- Opowiadanie: Arnubis - Trzy kule dla jednego bufona

Trzy kule dla jednego bufona

Tekst zainspirowany pracą Jakuba Różalskiego pt. I see you. Lepiej chyba nie zerkać w nią przed przeczytaniem tekstu, ale róbcie co chcecie, jesteście dorosłymi ludźmi (przynajmniej część z was?).

 

Jest to moja pierwsza próba jakiegokolwiek podejścia do dramatu. W sumie nie sądziłem, że kiedykolwiek będę się za niego brał, ale to taki fajny konkurs, że zachęcił mnie do zabawy formą.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Trzy kule dla jednego bufona

Dramat w jednym akcie

 

Osoby:

Robert – młody, przystojny szlachcic. Prawdziwy dżentelmen.

Jakub – wierny sługa Roberta. Łysiejący, niewysoki mężczyzna z wydatnym brzuszkiem.

Cowell – arogancki szlachcic, rywal Roberta.

Sekundant – poplecznik Cowella. Rudy i piegowaty.

Sędzia – stary, tłusty i niski mężczyzna w eleganckim fraku.

 

Gęsty las, pełen wielkich, starych drzew. Panuje noc, na niebie gwiazdy i księżyc w pełni. Słychać pohukiwanie sowy, odległe wycie wilka. Drogą jedzie elegancki powóz zaprzężony w dwa konie. W powozie jadą ROBERT oraz JAKUB.

 

JAKUB

– Czy to naprawdę jest konieczne, sir?

 

ROBERT

 z oburzeniem

– Żartujesz, Jakubie!? Nie wyobrażasz chyba sobie, że mógłbym puścić płazem taką zniewagę.

 

JAKUB

kaja się

– Oczywiście, sir, w żadnym wypadku. Chodziło mi o miejsce. Nie mogliśmy załatwić całej sprawy bardziej cywilizowanej okolicy?

 

ROBERT

pełen uniesienia

– Ach, ależ tu właśnie o okolicę chodzi, mój drogi! Dwóch skąpanych w księżycowym blasku mężczyzn, toczących śmiertelny bój o honor w środku dziczy! Gdyby tylko w twej zgryźliwej duszy pozostała jakakolwiek doza romantyzmu natychmiast doceniłbyś czar tej sytuacji!

 

JAKUB

– Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm. A ten daje o sobie znać coraz wyraźniej z każdym korzeniem, na który wjeżdża ten nieudolny woźnica. 

 

ROBERT

– Nie obwiniaj o to biednego Edmunda, nie jest łatwo powozić w środku nocy.

 

JAKUB

– Dlatego też od początku uważałem, że ten pomysł…

 

ROBERT

– Cichaj już, Jakubie! Chyba dojeżdżamy.

 

Powóz zatrzymuje się na polanie. Jej środkiem płynie wąska rzeczka. Wzdłuż jej brzegów w grunt powbijane są płonące pochodnie. Na rzece most, przy nim stoją COWELL, SEKUNDANT i SĘDZIA.

 

ROBERT

 patrząc w niebo

– Wspaniale. Bałem się, że będziemy mieć pochmurną noc i pojedynek trzeba będzie przełożyć na następny miesiąc, wszystko jednak wygląda doskonale.

 

zauważa ludzi przy moście

– Cowell już się stawił! A niech to, jesteśmy spóźnieni.

 

JAKUB

wyjmuje zegarek i spogląda na niego

– W żadnym wypadku. Do północy mamy jeszcze niemal pół godziny.

 

ROBERT

– To nie ma znaczenia, Jakubie. Przybył jako pierwszy, zmusiłem więc go do czekania na mnie, a takie zachowanie jest niegodne dżentelmena. Pierwszy punkt dla niego. No trudno, nic już na to nie poradzimy. Chodź, nie każmy mu czekać dłużej.

 

Podchodzą do reszty.

 

COWELL

 agresywnie

– Spóźniłeś się, Turley!

 

ROBERT

– Och, pokornie proszę o wybaczenie. Zatrzymały mnie niezwykle frapujące sprawunki, którym to oddałem się bez reszty i straciłem rachubę czasu.

 

COWELL

 z drwiną

– Wybierałeś sobie trumnę?

 

ROBERT

 zdumiony

– Czemuż to miałbym robić coś tak irracjonalnego? Nie, w żadnym wypadku. W rzeczywistości zajęła mnie kwestia zastawy stołowej. Takie sprawy zazwyczaj pochłaniają mnie całego i zapominam wtedy o mniej ważnych rzeczach. Proszę sobie wyobrazić, że nie mogę podjąć decyzji, czy powinienem zamówić zastawę ozdobioną motywami orientalnych zwierząt, czy też może raczej wybrać…

 

COWELL czerwienieje na twarzy. ROBERT milknie, a po chwili odzywa się z troską w głosie.

