- Opowiadanie: ninedin - Narzeczeni z Koryntu

Narzeczeni z Koryntu

35. Andrzej właśnie wrócił z Grecji, gdzie spędził wspaniały urlop i poznał kobietę swojego życia. Szczęśliwy traf chciał, że jego wybranka miesza niecałe sto kilometrów od niego, więc utrzymanie znajomości nie powinno być trudne.

 

To opowiadanie jest pewnym eksperymentem. Nie jestem pewna, czy udanym, nie jestem nawet pewna, czy kwalifikującym się do konkursu ze względu na specyficznie potraktowaną narrację pierwszoosobową. Ale tak mi się wymyśliło i próbę użycia takiej formy uznałam za dobry pomysł – nawet jak będzie nieczytalne, zawsze się czegoś nauczę :)

PS. Tam jest taki jeden passus, gdzie jest sporo literówek. One są celowe, choć jestem ciekawa, czy czytelnicy się z tą opinią zgodzą :)
 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Narzeczeni z Koryntu

Szesnasty czerwca 2021, 21.30

 

– Cześć, mamo. No, ja też się cieszę, miło cię słyszeć. Jak tam pogoda u was w Rudzie? No, tu też teraz pada i chłodno, nie to, co w Grecji. Urlop? Było fajnie, pogoda ładna, ciepło, nie to, co nad Bałtykiem… Tak, wiem, wiem, polskie morze jest piękne, też wspominam nasze rodzinne wyjazdy z sentymentem, ale sorki, ja chciałem być pewny, że, jak już się wyrwałem z biura, będę mieć ekstra pogodę. No wiesz, plaża, basen, leżaki, te sprawy. O pandemii to prawie zapomniałem, niby maseczki jeszcze wszędzie, trochę to dobijające, ale jakoś za bardzo się nie czepiali. Nie, nie jestem chory, skąd ci to przyszło do głowy? Że mam chrypkę? Fakt, coś mi się z gardłem porobiło po powrocie, pewnie ta klima… Nie, mamo, to na pewno nie covid, przecież mnie testowali na lotnisku. A u was jak? Stara nuda? Mamuś, ale ja wam mówiłem: jedźcie z ojcem i ciotką na jakieś wczasy! Ile można tylko tak w domu siedzieć! Tak, wpadnę, pewnie jakoś w przyszłym tygodniu, teraz mamy w pracy zapieprz, wiesz, jak to po urlopach. Słucham? Mamo, nie do końca rozumiem. No, zgadza się, ja dzwoniłem do Magdy zaraz po powrocie, chciałem ją podpuścić, żeby zabrała dzieciaki do Grecji zamiast znowu marznąć nad wspaniałym polskim, he, he, morzem… Mówisz, że zadzwoniła do ciebie? Mnie oplotkowała? Zaraz, zaraz. O co chodzi? Czego niby ci nie mówię? I co ci Madzia naopowiadała? Mamo, na litość boską, nie przesadzaj. Jezu, ja nic przed tobą nie ukrywam, nie wiem, co mówiła moja siostra, cholera, nigdy więcej nie będę się jej zwierzać! Serio, daj spokój. No dobrze, poznałem miłą panią. Dziewczynę. Oj, no po prostu poznałem, na moim turnusie była. Agata. Ma na imię Agata. Nie, coś ty, mamo, jakie zaręczyny, jaki ślub?! I jakie „wreszcie”, bez przesady, ja mam trzydziestkę z małym hakiem! Tak, jest zdecydowanie za wcześnie na zapraszanie jej na rodzinny obiad! Może kiedyś. Na razie nie. Zresztą Agata i tak ma teraz kwarantannę, bo nie zdążyła się zaszczepić. No dobrze, ja się postaram wpaść na obiad, ale raczej nie jutro. Nie, wtedy chyba też nie. Zadzwonię, jak będę wiedział. No cześć, mamo, do usłyszenia, pa.

 

Osiemnasty czerwca 2021, 7.15

 

– Dzień dobry, chciałbym się zarejestrować na teleporadę. Andrzej Gubala, jestem pacjentem doktora Wolskiego. Tak, z Chorzowa. Po południu? Dobrze, dziękuję. Będę czekać na telefon.

 

Osiemnasty czerwca 2021, 16.20

 

– Dzień dobry, panie doktorze. To znaczy tak: ja wróciłem właśnie z wakacji w Loutraki… tak, w Grecji, niedaleko Koryntu… i chyba coś złapałem. Tak, byłem testowany, szczepiony też. Mam opisać objawy? No, to trwa już z tydzień. Chrypkę mam, to po pierwsze, w ogóle jakby mi coś na głos siadło. Co przez to rozumiem? No, jakoś mi się głos zmienia, taki jest… nieprzyjemny. Skrzekliwy. Mówię jak stara baba, chyba pan słyszy?! Poza tym? Jestem taki właśnie… zmęczony, cały czas. Po wczasach to chyba powinno być na odwrót, prawda? Kiepsko mi się myśli, jakieś mnie takie otępienie ogarnęło. No i nogi bolą. To chyba syndrom chronicznego zmęczenia, czytałem o tym w internecie. Ha, ha, no tak, jasne, doktor Google. Poprawię się. Nie, no oczywiście, klima była wszędzie, w busach, w hotelu… Aha… Tak… Czyli zrobić test na covid jeszcze raz, na wszelki wypadek, ale podejrzewa pan jakieś grypopodobne infekcje? Wolałbym bez L4, przyznam szczerze. Recepta przyjdzie na maila, rozumiem. Dziękuję. Mam nadzieję, że nie do usłyszenia szybko, ha, ha.

 

Osiemnasty czerwca, 21.40

 

<od: gubala_a@goethejoh_industr.pl>

<do: fillyag@gmail.com>

 

Cześć, Agi,

 

Jak się masz? Siedzenie w domu cię nie nudzi? Chyba nie, bo nie odpisałaś mi na dwa ostatnie smsy. Netflix and chill, co :D?

Daj znać, jak ci się skończy kwarantanna, może byśmy się umówili w Kato? Albo gdzieś w twoich okolicach, może w Opolu. No chyba że mnie też poślą na przymusowy urlop covidowy, bo coś mnie zbiera przeziębienie i łamie po kościach jak starego dziadka.

U mnie, poza tym, po staremu. Rozmawiałem z mamą, ale nie martw się, nie o nas. Rozumiem, że chcesz zaczekać z informowaniem bliskich itd.

Zdrowiej szybko, bo się stęskniłem, misiaczku. Nie mogę się doczekać powtórki z plaży. Czasem mam wrażenie, że cię widzę w każdej kobiecie na ulicy, ale to może przez te bardzo sexy sny o tobie.

Kocham cię XXXXXXXXX

PS. Te ostatnie malinki jeszcze tam są :D :D

 

Dziewiętnasty czerwca 2021, 13.30

 

<od: gubala_a@goethejoh_industr.pl>

<do: magdalena.nowik@x-lo-chorzow.edu.pl>

 

Madzik,

 

Dzięki za pomysł z zakupami, przez ten cholerny test jestem uziemiony, a nie bardzo znam sąsiadów.

Posyłam listę:

spożywczy: litrowa cola, puszka jakiegoś energetyku, może gotowa zupa? Nie mam za bardzo apetytu, pewnie przez to gardło;

apteka: wykup mi receptę; a poza tym spytaj o jakiś szampon dla facetów, przeciwko wypadaniu, albo w ogóle na porost włosów, dobrze? I jakąś maść na zakwasy, może mi na te bóle mięśni i kości pomoże. I altacet na siniaki, pliz.

Możesz do mnie podjechać w dowolnym momencie, jak tylko skończysz lekcje. Zostaw zakupy pod drzwiami, okej? Dzięki z góry!

A.

 

Dziewiętnasty czerwca 2021, 21.45

 

<od: gubala_a@goethejoh_gmbh.pl>

<do: fillyag@gmail.com>

 

Hejka, słonko!

