- Opowiadanie: abraxas - Piromanta

Piromanta

Moje pierwsze opowiadanie tutaj, więc: dzień dobry wszystkim.

 

Tekst dedykuję Przemkowi Z.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Piromanta

Spojrzałem w twarz ognia

i ogień do mnie przemówił.

 

Aleksandria miota się w gorączce. Ucichły śpiewy, rozwiał się zapach oliwnych gajów. Nawet bryza zamarła. W mieście pełno krzyków i tupotu stóp. Zapachu potu. Zgrzytu zaciśniętych zębów. Zwolennicy biskupa Cyryla od dawna ścierają się z poplecznikami prefekta Orestesa. Chrześcijanie przeciw chrześcijanom, w środku poganie. Żydów przepędzono w zeszłym roku. Teraz wyznawcy Chrystusa przychodzą do nas z ukradzionym Żydom dekalogiem, mówią: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Burzą nasze świątynie, tak jak zniszczyli Serapejon… a przecież to nasi bogowie, nie cudzy.

Dziś nie zadowoli ich niszczenie świątyń. Piasek będzie chłeptał krew. Jeśli dopną swego, będzie to krew najświetniejszej obywatelki Aleksandrii.

Muszę się dostać do warsztatu. Przebiegam ulice najszybciej, jak potrafię, jednak poznaczona bliznami, skurczona noga pozwala mi tylko niezręcznie kuśtykać. Do celu daleko, a ja już się boję. Kiedy w ludziach żarzy się furia, nie trzeba wiele, by rozniecić pożar. Boję się przypadkowego spotkania, niezręcznego słowa. Boję się – tak – że to moja krew będzie wsiąkać w piasek. Ale muszę. Muszę, ponieważ w mieście kryje się zagrożenie gorsze nawet niż chrześcijanie. Spojrzałem w twarz ognia i ogień przemówił do mnie, a co ważniejsze: pokazał mi, jaki los nas czeka.

Przebacz mi, Aleksandrio.

Nie mogę zrobić tego sam. Potrzebuję towarzysza. Zbaczam z drogi, przystaję na znajomym progu, kołaczę do drzwi. Nie czekam długo. Drzwi otwierają się, spoglądam w górę, w piękną twarz młodzieńca o oliwkowej skórze. Mówię:

– Muszę dyskretnie dostać się do warsztatu Hypatii. Pomóż mi, proszę.

 

* * *

 

Miałem dziesięć lat, kiedy ogień przemówił do mnie po raz pierwszy.

To było wtedy, gdy Hypatia po raz pierwszy zaprezentowała swoją machinę. Staliśmy tłumnie na forum. Słońce świeciło na bezchmurnym niebie, jakby samo chciało zobaczyć, co się wydarzy. Razem z innymi dziećmi tłoczyłem się i przepychałem na przedzie. Nawet zapowiedź cudów nie sprawiła, że staliśmy się cierpliwi.

To, co widzieliśmy, nie wydawało się zresztą szczególnie cudowne. Wszyscy znaliśmy stworzoną przez Herona aeolipilę: wydrążoną kulę, która pod wpływem pary obracała się wokół własnej osi.

– Od trzech stuleci aeolipila intryguje filozofów i mechaników – powiedziała kobieta o falistych włosach, która wyszła zza machiny. W brązowej twarzy połyskiwały ciemne oczy. – Od trzech stuleci wszyscy głowią się nad praktycznym zastosowaniem tej genialnej zabawki. Ale już nie będą musieli.

Nie czekała, aż sens jej słów dotrze do zgromadzonych. Odsłoniła kolejny mechanizm, stojący do tej pory z tyłu. Nie wiedziałem, na co patrzę. Stos drewna i naczynie z wodą połączone z metalowym ramieniem… nie wiedziałem, na co patrzę, ale wiedziałem, że muszę się znaleźć jak najbliżej tego czegoś.

– Kto chce pomóc? – spytała kobieta, spoglądając do przodu, na nas.

– Ja, ja! – zawołałem, wyrywając się przed tłum, zanim ktokolwiek inny zdążył zareagować.

Kobieta roześmiała się i zaprosiła mnie bliżej, po czym podała mi krzesiwo.

– Umiesz rozpalić ogień? – zapytała.

Pokręciłem głową. Do oczu napłynęły mi łzy. Byłem pewien, że odeśle mnie z powrotem. Ale ona po prostu stanęła za mną i chwyciła moje ręce w swoje. Z jej pomocą roznieciłem iskrę.

Płomień buchnął w górę.

Woda musiała być podgrzana już wcześniej. Szybko zaczęła parować, napędzając mechaniczne ramię. Kobieta mówiła o swoim wynalazku.

Ja patrzyłem w ogień.

Płomienie wypełniały blaskiem cały świat, jaśniejsze niż słońce. Widziałem w nich ciągły ruch, tysiące mechanicznych ramion, kół wirujących coraz szybciej i szybciej. Na ramionach podskakiwali ludzie jak w dziecięcej zabawie. Z kół, jak z rogu obfitości, sypały się nieprzeliczone bogactwa. A płomienie tańczyły. Tańczyły radośnie, nucąc pieśń ognia:

Ten, kto się zbudzi, ogień pochwali.

Wychodziłem z tej wizji jak z maligny. Jeszcze długo towarzyszyły mi powidoki, odbicia tańczących płomieni. Chciałem być częścią tego, co zobaczyłem. Nieść ludziom ciepło i światłość. Przebudziłem się i chciałem chwalić ogień.

Najszybciej, jak mogłem, zgłosiłem się do warsztatu Hypatii.

 

* * *

 

Archelaus się zgodził. Złodziej, ale dobry chłopak. Zawsze potrzebuje pieniędzy, więc z pomocą ciężkiej sakiewki szybko udało się go przekonać. Często też pytał o warsztat. Ciekawość czy chciwość? Nie wiem. Nawet jeśli coś zwędzi podczas naszej wizyty, cóż to może mieć za znaczenie, kiedy próbujemy uratować Aleksandrię?

Przekradamy się przez zaułki, o których nie miałem pojęcia; Archelaus wciska się w szczeliny między budynkami i prowadzi nas na tyły. Jest szczupły i smukły, mnie natura poskąpiła wzrostu. Idzie nam doskonale. Tylko kiedy wspinamy się po niskich murach, noga mnie zawodzi. Archelaus pomaga mi wtedy podciągnąć się na szczyt.

Jesteśmy już prawie na miejscu, kiedy natykamy się na grupkę chrześcijan. Oczywiście. Skoro chcą dostać Hypatię, warsztat to pierwsze miejsce, do którego się skierują.

– Hej, wy! Stójcie! – woła krzepki mężczyzna na czele grupy. Ma puste ręce, w przeciwieństwie do tych, którzy stoją za nim.

Zatrzymuje się dziesięć kroków od nas.

– Jesteście uczniami Hypatii? – pyta.

Archelaus nie waha się ani przez chwilę.

– Skądże. Ja i mój przyjaciel…

– Nie jesteście chrześcijanami – przerywa mu mężczyzna i zbliża się o krok. Grupa za nim zamiera w oczekiwaniu. Czyżby jednak miało nam się nie udać? Bogowie, proszę. – A wszyscy poganie to sprzymierzeńcy tej wiedźmy.

– Posłuchajcie… – mówi Archelaus, unosząc dłonie, ale słowa go zawodzą. Bodaj po raz pierwszy. Zresztą widzę teraz, że słowa nie wystarczą. Wyznawcy Chrystusa, uczniowie biskupa Cyryla, pragną ciała. Pobitego, zranionego, umęczonego.

Więc je dostaną.

– Żadni z nas sprzymierzeńcy – mówię, wysuwając się przed Archelausa. Zsuwam kaptur, pokazując blizny. Słyszę głośne westchnienia. – Pracowałem w jej warsztacie i jedyne, co mi z tego przyszło, to ból i krew. Jeśli chcecie ją znaleźć, szukajcie w centrum miasta. Prefekt Orestes zaprosił ją dziś na kolację. Z pewnością wkrótce uda się do domu.

Mężczyzna przypatruje mi się ze zmarszczonymi brwiami. Nie wie, czy wierzyć. Ale biskup Cyryl uczy ich niechęci do świeckiego zwierzchnika miasta oraz strachu wobec Hypatii. Wobec sympatii i posłuchu, jakimi obdarza ją Orestes. Jeśli cokolwiek ma nas ocalić, to właśnie to.

