- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Sługo mój, wygaś Słońce, zanim kur zapieje

Sługo mój, wygaś Słońce, zanim kur zapieje

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Sługo mój, wygaś Słońce, zanim kur zapieje

Myślę do ciebie w okresie pomiędzy fazą REM a otwarciem oczu.

Zacznijmy od tego, że wszystko zepsułem, po prostu klęska i zagłada. Znowu, znowu, znowu. Tak to już bywa, kiedy potomek zwierząt osiąga boską moc. Niezawodni serwitorzy panują nad żywiołami, ja natomiast panuję nad nimi – za pomocą myśli. Myśli ludzkie, niestety, zbyt są swobodne, zanadto niezależne od woli… I co z tego, że wolę mam dobrą.

Po raz kolejny doprowadziłem do zniszczenia świata. A tak go polubiłem, tak się do niego przywiązałem! Na jawie zazwyczaj potrafię narzucić sobie dyscyplinę, ale we śnie samokontrola słabnie.

My, ludzie, wciąż rozwalamy światy. Przywiązani do pierwotnego wzorca człowieczego umysłu, będziemy nieodpowiedzialni po wsze czasy. Psujemy wszystko, co nas otacza. I cóż, że wszechświatów istnieje multum, bezlik, że można skakać między nimi bez końca? Bez końca pogarsza się także moja karma i nigdy nie osiągnę nirwany.

My, nieskończeni ludzie, żyjemy wiecznie i mamy prawie nieograniczoną władzę nad otoczeniem. Pozostajemy przy tym konserwatywni i boimy się zmieniać samych siebie. I wciąż za bardzo obawiamy się śmierci. Uciekając przed nią przez tysiąclecia subiektywnego czasu, jednocześnie tęsknimy za niebytem, a jego namiastkę znajdujemy w o wiele za krótkich fazach snu głębokiego.

 Serwitorze, wkrótce zwyrodniała próżnia całkowicie pochłonie Ziemię. Jutro czeka nas przeprowadzka do którejś z alternatywnych wersji planety, wcześniej jednak chciałbym jeszcze przez chwilę pospać. Proszę cię, zanim rano zapieje kogut, wyłącz dyskretnie Słońce. Właściwie to koguta też wyłącz.

Koniec

Komentarze

Nie wiem, czy na pewno nadążam, ale jeśli nadążam, to:

 

– Czy nieskończeni ludzie to ludzie, czy już raczej nieludzie? Wydaje mi się, że powinni nosić jakąś inną nazwę, “człowiek” w tym zestawieniu tylko im uwłacza.

– Nieskończeni mogą skakać między planetami, ale nie mogą naprawić jednego świata? No panie kochany, to już podchodzi pod lenistwo. 

– Jak można “dyskretnie” wyłączyć Słońce? To tak jakby dyskretnie zrzucić bombę atomową, hej, może nikt nie zauważy. :d

 

Polecam podmiotowi lirycznemu spróbować świadomego snu, może się nauczy kontrolować te swoje destrukcyjne odruchy. Ale tekst ładny, choć przygnębiający. Bardzo pasuje do teraz, a więc godziny pierwszej w nocy :D

Hmmm. Tekst króciutki, ale mnie uśpił. Nic się nie dzieje, tylko ktoś przemawia do kogoś. No, opko nie trafiło do mnie.

Bardzo nie lubię tekstów wikłających mnie w cudze sny. Nawet tak krótkich jak ten. :(

Żongler, wierzę, że Twoje wątpliwości mógłbym rozproszyć. Gdybym tylko chciał.

Ale dobre, dobre pytania.

A świadomy sen to niezła opcja.

 

Finklo, kto wie, może to najzwyczajniej w multiświecie taka kołyysaaaaanka.

 

Regulatorzy. Hm. Przecież opisuję jawę, o śnieniu ledwie wspominam.

To jest myśl! ;-)

Brzmi dosyć znajomo, zarówno w stylu jak i – choć tu już mniej – treści. Nie na tyle jednak, bym twierdził, że wiem, kto, co i dlaczego się za tym wszystkim kryje.

Jest w tym i głębia, i sen, i uśpienie. Mądrość i ciężar, w tej formie nie nad siły, na szczęście. Z drugiej strony to właśnie ta forma, nikczemna w gabarytach, skazuje niniejszego króciaka na zagładę zapomnienia; ot, myśl czyjaś przelotna, ładna, i owszem, ale zbyt abstrakcyjna i nie mająca ani korzeni, którymi mogłaby się wczepić w cudzy umysł, ani szans na tych korzeni wyhodowanie. Obecnie jest na to za mała i za słaba, a jeśli dać jej żyć własnym życiem, z pewnością stanie się zbyt ciężka, by jakiekolwiek korzenie mogły ją utrzymać. No, ale przynajmniej człowiek pobełkotać trochę może, nie wychodząc przy tym z klimatu.^^

 

Peace!

Jest tu fajny pomysł i szkoda, że skończyło się tylko na strumieniu świadomości, bo może nawet wyszłoby z tego coś naprawdę fajnego :) A tak w sumie przeczytałem i tyle – nic poza poczuciem lekkiego zachwytu nad ukrytym pomysłem powiedzieć nie jestem w stanie. Szkoda.

Anonimie, opowiadanie rozpoczyna się zdaniem: Myślę do ciebie w okresie pomiędzy fazą REM a przebudzeniem. Potem, jak rozumiem, trwają przemyślenia. A ponieważ nie zauważyłam, aby ktoś się ocknął, więc owe przemyślenia chyba nie są jawą.

Cieniu, rozsądnie rzeczesz. Jeżeli jednak znajdzie się choć jedna osoba, w której umyśle ta wizja zaczepi się na dłużej, to świat będzie lepszy (przynajmniej z mojego punktu widzenia).

 

NWM, też bym chciał/-a przeczytać coś dłuższego na bazie tego szorta. Zwłaszcza gdyby wyszło.

 

Regulatorzy, marzenia senne występują niemal wyłącznie w fazie REM, a komunikat myślowy (treść szorta) jest spójny – formą na pewno nie przypomina sennego majaczenia. Ale OK, jest furtka dla Twojej interpretacji (niepełne przebudzenie). Być może tę furtkę zmniejszę lub zamknę.

Kusi, żeby potraktować metaforycznie, ale więcej w tym kuszeniu mojej dobrej (?) woli, niż pretekstów ofiarowanych przez autora.

Jako, z kolei, czyste SF za ciężkawe to, bez iskry, zwłaszcza w kontraście do tytułu i dwóch ostatnich zdań.

Myślisz, Anonimie, że powinniśmy wziąć większą odpowiedzialność za to, o czym śnimy? Skoro jesteśmy twórcami światów i ich niszczycielami zarazem, to może i nas ktoś śni? Co zatem mogłaby rzucić w twarz swemu twórcy mara senna? Bacz, o czym śnisz? :D

SA, w Twoim wydaniu to dość daleko idący postulat ;) Natomiast jeżeli nasze pierwotne instynkty i uwarunkowania mogą niszczyć realne światy, to nie powinniśmy bać się zmieniać siebie.

Dzięki za nowe komentarze.

 

Nowa Fantastyka