 

– Czy wszystko w porządku, mój drogi? Jeżeli coś ci dolega, możemy przełożyć nasz pojedynek na bardziej sprzyjający ci termin.

 

COWELL

– Zaczynajmy już!

 

ROBERT

– Już? Niedopuszczalne! Dobry obyczaj nakazuje zaczynać pojedynek punktualnie. Do wyznaczonego terminu pozostało jeszcze… Jakubie?

 

JAKUB

zerka na zegarek

– Dwadzieścia trzy minuty.

 

ROBERT

– Dziękuję. Dwadzieścia trzy minuty, które z pewnością najlepiej jest spędzić na przyjemnej konwersacji.

 

COWELL

– Nie wywiniesz się czczą gadaniną, Turley. Łap za pistolet.

 

ROBERT

– Jeżeli faktycznie tak zależy ci na rychłym rozwiązaniu sprawy, służę z ochotą, jeżeli tylko sędzia nie wyrazi sprzeciwu.

spogląda na SĘDZIEGO

 

SĘDZIA

flegmatycznie

– Nie mam żadnych obiekcji panowie, możecie zaczynać. Zgodnie z ustaleniami, będą panowie pojedynkować się na pistolety, strzelając z przeciwnych brzegów rzeki. Każdemu z panów przysługują trzy kule. Jako wyzwany, pan Henry Cowell oddaje strzał jako pierwszy. Jeżeli spudłuje, strzelać będzie pan Robert Turley, następnie zaś cała procedura się powtarza, aż do trafienia lub wykorzystania wszystkich kul przez potykających się. Czy wszystko jest jasne?

 

ROBERT

– Jak księżyc nad nami, sir.

Pojedynkujący się oraz ich sekundanci odchodzą na pozycje po obu stronach rzeki.

 

JAKUB

– Prowadzimy dwa do jednego sir, a nikt nie oddał jeszcze żadnego strzału.

 

ROBERT

 z udawaną obojętnością

– Och, nie interesują mnie słowne utarczki, Jakubie.

 

JAKUB

spogląda na drugi brzeg

– Pan Cowell wygląda na pewnego siebie.

 

ROBERT

kpiąco

– Cowell to nadęty bufon. Pewnie sądzi, że przywilej pierwszego strzału zapewni mu zwycięstwo. Nie trafiłby mnie nawet w samo południe z odległości trzech kroków.

 

JAKUB

– Cóż to więc za satysfakcja z pokonania kogoś takiego?

 

ROBERT

– Tu nie chodzi o satysfakcję, przyjacielu, lecz o zasady. Może jakiś mały zakład? Stawiam dwieście funtów, że trafię go w drugi guzik płaszcza.

 

JAKUB

– Człowiek stateczny stroni od hazardu. Zwłaszcza, gdy przegrał z panem ostatnie pięć zakładów, sir.

 

ROBERT

– Zero z ciebie pociechy, Jakubie. W każdym razie chyba powinieneś się odsunąć, czas zaczynać.

 

JAKUB

 ironicznie

– Jeśli pan Cowell w istocie jest tak słabym strzelcem, najbezpieczniejszy byłbym stojąc u pańskiego boku, sir.

 

JAKUB odsuwa się kilka kroków. Pojedynkujący się zajmują pozycje. COWELL strzela, ale pudłuje. ROBERT z drwiącym uśmiechem celuje w księżyc i oddaje strzał. Rozwścieczony Cowell wyrywa broń SEKUNDANTOWI i szybko strzela, ponownie nie trafiając. ROBERT tym razem oddaje strzał do rzeki.

 

ROBERT

zawiedziony

– Miałem nadzieję, że uda mi się ustrzelić jakiegoś łososia.

 

JAKUB

podchodzi by podać ROBERTOWI naładowaną broń

– W tej rzece nie ma łososi, sir.

 

ROBERT

– Co tylko czyniłoby mój wyczyn jeszcze bardziej godnym uwagi.

 

Nagle rozlega się huk wystrzału.

 

JAKUB

pobladły na twarzy

– Trzecia kula. Nie poczekał nawet, aż się odsunę.

 

ROBERT

niewzruszony

– W istocie, pożałowania godny nietakt. Czas kończyć tę zabawę.

 

ROBERT unosi pistolet i strzela do COWELLA. COWELL, trafiony w pierś, pada na ziemię.

 

JAKUB

– Wyśmienity strzał, sir. Wydaje mi się jednak, że aby zwyciężyć w pojedynku wystarczyło zadrasnąć pana Cowella, nie musiał pan chyba postępować tak drastycznie.

 

ROBERT

– W istocie, wystarczyłoby. Nie cierpię jednak takich prostaków jak Henry Cowell. Towarzystwo w Londynie nic nie ucierpi na jego stracie.

