem­ność i roz­pa­lą umy­sły. Nic nie mogło jej za­trzy­mać. Nic nie mogło jej ura­to­wać. Na wpół ośle­pio­na, nie do­strze­gła tego, co pę­dzi­ło wprost na nią.

Ciało In­an­ny prze­szy­ła seria po­tęż­nych wstrzą­sów.

Ostat­kiem sił wró­ci­ła na swoją tra­jek­to­rię. Po­obi­ja­ny, wgnie­cio­ny pan­cerz prze­świ­ty­wał teraz przez roz­dar­tą szatę.

– Nin­szu­bur – ode­zwał się upior­ny, zde­for­mo­wa­ny, mro­żą­cy krew w ży­łach głos. – Nie prze­ka­żę już bo­skich praw obcej kra­inie. Nie dotrę do pa­ła­cu z la­zu­ry­tu.

 

Siód­me wrota

In­an­na cią­gnę­ła za sobą po­strzę­pio­ny tren sukni. Ko­lej­ne urzą­dze­nia za­ma­rza­ły pod nie­szczel­ną osło­ną ter­micz­ną; na zie­mię za­miast kro­pli wody spa­da­ły po­je­dyn­cze płat­ki śnie­gu.

– Dla­cze­go, Nin­szu­bur? – roz­pa­cza­ła bo­gi­ni pod fa­sa­dą chłod­ne­go, syn­te­tycz­ne­go głosu. – Dla­cze­go dałaś mi to ciało? Chcia­ła­bym móc cie­szyć się sło­dy­czą dak­ty­li i wina, od­po­czy­wać w moim łożu z drze­wa halub, czuć pod sto­pa­mi rosę na tra­wie.

– Nie pa­mię­tasz, In­an­no? – prze­ra­zi­ła się Nin­szu­bur. – Taka była nasza umowa, nasz plan, na wy­pa­dek gdy­byś nie wró­ci­ła. Cze­ka­łam na cie­bie, cho­dzi­łam wśród cho­rych i ran­nych, prze­my­ka­łam się obok straż­ni­ków, szu­ka­łam cię pod gru­za­mi. Twoje ciało było zimne, kiedy wresz­cie cię zna­la­złam; wszyst­kie kosz­tow­no­ści roz­kra­dzio­ne. Po­cho­wa­łam cię w kwit­ną­cym ogro­dzie pod roz­gwież­dżo­nym nie­bem.

– Dla­cze­go? – po­wtó­rzy­ła In­an­na.

– Na tym świe­cie nie ma już miej­sca dla bogów z ciała i krwi. Sta­ła­byś się taka jak ja, bez­i­mien­na i nie­wi­dzial­na, lu­dzie mi­ja­li­by cię na ulicy, nie za­trzy­mu­jąc wzro­ku. I nawet gdyby pod­nie­śli oczy, nikt by nie uwie­rzył. A ja… – za­jąk­nę­ła się. – A ja nie mo­głam cię znowu stra­cić.

– Prze­cież i tak przyj­dzie mi tu umrzeć, Nin­szu­bur.

Słowa za­pa­dły jak ka­mień gro­bow­ca.

– Nie, In­an­no. – Nin­szu­bur otar­ła łzę z po­licz­ka. – Przy­wró­cę cię do życia, tak jak za­wsze. I od­ro­dzisz się w nowym ciele.

– Wy­do­stań mnie z grobu w kwit­ną­cym ogro­dzie – roz­ka­za­ła bo­gi­ni. – Podaj mi wodę i po­karm życia.

– Czy tego wła­śnie chcesz, In­an­no? Czym jest sło­dycz dak­ty­li wobec bo­gactw obcej kra­iny, wobec pa­ła­cu z la­zu­ry­tu? Świat już cię nie roz­po­zna. Ale bę­dzie la­ta­mi pra­co­wał w pocie czoła, by stwo­rzyć cię na nowo. W tym ciele, In­an­no, sta­niesz się jego naj­więk­szą na­dzie­ją. Z twoim imie­niem na ustach ludz­kość bę­dzie spo­glą­dać w przy­szłość.

Dłu­ży­ły się go­dzi­ny bez od­po­wie­dzi, go­dzi­ny bez snu. Każde słowo mogło być tym ostat­nim.

– Do­brze, Nin­szu­bur. Niech ludz­kość po­da­ru­je mi nowe ciało i utka dla mnie nowe szaty.

Nin­szu­bur przez cały na­stęp­ny dzień cze­ka­ła na ostat­ni sy­gnał, ostat­nie po­że­gna­nie, któ­re­go nigdy nie usły­sza­ła.

O ka­ta­stro­fie misji In­an­na 1 mó­wio­no w Nowym Jorku, Bu­enos Aires, Pa­ry­żu, Mo­skwie, Tokio, Ka­irze, mó­wio­no w Syd­ney. Tylko Nisha Bauer z cen­trum kon­tro­li lotów nic nie mó­wi­ła. Cier­pli­wie cze­ka­ła, aż za­koń­czą się prace kon­struk­cyj­ne i bę­dzie mogła spro­wa­dzić swoją panią z po­wro­tem.

 

Trzy lata póź­niej, pod­czas pierw­szych te­stów, Nisha Bauer uru­cho­mi­ła kopię za­pa­so­wą sztucz­nej in­te­li­gen­cji sondy In­an­na 2.

– In­an­no? – ode­zwa­ła się nie­pew­nie.

– To była długa noc, Nin­szu­bur – usły­sza­ła w od­po­wie­dzi upra­gnio­ny głos. – Po­zwól, że opo­wiem ci, co mi się przy­śni­ło.

Koniec

Komentarze

Black_cape, w przedmowie streściłaś opowiadanie. Czy warto je jeszcze czytać, skoro już wiem, co się wydarzy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tak, tam wbrew pozorom będzie jeszcze parę twistów po drodze. Streściłam tylko oryginalny mit, na którym bazuję. ;)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Witam jurorkę ninedin. :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Bardzo, bardzo nietypowe opowiadanie. Kilka razy miałem wrażenie, że mimo klimatu skręca w nie ta stronę i za każdym razem broniłaś tekstu, rozwiewałaś watpliwości i nadawałaś nowego tonu.  Wychodzi na to, że chyba lubisz nieoczywiste połączenia swiata duchowego i materialnego, a tu na dodatek  wchodzi w grę tajemnica kosmosu. Niezłe.

