Profil użytkownika


komentarze: 25, w dziale opowiadań: 25, opowiadania: 5

Ostatnie sto komentarzy

Hmm… ale jeśli pudełko jest dźwiękoszczelne, to musimy je otworzyć, żeby się przekonać, nie?

Oczywista, oczywista… zapominałem dopisać. Pudełko nie może być dźwiękoszczelne żeby, hmm… Brzytwa… Finkli? Brzytwa Finki – ładnie :) Żeby Brzytwa Finkli zadziałała ;)

Swoją drogą, Tarnino. To zabawny temat zapodałaś z tym Schroedingerem. Nasze wieczorne pseudofilozoficzne dyskusje są bardzo interesujące :)

 

@Asylum

Tu nie chodzi o widzenie czy też niewidzenie. Ciepła i dźwięków też nie widzimy. Chodzi o intuicyjne odbieranie zjawisk, pośród których ewoluowaliśmy. Dla przykładu, pierwszy lepszy człowiek pierwotny, nie umiałby określić praw fizyki związanych z przyspieszeniem ziemskim i grawitacją. Ale jak zobaczył siedzącą na gałęzi pumę, to intuicyjnie wiedział czym to pachnie, i co może za chwilę nastąpić. Natomiast w kwestii “kwantówki”, jest zupełnie odwrotnie. Nasze intuicyjne rozumowanie świata, nie przydaje się w niej na nic, bo ewolucja w makro-świecie, nie była w stanie nas do czegoś takiego przygotować.

Jeśli ta tematyka Cię interesuje, to polecam Kraussa i Dawkinsa – oni są najlepsi w te klocki ;)

Witaj Asylum. Miło że do mnie zajrzałaś :)

 

@Finkla

Hmmm, ale przy dzwoneczku nie trzeba otwierać pudełka, żeby sprawdzić. Obserwacja dokonuje się automatycznie.

 Finklo, muszę przyznać, że nosisz głowę nie od parady. Dopiero po czasie, dotarła do mnie waga Twojego spostrzeżenia :) I zarazem. nietrafność mojego porównania do hałasującego kota.

Miauczący w pudełku kot, w teorii, nic nie daje. Bo z założenia, i tak jest też martwy. Nie miauczący, również niczego nie zmienia. Zwierz nie miauczy bo nie żyje, a ten żyjący, może po prostu nie mieć ochoty na miauczenie, i tyle. Ale z dzwoneczkiem, to już zupełnie inna historia. Bo zmienna, w postaci braku dochodzącego z pudełka dzwonienia, nie pasuje do idei tego eksperymentu… I cały tajemniczy urok, przenoszenia stanów kwantowych do świata makro, pryska w diabły. Dlatego też, musi to być coś innego – może jednak ten żarłok z ciastkiem? Brawo, Finklo :)

Super, że się ze mną zgadzasz :)

Serdeczne pozdrowienia i kot w nagrodę:

Przy kocie też, bo miauczałby że chce wyjść albo drapał w pudełko :)

Ale dobrze, pudełko będzie dźwiękoszczelne ;) Lecz może to też być zmieniający kolor papierek, świecąco-nieświęcąca żarówka lub zjedzono-niezjedzone ciastko (mechanizm wpuszcza jakiegoś małego żarłoka :). Albo inna z bardzo wielu możliwości, które nie krzywdzą żadnego żywego stworzenia. Bo, jak wiemy z historii, już kilka lat później, takie gazowanie w zamkniętym pomieszczeniu weszło szerzej do użytku…

 

P.S.

Ciekawy konkurs ogłosiłaś, Finklo. Żałuje bardzo, że pewnie na niego nie wyrobię… :(

Tarnino, ale ja się nie zgadzam na dręczenie irrealnych kotków. Paradoks nic by nie stracił, gdyby Erwin sam ,teoretycznie, wlazł do swojego, czysto logicznego, pudła. A jeżeli dopiero wtedy, miałoby się to stać nieetyczne (bo człowiek)… To Schrodinger, winien był, myślowo, stamtąd wyleźć i zamienić mechanizm z gazem na dzwoneczek.

Dzwoneczek jednocześnie dzwoni i nie dzwoni. Kto ma zrozumieć, ten zrozumie. Ewolucja nie przystosowała nas zwyczajowo do rozumienia “kwantówki”. Albo się ma mózg który to pojmie (a raczej dopuści), albo nie. I żadne teoretyczne, gazowano-niegazowane koty, nic tu nie pomogą. Eksperymenty myślowe czy nie, jeżeli są bezsensownie okrutne, mówię im: nie. I basta :)

Tarnino…

Racja, racja… To tylko moje skrzywienie. Schrodinger, zawsze kojarzy mi się z jakąś totalną niestałością i dręczeniem kota :( Wiem, wiem, tylko w teorii. Ale i tak mnie to wkurza. Mógł do tej skrzynki wsadzić siebie, gnój jeden.

Rozbawiłaś mnie strasznie określeniem: „Twoje dzieło”. Kurcze blade…. Przez małą chwilę poczułem się jak, nie przymierzając, Bergman albo Eco. Tym samym, zmobilizowałaś mnie do przyspieszenia prac nad… dziełem :)

 

  Finklo…

Niepozorna ręka z kciukami jest symbolem. Symbolem, za którym czai się mroczna idea zapudełkowania… To miałem na myśli ;)

Tarnino…

Nie demonizujmy, proszę. To tylko małe twórcze rozterki. Normalka ;)

 

Finklo…

Dobre! Podoba mi się ten obrazek! Genialny. :-)

Koty, nigdy Ci tego nie wybaczą… :P

Dobrze, obiecuję, że już nigdy nie będę Cię wykorzystywać do wykazania, że Sapkowski się nie zna.

E tam, drobiazg. Ma się wszak te możliwości…

 

 

Trzeba je więc czasem wykorzystywać.

 

Ale, ale… Jeżeli mam już więcej nie zadawać żadnych trudnych pytań, to teraz, coś z zupełnie innej beczki… Jeśli zdążę, co niestety będzie trudne, bo krucho u mnie z czasem więc pewnie nie zdążę :(

Ale jeżeli jednak zdążę, to wrzucę coś na konkurs o odzyskiwaniu twarzy. A wtedy, pojawi się super pożywka dla nowej Listy Tarniny :) Po prostu, cudo. Zobaczysz. Sama z resztą wiesz najlepiej, ile baboli jestem w stanie wyprodukować jak się spieszę… :( Także, bardzo liczę na to, że mnie jeszcze odwiedzisz i zerkniesz na nowego opka – jeżeli powstanie, choć pewnie nie powstanie :D

Sprawy nie śledziłam, ale ten pan to chyba z bronią palną?

 Tak. Ale najpierw odwrócił uwagę służb, wywołując eksplozje w centrum Oslo. Potrzebne nawozy, jak wtedy podawano, zaimportował sobie z innego kraju, który to – nawiasem mówiąc – leży nad Wisłą…

 

 Pogromcy Mitów? Bardzo celnie. Jeżeli dobrze pamiętam, ich największa eksplozja (wysadzona betoniarka), to właśnie ten materiał wybuchowy.

Weryfikowalne bywa zwykle, to kwestia czasu i wysiłku, jaki ktoś chce temu poświęcić

 To nie argument. Ryzyko zawsze istnieje i nie da się go uniknąć. Ale profesjonalista w swoim fachu, zawsze będzie starał się je zminimalizować. I nigdy nie podłoży głowy pod topór, jeżeli nie będzie ku temu wyjątkowego powodu. Liczy się biznes – decyduje jedynie rachunek, potencjalnych zysków i strat.

 A tak poz tym, to optymistka z Ciebie :)

Ha, ha, ha. Wyjaśniam. "Interesujący" to nie opis światła, tylko reakcji bohatera

 No, właśnie… i dyskutuj tu z erudytką, to i tak Ci udowodni, co będzie chciała :D

Ale mówiąc poważnie, to melduję, że obecnie już do mnie dotarło. Masz, oczywiście, rację.

O! Słyszycie, ludzie-zarzucający-mi-nieodpowiedzialność-epistemiczną? Udana prowokacja :D

Dobrze. To w takim razie spróbujemy inaczej ;) Mianowice… Tarnino, a wiesz że na wskazanej przez Ciebie podstronie PWNu, tuż poniżej definicji "glifu", znajduje się też inny dział:

 

Korpus języka polskiego

Autentyczne przykłady użycia w piśmie i mowie zgromadzone w Korpusie

 

A tam przykłady. Widziałaś je może, Tarnino? Bo naprawdę warto tam zaglądnąć ;)

Moje ulubione to, oczywista, oba fragmenty z Narrenturmu. Zacytujmy tu choć jeden – tak dla pełnego obrazu.