 

JAKUB

 wpatrując się w ciało COWELLA

– Nie byłbym tak prędki w osądach, sir. Wydaje mi się, że pan Cowell jeszcze się rusza.

 

ROBERT

– Coś takiego! Byłem pewien, że trafiłem go w serce.

 

Ciało COWELLA zaczyna skręcać się i wyginać. Słychać skowyt i warkot. Po chwili ubrania pękają w szwach, pokazując futro. COWELL zmienia się w WILKOŁAKA.

 

ROBERT

 unosi brew

– Jakubie, czy wiadomo ci coś o tym, aby Henry Cowell był wilkołakiem?

 

JAKUB

szczękając zębami

– Nie, sir. Z pewnością bym pana o tym poinformował.

 

ROBERT

– Cóż za brak dobrych obyczajów! Nie wypada zatajać takich informacji! Jego sekundant powinien nas zawiadomić przed pojedynkiem.

 

WILKOŁAK rzuca się na SEKUNDANTA i rozrywa go na strzępy. SĘDZIA ucieka z krzykiem.

 

JAKUB

– Wydaje mi się, że sekundant pana Cowella nie będzie już wstanie wysłuchać pańskich pretensji, sir.

 

ROBERT

– Czy wziąłeś może przez przypadek srebrne kule, Jakubie?

 

JAKUB

kręci głową

– Nie, sir.

 

ROBERT

 wzrusza ramionami

– Niezmiernie niefortunny zbieg okoliczności. Nic więc tu po nas. Udaj się, proszę, jeśli będziesz tak łaskaw, do Edmunda i przykaż mu szykować konie do drogi.

 

JAKUB

– Wedle życzenia, sir!

rzuca się pędem w stronę powozu, kilkukrotnie potykając się po drodze

 

ROBERT

patrząc na WILKOŁAKA pożerającego wnętrzności SEKUNDANTA

– Kompletny brak manier.

kręci głową z dezaprobatą, po czym rusza spokojnym krokiem za JAKUBEM

 

Koniec

Komentarze

No proszę, dramat. Tego się nie spodziewałam, szczególnie mając za inspirację prace pana Różalskiego. Jednak wyobraźnia ludzka nie zna granic.

 

Nie podoba mi się to, że postaci są wyraźnie stereotypowe, wręcz czarno-białe, a Robert jest kolejnym bad-boyem z dżentelmeńskim zapleczem: taki próżny pyszałek, ale z manierami. Nieco to odgrzewane, a forma tego nie ratuje. Swoją drogą, jeśli stali po dwóch stronach rzeki przedstawionej na obrazku, to ten Cowell rzeczywiście był tragicznym strzelcem – nie trafić z tak bliska? ;)

 

Twist z wilkołakiem wydaje się ciut przekombinowany, jakbyś za wszelką cenę chciał nawiązać do obrazu… choć oceniając go teraz, przyznam, że jest najmocniejszą częścią Twojego opowiadania. Szkoda jeno, że panowie zapomnieli standardowego zestawu łowcy istot przeklętych. Srebrne kule obowiązkowo razem z wodą święconą, osikowym kołkiem i może jeszcze jakiś stylowy krzyż, coby nim moce nieczyste przegonić.

 

Rozumiem, że normalna kula nic nie zaradzi w przypadku wilkołaka, nawet ta posłana z broni tak celnego strzelca jak Robert? W takim razie z jego winy potworzysko będzie terroryzowało krainę, a sympatyczny pan w cylindrze ma na sumieniu śmierć Sekundanta? Co za czasy! I co na to Sędzia?

Do sędziego, nawet dorażnego “sędziego” w pojedynku, dżentelmenowi nie wolno zwracać się jak do osoby niższego stanu (per: “dobry człowieku”). Pojedynki, poza sekundantami, sędziowały osoby CO NAJMNIEJ stanu równego pojedynkującym się. Taka dezynwoltura dżentelmena dyskwalifikuje już na starcie, nie mówiąc o tym, że naraża na kolejny pojedynek – tym razem z obecnym a spostponowanym sędzią ;). Nalezy zwracać się “sir”, jak do co najmniej równego sobie. do sędziego zaś systemu jurydycznego (w sądzie) – Your Honour.

A poza tym – doskonałe!:)

 

p.s. Dżentelmeni urządziliby po prostu w takim przypadku – pogoń za wilkołakiem, zamiast za lisem. A po jej zakończeniu i ubiciu wilkołaka srebrną kulą bądź szpadą, i ich damy, i oni sami, zakąsiliby w plenerze chlebem z masłem i z plastrami młodego zielonego ogórka oraz pierwszymi truskawkami:) , pod doskonałego clareta.