Bardzo dziękuję, wilku zimowy. Przyznam, że to dla mnie też ogromna ulga, bo jakkolwiek ten pomysł od początku mi się podobał, nie wiedziałam, czy realizacja wypadnie przekonująco. Cieszę się, że Ciebie przekonała.

I tak, zgadza się, aktualnie bardzo mnie interesuje łączenie tematyki religii/duchowości z science fiction. Możliwe, że pojawi się jeszcze parę tego typu tekstów. ;)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Łaaał… Ale to pięknie zrobiłaś. Zakochałam się w tym opowiadaniu, serio. 

 

Zaczęłam czytać i myślałam, że to po prostu Twoja wersja mitu, niewiele różniąca się od oryginału. Ale tak powoli, dyskretnie wręcz, odkrywasz przed czytelnikiem kolejne twisty. No po prostu zrobiłaś mi noc. 

 

“I tak, zgadza się, aktualnie bardzo mnie interesuje łączenie tematyki religii/duchowości z science fiction. Możliwe, że pojawi się jeszcze parę tego typu tekstów. ;)”

 

Nie mogę się doczekać!

 

Sara

Bardzo dobry tekst.

Uwiodło mnie połączenie mitu o podróży Inanny (chyba gdzieś go kiedyś czytałam) i eksploracji. Bardzo ładnie dopasowałaś boskie atrybuty. Żarcik z tablicami me świetny. :-) Rzadki, a dzięki temu oryginalny, mariaż. Sumer spotyka SF.

Niby fabularnie nie dzieje się wiele, a jednak dostajemy twist za twistem. Podobno opuściła Ninszubur, a tu sobie zaczynają gawędzić. Niby się rozjeżdża, a jednak zbiega.

O bohaterkach niby dużo nie mówisz, ale to w końcu znane postacie, nie potrzebują długich przedstawień.

Nominuję do piórka, czyli.

I powodzenia w konkursie.

Babska logika rządzi!

Bardzo dobre opowiadanie.

Jest ładnie, nastrojowo, klimatycznie. Bogini wędruje przez kolejne wrota, traci koronę, korale, i nagle pojawiają się wysięgniki, słuchawki, biurka i test Turinga. Przyznaję, że w tym momencie pomyślałam, że zaraz wszystko zepsujesz. Cóż, nie doceniłam Cię. Wszystko się łączy, spina i bardzo naturalnie splata.

Czyta się świetnie.

Podobało mi się :)

 

Znam tylko pięć liter ;)

Bardzo dobre opowiadanie.

Jest ładnie, nastrojowo, klimatycznie. Bogini wędruje przez kolejne wrota, traci koronę, korale, i nagle pojawiają się wysięgniki, słuchawki, biurka i test Turinga. Przyznaję, że w tym momencie pomyślałam, że zaraz wszystko zepsujesz. Cóż, nie doceniłam Cię. Wszystko się łączy, spina i bardzo naturalnie splata.

Czyta się świetnie.

Podobało mi się :)

 

Znam tylko pięć liter ;)

Finkla nominowała, to ja mogę tylko kliknąć do biblioteki.

Jestem pod ogromnym wrażeniem.

Tylko się jeszcze musisz odnieść do treści ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Jak ma tę moc, to nie musi. ;-)

Babska logika rządzi!

Czemu?

Znam tylko pięć liter ;)

Bardzo dobry tekst. Przy takich opowiadaniach nawet nie szukam usterek. Po prostu oddaję się lekturze. Pomysłowo i intrygująco rozwinęłaś dosyć prostą myśl – opowieść o bogini ożywionej w postaci sztucznej inteligencji i wysłanej w kosmos. Nie wnikam jak ożywionej. I nie wnikam też jak Niszubur stała się Nishą Bauer. Liczy się atmosfera, język, eksplozja wyobraźni.

Opowiadanie nastrojowe i subtelne w swym klimacie mitologicznym i zarazem solidne i mocno s-f we fragmentach odnoszących się do naszego świata. Bardzo ciekawe powiązanie i bardzo dobrze zaprezentowane. Warsztat masz naprawdę godny pochwalenia, wiedzę sporą, swobodę w przedstawianiu swoich wizji i pomysłów także bardzo dużą. Do tego udała się kompozycja całości, a zakończenie pięknie podsumowało historię.

Dodam jeszcze, że podczas lektury pobrzmiewały mi gdzieś w tle utwory Rogera Zelaznego ("Stwory światła i ciemności" oraz "Pan Światła"). Dam klika i nie tylko.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Skoro Anet domaga się merytoryki…

Widać techniczną lekcję odrobioną po Karakuri – jest mniej hermetycznie, obce słowa są ozdobnikami i nie trzeba ich rozumieć, a końcowy słowniczek zastąpiłaś tłumaczeniem na bieżąco. Cała reszta natomiast – świadomość tła kulturowego, sposób jego podania, kosmiczny rozmiar wizji i piękno smutku – na tym samym poziomie.

Ode mnie wymagają, myślałam, że od wszystkich…

Znam tylko pięć liter ;)

Nie, spoko. Czasem mnie po prostu zatyka ;)

Ech, piękne. W tym konkursie jest tyle dobrych tekstów, a twój i tak się wyróżnia, tematyką, sposobem podejścia do mitu, no i rzecz jasna językiem. Perełka. :)

Miło zawitać pod Twoim tekstem black_cape. Znów podoba mi się trochę mniej niż wszystkim i znów pewnie nie mam racji ;)

Trochę jak mr.marasa, zastanawiają mnie zawiłości fabularne związane z Inanną, ale nie wnikam, dałem się ponieść atmosferze (a ta, co tu dużo mówić – jest bardzo dobra). 

 Zwrot akcji, ucieczka od oczekiwań odbiorcy – miodzio (skojarzyło mi się z Trigunem, swoją drogą genialnym), choć nie jestem pewien, czy zrobiłaby aż tak wielkie wrażenie, gdyby nie podpucha w opisie ;) Z drugiej strony opowiadanie nie samym twistem stoi, więc nieważne.

Mam ambiwalentne podejście do Twojego warsztatu. Lubię, bo słownictwo szerokie i potrafisz być bardzo dramatyczna bez popadania w banały tudzież “historie większe niż życie”. Nie lubię bo jednak czuję w Twoich opowiadaniach jakąś doniosłość, która mnie średnio urządza (pisałem to samo marasowi i nie przejmuj się tym bo to moje skrzywienie). Plus struktura zdań jest momentami bardzo prosta (używasz dużo złożeń “epitet – rzeczownik”, czasem opierają się na tym całe akapity, przez co w odbiór może wkraść się rutyna). 

