Profil użytkownika


komentarze: 59, w dziale opowiadań: 56, opowiadania: 26

Ostatnie sto komentarzy

Opowiadanie klimatyczne, momentami wulgarne, ale w granicach rozsądku. Czytało się dobrze, choć nie do końca je zrozumiałem. Część o cyrografie i o tym jak diablica pogrywała z księdzem była ciekawa. Natomiast ta druga stara się być mądrzejsza, bardziej filozoficzna, a wyszła trochę na siłę. I zupełnie nie wiem o co chodziło w ostatnim fragmencie. Jest on napisany z perspektywy diablicy, czy jej przyszłej ofiary? Domyślam się, że to drugie, ale przy pierwszym podejściu sposób narracji powoduje zamieszanie.

Brakło mi też zaskakującej puenty, tak ważnej przy krótkiej formie.

Ogólnie rzecz ujmując, tworzysz bardzo zgrabne kadry oraz ciekawych bohaterów. Nawet historia zdeprawowanego księdza, mimo tego, że niezbyt odkrywcza, jest interesująca. Brak mi tylko porządnego zakończenia. Albo nie rozumiem tego które jest, a wtedy proszę o oświecenie :)

Patrząc na to co obecnie dzieje się w Europie, przerażająco realistyczny ten tekst. Ilość szczegółów niewielka, ale to tylko pozwala na dopowiedzenia i uczynienie Twojej wizji jeszcze bardziej rzeczywistą. W efekcie nietrudno mi sobie wyobrazić, że wykreowana przez Ciebie dystopia może stać się kiedyś naszą rzeczywistością. Co więcej, opowiadanie pozostawia po sobie to nieprzyjemne, drapiące w kark uczucie, że to wszystko już się stało, tylko w nieco innej formie.

Jedynie motywacja bohatera mogłaby być, jak dla mnie, nieco lepiej zarysowana. Ok, rozumiem, że był nauczony posłuszeństwa i że nienawidził kategoryzowania ludzi, ale to trochę mało jak na przeprowadzenie samobójczego ataku.

To jednak jedyna łyżka dziegciu w tej zgrabnej beczuszce miodu :)

Zakończenie, ponownie (jak w “Kulach ciemności”) zaskakuje. I ponownie, już po przeczytaniu tekstu, wydaje się jedynym sensownym rozwiązaniem. Zgrabna klamra kompozycyjna dopełnia całości.

Ode mnie 5.

Opowiadanie nie należy do najkrótszych, ale zdecydowanie czytało się je szybko i przyjemnie. Bardzo ładna klamra kompozycyjna, świetny rys psychologiczny bohatera i zaskakujące zakończenie.

Osobiście nie spodziewałem się drugiej kuli, zbytnio skupiłem się na postaci Pawła. A raczej, sprawiłeś, że zbytnio się skupiłem na postaci Pawła :) Za to ogromny plus ode mnie.

Całość napisana jest więcej niż sprawnie, rzekłbym: profesjonalnie. I często, w różnych antologiach zdarzało mi się trafiać na dużo słabsze, mniej porywające teksty. Co prawda, “Kule ciemności” jaj mi nie urwały, nie pozostawiły z rozdziawianą buzią ani nie zmieniły mojego życia (a przyznam, że trochę na to liczyłem widząc to cholerne złote piórko), ale mimo to podobało się bardzo. A o to tu chyba chodzi :)

Podoba mi się swojski klimat opowiadania. Osadzenie akcji w Bieszczadach (tak świetnie pasujących na siedlisko starożytnego demona) oraz te naturalistycznie-humorystyczne opisy to jest to :)

Nie podoba mi się sposób prowadzenia historii. Jak to zresztą zauważyli inni, istnieje wyczuwalna dysproporcja między pierwszą częścią (stanowiącą wstęp, przedstawienie postaci), a drugą, która stanowi główną oś historii tego opowiadania. Gdy przechodzisz na narrację pierwszoosobową nagle wszystko co się dzieje staje się strasznie pobieżne, powierzchowne. Bach, jestem bezimiennym facetem, który spotkał harpię. Bach, zostaliśmy kochankami. Bach, minęły lata, ja się zestarzałem, a ona zniknęła. To było jak ślizganie się po powierzchni głębokiego jeziora. Najciekawsze pozostało ukryte.

I doceniam filozoficzną poetyckość niektórych fragmentów. Poniższy paragraf to prawdziwa perełka:

Czarnym, rozklekotanym dodgem o pordzewiałych nadprożach, z niedokręconym  symbolem głowy kozła, wjechali z damulką do miejsca, gdzie las tworzył coś w rodzaju katedry, zamykając gęstym, zielonym sklepieniem buków świadomość mężczyzny i wprowadzając go w stan mistycznej zadumy: pomyślał o Bogu… albo bogu. Bo wtedy stwórca stracił boskość i został tylko konstruktem myśli, protezą mającą chronić człowieka przed i tak nieuniknionym. Przed kresem.

 

Mój komentarz nie będzie zbyt merytoryczny. Zresztą, wszystkie światłe uwagi już zostały zawarte w wypowiedziach innych użytkowników. Powiedzieć mogę tylko tyle, że się podobało. Nie jestem pewien ile z tekstu zrozumiałem, ale kreowane przez Ciebie, Autorze, obrazy są plastyczne i soczyste. Opowiadanie czytało się przyjemnie, mimo groteskowych i makabrycznych krajobrazów jakie namalowałeś. Albo właśnie dzięki nim. Nie jestem pewien, ale wiem, że się podobało. Gratuluję zwycięstwa w konkursie! :)

@PiotrSkowronek, dzięki za miłe słowa :)

Zaczęło się całkiem całkiem. Pierwszy akapit nęci zgrabnie dobieranymi słówkami i melodycznym rytmem. A potem coś zaczyna się psuć. Pomysł na przedstawienie Jezusa jako jakiegoś kosmicznego niszczyciela światów jest bardzo sympatyczny, ale powierzchowna struktura opowieści (brak szczegółów i konkretów) niesłychanie banalizuje twój koncept.

Słowem, nie podeszło.

Wszyscy chwalą, a dla mnie w sumie takie: “meh”. Niby wszystko gra, jest humor, wyśmiewanie konwencji i puenta, ale! W trakcie lektury cały czas miałem wrażenie, że komizm zawarty w tekście został wepchnięty na siłę, na zasadzie: “musi być zabawnie, hehehe, ironicznie huehue i prześmiewczo, hihihi”. Historia prosta, opowiedziana sprawnie i kompletnie. Ale jednocześnie, nie wnosi nic, nie zmusza do zastanowienia. A, szkoda.

Dialogi super, ostre jak brzytwa i bardzo naturalne. To w nich humor broni się najlepiej.

Generalnie, jest ok, ale do jutra o twoim shorcie pewnie zdążę zapomnieć.

@Blackburn, dzięki. Super, że zakończenie przypadło do gustu. Mój zamysł był właśnie taki jak to opisujesz.

@Nevada, dzięki za miłe słowa. Jestem świadom, że w opowiadaniu brakuje efektu "wow", ale cieszy mnie, że mimo to się podobało :-)

@Drewian, co do haka: dlaczego zakładasz, że Nero znajdował się wystarczająco blisko uciekającego, aby go użyć? Linka ma ograniczoną długość. Potem też niezbyt mógł jej użyć w trakcie pogoni, gdyż gwałtownie przewrócony mężczyzna mógłby poważnie ucierpieć upadając na wystające z ziemi metalowe żebra.

W kwestii okrzyków. A co Ty byś krzyczała w takiej sytuacji? Jak próbowałabyś przekonać obcą osobę, że nie chcesz jej zrobić krzywdy? Już pomijam fakt, że Nero ma zaledwie dwanaście lat i ma prawo do pewnej dozy naiwności. Ne wspominając nawet o tym, że bohater, który w stresowej sytuacji zachowuje się arcylogicznie wypada dużo mniej wiarygodnie.

Tak więc, nie przepraszaj. I jeśli komentujesz, to proszę, najpierw przeczytaj tekst do końca i zastanów się czemu coś jest tak, a nie inaczej.

Dzięki.

Świetny, klaustrofobiczny klimat. Mnie też podobają się niedopowiedzenia i fakt, że w sumie nic nie wiadomo.

Co do zarzutów odnośnie braku logiki. Coś w tym jest, zakładając że mamy do czynienia z jakąś długoterminową misją kosmiczną. Albo z arką mającą ochronić ludzi na czas kataklizmu, na przykład, na Ziemi. Z drugiej strony, nie mamy jednak pewności, że tak jest. Może to jakiś eksperyment. Albo sytuacja rodem z Matrixa, gdzie maszyny wykorzystują w jakiś sposób ludzi. Chciałoby się wiedzieć więcej, poznać tło tej historii.

Czytało się dobrze, ale pozostał niedosyt. Chciałby człowiek więcej :)

Pomysł prosty, ale dobrze zrealizowany. Brakowało może większego elementu zaskoczenia albo jakiegoś niespodziewanego zwrotu akcji, ale jak na tak skompresowany tekst poradziłeś sobie naprawdę nieźle. Domyśliłem się wieloryba w tym samym miejscu co pozostali, ale to nic nie szkodzi. Zakończenie sympatyczne.

Jedna rzecz zwróciła tylko moją uwagę.

Wśród załogi panowało rozluźnienie. Wyglądało na to, że Chińczycy zrobili sobie przerwę w testowaniu czujności kanadyjskiej marynarki. Od przeszło miesiąca nie zanotowano kontaktu. Porucznik Jim Wilde znudzonym wzrokiem wpatrywał się we wskazania sonaru dalekiego zasięgu. Powolne, rytmiczne pikanie wyznaczało kolejne impulsy fali dźwiękowej. Twarz marynarza była rozjaśniona bladozielonym światłem, reszta pomieszczenia tonęła w półmroku. Nagle monotonię przerwał ostry sygnał alarmowy. Na ekranie pojawił się czerwony punkcik. Jim aż podskoczył z wrażenia i szybko sięgnął po interkom.t

Fragment, który przytoczyłem nie do końca mi gra. Niektóre zdania wydają się być częścią wyliczanki. Stało się to. I to. I tamto. Potem jeszcze to. I znowu. Rytm przez to staje się szarpany i ciężko się wczuć. Poza tym nie mam uwag.

Bardzo poetycko, bardzo metaforycznie i bardzo ładnie. Nie uważam też, aby tekstowi brakowało warstwy fabularnej. Owszem, mogłoby być nieco więcej tego “mięska”, ale ja i tak czuję się usatysfakcjonowany. Chociaż muszę przyznać, że opowiadanie skończyło się jakoś tak nagle. Ale to pewnie wina Twojego stylu, który mnie pochłonął. Kilkukrotnie musiałem przystawać i czytać niektóre zdania dwu– lub nawet trzykrotnie: czasem, by je po prostu zrozumieć, czasem delektując się nimi. Uwielbiam tego rodzaju styl, tak cholernie poetycko piękny, inteligentny, pełen dwuznaczności i gier językowych. Nie chciałbym się powtarzać, ale trzeba to podkreślić: piszesz pięknie, a niektóre fragmenty człowiek ma ochotę wyrwać z twojej opowieści, wydrukować i oprawić.

W kwestii interpretacji, tytułowe grzebanie martwych kotów to, moim zdaniem, grzebanie duchów przeszłości, a podróż Zuzy do Dołu, to niedające pocieszenia rozgrzebywanie tegoż minionego życia. Zuza, co zauważyli już inni, nie potrafi się odnaleźć w otaczającej ją rzeczywistości. Tuuli symbolizuje ideał, do którego Zuza chciałaby dążyć, ale jednocześnie, porównując się z tymże ideałem, ma problem z własną pozytywną samooceną. Nie potrafi “puścić” przeszłości, chciałaby dalej w niej żyć, ale wycieczka przez czas uświadamia jej, że tam w Dole nic na nią nie czeka, że martwe koty należy grzebać i żyć dalej. Chyba.

W każdym bądź razie, gratuluję debiutu i z niecierpliwością czekam na więcej :)

@Anet, dzięki za przeczytanie i nominację do Biblioteki. Co prawda głos lenah był 5 potrzebnym punkcikiem, ale miło że i Ty uznalaś Sześcian za wart nominacji :) Co do mieścian, o ile nie ma jakichś baboli to słowo pisane jest kursywą w przypadku wypowiedzi narratora (który jest świadomy niepoprawności tego terminu) oraz normalnie w kwestiach bohaterów. Sześcian zaś, o czym wspominałem już wcześniej, stanowił jedynie wymyślny klucz do sterowni Miasta. To Nero przebudził Miasto.

@lenah, dzięki za nominację :) @Skoneczny, drugą inspiracją był młody Son Goku z Dragon Balla :D I spoko, że po moich wyjasnieniach tekst bardziej przypadł do gustu. Jeśli jesteś w nastroju na punktowe "rozdawnictwo" to polecam dać szansę "IX", które jakiś czas temu utknęło na 4pkt., a od Finkli i regulatorzy zebrało lepsze opinie niż "Sześcian Władzy". To historia w zupełnie innym stylu i nawet gdzieś tam została dostrzeżona, więc sądzę, że może się spodobać :)

@Lenah, ach i och! Twój komentarz strasznie poprawił mi humor. Świetnie zrozumiałaś intencje towarzyszące powstaniu Sześcianu. Bo tak, nie da się ukryć, że jest to bajka i choć pisana w taki sposób by podobać się dorosłym, głównym odbiorcą są starsze dzieci. Fabuła nie powinna być więc przesadnie skomplikowana. Bardzo się cieszę, że postać Nero przypadła Ci do gustu. Czytając Twój komentarz poczułem jakbym napisał go lepiej niż w rzeczywistości :D Dziękuję też za krytyczne uwagi. Wziąłem je sobie do serca :)

Krótka, ale jakże przyjemna w odbiorze ta Apokalipsa :) Dostrzegłem kilka drobnych niedoróbek technicznych:

Przypomniał sobie o starym półmisku po babci Gertrudzie. Jest zamknięty w pokoju. Popędził do kredensu.

Jeżeli wszystkie poprzedzające i następujące zdania są w czasie przeszłym to i to wytłuszczone powinno. Bo w tym przypadku nic nie usprawiedliwia braku spójności czasowej.

 

Karol włączył telewizor. Wszystkie stacje nadawy relacje z restauracji, fabryk naczyń, hurtowni, marketów.

Literówka.

 

Parę minut później zaczęły do studia wiadomości napływać depesze o podobnych zdarzeniach z Francji, Hiszpanii, Dani i Szwecji. Pół godziny później CNN poinformowało,

powtórzenie. Może w drugiej części: “Po półgodzinie CNN poinformowało”?

 

Był to gospodarz osiedla[+,] Ziętarski, a właściwie to co z niego zostało.

Bez przecinka brzmi tak jakby osiedle nazywało się Ziętarski :)

 

Ode mnie to tyle. Short, jak już pisałem na samym początku, bardzo sympatyczny, a absurd zabawny.

 

 

 

Fascynujące jest to jak skrajne opinie budzi twój tekst. Jedni chwalą i wspominają o piórkach, pozostali zaś wydają się być zupełnie nie przekonani.

Osobiście znajduję się w tej drugiej grupie. Do kwestii technicznych ciężko mi się przyczepić, jednak sam styl budzi u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony suchy, bezduszny wręcz styl bardzo pasuje do wizji antyutopii i pozwala wczuć się w bohatera, wykonującego swoje obowiązki niemal z mechaniczną obojętnością. Z drugiej, jeśli już wspominamy tu o Dicku, zdecydowanie bardziej wolę jego, filozoficzno-metafizyczny styl, który nadaje ponurym wizjom świata przyszłości dodatkowej głębi.

Co zaś się tyczy samej fabuły, podobnie jak Bellatrix czy Regulatorzy, zacząłem domyślać się zakończenia już w momencie telefonu Miguela do ojca. A gdy Pelegrino zaraz potem wezwała Aguilara do siebie bez żadnych wyjaśnień, to wszystko stało się bardzo oczywiste. Zakończenie przez to straciło na impecie. Przyznam też, że liczyłem na jakiś inny twist. Jaki, nie wiem sam.

I jeszcze jedna sprawa, odnosząc się do komentarza Blackburna, jeśli jasnowidze przewidzieli (i to z tak dużym wyprzedzeniem) przyszłe zbrodnie danej osoby, to dlaczego nie istniał sposób na uniknięcie takiej przyszłości? Jeżeli coś tak banalnego jak wyeliminowanie jednego ze czynników zmieniało przyszłość i zapobiegało rewolucji, to czy Aguilar nie mógł wykończyć przyszłych przyjaciół rewolucjonistów zamiast swojego syna? Gdyby ich nie spotkał, nigdy nie miałby szansy wyrobić sobie tak ekstremalnych poglądów i mógłby dalej żyć.

Chyba, że wcale nie o to tu chodzi i walić możliwość zmiany przyszłości, bo liczy się tylko bezwzględne posłuszeństwo Aguilara, który nawet nie ma zamiaru kwestionować rozkazów.

 

 

@Skoneczny, dzięki wielkie, że wpadłeś i postanowiłeś tak obszernie skomentować mój tekst. Szkoda, że Twoim zdaniem nie zasłużył na Bibliotekę, ale prawdą jest co rzeczesz, jeśli punkt miałby być na zachętę, to ja podziękuję i postoję. Nie o to tu przecież chodzi i albo warto (Twoim zdaniem) go polecić albo nie. Szanuję.

 

A teraz postaram odnieść się jakoś do Twoich komentarzy i uwag:

 

– trawa bujna i krótka rzeczywiście się wzajemnie wykluczają. Trawa została wymieniona na “gęstą”, teraz gra.

– z chorym dziadkiem też się zgadzam. Zresztą już w trakcie bety mi to wypomniano. Nie wiem czemu nie zmieniłem, ale od teraz “Tak mu powiedział dziadek, gdy osłabiony chorobą leżał przy palenisku”. Nadal jest trochę ambiwalentnie, ale mniej niezręcznie i wszystko się wyjaśnia zdanie później.

– zdanie z ruinowzgórzami przerobione: “Szeroki pas ruinowzgórz ciągnął się w dół doliny o stromych zboczach, biegnąc ku szerokiej rzece. A w dole, po obu stronach wody, metalowe, pożarte przez roślinność struktury rozpościerały się w trzech kierunkach niemal po horyzont.” – brzmi lepiej, prawda?

A, że tego krajobrazu nie widzisz. Przykro mi. Tutaj już nic nie poradzę. Kajam się.

– teraz słów kilka(dziesiąt) odnośnie zachowania głównego bohatera. Nero ma oczywiście pokojowe zamiary, ale tutaj też chodzi o jego życie. Jeśli zajdzie taka potrzeba to stłucze tego, czy tamtego. Tylko po co się w ogóle bić albo gonić jakiegoś obcego faceta po nieznanym terenie? No właśnie po to, aby ten uciekający facio nie zawiadomił swoich ziomków. Którzy mogli, by potem polować na Nero i go długo, długo nękać. Stąd też, takie, a nie inne zachowanie głównego bohatera. Kalkulując ryzyko postanowił spróbować złapać uciekającego zanim podniesie alarm, a potem szybko się ulotnić. Nie było to szczególnie bezpieczne i zachowawcze rozwiązanie, ale tu zadziałał impuls.

Co do samej gonitwy, to owszem, nie myślał co może się stać, w sensie, że starał się nad tym nie zastanawiać, choć doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, jak drogo może go kosztować pomyłka.

– Ok, dalej. Kwestia haka, który oczywiście, że był technologiczny (zresztą, jego natura tutaj nie ma żadnego znaczenia) i Nero mógł go kontrolować w locie. Poza tym, gdzie tam jest napisane, że rzucał na oślep? :)

– Co tu więc robisz?

Trochę bez sensu pytanie. jak to co tu robi, przecież sami go przyprowadzili…

No ej, ej! Myślmy trochę szerzej! Co robi w okolicy, tak generalnie, ogólnie. Przecież jasne, że go przyprowadzili. Ale pytanie odnosi się do tego na ki diabeł się w ogóle przypałętał w okolice miasta.

był zbyt zasuszony

Wiem, o co Ci chodzi, ale niezmiennie mi się ten przymiotnik w Twoim tekście kojarzy z jakimś salami albo inną kiełbą. Sorry :/

Możesz swobodnie wyobrażać sobie Wisera jako pęto salami z białą pleśnią. Nie obrazi się :)

 

Przy szklanej ścianie stało kilkunastu strażników.

A to znaczy, że z daleka było widać, że jest to budynek w jakiś sposób zagospodarowany/używany, a z wcześniejszych fragmentów tekstu to nie do końca wynika. 

Nieprawda, że było widać. Przecież kawałek wcześniej jak byk stoi, że wejście do Zamka znajdowało się na końcu tarasu, który wieńczył długie, wżynające się w górę schody. Przyznaję, skrót myślowy może być zbyt wielki, ale nikt z dołu, z poziomu Miasta nie mógł zobaczyć wejścia do Zamka. Toteż, nie widać, że jest zagospodarowany.

 

Wiser spojrzał na chłopca. Głowę miał pochyloną,

Podmiot trochę niejasny, kto miał głowę pochyloną? [potem się wyjaśnia, ale i tak, niezręczne]

A zatem: “Wiser spojrzał na chłopca. Rudzielec pochylał głowę, tak że grzywka (…)”

 

A potem wyrwał się z uścisku i wszedł do Sali Próby.

Jeżeli wyrwał, to może wbiegł? Luźna sugestia.

A i owszem, wbiegł brzmi lepiej. Dziękuję :)

 

Także, w odnosząc się do wszystkich powyższych sugestii. Wiele z nich doceniam, aczkolwiek w kwestii logiki działań bohatera, czy pytań Wisera, etc. uważam, że trochę się jednak czepiasz :P

 

Co do wytłuszczonego tekstu, zgadzam się w pełni. Na przyszłość postaram się więcej nie mieszać perspektyw. Podobnie, przyjmuję na klatę reakcje Nero na sześcian. Tobołek może i jest pojemny, ale rzeczywiście, Nero powinien kostki Rubika albo nie mieć, albo nieco szybciej rozpoznać czym jest Sześcian. Ze względów fabularnych kostkę mieć musiał, więc nie pozostało mi nic innego jak się pokajać za własną ciemnotę umysłu, która ogłupiła i Nero. Nie zgodzę się jednak, że poza tym jednym momentem jest zbyt elokwentny jak na dwunastolatka wychowanego przez pustkowia. To, że postać głównego bohatera wydaje się być dziwna, niespójna, niepasująca, to wszystko dobrze. Taki ma być. Kiedyś się wyjaśni dlaczego jest taki, a nie inny, normalniejszy. I pamiętaj, Skoneczny, że Nero mimo wszystko wychowywał dziadek. Mądry dziadek.

A.R.T.U. jest w tekście, bo ma was ciekawić i wkurzać, że nie wiecie o co chodzi. Zgadzam się, że najlepiej aby opowiadania stanowiły zamkniętą całość, ale podkreślę to znowu: historia związana z Sześcianem Władzy stanowi taką całość. To, że w opowiadaniu znajdują się elementy, które wybiegają poza to, nie jest według mnie żadnym błędem. Osobiście bardzo lubię takie smaczki i budowanie historii bohatera cegiełka po cegiełce (opowiadania o wiedźminie lub cykl inkwizytorski Piekary jako przykłady).

I na sam koniec, najprzyjemniejsze: cieszę się bardzo, że wspomniałeś o Bastionie. Soundtrack pasuje do Sześcianu jak ulał, gdyż, nie będę ukrywał, Kid stanowił inspirację dla Nero. Grałem z rok lub dwa lata temu w Bastion i zakochałem się w tym klimacie. Świat po Kolizji czerpie z niego sporo (ta cała steampunkowo, postapokaliptyczna, zakręcona baśniowość). Swoją drogą, ciekawi mnie, czy jesteś w stanie powiedzieć kto był drugą inspiracją dla Nero, opierając się o inne, charakterystyczne cechy jego osoby :)

Finklo, pożyjemy, zobaczymy :) W każdym bądź razie, cholernie się cieszę, że dzięki portalowi udało mi się zmotywować do pisania. Wiadomo, nie od razu Rzym zbudowano i gorszy tekst też mi się zdarzyło popełnić, ale czuję, że już teraz sporo się nauczyłem dzięki publikowaniu tutaj. Jeszcze z dziesięć opowiadań i doczekam dnia, aż z regulatorzy napiszecie: “Technicznie nie mam uwag” :D

Dziękuję wszystkim za komentarze oraz nominacje do Biblioteki. Zarówno te bezpośrednie, jak i pośrednie. Teraz pozostaje liczyć na to, że znajdzie się ktoś komu się spodoba i kto posiada supermoce pozwalające na wysłanie tekstu do Biblioteki ^^ Bo przyznam szczerze, że trochę się boję, iż “Sześcian Władzy” skończy z 4 pkt. tak jak się to stało z “IX”

@joseheim, staję w obronie opowiadania i jego autora. To prawda, że zakończenie nie daje nam jasnych odpowiedzi. Ba! Sądzę, że dojście do pełnego wyjaśnienia może nie być możliwe. Ale! Informacji wbrew pozorom mamy sporo, choć po jednym czytaniu ciężko do nich dojść.

Zwróć jednak uwagę na następujące kwestie:

– do czego służą maszyny i na kogo/co działają.

– kim są dla Steve’a pozostali członkowie zespołu.

– dlaczego na świecie pojawiają się demony, co sprawia że stają się rzeczywiste.

– zastanów się co znaczy tytuł.

 

Więcej nie powiem, bo Skoneczny przyjdzie i mnie ubije. Zakończenie mogłoby zdradzać ciut więcej, ale autor, co podkreślał, specjalnie nie wyjaśnia zbyt dużo.

 

Swoją drogą, pytanie do Ciebie, Skoneczny: Dlaczego tytuł opowiadania tak, a nie na odwrót?

Oj, racja. Jakiś zastój mózgu się pojawił ;D I będę musiał więcej poczytać i komentować, bo naprawdę fajna inicjatywa z tym pośrednim bibliotekowaniem.

Czytało się bardzo przyjemnie. Humor mi akurat odpowiada: rubaszny, ale nie przegięty. Rycerz-dupek znacznie bardziej wiarygodny od klasycznych wyobrażeń i podobało mi się jaką nauczkę dostał za uleganie swoim słabościom. Najbardziej urzekła mnie scena, w której Adgarowi objawia się złotowłosa piękność, to jak go kusi i wabi, a on podąża bezwiednie. I późniejsze zestawienie z tym jak to wyglądało naprawdę. Przed oczami miałem te wszystkie ludowe legendy o utopcach i innych potworach, zjawach i demonach, które ściągały ludzi na manowce. Brawo za to i za zwrot akcji pod koniec!

Z kwestii technicznych to zauważyłem tylko jedną rzecz:

Kiedy był już blisko, ujrzał tą samą co  dnia scenę. Wypiętą żonę i stojącego za nią brodacza.

Chyba miało być: tą samą co poprzedniego dnia scenę.

Ale to pierdoła, warta poprawienia lecz nie wpływająca na zbytnio na odbiór całości.

Hmmm… Napisane bardzo dobrze. Styl dosyć ozdobny i wymaga chwili przyzwyczajenia, ale potem idzie już gladko. Za to nie przemawia do mnie sama treść. Opowiadanie jest po pierwsze niewyważone. Dużą uwagę poświęcasz karczmarzowi i jego przemyślenią, które niczemu tak naprawdę nie służą. A samej akcji za wiele także nie ma. Ot, przychodzi czarownik do kryjówki bandytów, okazuje się prawdziwym czarownikiem i zmusza bandytów do posłuszeństwa. Fajnie, tylko co z tego? Brakuje mi tu czegoś więcej, jakiegoś fajnego pomysłu, zwrotu akcji.

Bardzo fajny styl i wyważony klimat. Z dala od sztucznej podniosłości i bez nadmiaru elementów komiczno-satyrycznych. W punkt bym rzekł. Czytało się szybko i przyjemnie.

Rozumiem o co chodziło i zgadzam się. W przyszłości postaram się was czymś zaskoczyć :)

Nie lubię się powtarzać, ale w pełni zgadzam się z przedmówcami: ogromny plus za klimat. Taka śmietnikowo-osiedlowa apokalipsa bardzo mi się podoba, szczególnie w połączeniu z garścią absurdu, którą uraczyłeś tekst. Żółta ciężarówka Family Frost przemierzająca zniszczony świat ze swoim “​Tu-dududu-dudu-du" ma potencjał, by stać się kultową (zupełnie jak pojazdy pogromców duchów, Drużyny A, czy Mystery Machine)

Co do samego zakończenia, wiem że nie chcesz wyjaśniać wszystkiego, ale jest ze mnie człek dociekliwy i drążący: Czy istnieje szansa, że Stanley potrafi kształtować rzeczywistość? Bo zakończenie zrozumiałem tak, że maszyna zadziałała niepoprawnie, pochłaniając Clay​a, Trzy i Carla, a potem Stanley ich z niej wyciągnął. Jestem blisko?

Nie rozumiem tylko co stało się z Carlem oraz dlaczego, Steve na początku opowiadania uwalniał mieszkańców pierwszej wioski od Stanleya, skoro ten go słuchał. Chyba, że… Stanley to takie jednorazowe koło ratunkowe.

Finklo, dziękuję bardzo za punkcik do Biblioteki :) Szkoda, że opowiadanie tylko “​może być", no ale cóż :’​'D

A tak z ciekawości: o braku jakich fajerwerków mówisz? Coś niedomaga stylistycznie, czy raczej mówisz tutaj o prostocie historii?

Co do większej ilości szczegółów: mam już nawet pomysł na kolejne opowiadanie z Nero w roli głównej, więc jeśli tylko czas na to pozwoli, a i wena nie będzie zbytnio marudna, to wyskrobię następną postapokaliptyczną bajkę.

 

Regulatorzy, co do uwag, to dokonałem zmian i oto co następuje:

 

Puszyste, nieskazitelnie białe obłoczki sunęły po nieboskłonie, leniwie przetaczając się… –> mocno się zastanawiałem w jaki sposób uniknąć kakofonii, wydaje mi się, że to całe przetaczanie choć metaforyczne, w tym miejscu fajnie się wpasowuje.

 

Zaskoczony Nero poderwał się z ziemi, chwytając w ręce Kij i rozglądając wokół. – Czy na pewno jednocześnie podrywał się i chwytał Kij? Czy mógł chwycić Kij inaczej, nie w ręce?

Może: Zaskoczony Nero poderwał się z ziemi i chwyciwszy Kij, spojrzał wokół.

Po prostu usunąłem “w ręce”, bo masz racje, że przecież nie w zęby, pachę, ani nic innego tego Kija nie chwycił. Ale co do pierwszego pytania: tak, jednocześnie podrywał się i chwytał. A nawet go chwycił nim zdążył się poderwać, ale symultaniczność jest jak najbardziej zamierzona i pożądana.

 

Wepchnął ręce w szerokie rękawy szat i stał… – Czy miał na sobie więcej niż jedną szatę?

Jestem niemal stuprocentowo pewien, że forma w liczbie mnogiej normalnie i poprawnie funkcjonuje, ale dla spokoju ducha, zmieniłem :)

 

Co do pozostałych uwag, także się zastosowałem, ale jako, że nie wymagały komentarza postanowiłem się nie rozwodzić nad nimi.

Jeszcze raz dzięki za sugestie :)

 

Regulatorzy, ja również bardzo się cieszę, że tekst nie zawiódł Twoich oczekiwań. I bardzo dziękuję za punkcik do Biblioteki. Miód na moje serce :D Za wszystkie uwagi, oczywiście, także dziękuję. Jak zwykle są trafne i w wolnej chwili podłubię przy tekście poprawiając co trzeba (swoją drogą widać błogosławieństwo bety, bo krytycznych uwag miałaś tym razem znacznie mniej :D)

Co zaś się tyczy tego jak rozwiązanie zagadki pozwoliło na przebudzenie Miasta. Sprawa jest bardzo prosta. Sześcian stanowił jedynie klucz do Skarbca, a więc sterowni miasta. Otworzenie Skarbca sprawiło zaś, że cała maszyneria została wprawiona w ruch. Proste.

 

NoWhereMan, jeśli opowiadanie nawet się podobało to już jest dobrze. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że sama historia jest bardzo standardowa jeśli chodzi o wykorzystane motywy, ale pamiętaj, że mimo oryginalnego settingu, to nadal bajka. Zresztą, tekst powstał w odpowiedzi na zadane sobie przez autora pytanie: “Jakie bajki chciałbym czytać swoim dzieciom?” Ważne było więc połączenie dwóch rozbieżnych konwencji, czyli postapo i bajki.

Przyznam szczerze, że liczyłem na nieco więcej akcji w tekście. Zgadzam się też z przedmówcami, że zakończenie mogłoby być lepsze, bo wyszło trochę mdławe, ale cała reszta, ach! Pomysł na głównego bohatera i podzielenie jego jaźni na trzy ciała wydał mi się szalenie interesujący. Zarówno ze względu na to, że stanowi swoiste odwrócenie zaburzenia osobowości mnogiej, jak i na możliwości jakie daje. Setting opowiadania również przypadł mi do gustu. Przy całym swoim cyberpunkowym zacięciu pozostaje dla mnie wiarygodny, wszak Europa stanowi jedno z najbardziej prawdopodobnych miejsc na utworzenie ludzkich kolonii. Jedna tylko uwaga, idea miast-statków unoszących się w bezmiarze (tu: oceanu) i spotykających ze sobą w nieprzewidywalnych cyklach skojarzyła mi się z “​Verticalem" Rafała Kosika, to luźna inspiracja, czy czysty przypadek?

Podsumowując, bardzo mi się podobało :)

@trukszyn Bardzo mi miło, że się podobało. Każdy komentarz się liczy. Co do poprawek, jeśli masz jakieś sugestie to śmiało :)

Anet, doceniam, że nie uznałaś zakończenia za pójście na łatwiznę :) Może i nie jest najoryginalniejsze, ale tak jak napisałaś, można, a nawet trzeba, je sobie zinterpretować dwojako. I w sumie nie mamy możliwości, aby z całą pewnością stwierdzić jak było naprawdę :)

vyzart, bardzo mnie cieszy, że się podobało. Tym bardziej, że zamysł był właśnie taki jak napisałeś: trzeba się trochę nad tekstem zastanowić i podumać, aby go sobie przetworzyć. I oczywiście, dziękuję za punkt do biblioteki :).

W ogóle, wszystkim, którzy kliknęli, wielkie dziękuję. Aż miło to widzieć. Chociaż teraz mi tylko narobiliście ochotę na Bibliotekę, bo tak niewiele brakuje ;’‘D

Regulatorzy, przejrzałem tekst jeszcze raz, wyłapałem kilka drobnych błędów w zapisie dialogów. Poprawiłem też część z baboli, które wynotowałaś. Były dosyć oczywiste i za wytknięcie ich dziękuję.

Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie miał kilku “ale” :D

 

A więc:

 

Pamiętam jeźdźca, stukoczącego końskimi podkowami na zwodzonym moście… – Czy jeździec był podkuty, czy stukotał podkowami trzymanymi w rękach? ;-)

Mój mózg czasem po prostu działa w ten sposób. Stosuję momentami drastyczne skróty myślowe, ale nic nie poradzę. Bardziej mi się to podoba niż: “Pamiętam jeźdźca, który ze stukotem przejeżdżał przez zwodzony most na swoim rumaku” Oczywiście, rozpoznaję naturę mego błędu i jeśli wymyślę jakieś zgrabne rozwiązanie to zmienię :)

Zapomnieć i wreszcie obudzić się z tego koszmaru. Nie dane mi było jednak obudzić się. – Czy to celowe powtórzenie?

Tak, powtórzenie w tym miejscu było jak najbardziej celowe, przemyślane i perfidnie wcielone w życie.

Szkło stuknęło o siebie… – Raczej: Szkła stuknęły o siebie

Jedno szkło nie stuknie o siebie.

Jedno szkło rzeczywiście nie stuknie o siebie. Ale szkło w rozumieniu: “zestaw szklanek/kieliszków/naczyń służących do picia” już tak. Dla mnie brzmi to naturalnie i sam często używam wyrazu “szkło” w tym znaczeniu.

 

zadrżała jakby jej było zimno i odpaliła papierosa. – Raczej: …zadrżała jakby jej było zimno i zapaliła papierosa.

Chyba że odpalała papierosa od poprzedniego. Jeśli nie, to zapaliła papierosa.

Będę się jednak upierał przy odpalaniu. Słownik Języka Polskiego PWN podaje jako pierwsze znaczenie słowa “odpalać” odpalanie papierosa. Poza tym, papierosa odpalamy OD zapałki/zapalniczki.

 

młody i rudopiegowaty właściciel lokalu… – Na czym polega rudopiegowatość – czy był rudy i piegowaty, czy rude były piegi?

Był i rudy i piegowaty. Ja wiem, że to słowo to czysty neologizm, ale lubię neologizmy. A ten jest, moim zdaniem, wystarczająco oczywisty i zrozumiały, aby go nie zamordować w ramach poprawności językowej.

 

Uśmiechnąłem się błogo i chytrze zarazem: – Dlaczego zdanie kończy dwukropek?

Na razie zostawiłem jak jest, ale mam też pytanie: Czy, jeśli pogrubione zdanie stanowi wstęp do wypowiedzi bohatera, komentarz a priori do jego słów, to czy taki dwukropek jest na miejscu? Mi pasuje, ale jeśli nie to zmienię.

 

Na koniec chciałem się też wytłumaczyć z “ciemnomalinowych ust”, które Word mi uparcie podkreślał dopóki nie wstawiłem tego myślnika. Także winić należy bunt maszyn :D

 

No i to tyle. Jeśli ktokolwiek znajdzie jeszcze jakieś babole albo literówki, to śmiało. Chętnie sobie podłubię :)

Regulatorzy, bardzo dziękuję za czepialstwo i rozpisanie wszystkich baboli w czytelnej formie. No i cieszy mnie bardzo, że się podobało :) Stwierdzenie, że tekst zasługuje na bibliotekę raduje me serce!

Błędy oczywiście poprawię, ale dopiero dziś wieczorem, gdy wrócę z pracy.

 

Finkla, Bellatrix, co do zakończenia: uważacie za łatwiznę podanie wytłumaczenia, że wszystko co przydarzyło się Henrykowi było jedynie wymysłem jego umysłu? Bo jeśli tak, to się zgadzam. Z tym, że zakończenie jest (a przynajmniej powinno być) niejednoznaczne. Z jednej strony lekarz podaje logiczne, rozsądne wytłumaczenie, z drugiej przeczucie podpowiada Henrykowi inne rozwiązanie. I w sumie to nie mamy pewności jak jest naprawdę.

Opowiadanie wykazuje się niestety kompletnym brakiem gracji. Bardzo lubię tematykę związaną z robotyką, ale zarówno pomysł na “dekorację”, jak i wykonanie odbierają przyjemność z lektury.

Opowiadanie czyta się trudno, zarówno ze względu na liczne błędy (składniowe, interpunkcyjne, gramatyczne), jak i niespójny styl. Wydaje mi się, że używasz słownictwa techniczno-informatycznego częściowo na chybił-trafił. Np. użycie słowa “aplikacja” w kontekście systemu reprodukcji i jako synonimu emocji. Albo jedno, albo drugie. To dwie zupełnie inne rzeczy i używanie jednego terminu dla obu jest mylące. W efekcie, nadal nie wiem czym w twoim opowiadaniu jest “aplikacja”, a czym “program”. Świetnym przykładem tej nieścisłości jest poniższy fragment:

Często zwolnione obszary pamięci, po takich programach jak : kwiaty, biżuteria, restauracja, zajmowały nikomu niepotrzebne aplikacje : kolega, piwo, telewizja.

Zresztą, ogólnie użycie wielu terminów jest dla mnie bardzo nienaturalne. Nawet zważywszy na zastosowaną stylizację. Mówię o “wypustkach kroczących”, “drążkach manewrowych”, czy “wypustkach manipulatorów”. Brzmi to jak tanie sci-fi z połowy XX wieku.

Największy problem mam jednak z wspomnianą już nieścisłością stylistyczną tekstu. Z jednej strony używasz języka technicznego, próbujesz oddać perspektywę robota, piszesz o “etui”, a potem rzucasz “ciuszkami”, “błyskotkami” i tym podobnymi. W efekcie całość zaczyna wyglądać jak żart, a wszelka stylizacja zamiast być ciekawą, wydaje się robioną w najprostszy, najbardziej łopatologiczny, a przez to nieśmieszny, sposób.

I na koniec. Nie rozumiem jaki był zamysł opowiadania. Mamy tu bardzo banalną, życiową historię. Bez jakiegokolwiek zwrotu akcji. A jej jedynym wyróżnikiem jest próba (nieudana) stylizacji całości na perspektywę robota. Czy o to właśnie chodziło?

Pomysł ze światem obcych (bo chyba o tym tu mowa skoro protagonista ma dwie głowy), w którym rządzą naukowcy jest chyba najlepszym elementem opowiadania. Spodobał mi się fragment, w którym twój bohater mówił o tym jak to naukowcy dzielą większe odkrycia na mniejsze, aby tylko wyrobić normę. Niestety, to by było na tyle.

Sama idea bazowa nie jest zła (choć bardzo prosta), ale wykonanie nie pozwala na jej docenienie. Na czym polegają twoje błędy wyjaśniła ci już regulatorzy, więc nie będę się rozpisywał. Osobiście przeszkadzały mi najbardziej liczne powtórzenia słowa “anomalia”. Rozumiem, że tytuł niejako zobowiązuje, ale nic by się nie stało, gdybyś gdzieniegdzie wstawił jakieś zamienniki, typu: obiekt, zjawisko, fenomen, czy osobliwość.

Co do błędów, od siebie dodam tylko:

Nie dobrze – pomyślałem – już raz zawaliłem (…) ----> “Niedobrze – pomyślałem – już raz zawaliłem (…)”

Myśli bohatera zapisujemy w cudzysłowie.

 

Co zaś się tyczy samej treści i twojego stylu, to zachowania postaci są dla mnie strasznie nienaturalne. Ok, rozumiem. To nie nasz świat, ALE!

– Dobrze mu tak! My ciężko pracujemy rękami, a on się nawet nie wywiązuje z prostych obowiązków!

LUB

– Że też o tym nie pomyślałem, to może być radioaktywne! – Uderzyła mnie myśl.

Zdania brzmią sztucznie, zupełnie nie tak jak wypowiada się lub myśli normalna osoba. Jeśli taki sposób mówienia i rozumowania jest cechą “roboli” oraz twojego bohatera, to należało w jakiś sposób pokazać, że wypowiadane zdania specjalnie są dziwne. Jednak, zważywszy na to, że aż do finałowej sceny czytelnik jest przekonany, że mowa o naszym świecie i ludziach (gdyż nie sugerujesz innej sytuacji), tego typu zdania psują odbiór tekstu i rozpraszają.

Można się także przyczepić do reakcji postaci na to co się dzieje. Na przykład, zachowanie naukowca po odkryciu anomalii można opisać mniej więcej tak: “O, anomalia! Spoko, fajnie, ładnie, zbadajmy to!” Zupełny brak zaskoczenia wynikający z faktu pojawienia się nieznanego, niespodziewanego obiektu w laboratorium!

Metody badania zjawiska też zgrzytają. Trudno mi sobie wyobrazić, aby profesjonalny badacz rzucał przedmiotami w anomalię, której natury nie rozumie.

Także podsumowując, pisz dalej. Błędy z czasem można wyeliminować, a styl “wygładzić”. Pomysł, jak pisałem na początku, nie był zły, a to najważniejsze.

 

Regulatorzy, wielkie dzięki, że chciało ci się poświęcić tyle czasu na sprawdzanie mojego tekstu. Naprawdę doceniam, ale (niestety) w pewnych kwestiach pozostanę uparty.

 

Neon patrzył na Astrę do góry nogami. Bo choć masz rację i z jego perspektywy widział ją do góry nogami, to zwyczajnie nie jestem w stanie wyobrazić sobie aby ktokolwiek mógł wypowiedzieć to zdanie w zaproponowanej przez ciebie formie. Po prostu brzmi to sztucznie:

Nie opie­rał się już wy­god­nie, widząc  mnie do góry no­ga­mi (…)

 

Akcję rekwiracyjną zmieniłem na konfiskatę:

Po­li­cja do­pie­ro dziś ma za­miar rozpocząć konfiskatę.

Wydaje mi się, że słowo rekwiracyjny nawet jeśli nie istnieje, to byłoby poprawnie utworzonym neologizmem, ale skoro można obejść problem stosując inne słowo, to po co gdybać, prawda?

 

Dwie pierwsze sugestie z twojego ostatniego komentarza wykorzystałem jednak w tekście: udało ci się mnie przekonać :)

Przejrzałem raz jeszcze tekst pod kątem zaimków i poprawiłem to co zostało.

Ale!

Nie mam zamiaru zmienić liczebników.

Wiem, że ich zapis jest niezgodny z zasadami, jednak zrobiłem to specjalnie. Zapis cyfrowy występuje tylko w przypadku, gdy mamy do czynienia z wypowiedziami lub myślami Astry i ma podkreślać jej robotyczny charakter. Jeśli miałbym coś w tym przypadku zmieniać, to raczej w pełni usunąć elementy słowne (typu: minuty, stopnie, sekundy, etc.).

Liczebniki w wypowiedziach lub myślach ludzi poprawiłem jednak zgodnie z ogólnymi zasadami pisowni.

A więc tak:

Poprawiłem wskazane przez komentujących błędy (jeszcze raz dziękuję za ich wytknięcie!), w szczególności te dotyczące powtórzeń, zapisu dialogów, form pisanych wielką literą i innych, mniejszych baboli. Kilka rzeczy zostawiłem jednak po staremu. Niektóre z powodów zupełnie pozbawionych logiki (tak mi się bardziej podoba i tyle), a inne, chcąc podjąć dalszą dyskusję i zakładając możliwość zmiany zdania. Oto one:

  1. Obrazy w geometryczne kształty.

Zachowałem tę konstrukcję, gdyż ściana może być w kropki, a bluzka w paski. Obraz więc, jako powierzchnia pokryta farbą, moim zdaniem może być “w coś”. Ale jak mówiłem, dalsza argumentacja może sprawić, że zmienię zdanie :)

 

  1. Zakręcił nadgarstkiem, w którym trzymał szklankę.

Oczywistym jest, że szklankę trzymał w dłoni. I wydaje mi się, że nikt nie pomyśli inaczej. Ponadto, jeśli przyjąć, że nadgarstek jest częścią dłoni i stosując figurę retoryczną pars pro toto (część za całość), to technicznie zdanie jest poprawne, prawda?

 

  1. Patrzenie do góry nogami.

Muszę przyznać, że tutaj nie rozumiem zarzutu. Jeśli popełniłem błąd, to proszę o dalsze wyjaśnienie. Mi chodziło o to, że Neon patrzył na Astrę odchylając głowę mocno do tyłu, tak że jego perspektywa była odwrócona.

 

  1. Źrenice zadrgały w zaskoczeniu, twarz ściągnęła się, a nozdrza rozszerzyły.

Tutaj dodałem jedno “się”, omijając je jednak w ostatniej części. Czy taki zapis jest poprawny i czy możemy w niektórych sytuacjach uznać “się” za domyślne, jeśli występuje wcześniej w ciągu czynności? W tekście pierwotnie wyglądało to tak: Sku­pio­ne dotąd spoj­rze­nie Astry zmie­ni­ło się nie do po­zna­nia. Źre­ni­ce za­drga­ły w za­sko­cze­niu, twarz ścią­gnę­ła, a noz­drza roz­sze­rzy­ły. ---> Ominąłem “się” w drugim zdaniu, by zdynamizować nieco opis (powtarzające się zaimki strasznie drażnią w tekście). Uznałem też, że skoro pojawia się w pierwszym zdaniu, a drugie zdanie dotyczy tego samego ciągu czynności, to pominięcie zaimka nie utrudni odbioru. Nie byłem jednak w pełni przekonany, więc poszedłem na wspomniany na początku kompromis.

 

 

  1. akcja rekwiracyjna vs. akcja rekwirująca.

W tym miejscu zostawiłem wersję oryginalną. Czy mógłbym prosić o jakieś uzasadnienie dla “akcji rekwirującej”? Wydaje mi się, że moja wersja jest poprawna gdyż, na przykład mamy “akcję likwidacyjną”, a nie “likdwidującą”, czy “firmę windykacyjną” Ponadto (tutaj źródeł brak) obił mi się o uszy termin “kwit rekwiracyjny” (w kontekście wojny).

 

  1. Na koniec, mam wątpliwości co do tego jak powinienem zapisać dialogi w dwóch miejscach:

– Cóż, prawa ro­bo­ty­ki jak widać nie zo­sta­ły stwo­rzo­ne bez przy­czy­ny. Dziwi mnie tylko – i tu Grais spoj­rzał na mnie ponad swo­imi ar­cha­icz­ny­mi szkła­mi. – dziwi mnie, że nie zhac­ko­wał pan Astry.

 

oraz

 

Skoń­czy­ła­bym szyb­ciej. Tech­nicz­nie, pręd­kość czy­ta­nia ogra­ni­czo­na jest je­dy­nie tym jak szyb­ko mogę prze­wra­cać stro­ny bez ry­zy­ka uszko­dze­nia ich. Jed­nak po pew­nym cza­sie… – tu za­wa­ha­łam się na mo­ment. Wi­docz­nie mój pro­ce­sor lub or­ga­nicz­ny mózg po­trze­bo­wał chwi­li na prze­two­rze­nie wszyst­kich da­nych. – Po pew­nym cza­sie zwol­ni­łam.

 

Będę wdzięczny za wszelkie sugestie i mam nadzieję, że po poprawkach tekst stanie się łatwiej przyswajalny.

Dzięki wielkie za komentarze i tak szczegółowe wytknięcie błędów. Poprawię je dziś wieczorem, tak by dało się tekst czytać bez zgrzytania zębami. Zasad zapisu dialogów dotąd nie znałem, więc robiłem to “na czuja”. Także już nauczyłem się czegoś nowego.

Swoją drogą przykro słyszeć, że tekst przynudzał. Liczyłem na to, iż treść się obroni, no ale bywa. Następnym razem, mam nadzieję, będzie lepiej.

Suzuki M: no cóż, przykro mi, że się nie spodobało. Co do pretensjonalności kłócić się nie będę, bo jest w tym sporo racji (no, ale cóż poradzę?). Ale czemu fabuła jest według ciebie "masakrycznie nudna", to już nie wiem. Raczej nie ma żadnych dłużyzn i niepotrzebnych elementów, które mogłoby nudzić. No i wreszcie kwestia "wysilonego humoru" - każdy ma inne poczucie humoru i inne rzeczy go śmieszą.

A, i jeszcze jedno: "Ze stylem nie jest źle, choć gdybym robiła korektę, prawdopodobnie cały tekst byłby na czerwono" - jakieś dwa, trzy konkretne przykłady mógłbym prosić? Byłbym wdzięczny.

No i dzięki za komentarz.

To fakt. Tak naprawdę to wszystko już było, cóż poradzisz.

Och, pierwsze komentarze, jak miło ^^

Dobra, a teraz parę słów odpowiedzi. Najpierw kwestia śmierci Clarice:
Tak, odradzała się, ale nie cały czas. Zarówno tytuł opowiadania, jak i ostatni akapit tekstu wyraźnie mówi o tym ile razy można umrzeć. Poza tym nie jest powiedziane, że bohaterowie muszą umierać w jakichś niezwykłych okolicznościach. Stało się, wypadek samochodowy. Głupia sprawa i zupełnie bez sensu. Oto właśnie chodziło. A skąd Henryk wiedział, że już się więcej nie odrodzi? No cóż, jeżeli to wszystko było tylko snem, wizjami wytworzonymi przez mózg zmagający się z poważnymi uszkodzeniami, to chyba dalsze tłumaczenia nie są potrzebne. A jeżeli to jednak nie był sen, to zawsze można zwalić to na przeczucie. Główny bohater pod koniec opowiadania też wiedział, że więcej już się nie odrodzi, że to koniec. wiedziała to również Clarice, choć próbowała wmówić Henrykowi, że jest inaczej.

No i tutaj dochodzimy do najciekawszej części, gdyż całe opowiadanie nie jest tak naprawdę o nieśmiertelnym szukającym sensu istnienia. Albo inaczej. Jest, ale puenta (o ile można uznać, że taka istnieje) skupia się na zupełnie innej sprawie. Czy to wszystko działo się naprawdę? Czy może rzeczywiście było tylko snem?


A teraz błędy: co do pierwszego zdania - masz rację, po prostu czasem stosuję zbyt mocne skróty myślowe.
Co do drugiego: odpieram zarzuty. Po prostu. Nie brzmiało by lepiej. Nie w tym zdaniu. Przynajmniej ja mam takie odczucia.

No i to tyle. Dzięki raz jeszcze za parę słów krytyki ;)

Nowa Fantastyka
Patronujemy