- Opowiadanie: BasementKey - Uśmiech pozostał mu wilczy

Uśmiech pozostał mu wilczy

Takie tam fantasy z błędami. Może nawet i nie fantasy, bo nie ma magii. W sumie trochę fragment, bo kończy się jakoś dziwnie.

 

Bardzo dziękuję betującym! Chcieli zachować anonimowość, więc nie zdradzę kim byli. Bez nich to opko byłoby jeszcze gorsze.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Uśmiech pozostał mu wilczy

Na skrzydłach wiatru, przez dziedziniec zamku Brigidale niósł się trzask drewnianych mieczy oraz dziecięce okrzyki. Mistrz miecza Garant właśnie zakończył odprawę oddziału królewskiej gwardii, zdjął hełm, ukazując łysą pomarszczoną głowę, przygładził siwą, modnie przyciętą brodę i skierował kroki do ogrodu, w stronę źródła hałasu.

Na górce, usypanej z piasku podarowanego królowi Haymatowi przez władcę Państwa Wysp, odbywała się dziecięca rekonstrukcja ostatniej bitwy największej wojny minionych pięćdziesięciu lat.

– Jestem Ada’rhell, skosztuj mojej stali! – krzyknęła jedenastoletnia księżniczka Samanta, wyprowadzając cios od dołu.

– Nie, to ja jestem Ada’rhell – odpowiedział Byntheon, jej dwa lata młodszy brat i następca tronu. Chłopiec cofnął lewą nogę i obniżył ciało, przyjmując cios na, ustawiony pod kątem prostym, drewniany miecz.

 Garant z uznaniem pokiwał głową, notując w pamięci, żeby przy najbliższej okazji pochwalić książęcego nauczyciela fechtunku.

– Nie możesz być Ada’rhell, to przecież elfka. – Samanta po odbitym ciosie próbowała szermierki słownej.

– Ty też nie jesteś elfką – ripostował Byntheon.

– Ale jestem dziewczyną. – Samanta przewróciła oczami, a Byntheon skonfundowany opuścił oręż. Księżniczka w tym samym momencie doskoczyła i zadała mu cios w pierś.

Garant mimo woli parsknął śmiechem.

– Wujku Garancie. – Byntheon spojrzał błagalnie w jego kierunku. – Na pewno w Wojnie Ras uczestniczyli jacyś chłopcy, prawda?

– Uczestniczyli. – Samanta tryumfowała – Na przykład Deaht albo Smoah.

– Tylko nie orkowie… – jęknął młody następca tronu, a Garant zaczął się zastanawiać, czy na najbliższym zebraniu królewskiej rady nie poddać pod głosowanie wniosku o zniesienie zasady płci przy dziedziczeniu tronu.

– Był tam ktoś jeszcze oprócz orków – stwierdził po chwili milczenia.

– Ale elf, na pewno? – dopytywał Byntheon.

– Tak, Bynth, elf.

– Opowiedz, wujku. – Dzieci odłożyły ćwiczebne miecze i usiadły na gorącym piasku.

 

 ***

 

To były ostatnie momenty bitwy. Ada’rhell rozdawała ciosy na lewo i prawo, ale i tak przeciwników było coraz więcej. Za każdego orka, który kończył z rozpłatanym gardłem czy przebitym torsem, pojawiało się trzech nowych. Dwie wyszczerbione szable ciążyły jej niemożliwie w dłoniach, pod stopami czuła opancerzone kończyny powalonych wrogów, na których balansowała niczym na równoważniach; wysokie buty brodziły w posoce oraz plątały się we wnętrznościach. Jej towarzysze też byli gdzieś tam, wśród poległych, przytuleni na wieczność gładkimi twarzami do świńskich, orkowych pysków.

 Odkąd sięgała pamięcią, odkąd potrafiła utrzymać dwie szable w dłoniach, obawiała się tylko jednego – śmierci w samotności. Takiej jak dzisiaj, wśród wrogów, którym obce są wartości cechujące elfickich wojowników.

Powinna to sama rozwiązać wcześniej, opóźnić ripostę, wygiąć nadgarstek, pozwolić toporowi przełamać gardę. Wystarczyłoby tak niewiele, żeby móc zginąć wśród towarzyszy, patrzeć w ich zielone oczy, które rozumieją, widzieć usta składające się do modlitewnego szeptu. Elfy mawiają, że cicho wypowiadane święte słowa są drogą duszy w ostatniej wyprawie przez rzekę Sit A‘Satyks, “Usiądź i Zapomnij”.

Jedna z szabel szczęknęła o łamacz mieczy, ściskany w masywnej, potwornej łapie. Broń wypadła Ada’rhell z dłoni, więc wyszarpnęła zza pasa sztylet, który zatopiła błyskawicznie w karku napastnika. “Jeszcze nie teraz” – pomyślała. “Jeszcze nie…”

Orkowie odstąpili na moment, nerwowo oglądając się za siebie. Czyżby? Czy to możliwe? Jak złoty kłos w gąszczu chwastów, smukły elficki wojownik przeciskał się pomiędzy wrogami. “Więc jest jeszcze ktoś, nie wszyscy zginęli” – pomyślała wojowniczka. Był coraz bliżej tak, że Ada’rhell rozpoznała w końcu jego wąskie usta oraz oczy koloru jeziora. Crath’ist.

Poznali się w jednej z wiosek, którą wraz z oddziałem uratowała przed pogromem. Crath’ist przyniósł jej kolację, podczas gdy nikt inny w całej osadzie nie chciał tego uczynić. Ada’rhell nie wiedziała, czy niechęć mieszkańców wynikała ze strachu czy wstrętu do niej. Jej pobratymcy celebrowali w końcu sztukę i ponad wszystko cenili życie, elfia wojowniczka przynosiła zaś jedynie śmierć. I to nie tylko znienawidzonym wrogom jak orkowie czy gobliny. Ginęli przy jej boku także towarzysze, nie dość biegli w sztuce posługiwania się orężem. Była zagrożeniem dla elfickiego świata wypełnionego poezją i muzyką, świata, który nie znał raniącego uszy szczęku mieczy czy smrodu wypruwanych wnętrzności. Mieszkańcy wioski drżeli przed nieznanym i woleli trzymać się z dala od wybranki śmierci. Ale nie Crath’ist.

Tamtego wieczoru przyniósł jej trochę kaszy oraz ikrę ryb z Północnej Rzeki zawiniętą w liść kapusty serht, a następnie usiadł obok i wyciągnął pięknie rzeźbiony flet. Przez resztę wieczoru wygrywał swoje największe pragnienie, swoją tęsknotę oraz radość ze spotkania. Jadła i słuchała tych pięknych melodii. Wiedziała, że ją pokochał, ale nie była w stanie niczego mu zaoferować. Niczego oprócz śmierci. W końcu otarła samotną łzę i wstała od stołu, szykując się do wyjścia. Zanim odeszła zapytał, czego najbardziej się boi. Odparła, że umrzeć w samotności, on zaś obiecał, że będzie przy niej w ostatniej godzinie.

I oto Crath’ist po tylu latach przybył, żeby stanąć u jej boku w trakcie bitwy. Flet zamienił na półtoraręczny miecz, a wyszywany kaftan na złotą kolczugę. Walczyli ramię w ramię, posyłając orków w ramiona ich okrutnego boga, który zresztą ponoć nie przywiązuje wcale uwagi do losów swojego ludu. Kiedy wreszcie ulegli przeważającej sile wroga, padli sobie w ramiona, a złączonych w uścisku martwych ciał nawet Deaht, król orków znany ze swej niepospolitej siły, ani jego największy czempion Smoah nie byli w stanie rozdzielić.

 

 ***

 

 – Czy to koniec, wujku? A to nie było tak, że orkowie też zginęli?

 – Tak, Sam, dobrze pamiętasz, nikt wtedy nie umknął matczynym ramionom śmierci. Deaht i Smoah, a wraz z nimi wszyscy orkowie również umarli. Historycy spierają się do dziś o to, co się dokładnie stało. Niektórzy twierdzą, że krew elfów zatruła ziemię, tak, że nie chciała rodzić pożywienia dla plugawej rasy i wszyscy zmarli z głodu. Inni podają, że raczej to woda została zatruta i to spowodowało śmierć orków. Jeszcze inni dziejopisarze podają, że orkowie spalili zwłoki elfów i to dym z pogrzebowych stosów był zabójczy dla tych potwornych istot.

– A jak było naprawdę, wujku? – dopytywał Byntheon.

– Naprawdę? Bynth, Sam, nieważne jak było naprawdę, najważniejsze jest to, że właśnie dzięki elfom, możemy dziś żyć i cieszyć się pokojem. Dzięki nim nie ma już tych strasznych orków. No i nie zapominajmy o zasługach waszego ojca, który ze zgliszczy zbudował nasze wspaniałe królestwo – odpowiedział gładko Garant. – Ale na was już czas, moi mili.

Pałacowi służący zmierzali w ich stronę, żeby odprowadzić dzieci króla na dwór. Mistrz miecza skinął im głową na pożegnanie i udał się w kierunku ogrodowej furty. Garant miał zamiar odwiedzić dziś najlepszy w mieście przybytek z wielokrotnie destylowaną okowitą, żeby mgłą niepamięci okryć wydarzenia z przeszłości, do których nie chciał wracać.

Jak było naprawdę? To ludzie króla Haymata wyrżnęli wszystkie najstarsze rasy. Zaczęli od krasnoludów, rozbijając jeden po drugim górskie klany, rozproszone w swoich warowniach i kopalniach. Po bitwach stosy martwych ciał wysypywały się zza obronnych murów wprost do potoków niczym zboże z przepełnionego spichlerza. Nieliczni niewolnicy tworzyli uzbrojenie i nowe rozwiązania techniczne służące kolejnym podbojom. Krasnoludcy inżynierowie o smutnych, przekrwionych oczach położyli podwaliny pod przyszłe królestwo Haymata. Pozostałe rasy nie miały żadnych szans.

Co nie znaczy, że poddały się bez walki. Wiosną spływające wraz z górskimi potokami martwe ciała wzbudziły przerażenie mieszkańców nizin i doszło do czegoś niepojętego. Elfy sprzymierzyły się z orkami w obronie swoich domów. Ludzie byli jak szarańcza, niszczyli wszelkie życie z siłą kamiennej lawiny i z podobną refleksją.

Ciężka piechota orków oraz elfi łucznicy, czy można wyobrazić sobie większą zbrojną siłę? Garant zaśmiał się smutno. Może kiedyś to by wystarczyło, może daliby odpór armii króla Haymata dobre kilka lat temu. Ale nie wtedy. Wtedy to ciężka jazda wygrała tę wojnę, metalowi ludzie na metalowych rumakach. Garant pamiętał do dziś błoto wymieszane z krwią bryzgające po osłonie jego szyszaka podczas szarży w największej bitwie tamtych czasów.

Ada’rhell, piękna elfia wojowniczka, po pojmaniu żywcem był gwałcona po kolei przez wszystkich żołnierzy z doborowego oddziału króla. Kiedy przyszła kolej na Garanta, najmłodszego z nich, z litości poderżnął jej gardło. Wraz z uciekającym życiem z jej ust wydobył się ostatni szept: “Crath’ist”.

Ciała elfów i orków zostały na pobojowisku, ponieważ król wydał zakaz grzebania nieludzi. Zresztą trzeba było wzmocnić garnizony i zabezpieczyć granice – żołnierze byli potrzebni gdzie indziej. Aż wybuchła zaraza. Garant splunął na bruk na to wspomnienie. Wtedy na tereny potyczek zostały wysłane te niedobitki starszych ras, które nie zmarły wcześniej, w trakcie działań wojennych. Mieli palić zwłoki swoich pobratymców. Zginęli wszyscy.

Haymat poświęcił wiele wieczorów na narady związane z właściwym opowiedzeniem historii powstania swojego imperium. Żylaści generałowie i siwowłosi kronikarze tworzyli coraz barwniejsze historie wyrżnięcia w pień nieludzkich ras przez światłego i dobrego króla. Władca jednak nie był zadowolony. Do tego stopnia, że niektórzy historycy, zbyt szczegółowo opisujący sceny kaźni, mieli okazję sami jej zakosztować w świeżo wydrążonych lochach. W końcu jakiś podstarzały poeta przedstawił pieśń o pięknych elfach oraz okrutnych orkach i o tym jak te dwie rasy same sprowadziły na siebie wojnę i ostateczną zagładę. Ponoć Haymat, usłyszawszy tę opowieść, miał wstać i zakrzyknąć: “Tak właśnie było!”.

