- Opowiadanie: BearClaw - OSTATNI BASTION

OSTATNI BASTION

Opowiadanie w realiach Warhammera 40k. Sporo wątków batalistycznych i wojennych. Dobrej zabawy!

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

OSTATNI BASTION

Paladyn Tagar Bearclaw, był prawą ręką mistrza zakonnego Brunatnych Niedźwiedzi. Zadanie jakie otrzymał od swojego przełożonego, polegało na uratowaniu rodu Nazarimów, jednego z najbardziej oddanych Imperium, zaopatrujących je, w cenne kruszce i minerały. Planeta, na której ród miał swoją główną siedzibę, nazywała się Vraxis V i została zaatakowana przez tajemnicze i niebezpieczne siły. Nekronów.

Padał ulewny deszcz, kiedy statki Kosmicznych Marines podchodziły do lądowania. Niecałe dwa kilometry dalej na obrzeżach miasta, rozgrywała się dramatyczna walka obrońców z agresorami. Formacje Brunatnych Niedźwiedzi sprawnie i szybko przegrupowały się po wyjściu z transportowców.

Tagar zmierzył wzrokiem swoich podwładnych. Wszyscy wojownicy prezentowali się wyśmienicie. Paladyn w pancerzu terminatorów, górował nad pozostałymi braćmi zakonnymi, którzy posiadali standardowe wyposażenie Kosmicznych Marines. Jedynie gwardia przyboczna, składająca się z trzech szturmowych terminatorów, dzierżących krótkie młoty energetyczne i tarcze, wyróżniała się z pośród reszty oddziałów.

– Paladynie, melduję gotowość oddziału do wymarszu! – Tagar usłyszał głos z boku. Odwrócił się, by ujrzeć twarz, tego który mu zaraportował.

– Bardzo dobrze, kapitanie Hamilton. Ruszajmy zatem – odparł Bearclaw i jako pierwszy skierował się ku bitwie.

Wszyscy lojalnie, niczym jedna wataha, podążyli za nim, nie mogąc się doczekać, aby wziąć udział w starciu i wykazać się męstwem ku chwale Imperium.

 

***

 

Walka Gwardii Imperialnej była zacięta, jednak oddziały zwykłych żołnierzy, nie były w stanie powstrzymać napierających fal wroga. Horda nieumarłych, złożona z wcześniej poległych ludzi, napierała od dłuższego czasu. Dowódca kompani Planetarnych Sił Obronnych, Mark Brightsun, zdawał sobie doskonale sprawę, że czasu mają coraz mniej. Na wzmocnionych murach twierdzy, broniącej dostępu do bramy miasta, ustawione były trzy oddziały Imperialnych. Żołnierze niepewni swojego losu, nerwowo trzymali karabiny, oczekując następnego uderzenia. Od odparcia ostatniej fali nieumarłych, próbujących sforsować twierdzę, minął kwadrans. W oddali było jednak widać, jak kolejni przeciwnicy, coraz licznej, zbierają się do ataku. Wykończone fizycznie i psychicznie, wielogodzinną walką, wojska Imperialne, miały słabe morale do kontynuowania obrony. Dowódcy doskonale zdawali sobie z tego sprawę.

– Jasna cholera – zaklął pod nosem Mark.

– Dowódco? – spytał sierżant August.

– Mamy przesrane sierżancie. Wszystkie oddziały są na pozycjach?

– Tak jest panie kapitanie. Tylko morale mają kiepskie. Paru komisarzy by się przydało.

– O nie! Miałem do czynienia z kilkoma i nie mam dobrych wspomnień z tych spotkań. To straszne skurwysyny – odparł rozdrażniony Brightsun.

– Tak jest panie kapitanie! Tylko, że… – zaciął się August.

– Tylko, że co sierżancie?

– Cóż… Skurwysyny czy nie, ale potrafią skutecznie podnieść morale wśród żołnierzy.

– Być może i tak, ale jakim kosztem? – spytał chmurnie Mark.

– Kilku poświęconych ku chwale Imperium, może nieraz uratować cały oddział. – Zauważył sierżant, nie przejmując się kwestią moralną.

– Twoje oddanie Imperium sierżancie, jest godne podziwu. Pamiętaj jednak, że życie ludzkie też ma wysoką wartość i nie można nim szastać na lewo i prawo.

– Żyjemy ku chwale Imperium, panie Kapitanie – odpowiedział August, niezrażony poglądem przełożonego.

– To prawda, ale pamiętaj, że bez nas, nie byłoby Imperium.

– Tak jest! – Zasalutował żołnierz niższego szczebla.

– Coś się dzieje na horyzoncie. – Bystre oczy Marka wypatrzyły zagrożenie w oddali.

– Kapitanie? – spytał sierżant, czekając na dalsze rozkazy.

Brightsun jednak milczał. Wpatrywał się w dal. Kiedy jego podwładny, miał znowu upomnieć się o dalsze rozkazy, na jego chmurnej z początku twarzy, pojawił się drobny uśmiech.

– Być może jednak, będziemy uratowani – powiedział dowódca z nadzieją.

Sierżant, w końcu dostrzegł też to, co od kilku chwil obserwował jego kapitan. Zwarte oddziały Kosmicznych Marines, zbliżały się do ich pozycji.

 

***

 

Wojownicy Tagara widzieli już mury twierdzy, do której mieli dotrzeć, kiedy nagle do ich uszu dotarł dźwięk drżącej ziemi. Błyskawicznie utworzyli szyk bojowy, oczekując zagrożenia. Chwilę później lewa flanka Brunatnych Niedźwiedzi została zaatakowana. Grad zielonych, plazmowych pocisków zasypał Kosmicznych Marines. Ze wzniesienia nad polaną wyłoniły się siły Nekronów. Około trzydziestu atakujących, nic nie robiących sobie z tego, że znajdują się na odsłoniętym terenie, naprzeciw licznych oddziałów, kontynuowało swój atak.

– Co do cholery? – zdziwił się sierżant Amadeusz, kiedy dostrzegł sylwetkę i kształt przeciwnika.

Podobne do ludzkich szkieletów, jednak przewyższające o ponad głowę przeciętnego Kosmicznego Marine, z zielonym upiornym blaskiem w oczach, Nekroni stanowili niecodzienny widok. Potężne karabiny, przypominające małe działa plazmowe, ponownie plunęły ogniem w stronę ludzi.

– Na pozycje! Ognia! – wydał rozkaz Bearclaw.

Jego bracia zakonni w mgnieniu oka zastosowali się do polecenia. Ostrzał Nekronów kilku z nich poważnie zranił, jednak reszta, niczym jeden mąż, zalała przeciwników gradem kul. Nieliczni z nich padli, a właściwie ulegli destrukcji, w wybuchu dziwnej, zielonej energii. Znaczna większość wciąż stała na swoich pozycjach, ku zaskoczeniu Kosmicznych Marines. Taka salwa bowiem powinna roznieść oddział tej wielkości w drobny mak.

– O cholera, twarde skurwysyny – stwierdził kapitan Hamilton.

– Twarde. Jednak da się je zniszczyć – wszedł mu w słowo Tagar, oddając kolejną salwę ze swojego boltera. Jego podkomendni poszli w ślad za nim.

Nekroni nie byli im dłużni, ostrzeliwując ze swojej broni. Grad kul, mijał plazmowe pociski upiornych przeciwników. Kilku Brunatnych Niedźwiedzi zwaliło się na ziemię i legło bez ruchu. Wielu z nich, odniosło poważne rany, jednak po paru minutach, ciągłej wymiany ognia, ostatni z Nekronów został wyeliminowany. Tagar miał już wydać rozkaz, aby wysłać zwiadowców, kiedy dobiegł do niego sierżant Amadeusz.

– Bracie Paladynie, z północnego wschodu nadciąga cała horda!

Bearclaw ruszył szybkim krokiem we wskazanym kierunku. Jego oczom ukazała się ogromna armia ożywieńców, szarżujących wprost na pozycje Brunatnych Niedźwiedzi. Ciała poległych wcześniej obrońców, zostały wykorzystane przez Nekronów. Ogarnięte tajemniczą, zieloną energią, stanowiły duże niebezpieczeństwo dla zwykłych ludzi. Nawet dla zdyscyplinowanej armii Imperialnej. Jednak Kosmiczni Marines, nie byli zwykłymi ludźmi. Ich ciała genetycznie zmodyfikowane i ulepszone, stały się długowieczne, tworząc perfekcyjnych wojowników.

– Za mną Bracia! – krzyknął paladyn. – Nie pozwólmy, aby plugawi Nekroni, dalej bezcześcili ciała poległych gwardzistów! Do ataku! Strzelać bez rozkazu!

– Za Imperatora! – odpowiedział mu zgodny chór głosów, wydobytych z gardeł Brunatnych Niedźwiedzi.

Kosmiczni Marines, zaszarżowali na znacznie liczniejszego przeciwnika. Tagar Bearclaw, ostrzeliwując upiorną hordę ze swojego boltera terminatora, z uniesioną buławą w drugiej ręce, pędził na samym przedzie. Tuż za nim, podążała jego przyboczna gwardia, szturmowych terminatorów. Reszta wojowników, starała się dotrzymać im kroku, prowadząc ciągły ostrzał przeciwnika. Upiorne sylwetki dawnych żołnierzy, z nienaturalnie powykręcanymi kończynami i palcami zagiętymi niczym szpony, nie zraziły się tym ani trochę.

Paladyn wpadł w ożywieńców z ogromnym impetem. Chwilę wcześniej, kule z jego boltera, rozsadziły co najmniej trzydziestu nieumarłych. Potężnym zamachem, Kosmiczny Marine, przewyższający o dobre trzy głowy, otaczających go wrogów, uderzył swoją buławą. Energia i siła uderzenia, zmiotła pięciu przeciwników naraz. Kolejnych paru pechowców, próbujących chwycić potężnego wojownika, rozniosła krótka seria z broni automatycznej. Ożywieńcy jednak nie przystanęli ani na moment. Cały czas napierali masą na przedstawicieli elitarnych sił Imperium. Bezwolne i bezduszne ciała, liczebnością zalały Kosmicznych Marines. Jednak bracia zakonni, nie przystanęli w walce ani na moment. Zwarte i doświadczone oddziały Brunatnych Niedźwiedzi, dziesiątkowały znacznie liczniejszego przeciwnika, nie ponosząc przy tym zbyt dużych strat. Grupy strzelców, były osłaniane przez wojowników z mieczami energetycznymi i mechanicznymi, którzy tworzyli bezpieczne kręgi, nie dopuszczając wroga do środka. Sam Paladyn, odesłał w niebyt około dwustu nieumarłych, a każdy z jego gwardii, nie był wcale gorszy. Bracia osłaniali się wzajemnie, tworząc dla przeciwnika barierę nie do przebicia.

Całe starcie trwało około pół godziny. W tym czasie, horda ożywieńców została najpierw zdziesiątkowana, a następnie rozbita i wyeliminowana do ostatniej jednostki. Z oddali, w asyście kilku grup Nekrońskich wojowników, walkę obserwował ich lord. Bearclaw, ociekając krwią pokonanych wrogów, dostrzegł go jako pierwszy. Obaj dowódcy przez długą chwilę mierzyli się wzrokiem. Do Tagara podszedł kapitan.

– Bracie, to dopiero początek – stwierdził zaniepokojony Hamilton.

– Wiem – odparł spokojnie Bearclaw.

– Teraz już wiedzą, z kim mają do czynienia. Myślisz, że ich zniechęciliśmy? – spytał z nadzieją kapitan.

– Wątpię bracie Hamilton. Raczej sprawdzali nasze umiejętności bojowe.

– Naprawdę sądzisz, że to co tutaj się rozegrało, to był tylko test?

– Tak. Widzisz go? – spytał Tagar, wskazując obserwującego ich lorda.

– Widzę. To ich dowódca?

– Na to wygląda. Obserwował nas cały czas. Wyczuwam w nim dużą siłę. Z całą pewnością, to bardzo niebezpieczny przeciwnik – dopowiedział po chwili namysłu paladyn.

– Bracie, chyba się go nie obawiasz? – zdziwił się kapitan.

– Nie chodzi o obawy kapitanie, tylko o respekt. Nie możemy sobie pozwolić na zbagatelizowanie zagrożenia.

– Dowódco, ale ci tutaj, nie byli zbyt dużym wyzwaniem dla Kosmicznych Marines – odparł butnie Hamilton.

– Nie bądź naiwny bracie. I przypomnij sobie wytrzymałość pierwszego oddziału, który nas zaatakował. Jestem przekonany, że to tylko ułamek ich prawdziwych sił.

– Faktycznie, byli twardzi, ale i tak nasze kule ich rozniosły.

– Tym razem tak, tylko zastanawiam się, czy po raz kolejny uda nam się to powtórzyć – powiedział ciężkim głosem Bearclaw.

– Co zatem proponujesz? Atakujemy ich dalej?

– Nie kapitanie. Najpierw musimy zorientować się, jak wygląda stan Imperialnej Armii. Następnie poczekamy.

– Na kolejny atak? To nie jest zbyt ryzykowane?

– Znacznie mniej, niż nasz atak na niezbadane terytorium. – Uśmiechnął się pobłażliwe paladyn.

Kapitan przez chwilę rozważał słowa swojego przełożonego, przyznając mu rację skinieniem głowy. Odszedł do reszty Brunatnych Niedźwiedzi, aby wydać stosowne rozkazy. Bearclaw raz jeszcze spojrzał na wzgórze, na którym wcześniej znajdował się jego rywal, jednak teraz już było puste. Nekroni skończyli szacować siłę przeciwnika.

Więc teraz przyjdzie czas, na prawdziwą rozgrywkę – pomyślał Tagar.

 

***

 

Potężne wrota cytadeli z głośnym zgrzytem, pomału zaczęły się otwierać przed Kosmicznymi Marines. Wszystkie stanowiska obronne, były w pełni obsadzone. Gwardia Imperialna pilnująca wejścia, prezentowała się groźnie, jednak baczny obserwator, mógłby zauważyć zmęczenie i wyczerpanie na twarzy obrońców. Z całą pewnością, ci ludzie przeszli już piekło, jakie ostatnio zgotowały im siły Nekronów.

Tagar Bearclaw przeszedł przez bramę jako pierwszy. Jego kroki odbijały się głośnym echem od budynków. Naprzeciwko wyszedł mu kapitan Brightsun, w asyście swoich najlepszych żołnierzy. Wszyscy byli wyposażeni w zbroje szturmowe, jednak i tak na Kosmicznych Marines, musieli patrzeć z dołu. Paladyn stanął naprzeciw człowieka, szacując i oceniając go wzrokiem.

– Pan tu dowodzi? – spytał, nie bawiąc się w detale.

– Tak jest! Jestem Mark Brightsun, kapitan Pierwszej Dywizji…

– Gdzie macie szpitale?! – zniecierpliwionym tonem, przerwał mu Bearclaw.

– W południowej części miasta – odparł nieco zmieszany Brightsun.

– Macie jakiś transport? Mam tutaj kilku rannych braci, którzy natychmiast potrzebują opieki profesjonalnego personelu!

– Tak jest mistrzu zakonny! Sierżancie, dawajcie tu transportery! – Mark wydał polecenie jednemu z podwładnych.

– Tak jest kapitanie! – odpowiedział żołnierz.

Bearclaw podziękował skinieniem głowy. Odwrócił się do swoich wojowników i wydał kilka krótkich rozkazów, dotyczących rannych i ich przeniesienia do szpitali. Kiedy skończył, ponownie zwrócił uwagę na kapitana, który cierpliwe do tej pory, czekał na dalszy rozwój wypadków.

Kapitanie, proszę mnie zabrać na linie obronne. Chcę się zapoznać z sytuacją w cytadeli.

– Tak jest mistrzu…

– Nie. – Znów przerwał mu Bearclaw, patrząc na zdziwionego człowieka z góry.

– Słucham? – nie zrozumiał Mark.

– Nie jestem mistrzem zakonnym. Jestem paladynem, prawą ręką naszego mistrza zakonnego. – Sprostował z lekkim uśmiechem Tagar.

– Ach… Ale rozumiem, że to paladyn dowodzi tymi siłami Kosmicznych Marines? – spytał ostrożniej Brightsun.

– Zgadza się kapitanie. Brunatne Niedźwiedzie są pod moją komendą. Jestem Tagar Bearclaw, kapitanie Brightsun – odparł spokojnie paladyn, mierząc wzrokiem swojego rozmówcę, który jednak wytrzymał to twarde spojrzenie.

– Kapitan Mark Brightsun, dowódca Pierwszej Kompani Planetarnych Sił Obronnych na Vraxis V – powiedział dumnie żołnierz.

Bearclaw po raz kolejny lekko się uśmiechnął. Musiał przyznać, że człowiek, który przed nim stał, miał charakter i wyczuwalną wewnętrzną siłę. To dawało pewne nadzieje, że jednak uda się obronić to miejsce przed najeźdźcą.

– Proszę wyznaczyć kwatery dla moich ludzi, aby mogli się posilić i chwilę odpocząć.

– Tak jest paladynie Bearclaw!

– I niech pan prowadzi na wasze fortyfikacje.

– Oczywiście. Sierżancie August! – Mark zwrócił się do swojego podkomendnego.

– Na rozkaz kapitanie! – Zasalutował żołnierz.

– Niech pan wskaże kwatery dla Kosmicznych Marines.

– Tak jest! – odparł żwawo mężczyzna, zabierając się od razu do wyznaczonego mu zadania.

– Proszę za mną paladynie – powiedział Brightsun, po czym szybkim, żołnierskim krokiem, skierował się na umocnienia.

Tagar ruszył za nim, bacznie rozglądając się dookoła. Miasto sprawiało wrażenie wyludnionego. Nie licząc oczywiście oddziałów żołnierzy i Kosmicznych Marines. Nie było jednak co się dziwić, to była w końcu strefa wojenna.

 

***

 

Godzinę później, Bearclaw stojąc na najwyższej wieży, z której miał doskonały widok na teren wokół cytadeli, świadom mocnych i słabych stron w obronie. Za jego plecami, cierpliwie czekał na komentarz kapitan Brightsun. Paladyn jednak był oazą spokoju. Wydawało się, że zamarł niczym posąg, wpatrzony w odległy punkt przed siebie. Po przedłużającej się ciszy, Mark w końcu chrząknął. Pierwszy, drugi, trzeci raz, jednak bez żadnego efektu. Kosmiczny Marine stał nieporuszony. W końcu, lekko już poirytowany człowiek, zebrał się na odwagę i powiedział:

– Co o tym myślisz paladynie?

Tagar uśmiechnął się pod nosem. Pomału odwrócił się w stronę żołnierza.

– Ludzie nie mają cierpliwości, prawda?

Brightsun wpadł w lekką konsternację, jednak odparł niepewnie:

– Tak… Tylko co to ma do rzeczy, bo nie bardzo rozumiem?

– Wszystko poddane jest przemijaniu i czasowi. Ludzie nie zwracają uwagi na konsekwencje swoich wyborów, a przynajmniej nie wszyscy, prawda?

– Tak, chyba tak… – powiedział Mark, wciąż nie rozumiejąc dokąd zmierza jego rozmówca.

– Proszę się nie krępować kapitanie. Rozmawiamy tutaj swobodnie, tylko my.

– No dobrze, ale wciąż nie bardzo rozumiem…

– Jak pan myśli, czemu zaatakowali właśnie teraz?

– Eee… Paladynie niestety nie potrafię odpowiedzieć… – zaczął Brightsun, jednak Tagar przerwał mu, podnosząc otwartą dłoń.

– Potrafi pan. Proszę pomyśleć. Dać sobie trochę czasu.

Tym razem Mark zamilkł na dłuższą chwilę, zastanawiając się co ma powiedzieć. Po paru minutach ciszy, Bearclaw jednak zabrał głos jako pierwszy.

– Jak myślisz kapitanie, co robią Kosmiczni Marines, kiedy podróżują między światami?

– Cóż… Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ponieważ urodziłem się i spędziłem całe swoje życie na Vraxis V, paladynie.

– Tak wiem – odparł niczym niezrażony Tagar i dodał po chwili: – To nie było jednak moje pytanie.

Brightsun po krótkim namyśle odparł:

– Sądzę, że doskonalicie swoje umiejętności bojowe. W końcu Kosmiczni Marines, są uznawani za elitę Imperium.

– Tak, zgadza się. Moi bracia wciąż dążą do perfekcji we władaniu orężem, pomimo tego, że każdy z nich, jest już mistrzem. Mamy jednak naprawdę mnóstwo czasu, pomiędzy skokami gwiezdnymi – powiedział Bearclaw.

– Rozumiem.

– Czym się zajmują ludzie na co dzień? – Pozornie Tagar zmienił temat.

– Eee… Cóż, żyjemy na chwałę Imperium, paladynie – Brightsun odparł żołnierską formułą.

– Oczywiście, że tak. Jednak kapitanie, wyglądacie na światłego i inteligentnego człowieka. Niech pan powie, co tak na co dzień zwykli ludzie robią w wolnym czasie.

– Pracujemy, ćwiczymy, kochamy, zakładamy rodziny, tworzymy, rozwijamy się… – powiedział Mark.

– Właśnie. Kosmiczni Marines, co prawda nie mogą zakładać rodzin, a miłość w ich życiu ogranicza się do oddania Imperatorowi i jego sprawie, oraz wojaczce. Niemniej jednak, my też się rozwijamy. Są wśród nas bracia z uzdolnieniami humanistycznymi oraz ścisłymi. Odkrywamy nowe elementy, nowe światy. Badamy nowe rzeczy i tworzymy wiele tekstów. I czytamy. Wiele różnych rzeczy. I teksty opisujące nowe odkrycia i konkretne rzeczy, ale także różne ludzkie opowiadania. Tak dla relaksu, po męczących treningach, jak i dla odegnania ponurych myśli po ciężkich walkach. Sam zresztą wiele czytam i przyswajam nową wiedzę. Od czasu do czasu, zdarza mi się również, coś własnego napisać. Podzielić się moimi doświadczeniami i przeżyciami z kolejnymi pokoleniami ludzi oraz następnymi generacjami Kosmicznych Marines.

– Rozumiem, ale co to ma właściwie do rzeczy?

– Ano to kapitanie, że ja i moi bracia, mamy całe mnóstwo czasu, na przyswojenie sobie wiedzy odnośnie planet, na które się wybieramy. Zapoznajemy się też z dziełami lokalnych artystów, jak i poznajemy historię i genezę miejsca do którego zmierzamy. Większość naszych wojowników, ma rozległą i szeroką wiedzę o wszechświecie – powiedział Bearclaw.

– Duży szacunek za to – odparł po chwili Brightsun.

– Och, mamy znacznie więcej czasu, niż przeciętny człowiek. W końcu nasze ciała są genetycznie zmodyfikowane. I widzisz Mark, przybywając na Vraxis V, dokładnie przeanalizowałem, co tutaj możemy znaleźć.

– Czyli co, paladynie? – Zmarszczył czoło Brightsun.

– Wspaniałych, twórczych i oddanych Imperatorowi ludzi, ale też zachłannych i żądnych władzy. – Kończąc to zdanie, ton Bearclawa, stał się chłodny i srogi.

– Kto? – spytał od razu Mark.

Tagar uśmiechnął się po raz kolejny. Prawidłowo ocenił, że jego rozmówca jest bystry.

– Wasz gubernator kapitanie.

– Jak to?! Przecież… – zaczął żołnierz, jednak ponownie Bearclaw przerwał mu stanowczym ruchem ręki.

– Został spaczony. Choć tym razem nie przez siły Chaosu, a przez magów i inżynierów Nekrońskich. Vraxis V jest bowiem, jedną z planet, na której została uśpiona i ukryta ich niewielka armia. Jednak nie wolno ich absolutnie lekceważyć.

– Tego się niestety już dowiedzieliśmy – powiedział smutno kapitan.

– Wiem. Dobrzy ludzie, ucierpieli przez żądzę władzy jednego człowieka.

– Jednak skąd pewność, że to właśnie gubernator? – Mark dalej nie mógł uwierzyć, w rewelacje Kosmicznego Marine.

– Przeczucie, doświadczenie i fakt, że dotarłem do dokumentów i zapisów, mówiących o Nekronach na waszej planecie. Dostęp do nich, mógł posiadać jedynie człowiek na jego stanowisku.

– To są bardzo poważne oskarżenia. Muszą być poparte dowodami na winę człowieka – powiedział hardo dowódca Imperialnych oddziałów.

– Kapitanie Brightsun, ma pan dużo empatii w sobie. To dobrze, ale niech ona nie przyćmi zdrowego rozsądku.

– Tak jest! Jednak i tak jestem zdania, że takie oskarżenia powinny być poparte twardymi dowodami.

Tagar spojrzał na człowieka z góry. Tym razem surowo. Po chwili ciszy, skarcił go, mówiąc:

– Mało wam śmierci do tej pory? Armia tajemniczych siły atakujących miasto. Setki zabitych. To niewystarczające dowody?

Mark zamyślił się przez chwilę. W końcu przyznał rację Kosmicznemu Marine, kiwając potakująco głową.

– Być może paladynie. Powinniśmy się wyspać, jutro może być ciężki dzień.

– Niech pan idzie. Proszę mi przesłać lokalizację mojej kwatery. Jeszcze chwilę tu zostanę.

– Wedle życzenia. Dobrej nocy! – odparł Mark.

– Wzajemnie kapitanie. – Uśmiechnął się Bearclaw. Wiedział, że jego obecność oraz reszty Kosmicznych Marines, bardzo podbudowały upadłe morale gwardzistów.

 

***

 

Zaczęło się. Z pierwszymi promieniami słonecznymi, Nekroni zaatakowali. Twierdzą wstrząsnął najpierw pierwszy huk, następnie dwa kolejne. Pociski zrobiły duże dziury w budowli. Gruz, zbrojony beton i żelazne kawały prętów, poszybowały w górę. W oddali słychać było pierwsze krzyki i zawodzenia rannych. Syrena alarmowa rozdarła się z pełną mocą. Krótkie komendy wojskowe, wypełniły plac i ulice wokół umocnień militarnych.

Tagar jako pierwszy z Kosmicznych Marines, wyszedł z przydzielonego mu domu. Nie spał zbyt wiele, cały czas studiując mocne i słabe strony swojego przeciwnika. Kroniki imperialne, nie zawierały jednak zbyt szczegółowych opisów armii Nekronów. Bearclaw wiedział, że musi być przygotowany na różne warianty. Nigdy nie lekceważył swoich wrogów, a szczególnie takich, na temat których miał ograniczoną wiedzę.

Paladyn stanął na placu, który był zapełniany przez zwarte i gotowe do akcji oddziały Brunatnych Niedźwiedzi. Sierżant Amadeusz wydawał konkretne, zdecydowane polecenia, formując w kilka chwil, wszystkie dywizje wojowników. Wypoczęci, zwarci i gotowi do walki, ruszyli żwawym krokiem w stronę ogromnej bramy wejściowej. Huk wybuchów był coraz głośniejszy z każdym przebytym metrem.

Pod osłoną ognia zaporowego, pochodzącego z dział i karabinów armii Imperialnej, Kosmiczni Marines wybiegli na plac przed twierdzą. Naprzeciw siebie, ujrzeli wzbudzającą respekt, ale także i niepokój, armię Nekronów. Tym razem, to już nie byli ożywieńcy po Imperialnych legionistach, a regularne oddziały upiornych wojowników, wyposażonych w śmiercionośną broń dystansową. Deszcz plazmowych pocisków poleciał w stronę ludzkich obrońców.

– Formować szyk obronny! – wydał polecenie Amadeusz.

– Ognia! – padł po przyjęciu salwy wroga, rozkaz z ust kapitana Hamiltona.

Tagar widząc, że jego podkomendni świetnie dają sobie radę z poleceniami, ruszył w stronę przeciwnika. W asyście terminatorów, którzy osłaniali swojego dowódcę własnymi pancerzami i dużymi, ciężkimi tarczami, które były stworzone z najtwardszych i najmocniejszych surowców, Bearclaw wpadł w szeregi Nekronów.

Przez kilka cennych sekund, potężna, tajemnicza armia, jakby się zawahała. Ostrzał skierowany w stronę Kosmicznych Marines i wojska Imperialnego, osłabł na moment. To wystarczyło paladynowi i jego najlepszym wojownikom, aby związać w walce bezpośredniej, pierwsze szeregi Nekronów. Potężne uderzenia buławy i młotów energetycznych, zniszczyły pancerze i korpusy Nekrońskich wojowników. Mimo perfekcyjnej techniki i dużej siły uderzeń, najeźdźcy przypominający metaliczne kościotrupy, nie od razu padali. Zielony, upiorny blask w oczodołach, gasł dopiero po otrzymaniu naprawdę dużych obrażeń.

Dystansowa broń oddziałów szturmowych, która była podstawowym wyposażeniem wrogiej armii, nie była przystosowana do walki bezpośredniej. Pomimo ogromnej wytrzymałości, jaką charakteryzowali się Nekroni, Bearclaw wraz ze swoimi braćmi terminatorami, przełamali opór najeźdźców. Walka jednak dopiero się zaczęła. Głównodowodzący Lord, który nie włączał się do tej pory, widząc poczynania Tagara i jego świty, zaatakował.

Potężny Nekroński kostur, naładowany tajemniczą energią, uderzył w terminatora, który był najbardziej wysunięty z szarżujących Kosmicznych Marines. Brunatny Niedźwiedź, pomimo ogromnego, twardego pancerza, runął na ziemię. Wybuch energii i wyładowań, dających zieloną poświatę, na krótką chwilę rozjaśnił polanę. Paladyn walczący kilka metrów dalej, na chwilę utracił impet uderzenia. Wiedział, że ten widok, mógł nadszarpnąć morale jego wojowników. Tagar potężnym uderzeniem buławy, zmiażdżył czaszkę przeciwnika z którym walczył. Z metalicznym dźwiękiem, korpus upadł pod nogi jego brata z obstawy.

Bearclaw krzyknął do komunikatora:

– Dalej bracia! Nie poddawajcie się! Oni nie są niezwyciężeni. Ognia ze wszystkich bolterów!

Paladyn zdawał sobie doskonale sprawę, iż nie mógł dopuścić, aby widok powalonego terminatora, wpłynął na wynik starcia.

W pewnej chwili, plazmowy pocisk oddany gdzieś z bliska, trafił go prosto w hełm, uszkadzając Tagarowi wizję. Obraz stał się niewyraźny, zamazany. Bearclaw nie czekał, aż przeciwnik tym ruchem zyska nad nim przewagę. Szybko zdjął uszkodzoną ochronę, aby mieć normalne pole widzenia. Wiedział, że teraz jest bardziej odsłonięty na ataki, jednak nie miał wyjścia. Paladyn musiał jak najszybciej zakończyć to starcie. Im dłużej był narażony na śmiertelny cios, tym większe szanse miał wróg.

Tagar rozejrzał się dookoła, wypatrując Nekrońskiego Lorda. Tamten stał, jakby tylko czekając na kolejny ruch Kosmicznego Marine. Bearclaw ruszył w jego kierunku, po drodze uderzając kolejnego Nekrona i posyłając jego mechaniczne ciało na ziemię. Uniesiony w górze bolter, plunął ogniem. Pomimo tego, że wszystkie pociski dotarły do celu, na dowódcy nieumarłej armii, nie zrobiło to większego wrażenia. Każdy z obecnych przeciwników Brunatnych Niedźwiedzi, był wyjątkowo twardy i wytrzymały, jednak ich Lord w tych dziedzinach, przebijał resztę wielokrotnie. Tagar nie zraził się tym faktem ani trochę. Z okrzykiem bojowym, ciągle prowadząc ostrzał, ruszył na przeciwnika, niczym grom trafiający w ziemię. Impet uderzającej buławy napotkał jednak opór, w postaci bloku potężnego kostura Nekrona. Iskry i błyski wydobyły się przy uwalnianej energii z obu zwartych ze sobą oręży.

Bearclaw zacisnął zęby z gniewu. Mina jego rywala była jednak nieprzenikniona. Tylko z oczu wydobywała się mroczna, zielona poświata. Kosmiczny Marine po raz kolejny wziął zamach i uderzył w swojego przeciwnika, który i tym razem płynnie zablokował cios. Nekroński Lord przeszedł do kontrofensywy. Szybkie, niczym huragan uderzenia kostura, powędrowały w kierunku dowódcy Brunatnych Niedźwiedzi. Tagar nie był w stanie zablokować swoją bronią ciosów, które padały zarówno od góry jak i dołu. Część musiał przyjąć na swój pancerz, który po każdym, potężnym uderzeniu, zgrzytał i nabierał wgnieceń. Na całe szczęście dla Kosmicznego Marine, jego zbroja wytrzymała furię, z jaką uderzał przeciwnik. Bearclaw musiał przyznać, choć niechętnie, że przyszło mu zmierzyć się z prawdziwym weteranem. Nie mógł pozostać bierny, oddając inicjatywę Lordowi. Ponownie spróbował przejść do ofensywy. Nie było to jednak łatwe zadanie. Buława paladyna, co i rusz napotykała opór, w postaci bloku kosturem. Wyładowania energii jakie przy tym pojedynku powstawały, sprawiały wrażenie, jakby dwóch tytanów walczyło między sobą. I tak poniekąd było.

 

***

 

W tym samym czasie, kiedy Bearclaw mierzył się z Nekrońskim Lordem, kapitan Brightsun wraz z elitarnym oddziałem Kasrikinów, wszedł na teren pałacu gubernatora. Nie spodziewał się co prawda większych problemów, jednak wolał być przygotowany na wszystko. Słowa paladyna dały mu do myślenia. Rozkazy były jasne. Miał aresztować gubernatora pod zarzutem zdrady stanu.

Kiedy masywne drzwi stanęły przed nim otworem, pierwsze co zauważył, to brak straży pałacowych, które powinny być obecne. Razem ze swoimi żołnierzami, przekroczył próg, bacznie lustrując otoczenie. Wszyscy trzymali broń w pełnej gotowości. Stare gotyckie rzeźby, które ozdabiały budynek wewnątrz, nadawały niepokojącego charakteru. Wcześniej Mark nawet się nad tym nie zastanawiał, jednak przeczesując budynek, miał wrażenie, że ktoś go pilnie obserwuje. Kolejne pomieszczenia, które powinny być obsadzone urzędnikami i personelem, były wyludnione.

– Kapitanie, drugie piętro czyste. Ani śladu kogokolwiek – zameldował porucznik Tran.

– Dobrze poruczniku. Przejdźcie na trzecie piętro. W razie jakichkolwiek podejrzanych rzeczy, od razu meldujcie – odparł Brightsun.

– Tak jest kapitanie!

– Sierżancie August, wchodzimy na czwarte piętro.

– Rozkaz kapitanie. Czy to tutaj jest biuro gubernatora?

– Tak. Broń w gotowości. Uszy i oczy szeroko otwarte. – Padło krótkie polecenie Marka.

– Tak jest! – August potwierdził swoją gotowość.

Drzwi windy otworzył się z cichym zgrzytem. Żołnierze wyskoczyli z niej, przyjmując od razu szyk bojowy. Pierwsze co dostrzegł Brightsun i co go zdecydowanie zaniepokoiło, to krew na ścianach oraz na podłodze. Unosił się też odór śmierci.

– O kurwa… – wyrwało się któremuś z żołnierzy.

– Ale capi… – Kolejny też nie wytrzymał z komentarzem.

– Żołnierze, cisza! Nie zakłócać komunikacji! Trzymać szyk bojowy! – Sierżant przywołał podkomendnych do porządku.

– Za mną – rozkazał Marka.

Zwarty oddział ruszył w kierunku drzwi do gabinetu gubernatora, które znajdowały się na końcu korytarza. Odór śmierci i zgnilizny, stawał się z każdym krokiem coraz mocniejszy.

Wejście było zatrzaśnięte, bądź też zaryglowane od środka. Mark ze swoim oddziałem nie mógł się dostać do pomieszczenia. Przez chwilę zastanawiał się, co robić dalej. Ostatecznie doszedł do wniosku, że w tym wypadku wysadzenie przeszkody, będzie najlepszym pomysłem. I tak coś tu bardzo było nie tak.

– Chłopaki, podłóżcie ładunki wybuchowe – zakomenderował kapitan.

– Tak jest! – odparł jeden z saperów w oddziale.

Chwilę później, z głośnym hukiem, drzwi wyleciały w powietrze. Na całym korytarzu uniósł się dym i kurz, zasłaniając to, co znajdowało się w środku pomieszczenia.

Pokazując sobie na migi, kto ma pierwszy wkroczyć, a kto kogo osłaniać, oddział wszedł do środka. Kiedy kurz i dym opadły, oczom żołnierzy ukazał się makabryczny widok. Wszędzie dookoła leżały nagie ludzkie zwłoki. Mężczyźni jak i kobiety padli ofiarą tego, który urządził tę potworną scenerię. Nienaturalnie powykręcane, najpewniej torturowane i męczone ciała, znaczyły drogę na piedestał, który również był zbudowany z martwych. Przerażenie i grymas bólu na twarzach poległych, świadczyły o tym, że nie mieli lekkiej śmierci. Na jego szczycie siedział gubernator, a właściwie istota, która kiedyś nim była. Teraz bardziej podobny Nekronom, niż człowiekowi. Metaliczny pancerz i korpus, połączony z górną częścią ciała człowieka. Postać wyglądała, jakby ktoś nie zdążył dokończyć swojego dzieła.

W momencie, w którym Mark zbliżył się do niego, gubernator niespodziewanie ożył. Upiorna postać najpierw się podniosła, a następnie wydała z siebie przeraźliwy odgłos, przypominający dziwny skrzek ptaka. Oczy, wciąż w ludzkiej czaszce, miały zieloną poświatę. Zapadnięte policzki i kompletny brak włosów na głowie, a także drapieżna postawa, całkowicie pozbawiona ludzkich odruchów, powodowała, iż włosy same jeżyły się na karku.

– Cofnijcie się! – wydał rozkaz Brightsun.

Było jednak już za późno. Istota, która niegdyś była gubernatorem, rzuciła się na najbliższego żołnierza. Metaliczne ręce przypominające szpony, zdarły jednym uderzeniem hełm z człowieka. Zanim ten jednak zdążył oddać choćby jeden strzał, drugi cios rozorał mu szyję, powodując fontannę krwi tryskającej z rozerwanej tętnicy. Ciało upadło z głuchym łoskotem.

– O jasna cholera! – wyrwało się któremuś z elitarnych.

– Rozproszyć się! – krzyknął sierżant.

– Ognia! Celujcie w głowę! – Mark wydał kolejne polecenie.

Gubernator jednak, niczym najdziksza bestia, doskoczył do kolejnej swojej ofiary, urywając głowę nieszczęśnikowi. Zieleń bijąca z jego oczodołów, jakby nabrała mocy. Pozostali walczący mogli odnieś wrażenie, że im więcej krwi jest przelewane, tym silniejszy staje się ich przeciwnik.

Brightsun przymierzył z karabinu szturmowego, kiedy żądny zabijania wróg, doskakiwał do kolejnego żołnierza. Czas jakby zwolnił dla kapitana. Przez kilka długich sekund i uderzeń serca, kapitan prowadził celownik broni wzdłuż trajektorii skoku celu. Kiedy wydawało się, iż następny człowiek padnie zaraz martwy, oddał strzał. Nim gubernator rozerwał kolejną ofiarę, jego głowa nagle zapłonęła pod wpływem uderzającego pocisku laserowego. Ciało wygięło się, jednak nie padł od razu martwy. Jego czaszka płonęła, ukazując ponurą prawdę. Ludzkie kości odpadały, jednak zdeformowany kształt głowy, cały czas się trzymał, odsłaniając nieskończoną transmutację Nekronów.

– Nieeeeeeee!!! – wrzasnęła postać.

Kolejne celne serie, zmusiły go do cofnięcia się. Pomimo niesamowitej wytrzymałości, jaką zapewniało mechaniczne Nekrońskie ciało, istota zachwiała się i upadła.

– Nie przerywajcie! Ognia! – Brightsun nie zamierzał mieć jakichkolwiek wątpliwości, czy przeciwnik padł na dobre.

Zmasowany atak pozostałych przy życiu żołnierzy, pomału zmienił truchło w topiący się korpus.

– Co to… Co to było? – spytał sierżant August.

Po krótkiej chwili milczenia, Brightsun odparł ochryple.

– Zdrajca.

Nagle z komunikatora wyrwał się głos porucznika Trana.

– Kapitanie! Melduję, że nasz poziom jest czysty. Jak u was?

– Już czysto – odpowiedział Mark.

– Mamy też wieści z pola walki. – Kontynuował podwładny.

– Meldujcie poruczniku.

– Kosmiczni Marines odparli atak, jednak ich dowódca został poważnie ranny.

– Jak najszybciej zbierzcie wszystkich ludzi. Spotkamy się przy wyjściu z budynku. Powiadom kierowców transporterów, żeby byli w gotowości.

– Tak jest kapitanie!

 

***

 

Trzy transportery typu Chimera pędziły przez pole bitwy, jaka tu się niedawno rozegrała. Zostawiając tumany kurzu za sobą, opancerzone pojazdy szybko zbliżały się do pozycji Kosmicznych Marines. Ciała poległych obrońców, były zmieszane z pozostałościami po Nekronach. Metalowe szczątki najeźdźców, wciąż jednak sprawiały upiorne wrażenie.

Kapitan Brightsun siedział obok pilota. Nakazał mu kierować się prosto do miejsca, gdzie paladyn Tagar stoczył pojedynek z Nekrońskim Lordem. W pewnej chwili, wyrwał się głos z komunikatora w Chimerze. Sierżant August meldował:

– Kapitanie, wielu rannych na prawo od naszych pozycji.

– Zajmijcie się nimi sierżancie.

– Rozkaz!

Jeden z pojazdów odbił od grupy. Dwa pozostałe dotarły jednak do lokalizacji, gdzie znajdował się dowódca Brunatnych Niedźwiedzi. Jeszcze przez szybę pojazdu, kapitan mógł dostrzec, coraz większą ilość Kosmicznych Marines, gromadzących się w jednym punkcie. Wysiadając nakazał sanitariuszom, aby byli w pełnej gotowości. Sam, nie patrząc czy jego pozycja jest bezpieczna, wyszedł jako pierwszy i skierował się do Tagara, który był otoczony przez swoich braci. Kapitan Hamilton zatrzymał go jednak, zanim Brightsun zdołał dojść do Bearclawa.

– Stój! – krzyknął.

– Mam tu sanitariuszy! Możemy pomóc! – odparł z nadzieją w głosie Mark.

– Dobra, dawaj ich tu! – zawyrokował marine.

Z Tagarem było kiepsko. Włócznia Nekrona, na wysokości żeber, przebiła go na wylot. Wciąż jednak żył. Zanim jednak został przebity, Bearclaw zdążył potężnym ciosem, roztrzaskać mu głowę. Wszyscy, którzy byli świadkiem zdarzenia, widzieli potężny rozbłysk energii, kiedy energetyczna buława paladyna, trafiła do celu. Lord jednak wbił swój kostur w ciało Brunatnego Niedźwiedzia. Kiedy rozbłysk zgasł, obaj dowódcy leżeli na ziemi. Nekroni jakby stracili ducha walki, natomiast w Kosmicznych Marines wstąpiła wtedy żądza krwi. Z istną furią zaczęli atakować przeciwników, nie dając im chwili wytchnienia. Po upływie kwadransa, ostatni z najeźdźców padł pod gradem kul i uderzeń broni ludzkich wojowników. Marines jednak nie triumfowali, tylko dopadli do swojego dowódcy. Ku ich uldze, wciąż żył, jednak był nieprzytomny.

Sanitariusze uwijali się jak w ukropie, aby przetransportować rannego paladyna do pojazdu. Kiedy już był na pokładzie, razem z kapitanami Brightsunem i Hamiltonem, Chimera ruszyła na pełnych obrotach do twierdzy. W trakcie jazdy, Bearclaw otworzył oczy. Czoło miał zroszone potem, jednak wzrok ostry i przytomny. Medycy podali mu już niezbędne środki i lekarstwa, które miały mu pomóc przeżyć. Kapitan Kosmicznych Marines, od razu zauważył, że jego dowódca patrzy na nich.

– Bracie… – zaczął, nie wiedząc za bardzo co dalej powiedzieć.

Tagar uśmiechnął się słabo, jednak kiedy odezwał się, jego głos był cichy ale stanowczy.

– Spokojnie kapitanie, będzie dobrze.

– Skąd ta pewność paladynie? – Włączył się do rozmowy Brightsun.

– Och, ludzie… Z wiary człowieku. Łaska Imperatora jest z nami, pamiętaj.

– Tak jest. – odparł nieco zawstydzony Mark.

– Dzisiaj zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Co z gubernatorem?

– Bracie, to chyba nie pora na takie… – wtrącił się Hamilton, jednak Tagar, nie pozwolił mu skończyć.

– Będę żył. Jeszcze wiele mamy do zrobienia bracie.

– Tak, ale twój stan jest poważny, oszczędzaj siły.

– Jestem już w dobrych rękach, prawda kapitanie Brightsun?

– Oczywiście paladynie, dołożymy wszystkich starań, abyś przeżył! – zapewnił gorliwie człowiek.

– To dobrze… Ale pytałem o coś – odparł Bearclaw.

Hamilton zrezygnowany pokręcił głową, natomiast Mark pospieszył z odpowiedzią.

– Miałeś rację paladynie. Gubernator był zdrajcą. Nie będzie już jednak stanowił problemu. Zająłem się tym osobiście.

– To dobrze… – powiedział słabo Tagar. Po krótkiej chwili milczenia, dodał:

– Wykazaliście się dzisiaj dużym męstwem panowie. Wielu ludzi, dzięki waszemu poświęceniu, będzie mogło cieszyć się życiem.

– Bracie, przecież wiesz, że wykonywaliśmy tylko swoje obowiązki – odparł Hamilton.

– Tak. Z błogosławieństwem od Imperatora daliśmy radę – powiedział Mark.

Tagar spojrzał na swoich rozmówców spod wpółprzymkniętych powiek i dodał jeszcze słabo:

– Cieszy mnie wasze zaangażowanie i wiara. Oby tak dalej.

– Oczywiście paladynie! – zapewnił Brightsun, jednak tego Bearclaw już nie usłyszał. Wyczerpany, zapadł w głęboki sen.

Chimera w szybkim tempie zbliżała się do cytadeli, nad którą wznosiły się dymy gaszonych pożarów.

Koniec

Komentarze

powstrzymać napierających fal wroga. Horda nieumarłych, złożona z wcześniej poległych ludzi, napierała od dłuższego”

tu bym uniknął powtarzania słów napierających, napierała

Zaczęłam czytać Twój tekst, BearClaw, jednak zanim do lektury wrócę, nie mogę nie zwrócić uwagi na aspekty techniczne.

 

Przede wszystkim, niestety, szwankuje Ci interpunkcja. Miejscami przecinki stoją dobrze, a miejscami zdają się wstawione zupełnie losowo. Interpunkcja jest trudna, to fakt, ale tekst, w którym przecinki latają jak szalone bardzo źle się czyta, bo czytelnik co rusz się o nie potyka.

 

Dalej – stosujesz nieprawidłowy zapis dialogów. To na szczęście jest łatwiejsze do nauczenia się niż interpunkcja, zajrzyj tutaj, na początek. A zaraz potem tutaj, to też się przyda.

 

“statki Kosmicznych Marines podchodziły do ładowania.” – lądowania?

 

Na razie tylko tyle. Spróbuję przeczytać opowiadanie do końca, zaznaczę jednak, że uniwersum Warhammera 40,000 jest mi obce, a ewidentna “growość” i “bitewność” wyzierające z fabuły stanowczo nie należą do moich ulubionych tematów ; (

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Dziękuję za konstruktywne uwagi. Oczywiście staram się cały czas pracować nad swoimi pisarskimi umiejętnościami i zdaję sobie doskonale sprawę, że szwankuje mi interpunkcja, dlatego tym bardziej jestem wdzięczny za wypunktowanie tego i przydatne linki, które z pewnością pomogą w pracy nad tym aspektem.

joseheim – z tymi dialogami trafiłeś w sedno. Już się z odnośnikami zapoznałem i tę wiedzę wykorzystałem, choć co prawda w innym opowiadaniu. Bardzo dziękuję!

Mam jeszcze pytanie, jako kompletny nowicjusz na stronie, jestem ciekaw, czy po dodaniu opowiadania jako skończone, mam możliwość wprowadzenia korekt błędów, które tutaj wypunktowaliście? Czy już taka możliwość nie istnieje? Zdaję sobie też sprawę, że zapewne ten temat już gdzieś na forum został poruszony, jednak w tym morzu wątków jeszcze ciężko mi się połapać, zwłaszcza, że ciągle cierpię na brak czasu z powodu wielu obowiązków. Byłym wdzięczny za pomoc, albo podesłanie jakiegoś linku do danego wątku który odpowiadałby na to pytanie. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

BearClaw, jak najbardziej, wręcz wskazane jest poprawianie błędów ;)

Kiedy masz otwarte swoje opowiadanie, na górze, z prawej strony masz napis “edytuj”. Kliknięcie przeniesie Cię do edytora w którym możesz wprowadzać zmiany.

 

A tymczasem od siebie dodam jeszcze:

 

„Jego bracia zakonni[-,] w mgnieniu oka zastosowali się do polecenia. Ostrzał Nekronów[-,] kilku [+z nich] poważnie zranił, jednak reszta, niczym jeden mąż, zalała przeciwnikaów gradem kul. Nieliczni z nich padli, a właściwie ulegli destrukcji, w wybuchu dziwnej, zielonej energii. Znaczna większość jednak[-,] wciąż stała na swoich pozycjach, ku zaskoczeniu Kosmicznych Marines. Taka salwa bowiem[-,] powinna roznieść oddział tej wielkości w drobny mak.”

 

„Upiorne sylwetki dawnych żołnierzy, z nienaturalnie powykręcanymi kończynami i rękoma zagiętymi niczym szpony…”

Z tego zdania wynika, że ręce nie są kończynami ;)

 

“– Wiem. Testowali naszą siłę[-.] – odparł spokojnie Bearclaw.

– Teraz już wiedzą[+,] z kim mają do czynienia. Myślisz, że ich zniechęciliśmy? – spytał z nadzieją kapitan.

– Wątpię[+,] bracie Hamilton. Raczej sprawdzali nasze umiejętności bojowe.

– Naprawdę sądzisz, że to[+,] co tutaj się rozegrało, to był tylko test?”

Wyszło bez sensu, bo bohater dwa razy mówi, że byli testowani, a jego kolega jeszcze dopytuje, czy jego zdaniem to na pewno był test?

 

No i dodatkowa rzecz – staraj się walczyć z powtórzeniami.

 

EDYCJA:

Jeszcze jedno:

“– Głównie dlatego, że mieliśmy miażdżącą przewagę liczebną i ogniową[-.] – powiedział ciężkim głosem Bearclaw.”

Moment, a czy to czasem nie przeciwnik miał przewagę liczebną? Jeśli paladyn sam zabił dwustu, a jego towarzysze “nie byli gorsi”, to napastników musiało być znacznie więcej niż Marines, nie?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Hmmm. Przeczytałam trzy pierwsze części i nie wciągnęło.

Raz, nie znam uniwersum, dwa, nie gustuję w naparzankach, a tu nic innego nie widać. Trzy, miałam wrażenie, że czytam opis rozgrywki komputerowej – postacie różnią się wyłącznie imionami, kolorami ubrań i stopniem. Nie widać w nich osobowości – na ustach jeden patos i uwielbienie dla Imperium.

Dialogi raczej sztywne.

Z wykonaniem tak sobie. Zapis dialogu do remontu. Przecinki robią, co chcą.

Paladyn wyposażony w pancerz terminatorów,

Nie znam uniwersum, może to jasne dla każdego fana, ale “terminator” ma wiele znaczeń. Mnie najpierw pomyślało się o czeladniku. A dowódca w stroju ucznia wygląda raczej zabawnie.

Walka Gwardii Imperialnej była zacięta, jednak oddziały zwykłych żołnierzy, nie były w stanie powstrzymać napierających fal wroga.

Byłoza.

wszedł mu w słowo Tagar, oddając kolejną salwę ze swojego boltera.

Czy można oddać salwę, mając jedną sztukę broni?

Babska logika rządzi!

Trudno mi ocenić opowiadanie, bo nie znam się ani na grach, ani na sprawach militarnych, ale mam wrażenie, BearClaw, że bardzo się starałeś, aby i przebieg zdarzeń, i sceny walki zostały przedstawione wiarygodnie. Tuszę, że Ci się to udało i zainteresowani przedstawioną tu tematyką należycie osądzą Ostatni bastion.

Wykonanie, o czym już wiesz, pozostawia wiele do życzenia. Masz sporo różnych błędów, literówek i powtórzeń. Bardzo często nadużywasz zaimków. Trafiają się też nie zawsze poprawnie skonstruowane zdania. Dialogi do poprawienia, że już nie wspomnę o nie najlepszej interpunkcji.

Mam nadzieję, że Twoje kolejne opowiadania będą napisane zdecydowanie lepiej, a ich lektura okaże się bardziej satysfakcjonująca. ;)

 

Pa­la­dyn wy­po­sa­żo­ny w pan­cerz ter­mi­na­to­rów, gó­ro­wał nad po­zo­sta­ły­mi brać­mi za­kon­ny­mi, któ­rzy po­sia­da­li stan­dar­do­we wy­po­sa­że­nie Ko­smicz­nych Ma­ri­nes. –> Powtórzenie.

 

– Bar­dzo do­brze ka­pi­ta­nie Ha­mil­ton. Ru­szaj­my zatem. – od­parł Be­arc­law… –> – Bar­dzo do­brze, ka­pi­ta­nie Ha­mil­ton. Ru­szaj­my zatem – od­parł Be­arc­law

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

– Kilku po­świę­co­nych ku chwa­le Im­pe­rium, może nie raz ura­to­wać cały od­dział… –> – Kilku po­świę­co­nych ku chwa­le Im­pe­rium, może nieraz ura­to­wać cały od­dział

 

od­po­wie­dział Au­gust, nie zra­żo­ny po­glą­dem prze­ło­żo­ne­go. –> …od­po­wie­dział Au­gust, niezra­żo­ny po­glą­dem prze­ło­żo­ne­go.

 

po­wie­dział w końcu do­wód­ca z na­dzie­ją.

Sier­żant, w końcu do­strzegł też to… –> Powtórzenie. Zbędny przecinek.

 

na od­sło­nię­tym te­re­nie, na prze­ciw licz­nych od­dzia­łów… –> …na od­sło­nię­tym te­re­nie, naprze­ciw licz­nych od­dzia­łów

 

Ne­kro­ni nie byli im dłuż­ni, ostrze­li­wu­jąc ich ze swo­jej broni. –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

Kilku Bru­nat­nych Niedź­wie­dzi zwa­li­ło się na zie­mię bez ruchu. –> Jak to bez ruchu, skoro samo zwalenie się jest ruchem?

A może miało być: Kilku Bru­nat­nych Niedź­wie­dzi zwa­li­ło się na zie­mię i legło bez ruchu.

 

Ich ciała zo­sta­ły ge­ne­tycz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ne, ulep­szo­ne i dłu­go­wiecz­ne, two­rząc per­fek­cyj­nych wo­jow­ni­ków. –> Chyba miało być: Ich ciała, genetycznie zmo­dy­fi­ko­wa­ne i ulep­szo­ne, stały się dłu­go­wiecz­ne, two­rząc per­fek­cyj­nych wo­jow­ni­ków.

 

Tagar Be­arc­law, ostrze­li­wu­jąc upior­ną hordę ze swo­je­go bol­te­ru ter­mi­na­to­ra… –> …ze swo­je­go bol­te­ra ter­mi­na­to­ra

 

Po­zo­sta­ła resz­ta wo­jow­ni­ków… –> Albo: Resz­ta wo­jow­ni­ków… Albo: Po­zo­sta­li wo­jow­ni­cy

 

z nie­na­tu­ral­nie po­wy­krę­ca­ny­mi koń­czy­na­mi i rę­ko­ma za­gię­ty­mi ni­czym szpo­ny… –> Chyba miało być: …z nie­na­tu­ral­nie po­wy­krę­ca­ny­mi koń­czy­na­mi i palcami za­gię­ty­mi ni­czym szpo­ny

 

ude­rzył swoją bu­ła­wą. Ener­gia i siła ude­rze­nia… –> Powtórzenie. Zbędny zaimek. Energia i siła znaczą tu chyba to samo.

 

Cały czas na­pie­ra­li swoją masą… –> Zbędny zaimek. Czy mogli nacierać cudzą masą?

 

Bez­wol­ne i bez­dusz­ne ciała, swoją li­czeb­no­ścią za­la­ły Ko­smicz­nych Ma­ri­nes. –> Zbędny zaimek. Czy mogli ich zalać cudza liczebnością?

 

Jego kroki w cięż­kim pan­ce­rzu ter­mi­na­to­ra, od­bi­ja­ły się gło­śnym echem… –> Czy dobrze rozumiem, że kroki miały na sobie ciężki pancerz?

 

Na prze­ciw­ko wy­szedł mu ka­pi­tan Bri­ght­sun… –> Naprze­ciw­ko wy­szedł mu ka­pi­tan Bri­ght­sun

 

Mark wydał po­le­ce­nie do jed­ne­go ze swo­ich pod­wład­nych. –> Mark wydał po­le­ce­nie jed­ne­mu z pod­wład­nych.

Polecenie wydaje się komuś, nie do kogoś. Zbędny zaimek.

 

Be­arc­law ski­nął głową w ge­ście po­dzię­ko­wa­nia. –> Be­arc­law podziękował ski­nieniem głowy.

Gesty wykonuje się rękami, nie głową.

 

który cier­pli­we do tej pory… –> Literówka.

 

Ah… Ale ro­zu­miem… –> Ach… Ale ro­zu­miem

 

Pa­la­dyn jed­nak wy­da­wał się oazą spo­ko­ju. Wy­da­wa­ło się, że za­marł… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

prze­rwał mu, pod­no­sząc otwar­tą dłoń do góry. –> Masło maślane. Czy mógł podnieść dłoń do dołu?

 

Moi braci wciąż się dążą do per­fek­cji we wła­da­niu orę­żem bo­jo­wym… –> Moi braci wciąż dążą do per­fek­cji we wła­da­niu orę­żem

Można dążyć do czegoś, ale nie można się dążyć. Czy bywa też oręż pokojowy?

 

od­parł żoł­nier­ską for­mu­łę Bri­ght­sun. –> …Bri­ght­sun od­parł żoł­nier­ską for­mu­łą.

 

Nie mniej jed­nak, my też się roz­wi­ja­my. –> Niemniej jed­nak my też się roz­wi­ja­my.

 

do­tar­łem do do­ku­men­tów i za­pi­sów, mó­wią­cych o Ne­kro­nach na Wa­szej pla­ne­cie. –> …na wa­szej pla­ne­cie.

Zaimki piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

– Mało Wam śmier­ci do tej pory? –> Jak wyżej.

 

Po­win­ni­śmy się wy­spać, juto może być cięż­ki dzień. –> Literówka.

 

W od­da­li sły­chać było pierw­sze krzy­ki i za­wo­dze­nia ran­nych. Sy­re­na alar­mo­wa roz­dar­ła się z pełną mocą. Wszę­dzie było sły­chać… –> Powtórzenie.

 

Kro­ni­ki im­pe­rial­ne, nie były jed­nak za bar­dzo szcze­gó­ło­we, w sto­sun­ku do armii Ne­kro­nów. –> Czy dobrze rozumiem, że armia Nekronów była bardziej szczegółowa, niż kroniki?

Może: Kro­ni­ki im­pe­rial­ne nie zawierały jed­nak zbyt szcze­gó­ło­wych opisów armii Ne­kro­nów.

 

for­mu­jąc w kilka chwil, wszyst­kie de­wi­zie wo­jow­ni­ków. –> Chyba miało być: …for­mu­jąc w kilka chwil, wszyst­kie dywi­zje wo­jow­ni­ków.

 

przy­po­mi­na­ją­cy me­ta­licz­nych ko­ścio­tru­pów na­jeźdź­cy, nie od razu pa­da­li. –> …na­jeźdź­cy, przy­po­mi­na­ją­cy me­ta­licz­ne ko­ścio­tru­py, nie od razu pa­da­li.

 

Tagar nie zra­ził się tym fak­tem an tro­chę. –> Literówka.

 

Be­arc­law za­ci­snął zęby z gnie­wu i za­cię­cia. –> Na czym polega zaciśnięcie zębów z zacięcia?

 

ko­lej­ne puste i mrocz­ne po­miesz­cze­nia, miał wra­że­nie, że ktoś go pil­nie ob­ser­wu­je. Ko­lej­ne po­miesz­cze­nia… –> Powtórzenia.

 

Zło­wiesz­cza cisza, która do­mi­no­wa­ła w bu­dyn­ku, była na­ru­szo­na je­dy­nie przez po­ru­sza­ją­cych się żoł­nie­rzy. –> Brzmi to nie najlepiej.

 

Obec­ny był też pa­nu­ją­cy odór śmier­ci. –> Albo był obecny, albo panował.

Proponuje: Unosił się też odór śmierci.

 

Trzy­mać szyk bo­jo­wy! – pod­ko­mend­nych przy­wo­łał do po­rząd­ku sier­żant. –> Trzy­mać szyk bo­jo­wy! – Sierżant przywołał pod­ko­mend­nych do po­rząd­ku.

 

isto­ta, która kie­dyś nim była. Był teraz… –> Brzmi to nie najlepiej.

 

Oczy w ciąż ludz­kiej czasz­ce… –> Pewnie miało być: Oczy, wciąż w ludz­kiej czasz­ce

 

tym sil­niej­szy staję się ich prze­ciw­nik. –> Literówka.

 

Bri­ght­sun przy­mie­rzył ze swo­je­go ka­ra­bi­nu sztur­mo­we­go… –> Zbędny zaimek.

 

ka­pi­tan pro­wa­dził ce­low­nik swo­jej broni wzdłuż tra­jek­to­rii skoku swo­je­go celu. –> Oba zaimki zbędne.

 

Nim gu­ber­na­tor ro­ze­rwał ko­lej­ną swoją ofia­rę… –> Zbędny zaimek.

 

Lord jed­nak w wbił swój ko­stur w ciało Bru­nat­ne­go Niedź­wie­dzia. –> Literówka.

 

Kiedy roz­błysk minął… –> Raczej: Kiedy roz­błysk zgasł

 

na­to­miast w Ko­smicz­nych Ma­ri­nes. wstą­pi­ła wtedy żądza krwi. –> Zbędna kropka w środku zdania.

 

Swo­ich prze­ciw­ni­ków z istną furią za­czę­li ata­ko­wać, nie dając im chwi­li wy­tchnie­nia. –> Raczej: Z istną furią za­czę­li ata­ko­wać przeciwników, nie dając im chwi­li wy­tchnie­nia.

 

środ­ki i le­kar­stwa, które miały mu pomóc przy prze­ży­ciu. –> …środ­ki i le­kar­stwa, które miały mu pomóc w prze­ży­ciu. Lub: …środ­ki i le­kar­stwa, które miały mu pomóc prze­ży­ć.

 

– Tak, ale Twój stan jest po­waż­ny, oszczę­dzaj siły. –> – Tak, ale twój stan jest po­waż­ny, oszczę­dzaj siły.

 

Wielu ludzi, dzię­ki Wa­sze­mu po­świę­ce­niu, bę­dzie mogło cie­szyć się swoim ży­ciem. –> Wielu ludzi, dzię­ki wa­sze­mu po­świę­ce­niu, bę­dzie mogło cie­szyć się ży­ciem.

 

– Cie­szy mnie Wasze za­an­ga­żo­wa­nie i wiara. –> – Cie­szy mnie wasze za­an­ga­żo­wa­nie i wiara.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

joseheim – już widzę opcję edycji, dziękuję za nakierowanie :)

Oczywiście wszystkie błędy trafnie wypunktowane. I ten logiczny na koniec, fakt! Aż sam się z siebie zaśmiałem, że takiego babola zrobiłem :)

Finkla – jeśli chodzi o powtórzenia i interpunkcję – prawda, masz rację. Natomiast w kwestii pancerza Terminatora, to wychodzi Twoja nieznajomość realiów. Wiem, że w czeladnictwie to by oznaczało ucznia, natomiast w realiach Warhammera 40k, takie pancerze uznawane są za elitarne. Większe, lepsze, mocniejsze itd. Więc tutaj akurat wszystko się zgadza. Odnośnie salwy, to można przecież oddać salwę z jednej armaty, więc czemu nie z jednego nowoczesnego i morderczego boltera?

regulatorzy – jak najbardziej wszystko trafnie wytknięte. Opowiadanie pisałem ponad rok temu i dało mi to sporo frajdy, jednak faktycznie jeszcze dużo pracy przede mną. Bardzo dziękuję za pokazanie mi błędów, bo to tylko motywuje mnie do cięższej pracy nad moimi umiejętnościami pisarskimi.

Biorę się za poprawki, aby wprowadzić je jak najszybciej.

IMO, do salwy trzeba wielu armat, ale to Twój tekst.

Babska logika rządzi!

BearClaw, bardzo się cieszę, że uznałeś uwagi za przydatne.

Budujące jest także Twoje wyznanie, że czujesz się zmotywowany do dalszej pracy nad poprawianiem warsztatu. Powodzenia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Poprawki naniesione. Dziękuję za ich ukazanie! :)

Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc. :D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Znalezione obrazy dla zapytania clint eastwood astra militarum

Ech, ja wiem, że W40k to głównie uniwersum niekończącej się wojny, ale czy nie znalazłby się choć raz ktoś, kto spojrzałby na to od strony mniej militarnej… ;)

A teraz na serio. Tekst mocno bitewny – na tyle, że poza walkami nie widać charakterystyk postaci. Strzelają, biją, ale nie za bardzo wiadomo dlaczego. No dobra, wiadomo dla tych, co znają uniwersum – reszta pewnie nie będzie miała pojęcia, kim jest “nekronin”, “pancerz terminatora”, “Imperator” itd. Stąd tekst raczej mocno hermetyczny.

Sama walka opisana dosyć nudno. Adeptus Astartes są zbyt niezwyciężeni, Gwardia zbyt nieugięta. Czyta się więc to bez napięcia, bez obawy o postacie (nawet jeśli giną).

Technicznie jest średnio, ale to nie jest nic, czego nie da się poprawić.

Tak więc koncert fajerwerków mocno hermetyczny, do tego w warstwie militarnej nie porywa. Ale totalnie źle też nie jest. Polecam linki podane poniżej – pomogą w szlifowaniu warsztatu :)

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia! Za Boga-Imperatora!

Podobny obraz

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan – dziękuję za komentarz. Oczywiście ze wszystkimi podanymi linkami się zapoznam, by jak najlepiej wykorzystać wszystkie porady w kolejnych utworach. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeszcze wiele pracy przede mną w kwestii doskonalenia mojego warsztatu pisarskiego. Wierzę, że do upartych i pracowitych jednak sukcesy należą, więc biorę się za przyswajanie poradników.

Twoje ostatnie zdanie w komentarzu jest niczym wisienka na torcie i miód na moje serce.

Dziękuję! Za Boga–Imperatora! ;)

Do pewnego momentu czytałam, ale zrezygnowałam. Nie znam się w ogóle na świecie Warhammera, a ciągłe czytanie bitwach z zacięciem propagandowym (za Imperatora i te sprawy) męczy mnie straszliwie. Mimo to jestem pełna podziwu, że bardzo konsekwentnie przedstawiłeś ten świat – ok, nie jest “Twój autorski”, ale i tak, nieźle na tym polu wyszło. Wolałabym jednak przeczytać coś w Twoim własnym klimacie ;)

Deirdiu – dzięki za opinię. Tak jest, następny mój tekst jaki będę chciał zamieścić, będzie już w realiach wykreowanych przez ze mnie ;) 

Nowa Fantastyka