- Opowiadanie: Patryk Mikulski - Kruk

Kruk

Cześć, jest to pierwsze opowiadanie jakie popełniłem. Do tego chciałbym się przywitać ze wszystkimi, ponieważ jestem tu nowy. Tekst nie jest oryginalny, ale mam nadzieje, że lekki i przyjemny. Mam wrażenie, że zakończenie delikatnie kuleje. Przypomina mi to bardziej pierwszy rozdział, niż zamkniętą historię. Teoretycznie powinienem odczekać jakiś czas i dać opowiadaniu się ostać. Pewnie straci na jakości, ale w końcu to pierwsze, a ja bardzo chce się nim z kimś podzielić :) 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Kruk

Erik postawił kolejny krok. W powietrzu unosiła się gęsta mgła. Miał nadzieję, że po dotarciu na szczyt uda się przeprowadzić rekonesans. Od trzech dni nie spotkał żywej duszy. Kiedy stanął na szczycie, pogoda poprawiła się na tyle, że mógł dostrzec małą osadę. „W końcu porządnie się wyśpię” – pomyślał i rozpoczął wędrówkę.

 

***

 

Zszedł do doliny i zbliżał się do pierwszych zabudowań. Z kominów unosił się dym, co było sygnałem, że ktoś w tej wsi mieszka. Skierował się w stronę największego budynku, na którym wisiał szyld z napisem „Karczma”. Otworzył drzwi i przeszedł przez próg.

W karczmie były cztery stoły, a na przeciwległym końcu od wejścia znajdował się szynkwas, za którym stała stara i gruba kobieta. Przy jednym ze stołów siedział mężczyzna, mniej więcej w wieku karczmarki. Zaszczycił Erika przelotnym spojrzeniem, a następnie ciężko rąbnął czołem o blat. „Ktoś będzie miał jutro przyjemny dzień” – pomyślał Erik i podszedł do szynkwasu.

– Witamy strudzonego wędrowca – powiedziała kobieta.

– Dzień dobry – odparł Erik.

– Co podać? – zapytała.

– Coś zjadliwego i piwo – odparł. – Chciałbym też przenocować.

– To będzie jakieś dwadzieścia irydzkich. – Spojrzała na niego z błyskiem w oku. Cena była zawyżona i Erik doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

– Może być w lomarach? – zapytał.

– Ha. – żachnęła się. – Nie wiesz, co to się wyprawiało w Lomarze, kochanieńki? Nie ma już ani kraju, ani waluty. To ma te irydzkie? Bo jak nie ma… – Wymownie spojrzała na Erika. Sięgnął po mieszek i wyłuskał dwadzieścia miedziaków.

– To co z tym Lomarem? – zapytał.

– Kobieta przeliczyła monety. – Za wiele nie wiem, ale to, co się działo w górach… Taki był huk, że we wsi bydło zaczęło wariować. Ludzie myśleli, że koniec świata. A tyś to nie stamtąd przypadkiem? – Kobieta zaczęła nalewać piwo.

– Jestem najemnikiem, słyszałem o wojnie i chciałem się zaciągnąć do którejś z armii, zarobić na chleb i takie tam. 

– Pij sobie spokojnie, a ja pójdę zrobić coś do jedzenia – powiedziała kobieta i skierowała się w stronę zaplecza. 

Erik pamiętał doskonale wydarzenia sprzed kilku tygodni. Owe huki i koniec świata, to nic innego tylko grupa lomardzkich magów resztkami sił odpierająca coraz to śmielsze ataki rigardzkiej armii. Zepchnięci w stronę gór Kozich, nie mieli praktycznie żadnych szans. Gwardia króla rozbita w drobny mak. W końcowej fazie bitwy dwunastu magów królestwa zabarykadowało się w Starej Twierdzy. W tym czasie król już nie żył. Wymordowano także wszystkich jego bliskich. 

Podczas kampanii Ridgard zdołał wyeliminować większość lomardzkich generałów. Ostatnim liczącym się dowódcą pozostał Odrik. Erik pamiętał moment śmierci Odrika. Pamiętał, jak ten jedną ręką starał się zatamować krwawienie w boku, drugą zaś parował atak jednego z wojaków ridgaru. Starał się wykrzykiwać rozkazy, kiedy w jego pierś trafiła strzała. Generał wyzionął ducha. 

Część magów odpierała ataki ridgardzkich kapłanów, pozostali zgromadzili się w kręgu. Erik patrzył na wszystko z bezpiecznej odległości. Czytał z ruchów warg. To zacne grono planowało się wysadzić. Wziął nogi za pas i ruszył w stronę Irydu.

– Wchodzisz po schodach, pierwsze drzwi po lewo – powiedziała karczmarka.

– Znaczy… co? – odparł.

– No, twój pokój.

– Dziękuję – powiedział Erik.

– A tu masz swój obiad – powiedziała, podając mu miskę z zupą. 

 

***

 

Izba na piętrze najlepsze lata miała już za sobą. W środku było łóżko i kilka co najniezbędniejszych mebli. Pokój był ciemny. Erik otworzył okiennice, wpuszczając do środka mroźne powietrze. Mógłby przysiąc, że w izbie nie sprzątano od wielu miesięcy, a przez dłuższy czas pełniła funkcję składziku na beczki z piwem, bo śmierdziało niemiłosiernie. Odłożył pas z przypiętym sztyletem, usiadł na krześle, a następnie złapał za torbę i rozpoczął przegląd swojego dobytku.

Nie wyglądało to zbyt dobrze. W mieszku zostało tylko dziesięć irydzkich miedziaków. Miał jeszcze około stu lomardzkich złotych monet. Nie miały już jednak praktycznie żadnej wartości.

Teoretycznie mógłby stopić złoto i spróbować podrobić irydzką walutę, ale w praktyce było to niewykonalne. Potrzebowałby kowala, który zgodziłby się na takie ryzyko. Z tego co słyszał, władca Irydu regularnie urządzał prowokacje mające na celu wyperswadowanie podobnych pomysłów. Delikwentów przyłapanych na takim procederze, skazywano na dożywotnie roboty w kopalniach. Najwytrwalsi przeżywali tam osiem lat.

Jeżeli chce tu zimować, musi znaleźć pracę. W polu raczej nie pomoże. Postanowił, że zapyta karczmarkę. Lata spędzone w Gnieździe nauczyły go radzić sobie w trudnych sytuacjach. Być może przyda się jako ochroniarz. W końcu o tej porze roku łatwo można było natrafić na grupę rzezimieszków, gotowych splądrować i tak już ubogą i zapomnianą przez wszystkich mieścinę.

Postanowił, że najpierw porozmawia z miejscowymi i dowie się czegoś więcej o tej wsi.

Erik ziewnął. Długa podróż skutkowała otarciami na piętach, bólem mięśni i ogólnym przemęczeniem. Schował mieszek z powrotem do torby. Wyciągnął z pochwy sztylet i trzymając go w ręku położył się spać.

Obudził się w środku nocy, zlany potem. Sztylet trzymał wyciągnięty przed siebie. Ostatnio przydarzało mu się to dość często. Właściwie co noc odkąd większość jego przyjaciół zginęła, albo rozpierzchła się na wszystkie strony świata. 

Nadal odczuwał pieczenie w nogach i ból wywołany otarciami. Usiadł na łóżku, złączył końce palców, a następnie zaczął liczyć oddechy. Powoli wprowadzał się w trans. Pamiętał ten dzień. Pamiętał krew i krzyki. Pamiętał Riana rzucającego mu przez ramię: “zmiataj stąd”.

Sięgnął w głąb swego umysłu. Znalazł tam to, czego szukał. Maleńka kula żółtej energii. Sięgnął po odrobinę i zgodnie z nauką starszych rozprowadził energię po ciele. 

Poczuł się lepiej, ból przeminął, a jego zalała fala odprężenia. Następnie przyjrzał się swoim myślom. Starał się patrzeć na nie z oddali. Przyjąć rolę obserwatora. Pozwolił fali emocji swobodnie przepływać przez swój umysł.

Nie był w stanie zaakceptować tego co się stało. „Musicie być gotowi” – mówił głos w jego głowie. „Kiedy zostaniecie ostatni na placu boju, nie możecie się złamać. Jesteście bronią, a ta nie ma uczuć”. Przepełnił go spokój, wrócił do łóżka i tym razem spał już spokojnie.

Obudził się o brzasku. „Czas się przejść” – pomyślał. Opuścił pokój i zszedł na parter.

Przy szynkwasie zastał poznanego wczoraj mężczyznę, trzymał jedną rękę na głowie, w drugiej zaś ściskał butelkę z alkoholem. 

– Dzień dobry – powiedział Erik.

– Dobry – wybełkotał mężczyzna. 

– Gdzie karczmarka? 

– Wczoraj byłaaa… dzisiaj… nie ma.

Erik skierował się w stronę wyjścia. Postanowił pospacerować po wsi i trochę popytać. Właściwie nie liczył za bardzo na pracę ochroniarza. Osada była położona u podnóża gór, z dala od traktów kupieckich. Na bandytów nie miał więc za bardzo co liczyć, a miejscowi raczej sami rozwiązywali swoje problemy.