W spisanych historiach i śpiewanych legendach postać króla Haymata zawsze pojawia się już po wojnie ras. Przyjmuje on koronę, żeby podźwignąć kraj z upadku, wyciągnąć go z pożogi i głodu, które na tę krainę sprowadziły elfy wojujące z orkami.

Garant doskonale pamięta, jak po miesiącach wojowania zobaczył króla po raz pierwszy w szatach koronacyjnych, bez krasnoludzkiej zbroi, kolczej koszulki, skórzanej kamizeli oraz kawaleryjskiego miecza. Pomyślał, że władca wygląda jak ogolona owca. Tylko uśmiech pozostał mu wilczy.

Koniec

Komentarze

Ok. To ja też nikomu nie powiem, że betującymi byli: Alicella, Haragitanai, Krar85, Oidrin i Shanti. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witaj.

 

Potworność świata, bezceremonialnie odarta ze wszystkich woalek, zasłon i świecidełek. Bardzo gorzka, bardzo przykra. Taka jest naprawdę nasza historia. Mało w niej wspaniałomyślnych władców, litościwych wodzów, dobrotliwych monarchów. Bestialstwo pokazuje się o każdej porze i w każdym człowieku – można rzec, przeglądając karty dziejów naszego świata. Sama często zastanawiałam się, skąd w ludziach tyle potworności, okrucieństwa, sadyzmu. 

 

Wspaniały manifest, serdeczne gratulacje wrażliwego podejścia do niewygodnego tematu. yes

 

Z technicznych:

Bynth, Sam, nie ważne jak było naprawdę… – mam wrażenie, że powinno być pisane razem

 

Pozdrawiam serdecznie. :)

 

Pecunia non olet

Dzień dobry, miło Was widzieć :)

Marasie, nic się przed Tobą nie ukryje. Domyślam się również, że nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa :)

 

Bruce, dokładnie tak, historię piszą przecież zwycięzcy. Z drugiej zaś strony nikt nie chce być rządzony przez morderców i katów – dlatego potrzebne jest czasem piękne kłamstwo.

Moja droga, oczywiście jesteś zbytnio łaskawa dla tej historii. Bardzo się cieszę, że Ci się podoba :)

 

A ortograf jak w mordę strzelił :( Poprawione.

 

Kłaniam się nisko!

Che mi sento di morir

hmmm….

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie chciałam Autorowi wspominać, że tu automatycznie beta się pojawiła. laugh

 

Myślę, że to nie ja jestem zbytnio łaskawa dla historii, lecz Ty, jako Autor, dla jej bohaterów. Mam wrażenie, że zamierzałeś pewne fragmenty opisać nawet mocniej, jednak zrezygnowałeś. :)

Pecunia non olet

Haha, teraz pewnie nie uwierzycie, że to był żart z tymi betujacymi ;) Niech będzie, że nie wiedziałem :D

 

Co do mocniejszych opisów – raczej nie miałem takich zakusów, zasadniczo bardzo nie lubię robić krzywdy moim bohaterom. Tutaj chciałem coś dzięki temu ukazać, dlatego zdecydowałem się na taką formę – chciałem podkreślić kontrast. Czy można było zrobić to bardziej jaskrawie? Z pewnością, ale IMHO, tak jak jest jest odpowiednio, z zachowaniem proporcji :)

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Bardzo dobry żart :), Ba­se­ment­Key. Potwierdzam, że się anonimowości nie domagaliśmy. 

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

Cześć BasementKey !!!

 

Dobre opowiadanie. W stylu “Władca Pierścieni”. Mogłoby być nawet dłuższe bo się dobrze czytało. Fajne te różne rasy przewijające się przez opowieść. Był też humor :)

 

Pozdrawiam!

Jestem niepełnosprawny...

Hej, BasementKey!

Według mnie ot taka sobie przeciętna historia, w której przedstawiasz ludzi gorszymi, niż są, a idealizujesz inne rasy, a przynajmniej nie mówisz o ich niedoskonałościach (nie licząc krasnoludów, które są tak bestialskie, że wolą tworzyć broń dla ludzi, by ci mogli wszystkich wyciąć w pień, zamiast honorowo umrzeć; ciekawe zresztą, dlaczego krasnoludy wcześniej nie wynalazły takich technologii, by się móc choćby bronić?). Rozumiem, że opko jest krótkie, ale stawiasz w nim poważną tezę i słabo ją argumentujesz. A ja chciałbym wiedzieć, po co zła natura ludzka oszukuje samą siebie? By móc żyć spokojnie i dalej czynić zło?

 

W odpowiedzi napisałeś, że ludzie nie chcą władcy kata, ale czy ci ludzie nie walczyli w jego armii, nie wytwarzali broni, etc.? Z pewnością o tym wiedzą.

 

Ach, no i rzecz jak dla mnie żenująca, czyli gwałt na elfce. Doborowy oddział króla pastwi się nad biedną elfką, chociaż może mieć pewno wiele ładniejszych i chętniejszych panienek. A poza tym wyobrażasz sobie, co musiał czuć ten ostatni w kolejce? On pewno już nie wiedział nawet, co gwałci.

 

@Hej, Bruce. Ośmielę się z tobą nie zgodzić. Zauważ, że swoim stwierdzeniem ujmujesz wszystkich władców różnych ludów, kultur i religii na przestrzeni tysięcy lat! Przy czym ocenić ich poczynania możemy tylko poprzez własne poczucie moralności.

Hej, hej, witam kolejnych czytelników :)

 

Ali, dzięki, chyba już się nie udowodni jak było ;) Tak czy inaczej głupia sytuacja…

 

Dawidiqu, dziękuję Ci serdecznie. Cieszę się, że zawitałeś i zostawiłeś tak pozytywny komentarz. “Władca pierścieni” to wielkie dzieło, gdzie mnie tam… Ani wspominać się nie godzi ;)

 

Atreju, ciekawe wątki poruszasz ;)

 

Według mnie ot taka sobie przeciętna historia

Jak przeciętna to się cieszę, nie jest to kompletne dno :D

 

przedstawiasz ludzi gorszymi, niż są, a idealizujesz inne rasy, a przynajmniej nie mówisz o ich niedoskonałościach

Generalnie moja historia jest tendencyjna, nie przeczę, starałem się stworzyć przerysowania po obu stronach – kłamliwe legendy vs okrutna rzeczywistość.

Z drugiej strony nie wiem czy są jakieś prawdy objawione związane z kondycją rasy ludzkiej lub innych ras – co do ludzi, to zarówno w historii jak i fanastyce mamy do czynienia z wielkim dobrem, którego dokonali jak i z wielkim złem. A jeżeli chodzi o niedoskonałości innych ras – masz na myśli, że krasnoludy są niskie, i gardzą kąpielą w przeciwieństwie do spirytusu?

 

nie licząc krasnoludów, które są tak bestialskie, że wolą tworzyć broń dla ludzi, by ci mogli wszystkich wyciąć w pień, zamiast honorowo umrzeć;

Hmmm… nie powiedziałbym, że bestialsko jest trzymać się kurczowo życia. Tyle siebie znamy na ile nas sprawdzono. Honorowa śmierć? Być może nie wszyscy w taką wierzą, zwłaszcza niewierzący.

 

dlaczego krasnoludy wcześniej nie wynalazły takich technologii, by się móc choćby bronić

Masz mnie bez spodni z tym argumentem, będę się bronił tym jedynie, że opko nie jest o krasnoludach dlatego ten wątek jest słabo rozbudowany. Historia zna machiny wojenne, które żerowały na podbitych rasach, aczkolwiek punkt dla Ciebie, że przydałoby się wrzucić tutaj więcej info.

 

chciałbym wiedzieć, po co zła natura ludzka oszukuje samą siebie? By móc żyć spokojnie i dalej czynić zło?

Cóż mogę Ci rzec – to jest dla Ciebie do przemyślenia. Autor pisze, a tekst już potem żyje w wyobraźni czytelnika, odpowiedź na pytanie, co autor miał na myśli niewiele wnosi. Być może ludzie wcale nie są tacy źli? Być może wojna ich zmęczyła i postanowili w końcu osiąść? A może wręcz przeciwnie – bali się innych ras i wymordowali je ze strachu, byli więc najgorszym rodzajem morderców: tchórzliwym?

 

W odpowiedzi napisałeś, że ludzie nie chcą władcy kata, ale czy ci ludzie nie walczyli w jego armii, nie wytwarzali broni, etc.? Z pewnością o tym wiedzą.

W założeniu nie wiedzą – nie było to społeczeństwo wojskowe. Aczkolwiek opisu społeczeństwa w opku brak, więc jest pole do interpretacji.

 

Ach, no i rzecz jak dla mnie żenująca, czyli gwałt na elfce. Doborowy oddział króla pastwi się nad biedną elfką, chociaż może mieć pewno wiele ładniejszych i chętniejszych panienek. A poza tym wyobrażasz sobie, co musiał czuć ten ostatni w kolejce? On pewno już nie wiedział nawet, co gwałci.

Mam wrażenie, że spłyciłeś. Ale cóż – może tak właśnie było i może taki właśnie jest Garant. Jak mniemam bronisz cnót rasy ludzkiej, ja celowo je umniejszyłem.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Cześć!

 

Martini wstrząśnięte, uczucia zmieszane. Tak to mniej więcej u mnie wygląda po lekturze. Czytało się bowiem całkiem nieźle, choć w czasie opisu bitwy złoty kłos i oczy koloru jeziora zrobiły ze mnie kolejną ofiarę potyczki. Zabity przez przepatosowanie. ;-)

Kompozycja mi się podobała. Treść właściwie też. Historia trochę w stylu Martina (zresztą scenka pojedynkujących się dzieci i ich dialog przypominał mi walki R. Starka i J. Snowa), aczkolwiek przerysowana mocno. Ale skoro tak właśnie było, to cóż poradzić? ;-)

I sam nie wiem, czy tekstowi lepiej by zrobiło skrócenie czy rozbudowa, a to może oznaczać, że jest dobrze tak jak teraz.

Poniżej kilka sugestii. Choć piszesz w przedmowie, że to fantasy z błędami, więc może te kiksy to celowe. :P

 

Chłopiec cofnął lewą nogę i obniżył ciało(+,) przyjmując cios na swój, ustawiony pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, drewniany miecz.

Swój można moim zdaniem wyciąć (wtedy zmieniłbym też szyk).

Dwie wygięte w łuki szable ciążyły jej niemożliwie w dłoniach, pod stopami czuła opancerzone kończyny powalonych wrogów(+,) na których balansowała(-,), niczym na równoważniach

Elfy mawiają, że cicho wypowiadane święte słowa są drogą duszy w ostatniej wyprawie przez rzekę Sit A‘Satyks, “Usiądź i Zapomnij”.

Po bitwach stosy martwych ciał wylewały się zza obronnych murów wprost do potoków (-,) niczym przelewające się przez silos zboże.

Krasnoludcy inżynierowie o smutnych, przekrwionych oczach położyli podwalininy pod przyszłe królestwo Haymata.

Może kiedyś to by wystarczyło, może daliby odpór armii króla Haymata dobre kilka lat temu.

Wtedy na tereny potyczek zostały wysłane te niedobitki starszych ras, które nie zmarły wcześniej, w trakcie działań wojennych.

Mieli palić zwłoki swoich porabtymców pobratymców.

Ponoć Haymat, usłyszawszy tę opowieść(+,) miał wstać i zakrzyknąć: “Tak właśnie było!”.

 

Pozdrawiam!

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Witaj, Filipie,

 

Czytało się bowiem całkiem nieźle, choć w czasie opisu bitwy złoty kłos i oczy koloru jeziora zrobiły ze mnie kolejną ofiarę potyczki. Zabity przez przepatosowanie. ;-)

Żywyś na tyle, że zostawiłeś komentarz, nie mogło być tak źle ;)

Z tym kłosem i oczami trochę celowo.

A że się czytało całkiem nieźle, to się cieszę.

 

Kompozycja mi się podobała. Treść właściwie też. Historia trochę w stylu Martina (zresztą scenka pojedynkujących się dzieci i ich dialog przypominał mi walki R. Starka i J. Snowa), aczkolwiek przerysowana mocno. Ale skoro tak właśnie było, to cóż poradzić? ;-)

Kolejne duże porównanie ;) Trochę może tak, ale nie miałem tego w głowie zupełnie.

Najważniejsze jak Ty odbierasz historię, jest taka, jak ją postrzegasz, komentarzami się nie sugeruj ;)

 

I sam nie wiem, czy tekstowi lepiej by zrobiło skrócenie czy rozbudowa, a to może oznaczać, że jest dobrze tak jak teraz.

Rozbudowałem w becie, dodałem więcej info o podbojach Haymata, żeby tekst był bardziej symetryczny pod kątem dwóch opowiadanych historii. Bardziej rozbudować? Może o perspektywę któregoś z nieludzi? Ale to by namieszało w narracji… Tak chyba jest good enough, nie mówię, że bardzo dobrze.

 

Poniżej kilka sugestii. Choć piszesz w przedmowie, że to fantasy z błędami, więc może te kiksy to celowe. :P

Dzięki, poprawiłem. “Porabtymców” najlepsze :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Che mi sento di morir

Dawno niczego Twojego nie czytałem :)

No więc tak: jest na pewno dobrze napisany, bo historia płynie równo, bez szarpnięć, nie nuży. Końcówka mocno infodumpowa, opowiedziałeś zamiast pokazać, ale w tekście na 10k znaków raczej trudno byłoby zmieścić historię wojen pomiędzy ludźmi i innymi rasami, a potem ją jeszcze pięknie przekłamać :) Puenta skonstruowana pod starą tezę, że “historię piszą zwycięzcy”, a człowiek jest zdolny dopuścić się najgorszego, a później usprawiedliwiać swoje działania, często okłamując samego siebie. Więc szału specjalnie nie ma, to jest ten sam problem, który sam miałem z napisanym kiedyś szortem, który mówił w zasadzie o tym samym, co Twój, tylko inaczej :) Wiesz z czym mi się skojarzyła ta eksterminacja ras? Z cyklem “Darksun” Troya Denninga, a raczej z legendami wykreowanego w “Darksun” świata, gdzie arcyzłol powołał grupę najlepszych wojowników, dał im armie i każdemu dał za zadanie wyeliminować ze świata jedną z ras, by zostali tylko ludzie. Czytałem dawno temu, ale do dziś pamiętam jaki byłem wówczas oczarowany tamtym światem, więc skojarzenie jak najbardziej pozytywne :)

Poniżej garść uwag, mocno subiektywnych:

 

 

Chłopiec cofnął lewą nogę i obniżył ciało, przyjmując cios na, ustawiony pod kątem dziewięćdziesięciu stopni, drewniany miecz.

Pogrubiony fragment wywaliłbym, albo przebudował zdanie, bo ta konstrukcja wybija z rytmu.

 

Dwie wygięte w łuki szable ciążyły jej niemożliwie w dłoniach,

Nie podoba mi się pogrubione. To raczej bardziej pasuje do mowy potocznej, a nie do opisu zmęczenia legendarnej wojowniczki.

 

Jej towarzysze też byli gdzieś tam, wśród poległych, przytuleni na wieczność gładkimi twarzami do świńskich, orkowych pysków.

Zawsze mi się wydaje, że powinno być w takich sytuacjach “orczych” zamiast “orkowych”.

 

I to nie tylko znienawidzonym wrogom jak orkowie czy gobliny, ginęli przy jej boku także towarzysze, nie dość biegli w sztuce posługiwania się orężem.

A to zdanie mi się jakoś nie klei w jedną całość. Gdyby je rozbić na dwa zdania, to uważam, że brzmiałoby to lepiej → I to nie tylko znienawidzonym wrogom, jak orkowie czy gobliny. Ginęli przy jej boku także towarzysze, nie dość biegli w sztuce posługiwania się orężem.

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Hej, hej :)

 

Miło Cię widzieć. Faktycznie dość dawno niczego tutaj nie wrzucałem, ale skoro się mądrze pod cudzymi tekstami ostatnio, to stwierdziłem, że dam się ludziom popastwić nad moim.

 

Słyszałem o Darksun, ale nie czytałem. Przesłanie u mnie i sam pomysł bez szału, jeżeli chodzi o oryginalność, ale za to dość uniwersalne i aktualne. Nie mam z tym problemu, chciałem, napisałem, oto jest :)

 

Co do uwag – rozbiłem to długie zdanie na dwa. Resztę zostawiłem jak jest – mi to odpowiada. Uwaga o mieczu chcę, żeby była nieco bardziej szczegółowa. „Niemożliwie” mnie nie razi i w sumie trudno mi znaleźć jakiś atrakcyjny zamiennik, a nie chcę iść w kolejne porównania – jeżeli masz jakiś pomysł, to podrzuć pliz. „Orkowy” bardziej mi pasuje niż „orczy”.

 

Pozdrawiam i trzymaj się!

Che mi sento di morir

ale skoro się mądrze PiS cudzymi tekstami ostatnio,

Co to jest? Jakiś przekaz podprogowy? :D

 

Twój tekst, Twoja wizja, ja tylko sugeruję, a nie, że się domagam ;)

Known some call is air am

A ja nie olewam, tylko bronię swojej wizji ;)

 

No i jeszcze co do PIS:

 

Che mi sento di morir

Byle nie te filmiki z krową, co je Błaszczak z Kamińskim lubią oglądać i się jeszcze tym chwalą :D

Known some call is air am

Jak widać dotarli już tutaj, więc nigdy nie wiesz. Mogą sprawić, że Ada’rhell nie będzie elfką…

Edit: w 2 części rasa centaurów potwierdzona!

Che mi sento di morir

Cześć. Powiem uczciwie, że nie czytałem wcześniej nic Twojego i trochę się bałem, że będzie jakiś suchar, który częściowo przeczytam, a komentarz odpuszczę. Stało się wręcz przeciwnie – czytało się bardzo fajnie, nawet mimo pewniej infodumpowatości. Widziałem, że niektórzy komentujący się nieco oburzyli. Niestety historia wskazuje, że zbliżone wydarzenia miały miejsce wielokrotnie i to wcale niedawno. Pierwsze skojarzenie – zabójstwo Kirowa. Wielu historyków sugeruje, że został zamordowany na zlecenie Stalina, ale nie przeszkadzało to w niczym, by “Soso” uczynił z niego bohatera i nazwał kilka miast na jego cześć. Drugie – stwierdzenie jakiegoś historyka, że nie możemy być pewni tego, jacy w rzeczywistości byli rzymscy cezarowie, bo kontrolę nad źródłami naszej wiedzy sprawowali ich następcy i nierzadko – przeciwnicy polityczni. Trochę tak, jakby na podstawie źródeł PRL wyrabiać sobie wrażenie o tym, jaka była Polska za czasów sanacji… 

To co napisałeś to ciekawy i nieczęsto spotykany motyw, więc tym bardziej warty uwagi.

Z kwestii technicznych – ten miecz pod kątem 90 stopni mógł już tylko być pod kątem 91,5 stopnia ;D 

Nie byłoby ładniej napisać “pod kątem prostym”? Albo o wspaniałej paradzie/zastawie? Nie znam się na fechtunku, ale wypadałoby poszukać i użyć jakiegoś fachowego słówka, którego i tak nikt nie rozumie, ale wszyscy kiwają z uznaniem, bo wiedzą że to coś w temacie i brzmi kozacko ;D

Najważniejsze jak Ty odbierasz historię, jest taka, jak ją postrzegasz, komentarzami się nie sugeruj ;)

Gdzieżbym śmiał. :P

 

Dzięki, poprawiłem. “Porabtymców” najlepsze :)

Przy porabtymcach się właśnie zacząłem zastanawiać, czy to nie element większej zgrywy. ;-)

"Kozy mają mnie w nosie, a psy na ogonie." T. Rałowski

Witam kolejnego czytelnika :)

 

trochę się bałem, że będzie jakiś suchar, który częściowo przeczytam, a komentarz odpuszczę.

Eeee, takie krótkie, to można przeczytać ;) Cieszę się, że się udało.

 

Niestety historia wskazuje, że zbliżone wydarzenia miały miejsce wielokrotnie i to wcale niedawno.

Moje wrażenie czy przekonanie jest podobne, jeżeli chodzi o zakłamywanie historii. Piszę o wrażeniach i przekonaniach, bo nie jestem historykiem i powstrzymuję się od wydawania jednoznacznych sądów. Myślę, że w innej skali, mamy czy możemy mieć do czynienia z podobnymi mechanizmami nawet współcześnie. Tematy polityczne są dość drażliwe, więc lepiej nie wchodźmy w szczegóły ;)

 

To co napisałeś to ciekawy i nieczęsto spotykany motyw, więc tym bardziej warty uwagi.

Miło mi, że tak napisałeś, zdania co do tego są podzielone, jak widzisz :)

 

Z kwestii technicznych – ten miecz pod kątem 90 stopni mógł już tylko być pod kątem 91,5 stopnia ;D 

Nie byłoby ładniej napisać “pod kątem prostym”? Albo o wspaniałej paradzie/zastawie? Nie znam się na fechtunku, ale wypadałoby poszukać i użyć jakiegoś fachowego słówka, którego i tak nikt nie rozumie, ale wszyscy kiwają z uznaniem, bo wiedzą że to coś w temacie i brzmi kozacko ;D

Poprawiłem na kąt prosty, będzie prościej, dzięki za uwagę :)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Che mi sento di morir

Przy porabtymcach się właśnie zacząłem zastanawiać, czy to nie element większej zgrywy. ;-)

Podświadomej może :D

Che mi sento di morir

Hmmm… nie powiedziałbym, że bestialsko jest trzymać się kurczowo życia. Tyle siebie znamy na ile nas sprawdzono. Honorowa śmierć? Być może nie wszyscy w taką wierzą, zwłaszcza niewierzący.

Zgoda. Tylko że w tekście nie ma mowy, co i czy w ogóle ludzie coś obiecali w zamian krasnoludom. Ogólnie w tym zdaniu poszedłem trochę na skróty.

 

Przede wszystkim chodziło mi o to, że tekst podejmuje poważny temat, ale nie zagłębia się w szczegóły. Przez co dla mnie historia jest taka sobie. To tak jakbyś w szkole dostał za zadanie zobrazować taką a taką tezę, no i mamy. Napisane jest ładnie i w sumie tyle. :)

Z tym oburzeniem to troszkę przesada. Ja po prostu lubię się kłócić. :) Na tekst o bohaterach bez zmazy i skazy, zareagowałbym pewno podobnie. Nie sugeruję też, że teza “zwycięscy piszą historię" się nie sprawdza. Zresztą przecież i sromotna porażka może być zmitologizowana. A jeśli już jesteśmy w Rzymie, to ja “tych dobrych” raczej szukałbym pośród senatorów.

Przede wszystkim chodziło mi o to, że tekst podejmuje poważny temat, ale nie zagłębia się w szczegóły. Przez co dla mnie historia jest taka sobie. To tak jakbyś w szkole dostał za zadanie zobrazować taką a taką tezę, no i mamy. Napisane jest ładnie i w sumie tyle. :)

Tak, nie przeczę, zajawka ledwie tego poważnego tematu. A że ładnie napisane – dzięki ;)

 

Z tym oburzeniem to troszkę przesada. Ja po prostu lubię się kłócić. :) Na tekst o bohaterach bez zmazy i skazy, zareagowałbym pewno podobnie.

Okej, ja też lubię się kłócić, tylko czasami mi się nie chce. Pewnie na żywo bym wolał, do czego zachęcam – wątek spotkaniowy;)

Fajnie, że wrzuciłeś swoje przemyślenia, Twoja perspektywa jest interesująca, a poruszone tematy ważne.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Dzięki. Tak, kłótnia na forum ma swoje wady.

Również pozdrawiam! :)

Chcieli zachować anonimowość, więc nie zdradzę kim byli. Bez nich to opko byłoby jeszcze gorsze.

Czy jest jakaś nagroda za odgadnięcie? ;-)

 

Na skrzydłach wiatru, przez dziedziniec zamku Brigidale niósł się trzask drewnianych mieczy oraz dziecięce okrzyki. Mistrz miecza Garant właśnie zakończył odprawę oddziału

Powtórzyło się.

 

Odkąd sięgała pamięcią, odkąd potrafiła utrzymać dwie szable w dłoniach, obawiała się tylko jednego – śmierci w samotności. Takiej jak dzisiaj, wśród wrogów, którym obce są wartości przynależne elfickim wojownikom.

Ja wiem, że to jest obrzydliwe czepialstwo, ale wśród wrogów to nie samotnie.

 

Poznali się w jednej z wiosek, którą wraz z oddziałem uratowała przed pogromem orków.