Pomijając powyższe, opowiadanie podobało mi się, bardziej nawet niż Koany. Nie wbiło mnie w ziemię jak cobolda, ale jesteś moją faworytką w konkursie. Lubię Twoje splecenia technologii z mistyką i czekam na więcej ;)

Powodzenia

 

Już jestem, już jestem! :) Bardzo wszystkim dziękuję za komentarze, podczas pisania towarzyszyły mi różne wątpliwości, a tu taki pozytywny odbiór. Aż nie wiem, co powiedzieć. Ale spróbuję. :P

 

SaraWinter,

Wielkie dzięki za ciepłe słowa! Oczywiście dokładnie taki był zamysł, żeby uśpić czujność czytelnika (nieprzypadkowy zresztą, bo opowiadanie miało tracić kolejne szaty i ozdoby tak jak Inanna). Też się postaram wkrótce do Ciebie zajrzeć. ;)

 

Finklo,

Miło Cię znowu widzieć, wielkie dzięki za kolejną wizytę! Tak, właśnie takie połączenia lubię najbardziej, a zwłaszcza ostatnio mi siedzą w głowie. I wreszcie się udało trochę tych twistów wprowadzić. :P

Ale żeby aż do piórka? Dziękuję. ;__;

 

Anet,

Fajnie, że wpadłaś, bardzo mi miło! Ha, sama podczas pisania miałam podobne obawy. ;) Cieszę się, że i Ciebie przekonało połączenie mitologii z technologią.

 

coboldzie,

Witam kolejnego znamienitego gościa! Dziękuję za budujące słowa i klika; przede wszystkim dobrze słyszeć, że tym razem jest lepiej z komunikatywnością. Pozostałe uwagi też bardzo sobie cenię. :)

 

mr.maras,

Byłam ciekawa (i trochę się obawiałam :P) Twojego komentarza, bo widziałam, że piszesz bardzo merytorycznie i krytycznie zarazem. Ale chyba trochę mi się upiekło. ;) Rzeczywiście można byłoby rozwinąć wątek przeniesienia świadomości Inanny do wirtualu i pomyślę nad tym jeszcze do jutra (korzystając z tego, że drakaina przedłużyła deadline na poprawki), chociaż pewnie wiele tutaj już nie zdziałam ze względu na dość ścisłą kompozycję tekstu. Nisha Bauer to po prostu nazwisko, które Ninszubur przyjmuje na potrzeby funkcjonowania we współczesnym świecie; ten wątek już raczej zostawię tak, jak jest. Dziękuję za wszystkie miłe słowa, za klika i nominację takoż.

 

Irka_Luz,

Wielkie dzięki za takie docenienie opowiadania. Super, że wpadłaś tutaj aż z Marsa, też się postaram do Ciebie zajrzeć. ;)

 

leniwy2,

Powitać, miło Cię znowu widzieć. ;) Tak, pierwsza uwaga słuszna, wyjaśnienie tych zawiłości dopełniłoby konwencji sf. Zastanowię się jeszcze, ale raczej będą to drobne wstawki, żeby za bardzo nie zaburzać kompozycji. Hmm, na pewno opowiadanie by sporo straciło, gdyby od razu zapowiedzieć, o czym traktuje, ale ciężko mi powiedzieć, jaki byłby odbiór. Ewentualnie pozostałby wtedy jeszcze twist z przeniesieniem umysłu. Dzięki za uwagi o warsztacie i strukturze zdań. Też miałam przeczucie, że w opowiadaniach może być za dużo patosu, czasem staram się go równoważyć groteską albo szeroko pojętą dziwnością. W jakimś stopniu to na pewno integralna część stylu, ale może wraz z doświadczeniem wyewoluuje w coś jeszcze innego. Fajnie, że mimo wszystko tak doceniasz opowiadanie.

To teraz będę musiała obejrzeć Triguna. ;)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Z tymi wstawkami ostrożnie, bo tempo opka jest bardzo dobre. Nie no, zapowiadanie o czym traktuje tekst to najgorszy pomysł ever ;D

Chodziło mi o to, że ja miałem tak: przeczytałem opis i myślę sobie, kurcze, zapomniała o idei konkursu. Czytam czytam pierwsze trzy wrota, dobrze napisane, no ale to miało być nietypowe ujęcie, a jest bardzo typowe, trochę słabo. Zaraz zaraz, syreny statku, pociągi, coś jest nie tak. I nagle, black_cape, pojawiasz się za moimi plecami jak protagonista japońskiej bajki (nothing personal, kid) i sru – strażnicy zabierający kosztowności to metafora odrzucanych rakiet wspomagających, sru – bogini jest AI zamkniętym w satelicie, bum – podróż odbywa się przez nasz układ słoneczny, a druga bogini siedzi na ziemi i steruje całą operacją. Wszystko podane bardzo elegancko. 

Mam wrażenie, że gdyby opisu nie było w ogóle, to owszem, okulary by mi spadły, ale nie aż tak daleko ;)

A Triguna polecam, podobnie do opka jest wielowarstwowy fabularnie (choć również tonalnie) i podobnie trzyma w niepewności (z tym, że na początku mamy dużo absurdalnego humoru, nie dla wszystkich do przełknięcia).

Myślę, Leniwy, że wszyscy tak mieli;) Ale zaskoczenie, choć trochę innego typu, działa też niezależnie od konkursu.

Czego się nie robi dla twista. :P

Na pewno konkursowy limit też działa tu na korzyść, bo czytelnik nie zdąży się jeszcze zniechęcić przy takim krótkim formacie. W innym przypadku ryzyko byłoby większe. ;) A opis wolałam wstawić tak czy inaczej, pod kątem osób niezaznajomionych z mitem.

Trigunowi się przyjrzę, zwłaszcza że długość serii całkiem przystępna.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Opowiadanie oparte na zabiegu wpuszczenia czytelnika w maliny, za którym średnio przepadam, ale podobało mi się. Z dwóch powodów.

Po pierwsze stosujesz bardzo dosłowną metaforykę – opisy podróży przez trzy pierwsze wrota brzmią jak opis wędrówki “rzeczywistej”/namacalnej bogini-kobiety. Nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie tych scen. Jest też poetycko, chociaż stylizacja miejscami mnie męczyła i wydawała się troszkę wysilona.

Po drugie, zestawienie wątków mitologicznych z kosmosem jest bardzo trafne. Po to ludzie (m.in.) tworzyli mity – żeby zrozumieć świat nie tylko ten bliższy, ale też ten dalszy, i zrozumieć swoje miejsce w tym świecie. Małość człowieka w obliczu czegoś niepojętego i niepojęcie dużego przy jednoczesnym głodzie poznania wszechświata ładnie wpasowuje się w obie warstwy znaczeniowe i interpretacyjne – mitologiczną i kosmologiczną.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Podobało się :D, ponieważ te Twoje opowieści są na wpół racjonalne, a w drugiej połówce – niet – realność.

Dla mnie pięknie łączysz te dwa wątki, dla nas. Osobiście, czyli gusta – bardziej frapujący „Kanon…”, jednak była określona objętość, więc też bardzo dobrze.

W tym tekście stopował mnie poziom znajomość bogów sumeryjskich, lecz jest to niezależne od tekstu, ponieważ zawsze klikam, gdy mam choćby cień wątpliwości, czy czegoś nie zgubiłam, czy jest to potrzebne, czy nie. W konkursie Mitologie, ciągle sprawdzam, gdyż nie wiem, a w dodatku cholernie ciekawe.

Gratulacje:), bardzo dobre opko.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktuB. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

dogsdumpling, dzięki za wizytę! Bardzo się cieszę, że przekonały Cię opisy z trzech pierwszych segmentów; tam stylizacja była zamierzona, dopiero dalej miała się z tego wyłaniać bardziej “przyziemna” narracja. Ale tak, prawdopodobnie miejscami wdarło się trochę za dużo patosu. Twoja interpretacja jak najbardziej trafna, dzięki za podzielenie się przemyśleniami.

 

Asylum, fajnie, że wpadłaś i że się podobało. ;) Tak, w konkursie co opowiadanie, to inna postać, chociaż tutaj skupiłam się na tym konkretnym przytoczonym micie, więc mam nadzieję, że podpowiedzi ze wstępu w miarę pomogły. Dzięki za miłe słowa!

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Robi wrażenie. Może akurat łączenie sci-fi z fantasy (pierwsze trzy wrota mają taki charakter) nie jest preferowanym przeze mnie zabiegiem, ale przez styl i krótkie fabularne wiraże wyszło bardzo ciekawie. Podobało mi się, podziwiam :)

Piękne. Piękne, choć smutne. A może właśnie dlatego, bo po mistrzowsku zbudowałaś nastrój.

Niesamowity pomysł na wcielenie bogini. Podziwiam kunszt i kreatywność.

 

Powodzenia! :)

Dziękuję za kolejne ciepłe słowa! <3

 

aryo, dziękuję za przybycie z Westeros! Cieszę się, że zabiegi stylistyczno-fabularne przekonały Cię mimo przyjętej przeze mnie konwencji.

 

yantri, miło Cię widzieć! Smutno, ale mam nadzieję, że zakończenie daje już bardziej pozytywną perspektywę na przyszłość.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

black_cape, zdecydowanie zakończenie daje nadzieję, jest takim światełkiem w tunelu. I pomyśleć, ile moglibyśmy osiągnąć z pomocą takiej bogini. :)

Hej Czarna Peleryno. Bardzo dobra praca. Stanowczo za mało czytam opowiadań na tym portalu, ale uwielbiam te momenty, kiedy trafiam na perełkę. Świetnie wkręcasz czytelnika, bardzo mi się podoba metoda stopniowego odkrywania prawdy między płaszczyzną Wrót, a tą kosmiczną. Nie komentuję wnikliwie warsztatu, czy języka, bo jestem na poziomie “podoba mi się” i “nie podoba mi się”. Tutaj – podoba mi się :)

Mały zonk pojawił mi się na końcu, z kopią zapasową. Wolałbym wiedzieć, czy to kopia sprzed startu, czy zrobiona gdzieś tam w momencie tuż przed katastrofą? Czy ona “pamięta” misję i jej niepowodzenie? Pewnie nie, bo transfer danych na tę odległość jest bardzo ograniczony? Nie do końca złapałem tutaj Twój zamiar.

Naprawde bardzo dobre opowiadanie, gratulacje. Mam nowego faworyta w tym konkursie i niestety nie jest to moje opowiadanie :P

 

Zdradzanie treści mitu w przedsłowiu było dosyć ryzykowne. Choć twist mi to wynagrodził, nie powiem, bym podchodził do opowiadania entuzjastycznie. To prawda, że zaskakujesz, ale jeśli to by nie wypaliło, czuję, że nie masz innego asa w rękawie.

A teraz do treści – moim zdaniem świetnie wykonałaś woltę polegającą na zmianie nie tylko klimaty, ale całego gatunku opowieści. Przejścia tego typu bywają ostre, można na nich zgubić czytelnika. Ty robisz to z gracją, łagodnie. Stopniowo elementy fantasy, jego stylistyka oraz słownictwo są zastępowane przez ich odpowiedniki SF. Pewien dysonans miałem przez zdanie czy dwa, ale szybko przeszedłem na drugą stronę. To najmocniejszy twist opowiadania, najważniejszy as w rękawie, wyegzekwowany mistrzowsko.

Poza nim reszta treści jest dobra – nie przeszkadza w poznaniu treści, służy raczej jako narzędzie do egzekucji twistu. Trochę charakteru zawierasz w postaci bogini/SI i jej siostry, ale one są tylko środkami do dalszego popychania historii. Chodzi o coś innego.

Język bardzo dobrze pasujący do poszczególnych części.

Podsumowując: opowiadanie jednego twistu, jemu podporządkowane od początku do końca. Czyli w sumie ma to, czego oczekuje się od tak krótkiego tekstu. Jestem więc zadowolony, stąd wczoraj doklikałem :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Łosiocie, NoWhereManie, bardzo dziękuję za budujące komentarze! Dobrze i od Was słyszeć, że struktura opowiadania działa. :)

 

Łosiocie, w opowiadaniu już nie mogę tego doprecyzować, ale kopia zapasowa jest sprzed startu; nowa Inanna nie ma świadomości poprzedniej misji.

 

NoWhereManie, tak, w ogóle najbardziej ryzykowne było potraktowanie treści mitu jako punktu wyjścia, więc dobrze, że całość się sprawdziła; w opisie wolałam jednak przytoczyć mit dla osób nieznających tej historii. Dziękuję za klika! ;)

 

Edit: Zdaje się, że pojawiły się niejasności co do pisowni “ki-gal”. Też miałam tutaj pewne wątpliwości, bo zapis miejsca z małej litery wydawał mi się dość nieintuicyjny, ale ostatecznie pokierowałam się źródłami (książkowymi); stąd też mała litera i kursywa (oprócz opisu, którego (chyba?) nie dało się sformatować).

