- Opowiadanie: barfly - Bękarty

Bękarty

Witam wszystkich! Jestem nowym-starym użytkownikiem, dawno temu opublikowałem na portalu dwa opowiadania, po latach postanowiłem zmierzyć się z tematem mitologii. Życzę przyjemnej lektury!

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Bękarty

Kiedyś musiała był śliczna, zauważył detektyw Graham wpatrując się w wychudzoną, zmęczoną twarz dziewczyny. Po śnieżnobiałych zębach, na których pewnie nosiła kiedyś aparat zostały już tylko żółte, na wpół wyruszane pieńki. Zielone oczy, w których kochał się każdy dzieciak w liceum zapadły się w głąb oczodołów. Przedwczesne zmarszczki na czole dopełniły dzieła zniszczenia. Stacy Rhodes wyglądała jak śmierć. W zasadzie była śmiercią, w metaforycznym znaczeniu tego słowa. W pokoju przesłuchań furczał wentylator, przynosząc kojący chłód, a mimo to z kobiety lało się ciurkiem, ciemnoszary podkoszulek kleił się do złuszczonej skóry, detektyw z obrzydzeniem spostrzegł, że podejrzana nie nosi biustonosza. Próbując ignorować mdlący odór niemytego ciała zadawał kolejne pytania. Z ćpunami była szybka piłka, przyznawali się od razu do wszystkiego, bez obietnic krótszej odsiadki. A jednak Stacy Rhodes opierała się, nie chciała współpracować. Co nieprawdopodobne, całą winę zrzucała na June Senoli. I choć detektyw Graham szczerze gardził mordercami, musiał przyznać, że to całkiem zabawna historyjka. June Senoli, milionerka, filantropka, obrończyni praw kobiet, antyaborcjonistka, Pierwsza Dama. I jeśli wierzyć Stacy Rhodes, dzieciobójczyni.

– Zacznijmy od początku Stacy. Opowiedz mi swoją historię.

 

 

Stacy siedziała na kanapie, zaciągała się papierosem, jednym okiem śledząc awanturę w studiu Jerrego Springera, drugim zerkając na telefon. Carlos się spóźniał, obiecał wpaść przed południem, jak zwykle nie dotrzymał słowa. Zaczęła wpadać w panikę. A jeśli zatrzymały go gliny? Ktoś strzelał do niego na ulicy? Albo cipa Stacy już mu się znudziła? Może teraz inna dziwka obrabia mu tą małą, śmieszną pałę. Zdenerwowana podeszła do okna, odsłoniła żaluzje wpuszczając do malutkiego pokoju odrobinę światła. Wyjrzała na ulicę, ale nie zauważyła nikogo prócz paru czarnych dzieciaków z sąsiedztwa. Usiadła z powrotem na kanapie, zapaliła następnego papierosa, czekała. Carlos się spóźniał, ale w końcu dotarł cały i zdrowy, nikt go nie zastrzelił. Leżeli teraz na kanapie, Stacy z rozłożonymi nogami, on na niej. Patrzyła na telewizor, pozwalając by gruby Latynos sobie ulżył. Jak na takiego spaślaka, był całkiem sprawnym kochankiem, starał się, ale co z tego skoro od pięciu lat żaden facet jej nie zaspokoił? Rozrywało ją od środka gdy wracała do tamtej nocy, gdy przypominała sobie Jego….

– Dlaczego przestałeś? – dopiero w przerwie na reklamy, zorientowała się, że Carlos się w niej nie porusza i gapi na drzwi. W progu stał Jerome. W ręku trzymał pad od konsoli, a pod nogami jeździł mu szkaradny robot umieszczony na gąsienicach. Czterolatek w milczeniu przyglądał się miłosnym uniesieniom swojej matki.

– Nie mogę jak ten smarkacz…nie możesz wstawić sobie drzwi? – zdenerwował się Latynos. Stacy wydostała się spod jego masywnego cielska i zaciągnęła spódniczkę za uda.

– Do swojej pokoju Jerome! W tej chwili! – rozkazała. Dzieciak bez słowa sprzeciwu zniknął w korytarzu, ale atmosfera się rozrzedziła. Carlos już zakładał spodnie i zapinał pas.

– Przysięgam, z tym gówniarzem jest coś nie tak.  Kurewsko mnie przeraża. 

Kobieta nie słuchała, czekała na zapłatę, bała się, że grubas będzie niezadowolony z usługi, ale po chwili wyciągnął z kieszeni zawiniątko, położył na stole i wyszedł. Stacy uśmiechnęła się do swojego odbicia resztką żółtych zębów, w dłoni jak czarodziejska różdżka pojawiła się nadpalona fifka. Rozpakowała folijkę, a pokruszone kryształki łyżeczką ubiła do lufki. Ręce jej drżały, gdy zapalniczką podgrzewała poczerniały plastik. Już pierwszy buch wprowadził ją w euforię. Czuła jak duch opuszcza ciało, z wrażenia opadła na fotel kurczowo trzymając się poręczy.

