- Opowiadanie: AmonRa - Prokuratorze, to sprawa polityczna

Prokuratorze, to sprawa polityczna

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Biblioteka:

Finkla, Krokus

Oceny

Prokuratorze, to sprawa polityczna

Moskwa, październik 2047 roku

 

– Czy macie świadomość, Iwanie Borysewiczu, że wasz eksperyment okazał się katastrofą? Osiemnastu pacjentów. Nieodwracalne i rozległe uszkodzenia mózgu, zaburzenia pracy serca, trudności w oddychaniu. Ataki lęku, depresja, próby samobójcze. W większości przypadków utrata zdolności mowy.

– Jestem tego świadomy.

– Czy zdajecie sobie sprawę, że w trakcie prac nad preparatem, a także podczas samego eksperymentu, wasz zespół złamał jedenaście aktów prawa związkowego i wewnętrznie przyjęte procedury?

– Nie będę rozmawiał na ten temat bez adwokata.

Fiodorow westchnął i zmierzył profesora Kniaziewa surowym spojrzeniem.

– Wiecie, że o was pisali? New York Times donosił o katastrofie związkowego flagowego programu. Washington Post przeprowadził własne śledztwo. A najbardziej zdenerwował górę materiał w BBC. Jak myślicie, co to oznacza?

Kniaziew milczał.

– Gówno dostaniecie, a nie adwokata. W waszym najlepiej pojętym interesie jest współpracować i odpowiadać na pytania.

Prokurator sięgnął do torby i wydobył z wnętrza niewielkie pudełko z etykietą. Profesor wbił w nie przestraszony wzrok.

– W środku znajduje się nośnik, na którym zapisano przebieg eksperymentu. Parametry pacjentów, dane z urządzeń pomiarowych, a także zapis pracy elektroencefalografu. Czy myślicie, że może to być ten sam nośnik, który w pośpiechu próbowaliście zniszczyć przed przybyciem służb?

– Tak… chyba tak – wyjąkał Kniaziew.

– Przejrzałem dokumentację i zespołowe założenia dotyczące badania. Okazało się, że rozmiar zapisanych danych przekracza przewidywaną liczbę kilkaset tysięcy razy. Nie zdziwiło was, że eksperyment przebiega inaczej, niż zaplanowano?

Brak odpowiedzi.

– Dlaczego nie przerwaliście badania, gdy spłynęły pierwsze informacje?

– Pewnie z tych samych powodów, dla których z tak wielkim zaangażowaniem badacie sprawę.

– Ze wszystkich waszych pacjentów tylko jednego udało się doprowadzić do stanu, który umożliwiał przesłuchanie – rzekł prokurator, puszczając bezczelną uwagę podejrzanego mimo uszu. – Z przerywanego, dwudziestogodzinnego wywiadu wyłania się niepokojący obraz. Biegli, na podstawie chaotycznych wypowiedzi stwierdzili, że poszkodowany doświadczył czegoś w rodzaju podwójnej świadomości. Cały czas zdawał sobie sprawę z udziału w eksperymencie, a równocześnie miał wrażenie, jakby został uwięziony w innej rzeczywistości. Zdaniem pacjenta, jego tortura trwała kilkanaście lat. Nie miał żadnej możliwości, by przerwać badanie. Czy spodziewaliście się, Iwanie Borysewiczu, że preparat tak właśnie zadziała?

– Nie, ale…

– Czy dane na nośniku, oprócz tego, że stanowią ewidentny dowód złamania prawa, zawierają zapis przeżyć pacjenta, także w formie dźwięku oraz obrazu? Mogą potwierdzić jego zeznania?

– To zapis fal mózgowych, więc potencjalnie tak, tylko…

– Słuchajcie uważnie, profesorze – warknął Fiodrow. – Nie jesteście głupi i na pewno wiecie, jak beznadziejne jest wasze położenie. Roztrwoniliście fundusze i rządową dotację. Odwaliliście fuszerkę, do cholery! Wystawiliście wasz program i cały Związek na pośmiewisko. Pozwólcie, że postawię sprawę jasno: wystarczy mi dowodów, żeby wysłać was na resztę życia do kolonii, a tam – kto wie? Przypadki lubią chodzić po ludziach. I po ich pozbawionych opieki rodzinach.

Twarz Iwana Borysewicza, już i tak blada, przyjęła niemal białą barwę.

– Jeśli jednak dacie mi, czego chcę i nie będziecie stwarzać trudności, możemy ułożyć sprawy według bardziej optymistycznego i lepszego dla obu stron scenariusza. Karę da się złagodzić, może nawet w grę wchodzi wcześniejsze zwolnienie? Może sąd przychyli się do waszej pokornej prośby, by zastosować dozór? Jesteście kowalem swojego losu, profesorze.

Oblicze Kniaziewa wyraźnie wskazywało, że toczy on walkę sam ze sobą. Prokurator wychylił się w jego stronę – przypominał trochę drapieżnika, który ma zamiar wkrótce pożreć ofiarę. Nie było to najtrudniejsze wyzwanie w jego karierze, ale z całą pewnością wielu patrzyło mu na ręce i wyciągało odpowiednie wnioski. Aby zaimponować przełożonym, Fiodorow musiał błyskawicznie doprowadzić sprawę do pomyślnego zakończenia.

– Dobrze, prokuratorze, przyznaję się do winy – wydukał wreszcie naukowiec, opuszczając wzrok. – Przyznaję, że zespół pod moim przewodnictwem zdefraudował otrzymane fundusze. Nie zachowaliśmy należytej staranności, złamaliśmy prawo i nie zastosowaliśmy się do procedur bezpieczeństwa. Jestem gotowy, by za te przestępstwa ponieść karę.

– Powtórzycie to samo, gdy wezwę protokolanta, Iwanie Borysewiczu?

– Tak.

Na twarzy Fiodorowa pojawił się wyraz najwyższej satysfakcji.

– Widzicie, profesorze? Wcale nie było tak trudno i obaj wyjdziemy stąd uszczęśliwieni. Jestem zadowolony, bardzo zadowolony z waszej postawy.

Podejrzany przełknął ślinę i pokiwał niepewnie głową.

– Jeśli się nad tym zastanowić – rzekł jeszcze prokurator, wbijając spojrzenie w pudełko leżące na stole – to na swój sposób fascynujące, prawda? Można powiedzieć, że w wyniku waszego fatalnego eksperymentu leży przed nami zapis kilkuset lat snów…

 

*

 

Wołgograd, czerwiec 2047 roku

 

Profesor Kniaziew stanowił przykład osoby, która już wie, że jej marzenia właśnie zostały pogrzebane, ale odmawia jeszcze zaakceptowania tego faktu i zmierzenia się z konsekwencjami.

Nie trzeba było monitorów i niepokojących odczytów aby stwierdzić, że eksperyment przebiega w niewłaściwy sposób. Śpiący na najbliższym łóżku pacjent, podłączony do aparatury dziesiątkami kabli, zaciskał mocno powieki, spod których strugami wypływały łzy. Kniaziew obserwował go ponurym spojrzeniem i zastanawiał się, o czym może śnić.

Co poszło nie tak? Wiele wydarzeń z ostatnich lat powinno popychać badacza do wniosku, że projekt zakończy się fiaskiem. Początkowa faza testów na skutek nacisków władz została skrócona z dwudziestu do tylko trzech miesięcy. Sprowadzona z Państwa Środka elektronika, niezbędna do produkcji i działania preparatu, musiała ustąpić krajowej – tak było patriotycznie, tak było politycznie. Mrukliwi panowie w garniturach, których tożsamość pozostała dla Kniaziewa tajemnicą do samego końca, chcieli mieć wgląd we wszystkie prowadzone przez zespół działania. Mimo zwiastunów nadchodzącej klęski, Iwan Borysewicz zachował wiarę w projekt aż do teraz.

Podejrzewał, że nie będzie mu dane zbadać przyczyn niepowodzenia – preparat zrodził zbyt wielkie nadzieje. Stanowił obietnicę rewolucji znacznie bardziej doniosłej w skutkach, niż ta przemysłowa.

Tysiące nanostymulatorów powinny uwalniać impulsy elektryczne w mózgu i reszcie ciała pacjenta. Multipotencjalne komórki macierzyste miały za zadanie odżywić organizm. Cały zestaw związków chemicznych w założeniu dopełniał procesu.

Dwie minuty równoważne ośmiu godzinom snu i regeneracji.

Spokój, tak potrzebny każdemu ważnemu odkryciu, nie był jednak dany zespołowi Kniaziewa. Trzy lata temu, niedługo po rozpoczęciu projektu, sprawą zainteresowało się wojsko, co uruchomiło całą kaskadę zdarzeń. O pomyśle mówiono w kraju i za granicą. Na rozwój idei przeznaczono ogromne kwoty. Zespół Iwana Borysewicza miał wszystko. Wszystko, oprócz czasu i spokoju.

– Pacjenci wychodzą z fazy quasi-REM. Niedługo nastąpi wybudzenie.

Słysząc niespokojny głos asystenta, który niewątpliwie musiał zdawać sobie sprawę z fiaska eksperymentu, Kniaziew poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Tych kilka minut mogło okazać się prawdziwą rewolucją dla świata nauki. Z całą mocą dotarło do naukowca, że zamiast tego przyczynią się do końca jego kariery. A może nawet i życia.

Obserwowany przez profesora pacjent otworzył oczy. Zaraz potem otworzył usta.

Kniaziew pomyślał, że jeszcze nigdy w życiu nie słyszał tak przerażającego wrzasku.

Koniec

Komentarze

Intrygujące. Nieco czuć atmosferę pośpiechu, tak charakterystyczną dla pojedynków, ale Twoje opowiadanie niepokoi i nie odpuszcza. No dobrze, że sankcje nie odpuściły;)

 

Mój faworyt, bo lubię eksperymenty neuro-psychologiczne i klimat budowania światów w cudzej głowie. Wykonanie do mnie przemawia.

 

Trochę przecinków:

Nie trzeba było monitorów i niepokojących odczytów[,] aby stwierdzić, że eksperyment przebiega w niewłaściwy sposób.

Mimo zwiastunów nadchodzącej klęski[,] Iwan Borysewicz zachował wiarę w projekt aż do teraz. [nadmiarowy przecinek]

Stanowił obietnicę rewolucji znacznie bardziej doniosłej w skutkach[,] niż ta przemysłowa. [j/w]

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Nie kupiło mnie.

Powiało Związkiem Radzieckim. Brr. Dobrze napisane, tylko kompozycyjnie ,dla mnie, rozmyło się na końcu. Ale czyta się bardzo dobrze. 

Niezłe, ale czegoś mi zabrakło. Pierwsza część, ten dialog, nieco mnie znudziła, natomiast drugą przeczytałem z niemałym zainteresowaniem, chcąc się dowiedzieć, co było celem eksperymentu, jednak wyjaśnienie nie usatysfakcjonowało mnie w pełni, choć ostatnie zdanie ładnie podsumowuje tekst. Chciałbym nieco więcej na temat badań i tego, co widzieli oraz gdzie przebywali ci śniący pacjenci, bo wzbudzasz niepokój, ale niestety wraz z niedopowiedzeniem on szybko przemija.

Tobie również podrzucę, co mi przypomina cała ta koncepcja, bo takiego mam stajla, że chłonąc jakiś utwór, mój mózg podsuwa mi podobne, kiedyś już wchłonięte ;) Pamiętam taki odcinek Star Trek: DS9, w którym szef O’Brien został skazany za przestępstwo na wyrok kilku lat więzienia, ale wyrok egzekwowano poprzez wprowadzenie oskarżonego w trwający kilka godzin sen o pobycie w więzieniu – tylko dla skazanego ten “sen” wyglądał jak rzeczywistość, a dla mózgu ten senny pobyt w więzieniu trwał faktycznie te x lat. O’Brien po wybudzeniu pamiętał te wszytskie lata spędzone w izolacji, a to ryło mu psychę i kazało zacząć wątpić w to, co jest prawdziwe, a co tylko mózg może uważać za prawdziwe. No, to się podzieliłem, a teraz Howgh! Nara i pozdro ;)

Known some call is air am

Czy nośnik okazany profesorowi w czasie przesłuchania to właśnie owo „pudełko pełne snów”? Jeśli tak, to takie potraktowanie tematu przewodniego nie przemówiło do mnie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czyli w Rosji bez zmian? Mało optymistyczne to.

Myślałam, że miałeś problem zmieścić się w limicie, ale widzę, że trochę znaków jeszcze zostało, więc można je było wykorzytać w pierwszej części, żeby trochę tekstu między dialog wcisnąć. Rozmowa jest ok, ale klimatu nie buduje.

Podobało mi się pudełko pełne snów potraktowane naukowo. Sam eksperyment, a raczej to, co profesor próbował osiągnąć, podoba mi się już mniej, bo pospać sobie lubię.

Generalnie pomysł fajny, ale trochę pośpiech widać.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Uch, radzieckie jak plan pięcioletni. Rozpieprzyli facetowi eksperyment, a potem jeszcze go wyślą do gułagu.

Ponury tekst.

Stanowił obietnicę rewolucji znacznie bardziej doniosłej w skutkach, niż ta przemysłowa.

Myślę, że dla bohaterów najbardziej znaną rewolucją byłaby ta proletariacka, a nie jakaś tam przemysłowa ze zgniłego zachodu.

Babska logika rządzi!

Z całej trójki najlepsze wrażenia estetyczne, duża przyjemność czytania, ale niestety najmniej zrozumiałem.

Ciekawe. Po drodze uruchomiło mi się trochę niewiary (odżywianie, monitory, stymulacja, plan i przebieg eksperymentu, kim byli pacjenci). Czego właściwie dotyczył ten eksperyment, o co w nim chodziło? Mamy zarzuty defraudacji z jednej strony i potraktowanie ludzi jako króliki doświadczalne? Nie bardzo rozumiem wyjaśnienie, chyba że chodziło wprost o skrócenie czasu snu do dwóch minut. Nie tylko w wojsku by się przydało. Układ biologiczny nie zregeneruje się tak szybko, chyba że odbyłoby się to kosztem znaczącego skrócenia długości życia. Stwiałabym, że proporcjonalnie do oszczędności na czasie snu lub nawet silniej.

Ubranie tekstu w garnitur przesłuchania – podobało mi się. :-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Miałem nadzieję, że po przegadanym początku dowiem się, o co chodzi z tym eksperymentem. Niestety, autorze, pozostawiłeś mnie z większą liczbą pytań niż odpowiedzi, więc jestem raczej na nie. :(

"If you come as a viper/ We'll become Garuda birds and fly over you/ If you come as an angry tiger/ We'll become lions with a blue mane"

Eksperyment polegał na tym, żeby się dało “szybciej spać”, stąd:

Dwie minuty równoważne ośmiu godzinom snu i regeneracji.

oraz

Okazało się, że rozmiar zapisanych danych przekracza przewidywaną liczbę kilkaset tysięcy razy.

Moim znaniem, w sensie IMHO, to czytelne :-)

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Anonimie!

 

Hmm, no jakoś tak nie podeszło. Sam pomysł spoko, skojarzyło mi się z Russian Sleep Experiment, ale poza tym pewnie pośpiech, jak to w pojedynkach bywa, i limit znaków mocno tekstowi zaszkodziły, a przynajmniej w moim uznaniu. 

Klimat zasługuje na pochwałę, bo czuć tę szarą atmosferę Związku Radzieckiego i smutnych panów w garniturach. :3

Quidquid Latine dictum sit, altum videtur.

Witaj.

 

Intrygujące, świetny pomysł i sporo humoru, zahaczającego o znane zasady przymusu, stosowane w sąsiednim kraju od dziesięcioleci. ;) 

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Tytuł intryguje, dalej mamy przyszłość, jestem ciekawa, co to za opowiadanie. :)

 

Przesłuchanie wprowadza w świat eksperymentu, a my z góry wiemy, że się nie udał, dialog czyta się w miarę lekko, ale są drobne zgrzyty, np.

 

przesłuchanie – rzekł prokurator, puszczając bezczelną uwagę podejrzanego mimo uszu.

Nie trzeba podkreślać, że uwaga jest bezczelna, czytelnik może się domyślić. ;)

 

Brak odpowiedzi.

W takiej narracji warto trzymać się ustalonego toru i napisać konkretnie, kto nie odpowiedział.

 

– Dlaczego nie przerwaliście badania, gdy spłynęły pierwsze informacje?

Spłynęły?

 

Co do samego eksperymentu – świetny pomysł, szkoda, że tak mało o nim wiemy.

 

Mam problem z opisami w tym opowiadaniu, brakuje mi opisów zamiast skrótów myślowych, np. 

 

Oblicze Kniaziewa wyraźnie wskazywało, że toczy on walkę sam ze sobą.

To znaczy jak wyglądało? Jak wygląda ktoś, kto toczy ze sobą walkę? Zamiera w bezruchu? Marszczy brwi? Zaciska usta? Twarz mu tężeje? Wychodzą na wierzch żyły? Poci się?

 

O taki opisy mi chodzi, o te widoczne emocje. ;) Warto je wprowadzać, robią lepszą robotę niż mało znaczące słowa. ;)

 

opuszczając

spuszczając 

 

Druga część to streszczenie, a że streszczeń nie lubię to mnie znudziło i wydźwięk osłabł, niestety. 

Nie mamy badań, nie mamy wejścia w głowę pacjenta, nie mamy emocji. A temat jest tak ciekawy, że naprawdę poczytałabym coś w tych klimatach! Co do całości to na plus pomysł, bo lubię takie eksperymenty, sny, klimat też był, tylko pod koniec się trochę rozmył, a szkoda. 

 

Zaczęło się nieźle – scenka przesłuchania buduje napięcie i wzbudza ciekawość. Potem jest trochę gorzej, bo w miejscu, gdzie powinno znaleźć się mięso szorta, mamy ekspozycję. Te tłumaczenia wydały mi się zbędne, bo już po słowach prokuratora było jasne, jaki był skutek uboczny eksperymentu. Zakończenie na plus – zgrabne. Na drugi plus – całość ładnie napisana. Nie czuję się do końca usatysfakcjonowana lekturą, choć tekst najbardziej, hm, pobudził mnie czytelniczo z całej pojedynkowej trójki. ;)

Obstawiam, że ten szort powstał nad Nilem :D

deviantart.com/sil-vah

Mój faworyt, aczkolwiek też pozostałam z uczuciem niedosytu, bo chciałabym wiedzieć, co dalej ;)

http://altronapoleone.home.blog

Komentuję po lekturze całej trójki. 

Ostatnio odbiór u mnie bazuje na uczuciach i wrażeniach, które trudno czasem nazwać. Przez to chyba w moim rankingu ten tekst ląduje na ostatnim miejscu. Wzbudził we mnie najmniej emocji.

Plus – jak dla mnie na końcu pozostaje zbyt dokuczliwe pytanie – co im się śniło?

Sam pomysł (choć nie nowy, sama od lat o czymś takim marzę, bo wciąż mi brakuje na wszystko czasu) na kilkuminutową regenerację senną zamiast wielu godzin, jest najciekawszym elementem tekstu. Reszta mnie nie ruszyła. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Amon ciągle wydzwania i każe mi skomentować moje opowiadanie, żeby się okazało, że to moje, to niech już ma jak mu tak zależy.

Tekst ma przede wszystkim klimat. To moim zdaniem najmocniejsza część tego szorta. Ładnie odwzorowane realia Związku Radzieckiego. Jedyne czego mi brakowało, to mocniejszego zakończenia. Liczyłem na jakieś wyjaśnienia, niesamowitą puentę. Szkoda, że coś takiego się nie pojawiło.

„Wyobraźnia to jedyna broń w walce z rzeczywistością"

Tekst jest pozytywie czerstwą prozą, jak twarz ze znanymi kowbojskimi fajkami w ustach. Tak czasem się pisze “miał czerstwą twarz”. Chropowato, ale konkretnie. Chropowato w sensie tekstury, a nie wybojów. Więc tym na pewno tekst się wyróżnia, prezentuje solidny kawał prozy.

 

Natomiast ta proza sprawia wrażenie dążenia do punktu kulminacyjnego, po czym zostawia nas w punkcie rozważania. Choć nas prowadzi dość mocno, na końcu jakby przemawia “a figa człowieku, tu nie ma kulminacji, jest napięcie i ty masz człowieku się zadumać”. Co ciekawe, jest to skuteczne. Gdy dotarłem do końca, uwierzyłem, że wcale nie dążyłem do zakończenia. Jedak szybko otrzeźwiałem. Tekst jest wymalowanym obrazkiem, solidnym, konsekwentnym, dobrym, ale mam wrażenie, że nie przekazuje treści. Jest trochę taką martwą naturą, sztuką dla sztuki. Może takie odnoszę wrażenie, bo tematy nie są dla mnie nowe i nie jestem w stanie ich jakoś szczególnie odczuć.

 

To oznacza, że choć forma jest solidna, a nawet przekonuje, to mam wrażenie, że trochę udaje, że o czymś opowiada. Oczywiście opowiada, ale owa opowieść nie wydaje się konieczna. Szczególnie w pierwszej części, gdzie mamy opis przesłuchania.

 

Jestem za, a nawet przeciw. By podsumować moje rozważania. Czerstwe jak chleb sprzed wczoraj.

Pisałem... odkąd-jeszcze-zanim-byłem-w-planach-pamiętam.

Cześć, Silva Amonie!

 

To było pudełko pełne przerażających snów! Bardzo fajnie napisane, choć ubodło mnie wyłożenie tak wielu rzeczy na końcu. Rozmowa z przesłuchującym wyszła bardzo fajnie – jest konflikt, są odczucia, widać, że każda z postaci gra do innej bramki.

Początek drugiej części również wyszedł bardzo fajnie, bo przedstawia bohatera w niekomfortowej sytuacji, ale później następuje wyłożenie wszystkiego “kawa na ławę”. To jest potrzebne temu tekstowi, ale forma kontrastuje z resztą.

Fajnie wygląda przedstawienie systemu, który niestety trochę znamy z autopsji, trochę z opowieści rodziców/dziadków. No i z prasy :) Tekst oddaje również bezsens badań naukowych sterowanych politycznie, jak i szkodę, którą rozgłos i polityka przynoszą badaniom naukowym. Trzymajmy się z dala od Łysenkizmu i innych tego typu teorii pseudonaukowych.

Pozdrówka!

 

 

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Bardzo wszystkim dziękuję za lekturę i poświęcenie czasu na moje skromne wypociny ;) W końcu mogę się ustosunkować do Waszych komentarzy. Postaram się odpisać każdemu przynajmniej kilkoma słowami. 

 

Ambush, cieszy mnie, że opowiadanie wywołało niepokój i szkoda, że wyczułaś pośpiech. Jeśli chodzi o szorty jestem absolutnym nowicjuszem i po prostu nie wychodzą mi tak, jak potrzeba, co pewnie spowodowało niepełną satysfakcję z lektury :D

 

Radku, bardzo mnie ucieszyło, że przypadła Ci do gustu tematyka opowiadania i odnalazłeś się w takich klimatach.

Dzięki za przecinkowe poprawki!

Pozdrawiam ;) 

 

Misiu, szkoda, ech. Mimo to dziękuję, że wpadłeś.

 

Jolko, zapewne kompozycyjne rozmycie pod koniec wynika z mojego zagubienia, jeśli chodzi o tworzenie szortów i krótkich opowiastek. Postaram się poprawić na przyszłość.

 

OS, jeśli mam być zupełnie szczery, to powstały dwie wersje tego opowiadania. Jedna taka, jak widać powyżej, druga natomiast była wzbogacona o trzecią część, która zawierała opis sennych przeżyć jednego z pacjentów. Przed pojedynkiem przeczytałem obie wersje, porównałem je i doszedłem do przekonania, że opcja numer dwa pozbawia opowieść większości niepokojącego klimatu i zwyczajnie nie przypadła mi do gustu. Wyszedłem z założenia, że zapewne każdy z pacjentów poddanych eksperymentowi śnił o czymś innym, natomiast każdy sen, co wynika z treści opowiadania, był świadomy, a jego rozciągnięcie przy zachowaniu wiedzy o uczestnictwie w trwającym kilka minut eksperymencie stanowiło dla pacjentów niewyobrażalną torturę. Miałem też poczucie, że sprzedałem dokładnie tyle informacji, ile było potrzebne dla zrozumienia i odebrania tej opowieści. Gdybym opowiedział więcej, jak mi się wydawało, okładałbym czytelnika łopatą po głowie ;) Ale, jak sugeruje chłodny odbiór tekstu, chyba tylko mi się wydawało. Zaszarżowałem i przeszarżowałem :D

Ze Star Trekiem nie miałem do czynienia, ale inspiracje miałem chyba dwie. Jedna, bardzo luźna, to film Interstellar, a dokładnie scena powrotu z planety w bezpośrednim sąsiedztwie Gargantui, na której czas płynął zupełnie inaczej, druga zaś inspiracja to artykuł naukowy o urządzeniach EEG, pozwalających już teraz zapisywać sny w formie dźwięków i obrazów. Pomysł zrodził się w mojej głowie już wiele miesięcy temu, ale dopiero przy okazji tego pojedynku postanowiłem przelać go do Worda ;)

 

Reg, owszem, ten nośnik miał spełnić rolę pudełka. Szkoda, że opowiadanie się nie spodobało. W niedalekiej przyszłości postaram się napisać coś, co zatrze złe wrażenie ;D Dziękuję, że wpadłaś. 

 

Irko, również należę do fanów snu – im dłuższego, tym lepiej. Fajowo, że doceniłaś pomysł, mniej fajowo, że pośpiech odebrał sporo satysfakcji z lektury. 

Co do “braku budowania klimatu” w pierwszej części – zupełnie świadomie postanowiłem spróbować stylu surowego, niemal całkowicie odartego z opisów i zbędnych słów, co w moim przekonaniu bardziej pasowało do treści tego szorta.

 

Finklo, przemyślałem Twoją uwagę o rewolucji proletariackiej i mam kontrargument :) Rewolucja proletariacka nie była jednak rewolucją naukowo-techniczną, a bardziej społeczną, stąd bardziej właściwe wydaje mi się przyrównanie wynalazku z opowiadania do rewolucji przemysłowej. 

 

MTF, no szkoda. Dziękuję jednak za docenienie estetyki opowieści :) 

 

Droga Asylum!

 

Czego właściwie dotyczył ten eksperyment, o co w nim chodziło? (…) Nie bardzo rozumiem wyjaśnienie, chyba że chodziło wprost o skrócenie czasu snu do dwóch minut.

Tak, chodziło wprost o skrócenie czasu snu do dwóch minut. Wynalazek taki, przy założeniu, że nie wystąpiłyby żadne znaczące skutki uboczne, przyniósłby rewolucyjne skutki, zwłaszcza gdyby zastosować go powszechnie i komercyjnie. Zgadzam się, że taki preparat przysłużyłby się nie tylko wojsku, ale jak z każdym znaczącym odkryciem, jakimś dziwnym trafem najpierw korzysta z niego armia :) Pierwszy lepszy przykład – atom, najpierw wpadli na pomysł, że można nim rozdupcyć miasto, a dopiero potem zaczęto wykorzystywać pozyskiwaną w tej sposób energię w dobrych celach.

Dziękuję za wskazanie, co w tekście budziło wątpliwości, a co się spodobało ;)

 

SNDWLKR, żałuję, że nie zdołałem udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, które zrodziły się w trakcie lektury :( Pozdrawiam!

 

BC, chociaż nie podeszło, to dzięki za pochwalenie stworzonego w opowieści klimatu.

 

Bruce, siedziałaś bardzo cichutko w ostatnim czasie i jakoś szaro było bez Ciebie na portalu :) Miło widzieć Cię z powrotem!

 

Anet, sympatyczne są Twoje komentarze :)

 

Ananke, obiecuję w ciągu nadchodzących dni pochylić się nad Twoimi uwagami, ponieważ wydają się celne i bardzo sensowne. Twoja opinia odnośnie rozmywającego się pod koniec opowiadania klimatu jest zasadniczo zbieżna z opiniami innych czytelników, także chyba muszę pogodzić się z faktem, że masz rację i to mi nie wyszło ;) Pozdrawiam!

 

Promienista Silvo, Twoja przenikliwość jak zwykle nie zna żadnych granic. Dzięki, że wpadłaś, chociaż trochę boczę się na Ciebie za zakręcenie z tym pojedynkiem i wystawienie Morteciusa zamiast samej siebie :D To tak, jakbym zamówił iphone’a, a dostał starego samsunga, ale chyba muszę z tym po prostu żyć. 

 

Drakaino, dzięki i bardzo mi miło, że się spodobało najbardziej z całej pojedynkowej trójki :)

 

Śniąca, masz rację z tym, że opowiadanie uderza w najmniej emocjonalne nuty, więc miało prawo w Twoim odczuciu wypaść gorzej niż pozostałe dwa teksty ;) Bardzo mi miło, żeś przyszła i przeczytała, całuję rączki.

 

Młody pisarzu, gałgan ze mnie, toteż niesamowitego zakończenia i błyskotliwej puenty chyba w moich tekstach nigdy nie uświadczysz :D Bardzo jednak dziękuję za docenienie klimatu opowieści.

 

Vacterze, prawie nic nie zrozumiałem z Twojego komentarza, ale nikt nie lubi jeść czerstwego chleba sprzed kilku dni toteż wnioskuję, że się nie spodobało. No, szkoda :( Mimo to muchas gracias za czas poświęcony na przeczytanie tekstu. 

 

Krokusie, serdecznie gratuluję zwycięstwa i dziękuję za komentarz :D

 

A Ty, Mortecius, mów do ręki.

 

Wszystkich ściskam i wysyłam pozdrowienia :)

Hmmm… Tak za bardzo nie widać, o czym ma być ten tekst. Ten wątek eksperymentów wychodzi średnio – ani nie zdradzasz o nim za wiele, ani nie wypadają jakoś przerażająco. Przesłuchanie wypada lepiej, ale bez dobrego zakończenia trochę traci:P

 

– Czy zdajecie sobie sprawę, że w trakcie prac nad preparatem, a także podczas samego eksperymentu, wasz zespół złamał jedenaście aktów prawa związkowego i wewnętrznie przyjęte procedury?

Imho trochę niewiarygodny tekst (choć oklepany:P) w poważnym tekście.

Слава Україні!

AmonRa Cieszę się, że nie zrozumiałeś co napisałem, dzięki temu wysnułeś błędny wniosek, który z radością obalę. Tekst mi się spodobał i doceniłem Twój warsztat. Jedynie historia mnie nie pociągnęła. Pociąg był szybki, sprawny, ale w wagonach towarzystwo mogło być lepsze ;)

 

Spieszę wyjaśnić, że czerstwy chleb dotyczył mojego własnego komentarza.

Twojego tekstu dotyczyła czerstwa twarz.

Pisałem... odkąd-jeszcze-zanim-byłem-w-planach-pamiętam.

To tak, jakbym zamówił iphone’a, a dostał starego samsunga, ale chyba muszę z tym po prostu żyć.

a jak tam Twoje złącze usb-c? xD

Odczep się już ode mnie ;<

Dziękuję, Słoneczko. heart

Pecunia non olet

Nowa Fantastyka