- Opowiadanie: SaraWinter - Oczy w kolorze kwiatów bzu

Oczy w kolorze kwiatów bzu

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Oczy w kolorze kwiatów bzu

Po świecie krążyła plotka, że czarodziejki skuteczniej niż alchemicy potrafią zmieniać zwykły metal w złoto. Jednak tylko łowcy wiedzieli, jak wydobyć magiczną substancję z tych skalanych istot. Rozeszli się więc po łąkach, górach i lasach, zastawili sidła.

 

Trzech łowców natknęło się na ślady czarodziejki nad Kasztanowym Jeziorem. Poznali, z kim mają do czynienia po kwiatach bzu, unoszących się na wodzie. Wspięli się po grubym pniu kasztanowca i z wysokich gałęzi obserwowali taflę. Tuż po zmroku na porośniętej trzcinami plaży pojawiła się ofiara. Przespali noc, czuwając na zmianę i obserwując unoszącą się wśród kwiatów czarodziejkę. Najmłodszy z nich, Bastian, miał wrażenie, że słyszy śpiew dziewczyny.

Co ja mam, księżycowy kamień…

Ta melodia ukołysała go do snu.

 

Kiedy łowcy się obudzili, czarodziejka siedziała na brzegu. Słońce wstawało, jej moce słabły, a kwiaty bzu opadły na dno. Mężczyźni po cichu zeskoczyli z drzewa i zakradli się na plażę. Każdy miał przydzielone zadanie. Bastian obezwładnił dziewczynę, Gern założył jej na głowę worek, Derk uciszył mocnym uderzeniem. Przeszukali jej ubrania, lecz niczego nie znaleźli. Cała moc czarodziejek kryła się w ich ciałach. Wiedzieli, co muszą zrobić. Udali się na szczyt pokrytej śniegiem góry.

 

Kiedy dotarli do opustoszałego schroniska, zapadł już zmrok. Zdjęli czarodziejce worek z głowy i pierwszy raz w życiu z bliska zobaczyli purpurowe oczy. Powiesili podejrzanie obojętną czarodziejkę do góry nogami, nad paleniskiem. Końcówki czarnych włosów skwierczały, co jakiś czas kąsane przez płomienie.

– Podstaw misę! – najstarszy zwrócił się do Bastiana.

Chłopak pospiesznie wykonał polecenie. Po jakimś czasie z warkocza czarodziejki spłynęły krople. Łowcy podeszli bliżej, by się im przyjrzeć. Błękitna ciecz przykryła już dno.

– Będziemy bogaci! Bastian, idź po lód! – Derk niemal skakał z radości.

Chłopak wrócił po chwili. Postawił wiadro z lodem i śniegiem tuż przy wejściu, a sam postanowił ogrzać dłonie. Czarodziejka wbiła wzrok w młodego łowcę, a on zarumienił się, gdy poczuł elektryzujące ciepło przepływające przez ciało. Zawstydzony, odsunął się.

– Nie myśl o niej w ten sposób, to wiedźma! – Derk wypchnął Bastiana sprzed misy i pochylił się nad nią. – Szykujcie lód, trzeba to zestalić! 

Wziął misę i wylał jej zawartość na topniejący już śnieg. Substancja, którą wytopili z czarodziejki, z impetem wrzucona w objęcia chłodu, krzepła na ich oczach, tworząc błyszczące szpilki, które wbite w ciało miały zapewnić nieśmiertelność, a stopione ze stalą zamienić ją w złoto.

Zachwyceni sukcesem łowcy zapomnieli o czarodziejce do czasu, kiedy przypomniał im o niej śpiew. 

– Co ja mam…

Stała tuż za ich plecami. Ogień zgasł nagle, w izbie nastała ciemność. Jedynym źródłem światła były purpurowe oczy.

– …księżycowy kamień…

Kiedy skończyła śpiewać, wbiła magiczne szpilki w łowców tak szybko, że nie zdążyli nawet mrugnąć. 

Ogień rozpalił się na nowo i wtedy Bastian zobaczył stojącą przed nim czarodziejkę, która zbliżała się, gotowa do pocałunku. Chłopak przymknął powieki, a gdy je otworzył, usłyszał dźwięk monet. Wsunął rękę do kieszeni.

– Derk, udało się! – wykrzyczał w stronę towarzyszy, ale kiedy ich zobaczył, radość minęła.

Starsi łowcy zmienili się w złote posągi. Bastian pospiesznie wyszedł z izby, chcąc dogonić czarodziejkę, ale ta nie zostawiła na śniegu nawet śladu.

Koniec

Komentarze

Witaj.

Nastrojowo, fantastycznie, baśniowo, moralizatorsko. 

Jest wszystko to, co powinno być.

Mnie się ta opowieść spodobała, chętnie ujrzałabym jej ekranizację.

Jeszcze edytuję…

Kolor oczu przywiódł mi na myśl obejrzany dawno temu film z B. Bardot, w którym grała ona śliczną dziewczynę, o oczach błękitnych, przebierających kolor fioletowy tylko podczas spoglądania na ukochanego; niestety, nie umiem znaleźć teraz jego tytułu. :)

Pozdrawiam. :)

 

Pecunia non olet

Podobało mi się. Baśniowa przygoda z interesującymi bohaterami i nieskrępowaną wyobraźnią.

Pozdrawiam!

Bez, fioletowe oczy, myślę: Yennefer! :D

Dobrze napisane, sam wątek kamienia filozoficznego jest rozegrany ciekawie. Kara, która ich spotkała pasuje do konkursu, ale i ich chciwości ;)

Ciekawi mnie co takiego widziała w Bastianie.

Polecę do biblioteki jutro, bo teraz jestem na telefonie.

Pozdrawiam!

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Witajcie, pierwsi czytelnicy! :)

 

bruce, cieszę się, że się podobało. Chyba nie kojarzę tego filmu, ale chętnie bym się dowiedziała, co to za jeden. ;)

 

chalbarczyk

witaj! :) Dziękuję za miłe słowa. 

 

DanielKurowski1

 

Bez, fioletowe oczy, myślę: Yennefer! :D

 

Niech to gumiś! ;) Nie skojarzyłam. :< Miałam na te oczy jeszcze inny pomysł, ale postanowiłam, że zostawię go sobie na opko sci-fi, o którym myślę już od jakiegoś czasu. 

 

Pozdrawiam! 

 

Rozstawili się więc po łąkach – jakoś nieładnie brzmi to słowo, tylko nie przychodzi mi w tej chwili do głowy żadne, którym można by je zastąpić

 

Tuż o zmroku na porośniętej trzcinami plaży, pojawiła się ofiara. – bez przecinka

 

Historia klasyczna, ale bardzo spodobał mi się sposób wydobywania złota z czarodziejki, dodał tekstowi świeżości i pewnej przekorności. Podobało mi się.