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

No, i to się nazywa stylizacja.

Na nadgarstkach i kostkach zalśniły złote bransolety.

Tu tylko troszkę mi nie zabrzmiało, ale może się czepiam.

Gdyby i tym razem została uwięziona w obcej krainie

I tu nie w stu procentach przejrzyście. Ale trudno to poprawić.

wszystkie odłamały się w jednym momencie

Hmm.

Jeśli nie pokona drogi wystarczająco szybko, nigdy nie dotrze do celu.

Hmm.

Lodowate wichry siekły płomień

Niby siekły, ale mało to obrazowe.

tęskne oczy

Ooj, spojrzenie może być tęskne, ale oczy?

Na tablicach z me zapisane było wszystko.

Hmm.

modelowe wzorce miast

Modelowe wzorce – czy wzorce modelowych miast?

Nie miała pewności, czy były

Czy są (c.t.)

zamierające wykresy urządzeń

To mętne – urządzenia nie mają wykresów, najwyżej je wyświetlają albo drukują.

bardziej zamazane

Chyba jednak "mniej wyraźne" brzmiałoby lepiej.

bardziej stonowany

Stonowany głos?

zamkniętych za szklanymi gablotami

W gablotach – gablota to całe to pudełko.

dopóki w jej oczach nie rozbłysły te same ogniki

Hmm.

 

Uuu… dobre. Zdecydowanie nietypowe. I ma emocje, ale subtelne i eleganckie. Mnie doniosłość się podoba, o ile jest dobrze zrobiona – a jest. Dogsdumpling ładnie to ujęła.

 

ETA: A, i jeszcze:

Odźwierny rozbił koronę na trzy części, wszystkie odłamały się w jednym momencie jak zdmuchnięte płatki kwiatu.

heart Rozumie się dopiero po przeczytaniu całości. Czapki z głów!

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Mi niestety nie podeszło. Jakkolwiek doceniam zarówno Twoją wiedzę/research, jak i umiejętności operowania słowem, to opowiadanie czytało mi się ciężko, w niektóre fragmenty musiałem się mocno wczytywać, a czasem i powtarzać je, by zrozumieć. No i trochę się nudziłem. 

Spodobał mi się motyw relacji Nishy Bauer z Innaną, który fajnie wybrzmiał w końcówce.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Tarnino, dzięki za korektę i miłe słowa! Tutaj już nie mogę wprowadzić poprawek, ale uwagi zawsze przydatne. Tak, akurat w tym tekście bez pewnej doniosłości by się nie obyło.

A tutaj gif dla Ciebie, przesyłam na Ziemię prosto z Nostromo:

 

 

El Lobo Muymalo, dzięki za odwiedziny! Rozumiem, że masz na myśli styl w połączeniu z kompozycją? Za to cieszę się, że zwróciłeś uwagę na relację między postaciami.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Kompozycja w dużej skali, tj. podział na kolejne Wrota był akurat bardzo przejrzysty. Chyba właśnie bardziej była to kwestia stylu.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Kiciuś :) to dla Ciebie – konik:

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Będzie trochę krótko, bo czytałem już parę dni temu i chciałbym w końcu zostawić jakiś ślad (a czasu jak zwykle mam mniej, niż potrzeba)…

i może trochę nietypowo. Tak, żeby na pewno było wiadomo, że to komentarz CMa. :-)

Skupię się na dwóch elementach.

Pierwszy, to takie poczucie jakiejś niesamowitej kontroli, jaką zdawałaś się mieć nad tym tekstem. Wszystko tu dzieje się z rozmysłem, momentami nawet premedytacją. Widać, że opowiadanie powstało w oparciu o ogromną świadomość samego pomysłu. To istotne. Bo stworzyć pewną koncepcję opowiadania to jedno, ale wywołać nim określoną (zamierzoną) reakcję u czytelnika, to już zupełnie inna historia. Tutaj, naprawdę przy każdym fragmencie miałem takie poczucie, że wszystko rozwija się tak, jak sobie założyłaś. Że, pisząc już zupełnie wprost, nie ma wielkiego “rozjazdu” między wyobrażeniem tekstu, a jego wykonaniem. Co też ma określone (pozytywne) konsekwencje przy odbiorze opowiadania przez czytelnika.

Drugi element to sam pomysł, który wydał mi się bardzo świeży i jednocześnie odmienny na tle innych tekstów (przynajmniej tych, które miałem okazję przeczytać). Jakbyś znalazła pewną “formułę”, która reszcie gdzieś umknęła. Pisząc o mitologicznych bohaterach, przypisujemy im określone moce, dajemy możliwości ratowania, leczenia, zmuszamy do nauki nowego świata i wykorzystania dostępnych w nich narzędzi. Czasem prezentujemy ich jako symbol upadku. Wszystko to jednak charakteryzuje pewna “osobowość”? Element człowieczeństwa? Nie potrafię tego dokładnie nazwać. Chodzi mi jednak o taką cechę wspólną pomysłów, której Ty się wymykasz. Piszesz opowiadanie, które na tle naprawdę świetnych tekstów potrafi się wyróżnić nie tylko jakością, ale również (a może przede wszystkim) formą i koncepcją.

No. Nie było nawet tak krótko. Chociaż wyszedł mi komentarz, którego za kilka dni pewnie nawet ja sam nie będę potrafił zrozumieć. :-)

Będzie trochę krótko

XD

 

Nie każdy umie pisać jak Anet. ;-)

Babska logika rządzi!

Tarnina potrafi pisać starożytnymi gifami :P 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Boję  się włączyć dźwięk. Napisy napisami, ale to wygląda na krzyk Banshee.

Nie ma dźwięku, to tylko gif :P

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

i tylko to chroni świat przed zagładą!

El Lobo Muymalo, rozumiem, dzięki za wyjaśnienie! :) Oczywiście odbiór stylu to kwestia subiektywna, ale będę zwracać większą uwagę na ewentualną monotonię narracji.

 

CM-ie, o matko, jak miło, no i dziękuję za poświęcenie czasu na komentarz! Na pewno dość ścisła kompozycja oparta na micie i jednowątkowa fabuła (i krótki format :P) sprzyjały uporządkowaniu tekstu. A jeśli chodzi o zamysł, to po prostu chciałam spróbować przenieść mit na inną (współczesną) płaszczyznę, zachowując jednocześnie ten “nadludzki” status Inanny.

 

Tarnino,

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Giant mushy friend XD

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ten moment, gdy to Tarnina pisze tekstem, a jej rozmówcy gifami XD 

Ten moment, kiedy wilk idzie w meta-komentarz :P

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ten moment, gdy meta-meta-komentarze wpadają w incepcję :P 

Wystarczyło powiedzieć, że chcesz gif :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Witam jurorkę drakainę. :)

 

Giant mushy friend XD

It’s the quenchiest!

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Wybacz, będzie krótko – miałam odczucie, jakbyś przesuwała mi obrazy przed oczami; każdy z nich był piękny i jednocześnie łączył się z innymi.

W tym wszystkim kryła się doniosłość, powoli ustępująca jednak przyziemności; bardzo fajne przejście. Końcówka ładna. (; 

Trzymam kciuki! ^^

Draconis, bardzo dziękuję! Od razu cieplej na sercu po takim komentarzu. :)

Cieszę się, że udało mi się uzyskać taki efekt, jaki opisałaś, i że przekonała Cię stopniowa zmiana konwencji.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Istotnie, Black_cape, przedmowa to jedna sprawa, a opowiadanie całkiem co innego. ;)

Wciągnęło mnie, choć po trzecich wrotach wciąż się zastanawiałam, co zaskakującego może być w czymś zapowiedzianym. No i wtedy zaczęło zdumiewać, to znaczy najpierw zgłupiałam, ale po chwili, kiedy jęłam pojmować, ku czemu zmierza opowieść, wszystko ułożyło się należycie.

Szalenie satysfakcjonująca lektura. ;D

 

– Nin­szu­bur, nie mogę zna­leźć sznu­ra i prętu mier­ni­cze­go. –> – Nin­szu­bur, nie mogę zna­leźć sznu­ra i pręta mier­ni­cze­go.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, miło, że tutaj wróciłaś i się nie rozczarowałaś. Tak, w tym opowiadaniu trochę eksperymentowałam, więc w dużej mierze zdawałam się na odbiór. Fajnie, że jednak wyszło. Za korektę też dziękuję. :3

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Bardzo proszę. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

O łał, sumeryjskie science fiction :D No tego się nie spodziewałem. Bardzo fajny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie. Chociaż pierwsze trzy wrota czytało mi się całkiem ciężko, to w świetle drugiej części ich wydźwięk jest zupełnie inny.

Super tekst, gratuluję podium :) 

Brawo! Brawo! Brawo!

Uwag nie mam.

Przepiękna lektura!!!

 

PS. Jeśli ten tekst nie dostanie Piórka, obrażę się na Lożę ;).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

O, witam ponownie moich pierwszych komentujących! ;)

 

Leniwcu, dziękuję! Zdaję sobie sprawę, że ten początek może trochę wprawiać w konsternację, tutaj najlepiej czytać da capo. :P

 

Staruchu, spasiba! Oj, już sama nominacja jest niezwykle budująca, a i współnominowani przygotowali świetne teksty. :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Imponujące opowiadanie. Krótkie, ale jakże zgrabnie meandrujesz i wodzisz czytelnika za nos. Taka koncepcja potrafi być zgubna, ale nie popadasz w przesadę, przynajmniej jak dla mnie. Nie znam mitologii, której postaci tu wykorzystałaś, niemniej nie pozwoliłaś ani przez chwilę czuć mi się przytłoczonym. Pełnokrwisty mit, zamieniający się w SF, które na powrót staje się mitem? Powtórzę się, ale zaimponowałaś mi tym tekstem. ^^

Jest krótko, treściwie, chociaż wcale nie gęsto od akcji. A jednak czytałem na kilka podejść; mam wrażenie że z opowiadania bije zimno, że za mało tu dramatu i emocji, a te które są, są zbyt sterylne. Rezygnując z akcji, przyjmując taką koncepcję, myślę, że to są elementy, które powinny być odrobinę mocniej zarysowane. Ale to tylko taka mała sugestia na przyszłość. Bo historia Innany jest zdecydowanie ponadprzeciętna.

Witam kolejnego znamienitego gościa! :)

MrBrightside, dziękuję za docenienie zamysłu i uwagi na przyszłość. Miło, że wspomniałeś też o drugim “twiście”. Hmm, z tymi emocjami to szukałam pewnej równowagi, żeby z drugiej strony nie zrobiło się zbyt sentymentalnie (bo czasem może za bardzo mnie ponieść :P). Za to fajnie, że zwróciłeś uwagę na ten aspekt opowiadania, bo dla mnie był nieco transparentny i jednak mniej się na nim skupiałam.

Pozdrawiam! :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Nigdy nie umiałam długo uzasadniać ocen pozytywnych ;) W każdym razie: jest świetnie. Pomysł bardzo zacny, narracja miodzio. I mnie się akurat podoba ten brak emocji i zimno, bo moim skromnym zdaniem idealnie pasuje do historii. I działa jak świetny foreshadowing twista – czym naprawdę jest Inanna. Jedno z najciekawszych opowiadań w ostatnich czasach tu na portalu. W zasadzie nie mam zarzutów, więc wybacz, że pean taki krótki :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Witam ponownie jurorkę drakainę! :)

Bardzo sobie cenię Twoją opinię, więc jestem wdzięczna za taką ocenę i recenzję. Tak jak pisałam w odpowiedzi na komentarz MrBrightside, mniej skupiałam się na tej warstwie emocjonalnej, miała ją tutaj naturalnie budować relacja między Inanną i Ninszubur; ale dobrze, że można to też zinterpretować na plus.

Swoją drogą cieszę się też, że zamysł jakoś nie naginał zasad konkursu, bo jednak trochę się zastanawiałam, czy sf zmieści się w wymaganiach. ;)

Pozdrawiam!

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Przeczytałem tydzień temu albo i dawniej, ale treść tego opowiadania wciąż świeci w hrabiowskim umyśle żywym blaskiem.

Przede wszystkim należy Ci się pochwała za… przedmowę. Pozwala ona uświadomić czytelnika jaka była baza Twojego opowiadania, zarazem nie zdradzając jego treści.

Podział na segmenty dynamizuje.

Zaczyna się dość niezrozumiale, ale ładnie pod względem stylistycznym, obrazowo.

Później stopniowo odsłaniasz karty, aż wreszcie zdradzasz “twist”, który na mnie zrobił bardzo pozytywny efekt “wow”. Aż cofnąłem się do pierwszym bram, by odczytać tę drogę w innym kontekście – to Ci się naprawdę udało.

Bohaterowie też całkiem fajni. Pomimo niewielkiej objętości nad wyraz dobrze udało Ci się opisać więź Ninszubur i Innany. Nie ma tu oczywiście mowy o jakimś zżyciu się z bohaterami, ale i w tak krótkich tekstach raczej się w to nie celuje.

Jest ciekawa fabuła, jest świeży setting i twist – hrabiemu więcej do szczęścia nie trzeba ;D

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Bardzo dziękuję, Hrabio! :)

Cieszę się, że tak pozytywnie oceniasz poszczególne elementy opowiadania – zwłaszcza treść pierwszych segmentów już po poznaniu twistu (i sam twist oczywiście). A szczególnie budujące jest dla mnie to, że tekst zadziałał też w Twoim odczuciu jako całość i zapadł Ci w pamięć.

Pozdrawiam! :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Średnio przepadam za krótkimi tekstami. To znaczy nie mam nic przeciwko, mogą jak najbardziej być świetne i dawać mnóstwo satysfakcji, ale gdy w grę chodzi jakaś sytuacja konkursowa czy głosowaniowa (mam tu na myśli piórko, nie konkurs mitologiczny) to krótki tekst ma u mnie trudniej. Bo z reguły opiera się na jednym pomyśle, jednym tłiście, jednostajnym ładunku emocjonalnym, nawet jeśli intensywnym. Nie jest mu łatwo konkurować z dłuższą, rozbudowaną opowieścią i kilku wątkach i wystarczającej ilości miejsca zmiany tempa, napięcia, różnicowanie emocjonalne, pogłębianie postaci i tak dalej. 

Twój tekst "cierpi" na owe przypadłości (jeśli można tak powiedzieć), wliczając w to nawet skróty fabularne (czy Inanna przespała tysiące lat w ruinach starożytnego miasta, nim Ninszubur ją znalazła? Jak "wydobyła" jej świadomość? Czy sama Ninszubur żyła wśród ludzi na podobieństwo niewidzialnego ducha, czy to tylko metafora? Jakie promieniowanie mogło uszkodzić nowoczesną sondę w raczej spokojnych rejonach układu… ) Być może nie są to szczegóły specjalnie istotnie, ale mnie ciekawią ;-) 

Mimo to, tekst jest świetny. Znakomita stylizacja, a właściwie zmiany stylizacji znakomicie podkreślają sposób przełożenia obcej rzeczywistości na język pojmowania starożytnej bogini. No i doskonale odnoszą się do jednej z funkcji bogów i mitów – wymyślaliśmy je również po to, by zrozumieć i opisać niepojmowalne, ale naturalne zjawiska. 

(Dobra, telefon mi pada, muszę dodać, bo stracę komentarz. Reszta za chwilkę :-)) 

Edit:

Dobra, jestem znowu! 

O czym to ja…

Panujesz nad stylem, który nie jest ani zbyt prosty, ani przesadnie, że się tak wyrażę, poskładany. Nawet w "mitologicznych" momentach, choć ładnie stylizujesz, nie wpdasz w egzaltowaną pseudopoezję, a o tobie było nietrudno, gdy pisze się o tych wszystkich wrotach, sukniach, naszyjnikach, pylistych odźwiernych i tak dalej. 

Pomysł wydawałby się oczywisty, biorąc pod uwagę założenia konkursu – mitologiczna postać zmuszona do funkcjonowania w nowoczesnym świecie, gdzie nie ma miejsca dla bogów. Ale pchnęłaś prosty motyw w zaskakującą stronę, wydobyłaś z niego wyjatkowo interesujące rzeczy. Imponuje mi taką umiejętność zagrania znanej melodii na nowatorską modłę. No i najlepsze – precyzja konstrukcji. Kiedy przeczyta się ostatnie zdanie, wszystkie elementy wyskakują na miejsce, wszystko gra, a poszatkowana wizja staje się pełna. 

Świetna robota. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ukłony, thargone! Dzięki wielkie za recenzję. :)

Rozumiem wątpliwości co do oceniania krótkich form. Tutaj charakter tekstu podyktowała po części zwarta kompozycja, po części wymagania konkursowe (chociaż mnie osobiście też bliższy jest zwięzły, skondensowany format). Oczywiście zdaję się na Ciebie, jeśli chodzi o ostateczną ocenę.

Jeśli chodzi o opuszczenie Uruk i późniejszą (nieudaną) próbę odzyskania władzy, to opisuję tutaj dwa osobne wydarzenia. Próba wyjścia z zapomnienia ma miejsce już po odkryciach archeologicznych z XIX wieku, po stuleciach błąkania się po świecie. Możliwe, że przez niedopowiedzenia połączyło się to w jeden wątek. Z kolei zgadzam się, że wątek przeniesienia świadomości może pozostawiać niedosyt i jest jeszcze do rozwinięcia.

Pozdrawiam! :)

 

Edit: O, dzięki, że jeszcze tu wpadłeś i rozwinąłeś komentarz, przeczytałam z przyjemnością. Ja często mam obawy, czy nie popadam w egzaltację, więc dobrze, że z zewnątrz wygląda to lepiej. :P

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Jest wreszcie coś, co otrzymuje moje tak bez wahania.

Lubię postać Isztar (najbliższa wychodząca moja książka nosi ją jako główną bohaterkę) i obawiałam się, że będę musiała się bronić przed przychylniejszym spojrzeniem przez to na tekst, ale zaraz o tym zapomniałam, bo już pierwszy akapit wręcz ociekał twoją prywatną wizją. Uwiodłaś mnie językiem, obrazami, potem twistem, chociaż po pierwszym zdaniu pod czwartą bramą miałam niewielkie podejrzenie. Udało ci się też nie zgubić w trudnej sztuce połączenia mitologii z technologią, to jest nie porzuciłaś całkowicie wątku astralnego, sonda nie okazała się jedynie sztuczną inteligencją, zachowała w sobie boski ładunek.

Bardzo lubię motywy podróży kosmicznych, sond, od razu miałam skojarzenie z Voyagerem, ale ty nadałaś temu – podobnie jak postaci Isztar – swój własny wymiar; moje sympatie do tematyki nie miałyby znaczenia, gdybyś poprowadziła to wszystko bez polotu, bez emocji i pomysłu. 

