- Opowiadanie: Finkla - Strzelanie a stawianie pytań

Strzelanie a stawianie pytań

Bardzo dziękuję Marcinowi (byt pozaportalowy) oraz betom. To dzięki nim tekst ma astronomiczne ręce i nogi oraz został oczyszczony z kilku błędów.

Pozostałych informuję, że to tutaj pojawia się generał sił powietrznych, o którym swego czasu SB dyskutował przez dobę. :-)

Zapraszam do lektury.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Strzelanie a stawianie pytań

Przejęcie kluczowego obiektu

 

Zorze polarne były wyjątkowo spektakularne tego roku. Wrzosu na bukiety też nie brakowało, ale – ku ubolewaniu Andrzeja – Joanna miała jedno i drugie gdzieś. Po dwóch latach w związku odmówiła zostania panią Selkowską. Nagle kompletnie oszalała na punkcie kumpla swojego kuzyna. Wojtek wrócił do Polski na przepustkę z Libii i pechowo ściągnął na łono rodziny plutonowego, który dopiero co uratował mu życie.

I tak buty wojskowe rozmiar 46 podeptały kwiaty, a oliwkowy T-shirt opinający się na umięśnionym torsie i opalonych ramionach wrzucił pierścionek z małym brylantem (doktorzy astrofizyki nigdy nie zbijali kokosów) do studzienki kanalizacyjnej.

Joanna nie chciała więcej słuchać o przyczynach powstawania zórz ani oglądać romantycznych wschodów miliardów słońc. Andrzej do dziś pamiętał, jak podczas majowego wypadu w Alpy Julijskie wybrali się nocą na najbliższy szczyt, aby obserwować Galaktykę Andromedy wyłaniającą się zza horyzontu. Aśka głównie narzekała, że jej zimno.

Nie, to nie. Znajdzie się jakaś inna kobieta, która doceni spektakl. A plutonowych wysłać na Plutona!

 

A jednak „nie” boleśnie zraniło ego Andrzeja.

– Planowaliśmy wspólną przyszłość, a ty nagle lecisz na pierwszego napotkanego, tępego trepa?!

– Wcale nie jest tępy!

– Oczywiście. Przynależność do bandy nienawidzącej samodzielnego myślenia i zmuszającej do natychmiastowego wykonywania rozkazów to oznaka wybitnej inteligencji.

– Mówisz tak, bo mu zazdrościsz. Michał jest człowiekiem czynu, a ty potrafisz tylko gadać, siedzieć przy komputerze albo gapić się w niebo.

– Uważaj, żeby ci ten człowiek czynu oka nie podbił. Asiu, skarbie, nie rozumiesz, że żołnierze przywykli do rozwiązywania problemów przy pomocy siły? Najpierw strzelają, później pytają, kogo trafili. To leży w ich naturze, jak wznoszenie jest w naturze arystotelesowego ognia. A w najlepszym wypadku facet przywlecze ci do domu jakieś PTSD…

– Jesteś podły! Jak możesz coś takiego sugerować?! Michał mnie kocha, a poza tym oni w tej Libii w ogóle nie mają kontaktu z kobietami!

– Ech… Co ty w nim widzisz?

– Ty tylko piszesz jakieś pierdoły, nikomu niepotrzebne. A Michał broni mojego kraju.

– Owszem, przed innymi uzbrojonymi Michałami…

Odbywali jeszcze kolejne, podobne rozmowy. Do czasu…

 

Ogień neutralizujący

 

Od ponad pół roku doktor Selkowski brał udział w międzynarodowym projekcie badającym przemieszczanie się materii międzyplanetarnej. Szef projektu, profesor Nakayama z Hokkaido upierał się, że musi dostawać wstępnie obrobione dane co wtorek rano. Andrzej otrzymywał całotygodniowe materiały z chilijskiego obserwatorium Cerro Tololo w poniedziałek przed południem. Odpalał programy do obróbki danych, szedł na obiad, a potem na wykład. Jeśli nic się nie posypało, około dziewiątej wieczorem komputer kończył mielić uwiecznione przez andyjski teleskop zera i jedynki. Dopiero wtedy Selkowski siadał do raportu, w którym wskazywał interesujące dla zespołu zjawiska, warte dokładniejszej analizy.

Zazwyczaj w poniedziałki wychodził z uczelni niedługo przed północą. Na szczęście ustawił sobie zajęcia tak, aby wtorkowe przedpołudnia mieć wolne i móc spokojnie odsypiać „naderwane” noce. Ale i tak nienawidził poniedziałków jak rzadko kto.

 

Oczywiście to musiało się zdarzyć właśnie w poniedziałek. Właściwie już we wtorek. Czekali na niego obok parkingu pod blokiem. Dwie ciemne sylwetki. Zwaliste, a mimo to poruszające się cicho jak koty.

Nie mieli na sobie mundurów, ale w tej chwili Andrzej zrozumiał, co mieli na myśli pisarze, wspominając o ruchach wojskowego. W gościu, który szybkim ruchem ściągnął mu okulary, zdążył rozpoznać kuzyna Aśki. Facet pochwycił naukowca w żelazny uścisk, zatykając mu usta. Drugi tylko bił. Momentalnie powalili zaskoczoną ofiarę.

– Zrozumiałeś? – dotarło do Andrzeja przez mgłę oszołomienia. – Masz zostawić Asię w spokoju. Nie dzwoń do niej. Nigdy. To rozkaz. Sprawa skończona.

Któryś – kuzyn? – niemal delikatnie wsunął ofierze okulary do prawej dłoni, poklepał na pożegnanie. Ciche, oddalające się kroki. Bardziej wibracje nawierzchni niż dźwięki. Asfalt. Chłodny. Twardy. O dziwo, bolało mniej, niż Andrzej się spodziewał. Za to wszędzie. Odczekał chwilę, aż zimne podłoże wchłonie ból i strach. Spróbował poruszyć palcami rąk i nóg. Udało się, kości całe. Ostrożnie założył okulary. Lewemu oku niewiele to pomogło, już zaczynało puchnąć. Ale prawe widziało – chodnik, znak drogowy, drzwi na klatkę, ciepłe światło lampy nad nimi. Sodowa, dwa tysiące kelwinów. Mózg pracuje – skonstatował z satysfakcją. Kontynuował szacowanie szkód. Zęby w porządku, za to z ustami coś nie tak. Drobiazg. Zaryzykował głębszy wdech. Zakłuło w prawym boku, ale żebra raczej nie popękały. Narządy chyba nie ucierpiały poważnie. Skurwiele bili, żeby bolało, a nie, żeby go poharatać. Pierdoleni zawodowcy od przemocy.

Wreszcie zebrał odwagę i spróbował wstać, przytrzymując się słupka znaku. Powlókł się do domu, w którym butelka ziołowego szamponu Aśki ciągle jeszcze drażniła zmysły i przypominała o porażce. Andrzej nie mógł się zdobyć na jej wyrzucenie. Sam siebie potępiał za myślenie magiczne, ale to byłby nieodwracalny krok w stronę zerwania.

 

Zlokalizowanie obiektu o nieznanym przeznaczeniu

 

Siniaki zblakły szybko, rany na sercu i dumie jątrzyły się bez końca. Jak tysiące nieszczęśliwie zakochanych przed nim, Andrzej odkrył, że praca przynosi ulgę. A przynajmniej chwilowe zapomnienie. Na pozór bezkresne niebo (prawie sto miliardów lat świetlnych średnicy) sprowadzało jedną głupią laskę i jednego jeszcze głupszego fagasa do właściwych rozmiarów.

Po wysłaniu kolejnego maila Nakayamie Andrzej rutynowo porównał najnowsze obrazy ze starszymi. Komputer doniósł o punkciku, którego w tym miejscu nigdy wcześniej nie było. Selkowski sprawdził wszystkie znane obiekty, które mogły się pałętać w okolicy płaszczyzny ekliptyki na tle Byka.

Nowa asteroida. Prezent od losu na otarcie łez.

Wysłał jeszcze parę maili – do kolegów z zespołu badawczego i do Minor Planet Center.

 

Z MPC odpisali jeszcze w tym samym tygodniu. Andrzej bez entuzjazmu kliknął na nagłówek maila, przeczytał wiadomość.

Nie uwierzył.

Przeczytał jeszcze raz.

Do pokoju zajrzał kolega z jakimś pytaniem o pisany wspólnie artykuł. Andrzej odpowiedział ni w pięć, ni w dziewięć. Zreflektował się i poprosił kumpla o odczytanie maila na głos.

Nie wpłynęło to na treść – parametry orbity wyliczone przez MPC na podstawie starszych zdjęć i najnowszych obserwacji jednoznacznie wskazywały, że asteroida jest obiektem pozasłonecznym. W dodatku o wiele większym niż 1I/’Oumuamua!

Zbaraniały kolega pogratulował Andrzejowi i szybko się zmył. Zapewne plotkować o niesamowitej nowinie.

Selkowski bardzo długo przesiedział przed komputerem, na zmianę czytając list od MPC i oglądając zdjęcia przybysza.

Ta asteroida wymagała jakiejś szczególnej nazwy, a nie tylko przypadkowego zlepku liter i cyfr. Andrzej nie miał głowy, żeby teraz uganiać się za szampanem (najbliższy sklepik spożywczy już zdążyli zamknąć), ale skoczył do automatu po colę. Zawsze to jakieś bąbelki.

Delikatnie przytknął butelkę do monitora wyświetlającego garstkę wyjątkowych pikseli i ogłosił uroczyście:

– Płyń po kosmicznych morzach i oceanach, sław imię polskiego fizyka i astronoma. Nadaję ci imię Silky.

Aśka mogła mieć własną asteroidę. Zamiast tego wybrała popielniczkę z łuski po pocisku i nieśmiertelnik z kopią danych jakiegoś nieważnego plutonowego.

Łaski bez! Skoro Andrzej już raz zdecydował się użyczyć swojego nazwiska obiektowi rodzaju żeńskiego, miał ogromną ochotę nazwać swoje odkrycie Asteroidą Selkowskiego. Niestety, to nie wchodziło w grę – koledzy zabiliby go śmiechem. Scylla (ładna nazwa, w zgodzie z plejadą innych mitologicznych ciał niebieskich) wywoływała negatywne skojarzenia, więc w końcu Andrzej zdecydował się na skrót. Gdyby ktoś pytał, będzie się upierał, że kształt obiektu skojarzył mu się z kokonem jedwabnika.

 

Plan wykorzystania systemu uzbrojenia

 

Szerokie masy jeszcze nie miały o niczym pojęcia, ale w światku astronomów i fizyków wrzało. Wrzenie na modłę naukowców oznaczało, że temperatura dyskusji na konferencjach i w kuluarach podniosła się o jakieś piętnaście kelwinów w stosunku do promieniowania reliktowego. Odczuwalny wzrost.

Zaczęło się od tego, że magistrant Selkowskiego wyliczył trajektorię Silky i przygotował slajdy z zaznaczoną trasą, a promotor włączył jeden z nich do konferencyjnego referatu o obiektach pozasłonecznych. Gdy nadszedł czas na pytania z sali, rękę podniósł szpakowaty mężczyzna z trzeciego rzędu.

– Czy mógłby pan jeszcze raz wyświetlić slajd z trajektorią asteroidy? O, dziękuję. Mówił pan, że obiekt przemieszcza się z prędkością około dwudziestu pięciu kilometrów na sekundę. Czy to by oznaczało, że asteroida mijała Jowisza akurat trzy miesiące temu, kiedy zaobserwowano tam rozbłyski promieniowania gamma? Do dzisiaj nikt nie wyjaśnił zadowalająco ich pochodzenia. To interesująca koincydencja, nie uważa pan?

Sala zaszumiała. Ktoś przypomniał niezwykłej urody zorze polarne. Silky wbiła się do umysłów wszystkich obecnych z mocą starej zagwozdki i nowego sensacyjnego odkrycia.

Niecałe dwa tygodnie później nikomu nieznany kenijski doktorant (o nazwisku złożonym ze zbyt dużej liczby spółgłosek, aby naukowiec o zachodnich korzeniach potrafił je poprawnie wymówić) pomyślał inaczej niż ogół i wysunął szaloną hipotezę. Idea wydawała się tak odważna, że właściwie niemożliwa. A jednak… Dostępne dane raczej jej nie przeczyły.

Mgombo-coś-tam postulował, że asteroida Silky może być z antymaterii, a w pobliżu Jowisza napotkała na kilkudziesięciokilogramowy kosmiczny śmieć ściągnięty przez olbrzyma.

Natychmiast podniósł się rwetes, że dwa anihilujące kamienie powinny dać inny rozkład błysków gamma w czasie. Jedni twierdzili, że to mogła być resztka jakiejś małej komety z rodziny Jowisza. Inni wysuwali hipotezę, że to kawałek asteroidy oderwał się i spadł na planetę.

Ale to nie pochodzenie i stan skupienia anihilujących zwykłych atomów stanowiły sedno sprawy, lecz antymateria. Jeśli obiekt rzeczywiście z niej się składał, to… Nikt jeszcze nie pojmował wszystkich implikacji. Na wszelki wypadek obliczono, że asteroida minie Ziemię w bezpiecznej odległości. Ale kilometrowej długości kawał antymaterii! Źródło energii! Badania! Unikalne doświadczenia! Wiedza! Tę hipotezę trzeba było koniecznie przetestować.

Na wygranej pozycji znalazła się ESA, dopieszczająca w laboratoriach sondę prawie gotową do wysłania w kierunku Wenus. Błyskawicznie zmodyfikowano urządzenie, które odtąd miało tylko jedno zadanie: wystrzelić w asteroidę pyłek zbadany i opisany niemal co do barionu.

 

Rozpoznanie ogniem

 

Zapatrzeni w niebo naukowcy stanęli tak jak mur.

Prawie wszystkie teleskopy po właściwej stronie świata obserwowały kolizję ziemskiego pyłku i Silky. Pod różnymi kątami, w rozmaitych zakresach fal… Niewiele zdarzeń w historii ludzkości zostało tak doskonale udokumentowanych.

Rozbłyski gamma przekonały każdego niedowiarka, strumyczek mezonów powstałych w wyniku hadronizacji kwarków i gluonów spłukał wszelkie wątpliwości.

Święty Graal fizyków miał niecały kilometr długości, kształt batatu i leciał w stronę Słońca. Oraz Ziemi, oczywiście.

Jeszcze tego dnia troje naukowców niezależnie od siebie postanowiło napisać doktoraty o tym zderzeniu. Następnego w ramach MIT Press zarejestrowano pierwsze czasopismo naukowe poświęcone wyłącznie antymaterii. Redakcja uprzejmie poprosiła Selkowskiego oraz doktoranta z Kenii o nadesłanie krótkich tekstów do pierwszego numeru.

Wkrótce rozległy się głosy, że zaobserwowana anihilacja przebiegała niezupełnie zgodnie z przewidywaniami.

Fizycy i astronomowie, zacierając ręce, planowali kolejne doświadczenia. Najwięcej nadziei na odkrycia wiązano z rozgrzaniem powierzchni przy pomocy lasera i analizą spektralną powstałych gazów.

 

Łączność telewizyjna

 

Tak sensacyjna wiadomość musiała przesączyć się do świadomości publicznej. Z dnia na dzień doktor Selkowski został celebrytą. Zaproszono go do telewizji i to w porze największej oglądalności – zamiast byłego premiera, który z nadzwyczajną swadą sugerował członkom dzisiejszego rządu liczne niedostatki psychiczne i etyczne.

 

– Panie doktorze – zaczęła dziennikarka – fizycy mówią o niewyczerpalnym źródle energii.

– Nie używamy słowa „niewyczerpalny”, asteroida ma skończoną masę. „Niewyobrażalny” byłoby bliżej prawdy. – Andrzej uśmiechnął się do kobiety. Po chwili przypomniał sobie, że przecież miał uśmiechać się do kamer. Chrząknął i kontynuował: – Ale faktem jest, że antymateria stanowi najbardziej wydajne źródło energii, jakie znamy.

– Kiedy mogę spodziewać się, że mój ekspres do kawy zacznie działać na antymaterię?

– Nigdy. Pani redaktor, gdyby okruszek antymaterii wielkości tego ziarnka pyłku, który ESA wystrzeliła w asteroidę, znalazł się w pani ekspresie, eksplozja zniszczyłaby nie tylko urządzenie, ale również kuchnię, a prawdopodobnie nawet budynek by się nie uchował. Antymateria po zetknięciu się z koinomaterią, to znaczy, ze zwyczajną materią – dodał szybko – anihiluje. Mówiąc potocznie: obie znikają, zamieniając się w energię.

– Ale mogę liczyć, że w gniazdku pojawi się prąd uzyskany z antymaterii? – drążyła dziennikarka, posyłając kamerze stuwatowy uśmiech.

– Tak, może pani, jednak nie nastąpi to prędko. Najpierw musimy rozwiązać cały szereg problemów. Przede wszystkim, zatrzymać asteroidę w Układzie Słonecznym. Co oczywiste, przyleciała do nas z zewnątrz, jeśli nic nie zrobimy, za około trzy lata opuści nasz Układ. Ale musimy uważać, żeby przypadkiem nie wepchnąć jej w Słońce, wówczas byłaby dla nas tak samo stracona. Po drugie…

Andrzej jeszcze przez kilka minut opowiadał o przeszkodach, które trzeba pokonać, zanim zrobi się praktyczny użytek z antymaterii, tłumaczył, dlaczego fizycy tak niewiele wiedzą o tej niezwykłej substancji („Pani redaktor, czy na podstawie jednej cząsteczki wody zgadłaby pani, że to fenomenalny rozpuszczalnik?”)… Cały czas miał wrażenie, że ostre światło studyjnych lamp roztapia go niczym plastelinę. Czuł, jak przepocona grzywka przykleja się do czoła, ale bał się odgarnąć ją i zniweczyć wysiłki charakteryzatorki. Wreszcie na własnej skórze poznał kłopoty swoich byłych dziewczyn, które po nałożeniu kunsztownego makijażu nie pozwalały się pocałować. À propos makijażu – z bliska dziennikarka wyglądała co najmniej dziesięć lat starzej niż na ekranie. Ale zęby nadal miała wspaniale zrobione.

 

Łączność radiotelefoniczna

 

Aśka zadzwoniła nazajutrz po emisji programu.

– Czemu zawdzięczam ten zaszczyt? Czyżby amant pomaszerował czwórkami prosto do Libii prowadzić swoją świętą wojnę? – wyzłośliwiał się Andrzej.

– Dlaczego przestałeś do mnie dzwonić?

– Może spytaj o to swojego Michałka.

– On do mnie dzwo…! – Nagle urwała. – O czym ty mówisz?

– Ciekawe, skąd wiedział, kiedy najlepiej spuścić mi łomot, bo późno wracam z roboty.

Aśka syknęła, jakby się oparzyła.

– Że niby co?! Ja… Michał nie zniżyłby się do czegoś tak podłego.

– Podobno w miłości i na wojnie wszystkie chwyty są dozwolone.

– Jędruś, nie kłóćmy się znów, dobrze? – Andrzej usłyszał uśmiech w głosie byłej, oczyma wyobraźni ujrzał rozbrajającą minkę, która zawsze towarzyszyła temu tonowi i słowom. – Lepiej opowiedz mi o swojej asteroidzie.

– A wiesz, że to mogła być twoja asteroida? Gdybyś mnie nie rzuciła, nazwałbym ją Asteroidą Joanny. Jane dla anglojęzycznych przyjaciół.

Aśka długo milczała, kontemplując przekreśloną alternatywę.

– Hej! Jesteś tam? – rzucił w końcu.

– Jestem. Naprawdę? Dzięki. Możemy się jakoś spotkać i pogadać normalnie?

– Trudno będzie. Najbliższe dwa tygodnie mam zabukowane. Jak nie zapraszają mnie na jakiś wykład albo do mediów, to błagają o artykuł. No i mamy mnóstwo pracy z badaniami. Właśnie jadę na lotnisko, przed wieczorem będę w CERN-ie.

– No to chociaż przez telefon mi wytłumacz. Masz jeszcze parę minut? Przepraszam, zachowałam się naprawdę wrednie. To rzeczywiście aż tyle energii?

– A co ci mówi wzór E równa się mc kwadrat?

 

Naczelny dowódca sił zbrojnych

 

Do Gabinetu Owalnego wmaszerował Al McPherson, generał sił powietrznych. Zasalutował tak, żeby żadna z licznych baretek na piersi nie mogła schować się w cieniu. Nieważne, że ręką zakrył sobie oczy.

– Spocznij – powiedział prezydent. Zamaszystym gestem wskazał fotele przy niskim stoliku. – Prosiłeś o spotkanie, Al…

– Tak jest, panie prezydencie. Chodzi o tę nową asteroidę.

– O której w kółko bębnią we wszystkich niusach?

– No właśnie – potwierdził generał. – To doskonała broń.

– Ale raport NASA utrzymuje, że minie Ziemię w bezpiecznej odległości.

– Tak jest, jednak gdybyśmy ją przechwycili, bylibyśmy nie do pokonania.

– Jak bardzo?

Najważniejszy człowiek na świecie nie musiał znać się na wszystkim. W zupełności wystarczało, że był bogaty, wysoki i przystojny.

– Totalnie. To antymateria, panie prezydencie. Z archiwalnych dokumentów wynika, że nad Hiroszimą raptem niewielka cząstka uncji materii zamieniła się w energię. Około dwóch gramów! A skutki…

– O mój Boże! Czekaj! Chcesz powiedzieć, że jeśli od asteroidy oderwie się kamyk wielkości ziarnka grochu, to urządzi nam taki sam armagedon?

– Albo jeśli my go oderwiemy i gdzieś zrzucimy…

– Rozumiem… Kto już o tym wie?

– Przede wszystkim Brandson, mój sekretarz. Bardzo bystry facet. To on przyszedł do mnie z tymi raportami z drugiej wojny światowej. Kilka innych osób może się domyślać, ale póki co nie wiedzą nic pewnego.

Prezydent w milczeniu analizował informacje. W końcu nacisnął guzik interkomu:

– Florence, zorganizuj naradę dowódców wszystkich armii stacjonujących w kraju. Pilnie, w pierwszym dogodnym terminie.

 

Strzelać bez rozkazu!

 

Kiedy szpiedzy donieśli o amerykańskich planach przejęcia asteroidy, Kim Czol Ir nie wahał się. Gdy tylko zdobył pewność, że to nie kapitalistyczna dezinformacja, podpisał odpowiednie rozkazy. Sekretarz skłonił się z szacunkiem i pospieszył do Pałacu Pokoju, by osobiście przekazać je generalicji.

 

Rakiety wykorzystywały każde okno startowe. Północni Koreańczycy ochoczo oddawali na ten zbożny cel swoje ostatnie miski ryżu. Tylko zerkali kątem oka, czy aby czołgi i armaty nie zgłaszają się po cały worek. Kłaniali się i uśmiechali, recytując peany na cześć genialnego dowódcy. Propagandziści opowiadali o serii badań i sondach wysyłanych w stronę nowo odkrytego obiektu. Oczywiście, w imię miłości, pokoju na całym świecie i wolności.

Zachodni politycy porzucili fałszywe uśmiechy na rzecz obłudnego zatroskania. Jedna potępiająca nota dyplomatyczna goniła drugą. Stany Zjednoczone strącały koreańskie pociski. Wkrótce dołączyły do nich pozostałe kraje NATO. Media odmieniały przez wszystkie przypadki słowa „asteroidowe wojny”. Internet domagał się zwołania nadzwyczajnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ i wzywał Radę Bezpieczeństwa do działania. Kreml w sposób czytelny nawet dla najtępszego attaché oświadczył, że nie zamierza poprzeć sankcji przeciwko KRLD – w końcu każdemu wolno prowadzić badania Kosmosu oraz robić z własnymi rakietami, co mu się podoba. Pociski nie są wymierzane w żadne z demokratycznych państw ani w jakiegokolwiek człowieka, ani nawet nie naruszają jego praw, więc o co właściwie cały ten szum? Nie żeby sygnały płynące z Rosji kogoś zaskoczyły. Moskwa też miała swoją siatkę szpiegowską. Już większe niedowierzanie wywołały Chiny, które rozbiły jedną rakietę krnąbrnego sąsiada. Złośliwi twierdzili, że i tak nie trafiłaby w Silky. Głosiki naukowców utonęły w ogólnym zgiełku.

A pociski z koreańskiej armaty ciągle dziurawiły chmury.

 

Działanie w ramach walki o przewagę w powietrzu

 

Ilość kiedyś musi przejść w jakość. Koreańczycy wyciągnęli wnioski ze swojej bezskutecznej kanonady. Któryś kolejny pocisk okazał się być kosmicznym odpowiednikiem siekańców. Trafiona rakieta rozpadła się na wiele części. Zbyt wiele i zbyt drobnych, by ktokolwiek mógł wyeliminować wszystkie. Część nadal mknęła na podbój asteroidy. I miała wystarczająco dużą masę, aby uszkodzić ją w stopniu niemożliwym do przewidzenia. Dla obiektu z antymaterii nawet splunięcie stanowiło bombę.

Świat (właściwie jego niewielka część, dla której asteroida była ważniejsza niż rozgrywki ligowe lub trzysta osiemnasty odcinek serialu) z zapartym tchem patrzył, jak szczątki rakiety zbliżają się do celu. Czy eksplozje rozbiją Silky? Czy któryś z kawałków poleci w stronę Ziemi? Nawet trafienie w Księżyc byłoby katastrofalne – taka dawka promieni gamma najprawdopodobniej zniszczyłaby biosferę. No, przy odrobinie farta życie w oceanach miałoby szansę.

Na to, co zdarzyło się później, wojskowi znaleźli tylko jedno określenie: „O, kurwa!”. Wielojęzyczne tsunami przekleństw wezbrało od szwejów na pierwszej linii do generalicji.

Gdyby ktoś spytał dowolnego astrofizyka o zdanie, ten pewnie byłby bardziej elokwentny: „Nie dysponujemy dostateczną ilością informacji, aby wysnuwać daleko idące wnioski, ale zaryzykowałbym hipotezę, że widzieliśmy kontrolowaną reakcję anihilacji antymaterii i koinomaterii. Szacunkowe obliczenia sugerują, że uzyskana w ten sposób energia wystarczy na zaobserwowaną zmianę trajektorii”.

 

Klęska

 

Andrzej z masochistycznym uporem oglądał nagranie z już-nie-asteroidą skręcającą, aby zacząć ze stałym przyspieszeniem oddalać się od Słońca.

Żołnierze zrabowali mu wszystko: kobietę, obiekt badań, sławę odkrywcy pozaziemskiej inteligencji… Gdyby w pokoju pojawił się człowiek w mundurze, Selkowski zapewne spróbowałby go zabić. A właściwie zginął w bezsensownej szarży na silniejszego i uzbrojonego faceta. Nawet na myśl mu nie przyszło, że tym samym przegrywa walkę o własne pryncypia.

W duszy dął mu zimny wiatr. Najgorsze było to, że i Amerykanie, i Koreańczycy zachowywali się w pełni racjonalnie. Pieprzony dylemat więźnia! Czy można było uniknąć takiego rezultatu? Czy wola tego czy innego pojedynczego człowieka musi stawać się niewolą dla innych?

Jeszcze raz kliknął na odtwarzanie filmu, potem wysłał Aśce SMS-a: „Podziękuj Michałowi. Wszystkim żołnierzom, w imieniu całej Ziemi”.

 

Epilog

 

Sonda Voyager 5 musnęła stożek fal radiowych wysłanych w stronę gwiazdozbioru Byka. Czujniki zarejestrowały skokowy wzrost natężenia pola elektromagnetycznego. Gdyby ktoś analizował ten sygnał i potrafił go rozszyfrować, odczytałby fragment przekazu: „…resywni i skłóceni wewnętrznie. Koszty ewentualnej sterylizacji będą niskie, gdyż cały układ składa się z antymaterii (por. raport o wysłaniu sondy w stronę piątej plan…”.

Koniec

Komentarze

Gałczyński na wejście :) (I potem jeszcze raz :))

 

Dobrze się czytało, choć pozostałam z lekkim uczuciem niedosytu. Wątek osobisty lekko mnie irytował, ale na końcu dałaś mu dobre uzasadnienie. No i epilog dobry, choć takie chwyty już widywaliśmy. Oczywiście klikam, poniżej kilka uwag nieco bardziej technicznych.

 

Wulgaryzmy nie pasują mi do tego, jak pokazujesz poza tym Andrzeja, choć oczywiście naukowcy też klną ;)

 

“po kolę“ – a nie colę?

 

“kształt batatu” → batata

 

“troje niezależnych naukowców” – zboczenie zawodowe, ale czy chodzi o “independent researchers/scholars” w sensie nieafiliowanych przy żadnej instytucji naukowej, czy też o to, że zrobili to niezależnie od siebie?

 

“Co oczywiste, przyleciała do nas z zewnątrz, jeśli nic nie zrobimy, za około trzy lata opuści nasz Układ.” – czegoś mi w tym zdaniu brakuje. Niby ma naśladować naturalną mowę, ale potykam się na przejściu od części pierwszej do drugiej

 

“czy na podstawie jednej cząsteczki wody[-,] zgadłaby pani,”

 

“Do Gabinetu Owalnego wmaszerował Al McPherson, generał sił powietrznych.” – no i nadal uwazam, że dowódca byłby lepszy… A jak gsp to raczej przed nazwiskiem, bo to stopień, a nie funkcja…

 

o nazwisku złożonym ze zbyt dużej liczby spółgłosek, aby naukowiec o zachodnich korzeniach potrafił je poprawnie wymówić)

Polak potrafi! Często ma gorzej!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Za brak zaproszenie do bety strzelam focha. Ale przeczytam ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Drakaino. :-)

Gałczyńskiego jest więcej, ale na wejściu najwyraźniejszy.

Wątek osobisty. No, nie lubię tej tematyki, pewnie słabo mi wychodzi. Ale próbować trzeba, nie?

Epilog właściwie tylko domyka wątek rozbłysków na Jowiszu.

Wulgaryzmy. No, jeśli faceta właśnie pobili albo świat mu się rozsypał, to chyba nie mówi: “motyla noga”.

OK, niech będzie cola. Zaraz poprawię.

Batat. Słownik PWN podaje, że batatu. Sama nie byłam pewna, więc sprawdziłam. :-)

Naukowcy – chodziło mi o to, że niezależnie od siebie pomyśleli: “Wow! Napiszę o tym doktorat!”.

Wybrakowane zdanie. Ale czego brakuje? Czy dodanie “Silky” gdzieś w drugiej części rozwiąże problem?

Generał. Jednak będę się trzymać oficjalnej nazwy. A czy przed nazwiskiem, czy po… IMO to wtrącenie. Nie “generał Al”, tylko “Al, generał”. Widać prezydent myśli o nim po nazwisku, nie po stopniu i najpierw zobaczył Ala.

Nazwisko Kenijczyka. Nie wiem, czy Polaka można kwalifikować do zachodnich naukowców. Słowianie jednak mają swoją specyfikę. Ni to wschód, ni to zachód. Znaczy, zawsze byliśmy w środku! ;-)

Babska logika rządzi!

Marasie, no masz ci los! Nie wiedziałam, że tak Cię to zaboli. Przepraszam. Jak wymodzę coś na Sowy i Skowronki, to Cię zaproszę. Może być?

Babska logika rządzi!

Generał. Jednak będę się trzymać oficjalnej nazwy.

Ale to “generał sił powietrznych” nie jest po polsku żadną oficjalną nazwą, tylko, o ile pamiętam dyskusję, zwykłą kalką z angielskiego… Wyczuwam w tym w dodatku lekki seksizm: na sb byli za tą opcją faceci :P

Z kolejnością niby coś jest w Twojej argumentacji o prezydencie, ale też mnie nie przekonuje.

 

Nie wiem, czy Polaka można kwalifikować do zachodnich naukowców.

Bardzo bym chciała, żeby jednak tak ;) Wiem, że my na wschód od zachodu, na zachód od wschodu, ale jednak ;) A zasadniczo przypomniał mi się, jak to przeczytałam, pewien znajomy Amerykanin, skądinąd fizyk, którego obwoziłam po Krakowie i w pewnym momencie on patrzy na drogowskaz i widzi “Rzeszów”, więc mi pokazuje i pyta, jak to się wymawia. Mówię mu, a on na to “A gdzie podziało się R???”

 

Gałczyńskiego muszę w takim razie pośledzić, bo znalazłam tylko dwa wystąpienia ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No, ale z czego mamy kalkować, skoro to ich funkcja? Gdzieś tam na wiki znalazłam tłumaczenie dla innego generała pięciogwiazdkowego i starałam się tego trzymać.

Z kolejnością – faktycznie generał Iksiński brzmiałoby lepiej, ale tylko przy gołym generale, IMO. Tak jak “wygłosił przemówienie minister Igrekowski”, ale “Ireneusz Igrekowski, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego”. Wymienianie przed nazwiskiem pełnej tytulatury brzmi mi jakoś strasznie oficjalnie.

Przynależność kierunkowa Polaków. Wiesz, myślę, że to zależy od punktu widzenia, bo za każdą opcją można znaleźć argumenty. W końcu należymy do UE, prawda? Ale historycznie, to wiecznie staliśmy na rozdrożu…

Gałczyński. Niektóre nawiązania są delikatne, tylko na początku walnęłam z grubej rury. Na przykład wielość nawiasów w tekście też od KIG. Jakbyś chciała, to mogę Ci wysłać PW z listą wszystkich.

Babska logika rządzi!

Chętnie, oszczędzisz mi roboty ;) A to jeden z moich ulubionych poetów.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

OK, to zaraz wyślę.

No, jak na poetę, to nawet nieźle pisał. I poczucie humoru miał.

Babska logika rządzi!

Polska należy do kręgu cywilizacji i kultury zachodniej – łacińskiej. Wschód, to na wschód od nas – prawosławni, ale to też nie jest takie proste. Myślę, że np. literatura rosyjska zalicza się do literatury zachodniej. A na pewno zaliczała się nasza w czasach kiedy bawiłem się w studiowanie anglistyki. Mieliśmy podręcznik do “English and Western Literature” i Polska dumnie łapała się na mapce w te klimaty, konkretnie “Czesła Miełosz”, jak to sobie transkrybowali Anglosasi. A podejrzewam, że pierwsze wydania, a może i to konkretne, tego podręcznika powstało jeszcze przed upadkiem żelaznej kurtyny.

Tak, wiara z Rzymu. Ale już szabla krzywa jak jatagany pohańców, a nie prosty miecz w kształcie krzyża czy jakaś cienka szpada. Kontusz, nie frak… No, trochę tego i trochę tego.

Babska logika rządzi!

Polska szabla była wypaśna i idealnie wyprofilowana. Gdzie tam do niej pohańskim jataganom. No ale kontusz, to faktycznie, bodajże z Turcji via Węgry.

Rosja od Piotra Wielkiego bardzo się kulturowo zbliżała do zachodu, w każdym razie na poziomie kultury oficjalnej, ale niekoniecznie codziennej mentalności. Od połowy XVIII w. carowie nie już mieli rosyjskiej krwi w żyłach albo rozwodnioną po jakichś przodkach wżenionych w ich niemieckie rody, nie śledziłam tego (ostatnią prawdziwą Romanową była car Elżbieta), więc proces “na wyżynach” postępował. Ale, jak słusznie zauważyłeś, to nie takie proste, że po podziałach religijnych, językowych czy etnicznych da się wyznaczyć jasną granicę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Widzę, że Drakaina ładnie korzysta ze swoich boskich mocy ;)

 

Ogólnie to właśnie byłam na etapie wyłączania komputera, bo "olaboga oczy bolo", ale coś mi podpowiedziało, że ten tekst mi się spodoba. I spodobał się, chyba głównie ze względu na wykonanie. Niby naukowcy, ale czyta się lekko i naprawdę przyjemnie. Sympatyczny smaczek z tym Gałczyńskim, PTSD też piękne :D Fabularnie całkiem ciekawie, zastanawiałam się, dokąd to zmierza. Chociaż chyba brakowało mi mocniejszego połączenia tych wątków, np. za pomocą większej roli nowego faceta Joanny. Epilog nie do końca mi podszedł, wydało mi się to jakieś… sama nie wiem, albo nie bardzo pasujące do reszty, albo zbyt banalne. Ale może wymyślam, bo nie wpływa to jakoś negatywnie na ocenę całości.

