- Opowiadanie: sy - STATUS: NIEDOSKONAŁY

STATUS: NIEDOSKONAŁY

Oto przedstawiam wam, drodzy fantaści, mój pomnik dla potomnych trwalszy niż ze spiżu. Podziękowania kieruję do, jak zawsze, niezawodnej Wiktora, która znów uratowała mję przed zagładą! Zwłaszcza przed Złym Panem Limitem. Zaznaczam jednak, że za wszelkiej maści błędy odpowiadam ja.

Wordowski licznik znaków pokazuje mi tłuściutkie okrąglutkie 8k ❤.

 

To tyle, tytułem wstępu. Miłej lektury!

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

STATUS: NIEDOSKONAŁY

| Dla P.

 

Koniec Świata nastąpił cicho.

Początkowo nawet go nie dostrzegliśmy; towarzyszył nam tak długo, że wreszcie stał się niewidzialny. Zapytacie: jak długo? Cóż, granica pomiędzy Trwaniem a Końcem płynnie się rozmywa. Nie było żadnej eksplozji, żadnej nagłej katastrofy. Sięgając do najwcześniejszych wspomnień, odpowiem: co najmniej sto czterdzieści lat. Koniec karmił się powoli naszymi poczynaniami, a znaki jego obecności były na tyle subtelne, że z łatwością je zignorowaliśmy.

W bezsenne noce, takie jak ta, wyobrażam sobie, że gdzieś pośród gwiazd odbywają się debaty na temat tego, kiedy przestąpiliśmy granicę, zza której nie dało się powrócić. Potem próbuję zasnąć.

Po cóż miałbym głębiej rozmyślać nad przyczyną własnej śmierci, skoro już jestem martwy?

 

 

Obudził się w niemym półmroku. Wciąż zaspany odgarnął koce, na których przez noc zdążyła zebrać się warstewka piasku. Wiatr dmący przez wybite okna rozsypał go wszędzie, tworząc na podłodze wydłużone kopczyki.

Mężczyzna sprawdził połączenie z Siecią, ale przed oczami znów zobaczył jedynie ciemność. Zamknął obraz zaciśnięciem powiek. Nie spodziewał się niczego więcej, próbował przecież bezskutecznie od kilkunastu lat.

Wytrząsnął z włosów wszechobecny pył, zwinął koce i przyczepił je pod plecakiem. Przy dźwiękach skrzypiących desek zszedł na niższe piętro opuszczonego domu. Już od dawna nie widział ludzkiej twarzy, długie życie jednak nauczyło go ostrożności. Pusto. Przeszukał ponownie półki, choć wiedział, że przecież nie znajdzie niczego więcej.

Wyruszył w drogę bez dalszej zwłoki, nim matowa kula słońca wspięła się na nieboskłon. Ostatni raz spojrzał na dom, w którym spędził tydzień. Kiedyś musiał być piękny – biała elewacja, zadbany ogród. Teraz to tylko brudna rudera, jeden z niezliczonych smutnych pomników mijającego czasu.

Mężczyzna upewnił się, że pamięć z zapiskami Matuzalema jest bezpieczna w kieszeni. Wyświetlił zgraną kopię, odczytał z niej parę linijek, po czym zamknął prostym ruchem dłoni. Mógł iść dalej. Jego beznadziejna tułaczka wreszcie nabrała sensu; niewidzialna siła pchała go na spotkanie z człowiekiem, którego przemyślenia studiował setki, jeśli nie tysiące razy.

Tak, odszuka go. Uściśnie mu dłoń, poprosi o chwilę rozmowy lub o chwilę milczenia.

Ruszył pewnym krokiem w kierunku Stolicy.

 

 

Mieszkałem z żoną w Stolicy między pięćdziesiątą dziewiątą a sto dziesiątą aleją, na dwieście drugim piętrze wieżowca przy Placu Nowym. Lubiłem moje życie; jak każdy zmodyfikowany byłem doskonały, niemal nieśmiertelny. Ekscytowałem się każdym dniem, nie mając dosyć i zachwycałem myślą o kolejnych.

Wieczorami oddawałem się obserwacji miasta – świateł błyskających z wielkich holoreklam, pociągów wypluwających masy pasażerów na stacjach wewnątrzbudynkowych.

Latami świat pęczniał od liczby ludności – osiem, dziewięć, trzynaście miliardów. Rozrost populacji uspokoił się od czasu wynalezienia sztucznej macicy. Kiedy dodatkowo ogłoszono rozwiązanie kwestii ludzi nieobjętych programem transhumanizmu, ucieszyłem się, że w Stolicy powstanie więcej przestrzeni życiowej.

 

 

Szedł jezdnią wzdłuż szyn z czujnikami dla ruchu autonomicznego, osłaniając oczy i usta przed wiatrem niosącym piach. Był w drodze drugi tydzień. Kod zeskanowany z przydrożnego znaku informował, że do Stolicy pozostało dwadzieścia kilometrów.

Wieczorem, kiedy zrobiło się na tyle ciemno, że nie mógł iść dalej, zatrzymał się w jakimś zdemolowanym sklepie na uboczu. Pozbierał kilka paczek chipsów, a po dłuższych poszukiwaniach znalazł też dwie kapsułki z wodą pitną. Potem rozłożył koce w miejscu, gdzie dach był najmniej uszkodzony, chcąc spróbować zasnąć, jednak kłębiące się myśli utrudniały odpoczynek po ciężkim marszu.

Nigdy nie sądziłby, że kiedyś jeszcze wróci do Stolicy. Nawet całe milenium nie wymazałoby z jego głowy przykrych wspomnień stamtąd. Przemknęło mu przez myśl, że to Matuzalem prowadził go do miasta, żeby pomóc mu pogodzić się ze stratą, chociaż wiedział, jak bardzo było to niedorzeczne.

Dlaczego czuł tak dużą więź z człowiekiem, którego nigdy nie spotkał? Czy dlatego, że ich historie były do siebie tak podobne?

Przed oczami wyświetlił projekcję Eli. Wpatrywał się w nią długo, by wreszcie zasnąć z jej imieniem błądzącym na spieczonych ustach.

 

 

Czy zauważylibyśmy, gdyby zostało ścięte ostatnie drzewo na Ziemi? Albo gdybyśmy wydobyli ostatnią kroplę ropy z dna oceanu? Oczywiście, że nie. Większość z nas drzewa widziała jedynie w symulacji parków miejskich rozsianych między wieżowcami z kompozytu i szkła. Zajęci obowiązkami nie wgłębialiśmy się w to, jak działa świat; skąd czerpano wodę do picia, jak wytwarzano energię albo w jaki sposób poradzono sobie z przeludnieniem. Interesowały nas jedynie efekty.

Pustynnienie planety dostrzegliśmy dopiero wtedy, gdy burza pyłowa wdarła się między budynki, zmuszając nas do wyciszenia Sieci i znalezienia bezpiecznego miejsca.

Odkryto przed nami prawdę, zdjęto upiększające filtry z oczu, ale było za późno, żeby cokolwiek zrobić. Mogliśmy już tylko czekać na śmierć albo uciec.

Umarłem trzeciego lutego dwa tysiące sto pierwszego roku, trzynaście miesięcy po pierwszej burzy pyłowej w mieście, kilka sekund po tym, jak moja żona pocałowała mnie ustami słonymi od łez i wzniosła się ku gwiazdom.

 

 

To ostatnie słowa z pamiętnika.

Mężczyzna dokładnie wiedział, dlaczego. Sam pamiętał lamenty rozdzielanych rodzin, zimne androidy pilnujące selekcji podczas Wielkiej Ewakuacji. Pamiętał, ile wysiłku kosztowało go zmuszenie się, żeby wreszcie puścić rękę Eli i dać jej szansę na życie. Pamiętał też pożółkłe niebo naznaczone setkami statków kosmicznych podobnych do rozproszonych nasion dmuchawców, które Ela uwielbiała łapać, gdy razem odwiedzali symulacje ogrodów botanicznych.

Pamiętał wyrwę w sercu powstałą po jej odlocie i pamiętał ciszę, jaka ogarnęła nagle pusty świat.

 

 

Wieżowiec między pięćdziesiątą dziewiątą a sto dziesiątą aleją przy Placu Nowym stał niemal nienaruszony, w środku jednak winda nie działała i mężczyzna musiał skorzystać ze schodów. Drzwi do apartamentu zachodniego na dwieście drugim piętrze znajdowały się dokładnie naprzeciwko klatki schodowej.

Pomieszczenia ginęły w półmroku, światło słoneczne ledwo przebijało się przez pył oblepiający okna. W powietrzu unosił się kurz. Mężczyzna zajrzał do wszystkich pokoi, jednak nikogo nie znalazł.

Pokręcił głową, zawstydzony swoją naiwnością. Czego się spodziewał? Że zastanie Matuzalema siedzącego w fotelu, czekającego z herbatą na przybycie gości?

Usiadł zrezygnowany i schował twarz w dłoniach. Wtedy dostrzegł mały czarny guzik leżący na podłodze. Wyświetlacz hologramów.

Mężczyzna poczuł przypływ nowej nadziei.

Zapętlona scena ukazywała jego i Elę: roześmianych, splecionych w tańcu na Placu Nowym na tle pokazu kolorowych ogni. Holo podpisano krótkim „M. i E., Nowy Rok 2091”.

 

 

Wyłączył urządzenie trzęsącymi się dłońmi.

„M. i E.”. Matuzalem i Ela.

Przecież to nie tak, to niemożliwe, to nie było nawet ich mieszkanie. Pobiegł do kuchni i kliknięciem otworzył drzwi drugiej szafki od lewej, prawie wyrywając ją ze ściany. Jeśli tu kiedyś mieszkał, za tylną ścianką powinna znajdować się skrytka.

Odsunął ściankę i zobaczył wgłębienie. Neoserce biło mu jak oszalałe, cichy alarm w głowie wciąż informował o przyspieszonym tętnie. Ostrożnie wyciągnął pudełko, którego jego żona dotykała tysiące razy.

W środku znalazł pamięć z zapisem. Umieścił ją w nadgarstku, przed oczami wyświetlił mu się raport:

 

PROJEKT MODYFIKACYJNY „MATUZALEM”

obejmujący osoby ur. w l. 80. XX w.

STATUS: NIEDOSKONAŁY, NIEZBĘDNE POPRAWKI W PÓŹN. PROJEKTACH

 

Przebiegł po nim wzrokiem, czytając dalej: „pamięć samokasująca się”, „niezbędna opieka domowa i regularne kontrole”, „obsesyjna chęć zapisywania myśli”.

Poczuł zimne szpony rozdzierające mu pierś. Wrzasnął w niewypowiedzianej pretensji, a głos zabrzmiał szorstko niczym łuszcząca się rdza.

Mężczyzna biegł, ile sił w nogach, dopóki nie zapomniał, dlaczego to robi. W bezsenne noce leżał pod gołym niebem, dyktując kolejne strony dziennika w nadziei, że kiedyś spotka Matuzalema.

 

| Sylwia Wełna, Bochnia 2020

Koniec

Komentarze

Całkiem porządnie napisane. Mi siew podobało.. narracja ciekawa no i jest pomysł na opowiadania. Kilka smaczków “Neoserce” itp.

Przeczytane i jestem za. :)

Ładnie napisany tekst, dobry technicznie. Budujesz nastrojowy klimat. Scena pożegnania wypadła wiarygodnie, emocjonalnie, ale najbardziej podobało mi się niespodziewane zakończenie. Twoja wizja pokazuje duży postęp ludzkości, jest spójna i raczej mroczna. Zgłaszam do wątku bibliotecznego. :)

Co prawda sam set&setting może nie jest bardzo oryginalny – pustynnienie, miasta-enklawy, robotyzacja – ale w pełni rekompensuje to ładny język i przemyślana, dwuwątkowa konstrukcja narracji, która wyróżnia tekst. Do tego dobry plot-twist na zakończenie. No i szanuję za nablę zamiast gwiazdek jako znak rozdzielający :) Myślę, że to utwór warty nominacji do piórka.

 

Sugestie poprawek:

tworząc na podłodze podłużne kopczyki.

Aliteracja. Zamieniłbym na “wydłużone kopczyki” lub poszukał całkiem innego przymiotnika.

 

pociągów wypluwających na stacjach wewnątrzbudynkowych masy pasażerów

Taki szyk wydaje mi się trochę mało naturalny, potknąłem się na tym zdaniu. Według mnie lepiej najpierw byłoby umieść dopełnienie, a potem okolicznik miejsca:

 

pociągów wypluwających masy pasażerów na stacjach wewnątrzbudynkowych

 

po dłuższych poszukiwaniach znalazł też dwie kapsułki z wodą pitną 

W sumie zamieniłbym to na “kapsuły” albo jakiś inny pojemnik, kapsułki kojarzą się raczej z czymś bardzo małym – z lekiem albo z wkładem do ekspresu do kawy. Taka ilość wody raczej nie okazałaby się zbytnio pomocna dla bohatera.

 

między pięćdziesiątą dziewiątą[-,] a sto dziesiątą aleją przy Placu Nowym

Zbędny przecinek, w konstrukcjach typu “(po)między X a Y” się go nie stawia.

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Obraz apokalipsy nie nowy. Jednak nadrabiasz klimatem, inteligentnym podziałem na dwie linie fabuł oraz fajnym twistem. Zwłaszcza to pierwsze sprawia przyjemność, a ostatnie pozostawia trwałe wrażenie. Dobra robota :)

Koncert fajerwerków został też ładnie napisany, więc tym większa przyjemność z jego oglądania :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo dobry tekst, wciągajacy. Udało ci stworzyć mroczną, nastrojową atmosferę. Poza na plus sama bardzo ciekwie przeprowadzona fabuła i oczywiście twist w zakończeniu. Warsztat też dobry. Kilkam i życzę powodzenia w konkursie :)

Właściwie nie wiem, o czym jest to opowiadanie? Apo, ok. Z powodu pustynnienia planety – ok, ale czy pierwszym objawem były burze pyłowe? a nie noszenie przez dzieciaki (głównie dziewczynki) wody w Afryce, to się dzieje już od dobrych kilku lat, eh, trochę więcej. Brak wody – do picia, pestycydy w Ameryce Południowej, choroby.

Dla mnie, niestety, ograne motywy (koniec świata, SI, miłość) i naiwne. Równolegle poprowadzone wątki  są super, lecz wymagałyby spersonalizowania. Są jednakie. 

W sumie, nawet niezła przyszłość nas czeka.

 

Kilku rzeczy nie rozumiem, np. tej:

Rozrost populacji uspokoił się od czasu wynalezienia sztucznej macicy. Kiedy dodatkowo ogłoszono rozwiązanie kwestii ludzi nieobjętych programem transhumanizmu, ucieszyłem się, że w Stolicy powstanie więcej przestrzeni życiowej.

Sztuczna macica hamuje zwiększenie populacji? oraz rozwiązanie kwestii nieobjętych transhumanizmem?  W tym drugim przypadku wolałabym – wprost, byłoby szokujące, jeśli to samo masz na myśli.

Skarżę do biblio z uwagi na podwójny wątek i Matuzalema (niejednoznaczność).

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Fajny twist w końcówce. Nie spodziewałam się tego, więc jest dobry. :-)

Używasz wielu starych elementów, ale połączenie stworzyłaś w miarę nowe.

Tytuł skojarzył mi się, z “Perfekcyjną niedoskonałością”. A że lubię Dukaja, to masz plusik na starcie.

Wątek żony do mnie nie bardzo przemówił. Wszędzie te romanse – w kryminałach, postapo… Boję się otworzyć lodówkę. ;-)

Babska logika rządzi!

Już od samego początku tekst wciągnął mnie do głębi. Świetnie zbudowałaś klimat. Zgodzę się, że wizja końca świata nienowa, ale całkiem prawdopodobna, a Tobie udało się przedstawić ją w piękny, skondensowany, nienachalny sposób. Bardzo na plus.

Zgodzę się z Finklą co do wątku romantycznego. xD

Zakończenie zaskakujące.

Bardzo mi się podobało. 

Podoba mi się pomysł i strona egzystencjalna, Sy. Umiesz pisać klimatyczne opowiadania, taka sfera “zen” jest zawsze u Ciebie obecna, nie inaczej i tym razem. :)

Bardzo udany szort, może z małym wyjątkiem. Najczęściej postapo skupia się na stronie egzystencjalnej, ludzie są samotni, albo w niewielkiej ilości, i najczęściej, mimo apokalipsy, gdzieś tam jest jakieś jedzenie i energia. ;) Podobnie jest u Ciebie.

Co nie zmienia faktu, że to udany utwór. :)

Pozdrawiam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Ach, cóż za ładne postapo :)

 

Teraz trudno mi zdecydować, który tekst lepszy – czy Twoje opowiadanie świąteczne, czy ten szorcik. Ale to chyba zbyt odmienne doświadczenia z lekturą, żeby móc zestawiać w jednym szyku. Pomimo tego widać pewne podobieństwa. Np. po raz kolejny widzę, że dokonujesz zabawy z narracją, wprowadzając dwa punkty widzenia. Znowu dajesz czytelnikom ładnie poskładany tekst w dobrym stylu, nic tu nie zgrzyta, jest przyjemne tempo czytania. Sama historia ciekawa, pomysłowa, przemyślana. W krótkim tekście udało się Tobie stworzyć klimatyczną historię.  

Ten tekst jest w porządku. Jest napisany w porządku, historia jest w porządku, plot twist jest w porządku. Piszesz ładnie, choć jeszcze chwilami chropowato. Potrafisz prowadzić opowieść i za to wielki plus, bo masz fundament, z którym możesz pracować. Opowiadań w podobnym settingu czytałam podobnych kilkanaście tylko na tym forum, to chyba jakiś podprogowo wgrany defaultowy obraz apokalipsy, ciekawe, czy nie jakiś film za to odpowiada.

Plot twist niestety nie zaskoczył, może dlatego, bo zapiski z pamiętnika Matuzalema od początku wzięłam za myśli głównego bohatera, bardzo mi do siebie pasowały (nic dziwnego XD).

Czytałabym to opowiadanie w wersji dłuższej, ale na chwilę obecną nie jestem usatysfakcjonowana – cały tekst stoi plot twistem, wszystko co przed nim po prostu do niego prowadzi, a w momencie, gdy plot twist nie robi wrażenia, nie robi wrażenia też opowiadanie.

Nie podoba mi się dynamika końcówki i zdania, których używasz do odkrycia tajemnicy. Nie widzę tu żadnych emocji, nie wiem, co czuje bohater. 

 

Czyli przez ten cały czas szukał… siebie.

To zdanie to trochę uderzenie czytelnika łopatą, nie sądzisz? Jeszcze te trzy kropki dla przedłużenia napięcia! Tu nie ma żadnego napięcia, czytelnik wie, że Matuzalem szukał siebie od pięciu akapitów wstecz.

 

W bezsenne noce, takie jak ta, wyobrażam sobie, że gdzieś tam pośród gwiazd odbywają się debaty na temat tego, kiedy przestąpiliśmy granicę, zza której nie dało się powrócić.

 

sugeruję wycięcie chociaż dwóch :)

www.facebook.com/mika.modrzynska

Bohater ze wszystkich sił chce działać jak ktoś, kim już nie jest. I zdaje sobie z tego sprawę. Prowadzi to do bezsensu i głupot. Zakończenie tylko to potwierdza. U mnie opowiadanie pozostawiło niesmak.

umiesz liczyć - licz za siebie

Jak się ma wszędobylski piasek do funkcjonowania mechanicznych androidów.

Ostatnie drzewo…Bez upraw i pszczół ludzkość ginie w przeciągi trzech lat.

Przeczytałem! Kilka fajnych motywów, najbardziej podobało mi się słowo “neoserce”

 

pozdrawiam

Schizofrenia, ależ dziwna ta choroba... Czy tylko mnie śmieszą homilie??? Dziwny ten świat w około.

ojej, człowieka nie ma przez weekend i tyle komentarzy się pojawia ❤.

 

@Dalekopatrzacy,

pięknie ci dziękuję za miłe słówko :) Cieszę się, że się podobało.

 

@ANDO,

fajnie, że wpadłaś :) Super, że udało mi się ciebie zaskoczyć zakończeniem. Dziękuję za klika :)

 

@Wicked G,

dziękuję za miłe słowa i za nominację :O Zaproponowane przez ciebie poprawki za chwilkę wprowadzę.

 

W sumie zamieniłbym to na “kapsuły” albo jakiś inny pojemnik, kapsułki kojarzą się raczej z czymś bardzo małym – z lekiem albo z wkładem do ekspresu do kawy. Taka ilość wody raczej nie okazałaby się zbytnio pomocna dla bohatera.

O kapsułkach wyczytałam w jakimś artykule o jedzeniu przyszłości. Takie kapsułki miałyby zastąpić plastik, wykonywane miały być z alg, całkowicie naturalnych, które można byłoby zjeść :). Zastanowię się jeszcze co z nimi zrobić.

 

Dziękuję!

 

@NWMie,

fajnie, że wpadłeś :) i tobie również dziękuję za nominację. Tyle pochwał, że aż się zarumieniłam, czytając twój komentarz :)

 

@katia72,

dziękuję za kliczka i miłe słowa. Cieszę się, że się spodobało :)

Mam nadzieję, katio, że weźmiesz udział w konkursie, bo chętnie zapoznałabym się z twoją wizją przyszłości :)

 

@Asylum,

dzięki za wizytę :) 

 

Z powodu pustynnienia planety – ok, ale czy pierwszym objawem były burze pyłowe? a nie noszenie przez dzieciaki (głównie dziewczynki) wody w Afryce, to się dzieje już od dobrych kilku lat, eh, trochę więcej. Brak wody – do picia, pestycydy w Ameryce Południowej, choroby.

Nie były pierwszym objawem, ale ludzie żyjący w ogromnych miastach nie byli świadomi sytuacji i zagrożenia, co jest jasno powiedziane w piątym fragmencie. 

 

Sztuczna macica hamuje zwiększenie populacji? oraz rozwiązanie kwestii nieobjętych transhumanizmem?  W tym drugim przypadku wolałabym – wprost, byłoby szokujące, jeśli to samo masz na myśli.

Skarżę do biblio z uwagi na podwójny wątek i Matuzalema (niejednoznaczność).

Sztuczna macica pociąga za sobą właściwie sterylizację ludzi i kontrolowaną liczbę urodzeń. Taki skrót myślowy – miałam nadzieję, że będzie jasny. Rozwiązanie kwestii ludzi nieobjętych programem transhumanizmu samą nazwą wskazuje jakim sposobem to rozwiązanie następowało :)

 

pozdrawiam :)

 

@Finkla,

super, że końcówka cię zaskoczyła :) “Perfekcyjnej niedoskonałości” jeszcze nie czytałam, kurzy się na moim Stosie Hańby, mam nadzieję, że za niedługo sięgnę :)

Co do wątku romantycznego – ogólnie nie czytam literatury romantycznej, nie oglądam też romansów, w moich opowiadaniach raczej takich wątków też nie ma, więc dla mnie było to zupełnie nowe doświadczenie, natomiast dla kogoś innego – niekoniecznie :D Tutaj ten wątek nasunął mi się naturalnie, chyba właśnie z tego braku styczności :)

 

Dziękuję za wizytę!

 

@SaraWinter,

dziękuję za miłe słowa i za nominację! Jestem zaskoczona z tak ciepłym przyjęciem opowiadania :). Co do wątku romantycznego, to tak jak wyżej pisałam Finkli – wyszedł samoistnie :)

 

@Darcon,

miło mi tutaj widzieć taki autorytet jak ty i jeszcze milej mi czytać pochwały z twoich ust :)

 

w niewielkiej ilości, i najczęściej, mimo apokalipsy, gdzieś tam jest jakieś jedzenie i energia. ;) Podobnie jest u Ciebie.

Ogólnie wizję rysującą się w mojej głowie porównałabym do człowieka późno zdiagnozowanego na chorobę nowotworową – chwila i koniec, śmierć, bez czasu na “leczenie”, reakcję, cokolwiek. Może stąd się wzięło jedzenie gdzieś tam pozostawione w różnych miejscach. Ewakuacja w Czarnobylu też odbyła się pospiesznie, ludzie zostawili domy tak jak stały :)

O energii nic nie wspominałam w opowiadaniu, chyba, że chodzi ci o holowyświetlacz, ale mogę się usprawiedliwić tym, że był rzadko włączany, toteż zasilanie mogło dłużej wytrzymać :D.

 

Pozdrawiam!

 

@Mersayake,

aj, super, że ci się podobało i że jeszcze pamiętasz wrażenie z lektury mojego “Krampusnacht” :) Dziękuję za miłe słówko :)

 

@kam_mod,

dzięki za wizytę i rozbudowany komentarz. Cóż, może następne moje opowiadanie bardziej ci spodoba :). Jednego plot twist zaskoczy, innego nie, takie życie, biorę to na klatę. Dzięki za poprawki, tamto zdanie faktycznie zgrzyta, na pewno nad nim przysiądę :)

 

@nusz,

dzięki za opinię. Ja sens w jego działaniu widzę, ale oczywiście szanuję twoje zdanie.

 

@Neurolog1#,

nie widzę wykluczenia, ludzie mogli jeszcze ledwo ledwo funkcjonować, więc androidy, moim zdaniem też, zwłaszcza, że to bardziej zaawansowana technologia, niż obecnie :)

Nigdzie nie napisałam, że ostatnie drzewo zostało ścięte; narrator zadaje retoryczne pytanie, czy ludzkość zamknięta w wielkich miastach dostrzegłaby ten fakt. Ale sądząc po pustynnieniu terenów to tak, proces ścinki mógł być już mocno zaawansowany, nigdzie tego nie precyzuję, bo i po co :)

 

@dawidiq150,

dzięki za wizytę i za lekturę, pozdrawiam! ❤

 

Dziękuję każdemu z osobna i razem jeszcze raz za zajrzenie tutaj. Trzymam kciuki za współuczestników konkursu :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

O kapsułkach wyczytałam w jakimś artykule o jedzeniu przyszłości. Takie kapsułki miałyby zastąpić plastik, wykonywane miały być z alg, całkowicie naturalnych, które można byłoby zjeść :). Zastanowię się jeszcze co z nimi zrobić.

Ach, rzeczywiście, nie domyśliłem się, że może chodzić o kapsułki hydrożelowe. Mój błąd :D

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

@Wicked G,

tak, chyba nawet ten artykuł mi przemknął! :D 

Dzięki za link :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Ten tekst ma w sobie coś z potencjału niedźwiedzia grizzly krążącego gdzieś wśród drzew dookoła czytelnika i spoglądającego na niego. W sensie: robi wrażenie i pozwala zastanowić się czy ta przygoda skończy się obuchem w głowę (nie w sensie zaskoczenia, raczej w sensie oczekiwania na jakieś dające do myślenia zdania). Tyle jeśli chodzi o nastrój. Zwłaszcza, że i sam „las” nie jest teksturą powieloną z jednego obrazka – opisując świat przyszłości dajesz tutaj różne scenki z jego historii. Drobne, wyrywkowe, ale pozwalające wyobrazić sobie dokąd zmierza społeczeństwo świata przedstawionego.

 

Natomiast co na bibliotekę nadaje się w pełni, przy piórkowej nominacji niestety muszę ocenić na NIE. Choć jak wspomniałem, niedźwiedź robi wrażenie, to okazuje się być spętany pasami bezpieczeństwa. Nie sięga do czytelnika na tyle, żeby faktycznie tym obuchem walnąć, właściwie nawet nie podchodzi wystarczająco blisko. Pozostawia go z wrażeniami, ale ostatecznie ucieka.

 

W czym rzecz? Coś nie wyszło z proporcjami w tekście. To znaczy jest wystarczająco, by opowiadanie było w pełni satysfakcjonujące i prawdopodobnie ma najlepsze proporcje, by spełnić zamierzenie, jakie podejrzewam miałaś przy pisaniu. A podejrzewam, że chodziło o połączenie wizji świata z pomysłem pogoni za pamięcią. Tylko chyba niestety punkt kulminacyjny za bardzo ginie pomiędzy wcześniejszym opisem świata z dwóch perspektyw (w zasadzie z jednej), a powrotem do zapomnienia.

Zdecydowanie zabrakło tutaj jakiegoś takiego choćby częściowego zamknięcia czytelnika w głowie postaci (zarówno w jej wędrownej postaci, jak i w postaci autora zapisów). Wszystko jedno, czy byłoby to w momencie chwili jasności, czy wcześniej, czy w obu tych wariantach – zrobiło to różnicę między opowiadaniem dobrym, a pozostającym na dłużej.

Uprzedzając uwagi o limicie… Nie jestem przekonany czy limit byłby tu problemem. Właściwie myślę, że dałoby się w aktualnym, a nawet minimalnie krótszym :-)

 

Tak więc na piórko nie, ale i tak podobało się.

 

Odnośnie kapsułek: nie taka znowu przyszłość (chociaż w warunkach masowych biegów ulicznych pod względem higienicznym trochę dyskusyjne – dziwne, że nie zdecydowali się jednak na kubki otrębowe).

A z kubka nie wylewałaby się woda podczas biegu?

Babska logika rządzi!

Standardowo kubki powinno się napełniać gdzieś w okolicach ćwierci, może jednej trzeciej. Pół to już dużo i trochę się rozchlapuje. Inna sprawa, ze różnie bywa z tym, na ile wolontariusze są poinstruowani przez osoby koordynujące punkty odżywcze.

@wilk-zimowy,

absolutnie nie chciałam się się zasłaniać limitem – opowiadanie wygląda tak, jak chciałam żeby wyglądało (no może zmieniłabym nieco końcowe zdania ostatniego fragmentu, na co zabrakło mi dosłownie stu-dwustu znaków) – widocznie gdzieś tam według ciebie jestem ciągle krok za piórkiem :)

Obrazową metaforę o misiu grizzli biorę sobie do serca. Fajnie, że udało ci się jednak wyłapać coś pozytywnego z tekstu. Może następnym razem będziesz na TAK :)

 

Odnośnie kapsułek: nie taka znowu przyszłość (chociaż w warunkach masowych biegów ulicznych pod względem higienicznym trochę dyskusyjne – dziwne, że nie zdecydowali się jednak na kubki otrębowe).

wo, świetne! Nie spotkałam się z tym artykułem wcześniej, jestem zaskoczona :D

 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Ogólnie tekst jest dobry. Czytelnicy zadowoleni. Autor pokombinował trochę ze światem przedstawionym i samą fabułą. Ale szczerze mówiąc, mimo zainteresowania losem Matuzalema, czytałem bez zachwytu. Do piórka trzeba moim zdaniem więcej i dlatego przy ewentualnej nominacji zagłosowałabym na NIE.

Tak na marginesie. Mam wrażenie, że nieco pochopnie rozdaje się ostatnio nominacje piórkowe. Wystarczy, że tekst się spodoba i zaraz trafia do wątku z nominacjami. A przecież piórka mają być "nagrodą" dla opowiadań szczególnie się wyróżniających, znakomitych, nawet zachwycających (np. pomysłem i/lub wykonaniem). Powyższy tekst jest dobry, dobrze napisany, ale jednak nie powala w żadnym aspekcie i mało w nim oryginalności. Może to i po części moja wina, wszak starego dziada, który w s-f czytał już prawie wszystko trudno zaskoczyć i zachwycić.

Fabularnie to trochę taki mix filmowy. Na szczęście mix dobrych filmów. Trochę "Harry Angel", trochę "Memento" w przyszłościowym sztafażu, doprawione postapo w stylu "The Book of Eli". Portalowo zbliżone troszkę do opowiadania "Burze piaskowe" Bronchospazma.

Scenografia niestety postapokaliptycznie sztampowa. Już od dłuższego czasu współczesne postapo wyprowadza się głównie od katastrofy ekologicznej, a nie wojny nuklearnej. Ale wciąż obracamy się w tych samych zasypanych piachem ulicach i pustych sklepach, w których zawsze znajdzie się coś do jedzenia. Przy czym to Twoje postapo trochę niewiarygodne, bo jakieś takie błyskawiczne, jeśli prześledzić daty i upływ lat, jaki podajesz. Na przykładzie naszych współczesnych doświadczeń widać, że katastrofa ekologiczna zacznie się i będzie postępowała systematycznie, niszcząc i zmieniając kolejne obszary rzeczywistości. Wydaje mi się, że nie da się bawić i cieszyć życiem w 2091 roku i uciekać w popłochu z planety dziesięć lat później. I żaden rząd ani żaden trick nie ukryje takich zmian. Tym bardziej, że już na wstępie piszesz o końcu, który trwał i ogarniał świat przez 140 lat (czyli zaczynasz odliczanie od lat 60. minionego wieku). Myślę, że śmiało można by zakładać potężne zmiany znacznie wcześniej.

Poza tym od siebie dodałaś do świata przedstawionego niewiele, głównie akcenty transhumaniczne i przeróbkę bohatera (czy to dlatego został na Ziemi?) Chociaż dobre i to.

A sam bohater? Jak wspomniałem, motyw faceta, który szuka sam siebie jest znany i lubiany od czasów książki Hjortsberga lub filmu Parkera. Na szczęście wątek romantyczno/miłosny tylko delikatnie pogrywa w tle, bo wyszłoby jakieś nieszczęsne postapokaliptyczne romansidło.

To wszystko, co napisałem powyżej to nie są wielkie zarzuty. Krzyżówki znanych motywów też mogą być świeże i ciekawe. Ty masz dosyć przemyślaną oś fabularną zapętlającą się w domyśle w nieskończony cykl wędrówki bohatera (poszukiwanie/niepewność, odnalezienie/ odkrycie, ucieczka/zapomnienie) z nawet bogatą historią świata zarysowaną w tle.

Za to zbyt łopatologicznie moim zdaniem wyłuszczasz finałowego twista we fragmencie: "przez ten cały czas… szukał siebie". Czytelnik, zwłaszcza na tym portalu, nie jest aż taki głupi i niedomyślny ;)

Finał tekstu dobry. Jest w nim jakiś smutek, indywidualnego dramat Matuzalema i tragedii całej ludzkości, której taka porzucona, niedoskonała i zapętlona jednostka jest jednym z ostatnich przedstawicieli na zniszczonej i opuszczonej Ziemi.

Teraz kwestie techniczne. Piszesz sprawnie, zdania są zazwyczaj gładkie, bez fajerwerków, nie rozkwitają literacko, ale ja akurat jestem zwolennikiem pisania fantastyki przejrzyście, a nawet przezroczyście. Najlepsze opowiadanie z tego gatunku, jakie czytałem po prostu opowiadały zajebistą historię opartą na świetnym pomyśle, bez ozdobników, rokokoko i językowo/stylistycznych wygibasów. Myślę jednak, że nawet pisząc prostymi i jasnymi zdaniami można pokusić się o jakieś mocno brzmiące sentencje, ciekawe porównania, więcej chwytów literackich. Tego mi tutaj ewidentnie zabrakło.

Od czasu do czasu natrafiałem na jakieś zgrzyty. Przykłady:

chcąc spróbować zasnąć – czemu nie próbując zasnąć?

[…] stał niemal nienaruszony, w środku jednak winda nie działała – coś tu zgrzyta z tym jednak.

W środku znalazł pamięć z zapisem. – jakoś zbyt kolokwialnie i mało precyzyjnie to brzmi.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mam wrażenie, że nieco pochopnie rozdaje się ostatnio nominacje piórkowe

W listopadzie było bodaj 10 nominacji ;-) Podejrzewam, że wynika to z niejednoznaczności samej nazwy wyróżnienia. Dla jednych piórka to “opowiadania szczególne”, dla innych – zgodnie z nazwą wątków nominacyjnych – to “najlepsze opowiadania danego miesiąca”.

Ale to IMHO temat na osobny wątek.

@mr.maras,

łe, kolejny lożanin na NIE, chyba nie będzie mi dane piórko w tym życiu :D

 

Fabularnie to trochę taki mix filmowy. Na szczęście mix dobrych filmów. Trochę "Harry Angel", trochę "Memento" w przyszłościowym sztafażu, doprawione postapo w stylu "The Book of Eli". Portalowo zbliżone troszkę do opowiadania "Burze piaskowe" Bronchospazma.

przykro mi, marasie, ale jeszcze nie miałam okazji mieć styczności z żadnym wymienionym przez ciebie dzieł, toteż ciężko mi ocenić, jakie motywy stamtąd zapożyczyłam, o ironio :D

 

Przy czym to Twoje postapo trochę niewiarygodne, bo jakieś takie błyskawiczne, jeśli prześledzić daty i upływ lat, jaki podajesz.

czy ja wiem, czy błyskawiczne. Sto czterdzieści lat to dość konkretny kawał czasu, żeby świat mógł znaleźć się na granicy przetrwania. 

 

Wydaje mi się, że nie da się bawić i cieszyć życiem w 2091 roku i uciekać w popłochu z planety dziesięć lat później.

zaznaczałam wyraźnie w tekście, że ludzie mieszkający w ogromnych miastach byli zwyczajnie ślepi na symptomy.

 

(czyli zaczynasz odliczanie od lat 60. minionego wieku).

nope, od lat 80. Właściwa akcja utworu dzieje się około 2120 roku.

 

postapokaliptyczne romansidło

dotknęło mnie to, że osądziłbyś mnie o napisanie czegoś takiego, ałć :)

 

"przez ten cały czas… szukał siebie". Czytelnik, zwłaszcza na tym portalu, nie jest aż taki głupi i niedomyślny ;)

yep, wiem. To zdanie idzie do poprawki, potrzebuję tylko chwilki. 

 

Poprawki uwzględnię, krytykę przyjmuję, a także nieliczne pochwały (z większą przyjemnością) również :) Staram się, wciąż się staram, pracuję nad tym moim nieszczęsnym warsztatem, roczna przerwa zrobiła mi z nim niedobre rzeczy. Doceniam takie komentarze jak twój, marasie, bo widzę dzięki nim, że jeszcze długa droga przede mną, chociaż przynajmniej wiem mniej więcej w którym kierunku :)

 

Dziękuję za wizytę.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

1. Oczywiście moja wypowiedź na temat mixu fabularnego nie miała sugerować, że opierałaś się na tych filmach i czerpałaś z nich pomysły. Pisałem to jako odbiorca, któremu tekst kojarzy się z innymi fabułami. Sama przyznasz, że oglądając np. irańską opowieść o pięciu facetach, którzy wynajmują się do obrony jakieś wiochy przed złą bandą, nie będziesz się przejmowała tym, że scenarzysta nie oglądał "Siedmiu samurajów" lub "Siedmiu wspaniałych", tylko stwierdzisz, że to już było. 

Motywy fabularne po prosto krążą w popkulturze, czasem wybrzmiewając tylko dalekim echem, i ciężko wymyślić coś nowego.

2. Rzeczywiście licząc te 140 lat od czasu wydarzeń wychodzą lata 80. Jednak ja liczyłem od domniemanego (przeze mnie) czasu powstania wstępnego nagrania i w sumie nie wiem, kiedy zostało ono zarejestrowane. Na pewno wcześniej niż aktualne wydarzenia. Zakładałem, że Matuzalem odsłuchuje jakieś swoje stare wspomnienia i ten cykl poszukiwań i niepamięci nie jest pierwszym.

3. Ludzie w miastach nie wiedzieli, że świat na zewnątrz umiera? Jak to sobie wyobrażasz? A potem w kilka lat zbudowali flotę statków kosmicznych i polecieli w nieznane?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ładnie napisana historia o dość typowym końcu świata i mało zaskakującym finale – dość wcześnie zaczęłam podejrzewać, że poszukiwania Matuzalema nie zostaną uwieńczone sukcesem, a sytuacja bohatera pozostanie raczej beznadziejna.

Czytało się całkiem przyjemnie. ;)

 

zdą­ży­ła ze­brać się cien­ka war­stew­ka pia­sku. ―> Masło maślane – warstewka jest cienka z definicji.

 

prze­my­śle­nia stu­dio­wał setki, jak nie ty­sią­ce razy. ―> …prze­my­śle­nia stu­dio­wał setki, jeśli nie ty­sią­ce razy.

 

nie wy­ma­za­ło­by z jego głowy przy­krych wspo­mnień stam­tąd. Prze­mknę­ło mu przez myśl, że to Ma­tu­za­lem pro­wa­dził go do mia­sta, żeby pomóc mu po­go­dzić się… ―> Czy wszystkie zaimki są konieczne?

 

Pu­styn­nie­nie pla­ne­ty do­strze­gli­śmy do­pie­ro, gdy burza py­ło­wa… ―> Czy tu nie miało być: Pu­styn­nie­nie pla­ne­ty do­strze­gli­śmy do­pie­ro wtedy, gdy burza py­ło­wa

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@mr.maras

Marasie, moje odniesienie się do twojej wypowiedzi to był mały żarcik-kosmonaucik :D. Wiem, że masz ogromną wiedzę na temat filmów i literatury, prędzej czy później wyłowiłbyś motywy, które u mnie się pojawiły, i dopasowałbyś je do innych dzieł :) Polecajka tak czy owak zacna, na pewno się zapoznam.

 

A potem w kilka lat zbudowali flotę statków kosmicznych i polecieli w nieznane?

Ale skąd pomysł, że w nieznane? I dlaczego nie można założyć, że ta flota istniała już wcześniej i była wykorzystywana do lotów komercyjnych do baz na Księżycu czy Marsie? Przyjęcie tylu statków kosmicznych jednak świadczy o pewnym zaawansowaniu technologicznym założonych kolonii. Nigdzie tego w tekście nie precyzuję, a co za tym idzie – nie wykluczam.

 

@reg

Ładnie napisana historia

:)

o dość typowym końcu świata i mało zaskakującym finale

:(

 

reg, jeśli kiedykolwiek zaskoczę cię fabułą mojego opowiadania to będę mogła umrzeć spełniona :D Tak jest, że jednego opowiadanie ujmie za serduszko, drugiego nie, liczę się z tym. Dziękuję za poprawki, większość już wprowadziłam :)

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Tekst znam, więc będzie krótko – podobał mi się jeszcze w formie niezbetowanej i cieszę się, że byłam w stanie usprawnić wersję finalną. Operujesz tu dobrze znanymi motywami, ale osobiście nie uważam, by sięganie po coś znanego było złe. Ładnie operujesz atmosferą melancholii i opuszczenia, plot twist także jest motywem znanym, niemniej – wciąż jest to plot twist.

Niezły kawałek dobrze zagospodarowanego miejsca, jak na taką miniaturkę. Powodzenia!

Bardzo proszę, Sy i życzę Ci rewelacyjnych pomysłów, choć wcale nie chce, abyś umierała. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ogólnie podobało się. Zgrabnie napisane, fajny i dobrze wykonany pomysł z dwoma narracjami. Realia klasyczne, ale mi to nie przeszkadza. Podoba mi się też sama idea Matuzalema i podróży do niego. Finał trochę co prawda zaskoczył, więc to na plus, ale jednocześnie też nieco rozczarował. W sensie – to zgrabny i bardzo dobrze wykonany zabieg, nie zrozum mnie źle. Po prostu chyba liczyłem na ciekawą, niezależną postać Matuzalema, jako jakiegoś legendarnego proroka pustkowi. 

Mam za to nieco problemów z realiami jako takimi, jeszcze sprzed katastrofy. Nie do końca chyba widzę świat przedstawiony jako nasz świat za 100 lat, jednak zmiany wydają mi się zbyt drastyczne i postęp technologiczny zbyt gwałtowny. Zwłaszcza, że te wszystkie opisywane technologie nie są nowinkami, więc musiałyby zacząć szaleć gdzieś tak, powiedzmy, w połowie tego czasu, za jakieś 50 czy 60 lat. Pewnie nawet wcześniej, jeśli chcesz złapać osoby urodzone w latach 80. Nie kupuję tego, niestety. Tak samo nie przekonuje mnie aż taka arogancja mieszkańców miast, że jakikolwiek problem zaobserwowali dopiero, gdy burza piaskowa walnęła ich w twarz. 

Nadrabiając zaległe komentarze z ostatnich tygodni, dołączam do grona usatysfakcjonowanych czytelników:) Twist w pewnym stopniu do przewidzenia, ale w żaden sposób nie zepsuło mi to lektury :)

Wpadam z komentarzem i od razu zaznaczam, że nie będzie to komentarz w pełni uczciwy. ;-)

Nie ma to jak odpowiednie wejście. :-)

Nie będzie to komentarz uczciwy, bo też CM nie jest fanem postapo. Jakoś nie mogę się do tej formy przekonać. Albo inaczej: trudniej niż przy innych rodzajach opowiadań przychodzi mi znajdowanie w niej frajdy. Jakoś nie bardzo wiem, gdzie jej szukać. Diabli wiedzą dlaczego.

Pojawia się zatem zasadnicze pytanie: skoro nie lubisz postapo, to po coś tu przylazł? Tag widział? Widział!

Odpowiedź brzmi prosto. Przylazł, bo jednak przeczytał i nie chciał zostawiać Autorki bez komentarza. Więcej. Postara się nawet odłożyć na bok swoje preferencje czytelnicze, żeby napisać maksymalnie obiektywny komentarz.

Element wizji końca świata pominę. Postapo ma to do siebie, że otrzymujemy coś w rodzaju: wizji przez oświadczenie. Zaczynamy z pozycji: stało się! I siłą rzeczy autor czy autorka mogą jedynie napomknąć, w jaki sposób. A jeśli w dodatku ogranicza ich bezduszny limit, to napomkną oszczędnie, bo muszą sobie zostawić miejsce na samą historię.

Jako czytelnik wolę obserwować poszczególne etapy tego końca, poznawać przyczyny, itd. W postapo koncentrujemy się na tym, co później, więc sam powód końca, jeśli nie mogę się mu przyglądać, nie robi mi wielkiej różnicy. I nie skupia szczególnie mojej uwagi.

Skupia za to sama historia i to na niej w tym komentarzu zamierzam się oprzeć. 

Pomysł na historię niezły. Naprawdę niezły. Przede wszystkim nie szarżujesz z nadmiarem elementów czy pomysłów. Koncepcja zdaje się być fajnie skrojona pod limit. A to w szorcie ważne, bo nic tak nie wkurza, jak przekonanie, że autor czy autorka mieli ci coś do opowiedzenia, ale jedynie o tym napomknęli. Bo limit.

Opierasz tekst na pewnym pytaniu. Na poszukiwaniu odpowiedzi. To fajnie działa na czytelnika, stanowi pewną formę wabika, bo już na dzień dobry dostaję przynajmniej jeden dobry powód, żeby czytać do końca. Mianowicie: chcę poznać odpowiedź. Więcej! Chcę wymyślić tę odpowiedź przed końcem tekstu, by w komentarzu z pełną dumą oświadczyć: wiedziałem, że to się tak skończy!

Ten motyw poszukiwania odpowiedzi na równi z bohaterem jest normalny, powszechny i trochę zdradliwy. Bo tak, jak angażuje czytelnika w tekst, tak ryzykujesz, że w tej zabawie: kto kogo oszuka? – polegniesz. Jeśli czytelnik domyśli się odpowiedzi, jego satysfakcja z lektury nieco spadnie i to paradoksalnie dlatego, że był czujny. Że nie udało Ci się go zwieść. 

Przechodząc jednak do konkretów, gdzieś w trakcie lektury przemykała mi taka myśl, że bohater może szukać samego siebie. Myśl taką podsunął mi głównie… limit, który, jak sądzę, mocno ograniczał Ci pole manewru. A w końcu jakimś ciekawym zwrotem tę historię zamknąć musiałaś. Nie była to jednak myśl na tyle wyraźna i przekonująca, żeby uczepić się mnie jakoś silniej, więc i w sumie odbioru opowiadania nie zepsuła. Czytało się fajnie. Co prawda, jak postapo nie lubiłem, tak nie lubię dalej, ale i trudno powiedzieć, żebym zmarnował czas.

Potknąłem się na trzech zdaniach:

Początkowo nawet go nie dostrzegliśmy; towarzyszył nam tak długo, że wreszcie stał się dla nas niewidzialny.

Czep nie wymagający omówienia. :)

Mieszkałem z żoną w Stolicy między pięćdziesiątą dziewiątąsto dziesiątą aleją, na dwieście drugim piętrze wieżowca przy Placu Nowym

Zanudziłaś mnie już przy pięćdziesiątej. XD

A tak serio: wiem, że może to informacje potrzebne, ale czytając to zdanie, czułem się jak na jakimś spisie statystycznym. W każdym razie, jeśli chodzi o ten czep, to tylko kaprys CM-a, więc możesz spokojnie przymknąć na tę uwagę oko. A nawet oba. ;-)

Pustynnienie planety dostrzegliśmy dopiero wtedy, gdy burza pyłowa wdarła się między budynki, zmuszając nas do wyciszenia Sieci i znalezienia schronienia.

Rym! (zawsze chciałem to napisać :-)).

 

Generalnie możesz powiedzieć, że te dwa zdania (środkowego nie liczę) to zwykłe czepy. I będziesz miała rację. Tym nie mniej, czytało się fajnie, nic mnie nie zatrzymywało, a te dwa zdania… Nie wiem. Jakoś miałem poczucie, że potrafisz lepiej. Z korzyścią dla czytelnika.

Tyle.

Komentarz jest dość ogólny, ale ten podstawowy przekaz jest prosty: Postapo nie polubiłem, ale czytałem z zainteresowaniem. Jak na osiem tysięcy znaków, to muszę przyznać, że tekst naprawdę dobry.

Co nie zmienia oczywiście faktu, że wolę Twoje “Latawce…”. :)

Pozdrawiam.

Samozwańczy Lotny Dyżurny-Partyzant; Nieoficjalny członek stowarzyszenia Malkontentów i Hipochondryków

@Wiktor Orłowski,

dzięki, rybciu, i ja trzymam kciuki za sukces twojego szorta :3.

 

@reg,

dziękuję! Takie życzenia to miód ma moje serce :)

 

@Arnubis,

przykro mi, że realia mojej wizji cię nie przekonały.

 

Nie do końca chyba widzę świat przedstawiony jako nasz świat za 100 lat, jednak zmiany wydają mi się zbyt drastyczne i postęp technologiczny zbyt gwałtowny. Zwłaszcza, że te wszystkie opisywane technologie nie są nowinkami, więc musiałyby zacząć szaleć gdzieś tak, powiedzmy, w połowie tego czasu, za jakieś 50 czy 60 lat. Pewnie nawet wcześniej, jeśli chcesz złapać osoby urodzone w latach 80.

Och, Arnubisie, chyba nie doceniasz tempa postępu technologicznego :D Co rusz naukowcy wynajdują/odkrywają coś nowego. Wystarczy nawet spojrzeć jaki przeskok w niewielkim czasie zrobiliśmy od poruszania się furmankami do lotu pierwszego człowieka na Księżyc.

 

Dzięki, że wpadłeś, dzięki też za miłe słówko, cieszę się, że mimo wszystko opowiadanie ci się spodobało. Co do “legendarnego proroka pustkowi” – myślałam nad takim scenariuszem, ale jak rozpisałam sobie pojedyncze fragmenty to 8k znaków może miałaby 1/6 opowiadania ;_;

Nie chciałabym spłycić postaci Matuzalema w imię limitu. Cytując jednego z najznakomitszych kulturystów, jakich ta ziemia kiedykolwiek nosiła: “To nie dałoby nic, to by nic nie dało, i tak”.

 

@arya,

cieszę się, że lektura sprawiła ci przyjemność :) Widzimy się zaraz pod twoim “Wezuwiuszem” :D.

 

@CM,

ależ ci dziękuję za poświęcony czas na naskrobanie tak długiego komentarza :)

 

CM nie jest fanem postapo

CMie, co ja ci mogę rzec – ja nawet nie wiem, czy jestem fanem postapo, czy nie jestem, bo do tej pory miałam z nią mało styczności :D. “STATUS…” to taki mój eksperyment literacki, bo nigdy w scifi nie czułam się pewnie, jakoś zawsze wolałam czystą fantastykę :)

 

Przylazł, bo jednak przeczytał i nie chciał zostawiać Autorki bez komentarza.

dżentelmen! ❤

 

Ach, ile cennych uwag! Miło mi, że pomimo towarzyszącej ci świadomości schematu pytanie-odpowiedź, udało mi się ciebie jednak zaskoczyć w pewnym stopniu :) Tak, limit jest zdradziecki, odkrywa więcej niż byśmy chcieli, u mnie chociażby nieszczęsne ograniczenie liczby bohaterów.

Największą pochwałą jest dla mnie to, że pomimo niechęci do postapo, lekturę oceniasz jako udaną. Autorce nic więcej do szczęścia nie trzeba :D

 

Czep nie wymagający omówienia. :)

poprawione!

 

Zanudziłaś mnie już przy pięćdziesiątej. XD

A tak serio: wiem, że może to informacje potrzebne, ale czytając to zdanie, czułem się jak na jakimś spisie statystycznym. W każdym razie, jeśli chodzi o ten czep, to tylko kaprys CM-a, więc możesz spokojnie przymknąć na tę uwagę oko. A nawet oba. ;-)

ja to sobie zostawię jednak, CMie, bo mi się to ładnie uzupełnia z wpisem w dzienniku Matuzalema. Swoją drogą, tamten wpis był we wcześniejszym fragmencie, a cię nie znudził XD

 

Rym! (zawsze chciałem to napisać :-)).

Mam jakąś dziwną przypadłość rymowania w moich opowiadaniach; ta uwaga zawsze pojawia się w komentarzach. Dzięki, poprawione! :)

 

Co nie zmienia oczywiście faktu, że wolę Twoje “Latawce…”. :)

Nawet nie wiesz jak mi roztopiłeś serduszko tą uwagą. Fakt, że po roku od publikacji pamiętasz jeszcze wrażenia z lektury “Latawców…” to niesamowita motywacja do pisania :)

 

Pozdrawiam wszystkich ciepło!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Jest przemyślana, dwutorowa konstrukcja, jest ładne napisanie, można podyskutować o prawdopodobieństwie świata przedstawianego ale…

Nie ma historii.

Od początku miałem wrażenie, że podróżnik odkryje samego siebie, finałowy twist nie był więc niczym zaskakującym. O czym to więc jest? O zapominaniu? Czy to po prostu bardzo ładna pocztówka z nieładnej przyszłości?

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Hej. Dla mnie to jest bardzo fajny tekst. Wciągnął, chciałem czytać dalej, byłem ciekaw zakończenia. Tło postapo jest, powiedzmy, standardowe, nic w tym złego, bo naprawdę dużo dobrego robi tutaj fajne pisanie, ciekawa historyjka i twist. Bardzo dobre.

Wciągnął mnie tekst. Fajne opisy.

Pustynnienie planety dostrzegliśmy dopiero wtedy, gdy burza pyłowa wdarła się między budynki, zmuszając nas do wyciszenia Sieci i znalezienia bezpiecznego miejsca..

Czemu na końcu są dwie kropki?

Fajne :)

Przynoszę radość

Trochę wykorzystałaś znane motywy (katastrofa ekologiczna, obcy ingerujący w ludzkość, jednostka błądząca po zniszczonym świecie i próbująca przetrwać), ale też dałaś od siebie ładnie zbudowany nastrój i ciekawy twist z kasowaniem pamięci i pętlą, gdzie bohater wciąż szuka samego siebie. Fragmenty ze wspomnień, pożegnanie z żoną, to intryguje (choć początkowo myślałam, że ‘wzniosła się ku gwiazdom’ było przenośnią jej śmierci). Jak dla mnie, udany szort. Kliknęłabym biblio, gdyby nie to, że już dawno tam jest :)

@PsychoFish,

to, że cię twist nie zaskoczył, nie znaczy, że nie ma tu historii :) Historia jest, chociażby o poszukiwaniu samego siebie, jak zinterpretowała niżej Bella, ja bym dodała jeszcze, że może o konsekwencjach transhumanizmu czy braku refleksji nad dbaniem o planetę. Ale nie chcę tu niczego nikomu narzucać, każdy wyciąga takie wnioski, na jakie go stać.

 

Dziękuję za wizytę i opinię :)

 

@Łosiot, 

dzięki, cieszę się, że twist cię zaskoczył, a historia zaciekawiła! :)

 

@BlackSnow,

dzięki :)

 

@Anet,

jak zawsze czujna :) Dzięki, kropeczka usunięta. Cieszę się, że się podobało.

 

@Bellatrix,

dzięki, Bello, cieszę się, że dałaś porwać się nastrojowi i zaintrygowałam cię historią :) Mentalny klik jest równie cenny! :D

 

Pozdrawiam wszystkich!

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Być może doprecyzuję: tekst twistem stoi. Szukanie siebie jest jawnie zasugerowane czytelnikowi. W momencie, który ten twist nie jest dla mnie zaskakujący, nie mam innej historii, na której mógłbym się zaczepić – poza świetnie oddanym klimatem oczywiście. To nie jest zarzut, tylko obserwacja, taki krótki short rzadko może pomieścić więcej niż jedną, konkretną linię fabularną lub po prostu ramy są za wąskie do dużego tematu transhumanizmu i parcia do przodu za wszelką cenę.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Bardzo fajnie prowadzisz narrację, tekst czyta się naprawdę przyjemnie. Strasznie nie lubię takiego ględzenia, jak to jest zaprezentowane we fragmentach pamiętnika, ale tu wszystko wskakuje na swoje miejsce wraz ze zdaniem “to ostatnie słowa z pamiętnika”:) Końcówka zaskakująca, ciekawa, ale przyznam, że w budząca też we mnie pewien opór, bo cóż takiego uczynił ten bohater, że skazujesz go na takie męki?

PROJEKT MODYFIKACYJNY „MATUZALEM”

obejmujący osoby ur. w l. 80. XX w.

No bo ja się na takie atrakcje nie piszę!

 

Naprawdę tłuściutkie 8k znaków:)

 

 

Moim zdaniem to jest całkiem udany tekst, choć rozegrany w znanych dekoracjach; z twistem miałam niestety podobnie jak kam_mod, nie zaskoczył mnie, bo od początku się go spodziewałam. Fabularnie sprawny, nieźle napisany językowo. Do Bibliotek klikałabym bez zastanowienia, ale na piórko to dla mnie chyba jednak za mało: brakuje mi w tym tekście czegoś nieoczekiwanego, nietypowego, innego.

Twoje opko klimatem stoi, budujesz go fantastycznie. Miałam wrażenie, że wędruję po Ziemi z ostatnim jej mieszkańcem. Brakuje mi tu jednak jakiejś historii, sam klimat to jednak trochę za mało. Myślę, że odrobinę poległaś na limicie. Końcówka potwierdziła moje przeczucia co do tego, kim jest bohater, więc wielkiego zaskoczenia nie było. Poza tym trudno polubić kogoś, komu tak się podobają własne przemyślenia, nawet jeśli nie pamięta, że to on jest ich autorem.

Nie cierpię mówić NIE, ale nie mogę stale potakiwać. Czas zacząć ćwiczyć... ;)

Twist może nie zaskakujący, dekoracje niby zgrane, ale jak to wszystko ładnie podane! To jest sztuka – napisać 8K tekstu bez dialogów, z jednym smętnym bohaterem, same introspekcje i opisy, a żeby nie nudziło. Dużą część roboty robi pierwszy epizod z pamiętnika: gładziutko, intrygująco, z pięknym motywem gwiezdnych obserwatorów umierającej Ziemi – i czytelnik od razu wie, że ma do czynienia ze świadomym autorem.

Gdy zaczynałam czytać, moją pierwszą myślą było “oho, znowu katastrofa klimatyczna”. Jednak, choć umieszczona w oklepanym settingu, sama historia nie wydaje mi się banalna. Dobrze się ją czyta, a przy tym koniec pozostawił mnie z pewnym uczuciem niepokoju.

Zostaw ten żyrandol.

Jaka szkoda, że ten limit wredny ;) Po lekturze mam poczucie, że chciałabym więcej. Językowo – pięknie, po prostu płynęłam przez tekst. Bardzo sprytnie i frapująco połączyłaś dwie linie historii. Zakończenie oczywiście mało zaskakujące, ale mimo wszystko, poruszyło mnie. To świadczy, że bardzo ważna jest droga, którą dochodzimy do finału, a Tobie udało się koncertowo.

@PsychoFish,

zdaję sobie sprawę z jeśli plot-twist nie zaskakuje to opowiadanie robi się “meh”. Nigdy nie byłam dobra w tworzeniu plot-twistów, wiele osób mi mówi, że moje teksty stoją właśnie nastrojem i opisami, i chyba mimowolnie zaczęłam się na tym skupiać. Nauka na przyszłość :D

 

@Michał Pe,

wowow, tyle pochwał, dziękuję ❤

 

bo cóż takiego uczynił ten bohater, że skazujesz go na takie męki?

nie idź do moich innych opowiadań w takim razie XD taka uroda ¯\_(ツ)_/¯

 

@ninedin, 

dzięki wielkie za odwiedziny, miło czytać, że dostałabym od ciebie kliczka :3

 

@Irka_Luz,

no nie ukrywam, że limit w tym konkursie dawał w kość, domyślam się, że nie tylko mi :D potwierdza się teoria, że jak plot-twist nie zaskakuje to jest “meh” :<

 

@cobold,

ojej, cobold tutaj, pod moim opowiadaniem, aaaa, mamo! I same pochwały i napisał, że jestem świadomym autorem *mdleje*.

 

dzięki, coboldzie! 

 

@Verus,

niepokój, znaczy, że dobrze :D dzięki!

 

@Deirdriu, 

jejciu, dziękuję ci pięknie za te miłe słowa. Dla takich komentarzy warto pisać :3

 

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Sy

 

Mnie się, pani rozumie, rozchodzi o to, że ten twist to kulminacyjny punkt i całe opowiadanie jest skomponowane pod ten konkretny zwrot. W momencie, w którym czytelnik przewiduje go z wyprzedzeniem, nie ma efektu satysfakcjonującego zaskoczenia. Nie czuję się też emocjonalnie związany z bohaterem, stąd zussamen do kupy brak efektu "wow!". Sam klimat ładny, ale brak mi czegoś, co emocjonalnie zaangażuje mnie w tekst.

"Świryb" (Bailout) | "Fisholof." (Cień Burzy) | "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fajnie napisane, twist faktycznie nieznacznie wypływa na powierzchnię w trakcie czytania, ale to nie zmienia faktu, że opowiadanie jest dobre. yes

Ładne, nastrojowe. Wizja przyszłości z rodzaju tych mówiących mniej o tym, co będzie, a więcej o tym, czego nie będzie. Ja wierzę, że jednak więcej będzie. Niemniej nie ujmuję szortowi jego wartości.

Napisane przyzwoicie. Tytuł fajnie współgra z treścią. 

ja wiem, Fishu, ja wiem o co się rozchodzi i ja to wszystko rozumiem i biorę sobie do serca! Może następnym twistem wgniotę cię w fotel :D

 

dziękuję, grzelulukasie, fajnie, że wpadłeś :)

 

funie, miło mi cię tu gościć, wielorybku :3 Dzięki za miłe słowo. Też mam jednak nadzieję, że będzie więcej.

Używanie poprawnej polszczyzny jest bardzo seksowne

Nowa Fantastyka