I kiedy Stacy Rhodes pławiła się w rozkoszy, ktoś zadzwonił do drzwi.

Z trudem podniosła kościsty tyłek z siedzenia, odłożyła fifkę i pokuśtykała na korytarz. Była pewna, że Carlos wrócił dokończyć konsumpcję. Nikt inny jej od dawna nie odwiedzał, nawet opieka społeczna położyła na nią lachę. Kiedy wyjrzała na zewnątrz z początku zamarła a potem wybuchnęła śmiechem.

– O kurwa, ja cię przecież znam.

Kobieta stojąca w progu miała pięćdziesiąt lat, na tyle przynajmniej wyglądała. Kruczoczarne włosy opięła w kok, a poważny wyraz twarzy podkreślały wypielęgnowane brwi kontrastujące z jasnymi, wyblakłymi oczami. Usta ściągnięte w wąską kreskę, nigdy w życiu nie zaznały śmiechu, tylko samych trosk i gniewu.

– Mogę wejść? – spytała, ale zanim Stacy zdążyła odpowiedzieć, kobieta przystąpiła przez próg i zamknęła za sobą drzwi. Na rękach nosiła zamszowe rękawiczki w kolorze waniliowego budyniu, szczupłe ciało otulał cienki płaszczyk. Rozsupłała pasek wkoło bioder, zsunęła płaszcz i powiesiła go na wystającym ze ściany haczyku. 

– Ja cię znam – powtórzyła narkomanka nie przestając się szczerzyć . Trwała w euforii, jej duch odleciał i nie zdążył jeszcze wrócić do ciała – Jesteś prawdziwa czy mi się to śni?

– Zależy jak na to spojrzeć. Większość uważa, że nie istnieję. Jestem podobno wytworem waszej wyobraźni.

Stacy niezbyt zrozumiała odpowiedź. Dlaczego June Senoli, żona prezydenta Stanów Zjednoczonych miałaby nie istnieć? Przecież codziennie widywała ją w telewizji, czytywała o niej w prasie. Jeśli ktoś tu jest niewidzialny, to raczej ona, samotna matka ze Skid Row. Kobieta weszła do salonu i rozejrzała od niechcenia. Na okopconą fifkę i zapalniczkę ledwo zwróciła uwagę. Zainteresowało ją zdjęcie wiszące na ścianie, dziś zakurzone, poplamione, pełne osadów. June podeszła bliżej, palcem przetarła brud. Z fotografii uśmiechała się do niej blondwłosa seks bomba ze srebrnym diademem na głowie. Przez ramię przewieszoną miała szarfę.

MISS CALIFORNIA TEEN 2014, przeczytała.

– Zawsze miałeś tendencyjny gust.

– Że co?

Odwróciła się, skupiając całą swoją uwagę na niedomytej narkomance. W końcu zapytała.

– Chciałabyś odzyskać swoje życie Stacy? Cofnąć czas, sprawić, żeby to wszystko okazało się złym wspomnieniem? Mieszkać w Beverly Hills, codziennie jeść kawior, pić szampana? Tego przecież zawsze chciałaś, do tego dążyłaś, prawda?

Stacy przytaknęła.

– Mogę to uczynić. Wiedz, nie żywię urazy, właściwie to mi ciebie nawet szkoda. Sama siebie ukarałaś, skazałaś na te straszne męki. Oszczędziłaś mi zachodu.

– Urazy? Jakiej urazy? Ja cię nawet nie znam kobieto.

– Ukradłaś mi męża.

Narkomanka zamrugała a pierwsza dama widząc, jak nieprecyzyjnie sformułowała zdanie, natychmiast się poprawiła.

– Nie, nie TEGO męża. Mojego byłego. Choć z technicznego punktu widzenia, nigdy się nie rozstaliśmy. Tam skąd pochodzę…hmm….nie uznaje się rozwodów. Tylko śmierć może rozdzielić małżonków a w naszym przypadku to raczej niemożliwe.

Kiedy Stacy ćpała ledwo potrafiła dodać dwa do dwóch, ale teraz doskonale wiedziała o kim mowa. Nawet crack, a paliła go bez przerwy, nie wymazał z pamięci nocy spędzonej z Nim w Sheratonie. John Smith wypalił w niej paskudną bliznę, jątrzącą się każdego dnia ranę. To już nawet nie miłość, lecz obsesja, dzika fascynacja i opętanie. Nikt jej jeszcze tak nie wyrżnął, nikt nie był tak czuły i delikatny jak on. Gdy rankiem obudziła się sama w łóżku a on nie wracał o mało nie podcięła sobie żył. W końcu by się zdecydowała, ale miesiąc później zrobiła sobie test ciążowy.

– Czego od mnie chcesz? – spytała, całkiem trzeźwo.

– Pokaż mi swojego syna Stacy – zażądała była żona Johna Smitha. 

 

 

– I co było dalej? – dociekał policjant. Wyciągnął z kieszeni wymiętą paczkę czerwonych marlboro i poczęstował podejrzaną. Zaciągnęła się wypalając papierosa niemal do połowy, rozkaszlała, po policzkach pociekły jej łzy.

– Zaproponowała mi układ.

– Jaki układ?

– Moje życie za jego.

– Dlaczego?

– June nienawidzi bękartów Johna.

– Skoro ich tak nienawidzi, dlaczego sama go nie zabiła?

– Powiedziała, że kiedyś już próbowała i źle się to dla niej skończyło.

Graham nie wytrzymał. Uderzył pięścią w stół, Stacy aż podskoczyła w krześle, wypuściła papierosa z palców. Policjant podniósł się, pochylił nad stołem i wykrzyczał jej w twarz.

– Dosyć tego pierdolenia dziewczyno! To ty zamordowałaś dzieciaka. Nie June Senoli, tylko ty! Naćpałaś się, coś ci się pomieszało w głowie i uroiłaś sobie niestworzone rzeczy. Weszłaś do jego pokoju gdy spał, złapałaś za szyję i udusiłaś. Przyznaj się! Tak właśnie było! Odpowiadaj!

Narkomanka skuliła się w sobie, wyglądała teraz jak mała dziewczynka która nabroiła i próbowała się tłumaczyć przed surowym ojcem.

– Tak! Ale to June mi kazała… Powiedziała, że Jerome już zawsze mi będzie przypominał o Johnie, że dopóki się go nie pozbędę zawsze już będę cierpiała. Chciałam, żeby to się skończyło! To nie jest moje życie, gdybym wtedy nie poszła z nim do hotelu, nie zaszła w ciążę…June mi pomogła, ona dba o kobiety.

Ćpunka schowała twarz w dłoniach i zaniosła się płaczem. Detektyw, coraz bardziej zniecierpliwiony, przyglądał jej się z nieukrywanym obrzydzeniem. W końcu podsunął jej pod nos długopis i papier.

– Podpisz zeznanie.

Stacy popatrzyła tępym wzrokiem na protokół przesłuchania, przeniosła wzrok na Grahama.

– Podpisz zeznania, Stacy – powtórzył tonem nieznoszącym sprzeciwu.

Dziewczyna wzięła do ręki długopis i przyłożyła końcówkę do papieru. Wtedy drzwi się otworzyły a do środka wparował szpakowaty mężczyzna w garniturze. W ręku trzymał czarną walizeczkę dodającą mu powagi.  

– Pani Rhodes niczego nie podpisze detektywie–

Policjant oniemiał.

– A kim ty kurwa jesteś?

Elegant wyciągnął z kieszeni wizytówkę i wcisnął do dłoni Grahama.

– Jej adwokatem. Moja klientka do niczego się nie przyznaje, proszę skończyć przesłuchanie i zwolnić ją do domu.

– Żartujesz.

Do prawnika dołączył kapitan Leibovitz. Twarz szefa policji była purpurowa, wyglądało jakby zaraz miał dostać ataku astmy, w jego oczach Graham wyczytał zmieszanie i coś jeszcze. Strach.

– Nie żartuje. Wypuść ją Sam. Poważnie stary, odpuść – zasugerował kapitan ledwo powstrzymując drżenie głosu. Graham jeszcze raz spojrzał na Stacy Rhodes. Próbował wyprzeć ze świadomości, to co wydawało się teraz niemal oczywiste. Oczywiste a jednak abstrakcyjne, niepojęte. Wiedział już jak spędzi dzisiejszą noc. Z butelką burbona i służbowym pistoletem pod poduszką. Bez słowa wyszedł z pokoju przesłuchań.

 

 

Przed komendą na Stacy czekała czarna limuzyna a przy limuzynie Azjata w stroju szofera. Adwokat odprowadził ją pod same drzwi.

– To jest pan Kim, twój kierowca. Zawiezie cię na Sunset Beach.

– A co jest na Sunset Beach?

– Klinika odwykowa. Od dziś zaczynasz nowe życie Stacy. Dobrze się spisałaś, nasza znajoma jest z ciebie zadowolona. Choć niepotrzebnie o niej wspominałaś temu detektywowi.

Jadąc bulwarem uchyliła okno łapczywie łapiąc powietrze, letnia bryza smagała ją po twarzy. Drżące dłonie kurczowo zacisnęła na kolanach, ale to nie pomagało. Całe ciało wbrew jej woli dygotało, chwila dzieliła ją, żeby kazać Kimowi się zatrzymać, uciec z samochodu i zadzwonić do Carlosa. Wytrzyma, powtarza w myślach, wytrzyma, zrobi to dla swojego synka, jego życie nie pójdzie na marne. Rozpłakała się przypominając sobie jego mądre brązowe oczka, delikatnie rączki, którymi stworzył te wszystkie cuda. Zastanawiała się kim mógłby zostać, gdyby go nie przehandlowała. W wieku dwóch lat sam nauczył się czytać, rok później zbudował swojego pierwszego robota, rozwiązywał zadania matematyczne na poziomie akademickim. Kiedy Pierwsza Dama weszła do pokoju i spojrzała Jeroma’a dłubiącego w układzie scalonym uśmiechnęła się po raz pierwszy i ostatni.

– Tak, to jego syn.

Przez resztę swojego życia, a skończyło się ono trzy miesiące po odwyku, Stacy miała wrażenie, że odebrała światu piękny dar. Do końca przekonywała siebie, że to wszystko wina June Senoli.

Koniec

Komentarze

Przyjemne i sprawnie napisane opowiadanie z intrygującym wstępem. Twist kryminalny mało zaskakujący, ale jak na tę długość – zupełnie przyzwoity. Aż sama zaciekawiłam się, kim Jerome zostałby w przyszłości ;). Ode mnie masz plusa.

Kurde, mocne. 

 

Pobawiłam się w łapankę:

 

“Po śnieżnobiałych zębach, na których pewnie nosiła kiedyś aparat, zostały już tylko żółte, na wpół wyruszane pieńki, zielone oczy, w których kochał się każdy dzieciak w liceum zapadły się w głąb oczodołów, przedwczesne zmarszczki na czole dopełniły dzieła zniszczenia.”

 

przecinki i rozbiłabym to zdanie na trzy.

 

 

“Po śnieżnobiałych zębach, na których pewnie nosiła kiedyś aparat, zostały już tylko żółte, na wpół wyruszane pieńki. Zielone oczy, w których kochał się każdy dzieciak w liceum zapadły się w głąb oczodołów. Przedwczesne zmarszczki na czole dopełniły dzieła zniszczenia.”

 

no i wyruszane … hmm. 

 

“W pokoju przesłuchań furczał wentylator, przynosząc kojący chłód, a mimo to z kobiety lało się ciurkiem, ciemnoszary podkoszulek kleił się do złuszczonej skóry, detektyw z obrzydzeniem spostrzegł, że podejrzana nie nosi biustonosza.”

 

 też bym rozbiła na trzy odrębne zdania.

 

zaciągała się papierosem – brakuje się

 

Carlos się spóźniał, obiecał – za spóźniał może nowe zdanie

 

Dlaczego przestałeś? – dopiero w przerwie na reklamy, zorientowała się Carlos się – zorientowała się, że…

 

W ręku trzymał pad od konsoli, a pod nogami – uciekł przecinek

 

(…) ale atmosfera się rozrzedziła, Carlos już zakładał spodnie i zapinał pas.

 

 po rozrzedziła dałabym kropkę.

 

Ręce jej drżały, gdy zapalniczką podgrzewała – przecinek

 

Była pewna, że Carlos wrócił, dokończyć konsumpcję, nikt inny jej od dawna nie odwiedzał, nawet opieka społeczna położyła na nią lachę. – między wrócił a dokończyć zbędna jedna spacja i przecinek chyba też. I z tego zdania zrobiłabym przynajmniej dwa.

 

z początku zamarła a potem – brakuje przecinka przed a potem

 

Kruczoczarne włosy opięła w kok, a poważny wyraz twarzy podkreślały wypielęgnowane brwi kontrastujące z jasnymi, wyblakłymi oczami – literówka i brak przecinka

 

Mogę wejść? – spytała, ale zanim Stacy – przecinek

 

rękawiczki w kolorze budyniu – o smaku czekoladowym, czy waniliowym? ;)

 

(…) zdążył jeszcze wrócić do ciała – Jesteś prawdziwa (…) – powinna być kropka przed kolejną wypowiedzią.

 

urękawicznionym palcem – yyyy, nie wiem, czy to jest dobre wyrażenie

W ogóle te rękawiczki mi się kojarzą z perfekcyjną panią domu :D 

 

Nikt jej jeszcze tak nie wyrżnął, nikt nie był tak czuły i delikatny jak on. – rżnięcie raczej nie jest czułe i delikatne.

 

John Smith ciut oklepany, chyba.

 

Wyciągnął z kieszeni wymiętą paczkę czerwonych marlboro i ją poczęstował. – kogo poczęstował? Bo ja rozumiem, że poczęstował paczkę. 

 

Zaciągnęła się wypalając papierosa niemal do połowy, rozkaszlała, po pociekły jej po policzkach. – coś tu się stało, pewnie w pośpiechu.

 

– Podpisz zeznania Stacy – powtórzył tonem nieznoszącym sprzeciwu. – brakuje przecinka po zeznaniach:  Podpisz zeznania, Stacy

 

– Pani Rhodes niczego nie podpisze, detektywie– brakuje przecinka, wstawiłam pogrubiony.

 

Oczywiste, a jednak abstrakcyjne, niepojęte. – przecineczek

 

Wiedział już, jak spędzi dzisiejszą noc. – kolejny

 

 

Drżące dłonie kurczowo zacisnęła na kolanach, ale to nie pomagało, całe ciało wbrew jej woli dygotało, chwila dzieliła ją żeby kazać Kimowi się zatrzymać, uciec z samochodu i zadzwonić do Carlosa. – rozbiłabym, bo za ciasno na jedno zdanie. Plus dodać przecinek przed “żeby”.

 

Opowiadanie jako całość, podobało się. Dość mocne. Scena seksu z Carlosem i to dziecko… Oblenia. I ćpunka obleńska. Historia dobrze przedstawiona. Postaci niepłytkie. 

Dobra robota. 

Sara

Dziękuje wszystkim za komentarze, uwagi i miłe słowa :) 

Fajne, kryminałku jeszcze w konkursie nie było. Pięknie przedstawiłeś Herę, tak samo wredna i pnąca się na szczyt, jak w mitologii. Dobry pomysł ze zrobieniem z niej żony prezydenta. Zeus stracił władzę, więc poszła tam, gdzie władza jest. Aż współczuję panu prezydentowi i całym Stanom Zjednoczonym. ;)

Mam tylko wątpliwości, czy Hera zadawałaby sobie trud dotrzymania obietnicy, danej śmiertelniczce. Choć, z drugiej strony, Stacy umiera krótko później i można się zastanawiać, czy była to robota bogini, czy też samobójstwo. W obu wypadkach dostało się dziewczynie za swoje.

 

Z czepiania się:

– O kurwa, ja cię przecież znam.

A kawałek niżej:

 

– Urazy? Jakiej urazy? Ja cię nawet nie znam kobieto.

Rozumiem o co ci chodziło, ale i tak zgrzyta.

 

Ach i tytuł masz jakoś tak mało zachęcający. Jedno słowo, które w sumie nic nie mówi.

Nick zobowiązuje i jak rozumiem, lubisz Bukowskiego. Stąd zapewne ten cały brud, syf, ćpuny, seks i wulgaryzmy oraz amerykańskie slamsy jako tło wydarzeń.

Widać, że potrafisz pisać, całymi partiami tekstu idziesz równo, trzymając styl i sprawnie prowadząc pióro. Od czasu do czasu jednak zdarzają się jakieś potknięcia, jak na przykład w tym momencie: "Wyjrzała na ulicę, ale nie zauważyła nikogo prócz paru czarnych dzieciaków z sąsiedztwa. Usiadła z powrotem na kanapie, zapaliła następnego papierosa, czekała. Carlos się spóźniał, ale w końcu dotarł cały i zdrowy, nikt go nie zastrzelił. Leżeli teraz na kanapie, Stacy z rozłożonymi nogami, on na niej". – dziwny skrót akcji. Ja bym rozdzielił to jakoś, chociażby nowym akapitem o przyjściu Carlosa.

Gubisz przecinki i spacje, masz jakieś usterki w edycji tekstu – warto nad tym zapanować.

Całość mocna, mroczna, brutalna i miejscami obsceniczna. Hera, jako zazdrosna, okrutna, dzieciobójczyni, wysługująca się w "brudnej robocie" wyrodnymi matkami. Zresztą samo imię "Hera" w kontekście narkomańskich realiów głównej bohaterki również wpisuje się w opowiadaną historię.

Troszkę mi zazgrzytał układ: Hera – Pierwsza Dama – czyli mąż prezydent. Jako żona Zeusa, naturalnym tokiem rozumowania jest skojarzenie Zeusa z prezydentem. A przecież Zeusem jest tutaj jakiś John Smith. Ale to tylko moje rozkminki skojarzeniowe.

Dam klika, a Ty powinieneś dodać tag "wulgaryzmy".

Po przeczytaniu spalić monitor.

Po śnieżnobiałych zębach, na których pewnie nosiła kiedyś aparat[+,] zostały już tylko żółte, na wpół wyruszane pieńki. Zielone oczy, w których kochał się każdy dzieciak w liceum[+,] zapadły się w głąb oczodołów.

Zwróć uwagę na przecinki w zdaniach wtrąconych (brakuje “zamykających” wtrącenie).

– Zacznijmy od początku[+,] Stacy.

I przy wołaczach.

I w ogóle zwróć uwagę na przecinki.

Stacy siedziała na kanapie, zaciągała się papierosem, jednym okiem śledząc awanturę w studiu Jerrego Springera, drugim zerkając na telefon.

Rozumiem, o co Ci chodzi, ale wyobraźnia podpowiada mi obraz zezowatej dziewczyny.

I to na pewno się tak zapisuje?

– Nie mogę jak ten smarkacz…nie możesz wstawić sobie drzwi?

Brak spacji po trzykropku.

– Do swojej pokoju[+,] Jerome!

– Ja cię znam – powtórzyła narkomanka nie przestając się szczerzyć . Trwała w euforii, jej duch odleciał i nie zdążył jeszcze wrócić do ciała[+.] – Jesteś prawdziwa czy mi się to śni?

A tu z kolei niepotrzebna spacja przed kropką.

Przejrzałabym tekst pod kątem tego typu usterek.

Znam tylko pięć liter ;)

Przyjemnie się to czytało. Co prawda przyjemnie to może nie koniecznie najlepsze określenie, biorąc pod uwagę tematykę, ale napisane jest to naprawdę sprawnie. Do samej tematyki też podszedłeś dobrze, z jednej strony pokazując tutaj mocno naturalistyczny obraz, ale z drugiej robiąc to zupełnie świadomie, nie próbując na siłę szokować czy to wydarzeniami, czy słownictwem. To wszystko razem jest wewnętrznie spójnie i dzięki temu kupuję ten tekst. Fajnie też wpisuje się w niego pomysł na Herę, zresztą spójny chyba z jej faktyczną awersją do zeusowych bękartów. Tylko nie bardzo wiem, jak to się stało, że nagle jest żoną prezydenta USA. Ok, pożądała władzy. Ale co z Zeusem? No i nie jestem też pewny kwestii braku rozwodów w mitologii greckiej, tutaj jakiś lepszy ekspert musiałby zabrać głos. W sensie, Hera była chyba przynajmniej trzecią żoną Zeusa, wcześniej ożenił się np. z Temidą i jakoś nie kojarzę, żeby tę jakoś zabili czy co. Ale bardzo możliwe, że tylko nie kojarzę. W każdym razie fajne to manipulowanie kobietami, żeby same swoje dzieci mordowały. Takie to hmmm, wyobcowanie boskiej perspektywy, której ludzki los nie obchodzi. Chociaż w tym momencie nie jestem pewny dlaczego po prostu nie zostawiła Stacy na pastwę policji, i tak nikt by nie uwierzył w jakikolwiek jej udział w tym morderstwie. A wysyłając prawnika tylko sprawiła, że wszystko to faktycznie było podejrzane.

Jeśli chodzi o twój styl, to nie jestem pewny. Z jednej strony czyta się całość dość sprawnie i nieźle. Z drugiej jest sporo problemów. Interpunkcja wymaga solidnej poprawy. Do tego masz tendencję do tworzenia olbrzymich, długaśnych zdań, które moim zdaniem znacznie lepiej by brzmiały po rozbiciu na części. Ale to ściśle rzecz biorąc błąd raczej nie jest, więc nie może też być konkretnym zarzutem. Raczej element stylu, który mi zgrzyta. 

Używasz czasem sformułowań, które niekoniecznie dobrze mi pasują i czasem chyba niekoniecznie znaczą to, co byś chciał. Chodzi o zwroty typu “na wpół wyruszane pieńki” – nie jestem nawet pewien, czy w języku polskim istnieje takie słowo jak “wyruszane”. Chyba nie. Albo “włosy opięła w kok” – raczej spięła w kok, opięcie ma nieco inne znaczenie. “Zawsze miałeś tendencyjny gust.” – w sensie, stronniczy? Czy chodziło raczej o tandetny? 

Do tego już z pierwszym zdaniem miałem problem:

Kiedyś musiała był śliczna, zauważył detektyw Graham wpatrując się w wychudzoną, zmęczoną twarz dziewczyny.

Sposobów zapisu myśli jest kilka do wyboru, ale moim zdaniem tutaj znacznie lepiej by wyglądało, gdybyś samą myśl zapisał kursywą, a narrację zostawił normalnie. Do tego problem jest właściwie z samą myślą. Bo zazwyczaj gdy używa się tego typu stwierdzeń, powinno dać się bohaterowi jakiś powód, żeby tak pomyślał. Wiesz, mimo szpetoty, powinno być widać pod nią cień osoby, którą kiedyś była. Jakieś rysy twarzy, regularne, chociaż zniekształcone ciasno opiętą skórą i tak dalej. U ciebie tego nie ma. Mamy tylko wysuszoną, pomarszczoną, szczerbatą kobietę o zapadniętych oczach. Niby próbujesz to zrobić przez te różne wspominki, że kiedyś ktoś się kochał w tych oczach a teraz to… I to nie byłoby takie złe, ale w tym fragmencie stosujesz narrację z punktu widzenia policjanta. A policjant o tym wszystkim nie wie, widzi tylko to, co widzi. I nie dajesz mu podstaw, żeby pomyślał, że kobieta była śliczna. Nie wiem, może gdyby znał ją z liceum to mógłby tak pomyśleć, albo coś takiego. Ale tak jak jest, to niestety nie działa dobrze, mocno mi się to w oczy rzuciło. 

W każdym razie, jak mówiłem, podobało mi się. 

Jeden z ciekawiej zaprezentowanych obrazów postaci z greckich mitów.

Podoba mi się tło. Brudne noir – seks, narkotyki, rozpacz. Zeus jako typowy pies na baby oraz zazdrosna Hera – to także na plus. Choć trochę dziwi, że ta druga jest żoną prezydenta USA, no ale to pewnie boski kaprys.

Opowieść zaś prowadzisz ciekawie. Umiesz dawkować napięcie, tworzyć klimat.

Co szwankuje? Technikalia. Przecinki, czasem jakaś literówka. Stąd chwytaj ode mnie zestaw linków, które pomogą się z tym uporać.

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Podobało się. Odważne, wręcz brutalne, ujęcie tematu, ale cóż, w takich czasach żyjemy. Udało Ci się wykreować ciekawe, realistyczne postaci, a i fabuła nie najgorsza.

Na przyszłość postaraj się bardziej zwracać uwagę na przecinki i literówki, dla ułatwienia czytania takim marudom jak ja. :)

 

Drobiazgi:

kobieta przystąpiła przez próg i zamknęła za sobą drzwi

kobieta przestąpiła przez próg i zamknęła za sobą drzwi

 

Kiedy Pierwsza Dama weszła do pokoju i spojrzała Jeroma’a dłubiącego w układzie scalonym

Kiedy Pierwsza Dama weszła do pokoju i spojrzała na Jerome’a dłubiącego w układzie scalonym

 

 

Powodzenia! :)

Dobrze napisane, naprawdę porządnie, gratki. Osobiście, mam jednak kłopot z takimi pracami. Ktoś z komentujących wspomniał o realizmie. Dla mnie to nie jest realizm. To pokazanie obrazka amerykańskiej patoli, narysowanego w oparciu o (mam takie wrażenie, może się mylę?) wyobrażenia filmowo-serialowe. Jest nieszczęsna kurewka oddająca się za pare kryształkow, jest obleśny facet, który ją wykorzystuje, no i oczywiście, widzi to wszystko zaniedbane dziecko. Dla mnie to bardzo stereotypowe i powierzchowne pokazanie tego trudnego świata. O ile w literaturze fantasy, czy SF jestem w stanie przyjąć wszystko, to gdy mieszamy pozorny (bo płytki i papierowy) realizm trudnej rzeczywistości społecznej (czyli trochę jakby dokument) z fantastyką, budzi sie we mnie jakiś taki, no, sprzeciw. Ja wiem, że to miało być tło tylko. Jest narysowane dobrą, acz strasznie grubą kreską. Nie odbieraj tego proszę jako czepialstwo, po prostu piszę o moich odczuciach. Jeśli oglądałeś film Florida Project, na pewno mnie zrozumiesz. Jesli nie oglądałeś – polecam bardzo, bo jest na temat. Może wtedy moje Łosiotowe kwękanie będzie bardziej do przyjęcia?

pozdrawiam.

Brudne. Tak, jak lubię.

Miejscami słabiej z warsztatem, ale jakbym miał zgadywać to kwestia lenistwa – coś o tym wiem ;) Przesłania raczej tu nie ma zbyt głębokiego i nie bawisz się w filozofię, ale jest za to wystarczająco atmosfery, aby tekst się podobał.

 

Klik.

 

Pozdrawiam

Czwartkowy Dyżurny :)

Też miałem skojarzenia z Bukowskim ;).

A że nie jest to literatura, którą lubię, to nie porwało. Amerykańskie dno społeczne, sporo wulgaryzmów, scenografia rodem z seriali. No nie przemówiło.

Dodatkowo technicznie słabo. Interpunkcja marna, sporo babolków:

– “na wpół wyruszane” – nie ma takiego słowa;

– “mimo to z kobiety lało się ciurkiem, ciemnoszary podkoszulek kleił się do złuszczonej skóry” – “lało się”? “spływała potem” może, bo brak słowa “pot” spowodował, że miałem całkiem inne skojarzenie początkowo; poza tym “złuszczona skóra” nie przynależy już do ciała, jest bytem osobnym; pewnie miało być “łuszcząca”?;

– “Jerrego Springera” – Jerry’ego;

– “kobieta przystąpiła przez próg” – przestąpiła;

– “zdjęcie wiszące na ścianie, dziś zakurzone, poplamione, pełne osadów” – zdjęcie pełne osadów? objaśnij, bo kompletnie nie wiem, o co chodzi;

– “blondwłosa seks bomba” – seksbomba;

– “niczego nie podpisze detektywie–” – do czego służy myślnik na końcu wypowiedzi?;

– “ wcisnął do dłoni Grahama” – wcisnął w dłoń;

– “chwila dzieliła ją, żeby kazać Kimowi” – zabrakło “od tego”, bo teraz to brzmi tak, jakby chwila rozkawałkowywała kobietę.

 

Całkiem niezły pomysł podany mi w formie, której nie lubię. Bywa!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Witaj, Barfly :) “Stary-nowy” to tak jak ja! Też niedawno wróciłam na stronkę :P

Przechodząc do tekstu…

Brakowało mi trochę przecinków, niektóre zdania podzieliłabym kropkami na krótsze zamiast ciągnąć przecinkami, ale to głównie kosmetyczne zmiany. Czasem też coś zazgrzytało.

Nakreślona przez Ciebie wizja jest mocna, dosadna, brudna – niemal rynsztokowa. Mam jedno “ale” fabularne, które inni przeoczyli (lub przemilczeli, a ja przemówię).

 

I jeśli wierzyć Stacy Rhodes, dzieciobójczyni.

Dzieciobójstwo nie jest tym samym co zamordowanie dziecka. To pierwsze jest prawnie dokładnie sprecyzowane.

 

Art. 149 Kodeksu Karnego – Dzieciobójstwo

Matka, która zabija dziecko w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu,

 

Niby czepianie, lecz merytorycznie istotne :)

 

Poza tym udany tekst. Powodzenia w konkursie.

Pozdrawiam!

 

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Choć warstwa obyczajowo-kryminalna zdominowała fantastykę, to i tak znalazło się dość miejsca, aby nieźle pokazać postaci uczestniczące w dramacie rodem z antycznej tragedii. I gdybyż tak jeszcze wykonanie nadążało za pomysłem…

 

na wpół wy­ru­sza­ne pień­ki. –> Czy tu aby nie miało być: …na wpół wykruszone pień­ki.

 

gdy przy­po­mi­na­ła sobie Jego…. –> Po wielokropku nie stawia się kropki.

 

Kru­czo­czar­ne włosy opię­ła w kok… –> Kru­czo­czar­ne włosy upię­ła w kok

 

Tam skąd po­cho­dzę…hmm….nie uzna­je się roz­wo­dów. –> Brak spacji po wielokropkach, Po drugim wielokropku zbędna kropka.

 

John Smith wy­pa­lił w niej pa­skud­ną bli­znę… –> Blizny się nie wypala, blizna to ślad po zagojeniu się rany.

 

Stacy aż pod­sko­czy­ła w krze­śle… –> Stacy aż pod­sko­czy­ła na krze­śle

 

nie za­szła w ciążę…June mi po­mo­gła… –> Brak spacji po wielokropku.

 

Jadąc bul­wa­rem uchy­li­ła okno łap­czy­wie ła­piąc po­wie­trze… –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: Jadąc bul­wa­rem uchy­li­ła okno, zachłannie ła­piąc po­wie­trze

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Generalnie mi się podobało. :) I to nawet bardzo. Połączenie mitologii z kryminałem wyszło Ci bardzo dobrze. Hera we współczesnej roli sprawdziła się znakomicie. Jedyny zgrzyt miałem podczas „wejścia prawnika” (Czy Stacy przypadkiem nie zdążyła się już „ustnie” przyznać? A przesłuchanie powinno być chyba nagrywane), ale rozumiem, że było to dość kluczowe dla narracji ;)

 Zastanawiam się też, czy gdyby ten tekst nie brał udziału w konkursie mitologicznym to czy skojarzyłbym tu Herę? Wydaje mi się, że raczej nie…  

Hmmm, totalnie widzę Herę/Junonę jako pierwszą damę. Bez wątpienia. A tekst nawet bardziej by mi się podobał, gdyby nie szedł w aż takie skrajności – naturalistyczny opis bohaterki na początku jest przegięty, ona wygląda, jakby miała za moment skonać, a nie jak funkcjonująca i mająca jeszcze przynajmniej jednego chętnego kochanka kobieta. Generalnie fabuła wydała mi się poprawna, ale nie porywająca, a postacie – motywowane raczej wolą autora niż motywacją jako taką (June/Junonie naprawdę wystarczyło się tam pojawić i zadziałać samej, na cholerę jej ta pośredniczka? Jeżeli nie może działać sama, to ja chcę to wiedzieć z tekstu). Ale generalnie tekst obiecujący.

Tekst wymaga, moim zdaniem, sporo przepracowania i przeredagowania, jeśli miałby się kwalifikować do antologii. Ninedin w zasadzie wyraziła większość moich myśli, dodam jeszcze, że miałam problem z bohaterkami taki, że żadnej nie byłam w stanie choćby śladowo polubić, a zatem przejąć się jakkolwiek ich losem. Przydałoby się tu trochę zniuansowania zarówno samych postaci, jak i uczuć i motywacji. Jest pomysł – na dodatek wybrałeś postać niełatwą, co na plus, bo wymyśliłeś jej całkiem sensowne wcielenie – ale wypadałoby go lepiej wyartykułować.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Fajny pomysł na Herę, spodobało mi się jej przedstawienie. Pasowała do tej roli. Ładnie pokazana herosowatość synka.

Interpunkcja kuleje. Czemu wskazane błędy jeszcze nie są poprawione?

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka