- Opowiadanie: ocha - Królowa

Królowa

Opo­wia­da­nie pi­sa­ne na kon­kurs An­ty­baj­ka (wy­gra­ło:)).  Mam do niego sła­bość.  Aku­rat ten tekst pu­bli­ku­ję po­now­nie prak­tycz­nie bez zmian.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Królowa

Sto­ją­ca nad sa­mot­ną mo­gi­łą ko­bie­ta przy­mknę­ła oczy. Cie­płe pro­mie­nie po­łu­dnio­we­go słoń­ca oświe­tla­ły wy­so­ką, smu­kłą po­stać, na chwi­lę za­tań­czy­ły w srebr­nych spin­kach, utrzy­mu­ją­cych ład w mi­ster­nie uple­cio­nych, ja­snych wło­sach. Nie re­ago­wa­ła na lek­kie po­dmu­chy let­nie­go wia­tru, wpra­wia­ją­ce­go w de­li­kat­ne drże­nie wiot­kie ga­łąz­ki ro­sną­cej na gro­bie lesz­czy­ny.

Unio­sła nieco głowę. Jej usta za­czę­ły nie­znacz­nie się po­ru­szać, szep­cząc nie­zro­zu­mia­łe słowa. Nagle uśmiech­nę­ła się ra­do­śnie, nie zwa­ża­jąc na sło­necz­ne świa­tło otwar­ła sze­ro­ko oczy i gwał­tow­nym, dra­pież­nym ru­chem wy­cią­gnę­ła w górę ręce.

Niebo po­ciem­nia­ło nie­spo­dzie­wa­nie, wiatr przy­giął do ziemi lesz­czy­no­we witki. Z od­da­li do­biegł głu­chy po­mruk, na­ra­sta­ją­cy z każdą chwi­lą. Znad ho­ry­zon­tu nad­cią­ga­ła czar­na, pul­su­ją­ca chmu­ra, która wkrót­ce za­mknę­ła prze­strzeń nad głową ko­bie­ty. Mo­no­ton­ny huk roz­bił się na dźwię­ki, a od ko­tłu­ją­ce­go się w górze kłę­bo­wi­ska ode­rwa­ło się kil­ka­na­ście skrzy­dla­tych syl­we­tek. Ru­nę­ły w dół, pro­sto na mo­gi­łę.

Ptaki ob­sia­dły kop­czyk i z za­cie­ka­wie­niem przy­glą­da­ły się wzy­wa­ją­cej je oso­bie. A ona przy­klę­kła i de­li­kat­nie po­gła­dzi­ła dło­nią cie­płą zie­mię.

– Dzię­ku­ję, matko – szep­nę­ła.

Wy­pro­sto­wa­ła się i spoj­rza­ła na naj­wy­raź­niej ocze­ku­ją­ce jej słów ptaki. Mu­sia­ła unieść głos, by dało się ją zro­zu­mieć po­śród har­mi­dru czy­nio­ne­go przez setki, ty­sią­ce wciąż krą­żą­cych pie­rza­stych stwo­rzeń.

– Je­stem wam wdzięcz­na, że przy­by­ły­ście na we­zwa­nie. Jesz­cze nigdy dotąd nie by­ły­ście mi tak po­trzeb­ne.

 

 

***

 

 

Ko­bie­ta pod­nio­sła prze­krwio­ne ze zmę­cze­nia oczy znad ster­ty pię­trzą­cych się na stole ra­por­tów i spoj­rza­ła na ofi­ce­ra, który wła­śnie po­ja­wił się w drzwiach.

– Wasza wy­so­kość – za­czął, przy­klę­ka­jąc na jedno ko­la­no.

Nie zdą­żył nawet na­le­ży­cie schy­lić głowy, gdy prze­rwa­ła mu ostro:

– Wstań i mów, puł­kow­ni­ku.

– Bun­tow­ni­cy roz­bi­ci. Zwy­cię­stwo jest już prze­są­dzo­ne. Zo­sta­ło tylko tro­chę nie­do­bit­ków, prze­ra­żo­nych, kry­ją­cych się po la­sach. Re­be­lia upa­dła, pani, ale tro­chę nam zaj­mie wy­ła­pa­nie wszyst­kich po­mniej­szych przy­wód­ców.

Na bla­dej, pięk­nej twa­rzy wład­czy­ni po­ja­wił się trium­fal­ny uśmiech.

– A co z księ­ciem Margo? – rzu­ci­ła jesz­cze szyb­ko.

– Poj­ma­ny. Nie­ste­ty, zgi­nął pod­czas próby uciecz­ki. Zgod­nie z roz­ka­zem – dodał nieco ci­szej.

Ko­bie­ta w mil­cze­niu po­ki­wa­ła głową. Prze­łknę­ła ślinę i na mo­ment przy­mknę­ła oczy.

– Zna­ko­mi­cie. – Jej głos za­drżał le­ciut­ko.

A może było to tylko złu­dze­nie, bo ko­lej­ne słowa za­brzmia­ły twar­do i zde­cy­do­wa­nie:

– Ocze­ku­ję peł­ne­go ra­por­tu. Mo­żesz teraz odejść, puł­kow­ni­ku, na pewno po­trze­bu­jesz od­po­czyn­ku.

Męż­czy­zna wy­ko­nał gest jak do po­kło­nu, za­wa­hał się jed­nak przez mgnie­nie oka i wbił w kró­lo­wą nie­pew­ne spoj­rze­nie. Ko­bie­ta wes­tchnę­ła w duchu. No tak, zdzi­wi­ła­by się, gdyby było ina­czej.

– Coś jesz­cze?

Ofi­cer chwi­lę trwał w bez­ru­chu, wresz­cie wy­rzu­cił z sie­bie:

– Te ptaki…

– Co, ptaki? – Nawet nie pró­bo­wa­ła ukryć iry­ta­cji. Nagle po­czu­ła, że wier­ny puł­kow­nik rów­nież za­czy­na ją de­ner­wo­wać.

– Były wszę­dzie. Naj­róż­niej­sze. Za dnia la­ta­ły nam nad gło­wa­mi, w nocy ob­sia­da­ły drze­wa wokół obo­zo­wi­ska. – Słowa pa­da­ły szyb­ko, jakby ofi­cer oba­wiał się, że ina­czej nigdy nie zo­sta­ną wy­po­wie­dzia­ne. – Potem wal­czy­ły razem z nami, jak osza­la­łe, z okrut­ną za­cię­to­ścią. Dzio­ba­ły, szar­pa­ły szpo­na­mi, biły skrzy­dła­mi. Ści­ga­ły ucie­ki­nie­rów. Zma­sa­kro­wa­ne, po­zba­wio­ne oczu trupy zna­czy­ły drogę na­sze­go mar­szu.