 

Niecałe dwa tygodnie później nikomu nie znany kenijski doktorant

nieznany

Ale w Europie Zachodniej ta wspaniała szabla jakoś się nie przyjęła.

No właśnie – IMO, tworzymy hybrydę wpływów zachodnich i wschodnich.

Zgódźmy się – na potrzeby tekstu – że polscy naukowcy potrafiliby wymówić nazwisko Kenijczyka, ale im się nie chciało. ;-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Teyami.

Cieszę się, że się spodobało. Mam nadzieję, że tekstu ukoił ból oczu. ;-)

Rozjeżdżanie wątków. No, długo kombinowałam, co z tym robić, i nic lepszego nie wymyśliłam. Fajnie byłoby, gdyby to przez faceta Aśki wieść o potencjale bojowym asteroidy dotarła do prezydenta USA (sądzę, że rutynowo podsłuchują rozmowy wojsk sprzymierzonych), ale bez przesady – o sprawie bębnią media, w Stanach nie brakuje naukowców… To by było na siłę i bez sensu.

Owszem, epilog odstaje konstrukcyjnie od reszty. No, ale wolałam wyjaśnić, skąd się wzięły błyski gamma na Jowiszu, żeby domknąć ten wątek.

Nie znany/ nieznany. Wydaje mi się, że obydwie wersje są w tym przypadku dopuszczalne (reforma wcale nie narzuca obowiązku pisania łącznie), ale zmienię, żeby pozbyć się wątpliwości.

Babska logika rządzi!

Szabla przyjęła się w zachodniej kawalerii jak najbardziej.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Właśnie, właśnie. Nawet Hamerykanie bodaj je nosili u boku.

Tak? Mnie się zachód kojarzył z mieczami, później ze szpadami, floretami i tym podobnym żelastwem…

Babska logika rządzi!

Pierwsze z brzegu, bo wiem, że tam jest. Źle skadrowane, ale nie mam czasu szukać lepszego ;)

 

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Mnie tam wątek obyczajowy się podobał (czy wszystkie Aśki są wredne? xD) i kibicowałam Andrzejowi, żeby wyszedł zwycięsko z tej batalii. W sumie wyszedł – zyskał sławę, pokazywali go w tv i w ogóle ;) Ogólne przesłanie, że wojskowi to debile też mi się podobało :D (ale mam za męża doktora astronomii, więc mogę nie być obiektywna xD)

Z uwag:

Cerro Tololo – czemu nie Las Campanas? Byłby polski akcent, bo stoi tam teleskop UW :) (mój kolega zresztą tam lata na obserwacje:)

"Pani redaktor, czy na podstawie jednej cząsteczki wody zgadłaby pani, że to fenomenalny rozpuszczalnik?" – tylko dla związków polarnych i tak, da radę to wywnioskować z budowy cząsteczki

 

Originally associated with Central-Eastern European cavalry such as the hussars, the sabre became widespread in Western Europe in the Thirty Years' War. Lighter sabres also became popular with infantry of the late 17th century.

In the 19th century, models with less curving blades became common and were also used by heavy cavalry.

The last sabre issued to US cavalry was the Patton saber of 1913. Szabla wz. 34 was the last sabre issued to the Polish cavalry, in 1934

PS. A, dla odmiany jedna rzecz mi się nie podobała – tytuł. Widząc go na becie, myślałam, że to roboczy bo nie chcesz zdradzać prawdziwego.

Lubię elementy obyczajowe w opowiadaniach fantastycznych, więc od po początku tekst przypadł mi do gustu :) Poza tym udało Ci się relację między Andrzejem i Joanną ładnie wpleść w fabułę i połączyć z wątkiem naukowym. Oczywiście dużym plusem też jest doskonałe, “finklowe” :), wykonanie. Klikam, póki jeszcze mam szansę i życzę powodzenia w konkursie :)

O, dziękuję wszystkim. :-)

 

Drakaino,

No faktycznie – bronie im się wygły. ;-)

 

Bello,

Fajnie, że wątek obyczajowy komuś przypadł do gustu. Ja nie jestem jego zwolenniczką, ale w ramach treningu…

Nie, nie wszystkie Aśki są wredne. Nawet nie pamiętam, skąd mi się to imię wzięło. Pewnie “Asteroida Joanny” ładnie mi brzmiała…

No, nie przepadam ani za wojskowymi, ani za siłowym rozwiązywaniem problemów. Trzeba wziąć większy młotek, a nie tak na chama…

Obserwatoria. Wzięłam jakieś w miarę znane. Będę się bronić, że to Japończyk wybierał i nie interesował go teleskop UW. ;-p

Cząsteczka wody. No, da się wnioskować o właściwościach. Ty byś to potrafiła, ale czy pani redaktor też? A poważniej – Andrzej próbował odpierać zarzuty, że naukowcy tak mało wiedzą o antymaterii. Podał taki przykład, nie wchodził w czas życia antymaterii na ziemi i takie tam.

 

Bail,

No dobrze, dobrze… Wierzę Wam, że się szabla na zachodzie zagnieździła. Nie tylko między żebrami. Napisałam, że nic o tym nie wiedziałam, a nie, że się nie zgadzam.

Babska logika rządzi!

Bello,

Tytuł IMO mówi, o czym jest ten tekst. Śródtytuły dałam wojskowe, to główny stylizowany na naukowy. Dla równowagi.

 

Dziękuję, Katiu. :-)

Ja za obyczajówkami nie przepadam, ale warto umieć pisać i takie rzeczy. Ale fajnie, że wyszło w miarę dobrze.

Tak, kliki wyjątkowo szybko lecą (dzięki wszystkim :-) ), trzeba się spieszyć, końcówka serii. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, no dobrze, rozumiem że nie musiał być polski teleskop a pani redaktor nie zna się na budowie cząsteczek. A wiesz do czego Ci się przyczepię? Andrzej z Joanną nie mogli oglądać jesienną nocą wschodzącej Andromedy. We wrześniu ona wschodzi około 16 i im dalej w jesień, tym wcześniej. Musiała to być albo późna zima (w styczniu wschodzi o 3) albo wiosna (w maju około północy).

Ech, sprawdziłam, że jesienią jest widoczna, ale nie wchodziłam w szczegóły. OK, poprawię na wiosenną wycieczkę w góry. To nawet lepiej, bo oni się rozstali jakoś jesienią…

Babska logika rządzi!

No dobra. Po Finklowemu ładne, po Finklowemu przemyślane, po Finklowemu pięknie napisane…

Acz czegoś brakuje – jak szczypty soli do świeżego rosołu. Od razu powiem, że nie wiem czego. Może “zemsty Andrzeja”? Może pognębienia Aśki (”Jędruś, ran twych niegodnam całować”)? Może wyraźniejszej reakcji UFO? No nie wiem. Dobre, a mogłoby być świetne.

Kilka uwag – współczesna nauka chyba wyklucza istnienie części Wszechświata zbudowanych z antymaterii? Bo nie wiem na pewno.

Dalej – co z tymi liczebnikami? Czytałem ostatnio Bukowskiego, on się nie certoli i wali cyfry. U Ciebie – “buty numer 46”? Tak się godzi?

Porównywać zdjęcia można “ze sobą”, a nie “do siebie” (przynajmniej szukając jakichś obiektów).

Masz jeden “dram materii”. I czemu on jest 1/14 uncji, jak uncja ma 28 gramów?

 

W każdym razie – zadowolonym z lektury! A żarcik o PTSD – przedni :D.

 

Edit: I, jak Belli, tytuł też mi się nie podoba. 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Mnie się tytuł zdecydowanie podoba, zwłaszcza po przeczytaniu całości, bo on ujmuje to zestawienie dwóch mentalności.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję, Staruchu. :-)

Ciągle czegoś brakuje? No, starałam się wywołać współczucie dla Andrzeja. Widać znowu w tekście mi nie wyszło…

Zemsty Andrzeja? A co on może zrobić? Wysłać list z inwektywami do prezydenta USA albo lidera Korei? Poprowadzić kampanię pacyfistyczną? To by była zemsta serwowana na bardzo zimno.

Antymateria. Ja też nie wiem. Nic nie słyszałam, żeby absolutnie wykluczała. Wydawało mi się, że to będzie stanowcze “raczej nie w pobliżu US”. ;-)

Numer butów. Zastanawiałam się nad tym i sama nie wiem. Numery butów zazwyczaj widzę zapisane cyferkami na podeszwach, więc “czterdzieści sześć” wygląda jakoś dziwnie. Ale pewna nie jestem.

Dram. Właśnie ma być przez d. To taka ichnia jednostka wagi (między innymi). 1,77 grama, 1/16 uncji. Podejrzewałam, że u nas słabo znana, więc dołożyłam do wypowiedzi tę 1/14. Podobno nad Hiroszimą zniknęły mniej więcej 2 gramy materii. A zniszczenia masakryczne…

Babska logika rządzi!

O! Drakaina słusznie gada! Dwa przeciwstawne sposoby podejścia.

Babska logika rządzi!

E=mc^2 jeśli ktoś ma wątpliwości na temat jaka energia się wyzwoli :)

No tak (podaję ten wzór w tekście). Ale (dla mnie przynajmniej) to wygląda niewinnie i ze wzoru jeszcze nie widać, że głupie dwa gramy (czyli gram antymaterii anihilujący z gramem materii) robią taką rozpierduchę. Gdyby ktoś na Silky splunął, to skutki byłby podobne.

Babska logika rządzi!

Jest coś takiego jak “dram”? Gran to znam, ale to? Całe życie się człowiek uczy…

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ano, ciocia Wiki twierdzi, że jest i w takich kwestiach jestem skłonna jej wierzyć.

Babska logika rządzi!

nie widać??? właśnie ze wzoru to widać doskonale. c^2 = 9*10^16 m=0.002kg (x2 bo 2gramy materii z dwoma gramami antymaterii reagują), to E wychodzi na poziomie 3.5*10^14 J. Czyli ponad 80 kiloton. Hiroshima miała 15, Nagasaki 20.

Może mam coś nie tak z wyobraźnią, ale do mnie bardziej przemawia “zniszczenia podobne jak w Hiroszimie” niż 9*10^16. Co to, ja jedynki z siedemnastoma zerami nie widziałam? ;-)

A wybuchu bomby nie widziałam i wcale oglądać nie chcę.

Babska logika rządzi!

Bello, dla humanisty “zniszczenia jak w Hiroszimie” działają na wyobraźnię, wzory – dopiero po wyjaśnieniu, o co w nich chodzi ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No. W tekście próbowałam zawrzeć jedno i drugie, więc możecie sobie wybrać, co Wam więcej mówi. :-)

Babska logika rządzi!

Humanistą nie jestem i nigdy nie byłam, może to dlatego ;)

Tjaaa, kiedyś byłam bardzo zaskoczona, że do wyjaśnienia komuś problemu nie wystarczy napisanie wzoru… ;-)

Babska logika rządzi!

Co do Galaktyki Andromedy to Bella ma rację, sorry, że przegapiłem. Jest nawet gorzej. Na szerokości georgraficznej Bieszczad GA nie zachodzi, lecz zaledwie ociera się o horyzont. Może lepiej niech wyłania się zza gór…

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Masz na myśli, żeby nie podawać, co to były za góry? Nie ma sprawy, mnie to wszystko jedno, dokąd oni pojechali na dłuższy weekend…

Wybrałam Bieszczady, bo chyba pozostają synonimem dziczy, gdzie będzie stosunkowo małe zanieczyszczenie światłem. Ale nie upieram się przy nich.

Babska logika rządzi!

Nie, że lepiej zza gór / szczytów gór niż zza horyzontu. Ale równie dobrze możesz zmienić góry. Na jakieś bardziej południowe.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Hmmm, w tym zdaniu już gęsto od rozmaitych gór, aż musiałam się pozbyć wzgórza na rzecz wzniesienia. Ale OK, pokombinuję. Alpy się nadadzą? Tam z kolei wiosną jeszcze może być pełno śniegu… Pireneje?

Babska logika rządzi!

Alpy się nadadzą ;)

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Załatwione, wysłałam ich w Alpy. ;-)

Babska logika rządzi!

W Alpach Andromeda też znika na krótko pod horyzont ;) A w sumie, to czemu akurat muszą oglądać wschód Andromedy? Nie lepiej jakby pokazał jej np. jakiś rój meteorów?

A Galaktyka Trójkąta by się nie nadawała? Słaba trochę, ale da się zobaczyć.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Bello, bo Andromeda ma grube miliardy gwiazd, a oglądanie tylu wschodów słońc na raz musi być bardzo romantyczne… No, ale już przecież ich przeniosłam na maj. Nadal nie pasuje?

Staruchu, Galaktyki Trójkąta nie znam.

Babska logika rządzi!

Pasować to pasuje, chodzi o to, że ona owszem, wzejdzie o tej trzeciej ale zaszła o 1 i się zastanawiałam, czemu akurat muszą oglądać jak wschodzi, skoro przez większość nocy ją widać. No ale jak chodzi o romantyzm, to nie ma rady.

A tu łap ilustrację:

http://apod.pl/apod/ap150817.html

 

:)

Przeczytałam i tekst płynął pięknie. I Finklo, uwierz w siebie, bo umiesz napisać wątki obyczajowe – zgrabnie połączyłaś z wydarzeniami międzynarodowymi. Ba, gdyby nie historia Andrzeja i Joasi, a tylko by się naparzali, w ogóle bym nie kupiła tekstu. Tylko ta Aśka za bardzo przewidywalna – chłop sławny, trzeba wracać. 

Ale tak podsumowując, coś mi nie pasuje. Jest klimat farsy, a za tym nie zawsze przepadam, bo tradycyjnie ociera się o wszelkiej maści stereotypy – głupi Amerykanie, jeszcze głupsi Koreańczycy z Północy, wyścig zbrojeniowy po pietruszkę. No niestety, nie lubię o tym czytać, a właśnie ten wątek obyczajowy trochę poratował.

Dzięki Wam. :-)

Staruchu, ale tam piszą, że słabo tę galaktykę widać. Chyba zostanę przy Andromedzie.

Bello, piękne zdjęcie. Tak to właśnie mogło wyglądać. :-)

Z romantyzmem nie wygrasz… Ale w sumie przestaję się dziwić Aśce, że jej to całe oglądanie nie zachwyciło… ;-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Deirdriu. :-)

Może i umiem, ale ich nie lubię. Nudne są.

Może i Aśka jest trochę przewidywalna, ale na razie jeszcze nie wróciła, tylko zadzwoniła. Luby wyjechał, trochę jej się nudzi. Z drugiej strony – Andrzej wcale się tak nie rwie do powrotu.

Klimat farsy. Walczyłam z tym (nie jakoś bardzo zawzięcie, ale troszkę). Podobno było jeszcze śmieszniej. A ja pisałam na poważnie. Czasami nie rozumiem, co ludzi bawi w tekście i dlaczego mi to tak humorzaście wychodzi.

Stereotypy. W ramach walki z nimi wrzuciłam inteligentnego Kenijczyka. ;-) Tylko na żołnierzach nie zostawiam suchej nitki. Polskich, amerykańskich, koreańskich…

Babska logika rządzi!

No cóż, sprawnie napisane, sedno ukryte za otoczką romantyczną, ale… Mam podobnie jak Staruch, czegoś mi brakuje. Całość sprowadza się do niezidentyfikowanego obiektu który pojawia się w programie komputerowym, odkrywca nadaje mu imię i szlag go trafia bo obiekt okazuje się statkiem kosmicznym, który “podwija kiecę” i się wynosi. Jak w filmach klasy B, tylko tam kończy się to walką z obcymi. W sumie u Ciebie też, tylko w nieodległej przyszłości. Normalnie czuję niedosyt po innych Twoich opowiadaniach Finklo. 

„…resywni i skłóceni wewnętrznie. Koszty ewentualnej sterylizacji będą niskie, gdyż cały układ składa się z antymaterii (por. raport o wysłaniu sondy w stronę piątej plan…”.

wydaje mi się że jeżeli to jest przetłumaczone z ichniego na nasze to powinno być “materii” bo to obcy występują w antymaterii, ale nie będę się upierał ;)

 

Dziękuję, Enderku. :-)

Faktycznie, jeśli tak na spojrzeć, to przypomina się scenariusz filmu. Tylko że marines dostają po tyłkach, zamiast dzielnie uratować świat. Ani chybi to ten wątek romansowy tak działa… ;-)

Nie wiadomo, czy ufoki zdecydują się na zniszczenie ludzkości. Na razie rozważają taką opcję.

Antymateria. No, oni są przekonani, że składają się z normalnej materii, jakiej pełno w ich układzie słonecznym. To u nas napotkali anomalię.

Babska logika rządzi!

– A w najlepszym wypadku facet przywlecze ci do domu jakieś PTSD…

– (…) oni w tej Libii w ogóle nie mają kontaktu z kobietami!

to najlepsze! ;)

 

Finklowe, a jakże. Troszkę siada dynamika w momencie przejścia z wątku prywatnego na politykę międzynarodową – ja bym to poprzeplatał fragmentami.

Dziękuję, Coboldzie. :-)

Miło mi, że PTSD daje radę. ;-)

Przeplatać, powiadasz? Ale teraz jest chronologicznie. Każda inna kolejność byłaby dla mnie sztuczna.

PS Ktoś posłał tekst do Biblioteki. Dzięki. :-) Tyś to, Coboldzie, był piątą siłą?