Dream big.

Urocze, jest w tym jakaś… księżycowa melodia. Sam schemat historii może nie bardzo oryginalny, ale cóż za oprawa! Napisałaś tę czarodziejkę tak, że dosłownie czuje się jej eteryczność i bezpośrednią łączność z naturą. Trochę mi tylko brakuje przy chłopakach (Gernie i Derku) – wiadomo, że limit, ale są okropnie jednowymiarowi. Jakby istnieli tylko po to, by doczekać się zasłużonej kary. Zaczynam odruchowo szukać okoliczności łagodzących.

Poznali, z kim mają do czynienia po kwiatach bzu, unoszących się na wodzie.

“Z kim mają do czynienia” to jednak wtrącenie, trzeba je domknąć przecinkiem.

Tuż o zmroku na porośniętej trzcinami plaży pojawiła się ofiara.

Raz czy dwa widziałem gdzieś taką formę, ale prawdopodobnie jednak chciałaś napisać “tuż po zmroku”.

Udali się na szczyt pokrytej śniegiem góry. Kiedy dotarli do opustoszałego schroniska, zapadł już zmrok.

Schronisko na szczycie góry? Przypuszczam, że w Twoim świecie nie nastąpił jeszcze intensywny rozwój turystyki górskiej, więc “schronisko” chyba w starym znaczeniu “prowizoryczne miejsce schronienia”. Takowych nie stawiano na szczycie góry. Ja prawdopodobnie napisałbym w ten sposób: Udali się ku pokrytym śniegiem halom. Kiedy dotarli do opustoszałego szałasu pasterskiego, zapadł już zmrok.

Powiesili podejrzanie obojętną czarodziejkę do góry nogami, nad paleniskiem.

To oczywiście nie krytyka tekstu, tylko luźna uwaga, ale serdecznie rozbawiła mnie perspektywa podjęcia takiej próby we współczesnym schronisku górskim.

tworząc błyszczące szpilki, które wbite w ciało miały zapewnić nieśmiertelność, a stopione ze stalą zamienić ją w złoto

Rozumiem, że tylko “miały”, gdyż w rzeczywistości czyniły odwrotnie?…

Ogień rozpalił się na nowo

Sam się rozpalił? Wolałbym, aby rozgorzał na nowo.

 

Jak zwykle, staram się wskazywać przede wszystkim niedociągnięcia, aby mój komentarz w istocie do czegoś się przydał, ale nie zrozum mnie źle – szczerze zachwyciła mnie atmosfera stworzonego przez Ciebie świata.

Pozdrawiam i życzę wiele weny!

Hej, dogsdumpling

Przecinek usunięty. Szczerze mówiąc, trochę się nad nim zastanawiałam i raz go usuwałam, raz dopisywałam… :D Teraz zniknął na dobre. Dzięki!

Fajnie, że się podobało.

 

Cześć, Ślimaku Zagłady! :)

Sam schemat historii może nie bardzo oryginalny, ale cóż za oprawa!

 

Po ostatnich wybrakach fabularnych, tym razem wolałam nie kombinować i napisać coś w miarę po ludzku. ;)

 

Tuż o zmroku na porośniętej trzcinami plaży pojawiła się ofiara.

Raz czy dwa widziałem gdzieś taką formę, ale prawdopodobnie jednak chciałaś napisać “tuż po zmroku”.

 

No więc ja też miałam dylemat i sobie sprawdziłam. I wg źródeł jest ok. Chyba, że złe źródła. 

 

To oczywiście nie krytyka tekstu, tylko luźna uwaga, ale serdecznie rozbawiła mnie perspektywa podjęcia takiej próby we współczesnym schronisku górskim.

 

:D

 

Schronisko wg sjp to też “miejsce, gdzie można się schronić” i takie ma tutaj znaczenie. Niestety limit znaków sprawił, że nie mogłam go lepiej opisać. :( Dlatego rozumiem, że każdemu może się to skojarzyć i przedstawić inaczej. W pierwszej wersji (dłuuuższej) miałam opis wnętrza, ale niestety trafił go szlag. :<

 

tworząc błyszczące szpilki, które wbite w ciało miały zapewnić nieśmiertelność, a stopione ze stalą zamienić ją w złoto

Rozumiem, że tylko “miały”, gdyż w rzeczywistości czyniły odwrotnie?…

 

Nie wiadomo. ;) Na początku jest napisane: Po świecie krążyła plotka

 

A co się stało po wbiciu szpilek w łowców, to już wiesz. ;)

 

Trochę mi tylko brakuje przy chłopakach (Gernie i Derku) – wiadomo, że limit, ale są okropnie jednowymiarowi. Jakby istnieli tylko po to, by doczekać się zasłużonej kary. Zaczynam odruchowo szukać okoliczności łagodzących.

 

Byli lepsi, ale ich obcięłam. :< (Zły wilk, bardzo zły wilk!) Musiałam trochę wybierać, na co zwrócić większą uwagę. Możliwe, że gdybym włożyła w te postacie więcej wysiłku, to wyszliby w 3D. Ale już trudno. Dobrze, że chociaż czarodziejka ci się spodobała. :)

 

Dzięki za komentarz i sugestie. 

 

Pozdrawiam! 

No więc ja też miałam dylemat i sobie sprawdziłam. I wg źródeł jest ok. Chyba, że złe źródła.

To jest tak:

po zmroku = kiedy minął zmrok (zmierzch) – w znacznych lub całkowitych ciemnościach;

o zmroku = w zmrokowej chwili, w szarówce wieczornej;

tuż po zmroku = zaraz po tym, gdy minął zmrok (zmierzch), właśnie zrobiło się dosyć ciemno;

tuż o zmroku = w szarówce wieczornej, ale zaraz po czymś, co opisywaliśmy wcześniej – forma archaiczna, skrajnie rzadka.

 

Schronisko wg sjp to też “miejsce, gdzie można się schronić” i takie ma tutaj znaczenie.

Oczywiście, też przecież wspomniałem o tej możliwości w komentarzu, pisząc: więc “schronisko” chyba w starym znaczeniu “prowizoryczne miejsce schronienia”, ale to już coraz mniej czytelne, a w każdym razie nie będzie pierwszym skojarzeniem, dlatego zaproponowałem zamianę na “szałas”. Nie nalegam, rzecz prosta, to Twoja autorska decyzja.

 

A co się stało po wbiciu szpilek w łowców, to już wiesz.

Wiem – dlatego zasugerowałem, że działały odwrotnie do wcześniejszego opisu – łowców zamieniły w złoto, więc stopione ze stalą, przypuszczalnie zapewniłyby jej nieśmiertelność…

Oryginalna koncepcja z wytapianiem substancji, nie wpadłabym na to ;) Fajne zakończenie, w sumie nawet zabawne. W kontekście bzu i fioletowych oczu też natychmiast pomyślałam o Yen :)

Pozdrawiam!

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Widzę, że o zmroku już mądrzejsi ode mnie napisali. Mi ta archaiczna forma nie gra w moim odczuciu powinno być albo “tuż po zmroku” albo “o zmroku”, “tuż o zmroku” – po prostu brzmi dla mnie błędnie, zatrzymuje lekturę, czyni wrażenie, że tekst jest niechlujny – ale nie będę dyskutował z autorytetami.

Ogólnie mi się całość podobała, choć nie mogę zrozumieć czemu Bastian ocalał. Czyż nie powinna go spotkać taka sama kara jak innych?

entropia nigdy nie maleje

Oj tak, z bzem i fioletowymi oczami wbite jest tylko jedno skojarzenie. Trochę szkoda, bo jednak, czytając tekst, myśli się o tej Yen.

Ale do rzeczy: miło zobaczyć fantasy w konkursie. Ładnie zarysowany świat i ciekawy pomysł z wytapianiem kamienia z czarodziejek. Nawet w takim limicie zgrabnie i kompletnie to wyszło.

 

EDIT: a propos komentarza Jima, też byłabym bardziej usatysfakcjonowana, gdyby młodego spotkał taki sam los, jak pozostałych.

Cześć, nati-13-98!

Miło, że wpadłaś i dziękuję za komentarz.

 

Hej, Jimie!

Ech, zmieniłam przy tym zmroku. Dobrze, że zostawiłam sobie miejsce na kilka dodatkowych znaków. :D

 

Ogólnie mi się całość podobała, choć nie mogę zrozumieć czemu Bastian ocalał. Czyż nie powinna go spotkać taka sama kara jak innych?

 

 Zrozum kobietę, a zwłaszcza czarodziejkę. ;) Może to przez to jego zawstydzenie? Wiem, mogłam i chciałam to lepiej pokazać. Brzydko znów wykręcać się limitem… Miałam nadzieję, że ta jedna wzmianka o rumieńcach na twarzy Bastiana wystarczy, żeby pokazać jego nieco niewinną duszyczkę, ale chyba jednak mi coś nie wyszło. :(

 

Silva, hej! :)

 

Oj tak, z bzem i fioletowymi oczami wbite jest tylko jedno skojarzenie. Trochę szkoda, bo jednak, czytając tekst, myśli się o tej Yen.

 

Jest to dla mnie najsmutniejsza wiadomość tego dnia. :< Naprawdę, żaden inny kolor mi nie pasował. Niebieski, brązowy, czarny i zielony – zwyczajne i takie ludzkie.

Żółty, pomarańczowy itp. – też jakieś takie meh.

Czerwony za wściekły.

A różu nie cierpię. 

Prześpię się z tymi kolorami. Może jednak przełknęłabym ten róż, bo fakt, że tyle osób ma skojarzenia z Yen, wcale mi się nie podoba.

 

Dobrze, że chociaż świat ładny.

 

Pozdrawiam! :)

Kolor może zostawić, tylko zmienić porównanie? Sapkowski zagarnął sobie ten bez, bezczeluch. xD

Drań nawet! Dobrze, że wziął sobie też agrest, na który jestem uczulony xD

 

Bastiana wystarczy, żeby pokazać jego nieco niewinną duszyczkę

 

nie przekonuje mnie jakoś posiadanie niewinnej duszyczki, jako okoliczności łagodzącej dla porywacza, może jeszcze przystojny był i dlatego ma ocaleć? rzeczywiście nie rozumiem tego szlaku myślowego :)

entropia nigdy nie maleje

SaraWinter

że tyle osób ma skojarzenia z Yen, wcale mi się nie podoba

Ja nie mam skojarzeń, a bzy pływające po wodzie – bardzo mi się spodobały.

 

Saro, a może purpurowy kolor oczu?

I chyba powinnaś zmienić z opowiadania na szort.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

No więc bez został, bo bym musiała zmienić tytuł. xD

chalbarczyk, dziękuję! 

 

Danielu, you’re genius! Podmieniłam na purpurę. heart 

Może aż tak już kojarzyć się nie będzie. :)

 

PS. Nie wpisujcie w grafiki google hasła “purpura”. xD

Niby klasycznie, ale ciekawie. Chyba w takim klasycznym fantasy Cię jeszcze nie czytałam. W sumie też męczyły mnie skojarzenia z sapkowskim opisem Yennefer, chociaż okazało się, że całkiem niesłusznie… A teraz chyba idę wpisać w wyszukiwarkę “purpura”, bo czuję się zaintrygowana. XD

Pozdrawiam

Miło się czytało. :)

Cześć, Saro.

Jakie to było przyjemne. Napisane z wyczuciem i lekkością. Baśniowo, obrazowo, z morałem. Koniec oczywiście do przewidzenia, więc wielkiego wow nie było, ale pasuje i bardzo ładnie spina tę opowieść. Generalnie mam znowu tak, jak przed chwilą u Silvy. Niby mi się podobało, bo był to naprawdę ładny, baśniowy obrazek, z drugiej zaś nic mnie szczególnie nie zaskoczyło ani nie sprawiło, że zapamiętam tekst jakoś na dłużej.

Tak czy owak, zadowolony z lektury jestem :)

Pozdrówka!

Bardzo przyjemnie się czytało. Ciekawa opowieść, uszanowanko za zmieszczenie jej w limicie znaków :)

Wincyj takich!

Siemano :)

 

I przyszedł kolejny malkontent pomarudzić pod Twoim szortem.

Zacznijmy od tego, że rzeczywiście fantasy, takiego czystego jeszcze w tym konkursie nie było, więc fajnie, że ktoś się zdecydował. Jednak historia mi nie siadła. To znaczy pomysł z wytapianiem tynktury z ciał czarodziejek/wiedźm jest spoko i sam bym na to nie wpadł, jednak cała reszta już mniej mi się podobała.

Zaczynasz infodumpem, takim bajkowym wprowadzeniem do opowiadanej historii. Czasem to jest spoko, czasem nie i według mnie sprawdza się w dłuższych tekstach, zaś w szorcie to zapychacz miejsca zarysowujący realia, których uważam, że znać nie muszę, bo to krótka historia która powinna mi się spodobać z powodu wymyślonej scenki a nie wymyślonego świata.

Potem są jacyś bohaterowie łapiący czarodziejkę, ciągnący ją na ośnieżoną górę (po co? Nie da rady wytopić z niej tej tynktury gdzie indziej? Bo muszą ją schłodzić, żeby się zestaliła? Nawet jeśli tak, to nie przekonuje mnie to rozwiązanie.) i wytapiający z niej substancję. To jest ok, poza tym zastrzeżeniem z ciąganiem jeńca po górach.

Derk wypchnął Bastiana sprzed misy i pochylił się nad nią.

Pogrubione jest dziwne.

 

A potem trochę nie rozumiem co się zadziało. Bo bohaterowie zestalili substancję, czarodziejka jakoś się uwolniła (OK), światło przygasło (spoko, magia), czarodziejka wbiła szpilki w dwóch kolesi a trzeciego zostawiła (dlaczego?). Ogień się rozpalił na nowo i Bastian zobaczył wiedźmę, która chce go pocałować (czemu?), przymknął powieki i usłyszał brzęk monet (co to za brzęk? Skąd on?), otwarł oczy (pocałowała go ta czarodziejka czy nie? Bo nie wiem), wsadził rękę do kieszeni (co on tam miał? Te monety, które zabrzęczały? Wcześniej ich nie miał?) i wykrzyknął, że się udało (bo miał w kieszeni monety? Czy może dlatego, że czarodziejka zniknęła?). Potem chłopak zauważa kumpli, że zamienili się w złoto – jak rozumiem szpilki nie dawały nieśmiertelności tylko zamieniały wszystko w złoto?

No, serio, nie kumam tej końcówki. Nie klei mi się. Myślę, że ten pomysł można by rozwinąć w ciekawą historię, nie skrzywdzoną wilkowym limitem 3407 znaków :)

Po niesamowicie klimatycznym opowiadaniu, jakim jest Twój tekst konkursowy na bizarro, poczułem się lekko rozczarowany, bo wiem, że klimat zrobić potrafisz. A tutaj go nie ma. Winię za to wilka i jego konkursowe zasady ;)

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Hej, oidrin

Niby klasycznie, ale ciekawie. Chyba w takim klasycznym fantasy Cię jeszcze nie czytałam.

Bo to moje pierwsze takie. ;)

Dziękuję za lekturę i komentarz.

 

Cześć, homar

Miło się czytało. :)

 

To fajnie. :)

 

Realuc,

Dziękuję za wizytę i komentarz. :)

 

Panie Domingo, Tobie również dziękuję. :)

 

No i pan OuttaSewer, witam serdecznie!

 

Zaczynasz infodumpem, takim bajkowym wprowadzeniem do opowiadanej historii. Czasem to jest spoko, czasem nie i według mnie sprawdza się w dłuższych tekstach, zaś w szorcie to zapychacz miejsca zarysowujący realia, których uważam, że znać nie muszę, bo to krótka historia która powinna mi się spodobać z powodu wymyślonej scenki a nie wymyślonego świata.

 

Hmm… możliwe, ale jakoś się uparłam przy tym wstępie, żeby czytelnik cokolwiek wiedział o tym świecie i żeby mnie nie posądzano o niedopowiedzenia, które mimo wszystko znalazły się później, no i masz! ;)

A poza tym ja lubię światy i wydaje mi się, że światotwórswto to moja mocna (nie wiem, czy to nie za duże słowo, ale z braku laku niech będzie) strona. To opowiadanko miało najpierw 2,5k (pisane w pracy na kolanie pod wpływem). Później rozrosło się do niemal 8k. A później ze łzami w oczach cięłam ten świat i musiałam wybrać, co chcę pokazać. Brzydko znów zrzucać winę na wilkowy limit, bo przecież nikt mnie nie zmuszał. Mogłam sobie odpuścić ten konkurs i napisać ten tekst na ok.10k i bardziej po swojemu. Ale spróbowałam i liczyłam się z tym, że każdemu nie dogodzę. Mimo wszystko sądzę, że coś tam mi się udało z tych 3407 znakach przedstawić, no i poszło. <ulubiona_emotka_baila>

 

 

Potem są jacyś bohaterowie łapiący czarodziejkę, ciągnący ją na ośnieżoną górę (po co? Nie da rady wytopić z niej tej tynktury gdzie indziej? Bo muszą ją schłodzić, żeby się zestaliła? Nawet jeśli tak, to nie przekonuje mnie to rozwiązanie.) i wytapiający z niej substancję. To jest ok, poza tym zastrzeżeniem z ciąganiem jeńca po górach.

 

Bo musiało być zimno, a substancję należało zestalić tuż po wytopieniu. Gdyby sobie mogła poczekać, to łowcy spokojnie mogliby wytapiać czarodziejkę nad jeziorem, przelać płyn do fiolki/butelki i i zestalić ją gdzieś tam.

 

No, serio, nie kumam tej końcówki. Nie klei mi się. Myślę, że ten pomysł można by rozwinąć w ciekawą historię, nie skrzywdzoną wilkowym limitem 3407 znaków :)

Po niesamowicie klimatycznym opowiadaniu, jakim jest Twój tekst konkursowy na bizarro, poczułem się lekko rozczarowany, bo wiem, że klimat zrobić potrafisz. A tutaj go nie ma. Winię za to wilka i jego konkursowe zasady ;)

 

#winawilka ;)

No szkoda, że zakończenie nie przypadło Ci do gustu i że nie wszystko jest jasne.

Nie ma klimatu… Oj, to jestem zła na siebie. :<

 

Pozdrawiam! 

Chaotycznie Ci to wyszło. Mam wrażenie, że było o wiele więcej tekstu i musiałaś go mocno i długo ścinać, żeby się zmieścić.

Moim zdaniem jednak klimat jest. Powiedziałbym nawet, że to najjaśniejsza część tego tekstu ;)

Trochę nie rozumiem zakończenia – dlaczego Bastian przeżył? W sensie, jaki powód miała czarodziejka, żeby go oszczędzić? Był ten pocałunek? Skąd te monety? Tu poleciał taki rush, że jest niejasno ;)

 

Cześć, morteciusie

 

Walka ze znakami, owszem, była. Ale już nie chcę na ten limit zwalać… 

Ty mówisz, że klimat jest, Outta, że nie ma… Czyli zdania są podzielone. To chyba dobrze. <myśli>

 

Dzięki za lekturę i komentarz! :)

Kwestia gustu. Ciężko dokładnie zdefiniować klimat, a od tego należałoby zacząć, gdybyśmy mieli się kłócić, czy jest, czy nie ;)

Mam na lodówce taką karteczkę z wypunktowanymi składowymi opek, na które zwracam szczególną uwagę, a są to: Światotwórstwo, klimat, bohaterowie, fabuła. 

Kolejność nie jest przypadkowa. ;)

Więc jak mi się klimat sypie, to dostaję duszności.

 

Trending GIF panic scooter muppets | Muppets, The muppet show, Cool gifs

Cześć :)

 

Jakby to rzec… No Yen niby, fakt bezsprzeczny, ale – do cholery – gdyby o kimś napisać, że ma burzę czarnych loków, to ile na tym portalu byłoby Yenniferków, co? :D

Albo ewentualnie wyobraźmy sobie jednak, że to z Yen wytapia się to i owo i już ;)

 

To opowiadanko miało najpierw 2,5k (pisane w pracy na kolanie pod wpływem). Później rozrosło się do niemal 8k. A później ze łzami w oczach cięłam ten świat i musiałam wybrać, co chcę pokazać.

Ojej. To już odważnie. Jeśli ja mam 10k i muszę uciąć do 8k, to już ryczę, niczym bóbr bez tamy.

 

Klimatu nie sposób Ci odmówić, bo jest niezwykły, pomysł z pichceniem czarodziejki nad ogniem wielce oryginalny :)

 

Mam na lodówce taką karteczkę z wypunktowanymi składowymi opek, na które zwracam szczególną uwagę, a są to: Światotwórstwo, klimat, bohaterowie, fabuła. 

Kolejność nie jest przypadkowa. ;)

Więc jak mi się klimat sypie, to dostaję duszności.

Więc nie powiedziałbym, że posypał Ci się klimat. Jeśli już, to nieco fabuła ucierpiała przez morderczy limit.

 

I tak BTW: podoba mi się, że masz taką listę.

Mam podobnie (ale nie na lodówce :D): sensowny świat z historią i własnym życiem, logikę wydarzeń, realistyczne dialogi i realistyczne walki.

 

Podejrzewam, że wiele osób chętnie przeczytałoby to w wersji 10k czy 20k :)

A poza tym ja lubię światy i wydaje mi się, że światotwórswto to moja mocna (nie wiem, czy to nie za duże słowo, ale z braku laku niech będzie) strona.

Pozwolę sobie zgodzić się z Tobą :) Opowiadaniem bizarrowym pokazałaś na co Cię stać. Motyle też były fajne, choć tam musiałem dopytać o pewne rzeczy.

 

Później rozrosło się do niemal 8k. A później ze łzami w oczach cięłam ten świat i musiałam wybrać, co chcę pokazać.

To co się dziwisz, Saro, że narzekam, skoro urżnęłaś ponad połowę tekstu? Ale podziwiam. Ja pilnuję limitu i tylko raz się zamamlasiłem, wstyd się przyznać, podczas konkursu rapowego, w którym byłem jurkiem :D Jakoś mi się wtedy wszyło że mam 10k znaków więcej i też usunąłem jedną rozbudowaną scenę. Z żalem. Wrócę do tego za chwilę.

 

Bo musiało być zimno, a substancję należało zestalić tuż po wytopieniu. Gdyby sobie mogła poczekać, to łowcy spokojnie mogliby wytapiać czarodziejkę nad jeziorem, przelać płyn do fiolki/butelki i i zestalić ją gdzieś tam.

Za chwilę, czyli teraz wracam :) Widzisz, w opowiadaniu na 8k to miałoby sens. Postanowiłaś zostawić sobie przeszkodę, którą mogłaś olać, stwierdzić, że substancja zestala się sama po kilku chwilach i miałabyś dzięki temu trochę wiecej znaków. Nie musiałabyś ciągać bohaterów po górach, do jakiegoś schroniska, opisywać przynoszenia śniegu w wiaderku i wlewania substancji do tegoż. Dzięki tym zaoszczędzonym znakom mogłabyś dać szerszy kontekst. Ja we wspomnianym fragmencie mojego opowiadania przemyciłem kilka istotnych informacji na temat relacji bohaterów. Kiedy zrezygnowałem z tego usuniętego fragmentu zabrakło tych informacji i musiałem przerobić kilka zostawionych scen i dialogów, żeby te informacje zawrzeć w tym co zostało. Nie dałem rady i przebudowałem relacje bohaterów od samego początku, żeby po usunięciu fragmentu cała reszta miała ręce i nogi. Oczywiście to tylko moja sugestia, a limit to straszna cholera, która po przekroczeniu robi na złość rozpieprzając koncepcję, jeśli chcesz się do niego dostosować :)

 

Nie ma klimatu… Oj, to jestem zła na siebie. :<

Nie na siebie, tylko na wilka ;) Jestem pewien, że w tych 8k był klimat, tylko zgubił się podczas przycinania.

Ale skoro silvan i mortecius ten klimat czują, to albo ze mną jest coś nie tak, albo z nimi ;) Pick one and choose wisely :D

 

Pozdrawiam serdecznie

Q

Known some call is air am

Ale skoro silvan i mortecius ten klimat czują, to albo ze mną jest coś nie tak, albo z nimi ;) Pick one and choose wisely :D

Outta, stawiasz trudne warunki :D

Może postawmy tę monetę na sztorc ;)

 

 

Opowiadaniem bizarrowym pokazałaś na co Cię stać. Motyle też były fajne, choć tam musiałem dopytać o pewne rzeczy.

 

Największy popis wyobraźni, IMO, dałam w “Festiwalu Słonecznych Żagli”. Nie jest to idealne opko, ma wady, ale i tak uważam, że światotwórczo najlepsze. Jeśli masz czas i jesteś ciekawy, zapraszam.

 

To co się dziwisz, Saro, że narzekam, skoro urżnęłaś ponad połowę tekstu?

 

W sumie to się nie dziwię. XD

 

Za chwilę, czyli teraz wracam :) Widzisz, w opowiadaniu na 8k to miałoby sens…

 

Jasne. To opko można było pokazać na ileś sposobów. Pierwsza wersja, prócz wytapiania substancji też wyglądał trochę inaczej. Zakończenie nawet, teraz mam wrażenie, było jaśniejsze, bo wcześniej “dawałam znaki”, inaczej, jaśniej wykreowałam postać Bastiana. Gdyby tak zostało, a ucięłabym opisy albo cuś, to może nie by nie było tylu znaków zapytania. Ale klimat mógł ucierpieć. I świat. A jak już zaznaczyłam, lubię klimat i świat. xD Ileś opek już na forum napisałam. I chyba najlepiej przyjmowały się te, które stały światem i klimatem. Jedno stało boheterką. Przyjdzie czas, że napiszę takie opko, że żaden limit mnie nie powstrzyma. xD (takie marzenie ;)). Strasznie się dziś zrobiłam wylewna. ;P

 

Nie na siebie, tylko na wilka ;) Jestem pewien, że w tych 8k był klimat, tylko zgubił się podczas przycinania.

Ale skoro silvan i mortecius ten klimat czują, to albo ze mną jest coś nie tak, albo z nimi ;) Pick one and choose wisely :D

 

Mnie się wydaje, że klimat jest tylko zupełnie inny niż w bizarro. Na pewno nie jest tak gęsty i wyraźny.

 

Dzięki za kolejny obszerny komentarz. :)

 

EDIT: PS. Nowe “Czerwone Motyle…” mają już ponad 40k ;)

Piękne! Nie ma w tym tekście brudu ani innych obrzydliwych rzeczy – tortury i ból są okraszone ładnymi, poetyckimi opisami. Szort jest zgrabnie udekorowany kolorami i kwiatami. Ten tekst jest trochę jak namalowany. Postaci ciekawe, wyraziste. Jest klimat. Podobało mi się. 

Największy popis wyobraźni, IMO, dałam w “Festiwalu Słonecznych Żagli”. Nie jest to idealne opko, ma wady, ale i tak uważam, że światotwórczo najlepsze. Jeśli masz czas i jesteś ciekawy, zapraszam.

Jak będę miał dłuższa chwilę, to wpadnę :)

 

Mnie się wydaje, że klimat jest tylko zupełnie inny niż w bizarro. Na pewno nie jest tak gęsty i wyraźny.

Dobra, niech Ci będzie. O wiele mniej gęsty :)

Known some call is air am

Cześć, Sonatko!

Dziękuję za miłe słowa. <3

 

OuttaSewer

chyba nam się udało osiągnąć kompromis :D

Cześć Saro!

Super klimat i nastrój. Bardzo malowniczo i melodyjnie nakreśliłaś tę historię. Skojarzenie z Yen, choć ewidentne, wcale mi nie przeszkadzało.

W moim odczuciu Twoje opowiadanie stało się ofiarą bezlitosnego limitu i kilka spraw jest dla mnie niejasnych. Z najważniejszych – dlaczego czarodziejka oszczędziła Bastiana? Tak samo jak inni brał udział w torturach. Czy dlatego, że był najmłodszy i jeszcze niewinny? Czy dlatego, że wyczuła, że on widzi w niej osobę, a nie przedmiot do wykorzystania? Dużo pozostawiasz miejsca na domysły. Może to było zamierzone, tylko ja nie ogarniam…

@Saro, chciałam przy okazji pogratulować Ci rewelacyjnych ilustracji, jakimi wzbogacasz forumowe teksty. BRAWA! :)

Co do tytułu Twojego opowiadania, zawsze, kiedy go widzę, mimowolnie oczami wyobraźni dostrzegam ważną cechę – kwiaty bzu mają barwę niejednolitą, mieniącą się, zmienną, drgającą, czułą, czującą. Trudno mi to wyrazić słowami, ale w Twoim tytule tego tekstu zawsze dostrzegam zmienność koloru, choć przecież sam tytuł o tym wprost nie mówi. Być może to skojarzenie z obejrzanym (i wspomnianym już) dawno temu filmem z Bardotką, możliwe też, że po prostu zawsze tak odbierałam kolor kwiatów najbardziej znanych mi bzów – niby lekko fioletowych, ale czasem i błękitnawych, różowawych, ciemnofioletowych, granatowych, białawych. ;)

 

Pozdrawiam. :)

Pecunia non olet

Żywy_Jaszczomp, hej!

 

Dzięki za lekturę i komentarz. Masz mnóstwo pytań, ale nie Ty pierwszy. :<

 

bruce

@Saro, chciałam przy okazji pogratulować Ci rewelacyjnych ilustracji, jakimi wzbogacasz forumowe teksty. BRAWA! :)

 

To są “obrazki jurorskie” pod tekstami konkursowymi. W ten sposób, jako jedna z jury, zostawiam ślad, że przeczytałam. Pełne komentarze ode mnie pojawią się po zakończeniu konkursu.

Ale dziękuję. Staram się, żeby obrazki były ładne i ciekawe. :)

 

No tak, kwiaty bzu mogą mieć różne kolory. Nad tytułem trochę się zastanawiałam. Miałam kilka opcji do wyboru, ale postawiłam na te bzy. ;)

 

@Saro, obrazki są naprawdę niepowtarzalnie cudowne! :oczami: :)

Uważam, że postawiłaś bardzo dobrze. :)

Pecunia non olet

Ładnie malujesz słowem, Twoje opka często są bardzo plastyczne. Historia też fajna, z ciekawym pomysłem na uzyskiwanie złota.

Czy ona tego młodego oszczędziła, bo się zawahał?

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Saro:

 

To są “obrazki jurorskie” pod tekstami konkursowymi. W ten sposób, jako jedna z jury, zostawiam ślad, że przeczytałam. Pełne komentarze ode mnie pojawią się po zakończeniu konkursu.

Ale dziękuję. Staram się, żeby obrazki były ładne i ciekawe. :)

Mam pewne obawy, że Twoja grafika do Tajemnic Świata ma wielkie szanse na wygraną w tym konkursie ;)

Jest rewelacyjna.

Cześć, Irko! :)

Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

 

Czy ona tego młodego oszczędziła, bo się zawahał?

 

Tak, również. Ale, biję się w pierś, niezbyt to czytelne i za mało wyjaśniłam. :<

 

silvan

No szukam sobie w Internecie tych obrazków i sama mam z tego niezłą frajdę. :D

Bardzo interesujący pomysł. Dobrze się czyta.

Też nie do końca wiem czemu ogień znowu się rozpalił ale w zasadzie mi to nie przeszkadza;)

Cześć, Ambush

Dziękuję za wizytę i komentarz.

 

Też nie do końca wiem czemu ogień znowu się rozpalił ale w zasadzie mi to nie przeszkadza;)

 

Sądziłam, że skoro jest tam wiedźma, to jasne, że to jej sprawka. A zrobiła to dla efektu wow. ;)

Ładne, acz widać, że batalia z limitem była długa i pochłonęła sporo ofiar. ;-)

Wiesz, wydaje się, że tekst w takim limicie to musi być już jednak “krótka rozprawa”. Może jakaś krztyna refleksji zawarta w krótkiej formie? Może budowa króciaka pod puentę? Może gra na skojarzeniach i domysłach? Ty porwałaś się na próbę stworzenia mikroopowiastki i z jednej strony nawet fajnie to wyszło, bo takiego króciaka czytało mi się lepiej niż większość tych bardziej klasycznych szortów pod wspomniane już refleksje, puentę (czy pominięte przeze mnie szorty-żarty albo mikroparodie z żartobliwą puentą).

Z drugiej jednak czuć taki delikatny żal, że część tego tekstu padła ofiarą tyrana-limitu. Jest tu jakiś zalążek ciut bajkowego klimatu, jest kawalątek opowieści, jest krztyna świata z jego dziwaczną momentami charakterystyką (wytapianie czarodziejki). Jednocześnie wszystko jest właśnie w wersji “ciut”, poparte wymuszoną kalkulacją, co wystarczy zostawić, żeby czytelnik mógł sobie wymyślić resztę, a szort zmieścić się w limicie.

Słowem, fajna, obrazowa, przyjemna opowiastka, ale… niedopowiedziana. ;-)

I tak, ja wiem, co Ty mi zaraz napiszesz o niedopowiedzeniach, ale tak samo dobrze wiesz, co ja Ci na ten temat odpowiem. :D

I dzięki temu zabiegowi prawdopodobnie skróciłem Twoją odpowiedź o połowę. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Witam, CM-ie. :P

 

Ładne, acz widać, że batalia z limitem była długa i pochłonęła sporo ofiar. ;-)

 

Zawsze mogłam zabić wszystkich, byłby spokój. ;) A tu jeden ocalał i co? Za miękka byłam podczas tej czystki. ;)

 

Jednocześnie wszystko jest właśnie w wersji “ciut”, poparte wymuszoną kalkulacją, co wystarczy zostawić, żeby czytelnik mógł sobie wymyślić resztę, a szort zmieścić się w limicie.

 

Tak to mniej więcej wyglądało. 

 

Słowem, fajna, obrazowa, przyjemna opowiastka, ale… niedopowiedziana. ;-)

I tak, ja wiem, co Ty mi zaraz napiszesz o niedopowiedzeniach, ale tak samo dobrze wiesz, co ja Ci na ten temat odpowiem. :D

I dzięki temu zabiegowi prawdopodobnie skróciłem Twoją odpowiedź o połowę. ;-)

 

No i wszystko jasne. :D

 

Dzięki za wizytę i komentarz! :)

Ładny tekst, ale końcówka pozostawia zbyt wiele pytań, IMO. Jak się uwolniła i dlaczego dopiero wtedy, dlaczego jeden przeżył, pocałowała go czy nie, skąd kasa? Miałam teorię, że Bastian się zakochał w czarodziejce, a ona całusem przetestowała szczerość uczuć, ale pozostaje tylko hipotezą.

Nie miałam skojarzeń z Yen, za to bez nie zgadzał mi się z purpurą. Ja wiem, że to drugie ma dość szeroki zakres, ale moje wewnętrzne oczy widzą coś bardziej agresywnego i czerwonego niż kolor kwiatów bzu. Może liliowy byłby lepszy? Albo zaznaczyć, że w schronisku zmienił jej się kolor ślepków.

W sumie, to te drzazgi zamieniające ludzi w złoto mogą być jeszcze lepsze niż kamień filozoficzny. Wystarczy wróg w pobliżu, dmuchawka ze strzałkami (albo zmodyfikowane groty zwykłych strzał) i problemy zamieniają się w majątek…

Babska logika rządzi!

Cześć, Finklo!

Miło, że zajrzałaś, skomentowałaś. :)

 

Jak się uwolniła i dlaczego dopiero wtedy, dlaczego jeden przeżył, pocałowała go czy nie, skąd kasa?

 

 Sailor Moon Sad GIFs – Get the best GIF on GIPHY

 

Jak? → magicznie ;)

Dlaczego dopiero wtedy? → planowała ich ukarać dopiero tam. No i wcześniej była nieprzytomna, po tym uderzeniu w głowę.

Dlaczego jeden przeżył? → Jesteś blisko, ale tak, powinnam to pokazać. <bijesięwpierś>

 

Nie miałam skojarzeń z Yen, za to bez nie zgadzał mi się z purpurą. Ja wiem, że to drugie ma dość szeroki zakres, ale moje wewnętrzne oczy widzą coś bardziej agresywnego i czerwonego niż kolor kwiatów bzu. Może liliowy byłby lepszy? Albo zaznaczyć, że w schronisku zmienił jej się kolor ślepków.

 

U mojej babci na ogrodzie rósł bez, a jego kwiatki były fioletowe. Wiem, że bzy są różne, ale ja mam z bzem właśnie takie skojarzenie. Myślałam też o fiołkach, ale jakoś mi one nie pachną. ;) A liliowy … Faktycznie. Nie wpadłam na to. xD

 

W sumie, to te drzazgi zamieniające ludzi w złoto mogą być jeszcze lepsze niż kamień filozoficzny. Wystarczy wróg w pobliżu, dmuchawka ze strzałkami (albo zmodyfikowane groty zwykłych strzał) i problemy zamieniają się w majątek…

 

Dobre! yes

 

No, nie płakuniaj. Wszyscy wiemy, że to limit.

Może młody jest prawiczkiem…

Taaaa, bzy też bywają różne. W moich okolicach takie raczej bladofioletowe.

Babska logika rządzi!

Może młody jest prawiczkiem…

Kupiłabym takie wyjaśnienie. XD

Tekst w moim stylu – fantasy :). Jest klimat i ciekawe podejście do kamienia filozoficznego. Wstęp z wytłumaczeniem podobał mi się – wiedziałam na czym stoję, a nie musiałam domyślać się w trakcie lektury. Skojarzeń z Yenefer nie miałam, może dlatego że Wiedźmina czytałam już dawno i zatarł się w mej pamięci. Bohaterka fajna i przewrotna. A tytuł bardzo mi się podoba :).

No, nie płakuniaj. Wszyscy wiemy, że to limit.

Może młody jest prawiczkiem…

 

Tak, no limit, ale już nie chcę zrzucać winy na limit. Skoro są użytkownicy, którzy potrafili wszystko zmieścić w tych znakach, to ja też mogłam się bardziej postarać. Ale klops. Po konkursie dopiszę kilka zdań…

 

Może młody jest prawiczkiem…

Kupiłabym takie wyjaśnienie. XD

 

…o, na przykład takie zdanie dopiszę. :D

 

Monique.M

Wstęp z wytłumaczeniem podobał mi się – wiedziałam na czym stoję, a nie musiałam domyślać się w trakcie lektury.

 

O, to fajnie, że komuś się to spodobało. :)

 

Dziękuję za miłe słowa. Do Twojego kamienia zajrzę jakoś w środku tygodnia. 

Pozdrawiam! :)

Ja tak tylko wpadam na moment, żeby poinformować, że też kupiłbym wyjaśnienie zaproponowane przez Finklę. Pasowałoby do Twojego tekstu :)

Known some call is air am

Pomysł fajny, ale rzeczywiście ten limit bardzo silnie się odcisnął. Klimat jest, ale bardziej resztówkowy, bo musiałaś postawić na dzianie się, aby historia szybko się potoczyła. Końcówka mnie zaskoczyła. Hmm, ocaliła tego, który ją pokochał. :-)

 

Drobiazgi:

,Kiedy łowcy się obudzili, czarodziejka siedziała na brzegu. Słońce wstawało, jej moce słabły, a kwiaty bzu opadły na dno. Mężczyźni po cichu zeskoczyli z drzewa i zakradli się na plażę. Każdy miał przydzielone zadanie

Piszesz o procesie. Coś bym pokombinowała. Zwłaszcza że mamy "słabły-opadły". W trzecim zdaniu zastanawiam się, czy potrzebne podkreślenia? Walczysz ze znakami, dlatego o tym wspominam. z kolei ostatnie zdanie przy takiej walce niewiele wnosi, więc potencjalnie jest do usunięcia.

,zobaczyli purpurowe oczy. 

Czytałam komentarze i wiem o rozkmince z kolorem oczu i choć purpura jest ok, to jednak w powszechnym odbiorze taka nie jest. Nijak nie kojarzy się z bzem, choć powinna, bo barwa jest ok. A czemu nie możesz użyć po prostu – bzu, nawet podkręcając, np. pełgające bzowe oczy, albo inaczej. 

,Powiesili podejrzanie obojętną czarodziejkę do góry nogami, nad paleniskiem. Końcówki czarnych włosów skwierczały, co jakiś czas kąsane przez płomienie.

Jeśli kasować znaki to można byłoby podkreślenia, a resztę dopasować.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Outta Sewer

 

Pasowałoby do Twojego tekstu :)

 

No coś takiego miałam na myśli, taką niewinność. Może niekoniecznie zaraz prawiczek, ale chłopak miał jeszcze serduszko do odratowania. ;)

 

Hej, Asylum! :)

 

Pomysł fajny, ale rzeczywiście ten limit bardzo silnie się odcisnął. Klimat jest, ale bardziej resztówkowy, bo musiałaś postawić na dzianie się, aby historia szybko się potoczyła. Końcówka mnie zaskoczyła. Hmm, ocaliła tego, który ją pokochał. :-)

 

Bo też sobie wilk limit wymyślił. ;)

 

Dziękuję za sugestie. W sumie to nie wiem, czy coś można kombinować przy tekście do zakończenia konkursu. <myśli>

Przeczytałam regul. w wzdłuż i wszerz, nic o tym nie ma. Wilka jeszcze nie było u żadnego z nas, więc jeśli konstrukcji nie zmienisz, wymowy, to reszta… chyba dozwolona?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Zamienię się w Anet, ale nie przychodzi mi nic do głowy co więcej mogłabym napisać o twoim szorcie, ale wiem, że chciałabyś wiedzieć, że podobało mi się ;) Bardzo ładnie i mroczno. Powodzenia więc!

Nie wysyłaj krasnoluda do roboty dla elfa!

Asylum, może po zakończeniu konkursu wprowadzę więcej zmian. :)

 

Hej, Lano! :)

 

Cieszę się, że Ci się podobało. 

Pozdrawiam! 

Klimatyczne, baśniowe, ze scenerią opisaną w sposób wpływający na percepcję. Gdzieś trochę brakło wzmianki (choćby w formie niedopowiedzenia) dlaczego jeden z łowców przeżył, ale mimo to całość się spina w historię, która może służyć za krótką baśń, a zarazem za za wstęp do dłuższej baśni (w sposób niewykluczający się).

 

Dzięki, wilku. :)

Nie urzekło, ale pomysł fajny i czytało się nieźle.

 

Roz­sta­wi­li się więc po łą­kach, gó­rach i la­sach. Za­sta­wi­li sidła. ―> Nie brzmi to najlepiej.

A może: Rozeszli się więc po łąkach, górach i lasach, zastawili sidła.

 

“Co ja mam, księ­ży­co­wy ka­mień…” ―> Albo cudzysłów, albo kursywa.

 

Udali się na szczyt po­kry­tej śnie­giem góry.

Kiedy do­tar­li do opu­sto­sza­łe­go schro­ni­ska, za­padł już zmrok. ―> Kto i dla kogo zbudował schronisko na szczycie góry? A może to była koliba?

 

– … księ­ży­co­wy ka­mień… ―> Zbędna spacja po pierwszym wielokropku.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Witaj, reg

Miło, że zajrzałaś, przeczytałaś, skomentowałaś. :)

 

Nie brzmi to najlepiej.

 

Jesteś już drugą osobą, która zwraca na to uwagę, więc chyba jednak zmienię i do tego podkradnę Twoją wersję. ;)

 

Resztę też poprawiam.

Dziękuję!

Saro, mało co cieszy mnie tak bardzo, jak właśnie podkradanie propozycji. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Cześć, Saro!

 

Chyba jako jeden z niewielu (komentarze przejrzałem pobieżnie) nie pomyślałem w pierwszej kolejności o Yennefer. :D A Sagę czytałem jakieś dziesięć razy, bo gawędziarski styl Sapkowskiego bardzo mi się podoba.

Do rzeczy. Teks napisany zgrabnie, można powiedzieć, że płynąłem przez kolejne zdania. Wolałbym, gdyby wszystkich łowców spotkał ten sam los i właściwie spodziewałem się tego. Nie umiem zdecydować, czy to niespodziewane zakończenie jest na plus, czy wręcz przeciwnie.

Klasyczne fantasy w tym konkursie to rzadkość (w sumie nie przeczytałem jeszcze wszystkich, więc może się mylę) i cieszę się, że taki shorcik powstał. :)

 

Pozdrawiam! 

Hej, Adku_W!

 

Wolałbym, gdyby wszystkich łowców spotkał ten sam los i właściwie spodziewałem się tego.

 

I właśnie dlatego skończyło się na przekór. Nie jestem fanką oczywistych rozwiązań. ;)

 

Dziękuję Ci za lekturę i miłe słowa. 

Pozdrawiam! :)

 

 

Nowa Fantastyka