- Opowiadanie: Łosiot - Nowe zlodowacenie

Nowe zlodowacenie

Opowiadanie dedykuję profesorowi Jamesowi Lovelockowi. Miłej lektury. Marcin Popiel

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Nowe zlodowacenie

– Chcę być live, teraz! 

Miga zielona ikonka z uniesionym w górę kciukiem. Jestem na żywo; eksploduję w huragan gestów, mimiki i słów.

– Cześć kochani! Ale się cieszę, że mnie widzicie, nie mogłem się doczekać, no nie mogłem! 

Teraz szybko, do rzeczy. Widzowie mają mało cierpliwości.

– Wreszcie jest! I wiecie, co? Powiem wam już teraz kochani: szok!

Nie muszę sprawdzać na podglądzie; wiem, co w tym momencie zobaczyli: na ich ekranach wybuchłem, ale tym razem kolorami tęczy, emotkami, całym tym hałasem, który wszyscy uwielbiamy. Wracam, trzymam w dłoniach czarne pudełko ze złotym napisem na wieczku. 

– Najpierw folia. Zobaczcie, jak mi drżą ręce! – śmieję się, oni pewnie też; na pewno widzą z bliska moje dłonie i doskonale słyszą ten cudowny dźwięk rozrywanej warstwy plastiku.

– Kochacie ten szelest, prawda? – Zerkam na ekran podglądu; sypią się serduszka i uśmieszki. Łapię flow, są moi. 

– Producenci twierdzą, że ta generacja jest ich szczytowym osiągnięciem. Że wypełnili swoje przeznaczenie; dostarczyli nam nieskończoną moc w doskonałym designie. – Wciąż jeszcze drżącymi rękoma, unoszę wieczko pudełka. 

– Zajrzyjmy do środka – mówię przez ściśnięte emocjami gardło. – Kochani, nie wiem jak wy, ale ja jestem strasznie podekscytowany. Tyle czekaliśmy!

Na podglądzie prawdziwa burza emotków, daję się porwać fali endorfin.

– Spójrzcie tylko, jaki piękny – szepczę, podnosząc wzrok znad lśniącego cudeńka tylko po to, by znów wpatrzeć się w nie jak matka w nowo narodzone dziecko. 

– Mam go pierwszy, to dla mnie zaszczyt. Ale wy też możecie go mieć. Już wkrótce będzie w sprzedaży.

 

Czasem tak jest, że masz paskudny nastrój, ale zdajesz sobie z tego sprawę dopiero, jak spotkasz drugiego człowieka. Bo jeśli w polu rażenia nie ma nikogo, chandra siedzi cicho.

Obudziłem się późnym rankiem. Gdy kładłem się spać, czułem się gwiazdą, do tego otrzymałem odznakę Złotego Ambasadora Marki, pokaźną sumkę na konto i tysiące komentarzy.

A teraz jakoś nie bardzo chciało mi się wstawać. Wczorajsza magia zostawiła po sobie pustkę, wszystko zrobiło się zwyczajne.

– Chcę… Nie wiem – burknąłem. 

Na domowych interfejsach mrugnęły różowe, lubieżne ikonki. Oto pomysł na poprawę nastroju. 

– Chcę porno – powiedziałem. 

Ścienny ekran ożył.

 

Chandra błysnęła ostrymi ząbkami, gdy spotkałem się z moją przyjaciółką, Jess. 

– Pokażesz go w końcu? – pytała sącząc przez zakręconą słomkę coś, co jak stwierdziła, “jest absolutną nowością i hitem świata koktajli molekularnych”. 

– Chcę to – rzuciłem od niechcenia, wskazując na jej szklankę. 

– Pokaż, nie daj się prosić.

– Jess, hellou? Wczoraj był unboxing, nie oglądałaś? 

– Jeśli spotkaliśmy się po to, żebyś się ze mną droczył, to ja dziękuję – odparła urażonym głosem. 

Dostałem mój koktajl, w płynie kłębiły się chmury o różnych barwach. Wypiłem łyk, niezłe.

– Jess, jakie to jest paskudne, jeśli to ma być hit, to ja dziękuję.

– Co ci jest dzisiaj? Coś cię gryzie? – Tym razem w jej głosie było słychać prawdziwą troskę, poczułem wyrzuty sumienia.

– Nie wiem. Jakoś mi dziś źle od rana. Wczoraj było tak wspaniale, zrobiłem bardzo ważną premierę, rozumiesz? Nikt tego jeszcze nie ma, tylko ja! I mam nową odznakę. 

– No, to chyba super, co? – odparła.

– Tak, chyba. Masz, zobacz go – powiedziawszy to, położyłem moją najnowszą zabawkę na blacie kawiarnianego stolika. 

– Jest… piękny – powiedziała z podziwem. 

– No, weź, nie martw się o ślady paluchów – zachęciłem ją pojednawczym tonem. 

Oglądała go długo, gładząc krzywizny pięknie poprowadzonych krawędzi i wodząc opuszkami palców po lśniących powierzchniach. 

– I co? – zniecierpliwiłem się. 

– Robi wrażenie – oparła, odkładając delikatnie urządzenie na dokładnie to samo miejsce, z którego je wzięła. 

– A ja, tak serio, Jess, to nie wiem. Rano pomyślałem, że właściwie jest taki sam jak wszystkie inne.

Kiedy to mówiłem, Jess właśnie sięgała po swój. Miała model starszy o dwie generacje (nie tak dawno, wtedy jeszcze jako Srebrny Ambasador Marki, robiłem unboxing). Dziewczyna położyła swój sprzęt obok mojego i spojrzała nań, przechylając na bok głowę. 

– No, jest podobny, to na pewno. Ale od razu wiedziałabym, który jest który. Twój wygląda jakoś tak wiesz, kosmicznie. Mój jest zwykły.

– O właśnie, zwykły. Dziś ten mój też wydał mi się zwykły.

– Stąd te humory? 

– Może? Poza tym, zawsze źle znoszę oczekiwanie na nowości. 

– Hej, tylko nie to! Chcę sobie sprawić taki jak ten twój, zapisałam się do kolejki, ciułam kasę, chcę w końcu mieć topowy model, niech trochę poczekają! 

Jess była dwie generacje w plecy nie tylko w tym przypadku, ale i wielu innych. Nie zarabiała tyle co ja, więc czasem zdarzało jej się założyć coś mocno passe, a sprzęt w domu miała nieco przestarzały. Lubiłem ją i przymykałem na to oko, ale oboje wiedzieliśmy, że przez przymrużone powieki przecież i tak wszystko widać.

– Na przykład, do domu pójdę dziś na piechotę. – Jessie uśmiechnęła się i wstała.

– No co ty – parsknąłem. – Chcę auto, jedziemy do Jess.

 

– Może wejdziesz na chwilę? Auto dziwnie hałasuje, wpadnij do mnie, weźmiesz kolejne. 

– Nie Jess, ja już dzisiaj…

Uniosła brwi czekając, co powiem. 

– Jestem zmęczony, pojadę do domu. 

– Okej, trudno – odparła z nieco udawanym smutkiem. – Chcę wysiąść.

Drzwi auta odsunęły się ze skrzypieniem. 

– Faktycznie, to jakiś grat. Pa! – rzuciłem za nią, gdy już szła chodnikiem. – Chcę do domu.

Auto posłusznie, lecz wydając przy tym nietypowe dźwięki, ruszyło ulicami miasta. Po kilku minutach jednak, zatrzymało się przy chodniku i przepraszająco wyglądającą ikonką zapytało mnie, czy zamówić kolejne, będzie tu już za dwie minuty. 

– Nie. Chcę iść na piechotę. 

Ochota na spacer naszła mnie ogromna, ruszyłem więc żwawo przed siebie.

 

Był wczesny wieczór. Zazwyczaj strop naszej kopuły słabo widać, po prostu jest jak niebo. Teraz granatowy, czarny prawie, rozpościerał się nad miastem jak tkanina, którą ktoś przykrył klatkę z papugą. 

Wysiadłem z auta bardzo blisko granicy miasta – kopuła łączyła się tu z ziemią i patrząc w górę, widać było linie spojenia tworzących ją gigantycznych ośmiokątów.

– Mamo, zobacz, to ten pan co robił ten program o tym, no wiesz, co mi dasz jak będę grzeczny! – Z naprzeciwka szła chodnikiem młoda kobieta z synem próbującym chyba nauczyć się jeździć na desce. Zmierzyłem ją wzrokiem (ona mnie też); miała świetne ciuchy i buty, których od razu jej pozazdrościłem. 

– O, to pan! – rzekła młoda mama łapiąc synka za kołnierz (gdyby nie to, młody by się przewrócił). – Oglądaliśmy wczoraj, ma go pan? Pokaże pan Brianowi? Ma obiecane, że jak będzie się uczył, to mu kupię.

– A deskorolkę dostałem w nagrodę za mycie zębów – dodał mały z dumą. 

– Nie, nie mam, zostawiłem, przepraszam, muszę lecieć. 

 

– Chcę takie buty – powiedziałem po przejściu kilkunastu metrów. 