Całość świadczy o dużym zmyśle artystycznym i bardzo dobrej technice, zwłaszcza że to szort i imo zawiera w sobie dokładnie wszystko, by być tekstem skończonym i pozostać w pamięci.

 

Miałam tylko problem przy jednym z pierwszych dialogów, gdzie mowa o tym, że po trzeciej bramie nic nie ma – brak didaskaliów nie pozwolił mi do końca zidentyfikować, kto co mówi (wydawało mi się, że dwie wypowiedzi są niepotrzebnie rozdzielone na osobne, ponieważ mówi je ta sama rozmówczyni).

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Ukłony, Naz!

 

Lubię postać Isztar (najbliższa wychodząca moja książka nosi ją jako główną bohaterkę)

O, dobrze wiedzieć, wielkie dzięki za informację! W takim razie będę czekać na nowe szczegóły.

 

Jeśli chodzi o uwagi na temat zapisu, to chyba już rozumiem, o który fragment Ci chodzi – te dwie ostatnie kwestie w dialogu Inanny i Ninszubur. Rzeczywiście, mogę tutaj dodać didaskalia w odpowiedzi Ninszubur.

Bardzo się cieszę, że opowiadanie zrobiło na Tobie takie dobre wrażenie. Wszystkie Twoje uwagi są dla mnie cenne i budujące, a przede wszystkim zawsze miło usłyszeć, że tekst zapada w pamięć.

Pozdrawiam! :)

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Fajne opowiadanie, udana jest ta stylizacja mitologiczna narracji na początku, zaskakujący jest wątek sf w drugiej części. Mi również natomiast brakuje dwóch zdań dotyczących przejścia od zapomnienia w starożytności do ujawnienia się dzisiaj bohaterek opowieści. 

Poza tym gratulacje :) 

I po co to było?

Dziękuję i również gratuluję! :)

Spostrzeżenia wezmę pod uwagę i prawdopodobnie do końca czerwca dodam kilka zdań (w wątku przeniesienia świadomości do wirtualu prawie na pewno, ale tutaj też jeszcze się zastanowię).

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Znakomicie pomyślane opowiadanie – pięknie zrealizowana stylizacja języka na epos, z zastosowaniem palety środków stylistycznych. Później wolta, zmiana konwencji, perspektywy – drugie dno. Nauka i technologia przełożona na mityczną poetykę – pyszne!

 

Istotny problem, jaki widzę z tym tekstem, to wysoki próg wejścia dla czytelnika. Raz, że mity sumeryjskie i szerzej tamtejsza kultura i symbolika są stosunkowo mało znane, więc opowiadanie może być niezrozumiałe od tej strony. Dwa, że nie każdy może kojarzyć etapy poszczególne lotu kosmicznego, które metaforyzujesz w sumeryjskiej symbolice (zresztą sama zdajesz sobie sprawę z tego problemu, skoro umieściłaś przypisy objaśniające w komentarzu – to jest jednak droga na skróty i powinnaś to jakoś rozwiązać w samym tekście). Ale nawet jeśli czytelnik nie zrozumie, o co chodzi w opowiadaniu, może dać się urzec językowi, a to z kolei może sprawić, że na własną rękę spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej o tej mitologii i może też o lotach kosmicznych. Mówiąc krócej: tekst ładny, bardzo ambitny, ale też ryzykownie hermetyczny.

Jestem zaszczycona, redaktorze JeRzy!

Dziękuję za wszystkie miłe słowa na temat opowiadania. Rzeczywiście, niuanse mitologii i lotu kosmicznego mogą być problematyczne bez dodatkowych wyjaśnień. Na wczesnym etapie pisania myślałam zresztą nawet o tym, żeby o odrzuceniu kolejnych stopni rakiety informowały postacie z centrum kontroli lotów, ale wtedy uznałam, że takie wstawki byłyby zbyt bezpośrednie. W każdym razie na pewno wezmę to pod uwagę przy poprawkach, może jeszcze uda mi się wpleść te informacje w narrację.

Pozdrawiam!

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

Hm, “ryzykownie hermetyczny”?

To w takim razie “ryzykownie hermetyczne” są wszystkie powieści Wattsa. Czy Stephensona. O Lemie nie wspominając. A jednak dają radę. 

Literatura SF ma (z reguły) wysoki próg wejścia. Czyli czytają ci, co już coś tam wiedzą, ci, co chcą się dowiedzieć. I deprecjacja tekstu z uwagi na to, że jest “za trudny” może przejść w jakichś romansidłach, ale w fantastyce??

Jeszcze raz, Black Cape – REWELACYJNY tekst!

<Staruch zamiata czapką z piór przed Autorką>

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Na moje "ryzykownie hermetyczny" oznacza, że właśnie nie bardzo z tekstu można się czegoś dowiedzieć, bo autor celowo pomija tłumaczenie pewnych kwestii, skłaniając się ku "tym, co już coś wiedzą". Więc myślę, że tak, fantastyka, a zwłaszcza SF może być dla niektórych za trudna. Zaś deprecjacja romansu jako gatunku? Staruchu, nie każdy romans to harlekin. :p

Zaś deprecjacja romansu jako gatunku? Staruchu, nie każdy romans to harlekin. :p

Jesteś znawcą ;P? Opieram się o tak zwaną “wiedzę przekazaną do ucha”.

nie bardzo z tekstu można się czegoś dowiedzieć

Do tego nie służą teksty literackie, tylko:

  1. szkoła
  2. książki popularnonaukowe
  3. programy popularnonaukowe
  4. internet, w częsci, którą nazwę “naukową”
  5. ostatecznie Wikipedia

Każdy tekst ma zawierać przypisy, bibliografię i tłumaczenie trudniejszych terminów? No wolne żarty…

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Absolutnie ma nie zawierać, zgadzam się z tym całkowicie. Ale sam powyżej wysnułeś tezę, że "SF czytają ci, co się chcą czegoś dowiedzieć". Z "ryzykownie hermetycznego" SF jest duża szansa, że się jednak niewiele dowiedzą. Chyba że po lekturze, albo co gorsza w trakcie zaczną wertować źródła w poszukiwaniu wiedzy. IMO to już lekki masochizm, ale co kto lubi.

Natomiast za znawcę romansów się absolutnie nie uważam, ale jestem oczarowany twórczością Andre Acimana. :)

jestem oczarowany twórczością Andre Acimana. :)

Que?? Co to za osobnik?

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Nowa Fantastyka