- Opowiadanie: AMARI - Żebrak i złota popielniczka

Żebrak i złota popielniczka

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Żebrak i złota popielniczka

 

Kolejny ponury dzień. Kolejni ludzie spieszący się do pracy. Młodzież idąca do szkoły. Ludzie nie myślący o niczym innym jak o karierze, pieniądzach oraz własnym czubku nosa.

Byłem taki jak oni. Byłem…

Wiele lat temu straciłem wszystko na własne życzenie. Hazard był moja kochanką a ja zwierzałem jej się ze wszystkiego. Była jak moje drugie życie, pełna wiary i nadziei. Dawała oparcie w trudnych momentach. I wtedy nadszedł ten dzień. Ona odeszła, moje szczęście odeszło, opuściło mnie bez słowa pożegnania, nagle i gwałtownie. I tak zostałem sam z długami i bez nikogo. Resztki smutku topiłem w alkoholu, rozmyślając o tym że wszystko odeszło i że wszystko mi zabrano. Czułem się jak niepotrzebna zużyta ścierka.

Dworzec kolejowy stał się moim nowym domem, a także moją nową pracą gdyż od czasu do czasu udawało mi się złapać jakąś fuchę. A to przy zamiataniu a to przy czyszczeniu klozetów. Nie, narzekałem bo zawsze mogło być gorzej. Mogłem skończyć na cmentarzu, ale ja tak kurczowo trzymałem się życia, że nie potrafiłem go sobie odebrać. Późnym wieczorem szedłem do mojego drugiego miejsca. Do starego opuszczonego domu pod miastem. Blisko lasu, nikt tam raczej nie zaglądał. Krążyła kiedyś miejska legenda że żyje tam demon, który został wygnany z piekła i teraz błąka się po tym lesie strasząc ludzi.

Szczerze żadnego tu nie widziałem, nie licząc mnie – człowieka, który jako jedyny zamieszkiwał tę budę od kilku lat. Usiadłem na starym drewnianym krześle, które pomimo wielu lat użytkowania, dzielnie służyło dalej. Skrzypiąca podłoga, stawała się moim codziennym ukojeniem. Chata nie była za wielka, ale co ciekawe w miarę zadbana, jakby ktoś z niej wyszedł i nigdy już nie wrócił. Były meble, była toaleta z działającą kanalizą co strasznie mnie zdumiewało, była nawet bieżąca woda, czajnik, łóżko i pościele. Pralka, która czasem działała a czasem nie. Kuchenka gazowa, która przeważnie się nie psuła. Mogłem codziennie w miarę możliwości zjeść coś ciepłego a także napić się herbaty. W domu co również było dla mnie sporym zdumieniem funkcjonowała energia elektryczna, miałem więc zawsze światło. Zimą zbierałem drewno na opał, i paliłem je w kominku.

Zdumiewał mnie bardzo ważny fakt, nigdy nikt nie przyszedł tutaj z jakimkolwiek rachunkiem za zużycie wody, prądu czy też gazu. Nikt się tym domem w ogóle nie interesował. Czy to niesamowite? Mieszkałem można powiedzieć za darmo w ponurym lesie w podupadłej chacie, która była być może moim wynagrodzeniem za ciężkie czasy. Byłem w nim zawsze sam, nigdy nikt ze mną nie mieszkał. Zupełnie jakby ten budynek istniał tylko dla mnie.

Następnego dnia jak zwykle wybrałem się wczesnym rankiem na dworzec główny. Szedłem pieszo, około dwóch godzin, szybkim marszem. Nigdy nie jeździłem komunikacją miejską, nawet jak miałem pieniądze na bilet, wolałem kupić za nie jedzenie. Po drodze zawsze mijałem, bloki mieszkalne, osiedlowe przedszkole, sklepy, markety a także luksusowe osiedla na których nie brakowało niczego. Kiedyś tez tak mieszkałem, opływałem w luksusach, miałem wszystko, pieniądze, uznanie i prestiż i nagle wszystko straciłem. A swoją drogą zacząłem to tracić od pierwszego dnia, gdy tylko przekroczyłem próg kasyna, który swoimi przemyślanymi szyldami wręcz prosił o to, aby do niego wejść.

Wszedłem. I tak się zaczęło. Zacząłem grac na coraz większe pieniądze. A gdy zaczęło mi ich brakować, brałem z puli moich firmowych pieniędzy, aż w końcu zostałem bez niczego. Spłukany i oszukany. Tylko przez kogo? Przez ludzi? czy może po prostu przez swoja naiwność? To już nie miało znaczenia. Opuściła mnie żona, pewnie gdybyśmy mieli dzieci one tez by mnie zostawiły. Ponad dwustumetrowy dom poszedł na sprzedaż, mój ukochany lexus również. A wszystko ze sprzedaży, było na spłatę długów. Moich długów.

Czasem myślę że gdybym mógł cofnąć czas, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Oczywiście zakładając przy okazji że posiadałbym tę sama wiedze co teraz, aby już nigdy nie popełnić tego samego błędu.

Przekraczając próg dworca, ma się wrażenie że życie trwa tu całą wieczność. Od rana do wieczora, pełno ludzi. Rzadko kiedy są przestoje. Czasem nie ma nawet jak się przecisnąć wśród tej całej hołoty. Nigdy nie żebrałem, no może na początku, bo był to akt desperacji. Nie miałem nic do jedzenia ani picia. Pamiętam jak wtedy, dostałem dziesięć złotych od starszej kobiety. I od razu poszedłem kupić wodę mineralną i bułki. Nie patrząc nawet na ceny. A na dworcu są one stosunkowo wyższe jak w zwykłym przeciętnym sklepie. W końcu poszedłem po rozum do głowy i znalazłem niedaleko dworca sklepy oferujące tańsze produkty. Wtedy jeszcze o tym nie myślałem. Byłem zbyt głodny i spragniony, aby logicznie w tamtej chwili myśleć.  Musiałem nauczyć się nowego życia, przystosować się do czegoś co nawet w najgorszych snach mi się nie śniło. Inni bezdomni powiedzieli mi gdzie mogę się przenocować, gdzie wydaja za darmo posiłki. Nauczyli mnie jak mam sobie radzić, choć wśród nich byli i tacy którzy niekoniecznie byli skorzy do pomocy. Jednak, tak jest wszędzie nie tylko w świecie biznesu. Niektórzy ludzie po prostu uwielbiają żerować na cudzym nieszczęściu. To okrutne, ale bardzo prawdziwe.

Jeszcze cztery lata temu pytałem w każdym sklepie w każdym możliwym zakamarku na dworcu, czy jest jakaś praca dla mnie. Dzisiaj już nie muszę, sami mnie wołają gdy tylko mnie widzą, w zamian dostaje albo pieniądze albo jedzenie które starcza na jakiś czas. Dla kogoś kto nie ma nic, jest to jak manna z nieba. Zimą pewna kobieta z mężem podarowała mi dwa swetry, spodnie a także ciepła bieliznę. To niesamowite że ludzie bezinteresownie pomagają takim jak ja. Przecież oni nawet nie wiedzą jaki jestem, po prostu nie wiedza o mnie nic. A jednak jest garstka dobrych ludzi, dzięki nim mogłem jakoś przetrwać.

Dzisiaj miałem dobry dzień, trochę posprzątałem w kawiarni. Pomogłem przy zmywaku. I tak za cały dzień pracy, otrzymałem w sumie sto pięćdziesiąt złotych. Zarobiłem więcej niż ostatnim razem i to trzykrotnie. Poszedłem do sklepu znajdującego się pół kilometra od stacji, gdzie mogłem zrobić zakupy. Kupiłem chleb, mleko, herbatę, trochę konserw – i coś co było dla mnie luksusem – kawę i ciastka. A co należało mi się chociaż coś dobrego na dzisiejszy wieczór.

Wracając do mojej kwatery o której swoją droga dowiedziałem się bardzo przypadkowo. Kiedyś podsłuchałem rozmowę dwóch młodych ludzi w kawiarni, którzy opowiadali jak to na obrzeżach lasu przy mieście, znajduje się chata w której mieszka demon i nikt tam nie chodzi ze strachu. Ludzie ponoć opisywali różne relacje, jedni mieli straszne koszmary, drudzy lądowali w szpitalu psychiatrycznym. Ja nigdy nie wierzyłem w takie zjawiska, po prostu ludzie mają zbyt bujną wyobraźnie przez oglądanie tych wszystkich filmów w których pokazuje się różne nadprzyrodzone rzeczy a potem większość z nich przenosi je do świata realnego. Jeszcze tego samego dnia poszedłem to sprawdzić, czy faktycznie znajduje się tam dom w którym straszy. Dom był, zamieszkałem w nim od razu ale nie odczułem żadnych oddziaływań sił wyższych.

Byłem już prawie na miejscu, gdy zobaczyłem że skrzynka pocztowa jest otwarta. Stara zardzewiała, dość wysoka w kolorze białym, teraz nieco rudawa od starości. Ze środka wystawał list. Byłem zaskoczony i przerażony zarazem, przecież nikt od lat nie wysyłał to żadnych listów nie mówiąc o odwiedzaniu tego domu. Dla mnie było to na początku dziwne, zupełnie jakby ten dom nie istniał w tym świecie. Przed tyle lat żeby nawet zbłąkany pies, czy kot tu nie trafił, było zastanawiające. Dla mnie była to dobra opcja, mieszkałem sam i nie narzekałem na sąsiadów, bo ich po prostu nie było. Cóż miałem zrobić podszedłem do skrzynki i delikatnie wyciągnąłem list, był prostokątny w białej czystej kopercie. Z tyłu było tylko moje imię i nazwisko : Władysław Paciorzewicz.

I nic poza tym. Jak najprędzej otworzyłem kopertę, byłem ciekaw kto wie, że tu mieszkam. Byłem przekonany że może moja była żona, albo ktoś komu co gorsza znowu jestem winien jakiś dawny zaległy dług. Trzęsącymi się rękoma otwarłem kopertę, i wyjąłem list. W środku na dobrej jakości kremowym papierze, czarnymi literami ozdobionymi ornamentami złotych winogron widniał oto taki napis:

„ Pora spłacić swój dług”

Przeraziłem się, ze strachu upuściłem siatki z zakupami. Nie miałem kompletnie pojęcia kto to napisał i skąd zna moje imię i nazwisko a co gorsza wie gdzie mieszkam. Czy ktoś chce mnie zabić? Przecież nigdy nie zadzierałem z mafią, pod tym względem byłem ostrożny. A więc kto chce żebym oddał mu dług? Bank? Przecież oni i tak już wszystko wzięli. Nie brałem żadnego kredytu ani podejrzanych pożyczek. Co się u licha wyprawia?!

Pozbierałem siatki i pognałem do chaty. Otwarłem drzwi i delikatnie je zatrzasnąłem, zabezpieczając je łańcuchem. Co miałem w zwyczaju gdy zbliżała się noc. Poszedłem korytarzem w stronę kuchni, która była połączona z dużym salonem w którym przeważnie spałem. A tam ku mojemu zaskoczeniu, przy okrągłym szklanym stoliku kawowym ze złotymi zdobieniami, którego wcześniej tam nie było na równie bogatym fotelu w stylu angielskim siedział ktoś, kogo widziałem po raz pierwszy. Siedział przy mocnym świetle świeczki, wyglądającej jak lampion oprawiony w srebrne klamry. Było na tyle jasno iż mogłem dostrzec twarz młodego mężczyzny ubranego w dobrze skrojony granatowy garnitur z czerwonym krawatem oraz popijającego również czerwone wino. Muszę przyznać że był bardzo przystojny, włosy zaczesane do góry, krótkie i dobrze wystylizowane, pełne usta, grube ale zadbane brwi, pasujące do jego nieskazitelnie czystej i zadbanej cery. Jego twarz była w kształcie kwadratu, wzbudzająca respekt. Zwróciłem również uwagę na jego buty, które mógłbym przysiąc wykonane były z najprawdziwszej skóry krokodyla. I kolejny szczegół to jego wyraziste zielone oczy, które badawczo mnie obserwowały.

Byłem wręcz tak zaskoczony, że dopiero jego stanowczy a zarazem zrównoważony głos wyrwał mnie z otępienia.

– proszę, zapraszam usiądź wraz ze mną. – wzmocnił słowa zapraszającym gestem dłoni.

Kiwnąłem głową i usiadłem na takim samym krześle co on. Na stoliku zauważyłem bardzo drogą czerwoną butelkę wina. Jeden kieliszek był pusty, ten który był najbliżej mnie, z drugiego pił on. Wyraźnie rozkoszując się jego smakiem, zaraz obok butelki wina leżała popielniczka i nie byle jaka. Była cała ze złota, bez żadnych specjalnych zdobień. Jednakże w środku nie było żadnych niedopałków papierosów, co oznaczało że mój gość, jeśli w ogóle tak można powiedzieć jest tu od niedawna, i jeszcze nie zdążył widocznie zapalić.

– kim jesteś? – spytałem nieśmiało a moje czarno siwe włosy stanęły dęba, pomimo tego że i tak były krótkie, to teraz miałem wrażenie że zaraz mi wyjdą. Starałem się również ukryć moje zniszczone dłonie, zwijając je w pięść i chowając przy okazji kciuki do środka. Trzymałem je jednak na widoku, tak jak on. I zauważyłem że ma pomalowane paznokcie na czarno i kolczyk w prawym uchu, mieniący się jak diament. Pomimo bladej cery wyglądał na okaz zdrowia.

– hm… kim jestem pytasz. To zależy od punktu twojego widzenia.– odpowiedział mi nieznajomy

– czyli, od czego? – spytałem, bardziej pewnie i trochę głośniej, gdyż miałem wrażenie że mówię za cicho.

– od sytuacji, mój drogi. Twoja jest taka, że nie masz nic a moja że posiadam wszystko, czego dusza zapragnie a nawet czasem więcej. – przerwał by napić się wina, widocznie zaschło mu w gardle. Ja siedziałem wmurowany w swoje krzesło nie mając pojęcia kim jest ani po co przyszedł. Swoją drogą miałem przez chwilę myśl, aby uciec. Jednak co by mi to dało. Byłem ciekaw co wydarzy się dalej. Mój rozmówca zaczął kontynuować.

– jestem kimś kto może ci pomóc i to od razu, i to o tak– pstryknął palcami – jednak musi być udzielona twoja zgoda, inaczej, spędzisz resztę życia na ulicy. – spojrzał na mnie bardzo poważnie, znów popijając wino.

– jak to ,ja już jestem na ulicy, nie mam niczego – odpowiedziałem

– czyżby? – zakpił, po czym zbliżył się do mnie w geście pochylenia głowy – a jak myślisz, kto ci taka ładną chatkę postawił na drodze? Kto ci zesłał wiadomość o tym miejscu? Kto czuwał nad twym bezpieczeństwem przez całe sześć lat? Nie mówiąc już o tym aby, to miejsce było tajemnicą widoczna tylko dla twoich oczu. – widząc moje przerażenie w oczach uśmiechnął się tylko, biorąc łyk wina.

– jesteś demonem? – zapytałem z takim zaskoczeniem na twarzy, co sprawiło że bardzo go to rozśmieszyło.

– no raczej świętym mikołajem nie jestem, który rozdaje prezenty na lewo i prawo i to jeszcze za darmo! Ha ha!- roześmiał się na cały głos, pokazując cały szereg pięknych i równych białych zębów.

– czego chcesz ode mnie? – spytałem, chodź czułem jak spływa po mnie zimny pot po plecach. Bałem się go, teraz wszystko było jasne, to nie był przypadek że tu trafiłem. To miejsce faktycznie było przeklęte, i zamieszkiwane przez prawdziwego demona, który teraz siedział przede mną. Twarzą w twarz. Miał jakiś plan co do mnie, i to od dawna, skoro wszystko to było jego dziełem. Teraz już wiem dlaczego nikt tu nie przychodził, po prostu nikt tego domu fizycznie nie widział, prócz mnie oczywiście.

– w zamian za to iż czuwałem na twym nieszczęsnym życiem, które przecież mogłoby być tak bajeczne. Chcę abyś tu i teraz zdecydował, czego pragniesz. Czy chcesz takiego życia jak to, czy może chcesz na powrót powrócić do krainy opływającej w złoto i szczęście? Wybór należy do ciebie, mój przyjacielu.– ostatnie słowo podkreślił bardzo znacząco dając mi do zrozumienia iż jestem jakby jego wspólnikiem, gra słów która ma zadecydować o sukcesie albo porażce. Przeanalizowałem bardzo szybko swoje życie i stwierdziłem że było ono nędzne i chciałbym to naprawić. Wiedziałem na co się piszę i podjąłem decyzję.

– w jaki sposób chcesz mi pomóc, przecież mam u ciebie dług za twoją ochronę o którą w sumie się nie prosiłem –

– i właśnie dlatego tu jestem, bo masz potencjał. Bardzo rzadko się zdarza że tacy jak my wyżsi rangą, sami proponują pomoc, gdyż mamy od tego swoich pracowników, prawda? No ale, przyznaję ty jesteś wyjątkowy. Dlatego, wiele lat temu nie popełniłeś samobójstwa. Sporo pracy mi zajęło aby cie od tego odwlec, na szczęście się udało i jesteś wśród żywych. Chociaż zapewniam cię że wśród umarłych tez nie jest źle.

Po krótkiej ciszy dodał

– A więc rozumiem że przyjmujesz moją ofertę? – spytał z takim zaciekawieniem i oczekiwaniem jakby moja odpowiedź miała decydować o losach świata.

– tak, chcę twojej pomocy, chcę jak dawniej mieć pieniądze i prowadzić moją firmę. Chcę znów żyć, tak jak dawniej. – odrzekłem zgodnie z prawdą.

Demon nalał mi wina, i kazał się napić. Z drżącymi dłońmi chwyciłem kielich i zacząłem pić. A było to najlepsze wino jakie kiedykolwiek miałem w ustach.

 W ten sposób dał mi do zrozumienia przypieczętowaliśmy umowę.

– jest coś jeszcze.– dodał

– co takiego?– odpowiedziałem znów przerażony

– coś dobrego, zwłaszcza dla ciebie. Otóż umorzę ci twój dług jeśli dobrze wykorzystasz ten przedmiot.– wskazał na złota popielniczkę. – jest wykonana ze szczerego i najlepszego złota jaki wasz świat stworzył, nigdy się z nią nie rozstawaj a wszystko będzie dobrze.

Podniosłem ją i była ciężka, trochę nierówno wykonana, jakby ktoś zrobił ja ręcznie w pośpiechu nie zawracając sobie głowy estetyką wyglądu. Miała tylko jeden cel, służyć do gaszenia papierosów. Wtedy tak mi się wydawało…

– dobrze więc, ja tu się zasiedziałem a sprawy urzędowe same się nie załatwią, było mi miło Waldemarze, myślę że jeszcze się spotkamy. A tymczasem wyczekuj poranka, to on przyniesie ci radość i szczęście. Do zobaczenia i powodzenia. – rzucił na pożegnanie i wyszedł. Tak po prostu, zamykając za sobą delikatnie drzwi. Ale moment przecież były zabezpieczone łańcuchami, żeby je ściągnąć zajęłoby mu to przynajmniej kilkaset sekund, wstałem i pobiegłem zobaczyć, czy łańcuchy są zdjęte. I stwierdziłem że były w nienaruszonym stanie, tak jakby nikt nie wychodził z domu. No, cóż miałem do czynienia z prawdziwym demonem a one mogą wszystko. Wróciłem do pokoju, wszystko było tak jak przedtem. Wziąłem popielniczkę ze stołu i poszedłem na górę do łazienki, chciałem wziąć ciepły prysznic.

 Otwarłem drzwi a tam, taki luksus że król mógłby się śmiało pochwalić. Łazienka która nagle zwiększyła swoje rozmiary, teraz przypominała ogromny basen. Wszystko wykonane było z marmuru, kafelki na podłodze, tworzyły przepiękne dzieło sztuki uwieczniając Posejdona na tronie. Było nawet jacuzzi z podświetlanymi niebieskimi lampkami w środku, dwie wielkie umywalki ogromne i długie lustro ciągnące się na całą szerokość pomieszczenia. Obok umywalek była wielka wanna z dwoma pięknymi srebrnymi kurkami. Nade mną wisiały diamentowe żyrandole, w sumie były trzy i majestatycznie oświetlały ogromna łazienkę. Kompaktowa toaleta wraz z pisuarem znajdowała się nieopodal wanny. Były nawet ręczniki i szlafrok a także nowe ubrania starannie poskładane i położone na półce obok umywalki.

Szok.

To nie było to samo miejsce, to był przedsmak luksusu jakiego miałem już wkrótce zaznać.

Wychodząc po skończonej relaksacyjnej kąpieli, szedłem tym samym ponurym korytarzem zostawiając na razie za sobą rozkosz luksusu znajdująca się wręcz na wyciągnięcie ręki. Położyłem się na dole w sypialni do spania. Reszta była bez zmian, jednak to nie odebrało mi dobrego humoru, pomyślałem sobie nawet że może to nic złego że demon pragnie mi pomóc w wyjściu ponownie na salony. Przecież to jest coś do czego zostałem stworzony do luksusu, i z taką cudowna myślą natychmiast zasnąłem śniąc tylko o dawno zapomnianych sferach bogatego i kolorowego życia.

Na drugi dzień wstałem bardzo późno, było koło dziewiątej popołudniu, nigdy mi się nie zdarzyło spać tak długo. Od razu pobiegłem sprawdzić na górę czy luksusowa łazienka nadal tam jest. I niestety nie było, była za to ta sama obskurna szara toaleta jaką widywałem na co dzień, obdrapane ściany uszkodzone kafelki na podłodze. Nie czułem już tej radości co wczoraj, można powiedzieć że czułem się nieco zawiedziony, liczyłem na to że ponownie wykąpię się w cudownej regulowanej temperaturą wannie oraz że popływałam trochę w basenie a na dokładkę dla relaksu posiedzę dwadzieścia minut w jacuzzi. A tu wielkie rozczarowanie, może on kłamał może wcale nie czeka mnie nic dobrego, tylko to samo nędzne życie. Przez moment czułem się oszukany, jednak gdyby była to nieprawda, to znikła by również moja złota popielniczka. A ona jednak cały czas ze mną była. Wziąłem ją do ręki, i zacząłem oglądać na spodzie miała wygrawerowany napis na który wcześniej nie zwróciłem uwagi.

„ poznaj mego światła blask, dam ci złoto a ty mi czas”

Domyślałem się że być może taka będzie cena za pomoc, odbierze mi lata życia w zamian za bogate życie. Jak dla mnie sprawiedliwy układ wolę umrzeć bogato niż biednie i bez anonimowo. Gdy zszedłem na dół jakimś cudem na wieszaku na starej szafie wisiał srebrny elegancki garnitur, były również skórzane buty do kompletu w moim rozmiarze a także pozostała część garderoby od skarpet po krawat. Wszystko pochodziło od najdroższych projektantów. Czułem się teraz tak jakby ktoś właśnie dał mi mannę z nieba. Ubrałem się tak jak to miałem kiedyś w zwyczaju, zawiązałem zręcznie fioletowy krawat. Biała koszula była tak miękka i delikatna jakby wykonana była specjalnie dla mnie. na moje podrażnione i delikatne ciało. Spryskałem się kosztowną woda kolońska która stała na stoliku. Przejrzałem się w lustrze, które było zawieszone na ścianie. Teraz sam się nie mogłem poznać, wyglądałem tak jak, zaczynałem swoja biznesową karierę. Pociągła twarz, nieco krzaczaste brwi, brązowe oczy, wąskie usta i delikatnie odstające uszy, które pomimo wszystko nie zwracały na siebie uwagi w przeciwieństwie do mojego odstającego orlego nosa. Świeżo ogolona wczoraj twarz była zupełnie innym odbiciem. To niesamowite jak szybko można się zmienić, trochę lepszych ubrań, zmiana fryzury i stajesz się zupełnie kimś innym. O zupełnie innym myśleniu niż wcześniej to miało miejsce.

Zdjąłem łańcuchy, które wczoraj założyłem na drzwi w rekach cały czas miałem moja popielniczkę. Od teraz była moim talizmanem. Przed wyjściem czekał na mnie czarny luksusowy samochód, takim o jakim można sobie tylko pomarzyć. Nowiutki i jeszcze nie śmigany czarny bentley. Nie mogłem uwierzyć! A jednak ono czekało na mnie, podbiegłem w podskokach w środku były kluczyki wsadzone do stacyjki. Obok na fotelu pasażera leżały dokumenty. Moje dokumenty! Wszystkie odnowione z moim nowym wizerunkiem. Na kierownicy była kartka z adresem, postanowiłem natychmiast tam pojechać, przez cały czas śmiejąc się jak dziecko, które właśnie dostało upragniona zabawkę.

