- Opowiadanie: Marianna - Interkom

Interkom

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Interkom

 

 

„Siódemka” była jedną z wielu stacji, jakie firma przejmowała w ostatnim czasie po bankrutujących konkurentach. Zawieszona w czarnej pustce, rozświetlanej tylko nikłą poświatą dalekiego Saturna, płynęła w absolutnej ciszy, przypominając dryfujący okręt, skazany przez kosmos na zagładę. Dla Terry’ego Hazelwooda, firmowego rzeczoznawcy, nie była niczym więcej, niż nudnym reliktem przeszłości, kolejnym zadaniem odpowiednim dla kogoś, kto w firmowej hierarchii nie zdążył zajść zbyt wysoko.

Mężczyzna bez entuzjazmu dokonał dokumentacji jedynego czynnego jeszcze poziomu stacji i udał się na spoczynek. Wyjątkowo źle spał tej nocy – pomieszczenie, które oddano mu do dyspozycji, było duszne i klaustrofobiczne, a wysłużone łóżko skrajnie niewygodne. Przewracał się z boku na bok, mimo woli wciąż nasłuchując, bo w nieczystą ciszę, skażoną szumem wentylatorów i monotonnym buczeniem lamp na korytarzu stacja wplatała wciąż ten sam uprzykrzony sygnał. Coś jakby dzwonek dalekiego alarmu przenikało starą konstrukcję na wskroś. Im dłużej słuchał, tym większego nabierał przekonania, że to dźwięk interkomu, nieodbieranego z niewiadomych przyczyn. Zmęczonego godzinami bezsenności mężczyznę zaczynała ogarniać coraz większa irytacja, a w końcu jawna złość na tego, kto bezskutecznie i nonsensownie dzwonił po nocy. Przeklinał gapiostwo, przez które zapodział gdzieś stopery do uszu, rzecz na stacjach kosmicznych niezbędną.

Po nocy nieprzerwanej męki zasnął wreszcie nad ranem, nie dany był mu jednak długi sen – o szóstej, z bezlitosną punktualnością nad jego posłaniem stanął elektryk Pulowski.

– Chciałeś pan obejrzeć drugi poziom. – Spokojnie przypomniał zaskoczonemu rzeczoznawcy, wlepiając w mężczyznę ciekawskie, ocierające się o bezczelność spojrzenie.

Prawda, Terry umawiał się z nim wczoraj, zaklął więc tylko pod nosem i niechętnie wygrzebał się spod koca. Zaczynał dzień w wisielczym humorze – zaspał przez te nocne hałasy i teraz zostanie bez śniadania.

– Okej – wychrypiał nieprzyjemnie, przecierając czerwone, zaropiałe oczy. – Jak wy tu dajecie radę? Nawet spać się nie da. Co za palant dzwoni po nocach?

Pulowski zamrugał szybko powiekami.

– Że co?

– Nie słyszał pan? Interkom albo coś w tym stylu, nie wiem, ale niesie się po piętrach jak wycie duszy potępionej.

– A, to… Nie słyszałem. – Pracownik wzruszył ramionami.

– Czyżby? – spytał rzeczoznawca zaczepnie.

– Ludzie czasem gadają… Ale to stara stacja, ciągle trafiają się tu jakieś awarie – wymijająco odparł elektryk i pokracznie wycofał się ku drzwiom.

– Co gadają? – spytał ciekawie Terry, ochlapując twarz lodowatą, mętną wodą, która ledwo kapała do małej umywalki.

Pulowski jakby nie słyszał tego pytania.

– Zostawiam panu aparat tlenowy – powiedział, otwierając drzwi.

– Po co? – zmarszczył brwi Terry.

– Filtry powietrza działają na górze jak same chcą, lepiej dmuchać na zimne. A skoro o tym mowa… Radzę ciepło się ubrać. Temperatura na drugim poziomie ledwo trzyma się w okolicach zera.

– To żart?

– Nie. Oszczędności, psze pana. Czekam za drzwiami.

Chwilę później Terry kroczył za Pulowskim długimi, ponurymi korytarzami stacji, które zdawały się ciągnąć bez końca. Wciąż zmagał się z potężnym bólem głowy i ciężarem znużonego ciała. Miał tego parszywego miejsca serdecznie dość. Wszystko było tu ciasne, przestarzałe i przytłaczające. Chciał jak najszybciej wykonać swoje zadanie i zniknąć bez żalu, jak wielu przed nim. Frapowało go, dlaczego Pulowski został, spytał nawet o to, gdy wspinali się wąskim, skąpo oświetlonym szybem na drugi poziom, ale nie doczekał się odpowiedzi. Widać elektryk nie lubił się zwierzać, bo bez słowa dotarł na koniec szybu, podniósł klapę włazu awaryjnego i wygramolił się na górę, zostawiając Terry'ego sam na sam z jego pytaniem, wciąż krążącym wraz z echem w metalowej klatce. I wtedy rzeczoznawca znów usłyszał ten sam, irytujący dzwonek interkomu, tym razem bliższy i wyraźniejszy. Źródło drażniącego dźwięku musiało bić gdzieś na tym pustym, zamkniętym poziomie. Było w tajemniczym sygnale coś naglącego, coś, co przyzywało do siebie niczym syrena wabiąca dawnych żeglarzy. Hazelwooda znów ogarnęła złość, tym razem na Pulowskiego. Dlaczego udawał, że nie słyszy tego wycia? Musiał wiedzieć, skąd niesie się ten dźwięk.

Rzeczoznawca niezdarnie wygramolił się z szybu i zobaczył, jak elektryk dłubie w skrzynce rozdzielczej na ścianie, lecz gdy zwrócił mu uwagę na niepokojący dzwonek, usłyszał w odpowiedzi niechętne: „Rób pan swoje, mam co innego na głowie”. Pulowski pogrzebał w skrzynce i nagle korytarz zalało jasne światło, zastępując mdły półmrok oświetlenia awaryjnego, po czym gwałtownie zatrzasnął drzwi szafki i wziąwszy pod pachę zniszczoną torbę, ruszył w głąb korytarza, zostawiając gościa samego sobie.

– Radzę spoglądać na czujnik atmosferyczny – poradził na odchodnym. – Plan poziomu pan masz, ja będę w podstacji…

Terry westchnął ciężko i bez entuzjazmu poświęcił się swym obowiązkom, ale zatęchłe, przesiąknięte dusznymi zapachami powietrze poziomu drugiego tylko potęgowało ból głowy. Jakoś nie mógł się skupić na pracy i w końcu złapał się na tym, że zamiast dokumentować stan pomieszczeń, szuka źródła tego irytującego dźwięku, który niczym naglące wołanie wypełniało korytarze, biura, sale kontroli lotów i kwatery kierownictwa. Wiedziony słuchem Terry stanął w końcu przed jednymi z wielu podobnych do siebie drzwi – to zza nich dobiegał dźwięk dzwonka i tylko na nich napis głosił, że kiedyś urzędował tu naczelnik. Mężczyzna popchnął owe drzwi z całej siły, spodziewając się oporu, ale otworzyły się zadziwiająco lekko. Jego wzrok natychmiast padł na wiszący na ścianie interkom, wygrywający równo i jednostajnie znajomy, obmierzły sygnał. Mała, czerwona dioda błyskała rytmicznie, hipnotyzująco. Mężczyzna bez zastanowienia wyciągnął dłoń w kierunku aparatu. Miał zamiar po prostu cisnąć słuchawkę na stojące tuż obok biurko, ale ciekawość była silniejsza od rozsądku. Zdecydowanie podniósł ją do ucha, ze stanowczym zamiarem obrzucenia natręta wiązanką soczystych przekleństw. We własnym mniemaniu, niczym nie ryzykował – spodziewał się raczej żartu znudzonych mieszkańców stacji, niż tego, co nastąpiło potem.

– Nareszcie! – rozległ się pełen napięcia głos w słuchawce, zanim Terry zdążył się odezwać. – To, ty, Hazelwood?

– Tak – odpowiedział rzeczoznawca niepewnie.

– Do jasnej cholery, Hazelwood, gdzie cię nosi, wszyscy cię szukają! – Wściekły, nieznajomy głos w słuchawce z trudem przekrzykiwał potężne trzaski i łomoty. W tle słychać było wściekły tupot, ludzkie wrzaski, skwierczenie i desperackie krzyki, jakby tam, skąd dzwoniono, szalał jakiś żywioł. Terry zasłuchany w rozgrywający się dramat, nie odpowiedział, więc człowiek po drugiej stronie wrzasnął mu wprost do ucha:

– Hazelwood, jesteś tam jeszcze?!

– Taaak – wyjąkał zupełnie zaskoczony mężczyzna.

– Tu Horst z inżynieryjnego – darł się mężczyzna w słuchawce. – Nie damy rady! Trzeci stracony, rozumiesz? Musisz coś postanowić, bo ogień przenosi się na drugi! Słyszysz? Tam są jeszcze ludzie!

– Gdzie?

– Na trzecim! Ale nie wiemy, czy jeszcze żyją!

– Przecież trzeci jest nieczynny – stwierdził pewnie rzeczoznawca, ściągając gromy na swoją głowę.

– Nieczynny!? Odbiło ci? Znowu chlałeś, ty zapity skurwielu! – zawył Horst, po czym zaczął się krztusić, zapewne dymem płonącego trzeciego poziomu i Terry przysiągłby w tej chwili, że wyczuwa wyraźny swąd spalenizny. Już nie był pewien, że to żart, to wszystko przypominało raczej senny koszmar. Udzielała mu się cała nerwowość i desperacja tamtego człowieka. Serce waliło mu w piersi, przysiągłby, że słyszy zewsząd dobiegające odgłosy panicznej ewakuacji, że ktoś wali w drzwi, których przecież, dałby głowę, za sobą nie zamykał. Po drugiej stronie wciąż wył ogień, zagłuszający biegnące z oddali gwar, trzaski i strzępy słów, potęgujące całe zamieszanie.

– Hazelwood, jesteś tam? – wzywał Horst coraz rozpaczliwiej. – Co mamy robić, do ciężkiej cholery? Zbierz się do kupy! Zrób coś!

– Co? – wydusił.

– Każ odciąć trzeci, zanim ta parszywa stacja cała pójdzie z dymem!

– Odcinajcie! – Rzeczoznawca niespodziewanie usłyszał własny głos i natychmiast przeraziła go własna reakcja, a raczej naturalność, z jaką podjął decyzję.

– Odcinaj! Mamy zgodę! Odci…

Nagle wszystko się skończyło i w słuchawce zapadła głucha cisza, jakby linia rzeczywiście była nieczynna. Terry, wciąż oszołomiony, ostrożnie zawiesił słuchawkę na widełkach, niepewny, czy znów nie usłyszy dzwonka, ale interkom milczał. Stacja po dawnemu była zatopiona w drętwej ciszy, tylko mężczyźnie wciąż szumiało w głowie, jakby był pijany i wibrował w uszach zrozpaczony głos nigdy niewidzianego Horsta. Serce wciąż biło mu mocno, niespodziewanie dla samego siebie zauważył, że zlany jest potem. Jeśli to wszystko okaże się tylko głupim żartem znudzonych pracowników stacji, to, poprzysiągł sobie, ci nieudacznicy wylądują na bruku z wilczym biletem. Już on się o to postara!

Niespokojny i wzburzony, sam nie wiedział jak, ale odnalazł w końcu Pulowskiego, który flegmatycznie grzebał w pęku kolorowych przewodów, zwisających ze ściany. Gość zakaszlał, ale elektryk pochłonięty swym zajęciem nawet się nie obejrzał.

– Pulowski! – wrzasnął poirytowany Terry, ale elektryk i tym razem nie raczył się odwrócić.

W końcu rzeczoznawca zbliżył się na tyle, by szarpnąć mężczyznę za ramię,

– Głuchy pan jest? – warknął wściekle gość, ale gdy Pulowski spojrzał na Terrego ze zdziwieniem tak szczerym, że nie mogło być udawane, rzeczoznawca wreszcie zrozumiał.

– Nie słyszy pan, prawda? Czyta pan z ruchu warg… Dobry pan jest. Nie zorientowałem się… Aż do teraz.

Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale zaskoczony własnym odkryciem mówił wolno i wyraźnie, tak jakby chciał ułatwić tamtemu zrozumienie. Cała złość na elektryka gdzieś wyparowała. Pulowski powoli skinął głową.

– Tak – odparł patrząc gdzieś w przestrzeń. – Zgadłeś pan. Ale nie zawsze tak było… Parę lat temu mieliśmy tu katastrofę. Pracowałem wtedy na trzecim poziomie, wiesz pan, pokład startowy. – Wskazał palcem sufit. – Jakiś matoł wpakował się w stację zbiornikowcem. Manewrując holownikiem zahaczył o platformę… I tak miałem szczęście – dodał szybko – bo większość personelu zginęła na miejscu. Część wywaliło w przestrzeń, reszta spłonęła żywcem, gdy odłączyli trójkę…

– Co? – Terry zmarszczył brwi; wciąż jeszcze słyszał krzyk Horsta.

– A tak. – Pulowski sprawnie upychał kolorowe przewody w ścianie. – Musieli zamknąć na głucho śluzy i grodzie między poziomami, żeby ratować resztę stacji. Mnie się udało, ale zginęło tam czterdziestu dwóch ludzi… W tym kilku strażaków i zastępca naczelnika. Potem firma połatała trójkę, ale od tego czasu wciąż coś szwankuje… I jeszcze ten dziwny szczegół… Do tej pory nie wiadomo, kto wydał polecenie zamknięcia grodzi. Horst, główny inżynier, zaklinał się, że to naczelnik mu kazał. Tyle tylko, że gdy doszło do pożaru, ten pijaczyna nie żył od kilku godzin. Wiem, o zmarłych źle się nie mówi, ale wiesz pan, on naprawdę dużo pił. Na sekcji wyszło, że nażarł się jakichś prochów i poprawił to wszystko wódą. Zamknął się w swojej kwaterze i kopnął w kalendarz, musieli potem drzwi wyważać. Nie wiadomo, z kim wtedy gadał Horst… Źle się pan czujesz? Zbladłeś pan.

Pulowski postukał palcem w miernik poziomu tlenu, ale ten działał bez zarzutu, spojrzał więc na Terry’ego z troską.

– Nic mi nie jest – odparł Terry mało przekonująco, po czym spytał cicho: – Ten naczelnik… Jak się nazywał?

– Hazelwood, jak pan. Może ktoś z rodziny?… Nie? Więc taki zbieg okoliczności. Wracajmy już, zanim się pan pochorujesz.

Gdy coraz bardziej roztrzęsiony rzeczoznawca patrzył, jak Pulowski spokojnie gasi światła na poziomie drugim i gdy tuż przed odejściem spojrzał w gęstą i eteryczną ciemność, dotarło do niego, że nic już nie mąciło ciszy zatopionego w czasie, okaleczonego stalowego potwora. Interkom nie dzwonił i nie odezwał się już nigdy potem. 

 

 

Koniec

Komentarze

Jeśli spytam: dlaczego? to nie znajdę odpowiedzi, ale jak wszystko przyjmę bezkrytycznie to zgrabne opowiadanie powyżej napisane.

Nadaje się nie tylko do testowania, ale do czytania również.