 

Nigdy nie byłem przy krawędzi. Wyrastająca z betonowego fundamentu tafla kopuły jest w dotyku gładka i tylko lekko chłodna, mimo że miasto otacza śnieg i lód. Wieczna, ciągnąca się po horyzont zmarzlina, tu wydaje się nierzeczywista; szczególnie teraz, gdy oświetla ją łuna miasta. Ale przecież jest tam, a wraz z nią jej nowi władcy: bogowie, którym daliśmy życie, ale którzy nie są naszymi dziećmi; potworne i niezrozumiałe cyfrowe behemoty, które ratując Ziemię przed zagładą z naszych rąk, zabrały ją na zawsze, a nas zamknęły w enklawach ciepła. Wciąż obserwują nas z bliska. Sami widujemy je tylko czasem, z daleka; absurdalnie obce bestie zajęte swoimi sprawami. Nie da się o tym zapomnieć. Czasem tylko udaje się o tym nie myśleć. 

 

Stoję przed grubym szkłem, prawie dotykam go nosem. Za plecami mam miasto, słyszę jego szum. 

– Chcę wyjść! – krzyczę tak, żeby moje słowa odbiły się od zimnego szkła i echem poniosły na całe miasto. 

– Chcę! Wyjść! – krzyczę tak, żeby moje słowa przebiły szklaną barierę.

 

Do domu dotarłem w nocy. Pod drzwiami leżała przesyłka. Zostałem Diamentowym Ambasadorem Marki! W paczce pokryte folią czarne pudełko. Lśniące litery i czerwona kropka. Jako pierwszy dostałem wersję premium, mocniejszą, szybszą i zaprojektowaną zupełnie na nowo. 

 

 

Koniec

Komentarze

Jest i Łosiot! 

Jest i Łosiot z mocnym tekstem! Niebanalnym, wciągającym, błyskotliwym! Brawo! 

 

Powiem tak. Im dalej, tym lepiej. Od początku zaciekawiasz, szczegółami takimi jak koktajle molekularne dajesz znać, że jesteśmy w przyszłości. Myśli czytelnik, że ten świat wcale nie jest taki odległy i nierealny, ale dostaje po nosie za swoją ignorancję. Przemycasz ten nowy świat tak subtelnie i wyraźnie zarazem. I uczucia bohatera. Nienachalne, a czytelne.

Łał. Naprawdę łał! Kolejny Twój bardzo, bardzo dobry tekst! 

 

Biegusiem lecę nominować do Biblioteki i do Piórka też!

 

Powodzenia w konkursie! 

Bardzo dobrze napisane opowiadanie o … No właśnie, nie za bardzo wiem o czym. I niestety przez całe opowiadanie zastanawiałem się o czym ono jest. Doczytałem do końca tylko dla tego, że było świetnie napisane, ale nadal nie wiem o czym to było. 

Jest tu wizja świata, który nie wiadomo dlaczego, wymknął się ludziom spod kontroli. Jest satyra na nasz postępujący konsumpcjonizm, ale nijak nie potrafię tego poskładać w logiczną całość. Emocje bohatera i jego relacja z partnerką są chyba tym elementem, który sprawił, że przeczytałem to opowiadanie z przyjemnością, ale niestety bez satysfakcji.

No dobra, miałem tu nie zaglądać już dziś po publikacji, ale nie wytrzymię. Czy Was też tak stresuje wrzucanie tutaj opowiadań? 

Saro, dzięki bardzo za tak ciepłe przyjęcie tego tekstu. łał :)

fizyku – uwierz, bardzo mi zależało na tym, by tutaj ta logiczna całość się znalazła, no był taki plan, wszystko przemyślane na maksa. 

Ale, tak szczerze, to napisałeś mi tutaj tyle dobrego, że trudno mi się zamartwiać :)

Nie no, szkoda. 

Jutro jeszcze to wszystko przeczytam i może mnie oświeci co sknociłem. 

Łosiot, nie przejmuj się mną za bardzo. Ja mam jakiś bezpiecznik w mózgu, który nie pozwala mi zobaczyć jakości powyżej pewnego poziomu. Kilka razy już mi się zdarzyło nie łapać elementów oczywistych dla innych czytających. 

Tak, że… zanim zaczniesz sprawdzać co sknociłeś, poczekaj na kilka następnych komentarzy. smiley

Podobało mi się.

Ciekawie uchwyciłeś temat fruwających emotek i konsumpcji którą bohaterowie starają się wypełnić życie i które są jakimś sposobem na to by nie myśleć o prawdziwych problemach (jeśli dobrze interpretuję tekst :)).

Interesująca była również “zmyłka”, że wcale po prostu nie chodzi o naszą niedaleką przyszłość, tylko o jakiś kataklizm.

 

Wydaje mi się też, że są techniczne błędy w zapisie dialogów:

Chcę… Nie wiem – burknąłem. 

– Chcę… Nie wiem – burknąłem. 

 

Chcę porno – powiedziałem. 

– Chcę porno – powiedziałem. 

 

– Chcę do domu. Auto posłusznie

– Chcę do domu. – Auto posłusznie

Dzień dobry Edwardzie. Dziękuję za lekturę i komentarz. Interpretacyjnie jesteś blisko, więc może się to nie rozłazi jednak… Te półpauzy poprawię, dzięki. Nie wiem co je zżarło, w pliku, z którego przeszczepialem tekst, są. Pozdrawiam serdecznie.

Ciekawy szort. Znane motywy, ale dobrze podane. Zaskoczyła mnie końcówka, nie spodziewałem się, że to świat po apokalipsie. 

na ich ekranach wybuchłem, ale tym razem kolorami tęczy, emotkami, całym tym hałasem, który wszyscy uwielbiamy

Jak dla mnie to straszna wizja, nie lubię kiczu, a mam czasem wrażenie, że wszystko zmierza w tym kierunku, jaki opisałeś.

Bardzo dobry warsztat, czytało się płynnie i przyjemnie, mam tylko parę sugestii, mogę się mylić:

Coś cię gryzie? – tym razem

Chyba, “- Coś cię gryzie? – Tym razem”

zazwyczaj strop naszej kopuły jest tak słabo widoczny, że po prostu jest jak niebo.

Powtórzenie

I dwa brakujące przecinki:

o tym[+], no wiesz, co mi dasz

po horyzont zmarzlina[+], tutaj wydaje się

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

hej herox002

Nowy Użytkownik? Bo jakoś Cię tu nie widziałem wczesniej. Super, że wpadłeś. Znane motywy. Tak. Też.

Ale no mam też nadzieję, że nie tylko, to znaczy starałem się bardzo żeby to nie był tekst z cyklu “Ale to już było” i czytelnicy znaleźli w nim coś nowego. 

Anyway, dzięki, jak mi ktoś pisze, że mam dobry warsztat, to się nadymam z dumy i radości. No i pędzę poprawiać błędy, które mi wyłapałeś. Serdeczności. 

Przeglądam portal dosyć regularnie od ponad trzech lat, ale dopiero niedawno odważyłem się zacząć również komentować ;) Ze znanymi motywami nie zrozum mnie źle, to, że coś mi się niejasno kojarzy z czymś innym, co już czytałem, to nie wada, tylko subiektywne odczucie. Nowinki też znalazłem, ciekawą wizją są choćby istoty, o których jedynie wspomniałeś. A o których chętnie dowiedziałbym się czegoś więcej. Dla przykładu, ten fragment stanowczo wzbudził moją ciekawość:

Ale przecież jest tam, a wraz z nią jej nowi władcy: bogowie, którym daliśmy życie, ale którzy nie są naszymi dziećmi; potworne i niezrozumiałe cyfrowe behemoty, które ratując Ziemię przed zagładą z naszych rąk, zabrały ją na zawsze, a nas zamknęły w enklawach ciepła.

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

No tak, w sumie mogłem kliknąć Twój nick, żeby się głupio nie pytać. Ja ten temat (zasygnalizowany w cytacie, który wrzuciłeś) będę jeszcze eksploatował. Komentuj więcej, jeśli mogę prosić, każdy komentarz jest na wagę złota, szczególnie, jak ma sens, a Twoje mają :) pozdro!

Dziękuję bardzo, miło, że tak uważasz :) Również pozdrawiam i powodzenia w rozwijaniu pomysłu.

Uwaga! Spoilery w komentarzach! Czytasz na własną odpowiedzialność

I ja chyba nie do końca wszystko pojęłam, i tak jak Fizyk, zastanawiałam się o co tu chodzi, a potem pomyślałam, że chyba chodzi o to samo co dzisiaj – wszystko ma być najnowsze, najlepsze, najnowocześniejsze i żeby wszyscy patrzyli na to z zazdrością.

Tylko że ja zupełnie nie rozumiem tego dążenia.

 

Wzią­łem łyka, nie­złe. ―> Wypiłem łyk, nie­złe.

Łyków nie bierze się.

 

Jess wła­snie się­ga­ła po swój. ―> Literówka.