Żongler

 

Postacie są stereotypowe celowo – mojemu dziełu najbliżej chyba do komedii, a na pewno do tekstu czysto rozrywkowego, więc postacie celowo są nieco przerysowane, zwłaszcza że mamy tutaj dość mocne limity długości treści. Stereotypowi bohaterowie nie tylko idealnie pasują do tej historii, ale też pozwalają z miejsca odnaleźć się w akcji, bez konieczności rozbudowanych wprowadzeń. I tak zasadniczo po krótkim opisie każdego bohatera we wstępie czytelnik zasadniczo już wie czego może się po nich spodziewać – jasne, z jednej strony może to być minusem, ale ten tekst nie opiera się na nagłych zwrotach akcji i zaskoczeniach, tylko na interakcji między bohaterami. I jasne, rozumiem że nie każdemu tacy prości bohaterowie mogą odpowiadać i w żadnym wypadku nie twierdzę, że dramat wymaga prostych postaci. Po prostu bohaterowie są tu dokładnie skrojeni pod historię.

Jak pisałem w przedmowie – tekst jest zainspirowany grafiką, a nie jest jej opisem :D Więc nie jest powiedziane, że wszystko wyglądało tak samo. Poza tym była noc, a Robert celowo wyprowadzał Cowella z równowagi, przez co ten strzelał jeszcze gorzej nic normalnie :)

Twist z wilkołakiem w żadnym wypadku nie jest wprowadzany na siłę. Wręcz przeciwnie, jak zobaczyłem grafikę to zasadniczo cała historia z pojedynkiem i przemianą od razu pojawiła mi się w głowie, więc jest jej integralną i niezbędną częścią. I cóż, niestety dżentelmen nie nosi stale przy sobie pełnego zestawu łowcy istot przeklętych :) Jasne, gdyby miał to mielibyśmy znacznie więcej akcji, ale nie akcją ta historia stoi.

I zasadniczo tak, jak widać tej wersji wilkołaka nie straszna zwykła kula. Ale czy śmierć sekundanta to wina Roberta? Cóż, gdyby Cowell przestrzegał dobrych obyczajów i poinformował o likantropii, cała historia potoczyłaby się inaczej. Sędzia faktycznie trochę mi się zgubił pod koniec. W sensie, celowo już nie chciałem mu za wiele miejsca poświęcać pod koniec, ale z jedno zdanie jeszcze by mu się przydało, żeby nie stał w miejscu jak ćwok.

 

rybak

W pełni przyznaję się do błędu :) Znaczy, jestem świadomy fakty, że sędziować powinna osoba równa stanem pojedynkującym się, ale jakoś w ogóle nie zwróciłem uwagę na ten pretensjonalny zwrot. Dzięki za uwagę i cieszę się, że reszta się spodobała.

p.s.

I zapewne tak zrobią :D Ale gonitwę za takim zwierzem trzeba ogłosić, zebrać towarzystwo i się przygotować, nie można ot tak od razu po lasach ganiać za bestią.

Veni, vidi, legi.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Melduję, że przeczytałam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

To ja miłym cytatem ze swojej bety pojadę:

"Poza tym świetne. :) Pierwsze wrażenie bardzo pozytywne. Gratuluję pomysłu i formy. Doskonale oddałeś ducha angielskiej flegmy i angielskiego poczucia humoru oraz arystokratycznego ducha. Robert jest znakomity. Żarty niezwykle udane (łosoś, stawanie obok, wypowiedzi Roberta). Naprawdę bardzo dobrze się bawiłem podczas lektury."

Klik!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Doobre ;)!

No proszę, i w konkursie o mechach można być oryginalnym. Kawałek dobrego humoru nigdy nie jest zły :).

Tylko jedno mnie zabolało:

Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm

Cóż za prawda czasu, prawda papieru :(.

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

mr.maras

Jeszcze raz dzięki i za betę, i za miłe słowa, i jeszcze bardziej za kliknięcie :)

 

Staruch

Mechy byłyby zbyt oczywiste, tak więc trzeba było poszukać czegoś ciekawszego. Cieszę się, że udało mi się ciągle napisać coś oryginalnego. Eksperyment chyba się udał, skoro przy czytaniu można dobrze się bawić :) I przepraszam cię bardzo, nie chciałem cię zranić. Jakub widać powinien czasem ugryźć się w język.

Bardzo fajny dramat. Szczególnie się ubawiłem przy łososiach :)

Stereotypowość (a może bardziej archetypiczność?) bohaterów mi nie przeszkadzała, wręcz nadaje to historii cech jakiejś prostej opowieści z XiX wieku, co tylko buduje klimat.

Jedyne co mnie zastanawia, to czemu wilkołak nie rzucił się najpierw na Roberta? Przecież musiał być najbardziej zły właśnie na niego (chyba, że po przemianie zapomniał wszystko z ludzkiego życia).

Dzięki z komentarz. Ogromnie cieszy mnie fakt, że mój pierwszy dramat w życiu potrafi bawić. Tak, dokładnie to miałem na celu pisząc takich bohaterów, co trochę mniej zgrabnie i bardziej obszernie próbowałem wytłumaczyć wyżej :) Jeśli chodzi o wilkołaka – pamiętaj, że pojedynkujący się stali po obu stronach rzeki, więc dostęp do Roberta był bardzo utrudniony. Sekundant zaś był pod ręką, a ogarnięty nagłym szałem likantrop nie jest wybredny :)

Staruch mnie ubiegł, tez zwróciłem uwagę na fragment o romantyzmie i reumatyzmie :) 

Podobało mi się, Arnubisie. :)

Dialog typowy, ale utrzymany w dobrym tonie. ;)

Mam małą uwagę. W scenach trzyma się jednak konkretów, poprawiłbym opis w jednym miejscu.

Jej środkiem płynie niezbyt szeroka wąska rzeczka.

Ale to nic specjalnego. Nie wiem, jak pójdzie Ci w konkursie, ale odbiegłeś od przyjętego nurtu.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Też nie mam pojęcia jak mi pójdzie, zobaczymy jak jurorzy patrzą na takie ekstrawagancje :) Ale myślę, że warto było zaryzykować, tekst w formie klasycznego opowiadania na pewno traciłby na oryginalności. Dzięki za uwagę, didaskalia poprawione. Cieszę się, że całość przypadła do gustu :D

Sympatyczne i wesołe. :-)

Znowu ożywczo świeży tekst. Niby temat stary, a jednak…

Mnie też urzekło zdanie z romantyzmem.

Babska logika rządzi!

Ech, zaraz człowiek sobie wyrobi opinię, a potem będą oczekiwali, żeby każdy następny tekst był świeży i oryginalny :) Miło mi, że się spodobało. Zdanie z romantyzmem wypadło chyba lepiej niż się spodziewałem. Czas założyć dzienniczek złotych myśli :D Dzięki za kliknięcie.

No.

A jak już będziesz pisał ten następny tekst, to nie zapomnij o angielskim humorze. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie ma to jak przyjść na portal jako świeżak i od początku wyrobić sobie etykietkę :D

Nie narzekaj, mogła to być etykietka “Dno i dwa metry mułu. Nie zaglądać bez potrzeby”. ;-)

Babska logika rządzi!

W sumie racja :D Teraz tylko będzie strach coś wrzucić, żeby nie zawieść oczekiwań, więc przed każdą publikacją zamiast spać będę robił sobie maraton Monty Pythona po nocach i podbierał im co lepsze żarty, a potem próbował ukryć tak, żeby nikt kradzieży nie zauważył :D

Satysfakcjonująca lektura. Przeczytałem z lekkim rozbawieniem i chyba o to chodziło? W poważnej konwencji raczej nie kibicowałbym próżnemu dżentelmenowi, ale w niepoważnej, czemu nie ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

– Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm.

rzeczywiście życiowa perełka ;)

 

odważny pomysł z tym dramatem ;)

I would prefer not to.

Nevaz

Dokładnie o to chodziło. Tekst zdecydowanie nie jest pisany na poważnie i nie należy tak do niego podchodzić. Miło mi, że cię usatysfakcjonowałem :D

 

Wybranietz

Chyba poważnie otworzę tym zdaniem swój autorski zeszyt aforyzmów :) Pomysł odważny, ale myślę że to dobra decyzja. Gdyby przedstawić to jako opowiadanie byłoby lekkie czytadło, może przyjemne, ale nic więcej. A tak, to mamy coś, mam nadzieję, ciekawego :D

Angielski lord jest tu idealny, to gość z gatunku 

– Milordzie Tamiza Podchodzi pod drzwi. Co robić?

– Prosić Karolu, prosić.

 

;)

 

Jest parę ujmujących zdań i przepadam za takim poczuciem humoru.

Przyjemne i lekkie. Gratuluję ciekawego pomysłu :)

Nie znam się na dramatach, ale rozbawiło mnie kilka zdań. :) Na dłuższą metę stylistyka pewnie byłaby męcząca, ale tutaj jest w punkt. Podobało mi się. :)

Też nie jestem specjalnym znawcą dramatów, ale hej, od czegoś trzeba spróbować, do odważnych świat należy :) Bardzo się cieszę, że się wam podobało, czytanie waszych komentarzy to miód na moje oczy.

Eksperyment z formą zawsze warto spróbować. Na Twoją korzyść też przemawia, że naprawdę miałam poczucie, że czytam dramat – nic nie przegadane, zdania w punkt. Miałam moment, że zwątpiłam – tyle dobrych zdań, ale czy całość się obroni? Na szczęście, okazało się, że tak :)

Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm.