Mężczyzna jeszcze przez chwilę przygląda się moim bliznom. A potem odwraca się do grupy.

– Chodźcie! – woła i wszyscy ruszają za nim.

Po raz pierwszy pozwalam sobie pomyśleć, że być może bogowie sprzyjają naszej misji.

 

* * *

 

Przez lata każdego dnia słyszałem echo tamtej dawnej melodii. Towarzyszyła mi przez cały czas, kiedy udoskonalaliśmy wynalazek Hypatii. Nie, żebym odgrywał w tym znaczącą rolę. Moi rodzice byli zbyt biedni, by posłać mnie do prowadzonej przez Hypatię akademii. Podawałem mechanikom potrzebne przyrządy, dbałem o czystość i porządek w warsztacie. Cieszyłem się, że na swój sposób pomagam w dziele przemiany świata. Ale coś się zepsuło.

Pieśń ognia się zmieniła.

Budowaliśmy nową, większą machinę. Pozornie wszystko było w porządku. Zwyczajne dźwięki pracy: uderzenia młotów, pisk świdrów, szum i stukot tłoków. Ale pod nimi: coś naglącego. Niecierpliwego.

Jedno łączyło mnie z Hypatią: oboje pracowaliśmy również w nocy. Ona ślęczała nad zwojami pełnymi rysunków i matematycznych formuł. Ja sprzątałem. Idealna okazja.

Podniosła głowę, kiedy wszedłem do pracowni. Uśmiechnęła się. Miała do mnie sentyment. Kiedy zgłaszałem się do pracy w warsztacie, opowiedziałem jej o naszym pierwszym spotkaniu, tam na forum.

– Coś jest nie tak – powiedziałem. – Z machiną.

– Dlaczego tak uważasz? – zapytała. W jej głosie nie było osądu ani pobłażania. Tylko ciekawość. Jakby naprawdę interesowało ją, co mam do powiedzenia. Chyba tak właśnie było. Wierzyła, że od każdego może się czegoś nauczyć.

Milczałem. Jak przekazać jej to, co wiem? Jak opowiedzieć o melodii, której nie słyszy nikt inny?

– Brzmi inaczej – powiedziałem w końcu. – Niedobrze.

Skinęła poważnie głową.

– Wiele zależy od tego projektu. Jeśli dowiodę Orestesowi przydatności turbiny parowej, będzie wiedział, jak cenni są poganie, i otoczy nas opieką. Póki co zagraża nam tylko biskup, ale jeśli nowy cesarz pójdzie w ślady swojego dziadka…

Nie musiała kończyć. Pamiętałem panowanie Teodozjusza I. Karanie śmiercią za wróżenie z wnętrzności, burzenie świątyń.

– Sama zbadam jutro mechanizm – dodała. – Jeśli coś jest nie tak, trzeba to sprawdzić jak najszybciej.

Ale następnego dnia rano jej nie było. Pracowała o wiele dłużej niż ja. Pewnie dopiero o świcie udała się do domu. Inni mechanicy uruchomili silnik. Gdy tylko wszedłem do warsztatu, wiedziałem, że to już. Ogień śpiewał coraz głośniej, choć nie potrafiłem rozpoznać słów.

– Odsuńcie się! Wszyscy! – zawołałem.

Mechanicy popatrzyli na mnie, a później po sobie. Żaden się nie ruszył.

Nie chciałem zbliżać się do silnika, ale podbiegłem, odganiając ich rękami. Powoli zaczęli się odsuwać.

– Odejdźcie! Odejdźcie!

Nie zauważyłem młodej Klio dźwigającej wiadra pełne wody. Uderzyłem ją. Upadła.

– Nie, nie…

Próbowałem jej pomóc, ale odsunęła się, przestraszona. Mogłem tylko próbować ją osłonić.

Śpiew sięgnął apogeum.

Odwróciłem się.

Machina eksplodowała.