Chyba “pogromem dokonanym przez orków”, albo jakoś tak? Przynajmniej na tym etapie opowiadania tak mi z kontekstu wynika.

 

Pomyślał, że władca wygląda jak ogolona owca. Tylko uśmiech pozostał mu wilczy.

A to piękne.

Całe opowiadanie mi się podobało :-)

 

R.

 

 

Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie Byt nasz podniebny

Cześć, Kluczu!

 

Opowiadanie mocno opowiadane. Czy raczej powiedziane, a nie pokazane.

Sam piszesz, że może nawet nie fantasy, bo nie ma magii, z drugiej strony są obce rasy. Dałoby się podmienić obce rasy na afroamerykanów (poprawność, ha!), czy azjatów i mielibyśmy to samo, tylko w alternatywnej historii/alternatywnym świecie. Zatem mógłbym narzekać, że brak fantastyki, ale to nie jest tak, że tego w fantastyce oczekujemy? Przełożenia na nasz świat? To jest najmocniejsza strona tekstu.

Po drugiej stronie posadziłbym formę – dużo gadania i wrzucania informacji do głowy, a przez to mniej emocji, więcej suchości. To nie są moje ulubione teksty.

Z takich subiektywnych czepów to dam moją alergię na nazwy własne przesycone literkami h sklejonymi z t, apostrofami itd. Nie wpłynęło to jednak na odbiór tekstu.

A ten jest ogólnie raczej pozytywny. Jest myśl, jest dobre wykonanie techniczne, czytało się całkiem dobrze. Niech zatem Haymat ogrzeje się nie tylko w blasku chwały władcy, ale również w blasku biblioteki.

 

Pozdrawiam!

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

 

No i pewna nowość na portalu :D

Nie zabijamy piesków w opowiadaniach. Nigdy.

Hej, hej,

 

@Radku

 

Czy jest jakaś nagroda za odgadnięcie? ;-)

Wieczna chwała i szczęście w miłości ponoć. Albo chociaż w kartach ;)

 

Powtórzyło się.

No niby tak. Ale zostawię :P

 

Ja wiem, że to jest obrzydliwe czepialstwo, ale wśród wrogów to nie samotnie.

Jest to pewna niekonsekwencja, zaiste, to nie czepialstwo ;) Ale czy orków można traktować jak osoby, odpowiedzmy sobie szczerze? ;)

 

Chyba “pogromem dokonanym przez orków”, albo jakoś tak? Przynajmniej na tym etapie opowiadania tak mi z kontekstu wynika.

Tak, tak, wyrzuciłem “orków” – uratowała przed pogromem i tyle ;)

 

Dzięki Radku za wizytę i komentarz :) Cieszę się, że się podobało.

 

 

Cześć @Krokusie,

 

Rad jestem, że tekst jakoś się wybronił i nie było kompletnej tragedii ;)

 

Brzytwa Lema by pocięła ten tekst? Ano tak. Historia stara jak świat, prymitywne ludy podbijane i mordowane przez ludy bardziej zaawansowane.

 

Infodumpy – też ich nie lubię. Próbowałem dynamizm budować kontrastem oraz przemocą. W tak krótkiej historii, myślę, że miało szansę to zagrać.

 

Imiona – też mnie to wkurza, bo nigdy nie mogę ich spamiętać. Jakoś się zafiksowałem, że elfy takie imiona mają, może niesłusznie. Jest też trochę imion orkowych – te chyba lepsze ;)

 

Niezły komentarzowy twist z tą biblioteką ;) Dzięki!

 

A OS może zgłaszać jako piórkowicz, więc jak widać korzysta :)

 

Pozdrawiam ciepło!

Che mi sento di morir

Ciekawy tekst… Przede wszystkim, ciekawy tytuł, a to istotne, bo dobry tytuł zachęca do lektury. Ponura i realistyczna, sprawnie napisana opowieść o prawdziwym przebiegu zdarzeń, leżących u podstaw powstania/stworzenia kolejnego królestwa/imperium… Powiada się, i słusznie, chociaż złośliwie, że historia to zbiór uzgodnionych kłamstw. Coś w tym stwierdzeniu na pewno jest… Dodatkową zaletą tekstu jest to, że jest krótki, a to nadaje opowiadaniu dynamiki.

Dobra roboa. jednakowoż jest kilka niedoróbek. W warstwie narracyjnej – znikają młodzi bohaterowie z pierwszego rozdziału. Są, trenują walkę, potem pytają mistrza o dawną historię i nikną. Chyba byłoby trzeba jakiś rozdziali dopisać, wyjaśniający, co z nimi się stało. Jak najbardziej może być gorzki…

W warstwie jęykowej występuje kilka bardzo współczesnych wyrazów, kłócących się ze stylistyką narracji. Przykładowo “alkohol” i “silos”. No, silos to bardzo nowoczesne określenie… Nie lepiej było użyć wyrazu “okowita”, a w drugim przypadku po prostu “spichrz”? 

Ale nie ma opowiadań doskonałych…

Parę błędów, moim zdaniem jest, co nie zmienia faktu, że opowieść, jak dla mnie, jest biblioteczna.

Pozdrówka.

Witaj, Rogerze, dobrze Cię widzieć :)

 

Dodatkową zaletą tekstu jest to, że jest krótki, a to nadaje opowiadaniu dynamiki.

Taki był zamysł, cieszę się, że ta dynamika jest.

 

W warstwie narracyjnej – znikają młodzi bohaterowie z pierwszego rozdziału. Są, trenują walkę, potem pytają mistrza o dawną historię i nikną. Chyba byłoby trzeba jakiś rozdziali dopisać, wyjaśniający, co z nimi się stało. Jak najbardziej może być gorzki…

Służba po nich przychodzi, to jest jedno zdanie, może warto byłoby jeszcze coś dopisać, faktycznie – cyt. “Pałacowi służący zmierzali w ich stronę, żeby odprowadzić dzieci króla na dwór.”

 

W warstwie jęykowej występuje kilka bardzo współczesnych wyrazów, kłócących się ze stylistyką narracji. Przykładowo “alkohol” i “silos”. No, silos to bardzo nowoczesne określenie… Nie lepiej było użyć wyrazu “okowita”, a w drugim przypadku po prostu “spichrz”?

Poprawiłem na sugerowaną “okowitę” oraz “spichlerz”. “Spichrz” brzmi nieci archaicznie, nie pasuje mi do języka historii.

 

Dzięki za cenne uwagi!

 

Pozdrawiam serdecznie!

 

Che mi sento di morir

Korzystam, a co? :) Jak mogę i nie muszę już lecieć do biblioteki, tylko od razu dawać klika, to daję :)

 

Jeszcze tylko w przyadku tych imion się odezwę.

Haymat to pewnie od Haimatu, co? Jeśli tak, to nie wiem czy nie doszukiwać się tutaj jakichś nawiązań do czystek etnicznych dokonywanych przez nazistów. Ada’rhell z niczym prócz piekła mi sie nie kojarzy, jednak Crath’ist coś mocno przypomina “Christ” albo “Kratistos”, co mogłoby oznaczać, że żadnego elfa nie było, a elfka umierając zwracała się do swojego boga.

Known some call is air am

Przeczytałem z przyjemnością, ale nie zachłysnąłem się. Opracowanie znanego motywu, pod wieloma względami dosyć sprawne literacko. Nieco przerysowane, historię piszą zwycięzcy, ale nie są w stanie dowolnie jej przekształcać, tylko nieco modyfikować: nie ukryjesz całkowicie udziału swojej nacji w wojnie, nawet w realiach wczesnośredniowiecznych. W bitwach ludzie giną, nieraz wymierają całe rody, ocalali spisują relacje, w razie potrzeby przechowują je w ukryciu lub udostępniają za granicą… Wystarczy sobie przypomnieć, jak wielu znamy ludzi skazanych na “wieczne zapomnienie”. Nie wspominając już o przypadkach w rodzaju Historii sekretnej Prokopiusza.

Masz słuszność co do obecności błędów, szkoda, że nie udało Ci się dołożyć więcej starań do ich eksterminacji. Przykładowo rzuca mi się w oczy:

Garant zaczął się zastanawiać czy na najbliższym zebraniu królewskiej rady nie poddać pod głosowanie wniosku o zniesieniu zasady płci przy dziedziczeniu tronu.

Przecinek przed czy. Wniosku o zniesienie, nie o zniesieniu.

 – Czy to koniec wujku?

Przecinek przed wołaczem.

Do tego stopnia, że niektórzy historycy zbyt szczegółowo opisujący sceny kaźni, mieli okazje sami jej zakosztować w swieżo wydrążonych lochach.

“Zbyt szczegółowo opisujący sceny kaźni” to niewyraźne wtrącenie, wydziel przecinkami obustronnie albo wcale. Prawdopodobnie miało też być “okazję” i “świeżo”.

 

Życzę wiele weny i pozdrawiam!

Nieco przerysowane, historię piszą zwycięzcy, ale nie są w stanie dowolnie jej przekształcać, tylko nieco modyfikować: nie ukryjesz całkowicie udziału swojej nacji w wojnie, nawet w realiach wczesnośredniowiecznych.

 

Zakładając, że masz w państwie przynajmniej szczątkową wolność słowa, Ślimaku Zagłady.

Przecież Korea Północna nawet któreś mistrzostwa w piłce nożnej wygrała ;)

Uważam, że istnieje możliwość manipulacji totalnej. Ale to dopiero w 632 roku po Fordzie :) Nie ten poziom technologiczny co w opowiadaniu.

Cześć BK!

 

Trochę powtórzę opinię z bety. Dobry tekst, nieźle napisany i z celnym zakończeniem. Od banalnej scenki z dziećmi przechodzisz do spraw większego kalibru i pięknie spinasz to z tytułem, który początkowo nie wydaje się związany z opowiadaniem. Nieco skrótowo robi się pod koniec, bo zawierasz tam dużo informacji w formie opisowej, ale mi to nie przeszkadza, inna forma znacząco wydłużyłaby tekst. Postacie klasyczne (elfy piękne i zgrabne, orkowie paskudni), ale opowiadasz przez nie niezbyt klasyczną historię ze specyficznym happyendem.

Przyjemny szorcik (choć to w sumie ponad 10k znaków) i dobra baza do czegoś dłuższego (może warto pociągnąć nieco dalej tą końcówkę).

 

2P dla Ciebie: Pozdrawiam i Polecam do biblioteki.

"Nie, żebym nie chciał! Wręcz zazdroszczę Tym, co potrafią ujść zatraty I łączą swe talenty owcze W stada wzajemnej aprobaty." J.Kaczmarski

Dziękuję za uzupełnienie, Silver Advencie. Mniej więcej o to mi chodziło – można napisać opowiadanie o “manipulacji totalnej” i próbować ją uprawdopodobnić, ale dziwi mnie traktowanie jej domyślnie jako rzeczy możliwej i wręcz oczywistej. Gdyby wczesnośredniowieczne imperium rozciągało się na cały (piśmienny) świat, rzeczywiście mogłoby mieć ogromną kontrolę nad zawartością zachowanych relacji, ale mimo to uważam, że trudno byłoby dokonać tak masywnej manipulacji. Współcześnie może jeszcze gorzej – prawie każdy potrafi pisać. W przyszłości może znów być łatwiej, wraz z rozwojem technik ciągłej inwigilacji osobistej, ale tutaj już wkraczamy w domenę antyutopii. W każdym razie balans sił na linii zwykły człowiek – władza pogarsza się nieustannie od co najmniej 100–120 lat; kiedy wysoki rangą carski policjant dostał w twarz od panienki, do której się nachalnie przystawiał, to zhańbiony wyjeżdżał z guberni. Dziś by siedziała za napaść na funkcjonariusza, a on – zadowolony jak pączek w maśle. Nie to, abym idealizował czasy rozbiorów, bo przy odrobinie pecha potrafiło być doprawdy paskudnie (powszechne dopuszczenie tortur w śledztwie…), ale przeciętny obywatel w przeciętnej sytuacji chyba wbrew pozorom miał więcej wolności osobistej i słowa.

@Outta

Jeszcze tylko w przyadku tych imion się odezwę.

Haymat to pewnie od Haimatu, co? Jeśli tak, to nie wiem czy nie doszukiwać się tutaj jakichś nawiązań do czystek etnicznych dokonywanych przez nazistów. Ada’rhell z niczym prócz piekła mi sie nie kojarzy, jednak Crath’ist coś mocno przypomina “Christ” albo “Kratistos”, co mogłoby oznaczać, że żadnego elfa nie było, a elfka umierając zwracała się do swojego boga.

 Już się nie migaj od loży w tym roku, Panie ;) Rozkminy pierwsza klasa.

 

 

@Ślimaku, cześć :)

Przeczytałem z przyjemnością, ale nie zachłysnąłem się.

Chyba to dobrze, bo nie wiem, czy miałby Cię kto po plecach poklepać, a nie chciałbym mieć Cię na sumieniu ;)

 

Nieco przerysowane, historię piszą zwycięzcy, ale nie są w stanie dowolnie jej przekształcać, tylko nieco modyfikować: nie ukryjesz całkowicie udziału swojej nacji w wojnie, nawet w realiach wczesnośredniowiecznych.

Przerysowane, tak. Do dyskusji przy piwku czy da się ukryć czy nie – wątek spotkaniowy ;)

 

Masz słuszność co do obecności błędów, szkoda, że nie udało Ci się dołożyć więcej starań do ich eksterminacji.

Jestem beznadziejnym przypadkiem. Staram się z tym żyć ;)

Poprawione przecinki, odmiana, ogonki dodane tam, gdzie trzeba, dzięki!

można napisać opowiadanie o “manipulacji totalnej” i próbować ją uprawdopodobnić, ale dziwi mnie traktowanie jej domyślnie jako rzeczy możliwej i wręcz oczywistej.

Mnie też wiele rzeczy dziwi. Zdolność do dziwienia się jest bardzo ważna i potrzebna, więc nawet fajnie, że tekst wzbudza taką refleksję ;)

Swoistym kluczem (notabene) dla mnie do tej zagadki jest wymarcie nieludzi. Pamięć i tożsamość tkwią w dużej mierze w ludzie, IMHO, łatwo kłamać i w kłamstwo wierzyć, kiedy umarłych wrogów ukazuje ono w złym świetle, a żyjących zwycięzców w dobrym.

 

@Krarze, dzięki za wizytę :)

Przyjemny szorcik (choć to w sumie ponad 10k znaków) i dobra baza do czegoś dłuższego (może warto pociągnąć nieco dalej tą końcówkę).

Zasadniczo to się zastanawiałem czy ranga opowiadania się należy ;)

 

2P dla Ciebie: Pozdrawiam i Polecam do biblioteki.

Hehe, dzięki, masz tę moc!

 

Pozdrawiam Was wszystkich, szlachetni czytelnicy!

Che mi sento di morir

Doskonały przykład, jak rządzący manipulują historią, aby niewygodne wydarzenia przedstawić w korzystnym dla siebie świetle. A że ich wersja, delikatnie mówiąc, mija się z prawdą… Cóż, polityka.

 

wśród wro­gów, któ­rym obce są war­to­ści przy­na­leż­ne el­fic­kim wo­jow­ni­kom. → Czy wartości to coś, co może przynależeć do kogoś? Chyba miałeś na myśli, że zacytuję za SJP PWN: „zasady i przekonania będące podstawą przyjętych w danej społeczności norm etycznych”.

Proponuję: …wśród wro­gów, któ­rym obce są war­to­ści cechujące elfickich wojowników.

 

Jesz­cze nie teraz – po­my­śla­ła. Jesz­cze nie… → Druga półpauza jest zbędna.

Ponieważ w dalszym ciągu opowiadania przy myśleniu używasz cudzysłowu, proponuję: „Jesz­cze nie teraz” – po­my­śla­ła. „Jesz­cze nie…”

Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli bohaterów.

 

stosy mar­twych ciał wy­le­wa­ły się zza obron­nych murów wprost do po­to­ków ni­czym prze­le­wa­ją­ce się przez spi­chlerz zboże. → Nie brzmi to najlepiej. Czy martwe ciała i zboże mogą się przelewać?

Proponuję: …stosy mar­twych ciał przewalały się/ spadały zza obron­nych murów wprost do po­to­ków, ni­czym zboże wysypujące się z przepełnionego spichlerza.

 

i do­szło do nie­po­ję­tej rze­czy. → A może: …i do­szło do nie­po­ję­tego zdarzenia. Lub: …i stało się coś niepojętego.

 

Ponoć Hay­mat, usły­szaw­szy tę opo­wieść, miał wstać i za­krzyk­nąć: “Tak wła­śnie było!” → Zdanie, po zamknięciu cudzysłowu, powinna kończyć kropka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć!

 Podoba mi się przesłanie, wprawdzie nieoryginalne i w pewnym sensie oczywiste, ale warte ciągłego przypominania, bo ciągle jest aktualne. Zastanawiałem się nad uproszczeniami. Na przykład król odwraca historię do góry nogami, nie czekając nawet na wymarcie pokolenia, które pamięta, jak było naprawdę. Więc raczej powinien przygotować grunt pod tę zmianę, by dopiero jego następcy mogli zakłamać przeszłość wedle jego planu.

Nie sądzę jednak, byś tym króciakiem chciał dokładnie opisać rzeczywistość. Przerysowałeś i uprościłeś, ale właśnie to tu robimy – upraszczamy, by pokazać fragment rzeczywistości. I po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w takiej postaci tekst wybrzmiewa mocniej.

Dobrze się czytało. Doklikuję bibliotekę.

 

P.S. Rozwinę swój komentarz. Otóż forma również mi się podobała, w tym sensie, że nie była porywająca, ale zrozumiała. Zgoda z Gekikarą – znacznie przyśpieszasz i wyliczasz. Ale mi to zagrało, bo opowieść jest spójna. Zaczynamy od dzieci, które żyją już w innym, zakłamanym świecie. I mamy starca, który łączy oba światy. Cofasz zegar, odsłaniając prawdę w zwięzłych wspomnieniach starego wojaka. Rozwinięcie wspomnień mogłoby być bardzo odtwórcze (jasne, jeśli się potrafi, to zawsze można napisać ciekawą fabułkę) i rozmyć proste przesłanie.

Hej, Basemencie!

Fajna historia z potencjałem. Bardzo podoba mi się wstęp, chwycił mnie styl, taki bardzo klasycznofantastyczny, rozwinięcie śledziłem z zainteresowaniem.

Niestety, w kolejnej części opowiadanie jakby się załamało, przyspieszyłeś znacznie tempa i z fabuły zrobiła się wyliczanka faktów. Faktów umiarkowanie interesujących, bo już wszędzie gdzieś to widzieliśmy – i bynajmniej to nie zarzut, bo w innej, bardziej fabularyzowanej, formie mogłoby wypaść bardzo dobrze.

Miałeś dzieciaki i doświadczonego mistrza i mogłeś bardziej wykorzystać te postacie w drugiej części, bo z początku to świetnie zagrało.

Witam kolejnych czytelników!

 

Reg, bałem się ;) Chyba jednak nie było tak źle.

 

Poprawiłem wskazane fragmenty, obecnie dużo lepiej się prezentują, dzięki wielkie!

 

Palaio, dzięki za wizytę i komentarz :)

 

Nie sądzę jednak, byś tym króciakiem chciał dokładnie opisać rzeczywistość. Przerysowałeś i uprościłeś, ale właśnie to tu robimy – upraszczamy, by pokazać fragment rzeczywistości. I po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w takiej postaci tekst wybrzmiewa mocniej.

Tak, uprościłem, posunąłem Garanta w latach jak tylko się dało, ale rzeczywiście mogłoby minąć więcej czasu ;) Zależało mi na naocznym świadku.

 

Dobrze się czytało. Doklikuję bibliotekę.

Dziękuję <3

 

 

Zgoda z Gekikarą – znacznie przyśpieszasz i wyliczasz. Ale mi to zagrało, bo opowieść jest spójna. Zaczynamy od dzieci, które żyją już w innym, zakłamanym świecie. I mamy starca, który łączy oba światy. Cofasz zegar, odsłaniając prawdę w zwięzłych wspomnieniach starego wojaka. Rozwinięcie wspomnień mogłoby być bardzo odtwórcze (jasne, jeśli się potrafi, to zawsze można napisać ciekawą fabułkę) i rozmyć proste przesłanie.

Dokładnie. Dlatego też historia ma kilka “błędów” i wypaczeń. W przedmowie pisałem o tym całkiem serio.

 

Gikikaro, serdeczne dzięki!

 

Cieszę się, że początek zagrał. Koncepcja była taka, żeby tę historię kondensować, grać kontrastem – niszczeniem świata wyimaginowanego na rzecz suchych (okraszonych brutalnością) faktów. Nie wiem, czy umiałbym napisać takie klasyczne fantasy ;)

 

Pozdrawiam Was ciepło i życzę pomyślności!

Che mi sento di morir

Owszem, Basemencie, było całkiem nieźle. I miło mi, że mogłam się przydać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Basent, jasne, że bym kliknął. Opowiadanie jest dobrze napisane, styl współgra z treścią, do tego mimo że to klasyczna historia, czytałem z zainteresowaniem czytałem do końca. 

Ogólnie to doceniam koncepcję, sam noszę się z napisaniem opowiadania, w którym w ogóle nue ma bohaterów. 

A mnie się podobało i to bez żadnych ale :) Fajnie skonstuowałeś tekst, zabawa dzieci w bohaterów (a które dzieci tego nie lubią), legenda o elfce, a potem brutalna prawda. Sposób, w jaki podałeś tę prawdę też mi się podoba, nie traktuję tego jako infodumpu. Myślę, że próby pokazywania tej prawdy, w myśl zasady show don’t tell nie sprawdziłyby się w tej opowieści. Jest dobrze tak, jak jest :)

Sama prawda niby nie jest odkrywcza, ale muszę przyznać, że król wykazał się inwencją. Nie próbował się wybielić, w ogóle wyautował się z historii. To było niezłe :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Owszem, Basemencie, było całkiem nieźle. I miło mi, że mogłam się przydać. :)

@Regulatorzy, dzięki, miło mi :)

 

Basent, jasne, że bym kliknął. Opowiadanie jest dobrze napisane, styl współgra z treścią, do tego mimo że to klasyczna historia, czytałem z zainteresowaniem czytałem do końca. 

Ogólnie to doceniam koncepcję, sam noszę się z napisaniem opowiadania, w którym w ogóle nue ma bohaterów. 

@Geki, tak sobie śmieszkuję, opowiadanie ma swoje wady, więc bym zrozumiał, gdyby w biblio się nie znalazło ;) A że się znalazł, tym bardziej się cieszę :)

 

A mnie się podobało i to bez żadnych ale :) Fajnie skonstuowałeś tekst, zabawa dzieci w bohaterów (a które dzieci tego nie lubią), legenda o elfce, a potem brutalna prawda. Sposób, w jaki podałeś tę prawdę też mi się podoba, nie traktuję tego jako infodumpu. Myślę, że próby pokazywania tej prawdy, w myśl zasady show don’t tell nie sprawdziłyby się w tej opowieści. Jest dobrze tak, jak jest :)

Złota kobieta z Ciebie, @Irko, jesteś zbyt łaskawa :)

 

Sama prawda niby nie jest odkrywcza, ale muszę przyznać, że król wykazał się inwencją. Nie próbował się wybielić, w ogóle wyautował się z historii. To było niezłe :)

Taki był pomysł, żeby pojawił się później, żeby nie musiał opowiadać się po żadnej ze stron. Te te złe orki i broniące się przed nimi elfy zrujnowały kraj:)

 

Pozdrawiam serdecznie!

Che mi sento di morir

Gratuluję autorowi całkiem innej odsłony.

Chociaż przemoc mi daleka, to pointa powala.

 

pozdrawiam ciepło i świetnie się czytało tak dobrą opkę:)

 

 

pozdrawiam – Goch.

"bądź dobrej myśli, bo po co być złej" Lem

Gratuluję autorowi całkiem innej odsłony.

Chociaż przemoc mi daleka, to pointa powala.

 

pozdrawiam ciepło i świetnie się czytało tak dobrą opkę:)

Dzieki, Gocha :) Miło mi bardzo, rumienię się :)

Che mi sento di morir

Gorzka, niemalże alegoryczna opowieść. Ładnie ustawiłeś narrację, że zaczyna się niewinnie, lekko, a potem ciężar gatunkowy rośnie i mimo że od pewnego momentu zakończenie staje się przewidywalne, nie o napięcie czy twisty w tej historii chodzi. Troszkę jest tu nastroju i koncepcji świata jak z Sapkowskiego, ale idziesz jeszcze dalej w pesymizmie. Dobrze też odmierzyłeś rozmiar tej opowieści, bo zawarłeś wszystko, co należy powiedzieć, a nie nużysz czytelnika, mimo że poniekąd opowiadasz dwa razy tę samą historię.