Za­milkł tak samo nagle, jak za­czął mówić. Wy­nio­słe, nie­zwy­kle zimne spoj­rze­nie wład­czy­ni zmro­zi­ło go do głębi.

– To świet­nie, praw­da? – spy­ta­ła po chwi­li spo­koj­nie. – Tacy nie­spo­dzie­wa­ni, po­tęż­ni sprzy­mie­rzeń­cy. Chyba nie ma się czym mar­twić.

– Pani, lu­dzie ga­da­ją…

Gwał­tow­nie ru­szy­ła w stro­nę ofi­ce­ra, za­trzy­mu­jąc się przed nim na od­le­głość kroku. Wy­prę­żył się kar­nie, wbi­ja­jąc wzrok w jakiś punkt ponad jej ra­mie­niem.

– Lu­dzie za­wsze ga­da­li, ga­da­ją i będą ga­da­li – syk­nę­ła. – Tak już mają. I bar­dzo do­brze. Niech się wie­ści roz­cho­dzą i po­tę­gu­ją. Czary? Na­tu­ra? Wszyst­ko jedno. Naj­waż­niej­sze, żeby wie­dzie­li, jaka po­tę­ga mnie wspie­ra. Niech sobie wy­obra­ża­ją, co jesz­cze może się wy­da­rzyć, jeśli komuś po­now­nie przyj­dzie do głowy po­zba­wić mnie wła­dzy. I niech wy­obra­że­nia prze­kra­cza­ją ich zdol­no­ści poj­mo­wa­nia. A teraz idź już, puł­kow­ni­ku.

Męż­czy­zna skło­nił się głę­bo­ko i wy­co­fał ku wyj­ściu.

– Omal nie za­po­mnia­łem, pani – ode­zwał się już w drzwiach. – Twój oj­ciec prosi o wy­słu­cha­nie.

Kró­lo­wa skrzy­wi­ła się nie­chęt­nie.

– Gdzie on jest?

– Czeka w ko­ry­ta­rzu.

– Po­wiedz mu, że zaraz go za­wo­łam. Teraz chcę zo­stać sama.

 

 

***

 

 

Chwi­lę de­lek­to­wa­ła się ciszą, jaka za­pa­dła po wyj­ściu ofi­ce­ra. Nie­spiesz­nie po­de­szła do okna, otwar­ła je na oścież, wy­chy­li­ła się przez pa­ra­pet. Z roz­ko­szą wdy­cha­ła chłod­ne, rześ­kie po­wie­trze.

Zdą­ży­ła już za­po­mnieć, jak bar­dzo widok oko­li­cy za­pie­rał jej dech w pier­siach. Po raz pierw­szy od nie­mal pół roku ro­zej­rza­ła się wokół tylko po to, by po­dzi­wiać cu­dow­ny kra­jo­braz. Nawet nie za­uwa­ży­ła, kiedy na­de­szła je­sień. Nagie, groź­ne szczy­ty ma­ja­czą­cych w od­da­li gór po­krył śnieg, ro­sną­ce niżej lasy pło­nę­ły in­ten­syw­ną czer­wie­nią i żół­cią liści. Drob­ne syl­wet­ki ludzi jak za­wsze krzą­ta­ły się po po­lach. Jakby nic nie­zwy­kłe­go się nie dzia­ło.

A prze­cież pół roku trwa­ła nie­szczę­sna, nie­po­trzeb­na wojna do­mo­wa. Za­le­d­wie pół roku, spi­skow­cy nie zdą­ży­li się nawet zdzi­wić, jak szyb­ko ich bunt zo­stał zgnie­cio­ny przez nie­do­ce­nia­ną i lek­ce­wa­żo­ną kró­lo­wą. I aż pół roku, bo po­wrót do punk­tu wyj­ścia po­cią­gnął jed­nak za sobą zbyt dużo ofiar i znisz­czeń.

Od­wró­ci­ła się i omio­tła wzro­kiem kom­na­tę. Zimne, su­ro­wo urzą­dzo­ne wnę­trze. Zu­peł­nie różne od tego, jakim było jesz­cze kilka mie­się­cy temu. Po­miesz­cze­nie, w któ­rym przyj­mo­wa­ła i za­ba­wia­ła waż­nych gości, a wła­ści­wie ich żony, nie­po­strze­że­nie zmie­ni­ło się w ośro­dek do­wo­dze­nia. Miej­sce pater z owo­ca­mi czy sło­dy­cza­mi, wa­zo­nów wy­peł­nio­nych świe­ży­mi kwia­ta­mi za­ję­ły mapy z po­wbi­ja­ny­mi w nie ma­leń­ki­mi cho­rą­giew­ka­mi, ster­ty ra­por­tów i roz­ka­zów. Mięk­kie po­du­chy i ko­lo­ro­we na­rzu­ty wy­ście­la­ją­ce krze­sła zo­sta­ły ze­bra­ne i wy­nie­sio­ne, bo prze­sia­du­ją­cy tu teraz za­zwy­czaj su­ro­wi, po­nu­rzy męż­czyź­ni pa­trzy­li na nie z nie­chę­cią lub po­bła­ża­niem. Jakby ka­wa­łek ja­skra­wej szmat­ki był wład­ny ode­brać im moc i po­wa­gę. Jakby mieli skar­leć w ko­bie­cej de­ko­ra­cji.

Otwar­ła w końcu drzwi i wyj­rza­ła na ko­ry­tarz.

– Wejdź, ojcze.

 

Stary męż­czy­zna nie­śmia­ło wśli­znął się do środ­ka. Uśmiech­nął się blado i po­kło­nił.

– Wasza wy­so­kość…

– Na­pi­jesz się cze­goś? – Prze­rwa­ła mu, jak nieco wcze­śniej puł­kow­ni­ko­wi.

Za­prze­czył ru­chem głowy.

– A ja ow­szem. Sia­daj. – Wska­za­ła na krze­sło, a sama po­de­szła do szaf­ki pod oknem, się­gnę­ła po sto­ją­cą na niej bu­tel­kę i na­la­ła do kie­li­cha sporą por­cję wina.

Usia­dła na­prze­ciw ojca i cze­ka­ła. Cisza sta­wa­ła się nie­zręcz­na, ale ko­bie­ta nie za­mie­rza­ła star­co­wi ni­cze­go uła­twiać.

– Puł­kow­nik przy­niósł po­myśl­ne wie­ści? – za­czął wresz­cie.