Pod wskazanym adresem znajdowała się bardzo bogata rezydencja ze sporymi hektarami ogrodu. Pałac na miarę króla. Brama otwarła się sama na górze zdobiły ją dwa diabełki pod postacią dzieci. Wjechałem na podjazd i wysiadłem. Podziwiając ogromną fontannę na środku i majestatyczne wejście do środka. Byłem przekonany z myślą o tym że pewnie tutaj dostane dalsze instrukcję co do tego co mam robić dalej. Niestety nikt nie wychodził na zewnątrz postanowiłem zapukać. Również cisza. W końcu wszedłem do środka, drzwi otwarły się bez żadnego oporu. Nie włączył się żaden alarm, nie wyskoczyły na mnie żadne psy. Wszędzie była cisza.

– halo jest tu ktoś?! – krzyknąłem, ale odpowiadała mi w dalszym ciągu cisza. Rozejrzałem się więc, ogromny hol i schody prowadzące do góry. Wszystko wykonane z najdroższego marmuru. Nagle spostrzegłem że na stoliku obok wejścia leżą klucze i kolejny list. Był zaadresowany do mnie. wyjąłem go i zacząłem czytać na głos.

„ Drogi Waldemarze, czytając tę wiadomość mam przeogromna nadzieję iż nowy samochód oraz ubranie sprawiło ci nadzwyczajna radość. Aczkolwiek to jeszcze nie wszystko. Dom w którym się teraz znajdujesz, należy od teraz oficjalnie do ciebie. Aktualnie również pracujesz teraz dla mnie. będziesz zajmował sie tylko odpisywaniem e – maili do klientów. Nic poważnego, tylko tyle. Laptopa znajdziesz na górze w sypialni po lewej stronie. Pracujesz od jutra od 7 :00 do 12:00, pozostała część czasu jest dla ciebie. Baw się dobrze i pracuj mądrze. I pamiętaj nie zgub złotej popielniczki.”

Nie było podpisu, ale dla mnie było jasne kto mi to podarował i na dodatek dostałem jeszcze bardzo lekka pracę, no nie wierzę to jest jak sen! Nie potrafiłem nacieszyć się tymi wszystkimi przedmiotami jakie mnie otaczały, to było jak raj w którym teraz mogłem się bawić i robić co chcę.

 Na górze w sypialni prócz laptopa znalazłem także, portfel a w nim nielimitowaną złotą kartę. Mogłem sobie kupić co tylko dusza zapragnie. Obejrzałem całą rezydencję, była naprawdę olbrzymia zwiedzanie zajęło mi dobre dwie godziny, gdyż musiałem nacieszyć oczy tym całym wystrojem. Myślę że wynajęto tu dobrego dekoratora wnętrz. Wszystko w tym mini pałacu było dziełem sztuki od podłogi po sufity, które dzierżyły ciężkie żyrandole. Biegałem po domu jak dziecko. Nie mogłem nacieszyć się wspaniałością, tak cudownego piękna.

W końcu zmęczony, po raz pierwszy nierobieniem nic, poszedłem spać nastawiając wcześniej budzik na szafce nocnej na szóstą trzydzieści. Jutro dokładnie okaże się co mam robić, póki co jestem tak szczęśliwy iż nie potrafię myśleć ani trochę o czymś co miałoby być negatywne w jutrzejszym dniu. Ale o tym miałem dowiedzieć się dopiero jutro. Tymczasem tuliłem się do wielkiej satynowej niebieskiej poduszki na ogromnym wodnym łóżku, nie zdając sobie kompletnie sprawy w co się właśnie wpakowałem, ale niestety było już za późno…

Poranek.

Dzwoni budzik, a ja bardzo szybko wstaję, biorę prysznic. Ubieram się w garnitur, otwieram laptopa i pierwsze co odczytuję instrukcje która była napisana na białej kartce złotymi literami.

„ Witaj Waldemarze, twoja praca jak już wiesz będzie polegać na odpowiadaniu na e – maile klientów. Jednakże jest mały kruczek, na wszystkie listy masz odpowiadać twierdząco, niezależnie od tego jaka jest ich treść. Nic więcej, nie okazuj współczucia, nie przekonuj do zmiany decyzji. Po prostu zatwierdzaj i czytaj następną wiadomość i tak aż do dwunastej w południe.”

Byłem lekko zdziwiony, takim podejściem. Odpowiadać na wszystko, twierdząco. Ha! Nie ma nic prostszego, jestem za. I bardzo mnie to cieszy. Włączyłem więc laptopa, nie musiałem się nawet męczyć i szukać za dużo bo program załączył się sam. Tak oto miałem otwartego e – maila w komputerze a adres domniemanej firmy nazywał się uwaga: bogodplacimzlem@963369669.com

Nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać, dziwny adres. A jeszcze dziwniejsze były wiadomości na jakie musiałem odpowiadać, oczywiście zawsze pozytywnie. W jednym z e – maili jakaś Grażyna, prosiła mnie o to abym skończył z jej mężem, gdyż ciągle ją bije i ma tego serdecznie dość, że nie daję rady. Miałem tylko dwie opcje do wybory. Po lewej ZATWIERDZAM a po prawej NIE ZATWIERDZAM. Oczywiste było że wszystko zatwierdzałem, minusem że musiałem czytać losowo wybrane przez komputer listy, niektóre były bardzo dramatyczne jak na przykład ten:

„ … i proszę spraw aby mój mały braciszek w brzuszku mamusi umarł, bo ja nie chcę żeby rodzice kochali go bardziej jak mnie…”

Kolejny

„…i niech ją w końcu szlak jasny trafi, niech połamie sobie nogi i ręce i niech jej cała rodzina zgnije w tym cholernym rynsztoku, niech wszyscy umrą…”

I jeszcze jeden, który bardzo mnie zdenerwował

„ spraw, aby lot o numerze R7452, rozbił się dziś wieczorem wraz, z tą zarazą jedną, która odebrała mi męża i dzieci niech spłonie w piekle! Niech płonie w męczarniach, tak długo aż doszczętnie nie spłonie!”

Takie i podobnej treści e – maile przychodziły do mnie. Byłem w szoku, nie wiedziałem co ja robię. Z drugiej strony miałem wszytko zatwierdzać, ale co potem. Co się działo z tymi ludźmi, czy to jakaś podła gra z jego strony. Punktualnie o dwunastej laptop sam się wyłączył. Wyświetlając przedtem na ekranie „ dziękujemy za współpracę”.  I to by było na tyle, moja dzisiejsza praca dobiegła końca. W sumie to nic złego, przecież tylko siedzę i zatwierdzam tak jak mi kazał, no i pracuje tylko po pięć godzin dziennie. To nie jest jakaś super wymagająca praca, poza tym dobrze płaci. Mam wspaniale życie, mnóstwo pieniędzy a także nie muszę się niczego bać. Minął pierwszy tydzień, drugi , trzeci i kolejny. Za każdym razem gdy miałem zasiąść do laptopa o umówionej porze, czułem jak mnie trzęsie od środka, nie z powodu zimna, ale z powodu tego jak ludzie potrafią być nienawistni i okrutni. Tylko dlatego żeby, sami mogli mieć satysfakcje z czyjeś porażki czy tragedii. Od tej strony nie znałem naszego gatunku. Owszem wiedziałem, że nie jesteśmy święci, ale żeby aż tak. Po pracy byłem bardziej wyczerpany niż maratończyk po przebiegnięciu kilkudziesięciu kilometrów. Odczuwałem straszny dyskomfort psychiczny. Niektóre słowa tkwiły w mojej głowie jeszcze bardzo długo, nawet kilka dni zanim zdążyłem o nich zapomnieć.

Moje wystawne życie zaczęło mnie nagle nudzić, nie odczuwałem żadnej radości. Z dnia na dzień stawałem się cieniem samego siebie. Drogie ubrania, jadanie w najdroższych restauracjach. Nie chciałem tego, chciałem teraz normalne przeciętne życie które pozwala cieszyć się każdym aspektem przestrzeni, które nie jest namiastką luksusu. Pękłem dopiero po przeczytaniu tego e – maila

„ drogi demonie, chcę tylko swojej śmierci, wiem że mam dopiero jedenaście lat, ale ciężko mi bez rodziców i chce żebyś przyszedł i mnie zabrał do mamy i taty …proszę…”

Tego było już za wiele, miałem dość. Ile można!

Kliknąłem NIE ZATWIERDZAM.

Wiadomość zniknęła, ale w jej miejsce nie pojawiła się nowa. Komputer się wyłączył, tym razem bez pożegnania. Już wiedziałem że coś jest nie tak, sprzeciwiłem się. I zapewne czekała mnie kara. Nasłuchiwałem kiedy ktoś przyjdzie, albo też kiedy sufit zwali mi się na głowę. Nic takiego nie nastąpiło. Była ósma czterdzieści jeden. Zszedłem na dół do salonu. Na szklanym stole leżała moja złota popielniczka, obok niej paczka papierosów i równie złota zapalniczka. Wcześniej ich tu nie było. Wiedziałem że są dla mnie. obok na podłodze leżały gazety w których opisane były ludzkie tragedie, były to najzwyklejsze gazety informacyjne. Nagłówki głosiły jasno i wyraźnie jakby wzajemnie się przekrzykiwały.

„ brutalnie zgwałcona kobieta w centrum handlowym”

„ kobieta, poroniła siódmym miesiącu w autobusie”

„ rozbity samolot, cudem przeżyli wszyscy prócz, jednej kobiety która spłonęła żywcem”

„ kierowca, wjeżdża w przestanek autobusowy, zabijając całą rodzie na miejscu”

Całe sterty gazet, a ja czułem się jak kat. Usiadłem i po raz ostatni spojrzałem na wspaniale ciągnący się ogród za tarasem, zapach róż, które nieco osładzały mój ponury nastrój. Nigdy nie paliłem, jednak wiedziałem że musze teraz to zrobić. Wyjąłem jednego czarnego papierosa z równie czarnego opakowania, wiedziałem co się stanie gdy zapalę. Złota zapalniczka z wizerunkiem śmierci zachęcała że nie będzie boleć.

 Miała rację.

 Nic nie czułem.

 

Koniec

Komentarze

Czy zapis dialogów od małej litery ma jakieś ukryte znaczenie dla tekstu? Bo szczerze mówiąc, może to drobiazg typograficzny, ale irytujący i utrudnia lekturę.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmmm. Bohater nie wzbudził mojej sympatii. No, kretyn po prostu. Najpierw przegrał w kasynie wszystko, co tylko mógł przegrać, a potem zawiera umowę, nawet nie pytając, co ma zrobić.

Właściwie nie wyjaśnia się motyw tytułowej popielniczki. Dlaczego miał się z nią nie rozstawać? Zresztą, przy sobie jej nie nosił…

Wykonanie słabe. Literówki, błędne konstrukcje, słowa użyte niezgodnie z instrukcją obsługi, zapis dialogów do remontu. Dlaczego wypowiedzi zaczynają się małymi literami? Interpunkcja kuleje.

Wyraźnie rozkoszując się jego smakiem, zaraz obok butelki wina leżała popielniczka i nie byle jaka.

W zdaniach tego typu nie wolno zmieniać podmiotu, bo wychodzi, że to popielniczka się rozkoszowała.

spytałem, chodź czułem jak spływa po mnie zimny pot po plecach.

Jest różnica między “chodź” i “choć”. Przecinek po “czułem”. Albo po mnie, albo po plecach.

od podłogi po sufity, które dzierżyły ciężkie żyrandole.

Czy sufit może cokolwiek dzierżyć?

Złota zapalniczka z wizerunkiem śmierci zachęcała że nie będzie boleć.

Raczej obiecywała niż zachęcała. Ale na upartego…

Babska logika rządzi!

Może i jest tu jakiś pomysł przestrzegający przed bezmierną żądzą bogactwa, ale został zamordowany koszmarnym, bardzo niechlujnym i nieporadnym wykonaniem. Dawno nie czytałam tak źle napisanego opowiadania – pełno tu błędów, literówek, zbędnych zaimków, fatalnie skonstruowanych zdań, słów użytych niezgodnie z ich znaczeniem, źle zapisanych dialogów, że o zlekceważonej interpunkcji nie wspomnę.

Mam nadzieję, Amari, że nim przystąpisz do kolejnych prób literackich, spróbujesz zaprzyjaźnić się z zasadami rządzącymi językiem polskim.

 

Szcze­rze żad­ne­go tu nie wi­dzia­łem… –> Co to znaczy szczerze nie widzieć?

 

była to­a­le­ta z dzia­ła­ją­cą ka­na­li­zą… –> Dlaczego nie kanalizacją?

 

Zimą zbie­ra­łem drew­no na opał,pa­li­łem je w ko­min­ku. –> Nie brzmi to najlepiej.

Proponuję: Zimą zbie­ra­łem drew­no i pa­li­łem nim w ko­min­ku.

 

Czy to nie­sa­mo­wi­te? –> Pewnie miało być: Czy to nie nie­sa­mo­wi­te?

 

Kie­dyś tez tak miesz­ka­łem… –> Literówka.

 

opły­wa­łem w luk­su­sach… –> opły­wa­łem w luksusy

 

gdy tylko prze­kro­czy­łem próg ka­sy­na, który swo­imi prze­my­śla­ny­mi szyl­da­mi wręcz pro­sił o to, aby do niego wejść. –> Kasyno jest rodzaju nijakiego, wiec: …gdy tylko prze­kro­czy­łem próg ka­sy­na, które swo­imi prze­my­śla­ny­mi szyl­da­mi wręcz pro­siło o to, aby do niego wejść.

 

Za­czą­łem grac na coraz więk­sze pie­nią­dze. –> Literówka.

 

Przez ludzi? czy może po pro­stu przez swoja na­iw­ność? –> Przez ludzi? Czy może po pro­stu przez swoja na­iw­ność?

 

gdy­by­śmy mieli dzie­ci one tez by mnie zo­sta­wi­ły. –> Literówka.

 

na sprze­daż, mój uko­cha­ny lexus rów­nież. A wszyst­ko ze sprze­da­ży, było na spła­tę dłu­gów. Moich dłu­gów. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

A na dwor­cu są one sto­sun­ko­wo wyż­sze jak w zwy­kłym prze­cięt­nym skle­pie. –> A na dwor­cu są one sto­sun­ko­wo wyż­sze, niż w zwy­kłym, prze­cięt­nym skle­pie.

 

nie my­śla­łem. Byłem zbyt głod­ny i spra­gnio­ny, aby lo­gicz­nie w tam­tej chwi­li my­śleć. –> Powtórzenie.

 

po­wie­dzie­li mi gdzie mogę się prze­no­co­wać… –> …po­wie­dzie­li mi gdzie mogę prze­no­co­wać

 

gdzie wy­da­ja za darmo po­sił­ki. –> Literówka.

 

sami mnie wo­ła­ją gdy tylko mnie widzą… –> Czy oba zaimki są konieczne?

 

w za­mian do­sta­je albo pie­nią­dze… –> Literówka.

 

nie wie­dza o mnie nic. –> Literówka.

 

lu­dzie mają zbyt bujną wy­obraź­nie… –> Literówka.

 

od lat nie wy­sy­łał to żad­nych li­stów… –> Literówka.

 

Przed tyle lat żeby nawet zbłą­ka­ny pies, czy kot tu nie tra­fił… –> Literówka.

 

Z tyłu było tylko moje imię i na­zwi­sko : –> Zbędna spacja przed dwukropkiem.

 

„ Pora spła­cić swój dług” –> Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

Otwar­łem drzwi i de­li­kat­nie je za­trza­sną­łem, za­bez­pie­cza­jąc je łań­cu­chem. –> Drugi zaimek zbędny.

 

lam­pion opra­wio­ny w srebr­ne klam­ry. –> O ile mi wiadomo, lampionów nie oprawia się w klamry.

 

do jego nie­ska­zi­tel­nie czy­stej i za­dba­nej cery. Jego twarz była w kształ­cie kwa­dra­tu, wzbu­dza­ją­ca re­spekt. Zwró­ci­łem rów­nież uwagę na jego buty, które mógł­bym przy­siąc wy­ko­na­ne były z naj­praw­dziw­szej skóry kro­ko­dy­la. I ko­lej­ny szcze­gół to jego wy­ra­zi­ste zie­lo­ne oczy, które ba­daw­czo mnie ob­ser­wo­wa­ły. Byłem wręcz tak za­sko­czo­ny, że do­pie­ro jego sta­now­czy… –> Zaimkoza i byłoza.

 

pro­szę, za­pra­szam usiądź wraz ze mną. – wzmoc­nił słowa za­pra­sza­ją­cym ge­stem dłoni. –> – Pro­szę, za­pra­szam usiądź wraz ze mną. – Wzmoc­nił słowa za­pra­sza­ją­cym ge­stem dłoni.

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Kiw­ną­łem głową i usia­dłem na takim samym krze­śle co on. –> Przed chwilą napisałaś, że przybysz siedział w fotelu.

 

Na sto­li­ku za­uwa­ży­łem bar­dzo drogą czer­wo­ną bu­tel­kę wina. –> Na sto­li­ku za­uwa­ży­łem bu­tel­kę bardzo drogiego, czerwonego wina.

Butelki nie bywają ani czerwone, ani a bardzo drogie.

 

Wy­raź­nie roz­ko­szu­jąc się jego sma­kiem, zaraz obok bu­tel­ki wina le­ża­ła po­piel­nicz­ka… –> Czy dobrze rozumiem, że leżąca popielniczka rozkoszowała się smakiem wina?

 

a moje czar­no siwe włosy sta­nę­ły dęba… –> …a moje czar­no-siwe włosy sta­nę­ły dęba

 

Sta­ra­łem się rów­nież ukryć moje znisz­czo­ne dło­nie, zwi­ja­jąc je w pięść… –> Dwie dłonie w jedną pięść?

 

Mój roz­mów­ca za­czął kon­ty­nu­ować. –> Mój roz­mów­ca za­czął mówić dalej. Lub: Mój roz­mów­ca  kon­ty­nu­ował.

 

i to o tak– pstryk­nął pal­ca­mi… –> Brak spacji przed półpauzą.

 

jak to ,ja już je­stem na ulicy, nie mam ni­cze­go – od­po­wie­dzia­łem –> Brak wielkiej litery na początku wypowiedzi. Zbędna spacja przed przecinkiem, brak spacji po przecinku. Brak kropki po didaskaliach.

 

po czym zbli­żył się do mnie w ge­ście po­chy­le­nia głowy… –> Obawiam się, że do nikogo nie można zbliżyć się w geście, albowiem gest jest ruchem dłoni/ ręki.

 

miej­sce było ta­jem­ni­cą wi­docz­na tylko dla two­ich oczu. –> Literówka.

 

uśmiech­nął się tylko, bio­rąc łyk wina. –> …uśmiech­nął się tylko, wypijając łyk wina.

Łyków wina się nie bierze, bo i w co by je można wziąć?

 

za­py­ta­łem z takim za­sko­cze­niem na twa­rzy, co spra­wi­ło że bar­dzo go to roz­śmie­szy­ło. –> …za­py­ta­łem z takim za­sko­cze­niem na twa­rzy, że bar­dzo go to roz­śmie­szy­ło.

 

czy może chcesz na po­wrót po­wró­cić do… –> Brzmi to okropnie.

 

Sporo pracy mi za­ję­ło aby cie od tego od­wlec… –> Sporo pracy mnie kosztowało, aby cię od tego od­wieść

 

wśród umar­łych tez nie jest źle. –> Literówka.

 

Po­ło­ży­łem się na dole w sy­pial­ni do spa­nia. –> No proszę – sypialnia do spania! Kto by się spodziewał!

 

Na drugi dzień wsta­łem bar­dzo późno, było koło dzie­wią­tej po­po­łu­dniu… –> Jeśli dobrze kombinuję, koło dziewiątej po południu znaczy tyle, co koło dwudziestej pierwszej w nocy.

 

wy­ką­pię się w cu­dow­nej re­gu­lo­wa­nej tem­pe­ra­tu­rą wan­nie… –> Co to znaczy, że temperatura reguluje wannę?

 

wolę umrzeć bo­ga­to niż bied­nie i bez ano­ni­mo­wo. –> Co to znaczy?

 

Spry­ska­łem się kosz­tow­ną woda ko­loń­ska… –> Literówki.

 

Świe­żo ogo­lo­na wczo­raj twarz… –> Skoro ogolił się wczoraj, to twarz nie była świeżo ogolona.

 

w re­kach cały czas mia­łem… –> Literówka.

 

A jed­nak ono cze­ka­ło na mnie… –> Kim było to, które na niego czekało?

 

re­zy­den­cja ze spo­ry­mi hek­ta­ra­mi ogro­du. –> Spore hektary – czym się różnią od zwykłych hektarów?

 

Po­dzi­wia­jąc ogrom­ną fon­tan­nę na środ­ku i ma­je­sta­tycz­ne wej­ście do środ­ka. –> Czy dobrze rozumiem, że do środka wchodziło się przez fontannę?

 

Byłem prze­ko­na­ny z myślą o tym… –> Na czym polega bycie przekonanym z myślą o czymś?

 

pew­nie tutaj do­sta­ne dal­sze in­struk­cję… –> Literówki.

 

Był za­adre­so­wa­ny do mnie. wy­ją­łem go i za­czą­łem czy­tać na głos. –> Postawiwszy kropkę, nowe zdanie rozpoczynamy wielką literą.

 

bę­dziesz zaj­mo­wał sie tylko od­pi­sy­wa­niem e – maili do klien­tów. –> Bę­dziesz zaj­mo­wał się tylko od­pi­sy­wa­niem na e-maile klien­tów.

Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

I pa­mię­taj nie zgub zło­tej po­piel­nicz­ki.” –> Kropkę stawiamy po zamknięciu cudzysłowu. Ten błąd pojawia się w opowiadaniu kilkakrotnie.

 

Nie po­tra­fi­łem na­cie­szyć się tymi wszyst­ki­mi przed­mio­ta­mi jakie mnie ota­cza­ły… –> …przed­mio­ta­mi, które mnie ota­cza­ły

 

od pod­ło­gi po su­fi­ty, które dzier­ży­ły cięż­kie ży­ran­do­le. –> Poznaj znaczenie słowa dzierżyć.

 

„…i niech ją w końcu szlak jasny trafi… –> „…i niech ją w końcu szlag jasny trafi

 

no i pra­cu­je tylko po pięć go­dzin dzien­nie. –> Literówka.

 

mieć sa­tys­fak­cje z czy­jeś po­raż­ki… –> Literówka.

 

chcia­łem teraz nor­mal­ne prze­cięt­ne życie które po­zwa­la… –> …chcia­łem teraz nor­mal­nego, prze­cięt­nego życia, które po­zwa­la

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przede wszystkim, fajnie, że piszesz. Od czegoś trzeba przecież zacząć. Te opowiadanie zbytnio mi się nie podoba. Pomijam błędy interpunkcyjne, zły zapis dialogów i inną gramatykę. Nie podoba mi się sam pomysł, pewnie dlatego, że przegrany człowiek, który dostaje propozycję od diabła to mocno wyeksploatowany temat. Jakoś oryginalnie go nie urozmaiciłeś.

Wydaje mi się też, że za specjalnie tekstu nie sprawdzałeś. Wstawki o tym, jak biedny i przegrany jest bohater pojawiają się cyklicznie, czasem bez jakiejś specjalnej przyczyny, jak gdyby podczas pisania przypomniała Ci się jego sytuacja i w danym momencie postanawiasz jeszcze raz o tym napisać.

Całość brzmi dosyć naiwnie. Najpierw Waldemar zatwierdza i zabija ludzi bez żadnych skrupułów, co wydaje się trochę dziwne, nie wyglądał bowiem na takiego człowieka. Nagle później łapią go wyrzuty sumienia i postanawiam powiedzieć “nie”. Ja też mówię – nie. Warto pokusić się o mniej szablonową historię. I tego Ci życzę.

Powodzenia i pozdrawiam.

 

Szkoda, że nadal ten tekst nie został poprawiony, nie czyta się go dobrze :(

Jest tu pomysł, ale zarżnięty wykonaniem. Podpisuję się obiema rękami pod radami Darcona i dodaję od siebie przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka