- Opowiadanie: Fladrif - Słownik Odczuć

Słownik Odczuć

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Słownik Odczuć

Zatęchła uliczka, którą Bibliotekarz wybrał na miejsce wymiany, pasowała do niego jak ulał, lecz Kolekcjoner czuł się jak intruz. Gdyby musiał przejść przez całą ulicę Brązową, raz po raz oglądałby się przez ramię w obawie, że z mroku wypełznie jakaś ciemna postać i rzuci się na niego. Nawet teraz, kiedy wszedł między dwa rzędy pochyłych kamienic zaledwie na kilkanaście metrów, czuł na sobie czyjś ciężki wzrok. Miał wrażenie, że niezliczone pary oczu obserwują go z czarnych, pozbawionych szyb okien niczym niewidzialna ława przysięgłych. Skronie pulsowały mu pod wpływem trudnego do opisania napięcia.

Niemniej jednak Kolekcjoner stał tam, na środku ulicy Brązowej, punkt o trzeciej w nocy. Bibliotekarz go rozpoznał i ruszył w jego stronę. Doszło do szybkiej wymiany, książka za grubą kopertę z pieniędzmi. Obyło się bez zbędnych słów, wszystkie zostały wypowiedziane już dawno temu, przez telefon. Kolekcjoner chciał zapewnić, że wywiąże się z umowy, ale głos uwiązł mu w gardle. Bibliotekarz uznał, że sprawa jest już załatwiona i pospiesznie wrócił tam, skąd przyszedł.

Kolekcjoner nie mógł się doczekać momentu, gdy wróci do domu z nową zdobyczą. Szponiaste palce zacisnęły się na opakowanej w bawełnianą torbę książce. Czekał na nią przez tyle lat i chyba by zwariował, gdyby jakiś oprych wyrwał mu ją i uciekł w noc.

Powrót trwał wieki, ale warto było czekać do późnej nocy. Poza nim i kierowcą w autobusie nie było nikogo. Nikt nie wsiadał, nikt nie czekał na przystankach na inny nocny. Nawet, gdy autobus wjechał w dobrze znane mu rejony, Kolekcjoner wciąż nie mógł pozbyć się uczucia niepokoju, tak, jakby przez cały czas ktoś śledził jego poczynania. By dać odpocząć myślom i dodać sobie otuchy, odwinął bawełnianą torbę i dotknął sztywnej, choć pokiereszowanej okładki. Była chropowata i dziwnie ciepła, jak ludzka dłoń.  

*

Po wejściu do domu szybko zapalił światła we wszystkich pomieszczeniach, jakby w ciemnych kątach miało czaić się coś, co boi się jasności. Nie zamierzał już kłaść się spać. Odpakował zawiniątko i położył książkę na staroświeckim pulpicie, następnie włączył lampkę i ustawił ją tak, by jak najlepiej oświetlała czarną jak noc okładkę. Potarł kciukiem prawej dłoni koniuszki pozostałych czterech palców zastanawiając się, czy powinien jej w ogóle dotykać. Celowo odwlekał ten moment jak najdłużej, napawając się samym widokiem w obawie, że przewracanie kartek będzie mniej satysfakcjonujące, niż oczekiwanie.

Gdy w końcu oderwał od niej wzrok, by nastawić wodę na herbatę, raz po raz zerkał na pulpit, jakby podświadomie bał się, że książka zniknie, jeśli zbyt długo zostawi ją samą. Jeszcze przez moment bił się z samym sobą, jednak myśl, że miałby oddać książkę Bibliotekarzowi bez przeczytania była po prostu niedorzeczna. Kolekcjoner był już pewien, że wkrótce pochłonie cały Słownik Odczuć, spijając historię z jego kartek niczym pszczoła, która ostatniego dnia lata trafiła na ociekający nektarem kwiat.

Podszedł do pulpitu, szurając bamboszami po dywanie. Nerwowo stuknął palcami o blat, po czym otworzył Słownik Odczuć na pierwszej stronie. Była pusta, nie licząc drobnego napisu „Pierwsza letnia burza” na górze strony oraz setek odcisków palców, które dokładnie pokrywały każdy skrawek pożółkłej, delikatnej niczym bibuła kartki. Kolekcjoner odetchnął głęboko, a następnie położył całą dłoń na kartce, oczekując niespodziewanego.

Odczucia wypełniły go, wzięły we władanie niczym wzburzona fala, miotająca ciałem rozbitka na wszystkie strony. Nie było sensu się opierać, więc dał się im ponieść, mimo że w sercu ekscytacja mieszała się ze strachem. Przez chwilę chciał oderwać dłoń od kartki i cisnąć książkę w kąt pokoju. Było jednak za późno, dotyk przypieczętował umowę, którą zawarł z Bibliotekarzem, poza tym uczucie było wyjątkowo kuszące.

Ogarnęła go fala chłodu. Przypominała ulgę, którą ostatnim razem czuł, gdy podejrzenia lekarzy co do źródła uciążliwego uścisku w jego płucach okazały się bezpodstawne. Na skórze skraplała się wilgoć, nozdrza wypełnił znajomy zapach ozonu. Wszystkie doznania były wielokrotnie wzmocnione i upajające. Pod zamkniętymi powiekami widział błyski, które przypominały flesz, a w uszach zadudniło mu od gromów, które przecież nie mogły być prawdziwe, nie w środku zimy. W pewnym momencie doznania przerwało wycie gwizdka.

Oderwał dłoń od kartki, wszystko zniknęło tak, jakby ktoś nagle wyciągnął z gniazdka wtyczkę. Spoglądając żałośnie na książkę podreptał do kuchni i drżącą dłonią wlał wodę do szklanki. Był tak podekscytowany, że gdy wrócił do Słownika Odczuć, o mało nie zalał całego pulpitu wrzątkiem. Czekając, aż herbata nieco ostygnie, zaczął kartkować książkę.

„Pierwsza letnia burza” była jedynie wierzchołkiem góry lodowej, pierwszym odciskiem wspomnienia zebranym przed wielu laty. Na setkach kartek znalazł jeszcze mnóstwo bardziej i mniej precyzyjnych odczuć, choć nie każde z nich zasługiwało na pełną stronę tego swoistego kompendium. Niektóre z nich spisywano po kilka na jednej stronicy, a przyłożenie do kartki całej dłoni nie wchodziło w grę, bo miejsca starczało na przytknięcie jednego lub dwóch palców.

Ich odciski stały się jego przewodnikami po Słowniku Odczuć. Szybko zorientował się, że im więcej śladów, tym rzadsze i bardziej drogocenne uczucie skrywa karta. Kontemplował pierwszy krzyk nowo narodzonego dziecka, doznawał pierwszych pocałunków i zatapiał się w intensywnym uczuciu szczęścia i bezgranicznej miłości. Jednym palcem odważył się przypomnieć sobie ból ostatniego pożegnania, ponownie czuł cierpienie po stracie, przez dłuższą chwilę celebrował samotność i usiłował znaleźć w niej nowy sens. Odczuwał ulgę po dniu pełnym pracy, czuł pewność siebie i odwagę w starciu z nieznanym, pogrążał się w błogim zapomnieniu. Wisiał rozdarty między przeszłością i teraźniejszością, między swoimi, a cudzymi uczuciami.

To wszystko stanowiło jednak jedynie preludium do prawdziwej rozkoszy, jaką stanowiło spotkanie z ukochaną. Czuł zapach jej włosów, w uszach słyszał jej śmiech, wokół leniwie cykały świerszcze, słychać było szum liści, a w oddali śpiewał chór, którego głosy lata temu towarzyszyły ich pierwszej schadzce w cieniu wierzb. Wiedział, że to wspomnienie jest tak osobiste, że tylko jedna osoba na świecie mogła po dotknięciu tej karty poczuć to samo.

*

 Mijały godziny, herbata dawno już wystygła, a słońce powoli wyłaniało się zza horyzontu. Gdy światło dnia padło na zegar ścienny, Kolekcjoner przypomniał sobie o cenie, którą miał zapłacić za wypożyczenie Słownika Odczuć. Przewrócił pobieżnie pozostałe kartki, aż dotarł do ostatniej strony, która miała należeć do niego. Setki obcych uczuć za jedno na wskroś osobiste, którego nie można znaleźć nigdzie indziej. Cóż atrakcyjnego dla Bibliotekarza mógł mieć zgrzybiały staruszek? Czego mogło brakować w tak obfitującym w odczucia kompendium?

Cichy głosik, który odezwał się w jego głowie, podał zaskakująco prostą odpowiedź.

*

Dni, które poświęcił na badanie Słownika Odczuć były jednymi z najprzyjemniejszych w jego życiu, a jednocześnie czaił się w nich cierpki smutek. Wiele odczuć przeżył tylko raz, niektóre stanowiły elementy zamkniętej części jego życia, a przeważającej większości nie zaznał ani razu. Mijały tygodnie, a on wciąż nie mógł znaleźć niczego, co byłoby godne umieszczenia w księdze, czegoś, co jeszcze się w niej nie znajdowało. Aby zapomnieć o swoim obowiązku, zanurzał się coraz bardziej w Słowniku, nie bacząc na upływ czasu. Poznawał na nowo stare uczucia, przypominał sobie dawno zakrzepłe wspomnienia i starał się odwlekać to, co nieuniknione.

Gdy do terminu zwrotu książki został niecały tydzień, nie mógł dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Spędzał przy Słowniku Odczuć coraz więcej czasu, a presja wciąż narastała. Gdy tylko wydawało mu się, że jest coś, co może zamieścić w księdze, jego palce same znajdowały odpowiednie uczucie w słowniku. Był pełny, nie licząc jednego, jedynego wpisu, który przyszedł mu do głowy tej nocy, kiedy przyniósł przeklętą księgę do swojego domu. Za każdym razem, gdy przewracał stronę czuł, jak sidła powoli się zatrzaskują, a cienka pętla coraz ciaśniej zaciska się na szyi. Podświadomie wiedział, że nie ma już ucieczki.

*

Leżał w wannie, gorąca woda sięgała wątłej klatki piersiowej. Otwarty na ostatniej stronie Słownik Odczuć spoczywał na krześle tuż obok. Kolekcjoner położył na nim pobladłą, wilgotną dłoń. Wszystko było już przesądzone. Stoicki spokój, z jakim przyjmował to, co się z nim działo był zdumiewający. Przyjemne ciepło koiło zmysły, nawet palący ból w prawym przedramieniu niemal całkiem ustąpił. Rana nie była głęboka, ale z pewnością śmiertelna. Bolało tylko wtedy, gdy rozcinał żyły. Gorąca woda zdawała się wpełzać do nich, mieszać się z krwią, rozrzedzać ją i wypełniać jego ciało. Dziękował sobie w duchu za ciepło, które go otaczało, gdyby było zimno, bałby się o wiele bardziej. Poczuł się słaby, bardzo słaby, musiał choć na moment odpocząć, przymknąć oczy i zasnąć tak mocno, by nie śnić już o niczym. By nie było już żadnych odczuć.

Słowa spisane jego drżącą dłonią na moment zabłysły czerwienią i zgasły. Ręka zsunęła się z kart Słownika, rozstając się z nim na zawsze.

Drzwi łazienki otworzyły się bezszelestnie, do środka wkroczył Bibliotekarz. Z cichym westchnieniem przeszedł przez pomieszczenie i stanął nad bezwładnym ciałem starca, którego puste oczy nie wyrażały strachu. Wyglądały raczej tak, jakby Kolekcjoner dawno pogodził się ze swoim przeznaczeniem.

Blade, bardzo długie i sękate palce przybysza spoczęły na moment na czole i oczach Kolekcjonera, a gdy mężczyzna je cofnął, martwe powieki były już zamknięte. Tą samą dłonią podniósł Słownik Odczuć delikatnie, z namaszczeniem i zbliżył do oczu. Chuchnął, a słowa „Słodki pocałunek śmierci” wyblakły, by po chwili rozmyć się niemal do cna.

– Głupiec – szepnął Bibliotekarz zerkając na kartkę.

Napis był prawie niewidoczny, choć jeśli ktoś wiedział czego szukać, mógł dostrzec słaby zarys liter. Brakowało jeszcze kilku, może kilkudziesięciu takich głupców jak Kolekcjoner, by to odczucie, najrzadsze i najcenniejsze z odczuć, wsiąkło na dobre. 

Koniec

Komentarze

Szponiaste palce zacisnęły się na opakowanej w bawełnianą torbę książkę w obawie, że ktoś może mu ją odebrać.

Owinął książkę bawełnianą torbą? Dziwne. Szponiaste palce zacisnęły się na opakowanej w bawełnianą torbę książce, [jakby] w obawie, że ktoś może mu ją odebrać.

 

Czekał na nią przez tyle lat i nie zniósłby tego, że mogła gdyby mu się wyślizgnąć wyślizgnęła w takim momencie.

W jakim momencie? I w końcu bał się, że mu ją ktoś zajuma, czy że ją upuści?

 

Specjalnie wybrał na spotkanie z Bibliotekarzem ciemny zaułek tuż za rzeką, po drugiej stronie miasta.

Najpierw dostajemy informację (powyżej zacytowaną), że Kolekcjoner osobiście wskazał miejsce spotkania, bo uznał je za wystarczająco odległe od domu, dyskretne i zapewniające anonimowość. Potem jednak okazuje się co innego. Zaułek był nawiedzony, Kolekcjoner świetnie o tym wiedział, więc po kiego grzyba się narażał? Co innego, gdyby miejsce spotkania wyznaczył Bibliotekarz. Wówczas uwaga, że: Zatęchły zaułek doskonale zdawał się pasować do Bibliotekarza, choć lecz Kolekcjoner czuł się w nim jak intruz. miałaby sens i uzasadnienie. Podobnie jak późniejsze dywagacje (po poprawie oczywiście, bo się sypią stylistycznie i gramatycznie) na temat obecności w rzeczonym zaułku czegoś podejrzanie łypiącego gałami.

Nie chciał, żeby Bibliotekarz odwiedzał go we własnym domu, ani żeby trafił tam za nim.

Nie miał się czego obawiać! Żeby Bibliotekarz odwiedził go w swoim własnym domu, Kolekcjoner musiałby pierwej u niego zamieszkać. Oczywiście pod warunkiem, że czynsz nie byłby zbyt wygórowany, a Bibliotekarz nie miałby nic przeciwko sublokatorowi. Natomiast drugie życzenie – żeby Bibliotekarz nie trafił do własnej chałupy – to już mrzonka zupełna. No, chyba żeby się w trupa zalał i nie dał rady włączyć Google Maps.

Zaimek „własny” właśnie cię pokonał. A wystarczyło go nie wtryniać do zdania.

 

Nie mam nic przeciwko zakłócaniu chronologii wydarzeń, pod warunkiem jednak, że zabieg ten został wcześniej starannie przemyślany. Tobie się nie udał. Poznajemy Kolekcjonera, gdy już wraca z książką do domu i „trwa to wieki”, bo zastosował jakieś tam środki ostrożności. Potem wracamy (my – czytelnicy wraz z bohaterem)  do podejrzanego zaułka, w którym teoretycznie spotykamy się z Bibliotekarzem (nota bene niby ten Bibliotekarz tam był, ale tak jakoby go nie było), następnie straszysz paskudnym wzrokiem, ponownie wracamy w zaułek i dokonujemy transakcji, znowu straszysz, tym razem uliczką, znowu straszysz – w autobusie, ponownie zapewniasz, że Kolekcjoner nałaził się jak głupi, żeby zgmylić trop i uznawszy, że strachu nigdy dość – po raz kolejny „dostraszasz”  wzrokiem, tyle że dla odmiany napastliwym i oceniającym. I tak w koło Macieju. To wszystko powinno się w rozbiegówce znaleźć, koncepcja była OK, ale posprzątaj tu trochę i tematycznie poukładaj na półkach.

 

Potarł kciukiem prawej dłoni koniuszki pozostałych palców, nie mogąc doczekać się lektury.

Koniuszki pozostałych palców – czyli dziewięciu. Zrobiłam to. Najpierw potarłam kciukiem cztery palce  prawej dłoni, a następnie pięć lewej.  Wyszło idiotycznie i niewygodnie. Wiem, że nie o to ci chodziło, ale przekaz w zdaniu brzmi jednoznacznie. I jest bez sensu.

Po permanentnym „dostraszaniu” we wstępie, a potem po parzeniu herbaty i pocieraniu opuszków, straciłam wiarę, że dotrwam do końca lektury. Aż tu nagle poczułam, jakbym po przeżuciu kawałka gumiastego pączka, nie dającego nadziei, że jest w nim choć odrobina nadzienia, w końcu „dogryzła” się do różanej konfitury! Bo, Fladrifie, zasadnicza część opowiadania jest świetna. Nie idealna i niewymagająca poprawek, bo od strony językowej nadal można do woli babole kosić, choć i tak jest o niebo lepiej niż na wstępie. Jest świetna jako pomysł. Zaskakująca, niespotykana i inspirująca. Temu opowiadaniu powinieneś poświęcić więcej czasu, doszlifować go, wycyzelować, dopieścić każdą frazę i każde słowo, bo absolutnie jest tego warte. I, oczywiście, uda ci się to, bo piszesz dobrze, tylko jakoś tak nieuważnie, pobieżnie i bez kontroli. Chciałabym przeczytać :Słownik odczuć”, gdy nadasz mu kształt językowy, który urodą dorówna jego koncepcji. Pzdr.

 

 

Fladrifie, miałeś bardzo dobry pomysł, ale cóż z tego, skoro zamordowałeś go wykonaniem.

Początek opowiadania to chaos, by nie rzec, wielki chaos. Potem jest nieco lepiej, ale wciąż potykałam się na licznych powtórzeniach, czasem nadużywanych zaimkach i niezgrabnie złożonych zdaniach. Interpunkcja mogłaby być lepsza.

Sugeruję abyś posłuchał rady W_baskerville i postarał się dopracować Słownik Odczuć.

 

Szpo­nia­ste palce za­ci­snę­ły się na opa­ko­wa­nej w ba­weł­nia­ną torbę książ­kę… ―> Szpo­nia­ste palce za­ci­snę­ły się na opa­ko­wa­nej w ba­weł­nia­ną torbę książ­ce

 

Spe­cjal­nie wy­brał na spo­tka­nie z Bi­blio­te­ka­rzem ciem­ny za­ułek tuż za rzeką, po dru­giej stro­nie mia­sta. Nie chciał, żeby Bi­blio­te­karz od­wie­dzał go we wła­snym domu, ani żeby tra­fił tam za nim.

Za­tę­chły za­ułek do­sko­na­le zda­wał się pa­so­wać do Bi­blio­te­ka­rza… ―> Czy to celowe powtórzenia?

 

nie mogąc do­cze­kać się lek­tu­ry. Mi­mo­wol­nie jed­nak od­wle­kał ten mo­ment jak naj­dłu­żej, na­pa­wa­jąc się samym ocze­ki­wa­niem w pło­chej oba­wie, że sam mo­ment prze­wra­ca­nia kar­tek bę­dzie mniej sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cy niż cze­ka­nie. ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Od­czu­cia wy­peł­ni­ły go, wzię­ły we wła­da­nie ni­czym wzbu­rzo­na fala, mio­ta­ją­ca cia­łem roz­bit­ka na wszyst­kie stro­ny. Nie było sensu się opie­rać, więc dał się jej po­nieść… ―> Kolekcjoner dał się ponieść uczuciom, nie fali, więc: …dał się im po­nieść

 

Przez chwi­lę po­czuł prze­moż­ną chęć ode­rwa­nia dłoni od kart­ki i ci­śnię­cia książ­ki w ciem­ny kąt. Było już jed­nak za późno, dotyk przy­pie­czę­to­wał umowę, którą za­warł z Bi­blio­te­ka­rzem, poza tym uczu­cie było wy­jąt­ko­wo ku­szą­ce. Po­czuł wszech­ogar­nia­ją­cą falę chło­du. Przy­po­mi­na­ła mu uczu­cie ulgi po­rów­ny­wal­ne z tym, które czuł, gdy po­dej­rze­nia le­ka­rzy co do źró­dła uciąż­li­we­go uści­sku w jego płu­cach oka­za­ły się bez­pod­staw­ne. Czuł na skó­rze… ―> Powtórzenia.

 

Pod za­mknię­ty­mi ocza­mi wi­dział bły­ski… ―> Obawiam się, że pod oczami chyba nic nie widać.

Proponuję: Pod za­mknię­ty­mi powiekami wi­dział bły­ski

 

drżą­cą dło­nią zalał her­ba­tę w szklan­ce. Był tak pod­eks­cy­to­wa­ny, że gdy wró­cił do Słow­ni­ka Od­czuć, o mało nie zalał ca­łe­go pul­pi­tu… ―> Nie brzmi to najlepiej.

 

Część pa­mię­tał je­dy­nie jako nie­wy­raź­ną mgieł­kę wspo­mnień, a teraz mógł je sobie przy­po­mnieć. ―> Brzmi to fatalnie.

 

Mi­ja­ły ty­go­dnie, a on wciąż nie mógł zna­leźć cze­goś, co by­ło­by godne umiesz­cze­nia w księ­dze, cze­goś, co już się w niej nie znaj­do­wa­ło. ―> …cze­goś, co jeszcze się w niej nie znaj­do­wa­ło.

 

woda się­ga­ła mu do pier­si. Otwar­ty na ostat­niej stro­nie Słow­nik Od­czuć spo­czy­wał na krze­śle tuż obok niego. Ko­lek­cjo­ner po­ło­żył na nim po­bla­dłą, wil­got­ną dłoń. Wszyst­ko było już prze­są­dzo­ne. Zdu­miał go spo­kój, z jakim przyj­mo­wał to, co się z nim dzie­je. Przy­jem­ne cie­pło koiło jego zmy­sły… ―> Nadmiar zaimków.

 

w progu sta­nął Bi­blio­te­karz. Z ci­chym wes­tchnie­niem prze­szedł przez po­miesz­cze­nie i sta­nął nad… ―> Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

w_baskerville, regulatorzy

 

Dziękuję za cenne uwagi, postanowiłem przebudować cały wstęp i mam nadzieję, że teraz wyszło choć trochę lepiej. Uroniłem przy tym kilka łez nad błędami. Bardzo się cieszę, że sam pomysł okazał się całkiem niezły

Ano, Fladrifie, przeczytamy, ocenimy. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fladrifie, jest o wiele lepiej – opowiadanie stało się jaśniejsze i czytało się je o wiele płynniej. Przedtem widać było fajny pomysł, a teraz naprawdę niezłe opowiadanie. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam to opowiadanie jeszcze w pierwszej wersji i żałowałam, że zniknęło, zanim zdążyłam je skomentować. Już wtedy mi się spodobało, a po zmianach jest jeszcze lepiej. Miałeś ciekawy pomysł ze Słownikiem Odczuć, a historia staruszka badającego emocje została napisana lirycznym językiem, pasującym do treści. Odgadłam, czego zażąda Bibliotekarz, ale absolutnie mi to nie przeszkadzało. Myślę, że tekst zasługuje na bibliotekę.

Mam jedną uwagę do pierwszej części tekstu, ale nie usuwaj kolejny raz opowiadania. Można je poprawiać “w locie”, korzystając z funkcji “edytuj”.

Najpierw piszesz:

Niemniej jednak Kolekcjoner stał tam, na środku ulicy Brązowej, punkt o trzeciej w nocy.

Dwa akapity dalej znów mamy wzmiankę o ulicy Brązowej:

Powrót trwał wieki, ale Bibliotekarz jasno zażyczył sobie, że mają spotkać się na Brązowej, po drugiej stronie rzeki. Kolekcjoner wolał to, niż zaproszenie podejrzanego typa do własnego domu. Poza nim i kierowcą w autobusie nie było nikogo.

Może warto przenieść podkreśloną część do pierwszego fragmentu lub wyrzucić, bo już wcześniej czytelnik dostał informację, kto wyznaczył spotkanie na Brązowej.

Świetny pomysł i równie dobre wykonanie. 

 

Zupełnie przypadkowo miałem na słuchawkach ten utwór i być może to wzmocniło odbiór… w każdym razie opowiadanie zrobiło na mnie duże wrażenie. Zdecydowanie biblioteka.

Tak jak napisała w_baskerville, warto ten tekst dopieścić ziarenko po ziarenku, nawet jeśli ma to zająć kilkadziesiąt rbh.

 

PS Jedna rzecz mi się rzuciła w oczy, to “raz po raz”, które pojawiło się dwukrotnie stosunkowo blisko siebie. Chociaż może się czepiam ;)

Bardzo mi się podobało. Tekst jest efektowny, pomysłowy, z niebanalnym pomysłem i ciekawym twistem na koniec (świetnie pomyślany kontrakt – myśl, towarzysząca Kolekcjonerowi, że jego odczucia są unikalne i jedyne, zestawiona z cynicznym praktycyzmem Bibliotekarza w ostatnich zdaniach). Za największą zaletę tekstu uważam nastrój, wykreowany po części dzięki wiarygodnemu i przekonującemu wizerunkowi postaci Kolekcjonera. Mimo pewnych stylistycznie nie najlepszych fragmentów – ode mnie klik do Biblioteki.

O, jaki fajny tekst :) Naprawdę mi się spodobało. I pomysł i sposób przedstawienia. I zakończenie też na plus. W zamian za miłą i ciekawą lekturę ode mnie biblioteczny kliczek :)

Serdecznie dziękuję za pozytywne komentarze i uwagi do treści. Spodziewałem się, że po latach będzie to wyglądało dużo gorzej :)

 

ANDO faktycznie ta informacja w drugim akapicie była niepotrzebnie powtórzona, dziękuję za zwrócenie uwagi

grzelulukas nie mogę znaleźć tego “raz po raz” – widzę je tylko w dwóch miejscach, ale są oddalone od siebie na kilka akapitów

Łoo… to jest naprawdę dobry tekst. 

Widzę, że przeczytałam już poprawioną wersję. 

Ładny klimat tutaj zbudowałeś. Pomysł znakomity. W krótkiej historii zawarłeś wiele uczuć. Końcówka epicka, przejmująca i niebanalna. 

 

@Fladrif o te dwa właśnie mi chodzi, ale tak jak napisałem pewnie się czepiam – nie przejmuj się tym :)

Fladrif, cieszę się, że polecono mi Twoje opowiadanie (regulatorzy, dziękuję!) i że czytam je już po poprawkach, dzięki czemu mogłam spokojnie płynąć z tekstem, a była to bardzo przyjemna podróż.

Lubię takie mięsiste, sensualne opisy, a zdanie "Wiedział, że to wspomnienie było tak osobiste, że tylko jedna osoba na świecie mogła po dotknięciu tej karty poczuć to samo" urzekło mnie zupełnie.

Podoba mi się Twój styl i pomysłowość, z chęcią przeczytam więcej :)

 

Nie wnikam jak było przed poprawkami, po porawkach warsztatowo – jest dobrze, choć wciąż można by co nieco podszlifować. Ale nie są to jakieś potknięcia, ino ciche zgrzyty kół zębatych, nie przeszkadzające zbytnio w lekturze.

Sam pomysł na opowiadanie z tych magicznych, język dopasowany do treści, tak samo długość opowiadanka. Naprawdę fajne! I zakończenie też dobre. Dosyć wcześnie naprowadzasz czytelnika na to, co kolekcjoner doda do księgi na ostatniej stronie i dobrze, bo w samej końcówce dodajesz jeszcze trochę głębi.

W obecnej formie klikałbym bibliotekę. Zastanawia mnie tylko, jak wyglądał proces wpisywania pozostałych odczuć :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

To bardzo dobre pytanie :) Podejrzewam, że trzeba mieć przy sobie Słownik Odczuć i świadomie skupić się na tym, co się czuje w danej chwili. Podpis można pewnie dać po przelaniu uczucia bo nie zawsze wiemy albo nie mamy możliwości wprowadzenia czegoś w trakcie odczuwania. Tak tylko przypuszczam

Czasami miałam wrażenie, że w kilku zdaniach opisujesz to samo, tylko w inny sposób i pewnie troszkę dałoby się z tekstu wyciąć. Ale może to tylko wina tego, że ostatnio czytałam praktycznie same konkursowe-szortowe teksty i przywykłam do narracyjnego pośpiechu ;) niemniej jednak przez tekst płynęło mi się przyjemnie, mimo niektórych dłużących się fragmentów tak naprawdę widać sporą sprawność językową, bogactwo wyobraźni i swobodę w przelewaniu swoich wizji na papier.

Ale prawdziwą siłą tego tekstu jest pomysł – naprawdę przedni, wciągający i poruszający. Od razu sama zaczęłam sobie wyobrażać, jakie odczucia sama zapisałabym w takiej książce. Przewrotna końcówka, mimo tego, że spodziewałam się, jakie będzie ostatnie odczucie, była zaskakująca. Dodatkowo wybiło ją zestawienie motywacji bohaterów – marzycielskiego, poetyckiego Kolekcjonera i wyrachowanego Bibliotekarza. Bardzo fajne!

Dziękuję za uwagi! Z początkiem miałem najwięcej kłopotu, skracałem go i składałem jak origami, ale cały czas coś mi tam zgrzytało. Cieszę się, że pomysł przypadł ci do gustu ;)

Pomysł ekstra. Początek, choć chaotyczny, zarzuca świetny haczyk. Im dalej jednak w tekst, tym mocniej zaczynasz się powtarzać (bo oto kolejne uczucia pochłaniające bohatera), co trochę może nudzić. Nadrabiasz na pewno pomysłowym zakończeniem – dla mnie to największy plus, bo szort kończy się mocnym akcentem.

Technicznie chrzęści. Dlatego chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Poradnik Issandera, jak dostać się do Biblioteki ;)

https://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842782 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dziękuję, bałem się że pomysł będzie nieco przekombinowany. Porcja wiedzy przyda się przy dalszych próbach, wieczorem będzie co czytać

Miałem szczęście przeczytać tekst już po wprowadzeniu poprawek. Z lektury komentarzy wnioskuję, że były one znaczne, a efekt z pewnością jest zadowalający. Bo tekst jest niezły – całkiem przyzwoity warsztatowo, należycie i odpowiednio do treści ciężki, mroczny i ponury. Rozwinięcie i zakończenie pomysłu na słownik odczuć wydał mi się logiczny i oczywisty. Nie w złym sensie, nie dlatego, że tekst był przewidywalny, ale dlatego, że sam dokładnie tak samo poprowadziłbym ten pomysł i go zakończył :-) 

Ale najbardziej podobał mi się nastrój – widzę że masz do tego smykałkę. Faktycznie, rzecz mogłaby być krótsza bez szkody dla treści i klimatu, ale to nic. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Nadrabiam zaległości ;)

 Zatęchły zaułek

Hmm. Aliteracja. Chociaż…

 wszedł między ciąg

No, nie wiem, czy można wejść "między" ciąg. I to jeszcze na ileś metrów…

 Jego skronie pulsowały pod wpływem trudnego do opisania napięcia

Nie wieszaj flagi na takich rzeczach, co? Pulsowały mu skronie. Albo: Tętniły mu skronie. Albo: Czuł w skroniach pulsowanie. Kropka.

 Doszło do szybkiej wymiany,

W sumie możesz to wyciąć – nie jest niepoprawne, ale niewiele wnosi.

 nie mógł doczekać się

Nie mógł się doczekać – "się" w polszczyźnie jest ruchome.

 zacisnęły się na zapakowanej

Aliteracja. Może "opakowanej"? Owiniętej?

 w obawie, że ktoś może mu ją odebrać.

Nadmiar. Sami na to wpadniemy, zwłaszcza w świetle następnego zdania (które jest bardzo dobre).

 Powrót trwał wieki, ale było warto.

Nie widzę łączności logicznej?

 Nawet gdy

Nawet, gdy.

 tak jakby

Tak, jakby.

 skórzanej okładki

Hmm. Niby poprawnie, ale…

 miało czaić się

Miało się czaić. Uważaj na "się".

 Odpakował zawiniątko

Rozpakował. Odpakowuje się zawartość paczki.

 Mimowolnie odwlekał ten moment

Na pewno mimowolnie?

 w płochej obawie, że przewracanie kartek będzie mniej satysfakcjonujące niż oczekiwanie.

Czemu płochej? Przed "niż" przecinek.

 wstawić wodę

Nastawić.

 zerkał na pulpit tak, jakby podświadomie bał się

"Tak" bym wycięła, zaciemnia obraz.

 Podreptał do pulpitu, szurając

Drepcząc jednak trochę się odrywa stopy od podłoża.

 oczekując sam nie wiedział czego.

Oczekując – sam nie wiedział, czego.

 Było już jednak

"Już" zbędne.

 błyski, które przypominały błysk

Nie jest to zaskakujące, że błyski przypominały błysk.

 wycie gwizdka

Gwizdek gwiżdże, choć może faktycznie w tej sytuacji…

 żałosnym wzrokiem

Żałośnie. Nie antropomorfizuj wzroku i tym podobnych.

 drżącą dłonią wlał wodę

Samą dłonią? Jedną?

 W oczekiwaniu na to, aż herbata nieco ostygnie

Czekając, aż herbata nieco ostygnie.

 wieloma laty

Poprawne, ale moim zdaniem "wielu laty" brzmi lepiej, bardziej płynie. Taka luźna uwaga.

 gdyż przestrzeni starczało

Bo miejsca starczało. “Gdyż” jest pretensjonalne, a przestrzeń zasadniczo trójwymiarowa (poza językiem technicznym matematyki).

 dwóch palców. Odciski palców

Powtórzenia mógłbyś uniknąć, pisząc: Ich odciski…

dla niego

Zbędne.

 że to wspomnienie było tak osobiste

Jest osobiste – w polszczyźnie nie ma consecutio temporum.

 przebijało się przez horyzont

To nie jest spójna metafora.

 Cichy głosik, który odezwał się w jego głowie podał

Cichy głosik, który odezwał się w jego głowie, podał.

 nie mógł znaleźć czegoś

Skoro nie mógł znaleźć, to niczego.

 do czasu zwrotu

Do zwrotu. Może być: do terminu zwrotu, jeśli chcesz.

 czując narastającą desperację

Hmm.

 spokój, z jakim przyjmował to, co się z nim dzieje był

Wtrącenie: spokój, z jakim przyjmował to, co się z nim działo, był. (Tak, “działo” – to nie jest mowa zależna!)

 ból w prawym przedramieniu niemal całkiem zelżał

Zelżał – czyli stracił wyrazistość. Nie chodziło Ci o "ustąpił"?

palce przybysza, spoczęły

Bez przecinka między podmiotem, a orzeczeniem.

 mężczyzna cofnął je

Je cofnął – w polszczyźnie stawianie tych krótkich, synkategorematycznych słów na końcu wypada nienaturalnie.

 z odpowiednim namaszczeniem

Wystarczy: z namaszczeniem. Odpowiedniość jest już zawarta w tym słowie.

 odczucie, najrzadsze i najcenniejsze z odczuć wsiąkło

Wtrącenie: odczucie, najrzadsze i najcenniejsze z odczuć, wsiąkło.

 

Eee, spodziewałam się, że tym wyjątkowym uczuciem będzie jego radość z obcowania ze Słownikiem… Twoje rozwiązanie nie bardzo mi się podoba. Nie wiem, czy mogę je nazwać banalnym – choć w sumie, skoro nie chodzi o rzeczywistą osobę, chyba mogę. Właściwie dlaczego nikt dotąd na to nie wpadł? Pomijając fakt, że każde odczucie jest swoje własne i wyjątkowe, chociaż podobne do innych. Z drugiej strony, końcówka jest przyjemnie ironiczna. No, i nieźle grasz na emocjach.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Thargone poprawki faktycznie były spore, początek praktycznie napisałem od nowa. Szczerze mówiąc gdy usiadłem do pisania, nie miałem pomysłu na zakończenie, ale pomysł wyszedł w trakcie. Cieszę się, że nastrój przypadł ci do gustu bo w poprzednich tekstach miałem z tym problem. Tarnina dziękuję za skrupulatną korektę, znalazłem dwie lub trzy uwagi, które uznaję za dyskusyjne, ale większość poprawię zanim tekst znowu trafi do szuflady :) zakończenie sprawiło mi najwięcej problemu, ale uważam je za najbardziej odpowiednie dla wydźwięku szorta. W mojej interpretacji słownik spisywał po kilka uczuć dla każdej karty, dlatego po samobójstwie Kolekcjonera Bibliotekarz stwierdza, że jeszcze kilka ''odczuć śmierci'' i karta wsiąknie na dobre. Każda osoba przytykająca dłoń do kartki z pierwszą burzą czułaby coś innego. Szkoda, że pomysł nie wybrzmiał do końca

Każda osoba przytykająca dłoń do kartki z pierwszą burzą czułaby coś innego.

Ooo, super. Tylko, żeby to pokazać, potrzebowałbyś kilku czytelników Słownika. Może kiedyś rozwiniesz pomysł?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Hmm… mam już pomysł, w którym Słownik się pojawia, ale nie odgrywa już tak dużej roli. Może coś z tego wyjdzie 

Pomysł na “Słownik Odczuć” podobał mi się. Nie bardzo jednak rozumiem, dlaczego nie można normalnie wypożyczyć go w bibliotece i po co kolekcjoner właściwie go wypożyczył? (Co on w ogóle kolekcjonował?)

No cóż, słownik nie był normalną książką, a znając tendencję niektórych do przywłaszczania sobie zbiorów bibliotecznych pewnie szybko by zaginął :)

 

A Kolekcjoner zbierał książki. Nie chciałem pisać Kolekcjoner Książek bo mogłoby się to mylić z Bibliotekarzem. A Bibliotekarz wypożyczał ludziom książkę na pewien czas i w ten sposób sam kolekcjonował uczucia innych. Trochę to pogmatwałem

Bardzo lubię takie teksty – traktujące o emocjach a przez to dotykające jakiejś esencji życia.

Przeszkadzało mi nieco to, że szybko się domyśliłam, jakie odczucie wybrał Kolekcjoner, by zapłacić swoją cenę. Dla mnie był to wybór prosty – nie z punktu widzenia bohatera oczywiście, ale autora. Z drugiej strony pozwala to pewnie uwydatnić jakiś być może stojący za tekstem zamysł, dotyczący właśnie tego, jaką cenę i za co gotowi jesteśmy ponosić?

W każdym razie to dobry tekst. Gratuluję :)

Werwena dziękuję :) zależało mi właśnie na tym, żeby pokazać, że Kolekcjoner wpadł w pułapkę bo Bibliotekarz doskonale wiedział, jakiego uczucia chce. A dla kogoś tak sentymentalnego jak Kolekcjoner miesiąc obcowania z dawnymi odczuciami był przynajmniej niewielką osłodą końca

Nowa Fantastyka