Ski­nę­ła głową.

– To do­brze.

Miał mięk­ki, cichy, spo­koj­ny głos, z bar­dzo de­li­kat­nym, star­czym drże­niem.

– A ksią­żę Margo?

– Nie żyje – od­par­ła.

Męż­czy­zna wy­glą­dał na praw­dzi­wie wstrzą­śnię­te­go.

– Och, tak mi przy­kro, có­recz­ko!

Utkwi­ła w nim zdu­mio­ne spoj­rze­nie.

– Przy­kro ci? Był zdraj­cą, do­stał to, na co za­słu­żył.

– Ale… Prze­cież go ko­cha­łaś. – Sze­ro­ko otwo­rzył szcze­re, nie­win­ne, błę­kit­ne oczy. Kie­dyś ją roz­czu­la­ły i wzru­sza­ły, teraz tylko draż­ni­ły.

– Ko­cha­łam, ko­cha­łam… – za­drwi­ła. – Tak, do­pó­ki się nie prze­ko­na­łam, że po­trzeb­na mu je­stem tylko po to, by mógł się­gnąć po wła­dzę. Miał pecha. – Uśmiech­nę­ła się dra­pież­nie. – Nie za­uwa­żył, ile na­uczy­łam się po śmier­ci mo­je­go ode­rwa­ne­go od rze­czy­wi­sto­ści męża. Ile mu­sia­łam zro­zu­mieć, by utrzy­mać się na tro­nie. I przy życiu. Nie przy­pusz­czał nawet, bie­da­czy­sko, że po­gar­dza­na ko­bie­ta z gminu okaże się od niego spryt­niej­sza.

Za­du­ma­ła się na chwi­lę.

– Nigdy mnie nie za­ak­cep­to­wa­li. Nie je­stem jedną z nich, mój mąż, mój dobry, na­iw­ny mąż był dla mnie tar­czą. Nawet, jeśli kró­lem zo­stał w wy­ni­ku sprzy­ja­ją­ce­go zbie­gu oko­licz­no­ści. Gdy go za­bra­kło… Wi­dzisz, oka­za­ło się, że je­stem sil­niej­sza niż kto­kol­wiek z nich mógł­by przy­pusz­czać.

Na­tę­że­nie go­ry­czy w gło­sie zdu­mia­ło ją i roz­gnie­wa­ło. Bar­dzo sta­ra­ła się prze­ko­nać samą sie­bie, że jest ponad ten py­szał­ko­wa­ty, za­ro­zu­mia­ły, za­pa­trzo­ny w sie­bie ary­sto­kra­tycz­ny świat. I naj­wy­raź­niej wciąż nie do końca jej się to udało.

– Teraz nie mają jed­nak wyj­ścia. Uzna­ją mnie, uko­rzą się albo zginą. Wresz­cie za­czy­na­ją to ro­zu­mieć, a ślub Ivy z księ­ciem Harmą jesz­cze umoc­ni moją po­zy­cję.

– Ona go nie­na­wi­dzi. – Szept męż­czy­zny był ledwo sły­szal­ny.

Usta wład­czy­ni wy­krzy­wił gry­mas wście­kło­ści.

– Jest na­stęp­czy­nią tronu. Zrobi, co na­le­ży zro­bić. Kie­dyś zro­zu­mie.

– Jest twoim dziec­kiem.

Od­po­wie­dział mu krót­ki, chra­pli­wy śmiech.

– No pro­szę, zna­lazł się tro­skli­wy dzia­dek. To, co dzia­ło się ze mną po twoim dru­gim ożen­ku już cię tak nie wzru­sza­ło, co?!

Zdała sobie spra­wę, że ostat­nie zda­nie wy­krzy­cza­ła, wcze­śniej zry­wa­jąc się na równe nogi. Usia­dła więc po­now­nie i ukry­ła twarz w dło­niach.

– Nie­waż­ne, ojcze, mi­nę­ło. Po­wiedz mi teraz, po co przy­sze­dłeś.

Sta­rzec dy­go­tał. Wy­buch córki wstrzą­snął nim, chwi­lę sie­dział przy­tło­czo­ny i jakby mniej­szy.

– Wy­bacz, có­recz­ko, wy­bacz… Ty wiesz…

– Mów, czego chcesz i odejdź. Chcę wresz­cie od­po­cząć.

– Bła­gam cię, od­wo­łaj eg­ze­ku­cję.

Ko­bie­ta nie od­sło­ni­ła twa­rzy, jej ra­mio­na­mi wstrzą­snął jed­nak bez­gło­śny śmiech.

– Wie­dzia­łam, ojcze, wie­dzia­łam. Znowu cię tu przy­sła­ła. Nie, tego uczy­nić nie mogę. A nawet, gdy­bym mogła, nie zro­bi­ła­bym tego.

– Na dusze zmar­łych, có­recz­ko, to prze­cież twoje sio­stry!

Kró­lo­wa po­ło­ży­ła ręce na bla­cie stołu i wbiła w sie­dzą­ce­go na­prze­ciw ojca nie­na­wist­ny wzrok.

– Nie. Nie są moimi sio­stra­mi, tak jak twoja żona nie jest moją matką. Po­win­nam była o nich za­po­mnieć dwa­dzie­ścia lat temu. Za­miast tego spro­wa­dzi­łam je tutaj, spro­wa­dzi­łam też tę jędzę, ich matkę. A one, za­miast sie­dzieć cicho i po­tul­nie, dzię­ku­jąc mnie i lo­so­wi, spi­sko­wa­ły. By, gdy tylko nada­rzy się oka­zja, wziąć udział w otwar­tym bun­cie. Nie, jutro zginą. Ich matka żyć bę­dzie tylko dla­te­go, że nie mogę wy­my­ślić dla niej bar­dziej do­tkli­wej kary.

– To ka­le­ki…

– Na wła­sne ży­cze­nie!

Znowu krzyk­nę­ła.

Przy­mknę­ła oczy. Niech to się wresz­cie skoń­czy. Miała nie­ja­sne prze­czu­cie, że ju­trzej­sza eg­ze­ku­cja uspo­koi sko­ła­ta­ne nerwy, za­mknie pe­wien okres jej życia. I wresz­cie bę­dzie mogła za­cząć od nowa. Cze­ka­ła na tę chwi­lę nie­cier­pli­wie i cho­ciaż­by z tego po­wo­du nie da jej sobie ode­brać.

– Zmie­ni­łaś się, có­recz­ko. – W gło­sie ojca usły­sza­ła zdzi­wie­nie i roz­cza­ro­wa­nie. – Za­po­mnia­łaś o ostat­nich sło­wach matki? Pa­mię­taj, bądź za­wsze dobra, co­kol­wiek się sta­nie.

Kró­lo­wa po­czu­ła, że za­czy­na boleć ją głowa.

– Wy­glą­da na to, że wszyst­kie­go nie prze­wi­dzia­ła. Gdyby przy­szło jej na myśl, że dobra ozna­cza dla mnie tyle co mar­twa, za­pew­ne by tak nie mó­wi­ła. Je­stem tego dziw­nie pewna. A teraz odejdź, chcę od­po­cząć.

 

 

***

 

 

Po­grzeb miał być kró­lew­ski, więc mar­twe ciała dwóch ko­biet na­le­ża­ło od­po­wied­nio przy­go­to­wać. Od­cię­te głowy przy­szy­to na po­wrót do sty­gną­cych kor­pu­sów, a ro­ze­bra­ne i umyte trupy le­ża­ły w chłod­nej izbie, cze­ka­jąc na ostat­ni przy­odzie­wek.

Nikt się nie spo­dzie­wał, że kró­lo­wa ze­chce po­że­gnać przy­bra­ne sio­stry, a już na pewno tak nagle, nie cze­ka­jąc na za­koń­cze­nie przy­go­to­wy­wań zwłok do po­chów­ku. Trzej ta­na­to­prak­to­rzy stali teraz za za­mknię­ty­mi drzwia­mi, ner­wo­wo prze­stę­pu­jąc z nogi na nogę.

A kró­lo­wa z cie­ka­wo­ścią przy­glą­da­ła się mar­twym cia­łom. Czas nie ob­szedł się z nimi tak ła­ska­wie jak z nią. Tłuszcz na brzu­chach ko­biet ukła­dał się w grube fałdy. Na skó­rze wy­raź­nie widać było prze­bar­wie­nia, zmarszcz­ki, sia­tecz­ki po­pę­ka­nych na­czy­nek. Pier­si roz­la­ły się na boki ni­czym grube, blade na­le­śni­ki.

Wład­czy­ni sta­nę­ła u stóp nie­bosz­czek i skrzy­wi­ła się zło­śli­wie. Wła­ści­wie to za­wsze ją to ba­wi­ło. Jesz­cze jako młode dziew­czy­ny po­zwo­li­ły, by matka je oka­le­czy­ła. W po­go­ni za wła­dzą, wła­sny­mi mrzon­ka­mi i am­bi­cja­mi. I wszyst­ko na próż­no! Od tam­tej pory więk­szość czasu spę­dza­ły w za­mknię­ciu. Wsty­dzi­ły się swo­ich ułom­no­ści, więc ukry­wa­ły je jak tylko się dało.

Ale teraz le­ża­ły nagie i bez­bron­ne, uka­zu­jąc swoje ka­lec­two. Widać było, że cię­cia zro­bi­ła nie­wpraw­na ręka. Star­sza sio­stra miała nieco szczę­ścia, jeśli tak można na­zwać utra­tę du­że­go palca u nogi. Młod­szej w ranę po urżnię­tej pię­cie wdała się gan­gre­na; trze­ba było am­pu­to­wać całą stopę.

Kró­lo­wa po­wol­nym, nie­mal piesz­czo­tli­wym ge­stem dłoni od­go­ni­ła muchę, która usia­dła na sinym czole jed­ne­go z tru­pów. Po­de­szła do otwar­te­go okna i wy­sta­wi­ła twarz na cie­płe pro­mie­nie słoń­ca. Na dachu na­prze­ciw sie­dzia­ły ptaki, prze­krzy­wia­jąc łebki wpa­try­wa­ły się w nią okrą­gły­mi oczka­mi.

Uśmiech­nę­ła się do nich i wy­szep­ta­ła:

– Białe go­łą­becz­ki, szare tur­ka­wecz­ki i wszyst­kie ptasz­ki pod­nieb­ne! Dzię­ku­ję…

 

 

 

Koniec

Komentarze

Kurczę, męczy sie człowiek z wordem, żeby to jakoś wyglądało, a edytor i tak zrobi, co chce. Ktoś widzi tę ilustrację w ogóle? Bo ja nie, nie wiem dlaczego. 

Tyż nie widzę.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

I popełniasz podstawowy błąd - męczysz się z wordem przy formatowaniu tekstu, który i tak ma iść do Internetu. Po co? :)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

ocha, a jesteś mi w stanie logicznie wytłumaczyć czemu użyłaś spacji w nazwie pliku z obrazkiem? nic dziwnego, że nie działa...

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Dzięki:). Ja to się znam...

Ilustracja: Mój Mąż.

Abstrahując od ilustracji, opowiadanie uważam za udane. Co prawda "Ciepłe promienie południowego słońca oświetlały wysoką, smukłą postać..." to najbardziej sztampowa i zużyta forma opisu postaci, jaka istnieje w literaturze, ale nic to. Tekst przypadł mi do gustu i zdecydowanie wpasowuje się w klimat antybajki. Z tego, jakiej bajki zdałem sobie sprawę dopiero w ostatnim akapicie, ale to zaliczam akurat na plus.

@Vyzart - masz absolutną rację co do tego opisu. Gdybym chciała się tłumaczyć, napisałabym, że sam koncept antybajki bazuje na pewnej kliszy, dlatego też pewne klisze zostały tu użyte. I pewnie chcę się tłumaczyć, skoro właśnie to napisałam. Ale racja - to sztampa.

Ale nic to - ciedzę się, że opowiadanie jednak się spodobało i dzięki za komentarz.

Na razie powiem tylko tyle: Do konkursu ;)

To żeś się nagadał... ;)

Królowa poczuła, że zaczyna boleć ją głowa.
- Wygląda na to, że wszystkiego nie przewidziała. Gdyby przyszło jej do głowy , powtórzenie, może, gdyby przyszło jej na myśl

tanatopraktorzy  o kurczę, udało Ci się to wkleić do tekstu!

Bardzo dobra antybajka, nie podejrzewałam Kopciuszka o taką nienawiść i zawziętość. Zawsze była tak mdła i dobra, aż do porzygania! Super! 

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

A, wróciłam, bo zapomniałam dopisać, że ilustracja jest kapitalna. Tacy uzdonieni rodzice... to dziecko z założenia już geniusz!

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bardzo ładna antybajka. Kto by pomyślał, że Królewicz odumrze Kopciuszka, a ona tak się wyrobi politycznie i taktycznie, i rządzić będzie tak twardą ręką, że aż lud się zbuntuje. I wcale mi nie żal przybranych, ale pokazanych nam gołych, sióstr Kopciuszka, zawsze ich nie lubiłam.

Na ilustracji jest rzeczywiści Twój Mąż? ;-) 

 

Monotonny huk rozbił się na dźwięki… – Huk także jest dźwiękiem. Czy rozbił się na mniejsze huczki? ;-)

 

Miejsce półmisków z owocami czy słodyczami… – Na półmiskach widzę mięsiwa, pasztety i raczej treściwe potrawy. Owoce i słodycze układałabym na paterach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Bemik - dzięki :). Moim zdaniem, ona po prostu dojrzała. Zastanawiałam się, jak te biedne dobre królewny dają sobie radę wśród tych wszystkich intryg. Przecież nie da się być dobrą królową! (w znaczeniu "dobrą, aż do porzygania" :)). Czasem trzeba kogoś zakatrupić.

@Regulatorzy - powinnam chcieć Cię udusić, zamiast tego się śmieję. Nie wiem, jak Ty to robisz. I w sumie nie wiem, czy to "lud" się zbuntował. Ja bohaterkę lubię, jest twarda z konieczności :).

Poprawki wprowadzę trochę później, jak będę miała nieco więcej czasu. Może jeszcze  ktoś zresztą coś zauważy.

Pozdrawiam

Ocho, a Ty nie masz w sobie nic z tego Kopciuszka? Bo tak przekonywająco opisałaś...  

------------   

Na panterach, nie paterach. "Zechce pantera sie wuzetkom poczenstować?"   :-)

"Uznają mnie, ukorzą albo zginą." - Ukorzą się, raczej.

 

Całkiem, całkiem, niezła nowa wersja Kopciuszka. ; ) Początkowy opis niewciągający, ale potem jest lepiej. O którą bajkę chodzi domyśliłam się gdzieś w połowie; podoba mi się końcowa scena, a także motyw z ptakami. Lubię takie interpretacje... Z pierwszą tego typu się spotkałam u Gaimana, gdzie Śnieżka siała postrach i to królowa się jej bała, a nie odwrotnie, brr ; P

 

W każdym raziei - udany tekst!

 

Pozdrawiam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@AdamKB: mam czasem mordercze myśli, ale raczej nie mam morderczych skłonności. A podobało się chociaż?

@Joseheim: z początkowym opisem sama mam problem. Nawet się zastanawiałam, czy go po prostu nie usunąć. Ale uznałam, że jakiś wstęp jest potrzebny - zrobiłam, co mogłam, początkowo  był bardziej rozwlekły i patetyczny. Dzięki:).

Ocho, dlaczego powodują Tobą takie mordercze chęci, które zaraz w śmiech obracasz? I czego nie wiesz, jak ja to robię? Ja też nie wiem co robię, bo nie wiem, czego Ty nie wiesz. ;-)

Ja również lubię bohaterkę, i rozumiem jej bezwzględność, nie lubiłam tylko jej sióstr nieboszczek, kiedy jeszcze były żywe, w bajce. ;-)

Pozdrawiam. ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Brak trwałych skłonności uspokaja mnie, bo ważniejsze są od chwilowych chęci, i dlatego już mogę odważnie ujawnić, że antybajka mi się*).  

*) podobała, znaczy.

To się cieszę. Pójdę więc spać pełna łagodnych myśli i ogólnej miłości do świata. Puściłabym sobie nawet muzykę relaksacyjną, gdyby mnie tak nie wkurzała.

Pozdrawiam.

I mi się spodobało.

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

Przyznam, że tekst zrobił na mnie ogromne wrażenie. Trochę mi zabrakło antymorału, ale poziom opowiadania i świetne rozwinięcie postaci Kopciuszka zasługują na najwyższe uznanie :)

Dziękuję, Koik, dziękuję, Yoss. Antymorał taki - nie warto być dobrym. W niektórych przypadkach - jest to wręcz niewskazane, bo śmiertelnie niebezpieczne. Strałam się go umieścić pod koniec rozmowy królowej z ojcem :).

Ocho --- powiedz mi, prosze, kogo byś widziała na wolnym miejscu w jury. Niestety zostaniemy przy pięcioosobowym składzie, wobec czego musisz kogoś wybrać. I daj znać, czy znasz którąś z koleżanek.

Zoee
Aisi

pozdrawiam

I po co to było?

W takim razie jestem za Zoee - nie ma tu żadnych jej tekstów, ale pisze bardzo fajne, rzeczowe komentarze. Aisi po prostu nie znam, przynajmniej na razie:). 

Pozdrawiam

Ok, dzięki za informację.

pozdrawiam

I po co to było?

Obrazek jest świetny. Takiego ptaszka bałabym się spotkać. :)

Opowiadanie też mi się podoba, ale już Ci to mówiłam. Największy plus to zaskoczenie, do tego wyrazista i konsekwentna charakterystyka postaci sprawia, że jest ciekawie. 

Jak widać w wyszukiwaniu błędów językowych jestem jednak kiepska, sorki. Albo po prostu treść tak mnie wciągnęła. ;)

rzeczywistość jest dla ludzi, którzy nie radzą sobie z fantastyką

Dobra antybajka z życiowym morałem. Dopiero pod koniec tekstu zorientowałem się, kim jest bohaterka. Na tym skończę mój radosny komentarz, bo jestem otępiały z powodu bezsenności i nic mądrzejszego nie wymyślę :(

Sorry, taki mamy klimat.

@t.lena, @Sethrael - dziękuję:).

Sethrael, a myślałem, że ze mną jest kiepsko, bo co noc do 2-3 na posterunku, ale 5...

"Pierwszy raz w życiu dałem się zabić we śnie. "

 

Droga A. Wpiszę się wieczorem, bo muszę się skupić. Co ty wyprawiasz z moją ulubioną bajką z dzieciństwa...

W takim razie czekam (nie)cierpliwie. Pozdrawiam.

W bajce białe --- jest świeciliście białe, a czarne --- doskonale czarne. W Twojej antybajce dobroć --- to słabość, okrucieństwo --- to konieczność. Tak jak w szekspirowskich dramatach. Mąż maluje obrazem, a ty--- słowem.moje uwagi --- oficer nie kłania się głęboko, on strzela obcasami. Ojciec nie ma niewinnych oczu, nie jest bez winy. Nie wiem, jak wygląda "drapieżny" kobiecy uśmiech.Scenografia bardzo dobraemocje opisane z wprawą. Tylko te zwłoki tak niepotrzebnie moim zdaniem tak dokładnie opisane...Na koniec zacytuję Szekspira: "Ludzka małpa potrafi wyczyniać takie brewerie, że aniołowie w niebie płaczą..." Szczególnie, gdy chodzi o zdobycie i utrzymanie władzy --- jak w Twym

opowiadaniu. Pozdrawiam.

T

woje ptaszki są o wiele bardziej realistyczne, niż zwykłobajkowe. Ptaki znacznie bardziej lubią wydłubywać oczy, niż sortować mak, czy tam groch. A dynastyczne dzieje królestw o wiele bardziej przypominają --- antybajki.

Dziękuję Ci, Ryszardzie, za tę opinię. O to mi właśnie w tej antybajce chodziło. Królowa nie była "zła", bo  lubiła; była taka, bo musiała, jeśli chciała żyć. Bycie królową nie jest łatwe dla prostej, dobrej dziewczynki. Dla dobrej dziewczynki  kończyło się to zazwyczaj szybko i tragicznie. I - tak - świadomie zestawiłam Kopciuszka z rzeczywistością "dynastycznych dziejów królestw", jak to określiłeś.

Mój Kopciuszek to to dobra dziewczynka, która po prostu dojrzała i dorosła do tego, w co została właściwie wmanewrowana.

Pozdrawiam.

Takim "Kopciuszkiem była na przykład Oda (nie Ocha), skromna mniszka, żona Mieszka pierwszego. Z początku cicha i łagodna, w walce o władzę dla swych dzieci, zamieniła się w wilczycę. Ale nie miała szczęścia, tak jak Twój Kopciuszek i przegrała z jeszcze bardziej bezwzględnym Bolesławem(Chrobrym", który nie wahał się oślepić kuzyna. Ale nie zgadzam się z opinią, że bajkowy Kopciuszek, jest słodki "do porzygania". Na tej bajce wychowywały się pokolenia dzieci. Dziewczęta marzyły o niespodziewanym szczęściu, powstały dziesiątki filmów. To nic, że historia jest naiwna --- ale urzekająca. A Ty swojej antybajki raczej nie przeczytasz synkowi --- chyba raczej prawdziwego "Kopciuszka", a Twoja,

gorzka wersja --- niech pozostanie dla nas ---dorosłych...Pozdrawiam.

Oczywiście, dziewczynki czytały Kopciuszka. A w psychologii nawet powstał termin "syndrom Kopciuszka", Który nie opisuje już raczej niczego specjalnie miłego. W ogóle wizja kobiet w bajkach niezbyt mi się zazwyczaj podoba, stąd też m.in. ten tekst :). Pozdrawiam.

...Adamie, zrobiłbyś mi wielką przyjemność, gdybyś skontaktował się na skrzynkę ze mną, albo Bemik, albo Joseheim,

uzyskałbyś nieco informacji o mym projekcie. Dziękuję autorce za udostępnienie(za domniemaną zgodą) tego wątku.

Urzekła mnie twoja opowieść. Kopciuszek w Twoim wydaniu jest dużo bardziej prawdopodobny :) 

Bardzo dziękuję, homarze. Cieszę się, że się spodobało :).

Ocha, dostałam Twojego maila, ale niestety nie mogę Ci na razie odpowiedzieć, bo coś mi się skopała poczta. Może wieczorem, jak mój zięciunio wróci z pracy. Teraz tylko dzięki za uwagi.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Hmmmm... Chciałam zgłosić, że jakoś mi umknęła informacja co do objętości tekstu w tym konkursie. Miało być do 10 000 znaków ze spacjami, a ten - jak właśnie sprawdziłam - ma ponad 12500 znaków. Więc chyba mu się należy dyskwalifikacja :(. A skracać go raczej nie będę, bo za bardzo nie ma gdzie.

Nie przejmuj się, 2,5 tys da się jakoś przełknąć. Myślę, że szanowne JURY nie będzie zbyt rygorystycznie trzymać się zasad.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

No nie wiem, to jednak 1/4 dozwolonej długości tekstu. Zasady to zasady, dla wszystkich takie same. Najwyżej tekst zginie w odmętach portalu, trudno:). Albo spacje polikwiduję, to wtedy wyjdzie ok. 10 tys. znaków ;).

Limit długości początkowo określiłem na 10 tys. ja dla Bajki, po czym wydłużyłem go na prośbę Bemik do 20000. Ponieważ oba konkursy są bliźniacze, poproś organizatora o zwiększenie limitu i gotowe. ;)

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Chyba rzeczywiście coś takiego zrobię. Dzięki.

Rzadko komentuję teksty w konkursach w których sama biorę udział, ale ten był jednym z tych, które najbardziej mi się spodobały. Strasznie fajnie wykorzystałaś ptaki, a opowaiadanie jako całość jest bardzo dobre. Jedyne czego mi zabrakło to porządny antymorał (bo ten, który zaproponowałaś mnie nie przekonuje ;))
Pozdrawiam.

Marlęto - bardzo Ci dziękuję za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że się podobało.

Widzisz, a ja jednak uważam, że antymorał w tym przypadku jest mocny i logiczny. Zresztą - jest właściwie zaprzeczeniem oryginalnego morału. 

Ale nie sprzeczam się - ile osób, tyle opinii :).

Pozdrawiam serdecznie.

Faktycznie, ta księżniczka mało typowa. Chyba jednak ta błękitna krew jakoś wpływa. Ale fajna. A co z wychwalanym obrazkiem? Dlaczego na becie nie ma?

Rozpoznałam bajkę po pierwszej scenie nad grobem, ale i tak się spodobało.

Babska logika rządzi!

Zdecydowanie można poprawić edycję  tekstu… 

Pozdrówko. 

Finklo, obrazek w końcu na becie będzie. A to jest ten sam, który mam jako swój awatar. :)

Rogerze, jasne, że można. W ogóle – dużo można. Jak będę miała czas, popoprawiam wszystkie moje dodane tu teksty. 

Umarł król, niech żyje królowa! Analizę łajdaczenia się Kopciucha masz w "Osadzie", przy tamtej dyskusji. :) Ja tylko napiszę, że bardzo ciekawa, pokazująca efekt w pół drogi i zarysowująca mechanizm przejścia od dobrej dla ludzi i zwierzątek oblubienicy do dość okrutnej, ludzi zwierzętami mordującej władczyni – jako antybajka, perfekcyjne.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałem dopiero teraz i oczywiście nie żałuję. Jednak dodawanie tekstów do biblioteki ma swoje zalety – można trafić na starsze, ciekawe teksty, na które pewnie już by się nie wpadło.

Dzięki, Unfallu. :)

Dzięki, PsychFish, za szóstkę. Myślałam, że nigdy nie zasłużę. :)

A Alex to może by jaki komentarz napisała, jak już przeczytała i oceniła? ;)

Prąciem, akhem akhem, uprzejmie ;)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo mi się podobało. Świetnie przedstawiona i wiarygodna ewolucja bohaterki, intrygi, moralna niejednoznaczność, jednym słowem – mrrrr:)

”Kto się myli w windzie, myli się na wielu poziomach (SPCh)

Dziękuję za niezwykle miły i jeszcze niezwyklej merytoryczny komentarz! ;)))

Świetny tekst.

Bardzo podobała mi się ta wersja, ale trochę szkoda, bo lubiłam Kopciuszka.:) Interesująca przemiana w dorosłą i dojrzałą kobietę po przejściach.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Morgiano, bardzo Ci dziękuję za komentarz.

Mam wrażenie, że ostatnio moje teksty przeżywają na stronie renesans. Nie wiem, co jest tego przyczyną, ale bardzo mnie to cieszy. :)

Pewnie dlatego, że się podobają.

Ja postawiłam sobie za punkt honoru przeczytać teksty z biblioteki. Poprawiając tym samym swoje umiejętności. Dlatego też tu zajrzałam .:)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Przeczytałam zachęcona rekomendacjami w którymś wątku w hyde parku i muszę powiedzieć, że bardzo się z istnienia tych rekomendacji cieszę, bo bez nich pewnie bym tu nie trafiła :) Rozwinięcie postaci Kopciuszka psychologicznie bardzo ciekawe, do tego takie jakby zastanowienie się nad tym, jak władza wpływa na ludzi. Naprawdę mi się podobało.

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Mirabell, bardzo Ci dziękuję za wizytę i komentarz. Komentarz znaleziony pod przeszło dwuletnim tekstem cieszy co najmniej podwójnie. :)

 

Jeśli miałabyś kiedyś czas i ochotę to zapraszam do dwóch innych tekstów, opartych na podobnym pomyśle (chociaż, jak mi się wydaje, właśnie zepsułam suspens.;)). To Pustka, a przede wszystkim Ostatnia z rodu. Obydwa krótkie. ;)

Zajrzę na pewno :)

The only excuse for making a useless thing is that one admires it intensely. All art is quite useless. (Oscar Wilde)

Chyba trochę inaczej wyobrażałam sobie dalszy ciąg tej bajki ;)

Fajne!

Ciekawe podejście do tematu, ale mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest mrocznie, psychologicznie. A z drugiej strony hasło “antybajka” wydaje mi się tu potraktowane w dość oczywisty sposób (choć z tym terminem spotkałem się po raz pierwszy dopiero na portalu, więc nie wiem, czy jest jakaś definicja tego terminu). 

Ale ogólnie jestem zadowolony, że tu trafiłem i przeczytałem interesujący tekst :)

O ile mi wiadomo, “antybajka” to tutejszy neologizm, powstały właśnie z okazji konkursu.

Babska logika rządzi!

Ale do niektórych tekstów pasuje jak ulał. Sam użyłem go przy tagowaniu dwóch tekstów. 

Ano, słówko stało się ciałem. Też kiedyś wykorzystałam. ;-)

Babska logika rządzi!

Widziałem, pewnie kiedyś wpadnę ;) Ale póki co w kolejce czeka sporo innych opowiadań. 

 

Wybacz, Ocho, mały offtop :)

Funthesystem – dzięki za przeczytanie i komentarz. 

Nie pamiętam już, jakie były wytyczne konkursu i czy na nie mogłabym zwalić oczywiste potraktowanie antybajki. ;)

A offtopy, zwłaszcza małe, mi nie przeszkadzają. I jak wiadomo – tam gdzie Finkla, tam i offtop. ;)

 

Kurcze, ale to mroczne. Prawie jak muzyka Joy Division. 

Mocne opowiadanie – dobra robota, ocho!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Czyli zadziałało. ;-)

Babska logika rządzi!

Staruchu – bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Dzięki, że chciało Ci się przeczytać i zostawić komentarz. :)

 

Finklo, zadziałało. :) No i właśnie do tego doszłaby Twoja Cinderella, gdybyś tylko dała jej szansę. ;)

Ja?! To wszystko Dobra Wróżka!

Babska logika rządzi!

Ocho, po głębszym namyśle uważam, że masz ten sam problem co ja. A mianowicie znalezienie chwytliwego tytułu. Bo o ile opowiadanie jest super, to tytuł “Królowa” jest… bezosobowy, nijaki. Pasowałby do tysiąca innych opowiadań. A Twojemu opowiadaniu potrzeba czegoś, co od razu czytelnika ustawia. Pewnie ktoś mógłby pomóc, ale coś w stylu “Księżniczki o niedopasowanych stopach” czy “Ciężar kryształowego pantofelka”. Ponieważ mówiłem, że tytuły mi nie wychodzą, to te moje są niezdarne. Ale Ty pewnie dałabyś radę wymyślić lepsze. Bo “Królowa” – nic o tym opowiadaniu nie mówi.

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Staruch dobrze gada! Polać mu! ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, Ty masz dryg. Podpowiedz Autorce :).

[offtop] A poza tym – czuję się zaproszony. Jakim alkoholem dysponujesz :)? [offtop/end]

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

No, ja lubię (a doszłam do tego drogą prób i błędów), kiedy po tytule można sobie przypomnieć, o czym jest tekst; “Katar”, “Diuna”, “Zbrodnia i kara”, “Sklepik z marzeniami”… Nazwy własne sprawdzają się w moim przypadku raczej słabo, ale jeśli treść zapadnie w pamięć, to dają radę: “Dzieci z Bullerbyn”, “Pan Wołodyjowski”, “Opowieści o pilocie Pirxie”, “Strzały w Stonygates”… Takie, które pasują do mnóstwa różnych historii, wypadają najgorzej: “Fiasko”, “Wiedźma”, “Dwie wieże”, “Znak czterech”, “Syzyfowe prace”, “Dialogi”…

Staruchu, gustuję w słabych a smacznych drinkach, więc największe szanse miałbyś na likierek. ;-)

Babska logika rządzi!

Staruchu, już nawet abstrahując od tych konkretnych tekstów – masz oczywiście rację. I zdaję sobie z tego sprawę od dawna. Problem mam z własnym odbiorem tytułów – mnie nie zachęcają tytuły, które mają zachęcać. :) Ludzie się starają, wymyślają fantastyczne (serio) rzeczy, a mój wzrok ślizga się ku jakimś “Lasom”, “Zdradom”, “Strachom” itepe. Może to specyfika tego portalu – większość tytułów jest tu wypasiona, zachęcająca i w ogóle super, więc w końcu te proste, jednowyrazowe, stają się wyjątkami.

Ale chyba nie. Po prostu tak mam i rzeczywiście, czasem staram się wymyślić fajny tytuł i wszystko co pojawia mi się w głowie, wydaje mi się pretensjonalne. Następne opowiadanie, które tu opublikuję, nazywa się “Miasto” (może bym i zmieniła tytuł, ale już się ukazało tak gdzie indziej, więc zostawię). Moja książka, którą wreszcie czas zacząć gdzieś wysyłać, ma roboczy tytuł “Las”. Wiem, że muszę go zmienić, ale mnie serce boli. Bo wyobrażam sobie te trzy litery w prostej formie na fajnej, mało stereotypowo fantasy, nieco tajemniczej okładce i – cholera – tak, tak, właśnie tak pasuje, tak powinno być, a nie żadne chwytliwe zdanie wielokrotnie złożóne. ;)

No tak, ale wiem też, że nie (tylko) dla siebie piszę. 

 

To oczywiście sprawa autora, jak nazwie swoje dzieło. Ale… Spodobało mi się Twoje opowiadanie. I załóżmy, że za rok będę chciał do niego wrócić. Wiem o czym jest – “Kopciuszek” a rebours. Szukam w pamięci. Jaki to tytuł? Coś z “Kopciuszka”, coś o śmierci sióstr? Coś mrocznego? I za Chiny nie znajdę. 

Tytuł nie musi być długi, ale lubię, jak coś sygnalizuje. “Mistrz i Małgorzata”, “Cień kata”, “Mówca Umarłych”. A z przypadków skrajnych – bardzo lubię tytuł kawałka Kultu “Dziewczyna bez zęba na przedzie”. Nie da się zapomnieć!

Ale tak jak mówiłem – to suwerenna decyzja autora. Minimalizm, jak “Las”, też jest OK, ale wtedy dużo zależy od okładki.

@Finkla – likier? No cóż, to wolę już napitek Behemota z “MiM” :P. A w określeniach drinka – “słaby” i “smaczny” czai się oksymoron.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

A w określeniach drinka – “słaby” i “smaczny” czai się oksymoron.

Nie znasz się. ;-) Baileys zmieszany mniej więcej pół na pół z sokiem ananasowo-kokosowym – jakie to jest dobre! ;-q

Babska logika rządzi!

[offtop] Hm, akurat w temacie alkoholi doświadczenie mam spore ;). Ale to co Ty proponujesz, do miana alkoholu nawet nie aspiruje ;). Ech, gdzie drinki jak “Zulu Gula”,  “Drynda”, “Balsam kanaański” cy “Łza komsomołki”… (co prawda – do etapu tych drinków jeszcze nie doszedłem, ale  – mozolnie robię postępy ;)) [offtop/end]

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Może to specyfika tego portalu – większość tytułów jest tu wypasiona, zachęcająca i w ogóle super, więc w końcu te proste, jednowyrazowe, stają się wyjątkami.

Przesadzasz z tą większością, Ocho. Zajrzyj na pierwszą stronę poczekalni, tam prawie połowa to jednowyrazowce, a sporo jest dwuwyrazowych, też niezbyt dobrych. 

Myślę, że nie chodzi zresztą o długość tytułu. Są jednowyrazowe, które bardzo lubię: choćby “Dygot” Małeckiego, czy jego nadchodząca “Rdza”. To są ciekawsze słowa i pojęcia; od razu mnie intryguje, jak można napisać książkę o (metaforycznym) dygocie czy rdzy. A “Królowa”… no wiadomo, że będzie o jakiejś królowej. 

Jest też siła okładki i nazwiska, która może potęgować dobry efekt jednego słowa, jak w przypadku Twardochowego “Króla”. Ale na to trzeba zapracować. Jak myślę “Król”, to widzę tę zieloną okładkę. Opowiadanie okładki nie ma. Jego tytuł jest tylko słowem w morzu innych słów. 

Na Pyrkonie Zwierzchowski opowiedział anegdotę o tym, jak Marta Krajewska chciała wydać swoją “Wilczą dolinę”. Pierwsza rzecz, jaką jej powiedział to: zmień tytuł. No i mamy świetne, chwytliwe “Idź i czekaj mrozów”. Tytuł “Las” jest fajny, ale u znanego autora. I wcale nie jest tak, że albo jedno słowo, albo zdanie wielokrotnie złożone. Zapadł mi w pamięć jeden z tytułów z ostatniego Silmarisa: “Jesienne czereśnie”. W żaden sposób się nie narzuca o uwagę, ale intryguje, bo przecież jesienią nie ma czereśni. 

Polecam takie ćwiczenie: jak będziesz z kimś w księgarni, stańcie przed półką z beletrystyką i wybierajcie książki, które chcielibyście przeczytać na podstawie samych okładek i tytułów. Pierwsze wrażenie często bywa decydujące przy wyborze lektury. Bo jak mam wierzyć, że książka będzie fajna i ciekawa, skoro autorowi brakuje kreatywności i polotu, by wymyślić intrygujący tytuł? I wiedzy na temat tego, jak zadbać o czytelnika?

Zajrzyj na pierwszą stronę poczekalni, tam prawie połowa to jednowyrazowce, a sporo jest dwuwyrazowych, też niezbyt dobrych. – No właśnie zajrzałam, zanim napisałam poprzedni komentarz. Znaczy nie do “Poczekalni”, ale do “Wszystkie”.

Bo jak mam wierzyć, że książka będzie fajna i ciekawa, skoro autorowi brakuje kreatywności i polotu, by wymyślić intrygujący tytuł? – Już to wcześniej czytałam, być może to też Ty wówczas napisałeś. Nie przekonało mnie to wtedy, nie przekonuje i teraz. ;)

 

Tytuł książki Marty bardzo mi się podoba. A mój ulubiony tytuł ever to “Bohaterowie są zmęczeni”.

 

I w ogóle – ja się z Wami zgadzam, chociaż uważam, że są autorzy, także na portalu, którzy w poszukiwaniu ciekawego tytułu ocierają się o groteskowość. Wiem, że “Las” to sobie może napisać ktoś, kto jest znany. Dlatego napisałam, że zdaję sobie sprawę, że muszę ten tytuł zmienić. Tylko że mi szkoda.

A “Królowa” to wyjątkowo bezpłciowy tytuł. Z tego też zdaję sobie sprawę. W tym przypadku mogę już tylko powiedzieć – trudno, tak wtedy wyszło. ;)

Nowa Fantastyka