 

Poza tym, za­wsze cięż­ko zno­szę ocze­ki­wa­nie na no­wo­ści. ―> Poza tym, za­wsze źle zno­szę ocze­ki­wa­nie na no­wo­ści.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hej reg! Trafiłaś w sedno, lub jedno z…[drapie się w głowę] sedn? Nie rozumiesz tego dążenia do posiadania ale zgodzisz się chyba, że ono bardzo często motywuje ludzi do działania? Więcej – posiadanie rzeczy najnowszych/najdroższych/najwypasieńszych, jest dla wielu ludzi wyznacznikiem statusu społecznego. Dodatkowo, kupując coś sobie, dostając prezent, lajka na FB, czy komentarz na naszym portalu, taki na przykład Łosiot dostaje strzała z endorfin, to naukowo udowodnione. Stąd niedaleka droga do funkcjonujących już w HR i marketingu systemów grywalizacyjnych, gdzie pracowników lub klientów nagradza się na różne sposoby za pożądane zachowania. O ile każdy z nas (szczególnie na portalu, gdzie grasuje zgraja indywidualistów) zaprzeczy, jakoby ulegał wpływowi takich działań, w dużej skali (organizacje, społeczeństwa) sprawdzają się one coraz lepiej. Szczególnie, że wspiera się je technologiami sztucznej inteligencji, ucząc maszyny jak zarządzać masami ludzkimi za pomocą odpowiednio skonstruowanych systemów nagrodowych. 

 

P.S.

Chyba nigdy jeszcze nie dałaś mi tak mało poprawek!

P.S. II

Nie wiem, czy to opowiadanie Ci się spodobało? Śmiało, dźgaj me serce!

Pomysł fajny, wykonanie niezłe, ale na mój osobisty gust widziałbym go w odwróconych proporcjach – więcej o krainie wiecznej zimy, gdzie żyją maszyny, o tym w jaki sposób taka zmiana klimatu została wywołana (to zima nuklearna? wulkaniczna?), o uwięzieniu ludzi w enklawach, a trochę mniej pastiszu konsumpcjonizmu i kultury youtuberów.

 

Sugestie poprawek:

 

– Tak, chyba. Masz, zobacz go – powiedziawszy to, położyłem moją najnowszą zabawkę na blacie kawiarnianego stolika. 

– Jest… piękny – powiedziała z podziwem. 

 

Powtórzenie.

 

Zobaczcie, jak mi drżą ręce! – śmieję się, oni pewnie też

 

Śmianie się uznałbym raczej za czasownik opisujący zachowanie niż mowę, dlatego zapisałbym go dużą literą.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Śmianie się uznałbym raczej za czasownik opisujący zachowanie niż mowę, dlatego zapisałbym go dużą literą.

A ja nie, śmianie się jest czynnością gębową, więc zapisałbym małą.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Na początku wrzucasz czytelnika na głęboką wodę, w pierwszej scenie miałam problem ze zorientowaniem się, o co chodzi. Im dalej czytałam, tym więcej się wyjaśniało. Podobały mi się opisy, mnóstwo szczegółów tworzących klimat tej opowieści. Szczególnie mocno wybrzmiały plastik i szkło otaczające Twoich bohaterów. Zgłaszam opowiadanie do biblioteki. :)

Nie ro­zu­miesz tego dą­że­nia do po­sia­da­nia ale zgo­dzisz się chyba, że ono bar­dzo czę­sto mo­ty­wu­je ludzi do dzia­ła­nia?

Łosiocie, wiem jak to działa.

Napisałam, że nie rozumiem takiego dążenia, albowiem mocno przywiązuję się do swoich rzeczy i z ogromną rezerwą podchodzę do wszystkiego co nowe, choćby i markowe. Np. bardzo cierpiałam, kiedy po dziesięciu latach musiałam się rozstać z ukochaną nokią, bo miała już bardzo osłabiona baterię. Teraz mam telefon, jak to się mówi, szalenie wypasiony, ale służy mi wyłącznie do rozmów i słuchania radia przed zaśnięciem.

 

Chyba nigdy jesz­cze nie dałaś mi tak mało po­pra­wek!

Ale to chyba nie jest Twoje ostatnie opowiadanie? Niewykluczone, że w przyszłości nie będziesz miał takich „pretensji”. ;)

 

Nie wiem, czy to opowiadanie Ci się spodobało? Śmiało, dźgaj me serce!

Czy kliknięcie Biblioteki nie było dostatecznym wyrazem mojego zadowolenia z lektury? Jeśli nie, to uprzejmie Cię informuję, że Nowe zlodowacenie przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Śmianie się uznałbym raczej za czasownik opisujący zachowanie niż mowę, dlatego zapisałbym go dużą literą.

 

A ja nie, śmianie się jest czynnością gębową, więc zapisałbym małą.

Racja, mój błąd, zerknąłem do korpusu i to powinno być zapisane małą literą.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Ech, smutne to, świat się wali, siedzimy zamknięci w małych enklawach, jak w więzieniu i nawet to nie potrafi przyhamować naszej potrzeby bycia naj. I na dodatek bycie naj jest takie proste, wystarczy mieć kasę na kupno najmodniejszych gadżetów. Czyli nigdy nie przejrzymy na oczy?

Podobało mi się, choć przyznam, że chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o tym świecie na zewnątrz.

Kliczek, jeśli jeszcze zdążę :)

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Wicked, ciekawe, co piszesz o odwróceniu proporcji. Pewnie wtedy trudno byłoby mi pokazać ludzi i tak dalej, zresztą nieważne, mleko się rozlało ;) Cieszę się, że Ci się spodobało, dzięki!

ANDO – bardzo Ci dziękuję, podkreśliłaś bardzo dla mnie ważne aspekty, cieszę się, że je tutaj widać. 

 

reg, dzięki! tego zdania na końcu właśnie mi strasznie brakowało, przestraszyłem się, że Ci opowiadanie nie podeszło! A klika z początku nie zauważyłem :)

 

Irko, ja jestem człowiekiem słabej wiary, jeśli chodzi o nasz gatunek. Jako jednostki jesteśmy fajni, ale w kupie, fuj. Stąd mi takie smuty wychodzą w pisaniu. 

 

A o tym świecie na zewnątrz jeszcze bede pisau.

 

Dzięki wszystkim za komentarze i kliki :)

 

Śmiało, dźgaj me serce!

Ja mogę dźgnąć! XD

Skoro nikt inny nie chce. ;-)

Ale bez żartów.

 

Opowiadanie razi odrzucającą sztucznością. To oczywiście nie zarzut. Raczej potwierdzenie, że tekst wybrzmiewa z grubsza tak, jak chciałeś, bo że owa sztuczność jest celowa i w pełni zamierzona, jako czytelnik nie miałem wątpliwości nawet przez chwilę.

Prezentujesz tutaj świat bardzo wymowny. Wymowny, bo to nie jest wizja przyszłości w pełni wymyślna, fikcyjna, ale taka, której mocnym fundamentem jest otaczająca nas rzeczywistość. Stąd poczucie odrzucenia może być naprawdę odczuwalne, bo też i część tego, co opisujesz, dzieje się już dzisiaj. Ty jak gdyby rozwijasz tę rzeczywistość, prezentując obraz przyszłości pozornie karykaturalny, niemal uwłaczający inteligencji i rozsądkowi człowieka, a w praktyce potencjalnie prawdziwy, mający szansę w jakieś (może nawet sporej) części się ziścić.

Ja generalnie nie jestem fanem opowiadań bazujących w jakiejś mierze na rzeczywistych obrazach. W literaturze szukam raczej ucieczki od niej, nie wariacji na jej temat. Natomiast jest to uwaga trochę na marginesie. Raczej rysująca Ci charakterystykę mnie, jako konkretnego czytelnika, niż próbująca jakoś uderzać w Twoje opowiadanie. Bo ono w swojej formie i koncepcji jest dobre.

Właściwie, jeśli miałbym się o coś czepiać, to brak jakiegoś wyraźnego kierunku w tym tekście. Generalnie z perspektywy czytelnika ono wygląda tak: Pociąg wyruszył z miejscowości A i… jedzie. ;-)

Ne chcę przez to w żadnym razie nazwać Twojego opowiadania tekstem o niczym. To nie tak. Ja generalnie, choćby poprzez tę sztuczność, doskonale rozumiem jego zamysł i koncepcję. Przemycasz konkretny przekaz, smutną refleksję nad postępującym uberhedonizmem, zatracaniem się w potrzebie posiadania, często bezmyślnej. Więcej, snując poprzez ten tekst swoje refleksje, przemycasz również takie fajne obrazy kontrastowe. Z jednej strony to superauto (oczywiście z naszej perspektywy, jako ludzi współczesnych patrzących na pojazd przyszłości) z drugiej ta chęć i potrzeba spaceru. Obrazowe, refleksyjne, jasne w swoim przekazie. Chęć wyrwania się ze sztucznego świata, hedonistycznego do porzygu. 

Przekaz jest więc jasny, jako Autor używasz różnych elementów, żeby go podkreślić (wybrzmiewająca sztuczność, obrazy kontrastowe, refleksyjna, gorzka puenta), natomiast chciałoby się jednak czuć jakiś taki wyraźny kierunek w opowiadaniu. To jak z tym pociągiem – z góry wiadomo, że w trakcie jazdy będziemy skupiali się na widokach za oknem, ale jednak nieświadomość kierunku podróży trochę dekoncentruje.

Cel podróży poznaję na końcu. Budujesz tekst pod gorzką puentę. Natomiast w trakcie lektury towarzyszy jednak taka niepewność – o czym ja dokładnie czytam i do czego to zmierza. Oczywiście, powyższa uwaga w żaden sposób nie dyskwalifikuje Twojego tekstu. Więcej, ten tekst dalej jest dobry. Tyle że przekaz nie skupia uwagi czytelnika w takim stopniu, w jakim mógłby to zrobić, bo jednak jest ten czytelnik trochę zdekoncentrowany, rozważając, dokąd właściwie jedzie. :)

No i jeszcze puenta. Dziwna rzecz. Ona jest wyraźna. Gorzka. A jednak w pierwszej chwili przeszła bez echa. Przy czytaniu nawet czułem się trochę rozczarowany. Bo ona nie dostarczyła mi, jak sądziłem, tej podstawowej odpowiedzi: gdzie jest punkt B.

Puenta wybrzmiała mi właściwie dopiero dzisiaj, kiedy biegnąc wzrokiem przez tekst, przywoływałem z pamięci wszystkie uwagi i refleksje, które powinienem spisać w komentarzu.

Wtedy dopiero dotarła do mnie jej właściwa waga, gdzie w przedostatnim akapicie pojawia się już taka naprawdę mocno nakreślona niechęć do tego świata. Gdzie tam niechęć! Nienawiść! Jakaś pogarda.

Zaraz później, w akapicie ostatnim, uderzasz jednak takim wymownym obrazem, który wysyła prosty, bezwzględny sygnał: nic z tego. Nie będzie ucieczki. 

Może źle interpretuję. Ja zawsze podkreślam, że jestem typem czytelnika, któremu raczej trzeba wszystko podstawiać pod nos. Tym nie mniej, jeśli w ogóle chciało mi się jednak szukać interpretacji, to już coś.

Jak zatem odbieram to opowiadanie? Dobrze napisany tekst o wyraźnym przekazie, rozmijający się z moim gustem. Wielkiego czepialstwa nie będzie, bo też nie czuję, żeby było o co. Wielkich zachwytów nie będzie, bo ja jednak wolę ten kierunek Twojego pisania, który pamiętam z Martwej Kropki. Tam nie wszystko jeszcze zagrało, pewnie dzisiaj napisałbyś to jeszcze lepiej, tym nie mniej, to jest ta forma literatury, do której mi bliżej. To jednak, znów, uwaga tylko na marginesie. Robiłem, co mogłem, żeby zdążyć z klikiem. Jak widać, nie udało się, więc tylko napomknę, żeby na pewno bym o niego wnioskował.

Czy coś jeszcze? Może jedna drobna refleksja, która pojawia się u mnie nie po raz pierwszy przy Twoich opowiadaniach. Znów z gatunku: na marginesie, ale może do czegoś Ci się przyda. Mianowicie, zauważyłem, że w tych tekstach przemycających refleksję nad otaczającą nas rzeczywistością (to opowiadanie, także świąteczne, Cyfrowy Brat) mocnym fundamentem jest u Ciebie właśnie ta bieżąca rzeczywistość. Taka, jaka jest, obudowana fantastyką. Uważam to za trochę ryzykowne. Bo refleksja na temat tej rzeczywistości jest dość smutna. I myślę, że w moim przypadku te refleksje są mocno zbieżne z Twoimi. Jeśli jednak męczy nas w jakiś sposób ta rzeczywistość, to w literaturze szukamy nieraz od niej ucieczki. Dlatego zastanowiłbym się, czy nie warto w takich refleksyjnych tekstach zmienić nieco proporcje. Mocniej zaakcentować kreację świata, odmiennej rzeczywistości (słowem czegoś, co nie ma wiele wspólnego z naszymi realiami) i poprzez to przemycać refleksje. Bo jednak w tej formie ten wymyślony świat nieco ginie, a więcej jest tego, co znamy. Chciałoby się odwrotnie (naturalnie z przemyceniem tych refleksji nad rzeczywistością).

Dobra. Tyle. 

Pozdrawiam. :)

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

CM, jesteś niesamowity. Rzucam wszystko (rany, jak mi praca przeszkadza w życiu ;) i wracam do Cię czym prędzej. Jesteś rewelacyjnym Czytelnikiem i, nawet jesli ja nie trafiam w Twoje gusta moimi tekstami, to Ty swoimi komentarzami w moje jak najbardziej :)

Dość cukru. 

Tak. Ciągnie mnie do takiego pisania w duchu nieco futurologicznym, ale mocno opartym o “teraz” i trendy, jakie to “teraz” ze sobą niesie. Bardzo fajnie, że to zauważasz, jeszcze fajniej, że oceniasz to po swojemu. 

Bardzo mi miło, że poświęciłeś swój czas na przedstawienie swojej interpretacji tego tekstu. Okazuje się, że ta interpretacja jest bardzo zbieżna z tym, jaką chciałbym, żeby była. Powiem więcej, jestem zachwycony tą egzegezą i jeszcze bardziej jestem z tego tekstu zadowolony. 

Nie kontruję Ciebie na zasadzie “a mi się podoba, Tobie nie musi”, mam nadzieję, że mnie już na tyle znasz, że wiesz, że to nie mój styl. Zacząłem pisać stosunkowo niedawno, tuż przed czterdziestką, więc po prostu, zwyczajnie się cieszę, że udaje mi się napisać ładnie, przekazać skutecznie, czy wciągnąć w rozmyślania. 

Ja wiem, że tutaj można by inaczej, dać wincyj czadu z pojechanymi pomysłami (sam najbardziej jaram się tutaj opowiadaniami, które mnie zaskakują i porywają właśnie nutką szaleństwa – polecam Ostatni Portret Tomasza Śmigielskiego, w tym konkursie). 

CM, pisząc, wciąż szukam, zapewne jak większość z nas. Muszę nadrobić stracone lata (wciąż wyrzucam sobie, że tak późno zacząłem się w to bawić ;), przerobić ileś konwencji, sparzyć się na kilku eksperymentach. Może jeszcze się te proporcje u mnie wyregulują, może trafię opowiadaniem w Twój gust? Na pewno muszę popracować nad pewną taką 'wycinkowością' moich prac. Bo owszem, nie zawsze dojeżdżam do konkretnego punktu zamykajacego historię, skupiając się na przekazie i jego wybrzmieniu. I rozumiem, że to niekoniecznie musi się podobać. Dzięki bardzo CM, pozdrawiam serdecznie. 

Bardzo dobre! I przy tym prawdziwe. Mało jest tu opek, które tyle mówiłyby o nas samych bez wpadania (zbędnego) w postmodernistyczne wygibasy. Prosto, dobitnie i niepodważalnie! Gratulacje. Spóźniłem się z klikiem, szkoda:).

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

O, jak widać, co czytelnik to opinia:)

 

Szczerze, jak na spowiedzi: nudne i tanie. Sprzedałeś temat w pierwszej scence i bardzo fajnie to wyszło, szkoda, że dalej ogrywasz ten sam patent, bo wiadomo już o co kaman i robi się nudno. Na przestrzeni 8k znaków! W finale niestety rozczarowanie, bo pointa jest po prostu tania (że niby ma wszystko, ale zamknięty w klatce, takie tam wariacje na temat ptaszka w klatce), a i tytułowe zlodowacenie siedzi w tym wszystkim jak żyd na kupie gnoju. Przecież za szybą mogło być cokolwiek… Że niby tym, co w środku, zlodowaciały serca i mózgownice?

Początek jest bardzo fajny, serio, ale szybko okazuje się, że miałeś pomysł na drabbla, a rozpisując go na 8k znaków nie zadbałeś, aby podrzucić czytelnikowi coś więcej, niż grę z “gadżetem” i jazdę po owocach bezmyślnego konsumpcjonizmu.

Czyli u mnie tym razem nie zażarło:)

Pozdrawiam

Obu panom dziękuję serdecznie za wizytę i komentarze. 

Skoro już przywołujemy Żydów (nie znałem tego powiedzonka), to faktycznie, jeden rabin powie “tak”, drugi rabin powie “nie” ;)

Michale, Twój styl komentowania nie zachęcił mnie do bardziej rozbudowanej odpowiedzi, czy próby wyjaśnienia czegokolwiek. Oczywiście szkoda, że nie zażarło :(

Szerokości. 

Naprawdę miło mi się czytało Twój tekst :) Nie znalazłam tam nic zbędnego, nic co chciałabym pominąć, żeby przejść do tak zwanego sedna. Mało opisów, a i tak mogę sobie wyobrazić sobie ten świat i ludzi pod kopułą.

Jednak to koniec spodobał mi się najbardziej. Bo poza wyraźną tęsknotą bohatera do tego, co poza kopułą (jego bogato wyposażoną, wszystko mającą klatką) wie, że nic nie może zrobić, żeby ją opuścić. I też nie do końca wiadomo czy na pewno chce to zrobić (czy to tylko chwila zwątpienia, czy może coś więcej).

Poza tym wydaje mi się, że bohater (chyba wyraźniej niż inni) widzi, co zrobili, do czego doprowadzili i że nikogo to nie obchodzi. Są bezpieczni (na razie?), ale przecież raz już ich czyny doprowadziły do katastrofy, a próba naprawienia jej do następnej. Więc może jest tylko kwestią czasu, aż historia się powtórzy?

Łosiocie, nie musisz oczywiście niczego wyjaśniać! To tylko moje czytelnicze odczucia, wchodzić w rozważania dlaczego napisałeś coś tak, a nie inaczej nie zamierzam.

 

Natomiast w tym, co napisałeś kryje się sugestia, że z moim stylem komentowania jest coś nie tak i teraz zachodzę w głowę, czy chodzi o nadmierne zagęszczenie skrótów myślowych na centymetr kwadratowy, czy przesadny dystans, przez który autor może odnieść wrażenie, że tego, co na temat tekstu napisałem nie traktuję poważnie. Ot, zagadka na weekend.

Nie podoba mi się twoje sformułowanie "siedzieć jak żyd na kupie gnoju," Michale Pe. Jest zdecydowanie rasistowskie.

1. Życie jest za krótkie na niechlujne researche. 2. W przypadkach wątpliwych - wolę pantofelka. 3. Piórko dla "Sów i Skowronków z Keplera"!

Misie. Nie lubię konsumpcjonizmu, więc każda krytyka do mnie trafia.

Fajnie budujesz świat – gadżetomania, rozmowy z innymi ludźmi, szerszy ogląd…

Trochę mnie zgubiłeś w ostatnim akapicie. Czyżby różnica między najnowszym modelem a jeszcze nowszym wynosiła tylko jeden dzień? W takim razie w jaki sposób można się tym ekscytować? Jak szybko braknie kolejnych, zajefajnych stopni ambasadorstwa? No, coś mi się tutaj nie styka.

Babska logika rządzi!

Bardzo fajnie i lekko napisane. Czytając nie sposób odciąć się od myśli o Black Mirror. I chociaż chętniej bym się też dowiedziała jak dokładniej do tego doszło, że ludzie żyją pod kloszem, to lektura przyjemność:)

hej, Łosiocie,

 

cóż mogę powiedzieć – całe opowiadanie trąci trochę nudą, ale to moje mocno subiektywne odczucia, bo jakoś nie rusza mnie temat konsumpcjonizmu. Za to końcówka! Od razu skojarzyła mi się z Pod kopułą Kinga, także za to duży plus :D Szkoda, że klosz ujawniasz na samym końcu, bo to mocny punkt tekstu :)

Świat zbudowany sprawnie, językowo w porządku :)

 

Pozdrawiam!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Hmmm.

Hmmm.

Nie wiem, czy sobie potrollować z części innych komentujących? E nie, to nieeleganckie. A jedno nieeleganckie w komentarzach już było. Starczy.

 

To ja, użyszkodnik gorszego sortu, powiem tak:

 

Bardzo mi się. Już po pierwszej scenie, jako klucz interpretacyjny, przyjąłem tytułowe zlodowacenie. Czy ono jest tak nowe za sto lat, to sobie możemy podyskutować (moim zdaniem już zachodzi), ale to nie nie zmienia faktu: ekstrapolowałeś trend konsumpcjonizmu, by zilustrować metaforyczne zlodowacenie międzyludzkie. Nie liczą się ludzie, no może nie przeważnie (bo relacja z Jess jest jakby tą oazą ciepła, nikłym spłachetkiem topniejącego lodowca, w którym polarne misie moczą dupki, a pingwinki słodkie dzióbki, kolejność dowolna wedle upodobań, jedyne 10,99 do końca dnia!) – liczy się stan posiadania, ogólna zajebistość mierzona lajkami się liczy, liczy się – “JA chcę”. Atomizacja społeczna jako symbiont nakręcanego wiecznie konsumpcjonizmu. Protagonista, tak zajebisty, że gdyby miał jeszcze retro-kieszonkowy zegarek to wszechświat wręcz rozjebałby się od jego zajebistości (trawestując pewien anglojęzyczny mem o prof. Badass; za wulgaryzmy przepraszam, nastrój taki dziś), jest skoncentrowany do swego “chcę”, do porównywaniu stanu posiadania, do zewnętrznych pozorów – choć czuje, że mu brakuje, że czegoś ważnego nie ma.

 

Pełne międzyludzkie zlodowacenie.

 

Finałową woltę, zlodowacenie dosłowne za szybką, które protagoniście w pewnym momencie wydaje się mniej zabójcze, mniej śmiertelne (dla duszy?) niż to, w którym tkwi – doceniam, bo śliczny, podsumowujący cały tekst  wybuch desperacji. 

Chwilowy, bo jest nowy premium model… Oj, smutna konkluzja. Zamarzło nam człowieczeństwo na tym chorym, konsumpcjonistycznym etapie.

 

Bibliotekę już tutaj pomacali, to ja za możliwość takiego, a nie innego zinterpretowania, ocenę sę kliknę. I do Piórka polecę, oby ci na kuper poszło. Bo mi się.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Finklo, aryo, sy, PsychoFish, sorki że tak zbiorczo i na szybko – dzięki bardzo Wam wszystkim za miłe słowa.

Finklo, gwoli wyjaśnienia wątku, który poruszyłaś – Oni ;) zawsze mają kolejną nagrodę pod ręką. To byłoby klarowniejsze, gdybym zdołał upchnąć pare detali naprowadzających. Nie umiałem w tym limicie. 

Psychoribo, a miałem takie wątpliwości z tym tytułem. Wydaje mi się drewniany, kombinowałem z jakimiś glacjałami/glacjacjami, było jeszcze gorzej. Dzięki za tak fajne przyjęcie tego tekstu. 

Przede wszystkim sprawnie napisane. Czyta się jednym tchem, i wszystko jest ładne i piękne… Takie wpasowane w portal NF. :) Oczywiście to nie jest żaden zarzut, tylko subiektywne spostrzeżenie.

Zajrzałem sobie i widzę, że Sunrise2.0 nadal ma tylko mój punkt do biblioteki, ech. Czasami myślę, że nie pasuję na ten portal.

Zmyliłeś mnie gadżetem, tak długo pisałeś “to i to i to”, że spodziewałem się na końcu jakiejś niespodzianki. Że to nie będzie gadżet, a jakiś punktator życia, pożeracz lub ładowacz dusz, no coś innego, niż gadżet. Więc poczułem jakiś tam mały zawód. Na szczęście wyskoczyłeś z zaskakującym i już znacznie ciekawszym niż cały szort – finałem. Bo nawet jeśli dialogi były wartkie, trochę współczesne, trochę przyszłościowe z “chcę to, chcę tamto”, to jednak nie porwały mnie i nie wbiły w fotel. Jednak finał zrekompensował całą resztę. Gdybyś tylko dał więcej dramatycznej nuty w całym szorcie, by ten finał był mocniejszy, wymowniejszy, byłbym bardziej content.

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Mocne i konsekwentne. Pisząc to słowo  „konsekwentne”,  zorientowałam się, że stanowi dla mnie  jako czytelnika ważne kryterium. Chcę bohatera (postaci), który nim jest, a autor znika. W Twoim opku tak się dzieje.

Wejście „Ja chcę” postawiło mnie na równe nogi.

Odnośnie samej końcówki blisko mi do zdania Finkli, czyli nazajutrz będzie musiał promować kolejną odsłonę produktu, ale sprawdziłam, nie piszesz, że jutro ma się to stać, więc przyjmuję/zakładam okres testowania.

Naprawdę fajne. Czytałam też komentarze i się zastanawiałam. W takiej pigułce, która ma zawierać fragment przyszłości za sto lat, pokazujesz scenę, jak będzie/może być. Opowiadasz, ale jest to fragment, trudno inaczej to zrobić niż przedstawić kilka sytuacji, pewnego bohatera i „zakawyczkę”. 

Może mnie tak trafiło, bo temat mi bliski,  ale abstrahując od tego uwydatniłeś to bez dwóch zdań.

Pzd srd :)

PS. I ja dołożę kilka do nominacji na styczniowe, bo w biblio już jesteś.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Cześć, Łosiocie.

No, świetnie opisany konsumpcjonizm przejmujący władzę nad człowiekiem. Co prawda nie spodziewałem się tej kopuły i takiego rozwoju wydarzeń, myślałem, że pozostaniesz w sferze przedmiotów i nie dodasz innych sił wyższych, ale jakoś to przełknąłem i całość bardzo na plus :)

Darconie, z gadżetem wyszło trochę przekornie, bo faktycznie, sam w sobie nie jest ważny, ważne jaką odgrywa rolę. Obawiam się że to może nieco frustrować. No, ale wtedy opowiadanie byłoby o gadżecie. Twój klik I komentarz przy Sunrise 2.0 mają, że tak powiem, znaczenie dla mnie fundamentalne. Rozumiem chyba, o co chodzi z dramatyczną nutą? Nic nie wskazuje, że coś jest nie tak, o tym dowiadujemy się pod koniec, bez ostrzeżenia. Czy to to? Asylum, bardzo fajnie, że tu zajrzałaś. Ze mi tak wyszło z bohaterem i zniknięciem autora – szok :) Witaj Realucu :) Bardzo się cieszę, że Ci się to spodobało. Bardzo mi zależało, żeby nie powiedzieć ty: konsumpcjonizm jest zły. Chciałem powiedzieć, że jest zły, bo może być narzędziem kontroli. Superzajebiscie, że się tu rozumiemy. Bardzo Wam dziękuję za przeczytanie mojej pracy i komcie. Serdeczności.

Hej, sorry za taki brzydko sformatowany komentarz wyżej. Piszę z telefonu.

Dokładnie tak, dramat wyskakuje w finale trochę jak Filip z konopi, a sumarycznie niewiele znaczący gadżet zajmuje 2/3 tekstu.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Moim zdaniem delikatne tropy w tekście i gwałtowna wolta w finale dobrze współgrają. Gadżet pozwala pokazać powód tego dramatu, dość udanie.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Coś w tym jest, Fishu. Tylko odbierałem to bardziej jako frustrację, pewną irytację, niż dramat. Co prawda finału też nie można nazwać poważnym dramatem, to raczej wyartykułowana frustracja, więc sumarycznie rzeczywiście pod tym względem jest ok.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Dobry tekst. Ukazanie pustki człowieka, który niby ma wszystko, ale czegoś mu brak – i do końca tekstu tak do końca chyba nie wie czemu. A jeśli nawet w przedostatniej scenie się dowiedział, to nadal wrócił do starych zwyczajów. Tak więc pod względem treści jest bardzo dobrze. Tak samo pod względem kompozycji.

Podoba mi się też to, że do końca nie wiemy, o czym postacie mówią. Dobry trik.

Tak więc bardzo dobry szort. Nawet nienowe przesłanie ładnie komponuje się z wybranymi środkami.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Z dwóch Łosiotów, tego odpowiedzialnego za “Gdańsk 76” i tego odpowiedzialnego za “Kiedyś to były Święta”, wolę tego pierwszego. W tym opowiadaniu jest ten drugi, w wydaniu czarnego lustra.

Po raz kolejny odbiłem się od przerysowanego obrazu społeczeństwa, ale to jest kwestia związana raczej ze mną niż problem samego tekstu. Jeśli miernikiem konwencji byłoby Czarne Lustro, opowiadanie wypada dobrze, nawet bardzo dobrze. Gdybym miał dokonywać weryfikacji zawartej w teście wizji, wyraziłbym wiele wątpliwości, ale tego nie robię.

Pomimo powyższej uwagi mogę powiedzieć, że wnosisz w tekstach małe ciekawostki, dokonujesz symulacji w stylu “YouTube v.Future” – jest o czym czytać. Danie całkiem treściwe, chociaż przesadnie przyprawione, jak na mój gust. Samo wykonanie wyszło całkiem dobrze i nie zarejestrowałem większych problemów z odczytem.

Niezłe opowiadanie, chociaż wolę gdy bawisz się więcej fantastyką niż socjologią, jak we wspomnianym Gdańsku.

 

Pozdrawiam :)

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

NWM (w formie skróconej Twój nick staje się mocno raperski :), raduje mnie Twoja recenzja, bardzo dziękuję! Mersayake, jeszcze kiedyś tak napiszę, że Ci się spodoba tematyka, zobaczysz, ja tu jeszcze wrócę! Dziękuję Wam za lekturę i komentarze, to nie kurtuazja, serio, dzięki bardzo.

Fajne :)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Tekst, który w zasadzie jest o… teraźniejszości. Widać to chociażby na przykładzie telefonów. Smartfona nadającego się do przeglądania internetu można kupić poniżej 200 złotych, a jednak w sieci chwali się super cenę modeli, za które można kupić dziesięć tych tanich.

Z odzieżą zresztą podobnie – nawet spodnie z dziurami na kolanach kupuje się dopłacając za te dziury, choć przecież żaden problem (za to większa przyjemność!) na znoszonych już trochę spodniach wytrzeć takowe.

Co wiec widzę w tekście? Za wytknięcie konsumpcjonizmu można tylko chwalić. Zwłaszcza, ze to niby wyolbrzymienie, a jednak nie do końca. Widać jak to wpływa na relacje dorosłych, na zainteresowania społeczne, nawet na wychowanie dzieci ("A deskorolkę dostałem w nagrodę za mycie zębów" jest tu naprawdę mocne).

A wszystko pod znakiem “Ja chcę”.

Niezłe wytknięcie, w którą stronę idzie społeczeństwo. I – co nie zostało napisane i podejrzewam, ze nawet nie było w zamierzeniu, a co sobie sam pomyślałem – można tu było gdzieś zasugerować, że np. byty cyfrowe same to ludzkości napędzają (można było chociażby zasugerować, że bohater zastanawia się gdzie właściwie lądują stare modele, przecież kopuła musi mieć ograniczone miejsce; skądś tez musza przybywać surowce na… tworzenie nowych modeli). Brak tego w opowiadaniu nie jest wadą, ale mogło ciekawie rozbudować je o nowe wątki i sprawić, że element futurystyczny będzie czymś więcej, niż tylko uzasadnieniem dosłownego (i w sumie także przenośnego) zamknięcia ludzkości w miastach na stałe.

 

 

I tylko tytułowe zlodowacenie zdaje się na wyrost, biorąc pod uwagę, że sugestia o chłodzie na zewnątrz (wychodzi na to, że wynikłym z działania maszyn odwracających ocieplenie), właściwie jest tu pomijalne – nawet jeśli miało chodzić jednocześnie o zlodowacenie “ciepła emocjonalnego” (bo w sumie emocje tu są ciepłe, tylko bardziej w stronę rzeczy).

 

Widziałem, ze jest nominacja… Jakkolwiek uważam, ze opowiadanie jest dobre (i smutne), to jednak nie jest to “coś wyjątkowego”. Na piórko za mało. Ale czasu spędzony na lekturę nie żałuję.

Anet, wiem że trwają/trwały chyba jakieś dyskusje o gradacji Twoich komentarzy, nie znam ich konkluzji. Fajne, to fajne, więc bardzo się cieszę i dziękuję Ci bardzo za wizytę i u mnie.

 

wilku_zimowy, przede wszystkim bardzo Ci dziękuję za rzeczową i pogłębioną recenzję. Gdyby można było nominować komentarze do Biblioteki, rozważałbym klik ;)

Mam trochę do siebie żal. Źle, wróć, nie żal. Napisałem kolejny i tekst i jestem z tego dumny ;)

Ale, fakt, trochę szkoda, że podjąłem takie decyzje, a nie inne. Wyczułeś mnie doskonale. Bardzo chciałem wyeksponować tu wątek, o którym piszesz: byty cyfrowe same to ludzkości napędzają. 

Wyciąłem to, zostawiając atomy tego pomysłu w domyśle (na zasadzie – kto za tym wszystkim stoi, kto i dlaczego “nagradza” ludzi nowościami na rynku, odznakami Ambasadorów, wreszcie – kto komunikuje się z nimi za pomocą ikonek, kto podsuwa porno widząc, że bohater ma kiepski nastrój, kto realizuje komendy “chcę…” i podsyła bohaterowi kolejny produkt – nowość – nagrodę) i drobnych hintach (bohater wie, że cyfraki go obserwują i mówi do nich, a nawet krzyczy). 

Nie dałem rady tego tu zmieścić ze względu na limit (choć na pewno jest to do zrobienia, tylko ja nie potrafiłem). 

Wilku, jesteś świetnym czytelnikiem, bo naprawdę wnikliwym, jestem Ci za to bardzo wdzięczny. A już w ogóle wisienką na torcie jest to, że złapałeś skąd się wzięło zlodowacenie. Tak, maszyny schłodziły planetę. 

Chyba masz rację, tytuł jest nieco sknocony. 

Naprawdę, zaprawdę, serio, bez ściemy – dzięki i cieszę się, że nie żałujesz czasu spędzonego na lekturę. 

Fajne znaczy, że mi się podobało, to pozytywny komentarz ;)

Przynoszę radość. A CMowi ból i pożogę.

Mam bardzo mieszane odczucia co do tego tekstu, co już samo w sobie jest na plus, bo wywołuje silne emocje.

 

Nie podobała mi się historia. Konsumpcjonizm jest zły, odcinek tysiąc pięćset sto dziewięćsetny; razi sztuczność, płytkość, brak zrozumienia dla bohatera. Być może żyję w różowej bańce, ale nie widzę wśród moich znajomych tego pędu po najnowsze modele telefonów i sprzętów – mam skrzywiony pogląd na rzeczywistość, a może Polacy nie są jeszcze tak rozbestwieni kapitalizmem. Nie widzę tu nic nowego poza zabawką, nic, co mogłabym zrozumieć.

 

A potem przychodzi zakończenie i spadam z krzesła. No śliczne jest. Takie tupnięcie nogą, postawienie kropki nad i, puenta wybrzmiewająca jeszcze długo po tym, jak tekst wypadnie z głowy. Scena pełna emocji, których wcześniej nie było. Cały tekst ustawiłeś pod tę jedną scenę bardzo dojrzale i świadomie.

 

Co jeszcze mi się podobało? Z drobiazgów, tytuł – bardzo fajny, pokazujący, że następne zlodowacenie będzie wyglądać zupełnie inaczej, oraz słowo “chcę” wybijające rytm w tekście, powtarzające się, nadające melodię. Wycisnąłeś oklepany pomysł jak cytrynę poprzez świadome zastosowanie elementów interesujących elementów stylistycznych i zagranie na emocjach w końcówce. Dobry z ciebie pisarz, Łosiot. Bierzesz materiał i robisz z nim, co chcesz. 

 

W kontekście nominacji piórkowej – jeszcze nie wiem, jak zagłosuję. Póki co gratuluję dobrego tekstu i życzę powodzenia w konkursie.

www.facebook.com/mika.modrzynska

kam, po pierwsze, spadł mi kamień z serca, jak zobaczyłem Twój komentarz. Bardzo mi miło, że zajrzałaś, wiesz dlaczego ;)

 

Oj, wiesz Ty jak podbudować człenia dobrym słowem. 

 

Dobry z ciebie pisarz, Łosiot.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bierzesz materiał i robisz z nim, co chcesz. – bardzo chciałbym, żeby tak wyglądał mój proces twórczy :)

 

Więcej nie doczytałem z twojego komentarza, tusz mi się rozmazał! Serdeczności wielkie. 

 

Ojej, a to mnie jest bardzo miło, że tobie jest miło :) 

 

Bardzo mi miło, że zajrzałaś, wiesz dlaczego ;)

:>

 

bardzo chciałbym, żeby tak wyglądał mój proces twórczy :)

Taki jest efekt końcowy, no pain no gain! :)

 

Serdeczności!

www.facebook.com/mika.modrzynska

Mocny tekst. Początek sprawia wrażenie, że będzie o entym streamerze i gadżetach przyszłości (btw. ładny zabieg z nienazwaniem tegoż gadżetu, tylko obchodzeniem nazwy na zasadzie ‘wszyscy to wiedzą, ale nikt nie powie’ – najbardziej mnie rozbroiło: “to co mi dasz jak będę grzeczny” :)), ale to “chcę wyjść!” do głuchej, szklanej ściany na tle wcześniejszych (spełnionych) “chciejstw” wybrzmiewa jak końcowa aria dobrej opery.

Zresztą, w części “streamowej” też ładnie sportretowałeś odczucia – człowiek czeka na te komentarze i czeka, doczeka się, odpisze, konkurs się zakończy, ogłoszą wyniki a potem tak nie wiadomo, co ze sobą zrobić przez jakiś czas. Obejrzeć porno! O, to jest myśl! ;D

 

 

 

Wracam jeszcze raz, bo zastanawiam się nad tytułem, zwłaszcza nad przymiotnikiem “nowe”. Konsumpcjonizm czy ochłodzenie więzi międzyludzkich widać też w teraźniejszości. Czyżby chodziło o zaakcentowanie przyszłości (New Age), czy wejście na wyższy poziom tych procesów, a może jest jakiś inne wytłumaczenie?

Bellatrix, przyznam, że po cichutku liczyłem, że przyjdziesz z recenzją i obgryzałem paznokcia. Mega się cieszę, że Ci się spodobało. W systemach nagrodowych nagroda ma siłę motywującą aż do momentu, gdy zostanie przyznana, potem jest szybki zjazd endorfin. My też tu mamy taki swój systemik, c’nie?

Anyway, dzięki bardzo za przeczytanie i dobre słowo. Porównanie do opery mi zrobiło bardzo!

 

ANDO, Konkret pytanie. Odpowiedź już taka nie będzie :) Bo jest pare składowych. Po pierwsze, tytułem nawiązuję głównie do tła tej historyjki, a właściwie tej prawdziwej odsłony tła, która następuje pod koniec. Dlaczego? Bo sobie pomyślałem, że skoro buduję trochę siłę tego opowiadania własnie na tym finale i pokazaniu świata pod koniec, to taki manewr z tytułem trochę wzmocni ewentualny efekt łał. Chciałem wszystkimi dostępnymi środkami podbić moc finału i pod niego podprowadzić. 

Co jeszcze? Miewam jazdy na różne tematy. Wystarczy, że przeczytam coś ciekawego i potem się w to w wkręcam na dłużej. Czytałem niedawno Novacen Jamesa Lovelocka, pasjonująca lektura dla mnie. Tam jest taka teza, że po antropocenie nastąpi novacen własnie – era inteligentnych maszyn (w wersji jednozdaniowej nie brzmi zbyt odkrywczo, jednak na poziomie analizy, wywodu i szczegółow jest to bardzo wartościowy koncept). Według Lovelocka cyfraki schłodzą Ziemię. Novacen-Nowe Zlodowacenie. Taki mój prywatny Easter Egg. 

Ale mam kłopot z tym tytułem trochę, bo jest… brzydki. 

 

Tak mi się wydawało, że w opowiadaniu jest jeszcze jakaś warstwa znaczeniowa, której wcześniej nie wychwyciłam. Według mnie, tytuł trafny w kontekście tego, co napisałeś i "zlodowacenia" życia przez konsumpcjonizm. Lovelocka nie czytałam, brzmi ciekawie.

I to jest to wyzwanie właśnie. "Aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa". :P

W takim razie biegnę nominować. :) W konkursie pojawiło się dużo dobrych opowiadań, ale uważam, że ten tekst wyróżnia się wizją bardzo bliską rzeczywistości, mroczną w kontekście konsumpcjonizmu. Podobała mi się też wielopłaszczyznowość znaczeń i odniesień.

Rany, dzięki! Ja mam trochę tak, że staram się żeby było wielopłaszczyznowo, to jest trudne i sama widzisz, musiałem trochę Ci dopowiedzieć. Tu się troche udało, pewnie sporo zależy też od czytelnika. W ogóle, to bardzo mi miło że wróciłaś żeby dopytać. Dziękuje.

Proszę bardzo. :) Ne przejmuj się, że coś nie było jasne od początku. Myślę, że to zależy od dnia, nastroju, szybkości czytania tekstu i wielu innych rzeczy. Moim zdaniem, tu się udało.

Przyszłość zdaje się odległa (maszyny, zapewne sterowane przez SI, “naprawiają” Ziemię sprowadzając nowe zlodowacenie, tymczasem ludzie żyją ukryci/uwięzieni w izolowanych metropoliach), a zarazem jakby fantastyka bliskiego zasięgu. Lajki, emotki, gadżetomania, rozpakowywanie giftów na żywo – bardzo to współczesne i bardzo w duchu wspomnianego już “Black Mirror”. I ten dysonans wizji najbardziej mi zazgrzytał.

Miasta pod kopułami to pomysł nienowy, ale użycie technologii do przeprowadzenia "nowego zlodowacenia" to coś w miarę oryginalnego. Myślę jednak, że skala takich działań przerasta świat nawet nieco dalszej przyszłości. Jak uczy historia, prostszym rozwiązaniem jest aktywacja wulkanów, których wyziewy skutecznie odcięłyby dopływ światła słonecznego i sprowadziły srogą zimę.

To, co mi się w tekście podoba, to nie ta dosyć wyświechtana nagana konsumpcjonizmu i pogoni za nowymi dobrami, które mają określać status człowieka w zastępstwie np. wiedzy, osiągnięć itd. Podoba mi się nałożenie na nią głębszego sensu, nadprzekazu, o zniewoleniu przez system, który za poddanie się jego regułom nagradza złudnymi, nic nieznaczącymi tytułami, szybko przemijającymi fantami, której dają tylko chwilową, doraźną radość i satysfakcję. Słusznie zauważasz, żeby już po chwili człowiek łapie doła, po którym wraca do stanu wyczekiwania na kolejną bezwartościową nagrodę. To jest uniwersalna i prawdziwa myśl. Prawda naukowa. Ale nie frazes.

Jednak na poziomie alegorycznym, traktując tytułowe zlodowacenie jako metaforę stanu relacji i więzi międzyludzkich, nie mówisz już raczej niczego nowego i odkrywczego.

Podoba mi się za to wykonanie. Może mniej sama kompozycja, która mimo wszystko (mógłbym na nią spojrzeć tak jak Psychofish, ale jednak nie do końca takie podejście kupuję) jest jakby zachwiana tym rozbudowanym wstępem. Rozszerzasz perspektywę i spojrzenie na świat przedstawiony jednym cofnięciem zooma, ale dopiero w ostatniej części tekstu. I nie jestem pewny czy to było zamierzone,bo wygląda to bardziej na źle zaplanowane i rozłożone akcenty.

Za to technika na plus. Warsztat, płynność zdań, język, wszystko to szlifujesz w tempie przyśpieszonym z tekstu na tekst i to robi wrażenie. Jak widać portal czyni swoje ;)

Jak będę głosował? Zapewne na NIE. Trochę tu jednak za mało wszystkiego i nie wszystko można zwalić na limit, bo sporo miejsca "zmarnowałeś" w pierwszej części tekstu. Zatem za mało fabuły, za mało klimatu (na przykład tego klimaciku z fragmentu o świecie za szkłem), który tak wiele dobrego robił w "Gdańsku". No i jak wspomniałem, za mało spójności wizji, która mi się niestety rozjeżdżała podczas lektury.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Marasie, a dlaczego źle rozłożone akcenty? Kompozycja przecież tym gwałtownym kontrapunktem stoi, tym nagłym zoom out i pokazaniem szerszej perspektywy (w obliczu końca świata konsumpcjonizm nadal trzyma się świetnie – smutna konkluzja dorzucona niejako przy okazji), chwilowym wybuchem desperacji. Tą gwałtowność i krótkość rzucenia narracji prowadzonej z perspektywy protagonisty, zawężonej na duże tło to to jebudu na wszystkich gitarach i perkusji.

 

Może inaczej – Autorze, jakiż Autor miał zamiar jeżeli chodzi o samą kompozycję?

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Marasie, jestem w biegu, będzie chaotycznie. Bardzo Ci dziękuję za opinię. Piórko dostać fajnie, ale jeszcze fajniej mieć nominację i dostawać tak cenne komentarze jak ten. Cała konstrukcja, to, co Ci nie podeszło, jest zamierzona. Pokazujesz, że rozwiązanie ma wady/jest wadliwe,nie Ty pierwszy zresztą. Już ja to sobie zapamiętam ;) . Dzięki za poświęcony czas, wiem ile macie czytania w Loży. No i mega się cieszę że widzisz u mnie rozwój. Tak, to Wasz ogromny wpływ. Pozdro!

O, Psychofisz,dzien dobry. Jak już pisałem wyżej nieco, tak, wszystko było rozplanowane pod zrzucenie na czytelnika fury brzęczącego żelastwa.

Zgoda, PsychoFish, jest to nagłe jebudu na garach i gitarach, ale w sąsiednim garażu, jeśli wiesz co chcę powiedzieć.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Zgoda, zmiana wątku, kontekstu i perspektywy nie jest zapowiadana wcześniej i pełni tutaj rolę zaskakującego twista – mnie to akurat nie uwierało w szorcie, ale chyba rozumiem o co ci chodzi.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja myślę, że dobrze powiedziałeś, PsychoFishu, w poprzednim komentarzu. Dokładnie tak samo to odebrałem.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

My się po prostu już chyba programowo nie zgadzamy z Darconem ;)

 

80 procent tekstu jest o zgubnym konsumpcjonizmie, pogoni za złudnym szczęściem: pierwsza scena, powrót do domu, spotkanie i długa rozmowa z Jess, wszystko dotyczy głównego nurtu fabuły. Gdzieś pod koniec szorta dostajemy mimochodem odprysk/wzmiankę o świecie poza kopułą, która rzuca światło na szersze tło, raczej jako ciekawostkę, detal koloryzujący świat przedstawiony. I nieszczęśliwie ten detal okazuje się dla mnie najbardziej intersującym motywem w tekście. Na dodatek ta odległa wizja świata za szkłem, sztucznego zlodowacenia, wielkich machin itd. nie całkiem mi pasuje do wcześniejszego, bliskozasięgowego świata emotek, lajków, unboxingów, gadżetomanii itd.

Dlatego dla mnie to takie jebudu w garażu sąsiada, gdzie próby ma inna kapela. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

A dla mnie to jak duży zoom, Mikołaj sobie hasa, lecą płatki śniegu, a później ogniskowa maleje i widzimy go w szklanej kuli na biurku.

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

"My się po prostu już chyba programowo nie zgadzamy z Darconem". Widzę to tak: Darcon robi woltę. Pan maras natychmiast zmienia front. I wtedy wchodzę ja, oczywiście cały na biało, na grzbiecie jednorożca, wachlując się Piórkiem…

ROTFL!

 

To, że rozumiem argumenty marasa nie oznacza, że się z nimi zgadzam. Ale każdy ma prawo do orgaz… Do własnego zdania.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Opowiadanie jest poprawnie skonstruowane i napisane, ale mnie nie przekonuje na poziomie koncepcji i pomysłu: nie zainteresowało mnie, wydało mi się też dość banalne w swoich konkluzjach i ideach. Wizja świata, w którym z jednej strony mamy czającą się katastrofę, z drugiej – obłąkańczo rozpasany konsumpcjonizm pożerający wszelkie więzi międzyludzkie, bywała w fantastyce wykorzystywana wielokrotnie, a to konkretne ujęcie ani koncepcją, ani stylem, ani pomysłem na realizację mnie nie przekonało.

Zimna woda z lodowatymi igłami banału. Brrr, ała. Powinienem był skończyć czytać Twój komentarz na pierwszym przecinku :) Dzięki ninedin za lekturę!

[choć generalnie, owszem, lubię Twoje pisanie; to ten tekst mi nie podszedł]

…juz mi lepiej, trochę :)

A już chciałam pocieszać i pisać, że właśnie Ci dałam 3pkty a Twój tekst mi chodzi mi po głowie do teraz ;P

Tej, no właśnie widziałem! Zwariować można! I w ogóle, Bellatrix strasznie mi miło. Za dużo mnie to wszystko nerwów kosztuje, emerytura za 25 lat a ja sobie serwuje takie stresy.

Oryginalny pomysł, który wybrzmiewa plastikiem aż miło – bo zakładam, że takie było założenie. O samym świecie chętnie usłyszałabym więcej, tym bardziej dzięki barwnemu opisowi istot, z powodu których ludzkość uwięziona jest pod kopułą.

Sama wizja tego, jak bardzo sztuczny może wydawać się świat za X lat też do mnie przemawia, bo wydaje się wielce prawdopodobna – i nikt nie musi do tego celu nakładać na nas bańki.

Zostaw ten żyrandol.

O, siemanko! Idzie Verus i zapala sukcesywnie gwiazdki :) dzięki za komentarz krzepiący!

Krytyki youtuberów i konsumpcjonizmu nie kupuję, a w kontekście rządzących maszyn to w ogóle. Moja odpowiedź dlaczego:

  1. wiemy, że jest Duża Zła Maszyna. Wygląda na to, że ludzie w enklawach ciepła o tym wiedzą. I się godzą?
  2. czemu ten “youtuber” taki oświecony w tej materii? Dlaczego koleżanka nie ma jakichś refleksji?
  3. konsupcjonizm i youtuberzy sto lat później w takiej formie? Mało finezyjne (dobra, powtarzam się).

Podałeś bardzo ciekawy świat przedstawiony, ale miałam poczucie, że siłę przekazu umieściłeś w takich punktach, że nie mogę za bardzo tego strawić. Spodziewałabym się czegoś więcej. A w ogóle, szorciak jest napisany bardzo dobrze warsztatowo i w stylu. Tylko brakowało mi bardziej rozbudowanej idei. 

Hej Deirdru!

Dzięki za komentarz i naprawdę budujące uwagi odnośnie stylu i warsztatu. Poniżej się szybko odniosę, fajnie że komentarz w punktach :) 

”krytyki konsumpcjonizmu nie kupuję” – dobre ;)

 

a) maszyna nie jest zła, w ogóle nie idę w stronę oceny maszyn w kategoriach etycznych. To maszyny. 

Ludzie się godzą – tak. Konsumpcjonizm jest cudownym narzędziem kontroli już teraz, vide grywalizacja i systemy nagrodowe/motywacyjne. Pracownicy korporacji i konsumenci są świadomi tego, że się na nich oddziaływuje takimi narzędziami i godzą się na to. 

 

b)”youtuber” nie ma wiedzy większej niż inni, sama zauważyłaś słusznie, że wszyscy ludzie wiedzą co się dzieje. Nie wiem, dlaczego twierdzisz, że jest oświecony? On ma tylko krótki kryzys, załamanko. Nie wiesz też, czy koleżanka nie ma takich refleksji, jak on. Napisałem akurat o nim, bo tak. 

 

c) konsumpcjonim i youtube za sto lat – mało finezyjne – przyjmuję tę opinię na klatę.

pozdro i dzięki!

 

 

 

 

 

Średnio mnie przekonuje tekst z założenia futurystyczny, który tak obficie czerpie z współczesności – a szczególnie z tych elementów, które prawdopodobnie okażą się przelotne (otoczka youtubowa, ten cały unboxing, kolorowe reakcje). W dodatku cały czas miałem wrażenie, że nakierowujesz kolejne reflektory w jedno miejsce, w którym pod koniec pojawi się coś, co się nie pojawiło – puenta. Tu puentą okazuje się niejako brak puenty. To, że nie precyzujesz przedmiotu, staje się fajne dopiero po chwili namysłu (i dla mnie po lekturze komentarzy, które upewniły mnie, że niczego nie przegapiłem), bo początkowo było rozczarowujące. Po kolejnych chwilach namysłu szort zyskuje. Wydaje mi się, że był tu dobry zamysł, ale częściowo zawiodło (mnie) wykonanie. 

Cześć funthesystem, miło że zajrzałeś. Jednym ze scenariuszy przyszłości jest trwanie w jakimś status quo wywiedzionym z trendów mających miejsce teraz. Jasne, można się z tym nie zgadzać, to futurologia, a ona się lubi mylić. No cieszę się, że choć po chwili namysłu ten tekst się podoba. Pozdro!

Nowa Fantastyka