- Opowiadanie: Monique.M - Tylko białe kwiaty są niewinne

Tylko białe kwiaty są niewinne

Witam

 

Inspiracją dla mnie był obraz Jakuba Różalskiego – “Just look at the flowers...” 

https://www.artstation.com/artwork/NyrBz

 

Ps. Po zakończeniu konkursu wprowadziłam do tekstu  kilka zmian.

 

Życzę miłej lektury :)

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Finkla, Darcon, Użytkownicy II, Cień Burzy

Oceny

Tylko białe kwiaty są niewinne

 

Wiszące na drzewach ciała patrzyły na mnie z wyrzutem.

Oni tego nie rozumieją. A to przecież ich wina, że stałam się taka. Czy to ja kazałam im mnie zabić? Jedyny grzech jaki popełniłam, to chęć pomocy innym. Tu eliksir miłosny z dodatkiem lubczyku, tam mikstura lecznicza uwarzona przy pełni księżyca, czy wróżba wyczytana z kart. Lecz tym bardziej „miłosiernym” to się nie podobało. Ich wyobrażenie Boga kazało im przyjść do mej chaty nocą, w blasku pochodni i wywlec mnie. Krzyki i błagania na nic się zdały. Niczym w imadłach trzymali moje ręce. Usta zakneblowali w obawie przed urokami. Zmusili do klęknięcia przed obliczem kapłana. Dla mnie nie mieli miłosierdzia, widząc jedynie zło. Zło, które tak naprawdę tkwiło w nich. Przerażało ich, prześladowało, nie dając spokoju we dnie i noce.

– To ona!

– Rzucała na nas uroki!

– Tfu, przeklęta wiedźma!

Pamiętam tamtą bezsilność. Miotałam się niczym zwierzę w potrzasku, szukając ratunku. Wreszcie odnalazłam spojrzenie żony sołtysa, która zawsze odwiedzała mnie w potrzebie. Lecz teraz spuściła oczy w niemej bezsilności. Przerażenie ściskało gardło, kiedy każda kolejna twarz odwracała się.

 

Gdzie byliście, gdy was potrzebowałam?!

 

– Przyznaj się, że jesteś wiedźmą! – wykrzyknął sędzia i kat w jednym.

Gwałtownie pokręciłam głową.

– Więc wolisz tkwić w grzechu, niż wejść do światła.

– W takim razie skazujemy cię na śmierć – wydał wyrok sołtys.

Przerażenie szarpnęło mym ciałem. Próbowałam wstać, krzyknąć: czemu to robicie?! Przecież jestem jedną z was!

– Uspokój się, wiedźmo! – warknął kowal i szepnął mi do ucha. – Wiem, że to ty rzuciłaś na mnie urok, żebym zdradził żonę.

– A może wynajmiemy tego przejezdnego z gospody przy trakcie? Tego, co miał wilczy medalion – podszepnął stajenny. – Wygląda na obeznanego w takich sprawach.

– Po co mieszać w nasze sprawy obcych? – Sołtys zaśmiał się, spoglądając na chłopaka. – Co, baby się boisz?

Jego wzrok powędrował na wierzbę płaczącą rosnącą przy domu.

– Powinno się nadać. Dajcie sznur.

Zemdlałam.

Ocucił mnie dławiący ból gardła i desperacka potrzeba powietrza. Skrępowane z tyłu ręce próbowały ze wszystkich sił dosięgnąć sznura. Nogi kopały bezsilnie powietrze. I nagle ten przeraźliwy trzask i lot w dół. Żyłam? Łapczywie chwytałam oddech, walcząc z wszechogarniającym bólem.

– Szlag! Musiała się złamać.

– Co teraz? – spytał kowal, stając nade mną.

Nie widziałam, co pokazał sołtys. Ogromne łapska chwyciły mnie za ramiona i zaczęły ciągnąć po ziemi. Mgła zasnuwała wzrok, obojętność ogarniała umysł. I tylko ten coraz głośniejszy szum wody… Rzeka. Znów obudziła się we mnie wola walki. Strach zniknął zastąpiony wściekłością. Jak oni śmią odbierać mi życie! Tłum za nami zawrzał. Okrzyki i piski kaleczyły leśną ciszę. Podbiegło do nas jeszcze dwóch chłopów i poczułam, jak nogi unoszą się nad ziemię. Z trudem zanieśli mnie nad brzeg i bez dalszych sądów wrzucili do rzeki. Poszłam na dno, pomimo sprzeciwu całego mojego jestestwa. Próbowałam wypłynąć, miotając się niczym ryba wyrzucona na brzeg, ale byłam bezradna wobec silnego nurtu. Walczyłam z całych sił, choć woda zalewała mi gardło i płuca. Wlewała się coraz głębiej, dławiąc niczym lina. Powoli przychodziła agonia. Ciało uspokajało się, powieki przymykały.

Poczekaj – usłyszałam. Pomyślałam, że śmierć ma przyjemny, kobiecy głos.

Nie jestem śmiercią. Ale mogę ją odgonić.

Otworzyłam oczy. Dopiero teraz dostrzegłam, że woda stała się czarna.

Odzyskasz życie, jeśli sprzymierzysz się ze mną i zemścisz się na swych oprawcach.

Już miałam się zgodzić, przepełniona goryczą, lecz coś mówiło mi nie. Przecież nie krzywdzę innych.

A czy oni mieli prawo skrzywdzić ciebie? Co, jeśli jutro twój los podzieli inna, niewinna istota?

Racja. Nie mogłam pozwolić, by te bestie wybrały kolejną ofiarę.

Skinęłam głową. W jednej chwili otaczająca mnie czerń zgęstniała i zaczęła wnikać, w każdą komórkę ciała. Otworzyłam usta, chcąc dać upust bólowi, ale mogłam, jedynie bezsilnie szamotać się w wodzie. Zmieniałam się, choć jeszcze nie potrafiłam określić jak. Jednym szarpnięciem rozerwałam krępujące ręce więzy i już po chwili wypłynęłam na powierzchnię. Zachłysnęłam się powietrzem, ale byłam wolna! Czułam się taka sama, ale jednocześnie inna. Próbując zrozumieć ten stan, nie zauważyłam, kiedy dopłynęłam do brzegu. Lecz, kiedy wyszłam z wody, poznałam cenę paktu z nieznanymi siłami. Paznokcie zmieniły się w szpony. Wzrok i słuch stały się wyczulone. Czułam się silniejsza i wytrzymalsza. Strach i uczucie bezsilności zniknęło. Pozostał tylko gniew.

¯¯¯

W mglisty poranek pojawiłam się we wsi. Pierwsza dostrzegła mnie córka młynarza. Początkowe niedowierzanie szybko zmieniło się w histeryczny krzyk. W oknach po kolei pojawiały się ciekawskie twarze, by po chwili rozbrzmiał chór ryglowanych drzwi. Naprzeciwko mnie odważyli się stanąć tylko nocni kaci, dzierżąc w dłoniach siekiery i kosy. Gniew mieszał się w nich z przerażeniem. O tak, wyczuwałam to. Chłonęłam ich strach. Ruszyli, ale ja byłam szybsza, rozdzierając ich szponami. Nienaturalnie powolni stali się wspaniałymi, pierwszymi ofiarami. Ale brakowało najważniejszego z nich. Sołtysa. Rozejrzałam się po wiosce. Reszta tchórzy, widząc co się dzieje, uciekała z chałup w las. A wśród nich fałszywi przyjaciele, którzy w chwili próby zamilkli. Nie mogłam pozwolić, by uszła im ta zdrada. Teraz czuli to, co ja w nocy. Z tym, że ich nikt nie uratuje od sznura. Na koniec zostawiłam żonę sołtysa, jako przynętę. Jakże się pomyliłam, co do niego. Kiedy ciągnęłam linę, posyłając kobietę do pozostałych, jej tchórzliwy mąż próbował uciec chyłkiem, chowając się w cieniu chaty. To przelało czarę. Nienawiść odebrała mi zmysły. Chwyciłam wóz i rzuciłam w stronę sołtysa, odcinając mu drogę ucieczki. Z wolna ruszyłam ku niemu, prezentując zakrwawione szpony. Teraz mogłam napawać się jego bezsilnością i przerażeniem wyzierającym z rozbieganych oczu. Jakaż to była uczta dla nowej mnie. Sołtys nie mając dokąd uciec, skulił się, skamląc coś bełkotliwie…

¯¯¯

Ocknęłam się, stojąc przed drzewem i malując na pniu przeklęty znak.

NIE!

Wszystko we mnie krzyknęło. Co się ze mną dzieje? Trzęsąc się, odeszłam od drzewa. Spojrzałam na wiszących sąsiadów.

Nie, twoich katów. Pamiętasz?

Pamiętałam. Ale ta świadomość nie ukoiła bólu, jaki czułam widząc swoje dzieło. Bo wiedziałam, że sama tego pragnęłam. Czyżby mieli rację… dostrzegli we mnie zło? Ta myśl wykiełkowała w moim sercu, paraliżując.

To nie prawda! Jeszcze wczoraj przepełniało mnie dobro. Spojrzałam na wisielców. Czemu zmusiliście mnie do tego? Czemu stworzyliście mnie taką, na swoją i moją zgubę?

Teraz chciałam tylko umrzeć.

Nie możesz! Nie ukarałaś jeszcze wszystkich. Uciekli do lasu, ale to nie szkodzi…

– Przestań! – Zatkałam uszy rękoma, próbując nie słyszeć złego podszeptu. Czy ten głos ma mnie prześladować przez resztę życia?!

Ja ci pomogłam, czy nie widzisz tego? Dziś narodziłaś się na nowo. Silniejsza, szybsza, potężna. Teraz nikt cię nie skrzywdzi.

Z niedowierzaniem spojrzałam na zakrwawione, szponiaste dłonie. Przecież to nie byłam prawdziwa ja… Poczułam ukłucie żalu za dawnym, spokojnym życiem.

Rozumiem twoje rozterki i zagubienie, ale to minie. To dopiero początek.

– Początek?! Nie zgadzam się!

Wreszcie zrozumiałam w pełni, czym była ta moc. Złem wcielonym, szatanem, złym duchem, który zamiast obiecanej sprawiedliwości, stworzył ze mnie potwora, wydobywając z mej duszy co najgorsze, tylko po to by siać zniszczenie. Poczułam się oszukana. I zbrukana.

Odwróciłam się, nie mogąc patrzeć na obwieszone śmiercią drzewa. Zieleń lasu wokół wioski koiła mnie. Tylko to krakanie za plecami przypominało o koszmarze.

Chodźmy dalej. Dokończmy dzieła.

– Milcz!

Ze wszystkich sił próbowałam stłumić podszepty kłębiące się w głowie.

Spojrzałam przed siebie. Na dywanie traw wyrastały białe kwiaty, z których w dzieciństwie plotłam wianki. Zaczęłam je zrywać i wplatać we włosy, uważając, by nie splamić ich czerwienią.

– Jakie jesteście piękne i niewinne. Nie takie, jak ja.

Zamknęłam oczy i złożyłam ręce do modlitwy. Lecz do kogo teraz powinnam wznosić modły? Do kogo modlą się potwory? Drgnęłam, słysząc za sobą szelest. Spojrzałam ukradkiem za siebie. Mój wyostrzony wzrok uchwycił błysk medalionu w ostatnich promieniach słońca. A więc wreszcie przybył. Spodziewałam się, że przyjdzie najęty przez tych, którym udało się uciec. Moim ciałem targnął dreszcz na myśl, że zaraz wszystko się skończy.

Nie rób tego! Jeszcze tyle możemy razem zdziałać…

– Chciałaś powiedzieć zniszczyć. Ale beze mnie – wyszeptałam.

¯¯¯

Nim ostrze miecza spadło na mnie, usłyszałam jeszcze wycie wilka.

Koniec

Komentarze

 

“Czy to ja kazałam im, mnie zabić?” – Zbędny przecinek.

 

“Po, co mieszać w nasze sprawy obcych.” – Jak wyżej.

 

“dławiąc nie mniej niż lina.” – A nie lepiej, “nie słabiej” czy coś podobnego? Nie sądzę, żeby dławienie dało się tak stopniować.

 

Kawałek tekstu od “Poczekaj” wskoczył Ci na środek, coś tam wygląda też na wybrakowane czy poucinane. 

 

“zaczęła wnikać, w każdą komórkę ciała.” – Bez przecinka.

 

“Lecz, kiedy wyszłam z wody poznałam cenę paktu z nieznanymi siłami.” – Nie zamknęłaś przecinkiem wtrącenia.

 

“To przepełniło czarę.” – A nie “przelało”?

 

“Spojrzałam pod stopy.” – To brzmi tak, jakby uniosła obie stopy i spojrzała pod nie, unosząc się w powietrzu.

 

Wrzucili ją do wody i sobie poszli, nie dbając o wynik sądu? Coś mi tu nie pasuje. Skoro mieli ją za tak niebezpieczną wiedźmę, dlaczego nie dopełnili formalności? No i kto wynajął wiedźmaka, skoro chłopi byli pewni, że dziewczyna nie żyje? Chyba że podjął się zadania w ramach patriotycznego obowiązku, ale skoro tak, czemu czekał, aż potworzyca wszystkich wymorduje i przyozdobi nimi drzewa? Zupa by mu wystygła czy co? ;)

 

Brakuje mi wyjaśnienia, kim lub czym był nienawistny głos w umyśle bohaterki, oraz dlaczego nagle obudziła w sobie czarnoksięski potencjał. Co do reszty, to napisane dość chaotycznie, a zakończenie wygląda na naskrobane w pośpiechu. Dlaczego wiedźma nie próbowała się ratować, dlaczego głos nie zmotywował jej do dalszej walki, jak zrobił to wcześniej? Mam za dużo pytań…

Dziękuję za wyłapanie przecinków, mam z tym problem.

Tekst pisany po środku wskazuje, że mówi ta nieznana siła. Jest to celowy zabieg.

Im nie chodziło o wynik sądu. Uważali, że jest winna i myśleli, że się jej pozbyli.

Nikt nie wynajął wiedźmina. Ona również nie zabijała przez cały dzień. Zanim się tam zjawił było po wszystkim. Część ludności uciekła do lasu.

Nienawistny głos jest po prostu złem. Można to też nazwać rodzajem szatana. To on dał jej tę siłę, kiedy w nią wniknął. Nie odkryła w sobie nadprzyrodzonych mocy.

Jest tu pewna chaotyczność, bo i bohaterka jest pełna emocji a i wydarzenia są dość niecodzienne. 

Dlaczego uważasz, że zakończenie było pisane w pośpiechu? Wypełniła swoje zadanie i nie była już potrzebna “złu”. Ona sama też nie chciała żyć dalej w takiej postaci i ze świadomością co zrobiła.

 

Rozumiem, ale tych wytłumaczeń nie ma w tekście, więc czytelnik ma prawo się pogubić lub chociażby czuć się nieusatysfakcjonowany.

 

Myśleli, że się pozbyli, ale nie dbali o ciało, chociażby o fakt, by wydobyć zwłoki z pitnej wody, z której zgaduję czerpała cała wioska? Uważam, że “zło” niepotrzebnie się fatygowało, jeżeli porzuciło wiedźmę zaledwie po jednym “opętaniu” jej umysłu. Taki potencjał zmarnowany – ratowało ją, żeby wymordowała paru wieśniaków? To sprawdza się jako test woli i moim zdaniem jest jedynie bramką prowadzącą do kolejnego aktu – sądzę, że prawdziwe Zło nie zadowoliłoby się taką błahostką i porzuciłoby dziewczynę tylko w wypadku, gdy byłoby z niej niezadowolone, rozczarowane. Ot, moja wizja tej złej strony mocy, która powinna być znacznie bardziej przekonywująca. Tutaj wygląda, jakby wiedźma cierpiała na “zwykłą” schizofrenię.

 

Nie zastanawiałam się nad ciągiem dalszym tej historii. Miała zakończyć się tak jak obraz. Poza tym, bardziej chciałam pokazać, że zło uczynione innej osobie może prowadzić do kolejnego zła.

Każdy ma jednak prawo interpretować to po swojemu smiley

Ps. Odnośnie ciała – myśleli, że porwał je nurt rzeki.

Na pewno nie miała schizofrenii, skoro zmieniło się jej ciało i potrafiła poradzić sobie z grupą rosłych mężczyzn.

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

“Z każdym mimowolnym haustem wlewała się coraz głębiej” – haust to “duży łyk płynu lub powietrza” (SJP PWN), więc jako miara, a nie czynność, nie może być mimowolny.

 

“Usłyszałam zewsząd” – niedobre sformułowanie, raczej głos otaczał mnie, słyszałam wokół siebie. Didaskalium powinno poza tym być z małej litery i po przecinku, a jeszcze lepiej – po półpauzie.

 

“Nie mogłam pozwolić, by mordercy mogli dalej krzywdzić.” – Wytłumaczyłaś w komentarzu, że jej to podpowiada zła siła, ale to jest zbyt słabo zaakcentowane. Pierwsze skojarzenie czytającego: a oni wcześniej kogoś zamordowali? Istniała przesłanka, że po zabiciu wiedźmy, tak się rozsmakują, że zaczną mordować kogo popadnie? Rozumiem, że chcesz bohaterce dać szlachetne pobudki, bo ona ma być dobra do szpiku kości i nikogo nie krzywdzić, ale w takiej sytuacji większość ludzkości jednak będzie myśleć o zemście, choćby mimowolnie.

 

“Zwinnie dopłynęłam do brzegu.” – umiejętność pływania w świecie jakiegoś późnego średniowiecza czy wczesnej nowożytności, zwłaszcza na wsi? Zapomnij o tym. Jeszcze w XIX w. większość żołnierzy, którzy rekrutowali się właśnie ze wsi, nie umiała pływać. Jeśli koniecznie chcesz to mieć, to daj jej zdziwienie, że nagle nabrała tej umiejętności.

 

“Na przeciwko” → naprzeciwko

 

“Ale ta świadomość nie ukoiła widoku” – nie można ukoić widoku

 

“Zieleń lasu wokół wioski koiła.” – czasownik koić wymaga dopełnienia (co koiła?). Działała kojąco – ok.

 

Zakończenie byłoby dobre, gdyby nie to, że przychodzi zupełnie niespodzianie i odchodzi natychmiast w niebyt. Przydałaby się jakakolwiek zapowiedź, że w wiosce jest jakaś inna nadprzyrodzona istota, bo skoro ta zła siła ma takiego wojownika, to po cholerę jej ta dziewczyna. Gdyby polowała na dusze – jest motywacja. Gdyby żywiła się śmiercią czy strachem – jest motywacja. W tekście motywacji nie ma.

 

“Jakie jesteście piękne i niewinne. Nie takie, jak ja.” – skoro działa tylko zła siła, to dziewczyna jest niewinna.

 

Podsumowując: widzę tu potencjał, ale wykonanie kuleje pod względem realiów, logiki zdarzeń i motywacji postaci.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dziękuję za komentarz drakaino

“Wytłumaczyłaś w komentarzu, że jej to podpowiada zła siła, ale to jest zbyt słabo zaakcentowane. Pierwsze skojarzenie czytającego: a oni wcześniej kogoś zamordowali? Istniała przesłanka, że po zabiciu wiedźmy, tak się rozsmakują, że zaczną mordować kogo popadnie? Rozumiem, że chcesz bohaterce dać szlachetne pobudki, bo ona ma być dobra do szpiku kości i nikogo nie krzywdzić, ale w takiej sytuacji większość ludzkości jednak będzie myśleć o zemście, choćby mimowolnie.Wytłumaczyłaś w komentarzu, że jej to podpowiada zła siła, ale to jest zbyt słabo zaakcentowane. Pierwsze skojarzenie czytającego: a oni wcześniej kogoś zamordowali? Istniała przesłanka, że po zabiciu wiedźmy, tak się rozsmakują, że zaczną mordować kogo popadnie? Rozumiem, że chcesz bohaterce dać szlachetne pobudki, bo ona ma być dobra do szpiku kości i nikogo nie krzywdzić, ale w takiej sytuacji większość ludzkości jednak będzie myśleć o zemście, choćby mimowolnie.” – Wystarczyło, że próbowali ją zabić. Jeśli ją, to mogli wkrótce znaleźć sobie kolejną ofiarę, której przypisaliby zło. Moja bohaterka nie miała być dobra do “szpiku kości”, ale uznałam że gdyby nagle tak bardzo pałała żądzą mordu, to byłaby niekonsekwencja (w końcu chciała pomagać wszystkim, była spokojna). Poza tym nie raz wymordowano pół wioski bo ktoś powiedział, że dziesięć kolejnych osób to czarownice.

 

Odnośnie pływania spróbuję poprawić. Chodziło mi raczej o podkreślenie, że nagle zdobyła siłę dającą jej bez problemu dopłynąć do brzegu.

 

“Przydałaby się jakakolwiek zapowiedź, że w wiosce jest jakaś inna nadprzyrodzona istota, bo skoro ta zła siła ma takiego wojownika, to po cholerę jej ta dziewczyna.Przydałaby się jakakolwiek zapowiedź, że w wiosce jest jakaś inna nadprzyrodzona istota, bo skoro ta zła siła ma takiego wojownika, to po cholerę jej ta dziewczyna.” – Nie za bardzo rozumiem? Ta siła ma tylko ją. Wojownik za nią to wiedźmin, który akurat był przejazdem. 

 

Motywacją zła, jest sianie zła. Poza tym w tekście jest, że strach ją wzmacnia.

 

Zła siła mocno na nią wpływa, jednak ma również przebłyski swojej wolnej woli. Ponadto widzi do czego jest zdolna i nie chce tak dalej żyć. Wie, że teraz stała się potworem. Zemściła się, ale nie chce dalej krzywdzić, dlatego pozwala się zabić.

“Wojownik za nią to wiedźmin, który akurat był przejazdem.”

Wybacz, ale wątpię, czy ktokolwiek wyczyta to z tekstu, nawet mając do dyspozycji ilustrację…

 

Jak sugerowali i przedpiścy, i ja: wpisz choćby część tego, co tłumaczysz w komentarzach, w tekst, inaczej on się nie obroni. Bo pamiętaj, że ostatecznie czytelnik dostaje tekst, a nie komentarze autora.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Dzięki za rady.

Co do wiedźmina to wspomniałam o nim wcześniej, kiedy próbowali ją powiesić.

Okej, jest wspomniany, ale i tak w ostatniej scenie wzmocniłabym, że to ten sam. Może bohaterce mignąłby ten wilczy medalion przed oczami albo co? Bo o tej wzmiance łatwo zapomnieć, za mało ją uwypuklasz jako ważną. Zastanawiam się skądinąd, czy nie wolałabym przeczytać tej historii z punktu widzenia wiedźmina ;) Z wahaniem, czy powinien ją zabić, czy jednak próbować ocalić od siły, która ją opętała. Bo jakby dobrze nad tym tekstem popracować, to jest tu materiał na faustowski dylemat i na rozterki wiedźmina. Wiem, limit itepe.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Na samym końcu bohaterka słyszy wilka – nawiązanie do medalionu. 

Popracuję nad tekstem.

Jednak ja chciałam przedstawić tę historię z punktu widzenia oskarżonej o czary kobiety. Zawsze te historie mnie bulwersowały. Widząc ten obraz postanowiłam przedstawić historię, w której taka osoba się mści:)

Wstawiłam wersję “po liftingu” smiley

Zakończenie zdecydowanie zyskało :) Rozpoznanie przez bohaterkę, co się stało też. Tak trzymać!

 

Popraw tylko to:

Poczekaj.

Usłyszałam.”

Poczekaj – usłyszałam.

Ewentualnie, jeśli to usłyszenie ma być w kolejnej linijce i jako osobne “zdanie”, to niestety w tym przypadku musi mieć jakieś dopełnienie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pisałam na podstawie tej samej grafiki. :)

Czytało się nieźle, historyjka ciekawa, choć podzielam niektóre wątpliwości wcześniej komentujących. Zgrzytała mi jednak ta narracja pierwszoosobowa. Całe opowiadanie, to właściwie relacja dziewczyny i to w dodatku bardzo szczegółowa, więc, jak dla mnie, było to dość irytujące (w sumie ja też pisałam w pierwszoosobowej, ale nie mnie to oceniać).

Dziękuję za komentarze:-)

 

AQQ

Ja akurat lubię narrację pierwszoosobową i często tak piszę. Twoje opowiadanie spodobało mi się.

Jak to na podstawie tego samego obrazu, można napisać tak różne historie:-)

Hmmm. Ciekawa historia, ładnie pasuje do obrazka, ale można to było opisać lepiej. Podzielam część zarzutów w komentarzach. Mało zła ta tajemnicza siła, skoro pobawiła się przez chwilę i odpuściła.

Ale źle też nie jest. Dam klika, trochę na zachętę. Za motyw krzywdzonej kobiety, która dostaje możliwość zemsty. Nie należy znęcać się nad słabszymi.

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję za komentarz i za klika:-)

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Też się zastanawiam skąd wzięła się nagła moc w bohaterce i muszę się zgodzić, że mało wiarygodnie wypada topienie. Jednakże tekst bardzo dokładnie oddaje scenę z grafiki. Mam dosyć mieszane uczucia, bo jednak schemat utraty i nic nowego w nim nie ma. Głos wewnętrzny mógłby być jakoś bardziej nakreślony, może wtedy dodałoby to opowieści oryginalności.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dziękuję za komentarz Morgiano89. Szkoda, że się nie spodobało.

 

Wydawało mi się, że dość wyraźnie opisałam, skąd wzięła swą moc:

Odzyskasz życie, jeśli sprzymierzysz się ze mną i zemścisz za krzywdy.

[…]

Skinęłam głową. W jednej chwili otaczająca mnie czerń zgęstniała i zaczęła wnikać, w każdą komórkę ciała. Otworzyłam usta, chcąc dać upust bólowi, ale mogłam, jedynie bezsilnie szamotać się w wodzie. Zmieniałam się, choć jeszcze nie potrafiłam określić jak.

Znalazłem powtórzenie.

Ocucił mnie dławiący ból gardła i desperacka potrzeba powietrza. Skrępowane z tyłu ręce próbowały ze wszystkich sił dosięgnąć sznura. Nogi kopały bezsilnie powietrze. I nagle ten przeraźliwy trzask i lot w dół. Żyłam? Łapczywie chwytałam powietrze, walcząc z wszechogarniającym bólem.

Reszty już nie wyłapywałem, bo całkiem, całkiem mnie wciągnęło. :) Zgadzam się z głosami, że to utarte schematy, ale naprawdę dobrze napisane. Oddałaś grafikę w stu procentach. :) Mimo, że to wszystko już było, podobało mi się.

Pozdrawiam.

Bardzo dziękuję za komentarz Darcon i klika smiley. Cieszę się, że wciągnęło smiley

 

A powtórzeń w ogóle nie zauważyłam. Postaram się to poprawić wieczorkiem.

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Po co mieszać w nasze sprawy obcych.

Tutaj widziałbym na końcu raczej pytajnik niż kropkę.

 

I tylko ten coraz głośniejszy szum wody… rzeka.

Tu raczej dużą. To nie wygląda na bezpośrednią kontynuację poprzedniego zdania.

 

Odzyskasz życie, jeśli sprzymierzysz się ze mną i zemścisz za krzywdy.

Już miałam się zgodzić, przepełniona goryczą, lecz coś mówiło mi nie. Przecież nie krzywdzę innych.

A czy oni mieli prawo skrzywdzić ciebie? Co, jeśli jutro twój los podzieli inna, niewinna istota?

Racja. Nie mogłam pozwolić, by te bestie jeszcze kiedyś kogoś skrzywdziły.

Hmm, trochę dużo tych różnych odmian “krzywdy”.

 

Zbędny enter na końcu opowiadania.

 

Przy dzieleniu tekstu osobiście wolę stosować gwiazdki, a nie tylko same entery – tak wg mnie jest czytelniej.

 

Mimo, iż nie przepadam za uniwersum “Wiedźmina”, to tekst całkiem mi się spodobał. Dobrze oddałaś wewnętrzne rozterki wiedźmy, zarówno przed, jak i po opętaniu przez złowieszcze istoty. Doceniam motyw zachowania resztek ludzkiej godności i poddanie się bez walki mężczyźnie z wilczym amuletem – podobny motyw był w “Claymore”, jednym z moich ulubionych anime.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Dziękuję Wicked G za komentarz i korekty smiley. Wprowadzę je po zakończeniu konkursu. 

 

Cieszę się, że tekst Ci się podobałsmiley Anime niestety nie znam. Z ciekawości muszę na nie spojrzeć.

 

Pozdrawiam

To krótka seria, osadzona w średniowiecznych realiach, gatunkowo zahaczająca o dark fantasy. Ciekawe w niej jest to, że głównymi protagonistkami-wojowniczkami są kobiety, a nie mężczyźni. Ma świetne sceny walki i zmagania się ze słabościami własnego ciała i psychiki. Gorąco polecam.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Chyba jednak bohaterka chwyciła nóż, a nie wóz…

Pozdrówka.

Nożem mogła go zabić, ale nie odciąć drogę ucieczki…

Babska logika rządzi!

Wicked G

Zaciekawiłeś mnie smiley

 

RogerRedeye

Chwyciła wóz. Po sprzymierzeniu się z tą siłą stała się bardzo silna. Choć zastanawiałam się czy wóz to nie przesadasmiley Jeśli macie pomysł na coś mniejszego, co odetnie drogę ucieczki, to chętnie skorzystamsmiley

To była silna niczym Herkules… A ten wóz mogła spuścić na głowę sołtysa i byłoby po sprawie. Czemu tak nie zrobiła?

Nierówny tekst. Do połowy bardzo dobry, w sumie realistyczny, ciekawy i zajmujący. Wciąga, bo chce się wiedzieć, co dalej. Potem jest gorzej, bo brak wyjaśnienia podstawowego – kto bohaterkę ocalił? Informacja, że siły ciemności, to zdecydowanie za mało. Taka fantastyka na byle zbyć. I dalej jest niejasne, dlaczego bohaterka godzi się na śmierć. Nie zmieniła się psychicznie?? Pozostała niewinna jak lilia?Trudne do uwierzenia.

Sprawnie napisana opowieść, ale mogło być znacznie lepiej.

Pozdrówka.

Dzięki za komentarz smiley

Cieszę się, że chociaż na początku tekst się broni smiley

Z tym wozem – wtedy chciała go zatrzymać. Co to za zemsta, gdyby po prostu go przygniotła smiley

Nie chciałam, aby to była “fantastyka na byle zbyć”. W tym opowiadaniu zło istnieje namacalnie i próbuje wydobyć z ludzi wszystko co najgorsze. U bohaterki wykorzystało jej silny gniew i chęć odwetu. Ale kiedy wszystko się skończyło, zrozumiała co zrobiła. Nie chciała dalej tak żyć i aby zło dalej działało przez nią. 

Po konkursie jeszcze raz przeczytam tekst pod tym kontem i doprecyzuje.

Bardzo dziękuję za klika do biblioteki smiley

Ugh, zmusiłaś mnie do czytania dwa razy, bo „zniknęłaś” tekst, ledwie skończyłam. Ale ok, niech będzie, przed terminem końcowym ujdzie.

Historyjka nie jest zbyt oryginalna, ale da się spokojnie czytać. Nie jestem tylko do końca przekonana, czy dobrze zrobiłaś, decydując się na narrację pierwszoosobową. Sporo się tu dzieje i nie zostało za dużo miejsca na wyeksponowanie emocji, pozostawiasz tylko relację, która w ustach bohaterki brzmi nieco bezosobowo. W samej końcówce, gdy dziewczyna wplata kwiaty we włosy jest moim zdaniem pod tym względem nieco lepiej.

Tajemnicza siła jest trochę za tajemnicza i zbyt łatwo odpuszcza – to wg mnie dwa najpoważniejsze zarzuty fabularne. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki za komentarz śniąca.

Jeśli wycofanie na chwilę tekstu było niezgodne z forum, to przepraszam. Nie znam jeszcze wszystkich waszych zasad. Tekst wolałam poprawić na spokojnie za nim przeczytają starą wersję kolejni jurorzy.

Dziwię się, że uważasz tekst za bezosobowy. Wydawało mi się, że bohaterka jest chwilami za emocjonalna. Co do złej siły to po prostu zło, ale kiedy konkurs się skończy to spróbuję to dopracować. Bohaterka miała jednak wolną wolę i mimo sprzeciwów złej siły ona postanowiła zakończyć swe życie.

Nie wiem, dlaczego, ale właśnie takie odniosłam wrażenie, a ono, jak wiadomo, jest czymś niedefiniowanym. 

Zło złem, ale jeśli było w stanie zmienić dziewczynę z tak silnego i krwiożerczego potwora, to jakoś trudno mi uwierzyć, że odpuszcza łatwo, że dziewczyna ma aż tak silną wolę, że nie pokazujesz walki o tę wolność. I piszę to z własnego doświadczenia, bo miałam kiedyś analogiczną sytuację i beta zjechała – słusznie, co widać dopiero z pewnej perspektywy, także czasowej – tekst właśnie za podobne braki (tekst nie jest/był nigdzie opublikowany).

 

Na przyszłość. W trakcie konkursów lepiej edytować tekst, niż zabierać z poczekalni. Jeśli zmiany są spore, to w przedmowie dodajemy zdanie na ten temat. Jeśli tekst zniknie, to może, w ekstremalnym przypadku, zostać pominięty przez któregoś jurora. I zrobi się zamieszanie. Tym razem ja zauważyłam zniknięcie, a pozostali pojawili się później, więc nie było problemu. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dzięki za radę smiley Będę o tym pamiętać.

 

Widzę, że jednak będę musiała jeszcze bardziej podkręcić tę walkę o wolność smiley

 

A mam takie pytanie: widziałam, że niektóre osoby mają betowane teksty. A jak to jest z nowymi forumowiczami? Mogę po prostu zgłosić się do kogoś z prośbą o betowanie na priva? Czy może jest tu jakiś inny obyczaj?

Jest w HP wątek Lista betowanych opowiadań. Tam można się ogłosić, można też krzyczeć na shoutboxie. Na priva też teoretycznie możesz kogoś zaprosić, ale zanim to zrobisz zajrzyj do tego poradnika. Jak się zastosujesz do porad, to będzie łatwiej i prościej znaleźć betę. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jest tu pomysł, ale jakoś nie pociągnął. Motyw wracającej po śmierci mścicielki nienowy, podobnie jak końcowe odrzucenie, choć bardzo ciekawie kończysz. Jak to mówią Amerykanie: "suicide by cop".

Fajnie starałaś się oddać uczucia i emocje wiedźmy, co udało się z początku, ale potem, jak została potworem, jakoś przestało mnie to chwytać. Chyba przez to, że scena męki wyszła taka na skróty – to traci przytomność, to budzi się, to wrzucają do wody. Ten punkt szczytowy wymagał bardziej chwytającego opisu (nie oznacza to, że musi odwoływać się do opisów przemocy – są sposoby chwytania czytelnika za gardło bez opisów typu "gore").

Podsumowując: nieźle, ale bez większych fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję śniąca za odpowiedź.

Dziękuję NoWhereMan za komentarz.

W zasadzie to moja wiedźma w rzece nie umarła, była na granicy śmierci. Cieszę się, że zakończenie przypadło do gustusmiley

Ech… Drugie opowiadanie na kanwie tej świetnej grafiki i drugie popsowane przez najgorszy możliwy dla mnie rodzaj narracji. Mówię tu o przetykanej infodumpami manierze “tłumaczenia” pewnych kwestii komuś, kto teoretycznie nie jest czytelnikiem, tylko innym bohaterem opowieści – w tym wypadku mowa o wisielcach – a kto w praktyce wcale tej wiedzy nie potrzebuje.

W Twoim opowiadaniu w ten właśnie sposób rozpisany jest początek – co, siłą rzeczy, niezbyt przychylnie nastawiło mnie do całego opowiadania.

Ogólnie wygląda to tak, że stoi sobie jakaś zmutowana wiejska zielarka i tłumaczy nieżywym już sąsiadom, że zemściła się na nich, bo niesprawiedliwie chcieli ją zabić. Zupełnie, jakby ci sąsiedzi nie mieli dotąd pojęcia ani o tym, że byli wobec niej niesprawiedliwi, ani o tym, że chcieli ją zabić,za co właśnie się mści (abstrahuję tutaj już od faktu, że są martwi, więc raczej nie słyszą jej monologu, co już samo w sobie czyni go sztucznym i zupełnie bezsensownym… I może jeszcze sztucznym).

A teraz wyobraź sobie, że zamiast tego monologu wplatasz wszystkie zawarte w nim informację w dialog między ofiarą a katami i spółką. Rozpisać to na scenę, gdzie zielarka się broni, próbuje tłumaczyć albo oskarża wszystkich o zdradę, tchórzostwo i hipokryzję. Przekaz byłby ten sam, a odbiór opowiadania zupełnie inny.

Wszystko można by utrzymać mniej więcej w tonie, w jakim – na moje szczęście – wybrzmiała cała reszta opowiadania. A reszta opowiadania dosyć zgrabnie przeszła w zupełnie normalną (i w tej normalności porządną, naprawdę przyzwoitą) narrację z gatunku tych, jakie czyta się po prostu dobrze.

Warsztatowo jest przyzwoicie (choć z pewnością nie idealnie), a i styl masz na tyle fajny, że przez opowiadanie się po prostu płynie. I to jest dobre.

Co do samej treści natomiast, to uczucia mam mieszane. Z jednej strony odniosłem wrażenie, że to taki miszmasz grafiki J. Różalskiego i jednej z misji z pierwszej części Wiedźmina (gry), co samo w sobie jest fajne, bo to jednak dobra, choć banalna historia i trochę równie dobrych wspomnień, ale z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że Twoje opowiadanie jest interpretacją grafiki niemal dosłowną i chyba najbardziej oczywistą z możliwych – przynajmniej mi, kiedy I just looking at the flowers…, niemal identyczna historia sama staje przed monitorem udręczonymi oczyma – co z kolei implikuje przeświadczenie, iż poszłaś po najniższej linii oporu. Brak pogłębienia tematu złego, które opętało bohaterkę, choć wytłumaczalne idiotycznym limitem, tylko pogłębia to wrażenie.

Ogólnie jednak podobało mi się, bo – jak już wspomniałem – jest to fajna historia opowiedziana (zazwyczaj) w fajny sposób. W dodatku znalazło się kilka naprawdę smakowitych kęsków jak choćby oskarżenie ze strony kowala czy finałowy dialog między opętaną a opętującym; małe, ale ładne, mocne to rzeczy.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Dziękuję za tak obszerny komentarz Cieniu i za klik smiley

Początek (czyli gadanie do trupów) miał w moim zamierzeniu pokazywać stan jej ducha – to normalne nie jest, a że ona przeszła nie mało to i jej stan psychiczny z lekka się pogorszył smiley Żałuję, że to nie zagrało. Twój pomysł, aby wpleść w to dialog na pewno byłby bardziej emocjonalny a przez to ciekawszy. Jednak w chwili pisania po prostu tak to czułam.

Pomysłu z gry nie zaczerpnęłam, bo w nią nie grałam smiley Po prostu rozpoznałam w wojowniku wiedźmina i stwierdziłam, że fajnie byłoby go wpleść, ale nie nachalnie. A czy poszłam po najmniejszej linii oporu? Ja tego tak nie odbieram. Zobaczyłam grafikę i ten pomysł sam przyszedł do głowy doskonale łącząc się z tematem, który chciałam wcześniej opisać – zemsty ofiary (oskarżonej o czary) na swych katachdevil

Jednak cieszę się, że pomimo nieciekawego dla Ciebie początku, potrafiłam zmienić trochę twoje nastawienie smiley 

 

Korzystając z okazji chciałam podziękować Ci za ten konkurs. Pomysł na niego był na prawdę ciekawy. Dzięki niemu poznałam również dużo fantastycznych grafik pana Różalskiego. Swoją drogą fajnie byłoby częściej organizować konkursy, których inspiracją są obrazy innych artystów z tego gatunku.

Dziękuję również wszystkim jurorom (włożyli dużo czasu i pracy w ten konkurs), oraz wszystkim komentującym moje opowiadanie. Dzięki nim mogłam udoskonalić swoją historię smiley

 

 

Nowa Fantastyka