Ogólnie: bardzo mi się. Także przez to, że zawodowo zajmuję się propagandą władzy, więc tym bardziej doceniam, jak udało Ci się w niedługiej i bardzo spokojnej opowieści pokazać mechanizm manipulacji i jak ładnie przeszedłeś od niej w działaniu po wyjaśnienie, skąd się wzięła.

Świetny tytuł.

 

Technicznie do tego i owego bym się przyczepiła:

 

Za każdego orka, który kończył z rozpłatanym gardłem czy przebitym torsem[+,] pojawiało się trzech nowych.

Dwie wygięte w łuki szable

Troszkę to źle brzmi, bo jakkolwiek chodzi Ci o kształt łukowaty, ma się wrażenie, że szable zmieniają się w broń miotającą ;)

 

pod stopami czuła opancerzone kończyny

Tylko kończyny?

 

wyszywany kaftan na złotą kolczugę

Hmm. Wiem, że elfy to dandysi, ale złoto na kolczugi?

 

najważniejsze jest to, że właśnie dzięki elfom[-,] możemy dziś żyć i cieszyć się pokojem.

Pałacowi służący zmierzali w ich stronę, żeby odprowadzić dzieci króla na dwór.

Coś mi tu zgrzyta. Dwór to w zasadzie byt “abstrakcyjny” – zbiór ludzi, a nie miejsce. “Na dworze” nie oznacza miejsca, ale raczej środowisko, czy jakkolwiek to nazwać. Może do zamku albo pałacu? Czy innej siedziby królewskiej? Skądinąd dla osoby nie aż tak mocno galicyjskiej jak ja, “na dwór” będzie znaczyło to, co dla mnie “na pole” ;)

 

przybytek z rzemieślniczą okowitą

Wiem, że to się przyjmuje coraz bardziej, ale ten przymiotnik “rzemieślniczy” w odniesieniu do jedzenia i picia wydaje mi się sztuczny po polsku, zwłaszcza w tekście literackim. Domowego wyrobu, miejscową, pędzoną na miejscu… Można to wyrazić lepiej na milion sposobów, jak mniemam.

 

Wiosną spływające z gór martwe ciała zaalarmowały mieszkańców nizin

Zaalarmować w takim kontekście to anglicyzm, szerzący się niestety podobnie jak “dedykowany”, brr. Zaniepokoiły. Takoż “spływające z gór” jest trochę niezgrabne, może raczej spływające górskimi potokami albo spływające z topniejącym śniegiem? Bo normalnie z gór ciało się raczej stacza, a nie spływa.

 

została pojmana żywcem, a następnie gwałcona

Najpierw masz jednorazowe wydarzenie, a potem powtarzającą się czynność, więc czasownik posiłkowy powinien być inny: została pojmana/była gwałcona (została zgwałcona, ale wtedy nie możesz mieć liczby mnogiej gwałcicieli).

 

Garant doskonale pamięta, kiedy po miesiącach wojowania zobaczył króla po raz pierwszy w obcisłych szatach koronacyjnych

To oczywiście idiosynkracja, ale poparta sporą wiedzą na temat obyczajów koronacyjnych w wielu kulturach, bo tą władzą i jej obrazem oraz propagandą zajmowałam się najpierw dla starożytności, a obecnie dla wczesnej nowoczesności ;) I nigdzie nie widziałam obcisłych szat ceremonialnych. Zasadniczo szaty ceremonialne, w tym koronacyjne, we wszystkich kulturach mają za zadanie optyczne powiększenie postaci władcy, podobnie jak nakrycia głowy, w związku z czym są obszerne :)

Aha: kiedy → jak. Kiedy by mogło być w konstrukcji “pamięta, że kiedy … zobaczył króla …, ten miał na sobie…”

http://altronapoleone.home.blog

Hej, hej,

 

dzięki za wizytę i poświęcony czas <3

 

Gorzka, niemalże alegoryczna opowieść. Ładnie ustawiłeś narrację, że zaczyna się niewinnie, lekko, a potem ciężar gatunkowy rośnie i mimo że od pewnego momentu zakończenie staje się przewidywalne, nie o napięcie czy twisty w tej historii chodzi.

[…]

Dobrze też odmierzyłeś rozmiar tej opowieści, bo zawarłeś wszystko, co należy powiedzieć, a nie nużysz czytelnika, mimo że poniekąd opowiadasz dwa razy tę samą historię.

Tak chciałem zrobić, jeżeli widać to, to jest mi miło, mały sukces. To miały być takie skoki pomiędzy “warstwami rzeczywistości”. Ostatnia częśc nieco infodumpowa, ale jeżeli nie nuży, to bardzo dobrze, bo nie miała.

 

Troszkę jest tu nastroju i koncepcji świata jak z Sapkowskiego, ale idziesz jeszcze dalej w pesymizmie.

Nie myślałem o Sapku, ale masz rację. Nie wiem czy idę dalej, bo on też szedł dośc daleko ze swoim czarnowidztwem.

Ogólnie: bardzo mi się. Także przez to, że zawodowo zajmuję się propagandą władzy, więc tym bardziej doceniam, jak udało Ci się w niedługiej i bardzo spokojnej opowieści pokazać mechanizm manipulacji i jak ładnie przeszedłeś od niej w działaniu po wyjaśnienie, skąd się wzięła.

Świetny tytuł.

Podoba mi się, że Ci się podoba :) Taki był plan, żeby pokazać manipulację, a raczej jej paskudne oblicze, kłamstwo, które wypacza prawdę i wykorzystuje piękno i miłość dla swoich podłych celów.

Miło mi, że tytuł też przypadł do gustu :)

 

Troszkę to źle brzmi, bo jakkolwiek chodzi Ci o kształt łukowaty, ma się wrażenie, że szable zmieniają się w broń miotającą ;)

Zgoda, zresztą szable, nie są aż tak wygięte. Zmieniłem na “wyszczerbione” ;)

 

Tylko kończyny?

Tylko :P

No nie, pewnie czuła też inne części ciała, ale kończyny są dośc łatwe w identyfikacji i sprawiają najwięcej problemów – jak korzenie, gałęzie czy konary, o które się potykasz w lesie.

 

Hmm. Wiem, że elfy to dandysi, ale złoto na kolczugi?

Tak, to jest celowo przerysowane. Wcześniej też porównania w stylu – “złoty kłos wśród chwastów”. Ta opowieść jest fałszywa i te przesadzenia mają to podkreślać.

 

Wiem, że to się przyjmuje coraz bardziej, ale ten przymiotnik “rzemieślniczy” w odniesieniu do jedzenia i picia wydaje mi się sztuczny po polsku, zwłaszcza w tekście literackim. Domowego wyrobu, miejscową, pędzoną na miejscu… Można to wyrazić lepiej na milion sposobów, jak mniemam.

Nie wiem czy lepiej. Domowy nie znaczy wcale lepszy, może wręcz znaczyć coś przeciwnego. Rozumiem jednak co masz na myśli, zamieniłem na “wielokrotnie destylowaną” – to moim zdaniem wskazuje na wysoką jakość alkoholu.

 

Zaalarmować w takim kontekście to anglicyzm, szerzący się niestety podobnie jak “dedykowany”, brr. Zaniepokoiły. Takoż “spływające z gór” jest trochę niezgrabne, może raczej spływające górskimi potokami albo spływające z topniejącym śniegiem? Bo normalnie z gór ciało się raczej stacza, a nie spływa.

Okej, dodałem potoki i zamieniłem na “wzbudziły przerażenie”.

 

Najpierw masz jednorazowe wydarzenie, a potem powtarzającą się czynność, więc czasownik posiłkowy powinien być inny: została pojmana/była gwałcona (została zgwałcona, ale wtedy nie możesz mieć liczby mnogiej gwałcicieli).

Ech te językowe dylemtaty ;) Zrobiłem tak “po pojmaniu żywcem był gwałcona”. Proszę tylko nie sugerować użycia czasu zaprzeszłego, bo będę gryzł i pluł ;)

 

To oczywiście idiosynkracja, ale poparta sporą wiedzą na temat obyczajów koronacyjnych w wielu kulturach, bo tą władzą i jej obrazem oraz propagandą zajmowałam się najpierw dla starożytności, a obecnie dla wczesnej nowoczesności ;) I nigdzie nie widziałam obcisłych szat ceremonialnych. Zasadniczo szaty ceremonialne, w tym koronacyjne, we wszystkich kulturach mają za zadanie optyczne powiększenie postaci władcy, podobnie jak nakrycia głowy, w związku z czym są obszerne :)

Wyrzuciłem “obcisłych”. Ta obcisłość w jakiś sposób jest mi potrzebna, więc niejako zostawiam ją w domyśle. Porównania objętości szat koronacyjnych do ”zestawu bitewnego” nie robiłem, gdyby takie porównanie wyszło na moją niekorzyść pewnie argumentowałbym, że krasnoludzkie zbroje są nieco szersze niż historyczne, a i zwyczaj koronacyjny w świecie przedstawionym mówi o strojach bardziej dopasowanych ;)

 

Aha: kiedy → jak. Kiedy by mogło być w konstrukcji “pamięta, że kiedy … zobaczył króla …, ten miał na sobie…”

Dopsz, poprawiłem na “jak”.

 

Dziękuję raz jeszcze i serdecznie pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Nareszcie wiem jak to było :)pozdrawiam

Mam wrażenie, że udało Ci się nawet więcej niż piszesz, że chciałeś pokazać. Bo masz te dzieci – wychowane w całkowicie zafałszowanej rzeczywistości. Król jeszcze wie, jego dzieci już nie. On kłamie, one już kłamać nie będą. To jest znakomite w tym tekście i mnie osobiście tu całkowicie uwiodło dokładnie to, że masz relację tej samej osoby, bo narrator tym dzieciakom nie powie, jak było naprawdę, a jeśli on jest ich opiekunem i nauczycielem (choćby jednym z wielu), to on im przekazuje fałszywą wersję. A zarazem on pamięta i mimo to umknął przed czystką (bo w zasadzie król powinien zlikwidować wszystkich, którzy pamiętają, ale wtedy państwo się załamie). Może gdybym to miała publikować, to podkręciłabym nieco fakt, że jego los jest też zawsze niepewny, bo król wie, że on wie. Ja pewnie dodałabym też jakiś akcent, że “pieśń ujdzie cało”, ale ja to ja, lubię happy endy, a przynajmniej choćby cień nadziei. Bo życie w kłamstwie nigdy nie jest dobre i prędzej czy później pojawią się dociekliwi historycy, którzy zaczną drążyć.

W każdym razie siedzi we mnie ten tekst i chodzą mi po głowie pewne myśli o dalszych działaniach ;)

http://altronapoleone.home.blog

Nareszcie wiem jak to było :)pozdrawiam

Haha, cześć vrchamps, no dokładnie :) Uchyliłem rąbka tajemnicy :D

 

Drakaino, masz rację, dzieci nie znają innej prawdy. Może lepiej zresztą byłoby przesunąć czas nieco, żeby więcej czasu minęło od wojny, nie zrobiłem jednak tego po pierwsze z uwagi na postać Garanta, a po drugie z uwagi na postać króla. Oni powinni żyć, żeby dawać świadectwo prawdziwej prawdzie ;) oraz tym wszystkim potwornościom, których się dopuścili.

Czy wszyscy, którzy pamiętają powinni zginąć? Trochę wzorowałem się na totalitaryzmach z ostatnich lat, komunizm w Polsce, czystki, których dopuścił się Stalin. W moim przekonaniu, jeżeli wspierasz kłamstwo, nie musisz zginąć. Z drugiej strony, jak w każdym totalitaryzmie wodzowskim, czy rozliczaniu historii, nie znasz dnia ani godziny – tego wątku rzeczywiście nieco brakuje, zrezygnowałem z niego na rzecz, takich trochę wyrzutów sumienia Garanta. Dołożenie “czystkowego strachu”, to, myślę, już by było za dużo w tak krótkiej historii.

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Imho tu nie trzeba wiele dokładać – wystarczy świadomość, że jeśli król pójdzie dalej w paranoję, to może się zacząć pozbywać wszystkich, którzy znają prawdę. A już zwłaszcza tych, którzy mają kontakt z królewskimi dziećmi. Czy bohater powinien rozważać przemycenie dzieciom informacji o tym, jak było naprawdę? To już temat na powieść ;)

I nie trzeba się trzymać kurczowo tego, co robił Stalin albo jak wyglądały dwudziestowieczne totalitaryzmy, bo przecież tak wygląda np. bliższa obyczajowo Twojemu światu historia krucjat, zwłaszcza tych “wewnętrznych”. Albo wg wielu niewyznaniowych biblistów czy historyków tego okresu o rejonu: historia Szczepana (widzi się w niej ślad rozgrywek pomiędzy odłamami powstającej dopiero kolejnej sekty judaizmu). Znowu: nie w szczegółach. I nie zawsze ofiary są świętymi (katarowie mieli dość upiorne poglądy, ale czy to znaczy, że należało ich wyrżnąć w pień?). Dla mnie ta historia jest uniwersalna, więc czystki stalinowskie nie wysuwają mi się tu na pierwszy plan.

I oczywiście nie bardzo da się zlikwidować całe pokolenia pamiętających, niemniej drżeć może ten, kto jest blisko władzy, bo on jest niebezpieczny, a w każdym razie większość władców tak uważa. Paradoksalnie Austriacy, którzy w XIX w. bardziej bali się rewolucji wewnętrznej i fortyfikowali sobie państwo od środka, mieli sporo racji – oddolny bunt jest potencjalnie groźniejszy.

Czy powinno upłynąć więcej czasu? Imho absolutnie nie, ponieważ takie rzeczy da się zorganizować w jedno pokolenie. Poza wszystkim na tym etapie wielu zwykłych ludzi przyjmie racjonalizację proponowaną przez władzę, jeśli sami mają krew na rękach. A dzieci będzie się wychowywać w nowej wersji historii. Tak jak jest, jest dobrze :)

http://altronapoleone.home.blog

Uhm, pomyślę, może coś takiego dodam, jakieś takie poczucie zagrożenia. Tekst musi poleżeć chwilę, bo na razie za dużo nad dni siedziałem i boję się, że dodając coś spieprzę.

 

Dzięki za uwagi raz jeszcze!

Che mi sento di morir

Wtrącę się.

To się literacko broni. Ale w rzeczywistości jest tak (tak mi się wydaje, bo nie żebym wiedział coś pewnego o rzeczywistości), że propaganda władzy nie mogła być zbudowana na całkowitym kłamstwie i najczęściej trafia ona w pewien ciąg ludzkich wyobrażeń o świecie – a im przekaz jest prymitywniejszy, tym trudniej pokonać tę barierę – inny dla każdej kultury i z czasem podlegający zmianie. Czyli, jeśli przekaz jest bardzo prymitywny, znaczy z ust do ust i to zazwyczaj nie dalej niż dwie wioski, to trudniej wymazać z ludzkiej pamięci prawdę. I nie da się utrzymać tylu szpicli, by słuchali pod każdym oknem, co iksiński szepce wieczorem przy piecu. Tak zresztą przetrwała polska pamięć historyczna (też zmitologizowana, ale nie chcę teraz wchodzić na temat – na ile jesteśmy w stanie przekazać rzetelnie historię). Oczywiście zależy to od wielu czynników: monopolu na przekaz informacji (inny niż z ust do ust), mentalności ludzi, skutecznych represji, etc. Choć po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w fantasy można sobie wybajdurzyć niemal wszystko, byle to było wewnętrznie spójne.

Tutaj pojawia się problem świata. Bo w domyśle jest on bardzo prosty. Ano są jakieś krasnoludy, elfy, jacyś orkowie – nie wiadomo skąd – i ludzie, którzy wszystkich wyrżnęli i teraz piszą historię tak, aby wymazać własne zbornie. Ten świat się nie broni. No bo jak mogli wyrżnąć wszystkich w tak prosty sposób? I nie ma innych królestw, które miałyby własną propagandę? Bardzo mały ten świat – zbudowany na utartych schematach. I musi taki być, by przekaz był zrozumiały. Ale nie sądzę, aby Autor miał potrzebę kreacji świata spójnego pod każdym względem. W tym tekście liczy się myśl.

Współcześnie, gdy natłok informacji jest tak wielki, że większość ludzi nie pamięta, co było ogrywane pól roku temu, a kontakt międzyludzki z roku na rok ulega coraz większej cyfryzacji – znaczy potrzebuje pośrednika – można uprawiać propagandę niemal w czasie rzeczywistym. I dlatego warto o tym pisać i wcale niełatwo podać to w atrakcyjnym 10-kołowcu.

Ale czemu ja się produkuję, choć może to nikogo nie obchodzić? Dlatego że, BasementKeyu, postanowiłem zgłosić Twoje opowiadanie w wątku piórkowym.

Palaio, piękny twist na końcu Twojego komentarza :)

Dziękuję, niegodnym i zaskoczonym jestem wielce. Cieszę się niezmiernie, że w Twoich oczach zalety tekstu przeważają nad jego wadami.

 

Choć po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że w fantasy można sobie wybajdurzyć niemal wszystko, byle to było wewnętrznie spójne.

Trochę tak jest, podobnie jak w baśniach czy bajkach.

 

Ale nie sądzę, aby Autor miał potrzebę kreacji świata spójnego pod każdym względem.

Masz rację, nie miałem. Ale też nie wiem czy bym potrafił ;)

 

W tym tekście liczy się myśl.

Otóż to. I uważam, że jest to zarówno zaleta jak i wada tego tekstu.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Che mi sento di morir

@Palaio

 

Fajnie, że nominowałeś, bo ja też rozważam, więc jeśli się nie uzbierają użytkownicze, pewnie donominuję :)

 

Niemniej pozwalam się nie zgodzić co do meritum. Masz uwagi co do realizmu, ale przecież już Arystoteles twierdził, że literatura jest domeną prawdopodobieństwa (w sensie uniwersalizmu), a nie prawdy (partykularyzmu), która jest domeną historii. Czyli także pewnej hiperboli. I tu tak mamy: zdarzenia skupiają się jak w soczewce, żeby powiedzieć coś ogólniejszego.

 

propaganda władzy nie mogła być zbudowana na całkowitym kłamstwie

Owszem, ale w tym przypadku nie jest. Mówi się o wojnie, wspomina się jej bohaterów, tylko inaczej. Przypisuje się im inne role, kogoś tam się zohydza (orków), kogoś gloryfikuje (elficką bohaterkę), czyjąś rolę przemilcza (króla). Ale, jak widzimy z drugiej opowieści, jest w tym ziarno prawdy, zupełnie jak w Sapkowskiego opowiadaniu pod tym tytułem.

 

nie da się utrzymać tylu szpicli, by słuchali pod każdym oknem, co iksiński szepce wieczorem przy piecu.

Akurat ostatnio czytałam całe wielkie teki tajnej policji Królestwa Polskiego późnych lat ‘20 XIX w., tajnej policji francuskiej okresu Restauracji, czyli tych samych czasów, tylko szerzej, a także czytałam o austriackiej tajnej policji tego okresu. W Austrii szacuje się, że 80% służby było na usługach tajnej policji, której bali się nawet członkowie dworu cesarskiego. W Warszawie tajniacy chodzili za jakąś niewiarygodną liczbą ludzi i raportowali nawet, że ten ktoś nic ciekawego nie robił. We Francji donoszono na toasty w oberżach. Nie trzeba śledzić każdego, żeby resztę zastraszyć. Oczywiście, w realu jest zawsze mimo to opozycja, ale w sumie nie wiadomo, czy w tym świecie też by w końcu nie powstała?

 

Bardzo mały ten świat – zbudowany na utartych schematach. I musi taki być, by przekaz był zrozumiały. Ale nie sądzę, aby Autor miał potrzebę kreacji świata spójnego pod każdym względem. W tym tekście liczy się myśl.

No właśnie. To element wspomnianej wcześniej hiperbolizacji.

http://altronapoleone.home.blog

Fajnie, że nominowałeś, bo ja też rozważam, więc jeśli się nie uzbierają użytkownicze, pewnie donominuję :)

 

Chyba pomyślę intensywniej nad dopisaniem tego “jednego zdania”, o którym rozmawialismy. Especially for you!

Che mi sento di morir

Cześć!

 

Nie będę się rozpisywać, bo moje zdanie znasz z bety. Opowiadanie uważam za przyzwoicie napisane, choć część dotycząca bitwy jest zdecydowanie lepsza niż końcówka, która jest mocno informacyjna i nużąca. Konstrukcyjnie to taka scenka z morałem, i to oczywistym, a to dla mnie jest w fantastyce kompletnie nieatrakcyjne połączenie. Zdecydowanie najsłabszym elementem jest kreacja głównego bohatera, w którym trudno się doszukać jakiejkolwiek osobowości. Kreacji świata też właściwie nie ma, bo jest to tylko opis wojny, bez przedstawienia jakiegokolwiek tła.

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

piękny twist na końcu Twojego komentarza :)

Dzięki, nawet się trochę starałem, żeby w końcówce zaskoczyć. :)

Niemniej pozwalam się nie zgodzić co do meritum. Masz uwagi co do realizmu, ale przecież już Arystoteles twierdził, że literatura jest domeną prawdopodobieństwa (w sensie uniwersalizmu), a nie prawdy (partykularyzmu), która jest domeną historii. Czyli także pewnej hiperboli. I tu tak mamy: zdarzenia skupiają się jak w soczewce, żeby powiedzieć coś ogólniejszego.

No tak, taki był właśnie sens mojej wypowiedzi. Tylko jak zwykle, zacząłem od ogona i poszedłem na skróty. Zresztą sama zauważyłaś, że na końcu komentarza napisałem coś podobnego. A pierwszy akapit dotyczył rzeczywistości, nie literatury. I zauważ, że każdy odbiorca może na innym poziomie zawieszać niewiarę. A i tak czasem jeden osobisty szczegół decyduje, że pomimo niezaprzeczalnych walorów estetycznych dzieło mi nie podchodzi emocjonalnie, bo mam radykalnie różne doświadczenia. I nagle zaczyna mi wiele rzeczy nie pasować, bo pada zawieszenie niewiary. Więc pisząc literaturę stąpamy po cienkim lodzie. ;)

 

Owszem, ale w tym przypadku nie jest. Mówi się o wojnie, wspomina się jej bohaterów, tylko inaczej. Przypisuje się im inne role, kogoś tam się zohydza (orków), kogoś gloryfikuje (elficką bohaterkę), czyjąś rolę przemilcza (króla). Ale, jak widzimy z drugiej opowieści, jest w tym ziarno prawdy, zupełnie jak w Sapkowskiego opowiadaniu pod tym tytułem.

Całkowicie inaczej. Nie tak, by kmieć z pobliskiej wioski mógł sobie pomyśleć: “Ano, może i tak było”. Choć ja przesadziłem z tym całkowitym kłamstwem, a raczej zbytnio uprościłem. Chodziło mi o radykalne odwrócenie zachowania króla, zakłamanie przebiegu działań wojennych i ról poszczególnych ras, które przecież też musiały mieć jakąś historię. Ale w gruncie rzeczy miałem na myśli to, że każda propaganda wpisuje się w pewną mentalność, dlatego inną propagandę stosowało Imperium Brytyjskie, by uzasadnić kolonializm. (I to tak skutecznie, że mała wysepka wysysała zasoby z niemalże połowy świata, a nie tylko Brytyjczycy byli przekonani, że tak jest dla wszystkich najlepiej). A inną Amerykanie, by uzasadnić obalenie gwatemalskiego prezydenta i utworzenie w obcym państwie republiki bananowej, która była sterowane przez amerykańskie służby. Myślę, że najlepsza i skuteczna propaganda wychodzi wtedy, gdy przytłaczająca większość wierzy, że robimy, co trzeba (to oczywiście się tyczy przeszłości, bo obecnie przechodzimy pod tym względem rewolucję). I tego w opowiadaniu nie ma. Jest złamany wojak, który opowiada, że król zarządził, nakazał, a kto robił chociażby kroczek w stronę prawdy marnie kończył. Uważam taką propagandę za niemożliwą dla opisanych czasów, a w ogóle całkowicie nieskuteczną (wiele znaków musiałbym napisać, by to uzasadnić). Co nie znaczy, że król nie mógł jej stosować. Tylko że z marnym skutkiem. Ale tak jak napisałem, rzeczywistość swoje, a literatura fantasy swoje. Wiele zależy od tego, jak czytelnik dopowie sobie szczegóły świata. Ale nie ma to dla mnie większego znaczenia, bo to nie jest opowiadanie o mechanizmach propagandowych, tylko o istocie.

 

Akurat ostatnio czytałam całe wielkie teki tajnej policji Królestwa Polskiego późnych lat ‘20 XIX w., tajnej policji francuskiej okresu Restauracji, czyli tych samych czasów, tylko szerzej, a także czytałam o austriackiej tajnej policji tego okresu. W Austrii szacuje się, że 80% służby było na usługach tajnej policji, której bali się nawet członkowie dworu cesarskiego. W Warszawie tajniacy chodzili za jakąś niewiarygodną liczbą ludzi i raportowali nawet, że ten ktoś nic ciekawego nie robił. We Francji donoszono na toasty w oberżach. Nie trzeba śledzić każdego, żeby resztę zastraszyć. Oczywiście, w realu jest zawsze mimo to opozycja, ale w sumie nie wiadomo, czy w tym świecie też by w końcu nie powstała?

Dobra, załóżmy że tak było. Tylko to nie dotyczy prawdy historycznej, a utrzymania trzeszczącej w szwach władzy. I to w szczególnej epoce. Poza tym, jaki procent ludzi miał wtedy służbę? I te wszystkie informacje trzeba przetworzyć, zweryfikować. Przecież donosy kucharki i guwernantki mogły być sprzeczne, choć służyły u tego samego państwa. No i spójrzmy na skutki, żadne z owych państw nie istnieje. A współczesne państwa tworzą ludzie, którzy w większości wywodzą się z grupy, która wtedy nikogo nie obchodziła (rzecz jasna jeśli posłusznie harowała i szła w kamasze), czyli z chłopstwa. Ale ja się na tym wszystkim nie znam, śle więc porozumiewawczą minkę, bo trochę odlecieliśmy od opowiadania. ;)

Hej, hej,

 

@Ali

 

Opowiadanie uważam za przyzwoicie napisane,

Danke!

 

część dotycząca bitwy jest zdecydowanie lepsza niż końcówka, która jest mocno informacyjna i nużąca.

Krótka, więc liczyłem, że aż tak nie znuży.

 

Konstrukcyjnie to taka scenka z morałem, i to oczywistym, a to dla mnie jest w fantastyce kompletnie nieatrakcyjne połączenie.

Czy oczywistym? Chciałem, żeby taki nie był.

 

Zdecydowanie najsłabszym elementem jest kreacja głównego bohatera, w którym trudno się doszukać jakiejkolwiek osobowości.

Bo też nie o jego osobowiści jest historia tylko o tymże morale właściwie. Bohater jest tylko narędziem i spoiwem łączącym kilka przedstawionych rzeczywistości.

 

Kreacji świata też właściwie nie ma, bo jest to tylko opis wojny, bez przedstawienia jakiegokolwiek tła.

Za mało miejsca chyba, że kreować świat. Mimo wszystko rozbudowałem nieco tekst w becie, choćby dodając więcej info o krasnoludach. Jak widać nie dość…

 

Podrawiam!

Che mi sento di morir

Czy oczywistym? Chciałem, żeby taki nie był.

To zawsze będzie kwestia sporna, bo to już zależy od odbiorcy, coś co dla jednych jest oczywiste dla innych takie nie będzie. Więc tym zarzutem się za bardzo nie przejmuj, bo to tylko moje odczucie. 

Bo też nie o jego osobowiści jest historia tylko o tymże morale właściwie. Bohater jest tylko narędziem i spoiwem łączącym kilka przedstawionych rzeczywistości.

Tak, wiem, ale po prostu odczuć bohatera mi od początku w tej historii jakoś brakowało.

Za mało miejsca chyba, że kreować świat. Mimo wszystko rozbudowałem nieco tekst w becie, choćby dodając więcej info o krasnoludach. Jak widać nie dość…

Wiem, że rozbudowałeś i jest to tekst, który dużo przeszedł ;), ale uważam, że motyw wojny ma szanse dobrze wybrzmieć tylko jeśli zna się jej podłoże, a w szorcie trudno o zarysowanie pełnego obrazu.

 

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

@Palaio Ogólnie chyba się w sumie zgadzamy ;) Jeśli chodzi o propagandę Brytyjczyków, znam nawet bardziej pikantne przykłady zakłamania. Tyle tylko, że 1) zdaniem chłopa (piszę tak, bo chyba mowa o przeciętnym chłopie, “kmiotku”, a nie kmieciu w sensie zamożnym gospodarzu) z wioski nikt się nie przejmował, zwłaszcza w takim świecie jak w tym opowiadaniu, bo słowu chłopa nikt “poważny” nie dałby wiary, jeżeli w ogóle by wysłuchał, co chłop ma do powiedzenia; 2) wystarczy pewna “masa krytyczna” ludzi, którzy wierzą albo chcą wierzyć czy też nie chcą pamiętać i opowiadać, jak było naprawdę (to jest chyba najsilniejsza motywacja, bo większość ludzi ma coś za uszami i nie chce, żeby to wyszło na jaw – jak nie zachwycam się jakoś specjalnie filmem “Ida” od strony aktorskiej tytułowej bohaterki oraz roboty filmowej, która jest jak dla mnie przedumana, tak akurat ten mechanizm został tam pokazany znakomicie i my na pokoleniach okołowojennych widzimy bardzo jasno, jak ten typ zakłamania działa). Oczywiście zupełnie inna sprawa to “pieśń ujdzie cało” i to, że może nie od razu, ale po jakimś czasie różni ludzie zaczną przebąkiwać, że pamiętają, że coś tam było, że to nie tak. Jedwabne tak przecież wyszło, wiele paskudnych spraw tak wychodzi. Dlatego w realu tego typu propaganda zazwyczaj w końcu ponosi klęskę, bo wystarczy, że znajdzie się ktoś, kogo pod koniec życia zaczną dręczyć wyrzuty sumienia. I jeszcze osobnym rozdziałem, już w dużej mierze wiejskim, byli wędrowni “dziadowie”, którzy rzeczywiście opowiadali, często rzeczy bardzo wywrotowe.

Skądinąd, skoro już pojawia się problem “ile ludzi miało służbę” (sporo, bo nawet zamożny chłop miał parobków, ale to najmniej istotne), to często rzeczywiście te treści wywrotowe funkcjonowały w niższych warstwach, ale pod jednym warunkiem: zacierana przeszłość musiała była tym warstwom coś dać, żeby istniał sentyment. Dlatego w “mojej” pierwszej połowie XIX w. najsilniejsze sentymenty do minionej epoki obserwujemy wśród weteranów napoleońskich, którzy wspominają minioną chwałę i poczucie, że nawet zwykły wiarus był kimś, ale już austriaccy żołnierze z tego czasu takich wspomnień nie mają, oni wracają do domu i uprawiają własny ogródek, nie wieszają sobie portretów arcyksięcia Karola w domach ;) Rosyjscy – bardziej, bo jest podsycana przez władzę duma ze zwycięstwa, propagandowo bardzo silna. W Anglii już bardzo różnie, bo to bardziej skomplikowane i ze względu na strukturę armii i to, że opinia publiczna (nieoficjalna) i spora część gazet zmienia zdanie. Dlatego we Francji powstaje kolosalna “podziemna” legenda napoleońska, z którą tajna policja królewska sobie przez piętnaście lat nie radzi. Oczywiście ważne jest też to, że we Francji jeszcze przed rewolucją alfabetyzm był znacznie wyższy w całym społeczeństwie niż przeciętnie w Europie, a w okresie napoleońskim wzrósł, bo te gigantyczne rzesze ludzi w wojsku uczyły się pisać i czytać, jeśli nawet z domu tego nie wynieśli.

A wracając do tekstu: pytanie, co tutejszy “kmiotek” będzie pamiętał? To zależy po części od tego, czym byli dla niego nieludzie, czy miał w ogóle z nimi do czynienia, jakie były relacje między rasami. Czyli czy zauważył zniknięcie orków i elfów.

http://altronapoleone.home.blog

Ogólnie chyba tak. ;)

Tylko gdzieniegdzie z małym zastrzeżeniem, o którym (każdym osobno) można by pisać i pisać. A ja już trzeci dzień obiecuję sobie, że wolny czas przeznaczę na skończenie opowiadania. Ale wierzę, że jeszcze sobie kiedyś porozmawiamy. :)

Wracając do tekstu. Tu chyba pełna zgoda, wszystko zależy od tego, jak czytelnik dopowie sobie świat.

Cześć :)

wróciłam zajrzeć, jak tekst wygląda po poprawkach, które widziałam, że się działy, ale niestety mój odbiór nadal jest taki sam: nie podobało mi się :( 

 

Powtórzę to co pisałam na becie: wybierając tak klasyczny i jednak zużyty schemat jak: orki, ludzie i elfy i wojna pomiędzy nimi, trzeba mieć mocny twist/świeży pomysł. No bo ile razy można czytać o tym samym? Nie mam na myśli, że wszystkie opowiadania w tym temacie są złe, ale to trudne, aby opowiedzieć ten schemat na nowo w interesujący sposób. 

I będę szczera: ja tu tego mięsna/świeżości nadal nie widzę. Zakłamywanie historii/ historię piszą zwycięzcy to dla mnie za mało. Także dla mnie niestety brakło pomysłu. 

 

Czekam na inne Twoje teksty :)

 

Hej, hej,

 

jakoś tam mimo pewnych wad, akceptuję ten tekst. Więc wrzuciłem go tutaj, zamiast do kosza.

Trochę na schemacie – może, ale nie za badzo o świeżość chodziło, tylko właśnie o tę myśl. I ta myśl jest zarówno plusem jak i minusem tego opowiadania. No bo jest tendencyjne, nie da się ukryć. I to jest też ten pomysł, więc nie zgadzam się, że go brakło – to jest on właśnie ;)

Dodatkowo pomysłem jest sama konstrukcja tekstu, który płynie od jednej historii do kolejnej, a raczej do ich różnych mutacji, okraszonych kłamstwem spod którego przebija prawda jak twarz prostytutki spod warstwy makijażu.

 

A jeżeli mówimy o świeżości – “No bo ile razy można czytać o tym samym?” – to poproszę o podesłanie opowiadania, które ma podobne tło: elfy, orki, krasnoludy, takie tam. Może być z NF, mamy tu w końcu sporo opowiadań, możesz wkleić tutaj, w komentarzu pod tekstem. Ja osobiście takiego opowiadania nie kojarzę na portalu.

 

No i jeszcze uwzględniłem tę Twoją uwagę z bety: “jednak dwa słowa wzbudziły moje zainteresowanie “metalowe rumaki”. Niestety nie pociągnąłeś tego wątku dalej, a szkoda.” Myślę, że tekst dzięki temu jest lepszy, dzięki.

 

Moje inne teksty – jest ich kilka na portalu. Chyba nie ma na co czekać ;) (Pun intended)

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Basement, Dopisek na końcu to jedynie informacja, że ten tekst mi się nie spodobał, ale ponieważ piszesz dobrze to pewnie zajrzę w inne nowe lub nie (wspominam o nowych, bo lista w kolejce długa, a zwykle łatwiej mi usiąść do tych nowszych). Dla mnie motyw elfów, krasnoludów, orków itp. jest mocno wysłużony w literaturze, ale to w końcu moja subiektywna opinia. Nie ma potrzeby wrzucania mi tu jakichś wyzwań, aczkolwiek masz prawo się z tym nie zgodzić.

Tak sobie myślę, że w przypadku tego tekstu krasnoludy, elfy i ludzie, to najlepsze wyjście, biorąc pod uwagę przekaz, konstrukcję i to, że opowiadanie miało być krótkie. Jakby tu były jakieś odjechane rasy, to trzeba by pisać z 80 tys. znaków, a tak można się odnieść do tego, co już w wyobraźni czytelnika jest i skupić na przekazie tekstu. Moim zdaniem to sprytne jest, a poza tym ja o elfach i krasnoludach mogę czytać w nieskończoność :).

„Nic wędruje wszędzie, zawsze wyprzedzając coś, a w wielkim obłoku nieświadomości pragnie stać się czymś". T. Pratchett

@Shanti, no tak, raczej Cię nie przekonam, żeby Ci sie podobało. Do czytania tekstów zapraszam, może będzie lepiej ;)

A jeżeli masz przykłady lepiej wykorzystanego potencjału fantasty, albo trafisz gdzieś na taki w przyszłości, to chętnie się zapoznam, może się zainspiruję ;) Bez wyzwania, dobra wola jedynie ;)

 

@Alicello, jaki przekaz jest każdy widzi. 80k to chyba bym nie napisał, więc racja ;) Sprytne? Pewnie tak, dzięki!

 

Pozdrawiam!

Che mi sento di morir

Nowa Fantastyka