Wyszedł na zewnątrz. Wszędzie zrobiło się biało od śniegu, który najwidoczniej sypał przez całą noc. Góry Kozie prezentowały się w całej okazałości. Musiał przyznać, że widok zapierał dech w piersiach.

Wieś powoli budziła się do życia. Nie licząc karczmy było tu dziewięć domów. Osada nie miała obronnej palisady, jedynie wokół domostw i inwentarza budowano drewniane ogrodzenia.

W stronę Erika maszerował rosły mężczyzna. W ręku trzymał młotek, a w jego pokaźnej brodzie tkwiły drewniane wióry.

– Witamy w Koziej Dolinie – powiedział mężczyzna taksując Erika wzrokiem.

– Dzień dobry – powiedział Erik i skinął głową.

– Rzadko miewamy gości. Co sprowadza w nasze skromne progi?

– Jestem najemnikiem, myślałem, że zarobię na wojnie.

– Ha. To żeś się trochę spóźnił. – Mężczyzna skrzywił twarz w grymasie niezadowolenia i uciekł wzrokiem w stronę gór. – Liczę, że nie będziesz sprawiał kłopotów. – Skinął głową widząc, że Erik zrozumiał i ruszył dalej. 

– Przepraszam – krzyknął za nim Erik. Mężczyzna odwrócił się.

– Szukam pracy. Dałoby się coś znaleźć?

– Najemnik – powiedział mężczyzna drapiąc się po brodzie. 

– Przydasz się starej Ib. Mieszka pod lasem. – Chłop wskazał palcem kierunek.

Erik ruszył w stronę chaty. Okalało ją drewniane ogrodzenie. Wewnątrz uprawiano ogródek. Zauważył liczne zioła, w tym te, o których uczył go Rian. „Wiedźma, wiedźma jak nic” – pomyślał, przeklinając w duszy chłopa, który wskazał mu drogę.

Nie lubił wiedźm, właściwie nie wiedział, czy jest ktoś, kto mógłby za nimi przepadać. Co prawda sam jeszcze kilka miesięcy temu przynależał do jednej z najbardziej znienawidzonych, owianych tajemnicą organizacji w Lomarze, ale teraz? Teraz był najemnikiem. Prostym, łasym na kasę i alkohol, wymachującym mieczykiem wojakiem. Przynajmniej tak chciał, by o nim myślano. A może po prostu tym właśnie się stawał?

Otworzył furtkę, wszedł na teren gospodarstwa, następnie podszedł do drzwi i zapukał. Usłyszał przesuwanie się zasuwy i drzwi się otwarły. Przywitał go widok przytulnej izby z ogromnym kotłem stojącym na środku.

– Właź mi tu szybko, a nie stoisz jak cielę – ponaglił go ktoś w głębi izby. Erik pospiesznie wszedł do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. W kącie stara kobieta grzebała w kufrze. Miała na sobie prostą brązową szatę. Siwe włosy sięgały do ramion.

– No czego tak stoisz, złap za tą chochlę i mieszaj. – Powiedziała kobieta, wskazując palcem narzędzie.

– Mam mieszać w tym kotle? – zapytał.

– Nie, w dupie – odparła kobieta.

Erik złapał chochlę, wsadził do gara i zaczął mieszać. Kobieta wyjęła z kufra włochatą łapkę nieznanego mu zwierzęcia. Złapała nóż i zaczęła ją rozgrzebywać, niczym ptak wydziobujący dziuplę w drzewie. Dziura, stawała się coraz głębsza. W końcu, kobieta odłożyła nóż i długimi palcami wyciągnęła maleńką czerwoną kulkę. Następnie złapała ją w dwa palce i uniosła nad głowę oglądając ze wszystkich stron.

– Co cię tu, kruczku, sprowadza? – powiedziała stara. Erika przeszedł dreszcz. „Skąd ona…”. Puścił chochlę i odruchowo sięgnął po sztylet. Nikt z tutejszych nie miał prawa znać jego przeszłości. „Ta kobieta jest Smokiem” – pomyślał. Wyciągnął broń i rzucił się w przód niczym lampart. Zamarł, jego ręka zawisła w powietrzu. Kobieta odwróciła się w kierunku Erika. 

– Nieładnie tak atakować nieznajomych, w ich własnych domach, młodzieńcze. Nie nauczono cię dobrych manier? Puszczę cię teraz i masz mi się zachowywać. Gdybym chciała twojej śmierci, dziś rano obudziłbyś się w zaświatach.

– Ale…

– Radzę zacząć od: przepraszam, proszę pani. Już będę grzeczny, proszę pani.

Erik obruszył się, lecz poczucie braku władzy nad swoim ciałem przeważyło. Nie wyczuwał też swojej mocy, jak gdyby wiedźma odcięła mu do niej dostęp.

– Przepraszam proszę pani, już będę grzeczny – powiedział.

Jeżeli w ten sposób mógł odzyskać swobodę ruchu, a tym samym większe szanse na ucieczkę lub drugi atak, mógł jej tu nawet wyszczekać serenadę.

– Gdyby to jeszcze było szczere. – Stara uśmiechnęła się, podeszła do gara i wrzuciła tam czerwoną kulkę.

– Co jest w tym garze? – Zapytał Erik.

– A na co wygląda?

– Właściwie to na zupę. Nawet nieźle pachnie.

– Komplement… jeszcze będą z ciebie ludzie.

– Skąd wiesz, kim jestem? – zapytał.

Kobieta chwyciła za chochlę i zaczęła mieszać w saganie.

– Już w pobliskiej wsi, pięć dni drogi stąd, dałoby się wyczuć te twoje wczorajsze czary mary.

Erik postanowił milczeć i rozeznać w sytuacji. Pamiętał nauki swych mistrzów. Nigdy nie mów za wiele, zadawaj pytania otwarte, daj ludziom mówić. Zazwyczaj wystarczyło po prostu poczekać. Rozmówca, nie mogąc znieść ciszy zaczynał monolog. 

– Więc teraz postanowiłeś zamilknąć? – Kobieta parsknęła śmiechem. – Jednak czegoś cię nauczyli, maleńki. 

Zupa zaczynała roztaczać w całym pomieszczeniu przyjemny zapach.

– Ta mała czerwona kulka to tak naprawdę świetna przyprawa. Nadaje całej potrawie cudowny smak. Mało kto wie, że w stopach zajęcy żyjących w tych górach znajduje się taki rarytas. Choć nie radziłabym połykać ich w całości, są piekielnie ostre. – Kobieta podniosła chochlę do ust i spróbowała wywaru.

– Gotowa – zawyrokowała. – Wyjmij dwie miski z szafki tam po prawej i łyżki z szuflady obok. Erik zaczął wyciągać naczynia.

– No dobrze, myślę, że należy ci się kilka słów wyjaśnienia. Po pierwsze wiem o tym, że wczoraj używałeś magii, bo mam pod tym względem dość wyczulony nos i tak wiem, że starałeś się ukryć jej ślad. Po drugie, wiem że jesteś Krukiem, bo dość dobrze znam tobie podobnych. Choć ty jesteś akurat nieopierzony. – Kobieta przyjrzała się Erikowi ponownie. – Jak na mój gust dopiero wyszedłeś z gniazda i znając życie, nawet nie poznałeś jeszcze swojego opiekuna.

Nie była to do końca prawda. Erik zdążył poznać Riana. Stary Kruk nie miał jednak zbyt wielu okazji, by czegokolwiek młodego nauczyć. Co prawda szkolenie w Gnieździe trwało dobre kilka lat, młodzi rekruci uczyli się podstaw walki, a także wykorzystywania magii. Nie byli, rzecz jasna magami, na to trzeba całego życia. Mieli jedynie poznać podstawową wiedzę z zakresu uzdrawiania i magii bojowej. Jednakże dopiero opiekunowie, zabierając Kruczki na misje, przekazywali im najważniejszą wiedzę i trenowali ich podczas sytuacji realnego zagrożenia.

– Ostatnio mam wielką ochotę troszeczkę pozwiedzać. Taki młody zdolny Kruczek bardzo by mi się przydał – powiedziała kobieta.

– Nie jestem już Krukiem, pracuję za pieniądze i jedzenie – odparł Erik. Kobieta spojrzała na niego z rozbawieniem.

– No cóż, zupkę już ci mamusia zrobiła… a co do pieniędzy… – Kobieta ponownie podeszła do kufra. Wygrzebała z niego mieszek i rzuciła Erikowi. Znalazł w środku dziesięć złotych irydzkich monet. To aż nadto, by przetrwać tę zimę w jakiejś spokojniej karczmie, popijając co wieczór miejscowe trunki.

– Co mam zrobić? – zapytał.

– Na razie zjeść zupę, bo stygnie. 

"A potem przejść się ze mną na spacer do Starej Twierdzy, a raczej do tego, co z niej zostało" – pomyślała, chichocząc. 

 

***

 

Oddalali się od osady. Kucnął, by poprawić rzemyki w butach. „Dlaczego się na to zgodziłem” – pomyślał. „Może dla tego mieszka ze złotymi monetami, który tak przyjemnie ciąży w kieszeni. Nisko upadłem”. Uśmiechnął się sam do siebie. Uczono go przetrwać i to właśnie zamierzał zrobić.

Kobieta szła przed nim, nie zatrzymując się ani nie oglądając za siebie. Nie wiedział kim jest, nie wiedział skąd tyle o nim wie. Nie ufał jej. Wiedział jednak, że potrzebuję pieniędzy. Zdecydowanie wolał robić to, na czym się znał. Perspektywa rąbania drewna i sprzątania czyjejś sieni nie była kusząca.

– Nie ociągaj się – krzyknęła wiedźma. Przyspieszył kroku, by się z nią zrównać. W oddali, nieświadomi niczego chłopi kontynuowali swój codzienny byt. 

Koniec

Komentarze

Patryku, pobieżny rzut oka na tekst pokazuje, że masz poważny problem z interpunkcją (przecinków zdecydowanie bardzo brakuje w oczywistych miejscach), zapisem dialogów i innymi technikaliami, niekonsekwentnie zapisujesz imiona (Odrik i Odrick). Nie jestem też pewna, czy to zamknięte opowiadanie, czy fragment większej całości (sporo by na to wskazywało)?

 

Nawet tylko przy zerknięciu na tekst w oczy rzucają się też dziwne sformułowania, jak “mleczna pogoda” (???) oraz “ser Odrik” – sam chyba widzisz przez to całkiem przypadkowe nabiałowe zestawienie, że spolszczanie “sir” nie jest dobrym pomysłem… Skądinąd dlaczego taka predylekcja do anglicyzmów w fantasy?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, niestety interpunkcja i gramatyka, nie są moimi mocnymi stronami. Oczywiście przepraszam za to. Starałem się poprawić tekst jak mogłem. Być może przed publikacją muszę prosić kilku znajomych o pomoc w tej kwestii. Zakończenie ewidentnie kuleje. Planuje napisać kolejne opowiadanie, które będzie miało bardziej zamkniętą formę, a także lepiej je rozplanować. Tekst pisałem wiedziony metodą Stephena Kinga. Z tego co zrozumiałem radził, by nie planować niczego, a jedynie dać się ponieść opowieści i chyba poniosło mnie za bardzo. Co do anglicyzmów nie mam pojęcia skąd to zamiłowanie :) Jeżeli chodzi o mleczną pogodę – czasami w górach jest tzw. mleko i chyba stąd mi się to wzięło. Dziękuje za cenne uwagi. 

Mgła – mleko, tak znam to, ale nie tworzyłabym od tego przymiotnika ;)

 

King, o ile pamiętam, radził przede wszystkim nie zabierać się do pisania bez pomysłu na zakończenie. Nawet jeśli je potem zmienisz – musisz wiedzieć, do czego zmierza fabuła. Początek i zakończenie to dwa mocne punkty tekstu, nie należy ich lekceważyć. Nie czytałam dokładnie całości Twojego tekstu, ale początek nie jest zachęcający (kolejna fantasy z dziwnymi nazwami), natomiast ostatnie zdania byłyby bardzo dobre, ale pod warunkiem, że wcześniej porządnie domkniesz wątek fabularny.

 

Co do technikaliów – na forum są poradniki poprawnego pisania, jest też tzw. betalista, na którą można wrzucić opowiadanie przed publikacją – zazwyczaj znajdą się chętni do pomocy. To bardzo przydatne narzędzie, korzystają z niego nawet piórkowi wyjadacze. Dobrze jest zwłaszcza na początku dawać dobry opis, o czym jest opowiadanie i czego oczekuje się od betujących, a także wrzucić post na wątek o betaliście w Hyde Parku. Niemniej w sezonie konkursowym (jak teraz) można trochę poczekać.

 

Powodzenia!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Prawdę napisałeś w przedmowie – pomysły nie są zbyt oryginalne, a zakończenie szeroko otwarte.

Żadna przygoda się nie skończyła definitywnie, tylko bohater przestał być bezrobotny i być może spotkał nową mentorkę.

Infodumpy na początku to słaby pomysł – nie zainteresujesz czytelnika historią ani polityką wymyślonej krainy. Sposobem filtrowania wody też trudno. Zresztą, w górach chyba raczej jest czysta? Jeśli tylko jesteś wyżej niż owce, to można pić ze strumienia, IMO.

Zgadzam się z zarzutami co do wykonania. Interpunkcja kuleje. Na przykład wołacze, kochaniutki Patryku, oddzielamy przecinkami od reszty zdania. Literówki, szczególnie e/ę na końcu czasownika. Zapis dialogów do remontu. Problemy z pisownią łączną/ rozdzielną. I dużo usterek typowych dla początkujących.

Było to pasmo oddzielające krainę Lomaru od państwa Iridu. W powietrzu unosiła się gęsta mgła. Erikowi nie było to na rękę. Miał nadzieje, że po dotarciu do szczytu uda mu się przeprowadzić rekonesans. Od trzech dni nie spotkał żywej duszy. Był głodny.

Byłoza.

dobre piwo i kawał mięsa. Może nawet zaszyje się w tej mieścinie i przezimuje”.

Tu literówki sprawiają, że to kawał mięsa ma się zaszyć i przezimować.

Miejsce było ciche. Z kominów unosił się dym, co było praktycznie jedynym sygnałem, dzięki któremu można się było zorientować, że ktoś w tej wsi mieszka.

Zaawansowana byłoza.

a następnie skierował swą głowę w kierunku blatu

Zaimki nie są potrzebne tak często, jak sądzisz. Czy mógł skierować głowę kogoś innego?

– To będzie jakieś 20 Irydzkich.

Liczby w beletrystyce raczej pisze się słownie, szczególnie w dialogach. Dlaczego dużą literą? I przymiotniki, i nazwy walut pisze się małą.

Erik patrzył na wszystko z oddali. Czytał z ruchów warg.

Z oddali czytał z ruchu warg? Musiał mieć jastrzębi wzrok.

„Powinienem zastawić czujki”

W lombardzie? ;-)

Dało by się coś znaleźć?

Dałoby łącznie.

niczym ptak wydziobujący w drzewie gniazdo.

Gniazdo raczej się buduje. Jeśli koniecznie wydziobywać, to już raczej dziuplę.

– Radzę zacząć od, przepraszam proszę Pani.

Ty, twój, pan itp. w dialogach małą literą. W listach dużą. BTW, przecinek absolutnie zbędny. Tam może być dwukropek lub cudzysłów, ale nie przecinek.

a wiedźmie podał jeden z półmisków. Ta zaczęła nalewać do niego zupy.

Do półmiska to się dużo zupy nie zmieści. To nie jest synonim miski.

Babska logika rządzi!

Dziękuje za przeczytanie tekstu. Krytyka jak zawsze boli, ale uwagi są bardzo konkretne, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że rejestracja na tym portalu byłą dobrą decyzją. Część błędów już poprawiona. Jeżeli znajdę trochę wolnego czasu, postaram się zawalczyć z resztą. 

Witamy na portalu. :-)

Jeszcze przyjdą inni, wypiszą więcej uwag.

Babska logika rządzi!

Zerknęłam na początek, ale będę kontynuować, powiem tylko, że docieramy na szczyt, a wnyki raczej zastawiamy.

Pierwszy tekst nie zgorszy, ale jest trochę rzeczy do poprawienia.

Zaczynasz standardowo, od wylądowania bohatera w karczmie. Niestety potem zapodajesz sporo nazw własnych z infodumpami. Nie największymi, ale też nie do końca do zapamiętania. Najlepiej takie informacje zapodawać pojedynczo w ramach prezentacji kolejnych elementów świata (na przykład przychodzi bohater do świątyni i wtedy wjazd z informacją o religii danego państwa).

Potem historia jakoś idzie, ale na koniec wychodzi, że to raptem fragment. Część wątków pozostało otwartych, bohater też jakiejś przemiany nie przeszedł.

Nie ma tutaj też nic, co mocno zapadałoby w pamięć, ale przed tym ostrzegałeś.

Tak więc koncert fajerwerków jest jeszcze niedorobiony. Ale spokojnie, każdy kiedyś zaczynał. Chwytaj przydatne linki, na pewno pomogą :)

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zaszczycił Erika przelotnym spojrzeniem, a następnie skierował głowę w kierunku blatu tak, że dało się usłyszeć porządne rąbnięcie.

Zdanie miało być zakręcone w zabawny sposób, ale przeholowałeś. Powinno być prościej:

"Zaszczycił Erika przelotnym spojrzeniem, a następnie ciężko rąbnął czołem o blat."

 

– Ha. – żachnęła się. – z choinki się urwałeś? Nie wiesz, co to się wyprawiało w lomarze, kochanieńki? Nie ma już ani kraju, ani waluty. Było se państwo, nie ma se państwa. – Kobieta zpodeszła do małego okienka, nachyliła się i krzyknęła. – obiad raz!

To trzeba trochę wyprostować:

" – Ha – żachnęła się. – Z choinki się urwałeś? Niestety wiesz co to się wyprawiało w Iomarze, kochanieńki? Nie ma już ani kraju, ani waluty. Było se państwo, nie ma se państwa. 

Kobieta podeszła do małego okienka, nachyliła sie i krzyknęła:

 – Obiad, raz!"

– To ma te irydzkie? Bo jak nie ma… – Wymownie spojrzała na Erika. Ten wyciągnął mieszek z monetami i odliczył dwadzieścia brązowych.

– To co z tym lomarem? – zapytał.

– My może i z końca świata. Miejsce do życia to za przyjemne nie jest. Ale co ci powiem, to ci powiem, kochanieńki, ale takiego nawału uchodźców to myśmy w życiu nie przeżyli. A to, co się działo w górach… Taki był huk, że we wsi bydło zaczęło wariować. Ludzie myśleli, że koniec świata.

– A tyś to nie stamtąd przypadkiem? – Kobieta podała Erikowi talerz z ziemniakami, sałatą i jedną pałką kurczaka oraz kufel piwa.

To lepiej połączyć:

 

"– My może i z końca świata. Miejsce do życia to za przyjemne nie jest. Ale co ci powiem, to ci powiem, kochanieńki, ale takiego nawału uchodźców to myśmy w życiu nie przeżyli. A to, co się działo w górach… Taki był huk, że we wsi bydło zaczęło wariować. Ludzie myśleli, że koniec świata. A tyś to nie stamtąd przypadkiem? – Kobieta podała Erikowi talerz z ziemniakami, sałatą i jedną pałką kurczaka oraz kufel piwa."

W końcowej fazie bitwy dwunastu magów królestwa(-,) zabarykadowało się w Starej Twierdzy. W tym czasie(-,) król już nie żył.

Następnie miecz przeszył go w pół.

Nie jestem pewien czy to dobrze brzmi. Można coś przeciąć na pół, albo przeszyć na wskroś, ale przeszyć w pół? Ale może masz rację, dlatego nie naciskam :-) 

Generał osunął się na ziemie i padł

Rozumiem, że "padł" oznacza "umarł", ale źle to brzmi. Myślę, że po prostu "umarł" byłoby lepsze. 

Znaczy… co? – odparł.

Mógłby przysiąc, że w izbie nie sprzątano od wielu miesięcy, a przez dłuższy czas(-,) pełniła funkcję składzika na beczki z piwem, bo jebało niemiłosiernie.

Słowo "jebało" średnio pasuje. Zwykłe "śmierdziało" byłoby lepsze.

Teoretycznie mógłby stopić złoto i spróbować podrobić irydzką walutę, ale w praktyce było to niewykonalne. Po pierwsze potrzebowałby huty. Po drugie kowala, który zgodziłby się na takie ryzyko. Z tego co słyszał, władca Irydu regularnie urządzał prowokacje, mające na celu wyperswadowanie kowalom podobnych pomysłów. Delikwentów których złapano na takim precedensie, skazywano na dożywotnie roboty w kopalniach. Najwytrwalsi przeżywali tam osiem lat.

Do stopienia złota nie potrzeba huty. Do podrobienia konkretnych monet potrzeba kogoś bardziej wykwalifikowanego, niż kowal. Poza tym złoto to złoto, zapewne można nim płacić (zwłaszcza w pseudośredniowieczym świecie fantasy) bez przerabiania go na jakąś konkretną walutę. 

Lata spędzone w Gnieździe(-,) nauczyły go jak radzić sobie w trudnych sytuacjach.

Stwierdził, że najpierw porozmawia z miejscowymi i dowie się czegoś więcej o tym miejscu.

Za dużo miejsc. Lepiej:

"Stwierdził, że najpierw porozmawia z miejscowymi i dowie się czegoś więcej o tej wsi. 

 

Edit:

Telefon mi pada, reszta później :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dziękuje wszystkim za lekturę i komentarze. Przyznam, że tekst był pisany troszeczkę na próbę – czy pisanie opowiadań, to coś co sprawia mi przyjemność. Okazało się, że tak i to nawet bardzo dużą. Najbardziej chyba cieszy nie samo pisanie, a świadomość, że ktoś to czyta (zwłaszcza, że aktualnie publikowane są teksty na konkurs). W wolnej chwili, postaram się usiąść do pozostałych błędów. Więcej też myślę o tym, jak kreować fabułę, bohatera i świat. Następne opowiadanie postaram się zaplanować – bo w tym żadnego planu nie było. Do tego widzę, że przede mną duża praca nad warsztatem i po prostu poprawną polszczyzną :) 

Właściwie(-,) co noc, odkąd większość jego przyjaciół zginęła, albo rozpierzchła się po wszystkich kierunkach świata.

Ja bym dał "rozpierzchła się na wszystkie strony świata" 

Ciało po trudach wędrówki dawało się mocno we znaki.

Nie wiem czy ciało może dawać się we znaki. Ale może i może, chociaż lepiej by brzmiało, gdybyś napisał co konkretnie we znaki się dawało (ból mięśni, stłuczenia, takie tam) 

Pamiętał Riana rzucającego mu przez ramię – zmiataj stąd.

Lepiej użyć cudzysłowu – Pamiętał Riana rzucającego mu przez ramię: "zmiataj stąd". 

Zaczerpnął w głąb swego umysłu.

Lepiej – Sięgnął w głąb swego umysłu. 

Przy ladzie zastał mężczyznę z wczoraj.

Za duży skrót. "Przy ladzie zastał poznanego wczoraj mężczyznę." 

Ten trzymał jedną rękęna głowie,

W stronę Erika maszerował pokaźnych rozmiarów mężczyzna.

To zdanie lepiej zacząć od nowego akapitu. 

– Witamy w Koziej dolinie – powiedział mężczyzna uśmiechając się.

"Kozia dolina" brzmi jak nazwa wioski, więc oba człony powinny być wielką literą. 

 

– Ha. – Mężczyzna wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia. – To żeś się trochę spóźnił. – Uciekł wzrokiem w stronę gór i z zamyślonym wyrazem twarzy dodał.

– To moja wieś i liczę, że nie będziesz sprawiał kłopotów. – Skinął głową widząc, że Erik zrozumiał i ruszył dalej.

 

To warto przerobić. Może:

 – Ha. To żeś się trochę spóźnił. – Mężczyzna wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia i uciekł wzrokiem w stronę gór. – To moja wieś i liczę, że nie będziesz sprawiał kłopotów. 

Skinął głową widząc, że Erik zrozumiał i ruszył dalej. 

 

W całym tym fragmencie bardzo często używasz słowa "mężczyzna", warto zróżnicować. 

Erik skierował się w stronę chaty. Okalało ją drewniane ogrodzenie. Wewnątrz prowadzono ogródek. Zauważył liczne zioła, w tym te (+,) o których uczył go Rian. „Wiedźma, wiedźma jak nic” – pomyślał, przeklinając w duszy miejscowego cieślę.

 

Nie lubił wiedźm, właściwie nie wiedział, czy jest ktoś, kto mógłby za nimi przepadać. Co prawda sam jeszcze kilka miesięcy temu (-,) przynależał do jednej z najbardziej znienawidzonych, owianych tajemnicą organizacji w Lomarze, ale teraz?

Pod koniec wojny przedstawicieli Smoków widywano jednak coraz rzadziej i w dość dużym stopniu(-,) był to wynik niekorzystnej, przynajmniej dla nich, statystyki.

 

Usłyszał(-,) przesuwanie się zasuwy i

– Właź mi tu szybko, a nie stoisz jak cielę

W kącie stała stara kobieta, grzebiąca w wielkim kufrze.

Grzebiąc w wielkim kufrze. 

Złapała za nóż i poczęła w niej grzebać, niczym ptak wydziobujący dziuple w drzewie.

Parę razy użyłeś też słowa "począł" czy "poczęła". Niepotrzebnie. Nie stosujesz stylizacji, więc takie słowa nie pasują do całości. "Zaczęła" byłoby lepsze. 

 

Wyciągnął broń z pochwy i rzucił się w przód niczym lampart, w szaleńczym skoku do swojej ofiary.

Skreśl "w szaleńczym skoku do swojej ofiary" 

– Nie ładnie tak atakować nieznajomych, w ich własnych domach młodzieńcze.

Nieładnie tak atakować nieznajomych w ich własnych domach, młodzieńcze. 

 

Erik obruszył się, lecz poczucie niewładności nad swoim ciałem przeważyło.

"Poczucie braku władzy nad swoim ciałem" byłoby lepiej. 

 

Kobieta chwyciła za chochlę i zaczęła mieszać w wielkim garze.

Do tego momentu przynajmniej trzy razy użyłeś słowa "gar". Warto zróżnicować. 

 

– Więc teraz postanowiłeś zamilknąć? – kobieta parsknęła śmiechem.

– Jednak czegoś cię nauczyli maleńki. Zupa zaczynała roztaczać w całym pomieszczeniu przyjemny zapach.

 

Lepiej połączyć:

 – Więc teraz postanowiłeś zamilknąć? – Kobieta parsknęła śmiechem. – Jednak czegoś cię nauczyli, maleńki. 

Zupa zaczynała roztaczać w całym pomieszczeniu przyjemny zapach. 

 

– Ta mała czerwona kulka, to tak naprawdę świetna przyprawa. Nadaje całej potrawie cudowny smak. Mało kto wie, że w stopach zająców żyjących w tych górach znajduje się taki rarytas. Choć nie radziłabym połykać ich w całości, są piekielnie ostre. Kobieta podniosła chochlę do ust i spróbowała wywaru.

Zapis dialogów. 

– Ta mała czerwona kulka, to tak naprawdę świetna przyprawa. Nadaje całej potrawie cudowny smak. Mało kto wie, że w stopach zająców żyjących w tych górach znajduje się taki rarytas. Choć nie radziłabym połykać ich w całości, są piekielnie ostre. – Kobieta podniosła chochlę do ust i spróbowała wywaru.

 

– Gotowa – zawyrokowała. Wyjmij dwie miski z szafki tam po prawej i łyżki z szuflady obok. Erik zaczął wyciągać naczynia.

Tutaj to samo. 

– Gotowa – zawyrokowała. – Wyjmij dwie miski z szafki tam po prawej i łyżki z szuflady obok. Erik zaczął wyciągać naczynia.

 

– Nie powiem ci kim jestem, ani nie oczekuję, że będziesz mi ufać.

– No cóż, zupkę już ci mamusia zrobiła… a co do pieniędzy. Kobieta ponownie podeszła do kufra.

Znowu zapis. 

– No cóż, zupkę już ci mamusia zrobiła… a co do pieniędzy… – Kobieta ponownie podeszła do kufra

 

– Na razie zjeść zupę, bo stygnie. „A potem przejść się ze mną na spacer do Starej Twierdzy, a raczej do tego co z niej zostało” – pomyślała chichocząc.

Też zapisałbym inaczej. 

 – Na razie zjeść zupę, bo stygnie. 

"A potem przejść się ze mną na spacer do Starej Twierdzy, a raczej do tego, co z niej zostało" – pomyślała, chichocząc. 

W oddali dało się dostrzec oddalającą się osadę. Ukucnął by poprawić rzemyki w butach.

Oddalali się od osady. Kucnął, by poprawić rzemyki w butach. 

 

W ogóle całą końcówkę, zaczynającą się od słów: "Erik spojrzał za siebie." lepiej oddzielić gwiazdkami, czy czymś w tym stylu. Przed chwilą miał zjeść zupę, a teraz już gdzieś idą. Trzeba zaznaczyć, że to nie dzieje się w tym samym czasie. 

 

Nie wyłapałem całej interpunkcji ani literówek (przede wszystkim brakujące ogonki w ą i ę) 

Cóż, jak na pierwszy tekst nie jest tragicznie. Jest pomysł, jest ciekawy bohater. Wykonanie średnie i nie tyle chodzi o brak wprawy i doświadczenia (co zrozumiałe) a raczej o pewną niedbałość (wspomniane literówki). Minusem jest z pewnością fakt, że tekst stanowi właściwie tylko wstęp, początek, pierwszy rozdział, nie zamkniętą fabularnie całość. Urwałeś w momencie, gdy zaczynało się robić ciekawie. Ale pierwsze koty za płoty. Jestem pewien, że następny tekst będzie znacznie lepszy! 

 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Teraz ja:  

 Erik postawił kolejny krok. W powietrzu unosiła się gęsta mgła. Nie było mu to na rękę.

Nie za bardzo mi się to łączy, chociaż na początku to ujdzie – na pewno wycięłabym ostatnie z tych trzech zdań, bo zaraz mówisz, dlaczego mgła była mu nie na rękę. Nie ma sensu mówić, że w koszyku były owoce, a zaraz potem, że jabłka. Zwłaszcza, że wprowadzasz nowy obraz, który nic nie wnosi.

że po dotarciu na szczyt, uda się przeprowadzić rekonesans

To jest całe zdanie podrzędne – nie tnij go przecinkiem.

 Męczył go głód. Próbował zastawić wnyki

Ten głód, rozumiem? Zdania słabo wynikają jedne z drugich – ponadto "zastawić" wskazuje, że spróbował raz (wielokrotnie byłoby "zastawiać").

 na tyle, by mógł

Zwykle mówi się raczej: poprawiła się na tyle, że mógł.

 „W końcu porządnie się wyśpię” – pomyślał.

A przecież dręczył go głód? Jasne, niewyspanie na pewno też, ale po mojemu to nadmiarowy szczegół.

 Zszedł do doliny i zbliżał się do pierwszych zabudowań.

Tak od razu?

 dym, co było praktycznie jedynym sygnałem

Hmm. No, nie wiem.

 widniał szyld

Widnieje napis. Szyld wisi.

 przywitał z obskurnym i brudnym przybytkiem

Przywitał się z kimś/czymś. Nie wiem, czy to dobry pomysł, tak antropomorfizować budynki. Ponadto – lepiej rzuć jakiś szczegół, zamiast ogólnego określenia, które niewiele mówi. Swąd spalonego oleju, ciemne od dymu wnętrze, może bohater nadeptuje na porzuconą kość, takie rzeczy.

 W karczmie były cztery stoły…

Otóż właśnie. Tak miejsc nie opisujemy. Zresztą – kiedy wchodzisz do pomieszczenia, liczysz stoły? Żeby nie być gołosłowną, z natury (obserwacja dzisiejsza):

Wnętrze wydawało się dodatkiem do schodów wykładanych beżowymi płytkami, tak szerokich, że nie można było objąć wzrokiem obu poręczy naraz. Kątem oka widziałam tabliczki wskazujące drogę do szatni, na oddział radiologii, do sal wykładowych – ale grzecznie pozwoliłam się schodom zaprowadzić na piętro, jasne, przestronne, szklano-terakotowe, żywcem wyjęte z centrum handlowego. Sklepiki o przeszklonych frontach oferowały kawę, książki, ubrania i kapcie, a przede mną, na końcu drogi wyznaczonej przez futurystycznie obłe ławeczki, rozłożyła się raczej restauracja, niż stołówka, pełna ludzi.

Gdzie dziś byłam?

 na przeciwległym końcu od wejścia, znajdowała się

Bez przecinka (nie oddzielaj słowa od jego modyfikatorów), a "przeciwległy koniec od wejścia" jest kolokwialny i mętny.

 skierował głowę w kierunku blatu tak, że dało się usłyszeć porządne rąbnięcie

Znaczy, walnął głową w stół?

 Ty nietutejszy

Ja jaskiniowa baba, uk, uk. Gdyby to jeszcze było pytanie…

nie tutejszy

Łącznie (jak wiesz, bo poprzednio napisałeś dobrze).

 Tośmy sobie pogadali maleńki

Tośmy sobie pogadali, maleńki. Jeśli to ma być żart, to mnie nie rozśmieszył.

 spojrzała na niego. W jej oczach dało się dostrzec błysk.

Rozdrabniasz tę informację, jakbyś jajko siekał. Daj nam całe jajko! Np.: spojrzała na niego z błyskiem w oku.

 – Może być w lomarach? (…) co to się wyprawiało w lomarze,

Nazwa waluty – małą literą. Nazwa państwa – dużą. Lepiej nie nazywać ich tak samo, bo się będzie ludziom mylić.

 Było se państwo, nie ma se państwa.

I tu sypie się stylizacja – "państwo" jest trochę za techniczne i uczone dla wiejskiej baby, tym bardziej w zestawieniu z "se".

 Kobieta podeszła do małego okienka

Czegoś takiego spodziewałabym się w szkolnej stołówce, nie w karczmie, zwłaszcza w fantasy.

 obiad raz!

Dużą literą. Niechlujnie formatujesz dialogi, poświęć temu parę minut, co? To dobrze nastraja czytelnika.

 Ten wyciągnął mieszek z monetami i odliczył dwadzieścia brązowych.

Chodzi o kolor, czy materiał? Poza tym – skróciłabym: Sięgnął po mieszek i wyłuskał dwadzieścia miedziaków. Na przykład. Każdemu słowu wyznaczasz tylko jedno zadanie, a to źle – musisz się nauczyć pisać ekonomiczniej.

 zliczyła monety

Przeliczyła.

 Następnie wzięła kufel i poczęła lać piwo.

Począć mogła najwyżej bękarta. Nie wiem, co Wy wszyscy z tym "poczynaniem" ostatnio… Kolejny przykład zbyt wygładzonego zdania – jest poprawne, ale… no, właśnie.

 Miejsce do życia to za przyjemne nie jest.

Składnia Yody. Bardzo niezręczna.

 takiego nawału uchodźców

Takiej nawały. I gdzie ci uchodźcy?

 Ludzie myśleli, że koniec świata. – A tyś to nie stamtąd przypadkiem?

A to nie jest kontynuacja poprzedniej wypowiedzi?

 talerz z ziemniakami, sałatą i jedną pałką kurczaka oraz kufel piwa.

Jeśli facet od trzech dni nie jadł, to może lepiej zacząć od, powiedzmy, zupy z soczewicy? Ale to nie największy problem – wepchnąłeś współczesną restaurację, gdzie mają pokawałkowane kury w lodówce, do świata fantasy. Nie twierdzę, że w fantasy nie mogą mieć lodówek (miewali), ale nie znienacka.

 chciałem zaciągnąć się

Naturalniej: chciałem się zaciągnąć.

 zabrał się za jedzenie. Pamiętał doskonale wydarzenia sprzed kilku tygodni.

Znów – to się nie łączy logicznie.

 koniec świata, to nic innego jak grupa

Koniec świata to nic innego, jak grupa. Ja dałabym raczej "tylko", niż "jak".

 Lomardzkich magów

Powiem to raz, ale błąd powtarza się wielokrotnie: przymiotniki małą literą. Ojczyzną naszą jest Polska, ale na maszcie wisi polska flaga.

 dwunastu magów królestwa, zabarykadowało

Nigdy nie oddzielaj przecinkiem podmiotu od orzeczenia.

 W tym czasie, król

Tu też przecinek jest błędny.

 krwawienie w boku

Z boku. Zupełnie bez emocji ten opis zdarzeń politycznych – tak ma być?

 drugą zaś parował atak jednego z wojaków Ridgaru.

Wybacz, ale to jest poziom kozactwa godny komiksu Marvela.

 Następnie miecz przeszył go w pół.

Przeszył, czyli przebił. Przeciął go wpół. Patrz wyżej.

 Generał osunął się na ziemie i padł.

Oraz przyjął pozycję horyzontalną. Wybierz jedno określenie, ale mocne – im więcej, tym słabiej, paradoksalnie.

 stracili ostatnią nadzieję. Pozostali jedynie magowie.

To mieli nadzieję (w magach), czy nie?

 Część z nich odbijała uderzenia energii

Cokolwiek to znaczy. Bardzo skrótowe to streszczenie. Ponadto: wystarczy "część", bo wiemy, czego to część.

 Erik patrzył na wszystko z bezpiecznej odległości.

Ni stąd, ni zowąd. Co on tam robił? W jakiej roli się tam znalazł?

 Czytał z ruchów warg.

Z ruchu warg. Kolejna informacja spadająca nagle jak pilot kamikadze na niewinny amerykański kuter.

 To zacne grono planowało się wysadzić.

Ekhm. Powiem tylko, że źle to brzmi.

 ruszył w stronę Irydu.

Nie nazywałabym miejsc w świecie fantasy po rzeczach w naszym świecie.

 No pokój twój

No, pokój twój. Naturalniej: No, twój pokój.

 powiedział Erik, przeżuwając

At, niewychowany.

 znajdowało się łóżko i kilka co ważniejszych mebli

Dlaczego nie "było"? Dlaczego ludziom się wydaje, że im wymyślniejsze słowo, tym lepsze? I jakie to są "co ważniejsze meble"? Najniezbędniejsze, tak. Ale ważniejsze? W jaki sposób?

 Pachniało lekką klaustrofobią.

Jak pachnie klaustrofobia?

 Pokój był ciemny.

I od tego należałoby zacząć. Bo co zauważasz jako pierwsze, wchodząc?

 podszedł do okna i otworzył okiennice

O ile nie był telekinetykiem, sami się domyślimy, że musiał do nich podejść, żeby je otworzyć.

 w Izbie

Duża litera – bezzasadna. Nie jest to przecież Izba Lordów.

 przez dłuższy czas, pełniła funkcję

Bez przecinka. Jeśli dwie frazy nie mają sensu oddzielnie – nie rozdzielaj ich.

 … niemiłosiernie

Wulgaryzm jest nie na miejscu. Ponieważ takie słowa nie mają odniesienia, tylko bardziej osłabiają już i tak słaby opis.

złapał za plecak i rozpoczął inwentaryzację

Złapał plecak. "Inwentaryzacja" nie pasuje do fantasy.

pozostało jedynie

Zostało tylko. "Jedynie" stosuje się do bardziej abstrakcyjnych konceptów.

 Ostało się jeszcze około sto lomardzkich, po ostatnim żołdzie.

Powtórzenie, gramatyka: Miał jeszcze około stu lomardzkich z ostatniego żołdu.

 stopić złoto i spróbować podrobić irydzką walutę

Po co? Złoto samo w sobie ma wartość – przenosisz na realia fantasy dzisiejszą koncepcję pieniądza fiducjarnego.

 potrzebowałby huty

Nie. Huta to duży zakład. Wystarczy jeden piec – zresztą złoto jest topliwe (1064,18 °C – da się osiągnąć przy spalaniu węgla drzewnego, dymarka powinna się nadać, ale nie jestem ekspertem).

 prowokacje, mające

Nie dawałabym przecinka.

 Delikwentów których

Delikwentów, których. Albo: delikwentów przyłapanych.

 złapano na takim precedensie

Zrobiło mi się smutno, więc pozwolę przemówić słownikowi PWN. Precedens to nie to samo, co proceder.

 Powoli zbliżała się zima

Już to powiedziałeś ("Jeśli chce tu zimować") – nie powtarzaj się.

 zapyta karczmarki

Kogo zapyta? Karczmarkę.

 był dość niski, ale siły mu nie brakowało

A co ma jedno do drugiego?

 Lata spędzone w Gnieździe, nauczyły go jak radzić sobie

Lata spędzone w Gnieździe nauczyły go sobie radzić…

 Stwierdził, że najpierw porozmawia z miejscowymi i dowie się czegoś więcej o tym miejscu.

Zdanie zbędne, poza tym zawiera powtórzenie. Ponadto – postanowił, nie stwierdził.

 Zmęczenie dawało się mocno we znaki.

To się nie łączy z poprzednim zdaniem i jest zbyt abstrakcyjne. Pokaż, że jest zmęczony. Niech ziewnie, niech mu się oczy kleją, coś w tym stylu.

 Wyciągnął z pochwy jeden ze sztyletów i trzymając go w ręku położył się spać.

Poszedł spać. Z nożem w ręku. Aha. Ponadto – pochwa to nie torba, tylko coś na kształt pokrowca na jedną, konkretną broń.

 Właściwie, co noc

Bez przecinka.

 Ciało po trudach wędrówki dawało się mocno we znaki.

Primo – "dawało się mocno we znaki" to Twój wytrych. To nic nie znaczy. Secundo – pokaż to. Pokaż, że go boli. Radzę przespacerować się przez osiem godzin i opisać potem swoje wrażenia. Serio.

 złączył końce palców tak, że całość układała się w stożek

… jak? Stożek wygląda tak:

Nie tak:

Ani nawet tak:

 odczuwając w głębi skrywany żal

Znaczy się, co?

 zmiataj stąd.

Dałabym raczej w cudzysłów.

 Zaczerpnął w głąb

Sięgnął w głąb. Zaczerpnąć można z głębi.

 to czego szukał

To, czego szukał.

 Maleńka kula żółtej energii.

O, przepraszam, cała ta scena jest pełna klisz, ale to już przesada. Skoro miał być Jedi, trzeba to było pokazać od początku, nie tak nagle.

 zgodnie z nauką starszych, rozprowadził energię po swoim ciele.

Bez przecinka. A po czyim ciele?

 Uleczenie zbolałych mięśni, często pomagało na bolączki duszy.  

Bez przecinka. Zdanie brzydkie i mało sensowne. Mięśnie nie są chore, tylko zmęczone – tego się nie leczy. Na "bolączki" (jak ja nie lubię tego słowa) może pomóc medytacja, ale nie "uleczenie".

 a jego zalała fala odprężenia

Wyświechtane.

 toczy go trauma

Purpura, i źle brzmi.

 pogodzić się z tym co się stało.

Z tym, co się. Dwa razy "się".

 Kiedy jedynie wy zostaniecie

Ja dałabym: Kiedy zostaniecie ostatni…

 Przepełnił go spokój

No, Jedi jak w mordę strzelił.

Ubrał, założył pas z mieczem, przypiął sztylet.

Po co nas o tym zapewniasz?

 Wyszedł z pokoju i zszedł na parter.

Nie mógł zejść, pozostając w pokoju, nie?

 Ten trzymał jedną ręką na głowie

Trzymał jedną rękę na głowie. "Ten" jest zbędne – ja w ogóle połączyłabym to zdanie z poprzednim.

 Właściwie nie liczył za bardzo na fuchę ochroniarza.

No, to niech się chłopak zdecyduje. Nie, żeby o tym wszystkim nie widział wczoraj. "Fucha" nie gra z fantasy.

 Niebo było bezchmurne, więc promienie słońca przyjemnie ogrzewały mu twarz.

Niebu? Śnieg i bezchmurne niebo równa się mróz, jakby co.

 Nie chciał tam wracać, ale musiał przyznać, że widok zapierał dech w piersiach.

A jak to się wyklucza?

 Nie licząc karczmy było tu dziewięć domów.

Nie licząc karczmy, było tu dziewięć domów. I po co w takim przysiółku karczma? Podstawy ekonomii.

 sześćdziesięciu mieszkańców

Jak to policzyłeś?

 Osada nie miała obronnej palisady

W końcu facet wlazł bez przeszkód, nie?

 jedynie w około domostw i inwentarza budowano drewniane ogrodzenia.

Wokół domostw. Poszczególnych domów, jak już – i rozbawiłeś mnie wizją stawiania płotka wokół krowy.

 pokaźnych rozmiarów mężczyzna

Bezosobowe. Czemu nie rosły?

 w jego pokaźnej brodzie można było zauważyć drewniane wióry.

Powtórzenie. I wióry tkwiły, dlatego można je było zauważyć – nie?

 powiedział mężczyzna uśmiechając się.

Powiedział mężczyzna, uśmiechając się. Na takim zatyłczu każdy obcy jest albo zagrożeniem, albo ciekawostką – a ten facet wyraźnie się nie przejmuje.

Co sprowadza w nasze skromne progi? – Najemnik

Najemnik go sprowadził? Hmm?

 wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia

Nienaturalne i łopatologiczne. Czemu się po prostu nie skrzywił?

 z zamyślonym wyrazem twarzy

To nic nie wnosi – skoro facet nie patrzy na rozmówcę, tylko na góry, widać, że myśli o czymś innym.

 To moja wieś i liczę, że nie będziesz sprawiał kłopotów.

To szeryf?

 Skinął głową widząc

Skinął głową, widząc.

 wydawało się, iż nie oczekuje odpowiedzi. Zdawał się zamyślony.

Powtórzenie. Ponadto – dlaczego miałby oczekiwać odpowiedzi? Już ją dostał.

 kierunek. Erik skierował się

Powtórzenie. "Skierował się" jest wydumane i pretensjonalne.

Okalało ją drewniane ogrodzenie. Wewnątrz prowadzono ogródek.

Ogrodzenie okalało – to źle brzmi. Ogródek mógłbyś porządnie opisać.

 zioła, w tym te o których

Zioła, w tym te, o których.

 pomyślał. Przeklinając

Nie rozdzielałabym.

 miejscowego cieślę

W wiosce na dziewięć domów każdy sam sobie prokuruje szatę, spyżę i stołek. Podstawy ekonomii.

 właściwie nie wiedział, czy jest ktoś, kto mógłby za nimi przepadać.

Wycięłabym.

 sam jeszcze kilka miesięcy temu, przynależał

Albo wtrącenie: sam, jeszcze kilka miesięcy temu, przynależał; albo nie: sam jeszcze kilka miesięcy temu przynależał.

jednej z najbardziej znienawidzonych, owianej tajemnicą organizacji

Związek zgody. Owianych tajemnicą.

 w ostatecznym rozrachunku

No, nie bardzo.

 Ridgar sam w sobie był państwem około dwadzieścia razy większym

Około dwudziestu. A względem czegoś?

 Kruki, bo tak właśnie nazywała się organizacja

Łopatologiczne i nieładne. Sami się domyślimy, że Kruki to Twoi Jedi.

dość dużym stopniu, był

Na tym przecinku się potknęłam. Wytnij go.

 Na dwóch i pół Smoka przypadał mniej więcej jeden zabity Kruk.

Kto to policzył i czy nie miał lepszych rzeczy do roboty? I skoro to wystarczy, żeby ich zdziesiątkować, to nie mieli aż takiej przewagi.

 Otworzył furtkę, wszedł na teren gospodarstwa, następnie podszedł do drzwi

Znowu – szczegółowo tłumaczysz rzeczy, które wszyscy wiemy, a nie mówisz nic o tym ,czego nie wiemy. Jak wyglądało to miejsce?

 Usłyszał, przesuwanie się

Bez przecinka. Strasznie to szumi.

 Przywitał go widok przytulnej

Powtórzony dźwięk.

 stoisz jak ciele

Jak cielę.

 odezwał się głos dobiegający z głębi pomieszczenia

Less is more: ponaglił go ktoś w głębi izby.

 pospiesznie przekroczył próg

Aliteracja.

 W kącie stała stara kobieta, grzebiąca w wielkim kufrze

Na stojąco? I grzebanie w kufrze było jej stałym zajęciem?

 prostą czystą szatę, jednakże noszącą oznaki zużycia

Abstrakcja. Powiedz, jak to ubranie wygląda. "Jednakże" jest pretensjonalne.

No czegoż tak stoisz

 No, czego tak stoisz.

 wskazując palcem na wspomniane narzędzie.

Wskazując palcem narzędzie. Less is more.

złapał za drewnianą chochlę

Złapał chochlę.

 Złapała za nuż

Złapała nóż. Idź i nie grzesz więcej.

 poczęła w niej grzebać

Zaczęła ją rozgrzebywać.

 dziuple

Wiele dziupli?

 Zdawała się czegoś szukać.

Doprawdy.

 Dziura jaką wydrążała

Dziura, którą drążyła. Jest tam jakaś inna dziura, od której trzeba odróżnić tę?

 w ostateczności kobieta

"Ostatecznie" znaczy tyle, co "wreszcie. "W ostateczności" – "w najgorszym wypadku".

 złapała ją w dwa palce unosząc nad głowę

Jednocześnie?

 zdawała się oglądać

Ale tak naprawdę układała o niej poemat.

 co cię tu kruczku sprowadza

Co cię tu, kruczku, sprowadza.

 W tym samym momencie

Tego naprawdę się domyślimy.

 Nikt nie miał prawa znać tu jego przeszłości.

Składnia: Nikt z tutejszych nie miał prawa znać jego przeszłości.

 rzucił się w przód niczym lampart, w szaleńczym skoku do swojej ofiary

Jeju, ale szarżujesz. Spokojniej, to nie bitwa.

 Kobieta odwróciła się w jego kierunku.

Powietrza?

 Jej wzrok taksował go uważnie.

Czemu jej wzrok robi coś innego, niż ona sama?

 Nie ładnie

Łącznie.

 nieznajomych, w ich własnych domach młodzieńcze

Nieznajomych w ich własnych domach, młodzieńcze.

 przepraszam proszę pani

Przepraszam, proszę pani.

 Erik obruszył się

Mało powiedziane.

 poczucie niewładności (…) przeważyło

Neologizm zbędny i rozpraszający czytelnika. Braku władzy. Co to poczucie "przeważyło"?

 Nie wyczuwał też swojej mocy, jak gdyby wiedźma odcięła mu do niej dostęp.

A kiedy ją miał? (Wyrwała wtyczkę z kontaktu XD).

 Kruki nie miały dumy, uznawali

Jak miały, to uznawały. Zdanie zbędne, dubluje informację, którą zaraz i tak podasz, i która jest dość oczywista.

 podeszła do gara wrzucając tam czerwoną kulkę.

Jednocześnie?

 Skąd wiesz kim jestem?

Skąd wiesz, kim jestem?

 Nie wiedział skąd ta osoba tak wiele o nim wie

Nie wiedział, skąd ta osoba tak wiele o nim wie. Powtarzający się dźwięk i łopatologia.

 rozmówca nie czując się komfortowo z panującą ciszą rozpoczynał

Rozmówca, nie czując się komfortowo z panującą ciszą, rozpoczynał. Źle to brzmi. Może tak: Rozmówca, nie mogąc znieść ciszy, zaczynał…

 czegoś cię nauczyli maleńki.

Przecinek przed "maleńki".

 Zupa zaczynała…

Już wcześniej pachniała. I źle to brzmi. Poza tym – jeśli to część wypowiedzi, to zupełnie non sequitur.

 kulka, to

Bez przecinka.

 stopach zająców

Zajęcy. Śmiem wątpić.

 Choć nie radziłabym połykać ich w całości, są piekielnie ostre. Kobieta podniosła chochlę do ust i spróbowała wywaru.

Znowu – oddziel wypowiedź od tego, co po niej. Powtarzasz ten błąd, ale nie będę go więcej wypisywać, bo mi znaków nie starczy.

 należy ci się kilka słów wyjaśnienia

Dlaczego niby? Żebyś mógł zrobić infodump?

 gbura z wsadzonym głęboko w tyłek kijem, ku chwale ojczyzny

To się źle parsuje.

świeżakiem

Kolokwialne.

 szkolenie w Gnieździe trwało dobre kilka lat, gdzie młodzi rekruci uczyli się podstaw walki

"Gdzie" dotyczy przestrzeni, nie czasu. W trakcie których.

Nie byli rzecz jasna magami

Wtrącenie: Nie byli, rzecz jasna, magami.

 na to trzeba było całego życia

"Było" jest zbędne.

 poznać fundamentalną wiedzę

Wydumane.

 Nie powiem ci kim jestem, ani nie oczekuje

Nie powiem ci, kim jestem, i nie oczekuję.

 Ostatnio mam jednak wielką ochotę

"Jednak" tu nie gra.

 Kruczek, bardzo

Bez przecinka.

 mieszczek

Literówka.

 Ten znalazł

Wiemy, kto, nie tłumacz nam tego.

 W jego umyśle rozbrzmiały fanfary.

What?

 To aż nadto, by przetrwać tą zimę, w jakiejś spokojniej karczmie, popijając co wieczór miejscowe trunki.

To aż nadto, by przetrwać tę zimę w jakiejś spokojnej karczmie, popijając co wieczór miejscowe trunki. Wczoraj jeden nocleg i marna kolacja kosztowały dwa razy tyle. Nawet, jeśli cena była paskarska – to się nie klei.

Co trzeba zrobić?

Czemu bezosobowo? To on ma to zrobić.

W oddali dało się dostrzec oddalającą się osadę.

Powtórzenie i pretensjonalne słowa. Rozumiem, że osada szła sobie w stronę przeciwną do tej, do której szedł Erik, kiedy się zatrzymał.

 Ukucnął by

Ukucnął, by.

 który tak przyjemnie grzeje się w kieszonce w okolicach klatki piersiowej

Yyy? Czyli gdzie? Ponadto – weź dużą garść groszaków, zapakuj do skarpetki i potrzymaj na sercu. Przyjemnie? A to tylko brąz, nie złoto, które jest cięższe, a monety większe.

 Nie wiedział kim była, nie wiedział czemu aż tyle o nim wiedziała.

Consecutio temporum: Nie wiedział kim jest, nie wiedział skąd tyle o nim wie.

jeśli marzy mu się spokojna zima, musi jakoś na nią zarobić.

Niezgrabne.

 robić to na czym się znał

Powtórzenie. Ponadto: robić to, na czym.

 sprzątania czyjejś sieni, nie była

Przecinek między podmiotem, a orzeczeniem. Fe.

 Przyspieszył kroku by

Przyspieszył kroku, by.

 osada nieświadoma niczego

Osada, nieświadoma niczego. Pierwszy raz widzę myślącą osadę.

 kontynuowała swój codzienny byt

Bardzo wydumane.

Jest fabuła – to plus. Co prawda ten tekst jest fragmentem, ale można na nim już budować. Natomiast…

 niestety interpunkcja i gramatyka, nie są moimi mocnymi stronami. Oczywiście przepraszam za to

Złe podejście. Gdybyś chciał być rysownikiem, przepraszałbyś za to, że nie umiesz się posługiwać ołówkiem – czy uczciwie wziął pupcię w troki i się nauczył? Bo analogia jest ścisła.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, dziękuje za tak szczegółową łapankę :) W kwestii gramatyki i interpunkcji – to, że przepraszam czytelników za swoje braki, nie oznacza, że nic z tym nie robię. Fakt, iż pojawiłem się na tym forum, a także wystawiłem swoją pisownię na pastwę osób, które mają duże pojęcie na temat poprawnej polszczyzny, chyba także o czymś świadczy. Obecnie do tekstu muszę wprowadzić sporo poprawek wypunktowanych w komentarzach. Obiecałem sobie usiąść nad tym wszystkim w weekend (tekst i tak przeszedł już pewne zmiany, w stosunku do tego co było na początku). Właściwie żałuję, że opowiadanie nie poszło wcześniej na beta listę. Nie planuję kontynuacji tej historii, ani jej rozbudowy. Chciałbym zająć się nowym tekstem, bardziej przemyślanym i porządniej wykonanym. 

 

PS moi Jedi <3 

 

 

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

No cóż, do wioski przybył najemnik, pożywił się, przespał, a rano postanowił, że tutaj przezimuje. Wszystko wskazuje na to, że znalazł kąt u miejscowej wiedźmy. I to w zasadzie wszystko, Patryku, czego dowiedziałam się z Twojego opowiadania.

Wykonanie, o czym już wiesz, pozostawia bardzo wiele do życzenia. Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą ciekawsze i znacznie lepiej napisane.

 

na prze­ciw­le­głym końcu od wej­ścia, znaj­do­wa­ła się lada… –> Lada w karczmie to szynkwas.

 

po­my­ślał Erik i pod­szedł do lady. –> Raczej: …po­my­ślał Erik i pod­szedł do szynkwasu.

 

– Ty nie­tu­tej­szy – Po­wie­dzia­ła ko­bie­ta. –> Raczej: – Ty nie­tu­tej­szy?zapytała ko­bie­ta.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

– Ha. – żach­nę­ła się.z cho­in­ki się urwa­łeś? –> Pomijam to, że dialog jest źle zapisany, ale ciekawi mnie, skąd karczmarka zna powiedzenie o urwaniu się z choinki?

 

Ko­bie­ta po­de­szła do ma­łe­go okien­ka, na­chy­li­ła się i krzyk­nę­ła. – obiad raz! –> Okienko, obiad raz – czy to karczma to stołówka zakładowa, czy może bar szybkiej obsługi?

 

Ko­bie­ta po­da­ła Eri­ko­wi ta­lerz z ziem­nia­ka­mi, sa­ła­tą i jedną pałką kur­cza­ka oraz kufel piwa. –> Skąd w tym świecie mieli ziemniaki?

Podany zestaw obiadowy wskazuje na to, że jesteśmy raczej w stołówce zakładowej.

Sugeruję, aby Erik dostał miskę omaszczonej kaszy. No, może jakąś kapustę też dostał.

 

Ale z tego co mó­wisz, po pta­kach. –> I po ptokach/ po ptakach. To powiedzenie, moim zdaniem, w tym opowiadaniu nie ma racji bytu.

 

Erik za­brał się za je­dze­nie. –> Erik za­brał się do je­dze­nia.

http://portalwiedzy.onet.pl/140056,,,,brac_sie_wziac_sie_do_czegos_brac_sie_wziac_sie_za_cos,haslo.html

 

Na­stęp­nie miecz prze­szył go w pół. –> W pół – to inaczej po połowie czegoś (jakiegoś procesu), bardzo szybko, np.: Zatrzymał się w pół drogi; Przerwała mu w pół słowa.

Także w ciągu (tj. w czasie) połowy czegoś: Rozwiązał ten problem w pół minuty. Zjawili się w pół godziny.

Mieczem nie można nikogo przeszyć w pół.

 

Ge­ne­rał osu­nął się na zie­mie i padł. –> A może: Ge­ne­rał osu­nął się na zie­mie i wyzionął ducha.

 

Zro­bić jedno wiel­kie pier­dut i odejść z przy­tu­pem. –> Te wyrażenia, jako zbyt współczesne, nie powinny znaleźć się w tym tekście.

 

Pach­nia­ło lekką klau­stro­fo­bią. –> Czy klaustrofobia ma zapach? Czy w opisywanych czasach znano pojęcie klaustrofobii?

 

Mógł­by przy­siąc, że w Izbie nie sprzą­ta­no… –> Dlaczego wielka litera?

 

peł­ni­ła funk­cję skła­dzi­ka na becz­ki… –> …peł­ni­ła funk­cję skła­dzi­ku na becz­ki

 

Ubrał, za­ło­żył pas z mie­czem, przy­piął szty­let. –> Przypuszczam, że chciałeś uniknąć siękozy.

Proponuję: Przywdział ubranie, za­ło­żył pas z mie­czem, przy­piął szty­let.

 

Wy­szedł z po­ko­ju i zszedł na par­ter. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Opuścił pokój i zszedł na par­ter.

 

Nie li­cząc karcz­my było tu dzie­więć domów. Czyli mniej wię­cej sześć­dzie­się­ciu miesz­kań­ców.

–> Z czego połowa to pewnie dzieci. Wcześniej napisałeś: Osada była po­ło­żo­na u pod­nó­ża gór, z dala od trak­tów ku­piec­kich. –> Nie widzę sensu istnienia karczmy w tak małej wsi.

 

We­wnątrz pro­wa­dzo­no ogró­dek. –> Raczej: We­wnątrz uprawiano ogró­dek.

 

Za­uwa­żył licz­ne zioła, w tym te o któ­rych uczył go Rian. –> Jak mógł zauważyć i rozpoznać zioła, skoro, jak napisałeś wcześniej: Wszę­dzie zro­bi­ło się biało od śnie­gu, który naj­wi­docz­niej sypał przez całą noc.

 

ni­czym ptak wy­dzio­bu­ją­cy dziu­ple w drze­wie. –> Literówka.

 

odło­ży­ła nóż i swymi dłu­gi­mi pal­ca­mi wy­cią­gnę­ła ma­leń­ką czer­wo­ną kulkę. –> Zbędny zaimek. Czy mogła wyciągnąć kulkę cudzymi palcami?

 

Ko­bie­ta chwy­ci­ła za cho­chlę i za­czę­ła mie­szać w wiel­kim garze. –> Masło maślane. Gar jest wielki z definicji.

Kobieta ciągle miesza w garze, może tym razem: Ko­bie­ta chwy­ci­ła cho­chlę i za­czę­ła mie­szać w saganie.

 

– Na ki­lo­metr dało się wy­czuć te twoje wczo­raj­sze czary mary. –> W tej opowieści kilometry nie maja racji bytu.

 

ku chwa­le oj­czy­zny, na ki­lo­metr. –> Kolejny kilometr nie na miejscu.

 

Nie je­stem już Kru­kiem, pra­cu­je za pie­nią­dze i je­dze­nie… –> Literówka.

 

To aż nadto, by prze­trwać zimę… –> To aż nadto, by prze­trwać zimę

 

„Może dla tego miesz­ka ze zło­ty­mi mo­ne­ta­mi, który tak przy­jem­nie grze­je się w kie­szon­ce w oko­li­cach klat­ki pier­sio­wej. –> Raczej: …który tak przy­jem­nie grze­je się w zanadrzu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie wyglądało to zbyt dobrze. W mieszku zostało tylko dziesięć irydzkich miedziaków. Miał jeszcze około stu lomardzkich złotych monet. Nie miały już jednak praktycznie żadnej wartości.

Teoretycznie mógłby stopić złoto i spróbować podrobić irydzką walutę, ale w praktyce było to niewykonalne.

 

Pomyliłeś pieniądz kruszcowy z pieniądzem papierowym. Jasne, że znak emitenta wybity na monecie jest gwarantem jej wartości, ale złoto posiada ją niezależnie od tego. No chyba, że nastąpiła zapaść cywilizacyjna, wtedy złoto faktycznie straci wartość, nabiorą jej zaś rzeczy niezbędne do przeżycia. Ale przecież to nie ten przypadek, tutaj nastąpił tylko upadek jednego państwa.

Dziękuję za lekturę. Myślę, że po prostu jakoś ten element wytnę. 

Nowa Fantastyka