Należałoby za Krustisem powtórzyć, iż trzeba przyjąć bez pytań, bezkrytycznie – ale tak często bywa.

Popraw Halzelwooda (na początku), bo później tylko Hazelwood występuje… :-)

Dzięki. Ale faktycznie, lepiej nie wnikać w ten tekst za głęboko. Wybrałam go, bo jest krótki, a nowa strona na moim sprzęcie chodzi bardzo wolno.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Później będzie chodzić szybciej, na razie muszę mieć powłączane dodatkowe elementy, które ją spowalniają, za to mi ułatwiają pracę.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Podobało mi się. Rzeczywiście, jeśli pominąć to felerne pytanie "dlaczego", to nawet bardzo mi się podobało.

Nie jest źle. Podobało mi się.

Dzięki. Co do tego tekstu zawsze miałam mieszane uczucia, bo wyszedł z tego trochę taki Edgar A. Poe w kosmosie…

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

O, podobało mi się. Edgar Allan Poe w kosmosie brzmi nieźle, a tekst naprawdę mnie wciągnął:).

Przeklinał gapiostwo, przez które nie zapodział gdzieś stopery do uszu, rzecz na stacjach kosmicznych niezbędną - czy tu przypadkiem nie jest o "nie" za dużo?

Pozdrawiam.

Faktycznie, za dużo tego "nie". Już poprawiam. Dzięki, Ocha.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że się spodoba – chyba mam inny gust niż czytelnicy.

Pozdrawiam

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

O, a mnie się to podobało, chociaż Autorce chyba nie do końca. :)

Ocho, dzięki za szybką reakcję :).

Zawsze miałam co do tego tekstu mieszane uczucia, ale po czasie dochodzę do wniosku, że nie jest taki znowu tragiczny…

 

Edytowane na próbę, czy się da:)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Dobry pomysł, dobry klimat – i dobre wykonanie. Tekst na pewno do dopracowania, ale w zalewie portalowych opowiastek o wszystkim i niczym zdecydowanie wyróżnia się jedną, ale za to istotną cechą – literackim podejściem do tematu.

Naprawdę nieźle…

Pozdrawiam.

Roger,

staram się jak mogę, na ile talentu i pomysłów starcza :)

Pozdrawiam również.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Ciekawa koncepcja.

Babska logika rządzi!

Horhor z duszami i czasoprzestrzenią :) Podobało mi się, nie będę więc wnikał w szczegóły :)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

(Chyba znowu nie zapisałam komentarza)

Ciekawy pomysł, porządne wykonanie. Trzymało w napięciu i zdecydowanie podobało się:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

No to cieszę się, że nie było tak źle :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Dzięki za bibliotekę – cieszę się jeszcze bardziej :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Próbuję się dowiedzieć, czym jest space opera, więc przeczytałam :P Ma klimacik.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Tenszo,

tylko nie traktuj powyższego jako modelowego przykładu ;) Bo chyba nie ma odpowiedniego rozmachu – kosmicznych bitew, międzygwiezdnych awanturników, romansów międzygatunkowych i takich tam dyrdymałów :) Chyba raczej powinnam opisać to jako soft sci-fi.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Wiem, wiem, zauważyłam. Ale ja do tego całego rozmachu podchodzę jak pies do jeża… -.– Chyba sobie ten space-operowy konkurs odpuszczę.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Piszesz o konkursie DJa? On chyba nie tylko space opery przyjmie. Inne podgatunki myślę, też.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Ciekawa rzecz, ale chyba za mało czasu. W miesiąc nic epickiego raczej nie sklecę ;)

Zresztą, wolę postawić na klimat, niż rozmach – tak jak widzisz na powyższym przykładzie.

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Co mogę powiedzieć? Ja też :P Ale powoli nudzą mi się konkursy, z których co najwyżej książkę dostanę. Tylko tematy tych innych są takie bleeee… -.-

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Ostrożnie z tym konkursem. Wg regulaminu, laureaci udzielają bezpłatnej i wyłącznej licencji na tekst,  bez ograniczenia czasowego, a nakład finansowy na autora max to 760 PLN… Powiedzmy, że dla 10 tekstów wydawnictwo za inwestuje w antologię ok 7500 PLN. Konkurs tylko dla tekstów, które możecie lub chcecie w zamian za ewentualny druk lub ebook, oddać “na zawsze”.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

O, widzę, że Rybka jest w temacie :) Hm, nie brzmi to zachęcająco, powiem ci. Pal licho ten mały nakład finansowy, ale na razie przeczytałam tylko połowę regulaminu i do tej części z “wyłaczną licencją na zawsze” nie dotarłam jeszcze, a jakoś mi się to nie widzi :P

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Regulamin jest tak skonstruowany, że laureat udziela licencji nieodpłatnie i wyłącznej. To zrozumiałe, bo na jakiejś podstawie organizator konkursu chce to drukować, wydać, prezentować… Jednocześnie, nigdzie w regulaminie nie ma limitu czasowego na tę licencję → ergo, nie wprost, udzielasz jej “na zawsze”. Wyłączna i “na zawsze” oznacza dla laureatów brak jakiejkolwiek kontroli nad tekstem.

Wysłałem zapytanie, czy dobrze to rozumiem – może odpowiedzą.

 

Dla przykładu, w Poznaniu Fantastycznym udzielasz licencji wyłącznej na 5 lat – sprawa czysta. W Fantazjach Zielonogórskich rezerwują sobie tylko prawo do druku w antologii pokonkursowej i wsio, tekst jest twój. Warto zwracać uwagę na takie niuanse, żeby nie wysłać na konkurs tekstu, który być może chcielibyście za kilka lat gdzieś indziej pokazać bez pytania Wydawnictwa, czy wam wolno.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hm, mądry jesteś :P Jakbyś mógł, daj mi znać na PW, co ci odpowiedzą.

A Mariannę przepraszam za śmiecenie, ale temat chociaż ciekawy :) Chyba.

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Jakbym skleciła jeszcze raz coś podobnego do tego  http://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/56843540

i jeszcze by to wydrukowali, to mogliby sobie to zabrać w cholerę i nawet bym nie tęskniła ;)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

O tym mówię ;-) Wszystko zalezy, co chcecie z tekstem zrobić ;-)

 

Poczekamy, zobaczymy. Może odpowiedzą, może nie. To młode wydawnictwo, robią je chyba pasjonaci, sprawdzimy, jaki mają zamysł.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dostałem szybką odpowiedź, że podpisują umowę wydawniczą i licencja jest na dwa lata – więc wygląda to ok. Powinni jednak dodać tę informację do regulaminu lub wzór umowy jako załącznik.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Super, dzięki za informację :) może jednak spróbuję swoich sił…

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Działaj, Tenszo. Znaczy, pisz :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Bardzo lubię takie opowiadania – niezbyt długie, zajmujące i trzymające w napięciu. Znakomita lektura. :-)

 

ru­szył w głąb ko­ry­ta­rza, zo­sta­wia­jąc go­ścia sa­me­mu sobie. – …ru­szył w głąb ko­ry­ta­rza, zo­sta­wia­jąc go­ścia sa­me­go sobie.

 

Miał za­miar po pro­stu ci­snąc słu­chaw­kę… – Literówka.

 

– Na­resz­cie! – roz­legł się pełen na­pię­cia głos… – Po wypowiedzi, zamiast dywizu, powinna być półpauza.

 

Ale nie za­wsze tak było…Parę lat temu… – Brak spacji po wielokropku.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przeczytałam skuszona rekomendacją Reg i nie żałuję. Super klimacik wyszedł.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dzięki, dziewczyny. Miło jest przyjechać z urlopu i zobaczyć, że ktoś docenił twój stary tekst :)

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

Nowa Fantastyka
Patronujemy