 

– Ermites! – zaczął śpiewnie, wpatrzony w glify Kręgu Goetyjskiego. – Poncor! Pagor! Anitor!

Horn parsknął z cicha. Szarlej…

 

Jak wszyscy pewnie pamiętają, Horn polewa potem te glify zawartością więziennego kibla… Ale mniejsza z tym, bo to i tak nie rzutuje ;)

Teraz, liczy się już tylko jedno pytanie, które muszę Ci zadać:

Jeżeli PWN sam sobie przeczy, Sapkowski się nie zna, a SuperNowa nie umie zrobić korekty. To jakim cudem ja, biedny początkujący grafoman, mam wiedzieć, że glify to nie są glify? ;)

 

Wiesz, ujemna masa to koncept typu nadprzestrzeń czy podróże w czasie. Zapewne nie istnieje, ale czasem dobrze pogdybać :)

Właśnie o to w tym chodzi. O to chodzi w SF. Zmusić do myślenia, bo jakoś trzeba to sobie wyobrazić. Ja poszperałem trochę w teorii i… włos mi się na plecach zjeżył. Powiem tak: błogosławieni CI, którzy wyobrażają sobie Twoje UFO jako balonik z helem, albowiem nie dostaną oni permanentnego bólu głowy. Stworzyłeś teoretycznego potwora… ;)

Pisałem Ci już, że opowiadanie jest szalenie ambitne. Chodzi mi tu głównie o “ujemną masę”. Temat wybitnie trzepiący po mózgu. Dlatego też, szeroko zakrojonym dyskusjom się nie dziwię. Choć przyznaję, że przy ponad dwustu komentarzach, to ja już wymiękam i dokładnego przebiegu debaty nie znam ;) Ale wyobrażam sobie że było o czym pogadać…

 

Ciężkie pierwiastki…? Wszyscy tak myśleliśmy, bo nie było lepszych teorii. Teraz już są i to ( wreszcie ) potwierdzone badaniami widma. Szczególnie ciekawe są gwiazdy neutronowe, np. tu fajny art. – https://www.rp.pl/Kosmos/310179896-Skutki-zderzenia-gwiazd.html

Czas już odpisać, bo zaległości się porobiły…

 

Tarnino…

Bardzo dziękuje za odwiedziny i tytaniczną pracę którą wykonałaś. Nie ukrywam, że byłem strasznie ciekawy, jak w moim przypadku, długa będzie ta Twoja słynna lista i… Teraz już wiem. ;)

W życiu nie przypuszczałem, że w jednym tekście można zrobić tyle błędów ;) Strasznie się z siebie uśmiałem. Ale, jeszcze raz, bardzo Ci dziękuję. Zostałaś właśnie moją korektorską boginią. Jeżeli kiedyś dorobisz się własnego ołtarza dziękczynnego, poinformuj mnie o tym, proszę. Obiecuję regularnie składać tam świeże kwiaty i owoce :)

Słodka Minerwo, dlaczego piszesz na telefonie? Masochizm?

To nie masochizm. To życie. ;)

Pomysł dość oryginalny – i, jak mówię, zaskoczyłeś mnie. Ale czy ten biznes miałby rację bytu – nie wiem.

Świat, to doprawdy dziwne miejsce… https://pl.wikipedia.org/wiki/John_Lundberg

 

W kwestii Twoich wątpliwości natury naukowo-technicznej… Wiesz, na ortografii to może i się nie znam. Ale na błędy rzeczowe i alogiczność, tak łatwo sobie nie pozwolę. Dlatego uporamy się z tym raz dwa….

 

– wysadziliście w powietrze cały ten krąg

Jakoś nie chce mi się wierzyć, że to możliwie.

No, tak. Jako korektorskiej bogini, zapewne bliżej Ci do Ateny niż do Hefajstosa :) Uspakajam więc i wątpliwości rozwiewam….

Z punktu widzenia fizyki i chemii:

Skały vs 400kg ANFO (16 worków) – zwanego również (oczywiście) saletrolem: https://www.youtube.com/watch?v=2vER1Rtdj-E

Z punktu widzenia realizmu:

Norwegia, uprzedzenia, nawozy, saletrol, eksplozja… Żadnych, upiornych skojarzeń? Hę? Naprawdę? [ Wskazówka – Pan na literkę “B” ]

 

– Miał około 4 stóp długości i 2 szerokości

Miarka w oku? I liczebniki słownie.

Tarnino, stopa angielska wynosi ok. 30cm. Jeżeli zmierzysz pierwszego lepszego męskiego buta,

to będzie on podobnej długości. Zatem, wystarczy tylko stanąć obok danego obiektu i już wiadomo, że ma on np. ok. dwóch stóp szerokości.

 

– chmura rozjaśniła się

Znaczy zaświeciła, czy co?

Znaczy, że to coś, co unosiło w się powietrzu, przeszło jakąś przemianę…

Zjawisko to, przybliża:

a) Tytuł rozdziału ( “Szósty pierwiastek”) .

b) Pył na rękach głównego bohatera – pod koniec opka.

c) Prof. nadzw. dr hab. inż. Witold Gulbiński, którego cytuję: “(…) O tym, jaką część widma światła widzialnego substancja odbija, a jaką pochłania, decyduje jej budowa atomowa, tj. ułożenie atomów w sieci krystalicznej, odległości między nimi oraz rodzaj i energia wiązań chemicznych…”

https://www.focus.pl/artykul/dlaczego-diamenty-nie-sa-czarne-jak-wegiel

 

– zniweczą ich starania

Jak?

Światłem, oczywiście… https://pl.wikipedia.org/wiki/Bia%C5%82e_noce

Imprezy bazujące na pokazach świetlnych, niespecjalnie udają się w dzień – dlatego też, organizuje się je nocami. Nieuwzględnienie zjawiska “białych nocy”, w mojej ocenie, byłoby poważnym błędem rzeczowym. przekreślającym całe opowiadanie. Dlatego też, musiałem zaakcentować fakt, że bohaterowie mają z tym problem.

 

– sprawę zbadała już norweska policja

I nie można było tej policji spytać przed wyjazdem?

Jasne ;) To świetny pomysł.

 

– spychał go z właściwego położenia

A nie z kursu?

Dron ”wisi” w powietrzu i filmuje. Ciężko tu mówić o “kursie”.

 

– światło wyglądało naprawdę interesująco

Większość świateł jest przecież nudna

Zatem, uruchamiamy wyobraźnię. Przykłady:

a) Ciepłe, żółte, łagodne światło widoczne pomiędzy drzewami na pustkowiu, znaczy: ognisko harcerzy lub kłusowników – wygląda zwyczajnie, zatem… nieinteresujące.

b) Białe, super intensywne światło, “walące” słupem ponad drzewa na pustkowiu, znaczy: UFO albo impreza – wygląda nadzwyczajnie, zatem… interesujące.

 

 – Ale w tym wypadku wydawca by się na to nie zgodził.

Dlaczego? Przecież ciągle łżą w żywe oczy?

Oczywiście, łgane w żywe oczy jest istotą tego biznesu. Ale żeby w nim przeżyć, koniecznie trzeba przestrzegać zasad BHP. Pośród których pierwsza, “złota” zasada głosi: nie łżyj w żywe oczy, gdy łgarstwo jest weryfikowalne.

 

W kwestiach językowych… Ograniczam do najważniejszego – aby nie przedłużać.

 

– Glif.

https://sjp.pwn.pl/szukaj/glif.html

Nie, nie, nie, moja szanowna Tarnino. Nie ma zgody na “myślenie słownikiem”. To może wyprowadzić na manowce, nawet boginie korekty. Dlatego też, dobrze jest korzystać również z innych metod poznawczych. Mamy więc…

Primo: w literaturze, powszechnie używa się określenia “glif” – w sensie symbol. Dzieje się tak dlatego, że… Secundo: “glif” – w sensie symbol, ma niewiele wspólnego z polskim “płaskie cięcie ościeży…” lecz pochodzi zapewne od angielskiego “glyph”, które pochodzi od francuskiego “glyphe” (żłobina), które to z kolei, wzięło się ze starogreckiego “glúphō” (γλύφω) – rzeźbić.

Zatem, jeżeli weźmiemy pod uwagę to, jak szerokie jest znaczenie słowa źródłowego. To jasno widać, że polski “glif” jest mocno wtórny i nieadekwatny do swojego źródła. Taki trochę… z “czapki wzięty”. Nie wytrzymuje też starcia z rzeczywistością. Bo jeżeli spojrzeć na problem, choćby, z punktu widzenia tematu (czyli UFO). To tertio: mamy “geoglify” i “agroglify” – symbole na ziemi lub zbożu. Zatem, wywodzenie tych słów od jedynego, ponoć, słusznego “ścięcia w oknie”, byłoby nieco… Hmm.. Kompletnie bez sensu? Tak… “kompletnie bez sensu” – to określenie ładnie oddaje istotę rzeczy.

 

– Glif.

Wiem, że chodzi o geoglif, ale to też nie miałoby sensu

 Korektorskie “babole”, również należy poprawiać. ;) Po doczytaniu. Wstydź się Tarnino :)

 

 

Thargone…

Bardzo dziękuję za przeczytanie orazświetnie napisaną, słodko-gorzką recenzję.

Trzymam też za słowo…

 

Serdecznie Was pozdrawiam!

Wybacz opóźnienie. Wracając do dyskusji…

Niestety, władowałem się tutaj w pułapkę i czas się do tego przyznać. Ponieważ, żeby móc uznać, że cytowana wypowiedź Lichodiejewa zawiera błąd rzeczowy. To logicznie rzecz biorąc, należałoby jednak udowodnić, że supernowe nie wyprodukowały żadnej miedzi. Gdyż wypowiedź Lichodiejewa dotyczy miedzi samej w sobie, a nie podstawowego źródła pochodzenia tego pierwiastka. Jak słusznie zauważyłeś, modele Romano-Matteucci z 2007r. zakładają jednak minimalną produkcję w supernowych, o czym dziś już się nawet nie wspomina. Ale fakt pozostaje faktem. Dowodów że jest inaczej, nie jestem w stanie podać.

Dlatego też, niniejszym zwracam honor Tobie oraz Lichodiejewowi i gratuluję skutecznej obrony tekstu :)

 Jak mam czas to wpadam. Zostało mi jeszcze trochę tekstów i komentarzy do przeczytania – bo konkurs ciekawy.

Napisałem – “Resztę załatwiają sztuczne inteligencje oraz automaty”. Czyli tak sam tego całego kramu nie obsługuje.

Pewnie masz rację. Może czas już porzucić skostniałe poglądy i zaufać sztucznej inteligencji oraz zdać się na radzieckie automaty? ;)

O widzisz, tego nie wiedziałem. Przydatna informacja na przyszłość.

Dokładnie. Nigdy nie wiadomo co w przyszłości może się przydać. Cieszę się, że mogłem w czymś pomóc.

Aż tak śledzisz moje komentarze? Szacun, że ci się chce. Z tym, że tamto wzmiankowane opowiadanie to nie był jeden stereotyp, a naście na kupie…

Twoje komentarze są b. ciekawe. Dlaczego miałbym ich nie śledzić?

(…) Niewielka różnica.

… cyt. “Zaś nieżywa mucha, powiada Eklezjastes, zepsuje naczynie wonnego olejku.”

Z klasyka. Nie z Biblii, rzecz jasna ;)

Tak, wiem, że Wiki jest pełna przekłamań.

W istocie. Koledzy tracą tam czas, głównie, na forsowanie własnych przekonań… polityczno-religijnych. Zapał do aktualizowania mają już mniejszy.

Podrzucisz link?

 https://academic.oup.com/mnrasl/article/378/1/L59/1061154

Przeczytane. A zatem, niechaj i mnie, dane będzie się wreszcie do czegoś przyczepić… ;)

Opowiadanie jest: szalenie ambitne, pomysłowe, bardzo ciekawe i super dopracowane.

Ogólnie rzecz biorąc: chapeau bas. Ale i tak Ci coś znalazłem…

 

Jednoosobowo obsługujący 27 kilometrowy zderzacz Lichodiejew… A lotnisko Moskwa-Szeremietiewo też przy okazji sam obsługiwał? Wydaje mi się, że warto by “dopisać” mu jednak jakiś pomocników. Chociaż te, minimum, tysiąc osób. Ponieważ, jeżeli mam uwierzyć w przełomowe technologie i zadziwiające badania jakie prowadzi ta postać, to warsztat jej pracy, powinien być choćby minimalnie wiarygodny.

O miedzi, żelazie, tytanie i innych materiałach budulcowych naszego talerzyka nikt jeszcze nie słyszał. Jeszcze nie zapaliły się supernowe, w których miały powstać.

Lichodiejew ma przestarzałe dane. Miedź nie powstaje podczas eksplozji supernowych. Supernowe mają niewystarczającą energię. Miejsce powstawania miedzi to zewnętrzne warstwy czerwony nadolbrzymów. Wymieniany wśród “materiałów budulcowych” iryd, to również nie supernowe, lecz fuzja dwóch gwiazd neutronowych.

 

Zauważyłem też, że wypominasz innym autorom poddawanie się stereotypom, np: cyt.

Nie spodobało mi się. Jedziesz na takich stereotypach, że aż trzeszczy: Żydzi, prymitywni wieśniacy, chciwi Polacy, morderczy katolicy… Zabrakło tylko homofobii i wycinania puszczy.

Z tego też powodu, dziwię się i pytam: dlaczego postać na której opiera się całe Twoje opowiadanie musi być tak beznadziejnie stereotypowa? Zamiast ogranej sztampy w postaci „zapijaczonego Ruska”, mogło być przecież coś ciekawszego. Świeższego. Lichodiejew jako abstynent i zagorzały przeciwnik alkoholu albo ćpun-wegetarianin, mógłby być znacznie bardziej interesujący.

Konkludując, w mojej ocenie, pospolity nałóg tej postaci w połączeniu z jej narodowością, opisami “chlańska” oraz mocy alkoholu i schorzeń przez niego wywoływanych, szkodzi. Gdyby Lichodiejew nie był aż tak stereotypowy, to Twój tekst byłby jeszcze lepszy.

Romanse to ogólnie trudna sprawa. W tekstach szmiry, w życiu katastrofy…

Widziałem, że jest teraz konkurs na retro machiny… Jeżeli wyrobię z czasem (bo tu kiepsko), to może wrzucę tam jakiś “romance”? :) Kto wie…

Tak, tak. Wiem. Ortografia. Pamiętać… :P

Porównanie do C. Clarke’a jest w pełni zasłużone – zdecydowanie, bardzo dobry tekst. Nie twierdzę też, że wątek romantyczny był jakiś fatalny czy też zupełnie niepotrzebny. Nie o to mi chodziło. Moim zdaniem, mógłby być po prostu trochę słabiej zarysowany. Mniej ewidentny. I tyle ;)

Szanowna Finklo, Twoje opowiadanie bardzo mi się podobało. Odczuwalny był dla mnie klimat C. Clarke’a, którego twórczość uwielbiam – zapachniało mi u Ciebie pierwszym Ramą no i Odyseją czasu (w epilogu). Jedynie wątek miłosnych perypetii średnio mnie zainteresował. Natomiast reszta – super.

A w szczególności ciekawy pomysł z antymaterią, niesztampowy epilog i świetny tytuł :)

Dziękuję i bardzo doceniam Twoją powyższą opinię. Oczywiście, masz rację.

 

Zapytałeś więc wyjaśniam… Tekst chciałem dodać w terminie i następnego dnia rano, na spokojnie, go poprawić. Przeczytałem jednak że nie można i uszanowałem to. Leży więc sobie nieogarnięty i straszy.

 

W kwestii uwag o które pytałeś…

– “Delikatne chmury kompletnie zasłaniały niebo’ – to brzmi nielogicznie: jeśli delikatne, to jak mogły całe niebo zasłaniać?

 Tu się nie zgadzam. Delikatne a zasnuwające niebo chmury to, w domyśle, np. pierzaste cirrusy lub pierzasto-kłębiaste cirrocumulusy. W moim zamyśle, ekipa stara się zawsze pracować pod osłoną chmur, aby uniemożliwić przypadkowe uwiecznienie ich działań na zdjęciach satelitarnych. Dotyczy to także prac nocnych, bo nigdy nie wiadomo, co może być widoczne na zdjęciach wykonanych w nocy lub nad ranem ( np. w podczerwieni ). Delikatne chmury tego typu stanowią barierę zabezpieczającą, ale nie powodują opadów (uniemożliwiających pracę) – stąd mowa o idealnej pogodzie.

– “Orengaardstooren” – chciałeś fajnie podowcipkować – doceniam; ale ta nazwa ma chyba ze sześć wersji, każda inna; to która w końcu jest właściwa?;

Żadna. Anglicy miewają spore problemy z wymową długich nordyckich nazw – pięć wersji to niewiele. Choć poprzekręcane nazwy są niedopracowane… To fakt.

– “Niech Cię szlag! Milczenie.” – co poeta miał tu na myśli?;

 – Niech Cię szlag!

Milczenie.

– “tak bardzo zajawił się” – wytłumacz, bo kompletnie nie rozumiem;

Postać naśmiewa się z innej – pasuje zatem jakiś prześmiewczy branżowy slang. Od: “zajawić się” – lecz nie w znaczeniu staropolskim ;)

 

Smartfony są głupie. Jak bolszewicy stanowili mniejszość. 

W istocie. Aż tryskają mądrością ;) A w szczególności domyślny słownik, który najpierw uczy się pilnie na sms’ach i postach – (…)dzwoniłem do Ciebie… Wzruszyło mnie Twoje… itp. A potem popisuje się zdobytą wcześniej wiedzą w moim opowiadaniu ;)

Wiesz, “zboże”…

 Hmm… “zboże”. Faktycznie, jakoś lepiej to w tej wersji wygląda. Muszę sobie to gdzieś zapisać… :P

Ale najbardziej bije po oczach powtarzający się gruby ortograf.

Oj tam, oj tam… Powtórzył się ledwie 3 razy. Nie przesadzajmy. Mogło być więcej ;)

 

I jeszcze….

Ty, twój, pan itp. w dialogach piszemy małą literą. W listach dużą.

 No wiesz? To nie ja! To słownik w Samsungu ;)

Liczby w beletrystyce raczej piszemy słownie.

A brakujące znaki, obcięte przez bezduszny limit, to skąd niby miałem wyciągnąć? Z kapelusza?

 

No, ale poza tymi powyższymi i niestosownymi, skądinąd, uwagami. Resztę reprymendy przyjmuję z pokorą i z głębokim ukłonem. Spieszę też przeczytać, poza kolejką, Twoje “Strzelanie…”

Bardzo dobre opowiadanie i świetnie napisane. Przeczytałem za jednych tchem. Tematyka Przełęczy Diatłowa, jeszcze nie wyeksploatowana w literaturze. Ogólnie, gratuluję tekstu.

 

Jeśli jesteś bogiem, to ja ateistą.

Poprawiłeś mi tym tekstem wieczorny humor :)

 

Poza tym, opowiadanie bardzo mi się podobało. Nie odczułem też żadnego, początkowego natłoku informacji. Jak dla mnie, tematykę VR opisałeś plastycznie i z pomysłem. Ogólnie, całe opowiadanie jest świetnym pomysłem.

 

Z mojej strony,  jedna tylko porada:

…nawet przez szprycowanie końskimi sterydami, zresztą sterydy dawno wyszły z mody.

Zapewniam Cię, że ewentualny nieposiadający szyi czytelnik, uśmiechnie się drwiąco po przeczytaniu tego zdania. Bo to trochę tak, jakby mocą pierdzącej poduszki, chcieć zaimponować mieszkańcowi Hiroszimy. Zmieniłbym na: …szprycowanie końskimi dawkami sterydów, (..) To już ujdzie.

 

Reasumując, gratuluję świetnego tekstu.

 

 

 

Wicked G – dziękuję.

 

Marcin_Maksymilian – dokładnie tak. U mnie, kluczową rolę odgrywają moje żałośnie mikre możliwości czasowe. Dlatego też 90% powyższego tekstu powstało na telefonie. Choć pewnie nie ja jedyny tak pisałem… Nowoczesność i nowa era niechybnie nadciągają.

Oprócz tego zabieram się, oczywiście, za przeczytanie Twojego opowiadania. Nie omieszkam też skrobnąć tam paru sów komentarza ;)

Dziękuje za miłe słowo. Doceniam też kurtuazję, jako że wszelakich „byków” jest tam dużo więcej niż wymieniłeś ;) Jak następnego dnia przejrzałem ten tekst to mało nie padłem.

 

Niestety, z powodu absolutnego braku czasu pisany był do ostatniej chwili. Oprócz tego opowiadanie jest mocno przycięte bo pierwotnie liczyło ponad 45 tys. znaków. Przycinanie odbyło się „w locie”, tuż przed godziną „zero” wiadomego dnia… Dlatego też pozostałych po cieciach (dodatkowych) błędów i literówek opanować się już nie udało. Ale i tak się cieszę bo nareszcie zmobilizowałem się do wrzucenia jakiegoś tekstu… i w terminie :)

Nowa Fantastyka