 

Co tam? Żyjesz? Nie odpowiadasz na smsy, nie odbierasz, musi mi wystarczyć mail raz na parę dni. Żartuję: dziękuję za tego maila. Doceniam przysłane selfiki, bieliznę też, choć, przyznam, wolałbym bez. Wiem, wiem, faceci to świnie. Ale co ja poradzę, że jak zamknę oczy, widzę tylko ten moment na plaży w Loutraki: zachód słońca, ciepły piasek, i ty w bikini. Rozwiązujesz sznureczki i zrzucasz najpierw górę, a potem dół. Przez chwilę wyginasz się kusząco, a potem naga biegniesz do morza. Doganiam cię już w wodzie. Dobra, skłamałem: całą resztę tego, co potem robiliśmy, też widzę. Powiedziałbym, że najlepszy seks w życiu już za mną, ale przecież to nie był ostatni raz z tobą :D. Od kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem na tej fakultatywnej wycieczce do Koryntu, to, wiesz, przez twoje oczy zielone oszalałem :D :D :D. Poślij jeszcze jakieś, co?

Buziaczki XXXXXX

A.

PS. To pewnie straszny seksizm, powiedzieć, że ciągle mam o tobie wybitnie erotyczne sny? I erotyczne reakcje na samą myśl o tobie? Weź zdrowiej, bo ja tu nie wytrzymuję!!

 

Dwudziesty pierwszy czerwca 2021, 6.15

 

– Dzień dobry, chciałbym się zarejestrować na wizytę lekarską. Nie, taką zwykłą, stacjonarną, bo zależy mi na spotkaniu z lekarzem. Andrzej Gubala, G-U-B-A-L-A. Tak, zgadza się, jestem na kwarantannie. Po wyniku testu mam dzwonić? Ale ja się naprawdę niedobrze teraz czuję. Nie wiem, czy to ten covid, niby test mam negatywny. Może jakaś grypa, tak mówił doktor Wolski, ale bardzo mnie męczy. Słabo mi, ciągle mam zadyszki, łamie mnie po kościach, jak to się mówi… No dobrze, niech będzie kolejna teleporada. Dziękuję. Do widzenia!

 

Dwudziesty pierwszy czerwca 2021, 14.30

 

<e-zdrowie>: Twój wynik testu na obecność koronawirusa już czeka na Ciebie na Internetowym koncie pacjenta>

<www.pacjent.gov.pl> W dniu 19.06. 2021 zostało przeprowadzone badanie na obecność koronawirusa w Twoim organizmie. Wynik testu: negatywny

 

Dwudziesty pierwszy czerwca 2021, 18.30

 

<od: gubala_a@goethejoh_gmbh.pl>

<do: rejman_d@ goethejoh_gmbh.pl>

 

 Cześć, szefowo,

 

Nie będzie mnie przez tydzień w pracy, mam L4, ale nie na to, co wszyscy :D. Test negatywny. Złapałem jakąś grypę, ale i nie wolno mi wychodzić. Jakby co, to mogę coś tam podgonić, bo siedzę przy kompie, gorączki nie mam. Pozdro,

A.

 

Dwudziesty drugi czerwca 2021, 19.12

 

<521 243 340> To co, opowiesz mi o niej?

<630 980 768> Kurde, Magda, tyle ci powiem, że, normalnie, tak zakochany to ja nie byłem chyba nigdy.

<521 243 340> Wow. Wiesz co, cholernie się cieszę, młody.

<630 980 768> Nie mów „młody” do starszego brata. Co to ma być, jakaś niemiecka moda, pani Frał? A serio, wiesz, że mi nie szło z dziewczynami. Chciałem, ale… Nieśmiały byłem, jak mi się która podobała, to się gapiłem jak głupi, zamiast podejść, zagadać… Zawsze tego zazdrościłem kumplom, zwłaszcza Sławkowi…

<521 243 340> Ha, ha, myślałam, że dowcipy o pani Frał się skończą razem z modą na serial. W sumie i tak to lepsze, niż Helga.

<630 980 768> Kto do ciebie mówi Helga, uczniowie?

<521 243 340> O mnie, nie do mnie. Takie uroki uczenia niemieckiego w liceum, młody. A teraz, dobra, coś ci wyznam. Siedziałam cicho, bo wiesz, mama, ale przez tego Sławka to ja cię całkiem serio podejrzewałam o bycie gejem. Przecież wyście byli papużki-nierozłączki od podstawówki! Jezu, ja pamiętam, jak ciebie dobiło, kiedy on te parę lat temu się wyniósł do Holandii. Normalnie się zastanawiałam, czy to nie depresja jakaś, po zerwaniu…

<630 980 768> Magda! No coś ty! Zawsze chciałem mieć dziewczynę, tylko się nie składało.

<521 243 340> Żadna koleżanka cię nie pociągała?

<630 980 768> Wiesz, to nawet mniej chodziło o seks. Ja po prostu zawsze strasznie chciałem mieć rodzinę. Żonę, dzieci. Wiesz, zbudować własny dom., posadzić drzewo, spłodzić syna, jak prawdziwy mężczyzna… I zawsze się zastanawiałem, jak to jest: jakoś strasznie brzydki nie jestem, nie piję, nawet kumpli za bardzo nie mam, żeby na mecze wychodzić. W korpo zarabiam przyzwoicie, jeżdżę w miarę nowym autem, mieszkanie mam, stać mnie na obiad w knajpie, na prezenty, na wesele też by się uzbierało… i nic. Była jakaś jedna, druga, ale nic z tego nie wynikało, nawet ich mamie nie przedstawiałem… Podrywała mnie taka Zośka od nas z roboty, ale ona ma męża, okazało się, że szukała kochanka i rozrywki. Wycofałem się, jak tylko dotarło do mnie, że nie ma zamiaru się dla mnie rozwieść.

<521 243 340> I na to wkracza tajemnicza narzeczona z Koryntu?

<630 980 768> Jezu, Magda, daj spokój z tą narzeczoną!

<521 243 340> Młody, wyluzuj. I łyknij wody, bo strasznie chrypisz. To taki wiersz był, „Narzeczona z Koryntu”, pamiętam ze studiów. No, tytuł pamiętam, ale o czym było, to już nie za bardzo. Ale pasuje, bo wyście się poznali w Koryncie?

<630 980 768> Tak, ona nie była na tej objazdówce, dołączyła dopiero na turnus w hotelu. W Loutraki zresztą na początku jej nie zauważyłem, dopiero na wyciecze fakultatywnej do Koryntu zwróciłem uwagę. Zwiedzaliśmy mównicę świętego Pawła, potem ja poszedłem w stronę muzeum, a ona wyszła gdzieś spod ziemi, z tego źródełka jakiejś mitycznej królewny, nie pamiętam szczegółów… Zapytała mnie po polsku, gdzie reszta naszej wycieczki. Poszliśmy razem do muzeum i od tej pory byliśmy nierozłączni, od śniadania następnego dnia do samolotu. Potem ona pojechała do tych swoich Chróścic, pod Opole, bo ją posłali na kwarantannę…

<521 243 340> Zaliczyłeś seks na plaży?

<630 980 768> Magda!

<521 243 340> Wiesz, jak chcesz, to się przyznam, co ja i Witek robiliśmy nad morzem zeszłym latem…

<630 980 768> Chowaliście się przez arktycznym wiatrem za parawanem?

<521 243 340> Ha, ha, bardzo śmieszne. Ale ciebie też zimne powiewy dopadły, najwyraźniej. Brzmisz jak nasza dyrektorka tuż przed tym, jak poszła na zdrowotny przez zjechane struny głosowe. Masz coś na to gardło?

<630 980 768> Mam, spoko, nie bój żaby. A skądinąd, co ty stosujesz u dzieciaków na siniaki?

<521 243 340> Altacet, kupiłam ci, na malinki też powinien zadziałać. A na gardło lnu sobie zaparz! I łykaj tabletki. Dość tego gadania, bo jutro w ogóle nie będziesz mówił. Dobranoc, młody!

 

Dwudziesty trzeci czerwca 2021, 8.20

 

– Dzień dobry, dodzwoniłem się do gabinetu kosmetycznego Camilla? Chciałbym się umówić na wizytę do… jak to się nazywa, trychologa? Może być na przyszły tydzień, wstępnie. Widzi pani, mam problem. Włosy mi wychodzą. No i, jak by to powiedzieć, posiwiały. Normalnie miałem takie ciemnobrązowe, no, zwykły kolor. Mam trzydzieści pięć lat, to chyba trochę wcześnie? Tata niby wyłysiał koło czterdziestki, ale u mnie się na to nie zanosiło, nie mam żadnych chorób przewlekłych, nic takiego… Aha, mam zaczekać i powiedzieć to pani trycholog, nie na rejestracji? Czyli na szóstego lipca, tak? Okej. Przepraszam, do widzenia.

 

Dwudziesty czwarty czerwca 2021, 20.08

 

<630 980 768> Madzik, z ciekawości przeczytałem ten wiersz o narzeczonej. Też żeś se skojarzenie wymyśliła!

 

Dwudziesty czwarty czerwca 2021, 21.54

 

<od: gubala_a@goethejoh_gmbh.pl>

<do: fillyag@gmail.com>

 

Agi,

 

Wszystko w porządku? Trochę mnie niepokoi, że nie odbierasz. Tęsknię za twoim głosem, misiaczku. Zadzwoń do mnie i opowiedz mi jakieś słodkie świństewka, pliz, bo się naprawdę źle czuję. W sumie dobrze, że mam tą kwarantannę, bo bym nie wyrobił w robocie, a tak, mogę leżeć w łóżku całe dnie i fantazjować o tobie.

Ale wiesz, chyba śpię za dużo, bo oprócz baaaaaaaardzo sexy snów o tobie śnią mi się koszmary. Ktoś mnie śledzi, zagląda z ciemności, i nawet, wiesz, to nie jest tak, że wiem, że chce mi zrobić krzywdę. Wiem tylko, że nie ma dla mnie ucieczki. Budzę się i przez chwilę jeszcze wydaje mi się, że coś się na mnie czai. No ale nic, najważniejsze, że za chwilę skończą się nam kwarantanny i L4. Będziemy mogli wrócić do randek twarzą w twarz i bzykanka. Tylko się szykuj, bo nie zejdę z ciebie przez całą noc :D :D :D

XXXXXXXX

A.

 

Dwudziesty szósty czerwca 2021, 11.15

 

– Halo? Gabinet dentystyczny? Pani Małgosiu, czy pani doktor ma dzisiaj czas? Tak, pilne, coś mi się podziało złego z zębami, dzisiaj jeden złamałem, drugi się rusza… Nie, nie pamiętam, żebym upadł albo się uderzył. Na osiemnastą? No dobrze, dziękuję.

 

Dwudziesty szósty czerwca 2021, 21.54

 

<od: gubala_a@goethejoh_gmbh.pl>

<do: fillyag@gmail.com>

 

Agatko,

 

Proszę cię, odbierz telefon ode mnie. Coś się ze mną dzieje, jestem chyba poważnie chory, rany boskie, a jak mam raka i umrę? Teraz, jak cię poznałem i wreszcie dostałem szansę na to wszystko, co zawsze mi się marzyło?

Musiałem dzisiaj pójść do dentystki, bo złamałem ząb. Ledwie dałem rady. Nogi miałem takie sztywne, ciało ciężkie, omal się nie wywróciłem, idąc do taksówki. Coś okropnego, nigdy się tak nie czułem. Moja dentystka się normalnie wystraszyła, widziałem, że to kryła, ale słabo jej szło. Zasnąłem w taksówce, potem pod prysznicem. Nie pamiętam, kiedy coś jadłem. Pamiętam tylko te sny o tobie. Teraz nawet w nie miesza się koszmar. Ostatnio zaczęło się fajnie i sexy: leżałem w łóżku, a ty przyszłaś do mnie, usiadłaś mi okrakiem na biodrach, zrzuciłaś koszulkę i zaczęłaś się bawić piersiami, jak wtedy na plaży. W pewnym momencie zakryłaś sutki dłońmi, a kiedy je uniosłaś, na czubkach twoich piersi otwarła się para oczu i zamrugała. Obudziłem się wrzeszcząc – widziałem to jako dzieciak w jakimś filmie i potem mnie prześladowało latami, ohyda.

Proszę, proszę, proszę, zadzwoń do mnie, skoro przez kwarantannę nie możesz przyjechać. Tak strasznie za tobą tęsknię, przez te wszystkie sny i fantazje miesza mi się rzeczywistość i cholera wie, co. Plus, wiesz, może by mi się polepszyło, bo nie jest fajnie, palce mi sztywnieją, źle się pisze. Ale wiesz, co nieco jeszcze działa :D, uaktywnia się na samą myśl o tobie i o bzykanku. Kurde, boję się jak cholera, leżę i się trzęsę, ale na myśl o tobie mi seks na myśli. Przyjedź albo zadzwoń. Proszę, proszę, proszę.

 

Dwudziesty ósmy czerwca 2021, 16.30

 

– Halo! Pogotowie? Nazywam się Nowicka Julia. Bardzo proszę przyjechać na adres Sosnowa 38 w Chorzowie. Jakiś człowiek upadł przed blokiem, spadł, bo tu są takie schodki. Wygląda na to, że się połamał. Strasznie go boli. I chyba się w głowę uderzył, jest niekomunikatywny, bełkocze coś, ale nie mogę zrozumieć. Myślę, że to ojciec sąsiada spod trójki, pana Andrzeja, jest do niego podobny, tylko starszy, oczywiście… Tak, noga wygląda na złamaną. On płacze, proszę przyjechać szybko.

 

Dwudziesty dziewiąty czerwca 2021, 20.00

 

DANE WIZYTY:

Data wizyty: 29. 06. 2021

Personel: dr Marek Laszczak

Specjalizacja: lekarz medycyny ratunkowej

Miejsce: ZSM w Chorzowie

Rozpoznania: Złamanie kości piszczelowej lewej w dwóch miejscach. Złamanie nadgarstka prawego. Pacjent poświadcza, że obrażenia powstały w wyniku upadku ze schodów. Podejrzenie zaawansowanej osteoporozy. Dodatkowo pacjent wykazuje krwiaki i wylewy podskórne w okolicach szyi.

Uwagi: Chory ma zaburzenia świadomości (splątanie, silne pobudzenie).

Zalecenia: hospitalizacja, konsultacja ze specjalistami.

 

Dwudziesty dziewiąty czerwca 2021, 10.03

 

<od: gubala_a@goethejoh_gmbh.pl>

<do: fillyag@gmail.com>

 

Agata ranyboskie odbieraj kurwa telefonyyyy! Ja umeiram, jak mnie chcesx jeszcze zobaczyć, to wez się kurwa odezwijh.  

 

Dwudziesty dziewiąty czerwca 2021, 12.20

 

<od: gubala_a@goethejoh_gmbh.pl>

<do: fillyag@gmail.com>

 

Agi, blasgam, ja cie musze zobacyc, ide do szpitala, wypluł,em dxzis wszystkie zeby, WSZYSTKIE ZĘBY, ROZUMKIESZ? Blagam odezwij sie.

 

 Trzydziesty czerwca 2021, 11.40

 

<521 243 340> Cześć, tu Magda, nagrywam się, bo pewnie jesteś na jakimś zabiegu. Tak, jak prosiłeś, pojechaliśmy z mężem do niej. Jesteś pewien, że dobrze podałeś adres? W tych Chróścicach pod Opolem nawet nie ma takiej ulicy. Agata nie odebrała telefonu ode mnie, może do niej napisz?

 

Trzydziesty czerwca 2021, 15.47

 

<521 243 340> Słuchaj, poddaję się. Nie odpowiedziałeś, więc pojechaliśmy do jeszcze do Chróściny, jakieś pół godziny drogi, bo może mi się nazwy pomyliły, ale pudło, tam też nikt nie zna takiej ulicy. Nie rozumiem, co się dzieje, ale to jest jakiś koszmar. Przykro mi. Wracamy do domu, wpadnę jutro do szpitala, pa!

 

Pierwszy lipca 2021, 00.00

 

Zamknęli mnie w szpitalu. Nie wiedzą, co mi jest, mówią o coś o przyspieszonym starzeniu, o syndromie Wernera…Nieważne. Wiem, że umieram. Nie mogę mówić ani pisać. Nie mogę jeść – straciłem wszystkie zęby. Nie chodzę, bo się połamałem. Zostały mi tylko myśli, no i ty, ale ty jesteś teraz wszystkimi moimi myślami.

Przyjdź do mnie, kochana, błagam. Przyjdź taka, jak wtedy w Koryncie, nieznana, trochę wesoła, trochę zagadkowa. Albo ukaż mi się jak na plaży, naga, słodka i rozkosznie wyuzdana, gotowa na seks, o którym nie mogę przestać fantazjować.

Chyba że pokażesz mi się wreszcie w tej postaci, w jakiej patrzysz na mnie z ciemności setką oczu otwartych na całym ciele. W jakiej nawiedzasz mnie w koszmarach: czarna postać z ziejącą czerwoną otchłanią ust i białymi, białymi zębami.

Przyjdź do mnie, kochana. Przyjdź i zabierz mnie wreszcie ze sobą.

Koniec

Komentarze

Bardzo mi się podobało. Sprytne podejście do pierwszoosobowej narracji, całokształt był bardzo przyjemny do przeczytania. Główny bohater wydał mi się pocieszny i łatwy do polubienia, dodatkowo w tak krótkim przedstawieniu dałaś mu i dobre i złe cechy. Pełnokrwista kreatura, a przecież ujęte wszystko w pobieżnych pseudodialogach i wiadomościach.

Ilość emotikon w tekście bardzo cieszyła, brakowało gdzieniegdzie jakiegoś XD do pełnej radości, ale „:D” sprawiało, że pałałem coraz większą sympatią do bohatera. No, głupkowaty w miłości. Ciężko zaprzeczyć.

Fajne podejście z Agatą, menda go jeszcze pogryzła, a ten cieszy się, że malinki zostały. W ogóle przejście tutaj trochę w eldritch horror wyjątkowo urzeka, a oczy na sutkach to dość duży ćwiek na poprawianie entuzjasty dekoltów, że „oczy mam tutaj”.

Ostatni akapit bardzo rozpaczliwy, jeszcze to połamanie i zupełny rozkład biedaka, a i tak zawodzi zakochane szczenię. No i stanowczo nie patrzy na wygląd, skoro ta koszmarna forma i tak go aż tak nie zniechęca, żeby przyszła.

Jedyne „ale” miałbym tutaj:

<521 243 340> Żadna koleżanka cię nie pociągała?

<630 980 768> Wiesz, to nawet mniej chodziło o seks. Ja po prostu zawsze strasznie chciałem mieć rodzinę. Żonę, dzieci. Wiesz, zbudować własny dom., posadzić drzewo, spłodzić syna, jak prawdziwy mężczyzna… I zawsze się zastanawiałem, jak to jest: jakoś strasznie brzydki nie jestem, nie piję, nawet kumpli za bardzo nie mam, żeby na mecze wychodzić. W korpo zarabiam przyzwoicie, jeżdżę w miarę nowym autem, mieszkanie mam, stać mnie na obiad w knajpie, na prezenty, na wesele też by się uzbierało… i nic. Była jakaś jedna, druga, ale nic z tego nie wynikało, nawet ich mamie nie przedstawiałem… Podrywała mnie taka Zośka od nas z roboty, ale ona ma męża, okazało się, że szukała kochanka i rozrywki. Wycofałem się, jak tylko dotarło do mnie, że nie ma zamiaru się dla mnie rozwieść.

Trochę za dużo zrzucania informacji i brzmi to trochę nienaturalnie i wybija z rytmu dialogu. Nie jest to tak bardzo gryzące, ale coś zgrzyta.

Ale jeszcze raz, bardzo mi się podobało. Lektura w sam raz na relaks przed snem, świetne przedstawienie zapadania się bohatera, jego pierwsze lekceważenie objawów, covidowe bolączki medyczne i cudowne teleporady. Żal biedaka, aż smutno trochę, że takie pocieszne stworzenie tak marnie kończy, ale sądząc po tekście, grecki seks mu sporo wynagrodził.

W prostym ujęciu + | – opowiadanie stanowcze +!

Pozdrawiam cieplutko.

 

Angel is my name.

Cześć,

 

podobało mi się osadzenie całości w tak współczesnej rzeczywistości i oddanie okołopandemicznego klimatu. Motyw niby znany, ale nieźle ograny, czuć emocje bohatera i jego najpierw niezrozumienie, potem strach.

 

Świetnie uzupełnia to wiersz i tytuł, więc całość zdecydowanie na plus :)

 

Sam bohater wydaje mi się mocno naiwny w tej korespondencji, ale to może być moja osobista awersja do tego typu wiadomości ^^ Poza tym jest w tym wiarygodny. 

 

PS. Trzeba było jednak jechać nad to polskie morze, a nie pomstować na Bałtyk. Zimny, ale da się przeżyć ;)

 

Pozdrawiam

OG

@Cherubinieba:

Dziękuję! Ogromnie się cieszę, że się podobało. To był pewien eksperyment – zaraz po przeczytaniu zadania nr 35 wbiła mi się w głowę historia z “Narzeczonej z Koryntu” i nie mogła odpuścić, to musiało być to. Ale to jest tekst, który stanowi model pewnego typu wampirycznej historii (chłopak, dziewczyna, uwiedzenie i zagadka jej tożsamości, której rozwiązaniem jest fakt, że ona jest upiorzycą, żywym trupem, i zabierze go ze sobą) i od początku mody na literackie wampiry ten schemat był opracowywany milion razy. Bałam się, że wyjdzie mi w naj-najlepszym razie staranne odrobienie znanego zestawu tropów, pastisz we współczesnych realiach, absolutnie przewidywalny. Mogłam albo odrzucić tę fabułę (ale się nie dawała!), albo poeksperymentować z formami narracji, żeby choć trochę oderwać się od schematu.

 

Co do tej sceny z rozmowy i jej infodumpowości – masz rację, czytając to teraz też to widzę. Cel był taki, żeby to był moment, kiedy człowiekowi puszczają hamulce i wylewa z siebie może i nawet więcej, niż chciał powiedzieć, odsłania się – ale nie do końca wyszło. Po konkursie spróbuję nad tym popracować.

 

@OldGuard

 

Dziękuję za odwiedziny i za pochwały! Cieszę się, że udało mi się napisać Andrzeja jako takiego, jak planowałam: jako faceta, który pozornie ustawił sobie życie, ale nie jest szczęśliwy, bo rozpaczliwie chce nawet nie tyle kobiety, co żony. On miał być typem, który musi potwierdzić swoją wartość i męskość przez założenie rodziny i zostanie jej głową. Zdaję sobie sprawę, że on nie jest najbardziej typowy i że pewnie wielu czytelników zobaczy w nim postać odległą od swoich doświadczeń, ale zadałam sobie pytanie: w wakacyjny romans wpakuje się mnóstwo różnych ludzi. Ale jaki facet w partnerce romansu na wczasach zobaczy od razu kobietę swego życia? Musiałabym albo napisać o uczuciu wyjątkowym i bardzo mocnym, choć nagłym (a nie jestem pewna, czy by mi to wyszło w takim limicie bez popadania w melodramat i kicz, tu trzeba by było wielkiej subtelności i doskonałego wykonania), albo o bardzo młodych ludziach (bo jak masz siedemnaście lat, to wszystko w miłości wydaje się możliwe), albo właśnie o takim, trochę safandułowatym, trochę więźniu własnych wyobrażeń, o wcale nie jakoś szalenie wysokim, wyjściowo, libido, który jest dla takiej istoty, jak moja bohaterka, ofiarą idealną.

No i prawda, gdyby pojechał na polskie morze, byłby zmarznięty, dalej bez żony, ale by żył :D

Bardzo mi się podobało, jak kolejne wpisy potęgują napięcie. Żaden nie próbuje szokować czy zaskoczyć, niepokój narasta płynnie i trzyma do samego końca. To nie lęk z gatunku “co się za chwilę stanie”, ale raczej “kiedy i jak źle to się skończy” i naprawdę go odczułem :) Kontrast między pogarszającym się stanem zdrowia, a nadziejami i tęsknotą sympatycznego bohatera nadają całości bardzo słodko-gorzkiego posmaku (choć czytelnik wie raczej, że w finale tej słodyczy nie pozostanie wiele, jeśli w ogóle). Podobało się, pozdrawiam i klikam!

@Reinee; bardzo dziękuję, miło mi to słyszeć. Cieszę się, że ta progresja budzenia niepokoju u czytelnika z każdym wpisem wyszła.

Cześć!

 

Ode mnie trochę pozytywów i trochę narzekanek, ale w korzystnej dla Ciebie proporcji :)

Na plus zaliczam na pewno formę. Uważam, że jest bardzo świeża, nowatorska, wyrwałaś się i spod standardowego prowadzenia narracji, i spod ogranych już wstawek z listami/notatkami/zapiskami. Interesujący zabieg, zdecydowanie mi się podobał.

Stylizacja językowa wypadła, moim zdaniem, całkiem nieźle, chociaż nie bez zgrzytów. Domyślam się, jak trudno było przemycić w tej formie informacje istotne dla fabuły, ale miałem momentami wrażenie, że porzucasz styl wiadomości tekstowych na rzecz języka stricte literackiego, który do tego typu narracji nie do końca przystaje. Były też momenty nieco infodumpowe i przez to o zaniżonej wiarygodności. Bohaterowie raczej wypowiadaliby się skrótowo, niż relacjonowali szczegółowo przeszłe wydarzenia doskonale im znane. Natomiast w większej części uważam, że Ci się powiodło. Zwłaszcza w pierwszej części tekstu (np. scena otwarcia – rozmowa z matką – bardzo wiarygodna).

Co do fabuły – uważam, że była całkiem ciekawa. Osadzenie w covidowej otoczce dobrze podziałało na zmysły, a orbitowanie fabuły właśnie wokół zdrowia wprawiało w pewien swoisty dyskomfort. Moje myśli w pewnym etapie popłynęły ku jakiejś chorobie wenerycznej o dziwnym przebiegu, ale finalnie chyba nie o to chodziło. Chociaż kto wie, co tam można z Grecji przywieźć. No cóż, na pewno nie normalną narzeczoną :)

By to jakoś zgrabnie podsumować, pozwolę sobie wyrazić życzenie o więcej takich eksperymentów – czy to w Twoim wydaniu, czy też innych autorów. Zawsze miło jest przeczytać coś oderwanego od utartych schematów.

 

Z pozdrowieniami,

fmsduval

 

Tak, klikam do biblio, gdybyś miała co do tego wątpliwości :)

 

"- Zniszczyliśmy coś swoją obecnością - powiedział Bernard - być może czyiś świat." V. Woolf

Dziękuję bardzo! Cieszę się, że eksperyment narracyjny się, jak na razie, podoba czytającym. Co do tej infodumpowości – trochę o tym już mówiłam wyżej, zgadzam się, że będzie trzeba się temu przyjrzeć i co nieco skorygować, ale to już po zamknięciu konkursu.

Za klika też dziękuję :)

Zgrabnie napisane. Czytało się, jak cudze wiadomości (nie, że coś o tym wiem :P). Wciągnęło mnie i kibicowałam bohaterowi, przekonał mnie do siebie. Długo wytrwał, jeśli chodzi o brak odzewu na wiadomości, ale nie powiedziałabym, że to wada lub błąd. Zależało mu na dziewczynie, więc był miły i czekał cierpliwie. Zastanawiałam się, jak to się skończy i wyczekiwałam, jakiegoś twistu, ale zdecydowałaś się na spokojne zakończenie. Mam na myśli brak krwi, flaków, demonów… Podobało mi się!

PS: Miła odmiana, jeśli chodzi o ten konkurs…

Udany eksperyment. Choć nie ma tu zwyczajnej narracji, to jednak opowiadanie bardzo wciąga. Mimo że przywodzi na myśl scenerię słonecznych wakacji, ma takie klasyczne horrorowe napięcie, które jest podkreślane dodatkowo przez to, że ukochana bohatera się nie odzywa i jest w pewnym sensie nieosiągalna. Maile i rozmowy pisane lekkim, potocznym językiem też dodają grozy, bo kontrastują z tym, co się w tekście dzieje i budują poczucie, że coś jest nie tak. Naprawdę rozrywkowa lektura!

@ M. G. Zanadra

Dziękuję. Cieszę się, że wciąga :) Fajnie, że odebrałaś bohatera tak, jak to sobie zamierzyłam, jako sympatycznego, trochę nieporadnego i bardzo zakochanego (ile z tego to naprawdę miłość, a ile – patologiczny wpływ Agaty, to pozostawiam czytelnikom :)

 

@Sonata

Dziękuję za miłe słowa! Bardzo mi też miło, że podoba ci się brak gore – on wynika po części z charakteru materiału-inspiracji, a po części z faktu, że nie wiem, czy dałoby się napisać wampiryczną (plus minus) grozę typu gore bez popadania w groteskę albo w ogóle w niezamierzoną śmieszność.

Forma narracji jak najbardziej w porządku – eksperyment w moim odczuciu zakończony powodzeniem. Fabuła także na plus, stanowi dobre rozwinięcie wybranego przez Ciebie tematu. Szkoda, że zakończenie zupełnie bez zaskoczenia, w jednym z innych opowiadań na ten konkurs zwróciłem uwagę na zbyt małą, moim zdaniem, ilość wskazówek dotyczących twistu, tutaj jest ich trochę za dużo lub też nieco za bardzo sugerują w czym rzecz. Poczułem trochę, jakbym zamiast wykrzyknika dostał na końcu po prostu kropkę.

Czy dobrze rozumiem, że bohater faktycznie tak mocno się zafascynował poznaną istotą, że dobrowolnie poddaje się swojej chorobie, żeby tylko znów się z nią spotkać? Czy też może zawładnęła ona całkowicie jego umysłem i jest on jej już w pełni podporządkowany niezależnie od swoich rzeczywistych uczuć?

@bjkpsrz

Dziękuję za wizytę. Rozumiem, w czym problem z fabułą: ona nie jest zaskakująca. Trochę w założeniu nie miała być, bo fabuły o uwodzicielskich a morderczych wampirzycach / innych tego typu istotach (zmorach, rusałkach itd.) mają pewien schemat i trochę ciężko się z niego wyłamać, zwłaszcza przy limicie. Nie do końca też chciałam się wyłamywać – raczej interesował mnie pomysł na to, żeby tę samą historię opowiedzieć inaczej.

Co powiedziawszy, muszę przyznać: też miałam pewne obawy, czy to wszystko nie jest trochę zbyt oczywiste, a twoja uwaga pewnie mnie zmusi, po zamknięciu konkursu, do solidnego przemyślenia proporcji (no i wtedy nie będzie mnie gonił czas :))

Cieszę się, że pomysł na sposób opowiedzenia fabuły zadziałał!

Eksperyment sam w sobie udany, literówki jak najbardziej na miejscu. Opko dobre, przewidywalność jest w tym wypadku w porządku, bo przecież chodziło Ci o rozegranie tej historii we współczesnej odsłonie. I to się udało. No, prawie ;)

Problem w tym, że pomysł zasadza się na założeniu, że czytelnik zna oryginał, albo przynajmniej traktat, na podstawie którego Goethe napisał tę balladę. Nie znałam ani jednego, ani drugiego. W ogóle w pierwszym momencie bardziej mi szło w stronę cór Koryntu i hmm… potencjalnych skutków ubocznych, ale objawy się nie zgadzały ;) Nie przychodziła mi też do głowy żadna postać mitologiczna, a trop w postaci malinki przeoczyłam.

I właściwie nie wiedziałam, gdzie umiejscowić Agatę. Dopiero po spojrzeniu na balladę mi się rozjaśniło.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

O, to też jest cenny głos, dziękuję. Poważnie się zastanawiałam, czy gdzieś nie powinno paść słowo “wampir”, ale potem doszłam do wniosku, że w sumie to jest trochę obojętne – wydawało mi się, że nawet jeśli czytający nie skojarzą narzeczonej z wampiryzmem (specyficznym zresztą), to zostaną z poczuciem “bohater zakochał się w jakiejś istocie, która go zaślepia, wykorzystuje i zabija, nieważne, czym dokładnie ona jest”. Muszę się na chłodno zastanowić. czy to faktycznie działa tak, jak mi się zdawało.

Czy trzeba czytelnikowi wszystko napisać? Zawsze uważałam, że to zwalnia go z myślenia. Ja lubię czytać teksty z otwartym zakończeniem lub niedomówieniem. Dlaczego ciągle powraca ten sam temat? To nie pierwsze opowiadanie z taką wątpliwością, bo chyba zarzut to za duże słowo. Ciekawi mnie to bardzo…

Wiesz, zgadzam się z tobą co do lubienia tekstów z niedomówieniami – ale autorowi zawsze jest trudno wyczuć bardzo cienką granicę między subtelnym niedomówieniem a niezrozumiałością tekstu, między niedopowiedzeniem a napisaniem czegoś, co jest zupełnie niejasne, między sugerowaniem podpowiedzi zamiast zawierania informacji wprost a efektem pt. “Czytelniku, czytaj mi w myślach”. Ponieważ z punktu widzenia kogoś, kto ma w głowie więcej, niż jest zapisane w tekście, ta ocena jest trudna, będę chciała swój tekst pod tym kątem jeszcze raz przemyśleć – zwłaszcza jeśli więcej osób podzieli wątpliwości Irki.

Rozumiem. Czyli chodzi o wyczucie. Trochę mnie to uspokoiło, bo już myślałam, że nastąpił jakiś przewrót i wszystko musi być oczywiste.

Jeśli o mnie chodzi, to wszystko w twoim opowiadaniu zrozumiałam.

Jeśli o mnie chodzi, to wszystko w twoim opowiadaniu zrozumiałam.

Bardzo mnie to cieszy – nie ukrywam, miałam nadzieję, że to będzie jasne.

Czytało się przednio. :-) Nadzwyczaj zgrabnie skonstruowałaś kolejne „wiadomości”, aby ułożyły się w wartką akcję i umieściłaś zdarzenia w familiarnym kontekście (wycieczka, facet po trzydziestce, siostra, teleporady, kwarantanna). 

 

Przeczytałam balladę, którą zapodałaś na początku. Zdała mi się bardzo mroczna i symboliczna. U Ciebie jest bardzo lekko, choć wieje grozą. Czy za lekko? Tego nie jestem pewna. Facet opętany przez seks, czyli uważaj kogo poznajesz na wakacjach w Koryncie. Korynt, słodkie plaże Grecji. Stawka może być wysoka. ;-) 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, cieszę się, że się podobało i dziękuję za miłe słowa. A co do powagi tematów… Powiem tak: jedna z klasycznych interpretacji ballady Goethego widzi w dziewczynie-wampirze symbol starej, pogańsko-klasycznej kultury, teoretycznie zabitej przez nadejście chrześcijaństwa i jego wymagania, ale żyjącej jakąś skrytą pół-egzystencją gdzieś w tle, w kontekście, i ciągle uwodzącej kulturę chrześcijańską. To stanowisko dzisiaj jest oczywiście mocno niuansowane, odczytania współczesnych filologów są mniej czarno-białe i kontrastowe (czytałam o tym fajny artykuł, mogę podesłać), ale jako pewna inspiracja, może być ciekawe. Ja się zastanawiałam, czy gdzieś tego nie ograć, choć niekoniecznie dosłownie – przez moment miałam pomysł, żeby Agata wcieliła się w taki typ miłej kobietki z lat 50., za jaką tęskniłby bohater, w tej wersji nieco bojący się swoich rówieśniczek; w tej wersji większa była rola siostry bohatera, jako kontrastu do Agaty. Miałam też ideę, żeby ona dosłownie zabrała go na ofiarę starym bogom. Ale w końcu stwierdziłam, że przy limicie (którego zresztą nie wykorzystałam…) i przy pomyśle na mój mini-eksperyment z narracją nie będę dodatkowo kombinować z symboliczną warstwą fabuły.

O, Ninedin, przyślij, jeśli nie kłopot. :-) Polemika z chrześcijaństwem jest w poemacie wyraźna. Zemsta, wina, zadośćuczynienie, cierpi niewinny lecz i pogrąża się w ekstazie, właściwie nie ma nic do powiedzenia, podobnie jak ona nie może postąpić wbrew naturze. Poczytałabym o tym zniuansowaniu z przyjemnością.

Przemknęło mi przez głowę, że chyba zastanawiałaś się nad jakiś rodzajem przeciwstawienia przez motyw z narzeczoną. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Powiem tak: gdybym miała sama interpretować swój tekst, to pewnie bym poszła w takie poczucie, że dziewczyna jest trochę nie wiadomo czym – jakąś starą, drapieżną istotą, polującą rzadko, przy pomocy mimikry, na ofiary, które być może obserwuje i starannie wybiera takie, które mają słabości łatwe do wykorzystania. Niekoniecznie jest stricte wampirem, choć może być; może jednak nigdy nie była człowiekiem. Przy czym nie mówię tego wprost w tekście, bo w sumie nie jest dla mnie aż tak istotne, czym ona jest – interesowała mnie tutaj ofiara, nie drapieżnik.

 

Podobnie ja odebrałam,  że stareńka istota. Ciekawe, właśnie dlaczego na jego zapolowała. Czym się zdradził, co ją zachęciło, ale to już inna historia, bo o niej. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Może zobaczyła w nim człowieka, który – biorąc pod uwagę starogrecką etykę :) – jest na pograniczu hybris: ma wiele (kochających rodziców i siostrę, stabilną sensowną (patrząc po wymianie maili z przełożoną) sytuację zawodową, ułożone życie), ale za wszelką cenę chce jeszcze więcej. Przy czym on chce czegoś bardzo zwykłego, czego chce chyba większość ludzi – związku, miłości, współmałżonka – ale być może chce czegoś, czego jego zapisany z góry los (mojra, fatum) dla niego nie przewidział. Te wzmianki o kumplu Sławku, o braku szczęścia z dziewczynami i o tym, że mniej chodzi o seks, a bardziej o rodzinę i dom, one są właśnie po to, żeby – dyskretnie, ale to jest w opowiadaniu drobiazg, nie coś, co bym chciała demonstracyjnie podkreślać, bo IMHO to jest dodatkowy smaczek, a nie zasadnicza motywacja – zaznaczyć, że może Andrzej trochę działa wbrew sobie w tym swoim szukaniu małżeństwa i rodziny. Może tak naprawdę (z wyjątkiem tej sytuacji z Agatą, ale ile tu jest jego woli, a ile jej wpływu?) niespecjalnie go interesuje seks jako taki, może żyje jakąś kompletnie wyidealizowaną wizją związku, który dzieje się sam (ot, trafia nas strzała Amora i poszło), może każdą kobietę, którą chciałby widzieć jako swoją żonę, starałby się do swojej wizji dopasować, a może znaczące więzi emocjonalne, jakie potrafi tworzyć, to tylko mocne przyjaźnie z mężczyznami, a nie bycie mężem i ojcem? On nie pragnie niczego złego. Ale hybris to nie to samo, co grzech: on nie musi pragnąć czegoś złego, zakazanego, występnego, krzywdzącego dla innych – wystarczy, że będzie z uporem starał się przekroczyć granice tego, co los, fatum, bogowie mu przeznaczyli. To jest jego słabość, a istota, która ukazała mu się jako Agata spod Opola, bezlitośnie ją wykorzystuje.

Głupio się czuję, analizując w ten sposób własny tekst zamiast, jak normalnie, cudzego, ale rozmowa jest na tyle ciekawa, że szkoda mi z niej rezygnować. Przy czym pokazuję w tej chwili nie tyle to, czego w tekście zabrakło, co raczej jego kontekst, to, co jako autorka miałam w głowie; jednocześnie powiedzenie tego wprost w tekście nie wydawało mi się konieczne, bo to jest tło, ważniejsze IMHO dla mnie niż dla odbiorcy.

ninedin

Nawet, jeśli czujesz się z tym głupio, to może pocieszy cię to, że dla mnie jest to bardzo pouczające. Twoje teksty są imponujące. Czytając o tym, co tobą kierowało i jak to sobie wymyśliłaś, uczę się.

Bardzo mi miło to słyszeć! Cieszę się, że te rozważania coś komuś poza mną dają. W sumie trochę mam wrażenie, że takie grzebanie w tekstach, czy to cudzych, czy ewentualnie własnych, to jest jedna z rzeczy, które na tym forum mogą być najcenniejsze jako element (samo)kształcenia literackiego. Dlatego zresztą takie komentarze takie jak np. Thargone’a, Drakainy czy mr.marasa – analizujące często szczegółowo założenia tekstu (no owszem, często bezlitośnie) – albo jak dociekliwe pytania takiej np. Finkli, są fajne. My przecież sami nie zawsze w pełni wiemy, co nam w głowach siedzi, kiedy piszemy – i możemy dzięki temu zobaczyć potencjał tekstu, możliwość poprawienia go w sposób, którego wyjściowo byśmy nie przewidzieli :)

Ujęłaś to zgrabniej – nawet tutaj ;)

Hołd trzeba też oddać Tarninie i Reg, bo odwalają kawał dobrej roboty.

Nie podejrzewałam, że wciągnie mnie tak ta stronka, a okazuje się, że teraz ciężko mnie od niej oderwać, bo nawet jeśli nie czytam tekstów to czytam komentarze i staram się analizować/spojrzeć okiem wypowiadającego się. Nie powstrzymywałabym autorów przed wypowiedziami na temat tego, co mieli na myśli, choć czasem bronią swych racji zbyt zajadle – abstrahując od twojego komentarza ;)

 

 

Wiesz, ja jestem za tym, żeby autorzy i autorki bronili tekstów z całych sił – jeśli ktoś czuje swoją rację i widzi, że czytelnik czegoś, co ewidentnie w tekście jest, nie zauważa, to czemu nie. Ale zakładam, że jak trzecia, czwarta, piąta osoba mówi, że czegoś nie widzi, to może rzeczywiście jest za głęboko ukryte :).

A że forum wciąga, to super – mnie też w pewnym momencie wessało :)

I ja uwielbiam analizować teksty, swoje i innych Autorów. Byle wspólnie, bo sama – cóż, wiem co myślę. ;-) Nie rezygnuj z tego, Ninedin. Myślę podobnie do MGZ, że czynność jest szalenie ciekawa!

Hybris mnie przekonuje, podobnie fatum. Z kolei chłopak jest właściwie grzecznym młodzieńcem, niezupełnie typowym, zarobionym jak każdy, lecz niosącym tęsknotę, achillesową piętę. Zastanawiałam się, dlaczego w kolejnych przekazach koncentruje się na seksie i sądzi że Agatę mogą takie wstawki przyciągnąć, skłonić do odezwania i reakcji. Bazuje na popularnym, instynkcie czy odpowiada na zaproponowany główny składnik relacji?

Czytałam wczoraj trudne i wielce nudne opowiadanie (nie z forum). Jedenaście początkowych stron wydawało się bez znaczenia, po dwóch pierwszym większość współczesnych czytelników rzuciłaby je w diabły. Język niezgrabny, powtarzały się opisy postaci, w zasadzie nie do zapamiętania, kiedy dochodziłam do do końca opisu postaci, już nie pamiętałam początku, w dodatku Autor przerywał akcję tuż przed jej rozpoczęciem. Zirytowana czytałam dalej, sprawdzając, ile mi jeszcze stron zostało. Nie mogłam skanować, bo bałam się, że coś mi umknie. Dziwne, że byłam ciekawa? Zakończenie było jakby nie z tej bajki i wtedy zaczęłam się zastanawiać, co by z tego tekstu wyrzucić. Wyszło, że nic.

Każdy element był na swoim miejscu i choć widziałam ograniczenia pisarza – mógł to czy tamto, całość oddawała rzecz znakomicie. Robił to po swojemu, gdy czekałam (ciut rozzłoszczona) na następne zdanie. :-) Trafiło mnie wczorajsze opowiadanie. Współcześnie pewnie poszukałabym maila, aby zapytać go: czy wie, jak pisze, czy celowo tak, przygotowałabym pytania. Nie mogę, bo żył w dziewiętnastym wieku. Piszę o tym tylko dlatego, że wydaje mi się, że wiem, o co jemu chodziło, a tekst przeniósł jego impresję dotyczącą sztuki, słowa, które po wieku (no ze sporym kawałkiem) ożyły. 

Ups, rozgadałam się i odleciałam w swoje.

Powoli, dobranockuję. ;-)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zastanawiałam się, dlaczego w kolejnych przekazach koncentruje się na seksie i sądzi że Agatę mogą takie wstawki przyciągnąć, skłonić do odezwania i reakcji. Bazuje na popularnym, instynkcie czy odpowiada na zaproponowany główny składnik relacji?

 

Zakładam, że ta obsesja na punkcie seksu (o którym on mówi niewiele, opłotkami i raczej grzecznie, a jednocześnie trochę IMHO infantylnie, używając trochę już chyba niemodnego (??) określenia “bzykanko”) to jest coś, co ona w nim indukowała, czym go poniekąd “zaraziła”, traktując to jako sposób kontrolowania go (nagłe zadurzenie w pierwszej fazie znajomości plus silniejsze niż normalnie pożądanie trochę ci w mózgu namieszać). Ale to jest jedna z tych rzeczy, nad której ewentualnym wzmocnieniem się zastanowię przy przeróbkach, nawet jeśli to wzmocnienie to będzie tylko dodanie pozornie banalnego i ogranego zdania w rodzaju “przy żadnej kobiecie nigdy się tak nie czułem”. 

Tak, pisze bardzo grzecznie i opętanie widać. Nie domyśliłam się, że  przy pomocy seksu istota usidliła/związała mężczyznę. Dodanie takiego zdania nie będzie banalne! :-)

”Bzykanko” chyba jeszcze nie wyszło z użycia.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Hej, hej

Fabuła odkrywcza nie jest, choć taka pewnie nie miała być, bo motyw opętania faceta przez niebezpieczną kusicielkę pojawia się w wielu filmach czy opowieściach. Na szczęście nie robisz z tego głównego motywu – on jest, ale jakby w tle, a na pierwszy plan wysuwa się powolna przemiana Andrzeja.

Najbardziej – i może to jest główny powód zadowolenia z lektury – spodobała się mi stylizacja. Owszem, zgodzę się z fmsduvalem, że czasem górę brały literackie wstawki (klimatyczne, nawiasem mówiąc), ale ogólnie wyszło świetnie, widać tę autentyczną męską radość z udanego seksu, z zakochania, z nowo poznanej miłości. Niektóre odzywki sam używam, wiele słyszałem, no, facet jak żywy, a ponieważ jest to właściwie monolog, to kreacja bohatera jest podstawą. Dlatego czyta się bez znużenia.

Duży plus także za rodzinę – jest i matka i siostra. Aktywnie rozmawiają z Andrzejem, martwią się o niego, próbują pomóc. To nie facet zawieszony w próżni, tylko zwykły chłopak, który miał wyjątkowego pecha.

Bardzo dobrze się czytało :)

@Zanais: bardzo, bardzo mi miło to słyszeć. Cieszę się i że wyszła mi stylizacja, i że bohater jest wiarygodny. Nie tak znowu często piszę z męskiego punktu widzenia, jest to coś, co bym chciała ćwiczyć, i jeśli mi wychodzi, to daje mi to ogromną satysfakcję. Dziękuję!

Fajny eksperyment z formą. Ciekawa jestem, jak to potraktują jurorzy – pierwsza osoba jest, bardzo wyraźna, ale za to narracji w ogóle nie ma. Wot zagwozdka…

Trudno nie kibicować bohaterowi, ale szybko widać, że nie ma szans.

Jeśli dobrze kojarzę, to “Agata” znaczy po grecku dobra. Zabawnie wyszło.

Dociekliwa Finkla nie ma pytań. ;-)

Babska logika rządzi!

Cieszę się, że się spodobało :) Co do jurorów – zakładałam, że ceną za tę zabawę może być uznanie opka za niekonkursowe :)

 

@Agata: tak, dobrze kojarzysz, i oczywiście, że upiorzyca wybrała sobie to imię celowo XD

 

Dociekliwa Finkla nie ma pytań. ;-)

<3 <3 <3

to zostaną z poczuciem “bohater zakochał się w jakiejś istocie, która go zaślepia, wykorzystuje i zabija, nieważne, czym dokładnie ona jest”.

To akurat działa, dokładnie tak myślałam :) Ale opko zyskuje, jeśli się zna balladę Goethego. Poza tym myślę, że to trochę jest tak, że wiem, czym się zajmujesz i kiedy widzę Grecja w temacie, nie wątpię, że będą nawiązania do starożytności. A ich nie widzę, a wiem, że powinny być. Może więc to była moja frustracja, że nie widzę tego, co powinnam ;)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Ładnie napisane.

 

Fabuła jest odtwórcza, ale tego nie muszę ci mówić. Od momentu, kiedy padło słowo “malinka” już w zasadzie wiedziałem, co będzie i potem tylko odhaczałem kolejne punkty z listy zapowiedzi. Niemniej opowieść poprowadzona sprawnie, dobrym tempem, więc mimo przewidywalności nie zdążyła się znudzić.

Kreacja bohatera… Tu mam nieco mieszane odczucia. Z jednej strony dajesz go radę scharakteryzować poprzez wiadomości i rozmowy, co zawsze jest na plus. Mogę uwierzyć w większość tej charakterystyki, zrozumieć jego zachowanie, nawet znaleźć dla niego nieco sympatii. Jedno, czego bym się czepił, to fragment sprowadzający się do:

Kurde, boję się jak cholera, leżę i się trzęsę, ale na myśl o tobie mi seks na myśli.

Znaczy, jasne, można być napalonym samcem. I jasne, to może być wywołane wpływem owej tajemniczej narzeczonej. Ale dziwi mnie nieco jego bezrefleksyjność w temacie tego naprawdę niecodziennego pomieszania uczuć. Nie jest to duży mankament, ale trochę uwierał.

Jak już wspomniano, kilka fragmentów (mail opisujący seks na plaży, rozmowa telefoniczna z siostrą) brzmi nieco sztucznie, infodumpowo.

Językowo więcej niż ok, nie potknąłem się na niczym, a styl stanowi dużą część kreacji bohatera.

 

Czep drobny (bardzo drobny):

Osiemnasty czerwca 2021, 16.20

Rozmowa z doktorem na temat pierwszych objawów. Z mojego doświadczenia zawodowego – ktoś z chrypką i ogólnym rozbiciem raczej nie plecie trzy po trzy, bo go to boli, więc komunikaty są raczej oszczędne i trzeba pacjenta maglować o informacje.

Nie nakłaniam na poprawki, tak tylko informacyjnie. ;)

@None

Dziękuję za uwagi! Zwróciłeś mi uwagę na kilka drobiazgów, których poprawienie sprawi, że ten tekst będzie lepszy. Może i to są rzeczy niewielkie, ale mogą pomóc. Zawsze miło czytać Twoje, nieodmienne rzeczowe, komentarze.

Przeczytałam to milion lat temu (no, może trochę mniej), ale na komórce…

 

Zgrabnie wymyślona opowiastka “na motywach”, choć przyznam, że spodziewałam się więcej wycieczek w odlot “mitologiczny”. Niemniej ostatnia wizja z tymi oczami na całym ciele przyprawia o dreszcz i w sumie jako rodzaj twistu czy raczej zaskoczenia się sprawdza – gdyby to było ostro zapowiadane, zrobiłoby mniejsze wrażenie.

Forma epistolarna mailowo-telefoniczna fajna.

Nawiązanie do Goethego na zdecydowany plus.

 

Z minusów.

Podobnie jak None też miałam lekki problem z infodumpowością, ale najbardziej w rozmowie telefonicznej, gdzie brat opowiada siostrze o rzeczach, o których ona raczej przynajmniej śladowo powinna wiedzieć, nawet jeżeli nie są bardzo blisko. Bo nie jest też tak, że nawiązują kontakt po latach. No i na zżyte rodzeństwo za dużo obcości w tym dialogu, a na ludzi, którzy długo ze sobą nie gadali trochę za duża łatwość w opowiadaniu o wszystkim.

Nie do końca też kupuję, że on nie zaczyna mieć dość wcześnie poczucia, że ona go kompletnie olewa albo jest w tym jakieś drugie dno, skoro ignoruje wszystkie jego próby kontaktu. Ktoś zwrócił uwagę na pewną nastolatkowatość niektórych elementów i ten brak psychologizacji bohaterów też mi pod to podpada.

Całość trochę sprawia wrażenia pisania na akord plus za małego limitu, żeby opowieść miała szanse rozwinąć skrzydła.

http://altronapoleone.home.blog

Drakaino, dziękuję za komentarz.

Uwagi o infodumpowości konkretnych passusów pojawiły się u wielu osób, to jest więc ten kawałek, nad którym będę musiała popracować najintensywniej.

Podejrzewam pośpiech i limit, dwóch wrogów ludzkości ;)

http://altronapoleone.home.blog

Limit nawet nie, bo ten tekst jest dość krótki (niecałe 20 000, limit chyba był koło 30 000?). Pośpiech trochę – skończyłam parę godzin przed deadlinem – poza tym też pewnie wyszłoby mi to lepiej, gdyby to nie był pierwszy eksperyment z taką formą. Część z tego, co wyszło infodumpowo, miała być takim monologiem wylewającym się z bohatera w rozmowie z siostrą, jak mu puszczą hamulce i powie trochę za dużo, ale to jest chyba najmniej skutecznie napisany przeze mnie kawałek, ewidentnie brakuje w nim emocji.

Podobało się: Dobrze ujęty problem tęsknoty za rojeniami, nawet jeśli w znacznej części były tu prawdziwe.

Nie podobało się: Po takiej postaci jak A. spodziewałbym się słownictwa łóżkowego trochę bardziej urozmaiconego niż “bzykanko”, ale rozumiem że konsekwentne trzymanie się tego słowa też ma istotne znaczenie.

 

Gratuluję i pozdrawiam!

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Witam jurorkę!!

Podobało mi się :)

Przynoszę radość :)

Dziękuję, miło mi :)

 Cześć!

Ciekawy tekst i bardzo dobrze napisany. Bohater jest wykreowany konkretnie, a forma listów bardzo pasowała. Dało się odczuć pogarszający się stan bohatera. Sporo jest tu powiedziane między wierszami. Z rozmów wyłaniają się relacje między bohaterami. Jak nie lubię czytać tekstów nawiązujących do pandemii, to tutaj nie przeszkadzało mi to. Wyszło naturalnie, po prostu jako element świata przedstawionego. Bohaterowi wypadają włosy i zęby, a mimo to interesuje go najbardziej ponowne spotkanie z kobietą, zdaje się zaprzeczać rzeczywistości, co odebrałam jako działanie czegoś więcej niż tylko zauroczenia. Udany tekst i wciągający.

"Ani połowy spośród was nie znam nawet do połowy tak dobrze, jak bym pragnął; a mniej niż połowę z was lubię o połowę mniej, niż zasługujecie".

Dziękuję za jurorski komentarz i cieszę się, że się podobało.

W tym przypadku pandemia, a konkretniej – kwarantanna po wyjeździe, została przeze mnie potraktowana nie tyle jako temat, co jako narzędzie, bo dostarczyła mi jednego ważnego elementu – pozwoliła w dość prosty i wiarygodny sposób wyjaśnić nieobecność bohaterki i wytłumaczyć brak spotkać lepiej, niż np. złamana noga (wtedy bohater mógłby się upierać, że on ją odwiedzi, ona by musiała kombinować itd.).

Mam mocno mieszane uczucia, co do tego tekstu. Bo tak: styl narracji mi się podoba, jest to jakaś nowość, odskocznia od standardu, jak najbardziej działająca i w porządku. Z tym, że sama treść mnie nie porwała. Irytował mnie główny bohater, tak naiwny, że nieco nieprawdopodobny – ja wiem, mogą tacy istnieć, po prostu tu moim zdaniem robi trochę przesadzone wrażenie.

Zakończenie zrobiło na mnie wrażenie nieco przewidywalnego, przez co atmosfera padła dość szybko. Zachowanie siostry głównego bohatera też pozostawia nieco do życzenia – nie wydaje się przesadnie przejęta jego chorobą, a tworzysz wrażenie, że są ze sobą blisko.

Także, niestety, nie urzekło, ale nie zaniechuj zabawy stylem narracyjnym, bo to nie jego wina. On uczynił sprawę ciekawszą. :D Mam do niego jedną jedyną uwagę odnośnie fragmentu Dwudziesty drugi czerwca 2021, 19.12 – moim zdaniem taki zapis zapowiadał SMS-y, a z treści wnioskuję, że jednak rozmawiali na głos.

Ach, no i poprawność oczywiście na wysokim poziomie. :D

Zostaw ten żyrandol.

Bardzo ładnie napisany tekst. To chyba właściwe określenie, bo jestem językowym estetą i uwielbiam czytać historie napisane w porządny sposób, nawet jeśli nie są jakoś szczególnie odkrywcze. Tu chyba tak było, bo sam motyw nie jest pomysłem nowym. Stawiałem na wampira, potem na sukkuba. Ostatecznie chyba wyszło na coś pomiędzy, chociaż te setki oczu i ciemna skóra kojarzą mi się z jakimś awatarem Indry. Ale wtedy powinien być raczej fioletowy, w najgorszym razie granatowy, ale nie czarny ;) Tak czy owak czytało się świetnie i jednym tchem. Tak lekkie pióro samo pcha opowieści do przodu, wiele nie trzeba…

Nie betuję tekstów ze względu na brak czasu.

Nowa Fantastyka