- Opowiadanie: KatarzynaSikora - Trzynastego

Trzynastego

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Trzynastego

Jeżeli istnieje nadprzyrodzona moc, na pewno nie została zaklęta w przedmiotach.

Budzik zadzwonił o siódmej trzynaście, bałam się poruszyć. Znajomi wypominają mi, że od dawna nie wrzucałam nic na Facebooka, ale o czym tu pisać…

Przez panoramiczne okno gapi się na mnie czarny pokurcz z włosami upiętymi w kok na czubku głowy – gipsowy posążek buddy.

Sąsiadka, która modliła się do buddy, rozwiodła się, a gmina zlicytowała jej dom.

Kilka wstrzymywanych oddechów później udało mi się przekręcić do pozycji psa. Postawiłam na podłodze lewą, a potem prawą nogę.

Nie jestem przesądna.

Buddę odziedziczyła para nowo poślubionych sąsiadów. Postawili pokurczowi doniczkę z bratkami, a gołębie upstrzyły go odchodami.

W kuchni pachniało kawą, ale dla mnie nie zaparzył. "Dy-wa-no-wał". Kilkadziesiąt lat treningu, a tu ot, niewinny łuk, wygięcie ciała i poszło: rwa kulszowa.

Na dywanie mąż urządził sobie salę tortur, tu rozciąga mięśnie, tu też powstało tymczasowe biuro. Wkrótce biuro stało się zbędne.

Kot rozdrapał sobie ucho do krwi. Świerzb.

– Diabełku, kiedy mamy weterynarza?

Oby nie było za późno. Ostatnio w moim życiu szybko stawało się na coś za późno.

Ach, zapomniałabym, wczoraj nowa sąsiadka rozwiodła się z mężem.

Przerzuciłam kartki kalendarza: od wypadku męża do dnia, kiedy jego firma splajtowała, upłynęło trzynaście dni. Przez kolejnych trzynaście uwijałam się na dwa etaty. Wreszcie wycieczka w Tatry, na którą pojechałam sama. Trzynaście dni temu wróciłam do Warszawy na sygnale.

Z połamanymi żebrami.

"Ze złymi duchami można negocjować", słyszę w głowie głos babci.

Odwalona na mikado stanęłam w drzwiach domu i zawołałam kota:

– Czas na negocjacje!

Zanim pokonałam próg prawą ręką zrobiłam znak krzyża, a lewą uszczypnęłam się w policzek. Powtarzając ommmm, ommmm, om-mm-mijałam popękane płytki chodnikowe. W dłoni trzymałam worek z gadżetami, na ramieniu czarnego kota. Co trzy kroki spluwałam przez wolne ramię. Odstawiłam kota i przeskoczyłam przez płot.

Celnie wymierzonym kopem powaliłam buddę na pysk, przebiłam osinowym kołkiem, obsypałam czosnkiem, a na koniec trafiłam go srebrną kulą do kręgli.

Rozwiodę się, ale na własnych warunkach!

Koniec

Komentarze

Lubię takie skróty myślowe w obyczajówce. Jest to pod pewnymi względami ryzykowne, nie każdy podąża podobnym tokiem myślowym. Sprawnie zmieniasz poszczególne sceny, słów używasz czasem dosadnych, ale właściwych dla tej konkretnej sytuacji.

Pozdrawiam.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Budzik zadzwonił o 7.13 – zmieniłabym na zapis słowny.

 

A tak poza tym bardzo fajny tekst, z pomysłem. Szybki i szybko się czytało.  Szybko też klikam :)

Szorcik ok, z tych, które uśmiechają, choć nie zapadają na długo w pamięć, ale zgrabnie napisany, ładnie ten potok myśli ujęłaś. Plus przewrotna pointa.

 

Z technikaliami, zwłaszcza przecinkami bywa niedobrze:

 

Jeżeli istnieje nadprzyrodzona moc[+,] na pewno nie została zaklęta w przedmiotach.

Sąsiadka, która modliła się do buddy[+,] rozwiodła się, a gmina zlicytowała jej dom.

Kilka wstrzymywanych oddechów później[-,] udało mi się przekręcić do pozycji psa.

Ach, zapomniałabym, wczoraj[-,] nowa sąsiadka rozwiodła się z mężem.

Przerzuciłam kartki kalendarza: oOd wypadku męża do dnia, w którym jego firma splajtowała[+,] upłynęło trzynaście dni.

Zanim pokonałam próg[+,] prawą ręką zrobiłam znak krzyża,

 

Ostatnio w moim życiu szybko stawało się na coś za późno.

Nie brzmi mi to zdanie dobrze, czytałam ten kawałek kilka razy i za każdym się na nim potykałam.

 

Przerzuciłam kartki kalendarza: Od wypadku męża do dnia, w którym jego firma splajtowała upłynęło trzynaście dni. Przez kolejnych trzynaście uwijałam się na dwa etaty. Wreszcie wycieczka w Tatry, na którą musiałam jechać sama.

 

W przedostatnim akapicie usuń enter przed “do kręgli”.

http://altronapoleone.home.blog

O przecinkach i zapisie liczebników już wiesz, proponuję poprawić usterki, które wyłapali przedpiścy.

Lekkie opowiadanie, miejscami zabawne, chociaż nie zapadnie na długo w pamięć. Skróty myślowe wywołują wieloznaczność, np. w zwrocie “diabełku”. Czyżby to było do męża? ;) Temat mocno eksploatowany, ale sympatycznie przedstawiony.

Darcon, 

 

Cieszę się, że spodobało Ci się to opowiadanko. 

Dałeś mi do myślenia. Bo czy można zadowolić wszystkich? Moim zdaniem to jest niewykonalne. Ale wciąż się mylę i uczę na błędach, dlatego chętnie podyskutowałabym na ten temat. 

Dziękuję za komentarz <3 

Pozdrawiam i do spisania. 

Katia, 

 

Cieszę się, że i Tobie, królowej budowania nastroju, spodobał się tekst. Błąd już poprawiłam, dziękuję za wytknięcie.

Pozdrawiam <3 

Drakaina, 

 

Dziękuję! I dziękuję za korektę. Już naniosłam poprawki, pomyślę jeszcze nad tym niefortunnym zdaniem o stawaniu się na coś za późno.

Mam blokadę, potwornie rozbolała mnie głowa, wszyscy wokół smarczą, chyba i mnie bierze. 

 

Dziękuję za komentarz <3 

Ando, 

 

Dziękuję za komentarz i cieszę się, że udało mi się rozśmieszyć. 

Ando, kobieta, która myśli o mężu “diabełku” nigdy nie zechciałaby się z nim rozwieść ;)

Podpisano: mężatka z dwudziestoletnim stażem :)

 

Pozdrawiam <3

 

Mam blokadę, potwornie rozbolała mnie głowa, wszyscy wokół smarczą, chyba i mnie bierze. 

Szczerze współczuję, bo sama właśnie usiłuję wyjść z zapalenia zatok. Trzymaj się zdrowo, zdanie poczeka!

http://altronapoleone.home.blog

Drakaina,

 

Zapalenie zatok, to jest moja zmora. Kiedy miałam sześć lat mama, po raz pierwszy, załatwiła mi seans u Clivea Harrisa. Nad nikim tak nie drżał, okropnie się trząsł, jak nade mną! Straszne wspomnienia, myślę o czasie oczekiwania w kościelnej kolejce. Po latach pojawił się Kaszpirowski, już studiowałam i pracowałam równocześnie. Ilekroć wracałam do domu spóźniona na Kaszpirowskiego, dostawałam burę: “Mógłby cię uleczyć, a ty się gdzieś włóczyłaś”. Dodam, że mama jest lekarzem ;) Kiedyś napiszę powieść o leczeniu chronicznego zapalenia zatok :)

 

Pozdrwaiam.

Mnie jakoś nie przekonało :(

Chciałabym w końcu przeczytać coś optymistycznego!

Poziom literacki bardzo wysoki. Widać, że w potoku myśli jest metoda. A jak niektórzy wiedzą – lubię umiejętnie rozpisane obyczajówki :)

Mnie również nie przekonało, niestety. Głównie dlatego, że opowieść jest niepełna, w tym sensie, że mamy tak: Budda zsyła na bohaterkę nieszczęścia ---> bohaterka rozwala Buddę. I koniec. Wygląda to bardziej na jedynie wstęp do jakiejś opowieści.

Technicznie – ogólnie ok, ale trochę chaotycznie, zwłaszcza na początku. Skróty myślowe, jak dla mnie, nie pomagają. 

Aha, no i można by się czepić (ale ja się nie czepię, oczywiście :D ) dlaczego problemy bohaterów zaczęły się dopiero w ostatnim czasie, skoro posążek stał w sąsiednim domu od dawna.

Plus za to, że trochę uśmiechnęło, za ostatnie zdanie-lekki twist oraz przemianę wewnętrzną bohaterki. :)

No i zaciekawiłaś, które wydarzenia z tej fikcji są faktami. :D

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Sympatyczny, przyjemny szort z fajną puentą. :)

Mam nadzieję, że tyle wystarczy do wniosku o klika, bo nie zawszę mogę pisać elaboraty pod przeczytanymi opowiadaniami. :)

EDIT pod drugi wniosek o przyznanie klika. XD

Szort utrzymuje żartobliwą tonację. Co prawda długo jej utrzymywać nie musi, bo to w końcu ledwie dwa tysiące znaków z hakiem, tym nie mniej trzymasz konsekwentnie równy, podparty ironią, lekko humorystyczny wydźwięk budujący puentę.

Fajnie, przynajmniej z mojej perspektywy, stosowane pojedyncze akapity akcentujące humor. Znów, nie ma ich za wiele, ale i tekst krótki. :)

Humor nienachalny, raczej z gatunku sympatycznych, ale też nie na siłę. Raczej swobodnie bazujący na humorystycznym potencjale krótkiej historii.

Mam szczerą nadzieję, że po edytce Użytkownicy okażą mi litość i wniosek przejdzie. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

Deurdriu,

 

Uwielbiam Twój komentarz. Dziękuję serdecznie <3 

El Lobo, 

 

Dziękuję za komentarz. Żałuję, że Cię rozczarowałam. Postaram się wypełnić fabularne dziury: posążek zmienił miejsce, dlatego dopiero w tamtej chwili jego moce zwróciły się przeciwko bohaterce, smierć Buddy powinna załatwić problem, pokaż mi opowieść, która temu przeczy? ;) 

Co do prawdy zawartej w opowieść: wszystkie pary, które zamieszkiwały sąsiedni dom rozwiodły się. Zastanawiam się, bo to nie może być zbieg okoliczność, albo dysfunkcyjne małżeństwa wybierają domy z trapezoidalnym trawnikiem, albo trapez przynosi pecha ;) 

 

Pozdrawiam

CM, 

 

Dziękuję Ci za komentarz i klika.

 

Pozdrawiam

Paraskadewikadriafobia.

Ciekawe, ale za bardzo skondensowane i przez to hermetyczne. Dlaczego tak?

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, 

 

W zamyśle to miało być opowiadanko na kształt skeczu, musiałam przyciąć tekst do dwóch minut nagraniowych. To było ciekawe doświadczenie, nauczyło mnie między innymi eliminacji za długich słów, tych “trzeszczących” i “świszczących”. Na przyszłość pracuję nad dykcją :) Z nagrania nic nie wyszło, więc postanowiłam podzielić się tym szortem.

Pozdrawiam

W takim razie wszystko jasne:). Nie dawał mi spokoju układ i dobór słów, dzięki, że odpowiedziałaś i fajnie, że podzieliłaś się szortem:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, 

 

Dziękuję za rozmowę i do spisania :) 

Dobrze, że piszę później, bo rozmowa z Asylum wyjaśnia chyba pewne rzeczy. Gdy czytałem opowiadanie po raz pierwszy brakowało mi trochę “kleju” pomiędzy kolejnymi zdaniami, przeskok między myślami zdawał mi się czasem nie być płynny, ale z tego co widzę jest to chyba wynik tego, że chciałaś je maksymalnie skrócić do, jak sama stwierdziłaś, dwóch minut nagraniowych.

 

Na plus to, że jest napisane dobrze i przekazujesz maksimum treści przy relatywnie małej ilości słów i że jest zabawne i lekkie.

Na jeszcze większy plus zasługuje to, że gdy czytałem je po raz drugi dojrzałem więcej elementów i wydarzeń.

 

Drobna uwaga techniczna (choć może to zamierzone?)

om-mm-mijałam → om-mm mijałam

 

Pozdrawiam i byle do czternastego :)

@Edwardzie w om nie ma błędu technicznego, to mantra:)

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

No tak podejrzewałem, że czegoś nie załapałem :)

Chaotyczny potok myśli, ale tym bardziej prawdziwie wychodzi. Choć niestety przez to mnie nie uwiódł. Jednak definitywnie to ciekawy koncert fajerwerków, który może znaleźć swoich fanów.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Edwardzie, 

Mogę się do Ciebie zwracać Edku?

 

Cieszę się, że doceniłeś lekkość i humor, bo to był mój główny cel. Co do kleju, to krótka forma, musiałam się “zmieścić”, jeżeli go za brakło, to z winy mojego temperamentu. Dziękuję za komentarz.

 

 

Asylum, 

 

Dziękuję za pomoc, chodzi mi o tę mantrę.

 

Pozdrawiam

 

CM, 

 

O Cię!

Dziękuję Ci za Edit i ciąg dalszy pochwały tekstu. Jestem w niebie. Dziękuję ponownie i cieszę się, że trafiłam do biblioteki.

 

Pozdrawiam

NoWhere, 

 

Szkoda, że nie uwiodłam Cię tym tekstem, niemniej jednak komentarz odbieram pozytywnie i serdecznie za niego dziękuję.

Pozdrawiam.

 

 

Nie porwało mnie, ale czytało się dobrze :)

Przynoszę radość :)

Anet, 

 

Grunt, że dobrze się czytało :) Jupi!

 

Dziękuję za komentarz.

 

Fajnie napisana historyjka, czytało się dobrze, ale raczej nie zdoła zapaść w pamięć.

 

a go­łę­bie uwa­li­ły go gu­anem. ―> Guano to odchody ptaków morskich, nie gołębi.

 

Wreszcie wycieczka w Tatry, na którą musiałam jechać sama. ―> Czy udział w wycieczce naprawdę jest przymusowy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, 

 

Ładnie mnie wydałaś. Guanem posłużyłam się, bo nie chciałam “strać”. Ale masz rację, sranie jest naturalne i nie należy go unikać. Dziękuję za wytknięcie mi tych Tatar, w istocie nie są obowiązkowe.

 

Pozdrawiam <3

 

Ale masz rację, sranie jest naturalne i nie należy go unikać.

Unikanie srania może nie tylko zniekształcić przekaz pisany, ale też, co gorsze, doprowadzić do poważnych komplikacji zdrowotnych. ;)

Tak, Katarzyno, gołębie, nie da się ukryć, srają. Nawet sławetny Przekrój, w czasach kiedy jeszcze był tygodnikiem i bywały w nim świetne krzyżówki, zamieścił w którejś hasło: SRAK POKOJU. Do diagramu należało wpisać, rzecz jasna, gołąb. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy,

 

hahahaahahah przypomniałaś mi sraka pokoju, wieczorkiem opowiem ją córce. Wiedzę, że nasze poglądy w wiadomej sprawie są zgodne. Postanawiam przestać owijać “bułkę w bbibułkę” tylko mówić jak było :)

 

Pozdrawiam 

Chwalebne postanowienie, Katarzyno! ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, 

No wiem ;)

Hmmm. Mało fantastyki – trochę posążek wydaje się bruździć, ale to może być zbieg okoliczności. Prawo wielkich liczb, te rzeczy…

Jak dla mnie – za duże skróty myślowe. W pewnym momencie już nie wiedziałam, kto miał tę rwę – mąż czy bohaterka.

Kim jest diabełek – nadal nie wiem. Może kot.

Babska logika rządzi!

Finkla, 

 

Ależ mnie tutaj długo nie było! Przepraszam za zwłokę. Tekst musiał być krótki, dlatego tak wyszło. Masz rację, muszę rozwinąć te skróty myślowe. A Diabełek to w istocie kot i to też wyjaśnię. 

Pozdrawiam noworocznie <3

 

Nowa Fantastyka