Babska logika rządzi!

Każda inna kolejność byłaby dla mnie sztuczna.

Po prostu Aśka mogła przymilać się trochę później. A limitu starczyłoby i na drugie spotkanie z Michałem.

 

Nie jam. Coboldy rzadko w ariergardzie ;)

Obejrzała byłego w telewizji, to zadzwoniła zaraz na drugi dzień… No, ale tak, tu byłoby pewne pole do manewru.

Babska logika rządzi!

Wątek obyczajowy zaiste nie taki zły, gdyby był wątkiem głównym zapewne by znudził, a tak ładnie dopełnia opowiadanie. Jednak podobnie jak Deirdiu nie podoba mi się klimat farsy jaki ujawnił się na koniec. Jednak znaków zostało jeszcze tyle, by dodać nutkę jakiegoś thrilleru politycznego, a tak nie wiem nawet, skąd Koreańczycy mieli pieniądze na tyle rakiet :P

No i uważam, że Andrzej zdecydowanie nie wykorzystał życiowej szansy. Zamiast zaoferować swe usługi amerykańskiej armii, wykorzystać ją dla swej sławy i chwały i zostać polskim von Braunem, to szlajał się po telewizjach.

 

Dodatkowy plus za podtytuły rozdziałów :)

Dziękuję, Światowiderze. :-)

Gdyby życie prywatne Andrzeja było wątkiem głównym, to mnie też by to znudziło. ;-)

Klimat farsy jest niezamierzony. Uważasz, że dopiero pod koniec się pojawia? W czym dokładniej występuje?

Kasa na rakiety. Jak zawsze – zbroi się armię kosztem ludności płacącej wysokie podatki. Możliwe, że jakieś specjalnie wprowadzone wyjątkowe darowizny na rzecz realizacji genialnej idei wodza. Acz nie wykluczam, że Ruscy po cichutku pomogli. Ale tego nigdy im nie udowodnimy.

A dlaczego wysługiwanie się amerykańskiej armii przysparza więcej chwały i sławy niż publikacje naukowe, robota w CERN itp.?

Miło, że podtytuły się spodobały. :-)

Babska logika rządzi!

Klimat farsy jest niezamierzony. Uważasz, że dopiero pod koniec się pojawia? W czym dokładniej występuje?

Przy rozmowie generała z prezydentem. Wprawdzie nigdy nie miałem przyjemności znaleźć się w gabinecie owalnym, ale myślę, że takie decyzje podejmowane są w zdecydowanie większym gronie. A już scena Jankesów i Koreańczyków strzelających sobie wzajemnie w rakiety jest wręcz komiczna ;)

Kasa na rakiety. Jak zawsze – zbroi się armię kosztem ludności płacącej wysokie podatki. Możliwe, że jakieś specjalnie wprowadzone wyjątkowe darowizny na rzecz realizacji genialnej idei wodza. Acz nie wykluczam, że Ruscy po cichutku pomogli. Ale tego nigdy im nie udowodnimy.

Wątpię, by północnych Koreańczyków stać było na płacenie wysokich podatków. Ale idea finansowania przez Ruskich jest o tyle ciekawa, że ponoć Amerykanie korzystają ostatnio również z rosyjskich rakiet, więc na całej kosmicznej awanturze wygrałby najwięcej kremliński car.

A dlaczego wysługiwanie się amerykańskiej armii przysparza więcej chwały i sławy niż publikacje naukowe, robota w CERN itp.?

Bo von Braun spełnił swoje marzenia, wysłał wyprawę na Księżyc i przez jakiś czas był narodowym bohaterem (choć nie swojego narodu), a Andrzej nie zatrzymał asteroidy przy Ziemi i był przez jakiś czas jeno trochę bardziej znanym naukowcem.

 

Rozmowa w Gabinecie Owalnym. OK, możliwe, że prezydent zaprosiłby do tego większe grono. Ale i tak obstawiam, że głównie z Pentagonu. I sądzę, że starałby się to trzymać w tajemnicy przed opinią publiczną i światem. Toż to operacja militarna, a nie pomoc międzynarodowa.

Jankesi strzelający w rakiety koreańskie. A co mają zrobić? USA chciało zagarnąć obiekt o dużym znaczeniu wojskowym, Korea nie zamierzała na to pozwolić, wolała obiekt zepsuć. Amerykanie próbowali udaremnić zepsucie. Psiakość, może mi poczucie humoru siada, ale mnie to nie bawi.

Finanse Koreańczyków. No, nie stać ich. Na broń jądrową też ich nie stać, ale zdaje się, że mają. I? Ktoś z władz się wzruszył ich koszmarnym niedożywieniem? Przestali wielbić wodza?

Von Braun. OK, spełnił swoje marzenia. Ale pisałeś o sławie. A ja faceta ledwie kojarzę. Co innego Einstein, Feynman, paru innych fizyków znanych choćby z jednostek… IMO, jeśli chodzi o sławę naukowca, praca dla armii to ciemny zaułek. Wszystko utajnią, może się nawet zdarzyć, że odkrycie zostanie przypisane komuś innemu, kto mógł opublikować wyniki.

Ale gdyby Andrzej faktycznie zgłosił się do armii USA. Czy to by coś zmieniło? Korea (albo jakiś inny kraj) nie postąpiłaby tak samo?

Babska logika rządzi!

Fakt, że od wejścia nieszczęsnego, szeroko dyskutowanego na shoutboxie generała sił powietrznych zrobiła się trochę parodia. No bo co: wchodzi facet i mówi: prezydencie, jest sprawa. Prezydent się ekscytuje i mówi: super, jasne bierz co chcesz, działamy!!! – jakiejś powagi urzędu czy chociaż pozorów podejmowania racjonalnej decyzji w tym nie było. Naparzanka rakietami też trochę komiksowo wyszła. Mi to akurat nie przeszkadzało, bo nie lubię wojskowych. Ale widać, że Ty też ich nie lubisz i zrobiłaś z nich idiotów ;)

Nie musiałam robić, sami sobie świetnie z tym radzą. ;-)

No, nie lubię gadów, nie da się tego ukryć. Za aktualnym szefem Stanów też nie przepadam, ale go sobie demokratycznie wybrali, trudno, niech się teraz męczą.

Daleko idących zmian już raczej nie będę wprowadzać, ale jak to powinno wyglądać? Jeśli nie armia dostrzeże potencjał militarny Silky, to kto? Jeśli nie prezydent podejmuje decyzję, to kto?

Babska logika rządzi!

Armia może dostrzec, ale decyzja powinna być bardziej przemyślana i szerzej skonsultowana :)

Jeśli nie armia dostrzeże potencjał militarny Silky, to kto?

Terroryści? Jakieś ISIS?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

OK. Dopiszę zdanie albo kilka na ten temat.

Babska logika rządzi!

Done.

Drakaino, oni też mogą widzieć potencjał, ale nie będą mieli siły, żeby wyciągnąć po to rękę. No i wydaje mi się, że jednak Pentagon dowie się o czymś takim jeszcze zanim sprawa przecieknie do mediów. Będzie miał więcej czasu na reakcję.

Babska logika rządzi!

Finklo,

 

Przeczytałem wczoraj i nadal jestem zachwycony. Świetny język, taki z pazurem, zakamuflowanym humorem i lekki, choć nieprosty.

Postaci, owszem, nieco stereotypowe i przerysowane, żołnierz jest tępym prostakiem, prezydent USA przystojnym kretynem, naukowiec życiową ciapą, a jego dziewczyna pustostanem. Mam jednak wrażenie, że właśnie taki był Twój zamysł i kupuję to z całą zawartością. Bo do tego typu tekstu, lekkiego, który ma bawić i bawi, wszystko to świetnie pasuje.

 

Znalazłem w tekście wiele perełek, chociażby ta poniżej: 

A w najlepszym wypadku facet przywlecze ci do domu jakieś PTSD…

– Jesteś podły! Jak możesz coś takiego sugerować?! Michał mnie kocha, a poza tym oni w tej Libii w ogóle nie mają kontaktu z kobietami!

Rewelacja :)

 

Zakończenie jak dla mnie dobre. Krótkie, konkretne i z twistem. Jak cały tekst.

Można by się skarżyć, że nie ma tu głębi, zakamuflowanych przesłań oraz innych ambitnych wyzwań, ale czy każdy tekst musi być głęboki? Nie, nie musi, a w tym przypadku nawet nie powinien.

 

W mojej skali wystawiam mu 5.2/6. Nie mnie oceniać, czy jest to już poziom piórkowy, ale na nominację na pewno zasługuje.

 

Na koniec dwie uwagi:

Mgombo-coś-tam

Nie jest to typowe nazwisko kenijskie. Bardziej Kongo i Afryka Środkowa. Choć nie jest też błędem, bo ze względu na wieloplemienność Kenii i takie mogą się tam trafić.

mail

No właśnie, jak to jest, “mail” czy “mejl”? Osobiście preferuję pierwszą wersję, ale czy tak jest poprawnie?

Dziękuję, Chroscisko. :-)

Cieszę się, że tekst aż tak Ci się spodobał. :-)

Przerysowywać postaci chyba nie chciałam. No, może trochę żołnierza i prezydenta…

Nie Tobie jednemu przypadła do gustu reakcja na PTSD.

Głębia i przesłania. A przekaz pacyfistyczny nie wystarczy?

Kenijczyk. Nie robiłam porządnego researchu, jakie oni zazwyczaj noszą nazwiska. Zawsze mogę to wyjaśnić emigracjami przodków albo dziwnym małżeństwem rodziców…

Mail/ mejl. O ile pamiętam, obie wersje są dopuszczalne.

Babska logika rządzi!

Głębia i przesłania. A przekaz pacyfistyczny nie wystarczy?

Jasne, że wystarczy. Do mnie bardziej dotarł przekaz jak ludzka swarliwość może być widziana z zewnątrz.

Już też wiem skąd te Twoje pytania o cząstki/promienie gamma i kometę/asteroidę :).

Dobrze mieć okazje, żeby spojrzeć na siebie z zewnątrz. ;-)

Ano, pisanie to bardzo rozwijające zajęcie. :-)

Babska logika rządzi!

Nie porwało. Warsztat i kompozycja to oczywiście poziom drukowany, nie ma co do tego wątpliwości. Kilka zdań perełek też by się znalazło. Jednak sama historia przeszła gdzieś obok mnie. :/ Czemu dwóch żołnierzy bije jednego cherlawego naukowca? Wszystkie postaci są jednowymiarowe: zła dziewczyna, tępy żołnierz, zakompleksiony naukowiec, myślący tylko o władzy dowódcy.

Główny bohater – dziewczyna go rzuciła, fartem odnalazł asteroidę (bo jak rozumiem każdy mógł na to trafić, to nie jest efekt jego pracy?) i ciągał się po telewizjach, aż zadzwoniła do niego była już dziewczyna. Nie miałem jak mu kibicować (bądź życzyć porażki), bo nie wiedziałem co on właściwie chce osiągnąć.

Na komizm pewnych fragmentów zwrócono już uwagę. Momentami nie trzyma się to kupy.

Najmocniejszym punktem opowiadania jest styl i narracja, doceniam też research. No i podtytuły robią robotę.

Dziękuję, AC. :-)

No, kiedyś musiał się pojawić ten niezadowolony klient.

Czemu dwóch żołnierzy? Jeden chce mieć pewność, że załatwi sprawę, a drugi jest mu wdzięczny, więc pomoże, nawet jeśli wcale się do tego nie pali.

Nie twierdziłabym, że dziewczyna jest zła. No, rzuciła bohatera. Podobno dwa lata w związku to dobry moment na kryzys. Głupia – tak, ale nie zła. Oczywiście, nie mam zamiaru odbierać Ci prawa do własnego zdania na ten temat. :-)

Fart w znalezieniu asteroidy. Tak, każdy mógł to zrobić. Pod warunkiem, że miał dostęp do danych i jeszcze chciało mu się po niezbędnej robocie sprawdzić, czy coś się nie zmieniło. Chyba z prawie każdym odkryciem tak jest – podstawowe kwalifikacje, chęć zrobienia czegoś więcej niż absolutne minimum i odrobina farta. :-)

Babska logika rządzi!

buty wojskowe rozmiar 46 podeptały kwiaty

Kciuk do góry. Choć ten t-shirt to już na granicy, ale niech mu tam.

 Nie to nie.

Nie, to nie.

 tak jak wznoszenie

Tak, jak wznoszenie się. Chłopie, ona niewarta tej filozofii ;)

 oni w tej Libii w ogóle nie mają kontaktu z kobietami!

XD

 Odbyli jeszcze kilka podobnych rozmów. Do czasu…

Coś to trochę nie teges. “Do czasu” bardziej ryksztosuje z formami częstotliwymi.

 przemieszczanie materii

Przemieszczanie się materii. W końcu jeśli coś ją celowo przemieszczało, to oni o tym nie wiedzieli.

 uwiecznione przez andyjski teleskop zera i jedynki

No… jak na półzdaniowy opis działania matrycy CCD, ujdzie.

 Zwaliste, a mimo to ciche jak koty.

Ciche sylwetki?

 Nie założyli mundurów,

Może raczej: nie mieli na sobie.

przez szum własnego oddechu

Hę? Swoją drogą – czy to nie overkill, skoro niunia i tak puściła go w trąbę?

 zimne podłoże wchłonie ból i strach

No, nie wiem.

 Sam siebie potępiał za myślenie magiczne, ale to byłby nieodwracalny krok oznaczający akceptację zerwania.

Trochę sztywne.

 Na pozór bezkresne

Tak zasadniczo, to sfera nie ma końca, więc naprawdę bezkresne. Jeśli chodzi o nieboskłon, bo znany wszechświat granice ma. O nieznanym się nie wypowiem.

które mogły pałętać się

Może jednak: które mogły się pałętać.

 Nadaję ci imię Silky.

Milutko. Ale mógł sięgnąć do mitologii celtyckiej i wybrać Selkie (też morski potwór, ale co tam).

 Wrzenie na modłę

No, nie wiem. Może: wrzenie naukowców?

 kilometrowej długości kawał antymaterii

Hmm. Jest coś takiego, jak gaz międzygwiazdowy, i on by z tym anihilował powolutku. Tak myślę, ale nie jestem ekspertem.

 stanęli tak jak mur

A nie: stanęli murem?

 kształt batatu

Chyba jednak batata.

 Z dnia na dzień doktor Selkowski został celebrytą

Optymistka ;)

stuwatowy uśmiech

 Co oczywiste, przyleciała do nas z zewnątrz

To jest ten asteroida (choć może to antyfeministyczne).

 Zignorowała przytyk.

To jasne z kontekstu.

 kontemplując przekreśloną alternatywę.

Eee… że co?

 Nieważne, że ręką zakrył sobie oczy.

Sir, yes sir!

 Tak jest, jednak gdybyśmy ją przechwycili, bylibyśmy nie do pokonania.

Three words: Mutually Assured Destruction. Chociaż Amerykanie bywają niewiarygodnie… mmm… oderwani od rzeczywistości, więc w sumie?

 Kiedy szpiedzy donieśli o amerykańskich planach przejęcia asteroidy

Ee, to przegapił :)

 badań i sond wysyłanych

Badań się nie wysyła.

 potępiająca nota

Może lepiej: pełna potępienia.

 wymierzane w któreś z demokratycznych państw

Tu też "żadne" byłoby lepsze.

 Nie żeby

Nie, żeby.

 Ilość kiedyś musi przejść w jakość.

Optymistka :)

 samym przegrywa walkę o własne pryncypia.

W sumie "zasady" brzmiałyby lepiej.

 zachowywali się w pełni logicznie. Pieprzony dylemat więźnia!

Raczej racjonalnie, choć poza tym – zgoda. (W świetle rozumu można spaść na łeb w ciemnej piwnicy.)

 wola tego czy innego pojedynczego człowieka musi stawać się niewolą dla innych?

Hmm.

 cały układ składa się z antymaterii

Hmm. Czyli oni są z antyświata? Trochę ta sterylizacja bez sensu, bo co oni zrobią z anty (dla siebie) materią, ale może mają kryzys energetyczny?

 

Zgrabnie i porządnie, dobrze się czyta. Tylko ten generał – taki malutki, a ileż zachodu :)

 Acz czegoś brakuje – jak szczypty soli do świeżego rosołu. Od razu powiem, że nie wiem czego. Może “zemsty Andrzeja”? Może pognębienia Aśki (”Jędruś, ran twych niegodnam całować”)?

Komentarz miesiąca :) Faktycznie, jakoś się rozłazi we mgłę ten wątek romansowo-obyczajowy.

 wydaje mi się że jeżeli to jest przetłumaczone z ichniego na nasze to powinno być “materii” bo to obcy występują w antymaterii, ale nie będę się upierał ;)

Ale wtedy nie byłoby widać, że oni są anty – czasami trzeba ustąpić na rzecz czytelności.

 No, nie lubię gadów, nie da się tego ukryć.

Finklo, to widać równie wyraźnie, jak Pałac Kultury przy wjeżdżaniu do stolicy. Czepiałabym się tego potencjału militarnego, ale Amerykanie próbowali już kiedyś wykorzystać gołębie jako sterowanie rakiet (nie jak księżna Olga, przywiązać łuczywka do nóżek i puścić na wraży gród, tylko miały siedzieć w środku i dziobać), więc nic mnie w tej materii nie zdziwi.

 

Jak wiadomo, im komentarz krótszy, tym bardziej zaszczytny, zatem – basta.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

No, kiedyś musiał się pojawić ten niezadowolony klient.

Przyjmuję tę niewdzięczną rolę. ;)

Głupia – tak, ale nie zła.

