- Opowiadanie: DanielKurowski1 - Grzyboćpanie, czyli zombie krucjata w Krainie Dragów

Grzyboćpanie, czyli zombie krucjata w Krainie Dragów

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Grzyboćpanie, czyli zombie krucjata w Krainie Dragów

Ali­cja po­wo­li otworzyła oczy.

Wi­dzia­ła nie­wy­raź­nie las krzywych drzew, których neonowe konary wyginały się jak palce artretyka. Bez­list­ne ko­ro­ny po­zwa­la­ły do­strzec niebo, roz­świe­tla­ne co jakiś czas przez chaotyczne eks­plo­zje, przy­po­mi­na­ją­ce pokaz fa­jer­wer­ków.

Gdzie teraz była? Co się stało? Jej wspo­mnie­nia skryły się za gęstą mgłą. Wszę­dzie było sły­chać przy­tłu­mio­ne rozkazy, wo­ła­nia, krzyki – nie wie­dzia­ła, do kogo na­le­ża­ły. Czuła się, jak gdyby ktoś zdzie­lił ją tępym na­rzę­dziem w tył głowy.

– Znowu przedaw­ko­wa­łam to gówno? – po­my­śla­ła i spró­bo­wa­ła się pod­nieść, jed­nak coś jej w tym prze­szko­dzi­ło. Gdy pa­mięć i wzrok po­wo­li wróciły do normy, Ali­cja do­strze­gła me­ta­lo­wy pręt wbity w brzuch, który przy­gważ­dża­ł ją do ziemi.

Kurwa, zajebiście.

Po chwi­li zo­ba­czy­ła bie­gną­ce do niej po­sta­cie ubra­ne w woj­sko­we mun­du­ry z czer­wo­ny­mi opa­ska­mi na ra­mie­niu. Miały zna­jo­me, gni­ją­ce głowy. Przy­ja­ciółki.

– Ali­cja, my­śla­łam, że nie ży­jesz już na­praw­dę! – wy­dy­szała Mary i po­mogła jej się pod­nieść, wy­cią­ga­jąc przy tym pręt. – Ostat­ni raz tak od­le­cia­łaś na squ­acie w uro­dzi­ny Jane.

Z dziu­ry w brzu­chu wy­sy­pał się kurz i garst­ka ro­ba­ków oraz ma­łych pa­jącz­ków, które od razu za­le­pi­ły ranę gęstą pa­ję­czy­ną. Kilka chwil i było po wszyst­kim.

– Co się stało? – Otę­pia­ła Ali­cja roz­glą­da­ła się do­oko­ła. Do­strze­gła po­ła­ma­ne ko­na­ry drzew oraz pło­ną­cy wrak sa­mo­lo­tu woj­sko­we­go, przy­po­mi­na­ją­cy zwło­ki smoka. Sceneria jak po grubej im­pre­zie. – Czy za­czę­ła się kru­cja­ta?

– Tak, ze­strze­li­li nas, ale je­ste­śmy już w Kra­inie Dra­gów – od­par­ła Jane i po­da­ła Ali­cji le­żą­ce na ziemi ka­ra­bin oraz ka­ta­nę. – Mu­si­my się stresz­czać, ko­mu­ni­ści Czer­wo­nej Kró­lo­wej na pewno już po nas bie­gną!

– Masz, po­win­no ci pomóc. – Mary podała jej proszek w saszetce, który dziew­czy­na bez wa­ha­nia wciągnęła. Po chwi­li po­czu­ła się zde­cy­do­wa­nie le­piej. Dobrze trzepało.

Tak, już wszyst­ko pa­mię­ta­ła. Świę­ta misja w Kra­inie Dra­gów. Wy­ba­wie­nie.

Ali­cja otrzą­snę­ła się i przy­ję­ła obie bro­nie, za­wie­sza­jąc ka­ra­bin na ra­mie­niu, a ka­ta­nę wsa­dza­jąc do swo­jej po­chwy. To naj­bez­piecz­niej­sze miej­sce.

Za­wro­ty głowy od­cho­dzi­ły w za­po­mnie­nie. Zwy­kle tak było, gdy bu­dzi­ła się po wielu epic­kich tri­pach, zwieńczonych je­dy­nie sracz­ką i wy­mio­ta­mi. Przy­wy­kła do tego.

Teraz pew­nie też się tak skoń­czy – po­my­śla­ła. – Choć, kurwa, oby nie tym pierw­szym.

Trój­ka przy­ja­ciółek po­de­szła ostroż­nie do żoł­nie­rzy znaj­du­ją­cych się przy drze­wach. Więk­szo­ści wojowników gniła głowa, tak jak Ali­cji. Mieli roz­sze­rzo­ne źre­ni­ce, a ich tę­czów­ki świe­ci­ły ko­lo­ro­wym bla­skiem. 

Na zie­lo­na­wych twa­rzach nie­po­kój mie­szał się z eks­cy­ta­cją.

Ge­ne­rał Pinkman stał na sko­ru­pie wiel­kie­go żół­wia i ob­ser­wo­wał ze­bra­nych żołnierzy. Jego szary mózg wy­sta­wał z czasz­ki, przy­po­mi­na­jąc Ali­cji roz­wod­nio­ną ga­la­re­tę.

Do­wód­ca po­cią­gnął kilka razy nosem i za­czął mówić, gdy tylko żoł­nie­rze usta­wi­li się w pro­wi­zo­rycz­nym sze­re­gu. Ali­cja sta­nę­ła na samym przo­dzie, gotowa do działania.

– Dobra, panie i pa­no­wie, czas ode­brać coś, co do nas należy! – Głos miał wy­so­ki i choć mówił bar­dzo szyb­ko, jego ko­men­dy za­wsze do­cie­ra­ły do ucha nawet naj­bar­dziej roz­ko­ja­rzo­ne­go ćpuna. – W tych la­sach rosną naj­rzad­sze ha­lu­cy­nki na świe­cie. Nasze grzyb­ki, które ukra­dły te prze­klę­te ko­mu­chy! – Ge­ne­rał splu­nął czar­ną fleg­mą, po­cią­gnął nosem i kon­ty­nu­ował. – Dzie­li­my się szyb­ko na dwie grupy. Nie­bie­scy mają za za­da­nie sztur­mo­wać las, by oczy­ścić drogę i zli­kwi­do­wać za­gro­że­nie. Czer­wo­ni – wska­zał na Ali­cję – za­bio­rą oca­la­łe świ­nio­pa­ją­ki i będą zbie­rać wszyst­kie ha­lu­cyn­ki, jakie tylko znaj­dą, by Biała Kró­lo­wa mogła ugo­to­wać grzy­bo­wą dla na­sze­go Świę­te­go Me­lan­żu. Po to tu je­ste­śmy!

Umysł Ali­cji wy­ostrzył się, gdy tylko usły­sza­ła ma­gicz­ne słowo „Me­lanż”. Ko­ja­rzy­ły się z nim nie­śmier­tel­ność i nie­skoń­czo­ne szczę­ście. Nie mogła sobie przy­po­mnieć, ile razy ma­rzy­ła o skosz­to­wa­niu tej le­gen­dar­nej zupy, o któ­rej po­wia­da­ły je­dy­nie na­ćpa­ne bab­cie i stare osie­dlo­we żule. Jed­nak mity te oka­za­ły się praw­dą. Mogli wró­cić do ży­wych, po­zna­li ta­jem­ną re­cep­tu­rę. Teraz trze­ba tylko od­zy­skać ojczyste lasy i roz­po­cząć Świę­te Grzy­bo­bra­nie.

– Ko­szy­ki w łapy i do ro­bo­ty! Po ich wy­peł­nie­niu wi­dzi­my się tutaj z po­wro­tem. Szu­kaj­cie bia­łych kró­li­ków, mogą znać drogę… Macie go­dzi­nę, potem się wycofamy – Ge­ne­rał uniósł swój ka­ra­bin do góry i wrza­snął. – CZY WSZYST­KO JASNE?!

– Tak jest, panie ge­ne­ra­le! – krzyk­nę­ła Ali­cja wraz z tłu­mem, który od razu za­czął dzie­lić się na grupy.

– Zupa musi pły­nąć, moi mili – dodał ciszej do­wód­ca. – Nie za­wiedź­cie nas.

Dziew­czy­na od­szu­ka­ła wzro­kiem Mary oraz Jane, po czym po­de­szła do nich, pod­no­sząc wi­kli­no­wy ko­szyk le­żą­cy przy żół­wiu ge­ne­ra­ła.

– Świ­nio­pa­ją­ki po­win­ny krę­cić się przy wraku – za­częła Mary i pod­niosła swój ko­szyk.

– Co zro­bi­cie, gdy znaj­dzie­my grzyb­ki i urzą­dzi­my Me­lanż? – spy­ta­ła Jane, ba­wiąc się bro­nią.

– Ucie­kam z tego szaj­su i nie wra­cam – odparła uśmiech­nię­ta Mary. – A ty?

– Będę bawić się na ca­łe­go! Nic mi wię­cej do szczęścia nie po­trze­ba.

Ali­cja po­czu­ła, że pa­trzą teraz w jej stro­nę. Nie wie­dzia­ła jed­nak co od­po­wie­dzieć. Miała mnó­stwo pla­nów i ma­rzeń. Cięż­ko było coś wy­brać.

– Chcę wró­cić do ro­dzi­ny – po­wie­dzia­ła wresz­cie. – Po­ka­zać im, że je­stem coś warta. Udo­wod­nić, że do­jrzałam.

Mary i Jane po­ki­wa­ły w ciszy gło­wa­mi.

Zajebiście, atmosfera stała się gęstsza od coca-kwasu. Relacje międzyludzkie nie były jej konikiem. Westchnęła.

Wy­stra­szo­ne świ­nio­pa­ją­ki fak­tycz­nie krę­ci­ły się przy wraku. Miały głowę i tułów świni, oraz wło­cha­te nogi pa­ją­ka, ró­żo­we, jak resz­ta ciała. Zwie­rzę­ta były spore, osio­dła­ne. Ali­cja uspo­ko­iła naj­bliż­sze stwo­rze­nie, po czym wsko­czy­ła na nie i usia­dła wy­god­nie, po­pra­wia­jąc ka­ra­bin.

– Jadę na pół­noc­ny-za­chód – zwró­ci­ła się do przy­ja­ciółek. – Tam po­win­no coś być.

– My po­kie­ru­je­my się na wschód – od­par­ły Mary z Jane, do­sia­da­jąc swoje świ­nio­pa­ją­ki. – Po­wo­dze­nia Ali­cjo. Nie daj się porwać postulatom komuchów.

Dziew­czy­na kiw­nę­ła głową. Na­stęp­nie udała się w głąb wy­krzy­wio­ne­go, błysz­czą­ce­go lasu, z któ­re­go do­cho­dzi­ły prze­raź­li­we krzy­ki, strza­ły i wy­bu­chy. Jej przeorane dragami nozdrza wyczuwały zapach napalmu.

Liczyła na owoc­ne grzy­bo­bra­nie.

 

*

 

Z nieba sypał biały pro­szek. 

Las gęst­niał z każdą chwi­lą, jed­nak Ali­cja nie do­strze­ga­ła żad­nych grzy­bów. Gdy strza­ły i eks­plo­zje w końcu uci­chły, poczuła, że jest tu sama jak palec. Świ­nio­pa­jąk z pasją wą­chał czer­wo­ną trawę. Rył i szu­kał, cza­sem dziw­nie mla­skał, lecz to nie przy­no­si­ło efek­tów. Nie­do­brze.

Dresz­cze nie­pew­no­ści prze­szły po ple­cach Ali­cji. Co, jeśli ko­mu­ni­ści zabrali wszyst­kie grzy­by? Co, jeśli nic nie znaj­dą? Nie zro­bią grzy­bo­wej i nie urzą­dzą Świę­te­go Me­lan­żu? Nie. Ali­cja odsunęła ne­ga­tyw­ne myśli na bok. Nie mogła stra­cić czuj­no­ści. Ma świę­tą misję. Musi dać radę. Musi wró­cić do ży­wych.

Coś mi­gnę­ło przed jej ocza­mi, stanęło kilka kro­ków od świ­nio­pa­ją­ka i pa­trzy­ło ocza­mi, przy­po­mi­na­ją­cy­mi czar­ne pa­cior­ki – biały kró­lik.

Tak, na­resz­cie! W końcu jakiś trop.

Świ­nio­pa­jąk oży­wił się i ru­szył po­śpiesz­nie za kró­li­kiem, nie­mal zrzu­ca­jąc ura­do­wa­ną Ali­cję z grzbie­tu. Po chwi­li do­tar­li do małej po­la­ny oto­czo­nej krę­giem ka­mie­ni, gdzie rosło kilka neo­no­wych grzyb­ków. Ha­lu­cyn­ki, i to legendarne Heisenbergi!

Alicja zsia­dła po­spiesz­nie ze swego wierz­chow­ca i z wy­pie­ka­mi na gni­ją­cej twa­rzy za­czę­ła zbieranie. Grzyb­ki były małe, z chu­dy­mi no­ga­mi oraz świe­cą­cy­mi ka­pe­lu­sza­mi. Wy­da­wa­ły z sie­bie dźwię­ki przy­po­mi­na­ją­ce chór anio­łów, ta­jem­ni­cze i hip­no­ty­zu­ją­ce. Nie sły­sza­ła wcze­śniej ni­cze­go po­dob­ne­go. Wy­glą­da­ły tak pięk­nie…

Usły­sza­ła za sobą jakiś hałas. Ko­mu­ni­ści? Od­wró­ci­ła się gwał­tow­nie i ścią­gnę­ła ka­ra­bin. Ni­ko­go jed­nak nie było, fał­szy­wy alarm… Nie, nie fał­szy­wy. Dziew­czy­na do­strze­gła w od­da­li jakąś dzi­wacz­ną po­stać, któ­rej wcze­śniej nie wi­dzia­ła. Ktoś tam fak­tycz­nie sie­dział.

Ali­cja ze­bra­ła resz­tę grzyb­ków do ko­szy­ka i ru­szy­ła po­wo­li w stro­nę lasu, trzy­ma­jąc ka­ra­bin w go­to­wo­ści.

Tłu­sty męż­czy­zna, któ­re­go nogi i ręce przy­po­mi­na­ły worki z ziem­nia­kami, sie­dział przy dro­dze i pich­cił coś na małej ku­chen­ce ga­zo­wej. Był naj­grub­szym czło­wie­kiem, ja­kie­go spo­tka­ła. Nie wie­dzia­ła, jak ktoś taki mógł się w ogóle po­ru­szać.

– Kur­wi­sma­ki, kur­wi­sma­ki! – za­czął krzy­czeć gło­sem, który przy­po­mi­nał kum­ka­nie żaby. – Smacz­ne i po­żyw­ne, naj­lep­sze w całej Kra­inie Dra­gów!

Czym były kur­wi­sma­ki? – spy­ta­ła w my­ślach Ali­cja.

– Kur­wi­sma­ka dla mło­dej wo­jow­nicz­ki? – spy­tał męż­czy­zna i wy­cią­gnął sma­żo­ne grzyb­ki na­bi­te na patyk.

Dziew­czy­na za­sta­no­wi­ła się. Obcy męż­czy­zna, sam w gę­stym lesie, wy­ła­nia­ją­cy się z ni­co­ści… Brzmiało jak dobry deal.

– Ile to kosz­tu­je?

– Dla cie­bie nic, ko­cha­necz­ko – uśmiech­nię­ty męż­czy­zna wy­cią­gnął nie­na­tu­ral­nie rozciągniętą rękę w jej stro­nę. Ali­cja przy­ję­ła ostroż­nie pa­ty­czek i po­wą­cha­ła grzyb­ki. Ma­tu­lu! Pach­nia­ły tak do­brze.

Zja­dła jed­ne­go, potem ko­lej­ne­go i ko­lej­ne­go, aż w końcu zo­stał jej sam pa­ty­czek. Ależ były pysz­ne! Nie­ziem­skie.

– Ma pan wię­cej? – spy­ta­ła.

Uśmiech tłu­ścio­cha znik­nął gwał­tow­nie. Wy­cią­gnął swoje dłu­gie, przy­po­mi­na­ją­ce gumę ręce i kla­snął gło­śno przed twa­rzą Ali­cji. Upa­dła, od­rzu­co­na dziw­ną siłą. Krę­ci­ło jej się w gło­wie, zbie­ra­ło na wy­mio­ty.

– Za kogo ty się uwa­żasz, chujcu! – krzyk­nę­ła, pod­no­sząc się i ce­lu­jąc z ka­ra­bi­nu, jed­nak ni­ko­go już nie było. Ro­zej­rza­ła się. Obok stał je­dy­nie świ­nio­pa­jąk, który chru­mknął gło­śno.

– Co jest? – spy­ta­ła zdzi­wio­na i w ciszy do­sia­dła swo­je­go wierz­chow­ca. W od­da­li bły­snę­ło świa­tło. Za­uwa­ży­ła kró­li­ka. Ko­lej­ne halucynki.

Świ­nio­pa­jąk ru­szył, jakby kop­nię­ty i po­rwał dziew­czy­nę w głąb lasu.

 

*

 

Ali­cja wzię­ła ko­szyk i ze­szła ze świ­nio­pa­ją­ka. Miała już mało czasu, mu­sia­ła się stresz­czać. Wy­ry­wa­ła w po­śpie­chu świe­cą­ce grzy­by, gdy jakiś głos prze­rwał wszech­obec­ną ciszę. Ro­zej­rza­ła się do­oko­ła, jed­nak ni­ko­go w po­bli­żu nie było. Znowu to samo.

– Ali­cjo, tutaj! – Głos był coraz wy­raź­niej­szy. – W ko­szycz­ku!

Dziew­czy­na zaj­rza­ła do ko­szy­ka i za­mar­ła. Jeden z grzy­bów wspi­nał się po wi­kli­no­wej ścia­nie, usil­nie pró­bu­jąc z niego wyjść. Miał małe nogi i ręce, dzi­wacz­ne, jed­nak na swój spo­sób pa­su­ją­ce do ciała.

– Co do… – po­wie­dzia­ła na głos Ali­cja.

Ko­lej­ne grzy­by rów­nież się ru­sza­ły, ko­tło­wa­ły, pró­bo­wa­ły uciec. Dziew­czy­na upu­ści­ła ko­szyk na zie­mię.

– Ali­cjo, wy­słu­chaj nas! – rzekł ko­lej­ny głos. Od­wró­ci­ła się. Był to sie­dzą­cy na ka­mie­niu bo­ro­wik, który po­ma­cha­ł w jej stro­nę. Inne grzy­by wy­ło­ni­ły się jakby z ni­co­ści, kanie, rydze, nawet praw­dzi­wek ubra­ny w smo­king. Wszyst­kie wiel­ko­ści ludzi. Obok nich stał kot z głową psa, nu­cą­cy jakąś pio­sen­kę. Oto­czy­ły Ali­cję i pa­trzy­ły bła­gal­nym wzro­kiem. – Chce­my ci pomóc.

– Dzię­ku­ję, ale nie po­trze­bu­ję wa­szej po­mo­cy – od­par­ła nie­zręcz­nie Ali­cja. – Po­trze­bu­ję tych grzy­bów do Świę­te­go Me­lan­żu. Chcę być znów żywa, czy to takie dziw­ne? Pro­szę, zo­staw­cie mnie!

– Je­steś nie­wol­ni­cą Bia­łej Kró­lo­wej! – rzu­cił ostro Praw­dzi­wek. – Burżuazja tylko czeka, by zabrać owoc waszej pracy, uciskać klasę robotniczą. Ich re­cep­tu­ra nie ist­nie­je.

– Nic o nas nie wie­cie!

– Prze­cież kró­lo­wa jest na od­wy­ku – po­wie­dział Rydz. – Nie po­mo­że ci… Tylko ko­mu­ni­ści mogą.

Ali­cja za­mar­ła.

– To wy je­ste­ście ko­mu­ni­sta­mi?

– My chce­my ci tylko pomóc… wysłuchaj naszych postulatów.

To nie ma sensu. Ali­cja zi­gno­ro­wa­ła grzy­by. Pier­do­li­ły jak po­tłu­czo­ne. Kto w ogóle pytał je o zda­nie? Kim były, by de­cy­do­wać o jej losie?

Za­bra­ła w ciszy swój ko­szyk i przygotowała do powrotu. Chwi­lę póź­niej po­czu­ła, że coś jest nie tak. Świ­nio­pa­jąk znik­nął, tak samo jak grzyby. Drze­wa miały inny układ, zda­wa­ły się wyż­sze, gęstsze.

Gdzie się teraz znaj­do­wa­ła?

Je­dy­ną po­sta­cią, która z nią zo­sta­ła, był pies z cia­łem kota, cią­gle śpie­wa­ją­cy iry­tu­ją­cą pio­sen­kę:

 

Ćpa­nie-ćpa­nie-ćpa­nie, Grzy­boć­pa­nie,

Świę-te ćpa-nie, grzy-bo-bra-nie,

Ćpa­nie-ćpa­nie-ćpa­nie, Grzy­boć­pa­nie,

Każ-de ćpa-nie, ry-je ba-nie!

 

Dziew­czy­na ro­zej­rza­ła się do­oko­ła, jed­nak nic to nie dało. Zgu­bi­ła się. Kurwa, tylko nie to. Gdyby jej serce nie było mar­twe, z pew­no­ścią wa­li­ło­by teraz jak sza­lo­ne.

Krą­ży­ła tak chwi­lę, sta­ra­jąc się zgu­bić de­ner­wu­ją­ce­go ko­top­sa – bez­sku­tecz­nie. Od­cho­dzi­ła od zmy­słów. Musiała wró­cić do wraku. Do Mary i Jane.

– Spójrz w moją stro­nę, Ali­cjo! – po­wie­dział jakiś znie­kształ­co­ny głos w od­da­li. Ali­cja prze­wró­ci­ła ocza­mi. Nie chcia­ła wda­wać się w ko­lej­ne dyskusje. Miała już dosyć.

– Zo­staw­cie mnie…

– SPÓJRZ NA MNIE, TY PIER­DO­LO­NA ĆPUN­KO! – ryk­nął głos, a prze­ra­żo­na Ali­cja od­wró­ci­ła się mi­mo­wol­nie, jakby po­cią­gnię­ta przez nie­wi­dzial­ną siłę. Ku wiel­kie­mu zdzi­wie­niu uj­rza­ła… sie­bie. Wła­ści­wie dawną wer­sją sie­bie, czy­stą i zdro­wą.

Dawna Ali­cja stała dum­nie na środ­ku drogi, a blask księ­ży­ca padał na nią ni­czym świa­tło te­atral­ne­go re­flek­to­ra. Miała fa­lo­wa­ne włosy, nie­bie­skie oczy, a ubra­na była w pro­stą su­kien­kę z koronką. Wy­da­wa­ła się taka pięk­na, nie­re­al­na.

Ali­cja nigdy tak nie wy­glą­da­ła, choć za­wsze pra­gnę­ła.

– To na­praw­dę ja? – spy­ta­ła cicho. – Czy to ja­kieś sztucz­ki Czer­wo­nej Kró­lo­wej? Nie­moż­li­we…

– Ha ha ha, cóż za bez­war­to­ścio­wa pizda! – za­wo­ła­ła Dawna Ali­cja ni­skim gło­sem. – Spójrz­cie tylko na nią!

Dziew­czy­nie zrze­dła mina. Co to miało zna­czy? Za kogo ona się uwa­ża­ła?

Alicja nie wy­trzy­ma­ła. Nikt nie bę­dzie jej tak ob­ra­żać.

Ścią­gnę­ła po­śpiesz­nie ka­ra­bin, wy­ce­lo­wa­ła i od­da­ła serię strza­łów w stro­nę daw­nej sie­bie. Kule jed­nak prze­le­cia­ły przez nią jak przez mgłę, nie zro­bi­ły nawet naj­mniej­sze­go wra­że­nia.

Ali­cja za­klę­ła. Strze­li­ła jesz­cze raz. Znowu nic.

Rzu­ci­ła ka­ra­bin na zie­mię i wy­cią­gnę­ła ka­ta­nę ze swo­jej po­chwy. Dawna Ali­cja tylko ją wy­śmia­ła. Dziew­czy­na spoj­rza­ła na miecz – nie miał ostrza, je­dy­nie długi balon, który po chwi­li ża­ło­śnie pękł… Była bez­bron­na.

Dawna Ali­cja od­wró­ci­ła się z po­gar­dą i znik­nę­ła.

– Ej, wra­caj tu, głupia cipo! – rzu­ci­ła  Ali­cja, jed­nak nie usły­sza­ła żad­nej od­po­wie­dzi.

Kot z głową psa nie od­stę­po­wał jej na krok, wciąż nucąc tę samą pio­sen­kę, wwier­ca­ją­cą się w umysł.

– Za­mknij się, nie sły­szę wła­snych myśli! – Ali­cja zga­ni­ła ko­top­sa, jed­nak ten nie ustę­po­wał. Dziew­czy­na wi­dzia­ła coraz wię­cej obcych po­sta­ci, które przechadzały się po lesie. Miały obrzy­dli­we, płyn­ne formy, nie przy­po­mi­na­ły ani ludzi, ani zwie­rząt.

Ali­cja czuła, że las do­pro­wa­dza ją do prawdziwego wkurwu.

Ktoś po­sta­wił krzyż, na któ­rym przy­bi­to po­stać klau­na. Praw­dzi­wek, któ­re­go wcze­śniej spo­tka­ła, trzy­mał po­chod­nię i bez skru­pu­łów go pod­pa­lił. Dziewczyna wy­trzesz­czy­ła oczy i za­sło­ni­ła usta dło­nią. Dosyć tego. Chcia­ła wró­cić do świ­nio­pa­ją­ka, jed­nak ni­g­dzie go nie wi­dzia­ła. Była tu sama, z dala od żoł­nie­rzy i wraku. Nie wie­dzia­ła co robić ani gdzie iść.

Uj­rza­ła w końcu zna­jo­mą po­stać wy­ła­nia­ją­cą się z nie­bie­skiej mgły.

Ge­ne­rał Pinkman stał na sko­ru­pie swo­je­go żół­wia i ma­chał w jej stro­nę. Na łysej gło­wie sie­dzia­ła pa­pu­ga, która żar­łocz­nie wy­dzio­by­wa­ła wy­sta­ją­cy mózg do­wód­cy.

– Zupa musi pły­nąć, Ali­cjo! – za­wo­łał. – Pa­mię­taj o tym!

Zdez­o­rien­to­wa­na dziew­czy­na za­wa­ha­ła się i od­wró­ci­ła.

Uj­rza­ła star­szą ko­bie­tę trzy­ma­ją­cą ko­szyk z grzyb­ka­mi. Jej ko­szyk.

Sta­rusz­ka stała przy wiel­kim kotle i mie­sza­ła w nim drew­nia­ną cho­chlą, nucąc coś pod nosem. Miała duży nos po­kry­ty bą­bla­mi i guz­ka­mi. Krwi­ste żyłki w jej oczach przy­po­mi­na­ły czer­wo­ną pa­ję­czy­nę, a bez­zęb­na szczę­ka wy­krzy­wi­ła się w nie­przy­jem­nym uśmie­chu.

Niemożliwe. Biała Królowa.

Wokół niej la­ta­ły duże owady wy­glą­dem przy­po­mi­na­ją­ce po­ślad­ki, które gło­śno pier­dzia­ły i srały pro­sto do garn­ka.

– Mmm… jaka pysz­na grzy­bo­wa – po­wie­dzia­ła ura­do­wa­na kobiecina i pod­nio­sła cho­chlę. – Skosz­tuj Ali­cjo, nie po­ża­łu­jesz! Mmm… cóż za aro­mat!

Dziew­czy­na nie­mal zwy­mio­to­wa­ła. Po­śpiesz­nie ru­szy­ła przed sie­bie, choć nie miała pew­no­ści, czy to dobry kie­ru­nek. Neo­no­we drze­wa za­czę­ły ga­snąć, po­grą­ża­jąc las w ciem­no­ści. Je­dy­nie gwiaz­dy i księ­życ rzu­ca­ły nie­bie­ska­we świa­tła, oświe­tla­jąc jej drogę.

Ali­cja znów do­strze­gła dawną sie­bie, która trzy­ma­ła za rękę ja­kie­goś męż­czy­znę. Czy to był Łu­kasz? Jej były chło­pak? Tak, to chyba on. Nie wi­dzia­ła go już tak dawno. Bar­dzo za nim tę­sk­ni­ła… Czy dalej by ją ko­chał, gdyby nie to wszyst­ko? Nie miała po­ję­cia.

Dawna Ali­cja po­ca­ło­wa­ła Łu­ka­sza w usta, po czym oboje od­wró­ci­li się w jej stro­nę i par­sk­nę­li śmie­chem.

– O co wam cho­dzi? – spy­ta­ła na­iw­nie dziew­czy­na. – Z czego się tak śmie­je­cie?

Ali­cja spoj­rza­ła na sie­bie i do­strze­gła, że jest cał­kiem naga. Zie­lon­ka­wa, zgni­ła skóra zwi­sa­ła z niej jak stare, brud­ne ubra­nia. Pró­bo­wa­ła się za­sło­nić, jed­nak nic to nie dało.

Para nie prze­sta­wa­ła się śmiać, ich iro­nicz­ne uśmiesz­ki prze­szy­wa­ły dziew­czy­nę ni­czym szpi­le. Wy­ty­ka­li ją pal­ca­mi i trzy­ma­li się za brzu­chy, re­cho­cząc coraz gło­śniej i gło­śniej.

– Prze­stań­cie!

Dawna Ali­cja i Łu­kasz śmia­li się do roz­pu­ku, pła­ka­li i wrzesz­cze­li, jakby pa­trzy­li na naj­za­baw­niej­szą rzecz na świe­cie.

– Pro­szę, nie śmiej­cie się ze mnie – po­wie­dzia­ła ża­ło­śnie Ali­cja, wy­cie­ra­jąc łzy, które na­pły­nę­ły do za­czer­wie­nio­nych oczu. Pra­gnę­ła za­paść się pod zie­mię, scho­wać przed wszyst­ki­mi. – Byłam sa­mot­na i taka smut­na. Nikt mi nie chciał pomóc! – wrza­snę­ła w akcie roz­pa­czy i bez­sil­no­ści. – To miała być tylko jedna kre­ska!

Roz­ba­wio­na para padła na zie­mię, trzę­sąc się spa­zma­tycz­nie i du­sząc. Ich ciała na­brzmie­wa­ły, pu­chły jak na­peł­nia­ne wodą ba­lo­ny, aż w końcu pękli, wy­rzu­ca­jąc z sie­bie ko­lo­ro­we kon­fet­ti wnętrz­no­ści.

Prze­ra­żo­na Ali­cja krzyk­nę­ła i ucie­kła w po­pło­chu, nie pa­trząc, w którą stro­nę bie­gnie. Świat pę­dził jak osza­la­ły, wi­ro­wał, za­ci­nał jak stara płyta. Na drze­wach wi­sia­ły blade trupy na­gich ludzi, odzia­nych je­dy­nie w znisz­czo­ne ka­pe­lu­sze. Mieli roz­ba­wio­ne, zna­jo­me twa­rze. Twa­rze jej przy­ja­ciółek. Mary i Jane.

Za­mknę­ła od­ru­cho­wo oczy. Bie­gła jesz­cze przez chwi­lę, aż po­tknę­ła się i twar­do upa­dła… Dziw­ne, po­czu­ła to. Nie pa­mię­ta­ła, kiedy ostat­nio jej ciało re­ago­wa­ło na ja­ki­kol­wiek ból. Nie­mal za­po­mnia­ła, jak to jest.

Ali­cja pró­bo­wa­ła wstać, jed­nak coś ją trzy­ma­ło, nie po­zwa­la­ło odejść. Za­mar­ła. Z czar­nej ziemi wy­ra­sta­ły ob­śli­zgłe dło­nie oraz macki, które owi­ja­ły każdą jej koń­czy­nę w miaż­dżą­cym uści­sku. Coś ostre­go roz­szar­py­wa­ło jej skórę, dźga­ło roz­ża­rzo­ny­mi kol­ca­mi, wy­ry­wa­ło i sma­ży­ło zgniłe mięso. Prze­szy­wa­ją­cy ból był nie­wy­obra­żal­ny, wy­peł­niał każdy mi­li­metr jej ciała. Nigdy cze­goś ta­kie­go nie do­świad­czy­ła.

Wrzeszczała. Tylko tyle mogła zro­bić.

Kątem oka uj­rza­ła matkę i ojca. Stali z tyłu, jakby od nie­chce­nia. Wy­glą­da­li na za­wie­dzio­nych.

– Ja tylko chcia­łam zjeść tę zupę!

Wszyst­kie po­sta­cie, które spo­tka­ła w lesie, śmia­ły się wnie­bo­gło­sy, wy­ty­ka­jąc ją pal­ca­mi. Tłu­ścioch ze swoją ku­chen­ką. Ge­ne­rał wraz z grzy­ba­mi. Biała Królowa. Mary i Jane. Dawna Ali­cja oraz Łu­kasz. Na wiel­kim cią­gni­ku je­chał krzyż z klau­nem, który wykrzykiwał cytaty z Manifestu Komunistycznego.

Ali­cja po­czu­ła, jak dło­nie za­sło­ni­ły usta, ści­ska­ły, tłu­mi­ły roz­pacz­li­we wrza­ski. Wcią­ga­ły pod zie­mię. Głę­bo­ko, coraz głę­biej i głę­biej…

Wszyst­kie świa­tła zga­sły, a zgro­ma­dze­ni miesz­kań­cy Kra­iny Dra­gów po­że­gna­li ją dzi­wacz­nym tań­cem w akom­pa­nia­men­cie gło­śne­go ry­cze­nia, kla­ska­nia i gwiz­da­nia.

 

*

 

Ali­cja po­wo­li otworzyła oczy.

Le­ża­ła na boku, w obcym, zim­nym miej­scu. Czuła zna­jo­my smród gówna i wil­go­ci. Była w szoku, nie wie­dzia­ła, gdzie teraz jest. Pa­miąt­ka tego, co wy­da­rzy­ło się przed chwi­lą nie da­wa­ła o sobie za­po­mnieć.

Chcia­ła się po­ru­szyć, lecz nie mogła – zwią­za­li ją.

Ali­cja sły­sza­ła przy­tłu­mio­ne dźwię­ki roz­mów i po­śpiesz­nych kro­ków. Uj­rza­ła w od­da­li za­mglo­ne świa­tła, oświe­tla­ją­ce ce­gla­ne ścia­ny oraz za­rdze­wia­łe kraty.

Ktoś zbli­żał się w jej stro­nę. Dwie po­sta­cie, chyba ko­bie­ta i męż­czy­zna. Wi­dzia­ła ich dzi­wacz­ne, czer­wo­na­we stro­je z od­bla­ska­mi.

Ko­mu­ni­ści Czer­wo­nej Kró­lo­wej?

Ko­bie­ta kuc­nę­ła przy niej gwał­tow­nie i po­wie­dzia­ła coś do swo­je­go to­wa­rzy­sza gło­sem, który przy­po­mniał Ali­cji szcze­ka­nie wście­kłe­go psa. Po­ło­ży­ła torbę obok jej nóg, po czym wy­cią­gnę­ła obco wy­glą­da­ją­cy przy­rząd. Będą ją tor­tu­ro­wać? Chcia­ła stąd uciec jak naj­szyb­ciej, jed­nak nie mogła się po­ru­szyć.

Dziw­ny męż­czy­zna po­chy­lił się nad nią. Jego włosy pło­nę­ły żywym ogniem, a oczy spły­wa­ły po nie­wy­raź­niej twa­rzy po­kry­tej licz­ny­mi dziu­ra­mi, z któ­rych wy­ła­nia­ły się małe świ­sta­ki, jak w au­to­ma­cie z gu­mo­wym młot­kiem.

Jej cia­łem wstrzą­snę­ły drgaw­ki. Miała ocho­tę krzyk­nąć.

– Gdzie są moje grzybki? – zdołała wyszeptać ostatkiem sił.

 – Nasze grzybki – poprawił ją i wy­szcze­rzył zgni­łe zęby w prze­ra­ża­ją­cym uśmie­chu. – Macie szczę­ście, że ktoś was zna­lazł, to­wa­rzysz­ko.

Koniec

Komentarze

Ćpanie-ćpanie-ćpanie, Grzyboćpanie, 

Świę-te ćpa-nie, grzy-bo-bra-nie, 

Ćpanie-ćpanie-ćpanie, Grzyboćpanie, 

Każ-de ćpa-nie, ry-je ba-nie!

 

Tym fragmentem mnie kupiłeś. Idę poczytać sobie resztę. No ludzie, piszcie, komentujcie! Autor czeka. Come on! :)

Hej

 

– Uciekam z tego szajsu i nie wracam – odarła uśmiechnięta Mary. – Ty?

Proponowałbym: “– Uciekam z tego szajsu i nie wracam – odparła uśmiechnięta Mary. – A ty?”

 

Absurd. Jeden wielki absurd. Jednak czytało się “ciekawie”? Nie wiem jak lepiej opisać to dziwne uczucie w którym czytasz wydarzenia nie mające z pozoru logicznego sensu ale nie są jednocześnie zlepkiem (totalnie) przypadkowych zdarzeń.

Wielki plus za świat i za tytuł, aż się prosi o kontynuację.

 

Podobało się.

 

Pozdrawiam

Pisz to co chciałbyś czytać, czytaj to o czym chcesz pisać

Bardzo dziękuję za komentarze!

 

Maćku, poczekam, aż skończysz swoją lekturę ;)

 

Kubo, cieszę się, że coś z tego wyszło i przypadło Ci do gustu. Tak, tytuł wyszedł mi dosyć ciekawy, sam to przyznam hah.

Opowiadanie z początku miało być dłuższe, jednak limit znaków nie ma litości. Może kiedyś napiszę coś w takim właśnie stylu, pisanie bizarro sprawiło mi sporą przyjemność ;)

 

Dzięki za lekturę i komentarze,

 

Pozdrawiam,

D

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej, wracam z komentarzem po becie.

Klimat opowiadania, jak już Ci wspominałem, maluje się od jasności do ciemności i pełnego badtripa. Myślę, że należy docenić baśniową magiczno-narkotyczność świata przedstawionego – wpisuje się to w konkursową konwencję bizarro. Podoba mi się też mrugnięcie okiem w stronę Diuny. Melanż i wskazane w naszej rozmowie “the spice must flow” mnie kupiło, zwłaszcza, że dzieło Herberta ostatnio gdzieś się pojawiło na osobistej literackiej mapie.

Krótko mówiąc: ciekawa rzecz z niejednoznacznym zakończeniem. Nic tylko czytać i wsiąkać w świat Krainy Dragów. ;)

Tekst znacznie dziwniejszy od poprzednich. Ostry surreal z istotami wyrwanymi z sennych koszmarów artysty abstrakcjonisty, ale nie pozbawiony akcentów humorystycznych. Fajnie, że planujesz coś więcej w klimatach bizarro jeszcze napisać.

Crucis dzięki za komentarz, a przede wszystkim betę :D

 

Fanthomas także się cieszę, że wpadłeś. Dziękuję nie tylko za komentarz, ale i przybliżenie czym jest to tajemnicze bizarro. Nie zawiodłem się ;)

 

Pozdrawiam!

 

The soup must flow

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Cześć Danielu:-)

ale mi się podobało to grzybobranie!;-)

Urzekł mnie świat komunistów, grzybków kotłujących się w koszyku i latających pośladków:-) Fajnie to połączyłeś z naćpaną i zagubioną postacią Alicji. 

Bardzo klimatyczne, absurdalne opowiadanie. Mroczność przeplatana humorem i świetnymi dialogami. Jestem naprawdę zadowolona z lektury. 

polecam do biblioteki i pozdrawiam

powodzenia w konkursie:-)

Bardzo dziękuję za komentarz i polecenie!

Ciszę się, że lektura przypadła Ci do gustu, grzybobranie było udane i obyło się bez przykrych skutków badtripa ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Coś-niecoś napisałem pod betą, ale wyrażę swoją opinię jeszcze i tutaj :) Gatunek jest mi ciut obcy, ale nie można Twojemu opowiadaniu odmówić niewiarygodnego stopnia absurdalności oraz faktu, że czyta się tekst bardzo lekko ;) Plus również za próbę nadania opowieści głębszego znaczenia (tak ja to interpretuję), tj. wyrzuty sumienia wyzierające naćpanej Alicji, w postaci Dawnej Alicji, chłopaka itd.

Z tematyki inwazyjnej zadanie moim zdaniem zaliczyłeś. Well done ;)

Siema :)

 

No, moja opinię też znasz z bety. Ale napiszę jeszcze, że po doszlifowaniu tekst zyskał na płynności i klimacie. Nie do końca niektóre motywy mi tutaj leżą (te latające pośladki na przykład), ale całościowo tekst oceniam pozytywnie. Masz tutaj taki misz-masz, strumień motywów niepowiązanych ze sobą w oczywisty sposób, jednak mimo wszystko sklejających się ze sobą i nie wywołujących wrażenia totalnego chaosu, ale bardziej chaosu trzymanego w pewnych granicach. Jak wirujące w pralce ubrania, kotłujące się niezbornie, ale nie wypadające przez otwartą klapę.

Dużym plusem jest dla mnie również fakt, że można to opowiadanie zinterpretować nie tylko jako zły trip po ćpaniu, ale również jako ukazanie następstw lekkomyślnych decyzji, których Ala żałuje. Również przewijające się postacie mogą być odbierane jako znajomi, lekarze, pielęgniarki, rodzina. Aż mi się przypomniał jeden z ostatnich zeszytów wydawanego dawno temu w Polsce “Spawna” – odcinek w którym bohater pomaga człowiekowi malującemu przed nim obraz wielkich krzywd, które finalnie okazują się być próbą niesienia pomocy człowiekowi choremu psychicznie.

Dobry zły trip ;)

 

Pozdrawiam

Q

Known some call is air am

AmonRa, Outta Sewer

 

Wielkie dzięki za betę, dzięki wam (wszystkim) opowiadanie wiele zyskało.

Tak jak pisałem i sami to widzicie, interpretować można na wiele sposobów, każdy według swojego gustu.

No i z tym chaosem trochę racji, mimo wszystko trzymam go na smyczy, by nie uciekł i kogoś nie pogryzł ;)

Dzięki i pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Czesc Danielu :) Kurde, no… Gdybym tylko lubil bizarro… Ale do rzeczy. Być może sprawisz, ze jestem o krok blizej polubienia, niż dalej ;p Poza tym MEGA plus za Diune!!!! Pzdr :)

Dzięki za przyjście, nawet jeśli bizarro jest jeszcze dla Ciebie obce.

Cieszę, się że ta Diuna jest tutaj widoczna, dodanie tych smaczków sprawiło mi frajdę ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej DanielKurowski1 myślałam, że to opowiadanie jest zabawne, ale wtedy doszłam do srania do kociołka…

Pozdrawiam :)

Danka

Witaj Danka!

Dla mnie osobiście opowiadanie od pewnego momentu przestaje być zabawne (mimo zachowania pozorów). Jednak tak właśnie bywa, gdy człowiek sięga po narkotyki i wpada w nałóg, czyż nie?

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

A ja tak przewrotnie spytam, gdzie tu bizarro? Bo miało być przecież dziwnie, a takie wizje po grzybach niczym dziwnym nie są ;-) Można powiedzieć, że to dziwność usprawiedliwiona, wytłumaczona – a więc nie do końca dziwność – jak dla mnie dziwność w bizarro musi być niewytłumaczalna i przez to zaskakująca – ale możliwe, że dobrze nie rozumiem samego gatunku :)

Ogólnie tekst czyta się bardzo przyjemnie – to już padło w komentarzach, ale jak dla mnie to świetne połączenie Alicji, Diuny i Gnijącej panny młodej :) Końcówki się spodziewałem trochę innej (odwyk, ewentualnie szpital wariatów z przełomu XIX i XX wieku) – ale w sumie można zinterpretować tych komunistów jako personel :) Podoba mi się to memiczne “nasze grzybki” :)

Tylko nadal nie wiem, gdzie tu bizarro? ;) Ale to pewnie dlatego, że cecha o której pisałem (brak uzasadnienia dziwności) jest niekonieczna.

entropia nigdy nie maleje

Dzięki Jim za komentarz ;)

No tak, bizarro moze sie wymknąć jeśli interpretujemy to w ten sposób. Wszystko może być majakami, narkotykami, wizjami zniszczonego mózgu albo po prostu prawdą/rzeczywistością. Zakończenie miało być mylące i do dowolnej interpretacji ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Alicja z krainy czarów i melanż w krainie bizzaro. xd

Podoba mi się i nie. Dla mnie absurd jest dobry, gdy logiczny, czyli wszystko się zgadza, ale kiedy nie – przestaje być absurdem.

Z drobiazgów: jeśli Jane i Mary, to może Alice?

Z warsztatu, powiedziałabym, że wszystkiego za dużo: grzybków, metafor, udziwnień i akcji. Powściągnęłabym z lekka produkcję sformułowań.

Pomysł kapitalny, podobnie postaci i klimat, lecz gdy wiemy od początku, że wszystko może być wizją to każde dziwactwo kładziemy na karb grzybków, staje się dopuszczalne i i wtedy – nie znam się na tym – lądujemy w innym gatunku.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Witaj Asylum!

Cieszę się, że pomysł był dobry i jest tutaj jakiś klimat ;)

Imiona bohaterek na początku były inne, polskie, jednak z czasem wpadłem na pomysł – skoro to już jest narkotykowa przygoda – dać imiona Mary Jane co w slangu amerykańskim jest taką naszą Maryśką. Jeszcze pomyślę, czy bardziej pasuje Alice czy Alicja.

Tak, jest tutaj sporo nawiązań, dziwactw i akcji, jednak myślałem że tym właśnie cechuje się bizarro – zwłaszcza że słyszałem o książce o uroczym tytule The Emerald Burrito of Oz. ;) Puściłem tutaj oczko do Alicji w Krainie czarów, Breaking Bad czy nawet Diuny, może za dużo, jak na 20k słów.

Tu z tymi wizjami czy teoretycznymi halucynacjami chciałem jeszcze bardziej udziwnić, zamieszać w fabule i wpędzić czytelnika w niepewność – czy to jest faktycznie prawda, czy nie. Nie chciałem podawać jednoznacznej teorii, wydawało mi się, że osoby silnie dotknięte problem używek też zaczynają mieć problemy z orientacją w rzeczywistości, przez co to opowiadanie miało wprowadzać w taki sam nastrój.

Czy jest to bizarro? Osobiście wydaje mi się, że tak, jednak najlepiej oceni to jury.

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pierwszy komentarz!

Pozdrawiam

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

O, faktycznie, nie spotkaliśmy się jeszcze pod opkami i gdzie indziej. :-)

Dla mnie kłopot jest z wizją, bo ona uzasadnia odjazdy.

Bizzaro oceni jury, acz powściągnęłabym produkowanie trudnych spraw, preferując bardziej budowanie postaci bohaterki. Świat masz, akcję masz, ale Alicja nie wiedzieć czemu reaguje tak jak to robi.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Niemniej, bardzo dziękuję za komentarz i ocenę, nawet jeśli to bizarro jest lekko rozjechane przez te wizje. Interpretacja miała być dowolna, ja sam pisałem to jako prawdziwą prawdziwość, ale rozumiem :D

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej :)

Bardzo odjechana wizja xD Podobało mi się, ten absurd, dużo nawiązań chociaż nie wszystkie wyłapałam (nie czytałam Diuny – nie bijcie xD). Szczególnie spodobał mi się pomysł z Czerwoną Królową i komunistami. 

Zakończenie mi się spodobało, jest fajnym niedopowiedzeniem, trudno stwierdzić, czy to wszystko prawda, czy nie – i właśnie to jest fajne. Jedyne co, brakuje mi czegoś, co by spinało ten cały chaos i nadawało mu jakiegoś znaczenia, jakiegoś takiego motywu przewodniego, głębszej myśli. Czegoś, co by  pokazało na jakieś połączenie pomiędzy śpiewającym kotopsem, dawnym chłopakiem Alicji, grzybkami i komunistami xD

Powodzenia :)

 

Witaj Oluta!

Cieszę się, że wpadłaś i dziękuję za tak miłe słowa. Dobrze, że ta dowolna interpretacja jednak nie psuje wrażenia.

Hmm, głębszy sens między tymi zjawiskami (jakkolwiek to brzmi xD), może zostać jakoś wyjaśniony – kotopies śpiewający taką piosenkę może być głosem rozsądku, dawny chłopak Alicji czymś utraconym, grzybki wizją wolności i wybawienia, a komuniści czymś, co tą wolność chcą zabrać i zniszczyć. Ot, taka luźna interpretacja na szybko, załatać to jakimiś plastrami ;) Oczywiście to bizarro, więc interpretacja jest dowolna, miało być przede wszystkim dziwnie, chaotycznie i szalenie!

Jeszcze raz dziękuję za komentarz i przeczytania, czekam teraz na Twoją pracę ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hmm, głębszy sens między tymi zjawiskami (jakkolwiek to brzmi xD), może zostać jakoś wyjaśnione – kotopies śpiewający taką piosenkę może być głosem rozsądku, dawnych chłopak Alicji czym utraconym, grzybki wizją wolności i wybawienia, a komuniści czymś, co tą wolność chcą zabrać i zniszczyć.

Nie myślałam o tym w ten sposób, ale rzeczywiście, taka interpretacja ma sens :)

Oczywiście to bizarro, więc interpretacja jest dowolna, miało być przede wszystkim dziwnie, chaotycznie i szalenie!

I jest bardzo chaotycznie, bardzo dziwnie i bardzo szalenie. I bardzo fajnie :D

Jeszcze raz dziękuję za komentarz i przeczytania, czekam teraz na Twoją pracę ;)

Ech, tu może być problem, bo mimo wszystko za bardzo “nie czuję” tego bizarro. Ale kto wie, może się skuszę :)

Pozdrawiam :)

Oluta, ja również czekam z niecierpliwością :)

Ech, tu może być problem, bo mimo wszystko za bardzo “nie czuję” tego bizarro. Ale kto wie, może się skuszę :)

No i długo nie trzeba było czekać ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Dobrze napisane opowiadanie to wielki plus, ale… no właśnie, za dużo, jak dla mnie, mamy tutaj grzybów w barszczu, przez co tekst odbiera się bardziej jako sen, opis snu, aniżeli bizarro. I słusznie ktoś zauważył, że przecież:

dziwność w bizarro musi być niewytłumaczalna i przez to zaskakująca.

Niemiej wielkie brawa za sam pomysł i wykonanie!

Rozumiem, cieszę się, że mimo wszystko jest to dobrze napisane, bo to dla mnie bardzo ważne!

Ta kwestia bizarro pozostaje sporna, jednak nie wydaje mi się, iż całość mogłaby być interpretowana jako sen, lecz co najwyżej jej kawałek, i nawet nie jako sen, a bardziej halucynacja – w żadnej własnej interpretacji nie wrzuciłem snu i starałem się za wszelką cenę od niego odejść.

To zatarcie rzeczywistości i nie pewność, miały dodać szerszego wydźwięku oraz dziwności, jednak mogła mi to po prostu nie do końca wyjść.

Niemniej, bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarz.

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Ech, tu może być problem, bo mimo wszystko za bardzo “nie czuję” tego bizarro. Ale kto wie, może się skuszę :)

Tak właśnie mnie naszło, że konwencja okazała się sporym wyzwaniem dla portalowiczów, a sam próg wejścia bywa wysoki. Bizarro jest chyba jeszcze zbyt mało popularne w Polsce, a sama scena wydawnicze nie ma w ofercie zbyt wielu (o ile w ogóle jakieś) pozycji. Mi akurat konkurs ten bardzo się podoba ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Z zagranicznych to w zasadzie tylko Carlton Mellick. Jeśli chodzi o polskich autorów to już trochę lepiej sytuacja się prezentuje.

Carlton Mellick

O nim nie słyszałem, ale chętnie zobaczę ;)

Tutaj na portalu też przybyło sporo ciekawy prac, a to jeszcze nie deadline. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze do mojej zajrzy zanim zostanie zapomniana xD.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Alicja otworzyła powoli oczy.

 

A nie lepiej by brzmiało: Alicja powoli otworzyła oczy?

 

Niezłe. Ciekawe światotwórstwo. Aczkoliwek momentami za dużo dopowiadasz, IMHO. Np. kiedy opisujesz świniopająki:

 

Wystraszone świniopająki faktycznie kręciły się przy wraku. Miały głowę i tułów świni, oraz włochate nogi pająka, różowe, jak reszta ciała. Zwierzęta były spore, osiodłane, nadające się do jazdy.

 

Swoją drogą, podkreślone, to chyba nie jest najlepszy opis. Brzmi jakoś kulawo.

 

 A nazwa świniopająków mówi sama za siebie. Ale to zwykłe czepialstwo z mojej strony, więc nie muszisz się tym przejmować. :)

Witaj, SaraWinter!

 

Cieszę się, że do mnie zajrzałaś i nie było tak źle ;)

 

Alicja otworzyła powoli oczy.

 

A nie lepiej by brzmiało: Alicja powoli otworzyła oczy?

 

Tutaj też miałem problem, nie wiedziałem co lepiej pasuje.

 

 A nazwa świniopająków mówi sama za siebie. Ale to zwykłe czepialstwo z mojej strony, więc nie muszisz się tym przejmować.

Dla mnie każda ocena i opinia jest ważna, a takie ‘czepialstwo’ pozwala mi dostrzec rzeczy, których wcześniej nie widziałem. Chyba jak każdy, chciałbym być w przyszłości najlepszy w tym co robię, więc pomoc jest mi bardzo potrzebna ;)

Jeszcze raz bardzo dziękuję i pozdrawiam!

 

P.S

Teraz ja czekam na Twoją propozycję konkursową ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Aczkoliwek momentami za dużo dopowiadasz

Jeszcze odniosę się do tego. Mam problem z przekazem informacji, czasem podaje za dużo, a czasem za mało. Nie zawsze widzę, na ile czytelnik może sobie coś wyobrazić, czy coś zrozumieć. Ale pewnie z czasem to przyjdzie ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

@DanielKurowski1

Jeszcze odniosę się do tego. Mam problem z przekazem informacji, czasem podaje za dużo, a czasem za mało. Nie zawsze widzę, na ile czytelnik może sobie coś wyobrazić, czy coś zrozumieć. Ale pewnie z czasem to przyjdzie ;)

 

eee tam, nigdy nie przyjdzie – zawsze jeden będzie twierdził, że przegadane, a drugi, że za mało informacji – bo czytelnicy – jak to ludzie – są bardzo różni – mają inny zestaw wiadomości, inne książki przeczytali, inne konteksty kulturowe rozumieją. Zawsze dla jednego będzie za bardzo kawa na ławę, a dla drugiego za bardzo mgliście :)

entropia nigdy nie maleje

Najważniejsze, abym nie traktował czytelnika jak idiotę, tłumacząc mu jakieś oczywistości ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Z tłumaczeniem oczywistości to jest trochę jak z mansplainingiem (czy też womansplainingiem)… możesz zawsze dostać z obu stron – od jednego, że to było oczywiste, więc po co tłumaczyłeś, od innego, że to wcale oczywiste nie było i czemuś nie wytłumaczył, a od trzeciego, że owszem oczywiste nie było, ale chciał sam pogłówkować, a od czwartego, że utwór jest bez sensu i tylko autor go rozumie…

Sam dostałem parę razy już tu kuksańca, że za mało kaw na ławie…

Więc chyba jednak zrozumiałość trzeba wynosić ponad enigmatyczność (tak sądzę – ale jedynie zgaduję).

entropia nigdy nie maleje

Też racja.

 

P.S 

Twoje opowiadanie przeczytałem i nawet mi się podobało, ale musisz poczekać na komentarz, bo teraz nie jestem w stanie napisać nic sensownego ;)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Przede wszystkim rewelacyjny, przyciągający tytuł :) I chociaż, otwarcie przyznaje, nie jestem fanką bizarro, Twój tekst przeczytałam z przyjemnością (hm, chyba trochę nieodpowiednie słowo w kontekście do treści ;)) 

Doceniam pomysł, kreację bohaterów, zwłaszcza Alicji i sam świat, w którym umieściłeś swoją szaloną akcję. Wizja iście odjechana i absurdalna.

Klikam bibliotekę i życzę powodzenia w konkursie :)

Bardzo dziękuję za odwiedziny i klika, Katiu!

Cieszę się, że tytuł przyciąga, z początku miało być samo ’’Grzyboćpanie’’, jednak uznałem, że taka dłuższa forma doda trochę dziwności do tekstu. Jestem również niezmiernie zadowolony, że się podobało, to najważniejsze ;) Kreacja Krainy Dragów naszła mnie nagle, ale jak widać, opłaciło się.

Co do przyjemności, no cóż, mało kto chciałby znaleźć się w gnijącym ciele Alicji, na dodatek porwanej przez komunistów.

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Hej, Daniel,

Zgodnie z zapowiedzią jestem. W tym tekście podoba mi się przede wszystkim pomysł na retelling przygód Alicji w Krainie Czarów, bo niby znany motyw, ale udało się go ugryźć w sposób w miarę ciekawy i odkrywczy, mimo że oryginał też w sumie ma jakieś bizarrowe jaskółki na miarę własnych czasów.

To mówiąc, mam jeden poważny zarzut, którym jest spore dociążenie tekstu przymiotnikami. Poniżej parę przykładów, którym imho przydałabym się lekka czystka słówkowa lub podmianki na dosadniejsze synonimy.

 

Widziała niewyraźnie las krzywych drzew, których neonowe konary wyginały się jak palce artretyka, a bezlistne korony pozwalały dostrzec czarne niebo, rozświetlane co jakiś czas przez chaotyczne eksplozje, przypominające tani pokaz fajerwerków.

Był wysokim mężczyzną, którego szary mózg wystawał z łysej czaszki, przypominając Alicji rozwodnioną galaretę.

Grzybki były małe, z chudymi nogami oraz świecącymi kapeluszami.

Poza tym właściwie bez dłuższych przystanków udało mi się przepłynąć przez tekst, więc przemyślę klika jak się ustosunkujesz do powyższych uwag. To może być kwestia gustu, ale dosadność to nasz przyjaciel w każdym tekście, więc tego się trzymam.

Pozdrawiam

Witaj, Oidrin, dziękuję za wizytę!

Cieszę się, że wyszło poprawie, a ten retelling okazał się ciekawy i w miarę oryginalny.

Co do tych przymiotników – to fakt, może jest ich za dużo. Spojrzę jeszcze raz na cały tekst oraz te fragmenty i zrobię delikatną czystkę, bo teraz to widzę. Chciałem jakoś ’’ubarwić’’ pracę, jednak mogłem też przedobrzyć.

Dziękuję i również pozdrawiam.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Poprawiłem już tekst, zmieniłem kilka zdań oraz zmniejszyłem liczbę enterów Mam nadzieję, że teraz wygląda to lepiej.

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Przeczytałem, a czyta się dosyć szybko. Kilka spostrzeżeń, które mi się nasuwają. Będę mieszał zalety z wadami, bo te na zmianę przewijamy mi się w tekście.

Dziwny i absurdalny świat, chociaż ze wskazaniem na dziwny, który jednak trzyma się pewnej logiki. To jest na plus. Bo wtedy kolejne elementy czytelnika zaskakują, ale nie budzą zdziwienia. Zdziwienie prowadzi w końcu do niezadowolenia. Są fajne elementy, jak chociażby tutaj:

a katanę wsadzając do swojej pochwy. To najbezpieczniejsze miejsce.

czy tutaj:

Generał Pinkman stał na skorupie wielkiego żółwia i obserwował zebranych żołnierzy. Jego szary mózg wystawał z czaszki, przypominając Alicji rozwodnioną galaretę.

Chciałbym takich więcej. Oczywiście to nie znaczy, że reszta mi się nie podobała. Biały proszek lecący z nieba też fajnie rozpoczyna nowy fragment. Ale sama historia mogłaby wciągać ( !:) ) bardziej. Jeśli musiałbym wskazać, czego mi zabrakło, to większego poziomu kontrowersji. Czegoś, co bardziej emocjonalnie walnie w głowę, nie zawsze musi pozytywnie, może być i negatywnie, ale żeby walnęło.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Witaj, Darcon, bardzo dziękuję za odwiedziny!

Co do „wciągania” w świat Krainy Dragów, to miałem na to inny plan, jednak limit jest bezwzględny, nie udało mi się umieścić wszystkiego. Ta kontrowersja też została zmniejszona, stonowana, nie tylko przez limit, ale i brak pewności w tym gatunku. Narkotyki i zombie grały tu pierwsze skrzypce, choć rozumiem, że kontrowersje, negatywne jak i pozytywne, byłyby tutaj mile widziane ;)

Dla mnie jako autora, emocjonalna była sama postać Alicji, jej przeżycia, ukryte metaforyczne znaczenie, które jest bardziej dobijające. Na pierwszy rzut oka tego nie widać, sam czytelnik może tego w ogóle nie zobaczyć

Pozdrawiam i dziękuję za klika!

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Grzybki Heisenberga, nic dziwnego, że jej się rzeczywistość rozjeżdża ;)

Piękny odlot, naprawdę ;) Melanż DiunyAlicji w krainie czarów w jednym koszyczku, na to bym nie wpadła :) Myślę, że Alicja bardzo chciała się wydostać z tego świata, a ponieważ jestem optymistką (a przynajmniej bardzo się staram) chcę wierzyć, że komuniści byli w istocie lekarzami, a zadane Alicji tortury to odwyk. Może dziewczyna ma jeszcze szanse stać się tamtą czystą, zadbaną blondynką :)

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Bardzo dziękuję za odwiedziny, Irko ;)

Rad jestem, że odlot się udał, a iście dziwne połączenie obu tekstów grało dobrze. Sam jestem z tego zadowolony.

Optymizm to jedna z bardziej wartościowych cech, więc powinno się nim kierować. Alicji też to wyjdzie na dobre ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

@Irka_Luz czemu akurat blondynką? Niebieskooką jeszcze do tego pewnie? ;)

entropia nigdy nie maleje

Solidnie pokręcony tekst! Podoba mi się miks rozmaitych motywów. O ile dragi + Alicja w Krainie Czarów to nic odkrywczego, tak dorzucenie do tego zombie i komunistów stanowi pewną nowość :) 

Mam wrażenie, że opowiadanie, choć absurdalne, momentami zbaczało w rejony bardziej ,,serio" – kiedy Alicja mówi, że chciałaby wrócić do rodziny, albo spotyka dawną siebie. Czyżby padła ofiarą uzależnienia i cała przygoda jest narkotyczną wizją?

Dobra lektura.

Rzuciły mi się dwie rzeczy:

spytała Jane [+,] bawiąc się bronią.

odparły Mary z Jane [+,] dosiadając swoje świniopająki

Pozdrawiam!

Alicji też to wyjdzie na dobre ;)

Czuję się pokrzepiona :)

 

Jim

czemu akurat blondynką? Niebieskooką jeszcze do tego pewnie? ;)

Zdecydowanie niebieskooką, ale zabij, nie wiem skąd mi się wzięła blondynka ;) Spojrzałam jeszcze raz i w tekście znalazłam tylko falowane włosy bez koloru.

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Witaj, Adamie!

Dzięki, że wpadłeś. To już mój trzeci komentarz, ponieważ dwa poprzednie zginęły po zamknięciu strony ;/ Błędy poprawiłem, mój problem z interpunkcją jest chyba jeszcze nie rozwiązany. Cieszę się jednak, że ten miks znanych motywów okazał się w jakimś stopniu oryginalny.

Solidnie pokręcony tekst!

Bardzo mnie to raduje, w końcu o to chodzi w bizarro ;)

 

Mam wrażenie, że opowiadanie, choć absurdalne, momentami zbaczało w rejony bardziej ,,serio" – kiedy Alicja mówi, że chciałaby wrócić do rodziny, albo spotyka dawną siebie.

Tak, przebijają się tutaj inne, bardziej dołujące motywy, jednak ukryte pod grubą warstwą absurdu i ’’ostrej jazdy bez trzymanki’’.

 

 

Irka_Luz

Zdecydowanie niebieskooką, ale zabij, nie wiem skąd mi się wzięła blondynka ;)

Zestawienie niebieskooka blondynka jest bardzo często spotykane, więc samo niebieskooka mogła Cię w to wprowadzić ;)

 

Pozdrawiam wszystkich raz jeszcze!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Danielu, cześć!

Tak, wiem, miałem tu zawitać jakiś… tydzień temu. Biję się w pierś i kajam. Tak czy owak, dotarłem i w końcu przeczytałem. 

I jestem naćpa… ekhm, to znaczy zadowolony :) Dla mnie największym plusem jest umiejętne połączenie znanej wszystkim Alicji z… nieco innym, że się tak lekko wyrażę, światem. Bywało zabawnie, czytało się dobrze. 

No i cóż, mam teraz smaka na kurwismaka :P A nie dowożą do mnie :( :P

Pozdrawiam!

Witaj, Realuc, dzięki za komentarz!

Tak, wiem, miałem tu zawitać jakiś… tydzień temu. Biję się w pierś i kajam. Tak czy owak, dotarłem i w końcu przeczytałem. 

Cieszę się, że przybyłeś do mnie, choć nie wszyscy zwykli być szczęśliwi z wizyt Ragnara ;)

 

Najważniejsze, że ćpa… to znaczy czytanie było przyjemne i udane :D Przyznam się, że świat wyszedł mi dopiero w praniu, w ogóle go nie planowałem, a jedynie pisałem na bieżąco. Jak widać, wyszło dobrze ;)

 

No i cóż, mam teraz smaka na kurwismaka :P A nie dowożą do mnie :( :P

Super slogan, szkoda, że sam na to nie wpadłem xD

 

Pozdrawiam i dziękuję za wizytę!

 

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Dzień doberek. 

 

– Masz, powinno ci pomóc – Mary podała jej proszek w saszetce, który dziewczyna bez wahania wciągnęła. Po chwili poczuła się zdecydowanie lepiej. Dobrze trzepało.

→ Kropka po “pomóc”.

 

Nikt mi nie chciał pomóc! – Wrzasnęła w akcie rozpaczy i bezsilności.

→ wrzasnęła.

 

 

Wokół niej latały duże owady wyglądem przypominające pośladki, które głośno pierdziały i srały prosto do garnka.

→ No tak… jak to bizarro bez srania… ;) 

 

Alicja zignorowała grzyby. Pierdoliły jak potłuczone. Kto w ogóle pytał je o zdanie? Kim były, by decydować o jej losie?

Ten cytat ma trochę wspólnego z moimi odczuciami, a mianowicie – że było trochę szaleństwa, nie że pieprzysz jak potłuczony. To szaleństwo poczytywałbym jako plus, zwłaszcza w tym gatunku.

 

No bywało czasami zabawnie, czasami mniej, ogólnie nie należę do pasjonatów tego gatunku z małymi wyjątkami, no bo przecież zawsze jakaś perełka może się trafić, nawet jeśli za danym gatunkiem nie przepadamy. Tutaj nawet nieźle opowiadanie przykuło moją uwagę, nie ziewałem, uśmiechnąłem się – spoko. 

Stylowo również było bez większych zarzutów – też spoko. 

To co mi nie do końca siadło, to połączenie (przynajmniej w Twojej wersji, bo nie mówię, że tak nie można), humoru i tego drugiego dna w postaci wyrzutów sumienia związanych z ostrym melanżowaniem. Tzn – z jednej strony mam “kurwismaki”, zabawną narrację, chociażby:

Alicja otrząsnęła się i przyjęła obie bronie, zawieszając karabin na ramieniu, a katanę wsadzając do swojej pochwy. To najbezpieczniejsze miejsce.

Z drugiej strony wjeżdża powaga sytuacji i żałowanie nad tym, co zrobiła + scena gdy widzi samą siebie. Dla mnie nie do końca udane połączenie. Nie poczułem przez to do końca mocniej ani tego humoru, ani dramatu. 

Czy było ciekawie? No było, mimo narzekania wciąż uważam, że czytało się dobrze i nawet ten przedstawiony świat wciąga. Ten humor tak według mnie to mocniejsza strona opowiadania – sam tytuł na takie nastawienie się mnie naprowadził ;) I to co wspominałem na początku – tekst raczej zaliczyłbym do tego, że mimo iż nie fan bizzaro, przeczytałem z ogólnie pozytywnym odbiorem, choć z pewnymi uwagami.

Tyle ode mnie. 

Pozdro! 

 

Do góry głowa, co by się nie działo, wiedz, że każdą walkę możesz wygrać tu przez K.O - Chada

Witaj, NearDeath, cieszę się, że wpadłeś!

Błędy zaraz poprawię, a co do połączenie humoru i dramatu – zamiary miałem dobre, w mojej głowie wyglądało to dobrze, jednak limit znaków okazał się bezlitosny i musiałem wyciąć kilka fragmentów, czy to budowy samej Alicji, czy wyraźniejszego oddzielenia zabawy od powagi.

Niemniej bardzo dziękuję za taką krytykę, będę wiedzieć na co mam zwracać szczególniejszą uwagę. Co do stylu, sam swoim fanem jeszcze nie jestem, ale patrząc wstecz na moje stare opowiadania, zrobiłem duży postęp, więc nie jest tak źle. Cieszę się też, że mimo wszystko wyszło na plus ;)

Pozdrawiam!

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Przyjemnie się czytało :)

Przynoszę radość :)

Cześć, Anet!

Dzięki, że wpadłaś ;D

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Pokrętne i dziwaczne (no, tripowe), ale ze swoistą wewnętrzną logiką i fajnie pogrywające klasycznymi motywami. Podobało się, znaczy.

Dziękuję za odwiedziny, cieszę się, że przypadło Ci do gustu ;-)

,,Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami,, ~ Patrick Süskind

Nie wiem, co się tu dzieje, ale dzieje się grubo xD W sumie w którymś momencie przestałam się śmiać, bo się zrobiło tragicznie… w sumie nie wiem… trudno tak na trzeźwo. Ogólnie lektura jak najbardziej na plus.

Czy generał Pinkman nie powinien od czasu do czasu powiedzieć „bitch”? ;P

 

„Bóg jest Panem aniołów i ludzi, i elfów” – J.R.R. Tolkien

Hmmm. Absurd mnie przerósł. Miałam wrażenie, że tego tekstu nie powinno się czytać na trzeźwo.

Ale nawiązania fajne. Poza już wymienianymi jeszcze miałam skojarzenia z “Toy Wars” Ziemiańskiego. Może nie było bezpośrednich nawiązań, ale naćpani żołnierze takie echo wzbudzają.

a katanę wsadzając do swojej pochwy.

Może jestem dziwna, ale zważywszy, że podmiot jest kobietą, to… aua. Ale może to celowe.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka