- Opowiadanie: Irka_Luz - Zemsta Widara

Zemsta Widara

Wi­da­ry po kolei

Ze­msta Wi­da­ra

Ze­msta wia­dra

In­spi­ra­cja: Osta­tecz­ne roz­wią­za­nie...

Ze­msta Wi­da­ra. Wy­słan­ni­cy mi­ni­ster­stwa

 Ze­msta Wi­da­ra. Sto lat póź­niej

 

 

Czy to jest śmiesz­ne?

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Zemsta Widara

 

Gdzieś w Biesz­cza­dach

Widar był zmę­czo­ny ha­ła­sem. Na skra­ju lasu, ja­kieś sto me­trów od jego domu, grup­ka ludzi urzą­dzi­ła sobie biwak. Ich wrza­ski i wycie od­twa­rza­cza bez trudu do­cie­ra­ły do jego sie­dzi­by. Basy dud­ni­ły mu w gło­wie, nie po­zwa­la­jąc ze­brać myśli, a so­pra­nicz­ne piski ja­kiejś ko­bie­ty spra­wia­ły, że cier­pła mu skóra. Rosła w nim wście­kłość.

Odkąd za­miesz­kał wśród ludzi, prze­pro­wa­dzał się już kil­ka­krot­nie. Nie pra­gnął wiele, ot ja­kie­goś miej­sca, w któ­rym nie by­ło­by tłu­mów i pa­no­wa­ła­by cisza. Nie za go­rą­ce­go i nie za zim­ne­go. Tyle, że o takie miej­sca było coraz trud­niej. W końcu tra­fił do kraju, w któ­rym lu­dzie po­słu­gi­wa­li się śmiesz­ną li­ścia­sto­sze­lesz­czą­cą mową, w pięk­ny, gó­rzy­sty, słabo za­lud­nio­ny re­gion. Od­na­lazł spo­kój. Nie na długo jed­nak, bo i tutaj coś się zmie­ni­ło. Wąski stru­my­czek tu­ry­stów za­czął się zmie­niać w sze­ro­ką rzekę, aż w końcu ta­bu­ny śmier­tel­ni­ków za­dep­ty­wa­ły te pięk­ne góry. Żeby mieli jesz­cze tro­chę sza­cun­ku dla na­tu­ry, ale nie. Darli się jak opę­ta­ni, przy­nie­śli ze sobą dud­nią­cą mu­zy­kę, ryk spa­li­no­wych sil­ni­ków, smród i śmie­ci.

So­pra­nist­ka wy­da­ła wy­jąt­ko­wo wy­so­ki pisk, od któ­re­go Wi­da­ra roz­bo­la­ły zęby.

„Dość tego” – po­my­ślał i wy­biegł z domu z za­mia­rem uspo­ko­je­nia im­pre­zo­wi­czów.

Nie była to łatwa de­cy­zja i świad­czy­ła o jego głę­bo­kiej fru­stra­cji. Zwy­kle bo­wiem uni­kał kon­tak­tów z ludź­mi. Był milcz­kiem, od­lud­kiem i nie miał zbyt wy­so­kich umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych. Pro­wa­dze­nie zwy­kłej roz­mo­wy było dla niego tor­tu­rą. Za­ci­nał się nawet wśród swo­ich, w As­gar­dzie, a co tu do­pie­ro mówić o śmier­tel­ni­kach. Psy­chia­tra okre­ślił­by go pew­nie jako in­tro­wer­ty­ka i dodał kilka mą­drze brzmią­cych okre­śleń z ICD-10. Z dru­giej stro­ny łatwo było go do­pro­wa­dzić do wrze­nia, pew­nie miało to coś wspól­ne­go z fak­tem, że był bo­giem ze­msty. W efek­cie bujał się mię­dzy nie­śmia­ło­ścią i wy­co­fa­niem, a chę­cią sko­pa­nia komuś tyłka.

W tym kon­kret­nym wy­pad­ku za­wzię­to­ści star­czy­ło mu aku­rat na tyle, żeby dojść do obo­zo­wi­ska ludzi. Potem stra­cił rezon.

– M-mo­że­cie być tro­chę c-ci­szej? – za­py­tał nie­śmia­ło.

Obo­zo­wi­cze nie za­re­ago­wa­li, w ogóle go nie za­uwa­ży­li. Dalej opo­wia­da­li sobie jakąś hi­sto­rię, prze­krzy­ku­jąc się wza­jem­nie. Widar stał, prze­stę­pu­jąc z nogi na nogę. Mu­zy­ka hu­cza­ła mu w gło­wie, wzdry­gał się przy każ­dym pisku so­pra­nist­ki i na nowo rosła w nim złość. On, bóg, ma stać jak jakiś pe­tent w urzę­dzie?! Po­my­ślał, że gdyby teraz zo­ba­czył go Odyn, wściekł­by się. I to nie na ludzi, ale na Wi­da­ra wła­śnie, za to, że po­zwa­la się tak trak­to­wać. Furia osią­gnę­ła apo­geum, sta­ro­żyt­na krew za­wrza­ła mu w ży­łach. Wziął głę­bo­ki wdech.

– Cisza, kurwa! – wrza­snął.

Jego ryk prze­to­czył się jak grzmot i na­sta­ła cisza. Ab­so­lut­na. Ptaki prze­rwa­ły śpiew w pół trelu, lis za­stygł z łapą unie­sio­ną nad suchą ga­łąz­ką, dzik za­marł z py­skiem peł­nym żo­łę­dzi, pło­mień ogni­ska znie­ru­cho­miał, bojąc się strze­lić iskra­mi i nawet wiatr nie śmiał za­sze­le­ścić li­śćmi drzew. Bóg po­trzą­snął głową, zdez­o­rien­to­wa­ny tym na­głym bra­kiem dźwię­ków.

– To do­ty­czy­ło ludzi – mruk­nął.

Przy­ro­da ode­tchnę­ła z ulgą. Ptaki pod­ję­ły prze­rwa­ną me­lo­dię, trza­snę­ła ga­łąz­ka na­dep­nię­ta przez lisa, dzik prze­żu­wał, chrzą­ka­jąc z za­chwy­tem, za­szem­ra­ły li­ście, trza­snę­ło po­la­no w wa­trze. Za­pisz­czał nie­śmia­ło smart­fon.

– I ich sprzę­tów – wark­nął Widar i smart­fon po­słusz­nie umilkł.

Lu­dzie sie­dzie­li z roz­dzia­wio­ny­mi gę­ba­mi, po­czer­wie­nia­ły­mi już od wstrzy­my­wa­ne­go od­de­chu.

– Cisza! To je­dy­ne, czego pra­gnę. Czy to dużo? – za­py­tał ich bóg.

Ludz­kie głowy gor­li­wie krę­ci­ły się w lewo i prawo.

– Więc ma być cicho! – kon­ty­nu­ował. – Po­ża­łu­je­cie, jeśli będę tu mu­siał przyjść jesz­cze raz. Zro­zu­mia­no?

Głowy ki­wa­ły się po­ta­ku­ją­co.

Widar od­wró­cił się i ru­szył z po­wro­tem do domu. Wście­kłość już go opu­ści­ła i wie­dział, że za chwi­lę za­cznie się jąkać, psu­jąc osią­gnię­ty wcze­śniej efekt. Szedł wy­pro­sto­wa­ny jak stru­na, cały czas świa­do­my wle­pio­nych w jego plecy ludz­kich spoj­rzeń. Od­prę­żył się do­pie­ro mię­dzy drze­wami, gdy ciem­ność od­cię­ła go od obo­zo­wi­czów. Wtedy też ogar­nę­ła go eu­fo­ria. Po­ra­dził sobie, zmu­sił ich do po­słu­szeń­stwa. Kro­czył ra­do­śnie, roz­my­śla­jąc o niu­an­sach ję­zy­ka.

Tak, mowa tego na­ro­du szem­ra­ła i sze­le­ści­ła, ale były w tym ję­zy­ku także i mocne słowa. Taka kurwa, na przy­kład, brzmia­ła jak wer­bel wzy­wa­ją­cy wi­kin­gów do walki. Szko­da tylko, że lu­dzie nad­uży­wa­li tego słowa.

„Po­win­no być prze­zna­czo­ne na spe­cjal­ne oka­zje – dumał Widar. – Takie jak ta”.

Ledwo jed­nak wszedł do domu, od stro­ny obo­zo­wi­ska do­biegł go tu­mult. I na­tych­miast po­now­nie ogar­nę­ła go wście­kłość.

– Co znowu, do kurwy nędzy! – za­wo­łał, za­po­mi­na­jąc o wcze­śniej­szych roz­wa­ża­niach.

Ru­szył z po­wro­tem. Kiedy do­szedł do ostat­nich drzew, za któ­ry­mi za­czy­na­ła się wolna prze­strzeń, zo­ba­czył, że lu­dzie po­śpiesz­nie pa­ku­ją swoje rze­czy do te­re­no­wych sa­mo­cho­dów. Chwi­lę póź­niej za­ry­cza­ły sil­ni­ki i auta wy­star­to­wa­ły z wi­zgiem opon w stro­nę do­li­ny.

Po­zo­sta­ło­ści obo­zo­wi­ska przed­sta­wia­ły obraz nędzy i roz­pa­czy, wszę­dzie wa­la­ły się śmie­ci i pety. Lu­dziom było tak śpiesz­no, że nawet nie zga­si­li ogni­ska. Widar z wes­tchnieniem za­brał się do sprzą­ta­nia tego baj­zlu. Za­nie­po­ko­iła go ilość pu­szek po piwie, które skru­pu­lat­nie wy­zbie­rał z trawy.

„Mu­sie­li być mocno pi­ja­ni – po­my­ślał. – Jesz­cze, Ody­nie ustrzeż, spo­wo­du­ją jakiś wy­pa­dek”.

Aż prze­szły go ciar­ki na myśl o wy­ją­cych sy­re­nach am­bu­lan­sów, wozów stra­ży po­żar­nej i po­li­cji. A jak jesz­cze przy­le­ci śmi­gło­wiec… Widar wzdry­gnął się na myśl o ha­ła­sie czy­nio­nym przez tę ma­szy­nę.

– Tak być nie może. Ten pro­blem trze­ba roz­wią­zać raz i na za­wsze. I to w moż­li­wie do­tkli­wy dla śmier­tel­nych spo­sób – stwier­dził, nie kie­ru­jąc tych słów do ni­ko­go kon­kret­ne­go.

– Tia… Tia… Tia… Tia… Tia… Tia… Tak! – za­świer­go­lił w od­po­wie­dzi jakiś ptak.

Po­mysł przy­szedł mu do głowy, kiedy za­dep­ty­wał ogni­sko po­tęż­nym bu­cio­rem. Uśmiech­nął się do sie­bie. Tak, to było to! Wró­cił do domu i za­czął przy­go­to­wa­nia do po­dró­ży, chciał wy­ru­szyć jak naj­szyb­ciej. Po pierw­sze, że­la­zo na­le­ży kuć, póki go­rą­ce. A po dru­gie, tam dokąd się wy­bie­rał, było na­praw­dę gło­śno, więc im prę­dzej bę­dzie miał za sobą to spo­tka­nie, tym le­piej.

 

Wal­hal­la

Widar cier­piał. Pi­jac­kie za­śpie­wy wo­jow­ni­ków, ich wrza­skli­we kłót­nie i gło­śny re­chot spra­wia­ły, że bo­la­ła go głowa. Na do­da­tek, żeby po­roz­ma­wiać w tym ha­ła­sie, trze­ba było do sie­bie krzy­czeć. Sta­rał się jed­nak nie dać po sobie po­znać, jak wiel­ką udrę­ką jest dla niego to spo­tka­nie. Sie­dział przy stole, oto­czo­ny wal­ki­ria­mi i wła­śnie skoń­czył im przed­sta­wiać swój po­mysł. Ko­bie­ty za­pa­li­ły się do niego. Od kiedy Odyn za­miesz­kał na ziemi, mogły robić, co chcia­ły, ale praw­da była taka, że zwy­czaj­nie nie wie­dzia­ły, co mo­gły­by robić. W efek­cie nu­dzi­ły się jak mopsy.

– Więc utwo­rzy­my kilka dru­żyn, które na twój roz­kaz będą uci­szać ludzi? – Gudr wo­la­ła upew­nić się, że do­brze zro­zu­mia­ła ideę Wi­da­ra.

Bóg po­ki­wał głową.

– I we­zwać was będą mogli także śmier­tel­ni­cy – uzu­peł­nił.

Po­cią­gnął łyk piwa z ogrom­ne­go kufla. Nor­mal­nie nie prze­pa­dał za al­ko­ho­lem, bo czy­nił on za­rów­no ludzi jak i bogów jesz­cze gło­śniej­szy­mi niż zwy­kle. Od­krył jed­nak, że stan lek­kie­go upo­je­nia po­ma­ga mu nie tylko znieść hałas, ale też wy­sła­wiać się bez ją­ka­nia.

– I na­praw­dę wszy­scy muszą prze­żyć spo­tka­nie z nami? – do­py­ty­wa­ła się mocno nie­za­do­wo­lo­na Hlokk.

– Tak, bo ina­czej lu­dzie będą się bali was we­zwać. Bo wi­dzisz, ci cisi mają… Jakże się to na­zy­wa… A, wiem. Ci cisi mają su­mie­nie, które nie po­zwa­la im za­bi­jać, a nawet przy­czy­niać się do za­bi­ja­nia – wy­ja­śnił.

– A ci gło­śni to nie mają su­mie­nia? – do­py­ty­wa­ła się Thrud.

Widar po­grą­żył się w mil­cze­niu, roz­wa­ża­jąc od­po­wie­dź. Wresz­cie czknął gło­śno i rzekł:

– No, nie wiem, ale chyba nie.

– Po­trze­bu­je­my ja­kiejś nazwy i spo­so­bu przy­zy­wa­nia – za­uwa­ży­ła prak­tycz­na Gudr.

Bóg uśmiech­nął się pół­głęb­kiem, nazwę wy­my­ślił już pod­czas po­dró­ży do Wal­hal­li.

– Bę­dzie­cie się na­zy­wać Ko­man­do Uci­sza­ją­cych Rwe­tes Wi­kin­gów, w skró­cie KURW – oznaj­mił. – Oni tam teraz wszy­scy uży­wa­ją skró­tów – dodał.

– I przy­bę­dzie­my, kiedy ktoś za­wo­ła kurwa – wy­krzyk­nę­ła ra­do­śnie Olrun, do­wo­dząc, że pil­nie słu­cha­ła opo­wie­ści go­ścia.

Widar skrzy­wił się, bo Olrun sie­dzia­ła tuż obok niego i miała wy­jąt­ko­wo wy­so­ki głos, szyb­ko się jed­nak opa­no­wał.

– Nie da rady, bo bę­dzie­cie latać jak kot z pę­che­rzem. Oni nad­uży­wa­ją tego słowa i na do­da­tek to ich towar eks­por­to­wy, więc bę­dzie­cie ga­niać po całej Eu­ro­pie. Po­trze­bu­je­my cze­goś jesz­cze – wy­ja­śnił.

Bóg i wal­ki­rie po­grą­ży­li się w roz­my­śla­niach.

– Wiem! – Göndul wal­nę­ła ku­flem o blat z takim roz­ma­chem, że Widar aż pod­sko­czył. – Muszą za­wo­łać kurwa i rzu­cić, albo ude­rzyć o coś butem – za­pro­po­no­wa­ła, pa­trząc zna­czą­co na bu­cior go­ścia.

– No, nie wiem – za­opo­no­wa­ła Gudr. – A jak prze­ka­że­my lu­dziom, co mają robić w razie po­trze­by?

– Nic się nie bój – uspo­ko­ił ją bóg, któ­re­mu spodo­bał się ten po­mysł. – Za pierw­szym razem to bę­dzie przy­pa­dek, a potem pój­dzie jak z płat­ka. Lu­dzie, to trze­ba im przy­znać, są spryt­ni i szyb­ko zo­rien­tu­ją się w czym rzecz.

Przez jakiś czas usta­la­li jesz­cze szcze­gó­ły ope­ra­cji, na ko­niec po­da­li sobie ręce, by przy­pie­czę­to­wać umowę. Widar wzniósł kilka to­a­stów z wo­jow­ni­ka­mi. Ba, po­zwo­lił się nawet po­kle­py­wać po ple­cach, choć ser­decz­nie nie zno­sił bycia do­ty­ka­nym. I wresz­cie, za­do­wo­lo­ny ze speł­nio­nej misji, mógł ru­szyć z po­wro­tem do domu.

 

Jakiś czas póź­niej, gdzieś w Pol­sce

Kasia nie miała już sił, było wpół do pierw­szej, dawno po­win­na spać, bo wsta­wa­ła o pią­tej rano, ale im­pre­za w miesz­ka­niu pię­tro niżej nie po­zwa­la­ła jej za­snąć. I nic nie wska­zy­wa­ło na to, że ba­lan­ga szyb­ko się skoń­czy. Przyj­dzie do pracy półprzy­tom­na, a pie­lę­gniar­ka nie po­win­na padać ze zmę­cze­nia zaraz na po­cząt­ku dy­żu­ru.

Pró­bo­wa­ła sama uci­szyć są­sia­dów, ale tylko ją wy­śmia­li i ob­rzu­ci­li gar­ścią nie­wy­szu­ka­nych epi­te­tów. Póź­niej za­dzwo­ni­ła na po­li­cję, ale uprzej­my dy­żur­ny wy­ja­śnił, że na przy­jazd pa­tro­lu bę­dzie mu­sia­ła tro­chę po­cze­kać. Nie dość, że po­dob­nych we­zwań było mnó­stwo – wia­do­mo, an­drzej­ki, to jesz­cze po­li­cjan­ci mu­sie­li za­bez­pie­czyć jakiś po­tęż­ny ka­ram­bol.

– Cho­le­ra, ja pier­dzie­lę, za­mknij­cie wresz­cie te wstręt­ne ja­dacz­ki – klęła Kasia, snu­jąc się po ciem­nym miesz­ka­niu.

Wła­ści­wie takie za­cho­wa­nie do niej nie pa­so­wa­ło. Była spo­koj­ną, za­wsze uśmiech­nię­tą ko­bie­tą, którą lu­bi­li wszy­scy pa­cjen­ci, ale ta im­pre­za do­pro­wa­dza­ła ją do szału, a jed­no­cze­śnie czuła się kom­plet­nie bez­rad­na i to spra­wia­ło, że miała ocho­tę to łkać jak dziec­ko, to obić komuś gębę. W przy­pły­wie de­spe­ra­cji opa­dła na ko­la­na, chwy­ci­ła szpil­kę i za­czę­ła walić ob­ca­sem w pod­ło­gę.

– Cicho, kurwa! Ucisz­cie się wresz­cie! – krzy­cza­ła.

Je­dy­ną od­po­wie­dzią było po­gło­śnie­nie mu­zy­ki. Kasia roz­pła­ka­ła się. Nagle za­wo­dze­nie po­pu­lar­ne­go wo­ka­li­sty uci­chło, jak nożem uciął. Coś wal­nę­ło w chod­nik przed blo­kiem, Kasia wyj­rza­ła przez okno i w bla­sku la­tar­ni do­strze­gła roz­wa­lo­ną wieżę i gło­śni­ki.

„Dzię­ki ci Boże” – po­my­śla­ła, nie za­wra­ca­jąc sobie głowy przy­czy­ną tego stanu rze­czy.

Z miesz­ka­nia po­ni­żej do­cho­dzi­ły ja­kieś jęki i stuki, coś du­że­go stur­la­ło się po scho­dach. A potem za­pa­no­wa­ła wresz­cie cisza. Uszczę­śli­wio­na Kasia padła na łóżko i za­snę­ła w mgnie­niu oka.

Do­pie­ro na­stęp­ne­go dnia, po po­wro­cie z dy­żu­ru do­wie­dzia­ła się, że u są­sia­dów po­ja­wi­li się po­dob­no wi­kin­go­wie, zu­peł­nie znie­nac­ka i zni­kąd. Wo­jow­ni­cy mieli wy­wa­lić przez okno sprzęt gra­ją­cy i pobić uczest­ni­ków ba­lan­gi. Oczy­wi­ście nikt nie uwie­rzył w tę opo­wieść – ani Kasia, ani po­zo­sta­li są­sie­dzi, ani tym bar­dziej po­li­cja.

Jed­nak po­dob­nych hi­sto­rii za­czę­ło się po­ja­wiać, jak Pol­ska długa i sze­ro­ka, coraz wię­cej. I tak, jak prze­wi­dy­wał Widar, lu­dzie szyb­ko po­ła­pa­li się w czym rzecz i za­czę­li świa­do­mie wzy­wać grupę uspo­ka­ja­czy. Któ­re­goś dnia widz oglą­da­ją­cy pro­gram pu­bli­cy­stycz­ny, nie wy­trzy­mał wy­jąt­ko­wo ja­zgo­tli­wej prze­mo­wy ja­kie­goś po­li­ty­ka i, za­miast zwy­czaj­nie wy­łą­czyć te­le­wi­zor, rzu­cił w niego pap­ciem i po­parł ten gest wią­zan­ką prze­kleństw z kurwą na czele. W kilka se­kund póź­niej mógł po­dzi­wiać trans­mi­to­wa­nych na żywo wi­kin­gów w akcji. Od tego mo­men­tu nikt już nie po­tra­fił za­trzy­mać la­wi­ny, ani po­li­cja, ani służ­by spe­cjal­ne, ani nawet GROM. Wo­jow­ni­cy po­ja­wia­li się zni­kąd, ro­bi­li swoje i po pro­stu zni­ka­li. Nikt nie był bez­piecz­ny, nie chro­ni­ły przed nimi ani sta­no­wi­sko, ani pre­stiż, ani zawód, ani po­boż­ność, ani nawet im­mu­ni­tet.

 

Epi­log

W kraju li­ścia­sto­sze­lesz­czą­cej mowy wkrót­ce zro­bi­ło się cicho. Nikt nie chciał ry­zy­ko­wać spo­tka­nia z wi­kin­ga­mi. Miało to też kon­se­kwen­cje, któ­rych nawet Widar nie prze­wi­dział. Uci­sze­ni lu­dzie prze­sta­li na sie­bie wrzesz­czeć, a wtedy zmniej­szył się au­to­ma­tycz­nie po­ziom ich zło­ści. Kiedy prze­sta­li się wście­kać, za­czę­li nagle słu­chać in­nych ludzi. A kiedy za­czę­li słu­chać in­nych, od­kry­li ze zdu­mie­niem, że po­tra­fią się z nimi do­ga­dać. A stąd był już tylko krok do stwo­rze­nia sta­bil­ne­go i do­stat­nie­go kraju z za­do­wo­lo­nym spo­łe­czeń­stwem.

Na tym się jed­nak nie skoń­czy­ło, bo cisza za­czę­ła się roz­prze­strze­niać po całej Eu­ro­pie, na wschód i na za­chód. A potem dalej. Przez Rosję do­tar­ła do wschod­niej Azji, przez Gre­cję do Tur­cji i dalej do kra­jów arab­skich. Na za­cho­dzie prze­kro­czy­ła Atlan­tyk, opa­no­wa­ła Stany Zjed­no­czo­ne, nie opar­ły się jej nawet krew­kie na­ro­dy la­ty­no­ame­ry­kań­skie. I wszę­dzie lu­dzie za­czy­na­li się do­ga­dy­wać nawet z tymi, któ­rych wcze­śniej uwa­ża­li za śmier­tel­nych wro­gów. Aż wresz­cie, w ciągu za­le­d­wie jed­ne­go po­ko­le­nia, ze­msta Wi­da­ra i pol­ska kurwa w końcu przy­nio­sły świa­tu upra­gnio­ny pokój.

A Widar cie­szył się ciszą w Biesz­cza­dach. I tylko Wal­ki­rie i wi­kin­go­wie z Wal­hal­li byli nie­za­do­wo­le­ni, bo znowu nie mieli co robić.

Koniec

Komentarze

Przeczytane.

Dla mnie jak do tej pory najlepszy tekst w konkursie. Dopiszę więcej w chwili wolnej. Powodzenia.

 

P.S.

Śmieszne!

Dziękuję za miłe słowa. :)

Cieszę się, że jest śmiesznie, bo trochę obaw było.

Zarąbiste opowiadanko! Czytając teksty na NF, ostatni raz w głos zaśmiewałam się przy „Inwazji Marsjan” Fasolettiego – „dziele poetyckim” napisanym językiem do granic obscenicznym, ale będącym jednocześnie swoistym, obrzydliwym majstersztykiem. Teraz znów zebrało mnie na chichot i znów stało się to przy czytaniu opowiadania zawierającego wyrazy grube! No, dobra – jeden gruby wyraz. Czyżby moje poczucie humoru było z gatunku tych przaśnych i niewykwintnych? Tak, to jest możliwe. Ale co mi tam.

W tym opowiadaniu wszystko, jak dla mnie, do siebie pasuje, żaden element nie jest przypadkowy, a wyjątkowo twórcze podejście do mitologii nordyckiej obżenionej ze skrzeczącą współczesnością – pełen odjazd! I do tego jakże genialne uzasadnienie użycia naszego językowego dobra narodowego, jakim jest wszechobecne, proste w wymowie, bogate znaczeniowo, okrągłe, dźwięczne i przekonujące słowo-zaklęcie. (Najzabawniejsze, że onegdaj sama go zastosowałam w sposób absolutnie zgodny z zaproponowaną przez Widara receptą. W telewizorni, której osobiście nie używam od lat, trwał jazgot zwany dyskusją polityczną. Doprowadzona do ostateczności dochodzącym do mojego pokoju skrzekiem baby, usiłującej przekrzyczeć kilku, jednocześnie ją zagłuszających interlokutorów, najpierw zacytowałam Duńczyka z Vabank – „Wyłącz to! No, wyłączże to gówno!”, potem trzepnęłam drzwiami i postawiłam kropkę zaklęciem (niestety)! Walkirii co prawda nie ujrzałam, ale skutek był natychmiastowy!)

Wyrazy uznania za:

Jąkającego się boga o starganych nerwach i zdychające z nudów walkirie – cud, że z desperacji i braku zajęcia nie dziergały na szydełkach. Mitologie są wieczne, ale w tej chwili odstawione do kąta i traktowane komercyjnie. Trudno się więc dziwić, że wciąż istniejące bóstwa – na nieśmiertelność nie ma wszak mocnych – tak entuzjastycznie przystąpiły do projektu pozwalającego odzyskać im utracone poczucie mocy i przydatności społecznej. A jak one, biedne, sczłowieczały!

 

Za, między innymi: „– Nie da rady, bo będziecie latać jak kot z pęcherzem. Oni nadużywają tego słowa i na dodatek to ich towar eksportowy, więc będziecie ganiać po całej Europie. Potrzebujemy czegoś jeszcze – wyjaśnił.” Piękne po prostu!

 

Za nachalnie moralizatorski, utopijny w wymowie epilog czyli przewrotnie przenicowane, standardowe, baśniowe zdanie finałowe: „Od tej pory w królestwie zapanował dobrobyt, król rządził sprawiedliwie, a prosty lud żył szczęśliwie i w pokoju.”

Lepszego zakończenia nie można byłoby wymyślić – jest absolutnie adekwatnym, doskonałym wyrazem desperacji ostatecznej.

 

Podsumowując – jestem oczarowana! I ubawiona. I usatysfakcjonowana nie tylko treścią, ale i formą tego twojego prawie moralitetu a bez mała przypowieści. Pozdrawiam Anonima!

Podobało mi się, bardzo!

Sama bym czasem takich wikingów przywołała, doskonale Widara rozumiem. ;) Tekst czytało się płynnie, sceny zostały w obrazowy sposób przedstawione. Polski kurw środkiem do wyciszenia społeczeństwa i życia w zgodzie? Absurdalne i genialne jednocześnie. 

Fajny pomysł, zabawny tekst. 

Jak do tej pory, według mnie, jeden z lepszych w tym konkursie. 

Pozdrawiam i powodzenia! :)

Mi także bardzo się podobało. 

Czytało się płynnie, z początku tekst nie był jakoś szalenie zabawny… ale później śmiałem się do monitora. Wizja ciekawa, gdyby Wiader był w opcjach, tekst nadawałby się do niedawnego zakończonego konkursu. Bohatera też stworzyłeś całkiem fajnego. 

– Będziecie się nazywać Komando Uciszających Rwetes Wikingów, w skrócie KURW – oznajmił. – Oni tam teraz wszyscy używają skrótów – dodał.

To wygrało dosłownie wszystko. 

Pozdrówko i powodzenia! :)

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Czy to jest śmieszne?

Tak, Anonimie, to jest śmieszne. I dodam jeszcze, że kokiet z Ciebie, bo jestem pewna, że przecież dobrze wiesz, że napisałeś fajne opowiadanie. ;D

 

wiatr nie śmiał za­sze­le­ścić li­ścia­mi drzew. –> …wiatr nie śmiał za­sze­le­ścić li­ść­mi drzew.

 

Wresz­cie czknął gło­śno i rzekł:. –> Po dwukropku nie stawia się kropki.

 

Przyj­dzie do pracy pół przy­tom­na… –> Przyj­dzie do pracy półprzy­tom­na

 

Oczy­wi­ścia ani Kasia… –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Baskerville, Anonim przyznaje, że nie tylko świetnie się bawił, ale nawet chcichotał przy pisaniu tego tekściku. Może więc mamy podobny rodzaj poczucia humoru. :) Anonim cieszy się, że spodobała ci się jego wizja Widara i w ogóle samo opko. Co do:

cud, że z desperacji i braku zajęcia nie dziergały na szydełkach.

Skoro zapanował już światowy pokój, to może teraz zaczną. ;)

 

SaraWinter, MaSkrol, Anonim serdecznie dziękuje za ciepłe słowa i za klika. :D

 

Reg, Anonim dziękuje za wizytę i łapankę. Nie ma pojęcie, skąd wzięła się ta kropka po dwukropku i przyjmie każdą zadaną przez ciebie pokutę. ;) Babole oczywiście już poprawił. I bardzo się cieszy, że opko ci się spodobało, a nawet ubawiło. Wie bowiem, że nie przepadasz za wulgaryzmami. :)

Anonimie, tym razem wulgaryzmy uważam za uzasadnione, ba, wręcz konieczne – gdyby ich nie było, opowiadanie straciłoby sens.

Skoro babole poprawione, mogę kliknąć. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Anonim bardzo, bardzo dziękuje. :D

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Brawo! K…a! To było TO! Dobry i pomysł, i wykon, i rozłożenie akcentów. To mówisz, że trzeba by jeszcze butem? Dobrze że Chruszczow w ONZ w NY nie rzucał przy tym k…ami ;D. Klik!

Rybaku, Anonim dziękuje za klika i cieszy się, że się podobało.

A wyobrażasz sobie Donalda T. albo kolejnego Kima obrabianych przez wikingów? ;)

Kima tak, ale Donald by im nastukał;)

 

Przeczytawszy.

Finkla

lozanf@fantastyka.pl

Wyjątkowo udany tekst. Zarówno pod względem treści jak i języka. Lekki, przyjemny i do tego, co naprawdę podziwiam, humorystyczny. I to bardzo pozytywnie. Ode mnie kliczek i powodzenia w konkursie.

Witaj!

 

Uciszeni ludzie przestali na siebie wrzeszczeć, a wtedy zmniejszył się automatyczni poziom ich złości.

literówka

 

Szedł wyprostowany jak struna, cały czas świadomy wlepionych w jego plecy ludzkich spojrzeń. Odprężył się, gdy wszedł między drzewa i ciemność odcięła go od obozowiczów.

 

powtórzenie

 

 

Podobało się, prosta historia, bez zbędnych udziwnień, opowiedziana dobrym językiem i z dobrym warsztatem. W głos nie brechałem, ale uśmiechało. No i puenta też jest. dodanie do kurwy rzutu/tupnięcia butem to dobry pomysł :)

 

klik

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Bardzo fajnie opowiadanie. Oj sporo pracy mieli ci Wikingowie :)

 

dzik zamarł z pyskiem pełnym żołędzi :D

Bardzo przyjemnie mi się czytało. Był lekki, niewymuszony humor, morał, puenta a także sprawnie wpleciona w to wszystko nordycka mitologia. Choć nie czytałem wiele tekstów z tego konkursu, powyższy tekst z miejsca stał się moim faworytem.

Powodzenia w konkursie :)

 

Edit: Chciałem nominować do biblioteki, ale widzę, że inni czytelnicy już mnie uprzedzili :)

No, to było naprawdę dobre. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię :)  

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Moje zdanie nie będzie odmienne od reszty. Bardzo przyjemny tekst. Jak dla mnie do tego momentu no.1 :D Poza tym lubię nawiązania do wszelkich mitologi.

Anonim pięknie dziękuje wszystkim za miłe słowa i kliki. :D

 

Mytrixie, Anonim melduje, że literówka została poprawiona, a powtórzenie zlikwidowane.

 

Anonim jest przeszczęśliwy, ponieważ jeszcze nigdy jego opko w takim tempie nie znalazło się w Bibliotece. Wczoraj poszedł wcześniej spać, bo musiał wstać o piątej rano ;-), a po jego powrocie z pracy opko było już w Bibliotece. W niespełna 24 godziny! Anonim jest tak upojony tym sukcesem, że całkiem poważnie zastanawia się nad przelaniem na papier wszystkich, tłukących mu się po głowie absurdalnych pomysłów, których do tej pory się wstydził. ;D

Go, go Anonimie, tylko celuj w większą liczbę znaków!

Opka na 25-35k są bardzo spoko :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

I już wszyscy się zastanawiają, kto tak pogańsko wcześnie wstaje do roboty… Mytrix, ale on skomentował. Ktoś się chwalił w SB, że kończy o 15. Ogary poszły w las. ;-)

To pisałam ja, Finkla.

lozanf@fantastyka.pl

Właśnie, muszę przestać komentować teksty, o które mogę zostać posądzony :-) A później podszywać się jako anonim pod kogoś innego :-) Myślę, że ta 5 rano to zmyłka :D

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Sugerujesz Naz? ;-)

lozanf@fantastyka.pl

Inny warsztat :)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Fajne, z wykorzystaniem mitologii, ale tak z jajem. Trochę mi brakło lekkiego popsucia optymizmu na końcu, ale to kwestia gustów. Pozytywna puenta też jest dobra i… tak naprawdę wcale nie taka pozytywna, bo mówiąca o tym, czego ludzie sami z siebie osiągnąć nie potrafią. Dobry tekst.

 

Autorstwo… Najpierw pomyślałem, że skoro o Vidarze, to pewnie Wicked – ale nie jego styl pisania… Potem pomyślałem, ze Staruch, ale chyba też kilka elementów temu przeczy. Hm, Bronchospazm?

 

Wilku, Anonim wita Cię serdecznie i cieszy się, że opko Ci się podobało. Co do puenty, to przecież nie dla każdego pozytywna. Pomyśl o nudzących się walkiriach i wikingach. ;)

 

Mytriksie, Finklo (bo przecież wiem, że to ty), Wilku, Anonim z dużym zainteresowaniem przygląda się dyskusji na temat jego tożsamości i sprawia mu ona mnóstwo frajdy. Nie może ani potwierdzić, ani zaprzeczyć trafności Waszch typów. Przyznaje jedynie, że nie jest Mytrixem. ;)

Po to się podpisuję, żeby wszyscy wiedzieli. ;-)

Słusznie, nie potwierdzaj, nie zaprzeczaj. Wiem, że zabawa przy zgadywaniu świetna. Zaprawdę, powiadam Wam, załóżcie sobie wątek do zgadywanek. A jak nie wierzycie, to możecie obejrzeć stary, przy okazji czarno-białego konkursu.

Mytriksa samiśmy wykluczyli… ;-)

Finkla

lozanf@fantastyka.pl

Swoboda wzmianki o ICD-10 tak czy inaczej dość zawęża grono podejrzanych ;-) Ale fakt, ze jest ich jeszcze całe grono ;-)

Już na wstępie zaznaczę, że niezwykle ciężko mnie rozśmieszyć. Uważam, że dla literata rozśmieszanie i straszenie to najtrudniejsze zadania. O wiele łatwiej wzruszyć, wciągnąć w akcję, zasmucić. Książki naprawdę śmieszne to prawdziwa rzadkość. Większość tylko sili się na bycie zabawnymi i traktowana jest jako literatura na wesoło z racji niepoważnej konwencji lub kilku skeczy ukrytych w fabule, ale tak naprawdę mało kogo śmieszy. A już na pewno nie mnie. Dlatego, gdybym znalazł się w jury konkursu na zabawne opowiadanie, zapewne nikt by w nim nie wygrał. Ja nawet nie udaję, że mnie jakoś specjalnie bawi twórczość Pratchetta.

Komentowałem ostatnio kilka "wesołych" tekstów i żaden nawet nie poruszył kącika moich ust. Twój tekst również pozostawił mnie obojętnym. Bo skoro nastawiam się na zabawny utwór opublikowany w ramach konkursu na wesoło, to spodziewam się chociaż permanentnego uśmiechu na gębie. Bo wiem z góry, że z krzesła raczej nie spadnę. A to (przelotny uśmiech) zdarzyło mi się podczas lektury "Widara" tylko raz. I zastanawiam się co, poza moim być może specyficznym poczuciem humoru, poszło nie tak.

Niby jest sporo "kurwa" w tekście, a mimo to opowiastka pozbawiona jest pazura. Wszystko w niej jest letnie, utrzymane w takim niby zabawnym duchu, ale nie jest niestety śmiesznie, a raczej pociesznie. Weźmy sam pomysł: bóg wikingów mieszka w Bieszczadach i lubi ciszę, wkurzają go hałasy, więc namawia walkirie i wojowników z Walhallii, by uciszyli wszelkie hałasy na hasło "kurwa" i stuknięcie butem. Boki zrywać. Okazuje się, że cisza, a pośrednio "kurwa" i wikingowie, mają zbawcze konsekwencje dla świata… Przyznam, że ani mnie to nie rozbawiło, ani poruszyło oryginalnością. Po prostu zwykła, niezbyt wyszukana, a nawet nieco wydumana opowiastka. Bo niby co ma Widar do wiatraka? Zero napięcia, emocji, powalających gagów, ciekawych bohaterów, zaskakującej puenty, fajnej gry słów, czy interesującej gry skojarzeń. Uśmiechnąłem się tylko przy "kurwa" jako towarze eksportowym Polski.

Technicznie nie mam większych zastrzeżeń. Poza jednym – sporo rzeczy opisujesz/opowiadasz, a nie pokazujesz w postaci akcji/wydarzeń, które byśmy oglądali "na żywo" i którymi moglibyśmy się emocjonować.

Warsztatowo jest raczej dobrze, bez zgrzytów, pióro w miarę sprawne. Może niektóre zdania chcą za dużo przekazać i wydają się nazbyt spuchnięte, ale to nie wpływa znacząco na płynność tekstu.

Literacko tak sobie, poprawnie, bez wyszukanych środków i chwytów. Bez wzlotów i fajerwerków. Jest niby "kurwa" ale poza tym zarówno sama historia, jak i styl są jakieś takie grzeczne, proste, mało porywające. Nie wiem czego zabrakło. Ikry? Jaj? Zęba? Pazura? Ciętego języka?

Ale czegoś mi ewidentnie zabrakło.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Komentarze Marasa są jednymi z moich ulubionych :D

Zgodzę się, że napisać naprawdę dobre opko humorystyczne jest ciężko. W dodatku ludzi śmieszą różne rzeczy, więc i target konkretnego typu humoru może okazać się dość wąski.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Trzeba kiedyś zrobić w sekcji pojedynków starcie Maras vs Cień Burzy. Forma: komentarz.

gdybym znalazł się w jury konkursu na zabawne opowiadanie, zapewne nikt by w nim nie wygrał.

Marasie, i jakżesz na takie dictum odpowiedzieć?!

 

Anonim właściwie zgadza się z opinią, że napisanie czegoś zabawnego to sztuka niełatwa, choć uważa, że akurat Pratchettowi to się udało. :) Czy udało się Anonimowi? No, w sumie uśmiechnąłeś się przynajmniej raz, a to już dużo. ;) Tym bardziej, że – takie przynajmniej wrażenie ma Anonim – nagły wysyp śmiesznych tekścików w dniach Twojego dyżuru lekko już cię irytuje.

Jest niby "kurwa" ale poza tym zarówno sama historia, jak i styl są jakieś takie grzeczne, proste, mało porywające. Nie wiem czego zabrakło. Ikry? Jaj? Zęba? Pazura? Ciętego języka?

Oczywiście, zawsze można kurwę podkręcić, podobnie jak samą historię, ale problem przy tego typu tekstach polega na tym, że granica między śmiesznością a ordynarnością jest bardzo wąska. Anonim uważa, że wyszło w sam raz. Może następnym razem razem odważy się trochę podkręcić, a jak się nie uda i przedobrzy, zwali winę na Ciebie. ;)

 

PS a typów autorstwa nie będzie?

Pratchetta wszyscy chwalą, a ja mimo kilku prób nie potrafiłem przeczytać pierwszej części.

Za to “Zodiac” Neala Stephensona uważam za dobrze nasycony humorem. Tyle ze to humor dosś specyficzny, w dodatku nie stanowi głównej warstwy/gatunku (to raczej coś w pośredniego między akcją i lekkim kryminałem).

 

“Zodiaca” Anonim nie czytał. Pewnie dlatego, że poległ na “Cyklu barokowym” i zraził się do autora.

A którą pierwszą część Pratchetta czytałeś? Bo tam jest kilka podcykli. Anonim Zna ludzi, którzy nie cierpią opowieści o Rincewindzie, a uwielbiają na przykład cykl o Śmierci.

 

A swoją drogą Anonim jest ciekawy, jak wygląda lista śmiesznych książek Marasa. ;)

Nie tylko Anonim jest ciekawy. ;)

Ten pierwszy-pierwszy. A cykl barokowy wykańcza wszystkich. Na szczęście to jednorazowy wybryk, także odpadłem. Stephenson dosłownie każdą książkę pisze w innym stylu.

 

Swoja drogą ktoś chwalący Pratchetta narzekał na KrzykKrzyczącym Pudełku na Cykl Barokowy… Hm… :P 

Rzadkość, dobry humor to naprawdę rzadkość. Raczej to poszczególne sceny w tekstach literackich potrafią rozśmieszyć, chociażby u Andrzeja Sapkowskiego (wiadomo), Neila Gaimana (Gwiezdny pył), Scotta Lyncha (Locke Lamora), Douglasa Adamsa (cykl Autostopem przez Galaktykę), Andy'ego Weira (Marsjanin), Fredericka Browna (Marsjanie do domu), trafiają się dobre momenty także u wspomnianego Terry’ego Pratchetta (Świat dysku). Czasem bawią humorystyczne opowiadania, na przykład Roberta Sheckleya czy Mike’a Resnicka. Całe książki (nie zawsze są to powieści) już trudniej znaleźć. Ale pamiętam, że uśmiechałem się na przykład przy wymienionych niżej pozycjach. Wymieniam je wszystkie z pamięci, więc lista jest niekompletna i być może przy drugim podejściu nie wydałyby się już takie zabawne.

Bill, bohater Galaktyki – Harry Harrison

Paragraf 22 – Joseph Heller

Zapiski na pudełku zapałek– Umberto Eco

trylogia Iluminaci – Robert Shea i Robert Wilson

Merlin oraz Faust – Robert Nye

Syreny z Tytana oraz Kocia kołyska – Kurt Vonnegut

Dzienniki Gwiazdowe, Opowieści o pilocie Pirxie – Stanisław Lem

Trzech panów w łódce (nie licząc psa) – Jerome K. Jerome

cykl Galloway Gallegher (Próżny robot) oraz cykl Hogbenowie (Stos kłopotów) – Henry Kuttner

cykl Wielki Guslar – Kirył Bułyczow

Czerwone koszule – John Scalzi

Narzeczona księcia – William Goldman

Po przeczytaniu spalić monitor.

Drobne pytanie, z którym trochę nie bardzo na forum. Akt Powieści ~20000 słów, którą można rozłożyć na 7 rozdziałów. Można tu publikować po rozdziale, a jak co, to gdzie tu taką opublikować?

A. Sobczak

I przybędziemy, kiedy ktoś zawoła kurwa – wykrzyknęła radośnie Olrun, dowodząc, że pilnie słuchała opowieści gościa.

I tu się szczerze zaśmiałem. Orzesz ku… no to będzie armagedon.

Dalej było równie dobrze.

Przeczytałem z przyjemnością i uśmiechem.

 

Arturze, można publikować po rozdziale, ale to słaba strategia. W całości też nie lepiej. Prawie nikt nie lubi fragmentów i prawie nikt nie będzie czytał mikropowieści nowicjusza, o którym nic nie wiadomo. Dyżurni są zwolnieni i z fragmentów, i z tekstów powyżej 80 tys. znaków.

Najlepiej napisz jakiś krótszy tekst i pokaż w całości.

A miejsce na zadanie pytania wybrałeś przedziwne. Off top rzadkiej czystości.

lozanf@fantastyka.pl

Ja ze śmiechu płakałem przy 08/15 Hansa Hellmuta Kirsta. Choć nie tylko ze śmiechu.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Zastanawiam się, czy w tym konkursie znajdzie się tekst, który rzeczywiście mnie rozśmieszy. Byłeś blisko, Anonimie. Sympatyczne opowiadano. I nie wiem czemu ciągle czytam "Zemsta wiadra". :)

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

Ja też przeczytałem zemsta wiadra, co wywołało uśmiech.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Sympatyczne. Raczej nie do pękania ze śmiechu. Dla mnie to taki rodzaj tekstu o stosunkowo zabawnej wymowie, który nie tyle bawi czytelnika, ile poluje na jego uśmiech kilkoma zabawnym zdaniami/spostrzeżeniami. Fajny wyszedł Ci ten Widar. Taka zabawa kontrastami to zwykle bardzo sprawdzony element budowania humoru. W kwestii wulgaryzmów mogę napisać tyle, że ja ich w takiej czystej formie w literaturze nie trawię. Uważam, że jeśli już mają się pojawiać w humoreskach, to wyłącznie w jakiejś bezbolesnej formie (choćby słynne: AWRUK!). Podkreślam to, bo jeśli (mimo tych wulgaryzmów) przebrnąłem przez opowiadanie bezboleśnie, z poczuciem miło spędzonego czasu, jest to w moim przypadku również forma docenienia Twojego tekstu.

Podsumowując. Nie porwało mnie to opowiadanie aż tak, jak większości, ale też na pewno czytałem je z przyjemnością.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant

Ja przez pierwsze dwa dni myślałem, że tytuł to “Zemsta Wiadra”, nawet googlowałem boga o imieniu Wiadr…

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Prawie nikt nie lubi fragmentów

LożoWTrybieFinkla, ja bym polemizował, moim zdaniem prawie wszyscy nie lubią fragmentów :P 

Arturze, pewną strategią jest stworzenie niezależnego opowiadania, stanowiacego samodzielną całosć, nadającego się do samodzielnego czytania, ale osadzonego w tym samym świecie (i go w jakiś sposób uzupełniającego). Wtedy we wstępie można napisać o tym powiązaniu, co moze zaciekawić czytelników – potem można z co bardziej entuzjastycznymi komentującymi rozmawiać o tym, czy chcieliby mieć wgląd w samą powieść.

 

[Tutaj wszyscy wspominają pamiętne offtopy]

FRAGMENTAMI POWIEŚCI FANTASY JEST PIEKŁO WYBRUKOWANE!

Po przeczytaniu spalić monitor.

FRAGMENTAMI POWIEŚCI CYBERPUNKOWYCH JEST INTERNET WYBRUKOWANY!

Marasie, Anonim zabiera się do czytania tych książek z twojej listy, których jeszcze nie czytał. Jednocześnie wyraża przekonanie, że nie istnieje książka, która byłaby w całości śmieszna. To zresztą byłoby niebezpieczna dla zdrowia. Wyobraź sobie cegłę na pięćset stron, przy czytaniu której śmiejesz się cały czas. Tego nikt nie przeżyje. ;)

 

Arturze, Anonim nie ma nic przeciwko offtopom pod jego tekstem, ale jak już tu wpadłeś, to mógłbyś przynajmniej napisać słówko o tym, czy opko ci się podobało. :)

 

AQQ, fajnie, że przynajmniej było blisko. To już coś. ;)

 

Fizyku, Anonim dziękuje za ciepłe słowa. Tak, to byłby armagedon. :)

 

CM, Anomim cieszy się, że miałeś przyjemność z czytania. Fajnie, że udało mu się nie przedobrzyć.

 

AQQ, Mytrixie, MaSkrolu, wiadro, mówicie, chłopaki. Hmm, właściwie dlaczego nie. Proszę bardzo. :D

 

 

AQQ to kobieta :P

 

Swoja drogą ja dopiero po przeczytaniu tego opowiadania dowiedziałem się, że funkcjonuje pisownia Vidara przez W (do tej pory widziałem Vidar i Vidarr) ;-)

 

Wilku, zgódźmy się na “rzadko kto lubi fragmenty” i nie wdawajmy w dyskusję na temat liczby przeczeń w różnych językach.

lozanf@fantastyka.pl

Ups, Anonim przeprasza AQQ, jakoś mu tak z rozpędu wyszło. :)

Sympatyczna historyjka. Ale czy zabawna? Nie rozbawiły mnie ani przedstawione wydarzenia, ani niespecjalnie język, którym je opisano. Szkoda też, że komizm sytuacyjny zanikł, gdy wszystko zostało wyjaśnione na spotkaniu z Walkiriami, a potem wielokrotnie powtarzane na różnych przykładach. Wydaje mi się, że w takich króciakach trzeba żartować trochę szybciej i bardziej z zaskoczenia, bo łatwo wytracić impet. ;)

Ech, krótko mówiąc rozbawiani czytelników jest pikielnie trudne. Anonim cieszy się jednak, że historyjka jest przynajmniej sympatyczna. :)

Przeprosiny przyjęte, choć w tak zacnym towarzystwie mogę robić nawet za chłopaka. :D

"Fajne, a nawet jakby nie było fajne to i tak poszedłbym nominować, bo Drakaina powiedziała, że fajne". - MaSkrol

:D

Ja nie wiem, czy przeczytałam “zemsta wiadra” sama z siebie, czy dlatego, że poniedziałkowy tekst taki ma właśnie tytuł… Jakby nie było, opowiadanie może nie wywołało u mnie gromkiego śmiechu, ale na pewno czytało się je przyjemnie. Fajny pomysł i dobrze wykonany. Życzę powodzenia w konkursie!

Bardzo przyjemne, zabawne opowiadanie! Czyta się je lekko, a puenta jest bardzo udana. Cieszę się, że znalazłem czas, aby je przeczytać. :)

Rosebelle, Corrinnie, Anonim dziękuje bardzo, za wizytę i miłe słowa.

Rozbawił mnie fragment z uciszaniem ludzi i ich sprzętów i opis natury posłusznie słuchającej Widara. :D Potem było już gorzej, to jest całość wyszła sympatycznie, ale sam pomysł z magicznym działaniem pewnego słowa mnie nie rozśmieszył. Plus za uniknięcie przesady w używaniu wulgaryzmów.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Podziwiam sposób prowadzenia narracji – pierwsza klasa, pięknie napisane. Może nie chichotałam podczas czytania, dla mnie to raczej opowiadanie skłaniające do refleksji nad ludzkim zachowaniem. Do tego stopnia, że gdy teraz zdarza mi sie przeklnąć, myślę sobie "oho! Uważaj na wikingów"… czyli wywarło wpływ, zostało zapamiętane;) a to ważne. Pozdrawiaml

Czytało się to opowiadanie całkiem przyjemnie i było sympatyczne, ale w sumie to tyle. Jakoś nie zapadło mi w pamieć ani nie rozbawiło zanadto. Ogólnie całkiem fajny pomysł, zwłaszcza, że ja bardzo lubię mieszanie mitologii ze światem współczesnym. Zabrakło mi chyba jednak trochę tego “fun” w tym tekście, czegoś co rzeczywiście, wywołałoby przynajmniej uśmiech na mojej twarzy. 

SzyszkowyDziadku, Anonim bardzo się cieszy, że rozbawił Cię akurat ten fragment, bo sam chichrał najbardziej właśnie przy pisaniu tej części opowiadania. :) Anonim rozumie i akceptuje Twoją niechęć do wulgaryzmów. Osobiście podziela pogląd Widara, że k… powinna być przeznaczona jedynie na specjalne okazje. Stąd też starał się używać jej bardzo umiarkowanie. :)

 

MarBac, Anonim dziękuje za miłe słowa. Fajnie, że opko ma aż taki wpływ. ;)

 

Cephiednomiko, skoro czytało Ci się to opko przyjemnie i sympatycznie, to już coś. Szkoda, że zabrakło do kompletu uśmiechu na twarzy, ale chyba nie da się rozbawić wszystkich. ;)

Całkiem fajne, aczkolwiek mam wrażenie, że nawet Widar nie będzie stosował terminologii operowej do piosenkarek w radiu.

Natomiast pomysł bardzo bym chciała, żeby został zrealizowany :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Drakaino, Anonim jest niezmiernie rad z Twojej wizyty, a jeszcze bardziej z tego, że opko Ci się podobało. :)

Anonim również byłby szczęśliwy, gdyby komando wikingów uciszyło trochę ludzi. :)

Ach, i Anonim zaprasza jeszcze do zerknięcia na szorcik “Zemsta wiadra”. Co prawda tekścik nie jest w konkursie, ale może też Ci się spodoba.

Tak, już do tego dochodzę :)

 

A co z tą terminologią operową? Dlaczego sopranistka a nie piosenkarka? Jeśli to celowe, bo wiking tak myśli, podkreśliłabym. W obecnej formie brzmi mi sztucznie.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Chodziło raczej o najwyższy kobiecy głos. Sopran sprawdza się w operze, ale na co dzień trochę wierci w uchu. Zwłaszcza, jeśli właścicielka sopranu jest pod wpływem. ;)

A mnie chodziło o to, że nikt nie powie “sopranistka” o piosenkarce z nawet najwyższym głosem. Od biedy “sopran w radiu” by uszło, choć “wysoki piskliwy głos” byłoby naturalniejsze. ale sopranistka mi zgrzyta w tym kontekście. Chyba że Widar słucha na co dzień opery (Wagnera, oczywiście) i tak mu się kojarzy.

 

Zemstę wiadra przeczytałam, jest boska i powinna być w konkursie – to przecież fun konkurs, więc fanfiki do opowiadań powinny być akceptowane. Zgłosiłam to pod wiadrem.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Anonim myśli, że akurat Wagnera Widar mógłby słuchać, w końcu w tych operach było coś o jego rodzinie. ;)

Stad właśnie moje skojarzenia. Jak mówię – zrobiłabym coś z tego ;)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Piękne, dawno się tak nie uśmiałem. Przyjemne i krótkie, bardzo dobrze się czytało.

Drakaino, Anonim coś z tego zrobił. :)

 

GadBlessed, Anonim bardzo dziękuje za odwiedziny, cieszy się, że opko się spodobało i zaprasza do zajrzenia do dalszego ciągu tej historii w “Zemście wiadra” i najnowszym szorciku: “Zemsta Widara. Sto lat później”.

sopraniczne piski

Hmm.

 którzy odwiedzali to miejsce

Ten wtręt nie jest niezbędny, a na moje ucho, psuje rytm.

 wydała wyjątkowo wysoki

Aliteracja.

 wybiegł z domu z zamiarem uspokojenia imprezowiczów. Nie była to łatwa decyzja i świadczyła o jego głębokiej frustracji

Może troszeczkę zbyt usilnie o tym zapewniasz. Skróciłabym.

nie miał zbyt wysokich umiejętności społecznych

"Wysokich umiejętności"? Hem?

 Zacinał się nawet wśród swoich, w Asgardzie, a co tu dopiero mówić o śmiertelnikach.

Hmm. Sama nie wiem.

 introwertyka i dodał kilka mądrze brzmiących określeń z ICD-10

Introwersja nie jest zaburzeniem (zaraz przyjdzie jeden z naszych psychologów i powie, żebym się przestała mądrzyć :D)

 pewnie miało to coś wspólnego z faktem, że był bogiem zemsty

To bym też skróciła.

 bujał się między nieśmiałością i wycofaniem, a chęcią skopania komuś tyłka.

To wygląda, jakby tu były trzy człony, kiedy są tylko dwa. Skasowałabym " i wycofaniem".

 starczyło mu akurat na tyle, żeby dojść

Trochę nie teges. Może: starczyło mu akurat, żeby dojść…?

 nie zareagowali,

Skasowałabym – skoro nie zauważyli, to jak mieli zareagować?

 opowiadali sobie jakąś historię

Potknęłam się. Historię?

 Wściekłość

Wściekłość już była przed chwilą.

 Przyroda odetchnęła z ulgą.

Cały ten i poprzedni akapit heart

 poczerwieniałymi już od wstrzymywanego oddechu.

Hmm.

jedyne czego pragnę

Jedyne, czego pragnę.

 kiwały się potakująco

Hmm.

 Odprężył się, gdy znalazł się

Dwa "się" tuż obok siebie, nieładnie.

 Kroczył radośnie, rozmyślając o niuansach języka.

??? Nie łapię.

 brzmiała jak werbel wzywający wikingów do walki. Szkoda tylko, że ludzie nadużywali tego słowa. „Powinno być przeznaczone na specjalne okazje – dumał Widar. – Takie jak ta”.

I bloody love you.

 dobiegł go tumult od strony obozowiska

Hmm. Przestawiłabym: od strony obozowiska dobiegł go tumult (tumult?).

 do ostatnich drzew, za którymi zaczynała się wolna przestrzeń

No, dlatego były ostatnie, nie?

westchnięciem

Z westchnieniem. Panie, panowie i wariacje na temat, jeśli ktoś jeszcze napisze "westchnięcie", to

 które skrupulatnie wyzbierał z trawy.

Hmm.

 stwierdził, nie kierując tych słów do nikogo konkretnego.

Stwierdzenie nie musi być do nikogo skierowane.

 Tia… Tia… Tia… Tia… Tia… Tia… Tak! – zaświergolił w odpowiedzi jakiś ptak.

heart

 kuć póki

Kuć, póki. Przy okazji – powtarzasz "szybciej".

 żeby porozmawiać w tym hałasie, trzeba było do siebie krzyczeć

Hmm.

 Starał się jednak nie dać po sobie poznać, jak wielką udręką jest dla niego to spotkanie

Trochę za mocno zapewniasz.

 Kobiety zapaliły się do niego.

… hmm…

 prawda była taka, że zwyczajnie nie wiedziały, co mogłyby robić

Skróciłabym.

 wolała upewnić się, czy dobrze zrozumiała

Wolała się upewnić, że dobrze zrozumiała.

wysławiać się bez jąkania.

No, nie wiem.

 będą bali się was wezwać

Będą się bali was wezwać. "Się" na końcu jest rusycyzmem, w polszczyźnie możesz je wstawić przed czasownik.

 pogrążył się w milczeniu, zastanawiając się nad odpowiedzią

Skracalne, i uważaj na "się". Dużo ich.

 Oni tam teraz wszyscy używają skrótów – dodał.

OK…

 z takim rozmachem walnęła kuflem o blat

Lepiej: walnęła kuflem o blat z takim rozmachem.

 z wojownikami

A nie z wojowniczkami? Z Walkiriami, znaczy?

 zadowolony ze spełnionej misji

Hmm.

 wiadomo andrzejki

Wiadomo, andrzejki.

 odpowiedzią było pogłośnienie muzyki

Coś mi tu nie tegesuje.

 przyczyną takiego stanu rzeczy.

Lepiej: tego stanu rzeczy.

policja nie uwierzyli

Uważaj na związki zgody – najlepiej przeformułuj zdanie.

 nie chroniły przed nimi, ani stanowisko

Tu bez przecinka.

 ani nawet immunitet

heart

 w ciągu zaledwie jednego pokolenia

Pokolenie to nie okres czasu.

 cieszył się ciszą

Noo… niech Ci będzie ;P

 

I to jest porządny tekst. Zdecydowanie najlepszy z płodów konkursu, które dotąd przeczytałam (nie przeczytałam ich wiele, ale jeśli próbka jest reprezentatywna, to plasujesz się wysoko). Parę razy wywołał chichotki, jest niegłupi, sympatyczny i napisany po polsku, choć miejscami rozwlekły.

 Sama bym czasem takich wikingów przywołała

Ja też!

 problem przy tego typu tekstach polega na tym, że granica między śmiesznością a ordynarnością jest bardzo wąska. Anonim uważa, że wyszło w sam raz.

Otóż to. Zgadzam się z Anonimem :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Tarnino, Anonim wita Cię serdecznie i dziękuje za wnikliwą korektę. Większość uwag już uwzględnił, są jeszcze uwagi, z którymi się zgadza, ale nie potrafi na szybko wymyślić, ja zmienić tekst.

 

Introwersja nie jest zaburzeniem (zaraz przyjdzie jeden z naszych psychologów i powie, żebym się przestała mądrzyć :D)

No nie jest, ale w połączeniu z resztą działa na niekorzyść Widara. ;)

 

 żeby porozmawiać w tym hałasie, trzeba było do siebie krzyczeć

Hmm.

Czemu hmm. Jeśli nigdy nie znalazłaś się w miejscu tak głośnym, że trzeba się drześ do sąsiada, aby cokolwiek usłyszał, to jesteś szczźśliwym człowiekiem. ;)

 

 z wojownikami

A nie z wojowniczkami? Z Walkiriami, znaczy?

Gadał z walkiriami, ale wojownicy hałasowali w tle. Jak już ustalił z dziewczynami szczegóły, trzeba było je przekazać chłopakom. A ci się tak ucieszyli z roboty, że poklepywali boga po plecach. :)

 

Anonim musi przyznać, że trochę obawiał się Twojej wizyty. Zastanawiał się bowiem, jak zareagujesz na te wszystkie szeleszczące liście, werble wzywające wigingów i cieszącego się ciszą Widara. I jest bardzo zadowolony, że ci się te kwiatki spodobały. :D

 

A czytałaś już Zemstę wiadra i Zemstę Widara. sto lat później? Co prawda nie są w konkursie, ale może Ci się spodobają. :)

 

Jeśli nigdy nie znalazłaś się w miejscu tak głośnym, że trzeba się drześ do sąsiada, aby cokolwiek usłyszał, to jesteś szczźśliwym człowiekiem. ;)

Nie to kwestionowałam.

Jak już ustalił z dziewczynami szczegóły, trzeba było je przekazać chłopakom. A ci się tak ucieszyli z roboty, że poklepywali boga po plecach. :)

Aa, bo ja myślałam, że to tylko Walkirie brały w tym udział :)

A czytałaś już Zemstę wiadra i Zemstę Widara. sto lat później?

Czekają w kolejce.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Nie to kwestionowałam.

W takim razie Anonim nie łapie co jest nie tak.

Po prostu zdanie brzmi niezręcznie.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Hmm, ok, Anonim pomyśli. :)

Trzeba przyznać, że śmieszne, no i oryginalne. Brawo. Solidna robota.

Anonim bardzo dziękuje. I cieszy się, że rozbawił. :)

Ło Panie. ICD-10? Czy mamy medyka na sali?! A może jakąś pielęgniarkę…Toż to trop, że fiu fiu ;)

 

Uciszeni ludzie przestali na siebie wrzeszczeć, a wtedy zmniejszył się automatycznie poziom ich złości. Kiedy przestali się wściekać, zaczęli nagle słuchać innych ludzi. A kiedy zaczęli słuchać innych, odkryli ze zdumieniem, że potrafią się z nimi dogadać. A stąd był już tylko krok do stworzenia stabilnego i dostatniego kraju z zadowolonym społeczeństwem.

Nie, tak prości to nie jesteśmy i nie będziemy. Założę się, że wszystkie animozje zmieniłyby formę na ekspresję pisemną ;)

Ale tak w ogóle, to mnie ciężko rozbawić… :)

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Anonim wita Czwartkowego Dyżurnego i zapytuje, czy Dżurny ma jakieś konkretne podejrzenia, co do tożsamości Anonima.

Nie, tak prości to nie jesteśmy i nie będziemy.

No, ale pomrzyć można. ;)

 

Ale tak w ogóle, to mnie ciężko rozbawić… :)

Znaczy nie podobało się? crying

 

A może Czwartkowy Dyżurny zajrzy jeszcze do “Zemsty wiadra” i “Zemsty Widara. Sto lat później”. :)

 

 

Nie. Nie mam. Ale kto się orientuje w sprawach wykształcenia/pracy wykonywanej portalowiczów, to będzie wiedział ;)

Podobało się o tyle, o ile wyznacznikiem będzie sprawność kreślenia fabuły i tworzenia obrazów, ale tu chodzi o salwy śmiechu, których nie doświadczyłem…

Nie mogę obiecać ale się postaram :)

:D

Doczłapałam się i ja do widarowskich światów.

Podoba mi się Zemsta Widara. Przyjemna opowieść z morałem, zabawna, zamknięta w sensie fabuły. Widar charakterystyczny, Walkirie waleczne. Tak, bawi:DDD

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Anonim dziękuje za wizytę i bardzo się cieszy, że Widar bawi kolejnego czytelnika. :)

Dotarłam z komentarzem do legendarnego Widara – a przyznam, że było to jedno z pierwszych opowiadań, jakie czytałam zaraz po rejestracji. Opowiadanie nie jest przesycone humorem do cna, ale sam w sobie zabawny pomysł jest zrealizowany w fajny sposób, więc całokształt wychodzi faktycznie śmiesznie! No i ten KURW, cóż to za piękna nazwa dla jednostki bojowej, GROM to może się schować – dla mnie zdecydowanie najśmieszniejszy element opowiadania.

 

P.S. Podczas lektury wyobrażałam sobie, że każda interwencja Wikingów jest teledyskiem do tego kawałka: https://www.youtube.com/watch?v=hxRzTbs83H0 (ach, Wikingowie spuszczający hałasującym łomot do rytmu…)

Anonim dziękuje za komentarz. Nazwanie Widara legendarnym bardzo poprawiło mu samopoczucie. :)

Anonim dziękuje również za linka. Wcześniej tego nie słyszał, a bardzo mu się spodobało. :)

Sympatyczne :)

Przynoszę radość :)

Urocze. I ubawiło. I wzbudziło żal, że to tylko fikcja.

Anet, Ninedin, Anonim dziękuje za wizytę i cieszy się, że się spodobało.

 

Ninedin, Anonim też żałuje, że to fikcja. Nawet spróbował, bo a nuż zadziała, ale niestety… ;)

Dobrze napisany, ciekawy tekst z kilkoma zabawnymi momentami, m.in. przy opisie walkirii, które nudziły się jak mopsy;) Moim zdaniem, największym atutem tego tekstu jest rozbudowany bohater, bóg ze skazami człowieka. Może nawet trochę autystyczny, bo nie lubi hałasu?

Jeśli na siłę miałabym się do czegoś przyczepić, to krzyk rozładowuje np. złość. Jeśli ludzie przestaliby wyrażać głośno emocje, zaczęliby je tłumić i prędzej czy później nastąpiłby jednak wybuch, albo ogólne problemy z ICD-10;) Jednak rozumiem, że zburzyłoby to koncepcję opowiadania.

Anonim cieszy się, że opko się podobało i Widar najwyraźniej też. Sądzi jednak, że terapeutyczne właściwości krzyku są mocno przereklamowane. Krzyk nie tylko nie rozładowuje gniewu, ale wręcz go wzbudza, szczególnie w tych, którzy są tego krzyku adresatami. Tłumić emocji rzecz jasna nie należy, ale można zwyczajnie powiedzieć, co człowiekowi na wątrobie leży, bez podnoszenia głosu. To przynosi lepsze rezultaty. ;)

…ale można zwyczajnie powiedzieć, co człowiekowi na wątrobie leży, bez podnoszenia głosu.

Anonimie, powiedz to Prometeuszowi. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

yes

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Moją reakcją na to było solidne “Ojezu” na dziesięć. Ale takie pozytywne “Ojezu”. Takie “Ojezu, to jest tak durne i absurdalne, że aż się podoba”.

Konkretne elementy posłodzili inni, a ja nie lubię powtarzać, więc powiem tylko, że jak dla mnie wszystko jest na swoim miejscu. Naprawdę bardzo dobre i zabawne opowiadanie.

Reg, Anonim długo myślał nad ripostą i nic nie wymyślił. To było naprawdę dobre. :D

 

Kordylianie, Anonim bardzo dziękuje i cieszy się, że Cię rozbawił. :)

Dziękuję, Anonimie i Tarnino! :)

Tak jakoś mam, że kiedy gdzieś słyszę/ czytam wzmiankę o wątrobie, natychmiast jawi mi się Prometeusz. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nikt nie chciał ryzykować spotkania wikingami

Literówka.

 

Fajne :) Podobało mi się to bujanie między nieśmiałością a chęcią kopania tyłków :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Kam, dzięki. :)

Uśmiechałam się – akronim i rytuał wzywający Wikingów fajne. Zgadzam się również, że tego zaklęcia nie należy nadużywać. Jak i żadnego innego, zresztą.

Fantastyka porządna, bez boskich i skandynawskich korzeni bohatera nic by z tego nie wyszło.

Jest pełna historia, ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. Zgadzam się z wieloma przesłaniami – sama jest introwertyczką i przyrodę lubię. Ech, gdyby zwłaszcza na polityków tak działało… Za te przesłania – plus.

Bohaterowie mogli być lepiej zarysowani. O Widarze wprawdzie sporo wiemy, (jak się taki introwertyczny abstynent wśród Wikingów uchował? ;-) ), jednak reszta to już szkice. Ale pewnie nie można mieć wszystkiego.

Zwalczanie hałasu wydaje mi się interesującym leitmotivem, rzadko spotykanym. Za to też plus.

Przecinkologia kuleje, zdarzają się powtórzenia.

Babska logika rządzi!

Irciu yes w życiu bym nie zgadła, że to Ty.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Finklo, dzięki wielkie. Szczerze mówiąc, nie myślałam, że Widar tak się spodoba.

Też jestem introwertyczką, nienawidzę hałasu. Kiedy u sąsiadów jest impreza mój nastrój buja się, jak u Widara, tym bardziej, że faktycznie wcześnie wstaję. Przydałoby się jakieś bóstwo, które można w takich chwilach wezwać. :)

 

Tarninoheart

Imprezowe sąsiady są złe.

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Idea zabawy przy ogłuszającej muzyce jest mi obca.

Babska logika rządzi!

Ach, te “dyskoteki” w Rabce… dlaczego, lube i drogie Ministerstwo Zdrowia (o ile tak się wonczas nazywałoś)? Czemuś mi to zrobiło?

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Ja, spóźniony komentator przybywam z gratulacjami! Nie specjalizuję się w fantasy ani jako twórca ani jako czytelnik, nie jestem też mocny w mitologiach, lecz ten tekst urzekł mnie swobodą, wyobraźnią i wreszcie tym urokliwym happy endem! Zapewne obraz jaki wykreowałaś w epilogu można między bajki włożyć, lecz to przecie fantastyka w dodatku okraszona humorem.

Szczególnie ujęło mnie zdanie

Oni nadużywają tego słowa i na dodatek to ich towar eksportowy, więc będziecie ganiać po całej Europie.

które przypomniało mi jedną scenę z “Seksmisji” :)

Tyle już tu napisano w komentarzach, że trudno cokolwiek dodać mądrego, niech więc te słowa świadczą o tym, że przybyłem, ujrzałem, dałem się uwieść. I kropka :)

 

Zależy mi na dobrej opinii u tych ludzi, o których mam dobrą opinię

Dzięki za wizytę. Zawsze miło mieć zadowolonych czytelników, nawet, jeśli normalnie preferują inny rodzaj literatury. :D

 

Zapewne obraz jaki wykreowałaś w epilogu można między bajki włożyć,

Ech, niestety masz rację, ale pomarzyć zawsze można. :)

Bajki są dobre. Lubimy bajki :)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

No… :)

Fajne, takie pozytywne i optymistyczne.

Taka kurwa, na przykład, brzmiała jak werbel wzywający wikingów do walki.

W czasach wikingów nie używano werbla, pojawił się dopiero w 16 wieku u landsknechtów, dla sterowania wielkimi czworobokami piechoty. Powinien być raczej róg.

 

Dzięki za wizytę i fajnie, że fajne. :)

 

W czasach wikingów nie używano werbla

Masz rację, ale szczerze mówiąc nawet o tym nie pomyślałam. Przyjmijmy, że Widar żyje już tak długo, że werble miał okazje słyszeć, a róg zapomnieć. ;)

Niniejszy komentarz, wszystkie występujące w nim postacie i wydarzenia są fikcyjne. Żadne zwierzęta nie ucierpiały podczas tworzenia tego komentarza. Maras jest piękny i dobry. Metro Goldwyn Mayers. Wraa.

Przeczytałam to dawno, kiedy jeszcze widniało na górze biblioteki, w czasach, gdy byłam nieśmiałą początkującą użytkowniczką i wstydziłam się komentować, toteż nie skomentowałam. Wracam teraz. Przepraszam, że w ten sposób – pewnie tak nie wypada, powinnam, jeśli już wracam po takim czasie, sobie odświeżyć – ale czasu brak, wybory do loży się zbliżają, a ja chcę dobić wymaganą do głosu liczbę komentarzy, no i pojawiła się okazja, bo sami o tych opowiadaniach przypomnieliście w ramach pojedynku. Dobra, koniec przydługiego wstępu.

Mimo że czytałam jakiś czas temu, opowiadanie nadal pamiętam jak żywe. Scena w lesie z nieśmiałym Widarem starającym się zażegnać hałas najbardziej zapadła mi w pamięć – była świetna! Pomysł na “pogotowie od hałasu” robi robotę. Chociaż nie było tu humoru “bezpośredniego”, czyli takiego, który by sprawił, że śmiałabym się podczas czytania, to opowiadanie jako całość jest zabawne. Podobała mi się scena z wikingami w tv. Epilog jest genialny.

Mimo że opowiadanie nie jest poważne, przemyciłaś w nim poważny problem społeczeństwa i skłoniłaś do refleksji nad naszym, jako ludzkości, zachowaniem.

Dzięki, Sonato, cieszę się, że opko zapadło Ci w pamięć. I zawsze korzystaj z okazji. ;)

Nowa Fantastyka