Chyba zapiszę sobie to zdanie i powieszę w widocznym miejscu w pokoju :)

 

Co do samego tekstu: forma dramatu sprawia, że czyta się go szybko, a dzięki stereotypowym postaciom łatwiej było mi się też odnaleźć w całej sytuacji. Historia ciekawa i można by z nią sporo pokombinować, ale to wejście wilkołaka na scenę jest dla mnie nieco naciągane: dlaczego zmienił się dopiero po postrzeleniu? Planował to? Jeżeli tak to dlaczego od razu rzucił się na sekundanta zamiast na Roberta?

Masz świetne poczucie humoru i wyraźny talent do pisania zapadających w pamięć linijek. W samym tekście zabrakło mi czegoś fabularnie – jakiegoś twistu, sensu całości. Mimo to – powtarzając słowa tych nade mną – świetny angielski lord, dobrze napisany dramat. Czekam na kolejne próby.

Po tylu zachwytach nad tym zdaniem jestem zobowiązany jeszcze raz podziękować mr.marasowi, który podczas bety w środku nocy pomógł doszlifować między innymi te zdanie.

Cóż, jeśli chodzi o historię – jest ona tak prosta przede wszystkim dlatego, że pisałem ten tekst po nocach, w trakcie sesji, między nauką do egzaminów. Całość powstała chyba w dwie noce, więc i tak jestem zachwycony końcowym efektem :) Odnośnie przemiany Cowella w wilkołaka i jego zachowania – nie, nie planował tego. Bądźmy szczerzy, wersji wilkołaków, w zależności od konkretnego świata, jest multum. W tej wersji Cowell był w stanie kontrolować swoje przemiany, dlatego oczywiste jest, że nie zmienił się dużo wcześniej – jako angielski dżentelmen byłby spalony w towarzystwie, a pewnie i ścigany. Dlatego też skrzętnie ukrywał swoją likantropię. Dlatego też gdy dostał kulą w serce od Roberta nie zginął, bo wilkołak tutaj zginąć może tylko od obrażeń zadanych srebrem, z reszty się wyliże, ale stracił nad sobą kontrolę i zmienił się w wilkołaka ogarniętego furią (poza samą wilkołaczą furią był jeszcze oślepiony bólem – bo chociaż strzał w serce go nie zabił, to boleć musiał na 100%). Czemu rzucił się na sekundanta, a nie na Roberta? Pisałem o tym trochę wcześniej. Ogarnięty szałem wilkołak rzucił się na najbliższą osobę, sekundant był niedaleko, a od Roberta i Jakuba dzieliła go rzeka.

Cieszę się, że mimo obiekcji fabularnych pozostałe aspekty przypadły ci do gustu. Obiecuję, że w następnych tekstach postaram się bardziej zakręcić fabułą, nie gubiąc już obecnych pozytywów :)

.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Świetne smiley Uśmiałam się, a dzięki formie czytało się szybko i przyjemnie. Genialna relacja między Robertem a Jakubem (jak z tych żartów), lubię taki humor. Też zastanawiałam się nad tą ilustracją, ale nie miałam pomysłu.

Rewelacyjny, angielski humor! Że dramat i to nie na poważnie, to atuty, które mogą przysporzyć dodatkowych punktów w konkursie, bo tekst się wyróżnia. Bardzo mi się podobało.

Hej, dzięki za pozytywny odzew! Miło widzieć tu tylu fanów takiego rodzaju humoru :) I tak, tekst wyróżnia się z pewnością, zobaczymy tylko jak na takie wyróżnianie patrzą jurorzy. W każdym razie cieszę się, że się podobało.

Fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Zacny pomysł i ciekawa realizacja. Bardzo mi się podobało. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Ciekawy i całkiem niezły eksperyment z formą. Ja dramaty wolę oglądać na scenie niż czytać, ale Tobie w jakiś sposób udało się wykreować wizję, która pojawiła się przed moimi oczami i nie odczuwałam braku narracji.

Robert jest świetnym przykładem zadufanego w sobie bufona, przez co, niejako przekornie, polubiłam go. Idealnie pasuje też do niego ta stereotypowa angielska flegma.

Świetnie rozegrane zadanie :)

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Świetne, ubawiłam się przednio.

Dzięki za komentarze :) Cóż, sam nie jestem wielkim fanem czytania dramatów i od czasu pisania matury z Szekspira chyba żadnego w całości nie przeczytałem, nie mniej eksperymentować trzeba, cieszę się więc, że pomysł się udał.

A jeśli chodzi o Roberta – jest on jednym z tych bohaterów, których na żywo pewnie by się nie dało znieść, ale czyta się o nich zawsze przyjemnie. On jest chodzącym stereotypem, co by w dłuższym utworze nie przeszło, ale tutaj pasuje doskonale.

Arnubis,

 

Zgadza się w dłuższej formie nie przeszedłby/znudził, ale w tak krótkim tekście wykorzystanie stereotypów to zacny pomysł. Tak uważam i sama często sięgam w szorciakach po takie ułatwienia. Jeszcze raz przyznaję, że tekst napisałeś bardzo udany :)

 

Sporo fajnych pomysłów, jak choćby ten o romantyźmie i reumatyźmiee. Ale po mojemu trudno będzie przebić ten kawałek:

JAKUBJAKUB

podchodzi by podać ROBERTOWI naładowaną broń

– W tej rzece nie ma łososi, sir.

 

ROBERT

– Co tylko czyniłoby mój wyczyn jeszcze bardziej godnym uwagi. “

 

Interesująca forma, ciekawa treść. Co prawda żarty nie zawsze trafiały, ale nie znalazł się tam żaden przyprawiający o ból głowy. Najlepsza jest relacja Słowem – fajny koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Z żartami jest tak, że nie ma szans na to, aby wszystkie trafiły idealnie w poczucie humoru każdego człowieka. Cieszę się jednak, że nie były żenujące :) I że całość ci się podobała, zarówno treść jak i forma.

Jakże się cieszę, że zdecydowałeś się pójść jednak w stronę dramatu, a jury Ci tego nie wzbroniło^^, bo, zaprawdę, zacna to sztuka, a przy tym, w osobistym moim rankingu, jedno z, jak dotąd, najsympatyczniejszych – a może i najsympatyczniejsze – opowiadanie w stawce.

Mimo w sumie prościutkiej i niepełnej fabuły – bardzo brakuje mi, na przykład, informacji, o co dokładnie lordowie się pojedynkują – oraz momentami delikatnie kulejącego wykonania (tu zjedzona literka, tam jakiś niesłusznie zwolniony ze służby przecinek, tego typu pierdoły) podczas czytania bawiłem się po prostu świetnie.

Bohaterowie, choć do bólu stereotypowi, są w tej stereotypowości świetni, wręcz urzekający. Fakt faktem, Robert chwilami popadał w trochę irytującą wręcz groteskowość, ale że jest bohaterem pastiszowym, a w dodatku świetnie odnajduje się w tej roli, zostaje mu wybaczone. Szczególnie, że dialogi między nim a Jakubem są kwintesencją wszystkiego, co w opowiadaniu najbardziej smakuje – błyskotliwe, inteligentne, zabawne i po prostu ciekawe.

Scena pojedynku też bardzo mi się podobała – dobrze napisana, klimatyczna i bardzo ładnie skrojona: jest lekko i zabawnie, a jednocześnie umiejętnie budujesz napięcie i aż do przedostatniego strzału z pewnym podenerwowaniem czekałem na wynik – zginie burak czy jednak pyszałek?

Wyszło jak wyszło i w sumie taki finał mi się akurat podoba (choć gdzieś tam pozostaje tęsknota za bardziej spektakularnym zwrotem akcji).

No co tu dużo gadać – zajabiste Ci to wyszło, Arnubisie. Po prostu zajebiste.

 

A i jeszcze jedno. Zastanawiam się, czy nie powinieneś jednak umieścić w didaskaliach EDMUNDA. Co prawda nie wypowiada tu ani jednego słowa, ale SEKUNDANT nie jest pod tym względem ani na jotę lepszy, a i tak można go znaleźć w powrzechnym spisie ludności. Tyle, że on się pojawia na scenie, a to pewnie czyni różnicę.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Co prawda zaznaczałeś, że odpowiedzi na swój komentarz pewnie nawet nie będziesz miał czasu przeczytać, ale i tak ją napiszę, bo kilka ciekawych kwestii poruszyłeś, a może ktoś inny tę dyskusję przeczyta i znajdzie odpowiedzi na swoje pytania :)

Przede wszystkim też się cieszę, że jury moje podanie o dramat rozpatrzyło pozytywnie i się na niego zdecydowałem :D

Jeśli chodzi o niepełność fabuły – to była decyzja świadoma, ale teraz myślę, że nie koniecznie zupełnie trafiona. Nie chciałem za bardzo rozwlekać i rozmydlać całości, więc postanowiłem ograniczyć wszystko do toczącej się akcji z absolutnym minimum tła koniecznym do zrozumienia – wystarczy więc wiedzieć, że Cowell jakoś obraził Roberta. Teraz widzę, że spokojnie dało się dobrze wpleść w dialog samą istotę tej obrazy, a przy tym obrócić ją w kolejny żart. No mówi się trudno. Plus tutaj też wychodzi trochę fakt, że początkowo pracowałem i nad dramatem, i nad wersją pisaną prozą – w tej drugiej mocno mi doskwierał limit znaków, więc tym bardziej minimalizm wydawał mi się dobrym wyjściem. Może trochę inaczej by to wyszło, gdybym od początku był zdecydowany w 100% na dramat.

Też mocno zastanawiałem się nad umieszczeniem Edmunda w spisie postaci. Przy sekundancie nie było problemu – co prawda nic nie mówi, ale wyraźnie występuje w scenie i spektakularnie ginie. Edmund za to ani nic nie mówi, ani bezpośrednio nie podejmuje żadnych widocznych akcji, tylko wspomina się o nim w dialogach. Ale na logikę cały czas przecież gdzieś tam jest. I w zasadzie dodanie go do spisu nie powinno być problemem.

No i na koniec, chociaż i tak tego nie czytasz, i tak dzięki za komentarz i strasznie cieszy mnie fakt, że tak ci się mój dramat podoba :D

Arnubisie, odczarowałeś dla mnie dramat. Zazwyczaj utwory należące do tego gatunku wywoływały u mnie potężne napady ziewania, a tu proszę! Czytało się bardzo dobrze, uśmiechało się pod nosem nie raz i poczuło się kompletnie rozbrojonym stoickim spokojem Roberta w finale. Trzeba przyznać, że była to iście gentlemańska postawa :)

Cześć!

Nie dość, że porwałeś się na dramat, to jeszcze wybornie Ci to wyszło! :D

Nie przepadam za taką formą, ale idealnie oddaje nadętą bufonadę romantyzmu, a wielki pan szlachcic wyszedł przyjemnie stereotypowy. No i oklepany nieco motyw wilkołaka wykorzystany niecodziennie, z pomysłem i pasujący do świata przedstawionego. Świetna sprawa!

Gratuluję też przejścia do następnego etapu. Powodzenia! :)

Jai guru de va!

Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm.

To jest, k…a, fantastyczne! ;-D

 

Dramat, w dodatku zakropiony czarnym humorem i jadący po stereotypie flegmatycznej reguły bycia dżentelmenem w każdej sytuacji… Ubawiłem się po pachy, a dobiła mnie seriozna ilustracja ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Cieszę się, że udało mi się odczarować dramat! :D Jak widać, nie ma co się bać, to tylko ten Szekspir i Sofokles takich strasznych udają. Fantastycznie, że i forma, i bohaterowie i humor trafili w wasze gusta. Ale żeby nie było – chociaż wyśmiewam trochę stereotyp absolutnego dżentelmena, to wyśmiewam go z sympatii, wciąż go bardzo lubiąc :) Cieszę się też, że finał podoba się i pasuje do reszty, bo to był najbardziej niepewny element utworu (znaczy, moim zdaniem wszystko pięknie się zgrywa, ale widzę, że nie każdemu takie rozwiązanie się spodobało).

 

PS

Dobrze widzieć kolejnego fana mojego cytatu :D

Zjeżyłam się, widząc, że to dramat.

Przeczytałam i uznałam, że miałeś znakomity pomysł – dramat okazał się wielce zabawny, a Ty, Arnubisie,  błysnąłeś świetną i niebanalną formą podejścia do tematu. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzięki za miłe słowa :) Jak wspominałem wcześniej, sam też pewnie nie był przekonany, gdybym zobaczył dramat. Ale trzeba czasem trochę poeksperymentować, cieszę się, że ten eksperyment ci się spodobał.

Podobał mi się humor i absurd w “Wielkich Łowach”, więc stwierdziłem, że poszukam u Ciebie czegoś wesołego.

Fajny, sympatyczny tekst. Znów (choć piszę o tekście wcześniejszym, więc może to niewłaściwe słowo) bardzo zgrabnie przerysowujesz postaci, mocno podkreślając i kpiąc z ich cech charakterystycznych. Zwłaszcza z tej angielskiej flegmy i dostojności? lekkiej wyniosłości? nie wiem, jak dokładnie to nazwać. Kilka żartów przypadło mi do gustu. Zwłaszcza ten o łososiach niczego sobie. Tak więc fajny pomysł, fajne wykonanie. Czytało się bardzo dobrze.

Zapomniałem wspomnieć o tytule. :) Ciekawy. Od razu przykuwa uwagę.

 

Dramaty zdecydowanie wolę oglądać niż czytać, ale twój był świetny.

Nie spodziewałem się, że ktoś tu jeszcze będzie zaglądał :D 

 

CM: tak, lubię bawić się stereotypowymi postaciami i przerysowywać je jeszcze bardziej, idealnie to pasuje do konwencji absurdu. Bardzo się więc cieszę, że nie rozczarowałem i udało mi się cię chociaż trochę ubawić. A jeśli chodzi o tytuł – początkowo był bardzo roboczy i chciałem pomyśleć o czymś innym, ale dziewczyna powiedziała, że muszę być kretynem żeby go zmieniać xD

 

Irka: Też nie jestem fanem czytanych dramatów, ale była okazja, więc poeksperymentowałem. Dzięki za miłe słowa! 

Nowa Fantastyka