- Opowiadanie: zygfryd89 - Nocne Radio znów nadaje. Pochwała ciszy

Nocne Radio znów nadaje. Pochwała ciszy

Jakiś czas temu wpadłem na pomysł serii opowiadań o Nocnym Radiu. Każde z nich opowiadałoby odrębną historię, choć łączyłaby je miejsce akcji i oczywiście tytułowe radio. Oto pierwsze z nich – niezbyt skomplikowane, wprowadzające w temat. Choć mam nadzieję, że uda mi się kogoś przestraszyć.

 

Podziękowania dla klm89, który przeczytał jako pierwszy.

 

Wersje: PDF, MOBI, EPUB.

 

Miłej lektury.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Nocne Radio znów nadaje. Pochwała ciszy

Kacper postawił radio na podłodze strychu. Stare, w drewnianej obudowie. Dwa pokrętła przypominały oczy, a pożółkłe przyciski na dole – zęby.

Usiedli przed nim w trójkę.

– Będziemy słuchać radia? – zapytał Marek.

Gdy weszli na strych, zapowiadało się naprawdę nieźle. Zapadł już zmrok, gęsto padający śnieg przykrył dwa niewielkie okna i w słabym świetle zwisającej żałośnie żarówki pomieszczenie wyglądało niczym zapomniany labirynt zbudowany ze starych mebli, kartonów i nieużywanych sprzętów. Marek spodziewał się, że kuzyn i kuzynka zaproponują mu coś naprawdę przerażającego. Ten wieczór miał być ukoronowaniem jego tygodniowej wizyty, obfitującej w wiele ciekawych przeżyć.

Drugiego dnia pobytu Kacper i Ania zaciągnęli chłopaka na stary, skryty w lesie cmentarzyk. Odkopywali groby ze śniegu i było naprawdę strasznie, a gdy usłyszeli coś, co brzmiało jak kroki, uciekli z wrzaskiem.

Czwartego dnia do późna opowiadali sobie przerażające historie. Był w nich upiór uwięziony w lustrze, autobus-widmo czy potwór hasający po lasach, widoczny tylko w świetle księżyca. Kiedy Marek obudził się później w nocy, leżał jak sparaliżowany, bo wydawało mu się, że ktoś stoi w przedpokoju. Zamknął oczy i zaczął liczyć, aż w końcu usnął.

Wczoraj zakradli się do piwnicy, gdzie wujek ukrywał biblioteczkę złożoną z książek, których nie wypadało umieścić w pokojowej meblościance. Były tam tanie horrory, których okładki rozlatywały się od samego patrzenia, powieści dla dorosłych pełne nieprzyzwoitych scen oraz głośne tytuły napisane przez sławnych, bardzo złych ludzi. Marek, Kacper i Ania zaczytywali się w tym zakazanym księgozbiorze, aż nakrył ich Krzysiek i musieli zwiewać.

A tego wieczoru zostali sami. Na całą noc. Ich rodzice wybrali się na jakąś zabawę. Co prawda zostawili z nimi Krzyśka, ale on sam korzystał z wolności, to znaczy grał na komputerze zamknięty w swoim pokoju i pewnie nie zamierzał skończyć przed świtem.

Słuchanie radia, nawet na strychu, nie wydało się Markowi szczególnie ekscytujące.

– Będą nadawać jakiś horror? – zapytał Kacpra.

– Lepiej. Słyszałeś o Nocnym Radiu?

– Nie.

– Mama mówiła, że nie wolno – odezwała się Ania. Była z nich najmłodsza i zawsze bała się najbardziej. – I że to nieprawda.

– Prawda. Da się je złapać – przekonywał Kacper. – Ale tylko w naszej wiosce i okolicach – zaczął wyjaśniać kuzynowi. – Dlatego mało kto o nim wie. Nadaje tylko w nocy. Można w nim usłyszeć upiory, a jeśli masz pecha, to potem przychodzą po ciebie. W naszej wiosce już od lat dzieją się dziwne rzeczy. Czasem ludzie znikają bez śladu, innym razem znajdują kogoś martwego.

– Pan Wiesiek się zapił – zaprotestowała Ania. – Ostatniego lata.

– Może. A może słuchał radia.

– A ono nie powinno mieć jakiegoś… nadajnika czy czegoś? – zapytał. – Gdzie to radio ma siedzibę?

– Tego nikt nie wie. Złapałem je już dwa razy i zawsze było odjazdowo.

Marek nie dał wiary kuzynowi. Po przyjeździe ciocia rzeczywiście pytała, czy nie ma przy sobie radyjka, ale to jeszcze nie powód, żeby uwierzył w audycje prowadzone przez upiory. Ludzie ze wsi mają swoje dziwactwa. Może złapali coś z Czech i przestraszyli się dziwnej mowy? Albo jakiś sąsiad stroił sobie żarty?

Kacper ustawił głośność jedną gałką i zaczął szukać odpowiedniej częstotliwości drugą.

– Osiemdziesiąt dziewięć i siedem – wyszeptał.

Z głośnika dobiegały trzaski i szumy. Marek wyobraził sobie fale radiowe jako wzburzone morze, z którego miejscami wyłaniają się wyspy w postaci ludzkiego głosu czy utworu muzycznego. Gdy wskaźnik dotarł do docelowego pasma, Kacper zaczął wykonywać precyzyjne, delikatne ruchy. Raz w prawo, raz w lewo. Słychać było tylko szumienie.

Po długich minutach, podczas których Ania prawie usnęła, a Marek poznał topografię strychu lepiej niż swojego domu, z szumów dało się wychwycić słowa:

– …niektórzy bali się ich bardziej niż samej bitwy. – Niski, męski głos mówił powoli, dokładnie artykułował każdą sylabę. Było w nim coś odpychającego i przerażającego. Kacper puścił gałkę, a Marek podszedł bliżej, żeby lepiej słyszeć. Mimo zakłóceń audycja była całkiem zrozumiała. – Wyobraźcie sobie ten horror, setki ludzi chcą was zabić. Łkacie ze strachu, pragniecie żyć, a tu nagle dostrzegacie coś jeszcze straszniejszego. Grzmoty pojawiały się w środku wielkich, zaciętych walk. Nikt nie umiał wyjaśnić, czym są. Przerażające, mordujące wojaków obu stron. – Zapadła cisza, jakby prowadzący chciał dać słuchaczom czas na przetrawienie swoich słów. – Może niektórzy powiedzą, że to tylko wymysły spłodzone przez bitewną gorączkę, ale grzmoty istniały. Szczątki jednego można odkopać trzynaście kroków na południe od młyna. Ale młyna też już dawno nie ma, i pewnie nie wiecie, gdzie stał. Przykre. To koniec dzisiejszego bestiariusza. – Znów cisza.

– Bestiariusz – powtórzył podekscytowany Kacper. – Gdy złapałem radio pierwszy raz, też leciał. Było o tym, że w niektórych drzewach są ludzie, a właściwie… nie do końca ludzie.

– Za chwilę kolejna audycja – zapowiedział głos w radiu. – Pochwała ciszy, tak się nazywa. Będziemy mieli gościa. Zostańcie koniecznie. A tymczasem witam nowych słuchaczy.

Ania wstała na równe nogi, Kacper odsunął się od radia, jakby miało go zaatakować. Marek nie ruszył się z miejsca, ale czuł, jak mocno wali mu serce.

– On wie, że go słuchamy. – Ania była bliska łez. – Wyłącz to.

– To tylko taki zwrot – uspokajał ją Kacper. – Posłuchajmy jeszcze trochę. Chcę wiedzieć, o co chodzi z tą ciszą.

W normalnym radiu po skończonej audycji nadaliby piosenkę albo reklamy. Ale nie w Nocnym Radiu. Z głośnika sączył się odgłos lasu, słychać było szum drzew, pohukiwanie sowy, odległe wycie wilka. Naraz wszystko zagłuszył okropny krzyk kobiety.

– Nocne Radio znów nadaje – ogłosił ktoś, kto brzmiał jak umierający starzec.

– Czas przejść do kolejnego tematu – odezwał się upiorny mężczyzna. – Pochwała ciszy. Jest z nami gość, a później, jestem przekonany, urządzimy małą niespodziankę dla słuchaczy.

– Idę – oznajmiła Ania.

– Do Krzyśka? – zapytał jej brat. – Wywali cię. I będziesz tam sama.

– No to chodźcie wszyscy!

– Cisza – powiedział głos w radiu i oboje natychmiast zamilkli – to coś pięknego. Zapytacie, po co ktoś ją miłujący prowadzi radio i wysyła w świat hałas, który przecież ciszę zabija. Cóż, moje radio niesie przede wszystkim noc, a noc to śmierć i milczenie, które trwa wiecznie. – Prowadzący zamilkł na kolejną długą chwilę, jakby chciał oświecić swych słuchaczy, czym w ogóle jest cisza. – A oto i gość. Nie zdradził mi imienia i raczej tego nie zrobi. W ogóle nic nie mówi. Tak umiłował ciszę, że zaszył swoje usta. Zamilczę i przekażę mu mikrofon.

Przez kolejne chwile spośród szumu dało się wychwycić tylko ledwo słyszalny oddech. Ania i Kacper wyglądali, jakby bardzo chcieli coś powiedzieć, lecz woleli nie ryzykować rozgniewania gościa audycji. Marek czuł delikatne dreszcze, ale nie wierzył, że ten ktoś naprawdę ma zaszyte usta. W radiu można powiedzieć wszystko. To musiał być kawał, choć dopracowany i przerażający.

– No dobrze – odezwał się w końcu prowadzący. – Czas na niespodziankę dla słuchaczy. Nasz milczący gość odwiedzi dziś w nocy jeden z domów. Który? Niech to będzie niespodzianką. Co zrobi, gdy już się zjawi? Nie wiem. Zdradzisz nam to, drogi gościu?

Oddalił mikrofon z paskudnym chrobotem. Odpowiedź nie nadeszła, więc przesunął go z powrotem.

– Do końca audycji trochę pomilczymy, potem gość wyruszy, a my zajmiemy się czymś innym. Będzie to słuchowisko oparte na powieści autora, o którym nigdy nie słyszeliście. Niewydanej powieści. Znalazłem kiedyś rękopis. Historia osadzona została we wczesnym średniowieczu, a jej głównym bohaterem jest maniakalny zabójca. Nie dziwię się, że nikt tego nie wydał, ale autorowi coś się należy. Szkoda, że już od wielu lat nie żyje. Mam nadzieję, że zachęciłem. A teraz zamilczmy.

Ania wyciągnęła wtyczkę tak gwałtownie, że obaj chłopcy podskoczyli ze strachu. Cisza, która ich otoczyła, wcale nie brzmiała lepiej niż Nocne Radio.

– Myślicie, że przyjdzie do nas? – zapytała dziewczynka.

– Radia na pewno słuchało więcej osób – przekonywał Kacper, choć sam nie wyglądał na przekonanego.

– Z… zamknęliśmy drzwi na klucz? – wyjąkała. Natychmiast ruszyli na parter.

Zamknęli, dobrze o tym wiedzieli, ale woleli się upewnić. Później przeszli do sprawdzania okien. Marek wiedział, że to niedorzeczne, gdyby któreś było otwarte, wyziębiłby się cały dom, a na podłodze zebrałaby się góra śniegu. Jednak ostrożności nigdy za wiele.

Spoglądając na śpiący pod białą pierzyną zewnętrzny świat, tak upiornie spokojny, Marek nie potrafił sobie wyobrazić, że gdzieś tam jest człowiek, któremu chce się nocami ślęczeć przy mikrofonie i przerażać niewinnych ludzi.

– To nie było fajne – marudziła Ania. – Miało być straszenie, ale tylko trochę.

– Nikt do nas nie przyjdzie – uspokajał ją brat. – Dom jest zamknięty. Wystarczy poczekać do rana. Ale jeśli się boicie, to… może zaczekamy u Krzyśka? – Nie czekając na odpowiedź, pomknął w stronę pokoju brata.

Niebieskie światło monitora oświetlało skupioną twarz najstarszego z rodzeństwa, reszta pokoju tonęła w ciemności. Wpakowali się w trójkę do środka i minęła dobra chwila, nim chłopak zauważył to niespodziewane wtargnięcie. Spauzował grę, zdjął olbrzymie słuchawki i przyjrzał się im, wyjątkowo zdziwiony.

– A wy tu co?

Usiedli na łóżku, jedno koło drugiego. Ania nerwowo spoglądała na okno.

– Przyszliśmy… zobaczyć, jak grasz – wyjaśnił Kacper.

– Nie puszczę was.

– Nie chcemy do komputera. Tylko sobie popatrzymy.

– Macie cały dom. Wynocha stąd.

– Powiemy mamie, że się nami nie opiekowałeś. A ci kazała.

– Macie pięć lat, żeby się wami zajmować? Nie. Macie za to pięć sekund, żeby się stąd stracić.

– Słuchaliśmy Nocnego Radia – wypaliła Ania. – I teraz się boimy.

Twarz Krzyśka nagle stężała.

– Co złapaliście?

Kacper chcąc nie chcąc streścił bratu audycję. Krzysiek słuchał z rosnącym przerażeniem.

– No dobra. Czyli dziś w nocy do kogoś przyjdzie gość z zaszytymi ustami. Możliwe, że do was – zgrabnie podsumował. – Wynoście się stąd.

– Co?

– Czemu?

– Myślicie, że jak w naszym domu pojawi się upiór – Krzysiek złapał Kacpra za fraki i zaczął ciągnąć po pokoju – to będę w stanie was obronić? – Chłopiec wylądował w przedpokoju. – Nie – Ania dołączyła do niego po chwili – sądzę.

Marek miał na tyle godności, że sam wybiegł z pokoju. Krzysiek zamknął im drzwi przed nosem i przekręcił klucz.

– Schowajcie się gdzieś do rana – poradził im. – Ale z dala ode mnie.

Przez ostatnie kilka dni Marek spał w pokoju Kacpra, na materacu, który trzeba było dopompowywać każdego wieczoru. Choć na piętrze bez trudu znalazłby się dla niego osobny pokój, z kuzynem było zabawniej. Już drugiej nocy przeprowadziła się do nich Ania. Nic więc dziwnego, że pomieszczenie to obrali za swoją twierdzę.

Próbowali zastawić drzwi komodą, ale nie dali rady jej przesunąć. Użyli więc fotela.

Kacper włączył telewizor i próbował znaleźć kanał, na którym nie nadawali nic przerażającego ani krwawego, co o tej porze nie było łatwe. Ania i Marek zajęli pozycje przy oknie. Na zewnątrz śnieg wciąż mocno sypał, a upiorne sylwetki drzew wyrastały z wszechobecnej bieli, niczym zastygli obrońcy domostwa. Albo napastnicy. W niektórych drzewach są ludzie.

Szczerze mówiąc, Marek miał już dość tego wieczoru.

– Idziemy spać? – zapytał. Spojrzeli na niego ze zgrozą, co najmniej jakby kazał im zaszyć sobie usta. – No co wy, naprawdę myślicie, że ten ktoś ma tyle odwagi, żeby się włamać? To pewnie jakiś pryszczaty dzieciak siedzi całe dnie w domu i z nudów wymyśla głupoty. Gdyby ktoś go nakrył przy tym radyjku, pewnie sam zesrałby się ze strachu.

– To nie dzieciak – sprzeciwił się Kacper. – O tym radiu mówi się już od kilkudziesięciu lat.

– Więc staruch. – Marek wiedział, że ich nie przekona, zaczął więc obserwować ogród za domem. Miał nadzieję, że w końcu się zmęczą i zasną.

Nagle coś dostrzegł.

– Macie latarkę?

Kiedy otworzył okno, uderzyło go zimno lutowej nocy. Skierował światło na śnieg i jęknął.

– Jest tu – wyszeptała Ania półprzytomna ze strachu.

Sypało bardzo mocno, więc ślady musiały być świeże.

– Może to zwierzę – nie poddawał się Marek. – A jeśli nawet człowiek, to mógł po prostu przechodzić.

– Po naszym ogródku? – zapytał Kacper. – Furtka jest zamknięta.

Zatrzasnęli okno czym prędzej. Ania i Kacper wyglądali tak blado, że ledwo było ich widać na tle białej ściany. Marek poczuł, że udziela mu się ich niepokój.

Nagle jego kuzyn wyłączył telewizor i w przypływie bohaterstwa, którego chyba sam się po sobie nie spodziewał, ogłosił:

– Będziemy walczyć.

I zaczął szukać dla nich broni. Marek mógł wybrać pomiędzy sporym wazonem a zestawem na lekcję muzyki – flet i cymbałki. Cymbałki wyglądały solidnie, a flet był poręczny, więc na nie padł jego wybór. Ani dostała się szkolna encyklopedia, której twarda oprawa mogła rozkwasić nos. Kacper uzbroił się w scyzoryk, którego ostrze jako jedyne wyglądało na zdolne zrobić prawdziwą krzywdę.

Czekali i nasłuchiwali. Z dołu dobiegł jakiś podejrzany dźwięk, jakby coś bardzo dużego stuknęło o coś drewnianego, ale to mógł być Krzysiek.

– Chcę do mamy – rozkleiła się Ania i zaczęła płakać.

– Nie macie numeru na tę salę, gdzie mają zabawę? – zapytał Marek.

– Nie. – Kacper przytulił siostrę. – Zresztą, co byśmy powiedzieli? Że słuchaliśmy Nocnego Radia?

Marek miał przeczucie, że spośród różnych wieści właśnie ta ściągnęłaby jego ciocię najszybciej.

– A sąsiedzi?

– Możemy poprosić, żeby któryś nas przenocował – podchwyciła pomysł Ania.

– Musielibyśmy wyjść z pokoju i przejść przez dom – stwierdził Kacper.

Nie zdecydowali się na to. Więc czekali. I słuchali.

Cisza. Cisza to coś pięknego.

Ania przez długi czas wpatrywała się przed siebie, niemal nie mrugała, aż Marek również spojrzał w tym samym kierunku.

– Te drzwi od szafy były takie uchylone? – wyszeptała.

Szafa. Duża, dwudrzwiowa. Wystarczająca, by ktoś mógł się w niej schować.

Drzwiom rzeczywiście brakowało jakiegoś centymetra do pełnego zamknięcia. Kacper, na którego spojrzeli oboje, wyglądał, jakby zastanawiał się, co to w ogóle za mebel i co robi w jego pokoju.

– Nie wiem. Nie zastanawiałem się.

– Może… ją otworzymy – ostrożnie zasugerował Marek. – Żeby się upewnić.

Ochotników brakowało.

– Idź, Kacper – poprosiła Ania.

– Czemu ja?

– Bo to twoja szafa.

Ten argument mimo swej absurdalności, a może dzięki niej, trafił do chłopaka. Ze scyzorykiem wzniesionym niczym miecz zbliżył się do mebla.

Marek czuł, jak głośno bije mu serce. Podszedł do fotela, w każdej chwili gotów go odsunąć i uciec.

Kacper otworzył drzwi. Stojąc przy fotelu, Ania i Marek nie widzieli, co jest w środku. Domyślili się jednak, gdy chłopak zaczął przeraźliwie wrzeszczeć.

Marek odsunął mebel, jakby ten nic nie ważył, i wybiegł do przedpokoju, byle dalej od tamtej szafy. Krzyk kuzyna gonił go jeszcze przez chwilę, po czym zapadła cisza. Chłopiec dotarł na parter. Choć wszędzie zostawili zapalone światło, ze strachu i tak stracił orientację. Zupełnie jakby wbiegł do innego domu, w którym nigdy nie był.

Zatrzymał się na sekundę, by zdecydować, co robić dalej. Zauważył pokój Krzyśka. Za nim znajdowała się łazienka. Przez chwilę rozważał, czy wybiec z domu, czy się schować. Do wyjścia było jednak dalej, wbiegł więc do łazienki i zamknął drzwi na klucz.

Usiadł na sedesie i próbował się uspokoić. Ania, co się z nią stało? Mgliście pamiętał, że wybiegła za nim, ale później stracił ją z oczu. A Krzysiek? Co ten potwór mu zrobił? Spojrzał na swoje dłonie. Zgubił gdzieś flet, zostały mu cymbałki.

Musiał uciec z tego domu. Okno w łazience znajdowało się wysoko, ale mógłby spróbować się przecisnąć…

Ktoś zapukał do drzwi.

Przez kilka uderzeń serca Marek był bliski utraty przytomności.

– To ja, Kacper.

Brzmiał jak jego kuzyn, ale czy to naprawdę był on? Ta istota w radiu nie odezwała się ani słowem, może nie miała swojego głosu i przemawiała językami ofiar?

– Tam nic nie było. Zobaczyłem mój garnitur i się przestraszyłem. Wziąłem to… za coś innego.

To ma sens, pomyślał Marek. Na pewno większy niż upiór w szafie. Ten nagły przypływ racjonalizmu zaowocował lekkim uchyleniem drzwi.

Stał za nimi Kacper. Tylko on. Wystraszyli się ubrania. I tyle.

– Gdzie Ania? – spytał chłopak.

– R… rozdzieliliśmy się.

– Znajdziemy ją i wracamy.

Mogli po prostu krzyknąć jej imię, ale się na to nie odważyli. Marek podejrzewał, że ukryła się gdzieś na piętrze, udali się więc tam i zaczęli sprawdzać pokoje. Wszystkie były puste.

– Musiała pobiec za tobą na dół – stwierdził Kacper.

Wtedy usłyszeli słowa. Dźwięk dobiegał ze strychu. Czy to tam schowała się Ania?

Kacper szedł przodem z wysoko uniesionym scyzorykiem. Był w połowie wysokości schodów, kiedy zorientował się, że to nie głos jego siostry.

– Wyłączyliśmy je – wyszeptał.

Nocne Radio sączyło się z pogrążonego w półmroku strychu. Ten sam upiorny głos odczytywał fragment powieści:

– …uliczkami czarnymi jak grzech. Stał tam, opodal gospody, blady niby trup. Gdyby ktoś poświecił kagankiem w worek, który trzymał w ręce, zobaczyłby sączącą się krew.

– Wyłączyliśmy – upierał się Kacper. Stał na schodach z miną, jakby właśnie utknął w drodze na szczyt K2.

Krzyk Ani zagłuszył radio. Dochodził z dołu.

Kacper wahał się tylko przez sekundę.

– Nie dostanie mojej siostry – powiedział, po czym minął kuzyna i podbiegł na dół.

– …nocami spoglądali przez okna i wiedzieli, że gdzieś pośród labiryntu uliczek miasta Na'anhnawana niesie się odgłos jego kroków.

Marek został sam w towarzystwie Nocnego Radia. Miał dość. Musiał stąd uciec. Wiedział jednak, że za nic w świecie nie odważy się zejść na parter.

Zwłaszcza gdy usłyszał krzyk kuzyna, ucięty jak nożem.

– Czuli jego obecność, jak cień przylepiony do ich strachu.

Jakoś doczłapał się do pokoju Kacpra, gdzie przywitały go flet leżący na podłodze i otwarta szafa. Pożyczył od kuzyna grubą kurtkę, znalazł też jakieś stare buty. Otworzył okno.

Najpierw rozważał skok z parapetu, potem postanowił się na nim uwiesić. Ręce niemal od razu zamarzły mu na kość, gruba warstwa śniegu sprawiła, że ślizgały mu się palce, gdy próbował przerzucić nogi na zewnątrz.

Nagle poczuł, że parapet wyślizguje mu się z rąk, jakby cały dom postanowił się odsunąć. Marek runął na ziemię i zatonął w bieli.

Minęła chwila, nim wyłonił się ze śniegu. Chyba był cały.

Gorzej, że wylądował pod oknem kuchni. A w niej rozgrywała się scena jak z horroru.

Nie patrz, prosił sam siebie. Uciekaj.

Ale i tak spojrzał.

Istota wyglądała jak wysoki i bardzo chudy mężczyzna. Ubrana była na czarno, poza krwistoczerwonym szalem oplatającym część twarzy. Spod niego widać było usta – zszyte, poranione, fioletowe od blizn i opuchlizny.

Przybysz trzymał skomlącą Anię przed sobą i olbrzymią cerówką zaszywał jej usta. Gruba, czarna nić falowała przy jego ręce niczym szarfa gimnastyczki.

Kacper leżał pod drzwiami kuchni z zakrwawionym nosem. Czekał na swoją kolej.

Istota wyjęła niepozorny nożyk i nachyliła się nad dziewczynką. Marek był pewien, że poderżnie jej gardło, jednak ofiarą została nitka. Intruz skończył z Anią, więc pchnął ją na podłogę i zwrócił się ku Kacprowi.

Nagle obejrzał się za siebie i dostrzegł Marka.

Chłopiec oddychał głęboko, próbując powstrzymać krzyk. Chciał zerwać się do biegu, jednak tylko cicho się wycofał, czując na sobie wzrok czarnych, błyszczących oczu. Kiedy przechodził przez bramę, musiał przytrzymać się jej obiema rękami.

Na ulicy panowała taka cisza, że niemal można było usłyszeć padający śnieg. Wszystkie okoliczne domy wyglądały na pogrążone w zimowym śnie. Marek dotarł do furtki najbliższych sąsiadów i nacisnął dzwonek.

Nikt się nie zjawił.

Spojrzał na dom kuzyna. To coś mogło w każdej chwili wyjść. Zadzwonił raz jeszcze, bez rezultatu, a potem ruszył dalej.

Przy kolejnej furtce zza płotu doskoczył do niego wielki pies. Szczekał głośno, ale nie dość głośno, by zbudzić swoich właścicieli.

Marek postanowił znaleźć dom, w którym w oknie pali się światło. Szedł dalej, z każdym krokiem upewniając się, że nie ma pojęcia, gdzie się znajduje. Gdy mijał duże drzewo, wydawało mu się, że ktoś skrobie wewnątrz pnia. To śnieg ugina gałęzie, przekonywał sam siebie.

Dotarł do okolicy, gdzie domy stały rzadziej, a śniegowe zaspy sięgały mu niemal po kolana. Minął budynek starego młyna. Drewniana budowla wyglądała, jakby miała się zawalić od podmuch wiatru, który złapią skrzydła wiatraka.

W pierwszej chwili zdziwił się, dlaczego Kacper nigdy nie pokazał mu tego miejsca. Szybko przypomniał sobie odpowiedź. Młyna też już dawno nie ma.

Zebrał w sobie siły i ruszył dalej, jeszcze szybciej. Dostrzegł światło, nieco dalej, tuż przy granicy lasu i poczuł się jak dryfujący rozbitek, który ujrzał latarnię morską. Tak, to był dom, zorientował się w miarę zbliżania. Drewniana, wiekowa chałupa. Oczami wyobraźni ujrzał jej mieszkańców, którzy udzielają mu pomocy.

A może nie śpią, bo słuchają Nocnego Radia. To było zbyt przerażające. Nie mógł tak myśleć.

Szedł teraz wzdłuż linii lasu. Kątem oka zauważył ścieżkę prowadzącą do jego środka, zastanawiająco wyraźną, biorąc pod uwagę noc i śnieżycę. Kiedy zdał sobie sprawę, że stoi na niej coś, co przypomina ludzką sylwetkę, zaczął biec.

Byle do światła. Był jak największa i najbardziej przerażona ćma świata. Byle dalej od zimna i ciemności. To już blisko. Mógł zajrzeć do środka przez okno.

Zobaczył mieszkańca chałupy. Siedział przy stoliku, pochylał się nad czymś. Nad mikrofonem.

Pod Markiem ugięły się kolana. Musiał wstać, uciec w inną stronę, znaleźć coś… cokolwiek. Ale nie miał siły i było mu tak zimno. A w dodatku ktoś się do niego zbliżał.

Śnieg skrzypiał coraz głośniej, aż zapadła cisza. Nad Markiem stanął upiór z zaszytymi ustami. Chłopiec był bardzo blisko krzyknięcia tak głośno, że zbudziłby całą wioskę.

Kiedy poczuł, że jego usta się otwierają, wsadził twarz w śnieg. Najadł się go, ale zachował ciszę. Gdy zaczęło mu brakować powietrza, podniósł głowę.

Upiór wciąż nad nim stał. Położył chudą rękę na głowie chłopca i pogłaskał go czule. A potem ruszył w stronę drewnianej chałupy. Marek widział go jeszcze przez okno, jak zajmuje miejsce obok prowadzącego Nocne Radio. Ten powiedział kilka niesłyszalnych słów, a potem siedzieli w milczeniu.

Marek wstał i ruszył w stronę domu kuzynostwa. Jakoś udało mu się znaleźć drogę, choć młyn zniknął, a kiedy mijał duże drzewo, nie był pewien, czy to to samo, gdyż nie wydawało żadnych podejrzanych odgłosów.

W milczeniu pomagał Kacprowi i Ani, gdy sanitariusz opatrywał ich usta. Kiedy policjant zapytał go, co zaszło, nic nie odpowiedział. Ciocia i mama próbowały się od niego czegoś dowiedzieć, ale nic nie wskórały. Psychologowi nie poszło wcale lepiej.

Minęło wiele miesięcy, nim Marek w końcu odważył się odezwać.

Koniec

Komentarze

Choć mam nadzieję, że uda mi się kogoś przestraszyć.

Ha ha. Ha.

 

Do pełni wrażeń brakuje tylko zimy i nocy za oknem.

 

Klimat straszny, potwór sam w sobie już mniej, choć dzieci muszą mieć konkretną traumę – teraz przeżyły, ale skąd mogą wiedzieć, czy to po nich nie wróci? brrr.

 

Co robił Krzysiek? Nie słyszał krzyków czy je zignorował?

I would prefer not to.

Wybranietz, dzięki za odwiedziny :)

 

Co robił Krzysiek? Nie słyszał krzyków czy je zignorował?

Na pewno słyszał. Pewnie umierał ze strachu w swoim pokoju, ale nie odważył się wyjść.

wzniesionym niczym mieczem

wydaje mi się, że “wzniesionym niczym miecz”.

Bardzo żywotne opowiadanie. Dzięki Twoim opisom udało mi się usłyszeć trzaskający głos z radia. Audycje były dla mnie filarem tekstu i jego najmocniejszą stroną. Fajnie imitowałeś formułę retro-audycji i styl groszowych powieści grozy.

Klimat przypominał mi Stranger Things. Szkoda tylko, że dzieci nie zostały mocniej poszkodowane w zakończeniu Liczyłem, że przynajmniej jedno z nich zostanie giermkiem niemego upiora.

Szczególnie plastyczny był dla mnie opis, gdy dzieci uzbrajały się do konfrontacji z potworem. Encyklopedia, cymbałki i scyzoryk – piękny obrazek, chciałbym zobaczyć taką ilustrację.

Jeśli już jesteśmy przy multimediach, to opowiadanie ładnie nadaje się na słuchowisko.

Wisielcu, dzięki za opinię i poprawkę :)

Sugestywny tekst. Potrafisz pisać horrory. :-)

Jest nastrój, są bezbronne ofiary…

Babska logika rządzi!

Napisałeś, że pierwsze opowiadanie serii jest “Niezbyt skomplikowane, wprowadzające w temat”. Cóż, nie sposób nie przyznać racji. Historia niezbyt skomplikowana, ale za to porządna.

Przestraszyć w 20 tysiącach znaków na pewno nie jest łatwo, ale ładnie udało Ci się zbudować klimat. Wybór dzieciaków na bohaterów fajnie się sprawdził, bo czasem nie mamy pewności – rzeczywiście coś jest nie tak czy to tylko dziecięca wyobraźnia podsuwa dźwięki/ruchy? Im dalej, tym przyjemniej się czyta.

Końcówka bardzo udana. Ogólnie pomysł na “Nocne Radio” według mnie ma swój potencjał.

Chyba juz wspominalam, ze bardzo lubie Twoj styl pisania :) Tym opowiadaniem rowniez mnie nie rozczarowales. Udalo Ci sie stowrzyc swietny klimat. To znaczy, mam na mysli mroczny i horrorowaty, a to z pewnoscia do latwych zadan nie nalezy.

Pomysl na serie tez uwazam za bardzo dobry.

Kliczek :)

Finkla, Perrux, Katia, dzięki za wizyty i cieszę się, że się podobało :)

Klimatyczny i mroczny tekst, do tego napisany bardzo porządnie. Pomysł na serię uważam za udany i z chęcią przeczytam kolejne :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Tytuł budzi skojarzenia trochę z Trzecią Stroną Księżyca, trochę z opowiadaniami czytanymi czasami w Ossobliwościach. To celowe?

 

Samo opowiadanie… gdybyś nie napisał o serii powiązanych teksów o Nocnym Radiu, powiązałbym to z “Człowiekiem bez twarzy” :) Wyszedł dobry slasher, z pełnymi tego konsekwencjami – włącznie z obecnością elementów, które w innej konwencji zastanawiałyby (”no jak zaszyte usta, jak je?”), a w slasherze są częścią konwencji.

Budzi skojarzenia z tym, jak się oglądało filmy typu “Trzynastego w piątek”. Może i wywołanie nostalgii nie było tu celem, ale wyszło :) I widząc wyżej, że Wisielec skojarzył tekst z “Stranger Things” można uznać, że ten kierunek skojarzeń jest nie tylko u mnie, nawet jeśli ja pomyślałem raczej o materiałach źródłowych :) 

Jednej rzeczy brakło. O ile przez większość opowiadania atmosfera jest budowana sprawnie, to jednak końcówka (drzewo, młyn, okolice domu, z którego nadawano audycję) można by trochę wzmocnić. Jak? Rozkładam ręce, nie wiem. Ale ma się wrażenie, jakby część atmosfery umknęła. Z drugiej strony może to celowy zabieg – jeśli okolica ma być stopniowo bardziej opisywana wraz z kolejnymi opowiadaniami z serii, to być może byłby to niezły zabieg.

 

Bardzo fajne.

Kawałek solidnego horroru, zbudowanego przy użyciu klasycznych elementów – dzieci same w domu, noc, zima, pozornie zwykły, ale złowrogi przedmiot… Jest klimat, jest napięcie. 

Podoba mi się to, że nikt tam nie ginie – w porządnym horrorze nie muszą padać trupy i latać flaki, żeby było strasznie (nie mówiąc o tym, że gdyby demony zabijały na prawo i lewo, to okolica szybko by się wyludniła ;-)) 

No i przede wszystkim – pomysł na serię tekstów naprawdę cacy. Chciałbym poznać historię stojącą za radiem i tamtym miejscem. To pojedynczego opowiadanie, choć w zasadzie zamknięte, bardziej rozbudza ciekawość, niż satysfakcjonuje fabułą – rozwinięcie jak najbardziej pożądane :-) 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Najpierw myślałam, że Krzysiek chce porządnie nastraszyć dzieciarnię i całe opowiadanie pójdzie w tym kierunku. :D

Bardzo zacny pomysł, Zygfrydzie. Subtelna groza zbudowana na dziecięcej wyobraźni (początkowy opis radia jako twarzy <3) która narastała z każdą chwilą.

Sama historia budzi skojarzenia z tymi, które opowiada się na koloniach. I to też mi się podobało, bo dzięki temu dziecięcy bohater ładnie zgrywa się z pomysłem. 

Jeśli powstanie seria o Nocnym Radiu, zgłaszam się na czytelniczkę. :)

Dziękuję za kolejne opinie :)

 

Jednej rzeczy brakło. O ile przez większość opowiadania atmosfera jest budowana sprawnie, to jednak końcówka (drzewo, młyn, okolice domu, z którego nadawano audycję) można by trochę wzmocnić. Jak? Rozkładam ręce, nie wiem. Ale ma się wrażenie, jakby część atmosfery umknęła. Z drugiej strony może to celowy zabieg – jeśli okolica ma być stopniowo bardziej opisywana wraz z kolejnymi opowiadaniami z serii, to być może byłby to niezły zabieg.

Ludzie w drzewach i tajemnicza ścieżka prowadząca w głąb lasu to na pewno elementy do rozwinięcia w ewentualnych przyszłych tekstach. I oczywiście sam prowadzący.

Ja też przeczytałam z przyjemnością, jak zwykle. Nie powiem, że tekst wzbudził we mnie trwogę, ale z pewnością można go nazwać klimatycznym. Mocną stroną są działające na wyobraźnie opisy. Świetny pomysł na serię opowiadań, mam nadzieję doczekać się kolejnych. Ogólnie bardzo dobrze, nie wiem, co jeszcze mogę powiedzieć, oprócz tego, że natknęłam się na ze dwie literówki. Podsumowując, udany horror, choć nie przeraził, ale z pewnością trzymał w napięciu i zasiał lekki niepokój. 

Bardzo fajne opowiadanie. Ładnie budujesz napięcie, klimat grozy.

Podoba mi się motyw z radiem, rzeczywiście daje pole do popisu, możesz wymyślić milion strasznych audycji, chętnie przeczytam. No i znikający młyn i chatka radiowca fajne. I drzewa, w których ktoś skrobie, i potwór z zaszytymi ustami, no piękne po prostu.

Przeczytałam z przyjemnością :)

Rosebelle, Anet, dzięki za odwiedziny i opinie wink

Uwielbiam Twój styl, Zygfrydzie. Horrory wychodzą Ci niesamowicie, jestem pod wrażeniem. Czytałam i klimat udało Ci się zbudować w sumie na dosyć prostych założeniach, ale wyczuwało się emocje bohaterów i one w robiły całą robotę. Trochę krótkie jak na mój gust, ale zacny pomysł. Czekam na kolejne. :)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Podobał mi się pomysł, podobała mi się bezkrwawa (prawie) groza, podobało mi się wyjaśnienie (proszę o ciszę) i ostatnie zdanie. Mimo to widziałem trochę chropowatości, nie wszędzie tekst płynął i przynajmniej dwie usterki jeszcze tam gdzieś są (czytałem już chwilę temu, więc niestety nie pomnę gdzie – chodziło o dość wyraźne błędy bodaj gramatyczne spowodowane niewątpliwie korektą, więc znajdziesz, jeśli przeczytasz uważnie).

Krzysiek wyszedł trochę na siłę, niby jego podejście jest ok, ale czegoś tu zabrakło do pełnej wiarygodności.

Dobry klimat. Hm. Myślę, że na 5.

Jak zwykle, Zygfrydzie, nie zawodzisz.

Pochwała ciszy, jako zwiastun serii opowiadań o Nocnym Radiu, spełniła swoje zadanie. Już w pierwszej scenie umiejętnie wprowadzasz niepokój, a im głębiej w noc, tym więcej wydarzeń przyprawiających o ciarki. I ten klimat znakomicie utrzymujesz do samego końca. No cóż, będę teraz niecierpliwie wyczekiwać kolejnych audycji Nocnego Radia i jestem dziwnie spokojna, że żadna mnie nie zawiedzie i nie rozczaruje. ;)

 

a noc to śmierć i mil­cze­nie, która trwa wiecz­nie. –> Chyba miało być: …a noc to śmierć i mil­cze­nie, i trwa wiecz­nie.

 

Cisza, która ich oto­czy­ła, wcale nie nie brzmia­ła le­piej niż Nocne Radio. –> Dwa grzybki w barszczyku.

 

Chło­piec wy­lą­do­wał na przed­po­ko­ju. –> Chło­piec wy­lą­do­wał w przed­po­ko­ju.

Przedpokój to pomieszczenie, nie można wylądować na pomieszczeniu.

 

– Po na­szym ogród­ku? – za­py­tał Kac­per. – Furt­ka jest za­mknię­ta.

Za­mknę­li okno czym prę­dzej. –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Kac­per otwo­rzył drzwicz­ki. –> Skoro to duża szafa, to chyba: Kac­per otwo­rzył drzwi.

 

i wy­biegł na przed­po­kój, byle dalej od tam­tej szafy. –> …i wy­biegł do przedpokoju, byle dalej od tam­tej szafy.

 

– … no­ca­mi spo­glą­da­li przez okna i wie­dzie­li… –> Zbędna spacja po wielokropku.

 

Isto­ta wy­glą­da­ła jak wy­so­ki i bar­dzo chudy męż­czy­zna. Ubra­ny był na czar­no… –> Piszesz o istocie, więc w drugim zdaniu winno być: Ubra­na była na czar­no

 

Marek po­sta­no­wił zna­leźć dom, gdzie w oknie pali się świa­tło. –> Marek po­sta­no­wił zna­leźć dom, w którym w oknie pali się świa­tło.

 

Szyb­ko zna­lazł od­po­wiedź. Młyna też już dawno nie ma. –> Raczej: Szyb­ko przypomniał sobie od­po­wiedź.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czytałem to już jakiś czas temu, ale byłem na tyle zaniepokojony, że zapomniałem skomentować XD

Godzina 2-3 w nocy, chwilę wcześniej obejrzałem sobie The Banshee Chapter (2013), tam też jest motyw radia, poza tym psy na zewnątrz zaczęły jakoś zupełnie przypadkowo szczekać, ehh. Prawdę mówiąc to liczyłem na inny przebieg wydarzeń, no ale cóż, widocznie to zaszycie było nieuniknione…

Bardzo mi się podobało (czekam na następne nocne radio, oczywiście będę czytał nocą, bez oszukiwania!)

Morgiana89, varg, regulatorzy, lk – dzięki za odwiedziny. Poprawki wprowadzone.

Cieszę się, że się spodobało, będę miał motywację, by napisać kolejny tekst z tej serii. Mam jakiś pomysł, ale na razie skupiam się na tekście na “Pomieścia”, więc kolejne Nocne Radio musi zaczekać.

Cóż, uzbroję się w cierpliwość. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Macie cały domy.

 

Aż mi się przypomniały klasyki z dawnych lat – “Gęsia skórka” i nieco mniej znane “Czy boisz się ciemności?”. Zdaje się, że nawet czas akcji się pokrywa, bo zważając na grającego w gry Krzyśka i brak powszechnych smartfonów czy tabletów, wnioskuję, że rzecz się dzieje w latach dziewięćdziesiątych, ewentualnie dwutysięcznych. Bardzo podoba mi się też Twój styl, bo choć dość prosty, pozbawiony większych słowotrysków, to fajnie się sprawdza przy budowaniu nastroju. Aż przypomniał mi się “Dom na końcu ulicy” Twojego autorstwa, który czytałem jako jeden z pierwszych tekstów na forum i który również bardzo mi się podobał.

Mam jednak parę zarzutów. W takim mariażu horroru i opowieści niesamowitej straszy przede wszystkim zaskoczenie. A Ty prezentujesz paskudną manierę, świadomego, bądź też nie, zapowiadania, co nastąpi. Głos w radiu mówi, że gość odwiedzi dom któregoś słuchacza i oczywiście odwiedza paczkę bohaterów. Ania znika i oczywiście łapie ją stwór. Samo zapowiadanie nie jest niczym złym, wręcz łatwo je przekuć w atut, zwyczajnie burząc wyobrażenie czytelnika na temat tego, co ma nastąpić. Ale tutaj wszystko szło jak po sznurku. Nie pomogły sceny-zapychacze, odwlekające zapowiadane wydarzenia: gość siedzi w szafie? Nie, to tylko garnitur. Gość lezie ulicą? Nie, to tylko ćma. IMO takie zabiegi szkodzą klimatowi grozy, który nie był zły, ale też mnie nie powalił.

Tak czy siak, pomysł na serię opowiadań związanych z radiem uważam za ciekawy. Zdecydowanie powinieneś spróbować coś podziałać na tym polu.

Dzięki za wizytę :)

Choć dreszczowiec, ale bardzo sympatyczny i miejscami uśmiecha. Mimo że w targecie wiekowym nie jestem, to przeczytałem z dużą przyjemnością. Zacne.

Powiem Ci, Zygfrydzie, że czytałabym, mimo że nie jestem jakąś wielką fanką grozy. Może dlatego, że zwykle się nie boję tego, co określa się jako literaturę grozy. Tobie jednak udało się wykreować odpowiedni klimat. Czytałam w ciągu dnia, w upalne lato, a poczułam niepokój. Fajnie piszesz, fajnie kreujesz postacie… Czegóż chcieć więcej? ;)

 

“Ania i Kacper wyglądali, jakby bardzo chcieli coś powiedzieć, ale woleli nie ryzykować rozgniewania gościa audycji. Marek czuł delikatne dreszcze, ale nie wierzył…”

 

“Zamknęli, dobrze o tym wiedzieli, ale woleli się upewnić. Później przeszli do sprawdzania okien. Marek wiedział, że to niedorzeczne, gdyby któreś było otwarte, wyziębiłby się cały dom, a na podłodze zebrałaby się góra śniegu. Ale ostrożności nigdy za wiele.”

…i zaraz potem:

“– To nie było fajne – marudziła Ania. – Miało być straszenie, ale tylko trochę.

– Nikt do nas nie przyjdzie – uspokajał ją brat. – Dom jest zamknięty. Wystarczy poczekać do rana. Ale jeśli się boicie, to…”

 

„Usiedli ma łóżku” – na

 

„Macie za to pięć sekund, żeby się stąd stracić.” – Przyznam, że nie rozumiem tego zdania.

 

„Nic więc dziwnego, że pomieszczenie to obrali jako swoją twierdzę.” – Jak obrali to za coś, a nie jako coś

 

„Zgubił gdzieś flet, zostały mu cymbałki.” – Wszelka atmosfera grozy właśnie wyparowała :D Cymbałki to po prostu zbyt śmieszne słowo ;p

 

„Dotarł do okolicy, gdzie domy stały rzadziej, a śniegowa zaspa sięgała mu niemal po kolana.” – Jedna zaspa?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No i nie potrafię uniknąć porównania z “Człowiekiem bez twarzy” ;)

Tamto opowiadanie podobało mi się między innymi za świetne wykorzystanie konwencji – równoczesne użycie i zdystansowanie się od niej. Tutaj po prostu wpisujesz się sprawnie w pewien model opowieści.

Podoba mi się sam pomysł na wykorzystanie radia jako medium, podoba też motyw ciszy, jako czegoś, czego boją się dzieci i co będzie dla nich karą.

Zawiodłem się trochę na postaci Krzyśka – wprowadzasz to imię początkowo bez wyjaśnień, wspominasz kilkakrotnie zanim go w końcu pokażesz, spodziewałem się przy tak budowanej narracji, że jego tożsamość mnie zaskoczy. Sama postać jest całkiem spoko (choć to znowu klasyk), ale oczekiwałem jednak jakiegoś zaskoczenia z jego strony.

Najpoważniejszy zarzut jest natury osobistej i tak go proszę potraktuj – wiem, że uwagi w stylu “to nie moja bajka” nie są godne poważnego jurora, z drugiej strony skąd autor ma się dowiedzieć, czego oczekuje od niego czytelnik, jeśli nie z subiektywnych opinii. W horrorze cenie sobie niedopowiedzenia, tutaj scena obserwowana przez okno jest tak dosłowna, że ja przestaję się bać. Wolałbym jakąś grę cieni, pudełko z przyborami do szycia na parapecie, ale nie bezpośrednie pokazanie potwora jako realnie istniejącej i działającej postaci. Tym bardziej, że to co się później przydarza głównemu bohaterowi jest już bardziej oniryczne i umożliwiające różne interpretacje.

Co nie zmienia faktu, że słuchałbym kolejnych audycji ;)

Blackburn, Joseheim, Cobold – dzięki za wizyty :)

Poprawki wprowadzone.

Bardzo przyjemny tekst. Dałem się wciągnąć. Pozwolę sobie zacytować fragment komentarza Cobolda:

W horrorze cenie sobie niedopowiedzenia, tutaj scena obserwowana przez okno jest tak dosłowna, że ja przestaję się bać. Wolałbym jakąś grę cieni, pudełko z przyborami do szycia na parapecie, ale nie bezpośrednie pokazanie potwora jako realnie istniejącej i działającej postaci.

Od ujawnienia się Głównego Złego klimat siada i bańka domysłów pęka. O wiele lepiej zagrałby tu nawet powrót do domu i odkrycie dzieci z zaszytymi ustami. Oczywiście to moje zdanie i możesz się z nim nie zgadzać. :)

Bardzo dobrze budujesz klimat grozy, ale uważam, że tą dosłownością odarłeś cały tekst z budzenia w czytelniku niepokoju i zostawiasz go z satysfakcją po lekturze, ale tylko tyle. Strach uleciał razem z Milczącym Panem.

Tak, czy siak, to bardzo dobre opowiadanie.

Krótko, bo z telefonu: wystraszyłeś. I to w 20 tys. znaków. Za samo to masz ode mnie TAK-a. Nie mogłem się oderwać. Historia może prosta i klasyczna, ale na tym polegają horrory. Jeśli miałbym się czegoś przyczepić, to stylu. Jest pozbawiony zgrzytów, ale moim zdaniem przydałoby mu się więcej charakteru. Nie wiem, czy bym Cię rozpoznał, gdybyś opublikował anonimowo. A pomysł na Nocne Radio zdecydowanie warty rozwinięcia :)

Na początku tworzysz świetny klimat. Bardzo trafne reakcje dzieci, dobrze dobrane słowa – wszystko mnie wciągnęło. Kolejne wydarzenia budują napięcie, wzniecają ciekawość. Emocje idą do góry…

Aż pokazujesz mi potwora.

W tym momencie wszystko siadło. Tak jak cisza straszy pustką, tak niedopowiedzenia w wyglądzie albo czysta ciemność działa mocniej na mą wyobraźnię niż akapit opisu. Nagle nieznane stało się znanym – co gorsza, mogłem je porównać z innymi mi znanymi. I momentalnie przestało straszyć.

Technicznie nie mam się do czego przyczepić. Dla mnie napisane dobrze i płynnie.

Podsumowując: początek świetny, ale w pewnym momencie ujawniasz o jeden fajerwerk za dużo. I momentalnie koncert siada. Trochę szkoda, ale lektura na pewno warta uwagi :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

No, to teraz ja się zrewanżuję straszną historią: wyobraźcie sobie komentarz – taki cieniowy komentarz – już prawie skończony, całkiem ładnie zamykający w sobie wszystkie uwagi i pochwały (w tej właśnie kolejności), niemal całkowicie i uczciwie dopracowany… i nagle yeb, ciul, dup! – przeglądarki nie ma.

Nie wiem jakim cudem, ale po prostu się zamknęła. Żadnego ctrl+w, żadnego wciskania iksików (zresztą pytałoby o zamknięcie wielu kart), żadnego wrednego skrzata w zasięgu wzroku, żadnej zwiechy ze strony Złomka 2.0, żadnych umykających w te pędy Internetów (co i tak nie miałoby znaczenia), nic. Pieprzony informatyczny cud. I potężna demotywacja do czegokolwiek.

Tym razem będzie więc krócej i może konkretniej. A może nie.

 

Tekst niespecjalnie mi się uwidział, prawdę mówiąc. Od zbyt topornego stylu, który momentami – ale tylko momentami – uniemożliwiał mi “płynięcie” przez tekst, poprzez irytujących, mało wiarygodnych, a przy tym zbyt kliszowych bohaterów (głównie wszystkojebliwy Krzysiek, który w moim odczuciu robi tu za charakter znacznie czarniejszy niż Zaszystomordy czy samo Radio, ale też Kacper, który najpierw robi pod siebie na widok garnituru w szafie, a potem nagle kozaczy i leci ratować siostrę – nie zagrała mi ta niekonsekwencja – sama siostra, tradycyjnie strachliwa… no i młodsza, będąca ofiarą doskonałą, oraz konsekwentny w swym tchórzostwie Marek, do którego mimowolnie czuję niechęć i pogardę; tak, wiem, że to tylko przerażony dzieciak, ale mimo wszystko ni cholery nie potrafię zgodzić się na taką postać; na istnienie takich ludzi w ogóle; tyle, że to bardzo subiektywne, a przy tym pewnie krzywdzące podejście do tematu), a na niesatysfakcjonującej, również kliszowej (domek-pułapka, oczywiście pod lasem, gubiąca się młodsza siostra, etc.), zbyt miałko zakończonej fabule kończąc. Jeśli chodzi o finał, nie zagrał mi ani motyw dosłowności zaszywania dzieciakom ust (o ileż by to było fajniejsze, gdyby nici były niewidzialne, a przez to nierozerwalne), generujący multum pytań z każdej możliwej strony i – co gorsza – okradający Nocne Radio z aury tajemnicy i zagadki, a zostawiający dosłowność; ostateczne potwierdzenie jego istnienia (bo o ile dziecięcą gadaninę o posranej audycji można jeszcze jakoś zignorować, to faktu, że ktoś wparował nocą do cudzego domu i zaszył malchom usta – już nie bardzo) ani fakt, że Markowi się upiekło. Swoje przeżył, to prawda, ale fakt, że w końcu się jednak odezwał… no cóż, rozczarowuje. I – rzecz jasna – daje minus dwiesta do zajebistości Zaszytogębu, bo mam takie dziwne wrażenie, że zwyczajnie spaprał robotę. I że jakoś tak… nie dorasta do legendy, którą próbowałeś mu stworzyć.

Nie mogę też powiedzieć, żeby tekst mnie wystraszył czy choćby zelektryzował i sprawił, że poczułem się nieswojo. Klimat wykreowałeś świetny, to prawda – szczególnie samo radio (tak pomysł jak i wykonanie) robi tu robotę – ale, koniec końców, tragiczna i smutna historia dzieci z domu, w którym zabrakło rodziców, jakoś zupełnie mnie nie ruszyła. Nawet moment, gdzie pokazałeś “zabieg” na Ani, nie wywołał we mnie żadnych emocji. No i szkoda, że nie wiadomo, co (złego) spotkało dupka-Krzyśka. Gość sprawiał wrażenie jednej z tych postaci, które kreuje się tylko po to, by na końcu dosięgnęła je bolesna – najlepiej krwawa – zemsta od losu/życia/Autora/bohaterów/samego Boga. Temu jednemu skurczybykowi się chyba jednak upiekło.

Szkoda.

 

Mówiąc krótko, szału, niestety, bez. Ani w skali piórkowej, ani tym bardziej Twojej własnej. Co nie znaczy oczywiście, że opowiadanie mi się nie podobało w sposób zupełny, bynajmniej. “Nocne Radio” to całkiem przyjemna, cholernie klimatyczna lektura oparta na rewelacyjnym pomyśle i zapowiedź czegoś – mam nadzieję – naprawdę obiecującego. Ale, póki co, za mało, by mnie usatysfakcjonować.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wspominałam już kiedyś, że potrafisz pisać horrory? Bardzo dobrze budujesz nastrój, motyw dzieci samych w domu jest stary jak filmy puszczane w święta, ale wycisnąłeś z niego, ile się dało.

Nie znam się na horrorach, ale motyw z radiem jest dla mnie nowy, za niego też plus. No i otoczkę dookoła niego stworzyłeś naprawdę niezłą.

Pewnie zauważyłeś, że po długim namyśle nominowałam, czyli jestem na TAK.

Babska logika rządzi!

Byłam święcie przekonana, że skomentowałam Twój tekst już dawno temu, zaraz po lekturze. Najwyraźniej mi to gdzieś umknęło, więc nadrabiam. 

Po raz kolejny pokazujesz i potwierdzasz, że potrafisz świetnie pisać o dziecięcych bohaterach. Dzieciaki są jak żywe, a przy tym nie są to opowieści dla dzieci, a dorosły odbiorca nie ma problemu z małolatami. 

Jak dla mnie doskonale też budujesz nastrój. Kilka zwykłych słów, a po plecach czytelnika lecą ciarki, fala za falą. I podoba mi się, że krew nie leje się strumieniami, członki nie fruwają w powietrzu – dzięki temu, moim zdaniem, groza jest mocniej zaakcentowana, sięga głębiej. I dobry efekt daje milczenie Marka i reakcja na to upiora. 

Jednym słowem (albo trzema) bardzo mi się. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Ależ się tu zebrało komentarzy. Dziękuję wszystkim za pozytywne (lub mniej pozytywne) opinie. Na pewno wezmę je pod uwagę, kiedy zabiorę się za drugie opowiadanie z tej serii.

Wracam z komentarzem piórkowym.

Tekst jest dobrze napisany, jest tu też pomysł na prezentację zagrożenia. Tylko że właśnie jego ukazanie w pełnym świetle zamiast niedopowiedzeniami, pozbawiła dla mnie ten horror tego, co najważniejsze – napięcia. I do końca nie chciało ono wrócić.

To jedna, ale niestety dla mnie istotna. Stąd tym razem jestem na NIE. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nowa Fantastyka