- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Windykuję szczęście

Windykuję szczęście

                                                              __/__/__

                                                            __/__/__        ._._   (\(\

                                                               /     /                (x.x)( | | | )=-

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Windykuję szczęście

*tap*

Uderzenie w klawisz.

Tyle wystarczy, by coś zacząć lub zakończyć, a tak trudno się na to zdobyć.

 

#(…)

 

Pada na chodnik i nieźle się tłucze.

– Oż ty, stary pierniku! – krzyczę do niego, nieco rozbawiony. – No trudno…

Pochylam się i zbliżam facjatę do jego opalonej na brązowo skóry. Głęboko wciągam powietrze, dokładnie badając zapach receptorami węchu. Pobudzony procesor reaguje przetaktowaniem, czuję uderzenie mocy obliczeniowej. Temperatura przewodów rośnie, a przyjemne ciepło rozlewa po całej powłoce.

Staję wyprostowany. Jestem gotowy.

 

#martwa_pszczoła

 

Ładuję…

.

.

.

Świadomość…

.

.

50%

.

.

100% Świadomości…

.

Ładuję uczucia, zmysły, piramidę potrzeb (od dołu: sentyment, hibernuj/ładuj, pracuj, odwiedzaj socjalne centrum rozrywki, sentyment, inne) i cały ten pierdolnik, na który nikt nie zwraca uwagi podczas wyświetlania ekranu wczytywania.

Wszystkie loading screeny tego świata są do bólu nudne i zazwyczaj opatrzone jakimś fascynującym logo. Mój ma na środku hasztag, z siedzącą na nim uśmiechniętą pszczołą. Równie dobrze owad mógłby leżeć obok martwy, no bo kogo to obchodzi?

Przez moment zastanawiam się, dlaczego na tych planszach nie wyświetlają czegoś, na co chciałoby się popatrzeć: forda mustanga shelby-GT 500 z tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego siódmego, albo cycki? Zdecydowanie jednak to drugie ( * Y *). Z nudów rozwijam konsolę programisty i śledzę linie kodu pojawiające się jedna pod drugą. Tworzą zapętlony oczopląs, hipnotyzujący, powodujący uczucie spadania…

Gotowe.

Szarpnięcie, hamulec, zrywam się nagle i krzyczę nie krzycząc, zupełnie jak wtedy, gdy potkniesz się we śnie.

Ból głowy.

Skoro i tak nie hibernuję, idę do kuchni. Mam wrażenie, że jagodowe fronty szafek spoglądają na mnie z wyrzutem. Już nie buszuję tu tak często jak kiedyś. Jajka, mleko, mąka – to wszystko jest okropnie drogie i trudnodostępne. Robię sobie grzanki z masłem i dżemem. Nie jem. Lubię ich zapach, nawet jeśli to tylko cyfrowa interpretacja bodźca odbieranego przez receptor powłoki.

W zdolności motoryczne wkrada się błąd, upuszczam nóż do smarowania. Nic wielkiego, mały fix załatwi sprawę.

Zamieram na moment podczas pobierania danych z Internetu i łatania kodu źródłowego. Nie mogę się zdecydować, czym uprzyjemnić sobie oczekiwanie? Katalog główny > zdjęcia > …Co by tu? Ford mustang, torty, cycki? Niech będą…

Gotowe.

Cholera, lag! Nawet nie zdążyłem wybrać.

Sięgam po upuszczony sztuciec, ale w połowie skłonu powstrzymuje mnie przybierający na sile, tępy, pulsujący ból.

Ja pieprzę, a miało być tak pięknie… Wszędzie muszą wepchać ten realizm. Na siłę. U nas jest realnie, u nas realniej, a u nas jest realnie, jak malware niechciany i złośliwy… A ja, jako konsument, rzygam już realnością obrazu, dźwięku, bytu, odbytu i wszystkiego, w ping, innego. Jak oglądam program o pszczelarzach, to chcę oglądać program o pszczelarzach, a nie być kłuty żądłami w dupę, latencja jego mać!

Przywołuję wirtualną konsolę i zmniejszam poziom b… Właściwie, to w dużej części wyłączam możliwość emulowania subiektywnie przykrych i negatywnych wrażeń zmysłowych i emocjonalnych.

Teraz odczuwam pozytywnie i neutralnie.

Teraz jest pięknie.

Ekstazy dla wpowłoczonych.

Tak jest prościej, ale mam wrażenie mocnego odrealnienia. Czy nie o to mi chodziło? Wyrzucam grzanki z masłem i dżemem do foliowego worka, znajdującego się w plastikowym pojemniku pod zlewem.

Z bananem na powłocznej mordzie notuję w pamięci, by wynieść śmieci zanim zalęgną się i namnożą wywilżny – szacunkowy pełny cykl rozwojowy: osiem dni. Wywilżny, niech mi ping skoczy, niezła nazwa XD

Masz jedną nową wiadomość – odczytuję z paska powiadomień i omal nie popuszczam oleju ze szczęścia.

*klap* *klap* – aż klaszczę w chwytaki!

Nadawca nieznany, numer D/N tel/0700-88-78-77. Trudno zresztą żeby było inaczej. Ustawa RODO-D/N-DRON o ochronie danych osobowych, zabrania ujawniania personaliów, za wyjątkiem numeru D/N właśnie. Jakie to zabawne! Najpierw wtłoczyli nas w jednakie powłoki, a potem odebrali tożsamość i uczynili rododendronami!

D/N tel/0700… widzę po raz pierwszy, więc przed otwarciem wiadomości następuje ułamkosekundowe zawahanie. Sprawdzam na czarnej liście: nie figuruje. Niepewność zażegnana.

Otwieram (chyba mam lekki wyciek oleju)…

 

Umowa zlecenie na windykację sentymentu

 

Szanowny D/N typ/450…

 

Scrolluję na sam dół.

Cyfrowy certyfikat komornika i zgoda na egzekucję komorniczą – są.

Jesteśmy w domu!

 

#zafolderowani

 

Jadę z pełną dozwoloną prędkością i mam wypieki.

Nie jakieś tam chemiczne gotowce. Domowe, własne. Zawsze przed grubszą akcją piekę, żeby zluzować styki. Gotowe wyroby zamykam w pudełkach próżniowych – nie chcemy przecież ulotnienia się aromatu.

Na fotelu pasażera spoczywa pojemnik datowany na zeszły miesiąc.

Za oknem przesuwa się…

…to co zwykle przesuwa się za oknem. Cóż innego miałoby się przesuwać? Zwyczajna-szaro-betonowa-zabudowa-folderowa. Nie ma w tej okolicy nic, co przyciąga uwagę. Nic na tyle ciekawego, żeby się nad tym na chwilę zawiesić.

Pomyśleć, że kiedyś konceptowali sobie kolorową przyszłość. Taką z fasadami budynków ociekającymi od świateł neonów. Tymczasem po sponiewieranych zębem czasu ścianach, spływa co najwyżej brudna deszczówka. Pomylili się, kurna, troszkę! Samo skanowanie krajobrazu zamula, jak wczesne systemy operacyjne Windowsoftu. Uśmiecham się na udane porównanie.

Po kilkunastu minutach jestem na miejscu.

Wysiadam, biorąc próżniowego pasażera ze sobą. Niestety pojemnik wysuwa się spod przegubu pachy,

*k-pum*

uderza w chodnik i rozbija. Mój wypiek jest cały potłuczony.

– Oż ty, stary pierniku! – krzyczę do niego, nieco rozbawiony. – No trudno…

(…)

Staję wyprostowany. Jestem gotowy.

Zapach starego piernika to jest coś pięknego! Ależ jestem nataktowany.

Śmieję się. Wszystko wkoło jest tak folderońsko jednakie, że gdyby nie te numerki na drzwiach, w życiu (w cyklu?) nie odnalazłbym żadnego dłużnika.

*puk* *puk*

 

#[11:47]

 

Spoglądamy sobie głęboko w optykę, spowici szarawą mgiełką, raźno parującą z porcelanowych filiżanek z zieloną herbatą. Zaproponował, nie wypadało odmówić. W zakłopotanie wprowadza mnie pytanie o to, ile słodzę?

– Poproszę dwie kostki – wypalam bez namysłu.

– Też coś! – burzy się dłużnik. – Słodzić zieloną herbatę?

– A co za różnica? Przecież nie będziemy jej pić! – prycham rozbawiony.

Zostaję uraczony spojrzeniem chłodnym niczym blue screen. Zapada niezręczna cisza, zręcznie przerwana przez kukułkę starego zegara ściennego. Zwykle już takich nie widuję. Podobnie jest z całym wnętrzem, urządzonym w stylu retro. Skórzane fotele, drewniany rzeźbiony stoliczek z szybą, regały pełne zakurzonych książek…

Ten wizerunek psują dwa identyki (sic! Dwa identyki = $$) stojące pod ścianą i hybrydowy smartwatch na ręce gospodarza, taki z dużym cyfrowym wyświetlaczem.

– Zwykle już takich nie widuję. – Wskazuję na kukułkowca.

– I więcej nie zobaczysz, wynoś się stąd. – Rozmówca podnosi się z krzesła i nonszalanckim ruchem palca kieruje mój wzrok na drzwi.

Mam ochotę mu !@@!!@, ale nie czas na przemoc. Jeszcze nie.

– Po co te nerwy? Porozmawiajmy.

– Nie ma o czym. Wiem kim jesteś i czego chcesz.

Robię bakflip gałkami optycznymi:

– No shit, Sherlock! Przy drzwiach pokazałem ci papiery.

– Precz! – krzyczy. – Preeeecz!

 

*krak* krak*

*krak* *BAM!* *krak*

*krak* *krak*

 

Uderzam pięścią w szklany blat stolika. Stojące na nim porcelanowe filiżanki przewracają się, rozlewając gorący napar. W miejscu uderzenia pojawia się wgniecenie z małą dziurką, a dookoła wykwita pajęczyna pęknięć. Zielona herbata przypuszcza atak DDoS spływając powstałymi szczelinami. Tworzy przybierający na sile strumień, który nie znajduje wystarczającego ujścia. Wgniecenie wypełnia się. Serwer nie jest w stanie obsłużyć takiej liczby zapytań.

Zupełnie jak zamulony umysł tego durnia. Nie pozbędzie się mnie tak łatwo.

– Siad! – polecam, jak jakiemuś psu. – Siaaad! Bo następny będzie ten stary zegar! → tym razem to ja nonszalancko pointuję czubek palca, tyle że na kukułkowca.

Gospodarz jeszcze przez moment trwa niezdecydowany, po czym siada na swoim miejscu.

– Przestałeś pojawiać się w pracy, nie chodzisz do socjalnego centrum rozrywki… What’s the matter, man? – pytam, manipulując falami dźwiękowymi tak, by wybrzmieć jak strapiony koleżka, lecz dłużnik zdaje się nie wierzyć w szczerość mojego zatroskania. On milczy, ja kontynuuję:

– Pewnie nadpisałeś piramidę potrzeb. Wrzuciłeś sentyment do podstawy i…

– Ty też masz nadpisany! – On wstaje.

– Masz mnie! – Wstaję i ja. – Ale to ze względu na pracę – kłamię, choć po części to prawda. Łatwiej dostrzec coś u innych, gdy samemu się tego pożąda.

*bip* *bip*

Zerkam na smartwatch gospodarza, na boku ma grawerunek hasztagu z pszczołą. Co wspólnego ma producent powłocznego softu środowiska jaźni z tym ustrojstwem? Przez wyświetlacz przewijają się jakieś litery:

 

T---------

RT-------

ORT-----

TORT----

--TORT--

----TORT

------TOR

-------TO

---------T

 

Tort… Przetaktowany procesor masowo przetwarza dane.

Implikuję… Tort… Tort… TORT!

Pierwszy odzywa się dłużnik:

– Zrobisz mi ślubny tort.

Przerywam implikację, kasuję pamięć podręczną i próbuję zrobić pasjansową minę:

– Słucham?

– Chcę zamówić u ciebie tort ślubny.

Opadam na krzesło, nie ma co tak stać po próżnicy.

– Skąd pomysł, że… – nagle się reflektuję. – HEJ! Dlaczego zegarek napisał do ciebie o torcie? – Znów wstaję.

– Usiądźmy.

Siadam.

Aerobik, trojańska mać.

Nie muszę pytać o wyjaśnienia, sam zaczyna:

– To tylko wcześniej ustawione przypomnienie.

Bzdura.

– Często ustawiasz przypadkowe przypomnienia na jedenastą czterdzieści siedem? – pytam, szczerze rozbawiony. – Na pełną godzinę, na wpół do, za piętnaście, piętnaście po… – przerywam, jest zniecierpliwiony.

Gospodarz gestem przywołuje jednego z identyków, ten podaje mi zdjęcie.

– Tylko ostrożnie – rzuca.

Badam fotografię.

Tył nośnika gładki, papierowy, o wysokiej gramaturze. Strona z odbitką jest na połysk, ale równocześnie nieco lepi się do manipulatora. Na pierwszym planie biały (śmietankowy?) tort weselny, na drugim młoda para, Azjaci. Panna młoda ma na ręce zegarek ze skórzanym, beżowym paskiem.

– Dobijemy targu – dłużnik nie czeka na pytania. – Ty zostawisz mój sentyment w spokoju, a ja zaspokoję twój. Z całą pewnością dawno już nie miałeś zamówień, cukierniku. – Przenosi wzrok na moje manipulatory.

Zerkam i ja. Drżą. Przetaktowanie daje się we znaki. Obaj już wiemy, że przystanę na propozycję:

– Okej, ale skąd…

– Widziałem jak niuchałeś przed wejściem. Na sobotę. Kurier odbierze. Kredyty przeleję jeszcze dziś.

 

#FPP/TPP

 

*stuk* *stuk*

Otwieram, duży pakunek już czeka w przedpokoju.

Kurier-identyk przestępuje przez próg i w swej niezdarności upuszcza jakiś okrągły przedmiot. Podnoszę, niewiele się zastanawiając. Clickbait…

*Kaboom!* *Kaboom!*

*Bum!*

Eksplozja pikseli, biały szum.^

Zataczam się w tył. Pieprzony blaszak potraktował mnie hukowo-stroboskopowym.

 

+ Uszkodzenie systemów optycznych. +

+ Uszkodzenie systemów optycznych. +

+ Uszkodzenie systemów optycznych. +

 

– Tak ci przerenderuję facjatę, że cię fabryczny serwisant nie pozna! – warczę pod nosem.

Przeskakuję świadomością do chmury i podłączam wizję do monitoringu mieszkania.

 

Trochę dziwnie tak sterować w trzeciej osobie. Powłoka szarżuje na identyka, wypadają przed mieszkanie.

Zmiana kamery.

Ten ułamek sekundy kosztuje mnie utratę kontroli nad bójką. Kurier wpycha powłokę z powrotem do przedpokoju.

Zmiana kamery.

Na górnej krawędzi framugi jest okropnie dużo kurzu!

Powłoka chwyta oparty o ścianę metalowy bejsbol i wali nim identyka przez łeb, a ten pada na podłogę. Dobrze jest trzymać coś podręcznego przy drzwiach, ot taki, dajmy na to nierdzewny kijaszek.

Nawiguję do gabinetu, wymienić gałki optyczne i wyregulować systemy wejściowe audio. W mojej profesji często pada się ofiarą agresji, w całym możliwym spektrum jej występowania: od werbalnej, przez cybernetyczną, aż po mechaniczną. Dlatego lepiej mieć zamienniki. Dużo zamienników. Cały gabinet najlepiej.

 

Przeskok świadomości i wizji do powłoki.

Zaciągam kuriera do konsoli i podpinam nas obu. Przeskok w cyber.

 

Na horyzoncie siatki majaczy bladoniebieski lód.

 

Dzwonię do znajomego kowboja.

– Potrzebuję wydobyć info z indentyka. Zdalnie. Jest u mnie. Co? Adres dostawy tortu weselnego – podaję potrzebne informacje. – Niebieski, jasny.

W odpowiedzi słyszę zgodę:

– Stawka jak zwykle. Chcesz się przyłączyć, popatrzeć?

 

Kowboj kieruje, trzymam się z lewej, lekko za nim. Kolejne linie siatki mijają nas z coraz większą prędkością.

– Mówisz, że to identyk? – zwraca się do mnie.

– Tak, kurier.

Milczy przez chwilę. Walimy prosto na lód.

– Jajka są okropnie drogie, kogo na to stać?

– Zegarmistrza.

– Interesujące.

*ping*

– Zobacz, twój blaszak chce się przywitać. – Kowboj wskazuje na sunący ku nam strumień danych, po czym dokonuje małej korekty kursu, by zejść z kolizyjnego.

– Jak to widzisz? – pytam o ocenę sytuacji.

– Zastanawiające, bo ten identyk ma prymitywne zabezpieczenia. Korpo używają co najmniej o dwie generacje nowszych. Z takim lodem postępuje się jak z natrętnym plugin'em Javy: zaznaczasz i z delejta go, jak to nie podziała, to poprawiasz z sziftem. Nie martw się, pójdzie gładko. Ktoś najwyraźniej ma zamiłowanie do staroci. No, chyba że to pułapka.

– A jeśli tak?

– Wciśniemy pełną wstecz, i jak nie wysmaży nam procków, to skruszymy go inaczej. Za dopłatą, rzecz jasna.

Pełna prędkość.

Kilkanaście klatek od lodu zaczynam mieć poważne wątpliwości.

 

#panna_młoda

 

Oddaję tort do kuchni. Polecam, by zdjąć tylko zewnętrzny karton.

– Niech was lód strzeże, jeśli któryś odkryje wcześniej tę białą zasłonę! Klnę się na shift delete, jak mi zapis logów świadkiem, że który tknie tego tortu swym plugawym manipulatorem, po tym ślad nie zostanie!

Panuje zamieszanie, nikt nie zadaje zbędnych pytań. Pokryłem powłokę typowo weselnym lakierem, więc jestem nie do odróżnienia od innych gości.

Para młoda zasiada w centralnym miejscu. Stoły ustawiono w wielkie U. Zastanawiam się tylko, po co nam one? Po co talerze, sztućce? Full retro, na wysokim pingu.

 

Wjeżdża moje arcydzieło, jeszcze zakryte. Z głośników bucha Europe – The Final Countdown.

Pan młody i, sądząc po wyglądzie powłoki, kobieta podchodzą do platformy z tortem. Pani odziana jest w białą suknię ślubną z rękawami trzy czwarte. Spoglądam na przegub jej manipulatora. Znajomy mi smartwatch wyświetla pikselowy tort. Ktoś podmienił pasek zegarka na skórzany, beżowy.

Zanim nastąpi wielkie odsłonięcie i krojenie pierwszego kawałka, zanim się zorientują – tak jak fatal error w Windowsofcie wyskakuje znienacka, na nic niespodziewającego się użytkownika, tak ja – wyskakuję na środek sceny.

– Po co stoły? Po co talerze? – zaczynam dramatyzować. – Po co sztućce?

– To TY! – Jako pierwszy reaguje pan młody. – Brać go!

– Hola, hola! Halt! Nie tak prędko! – krzyczę i zrywam płachtę.

Wśród gości rozlega się zbiorowe, modulowane westchnienie. Oto ich oczom ukazuje się prawdziwy majstersztyk:

,_,_,

Przepiękny,

trzypoziomowy,

tort miodowo-piernikowy,

 

zroszony płynnym złotem, jak trawa rosą o poranku! Ta brązowa skórka, ten intensywny zapach rozchodzący się po sali!

Pan młody, z wiadomym zamiarem, postępuje dwa kroki w moją stronę.

– Zawieś się! Bo wysmażę pannę młodą i wszystkich zgromadzonych! – wygrażam, w manipulatorze ściskając detonator.

Zamiera w pół kroku.

– Nie zrobisz tego – uśmiecha się.

– W pierniku ukryłem ładunek EMP. Nie zawaham się go użyć – odwzajemniam uśmiech.

– Siebie też wysmażysz? – ripostuje pan młody, marszcząc równo przypiłowane brwi.

– Ja chodzę z głową w chmurze, to konieczne w tej pracy zabezpieczenie. Autozapis co sześćdziesiąt sekund.

Zbliżam się do kobiety w sukni ślubnej. Kreacji dość odważnej, bo pomimo że długiej, to z głębokim dekoltem. Pokaż ręce, zdejmij i oddaj pannę młodą, tylko bez żadnych numerów! – polecam, wlepiając optykę w dwie krągłości. Oj, niejeden numer bym z nimi wykręcił…

– Ani się waż! – Pan młody, choć wcale nie taki młody, a tylko zakonserwowany w powłoce, trwoży się, przestrasza nie na żarty.^^

Tak jak podejrzewałem, kobieta odpina pasek i oddaje mi smartwatcha:

– Aż tyle mi nie płacisz, chory padalcu! – Zwraca się do nowożeńca, po czym ostentacyjnie paraduje przed całą salą do wyjścia. 

– To w istocie chore – podejmuję. – Trzymasz konstrukt żony w zegarku. Ona zdaje sobie sprawę z tego czym jest, a właściwie to z tego, czym nie jest. Taka bezsilna…

– Oddaj, co moje!

Znów spoglądamy sobie głęboko w optykę. On już wie, że jest skończony. Patrzę na wrak.

– Wiesz o czym non-stop myśli konstrukt? – pytam i nie czekając, odpowiadam – żeby go wykasować.

– Ty sku… – nie kończy. Zrezygnowany pan młody opiera się o stolik z tortem, lecz on nie opiera się panu młodemu i lądują na podłodze.

– A wiesz, co nas definiuje, zegarmistrzu? – Patrzę z politowaniem na pustą skorupę leżącą u moich stóp.

 

#windykując_człowieczeństwo

 

Czy nie cofnę się przed niczym, aby pozostać sobą?

Prawie.

Mam i pielęgnuję sentyment. Mam i swoje tajemnice, ale kto nie ma nic do ukrycia, niech pierwszy wyświetli historię przeglądarki.^^^ Są też granice, których nie przekroczę. Nie jest mi żal, gdy patrzę na tego, który przekroczył.

Obserwuję. Teraz to przykładny obywatel: hibernuje, pracuje, przychodzi tutaj do socjalnego centrum rozrywki. Z wyglądu niby to ten sam zegarmistrz, ale ja widzę wydmuszkę. Jest jak zegarek na ręce. Pasek, koperta, tarcza, wskazówki, datownik, niby wszystko na swoim miejscu, tylko że wskazówki stoją. I nie wystarczy go nakręcić, bo w środku brakuje najważniejszego trybiku. Teraz jest jak reszta odsentymenconych, niewyróżnialny z rdzawego mainstreamu powłok.

 

***

 

Podpinam smartwatcha do konsoli i wysyłam prośbę o dostęp.

Gospodarz czasomierza daje mi autoryzację wraz z uprawnieniami administratora. Zaznaczam pliki źródłowe konstruktu:

– Jak masz na imię? – pytam ściszonym głosem, olewając ustawę RODO-D/N-DRON. Zwracanie się do siebie po numerach, w zaistniałej sytuacji byłoby nietaktem.

 

-----MIA----

 

– Cześć, Mia. Ja jestem Piotrek. Najlepiej zróbmy to od razu, okej? – Boję się, że stchórzę, jeśli będziemy zwlekać.

 

------OK----

 

– Jesteś tego pewna? – Końcówki mojego manipulatora wibrują, zawieszone nad odpowiednimi klawiszami. 

*bip* *bip*

Wciskam [Shift] + [Del].

Konsola zwraca komunikat z prośbą o potwierdzenie trwałego usunięcia danych: Y/N?

:

Trwam zawieszony. Mam wątpliwości i nie wiem czy dam radę. Zerkam na wyświetlacz zegarka.

 

-----[Y]-----

 

*tap*

 

 

 

 

 

^w opowiadaniu wykorzystano zmodyfikowany fragment (wersji pre-albumowej) tekstu piosenki "kaboom!", zespołu Kaboom!

^^wykorzystano również maleńki kawalątek piesni religijnej "Zwycięzca śmierci" ze "Śpiewnika kościelnego", autorstwa Michała Marcina Mioduszewskiego

^^^Mało tego, wykorzystano także zmodyfikowany fragment Bilbii Tysiąclecia (J8,7)

Koniec

Komentarze

--TORT--

Kaczka. Zbyt abstrakcyjne, żeby było zabawne.

Niech mnie przeprogramują, kajam się!

Zbyt abstrakcyjny komentarz, opowiadanie, czy jedno i drugie?

Wiedziałem, że zbyt częsty overclocking procesora nic dobrego nie przyniesie. :(

 

edit: Tarnino, mój komentarz z 11:47 ma sens współistnienia tylko z treścią opowiadania :)

Wciągnęło mnie, chociaż nie do końca wszystko zrozumiałam. Ciekawie wplecione różnorakie okołokomputerowe pojęcia, uwierzyłam w tych zrobotyzowanych bohaterów, wydali mi się… naturalni, jeśli można tak powiedzieć o tego typu istotach. Ale właśnie – mimo, że mi się podobało, to nie rozbawiło.

Dobrze mi się to czytało, ale było raczej intrygujące i dziwaczne niż sensu stricto śmieszne. Momentami bawił mnie sposób prowadzenia narracji, wszystko lekkie i fajnie operujące zarówno technobełkotem, jak i (mam wrażenie) lekko lemowskimi odniesieniami. Fajne opko, ale nie takie, żeby człowiek się tarzał ze śmiechu. Raczej taki oldskulowy, subtelny uśmiech. Ale warte klika.

Nir, Cieszę się, że wydarzenia z mojej przeszłości okazały się wciągające. Jak już pojawi się troszkę więcej komentarzy, to niejasności jestem skłonny wyklarować :) To, że udało się stworzyć wiarygodnych bohaterów cieszy mnie niezmiernie, w końcu, tak właśnie było. Cieszę się, że wydałem się naturalny, w końcu wszyscy kiedyś byliśmy ludźmi. Nie bójmy się o tym pamiętać i nie wstydźmy się o tym mówić, nawet, gdy skazani jesteśmy na życie w powłokach.

 

drakaino, cieszy mnie, że dobrze się czytało, bo ważny jest dla mnie flow, transfer danych. Co do sensu-stricto śmieszności komentarz poniżej. Z tą narracją to się namęczyłem głównie z dobieraniem pojedyńczych słów, czy zwrotów, tak by były odpowiednie i wystylizowane, choć wcąż mam wrażenie, że można było więcej, ale nie chciałem stracić na czytelności. Tymi lekko Lemowskimi odniesieniami schlebiasz mi bardzo! Uff… nieco mi ulżyło, że nie musiałaś się tarzać. Oldskulwy usmiech czyni mnie ukontentowanym, jak wtedy, gdy pobieranie pliku dobiegnie końca i nareszcie można się cieszyć zdjęciami skąpo ubranych dziewcząt w FullHD.

 

Nir + drakaino, co do rozbawienia, czy salw śmiechu -> postawiłem na lekkość, na subtelność humoru, na jego dżentelmeńskość? Nie chciałem pójść na łatwiznę i bawić chamsko i ostro. Zależało mi, by nie było to tylko kilka śmieszkowatych scenek, a fabularna opowieść, kompletna i z fabułą. Za to lekka i przyjemna, choć nieoczywista. Innymi słowy, trzymałem humor w plikach rar. i zip. by nie rozplewił się zbytnio i zostawił miejsce dla tego socjo sf, dystopio i lekko cybpunk’owego tła.

 

Edit: Zmieniłem tytuł opowiadania, tamten nagle wydał mi się miałki, przydługi, zbytnio wydumany… :-)

Dziękuję temu geniuszowi, który wymyślił gwiazdki przy opowiadaniach, bo chyba tylko dzięki nim jeszcze się orientuję, którym tekstom zalegam z komentarzami. :)

Fajne. Bardzo pomysłowe, kreatywne, niekonwencjonalne, a że i porządnie napisane, to z pewnością warte polecenia do biblioteki. Jako opowiadanie tekst jak najbardziej się więc broni, zarówno pod względem pomysłu jak i wykonania, natomiast wydaje mi się, że sama koncepcja za diabła nie pasuje do humorystycznej konwencji. Niechbyś nawet, Anonimie, umieścił jakieś humorystyczne akcenty w tym opowiadaniu, to ta abstrakcja Ci je zwyczajnie przykryje. Zbyt mocno przykuwa ona uwagę czytelnika i przez to już z góry, jak gdyby, nie pozwala temu humorowi odpowiednio wybrzmieć (czy nawet zostać zauważonym). Jest to oczywiście tylko moje zdanie, z którym można się nie zgodzić. Tak, czy inaczej, przyjemna lektura, w której koncepcja zdaje się lekko gryźć z konwencją. :)

 

CM, Przez moment obawiałem się, że to mnie chcesz nazwać geniuszem! Ci goście od wirtualnych środowisk jaźni to geniusze, nie ja, jakby co. Ja tylko korzystam z ich softu!

Nie wiem czy radować się, czy smucić, ale chyba jednak radować, że ta nasza szara folderowa rzeczywistość jednak wydaje Ci się pomysłowa i kreatywna! (Czy Ty na pewno jesteś aby wpowłoczony?). Humor tu jest, to znaczy to co mnie bawi, to zawarłem, tak jak to widziałem na własną optykę! Jak to drakaina zauważyła, że bawiła ją narracja.

A niech się konwencja gryzie, niech nie pasuje, ale kiedy tak właśnie jest! Sam więc widzisz, że rzeczywistość, w której żyjemy, choćbyśmy próbowali brać ją humorystycznie, to ona ten humoro wysysa. Taka nasza niedola! (Choć nie jestem pewien, czy Twoja też! Albo, jesteś jednym z tych legendarnych niewpowłoczonych, albo, niech lód chroni, srogo ponadpisywałeś piramidę potrzeb).

Skoro lektura mojej relacji jest przyjemna, i historia została opowiedziana – a to ważniejsze nawet niż jakieś tam śmiechy wywołane przetaktowaniem, to i ja jestem usatysfakcjonowany.

Ale gdzie ta abstrakcja zachodzę w głowę…?

 

A i jak ktoś spotka Tarninę, to prosze jej przekazać w moim imieniu, że czekam na odpowiedź i szerszy komentarz!

Przeczytałam. Nie zrozumiałam. :(

 

Osz ty, stary pier­ni­ku! – krzy­czę do niego… –> ty, stary pier­ni­ku! – krzy­czę do niego

 

… Co by tu? –> Zbędna spacja po wielokropku.

 

Osz ty, stary pier­ni­ku! –> ty, stary pier­ni­ku!

 

raźno pa­ru­ją­cą z por­ce­la­no­wych szkla­ne­czek z zie­lo­ną her­ba­tą. –> Szklanka/ szklaneczka, jak sama nazwa wskazuje, jest wykonana ze szkła, nie z porcelany.

Może: …raźno pa­ru­ją­cą z por­ce­la­no­wych filiżanek/ czarek z zie­lo­ną her­ba­tą.

 

– Też coś! – burzy się w dłuż­nik. –> Chyba miało być: – Też coś! – burzy się dłuż­nik.

 

por­ce­la­no­we szkla­necz­ki prze­wra­ca­ją się… –> …por­ce­la­no­we filiżanki/ czarki prze­wra­ca­ją się

 

na boku ma gra­wer hasz­ta­gu z psz­czo­łą. –> Grawer to ktoś, kto zajmuje się grawerstwem.

A może miało być: …na boku ma gra­werunek hasz­ta­gu z psz­czo­łą.

 

Po­wło­ka chwy­ta za opar­ty o ścia­nę me­ta­lo­wy bejs­bol… –> Po­wło­ka chwy­ta opar­ty o ścia­nę me­ta­lo­wy bejs­bol

 

Kre­acji dość od­waż­nej, bo po­mi­mo że dłu­giej, to z bo­ga­tym de­kol­tem. –> Dekolt to wycięcie w sukni. Suknia/ kreacja nie może mieć bogatego dekoltu.

regulatorzy:( przepraszam, że tekst okazał się niezrozumiały! Jednocześnie dziękuję za łapankę, poprawki wprowadziłem.

 

Czy zatem dekolt, który nie może być bogaty, może być głęboki?

 

Tarnino, I will not talk to those pictures of yours. And although, I am dissatisfied with your answers Istill♡U.

Hmm, nie powiem żebym rozumiała wszystko, co czytałam, ale to, co zdołałam zrozumieć wydawało mi się raczej gorzkie niż śmieszne. Czyżbym jednak nic nie zrozumiała?

Irka_Luz, Narracja ma być śmieszna, czy inne takie dziwactwa, natomiast (zgodnie z otagowaniem) świat przedstawiony i wizja społeczeństwa są jak najbardziej gorzkie.

Wiele elementów możnaby tutaj przełożyć na świat bliższy naszemu, gdyby tylko zmienić nazewnictwo (przetaktowanie = wysoki poziom adrenaliny; powłoka=ciało itd). Nie wiem jendak co i gdzie jest dla Ciebie niezrozumiałe. Ze spojlerami poczekam jeszcze na szerszy odzew komentujących. Podstawowe obeznanie w cyberpunku byłoby zapewne bardzo pomocne :-)

Uff, czyli coś jednak do mnie dotarło. Narracja jest zabawna i widać świetnie się bawiłeś, pisząc to opko, obawiam się jednak, że mnie brakuje obeznania w cyber punku. ;)

And although

Excuse me? I think you meant “altogether” :P

I am dissatisfied with your answers

Life. It’s just not satisfying. Bail’s_favourite_emoticon.

Although is placed correctly IMO. Although I am not satisfied I still ♡ you.

 

Did you actually read the whole thing? :D

Czy zatem dekolt, który nie może być bogaty, może być głęboki?

Tak, Anonimie, dekolt może być głęboki, może też być śmiały, a nawet nieskromny i prowokujący. ;)

Przeczytawszy.

Finkla

Although is placed correctly

It is not, alas! See: usage note.

Did you actually read the whole thing? :D

I’m afraid its baroque incomprehensibility proved too much for me.

I still ♡ you.

regulatorzy, dzięki za wyjaśnienie i przykłady.

 

Finkla, affirmative. Odnotowane i zatwierdzone.

 

Tarnina, Oh, of course I like my girls insane, aint the world we're livin' 'sane too?

Baroque incomprehensibilty, well, if ya say so, than it's gotta stay the way it is. In other words, you have gained my understanding of your POV.

Nawet nie pytam, skąd je bierzesz. Nie chcę wiedzieć.

Skąd się da XD

Tekst wcale nie jest śmieszny, ale za to napisany znakomitym, lekkim stylem, punktowany zabawnie celnymi spostrzeżeniami i niewymuszonym humorem słownym. Lubię, gdy o poważnych rzeczach pisze się, może nie tyle z przymrużeniem oka, co lekko właśnie i z delikatnym dystansem, więc muszę zdecydowanie stwierdzić, że opowiadanie mi się podoba. Technogadka zrozumiała i nieprzytłaczająca, w oczywisty sposób wpleciona w narrację, co jak najbardziej pasuje do obrazu świata. 

Zgrzytów w zasadzie się nie dopatrzyłem, więc byłoby cudownie, ale… 

Ale niezupełnie rozumiem. To znaczy rozumiem samą ideę świata, społeczeństwa i windykacji sentymentów (człowieczeństwa?) choćby dlatego, że mnie samemu bliski jest sentyment do starych aut i cycków. Tych drugich niekoniecznie starych. Ale zbyt dużo tu niejasności, przede wszystkim fabularnych. Może to dlatego, że forpoczty Twojego tekstu potykają się ze zwiadowcami abstrakcji na rubieżach Królestwa Sensu. A może dlatego, że nie umiem dostrzec rozmieszczonych tu i ówdzie wskazówek. Bo jakie znaczenie ma rozbicie pojemnika z piernikiem, że pojawia się aż dwa razy? O co chodzi z logo z pszczołą, że poświęca się mu całkiem sporo uwagi? Dlaczego kurier atakuje windykatora i co windykator zyskał/dowiedział się łamiąc jego zabezpieczenia w cyber? Co w ogóle wnosi ta scena, poza kompozycyjnie pożądanym momentem dynamicznym? 

I wreszcie: Skąd biorą się owe sentymenty u (z braku lepszej nazwy) post-ludzi? Czy wszyscy zaczynali swoje życie dawno temu, jako "zwykli" ludzie i pamiętają jego elementy? Czy jakoś "zarazili" się sentymentalnością będąc już bytami w zasadzie cyfrowymi? 

Cóż, tak czy owak, to bardzo dobry tekst i biblioteczny.

Pozdrawiam! 

Thargone, dzięki ci za tak ciepłe słowa odnośnie stylu, lekkości i ogólnej oceny tekstu!

 

Tekst wcale nie jest śmieszny, ale za to napisany znakomitym, lekkim stylem, punktowany zabawnie celnymi spostrzeżeniami i niewymuszonym humorem słownym.

Napompowałeś moje ego jak balon.

 

**SPOJLERY!!!**

 

Pojemnik z piernikiem → sentyment głównego bohatera, który kiedyś jako człowiek, przed wpołoczeniem, był cukiernikem. Teraz używa znajomych z wcześniejszego życia zapachów jak zastrzyku adrenaliny. Dlaczego pojawia się dwa razy? Na początku tekstu jako… migawka, haczyk, napisany w taki sposób, by jednocześnie zmylić czytelnika, i go zainteresować → przynajmniej taki był zamiar.

Dłużnik jako człowiek był zegarmistrzem, jako wpowłoczony wiemy tylko, że przestał chodzić do pracy, ale musiał robić coś, na czym dobrze się zarabia, bo kasy mu nie brakuje (identyki na służbie, weselne fanaberie, tort – składniki są drogie i trudnodostępne)

 Logo z pszczołą, to które pojawia się na ekranie wczytywania bohatera, to logo softu m.in. dzięki któremu wpowłoczenie jest możliwe → sztuczne podtrzymywanie świadomości; to samo logo jest na smartwachu, to wskazówka do tego, że zegarek jest czymś więcej. Windykator wydedukował, że żony tam zegarmistrz nie zamknął, ale jej konstrukt → sztuczne odwzorowanie ludzkiej świadomości (por. Neuromancer, konstrukt Płaszczaka)

Kurier atakuje Windykatora, bo jest nasłany przez (bogatego) Zegarmistrza (posiadającego identyki, idnetykiem jest też kurier). Zegarmistrz słusznie nie ufał Windykatorowi/Cukiernikowi, że ten mu odpuści.

Windykator zleca hakowanie kuriera, żeby zdobyć adres, gdzie odbywa się wesele Zegarmistrza.

Jest nazwa na post-ludzi → wpowłoczeni. Tak, oni wcześniej byli ludźmi jak ja i ty, ale później zostali tymi, w zasadzie cyfrowymi bytami, a ich jednym łącznikiem z poprzednim życiem, odróżniającym ich od identyków, czy Sztucznej Intelignecji, są sentymenty.

 

**Po spojlerach**

 

Mam nadzieję, że rozwiałem niejasności :-)

 

edit: Nie chciałem łopatologii, czy zbytniego wykładania kawy na ławę w tym tekście, ale niestety okazuje się, że przedobrzyłem w drugą stronę. Złoty środek leży jeszcze daleko od tego, co udało mi się uzyskać. Pozostaje próbować dalej.

Dzięki! 

głównego bohatera, który kiedyś jako człowiek, przed wpołoczeniem, był cukiernikem.

To rozwiewa większość wątpliwości, bo tłunaczy, że wpowłoczeni prowadzili niegdyś (nie tak dawno) życie "zwykłych" ludzi. 

Co do ataku kuriera, to nie grało mi przede wszystkim to, że skoro zegarmistrz chciał tort, to po co miałby atakować cukiernika przed jego upieczeniem ;-) Chyba, że tort nie był ważny, miał tylko zająć i odciągnąć windykatora (bo zegarmistrz skojarzył tęsknoty windykatora na podstawie piernika i wiedział, że haczyk zadziała) dając zegarmistrzowi trochę czasu na przygotowanie wesela i zaplanowanie pozbycia się zagrożenia… 

Ech, tak naprawdę to mało istotne. Marudzę, bo lubię dokładnie znać motywacje bohaterów, wiedzieć bez wątpliwości, dlaczego robią to co robią. Twoi bohaterowie to jednak niezupełnie ludzie, więc może nie należy przystawiać do nich naszej miary. 

Co do ataku kuriera, to nie grało mi przede wszystkim to, że skoro zegarmistrz chciał tort, to po co miałby atakować cukiernika przed jego upieczeniem ;-)

 

Ale kurier przyjechał po tort, on już był upieczony i czekał w przedpokoju na odbiór.

 

Otwieram, duży pakunek już czeka w przedpokoju.

Ale teraz wiem skąd to zamieszanie. Pomiędzy tymi fragmentami (rozmowa z dłużnikiem – przybycie kuriera) zabrakło informacji o tym, ile upłynęło czasu.

Zamieszanie może wynikać tylko z mojej nieuwagi. Z jakichś tajemniczych powodów wydało mi się, że kurier dostarczał niezwykle drogie i trudno dostępne jajka, potrzebne do tortu… 

Głodny jestem i tyle. Idę na pączka. 

Przed chwilą, napisałem tutaj szalenie długi komentarz, a kiedy nacisnąłem “gotowe”, gdzieś mi zniknął. *westchnienie irytacji*

Świetny tekst. Nie śmiałem się do rozpuku, ale czytało się dobrze. Bardzo ładnie przedstawiłeś, niezbyt ładny świat. Dodatkowo ta wizja sprowadzania wszystkich do niemal identycznego, prawie bezmyślnego konstruktu, wydaje się prawdopodobna. Nie mam takich odczuć przy wszystkich tekstach, więc to kolejny duży plus. 

Bardzo podobała mi się scena walki, a dokładnie pomysł z przełączeniem się na monitoring.

 Logo z pszczołą, to które pojawia się na ekranie wczytywania bohatera, to logo softu m.in. dzięki któremu wpowłoczenie jest możliwe → sztuczne podtrzymywanie świadomości; to samo logo jest na smartwachu, to wskazówka do tego, że zegarek jest czymś więcej.

Niezły pomysł, ale szczerze mówiąc zrozumiałem go dopiero po przeczytaniu komentarza. Nie zauważyłem tego wcześniej.

Wśród gości rozlega się zbiorowe, modulowane westchnienie. Oto ich oczom ukazuje się prawdziwy majstersztyk:

,_,_,

Przepiękny,

trzypoziomowy,

tort miodowo-piernikowy,

 

zroszony płynnym złotem, jak trawa rosą o poranku! Ta brązowa skórka, ten intensywny zapach rozchodzący się po sali!

Śliczny fragment. “zroszony płynnym złotem, jak trawa rosą o poranku!” – cudne. 

– Ja chodzę z głową w chmurze

A to diabelnie satysfakcjonująca dwuznaczność.

Poza tym nie pamiętam co napisałem wcześniej, wybacz.

Czekam na więcej takich teksów, biegnę nominować!

Zniknął mi komentarz, więc drugi będzie o niebo krótszy.

Świetne! Czy jest niejasne – tak, czy będzie poczytalne – nie wiem, obawiam się, że nie teraz, czy w ogóle? Nie wiem. Kurcze, to mnie złości i martwi:(

Napisane przednio, choć postawiłeś na minimalizm.To pewnie dobrze, acz łatwiejsze. Konfrontacja podoba mi się i ślady pozostawiane w tekście.

Co mnie zastanawia? Ich pamięć zawodów, pasji, sentymentów, skąd, ile czasu upłynęło? Wiele pytań się rodzi tym obszarze mam i sama sobie na nie odpowiadam. 

Miałam też silne skojarzenie sentyment/resentyment.

O, jeszcze na plus, dobre taktowanie akapitów, a z kolei na minus, że „korpo używają co najmniej o dwie generacje nowszych” – no nie wiem, chyba że jest wolnym strzelcem, może jest?

 

Kilka rzeczy zauważyłam, chyba (?):

‚Wskazuję na kukułkowca

literówka

‚Zrezygnowany pan młody opiera się o stolik z tortem, lecz on nie opiera się panu młodemu i lądują na podłodze

Tu bym coś pokombinowała, no pierwsze wyboldowane – usunęła, może nawet oba.

‚Mam swoje tajemnice

chyba „i” – wykasowałabym, ale to tylko odczucie.

‚Są też granice, których nie przekroczę.

tu, zrobiłabym to samo z “też”, co jw

 

Uhm, tragikokomedia, śmiech przez łzy. Dystans, ironia.

Niewprawna jestem, tylko różą poczęstuję, z kolcami, ale jak pachnie:)

@–'--,---

 

pzd srd, a

 

Co wam wszystkim znikają komentarze do tego tekstu? Kotś hakuje!

 

MaSkrol, dziękuję za miłe słowa! Nie śmiałeś się do rozpuku, bo i nie postawiłem humoru w centrum tekstu. Może to i błąd w tym konkursie, ale konkretnie to opowiadanie i jego stylistyka by na tym ucierpiała, a przecież można wysłać aż trzy wejścia, więc wolałem, by to opowiadanie było dobre w swojej klasie, okraszone humorem, czy tam zabawną narracją, albo i tym co wypunktował Thargone.

Ja jak patrzę na to zdanie z rosą o poranku, to teraz wcale takie cudne mi się nie wydaje :D

Za to dwuznaczne chodzenie z głową w chmurze celowe :-) Tak samo jak zawieszenie się nad czymś ;-)

 

Asylum, dzięki, że zajrzałaś! Szkoda, że tekst okazuje się często-gęsto niejasny i niepoczytelny, ale chyba taki jego urok :D Cieszę się, że skłania do przemyśleń, budzi jakieś refleksje czy niepewności. Bohaterowie pamiętają jeszcze swoje sentymenty (zawody, czy co tam pozwala im utrzymywać więź z niejako utraconym człowieczeństwem, pamiętają, bo to było stosunkowo niedawno. Nie określiłem dokładnie ile lat, czy dekad temu, ale stosunkowo niedawno jeszcze byli ludźmi :)

a z kolei na minus, że „korpo używają co najmniej o dwie generacje nowszych” – no nie wiem, chyba że jest wolnym strzelcem, może jest?

Napastnik to identyk (droid) nasłany przez dłużnika/zegarmistrza, a więc zdecydowanie wolny strzelec, lub nawet jeden z jego własnych identyków. Haker/kowboj do którego zadzwonił główny bohater to też wolny strzelec.

 

Dzięki za sugestie poprawek:

Zrezygnowany pan młody opiera się o stolik z tortem, lecz on nie opiera się panu młodemu i lądują na podłodze

to powtórzenie jest jak najbardziej celowe i na miejscu, resztę rozpatrzę, literówkę poprawię :-)

 

Dzięki, że pomimo utraty dłuższego komentarza, udało się jednak coś naskrobać, wiem że bywa to irytujące. Czasem wystarczy cofnąć stronę by komentarz pojawił się spowrotem w polu edycji i tylko jeszcze raz kliknąć wtedy gotowe. Komentarze najczęściej wcina gdy strona jest długo otwarta i nie odświeżana, lub występują problemy z łączem Internetowym. Przy wyjątkowo dłuższym komentarzu najlepiej skopiować go przed kliknięciem “gotowe”

 

pzd srd, anonim

Sorki, nie rozbawiło mnie, ale to może dlatego, że to nie moja bajka. Nie przepadam za tego typu opowiadaniami.

Tomaszu R.Czarny, liczyłem się z mocno zwężonym targetem :-) W każdym razie dziękuję za podjęcie rękawicy.

Nowa Fantastyka