Zwał, jak zwał. Taka stereotypowa. Co to zostawia głównego bohatera dla samca alfa, a jak bohater odnosi sukces, to do niego dzwoni i co tam, jak tam. :p

Fart w znalezieniu asteroidy. Tak, każdy mógł to zrobić. Pod warunkiem, że miał dostęp do danych i jeszcze chciało mu się po niezbędnej robocie sprawdzić, czy coś się nie zmieniło. Chyba z prawie każdym odkryciem tak jest – podstawowe kwalifikacje, chęć zrobienia czegoś więcej niż absolutne minimum i odrobina farta. :-)

No i o tym mówię. Bohaterowi przez całe opowiadanie o nic nie chodzi. Znalazł asteroidę i czerpie korzyści z tego tytułu.

Dziękuję, Tarnino. :-)

Z części uwag skorzystam, z częścią będę polemizować.

“Do czasu” bardziej ryksztosuje z formami częstotliwymi.

Toż oni często ze sobą rozmawiali.

Ciche sylwetki?

Zastanowię się nad tym.

Hę? Swoją drogą – czy to nie overkill, skoro niunia i tak puściła go w trąbę?

Czy “przez mgłę oszołomienia” będzie lepiej? Niunia puściła, ale jak długo trwa przepustka? Koleś niedługo musi wracać do Libii, woli się upewnić, że przeciwnik został spacyfikowany.

Tak zasadniczo, to sfera nie ma końca, więc naprawdę bezkresne. Jeśli chodzi o nieboskłon, bo znany wszechświat granice ma. O nieznanym się nie wypowiem.

Ale sfera jest krańcem kuli, a tu o kuli mowa.

Milutko. Ale mógł sięgnąć do mitologii celtyckiej i wybrać Selkie (też morski potwór, ale co tam).

Na Selkie nie wpadłam. Ale celtyckie nazwy nie są chyba tak popularne w astronomii?

Hmm. Jest coś takiego, jak gaz międzygwiazdowy, i on by z tym anihilował powolutku. Tak myślę, ale nie jestem ekspertem.

Tak, anihilowałby, ale bardzo powolutku. Kumpel mi tak na szybko wyliczył, że przy prędkości 10 km/s (i jeszcze paru założeniach) to energii wytwarzałoby się tyle, ile żre czajnik elektryczny. Ten rząd wielkości. Trochę potrwa, zanim asteroidy zacznie widocznie ubywać. A że ufoki w środku potrafią kontrolować reakcje anihilacji…

A nie: stanęli murem?

Nie. To jedno z nawiązań do Gałczyńskiego, którego wytropiła Drakaina.

Chyba jednak batata.

Słownik jednak podaje, że batatu.

Stuwatowy uśmiech – nieeee, stuwatowy jest o wiele jaśniejszy. ;-)

To jest ten asteroida (choć może to antyfeministyczne).

Nie no, nawet u Doroszewskiego asteroida jest rodzaju żeńskiego. Chyba ewoluowała podobnie jak planety i komety.

Eee… że co?

Nooo, że zastanawiała się, co straciła. Godziła się z tą stratą, trawiła ją…

Three words: Mutually Assured Destruction. Chociaż Amerykanie bywają niewiarygodnie… mmm… oderwani od rzeczywistości, więc w sumie?

No, gdyby mogli zrzucać po kamyczku na wrogów, mieliby przewagę nad innymi. I to chyba dość tanio. Doktryna MAD jest fajna, ale jeśli to my możemy bezkarnie zniszczyć innych – chyba jeszcze fajniejsze…

Może lepiej: pełna potępienia.

Chodziło mi bardziej o typ dokumentu dyplomatycznego niż o jego opis.

Nie, żeby.

A nie. Sprawdzałam ten przecinek i w tym znaczeniu go tu nie ma.

W sumie "zasady" brzmiałyby lepiej.

Ale pryncypia brzmią bardziej naukowo. I Newton, i nawet Albert z “Seksmisji”…

 wola tego czy innego pojedynczego człowieka musi stawać się niewolą dla innych?

Hmm.

A to nawiązanie do innego utworu, którego jeszcze nikt nie wyhaczył.

Hmm. Czyli oni są z antyświata? Trochę ta sterylizacja bez sensu, bo co oni zrobią z anty (dla siebie) materią, ale może mają kryzys energetyczny?

Tak, oni są ze świata (układu), w którym powszechnie występuje antymateria i to ten rodzaj jest dla nich normalny i oczywisty. A o sterylizacji myślą profilaktycznie – spotkali agresywną rasę i trochę się przestraszyli. Może gówniarze zmądrzeją, zanim nauczą się daleko latać. Ale jeśli nie?

Zgrabnie i porządnie, dobrze się czyta. Tylko ten generał – taki malutki, a ileż zachodu :)

Też byłam zaskoczona reakcją SB. Myślałam, że to będzie krótka piłka, a zrobiła się afera. ;-)

Faktycznie, jakoś się rozłazi we mgłę ten wątek romansowo-obyczajowy.

Nigdy nie twierdziłam, że potrafię pisać takie wątki. Ale próbuję się uczyć.

Ale wtedy nie byłoby widać, że oni są anty – czasami trzeba ustąpić na rzecz czytelności.

Ale, IMO, to nie jest ten moment. Oni piszą do siebie. Dostajecie kawałek podsłuchanej wiadomości i narzekacie, że w nagłówku nie ma “Szanowny Podsłuchiwaczu”. ;-)

Amerykanie próbowali już kiedyś wykorzystać gołębie jako sterowanie rakiet (nie jak księżna Olga, przywiązać łuczywka do nóżek i puścić na wraży gród, tylko miały siedzieć w środku i dziobać), więc nic mnie w tej materii nie zdziwi.

Hmmm. Polecałabym raczej wykorzystać gołębie na zasadzie odrzutu – paskudzą, zarazy jedne, jak natchnione olejem rycynowym.

Jak wiadomo, im komentarz krótszy, tym bardziej zaszczytny, zatem – basta.

No, toś mnie nieźle znieważyła. ;-)

Babska logika rządzi!

Zwał, jak zwał. Taka stereotypowa. Co to zostawia głównego bohatera dla samca alfa, a jak bohater odnosi sukces, to do niego dzwoni i co tam, jak tam. :p

Nie mylmy samca alfa z agresywnym mięśniakiem. Znudziła się grzecznym chłopczykiem, poszła do faceta, któremu nie brakowało odwagi. Ale jak tamten wyjechał na inny kontynent, to trochę się nudzi.

Może to stereotypowe, ale wydaje mi się, że normalne – jak człowiek odniesie jakiś sukces, to od razu ma mnóstwo przyjaciół i znajomych.

No i o tym mówię. Bohaterowi przez całe opowiadanie o nic nie chodzi. Znalazł asteroidę i czerpie korzyści z tego tytułu.

Chodzi mu o to, o co wielu ludziom – chce założyć rodzinę i pracować (badać niebo). To może nic wielkiego, ale tak chyba wyglądają wątki obyczajowe. Tak, sama jestem jedną z pierwszych do pisania, że to nuda. :-)

Odkrył asteroidę, ktoś musiał. Czerpie korzyści. A co, ma się zrzec i ogłosić, że to wcale nie on pierwszy porównał zdjęcia? Popularyzuje w TV swoją dziedzinę wiedzy. Oczekuje przełomów w technice i wykorzystania źródła energii. Jest gotów się do nich przyczynić. Jego praca nagle zrobiła się ekscytująca, możliwości wzrosły. Nie widzę w tym nic nagannego.

Babska logika rządzi!

Nie widzę w tym nic nagannego.

Bo i nie ma w tym nic nagannego. Mało tego, jest to w pełni sensowne. Mam na myśli, że z mojego czytelniczego punktu widzenia mało ekscytujące. :)

Nie mylmy samca alfa z agresywnym mięśniakiem. Znudziła się grzecznym chłopczykiem, poszła do faceta, któremu nie brakowało odwagi.

Faktycznie, nie brakuje odwagi facetowi, który razem z kolegą bije grzecznego chłopczyka. :D

Może to stereotypowe, ale wydaje mi się, że normalne

Nie zarzucam tekstowi, czy bohaterom nienormalności, tylko brak podjętych działań, którym mógłbym kibicować, czy utożsamiać się z nimi i poczuć ten dreszczyk emocji. :)

Faktycznie, nie brakuje odwagi facetowi, który razem z kolegą bije grzecznego chłopczyka. :D

Odwaga i sadyzm nie wykluczają się wzajemnie.

No to co do nudności wątków obyczajowych się zgadzamy. :-)

Jeśli nie skłoniło do kibicowania, to chyba nic już z tym nie zrobię. Może następnym razem się uda.

Nie odżegnujmy żołnierzy aż tak od czci i wiary. Prawda, Michał wolał wziąć kumpla, żeby spuścić łomot jednemu naukowcowi, chociaż sam by sobie poradził. Może to nawyk z poważniejszych misji – nie ruszać się bez wsparcia? Nigdy nie wiadomo, czy w tej chałupie nie chowa się oddział partyzantów.

Nie lubię żołnierzy, ale nie mogę im zarzucić tchórzostwa. Trzeba mieć jaja, żeby zadzierać z facetami uzbrojonymi w karabiny.

Babska logika rządzi!

O, Bail się włączył. Ale aż sadyzm? Przecież mógł zabić… ;-)

Babska logika rządzi!

Przeczytane :)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

O, Bail się włączył. Ale aż sadyzm? Przecież mógł zabić… ;-)

Wtedy to by była psychopatia. Dla mnie bicie słabszych, to sadyzm, ale można szukać właściwszego słowa. Tak czy inaczej, moim zdaniem, jak cudacznie pozornie niespójne cechy potrafią mieć ludzie, a może raczej zachowywać się zupełnie inaczej w zależności od okoliczności, to głowa mała.

Jurorze Wicked, dzięki za info. :-)

 

Bail,

Dla mnie bicie słabszych, to sadyzm,

No, wydaje mi się, że rzadko kto jest na tyle szlachetny, żeby rzucać się wyłącznie na silniejszych. ;-)

Z niespójnością racja. Hmmm. Po prostu próbowałam wykreować postać, która wszystkie problemy rozwiązuje siłą. A przynajmniej to jest opcja domyślna.

Babska logika rządzi!

Toż oni często ze sobą rozmawiali.

Ale formami częstotliwymi gramatycznie – jak "bywać" od "być" (nie każdy czasownik je ma – np. "rozmawiać" nie ma).

 Czy “przez mgłę oszołomienia” będzie lepiej?

Mmm. Może?

 Niunia puściła, ale jak długo trwa przepustka? Koleś niedługo musi wracać do Libii, woli się upewnić, że przeciwnik został spacyfikowany.

Najlepiej by było, gdyby obaj się wypięli na wiarołomną i na otarcie łez zostały jej tylko produkty znanej firmy, której nie będziemy reklamować przed dwudziestą drugą ;P

 Ale sfera jest krańcem kuli, a tu o kuli mowa.

Racja, podeszłam do tego pod złym kątem.

 Ale celtyckie nazwy nie są chyba tak popularne w astronomii?

Księżyce Urana są nazwane po bohaterach Szekspira. Saturn ma kilka o celtyckich nazwach, a teraz, to już się sięga do mitologii, która się odkrywcy podoba.

 Słownik jednak podaje, że batatu.

A, dziwne. PWN?

 Nie no, nawet u Doroszewskiego asteroida jest rodzaju żeńskiego.

Hmm. Jesteś pewna?

 Nooo, że zastanawiała się, co straciła.

Alternatywa jest to spójnik logiczny taki, że A LUB B jest zdaniem fałszywym wtedy i tylko wtedy, gdy A i B są zdaniami fałszywymi (Malinowski, Logika ogólna). W bardziej codziennym użyciu alternatywa to druga możliwość (z łaciny dosł. alter = ten drugi) lub wybór między dwiema możliwościami. Ale panna, która tak traktuje facetów jest, powiedzmy… zasłużyła na wyroby firmy [ProductPlacement].

 Doktryna MAD jest fajna, ale jeśli to my możemy bezkarnie zniszczyć innych – chyba jeszcze fajniejsze…

No, i właśnie o to chodzi.

 Chodziło mi bardziej o typ dokumentu dyplomatycznego niż o jego opis.

OK, ale nie wiem, czy takie nazwy funkcjonują.

 Sprawdzałam ten przecinek i w tym znaczeniu go tu nie ma.

Argh.

 Ale pryncypia brzmią bardziej naukowo.

A chodzi o zasady naukowe, czy osobiste? Bo ja zrozumiałam, że osobiste.

 A o sterylizacji myślą profilaktycznie – spotkali agresywną rasę i trochę się przestraszyli.

Ciągnę ostatnio na Lemie i mogę tylko pokiwać głową. Żeby się ufoki same nie rozpękły…

 Ale, IMO, to nie jest ten moment. Oni piszą do siebie. Dostajecie kawałek podsłuchanej wiadomości i narzekacie, że w nagłówku nie ma “Szanowny Podsłuchiwaczu”. ;-)

No. Właśnie to miałam na myśli.

 No, toś mnie nieźle znieważyła. ;-)

Muahahaha :D

 jak człowiek odniesie jakiś sukces, to od razu ma mnóstwo przyjaciół i znajomych.

E, tam. Ja żadnych sukcesów nie mam, a wszyscy chcą na mnie wyżywać instynkt macierzyński.

 Odwaga i sadyzm nie wykluczają się wzajemnie.

Można z tym polemizować (etyka cnót).

 jak cudacznie pozornie niespójne cechy potrafią mieć ludzie, a może raczej zachowywać się zupełnie inaczej w zależności od okoliczności

Tyż fakt. Tylko nie zaczynaj z sytuacjonizmem, bo ostrzegam, że wtedy gryzę.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Uch, muszę się odczepić na kilka godzin od kompa.

Tarnino, jak wrócę, to Ci porządnie odpowiem.

Babska logika rządzi!

Ciągnę ostatnio na Lemie

Ano, widać :D

Można z tym poLEMizować

Pod warunkiem, że potraktujesz odwagę jako cnotę, mnie chodziło o cechę charakteru.

Cnota to dyspozycja etyczna. Cecha charakteru – to dyspozycja w ogóle. Zob. tutu.

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

OK, jezdem.

Ale formami częstotliwymi gramatycznie – jak "bywać" od "być" (nie każdy czasownik je ma – np. "rozmawiać" nie ma).

Ach, o to poszło. Zobaczę, czy da się zawalczyć.

Najlepiej by było, gdyby obaj się wypięli na wiarołomną i na otarcie łez zostały jej tylko produkty znanej firmy, której nie będziemy reklamować przed dwudziestą drugą ;P

Andrzej już raczej przeszedł na stronę wypięcia. Ale Michał póki co dzwoni. Tylko kto wie, jak to naprawdę jest z dostępem do kobiet w Libii…

Księżyce Urana są nazwane po bohaterach Szekspira. Saturn ma kilka o celtyckich nazwach, a teraz, to już się sięga do mitologii, która się odkrywcy podoba.

O, zaiste. Ale nie przyszło mi to do głowy (zajrzałam tylko do indeksu w grecko-rzymskiej i pod S ta Scylla ładnie wyglądała), więc i Andrzej o tym nie pomyślał. ;-)

A, dziwne. PWN?

Oni ci!

Hmm. Jesteś pewna?

Jezdem. Stoi “ż IV, CMs”, to chyba oznacza żeńską? Zajrzałam do jeszcze kilku słowników, ale albo nie ma tego słowa, albo nie podają płci. :-(

Alternatywa jest to spójnik logiczny taki, że A LUB B jest zdaniem fałszywym wtedy i tylko wtedy, gdy A i B są zdaniami fałszywymi (Malinowski, Logika ogólna). W bardziej codziennym użyciu alternatywa to druga możliwość (z łaciny dosł. alter = ten drugi) lub wybór między dwiema możliwościami. Ale panna, która tak traktuje facetów jest, powiedzmy… zasłużyła na wyroby firmy [ProductPlacement].

No i właśnie panna rozmyśla nad tą drugą możliwością, bezpowrotnie utraconą. Już jej tak nie skazuj na celibat, mogła mieć najsłynniejszą asteroidę w historii Ziemi, a wybrała cztery belki. Czy co tam plutonowi noszą na pagonach…

OK, ale nie wiem, czy takie nazwy funkcjonują.

Wydaje mi się, że funkcjonują.

A chodzi o zasady naukowe, czy osobiste? Bo ja zrozumiałam, że osobiste.

Osobiste i będę się upierać, że pryncypiów można w tym znaczeniu użyć – Albercik tak zrobił. No i narrator raczej siedzi Andrzejowi na ramieniu, a on, jako związany z fizyką, słowo musi znać.

Żeby się ufoki same nie rozpękły…

Ja tam ufokom tak źle nie życzę. Dopóki nie zaczną zabijać ludzi. Ksenomorfy jednak należy tępić.

Do sporu o odwadze, cnocie i etyce nie będę się Wam wtrącać, ale chętnie poczytam, więc nie krępujcie się. :-)

Babska logika rządzi!

Tylko kto wie, jak to naprawdę jest z dostępem do kobiet w Libii…

He, he, he :)

 Jezdem. Stoi “ż IV, CMs”, to chyba oznacza żeńską?

Na to wygląda. Dziwne, byłam pewna, że to jest ten asteroida (jak znajda i niedojda). Zwarcie w mózgu?

 Już jej tak nie skazuj na celibat

No, i właśnie "alternatywa" oznacza, że były dwie możliwości, słownie dwie, nie trzy, nie cztery, ale dwie. A skoro jedną straciła, to została jej jedna. Albo idź do klasztoru, Ofelio ;) Poza tym uważam, że facet też człowiek (niezależnie od tego, jak rozrzuca sztućce po domu).

będę się upierać, że pryncypiów można w tym znaczeniu użyć

Ależ można! Tylko zasady są takie ładne, słowiańskie, a pryncypia poważne i łacińskie.

 Ja tam ufokom tak źle nie życzę.

Pewnie. Ja nie straszę, ja ostrzegam :).

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

No, kiedyś miała dwie możliwości: zostać z Andrzejem (a wtedy on miesiące później nazwałby asteroidę jej imieniem) albo rzucić się w ramiona Michała. No i szlag trafił Asteroidę Jane. Wyobrażasz sobie te wszystkie okładki z twarzą kobiety, która użyczyła imienia asteroidzie z antymaterii? Dziewczyna ma co kontemplować… Klasztory już nie są takie modne jak drzewiej. ;-)

Pewnie, że facet też człowiek. Chyba że jest żołnierzem albo politykiem. Wtedy potrzeba dalszych testów. ;-)

Pryncypia. Oj tam, oj tam. Użyłam wielu ładnych słów, pewnie większość z nich słowiańska. Przeżyjesz to dodatkowe łacińskie.

Ale ostrzegasz nas czy ufoki? Bo już się pogubiłam… ;-)

Babska logika rządzi!

Ostrzegam ufoki, bo ufok też człowiek XD

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Nawet niehumanoidalne rasy? ;-)

Babska logika rządzi!

Ale ja nie etyk, tyko prosty psycholo-log w stanie spoczynku, Tarninko i przemawia do mnie psychologiczne rozumienie odwagi, dałem sobie spokój z cnotami jakieś kilkanaście wcieleń temu ¯\_(ツ)_/¯

Czytało się jakby samo. Wiadomo dlaczego, klasa warsztat. Ciekawy pomysł na ufo. Słabo wypadają bohaterowie. Sporo stereotypów. Ogólnie mam mieszane wrażenia po lekturze, trochę drażni, trochę zaciekawia. 

Dziękuję, Blackburnie. :-)

Bohaterowie stereotypowi, powiadasz? Hmmm. Trzeba będzie wziąć to pod rozwagę. Ale dla mnie każdy zakochany facet głupieje tak samo, trudno ich różnicować. ;-/

Mam nadzieję, że z czasem zapomnisz o tym drażniącym i zostanie samo ciekawe. ;-)

Babska logika rządzi!

każdy zakochany facet głupieje tak samo, trudno ich różnicować.

W obronie męskiej części portalowiczów, pragnę zaznaczyć, że potrafimy zgłupieć zupełnie różnorodnie!

Hmmm. Jeszcze nie czuję się przekonana. Jakieś przykłady? ;-)

Babska logika rządzi!

Ale ja nie etyk, tyko prosty psycholo-log w stanie spoczynku, Tarninko i przemawia do mnie psychologiczne rozumienie odwagi

Ależ, Bailouciku, toż to proste jak konstrukcja cepa :) Dyspozycja, czyli skłonność. A cnota to dyspozycja do działania dobrego etycznie, czyli takiego, jakie dyktuje phronesis. Zresztą jest taki pogląd, że w ogóle cnota jest jedna i nie można postępować w jednych sytuacjach konsekwentnie cnotliwie, a w drugich konsekwentnie występnie – ale to już inna sprawa. I wcale nie wierzę, żeś niecnota :)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Ot, nałożyły się dwie historie – zawiedzionego uczucia Andrzeja i odkrycia astronomicznego, dokonanego przez tegoż. Opowiadanie czytało się dobrze, bo jest porządnie napisane, ale raczej bez szczególnego zaciekawienia, bo ani wątek obyczajowy niczym mnie nie zajął, ani odkrycie, choć wywołało poruszenie w świecie i związane z tym działania polityków i wojskowych, raczej nie zaintrygowało. Pewnie dlatego, że do końca miałam wrażenie, że czytam opowiadanie z gatunku lekkich i napisanych z przymrużeniem oka. I tak właśnie je potraktowałam.

 

Panie dok­to­rze – py­ta­ła dzien­ni­kar­ka – fi­zy­cy mówią o nie­wy­czer­pal­nym źró­dle ener­gii. – Czy to na pewno jest pytanie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki, Reg. :-)

Szkoda, że nie poruszyło. Wątek obyczajowi, to sama rozumiem. Ale taki kawał antymaterii? No, ale przecież nie mogę Ci nic narzucić.

Zastanowię się, co zrobić z tym nibypytaniem.

Babska logika rządzi!

Może: – Panie doktorze – zaczęła dziennikarka – fizycy mówią o niewyczerpalnym źródle energii.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No, już zdążyłam zmienić na “zaczęła”. Ale dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Fajne :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Thargone, zapomniałeś dopisać – “copyright by Anet”. Nie kradnij ;)!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Nie zabijaj ;)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

Obstawiam, że mają romans i zwyczajnie zapomniała się przelogować, a zatem raczej:

 

Nie pożądaj żony bliźniego swego (nadaremno) ;)

Normalnie aż szkoda mi ucinać te urocze rozważania, ale primo: W pracy jestem i czasu nie ma na prawdziwy komentarz, a secundo: Ja mam nosek, a Anet używa rozjechanej żaby. Nie zamieniłbym swego noska na rozjechaną żabę nawet za anetowe romansowanie ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ergo – skoro nosek, to masz romans z Finklą, ale próbujesz przerzucić podejrzenie na Anet. Przebiegła bestia.

Cholerny internet. Niczego w tajemnicy nie da się utrzymać. Nawet po nosku cię namierzą. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Normalnie bym na to nie wpadł, ale sam zapodałeś ten nosek na złotej tacy, miszczu konspiracji.

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, Thargone. :-)

Fajnie, że fajnie.

No, piszcie dalej. Chętnie się dowiem więcej o własnym romansie z Thargonem. A może i z Anet, kto tam nas wie…

Edytka: Chętnie przygarnę coś z gifu powyżej w wersji “torba na zakupy”. Może być torebka Hermiony.

Babska logika rządzi!

No więc tak – spotykacie się u Anet, żeby się nie wydało, ale Hermiona zaczyna coś podejrzewać.

Ech, ona zawsze była zbyt cwana…

Ron, weź ją jakoś zdekoncentruj!

Babska logika rządzi!

Hermionę zdecydowanie zostawiamy Ronowi. Ktoś, kto ma na imię Hermiona z pewnością rychło zmieni się w paskudną, starą, jędzowatą czarownicę. Takie imię w końcu do czegoś zobowiazuje. Natomiast Finkla i Anet zawsze pozostaną piękne i młode :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Och, dziękuję Ci, zacny Muminie. :-)

Babska logika rządzi!

Romans Finkli z Anet? To mi się podoba :D

Napiszesz o nas opko? Niedługo powinni być fantaści.pl… ;-)

Babska logika rządzi!

Pomyślę, nie wykluczam :)))

Ale o Thargone’u (jak ten nick się odmienia?!) też nie zapomnij. Głupio byłoby wymiksować z orgii faceta, od którego temat się zaczął. ;-)

Babska logika rządzi!

Ktoś, kto ma na imię Hermiona z pewnością rychło zmieni się w paskudną, starą, jędzowatą czarownicę. Takie imię w końcu do czegoś zobowiazuje.

Hermiona była, w mitologii greckiej, córką Heleny (tej, co to tysiąc okrętów w morze i potem Odys dwadzieścia lat do domu wracał). Tak, że niekoniecznie ;)

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

No, popatrz, a imię jakby po Hermesie…

Babska logika rządzi!

Po Hermesie, ale on był krewnym (przyrodnim bratem, jeśli się nie mylę).

To make a difference in somebody's life you don't have to be brilliant, rich, beautiful or perfect. You just have to care.

A nie przyrodnim wujem? Helena nie była wyklutą z jaja córką Zeusa i Ledy?

Babska logika rządzi!

Okej, może rzeczywiście zaczynała jako niezgorsza dziewoja, ale z pewnością zaraz zwiedźmiała. Imię Hermiona jest wręcz stworzone dla starej czarownicy, podobnie zresztą jak Saturnina. Albo Brunhilda. 

No ale my tu gadu gadu, a Niemcy w Zgierzu. To jest, chciałem powiedzieć, że może w końcu jakiś merytoryczny komentarz napiszę. Zatem:

Słowo "fajne" w zasadzie doskonale oddaje charakter tekstu. I gdyby nie copyright, to mógłbym je zostawić jako wyczerpujący komentarz. Bo jest w tekście klasyczne podejście do niezydentyfikowanego obiektu, jest nierozumiany, mądry Naukowiec, który oczywiście ma rację, jest źle ulokowana miłość, jest materialistyczny babsztyl, są głupi wojskowi, chciwi władcy, jest przewrotne, ironiczno-gorzkie zakończenie. Wszystko to w klasyczno finklowym, precyzyjnie dopieszczonym, lekkim i humorystycznym stylu, z całą masą trafnych obserwacji i świetnych porównań. Czyli fajnie. 

Aż tyle i tylko tyle. Bo poza niezaprzeczalnymi walorami rozrywkowymi (to całkiem jednak sporo, bo o inteligentną rozrywkę wcale nie łatwo) opowiadanie w zasadzie nic nie oferuje. Niczym nie zaskakuje, nie można się nad tekstem pochylić, zastanowić, coś odkryć, zachwycić. Odniosłem wrażenie, że w natłoku obowiązków nie miałaś czasu na napisanie naprawdę mocnego, zapamiętywalnego, ponadprzeciętnego tekstu, no ale w tak dużym konkursie warto jednak było zaznaczyć swoją obecność, postanowiłaś więc zagrać bezpiecznie i postawić na coś, co można stworzyć w miarę szybko, łatwo i bezboleśnie, a ludziom i tak się spodoba. I w sumie nic w tym złego, bo mało kto, jak Ty, potrafi dostarczyć inteligentnej rozrywki. I dlatego nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziony. Mimo wszystko jednak muszę przyznać, że po cichu spodziewałem się, że gdy wsiądę, zapnę pasy i wcisnę gaz, przyspieszenie urwie mi twarz. A poczułem tylko lekkie łachotanie. 

Ale przyjemne łachotanie. Fajny tekst :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki za rozwinięcie komentarza.

Wymieniasz dużo rzeczy, które w tekście są. Nie wszystkie, które próbowałam w nim zawrzeć, ale nie zamierzam narzekać.

Bo poza niezaprzeczalnymi walorami rozrywkowymi (to całkiem jednak sporo, bo inteligentną rozrywkę wcale nie łatwo) opowiadanie w zasadzie nic nie oferuje. Niczym nie zaskakuje, nie można się nad tekstem pochylić, zastanowić, coś odkryć, zachwycić.

Hmmm. Nikt mi nie wierzy, ale nie pisałam tekstu rozrywkowego. Chciałam pobudzić do refleksji. Trudno, nie zażarło.

Odniosłem wrażenie, że w natłoku obowiązków nie miałaś czasu na napisanie naprawdę mocnego, zapamiętywalnego, ponadprzeciętnego tekstu, no ale w tak dużym konkursie warto jednak było zaznaczyć swoją obecność, postanowiłaś więc zagrać bezpiecznie i postawić na coś, co można stworzyć w miarę szybko, łatwo i bezboleśnie, a ludziom i tak się spodoba.

To niezupełnie tak. Wydaje mi się, że pisałam już teksty mocne, zapamiętywalne i ponadprzeciętne (wiem, nie jestem obiektywna), ale jakoś przechodziły bez większego echa. Bo nie budziły emocji. Tym razem postanowiłam więc stworzyć bohatera, którego rzuca kobieta, a potem jeszcze dostaje po ryju za niewinność. Jeśli to nie budzi współczucia odbiorców, to nie wiem, co zadziała. Nie napisałam na konkurs byle czego – testowałam kolejną opcję.

Może mała podpowiedź do interpretacji: jeśli nie wstawiam tagu “humor”, to IMO tekst nie jest śmieszny i zabawny. ;-)

Babska logika rządzi!

Ech… W sumie mam podobnie jak Figla. Różnica jest taka, że ja się poddałem i stwierdziłem, że skoro wychodzi zabawnie, to znaczy, że ma być zabawnie. Co nie zmienia faktu, że parę śmiertelnie poważnych tekstów w planie mam i co jakiś czas będę je, że tak górnolotnie powiem, publikował.

Finkle się tak łatwo nie poddają. Ale przyznaję, że czasami reakcje bardzo mnie zaskakują. Zaczynam opko od sceny gwałtu – ach, jakiż lekki i rozrywkowy tekst wychodzi! Podejrzewam, że gdybym miała depresję i chciała ją leczyć, to psychiatra podczas pierwszego spotkania posikałby się ze śmiechu.

Babska logika rządzi!

Nie chodziło mi o to (choć może istotnie tak to zabrzmiało) że napisałaś byle co na konkurs, tylko, że zawsze wydawało mi się, że napisanie rozrywkowego tekstu przychodzi Ci łatwo i szybko, dużo łatwiej, niż mocnego i pobudzającego do refleksji. Cóż, jest to tylko wrażenie, zapewne mylne. Rzecz w tym, że nieuchronnie porównuję ten tekst do niezwykle pomysłowego opowiadania na "Legendy", tudzież do… No, cholera, masz całe mnóstwo dużo bardziej zapamietywalnych tekstów. Bardziej lub mniej humorystycznych. 

Ale może to z moim poczuciem humoru coś nie tak, skoro tekst, który nie jest śmieszny i zabawny, w taki właśnie sposób odbieram ;-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Pociesz się, że nie Ty jeden. :-)

Ale właśnie tekst na “Legendy” nie dostał pióra, do zbioru nie zakwalifikował się w pierwszej dziesiątce, więc nie był wśród pewniaków. Niektórych wręcz nudził. Wygląda na to, że nie przez pomysłowość droga. No to szukam innych.

Ale faktem jest, że humorystyczne teksty pisze mi się łatwiej. Poważniejsze (jak powyższy, hehehe) muszę sobie wydzierać z trzewi, nieco wbrew woli.

Babska logika rządzi!

No, jeśli zacznie wymachiwać różdżką…

Ja słyszałam, że mniej więcej dwudziestoma kilogramami. ;-)

Babska logika rządzi!

A to już co kto lubi ;) W niektórych kulturach obfite kształty są nawet pożądane ;)))

Pragnę z dumą zakomunikować, iż nie mam zielonego pojęcia o czym piszecie.

Gerontofilia to też w końcu nic złego, nie?

Tak że, Bail, nie musisz się wstydzić. ;-)

Babska logika rządzi!

Jak to nie wiesz? Strzelamy i stawiamy pytania ;)))

Przeczytałam chyba przedwczoraj, a dziś wracam z komentarzem.

I tak. Trochę powtórzę się po przedmówcach, ale cóż poradzić, skoro wrażenia mam bardzo podobne. ;)

Jak to u Finkli, opowiadanie czytało się samo, a lekkość pióra sprawiła, że w jakiś sposób przy tej lekturze wypoczęłam. Ktoś zwrócił uwagę na stereotypowość postaci, ale według mnie to doskonale pasuje do ogólnego konceptu. Nie każdy tekst musi mieć piąte, szóste i siódme dno, by być dobrym opowiadaniem.

I choć są teksty Twojego autorstwa, które bardziej wryły mi się w pamięć, to ten również przeczytałam z przyjemnością. I, oczywiście, czekam na następne opowiadanie. :)

Dziękuję, Rosso. :-)

Czyli gdybym chciała się na kimś zemścić przy pomocy pióra, to mogę go najwyżej połaskotać. Cóż, bywa i tak. ;-)

Następne opowiadania pewnie będą. Próbuję coś wymyślić na “Sowy”, ale idzie jak po grudzie.

Babska logika rządzi!

Mi też się podobało. :) Ze wstydem przyznam, że to dopiero pierwsze Twoje opowiadanie jakie przeczytałem, no ale dopiero zaczynam swoje aktywność na tej stronie, więc z pewnością nadrobię zaległości. ;)

Samo opowiadanie czytało się świetnie. Normalnie żal mi się zrobiło biednego Andrzeja i miałem nadzieje, że jeszcze odegra się na tym złym i niedobrym żołnierzu. A tu taka niespodzianka i jeszcze jeden cios od życia. Bardzo fajnie to wymyśliłaś :)

 

Dziękuję, Leniwcze. :-)

Miło, że się tekst spodobał.

I dobrze, że pożałowałeś bohatera. Raz mi się udało wzbudzić współczucie do protagonisty…

No, ale jak naukowiec może się odegrać na żołdaku? Owszem, może zdobyć sławę i chwałę, ale przecież to nic osobistego, wroga bezpośrednio nie dotknie.

A z nadrabianiem zaległości, to się tak nie odgrażaj, bo mam na stronie ponad setkę tekstów. Ale oczywiście zapraszam do nich. :-)

Babska logika rządzi!

Olaboga, “na oko” wydawało się ich trochę mniej ;) Bardzo imponujący dorobek. Podziwiam i zazdroszczę :) Mój zapał do szybkiego nadrabiania nieco osłabł (oczywiście tylko ze względu na brak czasu), ale coś na pewno jeszcze przeczytam ;) 

Wszystkie naraz nie mieszczą się na ekranie, a czego oko nie widzi… Jeśli zapał Ci nagle zapłonie, będę czekać. ;-)

Babska logika rządzi!

Fajne :)

Dzięki, Anet. :-)

Fajnie, że fajne.

Aha, czytałaś komentarze o wykryciu Twoich romansów z Thargone’m i ze mną? Co Ty na to? ;-)

Babska logika rządzi!

O, proszę!

Ja jestem za ;))))

Już nawet wiem, jak będzie: na pewno fajnie :P

W to nikt nie wątpi. :-)

Babska logika rządzi!

Epilog bardzo mi się spodobał.

 

Nie, to nie.

Intuicja mi mówi, że tu nie powinno być przecinka, ale nie mogę nic znaleźć, więc jeśli masz jakieś źródła twierdzące inaczej, to poproszę :) Tutaj oba “nie” występują w roli rzeczownika (”nie” to [jest] “nie”), a w podobnych równoważnikach zdania nie ma przecinka (np. “Kot to [jest] zwierzę.”).

 

– Owszem, przed innymi uzbrojonymi Michałami…

Odbywali jeszcze inne, podobne rozmowy. Do czasu…

Zamieniłbym to drugie na “kolejne”, bo oprócz powtórzenie zlepek “inne, podobne” jest trudny w zrozumieniu.

 

móc spokojnie odsypiać naderwane noce.

Niby przez odniesienie do “zarwanej nocy” można się domyślić, o co chodzi, ale nie ma takiego związu frazeologicznego jak “naderwana noc”. Google pokazuje raptem sześć wyników w całym internecie, a i tak połowa z nich ma pierwsze słowo w cudzysłowie.

 

Oczywiście to musiało się zdarzyć właśnie w poniedziałek. Właściwie już we wtorek.

Zazgrzytało. Drugie zdanie pozbawia sensu pierwsze. Co sądzisz o:

Oczywiście to musiało się zdarzyć właśnie w poniedziałkową noc.

 

Bardziej wibracje nawierzchni drogi niż dźwięki

Pleonazm. Według PWN: nawierzchnia «górna, twarda warstwa jezdni» 

 

Jak tysiące nieszczęśliwie zakochanych przed nim, Andrzej odkrył

Niepotrzebny przecinek.

 

Szerokie masy jeszcze nie miały o niczym pojęcia, ale w światku astronomów i fizyków wrzało. Wrzenie na modłę naukowców oznaczało, że temperatura dyskusji na konferencjach i w kuluarach podniosła się o jakieś piętnaście kelwinów. Zauważalnie powyżej promieniowania reliktowego.

W jednym zdaniu mówisz o zmianie temperatury, w drugim o temperaturze. To nie są dane, które można sensownie porównać bez dodatkowych informacji.

 

Jeszcze tego dnia troje niezależnych naukowców postanowiło napisać doktoraty o tym zderzeniu.

Niezależni naukowcy, którzy nie mają tytułu doktora? Nie chodziło czasem o coś w stylu:

Jeszcze tego dnia troje naukowców niezależnie od siebie postanowiło napisać doktoraty o tym zderzeniu.

 

nad Hiroszimą raptem około drama materii zamieniło się w energię. W przybliżeniu jedna czternasta uncji!

Dram to dokładnie 1/16 uncji. Oprócz tego w życiu nie słyszałem, żeby ktoś używał tej jednostki (wliczając w to setki przepisów kuchennych z amerykańskich stron). Wydaje mi się, że różnica pomiędzy gramem a dramem jest tak niewielka, że nawet amerykanie przerzucili się na ten pierwszy (ewentualnie od razu podają frakcje uncji).

 

– Tak jest, panie prezydencie. Chodzi o tę nową asteroidę.

– O której w kółko bębnią we wszystkich niusach?

(…)

– Rozumiem… Kto już o tym wie?

– Przede wszystkim Brandson, mój sekretarz. Bardzo bystry facet. To on przyszedł do mnie z tymi raportami z drugiej wojny światowej. Kilka innych osób może się domyślać, ale póki co nie wiedzą nic pewnego.

Bardzo mało prawdopodobna wizja. Antymateria i jej możliwe zastosowania to jest wiedza powszechna w obecnych czasach. W samym USA jakieś piętnaście milionów ludzi parę lat temu obejrzało w kinach film “Anioły i Demony”.

 

A właściwie zginął(by) w bezsensownej szarży

ironiczny podpis

Dziękuję, Issanderze. :-)

Odpowiem Ci porządnie, jak wrócę do domu. Na razie nie bardzo mam warunki.

Babska logika rządzi!

Właściwa odpowiedź.

Nie-to-nie.

Sama nie wiem. Początkowo napisałam bez przecinka, ale Tarnina się domagała, więc wstawiłam. Teraz poszukałam czegoś w poradni. Akurat tego nie znalazłam, ale doszłam do wniosku, że to zależy od interpretacji zdanka. “’Nie’ oznacza ‘nie’“ – bez przecinka. “Powiedziała: ‘nie’, więc nic z tego nie będzie” – z przecinkiem.

Ktoś ma jakieś ściślejsze dane?

Naderwane noce. Hmm. Serio, nie ma czegoś takiego? Nie wiedziałam i używałam, więc jednak zostawię. Chyba lubię ten zwrocik. Zawsze lepiej coś tylko naderwać… Ale dodam cudzysłów.

Noc poniedziałkowo-wtorkowa. Wszyscy wiemy, że chodzi o noc z poniedziałku na wtorek, po północy. Ale taki zwrot jest bardzo oficjalny. Do tego ludzie (przynajmniej ja) mają tendencję do twierdzenia, że “jutro” zaczyna się od obudzenia, więc w pewnym sensie dla Andrzeja trwał jeszcze poniedziałek, jeszcze facet nie wrócił po poniedziałkowej robocie. Ale to jednak naukowiec, powinien być precyzyjny. I narrator (patrzący na świat jego oczyma) stwierdza, że właściwie wtorek.

Temperatura. Nie bardzo rozumiem zarzut. Najpierw wspominam o wrzątku, a potem wyjaśniam, że w świecie naukowców “gorąca” dyskusja oznacza kilkanaście stopni powyżej zera absolutnego.

Nie znam prywatnie żadnego Amerykańca. Mówisz, że na co dzień mieszają gramy z uncjami? To musi być bardzo niewygodnie, dwa różne systemy metryczne…

Bardzo mało prawdopodobna wizja. Antymateria i jej możliwe zastosowania to jest wiedza powszechna w obecnych czasach. W samym USA jakieś piętnaście milionów ludzi parę lat temu obejrzało w kinach film “Anioły i Demony”.

Teoretycznie wszyscy wiedzą. Ale już nie wszyscy wiedzą, który wzór w tym przypadku działa. A nawet jeśli wiedzą, to nie muszą go potrafić poprawnie zinterpretować. A już, ile materii zniknęło w bombie atomowej, to raczej mało popularna wiedza. Mnie to ciągle zadziwia, że głupie dwa gramy (kurczę, to jest splunięcie!) rozwaliły miasto.

Resztę uwag chyba już naniosłam. Bardzo dziękuję za wszystkie. :-)

Babska logika rządzi!

Temperatura. Nie bardzo rozumiem zarzut. Najpierw wspominam o wrzątku, a potem wyjaśniam, że w świecie naukowców “gorąca” dyskusja oznacza kilkanaście stopni powyżej zera absolutnego.

Spróbuję lepiej wyjaśnić.

 

Szerokie masy jeszcze nie miały o niczym pojęcia, ale w światku astronomów i fizyków wrzało. Wrzenie na modłę naukowców oznaczało, że temperatura dyskusji na konferencjach i w kuluarach podniosła się o jakieś piętnaście kelwinów. Zauważalnie powyżej promieniowania reliktowego.

Podniosła się o piętnaście kelwinów… z ilu? Czy jesteś w stanie rozwiązać następujące zadanie:

Jadąc samochodem, przyśpieszyłem o 10km/h. Czy jadę szybciej od tramwaju jadącego z prędkością 30km/h?

Zmiana jakiejś wielkości fizycznej to nie to samo, co wielkość fizyczna. A w kolejnym zdaniu porównujesz zmianę o piętnaście kelwinów do wartości niecałych trzech kelwinów.

 

Przy okazji, wpadłem na to, jak to rozwiązać za pomocą minimalnej interwencji. Zostawiam do twojego uwzględnienia bądź nie :)

Szerokie masy jeszcze nie miały o niczym pojęcia, ale w światku astronomów i fizyków wrzało. Wrzenie na modłę naukowców oznaczało, że temperatura dyskusji na konferencjach i w kuluarach skoczyła do jakichś piętnastu kelwinów. Zauważalnie powyżej promieniowania reliktowego.

ironiczny podpis

Aha! O to chodziło. Ale ja ciągnę tę metaforę dalej i zaraz wspominam o promieniowaniu reliktowym (niecałe 3 kelwiny). Czyli razem do osiemnastu. Względnie, mniej konkretnie, po prostu o 15 stopni więcej niż zwykle. Czy – po wytłumaczeniu – sprawa jest jasna i uważasz, że może tak zostać, czy jednak zmienić?

Babska logika rządzi!

Właśnie problem leży z tym porównaniem. Zmiana o piętnaście kelvinów nie jest ani mniejsza, ani większa od wartości trzech kelvinów. A piszesz, że jest “zauważalnie powyżej”. Sugerowałbym jednak zmienić, ale oczywiście to tylko pojedyncza drobnostka.

Edytowane: dzięki, jeroh. Najwyraźniej kwestia przecinka zależy właśnie od tego, gdzie leży źródło powiedzenia “nie to nie”. Czy w <<”nie” oznacza “nie”>>, czy w <<jak nie, to nie>>. Mnie się zawsze wydawało, że to pierwsze, stąd moja intuicja. Ale skoro w słowniku jest przecinek, to pewnie to drugie. Teraz już wiem :)

ironiczny podpis

Dzięki, Jerohu. :-) Czyli zostaje przecinek.

OK, poszłam na kompromis i trochę przekształciłam kawałek o temperaturze dyskusji.

Babska logika rządzi!

Bardzo udane opowiadanie. Lubię wątki obyczajowe w fantastyce, szczególnie tak zgrabnie wplecione w tekst.

Dziękuję, Ando. :-)

Pewnie można dyskutować, czy tutaj został zgrabnie wpleciony, ale cieszę się, że Ci się spodobało.

Babska logika rządzi!

Na początku opowiadanie było wręcz wyborne, prawdziwa przyjemność z czytania. Rozczarowało mnie jednak zakończenie. Nastawiłem się na jakieś rozwinięcie wątku asteroidy, czekałem, kiedy tekst naprawdę się rozkręci, a było tylko krótkie wytłumaczenie, dodatkowo nie mające niczego wspólnego z osobą Andrzeja (pomijając symbolikę ;)). Tekst sprawia wrażenie niedokończonego. 

Również puenta wyszła dość banalnie, biorąc pod uwagę, jaka rozbudowana i ciekawa opowieść ją poprzedza.

Wątki obyczajowe były jak najbardziej na miejscu oraz dobrze wykonane. Wątki naukowe były na tyle proste, żebym je zrozumiał i na tyle skomplikowane, żebym się tym zrozumieniem dowartościował. ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Dziękuję, El Lobo. :-)

Przykro, że rozczarowałam.

Wyobraź sobie, jak Andrzej musiał czuć się rozczarowany. Mogło być tak pięknie, a tu żołnierze spłoszyli obcych… ;-)

No, dobra, a jakie zakończenie by Cię satysfakcjonowało? Nie będę już go zmieniać (nie w istotnym stopniu), ale tak z ciekawości.

No, chociaż z wątkami naukowymi udało się przycyrklować… ;-)

Babska logika rządzi!

Może nie chodzi tylko o samo zakończenie, ale tak, powiedzmy, ostatnią 1/3-1/4 tekstu. Wprowadzając asteroidę, wzbudziłaś wysokie oczekiwania. Myślałem, że zdarzy się coś istotnego związanego z tym obiektem, najlepiej odnoszącego się do perypetii głównego bohatera. Nastąpi jakiś związek przyczynowo-skutkowy. W stylu: Andrzej czerpie energię z asteroidy, dzięki czemu odbija Aśkę i daje w zęby żołnierzowi. ;) Tak sobie śmieszkuję teraz, ale mam nadzieję, że wiesz o co mi kaman.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Chyba wiem – żeby asteroida rozwiązała prywatne problemy Andrzeja. Dużo do tego nie brakło – w końcu Aśka zadzwoniła, prawda? Tylko że Andrzej już nie był taki napalony jak kiedyś. Wybrał CERN.

Ale rozczarowująca końcówka w jakiejś części jest zamierzona. Znaczy, nie chciałam rozczarowywać Czytelników. Ale nie mam nic przeciwko temu, żeby zastanowili się, jak bardzo prawdopodobne jest takie rozwiązanie.

Babska logika rządzi!

Chyba wiem – żeby asteroida rozwiązała prywatne problemy Andrzeja.

To tylko jedna z opcji.

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

No, ale właśnie na tym polegał mój pomysł – że przyszli źli politycy z żołnierzami pod komendą i zniszczyli wszystkie opcje. Takie z nich gady.

Babska logika rządzi!

Jak to mówi Anet: fajne. I za Thargonem powtórzę, że szkoda, iż tylko tyle ;)

Postacie nie są jakieś superwymyślne, ale swoje zadanie spełniają. Daje się wyczuć Twoją antypatię do spraw militarnych, ale cóż poradzić ;) Fabuła prosta, ale dobra. Świetny pomysł z epilogiem.

Jak to u Ciebie, tekst jest dobrze napisany – od strony technicznej nie ma się do czego przyczepić. Twój styl narracji idzie bardziej w stronę humoru i pasował jak ulał do przedstawionej sytuacji Tomka, jego rozterek miłosnych oraz całych perypetii z asteroidą.

Jednak ma to też wadę, gdy próbujesz wejść na poważniejszą nutę, a ja jako czytelnik nadal odbieram zdania w kategoriach żartu. Scena z prezydentem, a potem z władzą absolutnym Korei Północnej odebrałem bardziej jako groteskę przez uprzedni brak powagi i lekką narrację. Ta też nie ustaje nawet w momencie mówienia o ważnej rzeczy (patrz fragment z “o, kurwa”), co nie ułatwia sprawy.

Jeśli mógłbym coś polecić, obejrzyj (o ile już tego nie zrobiłaś – wtedy przejdź do następnego akapitu ;) ) film Roberta Benigniego “Życie jest piękne”, gdzie temu włoskiemu reżyserowi udało się moim zdaniem pożenić lekkie fragmenty komediowe z bardziej dramatycznymi, niekiedy wymyślonymi jako wyciskacze łez (w końcu tematyka Holokaustu zobowiązuje).

Podsumowując: dobry rozrywkowy koncert fajerwerków, jednak do rewelacyjności paru rzeczy mu brakuje. Darcon marzy o kolejnej “Nagrodzie wojownika” – kto wie, może i ja się takowej doczekam :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki, NoWhereManie. :-)

Tę antypatię trudno byłoby ukryć. ;-) Miłośnicy militariów u mnie się raczej nie pożywią. ;-/

To Andrzej, nie Tomek. ;-)

Z lekkością i domniemanym humorem trudno mi walczyć. Czy to jest tak, że jeden żarcik ustawia cały tekst na zawsze? Ech…

Prezydent i lider Korei. To nie groteska, to prawda. Prawie zawsze wybory prezydenckie w USA wygrywa ten wyższy. Biedni w tej zabawie w ogóle nie startują. A Koreańczycy naprawdę są zagłodzeni, co w żaden sposób nie przeszkadza rodzinie Kimów.

Film. Nie lubię. Poszłam na kompromis, obejrzałam trailer, przypomniałam sobie, że kiedyś coś o tym filmie czytałam. Zaczęłam oglądać drugi trailer, ale mnie znudził. Tak na podstawie szczątkowych informacji: fragmenty przedwojenne są wesołe, potem to już jeden smutek. I nie szkodzi, że ojciec groteskowo wymachuje łapami. I tak wiem, że jest tragicznie.

A “Nagrodę wojownika” w wersji odrobinę rozwiniętej można poczytać w II tomie “Fantazmatów”. ;-)

Babska logika rządzi!

To Andrzej, nie Tomek. ;-)

No patrz, skąd mi się ten Tomek wziął ;)

Czy to jest tak, że jeden żarcik ustawia cały tekst na zawsze?

Niestety tutaj nie jeden. Cały pierwszy fragment ma zabarwienie humorystyczne (już od pierwszej linijki, z tymi zorzami i wrzosami), potem też dokładasz do pieca. W związku z tym, gdy pod koniec chcesz zmienić nutę, ten pociąg już pędzi, a gwałtowna zmiana kursu może wiązać się z szokiem dla czytelnika. Generalnie właśnie to się udaje w filmie Benigniego. Zaczyna się jak komedia, ale potem stopniowo ton idzie w stronę dramatu. Kluczem jest tu właśnie słowo “stopniowo” ;)

Prezydent i lider Korei. To nie groteska, to prawda.

Wiem. Ale jak wspomniałem – ton z poprzednich fragmentów przenoszę jako czytelnik i na ten. I nim pociąg humoru wyhamuje, mija kilka(-dziesiąt) akapitów, co powoduje dysonans.

A “Nagrodę wojownika” w wersji odrobinę rozwiniętej można poczytać w II tomie “Fantazmatów”. ;-)

Jeszcze czytać nie zacząłem, ale już wiem, gdzie zajrzę na początek ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Kurczę, zeżarło mi komentarz i nie chce oddać.

Skąd wziąłeś Tomka, to nie wiem. ;-)

Pierwsza linijka. Bez jaj! Jak Drakaina słusznie wyczaiła, tam są głównie nawiązania do Gałczyńskiego. Do całkiem poważnego wiersza. Wrzos na bukiety to najwyraźniejszy wskaźnik. Zdanie z zorzami – odwołanie do Konstantego Ildefonsa plus zawieszenie strzelby Czechowa: na Jowiszu anihilowało kilkadziesiąt kilo antymaterii, przy okazji powstały dziwne cząstki i różne rodzaje promieniowania, które spowodowały niezwykłe zorze na Ziemi. Pytam poważnie: co Cię w tym zdaniu śmieszy?

Dla mnie pierwszy (świadomy) żarcik to “plutonowych na Plutona”. A i to – gorzki, raczej sarkastyczny niż śmieszny.

Babska logika rządzi!

Przeczytane. Pozdrawiam.

Dziękuję, Karolino. :-)

Babska logika rządzi!

Jak Drakaina słusznie wyczaiła, tam są głównie nawiązania do Gałczyńskiego. Do całkiem poważnego wiersza.

A widzisz. Ja i poezja innymi drogami chadzamy, ze szkolnych lat niewiele jej pamiętam, więc i skojarzenie raczej inne miałem :) To też jedna z przyczyn takiego a nie innego odbioru.

Co do tego, co śmieszy – chodzi o całe zestawienie elementów we fragmencie (także i słów). Zorza i wrzosy, które to “Joanna miała gdzieś” dodały się do “odmówiła zostania panią Selkowską”, a jak dołożyło się to (zobacz zwłaszcza na podkreślone wyrażenia, one dla mnie miały charakter lekko komediowy):

 “I tak buty wojskowe rozmiar 46 podeptały kwiaty, a oliwkowy T-shirt opinający się na umięśnionym torsie i opalonych ramionach wrzucił pierścionek z małym brylantem (doktorzy astrofizyki nigdy nie zbijali kokosów) do studzienki kanalizacyjnej.”

Potem dorzucasz fragment z Alpami i narzekaniem na zimno, co mi jednoznacznie się kojarzy z sytuacjami w popkulturze typu “geek/nerd i jego dziewczyna” (on chce romantycznie o atomach, a jej tylko sprawy przyziemne w głowie).

To wszystko razem się skumulowało. Zwłaszcza że podeptanie kwiatów i wywalenie cudzego pierścionka przez rywala o względy białogłowy pachnie mi trochę kreskówkową sceną. Przy braku bardziej dramatycznych słów w opisie (nasuwających skojarzenia ze smutkiem czy tragizmem) oraz mocniejszego zaakcentowania emocji Andrzeja (niechby zapłakał za rogiem albo coś) nie znalazłem nic, co by mnie odwiodło od niehumorystycznej interpretacji. Tak, pojawia się fragment o tym, że owo nie “boleśnie zraniło ego Andrzej” (choć słowo ego ma dla mnie charakter negatywny, ale ja to ja), ale zaraz potem jest ta wymiana zdań:

– Planowaliśmy wspólną przyszłość, a ty nagle lecisz na pierwszego napotkanego, tępego trepa?!

– Wcale nie jest tępy!

– Oczywiście. Przynależność do bandy nienawidzącej samodzielnego myślenia i zmuszającej do natychmiastowego wykonywania rozkazów to oznaka wybitnej inteligencji.

Salwy śmiechu (dobra, przesadzam, ale ma to dla mnie zabarwienie humorystyczne), kurtyna.

Nie przeczę, że takie sytuacje nie dzieją się naprawdę – życie pisze najprzeróżniejsze scenariusze. Ale w połączeniu z lekkimi słowami w narracji i brakiem mocnego zaakcentowania smutku bohatera poprzez czyny jednoznacznie kojarzące się z tą emocją, scena zyskała charakter komediowy (nie jakiś mocny, ale to było dominujące zabarwienie).

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Aha. Dzięki.

Sama też nie przepadam za poezją. Wydawało mi się, że skoro już ja kojarzę jakiś wiersz, to uduchowiona reszta świata tym bardziej powinna go rozpoznać. I trochę miałam nadzieję, że to ustawi odbiór tekstu. Chłopcy zostali zaatakowani przez brutalną, chamską, prymitywną i wredną siłę. Robili, co mogli, więcej niż ktokolwiek się spodziewał, ale i tak nie mieli szans.

Czyli zabrakło dramatycznych słów? Cholera, wydawało mi się, że to by było banalnie: oświadczył się, ona odmówiła, on czuł straszliwy ból w złamanym sercu. Zieeew.

No, to miała być sytuacja “geek i jego dziewczyna”. To też jest śmieszne? Kurczę, ludzie, Wy w bardzo wesołym świecie żyjecie… Chyba zazdroszczę.

Podeptanie kwiatów i wywalenie pierścionka było metaforyczne. A do tego zawierały odwołanie do jeszcze jednego utworu. Ale nikt go dotąd nie wyhaczył, więc nie będę wyjaśniać.

Babska logika rządzi!

Podoba mi się styl, lekkie wplecenie naukowych słówek do porównań w zrozumiały sposób. Humor także na plus (żart z PTSD :)). Fajny pomysł z tym, że główny bohater ma kosę z wojskowymi zarówno na płaszczyźnie osobistej jak i zawodowej.

Sama fabuła w porządku, choć jak dla mnie było trochę za krótko, za szybko. Puenta w sumie całkiem typowa i raczej mnie nie zaskoczyła.

Czyli całkiem fajny tekst, w którym wątek lokalny i osobisty ciekawie splata się z historią tego UFO. Choć z drugiej strony mogłyby splatać się nieco ciaśniej.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dziękuję, Szyszkowy. :-)

No, ma kosę ogólną. Chyba po mnie odziedziczył… ;-)

Chciałam, żeby splatały się ciaśniej, ale brakło mi koncepcji. Plutonowy to jednak za cienki bolek, żeby wpływać na losy świata.

Miło, że tyle rzeczy Ci się spodobało. :-)

Babska logika rządzi!

Przeczytane.

Dzięki za info, Jurorze Szandku. :-)

Babska logika rządzi!

Fajne :) Muszę przyznać, że początek zaskoczył mnie wątkiem nieszczęśliwej miłości – nie podejrzewałam Cię o taki ;) Ciekawie skomponowałaś całość fabuły – wychodzimy od osobistego kawałka życia bohatera, przechodzimy do zawodowego, na który w jakimś tam stopniu ten pierwszy wpływa (nazwanie asteroidy), a kończymy na wielkim, epickim, ogólnoziemsko-kosmicznym ;)Wyszło to ciekawie i zajmująco, choć kiedy pisałaś o asteroidowych wojnach, narracja mocno oddaliła się od bohatera i przeszła w bardzo reportażowy styl. Dobrze się to czytało, ale gryzło mnie trochę porzucenie bohatera, wolałabym chyba patrzeć na to wszystko jego oczami. Dobrze, że na końcu ten punkt widzenia się pojawił.

Wrócę jeszcze do wątku miłosnego. Podoba mi się, że jest, bo przydaje całości smaku, no i chyba najbardziej przyczynia się do tego, że poznajemy Andrzeja, stworzyłaś sobie też pretekst do zabawy humorem. Czyli wszystko fajnie, jednak pomarudziłabym trochę na dialogi Andrzeja i Aśki. Jakoś nie mogłam ich usłyszeć – zdania Andrzeja wydały mi się zbyt długaśne, Asia za to brzmiała jak blondynka z kabaretu i trudno mi było ją kupić.

Wątki naukowe to nadal bardzo nie moja domena, ale bardzo cenię takie opowiadania sf, które sprawiają, że tego żałuję i chciałabym dowiedzieć się więcej. To jest przykład takiego opowiadania :)

Ach, i jeszcze jedno – bardzo fajnie pobawiłaś się tytułami rozdziałów, zwłaszcza na początku bardzo mi się to spodobało. Mniej za to podoba mi się tytuł opowiadania, jakiś taki mało zgrabny jest.

Przeczytane :]

No nieźle.

Dzięki, Werweno. :-)

Fajnie, że fajne. ;-)

A co, podejrzewałaś mnie o opisywanie udanego romansu? ;-) Tego jeszcze nie jestem w stanie dźwignąć…

No, jak politycy zaczęli ostrzeliwać asteroidę, to już sprawa była globalna i nikt odkrywcy o pozwolenie nie pytał. Nie widziałam sensu, żeby opisywać, jak Andrzej tylko zaciska pięści. Ich głosy zginęły w hałasie. :-(

Ja dla humoru nic nie stwarzałam. Sam się wcisnął.

Że dialogi parki słabo wyszły, to się nie dziwię. Ja nie umiem w takie rozmowy zakochanych albo rozkochanych. Wątki naukowe są o wiele prostsze i pełno materiałów do researchu. :-)

Podtytułu wybrałam wojskowe, to z ogólnego zrobiłam naukowy. Dla równowagi. :-) Może mało zgrabny, ale IMO dobrze mówi, o czym jest tekst.

Babska logika rządzi!

O, dziękuję za info, Jurorze Skoneczny. :-)

Babska logika rządzi!

mógł sięgnąć do mitologii celtyckiej i wybrać Selkie (też morski potwór, ale co tam)

Tak, nazwij ją Selkie!:), będzie skojarzenie do przepięknego filmu/baśni animowanej (dla dorosłych tj. z przesłaniem) “Sekrety morza”, który analitycznie można rozbierać bez końca, a przecież mógł go obejrzeć.

 

Zakończenie świetne:).

Opisujesz kawałek życia z UFO, to trudne i cudne. Podobało mi się poczucie humoru i dystans Adama.

 

Jedynie nawalanka żołnierzy zdaje mi się ciut nieprawdopodobna, ale co ja tam wiem o żołnierzach na przepustkach (mogę się podpytać, jeśli chcesz, bo w dalszych kręgach kręci się taki jeden ananas).  

 

Dziękuję, Asylum. :-)

Selkie ma dużo reprezentantów w popkulturze, ale jednak zostanę przy Silky. :-)

Taki konkurs, to trzeba było się przypatrzeć UFO. Wdzięczny temat.

Nawalanka nieprawdopodobna? Hmmm. Wydaje mi się, że traktatem naukowym raczej by go żołnierz nie przekonał. ;-)

Dzięki za chęć pomocy, ale już nie ryzykuj. I tak większość jurorów już tu była, więc po ptakach.

Babska logika rządzi!

Zaczęłam czytać z zaciekawieniem, jednak jakoś nie przejęłam się tragedią życiową bohatera, a gdzieś w okolicach prezydenta USA i koreańskich rakiet mnie zgubiłaś. I już do końca nie dałam się odnaleźć. Zgadzam tu się z NWM, że nagle zmieniasz wydźwięk opowiadania i to jakoś nie gra. Podoba mi się klamra z tym, że wojskowi odpowiadają za wszelkie nieszczęścia Andrzeja od osobistego po zawodowe, a tekst jest napisany lekko, ale nie poruszył we mnie żadnej szczególnej struny. Przeczytałam i pewnie niedługo zapomnę ;(

 

Co to jest szwej? W słowniku PWN znalazłam tylko rybę szweję…

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję, Jose. :-) Nie spodziewałam się Twojej wizyty.

Szkoda, że Cię zgubiłam w połowie.

Szwej? Myślałam, że to normalne i powszechnie używane słowo. Oznacza prostego żołnierza. Nie wykluczam, że pochodzi od Szwejka. Zaskoczyłaś mnie. :-) Ktoś ma jakieś bliższe dane albo dokładniejsze definicje?

Babska logika rządzi!

Ja też się nie spodziewałam swojej wizyty ;)

 

Dla mnie szwej jest nowością, ale co ja tam wiem o wojsku… Nikt wcześniej nie zwrócił na to słowo uwagi, znaczy ja jakaś niedoedukowana.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czyli mamy wartość poznawczą. Jeśli nie z fizyki antymaterii, to militarną. ;-)

Dzięki, Reg. No, to by się z grubsza zgadzało. :-)

Babska logika rządzi!

I z grubsza, i z cieńsza chyba też. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Z cieńsza, to nie wiedziałam, że szwej musi być z służby zasadniczej. :-)

Babska logika rządzi!

Odczekał chwilę, aż zimne podłoże wchłonie ból i strach.

O, to zdanie (oczywiście w kontekście całej sceny) podobało mi się najbardziej.

 

Porządne opko, krótkie, ale tworzące zamkniętą całość. Czyta się gładko.

Mnie najbardziej nie pasował ten fragment z koreańskim strzelaniem rakietami, ale pal licho. Zakończenie to rzeczywiście pośpieszne fiasko dla bohatera. Zamykasz tekst na szybko, ale zakładamże tak miało być.

Co do epilogu, to taki ciekawy dodatek do całości.

W sumie, zastanawiałem się, dlaczego nikt nie przypuścił, że to może być pocisk wystrzelony przez inną cywilizację :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dzięki, Mytriksie. :-)

Fajnie, że czytało się gładko.

A co było nie tak z rakietami? Czy jest to coś, co mogę na szybko poprawić?

Zakończenie. No, po co je przeciągać. Wszystko się rozchrzaniło… Czy opisy, jak to postrzępiony kawałek rakiety, koziołkując, leci w stronę asteroidy, coś by poprawiły?

Epilog wyjaśnia, skąd wzięły się błyski na Jowiszu. :-) I tylko tyle, resztę starałam się domknąć w samym tekście.

Nie rozumiem ostatniego zdania. Co może być pociskiem? Asteroida?

Babska logika rządzi!

Wątek obyczajowy zdał mi się doczepiony na siłę. Może zresztą dlatego, że zachowanie Andrzeja wydało mi się żałosne. Joanna wprawdzie miała prawo znudzić się oglądaniem nieba i wybrać sobie ciekawszy obiekt zainteresowania, ale nasz astronom powinien jednak mieć trochę godności i nie jęczeć jak to Aśka może żałować, że nowy obiekt nie zostanie nazwany jej imieniem.

 

Samo opowiadanie mnie wciągnęło, jak zwykle jest dobrze napisane, zakończenie jednak nieco mnie rozczarowało: rywalizacja między mocarstwami doprowadziła do wycofania się obiektu z Układu Słonecznego (okazał się on bowiem statkiem kosmicznym obcych), wszystko zaś zmierza do umoralniającego finału jak ze starej opowiastki science fiction dla młodzieży (typu „Wielka, większa i największa” Jerzego Broszkiewicza). Można było przecież z tych elementów złożyć bardziej intrygującą historię.

Dziękuję, Marcinie Robercie. :-)

Może i obyczajówka była doczepiona trochę na siłę. Nie będę się wykłócać.

Zachowanie Andrzeja. Na tym już w ogóle się nie znam. Co robi typowy facet w takiej sytuacji? Zero danych. No, od czegoś trzeba zacząć.

Zakończenie. A co innego mogli zrobić obcy, widząc, że tubylcy biją się o nich między sobą? Jeśli są wyjątkowo przyjaźnie nastawieni, to wrócić, kiedy dzieci podrosną. Jeśli mniej – zniszczyć potencjalne zagrożenie. Ja przynajmniej innych wyjść nie widzę.

Babska logika rządzi!

W ostatnim zdaniu chodzi mi o to, że ta asteroida, antymateria, statek obcych czy co to tam było, mogło być pociskiem wystrzelonym przez obcą cywilizację ;P 

Co prawda trajektoria się nie zgadzała, ale tyle rzeczy może się wydarzyć ;p

 

To nie tak, że tam jest coś konretnie nie tak, z rakietami, czy z czymś tam innym. Mi jakoś nie podpasowało. Może kierunek rozwoju sytuacji albo coś. To takie moje ogólne odczucia były :)

 

Marcinie, ale to, że "jęczał" sam do siebie to nic dziwnego. Przecież bohater nie musi się zachowywać zgodnie lub niezgodnie ze stereotypem, czy indywidualnymi preferencjami czytelnika. Próbujesz mu nadać cechy wojownika, a on miał być przeciwieństwem.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Aha. Że asteroida jest pociskiem.

Nic na to nie wskazywało. Kilometrowy pocisk – grubo, ale chyba za mało, żeby zniszczyć planetę. Kilometrowy kawał antymaterii – cholernie droga sprawa. Bomba atomowa w diamentowym pancerzu to przy tym waciki. Bez sensu wycelowane – przeleciało niedaleko Jowisza, ale do Ziemi nawet się nie zbliżyło.

I najważniejsze – jeśli widzi się kamień wlatujący do Układu Słonecznego, to raczej się nie zakłada, że ktoś go rzucił, bo to cholernie mało prawdopodobne. A jak to jest z Oumuamua? Hipoteza, delikatnie wysuwana, że być może, bo kształt nietypowy. Ale nikt nie postawi na to swojej reputacji.

Babska logika rządzi!

Czytam komentarze i zastanawiam się. Jeszcze nie zmurszałam, ale było blisko. Próbowałam uchwycić to, co sprawia, że scena z Gabinetu Owalnego (dla mnie) staje się lekko niepoważna. I odkryłam,  że to nie ta scena, ona jest ok. Wydaje mi się, że wbrew naszym wyobrażeniom, tak to może wyglądać. Kłopot moim zdaniem pojawia się dalej przy następujących po sobie, dwóch statycznych fragmentach. Są błyskotliwe, zawierają cięte spostrzeżenia, lecz relacjonują. Chyba bym je przeredagowała, na bazie istniejącego tekstu. Gdybym miała coś konkretnie radzić (czego się boję) to ripostę koreańską, czyli rozdział „Strzelać bez rozkazu”. Może gabinet na gabinet, bądź koreańską bazę rakietową i szaleńca.

 

Odnośnie połączenia wątku obyczajowego i asteroidowego, uznaję je za bardzo udane połączenie!:)

 

Hmmm. Powiadasz, że od Koreańczyków zaczynają się jaja? Zastanowię się, czy da się ich jakoś upoważnić. Nie mam pojęcia, jak wygląda baza rakietowa, a na research już nie mam czasu, bo sowy i skowronki nie chcą się same pisać…

Dzięki. :-)

Edytka: Odrobinę zmieniłam. Może pomoże…

Babska logika rządzi!

Wielkie zmiany nie byłyby potrzebne, absolutnie. Termin na UFO jeszcze daleko, a spieszyć się nie trzeba (tak myślę). Research do bazy zdaje mi się niepotrzebny, wystarczą zdjęcia i kawałek filmu z Kimem, pióro przecież masz, a i wyobraźnię przednią, a charakter sceny określony.

Oj, terminy już nie tak daleko. A moje sowy jeszcze w proszku jajkach…

Babska logika rządzi!

Kiedy pierwszy raz w życiu dowiedziałam się w pewnym hotelu, że jajecznica z proszku i przybywa w serdelkowym anturażu (spolszczam), padłam. Tajemnicą okryję czy z przerażenia, czy zdumienia.

Co do jaj gadajmy, może jakiś słowik lub słowa się z niego wykluje. Jedne taki, pewnie to była sikorka – nie znam się na tym, w każdym razie żółty brzuszek miała, przechadzała się w niedzielę po balkonowej balustradzie.

 Zakochanie to wyzwanie. Odstaw strzelanie.

Jajecznica z serdelków? To już jakaś magia kuchenna. ;-)

No dobra, pomysł już mam, teraz trzeba go tylko spisać. Znaczy, wysiedzieć. A potem jeszcze szybko nauczyć latać, zanim się wypuści w świat.

Hmmm. Z dwojga złego chyba wolałabym strzelać niż pisać romanse… Czasami wychylę nos ze strefy komfortu, ale na harlekinową orgię na razie nikt mnie nie namówi.

Babska logika rządzi!

Ok, ok :))), kibicuję. 

Dzięki. :-)

Babska logika rządzi!

Melduję przeczytanie.

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Dziękuję, Jurorko Naz. Spocznij. ;-)

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka