- Opowiadanie: Finkla - No escape

No escape

Ciepłe jak świeżutki pączek.

Bez autokorekty, czyli.

Edytka: trochę przejrzałam.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

No escape

– Jedną grupę masz na szóstą, a następną na ósmą.

– Wiem. Powinienem mieć co najmniej pół godziny przerwy. W tym czasie rozkładam wszystko po skrytkach, zamykam kłódki… Nieraz ci w tym pomagałem, dam radę.

– Na wszelki wypadek masz checklistę…

– …w kanciapie w szafce i jest jeszcze plik na lapku.

– Wszystko już zapłacone, nie wołaj od nich kasy.

– Wyluzuj, Jacenty. Przeżywasz jak moja stara, kiedy zostawiała mnie samego. Dorosły jestem, ogarnę wszystko. Baw się dobrze. Masz czaderskie przebranie, wszystkie laski twoje.

 

*

 

Pierwsza grupa zaczęła się zjawiać kwadrans przed czasem, a skończyła za pięć szósta. Dwie pary; osiłek obejmujący piegowatą blondynkę i niska szatynka ze szczupłym chłopakiem w okularach. Ci ostatni uczcili halloween zombiakowatymi makijażami oraz bluzami z motywami dyń i nietoperzy. Wszyscy oprócz osiłka mieli już za sobą po kilka wypraw do escape roomów.

Minutę po szóstej Marek zamknął towarzystwo w dwóch celach połączonych okienkiem. Zamknął symbolicznie – od czasu pożaru w Koszalinie podniesiono wymogi bezpieczeństwa. Teraz uczestnicy w każdej chwili mogli wyjść, wystarczyło, że przełożyli rękę przez kraty i odsunęli skobelek albo dobrze kopnęli w ataku paniki.

Marek śledził postępy grupy na laptopie. Szło im całkiem dobrze – szybko znaleźli elektryczne świece, odczytali kod do jednej kłódki ze znaków wyskrobanych na ścianie. Nie odkryli karteczki pod ruchomym kamieniem, ale szatynka i chudy wydostali się z celi, a potem wypuścili kumpli. Zgodnie z zasadami. Dwanaście minut, mniej więcej w normie. Teraz czekały ich zadania: zdobycie klucza do trzeciej celi, znalezienie szkatułki ze skarbem i odczytanie czterech części inkantacji.

 

Kiedy Baśka z Romkiem wypuścili Doris i Michała z celi, towarzystwo rozbiegło się po pomieszczeniu w poszukiwaniu wskazówek. Każdy trzymał latarkę w kształcie świecy. Latarki migotały, bardziej skrywając zakamarki komnaty, niż je ujawniając.

– Popatrzcie, co mam! – Michał znalazł topór zawieszony w kącie. Plastikowy, ale zawsze to jakaś broń.

– Sprawdź, czy w środku niczego nie ma – poradziła Doris. – W trzonku albo gdzieś…

Stylisko okazało się puste, jednak zatyczka na jego końcu przylgnęła do metalowego zegarka Michała.

– Wędrowcy wiedzieli, że gdzieś w komnacie czarownika musi znajdować się klucz do skarbca – podpowiedział lektor.

Romek natknął się na gipsowe popiersie kobiety, ale nie miał czasu obejrzeć go dokładnie, bo odkrycie goniło odkrycie.

– Widzę klucz! – krzyknęła Baśka, która przed momentem zajrzała pod biały obrus. – Dawaj ten magnes!

Klucz leżał w labiryncie wyżłobionym w blacie stołu, pod przezroczystą płytą. Droga do dziurki w płycie wyglądała na długą i krętą. Romek zostawił przyjaciołom gimnastykę z magnesem, sam myszkował po komnacie. W kącie za celami dostrzegł jeszcze jedne drzwi. Tym razem nie krata, tylko solidne, drewniane, z ogromnym zamkiem. Wyjaśniło się, co należy robić z kluczem.

Ledwie wsadzili go w zamek, w komnacie zapłonęło światło. Słabe, bo słabe, ale o wiele użyteczniejsze od irytującego migotania świeco-latarek.

Kanciapa szumnie zwana skarbcem ziała ciemnością. Z racji wielkości szybko znaleziono szkatułkę. Ale namalowana na wierzchu czaszka zatrzymała na chwilę odkrywców.

– Tam gdzieś była kartka, że na klejnoty królowej rzucono klątwę i nie wolno ich dotykać – przypomniała sobie Doris.

W końcu Michał latarką zgarnął pudełko na ostrze topora i przeniósł do głównej komnaty. Przy lepszym oświetleniu szybko znaleźli guziczek, który trzeba było nacisnąć, by wieczko odskoczyło. Wewnątrz rozbłysły różnokolorowe kamienie szlachetne. No, raczej imitacje.

– Nie dotykaj! – wrzasnął Michał do Doris, która już wyciągała rękę.

Ostrożnie, pomagając sobie toporem, odwrócił kolię.

– Widzicie? – Wskazał z triumfem. – Bateryjka. Krzywdy nie zrobi, ale popieści. I co dalej?

Romek przypomniał sobie o popiersiu. Najwidoczniej należało je ubrać w klejnoty, żeby domknąć jakiś obwód.

– Wędrowcom pozostała już tylko połowa czasu na uwolnienie się z zamczyska czarownika – wtrącił lektor.

– Ej! Mówiliście, że w waszej celi leżą jakieś rzeczy po poprzednich więźniach. Czy tam nie ma rękawiczek?

 

Marek odłożył telefon – Facebook może poczekać, a tu klienci dotarli do jego ulubionego momentu. Widok ludzi zapinających naszyjnik w grubych rękawicach nieodmiennie go bawił. Mieli farta, że wzięli ze sobą jakieś kobiety. Jeśli w grupie znajdowali się tylko faceci o grubych paluchach, bluzgi sypały się jak grad.

Wyjął kanapki i nastawił się na ucztę.

Poszło rozczarowująco szybko – blondynka musiała mieć niezłą wprawę w posługiwaniu się biżuterią, bo bez problemu zapięła, co należało. Nawet nie pomyliła naszyjnika z diademem. Szkoda! Kiedy założyła całą biżuterię na popiersie, odskoczyły drzwiczki szafki z pierwszą częścią inkantacji. Teraz już mieli z górki.

 

– Venite ad me voca – czytał z karteluszka Romek. Reszta skupiła się w ochronnym kręgu namalowanym na podłodze. – Obsecro te, spiritus nequissimi castri evitare!

Komnata pociemniała, znowu głównym źródłem światła stały się cztery świeco-latarki porzucone na stole, dookoła szkatułki. Robiło się coraz zimniej, pojawił się jakiś dziwny zapach potężniejący z każdą chwilą.

– Efekty specjalne mają czaderskie, ale ten smród to już przesada. – Doris zmarszczyła piegowaty nosek.

– Ciekawe, jak osiągnęli ten ziąb – szepnął Michał. – Żadna klima tak szybko nie działa.

Przed stołem zmaterializowało się coś jasnego. W rogu, w którym Michał znalazł topór, dał się słyszeć rumor. Widmo popłynęło w tę stronę. Przyjaciele ledwie zdążyli zobaczyć, jak z sufitu zsuwa się jakaś ciemna postać, bo jasna natychmiast cisnęła przeciwnikiem o ścianę.

– Precz, diabelski pomiocie! – warknęła chrapliwie. – Mnie wezwano, dla mnie ofiary!

 

Markowi kanapka z szynką wypadła z ręki.

 

Widmo nie miało twarzy, ale poczuli, że teraz patrzy w ich stronę.

– Dziewice! – ucieszyło się obleśnie.

– Nie ma mowy! – Michał zasłonił sobą Doris. – Nie wiem, kim jesteś, gościu, ale odpierdol się od mojej kobiety! – Dla podkreślenia groźby zamachnął się zabawkowym toporem.

Widmo jedną ręką zablokowało cios, a drugą złapało Michała za szyję. Wszyscy usłyszeli, jak coś chrupnęło w karku. Zwieracze puściły, ciałem wstrząsnęły drgawki.

Doris dostała spazmów. Baśka z piskiem rzuciła się do drzwi. Powinny być zamknięte tylko na klamkę, ale szarpała się z nimi bezskutecznie.

 

Z drugiej strony do drzwi łomotał Marek, równie zaskoczony. One nawet nie miały zamka! Zwyczajne drzwi, jak do kuchni. Tylko nagle zrosły się z futryną. Walkie-talkie nie działało.

 

– Do celi! – wrzasnął Romek. – Zamkniemy się!

Zgarnął skamieniałą Doris, wepchnął do skarbca. Baśka pobiegła do najbliższej celi.

– Basia! Tutaj! – krzyczał Romek.

Widmo ruszyło w ich stronę. Obydwoje nie wytrzymali i wskoczyli do małych pomieszczeń. Romek zamknął zasuwę od środka, Baśka trzęsącymi się rękoma zatrzasnęła kłódkę. Tym razem na kratach, żeby uniemożliwić otwarcie, a nie symbolicznie, gdzieś z boku.

– Jezu, Jezu – powtarzał Romek. – Kraty jej nie ochronią.

Długo słyszeli krzyk Basi.

 

Marek dopiero za trzecim razem zdołał wybrać numer alarmowy. Z emocji głos podniósł mu się do dyszkantu.

– Duch! Duch się na niego rzucił i go zabił! Zróbcie coś!

– Słuchaj, gówniarzu, ten numer nie służy do zabawy! Jak cię dorwę, to lanie dostaniesz, a nie cukierka!

Telefon do Jacka. Nie odbierał. Pewnie doskonale się bawił.

Marek próbował wyważyć drzwi. Tylko ramię go rozbolało.

Kanapka, którą upuścił, zniknęła. Nie było jej ani na blacie, ani pod nim, nigdzie.

Przypomniał sobie, że w kanciapie mają sporo narzędzi – urządzali kolejny pokój.

 

Kiedy zaczęła się zbierać następna ekipa, ta na ósmą, zastała szlochającego Marka, który wiertarką borował otwory w drzwiach. Szło mu… Jakby sklejka przemieniła się w żelazobeton.

Z trudem, ale udało się z niego wyciągnąć, że zabawy nie będzie, bo jakiś demon zabił część poprzedniej grupy. I że to nie dowcip, nie część wstępu… Jednak zdjęcia z kamery przełączonej na podczerwień, pokazujące stygnące ciało i dziwaczny zgęstek zimna, stanowiły argument nie do odparcia.

– Jola, daj mi swój bidon i dzwoń po gliny. Tylko bez paniki w głosie, muszą cię potraktować poważnie. – Zadecydował Bartek.

Dziewczyna podała bidon. Jej twarz stanowiła jeden wielki znak zapytania, ale Jola nie traciła czasu.

Bartek wybiegł z budynku. Kościół! Musi być niedaleko! Chłopak nie znał dobrze tej okolicy, dorwał jakiegoś faceta z psem i spytał o drogę. Zamknięte. Kościelny nie puścił, ale drzwi puściły. Bartek nabrał do bidonu tyle wody święconej, ile udało mu się na szybko przelać. Pędem wrócił pod escape room.

Sytuacja zmieniła się o tyle, że Marek wiercił już drugą dziurę, a Jola zdołała powiadomić policję. Podobno już tu jechali.

Pokój był ciemny jak grób. Nawet jeśli próbowali podglądać przez jeden otwór, a przez drugi świecić latarką. Czerń zdawała się połykać fotony. Ze środka wionęło chłodem. Słyszeli krzyki, ale przytłumione, jakby z daleka.

Kamera na podczerwień pokazywała, że zgęstek chłodu krążył w prawym górnym rogu.

– Tam jest skarbiec. Dwie osoby się w nim zamknęły – wyjaśnił Marek.

– Czyli pewnie jeszcze żyją – pocieszała Jola.

– I nie pozwolimy im umrzeć – oznajmił Bartek. – Przyniosłem wodę święconą. Potrzebujemy czegoś, żeby ją wlać pod ciśnieniem przez te dziurki. Szlauch, pompa, dyngusówka, kondom z dziurką, jeśli nie ma nic lepszego…

– Strzykawka! Urządzamy kolejny pokój, thriller medyczny. Zaraz przyniosę!

Strzykawka nie niosła wystarczająco daleko, żeby sięgnąć pod drzwi skarbca. Pryskała raptem na dwa metry, potrzebowali co najmniej pięciu.

– Musimy go przywabić bliżej – podsunęła Jola.

Pomysł wydawał się niezły, ale widmo nie reagowało na żadne inwektywy, wezwania ani zaklęcia. Ani na męski głos, ani na damski.

– Może to głupie, ale on chyba zeżarł mi kanapkę – powiedział z wahaniem Marek.

– Jak w „Dziadach”? Duchy potrzebują jedzenia? – zainteresowała się Jola.

– Co nam szkodzi spróbować… Macie jakąś szamkę?

Okazało się, że wyparowały wszystkie kanapki Marka, nie tylko ta upuszczona na stół. Po długich poszukiwaniach Jola wyjęła z torebki pudełeczko tic taców.

Szybko rozdzielili zadania. Bartek zaczaił się przy wyższym otworze ze strzykawką napełnioną wodą święconą. Marek przy niższym miał wrzucać drażetki, zapraszając przy tym ducha do spożycia darów. Jola siedziała przy komputerze, śledziła akcję i raportowała:

– Ruszył się! Idzie do was. Jakieś cztery metry. Trzy. Dwa i pół. Dwa. Ognia! O, widzę wodę. Celuj bardziej w prawo. Stanął. Chyba go trafiłeś. Nie rusza się. Nawet nie drgnie. Dowal mu jeszcze! Może tylko udaje.

Dopiero wtedy – na gotowe – wpadła policja.

Mimo profesjonalnego sprzętu nie udało się sforsować drzwi do escape roomu. Otworzyły się – same z siebie – punktualnie o północy. W tej samej chwili zniknął sprawca.

Udało się uratować ciała Doris i Romka, ale nie ich psychiki.

Koniec

Komentarze

Uch, widać, że pisane na szybko :) 

Niby jest poprawnie i można się czasem uśmiechnąć, to jednak brakuje opowiadaniu jakiegoś takiego polotu, indywidualnego rysu bohatera, opisu z trafną metaforą – czegoś co zamienia powiedzmy zreferowanie wydarzeń w atrakcyjną opowieść. 

Tym samym przyznam, że poczułem się odrobinkę rozczarowany :) 

I po co to było?

“Masz czaderskie przebranie, wszystkie laski będą twoje.” – Jak bym to mówił znajomemu to pewnie bym powiedział tylko “wszystkie laski twoje”

 

“Komnata pociemniała, znowu głównym źródłem światła stały się cztery świeco-latarki porzucone na stole, dookoła szkatułki. Robiło się coraz zimniej, pojawił się jakiś dziwny zapach potężniejący z każdą chwilą.

– Efekty specjalne mają czaderskie, ale ten smród to już przesada. – Doris zmarszczyła piegowaty nosek.” – to jest moment w którym oni jeszcze nie wiedzą, a ja już wiem i siedzę jak na szpilkach :) 

 

– Precz, diabelski pomiocie! – warknęła chrapliwie. – Mnie wezwano, dla mnie ofiary! – Mnie wezwano?

 

 

Kościelny nie puścił, ale drzwi puściły. – a mi tu pachnie Kochanowskim :) 

 

– Może to głupie, ale on chyba zeżarł mi kanapkę – powiedział z wahaniem Marek. – No padłem :D

 

Jest szybko, jest akcja, czytałem jednym tchem i bardzo mi się podobało. 

Dziękuję, Syf.ie. :-)

Nawet nie próbuję ukrywać, że na szybko.

Na rysy już ani czasu, ani znaków…

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Patryku. :-)

Bo ja nie lubię dłużyzn, to i sama ich nie piszę.

Wszystkie laski. No, ale Twoja wersja sugeruje bardziej teraźniejszość, a Jacek dopiero wybiera się na imprezę.

A co jest nie tak z “mnie wezwano”?

Słusznie wyczuwasz zapach Kochanowskiego. Ten wers genialny – krótki, a mówi wszystko.

Kanapka. Czyli nawet horrory piszę śmiesznie. Już nawet nie wiem, czy warto z tym walczyć, czy powinnam iść w Pratchetta.

Babska logika rządzi!

Fajne wyszło, pomysłowe, dobrze się czytało. “Kościelny nie puścił, ale drzwi puściły” zaiste przednie. Elementy niby znane, ale tekst wciąga bardziej niż escape roomy.

PS. Zaklęcie musi działać na słowo honoru albo na brzmienie, bo po łacinie sensu w nadmiarze nie ma. Nikt jednakowoż nie powiedział, że musi mieć, skoro działa :D 

Okej, doczytałem i wychodzi, że po prostu nie zrozumiałem zdania. Teraz już wszystko jasne – ofiary są dla istoty, która została wezwana. Umknęło mi chyba z tego wszystkiego, że tam były dwa duchy. Trochę mi się zlały w jedno. 

Co do tych “wszystkich lasek”: myślę, że z jednej strony faktyczni sugeruje teraźniejszość, tym samym Twoja wersja jest poprawniejsza językowo. Z drugiej strony, czasami kiedy mówimy, nie zwracamy uwagi na takie rzeczy. Pytanie, czy można coś takiego stosować w dialogach? Widzę to np. w ten sposób, że ktoś patrzy się na to jak inna osoba wygląda i już z góry zakłada a priori, że te kobiety już są jego. One tego jeszcze nie wiedzą, on tam jeszcze nie poszedł, a to już w tej chwili jest wiadome. Ale to jest taki szczegół, że chyba nie ma co się nad tym rozwodzić. 

Dzięki, Ninedin. :-)

Wiem, że lubisz w tekstach nawiązania do literatury.

Nie wiem, escape roomy też są fajne. :-)

Zaklęcie wzięłam z translatora google. Wiem, że to marne źródło, ale może nie każdy właściciel escape roomu studiował filologię klasyczną, więc mogli zrobić to samo. A wtedy zyskuję na wiarygodności. O! I taka jest moja linia obrony.

 

Patryku, tak – duch uznał, że ofiary są dla niego. Kanapki zeżarł, a i dziewicami by nie pogardził.

W pewnym sensie dwa duchy – jeden przewidziany przez organizatorów, a drugi… prawdziwy. :-)

Laski. OK, to jest jakiś argument. Wywalę “będą”.

Babska logika rządzi!

No wiesz, nieważne, czy było poprawne, ważne, że zadziałało. Niestety dla bohaterów.

 

PS. Nigdy nie byłam w escape roomie, warto?

Ano, zadziałało.

To zależy od indywidualnych preferencji. Mnie się podobało – są zagadki do złamania, presja czasu, emocje… Duma z rozwiązanych problemów (ha, to ja pomyślałam, że warto zajrzeć jeszcze tam!). Wiadomo, że to zabawa, że ta bomba w wagonie metra naprawdę nie wybuchnie. Jeśli organizatorzy zadbają o nastrój, to można się świetnie bawić. Scena przygotowana jak w teatrze, ale interaktywnie – prawie wszystko zależy od uczestników.

Z roomu z tą bombą w metrze uciekliśmy naprawdę w ostatniej sekundzie. Kiedy wybiegaliśmy, za plecami na wszystkich ekranach leciały eksplozje. Jak w filmach. ;-) A przez ostatnie kilka minut w roomie był dym i pulsowało czerwone, alarmowe światło. Daje po nerwach. :-)

Babska logika rządzi!

Dziękuję, Szanowny Nic-A-Nic-Nieśmieszny Jurorze Arnubisie. :-)

Babska logika rządzi!

Fajny pomysł na ciężki dyżur. Ciekawe połączenie escape roomu z magią. Sama nigdy w escape roomie nie byłam, ale coś czuję, że mogłoby mi się spodobać. Bardzo dobrze mi się czytało, akcja toczy się szybko, ale w moim odczuciu nie za szybko. Jak tu u Ciebie, bardzo sprawnie napisane :) Oczywiście klikam :)

Dzięki, Katiu. :-)

Cieszę się, że pomysł się spodobał.

Jeśli uważasz, że taka zabawa może Ci się spodobać, to po prostu spróbuj. W najgorszym wypadku zmarnujesz godzinę, ale już będziesz wiedziała, że to nie dla Ciebie.

Akcja musi być szybka – w escape roomach nie ma czasu na deliberowanie. A i znaków w nadmiarze Czwartkowi nie dali.

Babska logika rządzi!

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję, Szanowny-I-Bardzo-Poważny Jurorze Marasie. :-)

Babska logika rządzi!

Więc jednak udało się wyrobić! :-)

Szacunek!

I nawet udało się znaleźć fajnego “pomysła”…

…pół. XD

Więc tak: Jest fajny pomysł, jest dobre wykonanie. Przede wszystkim fajnie “biegnie” się przez tekst. Trzymasz tempo odpowiednie dla tego pomysłu. Humoru nie dostrzegłem. :-)

Opowiadasz całkiem ciekawą, choć pewnie niezbyt oryginalną (zerknij na pierwszy myślnik poniżej) historię, potrafisz w nią wciągnąć. Ładnie nawiązujesz do zdarzenia rzeczywistego (tak, rozciągam komentarz pod wniosek o klika; wredni Użytkownicy!!!)

Natomiast w tym wyścigu z terminem nie udało się chyba wymyślić dwóch rzeczy:

– Jakiegoś zgrabnego wytłumaczenia pojawienia się widma

– Ciekawszego zakończenia

Pierwsze niby nie jest konieczne, ale mogło stanowić fajną wartość dodaną. W zakończeniu brakuje jakiegoś łupnięcia. Z tego, co pamiętam, miałem prawo do trzech drobnych czepów, więc chyba zmieściłem się w limicie. ;-)

Słowem, niezły koncept, fajna historia, przyjemnie się czyta (grozy nie czułem), ale i dajesz okazję, by wykorzystać przysługujący limit czepów. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dzięki, CM. :-)

Tak, dałam radę. Kolejnym rzutem na taśmę, która musi się czuć sponiewierana po licznych konkursach.

Tempo trzymam, bo ze znakami mi się zrobiło cienko. Wprawdzie można wycinać początek, kiedy grupa uwalnia się z celi, wykonuje kolejne zadania, ale chciałam odrobinę związać Czytelnika z tymi ludźmi. A potem już mi zostało miejsce tylko na gołe informacje, bez żadnych falbanek.

Oj, chyba Twoich wniosków o klika użytkownicy się nie czepiają?

Tak, koncepcja nie jest zbyt oryginalna. Ot, kilkoro młodych ludzi, zamknięta przestrzeń, agresywny duch… Ale przynajmniej nie jest śmieszna! Nawet nosorożec Maras klikiem docenił powagę sytuacji. ;-)

Dlaczego widmo się pojawia? A jaki to dzień?

Ciekawszego zakończenia nie ma. OK, chyba standard dla horrorów to zostawienie otwartej furtki do następnego odcinka – kobiecie udało się uciec z nawiedzonego domu, ale zło nadal grasuje po świecie. Tylko że nie potrafię w niewytłumaczalne zło. Tutaj (IMO) wszystko jest jasne. Bardzo łatwo nie doprowadzić do powtórki z rozrywki.

Humor. Byli już tacy, którzy dostrzegli…

Babska logika rządzi!

A ja uważam, w odróżnieniu od CMa, że łupnięcie jest! Zginęły dwie osoby na cztery z ekipy, śmiercią straszną, że tak powiem. Jak to nie jest łupnięcie to nie wiem, co nim jest. Ode mnie oczywiście za to plus, Finklo, bo ja akurat lubię jak główni bohaterowie padają jak muchy XD.

Widać pośpiech, ale mimo wszystko pomysł, jak i wykonanie pozostają zacne. Pierwsze skojarzenie mam z historiami pisanymi przez pana R. L. Stine’a, te na podstawie których kręcili potem odcinki Gęsiej Skórki. Taka młodzieżowa straszna opowiastka :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Dziękuję, Sy. :-)

Łupnięcie. No, można polemizować – gatunek “horror” z grubsza zdradza, czego należy oczekiwać i że nie będzie to śmierć we śnie.

Wydaje mi się, że już bardziej nowatorskie powinno być pokazanie człowieka, który chciałby ratować, ale nie może. Dopuszczam jednak, że się mylę.

Nie znam ani Sitne’a, ani Gęsiej Skórki. Dużo straciłam?

Babska logika rządzi!

Nie znam ani Sitne’a, ani Gęsiej Skórki. Dużo straciłam?

boziu, bardzo! To jedna z lepszych części mojego późnego dzieciństwa! :D

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Hmmm. No trudno, do dzieciństwa się już nie cofnę. ;-)

Babska logika rządzi!

Tak, dałam radę. Kolejnym rzutem na taśmę, która musi się czuć sponiewierana po licznych konkursach.

Patrz, dopiero luty, a Ty chyba jesteś jedyna, która ma szansę wziąć udział we wszystkich tegorocznych konkursach. :-)

Wprawdzie można wycinać początek, kiedy grupa uwalnia się z celi, wykonuje kolejne zadania, ale chciałam odrobinę związać Czytelnika z tymi ludźmi.

Słusznie. Tempo tempem, ale rozpędu czytelnik musi nabrać. Gnać od pierwszego zdania to niezdrowo.

Oj, chyba Twoich wniosków o klika użytkownicy się nie czepiają?

Jeden to mi nawet odrzucili! XD

Musiałem rozbudować komentarz. ;-)

Ale ja się już domyślam, kto to mnie (i Asylum;-)) tak prześladuje i jak przyjdzie czas, to się krwawo zemszczę. :-)

Dlaczego widmo się pojawia? A jaki to dzień?

I co, już? Halloween i tyle? Eeeee… ;-)

Stać Cię na bardziej kreatywne rozwiązania. :)

I nie kłóć się, że nie, bo Ci wygrzebię jakiś Twój tekst i udowodnię. :-)

Humor. Byli już tacy, którzy dostrzegli…

Prześladują Cię. :-)

Odnoszę wrażenie, to niektórzy nawet w Twoim wniosku o urlop szukaliby humoru. :-)

Na przykład osoba, która taki wniosek przyjmuje. ;-)

 

A ja uważam, w odróżnieniu od CMa, że łupnięcie jest!

Oj tam. Mścisz się za ten offtop pod Twoją walętynką! XD

Jak to nie jest łupnięcie to nie wiem, co nim jest.

Kiedy widzisz, dla mnie to było takie łupnięcie przez oświadczenie. Jest napisane, ale jako czytelnik tego nie czułem. Zwłaszcza w tym ostatnim zdaniu: Dostaję informację… i już. No i jak ja mam to poczuć? ;-)

Ale nie próbuję Cię w żadnym razie przekonać. Piszę tylko o swoich odczuciach. To normalne, że każdy odbiera dane elementy na swój sposób. Jeden czuje to, drugi coś innego. Wiadoma sprawa.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Konkursy. Już wszyscy odpadli? Ani jeden literkowy maratończyk nie został na trasie? W sumie, Mars okazał się wąskim gardłem…

Odrzucili Ci wniosek o klika? Okropne! Może w ferworze pisania zapomniałeś wspomnieć, co Ci się w tekście podoba?

Halloween. Nie tylko to. Ktoś wypowiada zaklęcie przyzywające, ktoś szykuje kanapki, na stole leżą latarki w kształcie świec…

A wygrzeb i udowodnij. Będzie mi przyjemnie. Innymi słowy: baby ch… nie wystraszysz. ;-)

Humor we wniosku urlopowym. Zgadłeś. Gdybym teraz złożyła, to szefowa albo by się długo śmiała, albo mi zrobiła kęsim.

Babska logika rządzi!

Możebne

Dziękuję, Nikozollernie. :-)

Babska logika rządzi!

Ani jeden literkowy maratończyk nie został na trasie?

Okazuje się, że bezczelnie pominąłem ANDO. Czyli jednak masz jakieś towarzystwo. Co nie zmienia faktu, że grupa ucieczkowa, jak na tak wczesny etap wyścigu, wyjątkowo nieliczna. ;-)

Odrzucili Ci wniosek o klika? Okropne! Może w ferworze pisania zapomniałeś wspomnieć, co Ci się w tekście podoba?

Wręcz przeciwnie. Akurat to była ta jedna jedyna rzecz, którą napisałem. XD

Uznałem, że jeśli tekst ma tysiąc znaków z hakiem, to wystarczy. ;-)

A wygrzeb i udowodnij.

A proszę Cię bardzo:

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/22029

Bóstwa pożenione z syfilisem. Można kreatywniej? :-)

Humor we wniosku urlopowym. Zgadłeś. Gdybym teraz złożyła, to szefowa albo by się długo śmiała, albo mi zrobiła kęsim.

Wiesz, ja już w połowie zdania wiedziałem, że przykład wniosku urlopowego to nie najlepszy pomysł, więc stwierdziłem, że skoro tak przestrzeliłem, to honorowo unicestwię się sam. ;-)

Ale ten wniosek urlopowy w kontekście humoru to może być taka broń obusieczna. Bo jak się ten zaległy urlop zbierze, to prędzej czy później i tak go trzeba wybrać. I kto się wtedy będzie śmiał?…

…dobra, wiem, że i tak szefowa. ;-)

Takie życie. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

No to gratulujemy ANDO! To nie była bułka z masłem. :-)

Hmmm, jeśli napisałeś, co Ci się podobało, a nie tylko, po Anetowemu, że tekst, to powinni uznać.

Na bóstwa miałam więcej znaków. I czasu. I chyba nie było ograniczeń, że nie może być śmiesznie, a to bardzo stresujący warunek.

Mojemu znajomemu nazbierało się 80 dni zaległego urlopu. Jakoś nikt się nie śmieje, tylko kombinują, co z tym fantem zrobić.

 

Babska logika rządzi!

Hmmm, jeśli napisałeś, co Ci się podobało, a nie tylko, po Anetowemu, że tekst, to powinni uznać.

Oczywiście, że napisałem po Anetowemu.XD

Ale to w końcu opowiadanie na tysiąc znaków. Co tam można więcej napisać?

Mojemu znajomemu nazbierało się 80 dni zaległego urlopu. Jakoś nikt się nie śmieje, tylko kombinują, co z tym fantem zrobić.

Ty, to wychodzi na to, że on przez ponad trzy lata nie miał ani dnia urlopu. Nawet nie wiedziałem, że tak można.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Nie wiem, o które opowiadanie chodzi. Ale można rzeźbić – że pomysł, że zbudowanie bohatera w 1000 znaków, że zwięzłość…

Był tu kiedyś konkurs na tekst do kilo znaków. I ludzie te opka komentowali.

Albo przez sześć brał po połowie… Coś tam wykorzystywał, bo wyjeżdżali…

Babska logika rządzi!

Ale można rzeźbić – że pomysł, że zbudowanie bohatera w 1000 znaków, że zwięzłość…

Wiem, Użytkownicy nie dali mi wyboru. ;-)

Raz chciałem pójść na skróty i od razu mnie “capnęli”. ;-)

Chodzi o to (i jednak okazuje się, że miało 2000 znaków):

https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/23746

Albo przez sześć brał po połowie… Coś tam wykorzystywał, bo wyjeżdżali…

To spróbuj sobie wyobrazić, co by było, gdyby on teraz chciał się zwolnić. Na odchodne w ramach wynagrodzenia za urlop dostałby dodatkową pensję za kilka miesięcy. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Wiesz, jednak sprawdzamy spełnienie warunków.

A, do tego jeszcze nie dotarłam zaległości mam jak stąd na Marsa.

No, teraz to bezcenny pracownik. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiesz, jednak sprawdzamy spełnienie warunków.

No teraz już wiem. XD

A, do tego jeszcze nie dotarłam zaległości mam jak stąd na Marsa.

Ale pozytyw jest taki, że akurat to za dużo czasu nie zabiera. ;-)

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Jak wpadniesz do sklepu tylko po paczkę masła, to też musisz czekać w kolejce do kasy. :-/

Babska logika rządzi!

W escape roomie nigdy nie byłam, ale narobiłaś mi smaka. Rozumiem, że nie powinnam iść w Halloween ;)

Fajne, kościelny i drzwi sprawili, że parsknęłam śmiechem, podobnie jak apetyt zjawy na dziewice, choć poza tym było straasznie ;)

Dobrze się czytało, pomysł mi się podobał, wykonanie też.

Klik i biegnę dalej :)

 

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Jak wpad­niesz do skle­pu tylko po pacz­kę masła, to też mu­sisz cze­kać w ko­lej­ce do kasy. :-/

W takich sytuacjach zwykle zaczynam kombinować, jak się obejść bez masła. ;-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dziękuję, Irko. :-)

Mnie się podobało, ale nie wszystkim musi. Taka zabawa jak w podchody, tylko bez lasu. ;-)

Dobrze, że było strasznie, w końcu otagowałam horror, co nie? I dobrze, że czytanie bez przeszkód.

 

CM, jak już się poszło do sklepu, to nie warto wracać z pustymi rękoma. Ale wcześniej można kombinować…

Babska logika rządzi!

CM, jak już się poszło do sklepu, to nie warto wracać z pustymi rękoma. Ale wcześniej można kombinować…

Obawiam się, że nie dysponuję żadną efektowną ripostą, więc nie pozostaje mi nic innego jak przyznać Ci rację. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Biorę rację pod pachę. ;-)

Babska logika rządzi!

Wiedziałam, że escape roomy są niebezpieczne. ;)

Oryginalny pomysł na ciężki dyżur. Znów mam dylemat – zabawne czy lekko napisane. Uśmiechnęłam się przy wstrzykiwaniu wody święconej.

Jeśli chodzi o maraton konkursowy – masz pierwsze miejsce, ja nie startowałam w świątecznym.

Dzięki, ANDO. :-)

Czasami udaje się uciec w porę… ;-)

Nie umiem ciężko pisać. I chyba nawet nie chcę. Na lekkie pióro mogę się zgodzić bez marudzenia.

A co mieli zrobić? Pluć tą wodą przez dziurkę w drzwiach?

Ta dam! Odtrąbiam niniejszym zwycięstwo w maratonie. Ale w konkurencji “tegoroczne konkursy” nadal stoisz na ringu.

Babska logika rządzi!

Ech, co Ci będę pisał, Finklo. To nie jest mój ulubiony gatunek, nie oglądałem żadnego Krzyku, ani Oszukać Przeznaczenia, czy jakoś tak. Jeśli Maras zawiąże ciasno krawat, jak się ostatnio dzieje u jurków, to nie powalczysz. Choć przyznaję, że momentami brzmi to całkiem poważnie. Nie będę się dłużej rozwodził, ale jak widzisz, zaglądam . :) Może w końcu napiszesz ten sequel. ;)

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Sympatyczne :)

Przynoszę radość

Dziękuję, Darconie. :-)

Ja też nie przepadam za horrorami. W ogóle nie znam tytułów, o których wspominasz.

Póki co Maras dał klika. Potem się zobaczy.

 

Dzięki, Anet. :-)

Ech, tylko sympatycznie. Czyli kiszka. ;-)

Babska logika rządzi!

No fajne. W sensie horror to chyba raczej nie, ale na pewno sie nie nudzilem.

Dziękuję, Pawelku. :-)

Cieszę się, że nie wyszło nudne. Jak na moje możliwości to horror. Straszniej chyba nie umiem.

Babska logika rządzi!

Finklo, a co byś powiedziała na próbę napisania opka z kupą czarnego humoru, podlanego groteską z odrobiną absurdu? Tak w stylu R. Topora. Myślę, że masz do tego predyspozycje ;-)

Podobało mi się, ale zabrakło mi właśnie tego pazura.

Pozdrawiam.

Miało być bez humoru, to i bez pazura chyba.

Nie znam Topora. Nie jestem pewna, czy umiem w czarny humor, ale możliwe, że to wykonalne.

Babska logika rządzi!

Kilka bardzo fajnych zdań przeplecionych szybką akcją, nie mogę być niezadowolony. Jestem tylko nieco i leciutko rozczarowany, że tak urywa się na końcu – prawdopodobnie leciałaś sobie z opowieścią, aż w końcu zauważyłaś, że pora już kończyć. ;)

No nic, z pułapki limitu nie ma ucieczki!

Dziękuję, Stn. :-)

Hmmm. IMO, opowieść się skończyła. Co tu jeszcze zostało do dodania?

Większym wrogiem był termin. Z limitem potrafię negocjować. Był jeszcze potencjał na cięcia, gdyby okazały się konieczne.

Babska logika rządzi!

Tak się właśnie terminowałaś, że puenta wygląda na przyspieszoną. Do tej północy miałaś sporo czasu, tak samo ten paskudny duch. Choć że swoją chętką na kanapki przypomina mi raczej kolegów z klasy z czasów dorastania w męskim technikum. ;)

Teoretycznie, czasu jeszcze trochę było. Ale ostatnio notorycznie zasypiam przed kompem. Kimnęłabym, obudziła się o 1.30 i co?

Dusze są łase na żarcie już od czasów starożytnych Greków. Niewykluczone, że dotyczy to głównie męskich dusz. ;-)

Babska logika rządzi!

No nico, do godziny duchów miałabyś nadal trochę zapasu.

Doczesne przyjemności są zawsze przyjemne. Nawet diabeł czasami wylezie z nory sobie pograndzić ;)

No, nie wiem, jak to liczysz. Gdybym przysnęła, mogłabym się obudzić dopiero po północy. Bo to raz tak się zdarzało?

Co innego biednym duchom pozostało? ;-)

Babska logika rządzi!

Zatem nie pij w trakcie pisania. ;)

Dupczenie? Duszenie? Nie wiem jak je odmieniać. ;)

Kiedy ja już nie piję! Jakiś zboczeniec wymyślił, że moja robota ma startować o 7.30. A żeby mu wszy spać nie dały.

Nie jestem pewna, jak to jest z dupczeniem. Typowy duch jest bezcielesny, a to może nieco utrudniać. ;-)

Babska logika rządzi!

Właśnie dlatego nie chodzę do escape roomów.

Bardzo spodobał mi się moment, kiedy bohaterowie chowają się w skarbcu po całym przywoływaniu i śmierci jednego z towarzyszy. Do tego Marek próbujący dostać się do środka, kiedy nie wiadomo do końca, co dzieje się z tamtymi. Ten moment jest zdecydowanie najlepszy w całym opowiadaniu i wtedy poczułem się do niego przykuty. Oprócz tego czyta się po prostu dobrze. Parę kwestii można by tu zapewne rozwinąć, ale w tej formie opowiadanie też się broni. :)

Dziękuję, Crucis. :-)

Nie no, zazwyczaj w escape roomach nie pojawiają się prawdziwe duchy. ;-)

Bohaterowie dużo opcji nie mieli… Zależało mi właśnie na pokazaniu tego bezradnego faceta z drugiej strony drzwi, który chciałby pomóc, ale nic nie może zrobić.

Na pewno można rozwijać i doszlifowywać…

Babska logika rządzi!

 

Dziękuję, Szanowny Jurorze Blacktomie. :-)

Teraz powinnam opowiedzieć, z czym mi się kojarzą te plamy? Widzę trzech dzielnych Czwartkowych Dyżurnych zmagających się z mrowiem tekstów. Niby osaczeni, ale dają radę, powoli zdobywają pole.

Babska logika rządzi!

Sprawnie napisane i dobrze się czytało. Wiarygodne dialogi i zachowania oraz dobrze oddany klimat escape room’u. Ciekawy jest ten duch co lubi dziewice i kanapki :) Jedynie kilka ostatnich zdań wydało mi się w jakiś sposób skrótowe, ale to pewnie w związku z limitem.

Dziękuję, Edwardzie. :-)

Kto nie lubi dziewic i kanapek? ;-)

Bardziej z terminem, gdyby chodziło o limit mogłabym jeszcze coś wyciąć. Akcja jest szybka, więc krótkie zdania pasują. A potem już nie ma co opisywać – gliny próbują przez kilka godzin włamać się do pokoju, ale im nie wychodzi. Tylko drzwi bardziej podziurawili, niszcząc przy okazji trzy wiertła. Przez dziurki wprowadzili endoskop, pooglądali sobie zamrożonego ducha w podczerwieni i koniec sukcesów.

Babska logika rządzi!

Ok rozumiem dzięki :)

 

Sympatyczna historia, ale gdyby ją jeszcze obudować i pdretuszować – starszyłaby:-) Te fabuły same ci wchodzą pod palce i układają w nową melodię! Czytało mi się fajnie, tylko nie zorientowałam się, że jeden z tych duchów był sztuczny.

Ja z escaperoomu z jakiegoś obozu się wydostawałam i grzebaliśmy w historii paskudnej części medycyny. Mieli nas uśmiercić i wirus wypuścić. Fajnie było. 

 

Jako jedna z nielicznych na forum potrafisz zbudować bohatera nieWertera, nieKonrada, nieJasiaFasolę, lecz takiego który jest zwyczajnym człowiekiem. Nie tragizuje, nie prześmiewa, reaguje, bo musi. To bliskie życiu. Lubię takich bohaterów. Większa w nich prawda niż w heroiźmie.

To, chociaż  krótkie i na życzenie, też to ma. xd 

A tak w ogóle to gratki za maraton:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Dzięki, Asylum. :-)

Zgadzam się, że historii przydałyby się jeszcze ze dwa-trzy dni pracy.

Jeden duch był częścią scenariusza – w końcu przeczytanie części inkantacji powinno mieć jakiś skutek, nie?

O, czyli naprawdę są medyczne escape roomy? Przyznam, że ściemniałam, żeby zdobyć strzykawkę.

To masz doświadczenia bardzo na czasie. ;-)

Wiesz, ja chyba nie bardzo trawię heroicznych bohaterów, którzy pocą się czystym testosteronem. Zawsze mi się wydaje, że wtedy wygląda jak macho, dupek albo śmiesznie. To muszę bazować na takich, jakich lubię. :-)

Z maratonu czuję się dumna.

Babska logika rządzi!

I ja się czuję dumna, choć nie ja pisałam xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Czyli sukces ma wielu ojców, a czasem i niejedna matka się znajdzie. :-)

Babska logika rządzi!

:D

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

I ja się czuję dumna, choć nie ja pisałam xd

W sumie ja też się czuję dumny. ;-)

Więcej! Pragnę zauważyć, że razem z Asylum pokonaliśmy w tegorocznym maratonie konkursowym dokładnie taką samą odległość jak Finklowie…

…z tą drobną różnicą, że biegniemy w drugą stronę. XD

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Dumna rodzina się rozrasta. ;-)

Wy mieliście z górki! ;-p

Babska logika rządzi!

Wy mieliście z górki! ;-p

Z górki, z wiatrem i na rowerach. ;-)

 

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Ale wiesz co? Gdybyś mnie tak nie podpuszczał w innych wątkach, nie czułabym takiego parcia na udział i pewnie bym któryś konkurs odpuściła.

Babska logika rządzi!

To poczekaj, co się będzie działo, jak wytrzymasz do października. :-)

Zorganizuję Ci grupę kibicowską. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

<zapisuje w kalendarzu: od września przejść do głębokiej konspiracji>

Babska logika rządzi!

Hmm, znaleźć schowane, ukryte? Od czegoś przecież mamy dwie agencje detektywistyczne na forum. Złoży się zlecenie i po sprawie. Tylko konta trzeba przygotować na tę okoliczność, bo słono sobie liczą, ale do września coś tam da radę uskładać. grosz do grosza. xd

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Mam nadzieję, że jednak nie będzie Was stać. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie wiem, sama nie podołam pioruńskim wydatkom. – Westchnęła ciężko.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

<zapisuje w kalendarzu: od września przejść do głębokiej konspiracji>

No wiesz?! To ja Ci tu organizuję doping, a ta zamierza przechodzić do konspiracji! W głowie się od tej sławy przewraca! ;-)

Swoją drogą, mam nadzieję, że zdążyłaś już odpocząć po maratonie, bo najwyraźniej zanosi się na kolejny. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Po prostu skromność. I co z nią zrobić? ;-)

Widzę… Nie zdążyłam. Ale jak mus, to wiewiórka z absurdem.

Babska logika rządzi!

Przynajmniej przy wiewiórkach nie ma szlabanu na humor. ;)

Ciekawe jak z Kawką…

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Sądząc po niektórych hasłach, to chyba też nie ma. Przynajmniej ja bym nie potrafiła o niektórych pisać na poważnie. Ale z drugiej strony, gdybym wybrała “trzeszczącą trumnę”, to pewnie i tak by wyszło śmiesznie.

Babska logika rządzi!

Ale z drugiej strony, gdybym wybrała “trzeszczącą trumnę”, to pewnie i tak by wyszło śmiesznie.

Nom. W Twoim przypadku nie ma haseł nieśmiesznych. ;-)

Ja tam chciałem zapolować na wdowią zakrystię. :-)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Tyż piknie, tyż wesoło. Hej!

Babska logika rządzi!

Jak tak czytałam, to przypomniał mi się wątek z “Instytutu” Żulczyka z niby nawiedzonym mieszkaniem, bo też taki dreszczyk i coś z pogranicza historii o duchach i współeczesnych strachów. Przyjemna lektura, ale zakończenie wydaje się trochę tak urwane, w sensie jest taki niedosyt nie w sensie czekania na więcej, ale typu, że brakuje mocniejszej puenty. Aczkolwiek, chyba zachęciłaś mnie – paradoksalnie – do nowego doświadczenia, bo w escape roomie to mnie jeszcze nie wiedzieli smiley

 

Dziękuję, Oidrin. :-)

Nie znam “Instytutu”, więc trudno mi się wypowiadać.

Horrory nie są moim ulubionym gatunkiem. To też może być przyczyna niedopracowanej końcówki. Ale skoro zakazali wygłupów, to próbowałam nastraszyć. :-)

Mnie się podobało uciekanie dla zabawy. Masz ochotę – próbuj.

Babska logika rządzi!

Bardzo fajne opowiadanie – przygoda, groza i… humor devil (upiór opychającymi się kanapkami był ewidentnie humorystycznym elementem). Trafiłaś z opowiadaniem w to, co lubię. Z tych, które przeczytałem, to najlepszy tekst do tej pory. Ale czapki z głów, jeśli piszesz takie opowiadania od ręki i poddajesz jedynie kosmetycznej autokorekcie. Moim zdaniem tekst został zapisany lekko i bez potknięć, więcej nie było tu trzeba. Skojarzyłem, że nawiązałaś do pożaru w Koszalinie i przyznaję, że to ciekawa inspiracja. Filmu o escape roomie nie oglądałem, ani sesji w takim miejscu nie odbyłem, lecz myślę sobie, że przekonująco rozpisałaś taki pokój w tekście. Klimatu zrobiła tu aranżacja sesji w stylu fantasy, a grozy napędziło złamanie karku. Dialogi wybrzmiały przekonująco i tu widzę niemały plus. Kanapki i cała nieporadność Marka miały trochę z humoru, a trochę z takiego żalu nad skradzionym posiłkiem i beznadziejnym siłowaniem się z drzwiami.

Dziękuję, Mersayake. :-)

Cieszę się, że opko przypadło do gustu.

Od humoru chyba się nie uwolnię. Jeszcze trochę i przy anonimowym konkursie będzie można strzelać, że “to najśmieszniejsze to musi być Finkli”. ;-)

W “Dziadach” można częstować duchy jedzeniem. Ale jak u mnie duch zwinie kanapkę, to od razu humor…

Jakoś nie robię wielu błędów przy pisaniu. Czasem coś się zdarzy, ale garstka.

Pożar w Koszalinie to właściwie nie była inspiracja, tylko obserwacja. Sama byłam w escape roomie dwa razy – przed i po. Dużo się zmieniło. Za drugim razem – jak opisałam – kłódki i zamknięcia były symboliczne, mogliśmy wyjść w każdej chwili, gdyby ktoś nagle potrzebował.

Nie marudź na Marka, robił, co mógł. ;-)

Babska logika rządzi!

Ale to jest nietypowy rodzaj humoru, taka nieintencjonalna groteska. Powinnaś opatentować, stemplować opowiadania, chociaż z drugiej strony trudno byłoby to podrobić.

Szkoda zatem, że dopiero tragedia odmieniła procedury i organizację zabawy. Ale sam motyw escape roomu wyszedł bardzo ciekawie, aż zachciało się spróbować przygody. Co prawda upiór napędza trochę strachu, ale może wystarczy unikać takiego wypadu w Halloween…

Taaak, sądzę, że inne dni będą bezpieczne. ;-)

Tragedia i procedury. Hmm, podejrzewam, że to jak ze wszystkim – jeśli zachowujesz zdrowy rozsądek, to zabawa będzie dobra i ryzyko niewielkie.

Kiedy byłam za pierwszym razem, byliśmy zamknięci naprawdę. Ale na zewnątrz siedział facet i (chyba) oglądał na laptopie, co kombinujemy. A nawet gdyby nie patrzył bez przerwy, mieliśmy walkie-talkie. Wykorzystywaliśmy raczej do proszenia o podpowiedzi, ale pewnie zadziałałoby i w bardziej drastycznych sytuacjach.

No, gdyby ten facet dostał zawału, to byłby problem, ale nie da się uniknąć ryzyka w ogóle.

Ale to nie było tak, że przed pożarem założenia były głupie, a procedury awaryjne nie istniały.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka