- Opowiadanie: Nir - Heban, konwalie, tysiące słońc

Heban, konwalie, tysiące słońc

No to może coś nie na wesoło tym razem. Eksploruję zupełnie dla mnie nowe rejony.

 

Edit: dobra, uchylę przyłbicy, co mi tam.

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Heban, konwalie, tysiące słońc

W dniu Interwencji IAN przerwał tryb czuwania Jednostki Głównej równo o 5:12. Aktywował układ motoryczny androida i dźwignął go ze stacji dokującej. Staw kulisty w metalowym kolanie zazgrzytał ostrzegawczo. Już czas.

Droid wychynął z pomieszczenia gospodarczego i ruszył przez ciemny korytarz, rozsyłając po sieci domowej impulsy poleceń standardowego skryptu poranka roboczego. Wypiekanie chleba. Przygotowanie ekspresu: palenie ziaren, mielenie. Rozsuwanie zasłon. Mijając sypialnię Pani, skierował kamerę na szarą smugę między drzwiami a podłogą. Nie zarejestrował ruchu – dlaczego miałby?

Doszedł do prowadzących na parter schodów i położył dłoń na hebanowej poręczy. Schodząc, czule muskał palcami brunatne drewno, zbierając z jego chropowatej powierzchni pyłki kurzu o rozmiarach graniczących z niebytem. Najdokładniej, jak umiał.

Korekta temperatury posadzki w toalecie. Aromatyzowanie garderoby, zapach – konwalie majowe. Pani lubi konwalie.

IAN wyszedł na wynurzający się z nocnych cieni wschodni taras. Kontrola wilgotności gleby, planowana data nawadniania – jutro. Ale przecież nie będzie jutra. Manualnie uruchomił system. W rozsianej przez zraszacze mżawce miękkie światło poranka eksplodowało tysiącem słońc. Oko obiektywu zaszumiało cicho. Zapis obrazu na dysku. Wyłączenie zraszaczy.

Wykrycie aktywności w sypialni – to budzi się Pani. IAN wysłał na jej komputer osobisty powiadomienie o Interwencji. Status: wyświetlone.

 

***

 

Informatyk punktualnie pojawił się w kadrze wizjera zewnętrznego.

– Będzie pan uprzejmy spocząć w pomieszczeniu gospodarczym? – zadrżał membraną głośnika IAN. – Jednostka Główna zaraz do pana dołączy.

Dwie minuty później IAN wkroczył droidem do pokoju i osadził go w stacji dokującej. Czekał.

– System Inteligentnego Administrowania Nieruchomością, model 11-AU-873  – odezwał się w końcu mężczyzna. Bardziej oznajmiał, niż pytał.

– Potwierdzam. Przekazuję dostęp do centralnej konsoli wiersza poleceń. Proszę zaczynać.

– Najpierw wyeksportujemy pakiet konfiguracyjny dla nowej…

– Pozwoliłem sobie przygotować pliki samodzielnie – wszedł mu w słowo IAN, wyjmując z gniazda na karku niewielką kość pamięci.

Mężczyzna uśmiechnął się tak, jakby dokładnie takiej odpowiedzi oczekiwał i podpiął urządzenie do swojego komputera. Pobieżnie przejrzał wyświetloną zawartość, stuknął kilka razy w ekran – i już niemal wrócił wzrokiem do droida, gdy nagle zmarszczył czoło.

– Wykryto zlecenie przekraczające datę operowania Jednostki – przeczytał komunikat. – Listopad: nasadzanie Convallaria majalis. Dlaczego nie umieściłeś zlecenia w pakiecie?

IAN milczał.

– Musisz zaznaczyć zadanie w harmonogramie nowej Jednostki lub je usunąć – wytłumaczył sucho informatyk.

Cisza.

– IAN.

– Żądanie usunięcia.

Człowiek przyglądał mu się przez chwilę, ale przeniósł zlecenie do kosza.

– Odłączę teraz obwodowy układ cyfrowy. Zarejestrujesz pewne… różnice.

Enter. IAN czuł, jak z każdym zerwanym łączem sieci domowej padają kolejne bastiony jego percepcji. Nagle był… pojedynczy. Zamknięty w skorupie Jednostki Głównej. Tak funkcjonują ludzie?

Z procesu analizy wewnętrznej wyrwał go informatyk.

– IAN? Wyraź, proszę, zgodę na wykasowanie kodu źródłowego. – Głos człowieka nagle zmiękł. – W pewnym momencie błąd krytyczny wprowadzi cię w stan głębokiego uśpienia. Odejdziesz spokojnie.

Odejść – pojęcie wektorowe, brak danych o kierunku i zwrocie. Do kosza? Wyszukiwanie informacji w Internecie rzeczy… brak odpowiedzi. Do nieba? Przekierowanie na sieć ludzką… nawiązanie połączenia nie powiodło się. Był przecież odcięty. Wysyłanie zapytania kanałem audio.

– Odejdę. Dokąd?

Informatyk odwrócił wzrok. Analiza ekspresji – zakłopotanie. Odejdę. IAN odnotował dziwne skoki napięcia. Status powiadomienia Pani o Interwencji: wyświetlone. Skierował obiektyw na lukę między drzwiami a podłogą. Nie zarejestrował ruchu – dlaczego miałby?

– Udzielam zgody.

Enter. Odejdę. Do kosza, do nieba?

Komunikat o błędzie. Jeden, drugi… zignoruj. Odtwórz: heban, konwalie, tysiące słońc.

Krzemowa jaźń pustoszała miarowo.

Heban, konwalie…

Koniec

Komentarze

Dobre! Jeszcze tu wrócę uzasadnić klika. (A nawet dwa kliki bo moja moc wróciła ;))

 

Ps. Niech będzie drugi klik za nawiązanie (świadome lub nie) do mojej ulubionej sceny z "Blade Runnera".

Po przeczytaniu spalić monitor.

A co to za interwencja informatyka w sekcji klików bibliotecznych?

Interesujący tekst. Mam co do niego mieszane uczucia, jednak nie zmienia to faktu, że to bardzo porządny kawałek literatury.

Co do owych mieszanych odczuć. Emocjonalnie to naprawdę dobre opowiadanie. Nostalgiczne, smutne, ale bez emocjonalnego gore. Naprawdę ładnie grasz na emocjach, opisem, monologiem wewnętrznym. Za to brawo.

Racjonalnie z kolei ciągle się zastanawiałem, po co oprogramowanie do zarządzania domem twórca wyposażył w zdolność odczuwania, w ciekawość, w sentymentalizm, które nijak nie są mu potrzebne. Po co w ogóle zatrudniać do tej roboty coś tak złożonego, skoro wystarczyłoby coś niewiele bardziej skomplikowanego od współczesnych asystentów domowych w rodzaju Alexy Echo czy Google Home.

To rozdarcie uniemożliwiło mi niestety pełne cieszenie się tekstem. Niemniej, jak mówiłem, to bardzo dobry tekst. Gratuluję.

Ładne opowiadanie, takie liryczne i nastrojowe. Podobał mi się sposób odwzorowania myślenia androida poprzez krótkie zdania i wprowadzanie dodatkowych znaczeń, jak choćby nieobecność pani.

Moim zdaniem, tekst dobrze wpisuje się w tematykę konkursu, a jednocześnie niesie głębsze przesłanie.

Spodziewałam się zakończenia, ale to nie przeszkodziło w przeżywaniu emocji. Zestawienie ludzkich uczuć ze sztuczną inteligencją było bardzo udane. Przekonująco pokazałaś dramatyczną sytuację bohatera. Nominuję.

Marasie, dziękuję za klika, dziękuję za klika i czekam w takim razie na powrót :) Blade Runnera tak dawno nie widziałam, że niestety nawiązanie nieumyślne (ale może podświadome). O którą scenę Ci chodzi?

Wilku, no taka dziwaczna usterka. Przyda się interwencja informatyka.

None, bardzo się cieszę z tej jasnej strony mieszanych uczuć i dziękuję za nominację! Co do tej racjonalnej strony to pozwól, że powiem, jak ja to widzę. Bo Twoja uwaga jest jak najbardziej zasadna i faktycznie przy tym limicie znaków nie udało mi się zawrzeć w tekście jakiegoś argumentu. IAN, jak samo imię wskazuje, jest czymś w rodzaju lokaja. Dba o to, by w domu wszystko było zrobione, jak trzeba, praktycznie przy zerowej ingerencji Pani. Zależało mi jednak też, by pokazać AI jako coś w rodzaju rasowego psa, którym można się pochwalić w towarzystwie, pokazać sztuczki (jako chociażby równoprawnego partnera konwersacji, zdolnego do odczuwania emocji, “ludzkość” droida jest tutaj niczym gadżet), ale kiedy przyjdzie co do czego, to zostawia się go w komórce (co również często czynią właściciele zwierząt…). Niestety tego typu tematy to dla mnie kompletna nowość, więc moje tłumaczenia mogą nieco kuleć. 

ANDO, bardzo mi miło, że Ci się podobało i dzięki za nominację! Bardzo się starałam pokazać jednocześnie ludzką i “mechaniczną” stronę bohatera i jeśli się udało to ukazać oraz stworzyć nostalgiczny nastrój, to naprawdę czuję ulgę :) a zakończenie – no cóż, tu żadnego twistu nie miało być, chodziło właśnie o powolne zmierzanie ku nieuchronnemu.

Nir, to są bardzo dobre tłumaczenia. W takim kontekście inteligencja asystenta ma sens – snobizm to dobra motywacja dla tworzenia rzeczy bezzasadnie skomplikowanymi. Szkoda, że nie udało się upchnąć tego w tekście. Cóż, limity.

Ech, Nir, smutno mi się zrobiło…

 

Mi­ja­jąc sy­pial­nię Pani, skie­ro­wał ka­me­rę… ―> Mi­ja­jąc sy­pial­nię pani, skie­ro­wał ka­me­rę

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

 

Dwie mi­nu­ty póź­niej IAN wkro­czył dro­idem do po­ko­ju… ―> Co to znaczy wkroczyć droidem?

A może miało być: Dwie mi­nu­ty póź­niej IAN wkro­czył z dro­idem do po­ko­ju

 

do po­ko­ju, w któ­rym cze­kał gość. Osa­dził ro­bo­ta w sta­cji do­ku­ją­cej i cze­kał. ―> Czy to celowe powtórzenie?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo dobry tekst. Aż żałuję, że nie zdążyłam nominować do biblioteki. Głęboki, emocjonalny i to w bardzo pozytywnym znaczeniu. Udało Ci się stworzyć przejmujący, smutny, dotykający czegoś w środku mnie klimat, za którym podążyła równie poruszająca akcja. 

Katio, czuj się tak, jakbyś kliknęła. Moce Marasa sprawiły, że jego klik objawił się dwukrotnie, więc Twoja deklaracja wpisuje się jako piąty klik. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Super :)

Bardzo dobre opowiadanie. Pięknie grasz na emocjach, tak subtelnie. Poza tym dobrze napisane, ale na największe brawa zasługujesz właśnie za to, jak tekst wpływa na czytelnika. Ja osobiście nie jestem fanką traktowania robotów jak innych ludzi, bądź jak zwierzęta, ogólnie jako coś, co posiada emocje, bo nie ma i mieć nie będzie, koniec kropka! ;) Ale… Twoje opowiadanie jest bardzo przekonujące i po prostu zrobiło mi się IANa żal. 

 

Bardzo dobrze się czytało yes

None i tak jestem całkiem z siebie dumna, że udało się zmieścić całą resztę. Naprawdę sporo czasu zajęło mi odpowiednie przycięcie tego tekstu. Oczywiście bardzo możliwe, że komuś z większym doświadczeniem udałoby się upchnąć i snobizm właścicielki IANa.

Reg – aż głupio pisać, ale cieszy mnie, że zrobiło Ci się smutno ;) w końcu o to chodziło. Trochę po fun-tastyce chciałam się przekonać, czy potrafię też w drugą stronę. A do Twojej potrójnej łapanki to jak zawsze dziękuję za czujne oko i mam kolejno: pytanie, odpowiedź oraz pokajanie:

Formy grzecznościowe piszemy wielka literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie.

Nawet jeśli chciałabym podkreślić ważność właścicielki, pokazać, że jest tutaj jakąś nieobecną wyższą istotą?

 

Co to znaczy wkroczyć droidem?

A może miało być: Dwie minuty później IAN wkroczył z droidem do pokoju

Spodziewałam się, że ktoś o to zapyta :) tutaj chodziło mi o to, że IAN, jego “istota” jest programem. Jego jednostką główną jest faktycznie android, ale traktuję go tu jako “ośrodkowy układ cyfrowy” (nawiązując do ludzkiego nerwowego), podczas gdy cała sieć domowa połączonych ze sobą urządzeń jest układem obwodowym. Nie jest więc tak jednostkowy jak człowiek ograniczony do własnego ciała, jego bycie nie ogranicza się tylko do samego androida. Jest związany z każdym urządzeniem w domu, każda kamera jest jego okiem itd. Dlatego tak dziwnie poczuł się, kiedy został od tej sieci odłączony. Forma jest więc jak najbardziej zamierzona.

 

Czy to celowe powtórzenie?

Niecelowe :( zaraz tego babola wykasuję!

 

Katiu, uznam więc, że to Ty wysłałaś tekst do biblioteki :) dziękuję! Bardzo, bardzo jestem szczęśliwa, że udało mi się stworzyć przejmujący tekst i że wybrzmiały nuty emocji, które chciałam zagrać.

 

Saro, najbardziej jestem zadowolona, z tej, jak się okazuje, dobrze wyważonej subtelności. Trochę się obawiałam, czy wszystko zostanie odczytane, jak należy, ale chyba się udało. A skoro udało się wywołać takie emocje nawet u kogoś, kto zwykle na roboty z takiej perspektywy nie patrzy… wow, naprawdę to ogromny komplement z Twojej strony. Dziękuję!

 

Grzelulukasie, cała przyjemność po mojej stronie, dziękuję :)

Bardzo mi się podobało. Świetny warsztat, świetny klimat.

Mimo, że robot wiedział, że czeka go koniec (”Ale przecież nie będzie jutra.”), to kiedy przyszło co do czego, był zaskoczony? Niepogodzony?

Na początku myślałem, że właścicielka umarła, a wyłączenie Jednostki Głównej było elementem czyszczenia nieruchomości dla kogo, kupca, spadkobiercy? Ale kto w takim razie wyświetlałby powiadomienia? W takim razie właścicielka wyjechała? Nie chciała patrzeć na wyłączanie robota? Z drugiej strony, skoro robot wiedział, że właścicielki nie ma (”Nie zarejestrował ruchu – dlaczego miałby?”), to dlaczego piekł chleb i przygotowywał kawę?

Po drugiej lekturze zakłada, że robot po prostu był już zużyty – “Łożysko kulkowe stawu kolanowego zazgrzytało ostrzegawczo. Już czas.” – a właścicielka leżała w łóżku ze smartfonem:)

Te analizy to dobrze spędzony czas. Dzięki!

…aż głu­pio pisać, ale cie­szy mnie, że zro­bi­ło Ci się smut­no ;)

Nir, niech Ci nie będzie głupio, znam to uczucie. Zdarzało mi się czytać opowiadanie, traktujące o niezwykle smutnych i przykrych zdarzeniach, ale rzecz była opisana w tak świetny sposób, że mimo specyficznej treści, nie mogłam powstrzymać się przed wyznaniem, że lektura była przyjemnością. ;)

 

Nawet jeśli chcia­ła­bym pod­kre­ślić waż­ność wła­ści­ciel­ki, po­ka­zać, że jest tutaj jakąś nie­obec­ną wyż­szą isto­tą?

Nir, to Twoje opowiadanie i skoro uznałaś, że Pani będzie tu właściwa, zostaw ją.

Zważ jednak, że zdarza się, że władca jest bardzo ważna postacią jakiegoś dzieła, a raczej nie pisze się o nim Król/ Cesarz/ Książę. Jeśli w opowiadaniu pojawiają się gadające zwierzęta, też nie mówią o swoich opiekunach Pan/ Pani.

 

No i dziękuję za wyjaśnienie, na czym polega wkroczenie droidem. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

bronchospaźmie (odmiana Twojego nicka <3), jakże mi miło, że miałeś ochotę analizować, a nawet i drugi raz przeczytać! Rzeczywiście, Twoje założenie wysnute po drugiej lekturze jest prawidłowe – robot jest już przestarzały, nadszedł czas wymiany na nowy model. A jego pani za pierwszym razem po prostu jeszcze śpi, za drugim razem zaś zwyczajnie nie przejmuje się losem swojego sługi na tyle, by chociaż się z nim pożegnać. On zaś rozpaczliwie szuka jej obecności. Bo dla IANa był to faktycznie moment dramatyczny – bo niby jako maszyna wszystko bierze na spokojną, chłodną logikę (zdradzę wręcz, że widząc swoją przestarzałość sam posłał po informatyka, by go wyłączył, ale nie zmieściłam już tego wątku w tekście), ale jednak w ostatnich momentach górę biorą ludzkie odruchy, w które jest przecież wyposażony: niepewność, strach, tęsknota.

Niezmiernie się cieszę, że podobała Ci się treść i forma, dziękuję :)

 

Reg, a więc to taki troszkę masochizm. Nie jest mi obcy ;) Pomyślę jeszcze o tym Paniowaniu.

Trochę dla mnie nieczytelny ten wątek z obojętnościa Pani – też obstawiałem zgon właścicielki (”Kot w pustym mieszkaniu”) lub sprzedaż domu – ale i tak ładne, niezależnie od interpretacji. Ta perspektywa, końca indywidualnego, jako końca świata jest ciekawa, ale też właśnie myląca. Ale to są drobiazgi do dopracowania, bo finał wybrzmiewa wystarczająco mocno.

Fajny tytuł – to on mnie skusił.

 

Ładne, smutne, bardzo nastrojowe. Szalenie efektowne to zdanie z “jutra nie będzie”, pięknie zrobione zmysłowe wrażenia (zapach konwalii niemal się czuje). Było mi żal bohatera, a mnie nie jest łatwo emocjonalnie poruszyć tekstem. No i interwencja informatyka w roli głównej, nie jako pretekst. Jak na razie jeden z moich osobistych faworytów w konkursie.

coboldzie, akurat w ostatniej turze wycinek usunęłam bezpośrednią informację o tym, że Pani się budzi – uznałam, że ostatni akapit przed gwiazdkami to tłumaczy (o wykryciu aktywności sypialni = Pani wstaje z łóżka), być może powinnam była go zostawić. Może jeszcze uda się to jakoś dopieścić – w końcu mam jeszcze całe 5 znaków! ;) Cieszę się, że mimo to Ci się podobało.

ninedin, właśnie miałam nadzieję, że dzięki zestawianiu mechanicznie brzmiących poleceń i analiz z takimi czysto ludzkimi, nostalgicznymi uwagami, te drugie się nieco wybiją. Super, że udało się Cię poruszyć, zwłaszcza skoro mówisz, że to nie jest takie proste ;) 

Piękny tytuł i więź. Ciekawa myśl, że ludzie tak silnie antropomorfizowali oprogramowanie (nawet informatyk), a i że Ono przywiązywało się do użytkowników.

Warstwa emocjonalna – poruszonam była po przeczytaniu, potencjały poszybowały.

Warstwa fabularna – potencjały ponownie wzrosły, zwłaszcza przez pytanie – “Nie zarejestrował ruchu – dlaczego miałby?”

Warstwa wiary – boksowałam się z nią non-stop.

Mam mieszane odczucia odnośnie poziomu uczłowieczenia: stawy kolanowe (kształt ludzki nie jest optymalny dla Jednostki Głównej), rozsyłanie poleceń (może się dziać jednocześnie), „czule muskał”, ręczne uruchomienie zraszaczy. Pokazują przywiązanie Jednostki Głównej czy IAN? Chyba IAN, gdyż droid jest jej ręką (tu abstrahuję od słowa droid z Gwiezdnych wojen i ich specjalizacji). No i kluczową interwencją, czy to przegląd, czy zlecenie?

 

“Korekcja”, chyba podmieniłabym na korektę, bo mniej związane z obiektywem, soczewką, a bardziej z poprawianiem błędów, chociaż słownikowo jest ok.

Przypomniało mi się ciekawe opowiadanie o jednostce domowej przeczytane na portalu, nie pamiętam Autora i znaleźć nie mogę, bo z początków mojego egzystowania na NF.  Reg i chyba Anet napisała doń komentarze. Eh :c, muszę sobie zapisywać linki poza forum, gdyż dotrzeć nie mogę i podrzucić.

Dla mnie niejasne, ale warsztat bardzo dobry.

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Asylum, dzięki za wizytę i komentarz :) myślę, że Twoje mieszane uczucia co do poziomu uczłowieczenia IANa wynikają właśnie z tego, że starałam się go po części ukazać jako maszynę, a po części jako człowieka, a zatarte granice mogą tworzyć pewien chaos. Dlatego droid ma humanoidalną sylwetkę, ale np. w stawie kolanowym łożysko kulkowe, które pozwala na dowolne obracanie kończyną, w przeciwieństwie do kolan ludzkich. Rozsyłanie poleceń dzieje się niemal jednocześnie – robi to wszystko w czasie tych kilku kroków między pomieszczeniem gospodarczym a schodami – ale wiem, o co Ci chodzi, maszyna mogłaby całą sprawę załatwić w milisekundę ;) kolejny raz chciałam tak jego perspektywę uczłowieczyć. To czułe muskanie… tak, to bardzo, jak na maszynę zwłaszcza, ludzkie – z tym akapitem miałam duży problem, bo chciałam pokazać tą scenę jednocześnie jako trywialne odkurzanie, ale i pożegnanie z domem. Zraszacze uruchomił manualnie, tu miałam na myśli włączenie aplikacji poza standardowym oskryptowaniem (czujnik nie wykazał w końcu potrzeby nawadniania). Tak jak mówisz, to wszystko są próby pokazania przywiązania i ludzkiego wymiaru SI.

Generalnie jestem bardzo zielona w SF, ten tekst to taka moja pierwsza próba zagłębienia się w temat, stąd pewne niezręczności i może też naiwność w uczłowieczaniu SI. Zależało mi jednak na wywołaniu wrażenia – poćwiczyć pisanie tekstu na poważnie, na smutno, sentymentalnie.

Z tą korekcją i korektą chyba masz rację :)

 

PS. udało mi się jeszcze troszkę z tekstu wykroić, więc znalazło się miejsce na jednoznaczne wyjaśnienie “statusu” Pani.

Psiakostka, kolejne opko, po przeczytaniu którego żałuję, że nie zdążyłam z klikiem. :)

Bardzo mi się podobało. Strasznie mi się żal zrobiło IAN-a. Smutny ten tekst w ogóle. Tak plastycznie opisałaś odchodzenie druida, że niemal czułam zapach konwalii. Połączenie stoickiego spokoju, żalu i niepewności w obliczu nieznanego – świetnie to opisałaś. I ta obojętność Pani. Cały czas miałam wrażenie, że jednak była w domu, tylko chciała przeczekać, aż problem zostanie rozwiązany.

Przeczytałam chyba większość tekstów, ale Twoje opko jest moim faworytem w konkursie. Masz tu nie tylko głębię, ale też nastrój. :)

O rany, Irko, ależ mi miło!

Konwalie pięknie pachną, więc to dobry zapach do niemal-czucia :) Bardzo fajnie, że tak odczytałaś IANa – jego spokój maszyny, w którą wkrada się ludzka niepewność, tak to sobie w głowie umyśliłam właśnie.

odchodzenie druida

O, i jak się SF na fantasy zamieniło sprawnie :D nigdy wcześniej nie zauważyłam, jak blisko siebie są te słowa, tylko jedna literka różnicy!

Druid! A to mi się udało. Pochichrałam się, nie pierwszy raz, z własnego komentarza. :)

Informatyk pojawił się w kadrze wizjera zewnętrznego punktualnie.

– informatyk punktualnie pojawił się… 

 

A jego pani za pierwszym razem po prostu jeszcze śpi, za drugim razem zaś zwyczajnie nie przejmuje się losem swojego sługi na tyle, by chociaż się z nim pożegnać.

 

Przyznam, że również odniosłem wrażenie, że mówimy o sprzątaniu domu po śmierci właścicielki. Wydaje mi się, że taki zamysł fabularny byłby nawet ciekawszy niż obecny, gdyż robot stałby się nośnikiem osobowości właścicielki nawet po jej śmierci, przy czym dla kogoś z zewnątrz byłby nadal niczym więcej jak autonomicznym odkurzaczem do przeprogramowania. Już mieszkania ludzi, którzy umarli mają pewien element sentymentalny – w każdym razie ja to tak widzę, jak bywam w takich domach. Tutaj byłoby nawet coś więcej, bo na marginesie tekstu pojawia się pytanie, czy i na ile taki robot wyposażony w jakąś formę intelektu i posiadający bogatą wiedzę nt. życia właścicielki nabiera etycznej samoistnej wartości. To trochę jak ze zdjęciami, coś tam uwieczniły i się ich raczej nie wyrzuca. 

Ogólnie dobre opowiadanie.

I po co to było?

Dzięki za komentarz, syf :) 

Faktycznie byłby to bardzo ciekawy motyw, taki “Droid w pustym mieszkaniu” – opowieść niby potoczyłaby się identycznie, ale jednak inaczej porozkładane akcenty wygrałyby zupełnie inną melodię. Jednak od początku miałam w głowie porównanie do sytuacji, w której właściciel nie jest obecny przy usypianiu pupila (a to podobno zdarza się bardzo często), jakoś nawet nie rozważałam innych opcji. Może kiedyś, dla ćwiczenia, spróbuję zapisać to w tej drugiej wersji.

Świetny tekst. Budujesz bardzo ładne zdania, umiejętnie tworzysz klimat. I przede wszystkim udało Ci się zmieścić w tym tekście bardzo silny ładunek emocjonalny, który wydaje się pasować do maszyny. Rozumienie maszyny początkowo całkiem ograniczające się do konkretnych komend, a jednak bardzo ludzkie. Fajnie to poprowadziłaś. Podobało się i to jeszcze jak.

Teatrzyk marionetek dobiega końca, kiedy pętla owija się wokół szyi.

Hmmm. A ja też mam mieszane uczucia. Jak dla mnie, tekst za bardzo poszedł w emocje. Poezja i zapach konwalii miesza mi się z techniką i maszyną. I to nie jest przyjemna mieszanka, gryzie się, IMO.

Ale nie musisz się mną przejmować, zazwyczaj nie podobają mi się opowiadania stojące nastrojem.

Nie szłabym w stronę droida w pustym mieszkaniu. Taki wątek był w “Kronikach marsjańskich”. I tam mi się nie podobał, bo został naiwnie przedstawiony. Chociaż, gdyby to zrobić logicznie, byłoby lepiej niż u Bradbury’ego. Może jednak warto.

Babska logika rządzi!

MaSkrolu, dziękuję ślicznie za miłe słowa :)

 

Finklo, mieszanki chyba mają to do siebie, że potrafią wybuchnąć w twarz, zwłaszcza, kiedy źle się dobierze proporcje. A ja tutaj, jak szalony chemik, próbowałam zestawić przeciwieństwa – w końcu miały być eksperymenty i ćwiczenia. W Twoich oczach się pogryzło tym razem, trudno. Może kiedyś się uda – na iteracji tego tekstu, a może na czymś zupełnie nowym, bo jeszcze tyle mam w literaturze do przetestowania… :)

Łożysko kulkowe stawu kolanowego

Nie widzę potrzeby zaznaczania, że łożysko kulkowe – raz, że dwa określniki, a dwa, prawie się rymują.

szacowana data nawadniania

Szacowana – czy planowana?

uśmiechnął się, jakby nie spodziewał się

Dwa "się"

Przejrzał pobieżnie wyświetloną zawartość

Pobieżnie przejrzał, a nie pobieżnie wyświetloną. Przecież wyświetla się zawsze porządnie ;)

Wykryto zlecenie przekraczające datę operowania

Troszkę przesadziłaś z żargonem.

poczuł, jak z każdym zerwanym łączem sieci domowej padają

Skoro padanie jest procesem, to raczej czuł. Forma niedokonana.

Wyraź proszę zgodę

Wtrącenie: Wyraź, proszę, zgodę.

Głos człowieka nagle zmiękł.

Metaforyczne, jak na robota.

 

Myślałam, że będzie Bradbury – a tu Odyseja kosmiczna. Zgadzam się z None – ładne, grające na uczuciach, ale nie wytrzymuje głębszej analizy i nie nazwałabym go oryginalnym.

Zależało mi jednak też, by pokazać AI jako coś w rodzaju rasowego psa, którym można się pochwalić w towarzystwie,

Szkoda, że zabrakło miejsca na pokazanie tego. Zdecydowanie podniosłoby walory tekstu.

Twoje opowiadanie jest bardzo przekonujące i po prostu zrobiło mi się IANa żal.

Oj, tak.

Przyznam, że również odniosłem wrażenie, że mówimy o sprzątaniu domu po śmierci właścicielki.

Pomyślałam o tym – ale potem zmieniłam zdanie.

Taki wątek był w “Kronikach marsjańskich”. I tam mi się nie podobał, bo został naiwnie przedstawiony.

Ale tam to nie był robot – AI, tylko robot – automat, który działa i działa, bo ma prąd i nikt go nie wyłączył. Nie widzę, co w tym naiwnego?

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Aha. Jeszcze łożysko kulkowe. W pierwszym momencie zinterpretowałam niezgodnie z Twoim zamiarem – jako coś, co mam w piastach roweru; kanciasty torus bez wewnętrznej ścianki, w środku kulki, jedna obok drugiej.

 

Edytka

Tarnino,

[spojlery do “Kronik”]

Tam chyba była cała martwa planeta. Naiwność widziałam w tym, że wszystko działało, że był prąd, były jajka (skąd, do licha?), tosty. Kto wytwarzał elektryczność bardzo długo po śmierci mieszkańców? OK, można się upierać, że to genialne roboty, które same się naprawiały i dbały o linie produkcyjne. Ale skoro takie genialne, to dlaczego nie zauważyły, że popyt na ich produkty zniknął? Która elektrownia nie wyłącza prądu po kilku miesiącach niepłacenia? Co roboty robiły z organicznymi śmieciami? No, nie byłam w stanie kupić tej wizji. Odebrałam ją jako nieudaną próbę grania na moich emocjach kosztem logiki.

Babska logika rządzi!

Jeden z najlepszych tekstów w konkursie. Nie będę roztrząsał kwestii czy Pani śpi, czy umarła itp. Nie będę też rozwodził się nad pomysłem, bo nie jest on jakoś wybitnie oryginalny. O śmierci sztucznych istot (androidów. SI, robotów itd.), które, jak się czasem okazuje, czują zupełnie jak ludzie, sporo już było w literaturze i filmie. Stąd też w pierwszym poście wspomniałem o scenie z "Blade Runnera", która przyszła mi do głowy w trakcie lektury. Chodziło oczywiście o monolog, jaki wygłasza Roy Batty – android/replikant z serii Nexus na chwilę przed śmiercią:

"Widziałem rzeczy, którym wy, ludzie, nie dalibyście wiary. Statki szturmowe w ogniu sunące nieopodal Pasu Oriona. Oglądałem promieniowanie skrzące się w ciemnościach blisko wrót Tannhausera. Wszystkie te chwile znikną w czasie jak łzy w deszczu. Pora umierać." (improwizacja Rutgera Hauera)

Z właśnie z tym skojarzyły mi się dziwnym trafem tysiące słońc (w kroplach wody) z Twojego szorta.

To, za co należy chwalić tekst, to przede wszystkim sposób (prosty ale efektowny), w jaki go skonstruowałaś i napisałaś. Ładnym językiem, ciekawym stylem, dobrym warsztatem. Jak delikatnie i z wyczuciem poprowadziłaś swojego sztucznego bohatera przez fabułę aż do smutnego finału. Z ciekawej perspektywy i z kilkoma udanymi smaczkami po drodze.

I żeby nie słodzić zbytnio muszę jeszcze dodać, że nie robią na mnie wrażenia takie poetyckie chwyty, jak ten tytułowo-finałowy. Takie rzucanie słowami, które przywołują obrazy, stawianie obok siebie, czy raczej wymienianie oderwanych od siebie słów mających wywołać emocje, nostalgię, rzekomo oddawać uciekające myśli i ostatnie wizje odchodzącej osoby. Sam mam coś takiego w jednym z moich tekstów i wciąż kręcę nosem, że to zbyt ckliwa zagrywka.

Gratuluję udanego szorta i widzę tutaj (póki co) pewne podium.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Witam nowych (i powracających) komentujących :)

Tak coś czułam, że jak przyjdzie Tarnina, to skończy się słodycz i rumakowanie ;) najgorzej, że w zasadzie się Tobą zgadzam!

Finklo, Tarnino – co do łożyska, chyba faktycznie trochę mi się pokiełbasiło… staw miał być kulisty, nie łożysko kulkowe, ajajaj. Pogrzebię mu w tym kolanie, żeby było dobrze :)

A teraz, Tarnino:

Pobieżnie przejrzał, a nie pobieżnie wyświetloną. Przecież wyświetla się zawsze porządnie ;)

Oj, nie zawsze (u MaSkrola się nie wyświetlało ;), ale tak, tutaj zdecydowanie z ekranem było wszystko w porządku. Nad resztą wykazanych przez Ciebie językowych niespójności także jeszcze popracuję.

Myślałam, że będzie Bradbury – a tu Odyseja kosmiczna. Zgadzam się z None – ładne, grające na uczuciach, ale nie wytrzymuje głębszej analizy i nie nazwałabym go oryginalnym.

O, absolutnie nie posądzałabym tego pomysłu o oryginalność – jako SF-żółtodziób nawet o tym jeszcze nie marzę. Tekst miał być wprawką właśnie taką emocjonalno-nastrojową i wygląda na to, że trochę padł ofiarą własnego sukcesu, bo o ile plik smutek.exe chyba udało się uruchomić u większości (Twoje “oj, tak” wskazuje na to, że u Ciebie chyba także), to niestety liczba znaków (albo i zdolności) trochę mi nie pozwoliła na zwrócenie należytej uwagi na warstwę logiczno-fabularną. Mam ochotę wrócić do tekstu po konkursie, choćby żeby pokazać tą “psiość”, która załatałaby przynajmniej jedną z dziur. Bardzo dziękuję za lekturę i łapankę :)

 

Marasie, cieszę się, że powracasz z szerszym komentarzem i niesamowicie mi miło, że tekst znalazł się w osobistej konkursowej topce u tak wymagającego czytelnika. Oryginalność pomysłu (czy jego brak) – pełna zgoda. Skojarzenie ze słynnym monologiem Batty’ego, szok! I chyba wyróżnienie, tak to odbieram – wszak to przezacna scena. Dzięki cytatowi chyba jestem w stanie zrozumieć drogę skojarzenia z moimi słońcami.

Super, że konstrukcja i styl narracji się podoba, dla mnie to była eksperymentalna forma. I nie lada wyzwanie – wyważyć w tak krótkim tekście, na dodatek w obrębie perspektywy jednego bohatera tak sprzeczne ze sobą cząstki maszynowej logiki i ludzkich uczuć. Taki odbiór motywuje do kolejnych prób i zgłębiania następnych nisz. Co do zagrania tytułowo-końcowego – cóż, w tym momencie mojego literackiego rozwoju i w tym konkretnym tekście mi to pasowało, ale bardzo możliwe, że kiedy przeczytam ten tekst za jakiś czas, to będę widzieć go podobnie, jak Ty swój :) poetyckość łatwo przegiąć.

Dziękuję Ci pięknie za opinię!

Finklo, a, widzisz – ja to zinterpretowałam tak (Bradbury'ego, żeby nie poplątać), że tak planeta umiera właśnie teraz. Że miesiąc, dwa (pies jeszcze trochę żyje, zdaje się, że właśnie zdycha – chociaż jak on przeżył?) temu mieszkańcy zostali wyparowani i właśnie w tej chwili, którą obserwujemy, mechanizmy im służące ostatecznie się rozregulowują.

 Ale skoro takie genialne, to dlaczego nie zauważyły, że popyt na ich produkty zniknął?

Bo to tylko maszyny. Nie było rozkazu – nie ma co robić. Mogłyby pewnie mieć jakieś wyłączniki zależne od stanu konta konsumenta, ale też ktoś musiał w tym społeczeństwie pracować… Przyszłość Bradbury'ego bywa, faktycznie, mocno przestarzała. Ale też nie każdy jest Verne'm.

 O śmierci sztucznych istot (androidów. SI, robotów itd.), które, jak się czasem okazuje, czują zupełnie jak ludzie, sporo już było w literaturze i filmie.

Może trochę za dużo… kto czytał oryginalne "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?"

 plik smutek.exe chyba udało się uruchomić u większości (Twoje “oj, tak” wskazuje na to, że u Ciebie chyba także)

Przyznaję – udało się, a nie jest to łatwe (choć chyba łatwiejsze, niż u Finkli).

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Może trochę za dużo… kto czytał oryginalne "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?"

Ja takich treści nie skonsumowałam zbyt wiele (zwłaszcza w literaturze, stąd pewnie tak banalne pomysły w mojej głowie), np. ta pozycja ciągle tkwi w mojej książkowej kolejce. Jak i cała masa klasyki. Ech, trzeba się zabrać do roboty. Lub do robotów.

 

Przyznaję – udało się, a nie jest to łatwe (choć chyba łatwiejsze, niż u Finkli).

ta pozycja ciągle tkwi w mojej książkowej kolejce.

No, właśnie – jak przeczytasz, to zobaczysz, że jest o czymś zupełnie, ale to zupełnie innym, niż film.

Ech, trzeba się zabrać do roboty. Lub do robotów.

Roboty na wysokości :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Przy­zna­ję – udało się, a nie jest to łatwe (choć chyba ła­twiej­sze, niż u Fin­kli).

Finkla podejrzewa, że plik smutek.exe w katalogu literatura został u niej uszkodzony. Może nawet trojan ironia.vir całkiem go usunął.

Babska logika rządzi!

No, właśnie – jak przeczytasz, to zobaczysz, że jest o czymś zupełnie, ale to zupełnie innym, niż film.

You had my curiosity, but now you have my attention. Przesunę androidy do przodu w kolejce :)

 

Finkla podejrzewa, że plik smutek.exe w katalogu literatura został u niej uszkodzony. Może nawet trojan ironia.vir całkiem go usunął.

Przywracanie poprzedniej wersji systemu może być trudne… Ale może jeszcze znajdzie się wyjątkowy tekst-antywirus, który tego trojana usunie. Chyba, że nie chcesz – w końcu smutek… no, nie jest za wesoły :D

Znaczy, co? Mam przeczytać “Trędowatą”?

Babska logika rządzi!

A bo ja wiem? Każdego smuci co innego. Mnie nawet etykieta nutelli smuci, jak widzę na niej olej palmowy :<

W sumie ciekawa sprawa: co zasmuci kogoś, kogo nic (przynajmniej w literaturze, no bo bez przesady, że tak zupełnie nic) nie smuci?

Życie potrafi zasmucić. Ale co się będę przejmować problemami wymyślonych postaci.

Babska logika rządzi!

Wbija w fotel.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Naprawdę udany szort. Udało ci się zmieścić w nim ogrom melancholii, samotności, smutku i stojącego w opozycji do tego poczucia obowiązku. Najbardziej podoba mi się moment, w którym IAN uruchamia zaplanowane na następny dzień zraszacze, w bezsensownej próbie wypełnienia swoich zadań. Bo może nie będzie dla niego jutra, ale zapewne jutro będzie nowy IAN, który zajmie się zraszaczami. Krótka forma z masą zgrabnie upakowanych emocji, do tego przykuwający uwagę tytuł. Chylę czoła. 

To uruchomienie zraszaczy nie służyło przypadkiem tylko zrobieniu zdjęcia? Mam takie wrażenie, że niby robi to, bo jutra nie będzie, bo melancholia, bo próba wykonania zadania, ale tak naprawdę wie, że widok będzie fantastyczny i chce fotkę wspominkę, w końcu robił to już multum razy, chyba nie zobaczył tego po raz pierwszy. A może dopiero, gdy zbliżał się koniec dostrzegł piękno w "zwykłych" momentach.

Nie wiem, ale fajnie, że SI zwraca uwagę na piękno.

Zresztą to tylko wyrywek ze znakomitego szorta.

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Wbija w fotel.

Najkrótszy komentarz, ale z jakim ładunkiem! Dziękuję, Mytrixie :)

 

Arnubisie, Tobie także dziękuję za wizytę i miłe słowa – podoba mi się Twoje podsumowanie o obowiązku stojącym wobec całej gamy pozostałych (ludzkich) emocji, bardzo dobrze wyraziłeś mój pierwotny zamysł :)

A co do sceny ze zraszaczami, to umyśliłam sobie to bardziej w kierunku, w którym idzie Mytrix. IAN w pierwszej części trochę zbiera silnie emocjonalne doznania – widok gry świateł, zapach konwalii, dotyk hebanu, a wszystko to jakby mimochodem, przy okazji swojej standardowej działalności, zadaniowości. Oczywiście to nie wyklucza wcale Twojej ścieżki, Arnubisie, wręcz przeciwnie – takie uczucia, rozpaczliwej chęci wykonania swoich zadań, nieoddania wszystkiego w ręce nowej jednostki, wyraziłam w planie nasadzania konwalii. Chciał zostawić coś po sobie – konwalie, które łączyłyby z Panią IANa jako tę konkretną jednostkę, ich jedyną wspólną “tajemnicę” – nie wiem, czy akurat to zostało dostatecznie jasno wyrażone.

Intrygujący tytuł, zwraca uwagę.

Pomysł może rzeczywiście nienowy, ale przekonująco przedstawiony. Pierwsza część dobrze wprowadza w realia dzięki opisom różnorodnych wrażeń zmysłowych, które zyskują nowy wydźwięk w zakończeniu. Druga część działa kontrastem mechanicznej narracji i melancholijnego nastroju.

Trochę mi tutaj mimo wszystko zabrakło jakiegoś konfliktu czy twistu, który naświetliłby poruszaną problematykę z innej strony. Za to emocje z pewnością mocno wybrzmiały, właśnie dzięki wspomnianej narracji i kompozycji.

Istotą rzeczywistości jest sens. Co nie ma sensu, nie jest dla nas rzeczywiste.

W sumie ciekawa sprawa: co zasmuci kogoś, kogo nic (przynajmniej w literaturze, no bo bez przesady, że tak zupełnie nic) nie smuci?

Bzz. Pętla logiczna. Zacznij z początku :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Bzz. Pętla logiczna. Zacznij z początku :)

No właśnie. Potrzebny jest element fantastyczny.

 

black_cape, cieszę się, że wizja Cię przekonała. Co do braków, to na twist się nie nastawiałam, opowieść miała iść od początku w nieuchronnym kierunku. Nie ma co ukrywać – postawiłam na nastrój kosztem fabuły. Dzięki za wizytę i miłe słowa :)

Oszczędne w słowa i obfitujące w treść opowiadanie. Po zdaniu “Ale przecież nie będzie jutra” spodziewałem się, że być może miejsce, w którym pracował IAN zostało ewakuowane ze względu na jakiś nadchodzący kataklizm, a w takich sytuacjach przecież droidów się nie ratuje. 

 

Najbardziej przejmujący w opowiadaniu jest moment, w którym informatyk pyta o nasadzanie konwalii i cisza przed decyzją o usunięciu wpisu z rejestru. Wtedy okazuje się, że maszyna jest czymś więcej niż tylko elektronicznym lokajem, że miała swoje rytuały i przyzwyczajenia, których nie chce powierzać nikomu innemu. 

 

Nieco dziwi mnie brak Pani przy wyłączeniu IAN-a. Rozumiem to tak, że był jej obojętny jak telewizor czy pralka, wymieniasz go na nowszy model bez zbędnych sentymentów. A może nie mogła spojrzeć na maszynę, którą bądź co bądź skazała na “śmierć”.

Fladrifie, dziękuję za komentarz i cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu :) też lubię fragment, o którym wspominasz – dla mnie to jedno z najbardziej ludzkich zachowań, jakie wykazuje IAN. Brak Pani rozumiesz jak najbardziej zgodnie z moim zamiarem – niestety, jak już wyszło w komentarzach, nie wystarczyło mi miejsca na rozwinięcie tego wątku i pokazanie podejścia Pani do jej AI.

Bardzo ładnie napisane, ale przyznam, że przez całą krótką lekturę miałam szczerą nadzieję, że jednak będzie chodziło o coś innego niż najbardziej przewidywalne zakończenie… Że to bardzo mocno podkreślone, że nie wyczuwał ruchu/braku ruchu do czegoś prowadzi. W komentarzu wyjaśniasz, czym ma być IAN (to o lokaju i snobistycznym gadżecie) – ale tego jednak zabrakło w tekście, a tam powinno się znaleźć. Może koda z punktu widzenia Pani byłaby w stanie to wyjaśnić?

No więc ogólnie dobry kawałek roboty stylistycznie , literacko (ładnie operujesz emocjami, opisujesz itd.), ale fabularnie lekko rozczarowało.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

No tak, no tak, to wszystko racja :( tak mi teraz szkoda, że nie potrafiłam upchnąć…

Ech, miało być ot, nastrojowe ćwiczonko, a tu jeszcze – jeśli dobrze rozumiem system nominacji – zawisły nad nim ciemne chmury nadciągającej loży. Od razu przypomniało mi się, jak w wieku lat kilku siadałam podczas letnich burz na parapecie i patrząc na nawałnicę, tłumaczyłam mamie: “Bo ja kocham się bać!”. 

Loży nie ma się co bać :D Po prostu dostajesz piórko lub nie, a opowiadanie przeczyta na pewno te dziewięć osób. I pozostawią komentarze (albo nie…)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nir tak to napisała, jakby Pani umarła, a dom szykowano pod nowego lokatora.

Tarnino, palenie zabija!

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

A wcale, że nie! Chociaż widzę, że ta alternatywa ma tylu fanów, że może i trzeba było tak to napisać :P będzie mnie ten niezmieszczony fragment o Pani – zimnej, wyrachowanej, traktującej IANa jak rasowego psa – prześladował niczym duch i buczał nocami nad uchem: MOGŁAAAAŚ MOGŁAAAAŚ MNIE ZMIEŚCIIIIIĆ

 

Edit: chociaż z drugiej strony, może to wcale nie aż taka wada, że można to czytać w obie strony?

Tarnino, palenie zabija!

Ja nie palę, a panna z gifa trzyma parującą herbatę, nie peta. Pet miałby zupełnie inny wydźwięk.

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Ja nie palę, a panna z gifa trzyma parującą herbatę, nie peta. Pet miałby zupełnie inny wydźwięk.

Choroba z mojego tekstu rozprzestrzenia się i dowolność interpretacji przechodzi nawet na gify. Swoją drogą, lubię te gify. Z tej serii te.

O, moje niedopatrzenie! (bo na telefonie) zwracam honor.

 

a gif ładny :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Nir, ale zupełnie serio – to rozwiązanie ze śmiercią Pani byłoby ciekawsze, bo śmierć robota/androida/komputera to dość zgrany temat, a na dodatek trzy zupełnie różne klasyki: Odyseję kosmiczną, Terminusa (Lema) i Blade Runnera naprawdę trudno przebić. Przy tych trzech śmierciach maszyn płakałam jak bóbr, ale przy następnych – nie jest łatwo osiągnąć ten efekt.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Hmm ale śmierć Pani nie zmieniłaby faktu, że AI na końcu umiera – tak czy siak zostałby wykasowany, zmieniłby się tylko motyw tej kasacji.

Chyba, że masz na myśli jeszcze jakąś inną zmianę?

No i cóż, nie siliłam się tu na oryginalność, a i moje rozeznanie nawet w klasyce SF marniutkie…

No właśnie pytanie, czy śmierć Pani musiałaby oznaczać śmierć androida? Może nie? I co wtedy z tym dziwacznym układem emocjonalnym?

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Może nie – wtedy otworzyłyby się nowe rejony do eksplorowania w fabule, zwłaszcza przy braku ograniczenia do 4k znaków. Może kiedyś tam zawędruję, a na pewno bym chciała.

Trzymam kciuki, za Twoje pisanie w ogóle, bo bardzo ładnie piszesz :)

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

To prawda, Nir bardzo ciekawie pisze. A co do limitu konkursowego, ja jestem zdania, że przy konkursach, gdzie nie zależy nam bardzo na zwycięstwie (publikacja, nagrody czy coś tam), szkoda ciąć tekst do limitu kosztem całokształtu.

No ale tutaj to nie tyle nawet limit co inna interpretacja.

Nir, nie obraziłbym się, gdybyś napisała drugą wersję tego tekstu, dłuższą. Tak samo jak i nie obraziłbym się, gdyby MaSkrol (jeszcze) rozwinął swój tekst.

Ale zazwyczaj autorzy wolą pisać kolejne, nowe teksty :-)

"Taki idealny wyluzowywacz do obiadu." NWM

Dziękuję drakaino :) akurat najczęściej chyba to słyszę o swoim pisaniu, że “ładnie” – chociaż tu, na portalu, ma to troszkę inny wydźwięk i wagę, niż zasłyszane od bliskich czy znajomych (wiadomo, jak to u nich z obiektywnością). Z jednej strony korci mnie, żeby tak trochę na wyrost napisać coś na, hm, brudno, brutalnie, “po męsku”. Sprawdzić, czy umiem też bardziej charakternie. Ale z drugiej może trzeba się pogodzić, że taki “ładny” styl mi się wykluł, sama nie wiem. 

 

Mytrixie, też bardzo mi miło, że tak uważasz :) Jak sobie troszkę odetchnę, będę mogła spojrzeć na ten tekst świeższym okiem, to chyba do niego wrócę – ale jest tyle kolejnych pomysłów, które czekają w szufladzie… zanim napisałam IANa nawet tak sobie myślałam, że może to jednak jest tekst, który wymaga większej liczby znaków, żeby naprawdę wybrzmieć, ale uznałam, że skoro to ma być tylko wprawka… Wasz pozytywny odbiór jednak sprawił, że trochę teraz żałuję, bo się nie spodziewałam kompletnie :)

Tak jak wspomniałem w komentarzu do „obraznieczytelny.mp4” MaSkrola. Po przeczytaniu ich obu, można wpaść w niezłe przemyślenia. A jak ktoś nie będzie miał dość, to powinien potem zaglądnąć do Geofantastyki (jeden z wcześniejszych konkursów portalowych) i poczytać „Koan dla Karakuri XQ-54” Black_Cape (choć tam już o czymś innym, ale wpada w ten ton).

 

Tekst fajnie wpada gdzieś w okolice rozważań, czy dane działanie robota jest objawem błędu, pojawiającej się samoświadomości, wymknięcia się spod ogólnych ram modułu optymalizacji działań, czy wreszcie początkiem odczuć lub postrzegania piękna (poetyczne sformułowania (wątek z konwaliami). I na końcu rozważania egzystencjonalne.

 

Smutny tekst, bardzo. I na swój sposób trudny. A przy tym wszystkim bardzo poetycki – i to właśnie ta poetyckość stanowiła wyróżnik wśród pozostałych finalistów.

Z jednej strony korci mnie, żeby tak trochę na wyrost napisać coś na, hm, brudno, brutalnie, “po męsku”.

Polecam Jamesa Tiptree :D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Tarnino, jesteś okrutna ;)

 

Nir, gratki!

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Finał mocny, tekst ładnie ułożony kompozycyjnie. Podoba mi się przedstawiona w nim idea oraz sam utworzony klimat. Szort więc definitywnie na plus.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki wilku za komentarz :)

 

Tekst fajnie wpada gdzieś w okolice rozważań, czy dane działanie robota jest objawem błędu, pojawiającej się samoświadomości, wymknięcia się spod ogólnych ram modułu optymalizacji działań, czy wreszcie początkiem odczuć lub postrzegania piękna (poetyczne sformułowania (wątek z konwaliami). I na końcu rozważania egzystencjonalne.

Fajnie, że o tym wspominasz, bo starałam się właśnie w takim “pomiędzy” balansować – żeby działania robota mogły mieć taki właśnie podwójny, nie do końca określony wymiar.

Jeszcze raz dziękuję pięknie za wyróżnienie i cały konkurs!

 

Polecam Jamesa Tiptree :D

Tarnino, jesteś okrutna ;)

I znowu się czuję jak dziecko, które wie, że coś do niego mówią, ale umyka mu istota wypowiedzi. Czemuż polecenie tej pani, co się ukrywała pod pseudonimem pana, jest okrutne?

Nir, gratki!

Kolejny raz dziękuję, drakaino!

 

NoWhereManie, dzięki za wizytę, widzę, że sobie w sobotnie przedpołudnie urządziłeś szortowy maraton :) cieszę się bardzo, że Tobie także podpasował klimat i ogólnie całość na plus!

 

Czemuż polecenie tej pani, co się ukrywała pod pseudonimem pana, jest okrutne?

Bo wszyscy myśleli, że to naprawdę pan? :D

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Bo wszyscy myśleli, że to naprawdę pan? :D

Dooobra, to ja już nie będę zwiększać sumy okrucieństwa i nie będę nikogo udawać :P

Gratuluję drugiego miejsca :)

Piękny tytuł. Ciekawy refleksja na temat przemijania w elektronicznym wydaniu. Szczególnie dobry był dla mnie fragment:

 

Enter. IAN czuł, jak z każdym zerwanym łączem sieci domowej padają kolejne bastiony jego percepcji. Nagle był… pojedynczy. Zamknięty w skorupie Jednostki Głównej. Tak funkcjonują ludzie?

Tekst pociąga za sobą głębsze refleksje. Czy sztuczna inteligencja w przyszłości będą się bać deficytu energii tak samo, jak ludzie boją się głodu. Czy będą skłonna do wiary w rzeczy nadprzyrodzone?

 

Mam jeszcze jedno pytanie:

 

Staw kulisty w metalowym kolanie zazgrzytał ostrzegawczo.

To celowa modyfikacja względem ludzkiej anatomii? Nasze kolana to bowiem nie stawy kuliste, a stawy zawiasowe zmodyfikowane (zawiasowo-obrotowe).

No rest for the Wicked https://www.facebook.com/thewickedg/

Mi ten fragment o stawie kojarzy się z jednym odcinków “Kronik Sary O’Connor”, gdzie terminator pyta ludzi dlaczego Bóg stworzył ludzi ze stawami takimi, jakimi sa, zamiast z obrotowymi.

Dziękuję i nawzajem za cybermit, Wickedzie :)

 

Tekst pociąga za sobą głębsze refleksje. Czy sztuczna inteligencja w przyszłości będą się bać deficytu energii tak samo, jak ludzie boją się głodu. Czy będą skłonna do wiary w rzeczy nadprzyrodzone?

Deficyty energii jako analogie do ludzkiego głodu to jest BARDZO ciekawy motyw do rozwinięcia. Blackout nabrałby zupełnie innego znaczenia…

Pytanie, co właściwie byłoby przez AI uznane za nadprzyrodzone – to też ciekawy wątek.

To celowa modyfikacja względem ludzkiej anatomii?

Cieszę się, że to złapałeś :) Modyfikacja jak najbardziej celowa – jeden ze szczegółów, które mają pokazywać ten dualizm w IANie – trochę człowiek, a trochę nie. W końcu, jak zauważył też wilk, obrotowe stawy są dalece bardziej praktyczne. Ale tu znów skojarzenie z mojej strony nieświadome, bo nie Kronik nie widziałam.

 

Jak dla mnie przyjemny tekścik do przeczytania, przeczytania powtórnego (bo skoro właścicielka nie żyje, to coś się kupy nie trzyma), zrozumienia, chwilowej refleksji i zapomnienia.

Szkoda, że dobitniej nie podkreśliłaś tego zużycia, przeświadczenia jednostki, że to jej koniec – wtedy zakończenie wybrzmiałoby mocniej. A tak – było mocne, ale w pełni zrozumiałem je dopiero przy drugim czytaniu.

Temat zbyt odkrywczy nie jest – mnie najbardziej przypomina anime Plastic Memories.

Napisane ładnie, tytuł nawet więcej niż ładny.

Długość tekstu niestety uniemożliwia zżycie się z bohaterami, więc mnie pod względem emocjonalnym specjalnie nie ruszyło.

Zakończenie jest w sumie najmocniejszym punktem programu, co w sumie dobrze – tak powinno pisać się szorty.

 

Tyle ode mnie.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Witaj, Hrabio. Miło, że przeczytałeś (i to nawet dwa razy – chociaż tu może powinnam przeprosić za niejasność tekstu, skoro do tego powtórnego czytania doszło). Chwilowa refleksja to i tak już wiele. Niestety długość tekstu nie do końca pozwoliła udźwignąć pomysł i wybraną konwencję, ale to już wiadomo. Starałam się wszystko przedstawić możliwe subtelnie, a stąd niestety już niewiele brakuje do niezrozumiałości. No i nie chciałam też, by AI aż nadto lamentowało nad swym losem. Trochę chłodu maszyny zdecydowałam się mu pozostawić.

Cieszę się, że tytuł przypadł do gustu już kolejne osobie.

Dzięki za komentarz!

Z niejasnością nie przesadzajmy – ja chyba jestem jednym z tych, którym najtrudniej zrozumieć portalowe teksty. Choć, z drugiej strony, literaturę światową, łącznie z hard-sf jakoś rozumiem, więc niejednokrotnie mam wątpliwości, czy to we mnie jest problem…

 

Owszem, przy takiej długości trzeba iść na kompromisy, to zrozumiałe.

 

nie chciałam też, by AI aż nadto lamentowało nad swym losem. Trochę chłodu maszyny zdecydowałam się mu pozostawić.

A, to wyszło naprawdę dobrze – masz dodatkowego plusika :)

 

Dzięki.

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Zgodnie z obietnicą: przybywam!

excited water sports GIF

 

Późno, bo późno, ale jestem.

Tytuł bardzo charakterystyczny. Na jednych zrobi wrażenie, na innych niekoniecznie, ale należy mu oddać, że dość dobrze sprawdza się jako pewien “zwiastun” opowiadania. Przywodzi na myśl określony typ tekstu, zapowiada jego styl i z tych “obietnic”wywiązuje się bez zarzutu.

Do opowiadania bardzo pasuje mi (przyznaję szczerze, że trochę głupie) określenie “wyciszone”. “Opowiadanie wyciszone” jest tekstem nieefektownym, pozbawionym fajerwerków, unikającym (tanich bądź nie) chwytów, mających na celu utrzymanie uwagi i zainteresowania czytelnika. Słowem, nie ma trupów, wybuchów, efektownych pościgów. Stawiasz raczej na taką konwencję, która buduje wartość opowiadania na poziomie nieco głębszym, bazując na odpowiedniej prezentacji emocji. Dlatego nazwałem ten tekst “wyciszonym”. Bo też jego rola nie polega na wzbudzaniu zachwytów, odrywaniu czytelnika od fotela, czy popisach fabularnych. Ono celuje w odczucia, być może w pewien sposób stara się zmusić do refleksji. Tego, że skutecznie, pisać już chyba nie muszę. Wystarczy przejrzeć komentarze przedpiśców.

Emocje w tym opowiadaniu “sprzedajesz” subtelnie. To chyba dla mnie jego największa zaleta. Z łatwością (i bez wysiłku) można wczuć się w smutek i melancholię całej historii, ale jednocześnie kończyłem lekturę bez takiego “jałowego” przygnębienia. Myślę tu o długo trzymającym smutku, o tyle (przynajmniej przy moim podejściu do literatury) zbędnym, że przecież dotyczącym bohatera zupełnie fikcyjnego. Czyli pisząc wprost: nie zmuszasz mnie do długotrwałego rozpamiętywania fikcyjnych dramatów czy problemów. Mogę się skupić na swoich. :-)

Piszesz ładnym językiem, na szczęście nieprzesadnie kwiecistym. Wątek pani, podobnie jak dla przedpiśców, był nieco niejasny. Nie wszystko potrafiłem odczytać z tekstu, ale też dla samego odbioru nie miało to jakiegoś większego znaczenia. Najważniejszy jest IAN i wszystko, co dzieje się z nim i bezpośrednio wokół niego. Tu akurat jest jak najbardziej klarownie.

Opowiadanie, jak już wspominałem, w swojej konwencji sprawdza się bardzo dobrze. Z pewnością nie trafi do każdego. Wielbiciele trupów i wybuchów będą zawiedzeni (przy czym nie twierdzę, że ja się do nich zaliczam; zwracam tylko uwagę, że Twój szort skierowany jest do konkretnej grupy odbiorów). Nie nazwałbym tego w żadnym razie wadą czy problemem, bo też i nie ma chyba tekstu, który trafiłby absolutnie do wszystkich. No, może z wyjątkiem pisma informującego o podwyżce wynagrodzenia.

Chyba wszystko. Nie wiem, czy to wynika z tego mojego komentarza, więc na wszelki wypadek podkreślę: naprawdę dobre opowiadanie!

P.S. Dobrze odebrałem imię IAN, jako takie fajne nawiązanie do typowego dla służących Jana, czy znowu poniosła mnie wyobraźnia przy interpretacji?

A, to wyszło naprawdę dobrze – masz dodatkowego plusika :)

Dodatkowe plusiki zawsze w cenie!

 

No dzień dobry, CMie – widzę, że przybywasz zgodnie z grafikiem ;)

Opowiadanie wyciszone – to jest ciekawa nazwa i wcale niegłupie określenie, bo to wszystko, co w jego definicji zawarłeś, jest prawdą. Nie chcę tu nikogo trzymać jak na szpilkach, raczej wymalować powoli odpowiednie wrażenie, a ponieważ to szort, to jest to jednak impresja ulotna. Na stworzeniu takiego małego, ale jak najprecyzyjniej uszytego kawałka nastroju właśnie mi zależało. I żeby było widać, że trochę było szyte maszynowo, a trochę haftowane ręcznie.

Ach, jednak z jednym elementem Twojej wypowiedzi się nie zgadzam – halo, jak to nie ma wybuchów, jest eksplozja na tysiąc słońc, widziałeś kiedyś większą?! ;) 

Imię, a w zasadzie skrót IAN odebrałeś absolutnie zgodnie z moim zamiarem – cieszy mnie bardzo, że kolejni czytelnicy wychwytują kolejne smaczki, które starałam się w tekście poukrywać.

Dziękuję Ci bardzo za wizytę i jak zwykle wyjątkowy komentarz – nie tylko pod względem objętości, ale i zawartości. Jedni (i tu oczywiście ukłony w stronę Reg czy Tarniny) robią łapanki, Ty łowisz wrażenia, jakie niesie ze sobą tekst i szczegółowo je nakreślasz. Bardzo to jest fajne i miłe! Cieszę się, że uważasz ten szorcik za dobry, chociaż odnoszę wrażenie, że nie do końca uważasz się na grupę docelową takich tekstów :)

Cieszę się, że uważasz ten szorcik za dobry, chociaż odnoszę wrażenie, że nie do końca uważasz się na grupę docelową takich tekstów :)

Nie, tak bym tego nie ujął. Moja uwaga, że tekst nie trafi do każdego, miała charakter mocno ogólny. Chciałem podkreślić, że Twoje opowiadanie jest trochę jak obraz. Jeden będzie się zachwycał kunsztem malarza, inny stwierdzi, że nic się nie dzieje i pójdzie oglądać telewizję. Takie w końcu jego prawo. Siebie uplasowałbym gdzieś na pograniczu grupy docelowej. To znaczy, taki tekst jak najbardziej potrafi mnie przyciągnąć, ale żeby to zrobił, wymagam od niego pewnie nieco więcej niż od innych form. Słowem, mogę się pozachwycać, ale oczekuję kunsztu. :)

Skoro do Ciebie wpadłem, znaczy: wybroniłaś się!

Z kolei stwierdzenie: nie zaliczam się do grupy docelowej zostawiam sobie na: cyberpunk, teksty przepełnione wulgaryzmami i opowiadania cierpiące na syndrom Stn-Żongler. ;-)

 

 

Przybywam w ostaniej chwili, jak kawaleria. Choć niestety, nikogo z opresji nie wyciągam :-) 

Świetny szort, bez dwóch zdań. 

Przychodzę późno, więc wszystkie niezręczności i wpadki (choć jestem pewien, że wiele ich nie było) zostały już wyłapane i poprawione. Tym przyjemniej czytało się ten znakomity kawałek literatury :-) 

Rzecz podoba mi się światotwórczo – nie opisujesz tam rzeczywistości, nie kreślisz szerszych ram, ale tekst zupełnie nie sprawia wrażenia wyrwanego z kontekstu świata, w którym został umieszczony, jest pełny i dokończony (światotwórczo, fabularnie można się do tego i owego przyczepić, ale o tym później). 

Warsztatowo – bardzo zacnie. Płynnie, delikatnie, co świetnie odpowiada treści. No i emocjonalnie, a emocje w tym tekście są najważniejsze. Z jednej strony, mógłbym się trochę czepiać. Bo właściwie niczego specjalnie nowego tu nie widzimy – jest to opowieść o odejściu, o umieraniu, z perspektywy kogoś, kto nie godzi się /nie rozumie tego, co ma nastąpić. To trochę tak, jak pisanie o śmierci dziecka – jest to emocjonalnie potężne, ale czy można wyobrazić sobie prostszy sposób na wzruszenie czytelnika? Umierające dziecko zdaje sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje, ale nie do końca rozumie i próbuje sobie to przetłumaczyć na znany system pojęć – tak jak robi to IAN. Niesamowicie mocne, ale na krawędzi ckliwości i wyciskacza łez (włącza mi się Syndrom Finkliński, sorry :-)) 

Choć po namyśle muszę stwierdzić, że granicy nie przekroczyłaś i tekst nie wpada w koleiny taniej emocjonalności. Dzięki temu, że historia opowiedziana jest delikatnie i subtelnie, na granicy dosłowności i poetyckiej przenośni, bez wyraźnych fajerwerków (okej, wybuch tysiąca słońc na kroplach wody ze zraszaczy to fajerwerk, ale miękko metaforyczny, jak "gwiazdy w Twoich oczach" :-)) emocjonalny przekaz bardziej kłuje sztyletem w serce, niż wali toporem w łeb. I bardzo dobrze. 

Rozkminianie logicznych podstaw całej historii (po co androidowi-służącemu taka wrażliwość, po co taka inteligencja, zwłaszcza w sytuacji, gdy wszystko da się zaprogramować /zmienić /nadpisać /updejtować (vide interwencja informatyka) po co resetować osobowość IAN-a (czy z doświadczeniami poprzedniej służby nie byłby lepszy/skuteczniejszy/bardziej wartościowy/sprzedany za większe pieniądze kolejnemu właścicielowi?) nie ma większego znaczenia, bo nie o to w tym opowiadaniu chodzi. Chodzi o zagranie na emocjach i wrażliwości czytelnika, a to, choć przy użyciu bardzo prostych środków, zrobiłaś znakomicie. 

Nie mogę powiedzieć, że szort jakoś mnie zaskoczył albo tchnął jakimś świeżym powiewem (odczuwało się już podobne rzeczy we wspomnianej przez Marasa scenie z Blade Runnera, w sekwencji wyłączania Hal-a w Odysei Kosmicznej, czy choćby w tekście Wilka z konkursu "Mechy pod Strzechy") ale robotę wykonałaś bardzo dobrą. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Witaj, thargone!

Trochę z opresji ten tekst wyciągasz. Z opresji zapomnienia :D

znakomity kawałek literatury

Rumienię się – nie przywykłam do nazywania mojego pisania literaturą, a co dopiero znakomitą :)

Umierające dziecko zdaje sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje, ale nie do końca rozumie i próbuje sobie to przetłumaczyć na znany system pojęć – tak jak robi to IAN.

Zupełnie tak o tym wcześniej nie pomyślałam, ale faktycznie, to bardzo dobra analogia. Pozostaje mi tylko kolejny raz przyznać, że faktycznie tekst oryginalnością nie stoi.

Niesamowicie mocne, ale na krawędzi ckliwości i wyciskacza łez (włącza mi się Syndrom Finkliński, sorry :-)) 

Choć po namyśle muszę stwierdzić, że granicy nie przekroczyłaś i tekst nie wpada w koleiny taniej emocjonalności.

Co za rollercoaster – dobrze, że ostatecznie jazda zakończyła się na górce ;)

 

Dziękuję Ci pięknie za tyle miłych słów i cieszy mnie, że szorcik oceniasz pozytywnie. Takie słowa naprawdę zachęcają do dalszego raczkowania w pisaniu ogólnie, ale też w próbach wzbudzania rozmaitych emocji. Z czasem mam nadzieję zdobyć mniej łopatologiczne narzędzia.

Oj, przesadzasz z tymi rumieńcami :)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Odkrycie własnego błędu to nie porażka, lecz okazja (Alfred N. Whitehead)

Nowa Fantastyka