- Opowiadanie: drakaina - Coś w maszynie

Coś w maszynie

Szor­cik jest poza wszyst­kim innym hoł­dem dla mo­je­go uko­cha­ne­go pierw­sze­go kom­pu­te­ra oso­bi­ste­go.

Objętość jest w połowie między humanistą a ścisłowcem ;)

 

Znajomość “Czy ktoś widział psa czarnego” może pomóc, ale chyba nie jest konieczna.

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Coś w maszynie

Po­rucz­nik Gie­nek Widok wpa­try­wał się jak urze­czo­ny w zie­lo­ne li­ter­ki na ekra­nie.

Cacko, które Wy­dział Siód­my do­stał od ro­dzi­ców Ste­fa­na Szwar­ca, wdzięcz­nych za do­ce­nie­nie pso­łac­twa syna, nie wzbu­dzi­ło en­tu­zja­zmu Ada­mo­wi­cza. Szef strzep­nął nie­wi­docz­ny pyłek z nie­na­gan­nie od­pra­so­wa­nych spodni, po­pra­wił kra­wat, po czym oznaj­mił, że Am­strad może zo­stać oso­bi­stą za­baw­ką po­rucz­ni­ka.

Prze­pi­sy­wa­nie do­ku­men­tów nagle za­czę­ło spra­wiać Gien­ko­wi ra­dość.

– Wi­dzisz, Ada­mo­wicz – po­wie­dział z roz­ma­rze­niem. – Tu można dać tytuł kur­sy­wą, a na­zwi­sko po­gru­bić. Patrz, jak to się do­brze czyta!

Szef wziął kart­kę z wy­dru­ko­wa­nym ze­zna­niem do ręki, przy­glą­dał się jej przez chwi­lę, po czym mruk­nął:

– Wy­glą­da ład­nie, ale le­piej by się pan ro­zej­rzał, czy tej ru­sał­ki nie za­mknę­li w jakim przy­byt­ku…

– Zna­czy bur­de­lu – od­parł Gie­nek. – Wi­dzisz, sze­fie, mam listę wszyst­kich ta­kich przy­byt­ków w Kra­ko­wie. – Wy­cią­gnął trium­fal­nie papier po­kry­ty za­pi­sem wy­ko­rzy­stującym wszelkie roz­mia­ry i typy czcio­nek, jakie ofe­ro­wał PCW. („Pe­ce­wu to są płyt­ki na pod­ło­dze” – zży­mał się Gie­nek, ale nie­ste­ty tak wła­śnie stało na obu­do­wie cacka).

– Lista listą, zza biur­ka nie roz­wią­że pan spra­wy – uciął Ada­mo­wicz.

Gie­nek jed­nak z upo­rem – po­gru­bia­jąc, po­więk­sza­jąc, pod­kre­śla­jąc, prze­kle­ja­jąc tekst z miej­sca w miej­sce – po­rów­ny­wał ze­zna­nia.

Nagle na ekra­nie po­ja­wi­ło się coś nie­ocze­ki­wa­ne­go.

„Nie tak” – tych słów na pewno nie wpi­sy­wał, a jed­nak za­mi­go­ta­ły jak żywe.

Ro­zej­rzał się po po­ko­ju – może zdrzem­nął się na chwi­lę i Ada­mo­wicz zro­bił mu psi­ku­sa? Zer­k­nął też pod biur­ko, po­nie­waż Ste­fa­no­wi zda­rza­ło się tam ma­te­ria­li­zo­wać.

„Ki dia­beł?” – na­pi­sał od­ru­cho­wo.

„Ro­ki­ta!” – Od­po­wiedź padła nie­mal na­tych­miast.

„Bar­dzo za­baw­ne”.

„No, żar­to­wa­łem”.

Gie­nek gapił się w ekran z pal­ca­mi za­wie­szo­ny­mi nad kla­wia­tu­rą. Wła­dza dała ostat­nio spo­kój z mie­sią­ca­mi trzeź­wo­ści, nie­mniej praca w Sió­dem­ce wy­ma­ga­ła sta­łej czuj­no­ści, więc po­rucz­nik po­zwa­lał sobie głów­nie na szkla­necz­kę whi­sky spod lady w to­wa­rzy­stwie Ada­mo­wi­cza. Skąd więc wzięłyby się zwidy?

Ryzyk fizyk, po­sta­no­wił zażyć go­ścia z mańki.

„No to gdzie ta ru­sał­ka?” – za­py­tał.

Ekran za­mi­go­tał i zgasł.

 

A potem pa­skudz­two rzu­ca­ło uwa­ga­mi przy spra­wie be­bo­ka z ulicy Ślą­skiej i upio­ra z Dol­nych Mły­nów. I pię­ciu in­nych. W końcu Gie­nek nie wy­trzy­mał.

 

– Jest pan pe­wien, że to nie są przy­wi­dze­nia? – za­py­tał we­zwa­ny na pomoc dok­tor Mazur, spe­cja­li­sta od kom­pu­te­rów z In­sty­tu­tu Fi­zy­ki Ją­dro­wej. Szary ekran wy­glą­dał teraz zwy­czaj­nie, jakby żaden dia­beł nigdy z niego nie wy­sko­czył.

– Yhm – od­mruk­nął Gie­nek.

– Wie pan, na za­cho­dzie… – Na­uko­wiec zer­k­nął spode łba na ofi­ce­ra mi­li­cji. – …ist­nie­je taka ko­mu­ni­ka­cja, sieci kom­pu­te­ro­we na uczel­niach, grupy dys­ku­syj­ne, ale u nas? My ma­rzy­my o po­łą­cze­niu z CER­Nem…

Przez chwi­lę obaj męż­czyź­ni mil­cze­li. Gie­nek prze­stę­po­wał ner­wo­wo z nogi na nogę.

– Em… – po­wie­dział w końcu. – Co pan wie o na­szej jed­no­st­ce?

Tam­ten wzru­szył ra­mio­na­mi.

Gie­nek na­chy­lił się i szep­nął kon­fi­den­cjo­nal­nie.

– Wy­dział Siód­my ofi­cjal­nie nie ist­nie­je. Tro­pi­my zja­wi­ska nad­przy­ro­dzo­ne.

Jeśli przed chwi­lą dok­tor Mazur miał minę udrę­czo­ne­go opo­zy­cjo­ni­sty, to teraz wy­glą­dał na kogoś, kogo śmier­tel­nie ob­ra­żo­no.

– Nie, nie je­ste­śmy wy­zna­niów­ką! – za­wo­łał Gie­nek. – Wie pan, wil­ko­ła­ki, ru­sał­ki, de­mo­ny…

Nagle gość otwo­rzył sze­ro­ko oczy.

– De­mo­ny? Może to demon Ma­xwel­la?

Gie­nek wy­ba­łu­szył oczy. Ada­mo­wicz na szko­le­niu nie wspo­mi­nał o czymś takim.

Mazur gadał długo o ter­mo­dy­na­mi­ce i o po­dą­ża­niu Cyber­li­cha, jak okre­ślił nie­ist­nie­ją­ce­go roz­mów­cę Gien­ka, za wszyst­ki­mi in­for­ma­cja­mi zgro­ma­dzo­ny­mi w kom­pu­te­rze. O tym jak to stwo­rze­nie po­tra­fi do­strze­gać po­łą­cze­nia, związ­ki mię­dzy ka­wał­ka­mi in­for­ma­cji, nie­wi­docz­ne dla czło­wie­ka.

– On jakoś tam po­ma­ga w tych spra­wach, praw­da?

Gie­nek nie­chęt­nie przy­znał, że ow­szem. Bo Cyber­li­cho Maxwella istot­nie za­zwy­czaj pod­po­wie­dzia­ło coś, co na­pro­wa­dzi­ło go na roz­wią­za­nie za­ga­dek. Choć nigdy wprost.

– No to niech się pan cie­szy – od­parł spec od kom­pu­te­rów. – Ma pan w tej swo­jej sek­cji istotę, która nie ist­nie­je znacznie ciekawiej od wilkołaków.

Koniec

Komentarze

Fajne, z nutką nostalgii i klimatami z końca lat 80, takim późnym PRL’em. Też pamiętam zielony ekram w kolorowym telewizorze jako pozycję startową do wgrywania gier z kaset na Comodore 64. Dobrze się czyta, zwłaszcza że jest tu ciut słowiańskich klimatów, które sam chętnie eksploatuję :D  

Gienek <3

No zabawne. I trochę inny rodzaj informatyki, niż w większości tekstów w konkursie. Ładnie oddane realia, takie własnie lekko nostalgiczne wobec starych maszyn (i wobec tego, jak się je eksploatowało – te wydruki z różnymi czcionkami i pogrubieniami!)

O, coś całkiem innego w konkursie na interwencję informatyka. Oryginalnie i zabawnie, i powiało, hm, mającą w sobie sporo uroku historią starych pecetów. Bardzo przyjemny szorciak. Ode mnie biblioteczny kliczek :)

Dziękuję wam wszystkim za dobre słowa!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Cyberlicho jest fajne. Brzmi zgrabnie i organicznie.

nie istnieje znacznie ciekawiej od wilkołaków

Po prostu genialne. laughheart

Do tego Amstrad, kto jeszcze o nim pamięta.

No i dr Mazur, dobry znajomy z firmy.

 

Fajne to i nostalgiczne, dzięki Drakaino.

Kliczek. Wrócę.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ojejku, Amstrad, moja miłość! Na nim pracowicie przepisywałem moje pierwsze teksty z maszynopisów (m. in. wiszące tu “Nupole” dzięki Amstradowi zyskały pierwszą wersje cyfrową). No i wiele godzin zmarnowanych z Fruity Frankiem :) To se juz nie vrati :(

Do tego demon Maxwella, fajny klimat retro z subtelnym humorem, reasumując warte klika!

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Pomysłowe z fajnie spinającą całość puentą. Udany szort, powodzenia w konkursie :)

Ciekawy pomysł na powiązanie klimatu retro z informatyką i służbami mundurowymi. Spodobał mi się zwłaszcza subtelny humor w opisie porucznika zafascynowanego możliwościami komputera, ale też wydział ds. nadprzyrodzonych istot.

“Gienek Widok” na początku mnie rozbroił :D Zabawna wariacja na temat historyjek detektywistycznych. Trochę skojarzyło mi się z “Cyklem o Wampirze” Andrzeja Pillipiuka, gdzie też była specjalna jednostka do tropienia spraw nadnaturalnych w czasach poprzedniego ustroju, z tym, że tam z kolei miejscem akcji była Warszawa.

 

Sugestie poprawek:

 

– Wie pan, na zachodzie… – Naukowiec zerknął spode łba na oficera milicji. – …istnieje taka komunikacja, sieci komputerowe na uczelniach, grupy dyskusyjne, ale u nas? My marzymy o połączeniu z CERNem…

Jeżeli zdanie następujące po didaskaliach to kontynuacja poprzedniego, to didaskalia zaczynamy małą literą i nie kończymy je kropką. https://fantazmaty.pl/pisz/poradniki/jak-zapisywac-dialogi/ (przykład 26)

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Cyberlicho fajne. W ogóle dobry szorcik. Mam nadzieję, że pociągniesz jeszcze trochę przygody Gienka i Adamowicza. :)

Kliczka, jak widzę, już nie potrzebujesz. A dałabym. :)

No nie będę oryginalna. Też jestem fanką cyberlicha oraz uważam ostatnie zdanie za bardzo udanie wyrażoną puentę. Całość trzyma te przykurzony, prl-owski klimacik psa czarnego. A pod tamtym tekstem pisałam przecież, że chętnie poczytam coś jeszcze z tego osadzonego w, dla mnie egzotycznych, realiach. No to mam! <3 Tym razem wyrażę więc chęć poznania dalszych losów wydziału z cyberlichem na pokładzie, bo ma on zadatki na bardzo ciekawego bohatera!

Sam pomysł może nieodkrywczy, ale nie o odkrywanie tu chyba chodziło, więc to żadna wada przy takim sposobie podania :) Oczywiście warsztat bez zarzutu, klimat i styl prowadzony konsekwentnie i sprawnie. Konsumpcja takiego szorta to czysta przyjemność. Zdecydowanie jedna z najprzyjemniejszych lektur, zwłaszcza po tej lżejszej stronie zgłoszeń konkursowych.

Warsztat bardzo dobry, ale bohater dla mnie daleki. Najwięcej życia ma Cyberlicho:) No, a pierwszy komputer to dla mnie jedno z fajniejszych wspomnień! Dużo uroku ma ten tekst przez wspomnienia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Tsole, dzięki :) Ja na Amstradzie pisałam pierwszą pracę roczną i prowadzący zapytał mnie, czy komputer napisał tę pracę za mnie :D Uważam, że to był świetny edytor tekstu.

 

Nir – Twoja chęć poczytania więcej była zachętą do osadzenia opowiadania w Interwencji właśnie w tym uniwersum :)

 

Irko – po tych słowach na pewno pociągnę, może nawet jakiś większy pomysł na urban fantasy w tych klimatach mi się urodzi

 

fizyku111 – dr Mazur jest przypadkowy, chciałam jakiejś bardzo zawoalowanej aluzji do dr Poloka i łącza z CERN… Nie chciałam Czecha, bo mi się źle kojarzył z jednym sąsiadem, nie chciałam Niemca, bo w “Psie czarnym” jest emigracja akurat do Niemiec, nie chciałam Ruska, bo podobnie się nazywa ktoś w “Psie”, no i zarówno Niemiec jak i Rusek prosiliby się w tych realiach o jakiś komentarz, więc stanęło na Mazurze… Aha, nie chciałam Szweda, bo tak się nazywa jeden profesor w IF UJ, a chciałam uniknąć posądzenia, że o kogoś konkretnego chodzi :/ Ale ogólnie dziękuję za opinię!!! Bardzo mi miło! Btw czyżbyś był z IFJ?

 

Pozostałym komentatorom dziękuję za miłe słowa, a na Marasa czekam…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Tak drakaino, pracowałem w IFJ i to dokładnie w tamtym czasie. Dr Poloka nie znałem, pewnie siedział na Kawiorach, a z Czechem pracowałem, mam nadzieję że to nie twój sąsiad, Bronek mu było na imię. wink

Uroczy epizod z życia Wydziału Siódmego, okraszony ujawnieniem się Cyberlicha. Resztę uczestników zdarzenia znalazłam w doskonałej formie i mam nadzieję przeczytać o nich jeszcze niejeden raz. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Gienek, ach ten Gienek… Musiałam dojść do siebie, by znów nie parsknąć śmiechem, nie wiem, dlaczego to imię mnie tak bawi… ;)

Udany szort, na pewno oryginalny.

Świetne to! Podoba mi się ten wydział siódmy, chętnie poczytałbym o nim więcej. A demon Maxwella, niezwykle intrygujący. Sprawnie i ładnie napisane, ale o tym chyba nie muszę wspominać przy Twoich tekstach.

Bardzo oryginalne, nominowałbym. ;)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Rany, aż się rumienię od tych pochwał :) Mam nadzieję, że uda mi się wymyślić jeszcze trochę historyjek dla Siódemki, a potem dla potransformacyjnego biura detektywistycznego…

 

Fizyku, mój sąsiad nie jest fizykiem, ale biznesmenem (ekhem ekhem). Za to pewnie jakichś wspólnych znajomych mamy, bo poniekąd wychowałam się w IFUJ (na IV piętrze, co gorsza z termodynamiką właśnie w tle), a i z IFJ i z Kawiorów trochę ludzi znałam. I po prawdzie gdzieś tam chodziłam pierwsze maile wysyłać :)

 

Reg – nie wierzę własnym oczom w brak łapanki!

 

Wickedzie – Gienek W. pojawił się już w Funtastyce

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, lepiej uwierz w to co widzisz. Łapanki naprawdę nie ma. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Po prostu jestem w szoku :) Pozytywnym. Bardzo jestem dumna :D

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Saro, mnie Gienek też rozbawia, bo kojarzy mi się z lemowskim Elektrybałtem, który recytował wiersz na “G”: Gniewny Gienek Generator… “ :)

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Elektrybałt heart

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Oho, kolejny opętany sprzęt :P Na początku pada trochę zbyt wiele nazwisk, łatwo się pogubić. Motyw jednostki specjalnej do zadań "specjalnych" niezbyt nowatorski (jeśli dobrze zrozumiałam), ale finał całkiem całkiem. Ogólnie na plus :)

Tekst lekki, zabawny. Dobrze napisany. Z bardzo fajną interpretacją tematu konkursu. I tylko taki trochę wredny do komentowania, bo też i właściwie całość odczuć towarzyszących jego lekturze zawarłem w tym jednym zdaniu. :)

Podobnie jak innym, spodobało mi się “Cyberlicho”. Bardzo przyjemna zabawa słowem. Lubię takie humorystyczne elementy w tekstach, byle nawiązywały w jakiś sposób do samego pomysłu na opowiadanie, nie zaś pojawiały się tylko dlatego, że akurat przyszły do głowy. “Cyberlicho” akurat pasuje tu świetnie. 

Osobne zdanie należy poświęcić puencie. Nie tylko fajnie “spina” cały pomysł na tekst, ale i stanowi jego wartość dodaną. Humorystyczna, z pomysłem. Świetnie podkreślająca lekki charakter lektury. Naprawdę bardzo mi się spodobała. 

Słowem, przyjemny szort. Taki trochę “na rozprężenie”. :)

Ok, „Czy ktoś widział psa czarnego” jeszcze nie czytałem, choć planuję. I niestety, ale z tej perspektywy tekst wydaje się niekompletny. Trochę jakby wycięto z niego istotną część albo jakby był fragmentem czegoś innego. I to niestety jest problemem w odbiorze. W sumie tez trudno ocenić czy tu była „interwencja”, czy wcale jej nie było – właśnie ze względu na to wrażenie braku ważnego fragmentu tekstu.

 

Technicznie tekst jest dobry, ale w środku następuje wyrwa: najpierw ktoś pisze przez komputer, a potem już jest finał, w którym okazuje się, ze coś się działo po wstępie. A szkoda, bo zasugerowana zabawa z pojęciem „demona Maxwella” sugeruje, ze pomysł można było rozwinąć. Może nawet w tym limicie znaków (ale wtedy w innej konwencji), a może właśnie w ogóle nie bawiąc się w kompresję i pojechać z tym na 15-30K?

 

Ale za Amstrada duży plus, za osadzenie akcji w czasach nieoczywistych dla tematu konkursu też :-)

 

No i puenta, puenta ratuje tu wiele i tworzy coś nowego. Można odebrać tekst za fragment, a jednak ze względu na ostatnie zdanie warto było przeczytać :D

 

Sympatyczne tekst, skłania do wspomnień. Wprawdzie w moim przypadku to atari, ale różnica pewnie niewielka… No, nie miał wypasionego edytora.

Cyberlicho bardzo fajne, ale dlaczego akurat Maxwella? Mnie by tu bardziej pasował demon Laplace’a – to on zajmował się informacją. Maxwell był od sortowania cząsteczek.

Babska logika rządzi!

Tu można dać tytuł kursywą, a nazwisko pogrubić.

Choroba komputerowa XD

 papier pokryty zapisem

Hmm.

 pozwalał sobie głównie na szklaneczkę

"Głównie"? Czy "najwyżej"?

 Może to demon Maxwella?

O! A myślałam, że to immanentne zło w komputerze (patrz: zbój Gębon) XD

 Ma pan w tej swojej sekcji istotę, która nie istnieje znacznie ciekawiej od wilkołaków.

Ba-bum-ching! Punkt od unoszącej się w obłokach duszy Ingardena!

Zgrabne i smukłe, i rozkosznie zabawne. Może mogłoby ciutkę przybrać na wadze… ach, te konkursy z ich limitami :) Ale i tak jest ładne.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Uwielbiam, kiedy dowiaduję się tu czegoś nowego z zakresu nauk ścisłych, o których nie mam wielkiego pojęcia, nawet jeśli pobieżna lektura poruszanego zagadnienia uzmysławia mi, że i tak nic z tego nie zrozumiem. Więc uśmiech za tego Maxwella : ). No i klimacik fajny.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Porucznik Gienek Widok wpatrywał się jak urzeczony w zielone literki na ekranie.

Cacko, które Wydział Siódmy dostał od rodziców Stefana Szwarca, wdzięcznych za docenienie psołactwa syna, nie wzbudziło entuzjazmu Adamowicza. Szef strzepnął niewidoczny pyłek z nienagannie odprasowanych spodni, poprawił krawat, po czym oznajmił, że Amstrad może zostać osobistą zabawką porucznika.

W trzech pierwszych zdaniach masz porucznika Gienka, Wydział Siódmy, wzmiankę o rodzicach S.Sz. i nim samym, Adamowicza i szefa (bo jeszcze nie wiadomo, że szef to Adamowicz) – z czego istotni są tylko Gienek i Adamowicz. Pojawia się jeszcze Amstrad, którego znaczenia można domyślić się z kontekstu, ale ogólnie wstęp przeładowany postaciami. I właściwie na przestrzeni całego szorta miałam wrażenie przeładowania informacjami – nie dajesz za bardzo czytelnikowi miejsca i oddechu, żeby przyswoił sobie dobrze to, co czyta, tylko lecisz do przodu, nie oglądając się za siebie.

Podobała mi się zabawa słowami. Warsztatowo nie ma się do czego przyczepić.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

To ja dodam jeszcze jeden, dłuższy komentarz, z okazji zgłoszenia do nominacji do Piórka.

 

Lubię w tym tekście (jak i w poprzednim z tego cyklu), że w popularnym i dość zeschematyzownaym gatunku, jakim jest (polska) urban fantasy, wprowadza nieco nowy ton i klimat. Decydujące tu są realia – klimaty późnego PRLu i nastrój trochę chwilami jak z Bułyczowa (czemu on powszechnie nie uchodzi za prekursora urban fantasy, ja się pytam :D ). Sukces tekstu opiera się tu mniej na oryginalności fabuły, a bardziej na dialogach, charakterystyce postaci, nastroju. Lubię taką fantastykę, więc choć zwykle do Piórka nominację dostają teksty cięższe i poważniejsze, ja bym chciała zaproponować ten. 

jak z Bułyczowa (czemu on powszechnie nie uchodzi za prekursora urban fantasy, ja się pytam :D

Bo pisał lekkie urban SF? ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo – wiszę Ci odpowiedź w kwestii demonów. Otóż Maxwella wybrałam celowo, bo bardziej mi pasował, aczkolwiek jest lekko zwichrowany w kierunku Laplace’a, to prawda. Ale on w założeniu nie ma wiedzy, nie dysponuje informacją, tylko podąża za wszystkimi bitami informacji, tak właśnie – sortuje je, sam ich nie rozumie, ale coś tam podpowiada. To oczywiście wariacja na temat Maxwella, ale demon Laplace’a byłby tu zbyt wszechwiedzący, więc po co śledztwa?

 

Nevazie – to wielki komplement dla mnie jako jednak głównie humanistki, a także dla moich genów, bo mój Tato zajmuje się termodynamiką :D

 

Tarnino – heart

Głównie → najwyżej to dobra sugestia, ale zburzy mi starannie osiągniętą liczbę znaków…

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Bo to nie demon, tylko cyberlicho. Gdzie tam lichu do demona? ;-)

Babska logika rządzi!

@Finkla, no jasne, ale urban fantasy jest tak eklektycznym gatunkiem, że mogłaby oddać sprawiedliwość mistrzowi pokrewnej idei :)

zburzy mi starannie osiągniętą liczbę znaków

Hegel powiedziałby – tym gorzej dla liczby :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ha ha ha!!!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

E no, ci co mają jakiekolwiek pretensje do tego szorta, nie czytali "Czy ktoś widział psa czarnego". Szort bardzo dobry, ale żeby kryminał mógł dobrze wybrzmieć, to jednak lepiej, co by miał większą objętość.

Wszystko tu się ładnie spina w całość, no i łączy z poprzednim opkiem, i powiem tylko: lud chce więcej pełnoprawnych opowiadań z wydziałem siódmym.

No i ostatnie zdanie tak ślicznie punktuje.

 

 

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Tak, wszystko tu jest zapięte na ostatni guzik. Zazdraszczam ale i cieszę się, że mogę czytać i towarzyszyć powstawaniu. To fajny czas, znaczy realia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Nie ukrywam, że liczyłem na jakąś próbę naprostowania mojego postrzegania tekstu jako niepełnego, wskazania, ze może jednak coś przegapiam :-(

Nie, nie, jeśli chodzi o treść, rozwinięcie było mocno domyślne, ale te znakiii :P

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Wilku, pewnie za jakiś czas, jak już mi urośnie stosik tekstów o Wydziale Siódmym (a zamierzam sprostać zapotrzebowaniu ;)), to wrócę do tego tekściku i go rozwinę. Póki co, starałam się we wstępie upchnąć na tyle informacji, żeby dało się to czytać bez czytania “Psa”, ale jak widać, nie do końca się to udało. Niemniej większość czytelników zrozumiała – a po prostu w tym morderczym limicie nie mogłam wplątać cyberlicha w jakąś konkretną sprawę, bo sprawa zjadała cały limit :D (Nie myśl, że nie próbowałam…)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ależ ja tekst zrozumiałem, tylko własnie mając przy tym wrażenie konieczności dopowiedzenia sobie fragmentów ;)

Których fragmentów?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Zabawne, choć czuję, że tekst jest fragmentem czegoś większego. A przynajmniej tak podpowiada mi pamięć, która usilnie insynuuje, że Wydział Siódmy przemknął gdzieś, kiedyś.

[Edytka: masz, nie doczytałem przedmowy. Tak bym wiedział już, skąd ten wydział.]

Cyberlicho Maxwella – bardzo fajny pomysł. Tak jak motyw z samym “demonem Maxwella”. Reszta – technicznie dobrze, ale powiem szczerze, liczyłem na większy hołd względem starych blaszaków. Jakieś “a imię jego trzydzieści osiem i sześć” albo coś :P

Tak więc tekst przyjemny, taki w sam raz do obiadu :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Imię jego Amstrad PCW, co jest w tekście i przedmowie, bo u mnie w domu akurat taki był :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Imię jego Amstrad PCW

Z prockiem Zilog Z80. Swego czasu szumu narobił…

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Miał świetny edytor tekstu. Chi writer mu do pięt nie siegał, wczesne wordy takoż.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Pomysł z Demonem Maxwella wyszedł świetnie. Z komentarzy i notki na początku dowiedziałem się, że to część innego opowiadania i od razu dodałem je do kolejki bo zarówno pomysł, jak i styl bardzo mi się spodobał :) Co do gatunku to dopiero odkrywam urban fantasy i przyznam szczerze, że coraz bardziej mi się podoba

Łał, dziękuję! To nie tyle część, ile kontynuacja :) Ale miło mi będzie, jak przeczytasz “psa czarnego”.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Nowa Fantastyka