Prawie nie poczułem odłamków i fali gorąca, które uderzyły mnie w twarz, bok, uniesioną rękę, ponieważ zasłona znów została zerwana. Znów zobaczyłem tańczące płomienie. A między nimi: nowe imperium, potężniejsze niż wszystkie, jakie powstały do tej pory. Przyćmiewające Aleksandra, przyćmiewające Rzym. Ludzi smaganych batem, pędzonych ostrzem miecza, miażdżonych przez tryby machiny zajmującej cały świat. Zrzucanych w dół. Stos połamanych, sczerniałych członków; szczap, z których płomienie strzelały w górę. Nieustanny ruch, coraz szybszy i szybszy. Coraz więcej ciał przekuwanych na coraz więcej bogactw dla coraz bardziej nielicznych. Słowa pieśni niezakłócone płynęły do moich uszu:

Ci, którzy zginą, ogień podsycą.

Powitałem ciemność z ulgą.

 

* * *

 

Wejście do warsztatu to już drobnostka. Jest pusty. Wszyscy poczuli nastrój, jaki ogarnął miasto, i chowają się w domach.

Zmierzam do pracowni.

Niemal oczekuję, że Hypatia odwróci się w moją stronę, ale nie ma jej tutaj. Są tylko zwoje, ułożone schludnie na półkach i zalegające w nieładzie na stole.

Przerzucam je niespokojnie. Nie zaczęli jeszcze odbudowywać machiny. Chcę mieć pewność, że są tutaj plany urządzeń, które sprowadzą na świat tyle nieszczęścia. Że uda mi się je zniszczyć.

Kiedy je znajduję, wyciągam hubkę i krzesiwo.

– Myślałem, że idziemy chronić dorobek Hypatii – dobiega mnie głos zza pleców. – Albo może go ukraść. Zniszczenie nie przyszło mi do głowy.

Archelaus stoi w drzwiach. Myślałem, że zajmie się buszowaniem po warsztacie. Przeliczyłem się. Czy mogę mu wyjaśnić, dlaczego to robię? Nie jest bogobojny. Czy zrozumie, co przekazali mi bogowie?

Próbuję.

– Jeśli Hypatii uda się stworzyć swoją machinę, ściągnie na nas wszystkie nieszczęścia, jakie można sobie wyobrazić – mówię. – Wyzysk, mord, grabież…

Archelaus podchodzi bliżej.

– Jedno mnie zastanawia. Blefowałeś tam, na ulicy? Czy dałeś im dokładnie to, czego chcieli?

Nie odpowiadam. Spoglądam na rysunki i matematyczne formuły. Unoszę krzemień i krzesiwo.

Ostrze wsuwa się bez najmniejszego oporu.

Próbuję przytrzymać się stołu, ale nogi gną się pode mną. Padam na ziemię. Nie mogę wstać. Archelaus zbiera zwoje.

– Wyzysk, mord i grabież zawsze istniały. Będą istnieć. Nie potrzebują machin. Ale machiny mogą się przydać ludziom, którzy zechcą za nie zapłacić.

Wychodzi. To bez znaczenia, ale zastanawiam się, komu przekaże projekty. Orestesowi? Cyrylowi?

Wraca, ciągnąc dzban pełen oliwy. Oblewa nią stół, podłogę i mnie. Wyrywa mi krzesiwo ze słabnących rąk.

– Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. Przykro mi, że tak to się kończy. Mogę ci przynajmniej dać to, czego chciałeś.

Krzemień uderza o krzesiwo. Płomienie jak psy rzucają się chłeptać rozlaną oliwę. Tym razem czuję wszystko.

W ostatnich chwilach myślę, że rację miał ciemny filozof: ogień jest zasadą świata. Wszystko płonie. Nie udało mi się ocalić świata. Tylko Klio. Może to nie bez znaczenia. Nawet jeśli wszyscy spłoniemy, może chociaż drobna cząstka ocaleje. Uleci pod postacią pary.

Ogień pożera drewno i papirus, kąsa moje ciało. Krztuszę się. Skóra nabrzmiewa i pęka. Krew syczy. Nic już nie widzę.

 

Spojrzałem w twarz ognia

i ogień

ogień

 

ogień

Koniec

Komentarze

“Odwróciłem się” – brak kropki na końcu zdania

 

“– Jeśli Hypatii uda się stworzyć swoją machinę…” – “swoja” nie jest tu raczej odpowiednim zaimkiem.

 

Poza tym, jeśli chodzi o technikalia, przy czytaniu chyba nic mi nie wpadło w oko.

Natomiast jeśli chodzi o treść, to nie zostałam kupiona. Przeczytałam gładko i szybko, ale też bez większego zainteresowania. Nie przejęłam się losem ani bohatera, ani Hypatii. Zabrakło mi dramatyzmu i generalnie jakichkolwiek emocji. Nie bardzo przy tym ogarnęłam, co właściwie bohaterowi mówił ogień. Także opowiadanie mi niestety w pamięć nie zapadnie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@joseheim

Dzięki za komentarz! Przykro mi oczywiście, że tekst na Ciebie nie zadziałał, ale będę w przyszłości zwracać szczególną uwagę na kwestie, o których wspominasz.

Jeśli dobrze rozumiem zasady konkursu, to nie mogę w tym momencie wprowadzić zmian do tekstu, ale zaznaczam je sobie w pliku wordowym i poprawię, co trzeba, kiedy konkurs się zakończy.

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

Abraxas – dobrze rozumiesz zasady konkursu.

Zajrzałam, przeczytałam.

O, o, o…

Eolipila, chromy, mikry bohater, fanatyczni chrześcijanie, pożar kończący tekst – jakbym już czytał coś podobnego, tylko dziejącego się ponad trzysta lat wcześniej ;) ;P. Jednak pomysły układają się czasem całkiem podobnie u różnych ludzi.

Ale teraz o tekście. Ma tylko jeden minus – jest za krótki. Nie można się zżyć z bohaterami. Reszta bardzo dobra: pomysł, scenografia, styl. 

Zauważyłem tylko jednego babolka: “Słońce świeciło bez ani jednej chmury” – raczej “na niebie bez ani jednej…”.

Lektura była przyjemna nad wyraz, acz w pamięci długo nie zostanie.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Mam nie­od­par­te wra­że­nie, że prze­czy­ta­łam za­le­d­wie szkic, a nie praw­dzi­we opo­wia­da­nie. Bra­kło mi spój­nej hi­sto­rii i po­rząd­nych bo­ha­te­rów. Za­miast tego za­sy­gna­li­zo­wa­łaś tylko kilka skró­to­wo opi­sa­nych zda­rzeń i nawet nie wiem, kim jest nar­ra­tor, któ­re­go ocza­mi owe zda­rze­nia zo­ba­czy­łam. Szko­da, bo czy­ta­ło się cał­kiem nie­źle i chęt­nie do­wie­dzia­ła­bym się wię­cej.

 

Słoń­ce świe­ci­ło bez ani jed­nej chmu­ry… –> Ra­czej: Słoń­ce świe­ci­ło na bez­chmur­ny nie­bie

 

Z kół, jak z rogu obi­fto­ści, sy­pa­ły się… –> Li­te­rów­ka.

 

Ar­che­laus po­ma­ga mi się wtedy pod­cią­gnąć na szczyt. –> Ra­czej: Ar­che­laus po­ma­ga mi wtedy pod­cią­gnąć się na szczyt.

 

warsz­tat to pierw­sze miej­sce, w które się skie­ru­ją. –> …warsz­tat to pierw­sze miej­sce, do któ­re­go się skie­ru­ją.

 

mówi Ar­che­laus, uno­sząc dło­nie do góry… –> Masło ma­śla­ne. Czy można unieść dło­nie do dołu?

Wy­star­czy: …mówi Ar­che­laus, uno­sząc dło­nie

 

Pra­wie nie po­czu­łem odłam­kówfali go­rą­ca, która ude­rzy­ła mnie w twarz, bok, unie­sio­ną rękę. –> Pi­szesz o odłam­kachfali go­rą­ca, więc: Pra­wie nie po­czu­łem odłam­ków i fali go­rą­ca, które ude­rzy­ły mnie w twarz, bok, unie­sio­ną rękę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Staruch, regulatorzy

 

Dzięki za opinie! Tak jak w przypadku uwag Joseheim, kwestie językowe notuję sobie w wordzie, do poprawienia, kiedy konkurs się zakończy.

 

Oboje zwróciliście uwagę na skrótowość, więc jeśli mielibyście chęć rozwinąć to, co napisaliście, to bardzo chętnie się dowiem, jak widzielibyście kwestię ewentualnego rozszerzenia. Więcej scen przedstawiających bohaterów? Czy bardziej rozbudowanie tych, które już są?

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

Abraxas, chciałabym wiedzieć, co wydarzyło się w mieście. Wzmianka, że trwają zamieszki to dla mnie trochę mało, bo nie wiem, co doprowadziło do konfliktu. Nie wiem, dlaczego warsztat Hypatii stał się obiektem ataku chrześcijan.

Byłoby fajnie, gdybym wiedziała coś o bohaterach, żeby nie byli tylko sylwetkami przemykającymi ulicami miasta, czy obrazem zapamiętanym przez chłopca. Niech mają więcej mięsa i kości, niech żyją, niech pozwolą się poznać.

Bohater ma niezwykły dar i o tym też chciałbym wiedzieć więcej.

Nie zaszkodziłoby też, moim zdaniem, gdybyś opisała miasto. Czytając Piromantę miałam tylko świadomość, że czytam, a wolałbym mieć wrażenie, że na czas lektury przeniosłam się do Aleksandii, że w jakiś sposób uczestniczę we wspomnianych wydarzeniach. Niech Twój tekst przestanie być szkicem, niech stanie się opowiadaniem, niech wszystko w nim żyje, niech losy bohaterów nie będą mi obojętne, niech opisywany ogień parzy.

 

edycja

Abraxas, mam wrażenie, że jeśli przeczytasz opowiadanie Starucha Opowieść o wodzie i ogniu, łatwiej będzie Ci pojąć moje „wymagania”. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podpisuję sie pod zdaniem Regulatorów :)!

 

EDIT: Napisałem, zanim pojawiła się edycja Regulatorów. Rumienię się z zakłopotania!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

@regulatorzy

 

Dziękuję za rozwinięcie, bardzo mi pomogło. Do zapoznania się z „Opowieścią…” kusiły mnie już wspomniane wcześniej przez Starucha podobieństwa tematyczne, teraz zdecydowanie po nią sięgnę.

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

Abraxas, opowiadanie Starucha pomoże Ci na pewno. Jeśli uważasz, że to co napisałam także, to bardzo się cieszę. ;)

 

Staruchu, nie masz najmniejszego powodu, aby czuć się zakłopotanym. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Moje pierwsze opowiadanie tutaj, więc: dzień dobry wszystkim.

Cześć, czołem, porzućcie wszelką nadzieję Wy, którzy tu wchodzicie :)

 Aleksandria miota się w gorączce…

Opis wyszedł dość abstrakcyjny. Sama nie wiem.

 Żydów przepędzono w zeszłym roku.

Skonsultuj się z jakiś historykiem, ale nie wydaje mi się to prawdą. W ogóle – podjęłaś się bardzo trudnego zadania, pisząc z perspektywy kogoś z innej epoki historycznej. Zobaczymy, jak pójdzie

 Piasek będzie chłeptał krew.

Purpurowe.

 a ja już się boję

Z tego, co pokazałaś wyżej, wynika całkiem straszna atmosfera. Nie zapewniaj nas o tym dodatkowo, bo efekt pójdzie się chędożyć.

 Nie mogę zrobić tego sam.

Naturalniej: Nie mogę tego zrobić sam.

 kołaczę w drzwi

Chyba raczej: do drzwi.

 świeciło bez ani jednej chmury

A normalnie świeci z chmurami?

 aeolipila pochłania filozofów

Fthaghn :) Ale serio, może jednak: fascynuje?

 W brązowej twarzy połyskiwały ciemne oczy.

Zaraz brązowej. Greczynki, o ile wiem, osłaniały twarze, więc raczej się nie opalały – nie jestem pewna, czy ten zwyczaj przetrwał do czasów Hypatii, ale blada cera była w cenie aż do rewolucji przemysłowej.

 wszyscy głowią się nad praktycznym zastosowaniem tej genialnej zabawki

Nie, przykro mi, ale nie głowili się. Po co? Mieli inne sprawy na głowie, jak zresztą i my dzisiaj. Zaczynasz spadać ze swojego wysokiego konia.

 Nawet jeśli

Nawet, jeśli.

 westchnięcia

Westchnienia.

 pozwalam sobie pomyśleć

Aliteracja.

 będzie wiedział, jak cenni są poganie

Ojeju, temat – rzeka. Polecam Opus Maior Rogera Bacona (o dobrych parę stuleci późniejsze, ale wnikliwe), ale w skrócie: nie ma czegoś takiego, jak nauka "chrześcijańska" i "niechrześcijańska" (równie dobrze moglibyśmy mówić o nauce "burżuazyjnej"). O tym – nic więcej ode mnie, bo nie mam teraz siły na takie elaboraty. Khatam sud.

 Póki co zagraża

Póki co, zagraża.

 sprawdzę (…) sprawdzić

Powtórzenie.

 Ale następnego dnia nie było jej rano.

Trochę nienaturalny szyk.

 o świcie ruszyła do domu

"Ruszyła". Hmm.

popatrzyli na mnie, a później po sobie

Nie jestem pewna, czy ta konstrukcja jest prawidłowa.

 Nie chciałem zbliżać się

Naturalniej: Nie chciałem się zbliżać.

 Ponieważ zasłona…

Skasowałabym "ponieważ", trochę psuje rytm, i może " niezakłócone". Reszta akapitu za to – sam miód.

 ciemność z wdzięcznością

Ość-ość.

 Wejście do warsztatu jest już drobnostką.

Hmm? Może: Wejście do warsztatu to już drobnostka. W ten sposób unikniesz także powtórzenia "jest".

 nastrój, jaki

Który. To konkretny nastrój.

 Niemal spodziewam się, że Hypatia odwróci się

Dwa "się" bardzo blisko siebie nie brzmią.

 mniej porządnie zalegające

Hmm.

 Przeglądam je niespokojnie

Dziwny ten przysłówek.

 rację miał ciemny filozof: ogień jest zasadą świata

Za to jedno zdanie masz u mnie serducho. heart

 Nie udało mi się ocalić świata. Tylko Klio. Może to nie bez znaczenia.

Za to też. heart

Tekst jest ładny i sprawnie napisany, a także niegłupi. Emocjonalnie trochę blady – to może skutek próby wcielenia się w człowieka z innej epoki. Długość odpowiednia do treści. Co by tu jeszcze… Może tylko to, że to niedobre chrześcijaństwo naprawdę nie jest winne wszystkim nieszczęściom historii – nie można od niego oczekiwać, że zjadaczy chleba przerobi automatycznie w aniołów. OK?

Sama nie wiem, czy przychylam się do opinii Reg – czy rozwinięcie dobrze by temu tekstowi zrobiło. Czasem grafika kilkoma pociągnięciami ołówka lepiej ujmuje temat, niż olejna panorama. Ale to Twoja decyzja i Ty ją podejmiesz.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

@Tarnina

 

Dzięki za wnikliwą lekturę i za komentarz! Uwagi stylistyczne przyjmuję, natomiast jeśli chodzi o kwestie realiów: nie jestem historykiem, więc możliwe, że umknęły mi jakieś kwestie, że w tekście obecne są przeinaczenia – jednak wypędzenie Żydów z Aleksandrii czy prześladowania pogan w czasie, gdy żyła Hypatia (nie wspominając już o nagonce na nią i jej zabiciu), to rzeczy, które udało mi się znaleźć w czasie researchu, myślę więc, że są przynajmniej częściowo oparte na faktach. Zgadzam się więc, że chrześcijanie nie są winni wszystkim nieszczęściom w historii, ale w tym konkretnym przypadku owszem – przynajmniej jakaś ich część.

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

Uff, to jest temat, w którym naprawdę można utonąć. Można utonąć nawet w tematach pobocznych, jak wiarygodność źródeł – ale to nie jest forum historyków ani epistemologów, a pisarzy. Więc nie mamy obowiązku się w tym taplać :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przeczytałem.

Przeczytałem.

O, to jest ten tekst o Hypatii, który polecał mi Staruch. :-)

Mnie się spodobało – nie narzekam na skrótowość, bo główne postacie dramatu już jako tako znam. Hypatia to mądra kobieta była. Szkoda, że komuś to aż tak przeszkadzało.

Fajny pomysł z tym ogniem pokazującym przyszłość.

Babska logika rządzi!

Całkiem, całkiem dobry pomysł, ale niestety tekst pozostawił mnie z poczuciem niedosytu. Mocnymi kreskami szkicujesz konflikt polityczno-religijny (ale nie jestem pewna, czy jest on czytelny dla osób, które z tą historią nie zetknęły się – choćby przez film “Agora”), masz fajnie pomyślanego głównego bohatera, ale dajesz jedynie zarys fabuły i problemu. W tej opowieści zdecydowanie wolałabym trochę więcej rozmachu epickiego, trochę więcej o bohaterach, nie tak skrótowo.

No i niezupełnie, jak dla mnie, jest to retrowizyjne, bo technika jest ważna, ale nie dźwiga całego ciężaru fabuły. Tak naprawdę bez niej niewiele by się zmieniło – choć może gdybyś rozwinęła postacie narratora i Archelaosa, nabrałyby one więcej znaczenia.

Jak na debiut nie jest źle, trzymam kciuki za literacki rozwój :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Opowiadanie wygląda na napisane po łebkach, na ostatnią chwilę. Zyskuje dzięki temu na dynamice, ale traci na zrozumiałości. Nie do końca pojąłem główny zamysł. Relacje między bohaterami też naszkicowane zostały pobieżnie.

Może był tu jakiś ciekawy pomysł, ale zabiło go chaotyczne wykonanie. 

Ciekawy zalążek pomysłu. Jest bohater o niezwykłym darze, jest i interesujące tło. Technicznie też przyjemnie się czytało.

Czego mi więc zabrakło? Rozwinięcia. Wiele z tych rzeczy zaznaczyłeś jedynie skrótowo. Tymczasem dla czytelników nie raz i nie dwa ważne jest nie "mówienie", że coś jest, ale doświadczenie tego w tekście. Jak są zamieszki, to przydałby się fragment o tłumie, jego rządzy krwi itp. "Pokazuj, nie mów" – jak głosi pewna zasada.

Tak więc jest tu całkiem-całkiem koncert fajerwerków. Przydałoby się go tylko rozwinąć. Tym niemniej – gratuluję niezłego debiutu :) Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

@Finkla, drakaina, funthesystem, NoWhereMan Wielkie dzięki za komentarze!

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

Ciekawy wybór planu czasowego i oryginalny pomysł na wykonanie – opowieść o pogromie, którego najbardziej znaną ofiarą była Hypatia, ale bez Hypatii na pierwszym planie. Podobały mi się te wstawki kursywą, ni to poetyckie, ni to religijne, hipnotyczne i niepokojące.

Zdecydowanie za mało o samym wynalazku – zarówno w odniesieniu do założeń konkursu, jak i logiki samego tekstu. Można odnieść wrażenie, że Hypatia buduje ciągle tę samą banię Herona, tylko coraz większą. Nie wyjaśniasz czemu zajmuje to tyle czasu i czemu plany prostej w gruncie rzeczy maszyny są takie istotne.

 

Dziękuję za udział w konkursie!

@cobold: Dzięki za komentarz! Wynalazek Herona to wczesna wersja silnika parowego i to jest właśnie to, co w opowiadaniu tworzy Hypatia. Bohater próbuje zapobiec nadejściu rewolucji przemysłowej. Starałem się tylko to zasugerować, żeby uniknąć łopatologii, ale zgadzam się, że ostatecznie przedobrzyłem w drugą stronę. Spróbuję to bardziej wyklarować :).

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

No, ładny tekst.

Musiałam cofnąć się do początku, by połączyć wszystkie kropki. Myślę, że w wizualizacji trochę pomogła mi znajomość filmu “Agora” i ogólnie historii.

Podoba mi się Twój styl. Widzę tu potencjał, nawet jeśli coś zgrzytnęło i wymaga szlifu, to jest tu indywidualny sznyt, zabawa językiem i to dla mnie duży plus. Dobrze napisane, plastycznie.

Jasne, opowiadanie, mogłoby być dłuższe, ale w moim mniemaniu to, co jest, wystarczy. Przemówiło do mnie, klikam bibliotekę. Powodzenia przy innych tekstach.

Dziękuję, Minuskuło!

Układanie obszernych książek to pracowite i zubożające szaleństwo: rozwijanie na pięciuset stronach idei, której doskonały ustny wykład zajmuje kilka minut. Lepiej udawać, że takie książki już istnieją, i przedstawiać ich streszczenie, komentarz (Borges)

Nowa Fantastyka